Dwie rocznice 9 maja – światowa i europejska

Wybitny pisarz francuski Andre Maurois (właściwie Emile Herzog) trafnie zauważył,że „rocznice były zawsze terenem bardzo podatnym do do rozpalania namiętności”. Tak było już w starożytności i jest po dziś dzień. 

9 maja to nade wszystko 75 rocznica zakończenia II wojny światowej-największego w dziejach konfliktu zbrojnego,w którym zginęło ok. 60 mln osób (w tym 27 mln obywateli ZSRR-na temat ścisłości wszystkich tych danych nie ma do dziś pełnej zgody),10 mln-Chin, 7mln Niemiec i 6 mln Polski). Późnym wieczorem 8 maja 1945r. marszałek Wilhelm Keitel (skazany potem na śmierć przez Trybunał Norymberski) podpisał bezwarunkową kapitulację faszystowskich Niemiec. Biorąc pod uwagę różnicę czasu (w Moskwie był już 9 maja) w wielu krajach obchodzona była (np. przez wiele lat w Polsce) lub wciąż jest właśnie ta data.

Różnice stanowisk

W tym roku,ze względu na pandemię Covid-19, po raz pierwszy nie odbyła się na Placu Czerwonym tradycyjna defilada wojskowa.Ale w wystąpieniu telewizyjnym prezydent Putin powtórzył tezę od pewnego czasu popularyzowaną w Rosji,iż to ustalenia Układu Monachijskiego z 1938 r.,a nie układ Ribbentrop-Mołotow przyczyniły się do wybuchu tej wojny. Ta interpretacja w gronie „winnych” odpowiedzialnością obciąża także Polskę w związku z aneksją Zaolzia, co jest naturalnie nie do przyjęcia nad Wisłą,
II wojna zasadniczo przebudowała dotychczasowy porządek globalny,ale pozostawiła też szereg innych konfliktów,które do tej pory nie zostały uregulowane.Wystarczy wspomnieć spór o zajęte wtedy przez Armię Czerwoną Wyspy Kurylskie (w Tokio używa się w odniesieniu do nich określenia ‚Terytoria Północne”). Pewnym zaskoczeniem było to,iż defilada 9 maja odbyła się natomiast w Mińsku-stolicy Białorusi.Mało kto sobie przy tym uświadamia,iż biorąc pod uwagę procentowe straty w II wojnie, to na pierwszym miejscu wśród narodów byli właśnie Białorusini. Już nie chcę otwierać puszki Pandory w związku z wypowiedzią Andrzeja Dudy w Warszawie 8 maja, że to „słodko-gorzka rocznica”, bo po tej wojnie Polska „znalazła się w sowieckiej strefie wpływów”. Dla żyjących wtedy Polaków to zwycięstwo było nade wszystko „słodkie”, gdyż groziła eksterminacja naszego narodu.A strefy wpływów oraz nowe granice w Europie ustalili razem Roosevelt,Churchill i Stalin w Jałcie.

Deklaracja Schumana i Dzień Unii Europejskiej

Pozytywnym ewenementem stało się to, ze już zaledwie 5 lat po zakończeniu II wojny światowej postanowiono wyciągnąć daleko idące wnioski z tego straszliwego konfliktu.Kluczową w tym rolę tym rolę odegrali dwaj politycy francuscy Robert Schumann (1886-1963) i Jean Monnet (1888-1979),przy poparciu pierwszego kanclerza Niemiec Konrada Adenauera. Monnet -ekonomista,po studiach w Londynie, pracy w Chinach oraz jako zastępca sekretarza generalnego Ligi Narodów- po wybuchu wojny dołączył do Wolnej Francji i gen. de Gaulle’a oraz został przedstawicielem rządu francuskiego w Stanach Zjednoczonych.
Po wojnie opracował i realizował plan rekonstrukcji, rozwoju i unowocześnienia gospodarki swego kraju ,ale wkrótce zainteresował się ideą integracji europejskiej.Przedłożył szefowi dyplomacji francuskiej (wcześniej dwukrotnemu premierowi) Schumanowi propozycję utworzenia ponadnarodowej organizacji mającej zarządzać rynkami dwóch surowców strategicznych z punktu widzenia tak gospodarki, jak i obrony-węgla i stali, na zasadach solidarności i pokojowej współpracy, przy zapewnieniu Niemcom Zachodnim równouprawnienia gospodarczego,a także powstania mechanizmu kolektywnej kontroli nad ich pomysłem ciężkim.

Ten tzw. Plan Schumana ogłoszony w maju 1950 r. stał się podstawą zawarcia rok później (18 IV) traktatu paryskiego o powstaniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali,z udziałem także Włoch, Belgii,Holandii i Luksemburga. Monnet został pierwszym przewodniczącym tzw. Wysokiej Władzy EWWiS. W 1976 r. jako pierwszemu przyznano mu tytuł Honorowego Obywatela Europy. Ta Wspólnota stopniowo się rozszerzała oraz przekształcała-w EWG, Wspólnotę Europejską,a następnie-po Traktacie z Maastricht -od 1993 r. w Unię Europejską.

W rocznicę Planu Schumana i zarazem zakończenia II wojny światowej 9 maja obchodzony jest Dzień Unii Europejskiej i organizowana Parada Schumana To nie tylko symbol, lecz swoista lekcja historii. Nota bene-jak pisał Eugene Ionesco,wybitny dramaturg francuski pochodzenia rumuńskiego – „WSZYSTKO JEST LEKCJĄ”

Dzień Zwycięstwa

W dniu 8 maja 2020 roku mija 75 rocznica kapitulacji Niemiec wobec wojsk koalicji antyhitlerowskiej w Europie. Fakt ten zaciera się w pamięci ludzkiej, ale nadal jest żywy w pamięci historycznej całego globu.

II wojna światowa to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii naszej cywilizacji. Wzięło w niej udział 61 państw. Zmobilizowano ponad 110 mln żołnierzy. Według ogólnego bilansu w trakcie działań wojennych zginęło lub zaginęło 55 mln ludzi, 35 mln zostało rannych. Większość ofiar stanowili Europejczycy. Największe straty ludnościowe poniosło ZSRR (16,8 mln ludzi, z czego 10 mln to żołnierze). Spośród pozostałych państw europejskich najboleśniej dotknięta została Polska, która utraciła 5,8 mln swoich obywateli (z tego 2 mln to rdzenni Polacy), stanowiło to 17 proc. całej ludności Polski! Łączne, globalne wydatki na prowadzenie wojny wyniosły 1,166 biliona dolarów.

Jednym z najistotniejszych skutków drugiej wojny światowej była zmiana układu politycznego w Europie i na świecie. Pokonano koalicję krajów faszystowskich (Trzecia Rzesza, Włochy, Japonia) i stworzono nowy ład polityczny. Został on ustalony podczas konferencji Wielkiej Trójki, czyli przywódców Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Ład ten trwał nieprzerwanie do roku 1990.

W wyniku wojny i postanowień Wielkiej Trójki Polska została przesunięta na zachód, odzyskała stare ziemie piastowskie i trwały dostęp do Bałtyku. Stała się państwem jednonarodowym.

W dniu 75 rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem trzeba podkreślić bohaterstwo i daninę krwi Polaków, którzy walczyli na wszystkich frontach, szczególnie licznie na europejskim froncie wschodnim i zachodnim. Symbolem polskiego udziału i zwycięstwa była biało-czerwona flaga Polski łopocząca na Kolumnie Zwycięstwa w Berlinie.

W wyzwoleniu Polski spod okupacji hitlerowskiej szczególną rolę odegrali żołnierze sformowanych w trakcie wojny i wyposażonych przez ZSRR jednostek I i II Armii Wojska Polskiego oraz żołnierze Armii Czerwonej. Straty radzieckie, co trzeba podkreślić, wyniosły na ziemiach polskich ponad 600 tysięcy zabitych. Polacy, również dziś, mają te fakty w pamięci, a sercach wdzięczność.

Porozumienie Socjalistów pragnie podkreślić, że do dziś niedoceniony jest udział w wojnie obronnej Polski na różnych frontach, również w kraju w latach 1939-1945, żołnierzy-socjalistów wywodzących się z PPS i innych ugrupowań lewicy. Swoją walką, zaangażowaniem i krwią udowodnili oni patriotyzm i miłość Ojczyzny. Później, po wojnie, pokazali wielkie zaangażowanie w odbudowę i rozwój kraju.

Tragiczne dla narodu i państwa skutki II wojny światowej powinny owocować w polskiej myśli politycznej refleksją, że już nigdy więcej, za żadną cenę, nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, w której ziemie polskie mogą stać się polem bitwy i konfrontacji europejskiej, czy globalnej.
Pokój i współpraca między narodami musi być podstawą rozwoju i wskazaniem na przyszłość.

9 maja

Z szacunku dla narodów Rosji i Związku Radzieckiego, które wyzwoliły Polskę spod okupacji niemieckiego nazizmu napisałem te kilka słów właśnie 9 maja, choć Europa świętuje rocznicę Zwycięstwa dzień wcześniej.

Umysłowość polskich elit politycznych plasuje się dzisiaj na takim poziomie, że nie sposób wspominać o historii bez tej oto refleksji, że doprowadziliśmy do sytuacji, w której robimy jeśli nie wszystko, to bardzo wiele, by odnoszono się do nas bez krzty poważania. Trudno bowiem oczekiwać takich gestów wobec społeczności, która zakłamuje własną przeszłość, pluje i pozwala pluć na pamięć poległych, dzieląc ich na lepszych i gorszych. Która kwiatami składanymi przez najwyższych przedstawicieli państwa czci swoich bandytów, antysemitów i wspólników nazistowskiego ludobójstwa i tych, którzy marzyli o III wojnie światowej, która dla umęczonego społeczeństwa byłaby ostatnią. Nie szanuje trudu pokoleń, którzy odbudowywali kraj z ruin, często odkładając na bok urazy i niesprawiedliwości. Daliśmy uprać sobie mózgi do tego stopnia, że państwowa narracja historyczna obraża pamięć żołnierzy, którzy ramię w ramię z żołnierzami Armii Czerwonej nieśli ocalenie polskiemu narodowi, razem z nimi umierali na polach bitew, a ich potomkowie w naszym kraju nie reagują w żaden sposób. W rezultacie ich zwycięstwa przestały dymić kominy Auschwitz. Zapamiętanie tego faktu nie powinno być trudne, a jednak.

Jesteśmy na tym etapie gnicia naszej świadomości, że minister spraw zagranicznych może bez zmrużenia oka kłamać publicznie, że po II wojnie światowej państwo polskie „pozbawione zostało owoców zwycięstwa” oraz łgać że „od wielu lat włączamy się w przeciwdziałanie konfliktom w różnych częściach świata”, będąc rozkosznie pewnym, że nikt nie będzie miał odwagi, by mu niegodziwe słowa wytknąć. Mówi to człowiek, który żył i wykształcił się w kraju zapewne niedoskonałym, zapewne nie w pełni suwerennym, ale który przez 45 lat miał zagwarantowane pokojowe granice, a jego rozwój społeczny i ekonomiczny – owoce tamtego zwycięstwa – jest bezdyskusyjny. Dziś pluje na tamtą historię członek politycznych elit państwa, które wysyłało swoich żołnierzy, by brali udział w krwawych wojnach w imię cudzych interesów. Państwa, członka agresywnego wojskowego paktu, kroczącego od jednej zbrodniczej wojny do drugiej.

Od 1989 r. obserwuję w okolicach każdego 9 maja takie właśnie makabryczne podrygi kolejnych polskich polityków wszelkiej maści, czyniących wszystko, co w ich mocy, by pominąć w przemówieniach najważniejszą część najnowszej polskiej historii, umniejszyć wagę daniny krwi żołnierzy z gwiazdami i orłem bez korony na czapkach. I, co dla nich najważniejsze, by za wszelką cenę nie wyrazić w jakiejkolwiek formie podstawowego uczucia, które winniśmy tym ludziom – wdzięczności.

Nie wiem, czy żołnierze i oficerowie, których groby rozsiane są po całej Polsce tej wdzięczności oczekiwali. Nie mam jednak wątpliwości, że jednym z fundamentów całej ludzkiej cywilizacji jest wdzięczność za uratowane życie. A oni nas przed niechybną zagładą ocalili.

Niech się święci Dzień Zwycięstwa!

Wojna hybrydowa czy fascynacje rusofobów

Znajomi pełni obaw i troski odradzający mi wyjazd. Żona żegnająca mnie wręcz ze łzami w oczach, pełna lęku o mój los. Tak reagowano, gdy w maju, wyjeżdżałem na press-tour wraz grupą polskich dziennikarzy dzięki Fundacji im. Gorczakowa do Rosji.

 

Przecież, „jak wszyscy nad Wisłą wiedzą”, trwa wojna. Hybrydowa wprawdzie, cokolwiek to znaczy, ale zawsze wojna. Wszak nasze niezależne i obiektywne media i demokratycznie wybrani politycy, informują nas stale, że bronimy się walecznie przed „rosyjską agresją”. W tych warunkach mój wyjazd do Moskwy i Petersburga, urastał wręcz do rangi postaw heroicznych, wszak w wojenny czas jechałem do „jaskini lwa”.

 

Inauguracja prezydenta Putina i Kreml

Pierwszy dzień pobytu był znamienny, gdyż przypadł w dniu inauguracji prezydentury wybranego na nową kadencję Władimira Władimirowicza Putina. Prezydent Rosji w swym wystąpieniu nakreślił główne cele tej kadencji i warto zauważyć, że strategiczna osią tych działań ma być przełom w sferze ekonomii i radykalna poprawa sytuacji oraz warunków życia obywateli Federacji Rosyjskiej. Szereg spotkań, także tych spontanicznych, na ulicach Moskwy potwierdza, że wbrew antyrosyjskiej propagandzie, prezydent Władimir Putin cieszy się powszechnym poparciem swojej wizji Rosji oraz szacunkiem dla swojej pracy na rzecz państwa i wielonarodowego, wielokulturowego i multireligijnego społeczeństwa współczesnej Rosji. W wystąpieniu prezydenta Rosji o żadnej wojnie, w tym hybrydowej z Polską, słowo nie padło. Wprawdzie, co stwierdziłem osobiście, lądowisko śmigłowców prezydenckich na Kremlu osłaniają systemy przeciwlotnicze, to w obliczu współczesnych zagrożeń terrorystycznych nie dziwi. Jedyną „wojnę” jaką wykryłem, to wojna o czystość złotych kopuł kremlowskich soborów, którą toczą specjalnie hodowane kremlowskie jastrzębie, polujące na brudzące gołębie.

 

Wnuczka marszałka Rokossowskiego

Skoro czas wojenny, to spotkaliśmy się z wnuczką marszałka Polski i ZSRR Konstantego Rokossowskiego, redaktorką „Rossijskiej Gaziety” Ariadną Rokossowską. Mówiąca piękną polszczyzną, wnuczka najmłodszego i w ocenie wielu historyków najzdolniejszego radzieckiego marszałków okresu II Wojny Światowej, przybliżyła nam szereg anegdot i ciekawostek z życia wielkiego przodka. Marszałek Rokossowski, w przeciwieństwie do Żukowa i wielu innych dowódców radzieckich tego okresu, słynął nie tylko z wielkich talentów militarnych (choćby autorska operacja „Bagration”), szczęścia żołnierskiego, ale i szacunku dla życia swych podwładnych. Marszałek, oficer radziecki z pochodzenia Polak, represjonowany i torturowany przez NKWD, do końca swych dni uważał się za Polaka, miał polski mundur i zostawił ciekawe wspomnienia, które warto przeczytać. Pani redaktor, walczy o dobrą pamięć o swym pradziadku, wojną tego jednak nie nazywa.

 

W „centrum dowodzenia wojną hybrydową” o wojnie też nic nie wiedzą

Z drżącym sercem przekraczałem progi słynnego wieżowca redakcji „Rossija Siewodnia”. Wszak to tu, jak od lat piszą polskie media, kryją się tysiące „trolli” i „rosyjskich hakerów”, którzy na rozkaz samego prezydenta Putina prowadzą wojny hybrydowe. Wojny, w których według zachodnich mediów odnoszą sukcesy takie jak wybór prezydenta Trumpa w USA. Dyrektor Centrum Projektów Międzynarodowych Agencji Informacyjnej i Radio Sputnik, Dmitrij Gornostajew, oprowadził nas otwarcie po redakcjach, w tym niemieckiej, amerykańskiej, chińskiej, irańskiej a nawet polskiej. Wprawdzie każda z dziesiątek redakcji jest większa niż nasz PAP, to trudno mówić o tysiącach zasiedlających wieżowce. Profesjonalizm, wysokiej klasy sprzęt robił wrażenie. Jednak otwartość zaprzeczała twierdzeniom o „tajnych obiektach” i „tajnych operacjach”. Co szokowało? Młodość tak pracowników jak i kadry zarządzającej, co przekłada się na entuzjazm i dynamikę pracy, co było odczuwalne. Wszechobecne było zdziwienie gospodarzy, skąd wściekłe ataki na „Russia Today” ze strony niektórych środowisk politycznych z Zachodu. Wszak wolność słowa i prawo dostępu do informacji to kanon zachodniej demokracji. Skoro media zachodnie ze swym punktem widzenia obecne są w Rosji, to co jest strasznego w tym, że w ramach pluralizmu informacyjnego społeczeństwa krajów zachodnich poznają rosyjski punkt widzenia? Kierownictwo RT podkreślało, że wiele faktów i wydarzeń przekazuje tylko „Russia Today” gdyż ma tysiące korespondentów na całym globie, zatem eliminacja RT ma podłoże w czystej zawiści merytorycznej i chęci wykluczenia rynkowego konkurenta.

 

Kolacja z „generałem wojny informacyjnej” kochającym muzykę Chopina

W ramach wizyty, mieliśmy zaszczyt spotkania a potem kolacji z Turałem Kerimowym, zastępcą szefa Agencji Sputnik. Przemiły, błyskotliwy, o szerokiej wiedzy, nie przekraczający 30-ki młody człowiek, głęboko wierzący wyznawca Islamu, prowadził z nami kilkugodzinny dialog. Cięte riposty i głębokie przekonanie do wygłaszanych, niekiedy stanowczych ocen i sadów, w ramach toczonej z nami – polskimi dziennikarzami polemik, nie przesłaniały jednak głęboko humanistycznej osobowości dyrektora. Ten przedstawiciel elity rosyjskiej młodego pokolenia, meloman słuchający w samochodzie muzyki Fryderyka Chopina, wygłosił kilka interesujących sądów. Dyrektor ocenił prawo Wielkiej Brytanii do pouczania Rosji w kontekście spreparowanej prowokacji Wielkiej Brytanii związaną z rzekomym otruciem Skripalów oraz postawę jej dziennikarzy na konferencji w Genewie, dokąd Rosjanie przywieźli świadków potwierdzających ustawkę i wyreżyserowanie użycia broni chemicznej w Dumie w Syrii nad wyraz barwnie. „Jeśli uznasz, że prostytutka ma prawo uczyć Cię moralności, to czymże dla Ciebie będzie wówczas sama moralność?”. W odpowiedzi zaś ma moje zastrzeżenie, że Rosja nigdy nie będzie Polski traktowała partnersko, choćby poprzez fakt swej terytorialnej wielkości czy fakt że jest supermocarstwem jądrowym skontrował mnie nie mniej barwnie. „Mylisz się Krzysztof całkowicie. Potężny mężczyzna, wobec subtelnej kobiety zachowuje się ze szczególną delikatnością. Czyż nie? Tak musi postępować Rosja względem Polski, jeśli chce coś osiągnąć. Rosja nigdy nie będzie się zachowywała wobec Polski tak jak względem silnych Niemiec czy USA”. I na koniec Tural Kierimow wyraził znamienną opinię. „Musimy doprowadzić do dialogu pomiędzy Polską i Rosją, póki żyją Ci co pamiętają normalne relacje między obu naszymi krajami. Jeśli pozostawimy to pokoleniom wychowanych w konfrontacyjnej atmosferze, ułożenie dobrosąsiedzkiego dialogu będzie niezwykle trudne o ile niemożliwe”. Musze przyznać, że nie podzielając do końca kilku opinii, trudno mi się z dyrektorem było nie zgadzać. Z racji zawodowych specjalizacji, wszak od lat opisuję konflikt wojenny w Syrii, dyrektor Sputnika zaskoczył mnie dodatkowo. W obliczu szczegółowej wiedzy Turała, który zjeździł Syrię wzdłuż i wszerz, jego znajomości kulisów funkcjonowania assadowskiej Syrii, bliskowschodniej filozofii prowadzenia polityki, momentami w dyskusji z Nim wymiękałem. Ze smutkiem muszę też skonstatować, że daleko naszym młodym politykom i ludziom mediów do szerokiej wiedzy, obycia i kultury jaka uderzała od młodzieży zarządzającej RT.

 

Dzień Zwycięstwa, „Paliaki sajuzniki”

Według najnowszej, jedynie słusznej wykładni historii opracowanej przez fachowców z IPN a propagowanej w PiS-landii, 9 maja to żałobny dzień – „początek drugiej okupacji’. Zatem aby nie drażnić zwycięzców II Wojny Światowej, ja „okupowany”, dla niepoznaki zamaskowałem się. Założyłem furażerkę z czerwona gwiazdą, bluzę mundurową, przypiąłem gierogijewską lientoczkę i udałem się podglądać sprzęt wojenny biorący udział w defiladzie na Placu Czerwonym. Podziwiając czołgi, rakiety i samoloty, wdałem się w dialog z Rosjanami, którzy dowiadując się że jestem Polakiem, sami z siebie solennie mnie zapewniali, że nikt przy zdrowych zmysłach na Polskę nie zamierza napadać i że cieszą się ze razem z „sajuznikiem” świętują zwycięstwo nad faszystami. Wszak jak mi zakomunikowano, „my wmiestie brali Berlin”.

Po defiladzie udałem się pod „Teatr Bolszoj” gdzie spotykają się weterani Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Z racji zaawansowanego wieku jest już ich niestety coraz mniej. I tu, przeżyłem przykry moment. Nie wiedząc gdzie uciec wzrokiem, wstydziłem się za swój kraj. Spotkałem wysokiego szczupłego weterana, o wielu odznaczeniach.

– Pan nie jest Rosjaninem – odezwał się z uśmiechem.
– Nie, nie jestem, jestem z Polski.
– Polak?
– Tak.
– Byłem w Polsce, bardzo dawno byłem w 1944, szturmowaliśmy Pragę, Warszawę-Pragę. Dużo padło naszych i waszych z rąk faszystów. – Ścisnął mi mocniej dłoń i rzekł: – Pamiętajcie o naszych chłopakach. Oni tam zostali na zawsze.

Wraz towarzyszącym kolegą, ze spuszczonymi głowami opuściliśmy Teatralną Płoszczadz, bo co odpowiedzieć staruszkowi o siwych włosach? Że pamiętamy rozwalając pomniki ku czci tych poległych, jak ten „Czerech śpiących” pomnik braterstwa broni właśnie na Warszawie Pradze-Północ?

 

Dyplomacja obywatelska ostatnią szansą uratowania dialogu Polska-Rosja?

Niezwykle ciekawym elementem podróży, było spotkanie polskich dziennikarzy dyrektorem Fundacji Wsparcia Dyplomacji Publicznej im. Gorczakowa, Leonidem Draczewskim. To wybitna postać – dyplomata, były wiceminister spraw zagranicznych Rosji, były sportowiec, ale nade wszystko były ambasador Rosji w Polsce. Mówiąc o fundacji założonej przez byłego szefa rosyjskiej dyplomacji i premiera, Jewgienija Primakowa, ambasador Draczewski wskazywał, że głównym celem fundacji jest umożliwienie spotkań i rozmów na poziomie społecznym. Ambasador wyraził żal z powodu przerwania, z polskiej inicjatywy, współpracy w ramach Polsko-Rosyjskiego Forum Dialogu Obywatelskiego. Leonid Draczewski współprzewodniczył tej inicjatywie wraz z Krzysztofem Zanussim. Podobnie Polacy wycofali się z utworzonej podczas wizyty prezydenta Putina w Polsce w 2002 roku, a reaktywowanej w 2008 r. Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych. Pan ambasador jest jednak optymistą ma nadzieję, że wcześniej czy później współpraca ta zostanie reaktywowana. Zadeklarował, że ze strony rosyjskiej jest otwartość i gotowość do dalszych działań.

Spotkaliśmy się również z kierownictwem Fundacji Rosyjsko-Polskiego Centrum Dialogu i Porozumienia, która prowadzi działania w obszarze współpracy akademickiej i kulturalnej. Obie fundacje zapraszają polskie organizacje pozarządowe i środowiska akademickie do aplikowania o środki na projekty służące rosyjsko-polskiemu dialogowi czy dyplomacji niepublicznej. Szczegółowe warunki znajdują się na stronach internetowych obu fundacji i warto tam sięgnąć wszystkim, którym obce są antyrosyjskie obsesje i „ hybrydowe wojny”. Rosjanie czekają na partnerów pośród polskich organizacji pozarządowych i akademickich. Są środki na wsparcie tych, którzy stworzą projekty opierające się na dialogu, na tym co łączy oba narody i pozwala się im wzajemnie poznawać.
Po podróży, z której miałem nie wrócić, stwierdzam: na Wschodzie bez zmian, obywatele Federacji Rosyjskiej są do Polski i Polaków nastawieni życzliwie. Wojny nie ma i ‚nie budziet”, nawet tej przez rusofobów upragnionej – hybrydowej.