Kawa i herbata

75 rocznica powstania Demokratycznej Republiki Wietnamu.
70 rocznica nawiązania stosunków polsko – wietnamskich.

Historia Wietnamu powinna być nauczana w każdej polskiej szkole.

Każdy dorosły Polak przynajmniej raz w życiu spotkał żyjącego w naszym kraju Wietnamczyka. Bo każdy Polak był w wietnamskim barze. Od trzydziestu lat Wietnamczycy są już częścią polskiego społeczeństwa. Wietnamskie dzieci chodzą do polskich szkół. Zwykle są wzorowymi uczniami. Laureatami konkursów matematycznych i coraz częściej także polonistycznych. Nie dziwmy się, bo zdobycie wykształcenia to priorytet w wietnamskich rodzinach. Najpierw opłacenie studiów dziecku, a dopiero potem nowy samochód. W polskich rodzinach bywa nierzadko odwrotnie.
Żyjący w Polsce Wietnamczycy uczą się historii Polski, poznają polską kulturę. Swą pracą i działalnością wzbogacają kulturę naszego kraju. I mogliby jeszcze bardziej Polaków ubogacić, gdybyśmy zechcieli z bogactwa ich kultury częściej korzystać. Niestety zwykle w kontaktach polsko – wietnamskich grzeszymy naszą ignorancją.
Zupka „chińska”
Każdy polski student nieraz kosztował produktów firmy VIFON, zwanych popularnie „chińskimi zupkami”. I już w samej tej polskiej nazwie tkwi polska ignorancja. Bo przecież owo popularne, błyskawiczne danie to efekt wykorzystania pomysłu japońskiego inżyniera przez wietnamskich producentów. Skopiowanego potem przez największe, także europejskie, koncerny gastronomiczne. Czemu wietnamski produkt stał się „chińską zupką”? To właśnie efekt braku wiedzy o historii i kulturze Azji Południowo – Wschodniej.
Polacy czuli są na punkcie swej historii, ale lubią też swą niewiedzę o historii innych narodów lekceważyć. Bo ona ich nie dotyczy. Wielokrotnie byłem za granicą świadkiem złości moich rodaków, kiedy obecnych tam Polaków utożsamiano z Rosjanami. Kiedy Amerykanie, Egipcjanie, Hindusi, Chińczycy nie odróżniali nas od Rosjan, przypisywali Polakom przynależność do rosyjskiej kultury.
Dlatego mój rodaku – Polaku nie bądź już ignorantem. Nie myl Wietnamczyka z Chińczykiem. A kuchni wietnamskiej z chińską. Bo to jest tak jakbyś polski bigos nazwał tradycyjnym daniem rosyjskim. A spotkanego za granicą Polaka zapytał: Czy u was w Moskwie pada teraz śnieg?
Wedle starych legend Wietnamczycy narodzili się dawno, dawno temu ze związku Au Co córki władcy Ognia i władającymi wodami smoka Lac Long Quana. Teraz trzeba dodać, że w Wietnamie, jak i w całej Azji Południowo – Wschodniej, smok jest sympatycznym stworzeniem. Wietnamski smok nie gustuje w pożeraniu dziewic, nie straszy obywateli zionąć ogniem piekielnym, jak to w naszym Krakowie bywało.
Wietnamski smok żyje zwykle w wodzie, ale latać też potrafi, zwykle zwiastuje szczęście, a nie katastrofy. Potrafi też przybrać ludzką postać i nawet pofiglować z dziewicami. Bez zjadania ich przed lub po. Nic dziwnego, że tamtejsze panny nie obawiają się smoków, a kawalerowie urządzają wyścigi łodzi w kształcie smoków.
Pewnie dlatego pierwsza wietnamska rodzina powstała ze związku ognistej panny i smoczego kawalera. Miała stu synów i przynajmniej kilkaset córek, ale nawet dzisiaj w wietnamskiej rodzinie to syn najbardziej jest preferowany. Ta męska pierwsza setka zapoczątkować miała najważniejsze, istniejące do dzisiaj wietnamskie rody.
Dzisiaj również rodzina jest dla Wietnamczyków podstawową wartością. Zwykle dodatnią. Choć wiązanie się więzami rodzinnymi powoduje też nepotyzm. Ciężko bywa gorzej urodzonym Wietnamczykom zrobić karierę, wygrać konkurs na atrakcyjne stanowisko, otrzymać pierwszą dobrą pracę.
Zwłaszcza, że wietnamskie rodziny nadal kultywują wielodzietność tej pierwszej. Współczesny Wietnam jest w czołówce państw o najwyższym przyroście demograficznym. Prawie 40 procent ludności nie przekroczyło trzydziestego roku życia. Za to populacja Wietnamczyków przekroczy niebawem sto milionów. A może już to się stało. Wietnamskie dzieci rodzą się często i bez stymulacji programem 500 +
Historia państwowości wietnamskiej to dzieje walk z dominacją sąsiadującego od północy Wielkiego Chińskiego Brata i systematycznego parcia na południe przez plemiona Wietów.
Polacy lubią narzekać na swe, ponoć fatalne geopolityczne położenie, pomiędzy Niemcami i Rosją. Gdyby Wietnamczycy byli takimi mazgajami jak niektórzy Polacy, to powinni wiele razy popełnić zbiorowe samobójstwo. Sąsiadują przecież z imperium chińskim. O nieprzerwanej przez ponad cztery tysiące lat państwowości, które do1820 roku było pierwsza gospodarką świata. I centrum kultury w Azji Południowo – Wschodniej.
Dziś Chiny są już drugą światową gospodarką. Czas pokaże kiedy Chiny będą znowu pierwszą. I kiedy dziś słyszę pytanie: Jak poradzić sobie z Chińczykami, odpowiadam: Poproście o korepetycje Wietnamczyków. Oni radzą sobie już ponad tysiąc lat.
Historia państwowości wietnamskiej to cykliczne powstania przeciwko chińskiej dominacji. I jednocześnie lata kooperacji gospodarczej, adoptowania chińskich wzorów i wynalazków. Pierwsze konflikty odnotowano już w III wieku prze naszą erą. Ikoną wietnamskiej historii stały się siostry Trung, które stanęły na czele antychińskiego powstania w 40 roku naszej ery. Iskrą buntu była egzekucja męża jednej z nich, władcy dynastii Lac.
Dzieje powstania przetrwały w ludowych legendach. Wedle nich obie siostry były wówczas brzemienne i walczyły w osłaniających wydatne brzuchy pancerzach. Tak też są przedstawiane na ludowych drzeworytach. Jedna z nich została potem władcą państwa, co potwierdza tradycyjną silną pozycje kobiet w społeczeństwie wietnamskim. Jednak cesarstwo chińskie okazało się w końcu silniejsze i obie siostry wybrały honorowe samobójstwo w nurtach rzeki Hat.
Ale duch wietnamskiego oporu nigdy nie zgasł. Każde osłabienie chińskiego państwa wywoływało bunt, powstania lub odrzucanie atrybutów podległości przez na wietnamskich ziemiach. W X wieku naszej ery na niezależność wybiła się dynastia Le, a następna dynastia Ly utworzyła w 1054 roku Dai Co Viet, czyli
Wielkie Państwo Wietnamskie.
Powstało ono na północnych terenach obecnego Wietnamu, w rejonie liczącego już ponad tysiąc lat miasta Hanoi. Ponieważ od północy graniczyło z Chinami, to swą ekspansję skierowało na południe. Wygrywało wojny z Khmerami, czyli dzisiejszymi ludami Kambodży, zwykle w sojuszu z państwem Czampy. Po pokonaniu Khmerow ówcześni Wietowie podporządkowali sobie królestwo Czampy i zwietnamizowali ten lud. Dzisiaj pamiątki po kulturze państwa Czampy znajdziemy w środowym Wietnamie, przede wszystkim w okolicy My Son. No i w przebogatym muzeum w Da Nang.
Od XIII wieku cesarstwo chińskie uważało półwysep indochiński za swoje lenno, a państwo wietnamskie za wasalne. Władcy wietnamscy musieli regularnie potwierdzać zwierzchność chińskiego suwerena, płacić trybut i dostarczać posiłki wojskowe na cesarskie wojny.
Ale wietnamscy władczy nie byli pokornymi lennikami. Sprytnie wykorzystywali każde osłabienie władzy na cesarskim dworze. Wtedy trybutu nie płacili, a wojska wietnamskie nie spieszyły się z odsieczami. Każde osłabienie Chin wykorzystywano też do podboju ziem na południu. Aż państwo wietnamskie zaczęło sięgać granic dzisiejszej Tajlandii.
Cesarstwo chińskie nieraz próbowało dyscyplinować niepokornych Wietów wysyłając swe tam swe armie. Tak było w 1284 roku za panowania energicznego cesarza Kubilaj chana , tak było w 1406 roku po umocnieniu się dynastii Ming. Jednak każda wyprawa potwierdzała, że Wietnam można zająć, ale nie zdobyć.
Od XVI wieku w relacjach chińsko – wietnamskich nastąpiła stabilizacja. Cesarstwo chińskie zadawalało się formalnym uznaniem zwierzchności przez wietnamskich władców, ale nie mieszało się do ich spraw wewnętrznych i polityki regionalnej. W efekcie Wietnam sprawował zwierzchność nad całym terytorium nazwanym potem przez Francuzów Indochinami.
Francuscy krzyżacy
Francuzi rozpoczęli kolonizacje Wietnamu od połowy XIX wieku. Wykorzystali osłabienie Chin i Wietnamu przeoranego wtedy przez ludową rewolucję Tay Sonów z 1771 roku. Buntownicy przeprowadzili wtedy pierwsza reformę rolną rozdzielając posiadłości ziemskie między walczących chłopów.. Po ostatecznym stłumieniu, powstało w 1801 roku cesarstwo dynastii Nguyenów ze stolica w Hue. Moim ulubionym mieście. Bogatym w cesarski pałac i inne zabytki, przesmaczne i przepięknie podawane dania, skąpane w zieleni, zawsze chłodne drewniane domy i regularnie padające solidne deszcze. Mieście czasem porównywanym z polskim Krakowem.
W roku 1859 Francuzi wykorzystali represje cesarza Minh Manga wobec chrześcijańskim misjonarzom i rozpoczęli podbój Wietnamu. Zaczęli od południa zajmując osadę Sajgon. Rozbudowaną potem do rangi azjatyckiej metropolii. Z tej południowej części kraju utworzyli region zwany Kochinchiną, Annam z środkowej ze stolicą w Hue, a północ z Hanoi stała się Tonkinem. Po podboju dzisiejszego Laosu i Kambodży powstały w 1897 roku francuskie „Indochiny”. Ze stolica w Hue. Rządził tymi Indochinami marionetkowy, podporządkowanym francuskiemu gubernatorowi, cesarzem. Rezydujący w starym pałacu w Hue, który w 1895 roku Francuzi skrupulatnie ograbili ze złota wszelkiego.
Nazwa Viet Nam została w Indochinach oficjalnie zakazana.
Przez prawie sto lat panowania w Wietnamie Francuzi zeuropeizowali miejscowe społeczeństwo pozostające do tej pory w sferze chińskich wpływów kulturowych. Dziś najczęściej widocznym dziedzictwem francuskiego kolonializmu w Wietnamie są bagietki i powszechnie uprawiana i spożywana tam kawa.
W Chinach przez tysiąclecia chleba się nie jadło. Dzisiaj pieczywo, a raczej wyroby pieczywo podobne , jada nowa klasa średnia. Podobnie też kawy żaden tradycyjne Chińczyk przez tysiąclecia nie pił i nadal nie pije. Poza studentami i hipstersami.
W Wietnamie ten odwieczny, ludzki dylemat kulturowy: Kawa czy herbata?, rozwiązano w wietnamskim stylu – i kawa i herbata.
I do tego jeszcze świeża, chrupiąca prawdziwa paryska bagietka.
Co jeszcze Francuzi pozostawili w Wietnamie, następnym razem.