Messi w Sewilli podpadł podwójnie

Gwiazdora FC Barcelona Leo Messiego nie popisał się w ligowym meczu z FC Sevilla (0:0), popychając brutalnie jednego z rywali. Nie dostał za to nawet żółtej kartki, co wywołało w Hiszpanii większą dyskusję, niż zapowiedź finansowego kryzysu La Ligi.

Do zdarzenia, które zbulwersowało opinię publiczną w Hiszpanii, doszło pod koniec pierwszej połowy meczu Barcelony z FC Sevilla. Gdy w jednym ze starć po raz kolejny ucierpiał urugwajski napastnik katalońskiej drużyny Luis Suarez, który wrócił do gry po wielu miesiącach leczenia kontuzji, do sprawcy brutalnego faulu, Brazylijczyka Diego Carlosa, doskoczył wyraźnie rozzłoszczony Leo Messi i popchnął obrońcę Sevilli. Zawodnik gospodarzy po sekundzie zawahania postanowił skorzystać z okazji i teatralnie upadł na murawę. Sędzia w ogóle jednak nie zareagował i nie upomniał Messiego nawet żółtą kartką, a w myśl przepisów powinien. To nie był jednak jedyny tego wieczoru wybryk argentyńskiego gwiazdora, który uszedł mu na sucho. Po meczu Messi ostentacyjnie przechadzał się po boisku z nagim torsem i koszulką Sevilli przewieszona przez ramię, łamiąc tym samym restrykcyjny protokół sanitarny, który zabrania zawodnikom m.in. wymieniania się koszulkami.
Wybryki argentyńskiego gwiazdora przez cały weekend były w Hiszpanii znacznie częściej komentowane, niż wypowiedź szefa piłkarskiej ekstraklasy Javiera Tebasa udzielona hiszpańskiemu dziennikowi gospodarczemu „Expansion”. Prezydent La Liga wyjawił w niej, iż straty wywołane przez pandemię koronawirusa szacowane są na 1,1 mld euro i negatywnie odbiją się zarówno na kondycji finansowej klubów, jak i wielu spółek powiązanych z funkcjonowaniem ligi. „Rozgrywki się toczą, ale nasz optymizm jest średni, ponieważ ani nie będziemy mieć pełnych stadionów, ani nie będzie łatwo przekonać fanów do powrotu, kiedy przepisy pozwolą im na ponowne wejście na trybuny bez ograniczeń” – przyznał Tebas, który podkreślił, że w tej sytuacji działania hiszpańskich klubów, które z powodu kryzysu zredukowały zarobki piłkarzy, są jak najbardziej zrozumiałe. I stwierdził, że powrót do poziomu wynagrodzeń sprzed wybuchu pandemii tak szybko nie nastąpi. Szef La Liga wyraził też zaniepokojenie planem hiszpańskiego rządu podniesienia podatków, bo jego zdaniem może to doprowadzić do powiększenia bilansu strat dla wielu firm związanych z ekstraklasą.