9 maja

Z szacunku dla narodów Rosji i Związku Radzieckiego, które wyzwoliły Polskę spod okupacji niemieckiego nazizmu napisałem te kilka słów właśnie 9 maja, choć Europa świętuje rocznicę Zwycięstwa dzień wcześniej.

Umysłowość polskich elit politycznych plasuje się dzisiaj na takim poziomie, że nie sposób wspominać o historii bez tej oto refleksji, że doprowadziliśmy do sytuacji, w której robimy jeśli nie wszystko, to bardzo wiele, by odnoszono się do nas bez krzty poważania. Trudno bowiem oczekiwać takich gestów wobec społeczności, która zakłamuje własną przeszłość, pluje i pozwala pluć na pamięć poległych, dzieląc ich na lepszych i gorszych. Która kwiatami składanymi przez najwyższych przedstawicieli państwa czci swoich bandytów, antysemitów i wspólników nazistowskiego ludobójstwa i tych, którzy marzyli o III wojnie światowej, która dla umęczonego społeczeństwa byłaby ostatnią. Nie szanuje trudu pokoleń, którzy odbudowywali kraj z ruin, często odkładając na bok urazy i niesprawiedliwości. Daliśmy uprać sobie mózgi do tego stopnia, że państwowa narracja historyczna obraża pamięć żołnierzy, którzy ramię w ramię z żołnierzami Armii Czerwonej nieśli ocalenie polskiemu narodowi, razem z nimi umierali na polach bitew, a ich potomkowie w naszym kraju nie reagują w żaden sposób. W rezultacie ich zwycięstwa przestały dymić kominy Auschwitz. Zapamiętanie tego faktu nie powinno być trudne, a jednak.

Jesteśmy na tym etapie gnicia naszej świadomości, że minister spraw zagranicznych może bez zmrużenia oka kłamać publicznie, że po II wojnie światowej państwo polskie „pozbawione zostało owoców zwycięstwa” oraz łgać że „od wielu lat włączamy się w przeciwdziałanie konfliktom w różnych częściach świata”, będąc rozkosznie pewnym, że nikt nie będzie miał odwagi, by mu niegodziwe słowa wytknąć. Mówi to człowiek, który żył i wykształcił się w kraju zapewne niedoskonałym, zapewne nie w pełni suwerennym, ale który przez 45 lat miał zagwarantowane pokojowe granice, a jego rozwój społeczny i ekonomiczny – owoce tamtego zwycięstwa – jest bezdyskusyjny. Dziś pluje na tamtą historię członek politycznych elit państwa, które wysyłało swoich żołnierzy, by brali udział w krwawych wojnach w imię cudzych interesów. Państwa, członka agresywnego wojskowego paktu, kroczącego od jednej zbrodniczej wojny do drugiej.

Od 1989 r. obserwuję w okolicach każdego 9 maja takie właśnie makabryczne podrygi kolejnych polskich polityków wszelkiej maści, czyniących wszystko, co w ich mocy, by pominąć w przemówieniach najważniejszą część najnowszej polskiej historii, umniejszyć wagę daniny krwi żołnierzy z gwiazdami i orłem bez korony na czapkach. I, co dla nich najważniejsze, by za wszelką cenę nie wyrazić w jakiejkolwiek formie podstawowego uczucia, które winniśmy tym ludziom – wdzięczności.

Nie wiem, czy żołnierze i oficerowie, których groby rozsiane są po całej Polsce tej wdzięczności oczekiwali. Nie mam jednak wątpliwości, że jednym z fundamentów całej ludzkiej cywilizacji jest wdzięczność za uratowane życie. A oni nas przed niechybną zagładą ocalili.

Niech się święci Dzień Zwycięstwa!