Stół z powyłamywanymi nogami

Chcę dziś powiedzieć strajkującym nauczycielkom i nauczycielom, że rządowy okrągły stół edukacyjny, który urządzono onegdaj na Stadionie Narodowym jest waszym, drodzy Państwo, wielkim zwycięstwem.

Mijają cztery lata, jak PiS wprowadza swą reformę edukacyjną, zwaną powszechnie „deformą”. Chaos, zdublowanie roczników, ścisk w szatniach i na korytarzach, maluchy przemieszane w jednym miejscu i czasie z młodzieżą w okresie „burzy hormonalnej”, przeładowany program nauczania, przeładowane tornistry – w sam raz dla siłacza Pudzianowskiego, a nie dla Jasie z II B, lekcje kończone późno po południu… Gołym okiem widać, że reforma reklamowana jako „dobrze pomyślana i dobrze obliczona” sypie się, nie wytrzymuje konfrontacji ze szkolną rzeczywistością. „Okrągły stół” zwołany po kilku latach jej wprowadzania, nie jest więc niczym innym jak przyznaniem się do klęski. Jeśli rząd proponuje dziś dyskusję o „jakości edukacji”, „roli nauczyciela w systemie edukacji”, „nowoczesnej szkole”, „uczniach w systemie edukacji”, to jak to inaczej nazwać? Stadion Narodowy to Stalingrad minister Zalewskiej! Zwracam przy okazji uwagę, że w „ramowym” programie stadionowej dyskusji nie było punktu dotyczącego warunków pracy i płacy nauczycieli. Wasze podstawowe żądanie, byście nie byli traktowani gorzej niż zwierzęta gospodarskie, którym PiS obiecał ostatnio 500+, zostało przez władze zignorowane. Mało tego – pan premier podał nawet powód tego zlekceważenia was: po co dolewać oliwy do dziurawego kanistra?… Już nie wiem, co gorsze – czy to, że wyżej rząd ceni rogaciznę niż nauczycieli, czy to porównanie was do dziurawego kanistra, który nadaje się wyłącznie na złom. W tej sytuacji nie ma sensu tłumaczyć mu, że nie chodzi wam tylko o pieniądze, a może nawet nie przede wszystkim o pieniądze. On chyba nie rozumie, jak ważne jest coś takiego jak godność. Być może dlatego ze zdumiewającą łatwością przychodzi mu klękać przed grobem bandytów z Brygady Świętokrzyskiej, zrównywać sędziów, których średnia wieku wynosi obecnie 41 lat, z sędziami – kolaborantami hitlerowskimi z okresu Francji Vichy, czy porównywać ich do sędziów stalinowskich. Pewnie obce jest mu nawet powiedzenie „robić z gęby cholewę”, bo jak inaczej wytłumaczyć, że ten niby wykształcony i sprawny w liczeniu pieniędzy gość potrafi porównać wielomiliardowe fundusze unijne do datków wystarczających do naprawy chodników, albo bierze udział i odgrywa pierwszoplanową rolę w cyrku z przybijaniem stępki, która nie jest stępką, pod prom, który nie istnieje, w stoczni, która nie nadaje się do budowy tego typu statków, wedle projektu, którego nie ma, a na koniec organizuje jeszcze „okrągły stół”, który jest w istocie prostokątny. Trafił się nam premier niezwykle inteligentny, ale inaczej. Nie zdziwcie się więc drodzy belfrzy, gdy usłyszycie (a pewnie usłyszycie nie raz), że to nie wy, a rząd odniósł zwycięstwo walcząc z wami „w obronie budżetu”. Zresztą ten premier nie jest jedynym oryginałem w trupie pana Kaczyńskiego – całkiem spora gromada obecnych prominentów sprawia wrażenie, że nie należeli do waszych najlepszych uczniów. Klaszcząc więc swojemu primus inter pares i wielbiąc go wzrokiem, mogą po prostu nie wiedzieć, kto to był Pyrrus i czym jest „pyrrusowe zwycięstwo”. Z głupoty się puszą.
To wy, „frontowi” wychowawcy i wychowawczynie, wykazaliście się odwagą i determinacją w obronie swych praw, a na koniec to wy, okazaliście miłość swym uczniom i poczucie odpowiedzialności za ich los. Bo cóż to byłaby za matura, gdyby, zgodnie z pomysłem premiera, o dopuszczeniu do niej decydował wskazany w trybie administracyjnym ktokolwiek bądź „wyznaczony przez organ prowadzący” – np. przez wójta. Niewykluczone, że w przyszłości sława „maturzysty Morawieckiego” ciągnęłaby się za Bogu ducha winnymi uczniami niczym zły duch „docenta marcowego”.

***

List czytelnika

Mam już 88 lat. Nastał czas wspomnień.
Uczyłem się w klasie pierwszej szkoły podstawowej. Zostałem schwytany za kołnierz przez ekonoma i postawiony przed groźnym obliczem właścicielki dworu z zrzutem rzucania kamieniami w dach rozlatującej się szopki – starej szkółki. Sąd w Górze Kalwarii wezwał ojca, który przedstawił zaświadczanie Kierownika nowej szkoły z Jazgarzewie, pana Stefana SIATKIEWICZA: ”Tolek nie umie rzucać kamieniami”. Nie umiałem, zostałem uniewinniony lecz był to przypadek, który zaważył na mojej przyszłości: poglądach lewicowych. Chwała mądremu nauczycielowi.
Po wojnie byłem wychowankiem domu wychowawczego dla sierot wojennych w Bierutowicach, t.zw. Szkoły Orląt Grunwaldzkich. Dyrektorem był pan Feliks BIELASIK, przed II wojna kierownik szkół w Tomaszowie Mazowieckim, w trakcie wojny kapitan Armii Andersa. Zarządził zebranie Rady Wychowanków gdyż, jak powiedział mi: „chodzą na jabłka”. Zebranie zwołałem, jąkając się przedstawiłem sprawę, na co mój kolega krzyknął: „Ty też chodzisz”. Dyrektor zamknął zebranie. Od tego czasu odnoszę wrażenie, że jestem przyzwoity a przynajmniej nie oskarżam nikogo.
Trzeci przypadek to ukoronowanie. Miałem 60 lat, na Mazurach w Wejsunach nocą chłopcy wyrwali mi sztachety, szesnaście. Rano sąsiedzi radzili donieść policji. Sąsiad – PRZYJACIEL, Roman MACOCH, emerytowany kierownik miejscowej wiejskiej szkoły, nauczyciel matematyki, syn zbieracza żywicy zdecydował, że on sprawę załatwi. Wezwał przechodzącego chłopca, jednego ze sprawców, do zreperowania płotu. I stało się: upłynęło 30 lat i ani jedna sztacheta nie była już wyrwana.
Tak uczyli mnie NAUCZYCIELE. Chwała IM.
Arkadiusz Inowolski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *