Diabeł z wyrokiem w zawieszeniu

W minionym tygodniu w polskich mediach zrobiło się głośno o Andrzeju Szarmachu. Przyczyną była wzmianka w lokalnym francuskim dzienniku „Le Telegramme”, że blisko już 70-letni dzisiaj 61-krotny reprezentant Polski, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata, został skazany we Francji na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu za znęcanie się nad żoną.

Rozprawa w tej bulwersującej sprawie odbyła się przed sądem w Agouleme, stolicy okręgu w regonie Nowej Akwitanii do którego należy jurysdykcja nad obywatelami miejscowości i gminy Puymoyen. To w tej liczącej niespełna trzy tysiące mieszkańców miejscowości Andrzej Szarmach z żoną Małgorzatą osiedli po przejściu na emeryturę. Poznali się w 1972 roku w Zabrzu, a ślub wzięli dwa lat później, w maju 1974 roku, na miesiąc przed mistrzostwami świata w RFN, gdzie trzecie miejsce wywalczone przez biało-czerwonych zapewniło niemal wszystkim piłkarzom podstawowej jedenastki nieśmiertelną sławę. Największe splendory spadły wprawdzie na Kazimierza Deynę oraz króla strzelców turnieju Grzegorza Lato, lecz Szarmach, który zdobył pięć bramek, czyli tylko o dwie mniej od Laty, i wspólnie z Holendrem Johanem Neeskensem został wicekrólem strzelców, też nie mógł narzekać na popularność. Nie zmieniło się to także w późniejszych latach, chociaż niespecjalnie dbał o dobre kontakty z mediami i na ogół nie przywiązywał wagi do tego, co o nim mówiono i pisano.
Nikt nie kwestionował nigdy jego nietuzinkowego piłkarskiego talentu. Oglądając jego bramki zdobyte w reprezentacji nietrudno zauważyć, że z równą łatwością pokonywał bramkarzy lewą i prawą nogą, a w strzałach głową był wręcz mistrzem. Boiskowy przydomek „Diabeł”, nadany mu przez fanów i rozpowszechniony w mediach, do dzisiaj jest jego znakiem firmowym. Szarmach był „wynalazkiem” Kazimierza Górskiego i póki on był trenerem biało-czerwonych, grał w podstawowym składzie regularnie. W turnieju piłkarskim igrzysk olimpijskich w 1976 roku w Montrealu został królem strzelców, lecz srebrny medal w Polsce uznano za porażkę i Górski zrezygnował z posady. Jego miejsce zajął Jacek Gmoch, z którym Szarmach nie miał dobrych relacji, ale mimo to także u niego do końca MŚ’78 w Argentynie był podstawowym graczem. Występ biało-czerwonych na argentyńskich stadionach także uznano za porażkę i Gmoch musiał odejść. Kolejni selekcjonerzy, Ryszard Kulesza i Antoni Piechniczek, już nie myśleli jak najlepiej wykorzystać talent „Diabła”, tylko uparcie szukali na jego miejsce innych gracz.
Mimo to Szarmach dotrwał w kadrze do MŚ’82 w Hiszpanii. Piechniczek trzymał go tam jednak uparcie na ławie dał zagra dopiero w meczu o trzecie miejsce z Francją. Dla Szarmacha był to 61. występ w narodowych barwach i jak się okazało, także ostatni. W pożegnalnym występie zdobył 32. bramkę, ale radości nie okazał. Było widać, że jest wściekły, bo jeszcze przed meczem usłyszał, że więcej powołania do kadry nie dostanie. Opuszczając zgrupowanie nie podał Piechniczkowi ręki i chyba nigdy mu naprawdę nie wybaczył.
Do Polski już też na stałe nie wrócił. W 1980 roku dostał zgodę od ówczesnych władz sportowych na wyjazd do Francji, gdzie podpisał kontrakt z prowincjonalnym klubem AJ Auxerre. Występował w nim przez pięć sezonów, do czerwca 1985 roku, zdobywając 94 gole w 148 występach. Do dzisiaj jest jedną z największych legend tego zespołu i jego najskuteczniejszym strzelcem w historii. Potem przez dwa sezony grał w drugoligowym Guingamp, a karierę zakończył w trzecioligowym Clermont Foot. W tym klubie w 1987 roku podjął też pierwszą trenerską pracę. W 1998 roku na kilka miesięcy został szkoleniowcem Zagłębia Lubin, ale nie była to udana przygoda. Trochę zajmował się też menedżerką, m.in. uczestniczył w transferze do Francji Grzegorza Krychowiaka.
Na emeryturę przeszedł bez rozgłosu i chyba bez żadnego planu na tę część życia. Wygląda na to, że trochę się pogubił i chyba z nudów zbyt często zaczął zaglądać do kieliszka. Na tyle często, że – jak twierdzi „Le Telegramme” – nosiło to znamiona alkoholizmu. Z sądowych akt wynika, iż 6 marca tego roku w trakcie kłótni z żoną Szarmach uderzył ją w twarz. Małżonka za namową dzieci złożyła pozew do sądu, lecz po kilku tygodniach wybaczyła mężowi. „Trzy miesiące bez niego były okropne. Chcę, by do nas wrócił. Jestem pewna, że to się już nie wydarzy. Przez ten czas jak wyprowadził się z domu, nie tknął alkoholu, co potwierdziły badania toksykologiczne”– przyznała publicznie Małgorzata Szarmach. Sąd uznał to za okoliczność łagodzącą i orzekł karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, a ponadto nakazał skazanemu, aby przez dwa lata uczestniczył w obowiązkowej terapii przeciwko uzależnieniom.
I to tyle. Zwykła rodzinna historia jakich wiele dzieje się wokół nas i jaka może przydarzyć się w późnym wieku każdemu.