„Plan stulecia” Trumpa padł, ruszyły egzekucje

Obwieszczony przez prezydenta USA plan zakończenia konfliktu Izraelsko-palestyńskiego, megalomańsko nazwany „planem stulecia”, właśnie stracił sojusznika, bez którego nie ma szans na sukces.

Autorem wspomnianego planu, skrajnie niesprawiedliwego dla Palestyny, jest zięć prezydenta Trumpa Jared Kushner, prezydent USA reklamował go bezzasadnie jako jedyny możliwy, nie zwracając zupełnie uwagi, że władze Palestyny odrzuciły go niemal natychmiast i w całości. Mimo tego USA wciąż forsują to rozwiązanie, nie bacząc, że jest ono nie do zrealizowania. Teraz straciły, jak się wydaje, kolejnego potencjalnego sojusznika – Rosję.
Mogło się wydawać, że ze względu na doskonałe relacje między Izraelem a Rosją, ta ostatni powinna popierać „plan stulecia”, lub choćby nie deklarować, że się mu przeciwstawi. Teraz jednak oficjalnie Moskwa ogłosiła, że „uważa za niemożliwe popieranie amerykańskiego „planu stulecia”, mającego na celu uregulowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie”, powiedział agencji RIA Nowosti specjalny przedstawiciel prezydenta Rosji ds. Bliskiego Wschodu, wiceminister spraw zagranicznych Michaił Bogdanow.
Wypowiedź wiceministra była swego rodzaju komentarzem do rozmowy z Avi Berkowitzem, specjalnym wysłannikiem Białego Domu. Bogdanow wspomniał , że Berkowitz zadzwonił do niego i namawiał na poparcie „planu stulecia”. „Powiedziałem mu, że to niemożliwe. Dlatego, że pozycję Palestyńczyków i wszystkich Arabów, Ligi Państwa Arabskich zna pan doskonale. I należy zebrać czwórkę bliskowschodnią by omówić sytuację i popatrzeć jak można z niej wyjść”, relacjonował Bogdanow.
Michaił Bogdanow jeszcze raz podkreślił, że pozycja Rosji na temat Bliskiego Wschodu jest stała: Moskwa uznaje Państwo Palestyna w granicach z 1967 roku ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie.
Brak poparcia propozycji amerykańskich przez Rosję, która wyrosła na jednego z głównych graczy na Bliskim Wschodzie, jest poważnym problemem dla Trumpa i jego zięcia.
Przez 75 dni epidemii trwała przerwa w wykonywaniu kar śmierci w Stanach Zjednoczonych. Problemem były względy sanitarne: jak zabić więźnia i nie zachorować na covid-19? Przełomu dokonał stan Missouri. Uśmiercono zastrzykiem 64-letniego Waltera Bartona, przy zachowaniu „szczególnych środków bezpieczeństwa”.
Skazanego obsługiwali „kosmici” – straż więzienna w kombinezonach ochronnych. Przywiązano go i wprowadzono mu w krwiobieg zabójcze substancje. W ubiegłym wieku miał zabić nożem starszą panią, lecz do końca głosił, że padł ofiarą pomyłki sądowej: „Ja, Walter Arkie Barton, jestem niewinny, zabiją niewinnego” – brzmiały jego ostatnie słowa. Skazano go na podstawie zeznań współwięźnia, na dwie godziny przed egzekucją Sąd Najwyższy odrzucił ostatnią prawną próbę obrońców.
Ostatnie wykonanie kary śmierci miało miejsce 5 marca. Od tej pory zawieszono egzekucje w Ohio, Teksasie i Tennesee. W Teksasie sąd stwierdził, że występuje zbyt duże zagrożenie zarażenia się koronawirusem, wykonania kary śmierci angażują i przyciągają wielu ludzi. W Missouri zabijanie Bartona oglądali świadkowie odpowiednio odseparowani i zamaskowani, chwalą się miejscowe władze.
Mimo to, egzekucję skrytykowały liczne organizacje obywatelskie, jak wpływowa ACLU (American Civil Liberties Union). Według jej rzeczniczki Cassandry Stubbs, wykonanie kary śmierci było „bez sensu” w czasie epidemii – zlekceważono zagrożenie zarażeniem pracowników, straży więziennej, i pominięto nowe elementy w sprawie ciągnącej się od 1991 r., wskazujące, że Barton był niewinny.
Według obrony, akt oskarżenia był słaby. Dwa pierwsze procesy więźnia skończyły się zresztą brakiem werdyktu, a dwa następne anulowano po odwołaniach.