Po wyborach na Węgrzech co z Ziobrą i Romanowskim? Jeden jest bliżej powrotu do Polski

Ziobro i Romanowski na Węgrzech po wyborach – pytanie o powrót do Polski

Ziobro i Romanowski na Węgrzech po wyborach – pytanie o powrót do Polski

Porażka Viktora Orbána nie oznacza jeszcze, że Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski jutro wrócą do Polski. Oznacza jednak, że polityczny parasol nad nimi zaczął się składać.

Klęska Viktora Orbána otworzyła na Węgrzech nowy rozdział polityczny. Dla statystycznego polskiego odbiorcy ważniejsze od samej zmiany w Budapeszcie jest jednak pewnie inne pytanie — co dalej ze Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim. Po zwycięstwie Tiszy Pétera Magyara to właśnie ich nazwiska wracają najmocniej, bo obaj korzystali z politycznej osłony budowanej przez obóz Orbána.

Nie oznacza to jednak, że nowa władza po prostu odeśle obu polityków do Polski z dnia na dzień. Péter Magyar przed wyborami zapowiadał wprawdzie, że Ziobro i Romanowski zostaną wydani „pierwszego dnia”, ale taki scenariusz okazał się bardziej hasłem politycznym niż planem możliwym do natychmiastowego wykonania. W obu sprawach znaczenie mają nie deklaracje, lecz stan postępowań i decyzje sądowe.

Na tym etapie wyraźnie bliżej wydania jest Marcin Romanowski. To on już wcześniej wszedł na ścieżkę Europejskiego Nakazu Aresztowania. Po wcześniejszym uchyleniu ENA warszawski sąd wydał wobec niego nowy nakaz. Oznacza to, że w jego sprawie istnieje już formalna podstawa do procedury przekazania go Polsce w ramach unijnego mechanizmu.

Sytuacja Ziobry wygląda inaczej. On również otrzymał na Węgrzech azyl polityczny, ale w jego przypadku procedura związana z ENA wciąż nie została doprowadzona do końca. Prokuratura złożyła odpowiedni wniosek, wcześniej uzyskała także tymczasowy areszt i wszczęła poszukiwania listem gończym, jednak sama decyzja sądu o wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania nadal nie zapadła. To oznacza, że Ziobro jest dziś politycznie osłabiony tak samo jak Romanowski, ale proceduralnie wciąż znajduje się krok dalej od realnego przekazania Polsce.

To rozróżnienie jest kluczowe. Przyznanie azylu nie zamyka jeszcze drogi do wykonania ENA, bo w systemie unijnym nie rozstrzyga tego polityczna sympatia premiera, lecz postępowanie przed sądem państwa wykonującego nakaz. Innymi słowy — zwycięstwo Tiszy nie uruchomiło żadnego automatyzmu, ale zakończyło epokę politycznej ochrony, która do tej pory osłaniała oba przypadki.

W praktyce nowy układ w Budapeszcie najpierw zmienia klimat polityczny wokół tych spraw, a dopiero później może wpłynąć na ich finał prawny. Dla Romanowskiego jest to zła wiadomość już teraz, bo jego ścieżka formalna została uruchomiona. Dla Ziobry — poważny sygnał ostrzegawczy, bo jeśli sąd wyda ENA, on również znajdzie się na torze, z którego znacznie trudniej będzie zejść.

Najuczciwiej rzecz ujmując, po klęsce Orbána nadal nie ma odpowiedzi na pytanie, kiedy Ziobro i Romanowski wrócą do Polski. Jest za to coraz wyraźniejsza odpowiedź na inne — kto powinien bardziej się niepokoić. Dziś pierwszy w kolejce jest Romanowski. Ziobro nadal korzysta z proceduralnego opóźnienia, ale jego polityczny parasol właśnie się zwija.

Dla precyzji — formalnie chodzi tu o przekazanie w trybie Europejskiego Nakazu Aresztowania, a nie klasyczną ekstradycję. W języku politycznym i medialnym słowo „wydanie” pozostaje jednak najczytelniejsze.

Redakcja

Poprzedni

Koniec epoki Orbána

Następny

Trump zaatakował papieża po jego antywojennym apelu. Potem pokazał siebie jako mesjasza