Weganizm to walka z patriarchatem i przemocą

7 lut 2020

Współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. To nadal wymaga dużej odwagi, mało jest polityków i polityczek, którzy o tym mówią, nie bojąc się śmieszności – mówi europosłanka Sylwia Spurek w rozmowie z Aleksandrą Bełdowicz.

Czy uważa Pani, że w Polsce wystarczająco dużo dyskutuje się na temat praw zwierząt? Dlaczego?

Nadal zbyt rzadko, w szczególności jeżeli popatrzymy na listę spraw do załatwienia i charakter tych spraw. Nadal w debatach o prawach zwierząt dominuje myślenie – jedne kochamy, inne zjadamy. Nadal politycy mówią o dobrostanie zwierząt, o „humanitarnym” zabijaniu i „humanitarnych” eksploatowaniu zwierząt, a nie o prawach zwierząt. Mimo iż już lata temu na poziomie przepisów prawnych umówiliśmy się, że zwierzę nie jest rzeczą.

Artykuł 1 ustawy o ochronie zwierząt stanowi, że zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, i człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. A jak to wygląda w praktyce? Jak to wygląda w Polsce? Wystarczy zobaczyć wyniki śledztw Vivy, Otwartych Klatek dotyczące np. traktowania zwierząt hodowlanych w Polsce, czy Soko Tierschutz i Cruelty Free International – traktowania zwierząt wykorzystywanych do testów w laboratorium pod Hamburgiem, żeby zrozumieć, jak ludzie przedmiotowo i okrutnie potrafią traktować zwierzęta. Chów klatkowy, okaleczanie, traktowanie jako maszyn do produkcji mleka czy jajek, zabijanie na mięso, hodowla zwierząt na futra, wykorzystywanie w cyrkach czy do innej rozrywki, testy na zwierzętach, morderczy transport zwierząt na duże odległości, znęcanie się nad zwierzętami. To są niestety współczesne symbole naszego humanizmu i tego jak – dla przyjemności i korzyści finansowych, z powodu nawyków – potrafimy przymykać oczy na ból, przemoc, zabijanie istot, które myślą i czują. One chcą żyć. Są przecież zwierzętami.

Co uważa Pani za kwestie priorytetowe w tym zakresie?

To trudne pytanie. Jestem idealistką i marzę o sytuacji, w której świadome społeczeństwo wymusi na polityce i gospodarce trwałe zmiany. Chciałabym, aby wszyscy ci, którzy i które są wrażliwi na los zwierząt, zaczęli głośno mówić – zagłosujemy na was pod warunkiem, że staniecie się w Sejmie, Senacie, Parlamencie Europejskim, rządzie, samorządzie – prawdziwymi rzecznikami i rzeczniczkami praw zwierząt. Nie w trakcie kampanii, nie w mediach społecznościowych, ale każdego dnia, w każdym momencie politycznego działania.

Niestety interesy, tych które nie mogą same mówić w swoim imieniu, w polityce nie jest należycie reprezentowane. Tradycyjne partie zajmują się wszystkim, w tym prawami zwierząt, ale najczęściej jedynie przy okazji, podobnie jak polityką klimatyczną.

Lista spraw do załatwienia dla zwierząt jest długa, ale chyba najbardziej palące są prawa zwierząt hodowlanych. Najważniejsze, bo skala ich eksploatacji i brak kontroli nad przestrzeganiem ich praw są ogromne. I jeszcze jedno. Powszechne jest też społeczne przyzwolenie na ich eksploatację, okrutne traktowanie i zabijanie. To dla mnie priorytet. Najpierw powinniśmy zakazać praktyk, które są szczególnie barbarzyńskie – takie jak mielenie kurcząt żywcem, okaleczanie kur czy prosiąt, okrutne eksploatowanie krów mlecznych, trzymanie zwierząt hodowlanych w klatach, w których nie mogą się nawet ruszyć. Powinniśmy zwiększyć kontrolę nad tym, co dzieje się za murami ferm i rzeźni. W pełni popieram pomysł obowiązkowego monitoringu wideo wszędzie tam, gdzie przebywają żywe zwierzęta hodowlane. Ale to nie koniec, musimy zrobić wszystko, żeby zmniejszyć skalę wykorzystywania zwierząt. Dlatego między innymi w tym tygodniu rozpoczęłam w Parlamencie Europejskim o podatku od mięsa. Bo to, co ma pozytywny wpływ na środowisko, zdrowie ludzi, prawa zwierząt powinno być przez nowoczesne państwa promowane i wspierane. Ale to, co degraduje środowisko, jest jedną z przyczyn chorób ludzi, jest źródłem cierpienia zwierząt, wymaga zdecydowanych restrykcji. Bo mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego wytwarzane przemysłowo prze wielkich producentów jest nie tylko źródłem cierpienia, chorób ludzi, ale jest też jedną z głównych przyczyn katastrofy klimatycznej.

Czy widzi Pani postęp w myśleniu Polaków i Polek na temat dobrostanu zwierząt, nie tylko domowych?

Z jednej strony rośnie liczba osób przechodzących na dietę roślinną z powodów etycznych. Coraz więcej osób włącza się w walkę o prawa zwierząt. Ale z drugiej strony prawo, które powinno chronić zwierząt nie ulega zmianie. Ba, w niektórych sprawach mamy nawet regres. Przykładem może być ostatnia ustawa tzw. lex Ardanowski. Od lat nie pojawił się w polskim prawie praktycznie żaden nowy instrument zwiększający ochronę zwierząt. Oczywiście wiele organizacji zajmujących się w Polsce prawami zwierząt wykonuje heroiczną pracę, żeby przekonywać i społeczeństwo, i polityków i polityczki do zmiany w myśleniu, do przechodzenia na stronę zwierząt. Ale te zmiany są zbyt wolne. Uważam, że większość Polek i Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się na fermach, w rzeźniach, laboratoriach, jak okrutnie tresowane są zwierzęta w cyrkach. Ich wiedza o zwierzętach hodowlanych najczęściej wynika z reklam, na których widzą radosną krowę pasącą się na zielonej alpejskiej łące. Wierzę, że rolą polityków i polityczek jest zmiana postaw, pokazywanie problemów, zachęcanie do refleksji, przekonywanie do zmiany. Zresztą uważam, że współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. Bo to nadal wymaga dużej odwagi. Mało jest polityczek i polityków, którzy są gotowi o tym mówić. Boją się śmieszności. Bo przecież jest tyle ważnych problemów, a oni będą się zajmowali jakimiś zwierzętami. Obronność, polityka społeczna, zdrowie, edukacja to są dla wielu w polityce twarde, realne problemy, a nie zwierzęta i ich prawa.

I to jest niestety ograniczenie tradycyjnych partii. One są pełne wewnętrznych sprzeczności, konfliktów interesów. Często są grupą ludzi o totalnie różnych wartościach. I ofiarą takiego modelu partii są niestety zwierzęta. Od kilku tygodni zadaję sobie pytanie, czy Polska jest gotowa na partię praw zwierząt, na sojusz ludzi w Sejmie i Senacie, którzy chcą się skupić na tym obszarze. Czy jest w Polsce milion wyborców i wyborczyń, którzy byliby gotowi powiedzieć – to są moje wartości, jesteśmy wrażliwi na cierpienie zwierząt, to są realne problemy, takiej partii chcę oddać swój głos. Stawiam takie pytanie, bo do takiej partii chciałabym należeć, bo tylko taka parta mogłaby zagwarantować wyrazisty głos w parlamentarnej debacie, a być może i partycypować w przyszłych rządach, pod warunkiem spełnienia jej programowych postulatów.

Czy według Pani patriarchat w Polsce ma się dobrze, czy dostrzega Pani jakieś zmiany w tej kwestii? Czy ten sprzeciw konserwatywnej prawicy wobec działań na rzecz poprawy losu zwierząt, wobec wyjaśniania ludziom, że nie mają prawa do zadawania niepotrzebnego cierpienia innym, a z drugiej strony – że mają obowiązek zastanowienia się, czy ich działania nie są szkodliwe także wobec środowiska, jest według Pani zakorzeniony we wciąż silnej kulturze patriarchatu w Polsce? Czy istnieje korelacja między patriarchatem a mocno przedmiotowym traktowaniem zwierząt, wbrew ustawie, która mówi wyraźnie „zwierzę nie jest rzeczą”?

W listopadzie napisałam na Twitterze – nie ma feminizmu bez weganizmu. Co dziwne, wywołało to ogromne oburzenie i po lewej, i po prawie stronie. A przecież weganizm nie jest dietą. Jest filozofią, która odrzuca traktowanie zwierząt jako towaru.

Weganie i weganki postrzegają zwierzęta jako istoty, doświadczające bólu, czujące i cierpiące. Weganizm jest wreszcie w kontrze do patriarchatu, ale także do wszystkich innych systemów, w którym jedni ludzie mają władzę i dominują nad innymi, w których jedni ludzie mogą wykorzystywać innych, narażać ich na cierpienie i krzywdę. Uważam, że jeżeli przymykamy oko na patriarchalne relacje między ludźmi, to dajemy przyzwolenie na przemoc i dominację ludzi nad innymi zwierzętami. Jeżeli z kolei sprzeciwiamy się patriarchatowi, to powinniśmy także sprzeciwiać się wszystkim podobnym systemom.

Mało się o tym mówi, ale związek między przemocą domową wobec ludzi, a przemocą domową wobec zwierząt jest oczywisty. Badania w USA pokazują, że osoby doświadczające przemocy w rodzinie, wcześniej zgłaszały, że sprawca znęca się nad zwierzętami. Stanowcza i skuteczna reakcja ze strony państwa na przemoc wobec zwierzęcia domowego mogłaby zapobiec przemocy wobec kobiety, dziecka, osoby starszej, z niepełnosprawnościami – wszystkich tych z różnych przyczyn słabszych, zależnych.

Dlatego feminizm, który dąży do demontowania opresyjnego, patriarchalnego systemu, powinien uwzględnić zwierzęta i walkę o ich prawa w swoich działaniach. A te działania nadal są bardzo potrzebne. Kobiety nadal – mimo, że stanowią większość, mówią głosem mniejszości. Ich problemy nadal traktowane są za mniej ważne, odkładane na później, zamiatane pod dywan. Rok temu w marcu kiedy wchodziłam do polityki, przedstawiam Konstytucję kobiet, listę spraw do załatwienia, listę spraw, które pokazują, że Polki nie mają takich samych praw jak inne Europejki.

Z czego, Pani zdaniem, bierze się strach przed wyrównywaniem praw kobiet i mężczyzn?

Strach? Głównym problemem jest brak wiedzy, brak chęci poznania problemów kobiet, brak umiejętności otwartego, krytycznego myślenia, brak empatii, wrażliwości. Myślę, że gdyby liderzy i liderki, którzy przez ostatnie 30 lat kształtowali naszą polityczną rzeczywistość, wiedzieli, czego kobiety w Polsce doświadczają, jak bardzo są dyskryminowane tylko dlatego, że są kobietami, a dodatkowo chcieliby to zmienić, to być może nasza, kobieca codzienność byłaby duża lepsza.

Są sprawy oczywiste, o których najczęściej debatujemy. Prawo do legalnego i bezpiecznego przerywania ciąży dla każdej kobiety, która taką decyzję podejmuje, nie tylko dla tej zamożnej. Ale są też sprawy, o których nie chcemy debatować. Mam tutaj na myśli głównie przemoc wobec kobiet, przemoc w rodzinie i przemoc seksualną. Jeżeli już o niej rozmawiamy, to albo obwiniamy kobiety i usprawiedliwiamy sprawcę, albo pytamy: co z mężczyznami, oni też doświadczają przemocy, odwracając oczy od źródeł problemu i nie załatwiając sprawy ani dla kobiet, ani dla dzieci, ani dla tych mężczyzn.

Są sprawy, które są prawie niewidoczne, bo łatwo się przyzwyczailiśmy do sytuacji i odpuszczamy. Fatalna opieka okołoporodowa i brak prawa do znieczulenia przy porodzie. Brak skutecznych działań państwa wobec alimenciarzy, co także uderza w kobiety, bo to one najczęściej samodzielnie wychowują dzieci. Brak wsparcia państwa dla rodzin osób z niepełnosprawnościami, osób opiekującymi się starszymi rodzicami. Te problemy również mają twarz kobiet, bo to najczęściej one są obciążane takimi obowiązkami.

Dalej, szczególna sytuacja kobiet mieszkających na wsiach. Ich dostęp do poradni ginekologicznych, nowoczesnej antykoncepcji, czy ochrona przed przemocą domową. Przecież one wymagają innego wsparcia ze strony państwa, niż kobiety mieszkające w dużych miastach. Mogłabym długo wymieniać.

W ubiegłym roku minęło 20 lat, jak zajmuję się prawami kobiet i czasami mam wrażenie, że tak niewiele się zmienia, mimo wielu rekomendacji, pomysłów, propozycji, przedstawianych organom władzy, które przygotowywałam jako prawniczka w organizacji pozarządowej, w biurze pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, jako Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Kiedy byłam zastępczynią prof. Adama Bodnara, stale na moje biurko trafiały sprawy kobiet, dziewczynek, które były pozostawione przez system same, bez żadnego wparcia, bez nadziei na poprawę ich sytuacji. Zawsze w takich sytuacjach było mi wstyd, wstyd za państwo, dla którego prawa człowieka kobiet najwyraźniej nigdy nie były i nie są wartością podstawową.

Jakie najważniejsze cele stawia Pani przed sobą w tej kadencji?

Są cztery główne obszary mojej aktywności i w Parlamencie, i w okręgu wyborczym. Po pierwsze, polityka klimatyczna, po drugie, prawa kobiet, po trzecie, praworządność. I na końcu, ale również ważne – prawa zwierząt, inne kwestie, niż te wynikające z problemów klimatycznych. To dosyć szerokie obszary, ale w każdym z nich w 2020 wyznaczam sobie jasne cele. W ramach polityki klimatycznej chcę monitorować prace Komisji Europejskiej w pacach nad Green Deal, a szczególnie jeżeli chodzi o powiązanie polityki klimatycznej UE ze wspólną polityką rolną. Bo tutaj sporo musi się zmienić.

Rolnictwo tak samo jak każda inna branża musi przejść w kierunku zrównoważonej działalności, bo obecne koszty środowiskowe, ale i cierpienie zwierząt nie są akceptowalne. Jednym z postulowanych rozwiązań jest podatek od mięsa, ale do tego potrzebujemy woli politycznej. Będę proponować rozwiązania i sprawdzać, jakie propozycje legislacyjne przygotuje Komisja realizując ambitne cele klimatyczne.

Jeżeli chodzi o prawa kobiet, w 2020 będę kontynuowała prace nad ratyfikację przez UE Konwencji stambulskiej i nad zmianami w traktacie o UE, tak aby do listy przestępstw unijnych dopisać przemoc wobec kobiet. W grudniu udało mi się przekonać moją frakcję i w efekcie cały parlament do progresywnej, prokobiecej rezolucji, w której parlament wzywa Komisję Europejską do takich działań.

Jeżeli chodzi o praworządność, to znowu kontynuacja działań. Jestem współautorką rezolucji w sprawie art. 7 uruchomionego wobec Polski i Węgier. Zadbałam o to, co spotkało się z ostrymi atakami na mnie, żeby w rezolucji znalazło się wyraźne odniesienie do mechanizmu łączącego przestrzeganie praworządności z wypłatą funduszy. Taki mechanizm jest Unii potrzebny, ale musi działać tak, aby karać antydemokratyczne rządy, a nie samorządy i innych beneficjentów.

W przypadku obszaru praw zwierząt niezależnie od kwestii traktowania zwierząt hodowlanych, które będę podnosiła w kontekście Green Dealu, w tym roku skoncentruje się na problemie testów na zwierzętach i hodowli zwierząt na futra. Ten drugi problem ma podwójny wymiar, bo dotyczy też praw człowieka. Mam tutaj na myśli brak norm jakości zapachowej powietrza. Osoby mieszkające w Wielkopolsce w Marzeninie, Kawęczynie i Gulczewie skazani są życie w sąsiedztwie w sąsiedztwie ogromnego smrodu z masowych ferm zwierząt futerkowych. Uważam, że czas na unijne normy w tym zakresie i oczywiście docelowo zakaz działania takich firm. Tą sprawą zajmowałam się jeszcze jako zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich i chcę to skutecznie zakończyć.

Dr Sylwia Spurek jest radczynią prawną, byłą Zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie niezależną posłanką do Parlamentu Europejskiego, feministką i weganką.

Najnowsze

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo w polskich szkołach

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo w polskich szkołach

Polacy trzymają władzę na celowniku – 54,4% społeczeństwa krytycznie ocenia bezpieczeństwo w szkołach. To szokujące, że w dobie edukacji niemal 55% ludzi uważa, że placówki nie chronią dzieci przed przemocą. Tylko co trzeci rodzic czuje się pewnie, a eksperci biją na alarm, podkreślając konieczność lepszych procedur interwencyjnych i skuteczniejszych kanałów zgłaszania zagrożeń. To nie tylko kwestia statystyk; chodzi o codzienną kulturę bezpieczeństwa. Jeśli szkoły nie zareagują na ten alarmujący sygnał, uczniowie znów będą narażeni na niebezpieczeństwo.

„Prezes TK grozi prokuratorom i zapowiada więzienie dla Tuska? Święczkowski przekroczył granice prawa i swojego urzędu?”

„Prezes TK grozi prokuratorom i zapowiada więzienie dla Tuska? Święczkowski przekroczył granice prawa i swojego urzędu?”

Bogdan Święczkowski, prezes TK, przesuwa granice, publicznie grożąc prokuratorom, co wzmaga kontrowersje. Czy jego zadania jako sędziego konstytucyjnego nie są już tylko zasłoną dla politycznych rozgrywek? W obliczu jego powiązań z Ziobrą rodzi się pytanie: kto ma bronić niezawisłości prawa w Polsce?

Dziedziczysz pieniądze, ale nie możesz ich wypłacić. Jak polskie prawo zamienia spadek w wieloletnią batalię z bankiem

Dziedziczysz pieniądze, ale nie możesz ich wypłacić. Jak polskie prawo zamienia spadek w wieloletnią batalię z bankiem

Polski system prawny sprawia, że odzyskanie spadku staje się katorgą. Rodziny, które potrzebują pieniędzy po śmierci bliskich, często muszą stawiać czoła wieloletnim sporom z bankami, które z niewielkich sum robią wielkie problemy. Prawo zamiast pomagać, potęguje dramat rodzin, które cierpią zarówno finansowo, jak i emocjonalnie.

Chiny mogą hamować Putina i dać Europie czas na zbrojenia. Czy Bruksela dostrzeże w Pekinie potencjalnego partnera?

Chiny mogą hamować Putina i dać Europie czas na zbrojenia. Czy Bruksela dostrzeże w Pekinie potencjalnego partnera?

Władimir Putin staje się coraz bardziej zależny od Chin, które kontrolują rosyjską gospodarkę. Chiny nie chcą wielkiej wojny w Europie, co stwarza Europie czas na wzmocnienie własnego potencjału obronnego. Stabilne relacje z Chinami mogą przynieść korzyści strategiczne, jednak Europa musi myśleć przede wszystkim o swoich interesach.

TV Republika sprzedaje zegarki na antenie. Prawo tego zabrania, KRRiT wciąż wyjaśnia sprawę. Kto odpowiada za brak decyzji?

TV Republika sprzedaje zegarki na antenie. Prawo tego zabrania, KRRiT wciąż wyjaśnia sprawę. Kto odpowiada za brak decyzji?

TV Republika zamiast informować o zagrożeniach bezpieczeństwa, promuje zegarki w programach informacyjnych. Mimo wyraźnych przepisów zakazujących takich działań, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie podjęła jeszcze żadnych działań przeciwko stacji. Prezydent Nawrocki, pomimo sprzeciwu Sejmu i Senatu, utrzymuje dotychczasową KRRiT, co budzi wątpliwości co do jej niezależności. Czy działania KRRiT są skuteczne? Obywatele zasługują na odpowiedzi, bo brak reakcji na łamanie prawa przez media podważa zaufanie do instytucji państwowych. Zegarki to tylko wierzchołek góry lodowej.

Sprawdź również