
W poniedziałek 25 sierpnia w Strefie Gazy w izraelskim ataku na Szpital Nassera w Chan Junis zginęło co najmniej 20 osób. Wśród ofiar znalazło się kilku dziennikarzy – to już kolejni reporterzy zabici w tym konflikcie, w którym od października życie straciło blisko 200 przedstawicieli mediów. Zaledwie trzy tygodnie temu w podobnym ataku zginęło czterech reporterów i dwóch współpracowników katarskiej telewizji Al Jazeera.
Rzecznik palestyńskiej Obrony Cywilnej Mahmoud Bassal poinformował, że szpital został zaatakowany dwukrotnie: najpierw przez drona z ładunkiem wybuchowym, a następnie podczas nalotu powietrznego, który nastąpił tuż przed rozpoczęciem ewakuacji rannych.
Al Jazeera potwierdziła śmierć swojego fotoreportera Mohammada Salamy. Reuters podał, że w ataku zginął operator Hossam Al-Masri, a fotograf agencji Hatem Khaled został ciężko ranny. Associated Press przekazała, że wśród ofiar była również Mariam Abu Dagga, dziennikarka związana z „The Independent Arabic” i AP. Zginął także Moaz Abu Taha, reporter amerykańskiej stacji NBC.
„Jesteśmy zdruzgotani tymi doniesieniami” – napisał Reuters w oświadczeniu. Associated Press dodała, że jest „zszokowana” śmiercią swojej współpracowniczki.
Izraelska armia potwierdziła, że jej siły przeprowadziły atak w rejonie szpitala Nassera. „Celem nie byli dziennikarze” – zapewniono w komunikacie opublikowanym na Telegramie. Wojsko zapowiedziało wszczęcie wstępnego dochodzenia „tak szybko, jak to możliwe”. „Siły Obronne Izraela żałują wszelkich strat wśród osób postronnych” – dodano, zaznaczając jednocześnie, że armia „działa tak, by ograniczyć straty cywilne przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa własnym żołnierzom”.
Fotoreporter AFP obecny na miejscu relacjonował, że po ataku do szpitala trafiali liczni ranni, część z nich była zakrwawiona. Szpital Nassera pozostaje jednym z ostatnich wciąż działających – choć w mocno ograniczonym zakresie – ośrodków zdrowia w Strefie Gazy.
To nie pierwszy raz, gdy reporterzy giną w tym konflikcie. Al Jazeera wcześniej informowała o śmierci pięciu swoich dziennikarzy, w tym popularnego reportera Anasa al-Szarifa. Izraelska armia przyznała wówczas, że celem ataku był właśnie on, określając go „terrorystą”. W tym samym nalocie zginął także niezależny reporter lokalnych mediów. Międzynarodowe organizacje dziennikarskie, w tym Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) i Reporterzy bez Granic (RSF), zdecydowanie odrzuciły te oskarżenia jako bezpodstawne i mające na celu usprawiedliwienie ataków na przedstawicieli mediów, bez przedstawienia jakichkolwiek wiarygodnych dowodów.
Według danych CPJ i RSF jeszcze przed tym atakiem liczba zabitych dziennikarzy w Strefie Gazy od początku wojny sięgała już prawie 200. Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej w Jerozolimie (FPA) wydało oświadczenie, w którym zażądało od władz Izraela wyjaśnień. „Jesteśmy oburzeni i zszokowani. Zbyt wielu dziennikarzy zostało zabitych w Strefie Gazy bez najmniejszego uzasadnienia” – podkreślono.
Dziennikarze pracujący w Gazie, podobnie jak reszta mieszkańców, zmagają się nie tylko z bombardowaniami, lecz również z dramatycznym brakiem żywności. Na apel organizacji dziennikarskich rząd Izraela nie odpowiedział. Chyba że odpowiedzią jest śmierć kolejnych reporterów – w logice izraelskich władz życie dziennikarzy, podobnie jak życie palestyńskich cywilów, nie ma znaczenia. Każdego można bowiem łatwo uznać za „bojownika Hamasu”, co staje się wygodnym usprawiedliwieniem dla kolejnych ataków. I mimo kolejnych zbrodni Izrael wciąż pozostaje bezkarny.









