ONZ uznała handel niewolnikami za „najcięższą zbrodnię przeciwko ludzkości”

Sala Zgromadzenia Ogólnego ONZ podczas głosowania nad rezolucją o handlu niewolnikami
Prezydent Ghany John Dramani Mahama podczas przemówienia w sprawie rezolucji ONZ o handlu niewolnikami

Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję zgłoszoną przez Ghanę, która uznaje transatlantycki handel zniewolonymi Afrykanami i rasowe niewolnictwo Afrykanów za „najcięższą zbrodnię przeciwko ludzkości”. Za głosowały 123 państwa, 52 wstrzymały się od głosu, a przeciw były tylko trzy kraje: Stany Zjednoczone, Izrael i Argentyna. Dokument nie ma mocy wiążącej, ale jest ważnym zwycięstwem politycznym Ghany, prezydenta Johna Dramaniego Mahamy i całej Unii Afrykańskiej.

Trzeba jednak od razu powiedzieć jasno, co ta rezolucja zmienia, a czego nie zmienia. ONZ nie stworzyła nowego przestępstwa i nie zmieniła twardego prawa międzynarodowego. Niewolnictwo już wcześniej należało do katalogu zbrodni przeciwko ludzkości. Nowość polega na tym, że Zgromadzenie Ogólne po raz pierwszy tak mocno i wprost uznało właśnie transatlantycki system handlu ludźmi i rasowego uprzedmiotowienia Afrykanów za jedną z najcięższych postaci tej zbrodni. To nie otwiera automatycznie drogi do sądów, wypłat i egzekucji, ale podnosi rangę sprawy i wzmacnia argument tych państw, które domagają się zadośćuczynienia.

W praktyce chodzi przede wszystkim o pieniądze. I właśnie dlatego głosowanie okazało się tak drażliwe. Zachód nie chciał bronić niewolnictwa ani osłabiać jego moralnego potępienia, ale nie chciał też poprzeć języka, który mógłby w przyszłości służyć jako mocniejsza podstawa do roszczeń reparacyjnych. Spór nie dotyczy więc tego, czy niewolnictwo było potworną zbrodnią. Spór dotyczy tego, czy za historyczne uznanie winy mają kiedyś pójść rachunki, przeprosiny, zwrot zagrabionych dóbr i realne programy kompensacyjne.

To dobrze tłumaczy układ głosów. Za rezolucją opowiedziała się większość państw Afryki, Azji, Karaibów, duża część Ameryki Łacińskiej i państwa arabskie. Rosja nazwała przyjęcie dokumentu „od dawna spóźnionym uznaniem”. Państwa Unii Europejskiej, Wielka Brytania, Kanada i Australia wstrzymały się od głosu. Polska zagłosowała razem z Unią Europejską, czyli również się wstrzymała. To był polityczny unik: nie powiedzieć „nie”, ale też nie przyłożyć ręki do języka, który mógłby zostać użyty przeciwko Zachodowi.

Najostrzej przeciw wystąpiły Stany Zjednoczone. Przedstawiciel Waszyngtonu przy ONZ Dan Negrea oświadczył, że USA nie uznają prawnego prawa do reparacji za historyczne krzywdy, które w chwili ich popełnienia nie były nielegalne w świetle ówczesnego prawa międzynarodowego. Przy okazji dorzucił jeszcze zupełnie niezwiązane z samą sprawą twierdzenie, że Donald Trump zrobił więcej dla Czarnych Amerykanów niż jakikolwiek inny prezydent. Ta wypowiedź dobrze pokazała istotę stanowiska USA: nie chodzi o spór o historię, tylko o zablokowanie możliwości przełożenia moralnego potępienia na konkretne zobowiązania.

Przeciw zagłosowały również Izrael i Argentyna. To też ma swoją wymowę. W przypadku Argentyny przypominano, że w epoce kolonialnej ogromna część wartości importu wpływającego do Buenos Aires była związana z handlem zniewolonymi Afrykanami. W przypadku Stanów Zjednoczonych pamięć o niewolnictwie, wojnie secesyjnej i oporze wobec zniesienia tego systemu pozostaje częścią własnej, wciąż politycznie drażliwej historii. Wynik głosowania pokazał więc nie tylko podział między Północą a Południem, ale także różnicę między symbolicznym uznaniem winy a gotowością do ponoszenia kosztów.

W debacie odezwał się także Watykan. Stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy ONZ, arcybiskup Gabriele Caccia, nazwał rezolucję „częściową narracją” i przypomniał papieskie potępienia niewolnictwa. Pominął jednak niewygodny fakt, że papież Mikołaj V w XV wieku zaakceptował zniewalanie niechrześcijan w Afryce przez Portugalczyków, co pomogło stworzyć ideologiczne i polityczne warunki dla rozwoju transatlantyckiego systemu niewolniczego.

Dla Ghany i Unii Afrykańskiej to głosowanie nie zamyka sprawy, lecz otwiera kolejny etap. Afrykańskie instytucje już zapowiadają dalszą walkę o sprawiedliwość naprawczą, a sekretarz generalny ONZ António Guterres wezwał do „znacznie śmielszego działania”. Tyle że polityczny realizm jest brutalny. Ta rezolucja nie tworzy sądu, nie nakłada obowiązku wypłaty pieniędzy i nie daje Afryce narzędzia, którym mogłaby zmusić dawne potęgi kolonialne do płacenia.

I tu dochodzimy do sedna. Chodzi o pieniądze, a tych nikt na Zachodzie płacić nie chce. Skoro nawet Polska nie była w stanie wyegzekwować od Niemiec reparacji za II wojnę światową — zbrodnię znacznie nowszą, lepiej udokumentowaną i politycznie bliższą Europie — to tym bardziej trudno uwierzyć, że dawne potęgi kolonialne nagle zaczną masowo płacić Afryce za niewolnictwo sprzed stuleci. ONZ podniosła rangę sprawy, ale nie zmieniła tego, co najważniejsze: uznać krzywdę jest dużo łatwiej niż za nią zapłacić.

Redakcja

Poprzedni

Wojna z Iranem. Lądowa operacja USA może okazać się pułapką

Następny

Koniec złudzeń Pax Americana