Zieliński zostaje, Milik nie

W zmagających się z koronawirusem Włoszech w mediach sportowych z rzadka tylko przebijają się informacje nie związane z pandemią. Jedną z takich była podana niedawno przez dziennik „Corriere dello Sport” wiadomość, iż SSC Napoli finalizuje trwające od wielu miesięcy negocjacje z dwójką polskich piłkarzy – Piotrem Zielińskim i Arkadiuszem Milikiem.

Obaj reprezentanci Polski są ważnymi graczami SSC Napoli i obu klub należący do znanego projektanta mody Aurelio De Laurentisa chciał zatrzymać na dłużej. Negocjacje były trudne, ale kością niezgody nie były finansowe oczekiwania Zielińskiego i Milika, bo obu oferowane im podwyżki satysfakcjonowały, lecz kwoty jakie klub z Neapolu chciał wpisać do ich nowych kontraktów w tzw. klauzulach odstępnego. Nie chodziło o przysłowiowe drobne, tylko o okrągłe 100 milionów euro za każdego. Przy całym szacunku dla piłkarskich umiejętności i dokonań Zielińskiego i Milika, żaden z nich nie jest wart takich pieniędzy, więc zgoda na taką wysoką kwotę odstępnego oznacza zdanie się na łaskę i niełaskę klubu.
Na coś takiego wedle „Corriere dello Sport” właśnie przystał Zieliński, który w zamian za kontrakt do czerwca 2025 roku gwarantujący mu trzy miliony euro rocznie plus bonusy za oddanie praw marketingowych do wizerunku oraz premie za wyniki, zgodził się na owe 100 milionów w klauzuli odstępnego.
Zatrzymanie 26-letniego polskiego pomocnika było dla klubu władz SSC Napoli priorytetem, bo stał się on ważnym ogniwem zespołu „Azzurrich”, a jego obecny kontrakt wygasa z końcem czerwca przyszłego roku. Dlatego zgodzono się na żądaną przez niego niemal stuprocentową podwyżkę wynagrodzenia (do tej pory Zieliński zarabiał rocznie 1,8 mln euro) oraz przedłużenie umowy do połowy 2025 roku. W zamian reprezentant Polski musiał jednak ustąpić w kwestii wysokości odstępnego, co też wedle włoskich mediów w końcu uczynił. Zieliński występuje w zespole SSC Napoli od 2016 roku. W tym sezonie zagrał w 35 meczach we wszystkich rozgrywkach, strzelił dwa gole i zaliczył pięć asyst.
Urodzony 20 maja 1994 w Ząbkowicach Śląskich Zieliński jako 13-latek trafił w 2007 roku do Zagłębia Lubin, skąd cztery lata później trafił do Udinese Calcio. I od tego czasu swoją piłkarską karierę kontynuuje na Półwyspie Apenińskim. Udinese na dwa sezony wypożyczyło go do Empoli, a następnie w 2016 roku oddało na zasadzie transferu definitywnego do Napoli. Z tym klubem mający obecnie na koncie 51 występów w reprezentacji Polski piłkarz związał się pięcioletnim kontraktem, który teraz właśnie zostanie wydłużony do 2025 roku. Branżowe portale szacują aktualną transferową wartość Zielińskiego na 40 mln euro.
Tymczasem drugi z naszych piłkarzy w SSC Napoli, Arkadiusz Milik, twardo odmawia zgody na wpisanie do kontraktu stumilionowej kwoty odstępnego. On jest rówieśnikiem Zielińskiego i także trafił do SSC Napoli latem 2016 roku, tyle że z Ajaksu Amsterdam, gdzie zaliczył dwa udane sezony. Rozegrał w tym czasie w barwach holenderskiego zespołu 75 meczów, strzelił w nich 47 goli i zanotował 21 asyst. Nic dziwnego, że klub z Neapolu zapłacił za jego transfer 32 mln euro. Milika dopadł jednak pech, bo dwukrotnie zerwał więzadła krzyżowe – najpierw 8 października 2016 roku podczas meczu reprezentacji Polski w lewym kolanie, a potem, 23 września 2017 roku, w ligowym spotkaniu ze SPAL 2013, także w prawym kolanie. Wrócił na boisko 3 marca 2018 roku w ligowym spotkaniu z AS Roma.
Mimo tych dwóch ciężkich kontuzji jego transferową wartość branżowe portale wyceniają na 40 mln euro. W Napoli napastnik reprezentacji Polski zarabia obecnie 2,5 mln euro, a Aurelio De Laurentiis jest skłonny podnieść mu w nowej umowie gażę o półtora miliona, czyli do kwoty czterech milionów euro. I jest to ponoć wynagrodzenie w zupełności satysfakcjonujące Milika, ale mimo to nie chce on zgodzić się na zapis o 100 mln euro w klauzuli odstępnego. Zapewne dlatego, że jego agent otrzymuje wiele zapytań z innych klubów, bo już za rok Milik wypełni kontrakt i zostanie wolnym zawodnikiem, co de facto oznacza, że przy podpisaniu kontraktu z nowym klubem on dostanie górę pieniędzy, a Napoli ani grosza.
Tak więc wszystko przemawia za tym, że jeśli Milik nie zgodzi się na stumilionową klauzulę odstępnego, już tego lata zostanie wystawiony na listę transferową. Dla Napoli będzie to ostatni moment, żeby zarobić na polskim napastniku, ale nikt nie zapłaci im więcej niż 30-35 mln euro. Włoskie media donoszą, że reprezentantem Polski zainteresowanie wykazuje Atletico Madryt, którego trener, Diego Simeone, szuka mocnego konkurenta dla Diego Costy, Joao Felixa i Alvaro Moraty. Ale chęć pozyskania Milika zdradziły też dwa włoskie kluby – Juventus Turyn i Ac Milan.

Brzęczek nawet nie wysłał powołań

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek miał w miniony poniedziałek rozesłać powołania dla kadrowiczów na marcowe mecze towarzyskie z Finlandią we Wrocławiu i Ukrainą w Chorzowie. Z oczywistego powodu, jakim jest epidemia koronawirusa, już od dawna było wiadome, że oba spotkania się nie odbędą.

Zakaz rozgrywania imprez masowych, nakaz unikania skupisk ludzkich – to tylko niektóre przeszkody w zorganizowaniu marcowego zgrupowania kadry. Wirus COVID-19 dotknął także reprezentantów Polski, bo zaraził się nim występujący na co dzień w Sampdorii Genua Bartosz Bereszyński. Ale nie tylko on nie mógłby przyjechać na zgrupowanie kadry. Także inni gracze grający w lidze włoskiej nie mogliby tego zrobić, a bez Wojciecha Szczęsnego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Thiago Cionka, Karola Linettego, Arkadiusza Recy i wspomnianego Bereszyńskiego, trener Brzęczek raczej nie miałby po co organizować sparing reprezentacji. Decyzja o rezygnacji z marcowych meczów była więc jedynie formalnością.
Spotkania z Ukrainą i Finlandią na razie przełożono na czerwiec, lecz szansa na ich rozegranie jest iluzoryczna. Po prostu nie będzie na nie wolnych terminów.

Nowa nagroda w Lidze Mistrzów

W tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów czeka nas pewna nowość. Po każdym spotkaniu wybrani przez UEFA tzw. obserwatorzy techniczni wybierać będą najlepszego piłkarza, który otrzyma pamiątkową statuetkę.

O nowej nagrodzie UEFA poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, publikując zdjęcie trofeum. Przypomina ono piłkę, którą rozgrywa się spotkania Ligi Mistrzów. Do tej pory indywidualne wyróżnienie otrzymywał jedynie najlepszy zawodnik meczu finałowego. W ubiegłym roku był to grający w Liverpoolu Holender Virgil van Dijk.
Jak podaje UEFA, o wyborze MVP decydować będą eksperci ze świata futbolu. Podczas meczów 1/8 finału będą to: Pat Bonner (były bramkarz, 80-krotny reprezentant Irlandii, legenda Celticu Glasgow), Cosmin Contra (73-krotny reprezentant Rumunii, grał m.in. w AC Milan i Atletico Madryt), Aitor Karanka (25-krotny reprezentant Hiszpanii, występował głównie w Realu Madryt i Athletic Bilbao), Robbie Keane (146-krotny reprezentant Irlandii, strzelec 68 goli, gracz m.in. FC Liverpool, West Hamu i Tottenhamu), Roberto Martinez (hiszpański trener reprezentacji Belgii), Gines Melendez (hiszpański trener, ostatnio koordynator reprezentacji młodzieżowych Hiszpanii), Phil Neville (59-krotny reprezentant Anglii, obecnie trener kobiecej kadry tego kraju), Willi Ruttensteiner (dyrektor sportowy austriackiej federacji piłkarskiej) i Gareth Southgate (57-krotny reprezentant Anglii, obecnie selekcjoner angielskiej kadry).
Szansę na występ w 1/8 finału ma sześciu Polaków: Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli) oraz zgłoszony do kadry jako trzeci bramkarz Marcin Bułka (Paris Saint-Germain).
W tym tygodniu zostaną rozegrane cztery pierwsze spotkania 1/16 Ligi Mistrzów. We wtorek Borussia Dortmund zmierzyła się u siebie z Paris Saint Germain, a Atletico Madryt z FC Liverpool (spotkania te zakończyły się po zamknięciu wydania). W środę natomiast Atalanta Bergamo zagra z Valencią, a Tottenham z RB Lipsk.

Milik i Zieliński nie chcą być za drodzy

W 22. kolejce włoskiej Serie A Juventus Turyn pokonał Fiorentinę 3:0. W tym meczu doszło do pojedynku dwóch polskich bramkarzy – Wojciecha Szczęsnego i Bartłomieja Drągowskiego. W poniedziałek natomiast dojdzie do starcia Sampdorii Genua (Bartosz Bereszyński, Karol Linetty) z SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik).

Bohaterem spotkania Juventusu z Fiorentiną był strzelec dwóch goli Cristiano Ronaldo. Portugalczyk powiększył swoje konto bramkowe w ekipie „Starej Damy” do 50 trafień. Z naszych bramkarzy lepsze noty zebrał Szczęsny, który popisał się kilkoma efektownymi paradami.
W kończącym 22. kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Sampdorii Genua z SSC Napoli ma wystąpić aż czterech polskich piłkarzy. We włoskich mediach przy tej okazji pojawiły się nowe informacje o kulisach negocjacji Zielińskiego i Milika w sprawie przedłużenia ich kontraktów z klubem z Neapolu.
Dziennik „La Gazzetta dello Sport” podał, że obaj Polacy zaakceptowali warunki finansowe, które mają obowiązywać do do końca czerwca 2024 roku. Zieliński ponoć ma zarabiać dwa mln euro rocznie, a Milik trzy miliony. Kością niezgody są jedynie kwoty tzw. odstępnego. Włoski klub chce w umowie z Zielińskim wpisać 80 mln euro, z Milikiem aż 100 mln euro. Obaj reprezentanci Polski nie chcą się na to zgodzić i są gotowi przystać na odstępne w wysokości 50 mln euro. Włoski dziennik twierdzi, że władze Napoli podobno są gotowe pójść na ustępstwo w przypadku Zielińskiego, ale nie chcą słyszeć o niżej kwocie niż sto milionów w klauzuli Milika. Napastnik reprezentacji Polski obstaje przy swoim, co w przypadku braku porozumienia oznacza, że latem opuści ekipę SSC Napoli.

Przypomniał się Zieliński

Wydarzeniem piłkarskiego weekendu we Włoszech był kończący 21. kolejkę niedzielny mecz Napoli z Juventusem. Wystąpiło w nim trzech reprezentantów Polski – Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Wojciech Szczęsny.

Juventus Turyn to lider Serie A i aktualny mistrz kraju, a zespół SSC Napoli poprzedni sezon zakończył na drugim miejscu. W obecnych rozgrywkach ekipa z Neapolu spisuje się jednak znacznie gorzej i zajmuje dopiero 12. miejsce ze stratą 24 punktów do prowadzącego Juventusu. To oczywiście jest poniżej aspiracji tego klubu, ale zespół dopadł wyraźny regres formy, którego nie potrafił przełamać poprzedni trener, Carlo Ancelotti, a i jego następca, Gennaro Gattuso, ma z tym poważny problem. W niedzielę kibice wybaczyli mu jednak wszystkie wcześniejsze potknięcia, bo chociaż zespół Napoli nie zagrał tak efektownie, jak oczekują jego fani oraz właściciel klubu Aurelio De Laurentis, to jednak zdołał wygrać z liderem 2:1.
Wszystkie trzy bramki padły w drugiej połowie spotkania, a prowadzenie dla ekipy gospodarzy uzyskał Piotr Zieliński, który dopadł w polu karnym wybitą przez Wojciecha Szczęsnego piłkę po strzale Lorenzo Insigne. Trzeci z naszych reprezentantów, Arkadiusz Milik, zagrał nawet lepiej od Zielińskiego, ale znalazł się w jego cieniu, bo nie zdołał pokonać Szczęsnego (drugiego gola dla Napoli strzelił Insigne, a honorowego dla Juve Cristiano Ronaldo). Milik i Szczęsny zagrali cały mecz, natomiast Zieliński został w 81. minucie zmieniony, ale gdy schodził z boiska, kibice żegnali go brawami.
Porażka w Neapolu nie zmieniła układu sił w czołówce Serie A. Ekipa „Starej Damy” utrzymała pozycję lidera z przewagą trzech punktów nad drugim Interem Mediolan i pięciu nad trzecim Lazio Rzym. W następnej kolejce Juventus zagra u siebie z Fiorentiną, co dla Szczęsnego będzie okazją do konfrontacji ze zbierającym coraz lepsze noty bramkarzem Bartłomiejem Drągowskim. Natomiast Napoli zmierzy się z Sampdorią Genua, w której także występuje dwóch polskich piłkarzy – Bartosz Bereszyński oraz Karol Linetty.

Tłum Polaków w Serie A

W rozegranej w miniony weekend 18. kolejce włoskiej serie A wystąpiła spora grupa polskich piłkarzy. Największe powody do zadowolenia z nich miał Wojciech Szczęsny. Bramkarz reprezentacji Polski zagrał w podstawowym składzie Juventusu Turyn w wygranym przez jego zespół 4:0 meczu z Cagliarii.

Szczęsny nie miał wiele pracy w tym spotkaniu, ale utrzymał koncentrację i był zawsze na posterunku w chwilach potrzeby. Włoskie media podały, że Polak na początku roku parafował nowy kontrakt z turyńskim klubem do konca czerwca 2024 roku, wedle którego będzie zarabiał 7 mln euro rocznie, co daje mu miejsce w pierwszej dziesiątce najlepiej opłacanych graczy w Serie A. Bohaterem meczu z Cagliari był jednak numer 1 na tej liście Cristiano Ronaldo, który sam strzelił trzy gole, a przy czwartym zanotował asystę. W przegranym zespole debiut we włoskiej ekstraklasie zaliczył pozyskany z Pogoni Szczecin 19-letni Sebastian Walukiewicz. Nasz młody środkowy obrońca wypadł przyzwoicie i nie zawinił przy żadnej ze straconych bramek, a w kilku sytuacjach popisał się znakomitymi interwencjami.

Z kolei mecz Bologny z Fiorentiną był pojedynkiem dwóch innych polskich bramkarzy – Łukasza Skorupskiego i Bartłomieja Drągowskiego. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, ale gorzej wypadł Drągowski, bo to po jego błędzie w 94. minucie zespół z Florencji stracił prowadzenie.

Kolejne polsko-polskie starcie miało miejsce w potyczce Hellas Verony ze SPAL 2013. Mariusz Stępiński strzelił gola dla Hellas Verona, ale była to dopiero jego druga ligowa bramka w tym sezonie. Stępiński wszedł na boisko w 73. minucie w miejsce Giampaolo Pazziniego, a w barwach Verony zagrał jeszcze Paweł Dawidowicz, który pojawił się na boisku w 90. minucie za Valerio Verre. Natomiast w zespole SPAL cały mecz rozegrał reprezentant Polski Thiago Cionek, a inny z naszych piłkarzy, Bartosz Salamon, spotkanie spędził na ławce rezerwowych. W składzie ekipy gospodarzy zabrakło leczącego kontuzję regularnie powoływanego ostatnio do kadry Arkadiusza Recy.

Na ławce rezerwowych Udinese całe wyjazdowe spotkanie z Lecce spędził natomiast zapomniany już nieco w Polsce Łukasz Teodorczyk. Jego zespół wygrał 1:0, a we włoskich mediach coraz częściej pojawiają się głosy, że ocierający się jeszcze kilka lat temu o kadrę Polski Teodorczyk nie ma żadnej przyszłości w Udinese i szykuje się do zmiany klubu.

Podobne opinie krążą w przypadku Krzysztofa Piątka. Przeżywający kryzys formy napastnik reprezentacji Polski zaczął wprawdzie spotkanie AC Milan z Sampdorią Genua w wyjściowej jedenastce, ale już w 55. minucie został zmieniony przez Zlatana Ibrahimovicia. Był to powrót szwedzkiego napastnika do mediolańskiego zespołu po wielu latach przerwy, więc fani zgotowali mu owację na stojąco. 38-letni weteran nie zdołał jednak poprawić miernego poziomu gry ekipy Milanu i mecz zakończył się wynikiem 0:0. W drugiej połowie sezonu to jednak on będzie podstawowym napastnikiem rossonerich, a Piątek co najwyżej jego zmiennikiem. Chyba, że znów zacznie strzelać gole jak w poprzednim sezonie, na co raczej się nie zanosi. Wypada odnotować, że w zespole Sampdorii w pełnym wymiarze czasowym wystąpiło dwóch polskich piłkarzy – Karol Linetty i Bartosz Bereszyński.

Kolejnych dwóch – Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, rozegrało natomiast pełne spotkania w barwach SSC Napoli w kończącym 18. kolejkę meczu z Interem Mediolan. Drużyna z Neapolu nie wykorzystała atutu własnego boiska i przegrała 1:3, a honorowe trafienie dla gospodarzy uzyskał Milik. Dla reprezentanta Polski było to siódme ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. W klasyfikacji strzelców nasz piłkarz zajmuje odległe 11. miejsce. Prowadzi z dorobkiem 19 goli Ciro Immobile z Lazio Rzym.
Liderem rozgrywek jest Juventus z 45. golami na koncie, tyle samo ma drugi Inter, a trzecia lokatę z 39. punktami i zaległym meczem do rozegrania zajmuje Lazio. Z pozostałych zespołów z Polakami w składzie najwyżej plasuje się Cagliari (6. miejsce), Napoli zajmuje ósmą lokatę, Bologna 10., Milan 11., Hellas Verona 12., Udinese 13., Fiorentina 15., Sampdoria 16., a SPAL jest na ostatnim 18. miejscu.

 

Szczęściarze i pechowcy

W poniedziałek 16 grudnia w siedzibie UEFA w Lyonie odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzów, a także 1/16 finału Ligi Europy. W najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów w stawce zostały wyłącznie zespoły z pięciu najsilniejszych lig na naszym kontynencie, co jest ewenementem, ale też potwierdzeniem tezy, że najbogatsze kluby mają coraz większą przewagę.

Coś takiego w Lidze Mistrzów zdarzyło się po raz pierwszy. Do tej pory dwukrotnie do 1/8 finału awans zdobywały zespoły z sześciu krajowych lig, ale sytuacja, że wszystkie szesnaście drużyn wywodzi się z pięciu legitymujących się najwyższym rankingiem UEFA (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej), zdarzyła się po raz pierwszy. Było w tym trochę przypadku, bo na przykład Zenit Petersburg przed ostatnią kolejką fazy grupowej zajmował drugą lokatę i pokpił sprawę w ostatnim spotkaniu. Dla kibiców futbolu taka sytuacja to gratka, bo w gronie 16 zespołów nie ma już słabeuszy, zatem w 1/8 finału czekają nas wyrównane i zacięte potyczki.

W Lidze Mistrzów gra toczy się jednak o wielkie pieniądze, a europejscy potentaci nie zamierzają dzielić się nimi z maluczkimi. Triumfator obecnej edycji tych rozgrywek może tylko z premii zarobić najmniej 65 milionów euro. W sumie 32 uczestniczące w rywalizacji zespoły podzielą między sobą około dwóch miliardów euro. Za awans do fazy grupowej UEFA płaciła 15 mln euro. Zwycięstwo w grupie było premiowane kwotą 2,7 mln euro. Za awans do wielkiego finału UEFA wyznaczyła kwotę 15 mln, a zwycięzca dostanie ponadto bonus w wysokości 4 mln euro. Do tego trzeba oczywiście doliczyć jeszcze blisko 300 mln euro z tytułu marketingowej wartości Champions League, a kwota ta zostanie rozdysponowana wedle wartości medialnej zespołów.

Przed losowaniem par 1/8 finału było wiadomo, że zwycięzcy grup zostaną rozstawieni i że zespoły rywalizujące ze sobą w grupach oraz pochodzące z jednego kraju nie trafią na siebie. Los nie uśmiechnął się do Manchesteru City prowadzonego przez Pepa Guardiolę i Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Angielski zespół wygrał swoją grupę, ale miał pecha, że z nierozstawionych drużyn trafił akurat na „Królewskich”. Szanse obu zespołów są jednak równe. Broniący tytułu FC Liverpool też nie miał szczęścia w losowaniu, bo wpadł na Atletico Madryt, przeciwnika od lat szalenie niewygodnego dla każdego rywala. Wątpliwe jest też aby zadowoleni z „przydziału” byli gracze Chelsea Londyn, którym los za przeciwnika wyznaczył Bayern Monachium. Czwarty z angielskich zespołów, Tottenham Hotspur, finalista poprzedniej edycji Champions League, wylosował aktualnego lidera Bundesligi RB Lipsk i raczej na pewno z tego powodu w szatni „Kogutów” nie strzelały korki od szampana.

W fazie play off Ligi Mistrzów zobaczymy wiosną cztery zespoły z polskimi piłkarzami w składzie: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) i SSC Napoli (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński). Z naszych graczy względnie zadowolony po losowaniu mógł być chyba tylko Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus uniknął największych potęg i zmierzy się z przeciętnie w tym sezonie spisującym się w rodzimej lidze Olympique Lyon. Łukasza Piszczka i zespół z Dortmundu czekają natomiast starcie z potentatem francuskiej Ligue 1 Paris Saint-Germain, którego trenerem jest były szkoleniowiec Borussii Thomas Tuchel, zaś Zielińskiego i Milika w barwach SSC Napoli z zawsze wielką Barceloną Leo Messiego.

Pierwsze spotkania 1/8 finału zaplanowano na 18-19 oraz 25-26 lutego. Rewanże odbędą się odpowiednio 10-11 oraz 17-18 marca. Losowanie ćwierćfinałów oraz półfinałów zaplanowano na 20 marca. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów wyznaczono na 30 maja na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

W poniedziałek rozlosowano też pary 1/16 ligi Europy. W tych rozgrywkach uczestniczy już tylko dwóch polskich piłkarzy – Jacek Góralski i Jakub Świerczok. Obaj grają w bułgarskim Łudogorcu Razgrad, który ma niewielkie szanse na awans do kolejnej rundy, bo trafił na Inter Mediolan. Pierwsze mecze zaplanowano na 20 lutego, rewanże tydzień później.

Pary 1/8 finału Ligi Mistrzów:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain, Real Madryt – Manchester City, Atalanta Bergamo – Valencia CF, Atletico Madryt – FC Liverpool, Chelsea Londyn – Bayern Monachium, Olympique Lyon – Juventus Turyn, Tottenham Hotspur– RB Lipsk, SSC Napoli – FC Barcelona.

Pary 1/16 finału Ligi Europy:
Wolverhampton Wanderers – Espanyol Barcelona, Sporting Lizbona – Basaksehir Stambuł, Getafe CF – Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen – FC Porto, FC Kopenhaga – Celtic Glasgow, APOEL Nikozja – FC Basel, CFR Cluj – FC Sevilla, Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn, AZ Alkmaar – LASK Linz, Club Brugge – Manchester United, Łudogorec Razgrad – Inter Mediolan, Eintracht Frankfurt – Red Bull Salzburg, Szachtar Donieck – Benfica Lizbona, VfL Wolfsburg – Malmoe FF, AS Roma – KAA Gent, Glasgow Rangers – SC Braga.

 

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.

 

Kary dla graczy Napoli

Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis nie odpuszcza swoim piłkarzom. Za odmowę wykonania jego polecenia wyjazdu na tygodniowe zgrupowanie, nałożył na cały zespół karę finansową na kwotę 2,5 mln euro.

Ekipa SSC Napoli przeżywa trudne chwile, bo po znakomitym początku sezonu dopadł ją regres formy i od jakiegoś czasu notuje słabsze wyniki. Niezadowolony z postawy piłkarzy Aurelio De Laurentiis w końcu nie zdzierżył i po zremisowanym przez jego zespół 1:1 spotkaniu Ligi Mistrzów z RB Salzburg nakazał trenerowi Carlo Ancelottiemu zabrać całą kadrę na tygodniowe zgrupowanie. Zawodnicy po konsultacjach ze swoimi prawnikami jednak odmówili wyjazdu i ostentacyjnie po meczu z RB Salzburg rozjechali się do domów. Doprowadzili tym właściciela klubu do furii, ale De Laurentiis nie od razu ich ukarał. On też wezwał swoich prawników i dopiero po konsultacji z nimi oraz analizie obowiązujących przepisów nałożył na zawodników finansowe kary.

Najmocniej po kieszeni dostał Brazylijczyk Allan, którego ukarano grzywną w wysokości 200 tys. euro. Taka kwota to połowa miesięcznych zarobków tego piłkarza, ale on podpadł szefowi najbardziej, bo jak wieść niesie zwymyślał syna De Laurentiisa, gdy ten przekazał drużynie decyzję o ojca o przymusowym zgrupowaniu.

Inni gracze SSC Napoli, w tym także Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, zostali ukarani obcięciem pensji o jedną czwartą ich wysokości. W sumie, jak donoszą włoskie media, właściciel klubu obciął swoim zawodnikom wypłaty w sumie o 2,5 mln euro. I na tym zapewne sprawa się zakończy, bo na eskalacji konfliktu żadna ze stron nic już nie zyska. Ekipa SSC Napoli przed sezonem zapowiadała walkę o mistrzostwo Włoch, ale ostatnio wiedzie jej się słabo. Na zwycięstwo jej kibice czekają już od ponad miesiąca, a w tym czasie rozegrali sześć spotkań. Po wspomnianym meczu z RB Salzburg, najpierw zremisowali z Genoą 0:0, a w miniony weekend w 13. kolejce Serie A znów tylko wywalczyli remis (1:1) z AC Milan i z 20 punktami na koncie zajmują dopiero siódmą lokatę, tracąc do prowadzącego Juventusu już 15 „oczek”.

 

Milik goni Lewego

W miniony weekend dwóch polskich napastników śrubowało swoje strzeleckie rekordy. W Serie A Arkadiusz Milik w przegranym przez SSC Napoli 1:2 meczu z AS Roma zdobył bramkę w czwartym meczu z rzędu, a w Bundeslidze Robert Lewandowski w przegranym przez Bayern 1:5 spotkaniu z Eintrachtem strzelił gola w dziesiątym ligowym meczu z rzędu, co jest rekordem niemieckiej ekstraklasy.

W minionym tygodniu Milik zdobył w Serie A dwie bramki. Najpierw w środę trafił w zremisowanym 2:2 spotkaniu z Atalantą Bergamo i był to jego 31. gol w Serie A, dzięki czemu wyrównał strzeleckie osiągnięcie Zbigniewa Bońka, przewodzącego na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy w Serie A. W sobotę Milik został samodzielnym liderem tego zestawienia, zdobywając bramkę w rozegranym w ramach 11. kolejki wyjazdowym meczu z AS Roma (1:2). Napastnik reprezentacji Polski ma teraz w dorobku w Serie A łącznie 32 trafienia. W obecnym sezonie Milik zdobył już pięć bramek, z czego cztery z rzędu w czterech ostatnich ligowych występach. Z pobicia kilkudziesięcioletniego już osiągnięcia Bońka trudno robić jakieś epokowe wydarzenie, bo przecież obecny prezes PZPN nie grał na pozycji napastnika, a zatem wszelkie porównania jego strzeleckich osiągnięć z osiągnięciami Milika nie mają większego sensu.

Trzeba się jednak cieszyć, że Milik odzyskał skuteczność z poprzedniego sezonu (zdobył w nim w Serie A 20 goli) we właściwym momencie. Dla niego to korzystne, bo działacze SSC Napoli właśnie prowadzą z nim negocjacje o przedłużeniu kontraktu. Jeśli wierzyć włoskim mediom, reprezentant Polski ma dostać nową umowę ważną do 2024 roku i zarabiać na jej mocy ponad cztery miliony euro rocznie.

Na Lewandowskim taka presja nie ciąży, bo ona ma już te sprawy uregulowane. Długo to trwało, ale ostatecznie doszedł do porozumienia z szefami Bayernu i przedłużył kontrakt do 2023 roku. Jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, kapitan naszej reprezentacji wynegocjował przy tej okazji solidną podwyżkę. W zamian porzucił jednak wszelkie pomysły zmiany barw klubowych i całkowicie poświęcił się grze dla bawarskiego potentata. Zmiana nastawienia „Lewego” została przychylnie przyjęta przez zespół, więc Polak nie ma już pustych przebiegów w oczekiwaniu na podania. W każdym meczu w dziesięciu dotychczas rozegranych kolejkach Bundesligi zdobywał bramki (w sumie ma ich na koncie 14) i jest liderem klasyfikacji strzelców. Tak na marginesie, nie tylko w niemieckiej ekstraklasie, lecz także w pięciu najsilniejszych ligach europejskich i ma duże szanse na zdobycie „Złotego Buta” – nagrody dla najskuteczniejszego strzelca w Europie.

Lewandowski jest jak na razie dużo skuteczniejszy od Milika, bo ma więcej trafień na koncie i dłuższą serię meczów ze strzelonym golem, ale obaj nasi reprezentacyjni napastnicy mają ten sam kłopot – ich klubowe drużyny nie prezentują aktualnie wysokiej formy. Napoli po dobrym starcie zanotowało serię porażek i remisów, a po sobotniej przegranej z Romą wypadło z czołowej czwórki Serie A. Bayern z kolei totalnie się skompromitował przegrywając w miniony weekend z Eintrachtem Frankfurt aż 1:5. „Lewy” zdobył honorowego gola i podtrzymał nieprawdopodobną serię meczów ligowych z rzędu ze zdobytą bramką, wydłużając ją do dziesięciu, lecz tym razem niemieckie media potraktowały jego wyczyn dość obojętnie. Ich uwagę przykuła bardziej szokująco wysoka porażka Bayernu, która może zaważyć na dalszych losach trenera Niko Kovaca. Chorwacki szkoleniowiec ucieknie spod topora tylko wówczas, jeśli wygra dwa najbliższe spotkania – najpierw w środę z Olympiakosem Pireus w Lidze Mistrzów, a potem w sobotę z Borussią Dortmund w 11. kolejce Bundesligi.