Meloni dystansuje się od Trumpa. Polityczna kalkulacja

Meloni i Trump – Giorgia Meloni na okładce do tekstu o kryzysie jej politycznego sojuszu z Donaldem Trumpem

Jeszcze niedawno Donald Trump i Giorgia Meloni publicznie wymieniali się komplementami. Dla amerykańskiego prezydenta włoska premier była „fantastyczną liderką” i „kimś wyjątkowym”. Meloni odpowiadała, że Trump to „silny lider” i „przyjaciel”, a nawet dawała do zrozumienia, że mógłby zasługiwać na Pokojową Nagrodę Nobla. Dziś ten sojusz wyraźnie się chwieje. Nie dlatego jednak, że szefowa włoskiego rządu nagle odkryła w sobie przywiązanie do pokoju czy europejskich zasad, lecz dlatego, że Trump coraz bardziej jej szkodzi.

Pęknięcie stało się widoczne 13 kwietnia. Giorgia Meloni uznała za „niedopuszczalne” ataki Trumpa na papieża Leona XIV i oświadczyła, że czymś „słusznym i normalnym” jest to, iż głowa Kościoła katolickiego wzywa do pokoju i potępia każdą formę wojny. Dzień wcześniej Trump uderzył w papieża, nazywając go „słabym” w sprawach walki z przestępczością i „zerem w polityce zagranicznej”. Opublikował też w mediach społecznościowych wizerunek samego siebie jako uzdrawiającego Jezusa.

Trump szybko przeszedł do kontrataku. W rozmowie z „Corriere della Sera” zaatakował Meloni, mówiąc, że to ona jest „nie do przyjęcia”, bo rzekomo lekceważy zagrożenie irańskim programem nuklearnym i nie pomaga Stanom Zjednoczonym w uzyskaniu dostępu do ropy. Poszedł jeszcze dalej, sugerując, że pomylił się co do jej odwagi. Następnego dnia na antenie Fox News zaostrzył ton i stwierdził, że relacje z tymi, którzy odmówili pomocy w sytuacji irańskiej, nie są już takie jak wcześniej.

W otoczeniu włoskiej premier trwa teraz próba opanowania kryzysu. Jej współpracownicy przekonują, że relacje włosko-amerykańskie pozostają mocne. Tyle że właśnie sypie się układ, na którym liderka włoskiej prawicy budowała swoją pozycję międzynarodową. Przez długi czas próbowała przedstawiać się jako łącznik między administracją Trumpa a Unią Europejską. Jeszcze podczas wizyty w Białym Domu w kwietniu 2025 roku promowała hasło „Make the West Great Again”. Miało ono pokazywać jedność prawicy po obu stronach Atlantyku. Dziś coraz wyraźniej widać, że była to polityka ryzykowna i krótkowzroczna.

Przez wiele miesięcy Meloni prowadziła grę na dwa fronty. W przeciwieństwie do części europejskich partnerów nie chciała otwarcie odcinać się od Trumpa. Odrzucała pomysł europejskich działań odwetowych wobec amerykańskich ceł, odmawiała uznania państwa palestyńskiego, a w styczniu 2026 roku uznała amerykański atak na Wenezuelę Nicolása Maduro za „legalny” i „obronny”. Trudno więc mówić dziś o jakimś moralnym przebudzeniu. Jej dotychczasowa polityka w wielu punktach była zbieżna z kursem Trumpa.

Podobnie było w sprawie Bliskiego Wschodu. Meloni zgodziła się, by Włochy weszły jako „obserwator” do stworzonej przez Trumpa „Rady Pokoju”, która miała zajmować się odbudową Gazy. We Włoszech wywołało to zarzuty, że premier zachowuje się wobec Trumpa jak polityczna wasalka. Również w sprawie Ukrainy starała się utrzymać wygodną pozycję — popierała Kijów i nie zrywała z linią europejską, ale jednocześnie odrzucała część bardziej zdecydowanych propozycji partnerów z UE.

Jeszcze na początku 2026 roku broniła tej strategii. Mówiła, że z Trumpem nie zgadza się w wielu sprawach i kiedy trzeba, mówi mu to wprost, ale woli szukać „świateł, a nie cieni”. To dobrze pokazywało jej sposób działania. Nie chodziło o zasady, lecz o polityczny rachunek. Dopóki bliskość z Trumpem dawała wpływy, Meloni próbowała ją utrzymać. Kiedy jednak amerykański prezydent zaczął być dla niej problemem, zaczęła się wycofywać.

Właśnie to dzieje się teraz. Wojna wokół Iranu, coraz bardziej chaotyczne zachowania Trumpa i rosnąca niechęć włoskiej opinii publicznej sprawiły, że dalsze trwanie przy nim przestało być opłacalne. Nawet w elektoracie Fratelli d’Italia większość ocenia dziś Trumpa negatywnie. Do tego dochodzi polityczna porażka Meloni w referendum dotyczącym reformy wymiaru sprawiedliwości. W takiej sytuacji obrona Trumpa oznaczałaby dla niej dalsze straty.

Dlatego włoska premier zaczęła podkreślać, że stanowisko Rzymu w sprawie Iranu jest „identyczne” jak stanowisko głównych państw europejskich. Pod koniec marca Włochy, powołując się na obowiązujące traktaty, odmówiły nawet zgody na lądowanie amerykańskich samolotów bojowych na bazie Sigonella na Sycylii. Potem, po ataku Trumpa na Leona XIV, Meloni uznała, że nie może już milczeć i publicznie stanęła po stronie papieża. Chwilę później Włochy ogłosiły zawieszenie odnowienia porozumienia obronnego z Izraelem.

Nie należy jednak mylić tego ruchu z jakimkolwiek ideowym zwrotem. Meloni pozostaje polityczką skrajnej prawicy, która przez długi czas próbowała korzystać z bliskości z Trumpem i nie miała problemu z jego najbardziej brutalnymi i agresywnymi posunięciami. Dziś dystansuje się od niego nie dlatego, że odrzuciła jego politykę, ale dlatego, że Trump z sojusznika zmienia się w polityczny balast.

Redakcja

Poprzedni

Trump zapowiada przełomową rozmowę Izraela z Libanem. Bejrut zaprzecza

Następny

Rząd kombinuje jak utrzymać prawicową hegemonię w Polsce