Koniec epoki Orbána

Tisza wygrała wybory na Węgrzech – Péter Magyar na wiecu partii Tisza
Péter Magyar podczas wiecu partii Tisza na Węgrzech, 10 kwietnia 2026 r. Źródło: Facebook / Péter Magyar

Tisza wygrała wybory na Węgrzech – Péter Magyar na wiecu partii Tisza

Partia Tisza, kierowana przez Pétera Magyara, wygrała wybory parlamentarne na Węgrzech i odsunęła od władzy Viktora Orbána. Według wstępnych wyników i projekcji podawanych wieczorem 12 kwietnia, przy przeliczeniu 96 proc. głosów, Tisza zdobyła 68,8 proc. poparcia i 138 mandatów w 199-osobowym parlamencie. Fidesz poniósł najpoważniejszą porażkę od 2010 roku, a Orbán po szesnastu latach nieprzerwanych rządów musiał uznać przegraną.

Wieczór wyborczy miał wymiar symboliczny. Po raz pierwszy od wielu lat to nie Fidesz świętował zwycięstwo, lecz jego przeciwnicy. W Budapeszcie wynik odebrano jak polityczne trzęsienie ziemi i upadek systemu, który przez lata wydawał się nienaruszalny. Sam Orbán uznał porażkę jeszcze w trakcie liczenia głosów, mówiąc o „bolesnej” przegranej.

Skala zwycięstwa Tiszy ma ogromne znaczenie polityczne. 138 mandatów oznacza większość dwóch trzecich, a więc nie tylko możliwość samodzielnego rządzenia, ale też realne narzędzia do odwracania części zmian ustrojowych i konstytucyjnych wprowadzonych przez Fidesz. Nie chodzi więc wyłącznie o zmianę gabinetu, lecz o możliwy początek demontażu systemu budowanego przez Orbána przez półtorej dekady.

Wysoka była także frekwencja. Do urn poszło około 79 proc. uprawnionych, czyli więcej niż w rekordowych dotąd wyborach parlamentarnych z 2002 roku. To pokazuje, że Węgrzy potraktowali te wybory jako historyczne rozstrzygnięcie.

Péter Magyar od początku przedstawiał ten dzień jako moment przesilenia. Hasło jego kampanii brzmiało „Teraz albo nigdy”, a sam lider Tiszy mówił po ogłoszeniu zwycięstwa: „Dziś odzyskujemy nasz kraj. Dokonaliśmy cudu. Reżim upadł”. Ten ton dobrze oddawał atmosferę wśród jego zwolenników, którzy traktowali wynik jako zerwanie z epoką Orbána.

Zwycięstwo Magyara jest tym bardziej znaczące, że nie wywodzi się on ze starej liberalnej opozycji, lecz z samego obozu władzy. Był związany z Fideszem i zna jego mechanizmy od środka. To właśnie dlatego okazał się dla Orbána przeciwnikiem groźniejszym niż wcześniejsi liderzy opozycji. Mówił językiem konserwatywnego elektoratu, a jednocześnie uderzał w korupcję, upartyjnienie państwa i zmęczenie społeczeństwa wieloletnimi rządami jednej formacji.

Kampania Tiszy była oparta nie na wielkich sporach ideologicznych, lecz na sprawach codziennych. Magyar mówił o pogarszających się usługach publicznych, nadużyciach władzy i poczuciu, że państwo coraz mniej służy obywatelom, a coraz bardziej ludziom związanym z Fideszem. Dzięki temu udało mu się dotrzeć także do wyborców, którzy wcześniej nie widzieli dla siebie wiarygodnej alternatywy.

Tisza nie szła do wyborów jako ugrupowanie lewicowe czy rewolucyjne obyczajowo. To partia konserwatywna, ale bardziej proeuropejska i mniej konfliktowa wobec Unii Europejskiej niż Fidesz. Dla wielu wyborców była więc nie tyle odrzuceniem węgierskiej tożsamości politycznej, ile próbą wyprowadzenia kraju z politycznego i instytucjonalnego klinczu.

Przed nową władzą stoi jednak zadanie trudniejsze niż samo wygranie wyborów. Tisza przejmie państwo głęboko przebudowane przez Orbána i jego ludzi. Zwycięstwo przy urnach jest dopiero pierwszym krokiem, a prawdziwym testem będzie odbudowa instytucji, przywrócenie równowagi władz i rozmontowanie politycznej sieci wpływów Fideszu.

Dlatego wynik tych wyborów ma znaczenie wykraczające poza same Węgry. Porażka Orbána nie jest tylko zmianą nazwisk na szczycie władzy, ale końcem politycznej epoki, która przez lata wydawała się nie do ruszenia.

A co z lewicą?

Część dawnych ugrupowań opozycyjnych, w tym socjaliści z MSZP, wycofała się z wyścigu i poparła Pétera Magyara. Uzasadniono to wprost — „system wyborczy, który jest w praktyce legalizowanym oszustwem, można pokonać tylko poprzez zjednoczenie się za najsilniejszym kandydatem opozycji, niezależnie od partii”. Inaczej zachowała się Demokratyczna Koalicja. Jej liderka Klára Dobrev przekonywała, że „kluczem do rozwiązania nie jest wycofanie się, lecz odłożenie ego na bok”, ale DK ostatecznie poniosła klęskę i wypadła z parlamentu.

Redakcja

Poprzedni

Romano Prodi: Chiny i Europa powinny poprzez pragmatyczną współpracę łagodzić różnice i wspólnie bronić wielobiegunowego świata

Następny

Po wyborach na Węgrzech co z Ziobrą i Romanowskim? Jeden jest bliżej powrotu do Polski