
U.S. Army Soldiers, assigned to Bravo Battery, 1st Battalion, 14th Field Artillery Regiment, 75th Field Artillery Brigade, prepares a M142 High Mobility Artillery Rocket System for a dry fire during a HIMARS Rapid Infiltration exercise as part of DEFENDER-Europe 22 at Bornholm, Denmark, May 24, 2022. DEFENDER-Europe 22 is a series of U.S. Army Europe and Africa multinational training exercises within U.S. European Command’s Large Global Scale Exercise construct taking place in Eastern Europe. As part of the annual U.S.-led exercise, parts of the Danish army, navy, and air force train littoral defense from Bornholm and in the Baltic Sea as part of the bilateral training exercise led by the United States in order to build readiness and interoperability within the NATO allies. (U.S. Army photo by Capt. Angelo Mejia, 5th Mobile Public Affairs Detachment)
Amerykański partner, który miał wzmacniać polskie bezpieczeństwo, od trzech lat nie daje zgody na uruchomienie w Polsce produkcji kluczowych rakiet do systemu HIMARS. Jak podał portal Defence24 w tekście Jędrzeja Grafa, rozmowy w sprawie pocisków GMLRS do programu Homar-A trwają od 2023 roku i nadal nie przyniosły przełomu. W praktyce oznacza to, że jeden z najważniejszych programów modernizacji Wojska Polskiego utknął, a Polska wciąż pozostaje zależna od decyzji Waszyngtonu.
Chodzi o sprawę fundamentalną dla dalszego rozwoju polskiej artylerii rakietowej. Według Defence24 właśnie brak zgody na produkcję rakiet jest dziś jednym z głównych powodów zastoju wokół kolejnych zamówień w programie Homar-A. Na stole pozostają następne partie wyrzutni, ale bez krajowej produkcji amunicji sens takich zakupów staje się coraz bardziej wątpliwy. Wyrzutnie bez pewnego dostępu do pocisków są tylko połową zdolności bojowej.
Portal przypomina, że od 2022 roku Polska rozwija artylerię rakietową dwutorowo. Z jednej strony jest Homar-K oparty na koreańskim Chunmoo, gdzie postępuje transfer technologii i uruchamianie produkcji w Polsce. Z drugiej pozostaje Homar-A, czyli amerykański HIMARS w spolonizowanej formule, który od początku miał obejmować nie tylko same wyrzutnie, ale też zdolności produkcyjne po polskiej stronie.
Jak cytuje Defence24, rzecznik Agencji Uzbrojenia płk Grzegorz Polak potwierdził, że rozmowy dotyczące produkcji pocisków GMLRS nadal trwają, lecz „jak na razie nie uzyskano przełomu co do najważniejszych kwestii”. Dodał, że do ich sfinalizowania potrzebne są zgody nie tylko ze strony Departamentu Stanu USA, ale również państw europejskich uczestniczących w programie GMLRS: Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Włoch.
To oznacza, że problem nie sprowadza się wyłącznie do technicznych negocjacji z przemysłem. Ma także wymiar polityczny i międzyrządowy. A to wydłuża cały proces i zwiększa niepewność wokół jednego z kluczowych projektów modernizacyjnych Wojska Polskiego.
GMLRS to podstawowa amunicja dla wyrzutni HIMARS i MLRS. To na tych pociskach opiera się realna użyteczność systemu na współczesnym polu walki. Dlatego dostęp do własnych zdolności produkcyjnych nie jest dodatkiem, lecz warunkiem poważnego myślenia o bezpieczeństwie. Wojna w Ukrainie i konflikty na Bliskim Wschodzie pokazały jasno, że bez możliwości szybkiego odtwarzania zapasów nawet nowoczesne wyrzutnie stają się zależne od cudzych decyzji, cudzych priorytetów i cudzych kryzysów.
Defence24 przywołuje też wypowiedź gen. broni Krzysztofa Króla, asystenta szefa Sztabu Generalnego, który w wywiadzie dla RMF 24 mówił wprost, że Polska musi rozwijać produkcję amunicji rakietowej, bo nikt nie zagwarantuje, że przyszły konflikt będzie krótki ani że Amerykanie będą w nim uczestniczyć w pełni swoimi zdolnościami. To nie jest publicystyczna przesada, tylko trzeźwa diagnoza człowieka z wojskowego zaplecza państwa.
Jesteśmy zależni od widzimisię USA
W tym miejscu najmocniej widać kontrast między programem koreańskim a amerykańskim. W przypadku Homara-K polonizacja postępuje. W przypadku Homara-A Polska nadal czeka na zgodę na produkcję kluczowej amunicji. HIMARS może więc dobrze wyglądać w prezentacjach i politycznych deklaracjach, ale jego rozwój w Polsce napotyka barierę tam, gdzie naprawdę zaczyna się suwerenność: przy technologii i produkcji.
I tu dochodzimy do sedna. Problem Homara-A nie polega już tylko na tym, że negocjacje trwają długo. Problem polega na tym, że Polska znowu zderza się z ograniczeniem wpisanym w amerykański model współpracy zbrojeniowej: sprzęt można kupić, wyrzutnie można zamówić, umowę ramową można podpisać, ale dostęp do kluczowych zdolności pozostaje pod polityczną kontrolą Waszyngtonu. To nie jest partnerstwo równych stron, tylko relacja zależności.
Dziś ta zależność wygląda jeszcze groźniej niż kilka lat temu. Stany Zjednoczone same są uwikłane w kolejną wojnę, zużywają własną amunicję, odbudowują zapasy i coraz ostrzej traktują nawet formalnych sojuszników. W takiej sytuacji wiara, że w razie kryzysu Polska po prostu szybko dostanie wszystko, czego potrzebuje, brzmi bardziej jak życzenie niż strategia. Państwo, które najpierw zabezpiecza własny front, własne magazyny i własne interesy, nie będzie gwarantem bezpieczeństwa innych za wszelką cenę.
Dlatego sprawa produkcji GMLRS w Polsce wykracza daleko poza jeden kontrakt. To test na to, czy polskie państwo naprawdę chce budować autonomię obronną, czy tylko kupować kolejne efektowne systemy z zagranicy i liczyć, że polityczny patron zawsze dowiezie resztę. Bez własnych linii produkcyjnych, bez własnej amunicji i bez zdolności do odtwarzania strat nawet najdroższy sprzęt pozostaje zależny od obcej decyzji.
Wniosek jest prosty i nieprzyjemny dla zwolenników bezwarunkowego zachwytu nad amerykańskim uzbrojeniem. Ameryka nie jest dziś partnerem pewnym ani bezwarunkowym. Jest mocarstwem kierującym się własnym interesem, własną wojną i własną kalkulacją. Jeśli przez lata blokuje uruchomienie produkcji kluczowej amunicji w Polsce, to nie jest to drobny spór proceduralny, lecz ostrzeżenie. Bezpieczeństwa państwa nie buduje się na zaufaniu do cudzej łaski, tylko na własnym przemyśle, własnych kompetencjach i własnej zdolności do działania wtedy, gdy sojusznik akurat zajęty jest sobą.









