Buffon nie odpuszcza

Bramkarz Juventusu Turyn Gianluigi Buffon został w minioną sobotę samodzielnym rekordzistą pod względem występów w Serie A. Derbowy mecz z Torino był jego 648. występem we włoskiej ekstraklasie.

Weteran piłkarskich boisk, 42-letni już Buffon, z którym Juventus nie dawno przedłużył kontrakt na kolejny sezon, zadebiutował w Serie A w barwach AC Parma jako 17-latek w listopadzie 1995 roku, a teraz poprawił rekord w liczbie występów we włoskiej ekstraklasie, który dzielił z inną legendą włoskiego calcio, legendarnym obrońcą AC Milan i reprezentacji Włoch Paolo Maldinim.
Buffon występował w Parmie przez sześć sezonów, rozgrywając w tym czasie 168 meczów w Serie A, a następnie przeniósł się do Juventusu, w barwach którego występuje od lata 2001 roku do dzisiaj, z roczną przerwą w sezonie 2018/2019 na epizod w Paris Saint-Germain. Zdobył z nim dziewięć tytułów mistrza Włoch cztery razy krajowy puchar. „To gracz, którego nie trzeba przedstawiać. Jego historia mówi sama za siebie – to lider i przywódca z czarno-białym DNA „ – napisano w informacji o nowym kontrakcie Buffona na oficjalnej stronie klubu. Warto też przypomnieć, że bramkarz dopiero dwa lata temu zrezygnował z występów w reprezentacji Włoch, w której zaliczył 176 występów, a w 2006 roku zdobył z nią mistrzostwo świata.
W ekipie „Starej Damy” bramkarzem numer 1 oficjalnie jest Wojciech Szczęsny, ale Buffon ma w turyńskim klubie tak mocną pozycję, że w zasadzie to on decyduje, ile spotkań w sezonie chce zagrać. W obecnych sezonie wystąpił do tej pory w 14 meczach – ośmiu w Serie A, pięciu w Pucharze Włoch i jednym w Lidze Mistrzów. Po restarcie rozgrywek zagrał w dwóch meczach Pucharu Włoch oraz we wspomnianym ligowym spotkaniu z Torino, zbierając lepsze recenzje od Szczęsnego. Nasz reprezentacyjny bramkarz na razie nie prezentuje tak wysokiej formy, jaką imponował przed zawieszeniem zmagań. W miniony wtorek w przegranym przez Juventus 2:4 meczu z AC Milan włoskie media oceniły jego występ bardzo słabo uznając, że przy trzech straconych golach mógł „zrobić więcej”.

Ibrahimović uwielbia się popisywać

Zlatan Ibrahimović przerwę w rozgrywkach Serie A spędza w rodzinnej Szwecji. Napastnik AC Milan nie pozwala jednak zapomnieć światu o swoim istnieniu i co jakiś czas bulwersuje otoczenie swoimi zachowaniami.

Ostatnio wzbudził kontrowersje ostentacyjną przejażdżką po ulicach Sztokholmu ekskluzywnym modelem Ferrari, Monza SP2, które nie ma oficjalnej ceny, ale jego wartość szacuje się między 2,5 a 3 mln euro. Ibrahimović ma już prawie 39 lat, więc nieuchronnie zbliża się do zakończenia długiej i bogatej w sukcesy kariery, którą zaczął w 1999 roku w Malmoe FF, a potem kontynuował w Ajaksie Amsterdam (2001-2004), Juventusie Turyn (2004-2006), Interze Mediolan (2006-2009), Barcelonie (2009-2011), AC Milan (2011-2012), Paris Saint-Germain (2012-2016), Manchesterze United (2016-2018), Los Angeles Galaxy (2018-2019). Na początku tego roku związał się ponownie z AC Milan, ale zanim zdołał pokazać, że włoski klub słusznie zrobił zatrudniając go w miejsca 24-letniego Polaka Krzysztofa Piątka, na Półwyspie Apenińskim wybuchła pandemia koronawirusa. Piłkarz uciekł przed nią do Szwecji.
Mający chorwackie i bośniackie korzenie Ibrahimović urodził się jednak w Malmoe, w szwedzkiej reprezentacji rozegrał 116 meczów i strzelił 62 gole, co w minionej dekadzie zapewniło mu w tym kraju status niekwestionowanej sportowej gwiazdy. I nic nie jest w stanie tego statusu osłabić, ani najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi, którymi lubi od czasu do czasu szokować, ani nawet zerowy brak skromności w epatowaniu własnym bogactwem.
Chociaż w Szwecji w czasie pandemii nie obowiązują takie rygorystyczne obostrzenia jak w większości innych krajów, to jednak także tu w czasie zarazy ludziom żyje się coraz gorzej i coraz większa liczba obywateli wymaga już wsparcia ze strony państwa. Nie jest to więc najlepsza pora na popisywanie się zamożnością, nawet uczciwie zdobytą, jak ma to miejsce w przypadku Ibrahimovicia. Piłkarz nie po raz pierwszy pokazał jednak, że ma społeczne konwenanse w głębokim poważaniu. W minioną sobotę wytoczył się na ulice Sztokholmu w swoi najnowszym aucie.
Ferrari Monza SP2 to wyjątkowy samochód, z limitowanej wersji, wzorowany w stylistyce nadwozia na wyścigowy bolid tej marki z lat 50. i 60. ubiegłego wieku, ale z silnikiem o mocy 810 KM, który rozpędza maszynę do 100 km/h w niecałe trzy sekundy, a jego maksymalna prędkość przekracza 300 km/h. To motoryzacyjne cacko nie ma oficjalnej ceny, ale wiadomo, że kosztuje w granicach trzech milionów euro.
Ta przejażdżka może jednak Zlatana słono kosztować, bo jak wyszło na jaw, auto od 30 marca nie ma ważnego przeglądu technicznego, więc nie można się nim poruszać po ulicach, chyba że najkrótszą drogą do najbliższego punktu diagnostycznego. Ale że na biednego nie trafiło, to nie ma najmniejszego powodu go żałować.

W Serie A będą grać bez kibiców

Wszystkie zawody sportowe zaplanowane we Włoszech do 3 kwietnia z powodu epidemii koronawirusa będą rozgrywane bez udziału publiczności. Dotyczy to także rozgrywek piłkarskich nie wyłączając Serie A. Decyzję taką podjął tamtejszy rząd.

Jak informuje portalu football-italia.net, włoski minister sportu Vincenzo Spadafora przyznał, że osiągnięto porozumienie w sprawie rozgrywania meczów. „Spotkania będą się odbywały bez udziału kibiców” – powiedział Spadafora. „Wspólnie szukamy rozwiązania, żeby nie przerywać rozgrywek, ale jednocześnie żeby nie narażać zdrowia obywateli” – dodał. W najbliższy weekend nie odbędą się jednak zaplanowane w tym terminie mecze 27. kolejki Serie A, lecz zamiast nich mają zostać rozegrane zaległe spotkania: Sampdoria Genua – Hellas Werona (sobota 7 marca, 8:45), AC Milan – Genoa (niedziela 8 marca, 12:30); AC Parma – SPAL (niedziela, 15:00); US Sassuolo – Brescia (niedziela, 15:00); Udinese – Fiorentina (niedziela, 18:00) oraz hit weekendu Juventus Turyn – Inter Mediolan (niedziela, godz. 20:45). Te zespoły walczą o mistrzostwo kraju. Juventus jest drugi w tabeli (60 punktów), Inter trzeci (54), a prowadzi Lazio (62). Na rozegranie czekają odwołane mecze półfinałowe Pucharu Włoch: Juventusu z AC Milan i Napoli z Interem. Sytuacja jest jednak dynamiczna i mogą jeszcze zapaść inne decyzje.
Włoski rząd nadal rozważa całkowite zawieszenie wszelkich rozgrywek sportowych co najmniej do końca marca, co w praktyce oznaczałoby, zwłaszcza dla piłkarskiej Serie A, konieczność przerwania ligowych rozgrywek, bowiem z uwagi na rozpoczynające się 12 czerwca mistrzostwa Europy nie ma możliwości wydłużenia sezonu. Po raz ostatni nie dokończono batalii o tytuł piłkarskiego mistrza Włoch 75 lat temu z powodu działań wojennych.
Koronawirus paraliżuje nie tylko życie sportowe w Italii. Zamknięto tam do 15 marca m.in. wszystkie szkoły i uniwersytety. We Włoszech jest najwięcej zarażonych koronawirusem w Europie. Epidemia dotarła także do Polski, a pierwszego zakażonego wykryto w województwie lubuskim.

Koniec Piątka w Mediolanie

Coraz więcej przemawia za tym, że przygoda Krzysztofa Piątka z AC Milan wkrótce dobiegnie końca. Po zatrudnieniu przez ten klub 38-letniego Zlatana Ibrahimovicia reprezentant Polski wylądował na ławce rezerwowych i zdaniem włoskich mediów działacze „Rossonerich” chcą się teraz jak najszybciej pozbyć. Chętnych na pozyskanie Piątka na szczęście nie brakuje.

Piątek występował w barwach mediolańskiego klubu od stycznia ubiegłego roku. Genoa, która ledwie sześć miesięcy wcześniej pozyskała napastnika z Cracovii za niewiele ponad cztery miliony euro, odsprzedała go do AC Milan za 35 milionów euro, czyniąc z Piątka najdroższego polskiego piłkarza w historii. Gwoli przypomnienia, Robert Lewandowski przeszedł z Borussii Dortmund do Bayernu Monachium na zasadzie wolnego transferu gdy wyceniano jego rynkową wartość na 100 mln euro, ale ponieważ przeszedł za darmo, nie jest notowany w tego typu zestawieniach.
Bramkostrzelny polski napastnik popularność na włoskich stadionach zdobył błyskawicznie, jeszcze jako gracz zespołu z Genui, dla którego w pół roku w 19 meczach strzelił 13 goli. Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie został królem strzelców rozgrywek o Puchar Włoch zdobywając osiem bramek w pięciu meczach. Po przejściu do AC Milan nie zatracił skuteczności i także zdobył serca fanów ekipy „Rossonerich”.
Niestety, po letniej przerwie snajperskie szczęście opuściło 24-letniego napastnika, co na jego nieszczęście zbiegło się ze słabymi wynikami AC Milan w lidze. W obecnych rozgrywkach Serie A Piątek zdobył tylko cztery bramki, w tym aż trzy z rzutów karnych. I jak to w takich przypadkach bywa, „z bohatera zjechał do zera”.
Pogarszająca się z miesiąca na miesiąc pozycja Piątka w klubie osiągnęła krytyczny poziom w styczniu tego roku, gdy do zespołu z Mediolanu dołączył 38-letni szwedzki gwiazdor Zlatan Ibrahimović, który podpisał półroczny kontrakt z opcją przedłużenia o rok. Szefowie AC Milan zgodzili się zapłacić mu za jego usługi 3,5 miliona euro plus bonusy za wyniki. W ostatnim ligowym meczu z Cagliari (2:0) Ibrahimović wyszedł w podstawowym składzie, a jego partnerem w ataku był 20-letni Portugalczyk Leao, za którego latem ubiegłego roku AC Milan zapłacił francuskiemu Lille 30 mln euro. Z tym piłkarzem ponoć chciał zagrać Ibrahimović i w spotkaniu z Cagliari wybór Szweda okazał się trafny, bo obaj zaliczyli po golu. Piątek całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych i jak wieść niesie, podobnie ma też być w środowym meczu AC Milan ze SPAL 2013 w Pucharze Włoch.
Jak donosi „Corriere Della Sera”, sytuacja reprezentanta Polski jest teraz analizowana przez pion sportowy „Rossonerich”, ale wszystko wskazuje na to, że Piątek w najbliższym czasie odejdzie z AC Milan. Mimo słabszej w jego wykonaniu rundy jesiennej, chętnych na jego pozyskanie nie brakuje. Zainteresowanie transferem reprezentanta Polski wykazują kluby z Hiszpanii, w tym Atletico Madryt, ale bardziej prawdopodobny wydaje się jednak jego transfer do Premier League. Wedle medialnych spekulacji negocjacje podjął Tottenham, który pilnie szuka zastępcy dla kontuzjowanego co najmniej do końca kwietnia Harry’ego Kane’a. Gwiazdor „Kogutów” uszkodził ścięgno w lewym udzie, ale jeśli wróci do zdrowia, odzyska miejsce w podstawowym składzie. Dlatego Piątek rozważa też ofertę Aston Villi, która również jest gotowa zapłacić Milanowi żądane przez niego 32 mln euro, a napastnika w miejsce ciężko kontuzjowanego Brazylijczyka Wesleya potrzebuje od zaraz, bo w tabeli Premier League zajmuje obecnie miejsce w strefie spadkowej, a w ostatniej kolejce dostała baty 1:6 od Manchesteru City.
Piątek o swoich transferowych planach milczy, nie wiadomo zatem, jakie są jego aktualne aspiracje. Tottenham, którego trenerem jest słynny Jose Mourinho, w angielskiej lidze wprawdzie jest obecnie na ósmym miejscu, ale wciąż gra jeszcze w Lidze Mistrzów (w 1/8 finału zmierzy się z RB Lipsk). „Koguty” to klub o znacznie wyższej pozycji w Anglii niż Aston Villa, ale z pewnością mocniejsza pozycję Piątek miałby w Aston Villi.
Wątpliwe jednak, by polski piłkarz sam zadecydował o swojej przyszłości. Angielski tabloid „The Sun” podał niedawno, że AC Milan i Tottenham doszły już do porozumienia. Angielski klub zgodził się zapłacić za transfer Piątka 28 milionów euro, a kolejne cztery miliony dopłaci w formie bonusów. Polak ma się związać z finalistą Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu do końca czerwca 2023 roku. Decyzja ma zapaść lada dzień. Włoskie media są jednak odmiennego zdania i twierdzą, że Tottenham złożył jedynie ofertę wypożyczenia Piątka, którą Milan odrzucił. Takie przepychanki nie wróżą najlepiej polskiemu piłkarzowi. Chyba, że znowu zacznie strzelać gole.

We Włoszech znowu chwalą Piątka

W 15. kolejce Serie A AC Milan pokonał 3:2 Bolognę, a jedną z bramek dla mediolańskiej drużyny zdobył napastnik reprezentacji Polski Krzysztof Piątek, który za swój występ po raz pierwszy w tym sezonie otrzymał we włoskich mediach pozytywne recenzje i wysokie noty.

AC Milan odniósł szóste zwycięstwo w tym sezonie. „Rossoneri” pokonali na wyjeździe drużynę z Bolonii 3:2, zaliczając drugie zwycięstwo z rzędu. Jedną z bramek dla mediolańczyków zdobył Krzysztof Piątek, który pewnym strzałem z rzutu karnego pokonał kolegę z reprezentacji Polski, bramkarza Bologny Łukasza Skorupskiego. Dla 24-letniego napastnika było to pierwsze ligowe trafienie po sześciu meczach bez gola, ale dopiero czwarte w obecnym sezonie. Włoskie media doceniły Polaka jednak nie za pewnie wykonaną „jedenastkę”, ale za postawę w całym meczu. „Piątek był zdecydowanie bardziej aktywny niż w poprzednich meczach. W ataku poruszał się po całym boisku, a także wywalczył karnego, którego zamienił na gola.

Bonaventura także strzelił na 3:1 dzięki niemu. W końcu przekonujący występ Polaka” – napisano w komentarzu włoskiego Eurosportu. „Być może w Bolonii Milan odzyskał wielkiego bohatera. Gra polskiego napastnika była wspaniała. Walczył z pełnym poświęceniem. To dobra wiadomość dla trenera Stefano Pioliego” – chwalił z kolei Piątka portal calciomercato.com. Nasz piłkarz dostał za swój występ notę 7,5 w skali 1-10 i chyba trochę odzyskał dawną pewność siebie, bo pytany przez włoskich dziennikarzy, co sądzi o planach szefów AC Milan zatrudnienia Zlatana Ibrahimovicia, powiedział: „On jest niesamowitym piłkarzem, a my potrzebujemy zawodników na takim poziomie. Chciałbym grać z Ibrahimoviciem w Milanie. Gdziekolwiek występował, robił to bardzo dobrze i gdyby udało się go sprowadzić, byłoby to świetne dla klubu”.

Spekulacje o powrocie słynnego Szweda na San Siro trwają już od kilku tygodni, a wobec słabej formy Piątka włoskie media coraz częściej wręcz pisały, że Polak po przyjściu Ibrahimovicia zostanie wypożyczony. On jednak zdaje się nie mieć żadnych obaw. „Liczy się drużyna, a nie jednostka. Co do mnie, to czuję się coraz lepiej fizycznie. Początek sezonu był nieco skomplikowany, ale widzę postępy i będę to chciał pokazać też w kolejnych meczach” – ocenił swoją sytuację reprezentant Polski.

 

Włosi już nie widzą w Piątku bohatera

Wygląda na to, że działacze AC Milan słusznie odradzali Krzysztofowi Piątkowi, żeby nie brał koszulki z „9”, bo ten numer, kiedyś używany przez legendarnego Filippo Inzaghiego, w ich klubie każdemu innemu napastnikowi przynosi pecha. Polak nie posłuchał, latem zamienił „19” na „9” i w tym sezonie popadł w poważne tarapaty.

Z takich piłkarskich przesądów można się śmiać, chyba że okażą się brutalnie trafne, jak ma to teraz miejsce w przypadku Krzysztofa Piątka. Poprzedni sezon 24-letni reprezentant Polski kończył w glorii bohatera jako najskuteczniejszy strzelec AC Milan, do którego został ściągnięty w przerwie zimowej z Genoi. Zmieniał klubowe barwy już jako gwiazda Serie A, na którą wykreowały go bramki seryjnie zdobywane dla klubu z Genui, który ledwie pół roku wcześniej wykupił go z Cracovii za 5,5 mln euro, a sprzedał potentatowi z Mediolanu za 38 milionów euro.

Przeprowadzka do mocniejszego zespołu nie zahamowała rozwoju kariery polskiego piłkarza, bo chociaż w barwach AC Milan nie trafiał do siatki rywali już z taką łatwością i regularnością jak robił to w Genoi, to jednak jego strzeleckie wyczyny wciąż budziły podziw we Włoszech. Fani zespołu rossonerich (czerwono-czarnych) byli nim zachwyceni, układali o nim stadionowe przyśpiewki i naśladowali wraz z nim jego firmową piłkarską „cieszynkę” z symulowanymi strzałami z pistoletów, którą demonstrował po każdej kolejnej bramce, a repliki koszulek z jego numerem biły rekordy sprzedaży.

W zespole Genoi Piątek grał z „dziewiątką” i taki sam numer na koszulce chciał też mieć w Milanie, ale w mediolańskim klubie mu tego odmówiono. Głównie ze względu na przesąd jaki się w nim zagnieździł, gdy po zakończeniu kariery przez Filippo Inzaghiego w 2012 roku każdy kolejny gracz zakładający koszulkę z „dziewiątką” z niewytłumaczalnych powodów zawodził na boisku. Nawet słynny Argentyńczyk Gonzalo Higuain nie dał rady przełamać tej swoistej „klątwy”. Piątkowi na wszelki wypadek przydzielono więc numer „19” i chociaż był z niego niezadowolony, bo już wtedy w jego głowie rodził się pomysł zbudowania własnej piłkarskiej marki w oparciu o numer, który już stał się wizytówką Roberta Lewandowskiego.

W końcu działacze AC Milan machnęli ręką i latem przed nowym sezonem wyrazili zgodę, żeby Piątek nosił tę swoją wymarzoną „dziewiątkę”. I kto wie, czy dzisiaj nie plują sobie w brodę, bo polski piłkarz jakby dotknięty jakimś złym czarem nagle zatracił dawną skuteczność. Co ciekawe, mimo wszystko w kiepsko grającym zespole z Mediolanu wciąż jest najskuteczniejszym graczem w 2019 roku – w 34 rozegranych od stycznia w barwach rossonerich meczach zdobył 14 bramek i miał jedną asystę. Cóż jednak z tego, skoro w tym sezonie strzelił zaledwie trzy gole, z tego dwa z rzutów karnych. Nic dziwnego, że to głównie na nim skupiła się złość kibiców mediolańskiej drużyny za jej słabe wyniki, podsycana na dodatek po każdym nieudanym występie Piątka przez włoskie media.

Eskalacja niechęci do polskiego piłkarza już dawno przekroczyła granice rozsądku, czego najlepszym dowodem była szopka jaką zrobiono wokół jego wyrwanej z kontekstu wypowiedzi w polskiej telewizji przed listopadowymi meczami reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020. Piątek powiedział, że chciałby osiągnąć taki poziom piłkarskich umiejętności, że jeśli kiedyś jakiś inny klub chciałby go wykupić z AC Milan, to co najmniej za dwukrotnie wyższą kwotę od tej, jaką zapłacił za niego mediolański klub. Te słowa uznano za dowód braku przywiązania do barw AC Milan i chęć odejścia, a to jak wiadomo nie podoba się fanom żadnej drużyny. Nic dziwnego, że schodzącego z boiska w trakcie meczu z SSC Napoli Piątka żegnały gwizdy i wyzwiska, chociaż w tym spotkaniu wcale nie grał źle. Znów jednak nie miał szczęścia w podbramkowych sytuacjach, a napastnik który nie zdobywa bramek, zawsze będzie oceniany negatywnie. Tak było, jest i pewnie będzie zawsze.
Dlatego AC Milan już szuka innego napastnika, a włoskie media spekulują o szykowanym już tej zimy transferze Piątka…

 

Rivera został trenerem

Legendarny włoski piłkarz Gianni Rivera, laureat „Złotej Piłki” tygodnika „France Football” z 1969 roku, w tych dniach ukończył kurs trenerski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Rivera ma 76 lat.

Informację o ukończeniu przez Gianniego Riverę kursu trenerskiego, który uprawnia go do pracy w klubach Serie A, podał w środowym wydaniu dziennik „Gazzetta dello Sport”. Gazeta zacytowała w swoim tekście wypowiedź szefa związku zawodowego włoskich trenerów piłkarskich Renzo Ulivieriego: „Rivera napisał piękne karty w historii futbolu, a mimo to wykazał wielką pokorę przystępując do kursu. Nie opuścił żadnych zajęć i był przykładem dla innych”. Nagrodą dla 76-letniego gwiazdora calcio był dyplom, dający mu uprawnienia do trenowania zespołów Serie A, także profesjonalnych. Ale ponoć nie chęć rozpoczęcia kariery trenerskiej skłoniła Riverę do zapisania się na kurs. Po prostu 63-krotny reprezentant Italii uznał, że współczesny futbol tak bardzo się zmienił, że bez gruntownego odświeżenia i uzupełnienia wiedzy przestanie go rozumieć i lubić.

Rivera, obdarzony przez media i fanów przydomkiem „Złoty chłopiec”, w barwach reprezentacji Italii wywalczył mistrzostwo Europy w 1968 roku oraz wicemistrzostwo świata w 1970 roku, po porażce 1:4 z Brazylią w finale mundialu w Meksyku. Całą profesjonalną karierę spędził w AC Milan, z którym dwukrotnie zdobył Puchar Europy (obecna Liga Mistrzów) i dwa razy Puchar Zdobywców Pucharów oraz trzykrotnie mistrzostwo Włoch. W 1998 roku został wybrany na piłkarza stulecia we Włoszech. Po zakończeniu kariery sportowej zajął się polityką. Pełnił funkcję m.in. sekretarza stanu w ministerstwie obrony, był również posłem w Parlamencie Europejskim.

 

Piątek pokonał Szczęsnego

Tak wielu polskich piłkarzy gra obecnie w Serie A, że bratobójcze starcia są nieuniknione. W 31. kolejce największe emocje wzbudził pojedynek dwóch reprezentantów Polski – snajpera AC Milan Krzysztofa Piątka z bramkarzem Juventusu Turyn Wojciechem Szczęsnym.

Spotkanie Juventusu z Milanem zakończyło się zwycięstwem zespołu z Turynu 2:1. Gole dla „Starej Damy” zdobyli Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala i włoski piłkarz iworyjskiego pochodzenia Moise Kean, zaś dla mediolańczyków honorowe trafienie uzyskał Krzysztof Piątek. Dla polskiego snajpera pocieszeniem po porażce był awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Po 31 kolejkach 23-letni Piątek ma już na koncie 21 ligowych goli i pozycję lidera najskuteczniejszych graczy Serie A dzieli z 36-letnim Fabio Quagliarellą z Sampdorii Genua. Jedno trafienie mniej ma trzeci w zestawieniu Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo. Dopiero czwarty z dorobkiem 19 goli jest gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo, ale Portugalczyk nabawił się kontuzji uda podczas spotkania reprezentacji Portugalii z Serbią w eliminacjach Euro 2020 i od tamtej pory nie pojawił się na boisku. W rywalizacji o koronę króla strzelców nie należy go jednak skreślać, chociaż dla Juventusu ważniejsze było to, żeby ich as był zdolny do gry w środowym meczu Ligi Mistrzów z Ajaksem Amsterdam, niż żeby ścigał się w liczbie zdobytych bramek.

W sumie to szkoda, bo kibice lubią takie boiskowe pojedynki starych mistrzów z „młodymi wilczkami”, które śmiało atakują pozycje weteranów. A Piątek właśnie do takich coraz bardziej należy. Gol strzelony Wojciechowi Szczęsnemu był jego pierwszym trafieniem w meczu z zespołem ze ścisłej czołówki Serie A. Tym samym polski napastnik przeciął spekulacje, że nie potrafi zdobywać bramek z spotkaniach z wymagającymi przeciwnikami. Pokonał Szczęsnego w 39. minucie, strzelając po ziemi z 15 metrów. „Samotny Pistolero nie popełnił najmniejszego błędu w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym. Piątek się nie zatrzymuje. Już jest najlepszym strzelcem Milanu w tym sezonie. W 13 meczach zdobył 10 bramek” – skomentował trafienie polskiego snajpera czołowy włoski dziennik „Corriere della Sera”. Inne media w tym kraju także poświęcają Piątkowi wiele miejsca. I zauważają, że gra AC Milan w spotkaniu z Juventusem była niemiłosiernie schematyczna – niemal wszystkie piłki gracze tego zespołu kierowali w stronę osamotnionego w przodzie polskiego napastnika. A on, chociaż był indywidualnie pilnowany przez Bonucciego, stanowił dla Juventusu większe zagrożenie niż reszta jego kolegów z zespołu.

Gola Piątek mógł strzelić już w drugiej minucie spotkania, ale z kilku metrów trafił tuż obok słupka. W drugiej połowie piłkę po jego technicznym strzale zza pola karnego Szczęsny odbił na rzut rożny. Skończyło się więc jedynie na honorowym trafieniu, niemożliwym do obrony, więc Piątek nie narobił kłopotów koledze z reprezentacji. Podpadł natomiast Mario Mandzukiciowi, którego niefrasobliwie zrugał za chamskie kopnięcie kolegi z AC Milan, ale zanim Chorwat zdążył zareagować, obu rozdzielił Szczęsny. To zwarcie zostało rzecz jasna zauważone i na różne sposoby komentowane. Już sam fakt, że Piątek odważył się pyskować Mandzukiciowi, znanemu z brutalnej gry i niechęci do polskich piłkarzy, którą żywi od czasu gdy musiał odejść z Bayernu Monachium żeby zrobić miejsce Robertowi Lewandowskiemu, świadczy o tym, że Piątek zaczyna czuć się w Serie A coraz pewniej.

Niewykluczone zatem, że już wkrótce AC Milan zrobi się dla niego za ciasny, jak zrobiła się za ciasna po pół roku gry Genoa i „Pistolero” powędruje do jeszcze silniejszego klubu. W branżowych portalach jego wartość szacuje się już na 66-70 mln euro. I pomyśleć, że Cracovia oddała go osiem miesięcy temu za cztery miliony euro.

 

Szczęsny bronił, Piątek nie strzelił, Milik trafił

Juventus wygrał u siebie z Empoli 1:0 w 29. kolejce Serie A i umocnił się na prowadzeniu. Był to mecz polskich bramkarzy, bo w zespole „Starej Damy” cały mecz rozegrał Wojciech Szczęsny, zaś w bramce rywali Bartłomiej Drągowski.

Wypożyczony z Fiorentiny do Empoli 22-letni Drągowski został pokonany w 72. minucie przez 19-letniego włoskiego napastnika Moise Keana. Nastolatek zagrał w tym sezonie dopiero po raz piąty, z czego czterokrotnie wchodził z ławki rezerwowych, a mimo to zdobył już trzy bramki. W barwach Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo. Portugalczyk doznał kontuzji w meczu Portugalii z Serbią (1:1), a ponieważ w lidze włoskiej Juventus na pięć kolejek przed końcem sezonu ma już mistrzostwo w kieszeni, gwiazdor mógł odpocząć. Szczęsny wolnego nie dostał, ale spisał się bez zarzutu i zanotował kolejny w tym sezonie występ bez straty gola.

Kibice „Starej Damy” mogli być zadowoleni, że półtora roku temu szefowie klubie zdecydowali się zatrudnić Polaka, a nie Gianluigiego Donnarummę. Bramkarz reprezentacji Włoch popełnił kompromitujący błąd już w 1. minucie meczu AC Milan z Sampdorią Genua, wykopując piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika rywali Gregoire Defrela. Krzysztof Piątek tym razem był w cieniu i niczego ważnego nie dokonał, zaliczając kolejny mecz z rzędu bez gola. Jego licznik zatrzymał się na 19. trafieniach. Tyle samo goli ma na koncie Cristiano Ronaldo, ale liderem klasyfikacji strzelców jest napastnik Sampdorii 36-letni Fabio Quagliarella, zdobywca 21 bramek. W ekipie z Genui przeciwko AC Milan z Polaków zagrał tylko Karol Linetty, bo Bartosz Bereszyński po kontuzji jeszcze nie wrócił do swojej optymalnej dyspozycji. W niedzielę błysnął natomiast Arkadiusz Milik, który kapitalnym golem otworzył wynik wygranego przez SSC Napoli 4:1 wyjazdowego spotkania z AS Roma.

 

Piątek ma tyle samo goli co Cristiano Ronaldo

AC Milan był o krok od straty punktów w starciu z Chievo Werona, najsłabszym zespołem Serie A. Ale w 57. minucie Krzysztof Piątek zdobył bramkę na 2:1 i zapewnił swojej drużynie komplet punktów, który pozwolił Milanowi utrzymać trzecią lokatę w tabeli.

Tym samy Piątek dołączył do asa Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo i asa Sampdorii Genua Fabio Quagliarelli, którzy przewodzą stawce snajperów Serie A także z 19. golami na koncie. W sumie polski piłkarz w tym sezonie zgromadził już na koncie we wszystkich rozgrywkach 27 bramek – oprócz 19 zdobytych w lidze na ten dorobek składa się też osiem goli strzelonych w Pucharze Włoch.
Potyczka Milanu z Chievo w polskich mediach reklamowana była jako „polski mecz”, bo w najsłabszej ekipie Serie A występuje dwóch innych polskich zawodników – napastnik Mariusz Stępiński oraz lewy obrońca Paweł Jaroszyński. Na boisku pojawiło się jednak tylko obaj nasi napastnicy, a Jaroszyński całe spotkanie przesiedział na ławie. Stępiński niczym szczególnym się nie wyróżnił, ale rozegrał cały mecz, co świadczy, że ma w ekipie Chievo pozycję nie słabszą niż Piątek w Milanie.
Tylko że Stępiński zdobywa znacznie mniej bramek – w tym sezonie ma ich na koncie sześć, a cała drużyna Chievo w sumie 20, czyli tylko o jedną więcej niż sam Piątek licząc jego łączny dorobek strzelecki w Genoi i AC Milan. Ale właśnie dlatego przebieg sobotniego meczu wyprowadził z równowagi sympatyków mediolańskiego klubu, którzy nie mogli pojąc jakim cudem ich zespół nie jest w stanie rozbić w pył najsłabszej drużyny w lidze. Chievo w 27. kolejkach zdołało wygrać zaledwie jeden mecz (10 zremisowało, a 16 przegrało), a straciło w tych spotkaniach aż 53 gole, najwięcej ze wszystkich dwudziestu drużyn w Serie A.
Niestety, trzecia lokata AC Milan w tabeli nie odzwierciedla aktualnego poziomu prezentowanego przez ten zespół. Inaczej mówiąc, jest to miejsce ponad stan i mediolańczycy w dużej mierze zawdzięczają je Piątkowi, a raczej jego zadziwiającej skuteczności.
Zadziwiającej zważywszy na brak kreatywności graczy AC Milan, którzy mają problem z prowadzeniem gry nawet z takim słabeuszem jak Chievo. Dopóki rywale nie połapią się, że wyłączając z gry Piątka odbiera się mediolańczykom główny ich atut, to jakoś to będzie. Ale Piątek sam w pojedynkę meczów im wygrywać wiecznie nie będzie.