
Administracja Donalda Trumpa ogłosiła powołanie nowej inicjatywy międzynarodowej nazwanej „Radą Pokoju”, która w praktyce postrzegana jest w Europie jako próba obejścia, a nawet zastąpienia systemu Narodów Zjednoczonych. Choć projekt formalnie prezentowany jest jako mechanizm koordynujący odbudowę i stabilizację Strefy Gazy, jego zapisy, skład zaproszonych państw oraz sposób reagowania Białego Domu na krytykę sugerują budowę równoległej osi decyzyjnej poza ONZ, podporządkowanej politycznym interesom Waszyngtonu.
Zgodnie z dokumentami krążącymi wśród dyplomatów oraz relacjami agencji Reuters, Rada Pokoju ma otrzymać mandat nie tylko do „wsparcia odbudowy Gazy”, lecz także do „koordynowania reakcji międzynarodowej na konflikty zagrażające stabilności globalnej”. Zapisy te nie ograniczają kompetencji Rady ani geograficznie, ani tematycznie, co w praktyce oznacza możliwość zajmowania się dowolnym konfliktem uznanym za „destabilizujący”. W europejskich stolicach zwraca się uwagę, że oznacza to stworzenie struktury równoległej wobec ONZ, funkcjonującej poza Kartą Narodów Zjednoczonych i bez formalnego mandatu wspólnoty międzynarodowej.
Dodatkowym potwierdzeniem szerszych ambicji projektu jest lista zaproszonych państw. Obejmuje ona nie tylko aktorów bezpośrednio związanych z konfliktem izraelsko-palestyńskim, lecz także kraje z Europy, Azji, Ameryki Łacińskiej i Indo-Pacyfiku, w tym mocarstwa regionalne oraz państwa pozostające w otwartym sporze z porządkiem międzynarodowym opartym na prawie międzynarodowym. W praktyce wskazuje to, że Rada Pokoju nie jest projektowana jako narzędzie jednorazowe, lecz jako trwała platforma politycznego wpływu.
Najwięcej kontrowersji wzbudza model członkostwa. Statut przewiduje, że udział w Radzie jest formalnie ograniczony do trzech lat, jednak państwa mogą uzyskać status stałego uczestnika poprzez wniesienie jednorazowej wpłaty w wysokości 1 miliarda dolarów w pierwszym roku funkcjonowania organizacji. Mechanizm ten nie występuje w systemie ONZ ani w żadnej innej uznanej organizacji międzynarodowej i wprowadza finansowy próg dostępu do procesu decyzyjnego. Krytycy wskazują, że w praktyce oznacza to instytucjonalizację modelu „pay to play”, w którym wpływ polityczny nie wynika z mandatu ani prawa, lecz z możliwości finansowych.
Wśród osób zaangażowanych w tworzenie zaplecza Rady wymieniani są m.in. Marco Rubio, Tony’ego Blaira, Jareda Kushnera, specjalnego wysłannika Trumpa Steve’a Witkoffa oraz prezesa Banku Światowego Ajaya Bangę. Skład ten podkreśla ścisłe powiązanie projektu z obecną administracją USA i rodzi pytania o bezstronność inicjatywy, której inicjator i główny architekt jest jednocześnie stroną wielu konfliktów międzynarodowych.
Najostrzejszą reakcję w Europie wywołało zaproszenie skierowane do Władimira Putina. Kreml oficjalnie potwierdził jego otrzymanie, a zachodnie agencje informacyjne wskazują, że Trump nie zaprzeczył tym doniesieniom. Zaproszenie rosyjskiego prezydenta jest szczególnie kontrowersyjne, ponieważ Władimir Putin jest objęty nakazem aresztowania Międzynarodowego Trybunału Karnego za zbrodnie wojenne, polegające na bezprawnym uprowadzaniu i przymusowej rusyfikacji tysięcy ukraińskich dzieci z terytoriów okupowanych. Dodatkowo Rosja prowadzi aktywną wojnę napastniczą i konsekwentnie odrzuca podstawowe normy prawa humanitarnego, nie uznając przy tym jurysdykcji MTK. W ocenie krytyków zaproszenie Władimira Putina oznacza de facto legitymizowanie bezkarności jako elementu nowego porządku instytucjonalnego.
Na liście zaproszonych znalazła się również Białoruś, co oznacza potencjalny udział reżimu Aleksandra Łukaszenki, współodpowiedzialnego za umożliwienie rosyjskiej agresji na Ukrainę. Białoruskie media informowały o pozytywnym przyjęciu zaproszenia, co dodatkowo wzmocniło krytykę inicjatywy w Unii Europejskiej.
Kontrowersje budzi także fakt, że mimo deklarowanego skupienia na przyszłości Strefy Gazy w projektowanych strukturach Rady nie przewidziano formalnej reprezentacji palestyńskiej. Nie zaproszono ani władz Autonomii Palestyńskiej, ani żadnych palestyńskich instytucji politycznych, co podważa deklarowany „pokojowy” charakter inicjatywy i rodzi pytania o jej realną legitymację w regionie, którego ma dotyczyć.
Polska dostała zaproszenie
Według Reutersa zaproszenie do udziału w Radzie Pokoju otrzymała również Polska. W tym przypadku problem ma nie tylko wymiar polityczny, lecz także ustrojowy. Prezydent RP nie posiada kompetencji ani środków finansowych pozwalających na samodzielne przekazanie miliarda dolarów organizacji międzynarodowej. Każda decyzja w tej sprawie wymagałaby zgody rządu i Sejmu oraz przeprowadzenia procedury ratyfikacyjnej. Oczekiwanie administracji USA, że decyzje zapadną w ciągu kilkudziesięciu godzin od zaproszenia, pozostaje w sprzeczności z realiami systemów nieprezydenckich.
Z doniesień Bloomberga wynika, że zaproszenia trafiły łącznie do 49 państw oraz Komisji Europejskiej, w tym do Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Polski, Rosji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Arabii Saudyjskiej, Izraela, Indii, Japonii, Turcji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Publicznie gotowość do udziału sygnalizowały m.in. Węgry, Wietnam, Maroko, Kazachstan i Argentyna.
Szczególne napięcie wywołała reakcja Waszyngtonu na sceptycyzm Francji. Emmanuel Macron publicznie wskazywał, że projekt wykracza poza Gazę i może podważać istniejący porządek międzynarodowy. W odpowiedzi Trump zagroził nałożeniem 200-procentowych ceł na francuskie wina i szampany, co zostało powszechnie odczytane jako użycie presji gospodarczej w odpowiedzi na polityczną odmowę Emmanuela Macrona.
Pytania o przyszłość
Krytycy inicjatywy zwracają również uwagę na brak jasnych mechanizmów odpowiedzialności i kontroli. Projekt nie przewiduje niezależnych procedur nadzoru, środków odwoławczych ani jurysdykcji międzynarodowej, które pozwalałyby kwestionować decyzje Rady. Nie jest też jasne, jaki byłby status prawny zobowiązań podjętych w ramach projektu w przypadku zmiany administracji w USA lub wycofania się kluczowych państw, co rodzi pytania o trwałość i wiarygodność całej inicjatywy.
W tym sensie Rada Pokoju, która w nazwie odwołuje się do deeskalacji i stabilizacji, już na etapie powstawania stała się źródłem poważnych kontrowersji dyplomatycznych oraz sporów o przyszłość multilateralizmu, relacji transatlantyckich i spójność Unii Europejskiej.









