Milik nie zagra z Anglią?

Władze francuskiej Ligue 1 i Ligue 2 podjęły decyzję zakazującą piłkarzom klubów występujących w tych ligach wyjazdów na mecze reprezentacji poza obszar UE. A to oznacza absencję Arkadiusza Milika w meczu z Anglią.

Decyzja o zakazaniu piłkarzom grającym w Ligue 1 i Ligue 2 wyjazdu na mecze poza Unią Europejską zapadła po konsultacjach władz francuskich lig profesjonalnych (LFP). Oznacza to, że żaden zagraniczny zawodnik grający w zawodowych ligach we Francji nie będzie mógł w takcie marcowej przerwy na mecze reprezentacji narodowych wystąpić w spotkania z przeciwnikami spoza Unii Europejskiej, a takim jest obecnie także Wielka Brytania. Milik będzie jednak mógł zagrać z Węgrami i Andorą.
Z tego samego powodu mogą też nie zagrać z Anglią Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, bo w Niemczech nawet krótka wizyta na Wyspach Brytyjskich wiąże się z obowiązkiem odbycia po powrocie dwutygodniowej kwarantanny, a na to nie zamierzają wyrazić zgody Bayern Monachium i Hertha Berlin. W czwartek prezes PZPN Zbigniew Boniek zapewnił jednak, że Milik z Anglią na pewno wystąpi.

48 godzin sport

Kadra bez cudzoziemców
Polski Związek Biathlonu poinformował, że Niemiec Michael Greis i Norweg Anders Bratli zrezygnowali z funkcji trenerów biathlonowych reprezentacji Polski. Greis prowadził kadrę kobiet od maja 2019 roku,a Bratli męską od wiosny 2020. Ich obowiązki przejął dyrektor sportowy PZBiat. Adam Kołodziejczyk, który w przeszłości był już trenerem obu narodowych drużyn, żeńskiej i męskiej. Jego zadaniem będzie przygotowanie obu ekip do startu w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie.

Zmarł były reprezentant Polski
W wieku 84 lat w niemieckim Dormagen zmarł Konrad Kornek, 15-krotny reprezentant Polski w piłce nożnej. W latach 1956-1969 bronił bramki Odry Opole i Legii Warszawa, w ekstraklasie zaliczył 197 występów. Z warszawskim zespołem zdobył mistrzostwo Polski w sezonie 1969/1970. W drużynie narodowej debiutował w 1962 roku w meczu z Francją (3:1). Na koniec kariery wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie grał w Polonii New York i New York Cosmos. Po powrocie do Europy osiedlił się w Niemczech.

Śliwka nadal w Kędzierzynie
Reprezentant Polski w siatkówce Aleksander Śliwka w następnym sezonie nadal będzie zawodnikiemn Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. 25-letni przyjmujący występuje w tej drużynie od sezonu 2018/2019. To nie pierwszy gracz, który postanowił pozostać w Zaksie. Wcześniej na ten krok zdecydowali się: Korneliusz Banach (libero), Bartłomiej Kluth (atakujący), Krzysztof Rejno (środkowy), Adrian Staszewski (przyjmujący), David Smith (środkowy). Na początku grudnia ubiegłego roku także trener Nikola Grbić przedłużył kontrakt z ZAKSĄ na dwa kolejne sezony.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 20. kolejki: GKS Bełchatów – Bruk-Bet Nieciecza 1:2, Stomil Olsztyn – ŁKS Łódź 0:2, Radomiak Radom – GKS Jastrzębie 2:0, Korona Kielce – Puszcza Niepołomice 1:0, Arka Gdynia – Górnik Łęczna 0:2, Resovia – Miedź Legnica 0:0, Sandecja Nowy Sącz – GKS Tychy 2:1, Zagłębie Sosnowiec – Odra Opole 0:2, Widzew Łódź – Chrobry Głogów 1:0. Dwa pierwsze miejsca dające bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy zajmują Bruk-Bet (47 pkt) i Górnik Łęczna (41 pkt), na czterech kolejnych premiowanych barażami lokują się ŁKS (39), GKS Tychy (36), Radomiak (35) i Arka (32). Stawkę 18 zespołów zamyka Zagłębie (12 pkt). W tym sezonie do niższej ligi spada tylko ostatni zespół.

Azoty Tarnów w finale PP
Szczypiorniści Grupy Azoty Tarnów jako pierwsi wywalczyli awans do finału PGNiG Pucharu Polski. Tarnowski zespół w półfinale pokonał Zagłębie Lubin 30:21 i teraz czeka na zwycięzcę drugiego półfinały, w którym 18 marca zmierzą się potentaci naszej ligi piłkarzy ręcznych, Czyli Łomża Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. Finałowe spotkanie zaplanowano na 30 maja.

Gol Helika w Championship
Michał Helik zdobył bramkę dla Barnsley w wygranym 3:2 wyjazdowym meczu z Bournemouth w 36. kolejce angielskiej Championship (II liga). To piąty ligowy gol 26-letniego obrońcy, który znalazł się w szerokiej kadrze Paulo Sousy na marcowe mecze eliminacyjne do mistrzostw świata. Barnsley z dorobkiem 61 punktów zajmuje szóste miejsce w tabeli dające prawo gry w barażach o awans do Premier League.

Niemcy zatrzymali Graneruda
Halvor Egner Granerud decyzją niemieckich władz sanitarnych będzie po zakażeniu koronawirusem odbywać nie standardową, 10-dniową, lecz aż 14-dniową kwarantannę. Informacja o pozytywnym wyniku testu u skoczka pojawiła się w samym środku mistrzostw świata w Oberstdorfie. Lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata wypadł z walki o medale na dużej skoczni i odbywa kwarantannę w niemieckim mieście bez możliwości treningów na skoczni. Po powrocie do Norwegii Granerud także będzie musiał przejść kwarantannę (co najmniej 10 dni), a to oznacza, że jego start w kończących sezon zawodach w Planicy stał się wielce wątpliwy.

Milik znów strzelił w Marsylii
Arkadiusz Milik strzelił gola dla Olympique Marsylia w wygranym przez jego zespół 3:1 meczu 29. kolejki francuskiej ekstraklasy ze Stade Brestois. To trzecia ligowa bramka reprezentanta Polski odkąd dołączył do ekipy z Marsylii. Milik grał do 84. minuty. Zespół OM zajmuje5. miejsce z dorobkiem 45 punktów.

Grosicki w rezerwach WBA
Skrzydłowy reprezentacji Polski Kamil Grosicki mimo nacisków władz West Bromwich Albion postanowił pozostać w tym klubie do końca wygasającego 30 czerwca tego roku kontraktu. 32-letni piłkarz został za to odsunięty od kadry pierwszego zespołu i w miniony weekend zamiast walczyć o punkty w Premier League, rozegrał cały mecz w drużynie rezerw przeciwko ekipie Middlesbrough, przegranym przez WBA 0:1.

Drągowski zaliczył asystę
W meczu 27. kolejki włoskiej Serie A beniaminek ligi Benevento Calcio przegrał na własnym boisku z Fiorentiną 1:4. Bohaterem w zwycięskim zespole był strzelec trzech goli Serb Duszan Vlahović, ale niecodziennym zagraniem wyróżnił się też polski bramkarz ekipy z Florencji Bartłomiej Drągowski. W 45. minucie po jego dalekim wykopie piłkę przejął Vlahović i już bez niczyjej pomocy zdobył swoją trzecią bramkę. Asystę przy tym trafieniu zapisano więc na konto naszego bramkarza.

Mierzejewski nadal w Chinach
Adrian Mierzejewski już czwarty sezon będzie występował w chińskiej ekstraklasie. 34-letni pomocnik od dwóch lat jest zawodnikiem klubu Chongqing Lifan SWM, ale w tym roku będzie grała w barwach Shanghai Greenland Shenhua, siódmej drużyny poprzednich rozgrywek, do której został wypożyczony.

O tym się mówi: Mecz Anglia-Polska nie na Wembley?

Na początku tego tygodnia w mediach w Polsce pojawiły się wieści, że z powodu ograniczeń epidemicznych w relacjach między Niemcami i Francją a Wielką Brytanią w marcowym meczu Anglia – Polska na Wembley nie będą mogli zagrać nasi reprezentanci występujący w klubach Bundesligi i Ligue 1, czyli Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik.

W poniedziałek niepokój w sercach polskich kibiców wzbudziła informacja, że w meczu z Anglią (31 marca) może nie zagrać Robert Lewandowski, bo wedle obecnie obowiązujących w Niemczech obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa po powrocie z Londynu musiałby przejść w Niemczech wielodniową kwarantannę. A w takiej sytuacji, zgodnie z nadzwyczajnymi przepisami FIFA, główny pracodawca piłkarzy, czyli w przypadku Lewandowskiego Bayern Monachium, może nie wyrazić zgody na występ swojego piłkarz w meczu reprezentacji. Z tego samego powodu także Hertha Berlin będzie miała prawo nie zgodzić się na występ Krzysztofa Piątka, a także Olympique Marsylia może odmówić zgody na grę Arkadiusza Milika, bo rząd francuski wprowadził w swoim kraju podobne co w Niemczech obostrzenia epidemiczne dla osób przyjeżdżających do Francji z Wielkiej Brytanii. Stanowią one, że powrót z Wielkiej Brytanii oznacza konieczność przejścia 10-dniowej kwarantanny.
Dotyczy ona także zawodowych piłkarzy, którzy żyją w izolacji, niczym w bańce i są na okrągło testowani na obecność wirusa COovid-19. Rząd Włoch zrobił wyjątek dla piłkarzy zawodowych – ich nie obowiązuje kwarantanna po powrocie z Wysp, ale to też nie jest decyzja nieodwracalna. Wszystko zależy od rozwoju pandemii i liczby zakażeń.
Z uwagi na sztywne przepisy na terenie Wielkiej Brytanii i Niemiec UEFA przeniosła mecze 1/16 finału Ligi Mistrzów Liverpool – –RB Lipsk i Manchester City – Borussia Moenchengladbach z Anglii do Budapesztu. Natomiast Atletico Madryt poleci do Londynu na starcie z Chelsea, bo Hiszpania nie nałożyła obowiązkowej kwarantanny dla wracających z Wysp. Rzeczniczka Lewandowskiego uspokaja. „Na ten moment nic nie stoi na przeszkodzi, żeby Robert poleciał z reprezentacją do Londynu na mecz z Anglią. Czekamy na bardziej szczegółowe informacje z Bayernu” – powiedziała Interii Monika Bondarowicz.
A w poprzednim tygodniu, zanim sprawa trafiła do mediów, z Bayernem kontaktował się menedżer reprezentacji Polski Jakub Kwiatkowski. „Dostałem od Bayernu prośbę o informację odnośnie tego, gdzie i w jaki sposób będziemy podróżować na Wyspy Brytyjskie, kiedy nasi piłkarze przejdą testy. Bayern otrzymane od nas informacje przekaże do lokalnych władz sanitarnych. Pracownicy Bayernu podziękowali nam, bez choćby słowa o tym, że nie puszczą Roberta do Londynu” – powiedział na łamach portalu Interia.pl Kwiatkowski.
Najbezpieczniej byłoby przeniesienie meczu na teren neutralny, ale na to nie zgodzi się angielska federacja The FA, która ma mocną pozycją w FIFA i UEFA. Przepisy UEFA precyzują pandemiczne rozgrywki dosyć klarownie: dopóki zespół ma 15 zdrowych piłkarzy, w tym bramkarza, to mecz ma się odbyć. Natomiast PZPN nie wyobraża sobie wyprawy na Wyspy bez najlepszego piłkarza naszej reprezentacji Roberta Lewandowskiego, ale także bez jego dwóch dublerów – napastnika Herthy Krzysztofa Piątka i napastnika Olympique Marsylia Arkadiusza Milika, a tak się stanie jeśli po powrocie z Londynu musieliby udać się na kwarantannę. Dlatego PZPN chce uzyskać gwarancję od UEFA, że Lewandowski, Piątek i Milik po meczu z Anglią będą mogli wrócić do swych klubów bez konieczności odbywania kwarantanny, jako osoby podróżujące z Polski, bo wówczas w Niemczech i Francji byliby traktowani jako podróżujący z kraju UE, a nie z Wysp Brytyjskich.
Problemem są jednak także obostrzenia obowiązujące przyjezdnych w Wielkiej Brytanii. Wedle aktualnie obowiązujących każdy przybysz musi przedstawić aktualne (nie starze niż 24 godziny) testy na Covid-19, a po 48 godzinach na własny koszt (ok. 200 euro) musi wykonać kolejne.
PZPN na razie cierpliwie czeka na ruch swego odpowiednika z Anglii, czyli The Football Association. Jeśli Anglicy nie znajdą sposobu na przyjęcie przebadanych polskich piłkarzy bez konieczności przechodzenia przez nich kwarantanny, nasza federacja zażąda przeniesienia meczu na neutralny teren. I zapowiada, że nie podejmie się roli gospodarza. Działacze PZPN liczą, że rewanż we wrześniu z Anglikami odbędzie się już z udziałem kibiców, a to gwarantuje duże wpływy ze sprzedaży biletów.

Milik uciekł z Neapolu do Marsylii

Arkadiusz Milik wyjeżdżając do Marsylii przesłał do fanów SSC Napoli ckliwe słowa pożegnania, ale nie wywołały one większego odzewu. Nic dziwnego, w tej chwili napastnik reprezentacji Polski jest w Neapolu na cenzurowanym. Nikt tu za nim nie płakał, jednak jego sobotni debiut w barwach francuskiego klubu przyjęto SSC Napoli z wyraźną ulgą, bo Milik wypadł przeciętnie.

Aurelio De Laurentiis latem 2016 roku zapłacił Ajaksowi Amsterdam za transfer Milika aż 32 mln euro. W tamtym czasie SSC Napoli więcej na ściągnięcie nowego gracza wydało tylko na Argentyńczyka Gozalo Higuaina, za którego trzy lata wcześniej zapłaciło 39 mln euro. Polak zaczął świetnie – w pierwszych dziewięciu występach w barwach SSC Napoli strzelił siedem goli. To zrobiło wrażenie na kibicach tego klubu, ale wtedy w meczu reprezentacji Polski Milik zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Dokonał jednak niebywałego wyczynu, bo wrócił do gry już po 130 dniach. Ale w żadnym meczu nie zagrał pd początku i strzelił tylko jednego gola. Kolejne rozgrywki zaczął już jednak ponownie w wyjściowej jedenastce, lecz los znów okazał się dla niego okrutny. Niespełna rok po zerwaniu więzadła w lewy kolanie, nabawił się identycznego urazu w też prawym. Nie dał się tym złamać i znów zadziwił świat tempem powrotu – tym razem po 161 dniach. Trzeci sezon w barwach Napoli był wreszcie dla niego udany – grał regularnie i strzelił 20 goli zostając najskuteczniejszym graczem zespołu. Wróciły nadzieje, że będzie snajperem na miarę Edinsona Cavaniego czy Gonzalo Higuaina, lecz w kolejnym sezonie cały zespół Napoli zagubił gdzieś formę, a Milik zaczął wręcz razić nieskutecznością. Mimo to do wybuchu pandemii był jeszcze graczem pierwszego składu, dopiero po lockdownie został zdegradowany do roli rezerwowego. Inna sprawa, że była to kara za odmowę przedłużenia kontraktu. Ostatnim błyskiem Milika w SSC Napoli był jego występ w finale Pucharu Włoch z Juventusem. W konkursie rzutów karnych to on wykonywał ostatnią „11” i jego trafienie zapewniło ekipie z Neapolu
upragnione trofeum.
Późniejsze perypetie Milika, w tym jego konflikt z właścicielem SSC Napoli Aurelio De Laurentiisem były już w „Trybunie” relacjonowane, więc tylko dla przypomnienia: na żądanie De Laurentiisa Milik nie został zgłoszony w obecnym sezonie do żadnych rozgrywek, a przez ostatnie pół roku był wręcz szykanowany. Po raz ostatni na boisku w barwach Napoli pojawił się 8 sierpnia. Bilans neapolitańskiego rozdziału jego kariery to 48 goli w 122 występach, ale przez 4,5 roku na boisku spędził łącznie tylko 6677 minut – tyle, ile regularnie grający piłkarz zalicza przez góra półtora sezonu.
Właściciel Napoli Aurelio De Laureniis do samego końca próbował uprzykrzyć muz życie, lecz w końcu pozwolił Milikowi odejść. Reprezentant Polski momentalnie odżył psychicznie, co dało się zauważyć po jego aktywności w mediach społecznościowych i wesołości, z jaką udzielał wywiadów we francuskich mediach. „Jestem naprawdę szczęśliwy i podekscytowany nowym wyzwaniem. Przyszedłem tu, żeby pokazać się z dobrej strony i mam nadzieję, że tak się stanie. Euro 2021 jest dopiero za sześć miesięcy, więc na razie o grze w tym turnieju nie myślę, tylko skupiam się na grze w klubie. Chcę tu ciężko trenować i znowu cieszyć się z gry w piłkę” – zapewniał w wywiadzie dla klubowej telewizji Olympique Marsylia.
Mimo długiej przerwy w występach na boisku trener Olympique Andre Villasa-Boasa stwierdził, że Polak jest w dobrej formie fizycznej. „Trzeba jednak pamiętać, że nie grał od połowy listopada, dlatego w sobotę zacznie na ławce. Ale nie wykluczam, że dostanie kilka minut. Zapewniał mnie, że czuje się dobrze pod względem fizycznym, ale dam mu czas, aby wskoczył na najwyższe obroty” – powiedział przed sobotnim meczem z AS Monaco trener Villas Boas.
Zgodnie z zapowiedzią szkoleniowiec w 60. minucie dokonał zmiany i wpuścił Milika za Dario Benedetto. Polski napastnik wszedł na boisko przy wyniku 1:1). Widać było, że ma wielką ochotę do gry, bo starał się brać udział w rozgrywaniu piłki, nie miał nawet jednej okazji do zdobycia bramki, natomiast w 75. minucie przy rzucie rożnym dla rywali nie zdołał w polu karnym swojej drużyny skutecznie przeszkodzić przy utracie bramki na 1:2. W 90. minucie ekipa z Księstwa Monako strzeliła jeszcze trzeciego gola, więc na Milika winy za porażkę nie dało się zrzucić. Ale za pierwszy występ w barwach Olympique dostał słabe noty (6,2-6,4 w skali 1-10). Według statystyk miał dwanaście kontaktów z piłką, siedem skutecznych podań i jeden wygrany pojedynek na sześć stoczonych. Cztery razy stracił piłkę, trzy razy faulował i raz był faulowany. AS Monaco zajmuje czwarte miejsce w Ligue 1 z dorobkiem 39 punktów. Olympique Marsylia jest na szóstej pozycji z 32 punktami. Liderem rozgrywek pozostaje Paris Saint-Germain (45 pkt).

Milik już ponoć w Marsylii

Może Arkadiusz Milik w końcu wyrwie się z SSC Napoli i spod władzy właściciela tego klubu Aurelio De Laurentiisa. Włoskie media donoszą, że oba kluby doszły do porozumienia, a polski piłkarz ponoć już przebywa w Marsylii.

Trwająca od ponad pół roku transferowa saga z udziałem Arkadiusza Milika zdaje się zmierzać do szczęśliwego dla reprezentanta Polski zakończenia. Jeśli wierzyć doniesieniom włoskich i francuskich mediów, właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis w końcu odpuścił polskiemu piłkarzowi i wyraził zgodę na jego przejście do Olympique Marsylia. Wedle plotek klub z Marsylii zapłaci za ten transfer osiem milionów euro i kolejne cztery w tzw. bonusach. To dużo mniej niż do niedawna jeszcze żądał De Laurentiis, który od innych klubów twardo żądał za Polaka co najmniej 18 mln euro, chociaż od pół roku nie pozwalał mu grać w żadnych rozgrywkach z udziałem SSC Napoli, a na dodatek Milikowi w czerwcu tego roku kończył się kontrakt, więc od 1 lipca mógł zmienić pracodawcę za darmo.
De Laurentiis w tej sprawie nie przejmował się jednak rachunkiem ekonomicznym. Niszczył przez pół roku polskiego piłkarza głównie za to, że nie zgodził się na przedłużenie kontraktu, co byłoby korzystne dla neapolitańskiego klubu, bo pozwalało mu w negocjacjach transferowych żądać za 26-letniego polskiego napastnika kwoty zgodnej z jego aktualną rynkową wartością, szacowaną na 36-40 mln euro.
Milik na to się jednak nie zgodził, a latem ub. roku odrzucił wszystkie oferty transferowe korzystne dla SSC Napoli, bo jeśli wierzyć doniesieniom włoskich mediów, był już po słowie z Juventusem Turyn i bardzo chciał przejść do ekipy mistrza Włoch. Na to jednak De Laurentiis z kolei nie zamierzał wyrazić zgody, bo ma do turyńskiego klubu jakąś osobistą urazę. Dlatego transfer Milika do Olympique Marsylia wciąż nie został sfinalizowany, chociaż warunki zostały dogadane, a Polak przystał na przeprowadzkę i kontrakt gwarantujący mu zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie. De Laurentiis każe mu jednak jeszcze podpisać kwit, że przez półtora roku nie zagra w żadnym klubie Serie A.

De Laurentiis niszczy Milika

Perypetie Arkadiusza Milika z odejściem z SSC Napoli już od ponad pół roku nie schodzą z łamów sportowej prasy we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii, a ostatnio także we Francji, bo kluby z tych krajów były lub nadal są mocno zainteresowane pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika. Do transferu jednak nie dochodzi albo z winy właściciela klubu Aurelio De Laurentiis, albo Milika.

Dla przypomnienia: konflikt zaczął się w połowie ubiegłym roku gdy Milik odmówił przedłużenia umowy z SSC Napoli i zapowiedział, że chce odejść. Jego kontrakt obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, zatem ubiegłoroczne letnie okienko transferowe było ostatnią okazją dla klubu z Neapolu, żeby korzystnie sprzedać bramkostrzelnego polskiego napastnika. Ofert dla niego nie brakowało, ale Milik bardzo chciał przejść do Juventusu Turyn, lecz Aurelio De Laurentiis z sobie tylko wiadomego powodu akurat na ten transfer nie chciał się zgodzić i storpedował go stawiając zaporową cenę. W rewanżu doprowadzony do furii reprezentant Polski odrzucał potem wszystkie propozycje, które z kolei były korzystne dla SSC Napoli. W odwecie De Laurentiis nakazał go wykreślić z kadry zespołu zgłoszonej do rozgrywek nowego sezonu i przez całą rundę jesienną Milik grał jedynie w reprezentacji Polski.
W trwającym obecnie zimowym okienku transferowym nic na razie nie zapowiada zmiany tej patowej sytuacji. O polskiego piłkarza mocno wprawdzie zabiega Olympique Marsylia, ale francuskiego klubu nie stać na spełnienie finansowych żądań De Laurentiisa, który twardo domaga się za transfer Milika, jak podają włoskie i francuskie media, co najmniej 18 milionów euro. A Olympique na nowych graczy jakich tej zimy chce pozyskać ma w sumie tylko 10 mln euro. A zatem do transakcji zapewne nie dojdzie, podobnie jak nie doszło w przypadku Atletico Madryt, Tottenhamu Hotspur i Juventusu. Żaden z tych klubów nie miał zamiaru przepłacać za piłkarza, którego za pół roku można mieć za darmo. Owszem, po rocznej przerwie w grze, ale nie zapominajmy, że Milik ma dopiero 26 lat i jak wieść niesie zawzięcie trenuje nawet dwa razy dziennie. To może być trochę ryzykowna transakcja, ale raczej w niewielkim stopniu, natomiast równie dobrze może okazać się transferowym hitem.
Wygląda jednak na to, że De Laurentiis wciąż jest przekonany, że to on z tego starcia wyjdzie zwycięsko i chociaż nie zarobi na transferze choćby centa, to dla przestrogi dla innych nieposłusznych wobec niego piłkarzy pokazowo zniszczy Milikowi karierę, a co najmniej mocno ją wyhamuje. Z informacji wyciekających do mediów z neapolitańskiego klubu wynika, że wedle obowiązujących obecnie decyzji De Laurentiisa Milik zimą nigdzie nie odejdzie i zostanie w Neapolu do 30 czerwca, do końca jednak bez prawa gry, co oznacza, że raczej nie dostanie powołania do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy, na czym mocno mu zależy.
Sytuacja jest cokolwiek idiotyczna także dlatego, że teraz akurat Milik bardzo by się ekipie SSC Napoli przydał na boisku, bo z kadry z powodu kontuzji wpadło dwóch napastników – Belg Dries Mertens i pozyskany we wrześniu ub. roku z OSC Lille za 40 mln euro Nigeryjczyk Victor Osimhen. Reprezentant Polski mógłby w styczniu przejść do Atletico Madryt, lecz hiszpański klub był zainteresowany wypożyczeniem Milika do końca sezonu, na co rzecz jasna właściciel Napoli nie chciał przystać. Atletico już po raz drugi w ostatnim półroczu przymierzało się do pozyskania polskiego napastnika – za pierwszym razem zamiast niego na Wanda Metropolitano gra dzisiaj Urugwajczyk Luis Suarez, a teraz z Olympique Lyon ma tam powędrować Francuz malijskiego pochodzenia Moussa Dembele.
Wydaje się, że ostatnią nadzieją Milika może być Olympique Marsylia. Piąty aktualnie zespół francuskiej Ligue 1 pilnie szuka klasowego snajpera. W tym sezonie jego najskuteczniejszym strzelcem jest Florian Thauvin, który ma na koncie sześć ligowych trafień, ale występuje na pozycji skrzydłowego. Milik o miejsce w składzie rywalizowałby jednak z 30-letnimi napastnikami – Dario Benedetto i Valere’m Germaine’m, którzy zdobyli dotąd po trzy bramki. Zainteresowanie reprezentantem Polski potwierdził trener Olympique Andre Villas-Boas. „To prawda, jesteśmy nim zainteresowani, ale na razie do żadnych zaawansowanych rozmów nie doszło i w najbliższych dniach nic się w tej sprawie istotnego nie wydarzy” – przyznał szkoleniowiec OM na łamach dziennika „L’Equipe”.
Nie wiadomo co o tym sądzi sam Milik, bo z kolei we włoskich mediach pojawiły się ostatnio wieści, że Juventus zaproponował naszemu piłkarzowi kontrakt od 1 lipca, oferując mu roczne zarobki na poziomie 4,5 mln euro, czyli o dwa miliony euro wyższe niż ma obecnie w SSC Napoli. Jeśli Milik na to się zgodzi, przez kolejne pół roku będzie w Neapolu persona non grata.

Nowa wojna o Milika

W Napoli nie chcą już Arkadiusza Milika, a polski napastnik nie chce dłużej grać w tym klubie. Obie strony z różnych powodów nie przez ostatnie pół roku nie potrafiły jednak porozumieć się w kwestii warunków rozstania.

Sytuacja Milika w SSC Napoli zrobiła się przez to nieciekawa, bo jego kontrakt z tym klubem obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, a ponieważ nie chciał go przedłużyć, a także przejść do innego klubu na warunkach postawionych przez właściciela neapolitańskiego klubu Aurelio De Laurentiisa, polski piłkarz został wyrzucony z zespołu. Za karę nie został zgłoszony przez Napoli do rozgrywek w Serie A, Pucharze Włoch i w Lidze Europy. Przez pewien czas nie pozwalano mu nawet trenować z kadrą zespołu. Milik pozostał jednak nieugięty, chociaż doskonale wiedział, że nie grając regularnie w klubie prawdopodobnie straci miejsce w kadrze Polski na turniej Euro 2021. Był jednak gotów poświęcić nawet swoje sportowe ambicje dla przytarcia nosa De Laurentiisowi, który wobec piłkarzy zatrudnianych przez jego klub bywa nieznośnie apodyktyczny.
Dla Milika kolejną szansą na zmianę barw klubowych będzie rozpoczynający się z początkiem roku zimowe okienko transferowe. Chętnych na pozyskanie polskiego napastnika nie brakuje, tyle że nikt nie chce za niego płacić tyle, ile żąda De Laurentiis, a wedle ostatnich doniesień włoskich mediów jest to kwota 18 mln euro. Mocno zainteresowany Milikiem Juventus proponuje za niego co najwyżej 10 mln euro. Ostatnio hiszpański dziennik „Marca” doniósł j, że Atletico Madryt znowu rozważa pozyskanie reprezentanta Polski, w miejsce szykującego się już zimą do odejścia hiszpańskiego snajpera Diego Costy. „Na korzyść Atletico działają dwie rzeczy – że właściciel Napoli z nie chce oddać Milika do Juventusu i że madrycki klub jest gotowy wyłożyć za Polaka żądane 18 mln euro” – przekonuje hiszpański dziennik.
Dla Milika transfer do Atletico byłby korzystny pod każdym względem. Podopieczni Diego Simeone z dorobkiem 32 punktów przewodzą w Primera Division, a Polak miałby miejsce w ataku madryckiego zespołu u boku Luisa Suareza.

Milik rozmawia z Napoli

Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki, dwaj ważni piłkarze reprezentacji Polski, przed nowym sezonem usiłowali bez powodzenia zmienić pracodawców i mają teraz ten sam problem – w tej chwili nie grają w swoich klubowych zespołach. Próbują jednak wybrnąć z patowej sytuacji.

We Włoszech medialna wrzawa wokół Arkadiusza Milika nie gaśnie. Polski napastnik nie doszedł do porozumienia z SSC Napoli w sprawie przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu i ogłosił, że chce tego lata odejść. Ale chociaż jego pozyskaniem zainteresowanie wyrażało wiele klubów, ostatecznie w minionym okienku transferowym nie udało mu się opuścić Neapolu. Niewątpliwie wśród wielu powodów tego niepowodzenia było wybitnie nieprzychylne nastawienie do Polaka ze strony apodyktycznego właściciela SSC Napoli Aurelio De Laurentiisa. Słynny kreator mody lubi postawić na swoim, więc chciał Milika złamać torpedując korzystne dla reprezentanta Polski opcje transferowe. Trafiła jednak kosa na kamień, bo polski piłkarz w odwecie odrzucił wszystkie oferty korzystne dla Napoli. Za karę został wykreślony z kadry zgłoszonej do rozgrywek Serie A, Ligi Europy i Pucharu Włoch, dostał też zakaz treningów z pierwszym zespołem. Ale chociaż trenował indywidualnie, to jego występy w październikowych meczach reprezentacji Polski pokazały, że banicja zarządzona przez De Laurentiisa nie wpłynęła znacząco na jego formę. To oczywiście tylko spotęgowało zainteresowanie polskim napastnikiem, który już w styczniu, czyli na pół roku przed wygaśnięciem umowy z Napoli, będzie już mógł podpisać kontrakt z nowym klubem. A to już zapowiada najgorszy dla De Laurentiisa scenariusz, czyli taki, że Milik po wygaśnięciu umowy będzie mógł odejść całkowicie za darmo. Chociaż polski piłkarz z powodu ostatnich perturbacji sporo stracił na wartości, to wedle ocen ekspertów od piłkarskich transferów wciąż jest wart 20-25 mln euro. Nawet De Laurentiis nie może machnąć na takie pieniądze ręką.
Sytuacja zrobiła się zatem patowa, ale wygląda na to, że złe emocje trochę opadły, bo wedle doniesień włoskich mediów pod koniec ubiegłego tygodnia w siedzibie SSC Napoli w Castel Volturno odbyło się spotkanie, w którym wzięli udział Aurelio De Laurentiis, dyrektor sportowy Cristiano Giuntolio i dyrektor generalny klubu Andrea Chiavelli. Po drugiej stronie stołu zasiedli Arkadiusz Milik i jego agent David Przemyslaw Pantak. Piłkarz podtrzymał decyzję o rozstaniu z SSC Napoli, ale oświadczył, że jest gotów odejść już w styczniu, co będzie dobrym rozwiązaniem dla obu stron. Reprezentant Polski zaznaczył, że nie jest jego celem odchodzenie z klubu za darmo, ale nie zgodził się też na przedłużenie kontraktu, co znacznie podniosłoby jego wartość transferową. Spotkanie na razie nie doprowadziło do zakończenia konfliktu, ale Milik znowu widziany był na obiektach treningowych Napoli i nawet podczas treningów z pierwszym zespołem.
Kamil Grosicki z kolei, jak ma to już w zwyczaju, znowu uwikłał się w „transfer last minute”. W efekcie papiery w sprawie wypożyczenia z West Bromwich do Nottingham Forest wysłano tuż przed zamknięciem letniego okna transferowego w Anglii i jak się potem okazało, dokumenty dotarły z 21-sekundowym opóźnieniem. Przez kilka dni trwały w tej sprawie pertraktacje, ostatecznie jednak Komisja Arbitrażowa English Football League uznała transfer za nieważny. A to oznacza, że Grosicki przynajmniej do stycznia pozostanie zawodnikiem West Bromwich, z kadry którego zdążono go już całkowicie wykreślić. Na szczęście trener WBA Slaven Bilić nie okazał się łobuzem i przywrócił skrzydłowego reprezentacji Polski w prawach zawodnika podległego sobie zespołu, ale rzecz jasna nie obiecał mu miejsca choćby w szerokim składzie meczowym. „Będzie uwzględniony w kadrze i tylko od niego zależy, jak dużo będzie grał. Osobiście bardzo lubię go jako zawodnika. Kiedy jest w formie, potrafi być bardzo cenny dla drużyny, dlatego w sumie to się cieszę, że z nami został” – tak skomentował aktualną sytuację Grosickiego trener Bilić. Czy da Polakowi szansę do wykazania się, przekonamy się już w poniedziałek 2 listopada. Tego dnia West Bromwich gra ligowy mecz z Fulham.

Milik w poważnych tarapatach

Saga transferowa z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej każdego dnia wydłuża się o kolejne odcinki. Jeszcze kilka dni temu było już niemal pewne, że reprezentant Polski tego lata przejdzie z SSC Napoli do AS Roma. Wedle doniesień włoskich mediów Polak już był nawet na rozmowach w rzymskim klubie, w którym miał zastąpić Bośniaka Edina Dzeko, ale transakcja nie wypaliła. Milikowi zostały już tylko dwa tygodnie na zmianę pracodawcy. Jeśli zostanie w Neapolu, czeka go prawdopodobnie najgorszy rok w piłkarskiej karierze.

Teoretycznie zarówno Milikowi, jak i szefom SSC Napoli zależy na tym, by transfer sfinalizować jeszcze w tym okienku transferowym, bowiem kontrakt reprezentanta Polski wygasa po tym sezonie. A zatem dla klubu z Neapolu to ostatni moment, żeby jeszcze na Miliku zarobić. Problem w tym, że znany z autorytarnych skłonności właściciel SSC Napoli Aurelio de Lautentiis nie cierpi niepokornych piłkarzy, a już zwłaszcza takich, którzy przeciwstawiają się jego woli. Polski napastnik podpadł mu już kilka miesięcy temu, gdy odmówił przedłużenia kontraktu z klauzulą odstępnego wywindowaną do niebotycznej kwoty 100 mln euro. Ale to nie jedyna przyczyna niesnasek. Wedle włoskich mediów Milik twardo upomina się o wypłatę dwóch zaległych pensji, które de Laurentiis pod koniec ubiegłego roku odebrał mu, jak wszystkim zawodnikom Napoli, jako karę za odmowę udziału w karnym zgrupowaniu po przegranym meczu, spiera się też z klubem o prawa wizerunkowe.
Rozzłoszczony krnąbrnością Milika de Laurentiis wyznaczył za niego zaporową kwotę transferową, żądając 50 mln euro. To było stanowczo za dużo nawet dla takich potentatów, jak Atletico Madryt i Juventus Turyn, ale trener hiszpańskiego klubu Diego Simeone dość długo nie tracił nadziei, że Napoli w końcu zejdzie z ceny o połowę, bo za polskiego napastnika był skłonny zapłacić góra 25 mln euro. Ale Milik chyba nie chciał opuszczać włoskiej ligi, zwłaszcza że zainteresował się jego pozyskaniem wielki Juventus. Transakcja, której mocno sprzeciwiał się de Laurentiis, spaliła jednak na panewce po zmianie trenera w turyńskim klubie. Nowy szkoleniowiec, Andrea Pirlo, Milika w zespole już jednak nie chciał, ale ponieważ rozmowy były już dalece zaawansowane, Juventus postanowił wykorzystać polskiego piłkarza w misternej transferowej układance, oferując go szefom AS Roma w zamian za Edina Dzeko. W ostatnim momencie w ekipie mistrza Włoch doszło jednak do „zmiany koncepcji”, bo Pirlo nagle zapragnął ściągnąć z Atletico Madryt swojego dawnego kumpla z boiska Alvaro Moratę. W madryckim klubie ten pomysł nie spotkał się z oporem, bo właśnie pojawiła się okazja do pozyskania za darmo uciekającego z FC Barcelona Urugwajczyka Luisa Suareza.
W tej sytuacji transfer Dzeko do Juve okazał się nieaktualny, więc Bośniak został w AS Roma, a działaczom rzymskiego klubu przestało zależeć na pozyskaniu Milika. Może nie całkowicie, ale postawili Polakowi nowe warunki – zaproponowali roczne wypożyczenie z obowiązkiem wykupu, tylko że w takim przypadku Milik musiałby, zgodnie z przepisami, przedłużyć o rok obowiązującą umowę z SSC Napoli, na co z podanych wyżej powodów zgodzić się nie chciał. Działacze rzymskiego klubu sprytnie więc wykpili z tego zamieszania, ale reprezentant Polski wpędził się w nieliche tarapaty. Wiadomo, że pozostanie w Napoli do końca kontraktu będzie dla niego rokiem bez regularnej gry, chyba że ukorzy się przed właścicielem klubu i zgodzi na wszystkie jego warunki.
Wedle włoskich mediów zainteresowane pozyskaniem Milika są jeszcze Valencia i Tottenham, ale londyński klub oferuje mu jedynie rolę zmiennika dla Harry’ego Kane’a. Z kolei przejście do Valencii byłoby sporą sportową degradacją, ale być może będzie to jedyna opcja dla Milika. W przeciwnym przypadku czeka go rok na marginesie wielkiego futbolu i przekreślenie marzeń o występie z reprezentacją Polski w mistrzostwach Europy.
W niewiele lepszej sytuacji znalazł się inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League trener tej drużyny Slaven Bilić przestał w ogóle zauważać naszego piłkarza. W ostatniej kolejce ligowej „Grosik” nie znalazł sie nawet w szerokiej kadrze meczowej. I łatwiej mu już nie będzie, bo jego rywalami o miejsce w podstawowej jedenastce są Matheus Pereira, Diangana, Matt Phillips, Kyle Edwards, Callum Robinson oraz Hale Robson-Kanu. A Bilić wszystkich ceni wyżej. Nic dziwnego, że w angielskich mediach pojawiły się spekulacje, że WBA chce się Grosickiego pozbyć.

AS Roma chce zatrudnić Milika

Włoskie media w ostatnich dniach pisały z przekonaniem, że transferowa saga z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej zakończy się przejściem napastnika reprezentacji Polski z SSC Napoli do AS Roma. Wedle dziennika „Corriere della Sera” rzymski klub zgodził się zapłacić za Milika kwotę żądaną przez właściciela klubu z Neapolu Aurelio de Laurentiisa.

Milik ma z SSC Napoli kontrakt ważny jeszcze przez rok i nie zgodził się na jego przedłużenie, bo jeszcze kilka tygodni temu chciał go pozyskać Juventus Turyn. Ale 14 goli strzelonych przez Polaka w poprzednim sezonie okazało się za słabym atutem dla nowego trenera Juve Andrei Pirlo i pomysł ściągnięcia polskiego piłkarza do ekipy mistrza Włoch upadł. Dla Milika to poważny kłopot, bo Napoli latem kupiło już dwóch graczy na jego miejsce i trener Gennaro Gattuso wprost przyznał, że nowym sezonie nie widzi go w składzie. I wtedy do gry włączyła się AS Roma. Rzymski klub najwyraźniej ma lepsze kontakty z Di Laurentiisem, bo jeśli wierzyć włoskim mediom, szef SSC Napoli spuścił z ceny za polskiego napastnik o połowę, do 25 mln euro, na dodatek płatne w pięciu ratach. Milik też na tym skorzysta, bo AS Roma oferuje mu 5-letni kontrakt i zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie.