10 lipca 2024

loader

Minister daje swoim

Z jednej strony, trochę mi szkoda, że nie dostałem tych państwowych pieniędzy, bo by mi się przydały. Z drugiej, dobrze że możemy zachować niezależność, jak długo się da, a jak wiadomo, niezależność kosztuje. Z trzeciej zaś strony, tzn. tej, której nie ma, ale w tym wypadku istnieje, żałuję, że przez akcję Glińskiego i kilku podrzędnych szansonistów, dostanie się od ludzi nam wszystkim, i tym, którzy wzięli publiczny grosz i tym, którzy nic nie dostali.

Kazimnierz, mój kolega z kapeli na K. opowiadał mi niedawno, bo akurat jakoś tak nam zeszło na wspominki na temat ś.p. Andrzeja Leppera, jak to w dawnych czasach, zanim jeszcze dołączyłem do kapeli i Lepper dołączył do sejmowych ław, rolnicy i związkowcy z Samoobrony blokowali w Polsce drogi na masową skalę. Tak się wówczas złożyło, że grupa na K. podróżowała w letni dzień, feralną drogą, na koncert, z miasta A. do miasta B. Na drodze stali chłopi, brony rozłożone na całą szerokość jezdni, objazdu brak. Zupełny kanał. Puszczali tylko karetki i ludzi z małymi dziećmi. Poszli więc do grupy inicjatywnej negocjować, menadżer z piosenkarzem, żeby i dla nich zrobili wyjątek, bo jadą, było nie było, do pracy. Ludzie na nich czekają i głupio ich tak zostawić. Chłop polski nieufny jest, więc miast dyskutować na drodze, zaprosił muzykantów do pobliskiej kantyny, żeby sprawę przeprowadzić przez bar. Tam, po paru kolejkach, nastąpił sojusz artystyczno-chłopski, bo zespół rozumiał racje protestujących, a protestujący byli wrażliwi na kulturę. Kiedy atmosfera się poluźniła, chłopi od blokady bardzo chcieli się dowiedzieć od Kazimnierza, ile taki muzykant dostaje za występ. Ten migał się od odpowiedzi, wiedząc, że dla nich mogą to być sumy kompletnie nie do zrozumienia. Mataczył więc w zeznaniach, że różnie, że zależy jaki organizator, ilu ludzi przyjdzie itp. Aż w końcu któryś z panów blokujących, widząc kazikowe mitygowanie wypalił: „No ale ze stówkę na głowę to pewnie dostajecie!”.

Minister Gliński ogłosił ostatnio wszem i wobec, że rozdysponował 400 milionów publicznych pieniędzy w ramach wsparcia dla ludzi i organizacji kultury, którzy i które zostały poszkodowane przez covid i utraciły swoje dochody. Wnioski można było składać do 21 października. Nasz menadżer żadnego wniosku nie złożył, bo nie bardzo było wiadomo, jaki „projekt” możemy za te pieniądze „przeprowadzić”. Nie jest bowiem tak, że dostawał każdy kto udowodnił, że stracił pieniądze za odwołane koncerty, wystawy etc. Regulamin przyznawania dotacji był niezwykle skomplikowany i zasadzał się na wymyśleniu „projektu”. Ten miał być później opatrzony, pod rygorem kary, logotypem ministerstwa etc.

My, grupa na K., nie przeprowadzamy „projektów”. Grupa na K. gra koncerty i wydaje płyty. To jest nasze powołanie i wkład w coś, co się nazywa kultura narodowa. Ciekaw bardzo jestem, jakie „projekty” wnieśli i złożyli do ministerstwa panowie z Bayer Full czy kolega Bednarek, za które dostali pod kilkaset tysięcy złotych. Albo bracia Golec. Jak znam ich twórczość, to na pewno będzie coś z papieżem w tle. Prócz nich, kasę dostali dziennikarze od pogody, agencje reklamowe czy domy kultury. Za „projekty”. Nie za to, że ktoś stracił koncerty z których żyje. Bo żeby je stracić, najsamprzód trzeba je było mieć. Jak ktoś dobry w rachunkach, niechaj policzy, ile koncertów zagrała za bilety w tym kraju Justyna Steczkowska. Ile klubów wyprzedała? Ile było sold outów? Naprawdę, jest na tej ziemi niewiele kapel i artystów solowych z mejnstrimu i rodzimej sceny niezależnej, którzy sami zapełniają sale koncertowe swoją muzyką. Wszystko to, co oglądacie Państwo w telewizjach, to produkty dawno przebrzmiałe, żyjące z tantiem za sylwestry i wakacyjne rewie, albo za granie do kotleta dla producentów drobiu. Reszta, to gołodupce, którzy sami sobie działają, bez sponsora i państwowego mecenatu. Oni nie dostali nic, bo wszystko rozdrapała cwana ferajna od „projektów”. I nie piszę tego dlatego, że szkoda mi, że to oni, a nie ja, są beneficjentami, bo oczywiście, że mi szkoda. Wolałbym mieć parędziesiąt tysięcy i spokojnie żyć z miesiąca na miesiąc, niż martwić się o to, co przyniesie kolejny dzień. Wolałbym nie stawać też przed dylematem, czy nagrywać z kolegami płytę, bo po miesiącach bez pracy, ludzie nie mają za co przyjechać do Warszawy i zamiast do sali prób, muszą iść do roboty; zasuwać na zakładzie, albo wozić paczki do paczkomatu. Żeby „ze stówkę” zarobić. Na gaz i prąd. Ale nie mogę. Bo podług algorytmu pana ministra, nie zasłużyłem na pieniądze, bo nie przedstawiłem „projektu”. Zamiast dać mniej, ale za to każdemu, kto faktycznie potrzebuje pomocy, daje się bogaczom, żeby byli jeszcze bogatsi, a biedota ma być dalej biedna. Jak w prawdziwym, kapitalistycznym świecie.

Najgorsze są jednak te komentarze w sieci. Dla mnie też. Bo przez ministerialną, rażącą niegospodarność, będę traktowany na równi z Bednarkiem i Bayer Fullem, jak ten, który wyciąga z państwowego grubą pengę za nic. A może ja sobie nie życzę…

Jarek Ważny

Poprzedni

Brazylijczycy nadal niepokonani

Następny

Modlitwa jako instrument zarządzania

Zostaw komentarz