Milik już ponoć w Marsylii

Może Arkadiusz Milik w końcu wyrwie się z SSC Napoli i spod władzy właściciela tego klubu Aurelio De Laurentiisa. Włoskie media donoszą, że oba kluby doszły do porozumienia, a polski piłkarz ponoć już przebywa w Marsylii.

Trwająca od ponad pół roku transferowa saga z udziałem Arkadiusza Milika zdaje się zmierzać do szczęśliwego dla reprezentanta Polski zakończenia. Jeśli wierzyć doniesieniom włoskich i francuskich mediów, właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis w końcu odpuścił polskiemu piłkarzowi i wyraził zgodę na jego przejście do Olympique Marsylia. Wedle plotek klub z Marsylii zapłaci za ten transfer osiem milionów euro i kolejne cztery w tzw. bonusach. To dużo mniej niż do niedawna jeszcze żądał De Laurentiis, który od innych klubów twardo żądał za Polaka co najmniej 18 mln euro, chociaż od pół roku nie pozwalał mu grać w żadnych rozgrywkach z udziałem SSC Napoli, a na dodatek Milikowi w czerwcu tego roku kończył się kontrakt, więc od 1 lipca mógł zmienić pracodawcę za darmo.
De Laurentiis w tej sprawie nie przejmował się jednak rachunkiem ekonomicznym. Niszczył przez pół roku polskiego piłkarza głównie za to, że nie zgodził się na przedłużenie kontraktu, co byłoby korzystne dla neapolitańskiego klubu, bo pozwalało mu w negocjacjach transferowych żądać za 26-letniego polskiego napastnika kwoty zgodnej z jego aktualną rynkową wartością, szacowaną na 36-40 mln euro.
Milik na to się jednak nie zgodził, a latem ub. roku odrzucił wszystkie oferty transferowe korzystne dla SSC Napoli, bo jeśli wierzyć doniesieniom włoskich mediów, był już po słowie z Juventusem Turyn i bardzo chciał przejść do ekipy mistrza Włoch. Na to jednak De Laurentiis z kolei nie zamierzał wyrazić zgody, bo ma do turyńskiego klubu jakąś osobistą urazę. Dlatego transfer Milika do Olympique Marsylia wciąż nie został sfinalizowany, chociaż warunki zostały dogadane, a Polak przystał na przeprowadzkę i kontrakt gwarantujący mu zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie. De Laurentiis każe mu jednak jeszcze podpisać kwit, że przez półtora roku nie zagra w żadnym klubie Serie A.

De Laurentiis niszczy Milika

Perypetie Arkadiusza Milika z odejściem z SSC Napoli już od ponad pół roku nie schodzą z łamów sportowej prasy we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii, a ostatnio także we Francji, bo kluby z tych krajów były lub nadal są mocno zainteresowane pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika. Do transferu jednak nie dochodzi albo z winy właściciela klubu Aurelio De Laurentiis, albo Milika.

Dla przypomnienia: konflikt zaczął się w połowie ubiegłym roku gdy Milik odmówił przedłużenia umowy z SSC Napoli i zapowiedział, że chce odejść. Jego kontrakt obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, zatem ubiegłoroczne letnie okienko transferowe było ostatnią okazją dla klubu z Neapolu, żeby korzystnie sprzedać bramkostrzelnego polskiego napastnika. Ofert dla niego nie brakowało, ale Milik bardzo chciał przejść do Juventusu Turyn, lecz Aurelio De Laurentiis z sobie tylko wiadomego powodu akurat na ten transfer nie chciał się zgodzić i storpedował go stawiając zaporową cenę. W rewanżu doprowadzony do furii reprezentant Polski odrzucał potem wszystkie propozycje, które z kolei były korzystne dla SSC Napoli. W odwecie De Laurentiis nakazał go wykreślić z kadry zespołu zgłoszonej do rozgrywek nowego sezonu i przez całą rundę jesienną Milik grał jedynie w reprezentacji Polski.
W trwającym obecnie zimowym okienku transferowym nic na razie nie zapowiada zmiany tej patowej sytuacji. O polskiego piłkarza mocno wprawdzie zabiega Olympique Marsylia, ale francuskiego klubu nie stać na spełnienie finansowych żądań De Laurentiisa, który twardo domaga się za transfer Milika, jak podają włoskie i francuskie media, co najmniej 18 milionów euro. A Olympique na nowych graczy jakich tej zimy chce pozyskać ma w sumie tylko 10 mln euro. A zatem do transakcji zapewne nie dojdzie, podobnie jak nie doszło w przypadku Atletico Madryt, Tottenhamu Hotspur i Juventusu. Żaden z tych klubów nie miał zamiaru przepłacać za piłkarza, którego za pół roku można mieć za darmo. Owszem, po rocznej przerwie w grze, ale nie zapominajmy, że Milik ma dopiero 26 lat i jak wieść niesie zawzięcie trenuje nawet dwa razy dziennie. To może być trochę ryzykowna transakcja, ale raczej w niewielkim stopniu, natomiast równie dobrze może okazać się transferowym hitem.
Wygląda jednak na to, że De Laurentiis wciąż jest przekonany, że to on z tego starcia wyjdzie zwycięsko i chociaż nie zarobi na transferze choćby centa, to dla przestrogi dla innych nieposłusznych wobec niego piłkarzy pokazowo zniszczy Milikowi karierę, a co najmniej mocno ją wyhamuje. Z informacji wyciekających do mediów z neapolitańskiego klubu wynika, że wedle obowiązujących obecnie decyzji De Laurentiisa Milik zimą nigdzie nie odejdzie i zostanie w Neapolu do 30 czerwca, do końca jednak bez prawa gry, co oznacza, że raczej nie dostanie powołania do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy, na czym mocno mu zależy.
Sytuacja jest cokolwiek idiotyczna także dlatego, że teraz akurat Milik bardzo by się ekipie SSC Napoli przydał na boisku, bo z kadry z powodu kontuzji wpadło dwóch napastników – Belg Dries Mertens i pozyskany we wrześniu ub. roku z OSC Lille za 40 mln euro Nigeryjczyk Victor Osimhen. Reprezentant Polski mógłby w styczniu przejść do Atletico Madryt, lecz hiszpański klub był zainteresowany wypożyczeniem Milika do końca sezonu, na co rzecz jasna właściciel Napoli nie chciał przystać. Atletico już po raz drugi w ostatnim półroczu przymierzało się do pozyskania polskiego napastnika – za pierwszym razem zamiast niego na Wanda Metropolitano gra dzisiaj Urugwajczyk Luis Suarez, a teraz z Olympique Lyon ma tam powędrować Francuz malijskiego pochodzenia Moussa Dembele.
Wydaje się, że ostatnią nadzieją Milika może być Olympique Marsylia. Piąty aktualnie zespół francuskiej Ligue 1 pilnie szuka klasowego snajpera. W tym sezonie jego najskuteczniejszym strzelcem jest Florian Thauvin, który ma na koncie sześć ligowych trafień, ale występuje na pozycji skrzydłowego. Milik o miejsce w składzie rywalizowałby jednak z 30-letnimi napastnikami – Dario Benedetto i Valere’m Germaine’m, którzy zdobyli dotąd po trzy bramki. Zainteresowanie reprezentantem Polski potwierdził trener Olympique Andre Villas-Boas. „To prawda, jesteśmy nim zainteresowani, ale na razie do żadnych zaawansowanych rozmów nie doszło i w najbliższych dniach nic się w tej sprawie istotnego nie wydarzy” – przyznał szkoleniowiec OM na łamach dziennika „L’Equipe”.
Nie wiadomo co o tym sądzi sam Milik, bo z kolei we włoskich mediach pojawiły się ostatnio wieści, że Juventus zaproponował naszemu piłkarzowi kontrakt od 1 lipca, oferując mu roczne zarobki na poziomie 4,5 mln euro, czyli o dwa miliony euro wyższe niż ma obecnie w SSC Napoli. Jeśli Milik na to się zgodzi, przez kolejne pół roku będzie w Neapolu persona non grata.

Nowa wojna o Milika

W Napoli nie chcą już Arkadiusza Milika, a polski napastnik nie chce dłużej grać w tym klubie. Obie strony z różnych powodów nie przez ostatnie pół roku nie potrafiły jednak porozumieć się w kwestii warunków rozstania.

Sytuacja Milika w SSC Napoli zrobiła się przez to nieciekawa, bo jego kontrakt z tym klubem obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, a ponieważ nie chciał go przedłużyć, a także przejść do innego klubu na warunkach postawionych przez właściciela neapolitańskiego klubu Aurelio De Laurentiisa, polski piłkarz został wyrzucony z zespołu. Za karę nie został zgłoszony przez Napoli do rozgrywek w Serie A, Pucharze Włoch i w Lidze Europy. Przez pewien czas nie pozwalano mu nawet trenować z kadrą zespołu. Milik pozostał jednak nieugięty, chociaż doskonale wiedział, że nie grając regularnie w klubie prawdopodobnie straci miejsce w kadrze Polski na turniej Euro 2021. Był jednak gotów poświęcić nawet swoje sportowe ambicje dla przytarcia nosa De Laurentiisowi, który wobec piłkarzy zatrudnianych przez jego klub bywa nieznośnie apodyktyczny.
Dla Milika kolejną szansą na zmianę barw klubowych będzie rozpoczynający się z początkiem roku zimowe okienko transferowe. Chętnych na pozyskanie polskiego napastnika nie brakuje, tyle że nikt nie chce za niego płacić tyle, ile żąda De Laurentiis, a wedle ostatnich doniesień włoskich mediów jest to kwota 18 mln euro. Mocno zainteresowany Milikiem Juventus proponuje za niego co najwyżej 10 mln euro. Ostatnio hiszpański dziennik „Marca” doniósł j, że Atletico Madryt znowu rozważa pozyskanie reprezentanta Polski, w miejsce szykującego się już zimą do odejścia hiszpańskiego snajpera Diego Costy. „Na korzyść Atletico działają dwie rzeczy – że właściciel Napoli z nie chce oddać Milika do Juventusu i że madrycki klub jest gotowy wyłożyć za Polaka żądane 18 mln euro” – przekonuje hiszpański dziennik.
Dla Milika transfer do Atletico byłby korzystny pod każdym względem. Podopieczni Diego Simeone z dorobkiem 32 punktów przewodzą w Primera Division, a Polak miałby miejsce w ataku madryckiego zespołu u boku Luisa Suareza.

Milik rozmawia z Napoli

Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki, dwaj ważni piłkarze reprezentacji Polski, przed nowym sezonem usiłowali bez powodzenia zmienić pracodawców i mają teraz ten sam problem – w tej chwili nie grają w swoich klubowych zespołach. Próbują jednak wybrnąć z patowej sytuacji.

We Włoszech medialna wrzawa wokół Arkadiusza Milika nie gaśnie. Polski napastnik nie doszedł do porozumienia z SSC Napoli w sprawie przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu i ogłosił, że chce tego lata odejść. Ale chociaż jego pozyskaniem zainteresowanie wyrażało wiele klubów, ostatecznie w minionym okienku transferowym nie udało mu się opuścić Neapolu. Niewątpliwie wśród wielu powodów tego niepowodzenia było wybitnie nieprzychylne nastawienie do Polaka ze strony apodyktycznego właściciela SSC Napoli Aurelio De Laurentiisa. Słynny kreator mody lubi postawić na swoim, więc chciał Milika złamać torpedując korzystne dla reprezentanta Polski opcje transferowe. Trafiła jednak kosa na kamień, bo polski piłkarz w odwecie odrzucił wszystkie oferty korzystne dla Napoli. Za karę został wykreślony z kadry zgłoszonej do rozgrywek Serie A, Ligi Europy i Pucharu Włoch, dostał też zakaz treningów z pierwszym zespołem. Ale chociaż trenował indywidualnie, to jego występy w październikowych meczach reprezentacji Polski pokazały, że banicja zarządzona przez De Laurentiisa nie wpłynęła znacząco na jego formę. To oczywiście tylko spotęgowało zainteresowanie polskim napastnikiem, który już w styczniu, czyli na pół roku przed wygaśnięciem umowy z Napoli, będzie już mógł podpisać kontrakt z nowym klubem. A to już zapowiada najgorszy dla De Laurentiisa scenariusz, czyli taki, że Milik po wygaśnięciu umowy będzie mógł odejść całkowicie za darmo. Chociaż polski piłkarz z powodu ostatnich perturbacji sporo stracił na wartości, to wedle ocen ekspertów od piłkarskich transferów wciąż jest wart 20-25 mln euro. Nawet De Laurentiis nie może machnąć na takie pieniądze ręką.
Sytuacja zrobiła się zatem patowa, ale wygląda na to, że złe emocje trochę opadły, bo wedle doniesień włoskich mediów pod koniec ubiegłego tygodnia w siedzibie SSC Napoli w Castel Volturno odbyło się spotkanie, w którym wzięli udział Aurelio De Laurentiis, dyrektor sportowy Cristiano Giuntolio i dyrektor generalny klubu Andrea Chiavelli. Po drugiej stronie stołu zasiedli Arkadiusz Milik i jego agent David Przemyslaw Pantak. Piłkarz podtrzymał decyzję o rozstaniu z SSC Napoli, ale oświadczył, że jest gotów odejść już w styczniu, co będzie dobrym rozwiązaniem dla obu stron. Reprezentant Polski zaznaczył, że nie jest jego celem odchodzenie z klubu za darmo, ale nie zgodził się też na przedłużenie kontraktu, co znacznie podniosłoby jego wartość transferową. Spotkanie na razie nie doprowadziło do zakończenia konfliktu, ale Milik znowu widziany był na obiektach treningowych Napoli i nawet podczas treningów z pierwszym zespołem.
Kamil Grosicki z kolei, jak ma to już w zwyczaju, znowu uwikłał się w „transfer last minute”. W efekcie papiery w sprawie wypożyczenia z West Bromwich do Nottingham Forest wysłano tuż przed zamknięciem letniego okna transferowego w Anglii i jak się potem okazało, dokumenty dotarły z 21-sekundowym opóźnieniem. Przez kilka dni trwały w tej sprawie pertraktacje, ostatecznie jednak Komisja Arbitrażowa English Football League uznała transfer za nieważny. A to oznacza, że Grosicki przynajmniej do stycznia pozostanie zawodnikiem West Bromwich, z kadry którego zdążono go już całkowicie wykreślić. Na szczęście trener WBA Slaven Bilić nie okazał się łobuzem i przywrócił skrzydłowego reprezentacji Polski w prawach zawodnika podległego sobie zespołu, ale rzecz jasna nie obiecał mu miejsca choćby w szerokim składzie meczowym. „Będzie uwzględniony w kadrze i tylko od niego zależy, jak dużo będzie grał. Osobiście bardzo lubię go jako zawodnika. Kiedy jest w formie, potrafi być bardzo cenny dla drużyny, dlatego w sumie to się cieszę, że z nami został” – tak skomentował aktualną sytuację Grosickiego trener Bilić. Czy da Polakowi szansę do wykazania się, przekonamy się już w poniedziałek 2 listopada. Tego dnia West Bromwich gra ligowy mecz z Fulham.

Milik w poważnych tarapatach

Saga transferowa z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej każdego dnia wydłuża się o kolejne odcinki. Jeszcze kilka dni temu było już niemal pewne, że reprezentant Polski tego lata przejdzie z SSC Napoli do AS Roma. Wedle doniesień włoskich mediów Polak już był nawet na rozmowach w rzymskim klubie, w którym miał zastąpić Bośniaka Edina Dzeko, ale transakcja nie wypaliła. Milikowi zostały już tylko dwa tygodnie na zmianę pracodawcy. Jeśli zostanie w Neapolu, czeka go prawdopodobnie najgorszy rok w piłkarskiej karierze.

Teoretycznie zarówno Milikowi, jak i szefom SSC Napoli zależy na tym, by transfer sfinalizować jeszcze w tym okienku transferowym, bowiem kontrakt reprezentanta Polski wygasa po tym sezonie. A zatem dla klubu z Neapolu to ostatni moment, żeby jeszcze na Miliku zarobić. Problem w tym, że znany z autorytarnych skłonności właściciel SSC Napoli Aurelio de Lautentiis nie cierpi niepokornych piłkarzy, a już zwłaszcza takich, którzy przeciwstawiają się jego woli. Polski napastnik podpadł mu już kilka miesięcy temu, gdy odmówił przedłużenia kontraktu z klauzulą odstępnego wywindowaną do niebotycznej kwoty 100 mln euro. Ale to nie jedyna przyczyna niesnasek. Wedle włoskich mediów Milik twardo upomina się o wypłatę dwóch zaległych pensji, które de Laurentiis pod koniec ubiegłego roku odebrał mu, jak wszystkim zawodnikom Napoli, jako karę za odmowę udziału w karnym zgrupowaniu po przegranym meczu, spiera się też z klubem o prawa wizerunkowe.
Rozzłoszczony krnąbrnością Milika de Laurentiis wyznaczył za niego zaporową kwotę transferową, żądając 50 mln euro. To było stanowczo za dużo nawet dla takich potentatów, jak Atletico Madryt i Juventus Turyn, ale trener hiszpańskiego klubu Diego Simeone dość długo nie tracił nadziei, że Napoli w końcu zejdzie z ceny o połowę, bo za polskiego napastnika był skłonny zapłacić góra 25 mln euro. Ale Milik chyba nie chciał opuszczać włoskiej ligi, zwłaszcza że zainteresował się jego pozyskaniem wielki Juventus. Transakcja, której mocno sprzeciwiał się de Laurentiis, spaliła jednak na panewce po zmianie trenera w turyńskim klubie. Nowy szkoleniowiec, Andrea Pirlo, Milika w zespole już jednak nie chciał, ale ponieważ rozmowy były już dalece zaawansowane, Juventus postanowił wykorzystać polskiego piłkarza w misternej transferowej układance, oferując go szefom AS Roma w zamian za Edina Dzeko. W ostatnim momencie w ekipie mistrza Włoch doszło jednak do „zmiany koncepcji”, bo Pirlo nagle zapragnął ściągnąć z Atletico Madryt swojego dawnego kumpla z boiska Alvaro Moratę. W madryckim klubie ten pomysł nie spotkał się z oporem, bo właśnie pojawiła się okazja do pozyskania za darmo uciekającego z FC Barcelona Urugwajczyka Luisa Suareza.
W tej sytuacji transfer Dzeko do Juve okazał się nieaktualny, więc Bośniak został w AS Roma, a działaczom rzymskiego klubu przestało zależeć na pozyskaniu Milika. Może nie całkowicie, ale postawili Polakowi nowe warunki – zaproponowali roczne wypożyczenie z obowiązkiem wykupu, tylko że w takim przypadku Milik musiałby, zgodnie z przepisami, przedłużyć o rok obowiązującą umowę z SSC Napoli, na co z podanych wyżej powodów zgodzić się nie chciał. Działacze rzymskiego klubu sprytnie więc wykpili z tego zamieszania, ale reprezentant Polski wpędził się w nieliche tarapaty. Wiadomo, że pozostanie w Napoli do końca kontraktu będzie dla niego rokiem bez regularnej gry, chyba że ukorzy się przed właścicielem klubu i zgodzi na wszystkie jego warunki.
Wedle włoskich mediów zainteresowane pozyskaniem Milika są jeszcze Valencia i Tottenham, ale londyński klub oferuje mu jedynie rolę zmiennika dla Harry’ego Kane’a. Z kolei przejście do Valencii byłoby sporą sportową degradacją, ale być może będzie to jedyna opcja dla Milika. W przeciwnym przypadku czeka go rok na marginesie wielkiego futbolu i przekreślenie marzeń o występie z reprezentacją Polski w mistrzostwach Europy.
W niewiele lepszej sytuacji znalazł się inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League trener tej drużyny Slaven Bilić przestał w ogóle zauważać naszego piłkarza. W ostatniej kolejce ligowej „Grosik” nie znalazł sie nawet w szerokiej kadrze meczowej. I łatwiej mu już nie będzie, bo jego rywalami o miejsce w podstawowej jedenastce są Matheus Pereira, Diangana, Matt Phillips, Kyle Edwards, Callum Robinson oraz Hale Robson-Kanu. A Bilić wszystkich ceni wyżej. Nic dziwnego, że w angielskich mediach pojawiły się spekulacje, że WBA chce się Grosickiego pozbyć.

AS Roma chce zatrudnić Milika

Włoskie media w ostatnich dniach pisały z przekonaniem, że transferowa saga z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej zakończy się przejściem napastnika reprezentacji Polski z SSC Napoli do AS Roma. Wedle dziennika „Corriere della Sera” rzymski klub zgodził się zapłacić za Milika kwotę żądaną przez właściciela klubu z Neapolu Aurelio de Laurentiisa.

Milik ma z SSC Napoli kontrakt ważny jeszcze przez rok i nie zgodził się na jego przedłużenie, bo jeszcze kilka tygodni temu chciał go pozyskać Juventus Turyn. Ale 14 goli strzelonych przez Polaka w poprzednim sezonie okazało się za słabym atutem dla nowego trenera Juve Andrei Pirlo i pomysł ściągnięcia polskiego piłkarza do ekipy mistrza Włoch upadł. Dla Milika to poważny kłopot, bo Napoli latem kupiło już dwóch graczy na jego miejsce i trener Gennaro Gattuso wprost przyznał, że nowym sezonie nie widzi go w składzie. I wtedy do gry włączyła się AS Roma. Rzymski klub najwyraźniej ma lepsze kontakty z Di Laurentiisem, bo jeśli wierzyć włoskim mediom, szef SSC Napoli spuścił z ceny za polskiego napastnik o połowę, do 25 mln euro, na dodatek płatne w pięciu ratach. Milik też na tym skorzysta, bo AS Roma oferuje mu 5-letni kontrakt i zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie.

Pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych

Dokładnie w drugą rocznicę debiutu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w Lidze Narodów. Nie był to oszałamiający jakościowo występ naszych piłkarzy, ale na pokonanie ekipy Bośni i Hercegowiny wystarczyło. Gole strzeli Kamil Glik i Kamil Grosicki.

Dwa lata temu, 7 września 2018 roku Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu pierwszej edycji Ligi Narodów z Włochami. W tamtym spotkaniu biało-czerwoni zremisowali 1:1. Nie był to zły wynik, ale do późniejszych efektów jego trenerskiej pracy było wiele zastrzeżeń. Kibicom nie podobał się przede wszystkim styl gry reprezentacji, zwłaszcza w potyczkach z silnymi rywalami, jak Włochy, Portugalia czy Holandia, z którą biało-czerwoni w miniony piątek w pierwszym meczu drugiej edycji Ligi Narodów przegrali w Amsterdamie 0:1. W ponieważ w drugim spotkaniu grupy 1 Dywizji A Włosi nieoczekiwanie zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 1:1, nic zatem dziwnego, że na wynik poniedziałkowej potyczki czekaliśmy z niepokojem.
Brzęczek, do którego doszły wieści, jaka fala krytyki na niego spadła po meczu z Holandią, głównie za mocno odbiegającą od powszechnej ocenę występu naszej drużyny, już w przededniu spotkania w Zenicy zapowiedział zmiany w składzie. Tradycyjnie dokonał wymiany bramkarzy, chociaż do występu Wojciecha Szczęsnego w Amsterdamie nie mógł mieć najmniejszych pretensji. Najwyraźniej po dwóch latach na selekcjonerskim stołku wciąż nie potrafi wybrać zawodnika numer 1 na tej pozycji. Łukasz Fabiański nie ułatwił mu zadania, bo przeciwko ekipie Bośni i Hercegowiny zagrał solidnie i bez błędów, a za bramkę wpuszczoną po strzale z rzutu karnego nie można go przecież winić.
Na lewej flance linii obrony po dłuższej przerwie pojawił się wreszcie grający na tej pozycji na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus i z miejsca pokazał, że lewonożny zawodnik po tej stronie boiska zawsze będzie dla zespołu bardziej przydatny, niż przysposobiony na siłę gracz prawonożny jakim jest choćby Bartosz Bereszyński, który nie zawiódł w spotkaniu z Holandią. To Rybus zagrał ze skrzydła piłkę do Grosickiego, który głową posłał ją do bramki rywali, a potem jeszcze niemal skopiował tę akcję dogrywając do Mateusza Klicha, który zmarnował jednak znakomitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1.
Wspomniany Klich, który z Holandią zagrał w podstawowym składzie, w Zenicy zaczął mecz na ławce rezerwowych, a u boku Grzegorza Krychowiaka w roli drugiego defensywnego pomocnika zastąpił go Jacek Góralski. I była to dobra zmiana, bo występujący obecnie w lidze Kazachstanu były piłkarz Jagiellonii Białystok rozegrał świetny mecz, spychając w cień wyraźnie słabszego tego dnia Krychowiaka, którego w 68. minucie Brzęczek w końcu zdjął z boiska, wpuszczając w jego miejsce Klicha. Wielka szkoda, że nie dał szansy na dłuższy występ Karolowi Linettemu, ale dobre i to, że w końcu przełamał niechęć do tego piłkarza i dał mu zagrać po prawie dwóch latach powątpiewania w jego umiejętności, chociaż Linetty w tym czasie brylował w Serie A i zespole Sampdorii Genua, a tego lata za siedem milionów euro przeszedł do AC Torino.
W środku pomocy po staremu zagrał Piotr Zieliński, ale na lewym skrzydle w podstawowym składzie zaczął mecz Kamil Grosicki, który był wyraźnie poirytowany rolą rezerwowego w Amsterdamie. I pokazał, że w meczach z takimi rywalami, jak Bośnia i Hercegowina potrafi przeważyć szalę na korzyść naszej drużyny. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Glik zdobył wyrównującą bramkę, a potem sam strzelił gola na 2:1, więc dla tych dwóch powodów można by go uznać za ojca zwycięstwa. Niestety, w defensywie „Grosik” jest praktycznie nieprzydatny, w rozegraniu co najwyżej przeciętny, a w skuteczności dryblingu lepsi od niego byli grający na prawej flance Kamil Jóźwiak i tradycyjnie już wyróżniający się w tych elementach gry w naszej reprezentacji Zieliński. Poza tym Grosicki nie wytrzymuje już trudów całego meczu.
W ataku zamiast Krzysztofa Piątka, którego wyprawę do Zenicy mocno oprotestował jego macierzysty klub, Hertha Berlin, zagrał Arkadiusz Milik i wypadł nie tylko lepiej w ataku, ale też więcej dawał drużynie w grze obronnej oraz w rozegraniu. Tak na marginesie – to szkoda trzymać tego piłkarz tylko jako rezerwowego dla Roberta Lewandowskiego. Milik jest graczem uniwersalnym i na pewno da się go wkomponować w zespół też na innej pozycji.
Mimo wygranej trudno jednak być w pełni zadowolonym z występu naszej drużyny. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba pamiętać, że trener zespołu Bośni i Hercegowiny Dusan Bajevic wystawił przeciwko biało-czerwonym trochę inny skład, niż ten, który sensacyjnie zremisował w piątek z Włochami. Styl gry naszej reprezentacji wciąż jednak pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Brzęczka władze PZPN oceniają głównie przez pryzmat wyników, to nie musi on przejmować się medialna krytyka czy fala szyderstw jaka wylała się na niego w internecie. Jak pamiętamy, prezes Boniek przedłużył mu kontrakt do końca 2021 roku z opcją jej przedłużenia w przypadku awansu do mundialu w Katarze. Zatem chociaż statystyki i oceny nie przemawiają na korzyść Brzęczka, to dopóki osiąga wyznaczone mu przez PZPN cele, dalej będzie robił swoje i po swojemu. A nam nie pozostaje nic innego jak czekanie do kolejnych meczów w Lidze Narodów – 11 października biało-czerwoni zagrają z liderem grupy A1 Włochami, a trzy dni później zmierzą się w rewanżu z Bośniakami.
Wyniki 2. kolejki grupy 1 Dywizj A:
Bośnia i Hercegowina – Polska 1:2

Gole: Haris Hajradinović (24 karny) – Kamil Glik (45), Kamil Grosicki (67).
BiH: Asmir Begović – Zoran Kvrżić, Ermin Bicakčić, Sinisa Sanicanin, Eldar Civić (82. Deni Milosević) – Armin Hodzić, Amir Hadziahmetović, Muhamed Besić (60. Edin Dzeko), Haris Hajradinović, Amer Gojak (46. Edin Visca) – Elvir Koljić.
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) – Arkadiusz Milik.
Żółte kartki: Hadziahmetović – Bednarek, Milik. Sędziował: Cuneyt Cakir (Turcja).
Mecz bez udziału publiczności.
Holandia – Włochy 0:1
Gol: Nicolo Barella (45).
Holandia: Jasper Cillessen – Hans Hateboer (70. Denzel Dumfries), Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake (81. Luuk de Jong) – Marten de Roon, Donny van de Beek (57. Steven Bergwijn), Frenkie de Jong – Georginio Wijnaldum, Memphis Depay, Quincy Promes.
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Danilo D’Ambrosio, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola – Nicolo Zaniolo (42. Moise Kean), Jorginho, Manuel Locatelli (81. Bryan Cristante), Nicolo Barella, Lorenzo Insigne (90. Federico Chiesa) – Ciro Immobile.
Żółte kartki: Veltman, Wijnaldum, Depay – D’Ambrosio, Cristante, Chiellini. Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez udziału publiczności.


Tabela grupy A1:

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 3 1:1
  3. Polska 2 3 2:2
  4. BiH 2 1 2:3

Zieliński nadal będzie grał dla De Laurentiisa

Trwająca wiele miesięcy saga transferowa z Piotrem Zielińskim w roli głównej chyba w końcu dobiegła końca. Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis potwierdził, że reprezentant Polski przedłużył kontrakt do 2024 roku.

Dotychczasowa umowa Zielińskiego z Napoli wygasała w czerwcu 2021 roku. Od kilku miesięcy pomocnik reprezentacji Polski negocjował nowy kontrakt. Główną przeszkodą w zawarciu porozumienia było żądanie De Laurentiis wpisania do umowy z Zielińskim tzw. klauzuli odstępnego w wysokości 100 mln euro. Zgodę na wpisanie takiej samej kwoty właściciel Napoli chciał też wymusić na Arkadiuszu Miliku, ale z jego strony napotkał zdecydowanie mocniejszy opór.
Zieliński też znajdował się na liście życzeń kilku klubów, ale on, w odróżnieniu od Milika, chyba nie chciał opuszczać Neapolu. Ostatecznie zgodził się na owe 100 mln euro odstępnego, lecz w zamian wynegocjował dla siebie znaczną podwyżkę wynagrodzenia. Wedle różnych źródeł nowy kontrakt zapewni mu roczną gażę w wysokości 5,5 mln euro brutto do 2024 roku. Aurelio De Laurentiis podczas poniedziałkowej konferencji prasowej dotyczącej aktualnej sytuacji w zespole potwierdził, że Zieliński przedłużył umowę i nadal będzie reprezentować barwy SSC Napoli.
Tego dnia pojawiła się też informacja, że ten piłkarz przedłużył też umowę z reprezentującą jego interesy agencją BMG Sport. Zieliński będzie teraz jednym z najlepiej zarabiających polskich piłkarzy. Wśród nich rekordzistą jest oczywiście Robert Lewandowski, który w Bayernie zarabia ponoć ponad 20 mln euro rocznie. Ale w Serie A z polskich zawodników więcej od Zielińskiego zarabiać będzie tylko bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny, któremu niedawno przedłużony kontrakt gwarantuje rocznie ponad siedem milionów euro.
Dla SSC Napoli zatrzymanie Zielińskiego to duża korzyć. 26-letni Polak trafił do tego klubu z Udinese Calcio w 2016 roku za 16 mln euro. Przez cztery sezony zagrał w 192 meczach, w których zdobył 22 gole i zanotował 15 asyst. Ale w poprzednim sezonie w 49 rozegranych spotkaniach zdobył zaledwie dwie bramki i zaliczył sześć asyst. Kibice SSC Napoli liczą, że teraz, gdy już będzie miał głowę wolną od myśli o transferze do innego klubu i skupi się tylko na treningach i grze, w pełni ujawni swój wielki talent i jeszcze większe możliwości. „Rozmawialiśmy o przedłużeniu umowy od jakiegoś czasu. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć, że czuję się dobrze w Napoli i chcę tu nadal grać. Także dlatego, że świetnie układa mi się w współpraca z trenerem Gattuso. On jest bardzo charyzmatyczny, ale jego rady są pomocne i mam nadzieję, że dzięki nim będę coraz lepszym i skuteczniejszym piłkarzem” – powiedział Zieliński w rozmowie z włoskim oddziałem Sky Sports.
Na taki happy end nie ma natomiast szans drugi z Polaków w Napoli, Arkadiusz Milik. De Laurentiis jest ostatnio na niego bardzo cięty i wręcz wypowiedział mu prywatną wojnę.

Podwójny pech Francka Ribery’ego

Miniony weekend był podwójnie nieudany dla gwiazdora Fiorentiny Francka Ribery’ego. Francuski skrzydłowy doznał kontuzji w niedzielnym ligowym meczu wyjazdowym z AC Parma, a na domiar złego okazało się, że pod jego nieobecność rabusie splądrowali mu dom kradnąc między innymi biżuterię i kolekcję drogich zegarków.

W niedzielny wieczór Fiorentina grała na wyjeździe z AC Parma, wygrywając spotkanie 2:1, lecz Ribery musiał zejść z boiska w 66. minucie z powodu kontuzji. Wstępnie zdiagnozowano u niego uraz stawu skokowego. Piłkarz przechodzi teraz dokładne badania, ale klubowi lekarze Fiorentiny mają nadzieję, że nie doszło u niego do odnowienia przewlekłego urazu z którym Ribery zmagał się pod koniec ubiegłego roku. Byłaby to duża strata dla zespołu, bo Ribery mimo 37 lat na karku prezentuje wyśmienitą formę. W tym sezonie wystąpił w 15 ligowych meczach, w których zdobył trzy bramki i zaliczył dwie asysty.
Kłopoty zdrowotne to nie jest jednak jedyny problem 37-letniego francuskiego gwiazdora futbolu. Po powrocie z meczu w Parmie zastał swój dom splądrowany przez rabusiów. Jak doniósł włoski dziennik „La Republika”, łupem złodziei padła między innymi cenna biżuteria oraz bogatą kolekcja złotych zegarków. Wysokości strat jeszcze dokładnie nie oszacowano, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że znacznie przekroczą one kwotę pół miliona euro. Miejscowa policja po sprawdzeniu zabezpieczeń willi na przedmieściach Florencji, w której mieszka obecnie Ribery, do wykrycia sprawców wyznaczyła grupę najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy. A to oznacza, że być może francuski skrzydłowy stał się kolejną ofiarą nieuchwytnej szajki złodziejskiej, która wyspecjalizowała się w okradaniu domów znanych sportowców.
We Włoszech piłkarzom przytrafiają się jednak znacznie groźniejsze sytuacje, gdy stają z rabusiami twarzą w twarz. Taka historia przydarzyła się choćby występującemu w SSC Napoli reprezentantowi Polski Arkadiuszowi Milikowi, którego dwóch opryszków na motocyklu sterroryzowało pistoletem i okradło z zegarka wartego 27 tys. euro gdy wracał swoim autem po meczu do domu. Podobny koszmar przeżył w tym roku hiszpański piłkarz AC Milan Samuel Castillejo.

48 godzin sport

Milik i Zieliński z pucharem
Piłkarze SSC Napoli wygrali po rzutach karnych z Juventusem Turyn w finale Pucharu Włoch. W ekipie zwycięzców wystąpiło dwóch polskich graczy – Piotr Zieliński grał do 88. minuty, a Arkadiusz Milik (na zdjęciu) wszedł w 66. minucie za Belga Driesa Mertensa. W regulaminowym czasie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0, ale sędzia nie zarządził dogrywki, co było wcześniej ustalone, tylko od razu przeszedł do konkursu rzutów karnych. Szczęście tego dnia sprzyjało ekipie z Neapolu, bo wyznaczeni do „jedenastek” przez trenera Gennaro Gattuso zawodnicy nie pudłowali, natomiast w drużynie Juventusu swoje rzuty karne zmarnowali Paulo Dybala i Danilo. Jako ostatni z piątki graczy SSC Napoli naprzeciwko bramkarza Juve Gianluigiego Buffona (Wojciech Szczęsny w Pucharze Włoch ustąpił miejsca swojemu sławnemu dublerowi) stanął Milik i pewnie pokonał blisko 42-letniego golkipera. Puchar Włoch to pierwsze trofeum Milika i Zielińskiego w barwach Napoli.

Hokejowa kadra Polski straciła selekcjonera
Polski Związek Hokeja na Lodzie nie przedłużył kontraktu z selekcjonerem reprezentacji Tomaszem Valtonen. Mający polskie korzenie fiński szkoleniowiec prowadził kadrę hokeistów przed dwa lata. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata Dywizji 1B w Tallinie nie zdołał z nią wywalczyć awansu na zaplecze hokejowej elity (do Dywizji 1A). W tym roku mistrzostwa miały zostać rozegrane w Katowicach, ale je odwołano z powodu pandemii koronawirusa. W lutym Polacy wygrali turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich rozegrany w kazachskim Nur-Sułtanie, pokonując faworyzowaną reprezentację gospodarzy oraz Holandię i Ukrainę. O prawo gry na igrzyskach walczyć będą za rok w sierpniu w Bratysławie ze Słowacją, Austrią i Białorusią. Prezes PZHL Mirosław Minkina wyjaśnił, że głównym powodem rozstania z z Valtonenem jest to, że ani on, ani żaden z jego fińskich współpracowników w nowym sezonie nie będzie pracował w Polsce. Decyzja o zatrudnieniu nowego trenera kadry ma zostać ogłoszona 23 czerwca.

Koronawirus dopadł piłkarzy rosyjskiego klubu
U sześciu piłkarzy klubu rosyjskiej ekstraklasy FK Rostów stwierdzono koronawirusa. W związku z tym cały zespół rozpoczął 14-dniową kwarantannę – poinformowano w środę. Wstrzymane w połowie marca rozgrywki mają być wznowione w piątek. Ekipa z Rostowa zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i pierwszego dnia restartu miała się zmierzyć z zespołem z Soczi. Nie ujawniono nazwisk zakażonych, ale poinformowano, że łącznie mieli oni bliski kontakt z 42 osobami związanymi z klubem.

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 31. kolejki. Grupa mistrzowska: Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, niedziela, 17:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, niedziela, godz. 15:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, sobota, 17:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, niedziela, godz. 12:30. Grupa spadkowa: Górnik Zabrze – Korona Kielce, piątek, godz. 20:30; Raków Częstochowa – Wisła Kraków, sobota,. godz. 20:00; Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, piątek, godz. 18:00; Wisła Płock – Arka Gdynia, sobota, godz. 15:00.

Siatkarze zagrają z Niemcami w Zielonej Górze
Szeroka kadra reprezentacji Polski zakończyła pierwszą część zgrupowania w Spale. Na początku lipca zbierze się ponownie. PZPS poinformował, że zawarto porozumienie z niemiecką federacją i ekipa trenera Vitala Heynena w lipcu zagra w Zielonej Górze dwa mecze z reprezentacją Niemiec. W tej chwili nie przewiduje się udziału widzów. Pierwszy mecz z Niemcami zostanie rozegrany 22 lipca o 20:20, drugi dzień później o 18:00. Oba spotkania będą transmitowane przez Polsat Sport.