Sevilla zgarnęła puchar

FC Sevilla wygrała Ligę Europy pokonując w finale Inter Mediolan 3:2. W zwycięskiej drużynie chyba najbardziej zadowolony z sukcesu był jej trener, Julen Lopetegui, którego dwa lata temu najpierw zwolniono z posady selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, a kilka miesięcy później wyrzucono też z Realu Madryt. W czerwcu ubiegłego roku przejął zespół z Sewilli i dzisiaj jest bohaterem, bo Real Madryt, FC Barcelona i Atletico Madryt poniosły klęski w Lidze Mistrzów, więc triumf w Lidze Europy zyskał na znaczeniu.

Piłkarze zespołu FC Sevilla w drodze po szósty w historii tego klubu triumf w Lidze Europy rozegrali 12 meczów, z których przegrali tylko jeden – na wyjeździe z APOEL Nikozja w ostatnim spotkaniu fazy grupowej (0:1). W pozostałych pewnie wygrywali: z Karabachem Agdam 2:0 i 3:0, z F91 Dudelange 3:0 i 5:2, a z APOEL-em u siebie 1:0. Jedynym przeciwnikiem, którego nie zdołali pokonać, był rumuński CFR Cluj, z którym zmierzyli się w 1/16 finału. Obie potyczki zakończyły się wynikami remisowymi (0:0 u siebie i 1:1 na wyjeździe), zaś o awansie ekipy Julena Lopetegui przesądził gol zdobyty na boisku rywali.
W 1/8 finału FC Sevilla trafiła na AS Roma i nie zdążyła zagrać z rzymskim zespołem przed zawieszeniem rozgrywek z powodu wybuchu pandemii koronawirusa. UEFA postanowiła dokończyć rozgrywki w sierpniu w formule turniejowej na neutralnych boiskach, dlatego FC Sevilla i AS Roma o awans do kolejnej rundy zagrały 6 sierpnia w Duisburgu.
Hiszpański zespół okazał sie lepszy i wygrał 2:0 po golach Sergio Reguilna i Youssefa En-Nesyriego. W ćwierćfinale FC Sevilla, także w Duisburgu, pokonała Wolverhampton Wanderers 1:0 (bramka Lucasa Ocamposa), zaś w półfinale wyeliminowała Manchester United wygrywając z nim 2:1 po golach Suso i Luuka de Jonga.
W rozegranym w miniony piątek w Kolonii finale przeciwnikiem ekipy trenera Lopeteguiego był Inter Mediolan, który w drodze na szczyt pokonał kolejno Getafe 2:0, Bayer Leverkusen 2:1 i w półfinale Szachtara Donieck 5:0.
Faworytem decydującej potyczki był włoski zespół, który już w 5. minucie objął prowadzenie po golu Romelu Lukaku z rzutu karnego. Ale siedem minut później hiszpański zespół doprowadził do wyrównania po trafieniu Luuki de Jonga, zaś w 33 . minucie wyszli na prowadzenie po bramce zdobytej przez de Jonga. Nie cieszyli się jednak zbyt długo z prowadzenia, bo trzy minuty później na 2:2 wyrównał Diego Godin. Na przerwy kolejne gole już) nie padły, a na rozstrzygające o zwycięstwie trafienie trzeba było czekać do 74. minuty. Wtedy to stoper FC Sevilla Diego Carlos oddał strzał z tzw. przewrotki i piłka wpadła do siatki.
Po meczu UEFA ogłosiła jednak, że piłka po uderzeniu Carlosa jeszcze po drodze odbiła się od Romelu Lukaku, zatem to piłkarzowi Interu zaliczono samobójczego gola. Nic dziwnego, że po meczu 27-letni belgijski napastnik, który w spotkaniu z FC Sevilla strzelił Lidze Europy gola w 11. meczu z rzędu – z których pięć zaliczył w barwach angielskiego Evertonu, a kolejne sześć w barwach Interu.
To pierwszy taki wyczyn w historii tych rozgrywek, nic więc dziwnego, że Lukaku, który tak bardzo przeżył fakt, że samobójczym golem przyczynił się do porażki swojego zespołu, że po końcowym gwizdku od razu pobiegł do szatni i nie wyszedł na ceremonię dekoracji oraz nie odebrał pamiątkowego medalu za udział w finale.
Hiszpańskie media rzecz jasna były zachwycone zwycięstwem i w meczowych relacjach przypominały, że był to szósty w ostatnich 15 lat występ piłkarzy FC Sevilla w finale Ligi Europy, a zdobywając puchar podopieczni trenera Lopeteguiego w najlepszy możliwy sposób uczcili jubileusz 130-lecia założenia klubu.
Doceniono też wkład szkoleniowca podkreślając jego duże zdolności analityczne oraz posłuch, jaki ma wśród swoich piłkarzy. „Lopetegui miał w tym sezonie ze swoją ekipa zarówno wzloty, jak i upadki. Twierdził jednak, że sezon jest długi i wszystko może się w nim wydarzyć. Ostatecznie jego plan okazał się skuteczny” – pisano w komentarzach, podkreślając przy tym, że szkoleniowiec ten wcześniej nie miał dobrej passy, bo musiał w kontrowersyjnych okolicznościach odejść z reprezentacji Hiszpanii, a potem miał wybitnie nieudany epizod w Realu Madryt.
„Dzisiaj Lopetegui pokazał, że jest fachowcem z najwyższej trenerskiej półki i odzyskał miejsce w elicie tego zawodu” – zauważył dziennik „El Mundo”, który pochwalił też zwycięski zespół. „FC Sevilla nie przebacza w finałach i nie marnuje okazji do zdobycia kolejnych trofeów”.
FC Sevilla po raz szósty w historii wygrała Ligę Europy i pod względem liczby triumfów w tych rozgrywkach nie ma sobie równych.

FC Sevilla i Inter Mediolan w finale

Inter Mediolan w półfinale Ligi Europy pokonał Szachtar Donieck 5:0. Było to najwyższe zwycięstwo w historii tych rozgrywek odniesione w 1/2 finału. Włoska drużyna w finale zagra z zespołem FC Sevilla, pięciokrotnym triumfatorem Ligi Europy, który w drugim półfinałowym spotkaniu pokonał Manchester United 2:1. Piłkarze FC Sevilla w „gorszym z europejskich pucharów” mają szansę uratować honor hiszpańskiej Primiera Division, a Inter włoskiej Serie A.

Inter gromiąc Szachtar 5:0 odniósł najwyższe zwycięstwo w meczu półfinałowym w 49-letniej historii tych rozgrywek (licząc z Pucharem UEFA). Mediolański zespół do przerwy prowadził tylko 1:0, po bramce Lautaro Martineza, ale po zmianie stron kolejne gole strzelili Danilo D’Ambrosio, ponownie Martinez, a na koniec dwa trafienia dołożył Romelu Lukaku. W finale Inter zmierzy się z Sevillą, która wywalczyła awans po zwycięstwie nad Manchesterem United 2:1. Zespół z Sewilli dzierży rekord w liczbie triumfów w Lidze Europy – w latach 2006-2016 wygrywał te rozgrywki pięciokrotnie. Inter natomiast ma na koncie trzy zwycięstwa, ale ostatnie wywalczył w 1998 roku. Finał Ligi Europy 2020 zostanie rozegrany w piątek 21 sierpnia w Kolonii.

Messi w Sewilli podpadł podwójnie

Gwiazdora FC Barcelona Leo Messiego nie popisał się w ligowym meczu z FC Sevilla (0:0), popychając brutalnie jednego z rywali. Nie dostał za to nawet żółtej kartki, co wywołało w Hiszpanii większą dyskusję, niż zapowiedź finansowego kryzysu La Ligi.

Do zdarzenia, które zbulwersowało opinię publiczną w Hiszpanii, doszło pod koniec pierwszej połowy meczu Barcelony z FC Sevilla. Gdy w jednym ze starć po raz kolejny ucierpiał urugwajski napastnik katalońskiej drużyny Luis Suarez, który wrócił do gry po wielu miesiącach leczenia kontuzji, do sprawcy brutalnego faulu, Brazylijczyka Diego Carlosa, doskoczył wyraźnie rozzłoszczony Leo Messi i popchnął obrońcę Sevilli. Zawodnik gospodarzy po sekundzie zawahania postanowił skorzystać z okazji i teatralnie upadł na murawę. Sędzia w ogóle jednak nie zareagował i nie upomniał Messiego nawet żółtą kartką, a w myśl przepisów powinien. To nie był jednak jedyny tego wieczoru wybryk argentyńskiego gwiazdora, który uszedł mu na sucho. Po meczu Messi ostentacyjnie przechadzał się po boisku z nagim torsem i koszulką Sevilli przewieszona przez ramię, łamiąc tym samym restrykcyjny protokół sanitarny, który zabrania zawodnikom m.in. wymieniania się koszulkami.
Wybryki argentyńskiego gwiazdora przez cały weekend były w Hiszpanii znacznie częściej komentowane, niż wypowiedź szefa piłkarskiej ekstraklasy Javiera Tebasa udzielona hiszpańskiemu dziennikowi gospodarczemu „Expansion”. Prezydent La Liga wyjawił w niej, iż straty wywołane przez pandemię koronawirusa szacowane są na 1,1 mld euro i negatywnie odbiją się zarówno na kondycji finansowej klubów, jak i wielu spółek powiązanych z funkcjonowaniem ligi. „Rozgrywki się toczą, ale nasz optymizm jest średni, ponieważ ani nie będziemy mieć pełnych stadionów, ani nie będzie łatwo przekonać fanów do powrotu, kiedy przepisy pozwolą im na ponowne wejście na trybuny bez ograniczeń” – przyznał Tebas, który podkreślił, że w tej sytuacji działania hiszpańskich klubów, które z powodu kryzysu zredukowały zarobki piłkarzy, są jak najbardziej zrozumiałe. I stwierdził, że powrót do poziomu wynagrodzeń sprzed wybuchu pandemii tak szybko nie nastąpi. Szef La Liga wyraził też zaniepokojenie planem hiszpańskiego rządu podniesienia podatków, bo jego zdaniem może to doprowadzić do powiększenia bilansu strat dla wielu firm związanych z ekstraklasą.

Liga Europy: Uznane firmy w 1/16 finału

Fot. Zespół Chelsea Londyn uważany jest za jednego z najpoważniejszych kandydatów do wygrania Ligi Europy

 

 

W miniony czwartek zakończyła się faza grupowa Ligi Europy. Do dalszych gier awansowały 24 zespoły. Wiosną dołączy do nich osiem zespołów, które w Lidze Mistrzów zajęły trzecie lokaty w swoich grupach.

 

Największą sensacją fazy grupowej Ligi Europy było niezakwalifikowanie się do play-off finalisty poprzedniej edycji tych rozgrywek, Olympique Marsylia (w finale francuski zespół uległ Atletico Madryt 0:3). Tym razem ekipa z Marsylii zdobyła tylko jeden punkt i zajęła ostatnie miejsce w grupie H, ustępując nie tylko Eintrachtowi Frankfurt i Lazio Rzym, ale nawet cypryjskiemu Apollonowi Limassol. Do fazy pucharowej nie awansował też AC Milan, który w ostatniej kolejce przegrał z Olympiakosem Pireus 1:3, a na dokładkę został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości 12 mln euro za złamanie przepisów finansowego fair play. Mediolańskiej ekipie grozi też wyrzucenie z europejskich pucharów.

Warto odnotować dzielną postawę pogromcy Legii Warszawa w kwalifikacjach, drużyny F91 Dudelange, która rywalizowała w tej samej grupie F co AC Milan i Olympiakos Pireus. W ostatniej kolejce gier mistrz Luksemburga zremisował ze zwycięzcą grupy Betisem Sewilla 0:0. Był to pierwszy punkt w Lidze Europy wywalczony przez ten zespół w europejskich pucharach.
Z polskich piłkarzy na placu boju pozostała garstka – Tomasz Kędziora w Dymanie Kijów, Damian Kądzior w Dinamie Zagrzeb, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli, Jakub Piotrowski w KRC Genk oraz dwóch nastolatków, reprezentantów Polski U-19 i U-18 Jakub Bednarczyk i Adrian Stanilewicz, którzy w ostatniej serii spotkań zaliczyli pucharowy debiut w Bayerze Leverkusen. Z rozgrywkami pożegnali się natomiast Jakub Rzeźniczak z azerskim Qarabagiem Agdam, Jacek Góralski i Jakub Świerczok z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, Igor Lewaczuk z francuskim Girondins Bordeaux i Patryk Malecki ze słowackim Spartakiem Trnava.

A oto zespoły, które awansowały do 1/16 finału po fazie grupowej Ligi Europy: Bayer Leverkusen, FC Zurych, Red Bull Salzburg, Celtic Glasgow, Zenit Petersburg, Slavia Praga, Dinamo Zagrzeb, Fenerbahce Stambuł, Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Betis Sewilla, Olympiakos Pireus, Villarreal, Rapid Wiedeń, Eintracht Frankfurt, Lazio Rzym, KRC Genk, Malmoe FF, FC Sevilla, FK Krasnodar, Dynamo Kijów, Stade Rennes, Chelsea Londyn i BATE Borisow. Z tego grona za faworytów rozgrywek uważa się dwie londyńskie jedenastki, Arsenal i Chelsea, ale z Ligi Mistrzów dostały mocnych konkurentów – osiem drużyn z 3. miejsce: SSC Napoli, Benficę Lizbona, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan, Szachtara Donieck, Valencię CF i Viktorię Pilzno.