We Włoszech znowu chwalą Piątka

W 15. kolejce Serie A AC Milan pokonał 3:2 Bolognę, a jedną z bramek dla mediolańskiej drużyny zdobył napastnik reprezentacji Polski Krzysztof Piątek, który za swój występ po raz pierwszy w tym sezonie otrzymał we włoskich mediach pozytywne recenzje i wysokie noty.

AC Milan odniósł szóste zwycięstwo w tym sezonie. „Rossoneri” pokonali na wyjeździe drużynę z Bolonii 3:2, zaliczając drugie zwycięstwo z rzędu. Jedną z bramek dla mediolańczyków zdobył Krzysztof Piątek, który pewnym strzałem z rzutu karnego pokonał kolegę z reprezentacji Polski, bramkarza Bologny Łukasza Skorupskiego. Dla 24-letniego napastnika było to pierwsze ligowe trafienie po sześciu meczach bez gola, ale dopiero czwarte w obecnym sezonie. Włoskie media doceniły Polaka jednak nie za pewnie wykonaną „jedenastkę”, ale za postawę w całym meczu. „Piątek był zdecydowanie bardziej aktywny niż w poprzednich meczach. W ataku poruszał się po całym boisku, a także wywalczył karnego, którego zamienił na gola.

Bonaventura także strzelił na 3:1 dzięki niemu. W końcu przekonujący występ Polaka” – napisano w komentarzu włoskiego Eurosportu. „Być może w Bolonii Milan odzyskał wielkiego bohatera. Gra polskiego napastnika była wspaniała. Walczył z pełnym poświęceniem. To dobra wiadomość dla trenera Stefano Pioliego” – chwalił z kolei Piątka portal calciomercato.com. Nasz piłkarz dostał za swój występ notę 7,5 w skali 1-10 i chyba trochę odzyskał dawną pewność siebie, bo pytany przez włoskich dziennikarzy, co sądzi o planach szefów AC Milan zatrudnienia Zlatana Ibrahimovicia, powiedział: „On jest niesamowitym piłkarzem, a my potrzebujemy zawodników na takim poziomie. Chciałbym grać z Ibrahimoviciem w Milanie. Gdziekolwiek występował, robił to bardzo dobrze i gdyby udało się go sprowadzić, byłoby to świetne dla klubu”.

Spekulacje o powrocie słynnego Szweda na San Siro trwają już od kilku tygodni, a wobec słabej formy Piątka włoskie media coraz częściej wręcz pisały, że Polak po przyjściu Ibrahimovicia zostanie wypożyczony. On jednak zdaje się nie mieć żadnych obaw. „Liczy się drużyna, a nie jednostka. Co do mnie, to czuję się coraz lepiej fizycznie. Początek sezonu był nieco skomplikowany, ale widzę postępy i będę to chciał pokazać też w kolejnych meczach” – ocenił swoją sytuację reprezentant Polski.

 

Włosi już nie widzą w Piątku bohatera

Wygląda na to, że działacze AC Milan słusznie odradzali Krzysztofowi Piątkowi, żeby nie brał koszulki z „9”, bo ten numer, kiedyś używany przez legendarnego Filippo Inzaghiego, w ich klubie każdemu innemu napastnikowi przynosi pecha. Polak nie posłuchał, latem zamienił „19” na „9” i w tym sezonie popadł w poważne tarapaty.

Z takich piłkarskich przesądów można się śmiać, chyba że okażą się brutalnie trafne, jak ma to teraz miejsce w przypadku Krzysztofa Piątka. Poprzedni sezon 24-letni reprezentant Polski kończył w glorii bohatera jako najskuteczniejszy strzelec AC Milan, do którego został ściągnięty w przerwie zimowej z Genoi. Zmieniał klubowe barwy już jako gwiazda Serie A, na którą wykreowały go bramki seryjnie zdobywane dla klubu z Genui, który ledwie pół roku wcześniej wykupił go z Cracovii za 5,5 mln euro, a sprzedał potentatowi z Mediolanu za 38 milionów euro.

Przeprowadzka do mocniejszego zespołu nie zahamowała rozwoju kariery polskiego piłkarza, bo chociaż w barwach AC Milan nie trafiał do siatki rywali już z taką łatwością i regularnością jak robił to w Genoi, to jednak jego strzeleckie wyczyny wciąż budziły podziw we Włoszech. Fani zespołu rossonerich (czerwono-czarnych) byli nim zachwyceni, układali o nim stadionowe przyśpiewki i naśladowali wraz z nim jego firmową piłkarską „cieszynkę” z symulowanymi strzałami z pistoletów, którą demonstrował po każdej kolejnej bramce, a repliki koszulek z jego numerem biły rekordy sprzedaży.

W zespole Genoi Piątek grał z „dziewiątką” i taki sam numer na koszulce chciał też mieć w Milanie, ale w mediolańskim klubie mu tego odmówiono. Głównie ze względu na przesąd jaki się w nim zagnieździł, gdy po zakończeniu kariery przez Filippo Inzaghiego w 2012 roku każdy kolejny gracz zakładający koszulkę z „dziewiątką” z niewytłumaczalnych powodów zawodził na boisku. Nawet słynny Argentyńczyk Gonzalo Higuain nie dał rady przełamać tej swoistej „klątwy”. Piątkowi na wszelki wypadek przydzielono więc numer „19” i chociaż był z niego niezadowolony, bo już wtedy w jego głowie rodził się pomysł zbudowania własnej piłkarskiej marki w oparciu o numer, który już stał się wizytówką Roberta Lewandowskiego.

W końcu działacze AC Milan machnęli ręką i latem przed nowym sezonem wyrazili zgodę, żeby Piątek nosił tę swoją wymarzoną „dziewiątkę”. I kto wie, czy dzisiaj nie plują sobie w brodę, bo polski piłkarz jakby dotknięty jakimś złym czarem nagle zatracił dawną skuteczność. Co ciekawe, mimo wszystko w kiepsko grającym zespole z Mediolanu wciąż jest najskuteczniejszym graczem w 2019 roku – w 34 rozegranych od stycznia w barwach rossonerich meczach zdobył 14 bramek i miał jedną asystę. Cóż jednak z tego, skoro w tym sezonie strzelił zaledwie trzy gole, z tego dwa z rzutów karnych. Nic dziwnego, że to głównie na nim skupiła się złość kibiców mediolańskiej drużyny za jej słabe wyniki, podsycana na dodatek po każdym nieudanym występie Piątka przez włoskie media.

Eskalacja niechęci do polskiego piłkarza już dawno przekroczyła granice rozsądku, czego najlepszym dowodem była szopka jaką zrobiono wokół jego wyrwanej z kontekstu wypowiedzi w polskiej telewizji przed listopadowymi meczami reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020. Piątek powiedział, że chciałby osiągnąć taki poziom piłkarskich umiejętności, że jeśli kiedyś jakiś inny klub chciałby go wykupić z AC Milan, to co najmniej za dwukrotnie wyższą kwotę od tej, jaką zapłacił za niego mediolański klub. Te słowa uznano za dowód braku przywiązania do barw AC Milan i chęć odejścia, a to jak wiadomo nie podoba się fanom żadnej drużyny. Nic dziwnego, że schodzącego z boiska w trakcie meczu z SSC Napoli Piątka żegnały gwizdy i wyzwiska, chociaż w tym spotkaniu wcale nie grał źle. Znów jednak nie miał szczęścia w podbramkowych sytuacjach, a napastnik który nie zdobywa bramek, zawsze będzie oceniany negatywnie. Tak było, jest i pewnie będzie zawsze.
Dlatego AC Milan już szuka innego napastnika, a włoskie media spekulują o szykowanym już tej zimy transferze Piątka…

 

Rivera został trenerem

Legendarny włoski piłkarz Gianni Rivera, laureat „Złotej Piłki” tygodnika „France Football” z 1969 roku, w tych dniach ukończył kurs trenerski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Rivera ma 76 lat.

Informację o ukończeniu przez Gianniego Riverę kursu trenerskiego, który uprawnia go do pracy w klubach Serie A, podał w środowym wydaniu dziennik „Gazzetta dello Sport”. Gazeta zacytowała w swoim tekście wypowiedź szefa związku zawodowego włoskich trenerów piłkarskich Renzo Ulivieriego: „Rivera napisał piękne karty w historii futbolu, a mimo to wykazał wielką pokorę przystępując do kursu. Nie opuścił żadnych zajęć i był przykładem dla innych”. Nagrodą dla 76-letniego gwiazdora calcio był dyplom, dający mu uprawnienia do trenowania zespołów Serie A, także profesjonalnych. Ale ponoć nie chęć rozpoczęcia kariery trenerskiej skłoniła Riverę do zapisania się na kurs. Po prostu 63-krotny reprezentant Italii uznał, że współczesny futbol tak bardzo się zmienił, że bez gruntownego odświeżenia i uzupełnienia wiedzy przestanie go rozumieć i lubić.

Rivera, obdarzony przez media i fanów przydomkiem „Złoty chłopiec”, w barwach reprezentacji Italii wywalczył mistrzostwo Europy w 1968 roku oraz wicemistrzostwo świata w 1970 roku, po porażce 1:4 z Brazylią w finale mundialu w Meksyku. Całą profesjonalną karierę spędził w AC Milan, z którym dwukrotnie zdobył Puchar Europy (obecna Liga Mistrzów) i dwa razy Puchar Zdobywców Pucharów oraz trzykrotnie mistrzostwo Włoch. W 1998 roku został wybrany na piłkarza stulecia we Włoszech. Po zakończeniu kariery sportowej zajął się polityką. Pełnił funkcję m.in. sekretarza stanu w ministerstwie obrony, był również posłem w Parlamencie Europejskim.

 

Piątek pokonał Szczęsnego

Tak wielu polskich piłkarzy gra obecnie w Serie A, że bratobójcze starcia są nieuniknione. W 31. kolejce największe emocje wzbudził pojedynek dwóch reprezentantów Polski – snajpera AC Milan Krzysztofa Piątka z bramkarzem Juventusu Turyn Wojciechem Szczęsnym.

Spotkanie Juventusu z Milanem zakończyło się zwycięstwem zespołu z Turynu 2:1. Gole dla „Starej Damy” zdobyli Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala i włoski piłkarz iworyjskiego pochodzenia Moise Kean, zaś dla mediolańczyków honorowe trafienie uzyskał Krzysztof Piątek. Dla polskiego snajpera pocieszeniem po porażce był awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Po 31 kolejkach 23-letni Piątek ma już na koncie 21 ligowych goli i pozycję lidera najskuteczniejszych graczy Serie A dzieli z 36-letnim Fabio Quagliarellą z Sampdorii Genua. Jedno trafienie mniej ma trzeci w zestawieniu Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo. Dopiero czwarty z dorobkiem 19 goli jest gwiazdor Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo, ale Portugalczyk nabawił się kontuzji uda podczas spotkania reprezentacji Portugalii z Serbią w eliminacjach Euro 2020 i od tamtej pory nie pojawił się na boisku. W rywalizacji o koronę króla strzelców nie należy go jednak skreślać, chociaż dla Juventusu ważniejsze było to, żeby ich as był zdolny do gry w środowym meczu Ligi Mistrzów z Ajaksem Amsterdam, niż żeby ścigał się w liczbie zdobytych bramek.

W sumie to szkoda, bo kibice lubią takie boiskowe pojedynki starych mistrzów z „młodymi wilczkami”, które śmiało atakują pozycje weteranów. A Piątek właśnie do takich coraz bardziej należy. Gol strzelony Wojciechowi Szczęsnemu był jego pierwszym trafieniem w meczu z zespołem ze ścisłej czołówki Serie A. Tym samym polski napastnik przeciął spekulacje, że nie potrafi zdobywać bramek z spotkaniach z wymagającymi przeciwnikami. Pokonał Szczęsnego w 39. minucie, strzelając po ziemi z 15 metrów. „Samotny Pistolero nie popełnił najmniejszego błędu w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym. Piątek się nie zatrzymuje. Już jest najlepszym strzelcem Milanu w tym sezonie. W 13 meczach zdobył 10 bramek” – skomentował trafienie polskiego snajpera czołowy włoski dziennik „Corriere della Sera”. Inne media w tym kraju także poświęcają Piątkowi wiele miejsca. I zauważają, że gra AC Milan w spotkaniu z Juventusem była niemiłosiernie schematyczna – niemal wszystkie piłki gracze tego zespołu kierowali w stronę osamotnionego w przodzie polskiego napastnika. A on, chociaż był indywidualnie pilnowany przez Bonucciego, stanowił dla Juventusu większe zagrożenie niż reszta jego kolegów z zespołu.

Gola Piątek mógł strzelić już w drugiej minucie spotkania, ale z kilku metrów trafił tuż obok słupka. W drugiej połowie piłkę po jego technicznym strzale zza pola karnego Szczęsny odbił na rzut rożny. Skończyło się więc jedynie na honorowym trafieniu, niemożliwym do obrony, więc Piątek nie narobił kłopotów koledze z reprezentacji. Podpadł natomiast Mario Mandzukiciowi, którego niefrasobliwie zrugał za chamskie kopnięcie kolegi z AC Milan, ale zanim Chorwat zdążył zareagować, obu rozdzielił Szczęsny. To zwarcie zostało rzecz jasna zauważone i na różne sposoby komentowane. Już sam fakt, że Piątek odważył się pyskować Mandzukiciowi, znanemu z brutalnej gry i niechęci do polskich piłkarzy, którą żywi od czasu gdy musiał odejść z Bayernu Monachium żeby zrobić miejsce Robertowi Lewandowskiemu, świadczy o tym, że Piątek zaczyna czuć się w Serie A coraz pewniej.

Niewykluczone zatem, że już wkrótce AC Milan zrobi się dla niego za ciasny, jak zrobiła się za ciasna po pół roku gry Genoa i „Pistolero” powędruje do jeszcze silniejszego klubu. W branżowych portalach jego wartość szacuje się już na 66-70 mln euro. I pomyśleć, że Cracovia oddała go osiem miesięcy temu za cztery miliony euro.

 

Szczęsny bronił, Piątek nie strzelił, Milik trafił

Juventus wygrał u siebie z Empoli 1:0 w 29. kolejce Serie A i umocnił się na prowadzeniu. Był to mecz polskich bramkarzy, bo w zespole „Starej Damy” cały mecz rozegrał Wojciech Szczęsny, zaś w bramce rywali Bartłomiej Drągowski.

Wypożyczony z Fiorentiny do Empoli 22-letni Drągowski został pokonany w 72. minucie przez 19-letniego włoskiego napastnika Moise Keana. Nastolatek zagrał w tym sezonie dopiero po raz piąty, z czego czterokrotnie wchodził z ławki rezerwowych, a mimo to zdobył już trzy bramki. W barwach Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo. Portugalczyk doznał kontuzji w meczu Portugalii z Serbią (1:1), a ponieważ w lidze włoskiej Juventus na pięć kolejek przed końcem sezonu ma już mistrzostwo w kieszeni, gwiazdor mógł odpocząć. Szczęsny wolnego nie dostał, ale spisał się bez zarzutu i zanotował kolejny w tym sezonie występ bez straty gola.

Kibice „Starej Damy” mogli być zadowoleni, że półtora roku temu szefowie klubie zdecydowali się zatrudnić Polaka, a nie Gianluigiego Donnarummę. Bramkarz reprezentacji Włoch popełnił kompromitujący błąd już w 1. minucie meczu AC Milan z Sampdorią Genua, wykopując piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika rywali Gregoire Defrela. Krzysztof Piątek tym razem był w cieniu i niczego ważnego nie dokonał, zaliczając kolejny mecz z rzędu bez gola. Jego licznik zatrzymał się na 19. trafieniach. Tyle samo goli ma na koncie Cristiano Ronaldo, ale liderem klasyfikacji strzelców jest napastnik Sampdorii 36-letni Fabio Quagliarella, zdobywca 21 bramek. W ekipie z Genui przeciwko AC Milan z Polaków zagrał tylko Karol Linetty, bo Bartosz Bereszyński po kontuzji jeszcze nie wrócił do swojej optymalnej dyspozycji. W niedzielę błysnął natomiast Arkadiusz Milik, który kapitalnym golem otworzył wynik wygranego przez SSC Napoli 4:1 wyjazdowego spotkania z AS Roma.

 

Piątek ma tyle samo goli co Cristiano Ronaldo

AC Milan był o krok od straty punktów w starciu z Chievo Werona, najsłabszym zespołem Serie A. Ale w 57. minucie Krzysztof Piątek zdobył bramkę na 2:1 i zapewnił swojej drużynie komplet punktów, który pozwolił Milanowi utrzymać trzecią lokatę w tabeli.

Tym samy Piątek dołączył do asa Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo i asa Sampdorii Genua Fabio Quagliarelli, którzy przewodzą stawce snajperów Serie A także z 19. golami na koncie. W sumie polski piłkarz w tym sezonie zgromadził już na koncie we wszystkich rozgrywkach 27 bramek – oprócz 19 zdobytych w lidze na ten dorobek składa się też osiem goli strzelonych w Pucharze Włoch.
Potyczka Milanu z Chievo w polskich mediach reklamowana była jako „polski mecz”, bo w najsłabszej ekipie Serie A występuje dwóch innych polskich zawodników – napastnik Mariusz Stępiński oraz lewy obrońca Paweł Jaroszyński. Na boisku pojawiło się jednak tylko obaj nasi napastnicy, a Jaroszyński całe spotkanie przesiedział na ławie. Stępiński niczym szczególnym się nie wyróżnił, ale rozegrał cały mecz, co świadczy, że ma w ekipie Chievo pozycję nie słabszą niż Piątek w Milanie.
Tylko że Stępiński zdobywa znacznie mniej bramek – w tym sezonie ma ich na koncie sześć, a cała drużyna Chievo w sumie 20, czyli tylko o jedną więcej niż sam Piątek licząc jego łączny dorobek strzelecki w Genoi i AC Milan. Ale właśnie dlatego przebieg sobotniego meczu wyprowadził z równowagi sympatyków mediolańskiego klubu, którzy nie mogli pojąc jakim cudem ich zespół nie jest w stanie rozbić w pył najsłabszej drużyny w lidze. Chievo w 27. kolejkach zdołało wygrać zaledwie jeden mecz (10 zremisowało, a 16 przegrało), a straciło w tych spotkaniach aż 53 gole, najwięcej ze wszystkich dwudziestu drużyn w Serie A.
Niestety, trzecia lokata AC Milan w tabeli nie odzwierciedla aktualnego poziomu prezentowanego przez ten zespół. Inaczej mówiąc, jest to miejsce ponad stan i mediolańczycy w dużej mierze zawdzięczają je Piątkowi, a raczej jego zadziwiającej skuteczności.
Zadziwiającej zważywszy na brak kreatywności graczy AC Milan, którzy mają problem z prowadzeniem gry nawet z takim słabeuszem jak Chievo. Dopóki rywale nie połapią się, że wyłączając z gry Piątka odbiera się mediolańczykom główny ich atut, to jakoś to będzie. Ale Piątek sam w pojedynkę meczów im wygrywać wiecznie nie będzie.

 

Piątek dogania CR7

Krzysztof Piątek znów zadziwił. „El Pistolero” w 24. kolejce Serie A strzelił dwa gole dla AC Milan w wygranym na wyjeździe 3:1 meczu z Atalantą Bergamo i z 17 golami na koncie awansował na drugie miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Jej liderem Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który dla Juventusu zdobył 19 bramek.

Od debiutu w barwach „Rossonerich” Piątek zdobył już sześć bramek (jedną w Pucharze Włoch), zaś z dorobkiem uzbieranym w zespole Genoi ma na koncie już 17 ligowych trafień. Trener AC Milan Gennaro Gattuso nieoczekiwanie w 68. minucie zdjął polskiego napastnika z boiska i w jego miejsce wystawił Patricka Cutrone, ale wynik spotkania już nie uległ zmianie. AC Milanobecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 42 punktów, zaś Atalanta z 38 punktami jest na piątej pozycji. W tabeli Serie A AC Milan wyprzedzają – o jedno „oczko” lokalny rywal Inter, o 10 pkt SSC Napoli, a na czele stawki znajduje się Juventus Turyn, który po wygranej 3:0 z Frosione (cały mecz w bramce turyńczyków rozegrał Wojciech Szczęsny) ma w dorobku 66 pkt. Inter i Napoli swoje mecze rozegrały w niedzielę wieczorem – mediolańczycy z Sampdorią Genua (Bartosz Bereszyński i Karol Linetty), a neapolitańczycy (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński) z AC Torino. Piątek po sobotnim występie zajmował drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Za jego plecami byli Fabio Quagliarella z Sampdorii (16 goli), Duvan Zapata z Atalanty (16 goli), Arkadiusz Milik (12 goli) oraz Francesco Caputo z Empoli (11 goli) i Ciro Immobile z Lazio (11 goli).

Kibice AC Milan powoli dostają bzika na punkcie Piątka, a włoskie media poświęcają polskiemu napastnikowi coraz więcej miejsca. Ostatnio wzięły na tapetę jego zarobki. Okazuje się, że wysokość kontraktu Piątka z mediolańskim klubem jest uzależniona od liczby strzelonych przez niego goli. Bonusy zaczynają się jednak dopiero od pięciu bramek. Ten wymóg Polak już spełnił w spotkaniu z Atalantą, ale maksymalny pułap zarobków osiągnie dopiero po strzeleniu 25 goli.

W Genoi Piątek miał kontrakt gwarantujący mu rocznie 400 tys. euro. W mediolańskim klubie zaoferowano mu gażę w wysokości 1,8 mln euro plus wspomniane bonusy. „Jego kontrakt jest pełen nagród, z wieloma pośrednimi szczeblami. Jeśli Piątek w takim tempie będzie trafiał do siatki, to bez problemu zgarnie najwyższy bonus za 25 goli” – przekonuje „La Gazzetta delo Sport”. Włosi są pod wrażeniem wyczynów Piątka, który w pięciu meczach zdobył już sześć goli i z marszu stał się gwiazdą mediolańskiego zespołu. Podkreślają też to, że Polak został bardzo dobrze przyjęty przez zespół i kibiców, a nawet z podziwem zauważają, że jak na gwiazdę przystało zamieszkał w Piazza Gae Aulenti, najnowocześniejszy części miasta w centrum Mediolanu.

Krzysztof Piątek, 24. kolejka Serie A, AC Milan – Atalanta Bergamo 3:1,  Cristiano Ronaldo, Juventus Turyn, AC Milan, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Ciro Immobile, Francesco Caputo, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Fabio Quagliarella

Nie tęsknią za Piątkiem

Krzysztof Piątek zdobył pierwszą ligową bramkę w AC Milan. W 22. kolejce Serie A napastnik reprezentacji Polski zapewnił swojej drużynie remis w wyjazdowym spotkaniu z AS Roma (1:1).

Kilka dni wcześniej Piątek strzelił dwa gole SSC Napoli w Pucharze Włoch, a w lidze trafił w swoim drugim występie w barwach mediolańskiego klubu. Polak pokonał bramkarza Romy w 26. minucie i powiększył swój bramkowy dorobek w Serie A do 14 trafień. Daje mu to czwartą lokatę w klasyfikacji strzelców. Przed nim są grający w Juventusie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (17 goli), włoski napastnik Sampdorii Fabio Quagliarell (16 goli) oraz grający w Atalancie Bergamo Kolumbijczyk Duvan Zapata (15 goli).

Trener Gennaro Gattuso bardzo chwalili Piątka za skuteczność w grze. „On sam tworzy naszą formację ataku. Wybiega na pozycję, obrońcy się cofają, bo się go boją. Inni nasi gracze mają wtedy więcej miejsca. Kiedy przejmują piłkę i podają ją do Piątka, wiedzą, że jej nie straci” – chwali polskiego napastnika Gattuso. Ale AC Milan remis zawdzięczali nie tyle golowi Piątka, co fenomenalnej postawie bramkarza Gianluigiego Donnarummy, który genialnymi interwencjami uchronił swój zespół od porażki.

Prezydent klubu Enrico Preziosi nie żałuje sprzedaży Piątka do Milanu już w zimowym oknie transferowym. „Rozumiem złość kibiców, ale klub tak musi funkcjonować” – powiedział w jednym z wywiadów. Wynegocjował za transfer Polaka aż 35 milionów euro, co jest największą kwotą w historii Genoi, ale mimo to kibice tego klubu byli na niego wściekli za sprzedaż najlepszego strzelca przed rundą wiosenną. Na szczęście dla Preziosiego następca polskiego napastnika, Antonio Sanabria, strzelił dwa gole i tym wyczynem uspokoił nastroje fanów.

 

Zachwyty nad Piątkiem

Polski napastnik podbił serca kibiców AC Milan już w swoim drugim występie w barwach mediolańskiej drużyny. Nic dziwnego, Krzysztof Piątek strzelił oba gole w wygranym 2:0 meczu ćwierćfinałowym Pucharu Włoch z SSC Napoli.

O takim starcie w nowym klubie marzy każdy piłkarz. Piątek wprowadził się do nowego zespołu w sposób najbardziej dla napastnika spektakularny – strzelił gole po indywidualnych akcjach. Trener AC Milan Gennaro Gattuso wyciągnął wnioski z rozegranego kilka dni wcześniej ligowego meczu z SSC Napoli, zakończonego bezbramkowym remisem, w którym wypuścił Piątka na boisko dopiero na ostan 20 minut. Polak nie zagrał źle i być może dlatego w spotkaniu pucharowym szkoleniowiec postanowił dać mu szansę od pierwszej minuty. I to była bardzo dobra decyzja, bo reprezentant Polski już w siódmej minucie strzelił groźnie z pierwszej piłki z linii pola karnego. Nie trafił, ale szybkość z jaką to zrobił powinna zapalić w głowach obrońców Napoli czerwone światełka. Nie zapaliła jednak i dziesięć minut później mediolańczycy prowadzili już 1:0 po tym razem celnym uderzeniu polskiego napastnika. Jeszcze bardziej upokorzył obu środkowych obrońców przy drugim golu, a warto wiedzieć, że Kalidou Koulibaly jest uważany za jednego z najlepszych obrońców nie tylko w Serie A, ale na świecie. Tymczasem Piątek ograł go w polu karnym z dziecinna łatwością i mocnym uderzeniem z 10 metrów wpakował piłkę do siatki. trafił do siatki.

Te dwa gole zapewnią Piątkowi pierwszy indywidualny sukces we Włoszech, bo łącznie s golami strzelonymi w Pucharze Włoch w barwach Genoi, nasz piłkarz ma teraz na koncie osiem trafień i praktycznie tytuł króla strzelców tych rozgrywek w kieszeni.
Trener SSC Napoli Carlo Ancelotti, który przecież spędził na San Siro długie lata i triumfował z Milanem w Serie A i Lidze Mistrzów, z niedowierzaniem obserwował popisy Piątka, którego możliwości wcześniej chyba trochę lekceważył. Przed sobotni meczem ligowym, gdy już transfer polskiego napastnika został sfinalizowany, Ancelotti stwierdził kurtuazyjnie, że „Piątek dostarczy kibicom Milanu wiele radości, ale my mamy Milika”.

Udany występ byłego napastnika Zagłębia Lubin i Cracovii rzecz jasna jeszcze nie przesądza, że stanie się on napastnikiem dorównującym klasą wspomnianemu Milikowi czy Robertowi Lewandowskiemu. Nie daje też Piątkowi pewności, że dostanie miejsce w reprezentacji Polski. Przed nim jeszcze daleka droga do statusu piłkarskiej gwiazdy, ale chyba już dzisiaj można chyba stwierdzić, że obrał prawidłowy kierunek do zdobycia sławy.

 

Rekordowy transfer Krzysztofa Piątka

Rok temu o tej porze Krzysztof Piątek zaczynał z zespołem Cracovii przygotowania do rundy wiosennej Lotto Ekstraklasy. Dzisiaj jest bohaterem rekordowego transferu w historii polskiego futbolu. W środę przeszedł z Genoi do AC Milan za 35 mln euro.

Transferowa saga Krzysztofa Piątka trwała kilka tygodni. Pozyskany latem przez Genoę z Cracovii za cztery miliony euro 23-letni napastnik przez pół roku zrobił w Serie A taką furorę, że chrapkę na jego pozyskanie miał nawet wielki Real Madryt. Ostatecznie polski piłkarz wylądował w AC Milan, też wielkie firmie o uznanej marce, chociaż w ostatnich latach mocno podupadłej. Mediolańczycy bardzo jednak chcą się z tego marazmu wyrwać i uznali, że młody polski snajper, który przez pół roku w 21 meczach rozegranych w barwach Genoi strzelił 19 goli, z czego w Serie A 13, może im w tym pomóc. Piątek w środę 23 stycznia przybył do centrum treningowego AC Milan, gdzie przeszedł pomyślnie testy medyczne, a następnie parafował kontrakt obowiązujący do końca czerwca 2023 roku.

Mediolański klub zapłacił za niego 35 mln euro plus tzw. bonusy za osiągnięcia, które mogą przynieść klubowi z Genui kolejne pięć milionów euro. W sumie zatem Piątek może kosztować nawet 40 mln euro, ale już bazowe 35 milionów jest nowym transferowym rekordem w naszym futbolu.

Lewy jest wciąż najdroższy

Oczywiście formalnym, bo de facto wciąż najdroższym polskim piłkarzem jest Robert Lewandowski. Pamiętajmy, że Bayern Monachium oferował za niego Borussii Dortmund prawie 100 mln euro, ale jak wiadomo działacze dortmundzkiego klubu nie zgodzili się na transfer i zmusili „Lewego” do wypełnienia kontraktu, w efekcie czego rok później przeszedł od do bawarskiego potentata za darmo. Jeszcze więcej gotów był zapłacić za Lewandowskiego Real Madryt, ale z kolei działaczy Bayernu nie skusiła nawet kwota 140 mln euro. Wartość rynkowa kapitana reprezentacji Polski, choć skończył niedawno 30 lat, szacowana jest obecnie na poziomie 75-85 milionów euro. Biorąc jednak pod uwagę transfery dokonane, to od środy numerem 1 pod względem kwoty jest Krzysztof Piątek, który zepchnął na druga pozycję dotychczasowego lidera, Arkadiusza Milika, za którego SSC Napoli zapłaciło Ajaksowi Amsterdam 32 mln euro.

Przejście Piątka do Milanu to najważniejsze wydarzenie w lidze włoskiej w zimowym oknie transferowym. Polak znalazł się w czołówce najdroższych piłkarzy w historii „Rossonerich”, z czego zapewne ucieszył się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo do czterech milionów jakie krakowski klub zarobił latem ubiegłego roku na jego transferze do Genoi, dostanie za niego kolejne dwa miliony euro, bo w umowie transferowej miał zagwarantowane pięć procent od kolejnej transakcji. Wątpliwe by sternik „Pasów” spodziewał się tak szybkiego zastrzyku dodatkowej gotówki, za to trener tego zespołu Michał Probierz ma teraz powody do chwały, bo żegnając odchodzącego Piątka publicznie stwierdził, że następny transfer tego gracza będzie kosztował kupujących 35-40 mln euro. Jak widać przewidział trafnie, chociaż zapewne i on nie sądził, że do kolejnego transferu Piątka dojdzie tak szybko.

Nie chciał numeru 9

W zespole Geniu Piątek występował z numerem 9, jak Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Podpisując 4,5-letni kontrakt z AC Milan mógł zażyczyć sobie „9” na koszulkach. Ale ktoś mu to odradził i nie była to chyba zła rada. „Dziewiątkę” w mediolańskiej drużynie nosił kiedyś legendarny snajper Filippo Inzaghi. Po nim każdemu napastnikowi, który wybierał ten numer, szło jak po grudzie. Sparzyli się na nim tak wybitni przecie gracze, jak Brazylijczyk Alexandre Pato, Hiszpan Fernando Torres czy ostatnio Argentyńczyk Gonzalo Higuain. Piłkarze, którzy po Inzaghim grali z „9”, a było ich do tej pory ośmiu, strzelili łącznie w Serie A zaledwie 25 goli.
Niewykluczone, że Piątek przełamałby klątwę ciążącą na tym numerze, ale widać polski napastnik jest przesądny, bo na wszelki wypadek poprosił o przydzielenie mu numeru „19”. I z takim będzie teraz hasał po boiskach Serie A. Czy nadal tak skutecznie jak robił to w barwach Genoi?

Gotowy do wyzwań

W czwartek odbyła sie oficjalna prezentacja Piątka w nowym klubie. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej towarzyszyli mu Paolo Maldini i Leonardo, dwaj legendarni gracze „Rossonerich”, a dzisiaj dyrektorzy klubu. Piątek trzymał fason. „Od dziecka byłem fanem AC Milan, marzyłem żeby tu trafić, ale nigdy nie myślałem, że będę mógł w nim zagrać. To niesamowite uczucie, zwłaszcza gdy uświadamiam sobie, że obok mnie siedzi Paolo Maldini, legenda klubu. Wierzę, że stanę się ważną częścią zespołu, codziennie na to ciężko pracuję i jestem gotowy na to wyzwanie. W moim życiu pod jednym względem nic się nie zmieniło, nadal chcę strzelać gole” – powiedział Piątek. Miejmy nadzieję, że będzie to robił.