Czas strajku

Od 10.00 rano do 14.00 w poniedziałek w całym kraju protestowały zarówno załogi samolotów, jak i personel naziemny.

W proteście wzięli udział pracownicy zrzeszeni w sześciu związkach zawodowych. Związkowcy wydali oświadczenie, w którym wyjaśniali przyczyny faktu, że lotniska stanęły dziś na cztery godziny: stało się tak „z powodu konkurowania między liniami lotniczymi pogarsza się sytuacja pracowników i dochodzi do praktyk dumpingowych w kwestii kontraktów”.
Protestują głównie pracownicy państwowych linii Alitalia – które odwołały 95 lotów krajowych. Natomiast dołączyli do nich również związkowcy pracowników Air Italy – u nich protest przybrał ostrzejszą formę. Potrwa dobę z przerwą na poranne i wieczorne godziny nasilenia ruchu lotniczego. Alitalia wdrożyła ponoć specjalny plan na czas strajku tak, by pasażerowie posiadający bilety na loty międzynarodowe na 25 kwietnia odlecieli.
Jednak dla pracowników to niestety nie koniec kłopotów: branża zmaga się z nimi bezskutecznie od miesięcy. W ubiegłym roku strajki zorganizowali włoscy kontrolerzy lotów zrzeszeni w autonomicznych związkach zawodowych: protestowali przeciw niesatysfakcjonującym warunkom pracy, niskim płacom i planowanym zwolnieniom. Na rzymskim lotnisku Fiumicino nie odbyło się wówczas około 100 lotów, w tym 85 Alitalii. W całym kraju kontrolerzy zablokowali ich ponad 700.

Kibelki niezgody

Monika Żelazik na antenie TOK Fm wyjawiła, że stewardessy skarżyły się na prezesa Milczarskiego, który miał zamykać się z nimi w toalecie i pokazywać, jak prawidłowo czyści się muszlę klozetową. Czy zasugerowała, jak twierdzi Grzegorz Sroczyński, że prezes LOT molestował na pokładzie? Tego Żelazik rzeczywiście nie mówi wprost, ten aspekt sprawy pozostał pomiędzy nią, a pracownicami, które przyszły jej się zwierzyć.
Prezes LOT twierdzi zaś, że cała ta opowieść ma przykryć „realny problem czystości w samolotach”. Zarzeka się, że „nigdy nie nie naruszył wolności drugiego człowieka, ani nie dokonał niczego sprzecznego z zasadami etyki czy moralności w interakcji z personelem”. Przeciwnie, sam „dawał przykład swoim pracownikom i sprzątał” rzeczone toalety.
Nie dysponuję odpowiednią wiedzą, aby przesądzać o ewentualnym fakcie molestowania. Z pewnością, jeśli opisywane przez szefową związku zawodowego sytuacje miały miejsce, to można je rozumieć jako pokaz siły, służący wzbudzeniu lęku i zmiękczeniu pracownicy – dokładnie na tej samej zasadzie, na której dowódca plutonu stoi nad gnębionym szeregowym i sprawdza, czy ten wystarczająco dokładnie wypucował kibelek szczoteczką do zębów (swoją). I nie trzeba tu już nawet podtekstu seksualnego, aby dostrzec Himalaje buty i rozzuchwalenia prezesa. Wystarczy sam fakt naruszenia osobistej przestrzeni stewardessy, dostatecznie już wcześniej upodlonej śmieciową umową, płacą poniżej oczekiwań, brakiem urlopu, czy zwolnienia lekarskiego.
Tymczasem prezes największych polskich linii z uporem godnym większej sprawy gardłuje w mediach, że załoga będąca zupełnym przypadkiem na granicy wytrzymałości bezczelnie nie trzyma standardów perfekcyjnej pani domu z jej testami białej rękawiczki. Ale w polskich realiach przerzucanie odpowiedzialności i wyszukiwanie niedostatków u pracownika to popularna taktyka na zracjonalizowanie sobie faktu wyzyskiwania. W Polsce też niestety sztuczka cyrkowa pt. „zobacz drogie dziecko, pan prezes ci pokaże, jak to się robi – sam też stałbym na zmywaku, gdyby nie to cholerne zebranie zarządu” – wydaje się czymś już na tyle oswojonym, że w ogólnym odbiorze zatraca swoja istotę – oburzającego cwaniactwa. I nierzadko przez pomyłkę nazywane jest „przedsiębiorczością”.
A teraz ciekawostka ze świata. Prezes Milczarski nie zdaje sobie zapewne sprawy, na jak śliski grunt wszedł, wchodząc do pokładowego WC. To właśnie rzeczony kibelek stał się katalizatorem ubiegłorocznych strajków w liniach Alitalia, gdzie załodze kazano czyścić toalety również w trakcie długich rejsów. Stewardessy dusiły w sobie gniew na sukcesywne obcinanie wynagrodzeń i liczenie czasu pracy od momentu zamknięcia samolotu. Nie skarżyły się na ograniczanie letnich urlopów i zmniejszanie odpraw. Wybuchły dopiero z powodu feralnego kibelka, będącego symbolem pewnego szczytu upodlenia i kroplą, która zamiast czary, przepełniła muszlę.
Czy „kibelki niezgody” pogrążą prezesa LOT, zobaczymy. Na pewno warto zachować w pamięci tę metaforę, bo jej siła może okazać się rażąca tak bardzo, jak ciastka Marii Antoniny.