Progresja podatkowa – teraz!

Wydarzenia ostatnich miesięcy w Europie i na świecie, których przyczyną jest epidemia COVID-19 całkowicie obnażyły, prawdziwe obliczę liberalizmu gospodarczego.

Liberalizm, który do niedawna był w debacie publicznej uznawany za drogę, którą Europa powinna dążyć, dziś okazał się ładnie pomalowaną tarczą z tektury, która w starciu z kryzysem jest nieskuteczna. Państwa Europy (w tym Polska) są zobligowane do prowadzenia szerszej polityki fiskalnej, celem sfinansowania publicznej służby zdrowia i pomocy socjalnej obywatelom, którzy potracili swoje stanowiska w związku z cięciami kosztowymi przez swoich pracodawców. Powstaje pytanie, w jaki sposób można sfinansować operacje państwa, skoro państwo nie jest monopolistą waluty, a Nowoczesna Teoria Monetarna pozostaje jedynie w debacie polityczno-ekonomicznej… Odpowiedź jest oczywista, ale niekoniecznie prosta do wykonania – Progresja podatkowa.

Problem należy rozpocząć od zastanowienia się nad istotą progresji podatkowej. Klasyczna ekonomia mówi, że daniny publiczne powinny spełniać takie podstawowe warunki jak: minimalizacja dolegliwości biurokracji związanej z podatkami i maksymalizacja wpływów do budżetu. Powyższe warunki dla klasycznej ekonomii, monetarystów, neoliberałów itd. stają się problematyczne w praktyce, gdyż wysokie opodatkowanie uderza w najuboższą część społeczeństwa, a liniowa stawka podatkowa jest niekorzystna dla budżetu i ogranicza możliwości polityki fiskalnej państwa. Optymalną opcją okazuje się progresja podatkowa. Istotą tego opodatkowania jest pobranie taki procent przychodu, by zarówno zamożny i bogaty odczuli w stosunku do ich zarobku równą ,,utratę’’. Z moralnego punktu widzenia progresja podatkowa jest słuszna i leży w postulatach ruchów realizujących idee sprawiedliwości społecznej. Trzeba byłoby też się zastanowić nad włączeniem do polityki ekonomicznej dobrze zorganizowanego podatku majątkowego, który wraz z progresją podatkową umocniłby budżet i zwiększył możliwości fiskalne państwa. Gabriel Zucman i Emmanuel Saez z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley od początku epidemii są zadziwieni, w jaki sposób na bogatym kontynencie, którym jest Europa, istnieją problemy z finansowaniem planów walki z COVID-19. Saez i Zucman od lat wykładają o słuszności podatku majątkowego, oczywiście należy się zastanowić, kogo należałoby objąć takim podatkiem. Oczywiście, że nie tych, którzy mają więcej długu niż rezerw, zdaniem ekonomistów sensowne opodatkowanie majątkowe zaczyna się od 2 mln euro netto. W przypadku Polski należałoby się zastanowić najpierw nad majątkiem państwa Kulczyków, którzy pouciekali ze swoimi firmami do rajów podatkowych, a dziś Dominika Kulczyk udaje wielką zbawczyni, która w samolocie przywiozła zapas ze sprzętem ochronnym. Należy zauważyć fakt, że państwo zapewniłoby taki sprzęt szybciej i w większej ilości, gdyby Kulczykowie uczciwie płacili podatki w kraju.

Odpowiednio silna progresja podatkowa łagodzi problem rozwarstwienia dochodów, które są przyczyną wysokiego współczynnika Giniego. Z punktu widzenia makroekonomii najbardziej niebezpieczne jest zmniejszenie się popytu wewnętrznego. Co do zasady bogaci wydają zdecydowanie mniej od uboższej części społeczeństwa (w takim wypadku ujawnia się też interesujące zjawisko, w którym bogaty przedsiębiorca ma problem z wyznaczeniem przybliżonej ceny podstawowego produktu do życia lub gospodarstwa domowego). Niski popyt wewnętrzny i wzrost oszczędności jest przyczyną niskiej efektywności gospodarczej państwa, co w efekcie ma negatywny wpływ na budżet państwa i możliwości polityki fiskalnej. Bogata część społeczeństwa najczęściej zakupuje towary luksusowe, wytwarzane za granica, czym powodują niekorzystny dla gospodarki deficyt handlowy lub oszczędzają, myśląc o przyszłych inwestycjach. W przypadku niskich zarobków obywateli popyt wewnętrzny sprawia, że maleje produkcja, gdyż wytworzone dobra nie znajdują konsumenta. Progresja podatkowa i redystrybucja sprzyjają również zwiększeniu efektywności alokacyjnej dochodu, co jest wynikiem malejącej użyteczności krańcowej pieniądza. Takie zjawisko prowadzi do pompowania bańki na określonych rynkach, w takim wypadku prawo podatkowe, które wyrównywałoby różnice w dochodach, poprawia efektywność alokacji kapitału i przekłada się na większe bezpieczeństwo ekonomiczne wszystkich obywateli.

Jednak dalej słyszy się od przeciwników progresji podatkowej zdania, że w ten sposób ,,karze’’ się za wyższe zarobki, prawda jest jednak zgoła odmienna. W liberalnym kapitalizmie istnieje zjawisko, w którym jest brak związku pomiędzy użytecznością pracy a zarobkami. Jest to wynik podręcznikowego przykładu z mikroekonomii, iż wynagrodzenia są ustalane przez czyste mechanizmy popytu i podaży, które nie zawsze odpowiednio wynagradzają pracownika we włożony wkład w pracę. Kryzys z 2008 roku był tego dobitnym przykładem, bogaci kapitaliści dorabiali się fortun na niesprawiedliwym wynagradzaniu pracowników. Należy zadać sobie pytanie, czy dzisiaj prezes Comarchu – Janusz Filipiak wypracowuje taką użyteczną dla społeczeństwa (a zwłaszcza w dobie kryzysu spowodowanego COVID-19), która odpowiada jego zarobkom (cały zarząd Comarchu w roku 2018 zarobił ok. 24 mln zł, z czego sam prezes Filipak blisko 15 mln zł).

Skutkiem niedostatecznie progresywnego systemu podatkowego jest akumulacja kapitału wśród najbogatszych i rosnącą pauperyzacją wśród uboższej części społeczeństwa. Lekarstwem w tym przypadku jest zwiększenie nakładu finansowego w kluczowe usługi publiczne, pomoc socjalną i rozwój technologiczny, za przykład można podać kraje Skandynawskie – jak powiedział były premier Islandii Sigmundur Davíð Gunnlaugsson, pomoc socjalna pomogła mu pokonać kryzys z 2008 roku.
Jak pokazuje praktyka i podręcznikowa wiedza z zakresu makroekonomii, kryzysy pokonuje się zmniejszaniem stopy bezrobocia, zmniejszaniem stóp procentowych przez bank centralny, zwiększoną polityką fiskalną i progresją podatkową, a nie jak liberałowie twierdzą, że państwo należy odsuwać od życia społeczno-ekonomicznego.