2 października 2022

loader

Między aniołami i diabłami

Każdy konflikt interesujący opinię publiczną powoduje, że szary obywatel styka się nieprzerwanie z dwoma potokami informacji i opinii – tych, którzy popierają jedną ze stron i mieszają z błotem drugą.

Ta „ich” strona ma niemal wyłącznie cechy anielskie, jest niewinna jak niemowlę, nie popełnia błędów i wszystko, co zrobi, jest sukcesem. Ta druga składa się wyłącznie z czarnych charakterów, wspiera ją tylko szatan, nic się jej nie podoba, chce wszystko lub wszystkich zniszczyć.

Między strumieniami sprzecznych informacji

Obywatele kraju nad Wisłą są ostatnio w wyjątkowo trudnej sytuacji, bo atakowani są jednocześnie aż przez cztery potoki informacyjne – dwa dotyczące wojny rosyjsko – ukraińskiej i dwa, związane z działalnością własnego rządu i jego partyjnych fundamentów
W pierwszej dwójce podział jest relatywnie prosty. Stroną anielską jest Ukraina, jej niszczeni przez rosyjskiego agresora obywatele, którzy uciekają przed wojną głównie przez naszą granicę. Wstrętnym diabłem jest Rosja, a zwłaszcza jej szef, którego nazwisko wymieniane jest tak często, jakby on osobiście walczył na froncie, odpalał rakiety, rzucał bomby i mordował cywilów. A w wolnych chwilach narażał się naszemu premierowi i robił nam putininflację!!
W drugiej dwójce podział nie jest tak ostry. Cechy anielskie ma oczywiście nasz rząd, a zwłaszcza jego partyjne zaplecze, na czele ze słynącym z łagodności prezesem wszystkich prezesów. Diabeł zagościł się natomiast w partiach opozycyjnych, które rzucają rządowi kłody pod nogi, szukają nieistniejących afer, zarzucają nieumiejętność walki z inflacją i pandemią.
Aniołowie w obu płaszczyznach łączą się w sprawie konfliktu w Ukrainie. W naszej i ukraińskiej historii różnie bywało, ale teraz wszyscy popieramy Ukrainę, współczujemy boleśnie doświadczanych przez wojnę jej obywatelom, zachwycamy się ich prezydentem, wierzymy we wszystko, co mówią, piszą i pokazują jej ośrodki propagandowe. Tym bardziej wierzymy, im bardziej jest to antyrosyjskie, bo Rosjan nie lubimy od czasu rozbiorów.
Zalewany codziennie potokami przemówień prezydenta, premiera, ministra od oświaty i jednej pani kurator szary, polski obywatel traci orientację, co jest aktualną prawdą i co jest prawdą historyczną. Nie tak dawno miał bić brawo autorom scenariusza i aktorom filmu „Wołyń”, dzisiaj jest skrajnym nietaktem wspominanie o tym filmie i o tym okresie. Teraz mamy anielską przyjaźń i nic jej nie może zakłócać tym bardziej, że jest ona wspierana przez naszych opiekunów – Stany Zjednoczone i Unię Europejską.
W ten jednolity obraz naszego poparcia dla Ukrainy wkradł się tylko ostatnio przykry dysonans. Oficjalny przedstawiciel aniołów na ziemi, rezydujący w Watykanie, zaczął mieć wątpliwości, kto i za co ponosi winę w tym konflikcie. Ma zamiar to wyjaśnić rozmawiając bezpośrednio w siedlisku szatanów. To się bardzo nie spodobało aniołom i osłabiło jednolitość ich oceny sytuacji.

Nowa cenzura

Troska aniołów o nasze samopoczucie przybiera jednak ostatnio dziwne formy. Na towarzyskie zebranie kilku członków Rady Sklerotyków, odbywające się tradycyjnie na mojej przyzbie, jeden z gości przyniósł zaskakującą wiadomość. Nie obejrzymy w tym roku transmisji z defilady 9 maja w Moskwie, służących nam od dawna, jako pomoc w nieprofesjonalnej analizie nowego uzbrojenia, którym można w nas uderzyć. Dlaczego? Ano dlatego, że zgodnie z wytycznymi rządowych agencji, dostawcy pakietów telewizyjnych wykreślili ze swoich aktualnych ofert wszystkie rosyjskie kanały. Zrobił to również ORANGE, z którego usług większość z nas korzysta.
Zdębieliśmy, ponieważ takie globalne wyłączenie jest całkowym zaprzeczeniem demokracji, a ciągle słyszymy, że ją umacniamy. Starcze rączki zaczęły nam się trząść ze zdenerwowania, powodując nieodwracalne straty złocistego napoju. Jak nieco ochłonęliśmy, zaczęliśmy się zastanawiać, jakie mogły być konkretne motywy pisowskich tytanów intelektu, którzy podjęli taką decyzję.

Pisowski ideał – naród słucha i nie myśli

Doszliśmy do wniosku, że mogły być tylko dwa motywy – jeden gorszy od drugiego.
Albo uznano, że tradycyjnie kłamliwe rosyjskie stacje przemycała w programach informacyjnych trochę prawdziwych wiadomości, niekorzystnych dla Ukrainy, i tym samym mącącym w głowach naszych obywateli.
Albo założono, że cały nasz Naród nie jest dostatecznie rozwinięty intelektualnie, aby wyrabiać sobie własne poglądy na podstawie sprzecznych informacji z anielskich i diabelskich źródeł. Nasz uginający się pod ciężarem sukcesów rząd potwierdził tym samym, że zwłaszcza my, niepoprawni sklerotycy, mamy mentalność na poziomie przedszkoli. Trzeba nam – wzorem nieocenionego ministra oświaty – wyraźnie powiedzieć, co jest „cacy” i co jest „be”, i nakazać czytanie Pisma Świętego, zamiast oglądania wrogich, diabelskich programów telewizyjnych.
Skutek tej zadziwiającej decyzji, której w odniesieniu do programów radiowych w czasie II wojny nie podjął nawet wujek Goebbels, nie zagłuszając wszystkich anglo, francusko i hiszpańskojęzycznych stacji jest – naszym zdaniem – odwrotny do zamierzonego. W Internecie część młodych obywateli, która nawet wyraża poparcie dla tej decyzji (na zasadzie – „niech wiedzą s-syny, że ich nie słuchamy!”), Jednocześnie zastanawia się, co chciano przed nimi ukryć. Zaczyna też mieć wątpliwości do prawdziwości niektórych anielskich informacji o odbijaniu miejscowości, które wróg wcześniej opuścił, albo o pilotach strącających ponad 40 wrogich samolotów w ciągu dwóch miesięcy wojny. W czasie II światowej było wielu „asów przestworzy” uzyskujących nawet znacznie lepsze wyniki, jednak w czasie 4 lub 5 lat. Ale legendy tworzone wokół pilotów „ku pokrzepieniu serc” były zawsze żelaznym tematem propagandy wojennej, więc trudno mieć o to pretensje do obecnych aniołów.
Członkowie Rady Sklerotyków są zniesmaczeni decyzją eliminacji dużego państwa z telewizyjnej przestrzeni informacyjnej. Traktują ją, jako nowy rodzaj cenzury oraz przykład narastających w Polsce trudności życia między diabłami i aniołami. Nie są w stanie akceptować stopniowego niszczenia demokracji i traktowania ich, jako części „ciemnego ludu”, niemającego zdolności samodzielnego kształtowania poglądów. To poważny błąd. Zapewniamy, że nie wszystkich da się intelektualnie cofnąć do poziomu przedszkola.

Tadeusz Wojciechowski

Poprzedni

Plan Jaruzelskiego – cz. I.

Następny

Chiny na Wyspach Salomona