Liga Mistrzów: Kluby z Madrytu na łopatkach

Pierwsza kolejka nowej edycji Champions League przyniosła kilka zaskakujących rezultatów. Za taki trzeba uznać porażkę Realu Madryt 2:3 z Szachtarem Donieck, a także pogrom Atletico Madryt przez obrońcę tytułu Bayern Monachium. Robert Lewandowski w tym spotkaniu gola nie strzelił, ale jego koledzy trafili aż cztery razy.

Mecz z Atletico Madryt był pokazem siły obrońców tytułu. Nowy sezon Ligi Mistrzów Bayern Monachium rozpoczął od rozgromienia Atletico Madryt 4:0, po dwóch golach Kingsleya Comana oraz po jednym Leona Goretzki i Corentina Tolisso. Z przebiegu spotkania można było odnieść wrażenie, że trener madryckiego zespołu, Diego Simeone, postawił przed swoim zawodnikami tylko jeden cel – żeby nie dali strzelić gola Lewandowskiemu. I trzeba przyznać, że akurat z tego zadania obrońcy madryckiego zespołu wywiązali się perfekcyjnie. Przez 83 minuty, czyli do momentu zejścia „Lewego” z boiska (zmienił go Eric Maxim Choupo-Moting) robili wszystko, żeby piłka w ogóle do Polaka nie docierała. Faulowali go, odcinali od podań, wędrowali za nim w każdy zakątek boiska. Ich zaciekłość w przeszkadzaniu rywalowi okazała się jednak skuteczna tylko w jednym aspekcie – kapitan reprezentacji Polski nie zdołał nawet porządnie postraszyć bramkarza Atletico Jana Oblaka, lecz angażowanie dwóch, a często nawet trzech graczy do jego pilnowania okazało się per saldo bardzo kiepskim pomysłem Simeone.
Co nie zmienia faktu, że Lewandowski schodził z boiska niezadowolony, bo z pewnością chciał zacząć nową edycję Ligi Mistrzów kolejnym golem. Tym razem się nie udało i jego licznik trafień w tych rozgrywkach pozostał na liczbie 68. Tyle razy pokonywał bramkarzy w 91 meczach i na liście wszech czasów wyprzedzają go już tylko Hiszpan Raul Gonzalez Blanco (71 bramek) oraz Argentyńczyk Leo Messi (116) i Portugalczyk Cristiano Ronaldo (130). Raul już jest na piłkarskiej emeryturze i swojego wyniku nie poprawi, a Messiego i Ronaldo „Lewy” już raczej nie dogoni, ale chciałby jak najszybciej znaleźć się za ich plecami jako trzeci w zestawieniu. I odskoczyć jak najdalej od Francuza Karima Benzemy, najlepszego obecnie snajpera Realu Madryt, który ma w tej chwili na koncie 65 goli strzelonych w 121 występach.
Benzema także w pierwszej kolejce nowej edycji Champions League nie powiększył swojego dorobku. Mecz z Szachtarem Donieck zaczął nawet na ławce rezerwowych, bo trener Zinedine Zidane uznał, że rywalem, z którym „Królewscy” wcześniej gładko wygrywali, a który na dodatek przyjechał mocno przetrzebiony przez koronawirusa, poradzi sobie rezerwowy skład. Francuz wszedł zaraz po przerwie, gdy Real przegrywał już z mistrzem Ukrainy 0:3 po golach Brazylijczyka Tete, samobójczym Raphaela Varane’a i Izraelczyka Manora Solomona. Benzema szali zwycięstwa nie przechylił, chociaż po zmianie stron gracze „Królewskich” zagrali dużo lepiej i także strzelili trzy gole. Trzeciego jednak arbiter po konsultacji VAR anulował i tak historyczna porażka stała się faktem.
Hiszpańskie media nie zostawiły na francuskim szkoleniowcu suchej nitki (już wcześniej był krytykowany za poniesioną w miniony weekend ligową porażkę z Cadiz) i z miejsca zaczęły wieszczyć „Królewskim” klęskę w czekającym ich już w najbliższą sobotę ligowym El Clasico z Barceloną.
A ekipa „Dumy Katalonii” jako jedyna z czterech hiszpańskich drużyn wygrała w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów, gromiąc u siebie Ferencvaros Budapeszt 5:1 (FC Sevila zremisowała 0:0 Chelsea Londyn). Kanonadę rozpoczął Leo Messi, który wykorzystał rzut karny po faulu na nim i tym sposobem został pierwszym piłkarzem w historii, który strzelił gola w Lidze Mistrzów w 16 sezonach z rzędu. Pierwszego zdobył w edycji 2005/2006. W sumie argentyński gwiazdor „Dumy Katalonii” rozegrał dotąd w Champions League 144 mecze, w których strzelił 116 goli i zaliczył 40 asyst. W tym sezonie, jak w każdym poprzednim, będzie jednym z faworytów do zdobycia tytułu króla strzelców rozgrywek. W poprzedniej edycji musiał uznać wyższość Lewandowskiego, ale w obecnej chętnych do odebrania korony polskiemu napastnikowi Bayernu będzie na pewno więcej.
Po pierwszej serii gier z dwoma trafieniami na czele klasyfikacji są Kingsley Coman, Romelu Lukaku m(Inter Mediolan), Angelino (RB Lipsk) i Alvaro Morata (Juventus), lecz czy ci gracze utrzymają prowadzenie już za tydzień po drugiej kolejce? Wątpliwe, bo „Lewy” w spotkaniu z Lokomotiwem może wróci do gry, po kwarantannie powinien już zagrać Cristiano Ronaldo, a Erling Haaland ma już jednego gola na koncie.