Prezydent Karol Nawrocki domaga się przeprosin od Onetu za publikację dotyczącą jego przeszłości i zarzutów związanych z sopockim Grand Hotelem. Jednocześnie sam został pozwany przez Edytę Skotarczak, wdowę po „Nikosiu”, która zarzuca mu naruszenie dóbr osobistych w książce wydanej pod pseudonimem Tadeusz Batyr. W jej sprawie pojawiły się problemy z doręczeniem pozwu, choć na dokument wpłynęła już odpowiedź. Dwa postępowania, dwie strony sporu i fundamentalne pytanie: czy polskie prawo zapewnia każdemu równie skuteczną ochronę dobrego imienia, niezależnie od zajmowanego stanowiska?
Proces Nawrockiego przeciwko Onetowi. Sąd otwiera rozprawę dla publiczności
27 października 2026 roku nastąpił istotny zwrot w procesie cywilnym, który prezydent Karol Nawrocki wytoczył wydawcy Onetu, spółce Ringier Axel Springer Polska.
Jak poinformowała Wirtualna Polska, Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił wniosek wydawcy o zniesienie wyłączenia jawności rozprawy. Oznacza to, że dziennikarze mogą uczestniczyć w posiedzeniu i utrwalać jego przebieg, jednak bez prowadzenia transmisji na żywo.
Wcześniej rozprawy odbywały się bez udziału publiczności. Pełnomocnicy prezydenta sprzeciwiali się otwarciu postępowania, argumentując potrzebą ochrony dóbr osobistych swojego klienta.
Decyzja sądu nie rozstrzyga oczywiście, która strona ma rację. Ma jednak znaczenie dla przejrzystości procesu dotyczącego urzędującej głowy państwa.
Jawność postępowania sądowego jest jedną z podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. Wynika między innymi z art. 45 Konstytucji RP, który gwarantuje każdemu prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy przez niezależny sąd.
Konstytucja dopuszcza ograniczenie jawności w określonych przypadkach, między innymi ze względu na moralność, porządek publiczny czy ochronę życia prywatnego.
Zasady wyłączenia jawności w procesie cywilnym określa również art. 153 Kodeksu postępowania cywilnego.
W praktyce oznacza to, że zarówno prezydent, jak i wydawca Onetu mają prawo przedstawiać argumenty dotyczące jawności rozprawy, ale ostateczna decyzja należy do niezależnego sądu.
O co Karol Nawrocki pozwał Onet?
Sprawa rozpoczęła się 26 maja 2025 roku, kiedy dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz i Jacek Harłukowicz opublikowali artykuł „Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu”.
Materiał dotyczył okresu, w którym obecny prezydent pracował w ochronie sopockiego hotelu.
Dziennikarze przytoczyli relacje osób przedstawianych jako dawni współpracownicy lub znajomi Nawrockiego. Według tych świadków miał on uczestniczyć w organizowaniu prostytutek dla hotelowych gości.
Jeden z rozmówców twierdził, że Nawrocki miał proponować mu udział w takim procederze i podział uzyskanych pieniędzy.
Należy wyraźnie podkreślić, że są to zarzuty przedstawione w publikacji dziennikarskiej, a nie fakty potwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu.
Karol Nawrocki zdecydowanie zaprzeczył tym doniesieniom, uznając je za nieprawdziwe i naruszające jego reputację.
W konsekwencji podjął działania prawne.
W postępowaniu cywilnym domaga się od wydawcy Onetu przeprosin za naruszenie dóbr osobistych.
Równolegle skierował prywatny akt oskarżenia przeciwko autorom publikacji w związku z zarzutem zniesławienia.
Pierwsza rozprawa cywilna odbyła się 15 września 2026 roku.
W sprawie karnej zastosowanie ma art. 212 Kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność za pomawianie innej osoby o postępowanie lub właściwości mogące poniżyć ją w opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania określonej działalności lub zajmowania stanowiska.
Jednak odpowiedzialność karna dziennikarzy nie wynika automatycznie z faktu, że publikacja zawiera poważne zarzuty.
Sąd musi ocenić całokształt okoliczności, w tym treść materiału, charakter przedstawionych informacji, działania dziennikarzy oraz przepisy dotyczące wolności słowa i dopuszczalnej krytyki.
Ważny jest również art. 213 Kodeksu karnego, określający okoliczności wyłączające przestępność określonych zarzutów.
Na obecnym etapie nie ma podstaw do przesądzania ani prawdziwości oskarżeń przedstawionych w Onecie, ani odpowiedzialności prawnej autorów publikacji.
Karol Nawrocki jako Tadeusz Batyr. Książka, która stała się przedmiotem kolejnego pozwu
Drugi spór prawny dotyczy książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”, opublikowanej w 2018 roku pod pseudonimem Tadeusz Batyr.
Jej autorem jest Karol Nawrocki.
Publikacja przedstawia historię Nikodema Skotarczaka, znanego jako „Nikoś”, jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci trójmiejskiego świata przestępczego.
Przez lata prawdziwa tożsamość autora nie była powszechnie znana. Została ujawniona w czasie kampanii prezydenckiej w 2025 roku.
Książka zawiera również informacje dotyczące Edyty Skotarczak, żony Nikodema.
Jeden z fragmentów opisuje ją następująco:
„Edyta była nie tylko ładna, ale i przedsiębiorcza”.
W dalszej części autor pisze o jej wyjazdach do Niemiec i Włoch w celu poprawy sytuacji materialnej.
Zdaniem Edyty Skotarczak sposób przedstawienia tych okoliczności sugeruje, że zajmowała się prostytucją.
Jest to jednak interpretacja powódki. W przywołanym fragmencie autor nie formułuje takiego oskarżenia wprost.
Skotarczak zarzuca Nawrockiemu również ujawnienie szczegółów jej życia prywatnego, w tym informacji o poronieniu w 1992 roku.
Według kobiety publikacja naruszyła jej prywatność, dobre imię oraz kult pamięci o zmarłym mężu.
5 maja 2025 roku Edyta Skotarczak złożyła w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew przeciwko Karolowi Nawrockiemu i wydawnictwu Zona Zero.
Domaga się przeprosin, 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia oraz wycofania książki z dystrybucji.
Sam fakt wniesienia pozwu nie oznacza, że autor książki dopuścił się bezprawnego naruszenia dóbr osobistych. To musi zostać wykazane i ocenione przez sąd.
Podobnie jak w procesie Nawrockiego przeciwko Onetowi, również tutaj konieczne jest rozstrzygnięcie konfliktu między prawem do dobrego imienia i prywatności a wolnością wypowiedzi.
Pozew przeciwko prezydentowi. Dlaczego pojawił się problem z doręczeniem dokumentów?
W tej sprawie szczególne kontrowersje wywołał nie tylko przedmiot pozwu, ale również przebieg czynności proceduralnych.
4 maja 2026 roku „Fakt” opisał trudności, jakie występowały podczas prób doręczenia odpisu pozwu Karolowi Nawrockiemu.
Według relacji Edyty Skotarczak dokumenty kierowano początkowo na adres w Gdańsku, a następnie do Pałacu Prezydenckiego.
Nie wszystkie próby doręczenia zakończyły się odbiorem przesyłek.
Kolejna korespondencja została ostatecznie odebrana przez osobę posiadającą pełnomocnictwo pocztowe.
Powódka zakwestionowała jednak, czy obejmowało ono uprawnienie do odbierania prywatnej korespondencji sądowej prezydenta.
We wrześniu 2026 roku Andrzej Stankiewicz przedstawił dalsze informacje dotyczące postępowania.
Według jego relacji dokumenty zostały odebrane przez pracownicę Kancelarii Prezydenta, a do sądu wpłynęła odpowiedź na pozew.
Jednocześnie pełnomocnik Nawrockiego miał zakwestionować prawidłowość doręczenia, wskazując, że dokumenty trafiły do Kancelarii Prezydenta, a nie bezpośrednio do Karola Nawrockiego jako osoby fizycznej.
Ta sytuacja może budzić zdziwienie, ale z prawnego punktu widzenia wymaga rozróżnienia dwóch kwestii.
Otrzymanie informacji o istnieniu pozwu nie zawsze jest równoznaczne z jego skutecznym doręczeniem w rozumieniu Kodeksu postępowania cywilnego.
Przepisy określają, komu, gdzie i w jaki sposób można doręczać pisma sądowe.
Znaczenie mają między innymi art. 133 i 135 Kodeksu postępowania cywilnego, regulujące doręczanie pism osobom fizycznym oraz miejsca dokonywania doręczeń.
Sąd powinien ustalić, czy osoba odbierająca dokumenty była do tego uprawniona oraz czy zastosowano właściwy tryb doręczenia.
Samo zakwestionowanie doręczenia przez pełnomocnika jest dopuszczalnym działaniem procesowym.
Nie oznacza automatycznie nadużycia prawa ani świadomego unikania odpowiedzialności.
Z drugiej strony przedłużające się problemy z doręczeniem pism mogą utrudniać osobie dochodzącej swoich praw uzyskanie rozstrzygnięcia w rozsądnym terminie.
Istotne pytanie brzmi więc nie tyle, czy prezydent miał prawo zakwestionować doręczenie, lecz czy procedura została przeprowadzona prawidłowo i czy nie doprowadziła do nieuzasadnionego opóźnienia procesu.
Na 27 października 2026 roku nie udało nam się potwierdzić ostatecznego rozstrzygnięcia sądu dotyczącego skuteczności doręczenia pozwu Edyty Skotarczak.
Co mówi polskie prawo o ochronie dobrego imienia?
Podstawą obu sporów są przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych.
Art. 23 Kodeksu cywilnego wskazuje, że ochronie podlegają między innymi cześć, nazwisko, wizerunek oraz inne dobra osobiste człowieka.
W orzecznictwie sądowym do tej kategorii zaliczane są również dobre imię, prywatność i kult pamięci osoby zmarłej.
Z kolei art. 24 Kodeksu cywilnego przewiduje możliwość dochodzenia ochrony w przypadku zagrożenia lub naruszenia takich dóbr.
Osoba poszkodowana może żądać między innymi zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków, przeprosin oraz — na zasadach określonych w przepisach — zadośćuczynienia pieniężnego.
W procesach o ochronę dóbr osobistych sąd bada, czy doszło do naruszenia chronionego dobra oraz czy działanie pozwanego było bezprawne.
Przy ustalonym naruszeniu dóbr osobistych zastosowanie znajduje domniemanie bezprawności działania. Pozwany może wykazywać okoliczności, które tę bezprawność wyłączają.
Nie oznacza to jednak, że każda krytyczna publikacja narusza prawo.
W przypadku działalności dziennikarskiej znaczenie mają wolność wypowiedzi, interes społeczny, rzetelność dziennikarska oraz obowiązek szczególnej staranności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych.
Obowiązek taki wynika z art. 12 ustawy Prawo prasowe.
Polskie prawo chroni zarówno reputację osoby opisywanej przez media, jak i prawo społeczeństwa do otrzymywania informacji o osobach sprawujących funkcje publiczne.
Żadne z tych praw nie ma charakteru absolutnego.
Czy prezydent ma większą ochronę niż zwykły obywatel?
Konstytucja RP nie przewiduje, aby urząd prezydenta zapewniał większą ochronę cywilnoprawną dobrego imienia niż przysługuje innym obywatelom.
Art. 32 ust. 1 Konstytucji stanowi:
„Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”.
Oznacza to, że zarówno Karol Nawrocki, jak i Edyta Skotarczak mogą domagać się ochrony swoich dóbr osobistych.
Jednocześnie art. 45 Konstytucji gwarantuje prawo do sądu i rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.
Prezydent nie korzysta z ogólnego immunitetu wyłączającego możliwość dochodzenia przeciwko niemu roszczeń cywilnych.
W praktyce oznacza to, że osoba prywatna może pozwać urzędującego prezydenta, jeżeli uważa, że naruszył on jej prawa.
Nie należy jednak mylić równości wobec prawa z obowiązkiem identycznego traktowania wszystkich sytuacji faktycznych.
Osoby sprawujące wysokie funkcje publiczne podlegają szerszej kontroli społecznej, zwłaszcza gdy publikowane informacje dotyczą ich działalności publicznej, wiarygodności lub kwalifikacji do sprawowania urzędu.
Nie oznacza to jednak utraty prawa do prywatności czy ochrony przed nieprawdziwymi oskarżeniami.
Podobnie autor biografii osoby znanej publicznie może korzystać z wolności twórczości i wypowiedzi, ale nie otrzymuje przez to nieograniczonego prawa do ujawniania intymnych informacji dotyczących osób trzecich.
Sąd musi zatem uwzględnić charakter każdej publikacji, jej znaczenie społeczne oraz zakres ingerencji w chronione prawa.
Gdzie przebiega granica między interesem publicznym a prywatnością?
W sprawie przeciwko Onetowi kluczowe znaczenie będzie miało ustalenie, czy dziennikarze dochowali wymaganej staranności i rzetelności przy przedstawianiu poważnych zarzutów dotyczących ówczesnego kandydata na prezydenta.
Informacje o przeszłości osoby ubiegającej się o najwyższy urząd w państwie mogą mieć istotne znaczenie dla opinii publicznej.
Jednak interes społeczny nie zwalnia mediów z obowiązku weryfikowania informacji.
W sprawie Edyty Skotarczak sąd będzie musiał ocenić inny problem: czy autor książki o znanym przestępcy przekroczył dopuszczalne granice opisywania życia prywatnego jego bliskich.
Istotne będzie również ustalenie, jak przeciętny czytelnik odbiera zakwestionowane fragmenty publikacji.
Sama subiektywna ocena osoby opisanej w książce nie przesądza jeszcze o bezprawnym naruszeniu jej dobrego imienia.
Jednocześnie brak dosłownego oskarżenia nie zawsze oznacza, że wypowiedź nie może naruszać dóbr osobistych. Znaczenie może mieć również kontekst i rzeczywisty przekaz publikacji.
Ostateczne rozstrzygnięcie w obu sprawach wymaga oceny dowodów, argumentów stron i obowiązujących przepisów przez niezależny sąd.
Dwa procesy, jeden standard państwa prawa
Oba postępowania dotyczą ochrony reputacji, jednak ich okoliczności są odmienne.
W pierwszym Karol Nawrocki występuje jako powód i żąda ochrony swojego dobrego imienia przed zarzutami opublikowanymi przez media.
W drugim występuje jako pozwany, a ochrony swoich dóbr osobistych domaga się kobieta, którą opisał w książce.
Nie ma sprzeczności prawnej w tym, że ta sama osoba korzysta z ochrony dóbr osobistych i jednocześnie musi odpowiadać na pozew dotyczący własnej publikacji.
Tak właśnie powinien funkcjonować system sprawiedliwości.
Kontrowersje pojawiają się natomiast wtedy, gdy postępowanie dotyczące osoby pełniącej najwyższy urząd w państwie napotyka wielomiesięczne przeszkody proceduralne.
Nie przesądza to o bezprawnym działaniu prezydenta ani jego pełnomocników, ale uzasadnia zainteresowanie opinii publicznej.
W demokratycznym państwie prawa ważne jest bowiem nie tylko istnienie formalnej możliwości złożenia pozwu.
Równie istotne jest to, czy obywatel może skutecznie korzystać z procedur sądowych i uzyskać rozstrzygnięcie bez zbędnej zwłoki.
Co nadal pozostaje niewyjaśnione?
W obu sprawach istnieją kwestie wymagające ostatecznego rozstrzygnięcia.
W procesie przeciwko Onetowi sąd musi ocenić, czy opublikowane zarzuty i sposób ich przedstawienia naruszyły dobra osobiste Nawrockiego oraz czy wydawca może wykazać brak bezprawności publikacji.
W sprawie Edyty Skotarczak konieczne jest ustalenie, czy treść książki rzeczywiście naruszyła jej prawa, a także rozstrzygnięcie kwestii prawidłowego doręczenia pozwu.
Dostępne informacje nie pozwalają obecnie stwierdzić, że którakolwiek ze stron dopuściła się przestępstwa w związku z opisanymi postępowaniami.
Nie ma również podstaw do przedstawiania zarzutów dotyczących Grand Hotelu jako udowodnionych faktów.
Równość wobec prawa musi działać w praktyce
Spór Karola Nawrockiego z Onetem i pozew Edyty Skotarczak pokazują, jak istotne znaczenie ma prawo do ochrony reputacji oraz jak skomplikowane bywają granice wolności słowa.
Prezydent ma prawo bronić swojego dobrego imienia przed sądem. Ma również prawo kwestionować publikacje, które uważa za nierzetelne lub nieprawdziwe.
Takie samo prawo przysługuje jednak osobie, która uważa, że jej reputację naruszył prezydent — również wtedy, gdy sporna wypowiedź została opublikowana wiele lat przed objęciem urzędu.
Najważniejsze nie jest więc to, kto pozywa i kto zostaje pozwany, lecz czy obie strony mają rzeczywistą możliwość dochodzenia swoich praw przed niezależnym sądem.
O tym, czy doszło do naruszenia prawa, powinny decydować dowody i przepisy, a nie polityczna pozycja uczestników postępowania.
Dla państwa prawa byłoby niebezpieczne zarówno pozbawienie prezydenta prawa do obrony reputacji, jak i sytuacja, w której sprawowanie urzędu w praktyce utrudniałoby obywatelowi uzyskanie sądowego rozstrzygnięcia.
Polska Konstytucja gwarantuje równość wobec prawa. Zadaniem wymiaru sprawiedliwości jest sprawić, aby zasada ta nie pozostawała jedynie zapisem na papierze.
Źródła artykułu:
Onet: Nawrocki pozwany przez wdowę po „Nikosiu”, 15 maja 2025 r.
Fakt: Problemy z doręczeniem pozwu, 4 maja 2026 r.
Onet: Proces przeciwko wydawcy i jego przedmiot, 15 września 2026 r.
Rzeczpospolita: Żądania Nawrockiego wobec wydawcy
Onet: Relacja dotycząca doręczenia pozwu Skotarczak, 16 września 2026 r.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej — art. 32, 45 i 54.
Kodeks cywilny — art. 23 i 24.
Kodeks postępowania cywilnego












