Walczą o tytuł króla Serie A

W 35. kolejce Serie A Sampdoria Genua zremisowała z Parmą 3:3. Dwa gole dla ekipy z Genui strzelił lider klasyfikacji strzelców Fabio Quagliarella, który powiększył swój dorobek do 25. trafień. Krzysztof Piątek znów gola nie strzelił.

Quagliarella zdecydowanie prowadzi w rywalizacji strzelców włoskiej ekstraklasy. 36-letni włoski napastnik ma na koncie 25 bramek. Drugi w zestawieniu Kolumbijczyk Duvan Zapata ma o trzy trafienia mniej. Kolumbijczyk w 35. kolejce zdobył bramkę dla Atalanta Bergamo w spotkaniu z Lazio Rzym (3:1). Dzięki temu zwycięstwu jego zespół (żelaznym rezerwowym jest w nim powoływany do kadry Polski Arkadiusz Reca), umocniła się na czwartym miejscu w tabeli i jest coraz bliżej pierwszego w historii awansu do Ligi Mistrzów. Po dłuższej przerwie gola strzelił też Cristiano Ronaldo (zapewnił Juventusowi remis 1:1 w derbach z AC Torino), dzięki czemu z dorobkiem 21 trafień awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji i dzieli je teraz ze snajperem AC Milan Krzysztofem Piątkiem. Niestety, napastnik reprezentacji Polski ostatnio przeżywa kryzys formy i przestał regularnie zdobywać bramki. W kończącym 35. kolejkę poniedziałkowym meczu z Bologną (2:1) także nic nie ustrzelił.

Zaciął się także zajmujący piąte miejsce inny z reprezentantów Polski, Arkadiusz Milik. Jego bramkowy licznik zatrzymał się na 17 trafieniach. Piątek w poprzedniej kolejce został przez trenera AC Milan zesłany na ławkę rezerwowych i wszedł na boisko dopiero po przerwie. W poniedziałek przeciwko drużynie Bologny zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. Niestety, opuściło go snajperskie szczęście. Może odnajdzie je w następnej kolejce, w której AC Milan zagra na wyjeździe z Fiorentiną i musi wygrać, jeśli chce wyprzedzić Atalantę w wyścigu o czwarte, premiowane awansem do Ligi Mistrzów miejsce.

 

Wyścig polskich snajperów

W klasyfikacji „Złotego Buta” Leo Messi jest już poza zasięgiem konkurentów, w tym Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. W tej sytuacji pozostaje im rywalizacja o miano najskuteczniejszego polskiego napastnika.

Lewandowski w miniony weekend strzelił 19. gola w obecnym sezonie i w klasyfikacji „Złotego Buta” dogonił Krzysztofa Piątka. Obaj polscy snajperzy zajmują w zestawieniu czwarte miejsce z takim samym dorobkiem 19 trafień i 38 punktów (w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w klasyfikacji Złotego Buta przyznaje się dwa punkty za każdą zdobytą bramkę). Oprócz nich tyle samo goli i punktów mają na koncie jeszcze Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) i Sergio Aguero (Manchester City).

Na czele zestawienia znajduje się Leo Messi (FC Barcelona), który w ostatniej ligowej kolejce w derbowym meczu z Espanyolem strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek w tym sezonie do 31 trafień i 62 punktów. Jedynym graczem, który dotrzymuje jeszcze kroku genialnemu Argentyńczykowi, jest wschodząca gwiazda światowego futbolu Francuz Kylian Mbappe, który w tym sezonie zdobył w barwach Paris Saint-Germain 27 bramek (w miniony weekend zapewnił paryskiej jedenastce zwycięstwo 1:0 w spotkaniu Tuluzą), co daje mu 54 pkt w klasyfikacji „Złotego Buta”. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua ma na koncie 21 goli i 42 pkt, a zatem bliżej mu do grupy pościgowej z Lewandowskim i Milikiem w składzie, niż do dwójki liderów.

Jeszcze do niedawna można było sądzić, że najskuteczniejszy od lat wśród polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych Lewandowski w końcu zostanie zdetronizowany przez Krzysztofa Piątka, który w barwach Genoi i AC Milan w tym sezonie nazbierał 19 goli. Ale „Lewy” nadrobił w ostatnich tygodniach stratę do Piątka i w miniony weekend zdobywając w meczu w Freiburgiem 19. gola w obecnych rozgrywkach zrównał się z napastnikiem AC Milan pod względem liczby trafień. Obaj zatem przewodzą w wewnętrznej, polskiej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego napastnika, ale mają za plecami silną konkurencję. Tylko jedno trafienie mniej na koncie ma szalejący w tym sezonie w duńskiej ekstraklasie Kamil Wilczek. Na wysokie miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” ten piłkarz nie ma szans, bo duńska liga ma niższy współczynnik od włoskiej i niemieckiej, dlatego w punktacji jest niżej od Arkadiusza Milika, który w wygranym przez jego SSC Napoli 4:1 na wyjeździe niedzielnym meczu z AS Roma zdobył 16. bramkę w tym sezonie. Poza tym, że była wyjątkowej urody, była też najszybciej strzelonym golem przez Milika w lidze włoskiej.

Piąty na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy za granicą jest grający w chorwackim NK Gorica Łukasz Zwoliński, który zdobył dotąd 10 bramek. Ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o tytuł najskuteczniejszego rozegra się między tercetem Lewandowski – Piątek – Milik. Faworytem jest „Lewy”, ale w tym roku najbardziej regularnie z nich trafia… Milik.

 

Szczęsny bronił, Piątek nie strzelił, Milik trafił

Juventus wygrał u siebie z Empoli 1:0 w 29. kolejce Serie A i umocnił się na prowadzeniu. Był to mecz polskich bramkarzy, bo w zespole „Starej Damy” cały mecz rozegrał Wojciech Szczęsny, zaś w bramce rywali Bartłomiej Drągowski.

Wypożyczony z Fiorentiny do Empoli 22-letni Drągowski został pokonany w 72. minucie przez 19-letniego włoskiego napastnika Moise Keana. Nastolatek zagrał w tym sezonie dopiero po raz piąty, z czego czterokrotnie wchodził z ławki rezerwowych, a mimo to zdobył już trzy bramki. W barwach Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo. Portugalczyk doznał kontuzji w meczu Portugalii z Serbią (1:1), a ponieważ w lidze włoskiej Juventus na pięć kolejek przed końcem sezonu ma już mistrzostwo w kieszeni, gwiazdor mógł odpocząć. Szczęsny wolnego nie dostał, ale spisał się bez zarzutu i zanotował kolejny w tym sezonie występ bez straty gola.

Kibice „Starej Damy” mogli być zadowoleni, że półtora roku temu szefowie klubie zdecydowali się zatrudnić Polaka, a nie Gianluigiego Donnarummę. Bramkarz reprezentacji Włoch popełnił kompromitujący błąd już w 1. minucie meczu AC Milan z Sampdorią Genua, wykopując piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika rywali Gregoire Defrela. Krzysztof Piątek tym razem był w cieniu i niczego ważnego nie dokonał, zaliczając kolejny mecz z rzędu bez gola. Jego licznik zatrzymał się na 19. trafieniach. Tyle samo goli ma na koncie Cristiano Ronaldo, ale liderem klasyfikacji strzelców jest napastnik Sampdorii 36-letni Fabio Quagliarella, zdobywca 21 bramek. W ekipie z Genui przeciwko AC Milan z Polaków zagrał tylko Karol Linetty, bo Bartosz Bereszyński po kontuzji jeszcze nie wrócił do swojej optymalnej dyspozycji. W niedzielę błysnął natomiast Arkadiusz Milik, który kapitalnym golem otworzył wynik wygranego przez SSC Napoli 4:1 wyjazdowego spotkania z AS Roma.

 

Orły wśród słabeuszy

Mecz z mającą wielkie aspiracje i trudną do pokonania na jej terenie drużyną Austrii nie był wybitnym występem reprezentacji Polski. Biało-czerwoni wygrali jednak 1:0 i dali dowód, że mimo słabszego okresu to on są w grupie G faworytami do awansu.

Trener Jerzy Brzęczek przed czwartkowym meczem podjął trzy istotne decyzje kadrowe. Pierwsza – wybrał bramkarza numer 1 i postawił na Wojciecha Szczęsnego, druga – wbrew spekulacjom mediów nie wystawił do gry swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, i wreszcie trzecia, najmniej fortunna – posadził na ławie Krzysztofa Piątka, a do gry u boku Roberta Lewandowskiego wystawił Arkadiusza Milika. Nie była to trafna decyzja, bo Milik zmagał się przed meczem z jakąś infekcją i na dobrą sprawę to on powinien usiąść na ławie. W przerwie został zmieniony, ale o dziwo – nie przez Piątka, tylko Przemysława Frankowskiego. Dopiero wtedy, gdy urazu doznał Piotr Zieliński, selekcjoner biało-czerwonych posłał w jego miejsce Piątka, a napastnik AC Milan zawstydził go zdobywając zwycięską bramkę.

Piątek tym trafieniem przyćmił trochę Roberta Lewandowskiego, ale bez wątpienia to kapitan naszej reprezentacji zasłużył na wyższe oceny. „Lewy” znów wprawdzie nie zdobył bramki, lecz bez dwóch zdań był jednym z najlepszych graczy w polskiej drużynie. W niedzielnym meczu z Łotwą na Stadionie Narodowym (zakończył się po zamknięciu wydania) cała drużyna powinna w podzięce grać na niego z całych sił, żeby wreszcie trafił do siatki.

Także Piątek, chociaż ten piłkarz jest teraz w takim strzeleckim amoku, że na boisku interesuje go tylko zdobywanie bramek. A już na pewno powinien to robić Kamil Grosicki, który w spotkaniu z Austriakami żadnej ze swoich akcji skrzydłami nie zakończył celnym podaniem. Jeśli dodamy do tego beznadziejnie niecelne dośrodkowania z rzutów rożnych i liczne błędy w grze defensywnej, rodzi się poważna wątpliwość co do przydatności tego piłkarza w kadrze. Niestety, ma on w polskich mediach sporą grupę sympatyków zupełnie ślepych na te mankamenty i dostaje od nich wysokie noty, które zaciemniają faktyczny obraz.
W sumie jednak po meczu z Austrią humory kibiców się poprawiły, bo wreszcie po serii sześciu spotkań bez zwycięstwa biało-czerwoni wygrali mecz. Był to też pierwszy triumf Brzęczka w roli selekcjonera kadry. Nikt nie miał wątpliwości, że w niedzielę reprezentacja pod jego wodzą także wygra, chociaż sporą grupę zawodników dopadło przeziębienie. Drużyna Łotwy jest chyba najsłabsza w grupie (w czwartek przegrała z Macedonią na wyjeździe 1:3) i nie wygrać z nią to dzisiaj obciach.

 

Wiedeński test Szczęsnego

Zanim trener Jerzy Brzeczek podał skład biało-czerwonych na mecz z Austriakami, ujawnił na którego z bramkarzy postawi. Zapowiedział, że przez najbliższe pół roku numerem 1 w bramce będzie Wojciech Szczęsny.

Brzęczek o swoim wyborze bramkarz poinformował oficjalnie. „To była trudna decyzja, bo dla mnie zarówno Wojtek Szczęsny, jak i Łukasz Fabiański są równorzędnymi zawodnikami i każdemu należy się pozycja numer 1 w bramce. Ale przepisy pozwalają na wystawienie do gry tylko jednego zawodnika w bramce. Szczęsny jest moim wyborem na pierwsze półrocze eliminacji. Jak będzie w jesiennych meczach pokaże przyszłość” – zaznaczył selekcjoner biało-czerwonych. Trudno mieć do niego o to pretensje. Jakąś decyzję podjąć musiał.

Ale ta była chyba najłatwiejsza. W wyborze zawodników w środku pola w jego przedmeczowych wypowiedziach dało się wyczuć wahanie. Oczywiście nie w przypadku wszystkich dziesięciu graczy. Pewniakami w jego personalnej układance byli Robert Lewandowski, Kamil Glik, Jan Bednarek, Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński, przewidywanie reszty składu to już były jedynie spekulacje, zależne od taktycznego ustawienia zespołu. Brzęczek zdradził jedynie, że rozpatruje wyłącznie dwa warianty: 1-4-4-2 oraz 1-4-2-3-1. Odrzucał tym samym pojawiające się w mediach sugestie, że powinien wykorzystać znakomitą formę strzelecką Lewandowskiego, Krzysztof Piątka i Arkadiusza Milika i zagrać z Austrią trzema napastnikami.

„Na pewno drużyna jest lepsza niż przed mundialem w Rosji. Decydującym momentem jest to, czy już jest w stanie to pokazać, na co bardzo liczymy. Miniony rok nie był dla nas udany, rozczarowanie było bardzo duże, ale uważam, że jesienne mecze, chociaż żadnego nie wygraliśmy, pokazały duży potencjał zespołu. Dziś pozycja zawodników kadry w klubach jest silniejsza niż była w ubiegłym roku. Naszym zadaniem jest wykorzystać w stu procentach jakość, jaką wypracowali w klubach” – podkreślał Brzęczek, zarówno w wypowiedziach dla polskich, jak i austriackich mediów. Starał się też rozwiać wątpliwości w kwestii swoich relacji z Lewandowskim. „Robert jest najlepszym strzelcem w historii naszej reprezentacji. Wiadomo, jak ważną jest postacią w polskiej piłce. Cała drużyna liczy na jego skuteczność tak, jak w poprzednich eliminacjach. To jest nasz kapitan, nasza największa gwiazda, na której spoczywa wielka odpowiedzialność” – przekonywał.

Podobnie uważał trener zespołu Austrii Franco Foda, który nie ukrywał, że wyłączenie z gry Lewandowskiego będzie kluczowe dla wyniku spotkania. Mecz z Polska był dla selekcjoner austriackiej kadry 13. w tej rol. Jego bilans jest duo lepszy ni Brzęczka (sześć meczów, trzy remisy i trzy porażki): osiem zwycięstw, jeden remis i trzy porażki. 52-letni niemiecki szkoleniowiec zaczął pracę od pięciu zwycięstw z rzędu. Pokonał m.in. Urugwaj (2:1), Rosję (1:0) i Niemcy (2:1). W Lidze Narodów Austriacy rywalizowali w grupie B trzeciej dywizji z Irlandią Północną oraz Bośnią i Hercegowiną, zajmując drugie miejsce.
Na starcie eliminacji do Euro 2020 pokonanie uważanej za najmocniejsza w grupie reprezentacji Polski byłoby idealnym otwarciem. Foda nie mógł skorzysta z kilku kluczowych piłkarzy, ale ich absencji bagatelizował. „Zmieniają się piłkarze, ale nie nasz plan gry” – zapewniał w wypowiedziach.

I dawał do zrozumienia, że kluczem do powodzenia jego zespołu będzie szczelna defensywa. „ Polacy mają mocną ofensywę z Lewandowskim z Bayernu, Milikiem z Napoli i Piątkiem z Milanu, więc nie możemy podjąć z nimi otwartej gry. Podstawą naszego sukcesu będzie solidna defensywa. Chcemy jak najbardziej zabezpieczyć przestrzenie między formacjami” – zdradzał swój plan Foda.

O dziwo, Brzęczek mówił podobnie. „Nie możemy się koncentrować tylko na ofensywie i pięknej grze, bo decydująca będzie zdyscyplinowana gra w defensywie. Austriacy potrafią bezwzględnie wykorzystać okazję, jeśli trafią na drużynę lekceważącą tę zasadę” – zapewniał. I mieliśmy nadzieję, że wie, co mówi. Nie napiszemy jednak jak było faktycznie, bo mecz Austria – Polska zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Wiedeński test kadry

Jeśli wierzyć zapewnieniom selekcjonera Jerzego Brzęczka, reprezentacja Polski jest gotowa do czwartkowego meczu z Austrią – pierwszego w eliminacjach Euro 2020. Ale bukmacherzy są sceptyczni w ocenie szans biało-czerwonych i za zdecydowanego faworyta tej potyczki uważają zespół gospodarzy.

Wybrańcy Jerzego Brzęczka stawili się na zgrupowanie kadry w Warszawie w ustalonych terminach. Pod hotel Double Tree podjeżdżali samochodami, co dla niektórych było dobrą okazją do pochwalenia się swoimi „brykami”. Motoryzacyjne preferencje kadrowiczów zlustrował „Super Express” i wedle opinii tabloidu najdroższym autem pochwalił się Wojciech Szczęsny. „Bramkarza Juventusu Turyn podwiozła żona Marina, a kibice zachwycali się luksusowym Bentleyem wartym ponad milion złotych!” – pisał „SE”.

Niewiele mniejsze wrażenie zrobił Maybach Roberta Lewandowskiego, którego cenę tabloid oszacował na milion złotych. Kapitan biało-czerwonych nie powoził jednak osobiście luksusową bryką, tylko robił to jego ochroniarz. Ale już Arkadiusz Milk podjechał pod hotel Mercedesem klasy A za niewiele ponad sto tysięcy złotych, zaś Krzysztof Piątek w ogóle nie podjął wyzwania, bo przyjechał taksówką.

Trzeba jednak przyznać, że w wydatkach na samochody nasi piłkarze nie oszczędzają i pod hotelem Double Tree urządzili (oprócz Piątka) mały motoryzacyjny pokaz aut z górnej półki cenowej. Wielkiej publiczności jednak nie mieli, bo po nieudanych mistrzostwach świata w Rosji i kiepskich występach w drugiej połowie ubiegłego roku, popularność reprezentantów mocno spadła i póki co pod hotelem nie gromadzą się już takie tłumy fanów jak miało to miejsce przed rosyjskim mundialem. Euforię fanów mogą odrodzić tylko zwycięstwa i awans do finałów mistrzostw Europy. Tylko czy reprezentację Polski na to teraz stać?

Bukmacherzy są sceptyczni

Mimo absencji kilku czołowych graczy kadry Austrii, w zakładach bukmacherskich wyżej stoją akcje gospodarzy czwartkowego meczu. Za każdą złotówkę postawioną na Austriaków można zarobić, w zależności od bukmachera, średnio około 2-3 zł. Za trafnie wytypowane zwycięstwo biało-czerwonych, a także remisu, w zakładach płacone jest 3,5 do 1. Kiepska strzelecka passa Roberta Lewandowskiego w reprezentacji też znalazła odbicie w bukmacherskich stawkach – za każdą złotówkę postawioną na to, że w spotkaniu z Austrią ustrzeli hat-tricka, są gotowi płacić 40 złotych. Nie mają natomiast żadnych wątpliwości co do hierarchii napastników w polskiej kadrze – w zakładach o to, który z nich zagra w podstawowym składzie najmniej da się zarobić stawiając na „Lewego”, a najwięcej stawiając na Piątka.

Na szczęście to nie bukmacherzy decydują o wynikach i personalnych wyborach (na szczęście póki co nie ma dowodów, że jest inaczej), więc kibice bardziej kierują się opiniami trenerów i zawodników. A w nich obraz sytuacji prezentuje się zgoła odwrotnie. Trener Austriaków Franco Foda w licznych wywiadach podkreślał klasę polskich piłkarzy i zazdrościł Jerzemu Brzęczkowi zwłaszcza kłopotu bogactwa w linii ataku. „My nie mamy napastników tej klasy. Prawdę mówiąc, w mojej drużynie grałby Łukasz Teodorczyk, dla którego w polskiej kadrze zabrakło miejsca” – przyznał austriacki szkoleniowiec. Tak do końca nie można mu jednak wierzyć, bo nie bez powodu po losowaniu grup uśmiechał się od ucha do ucha. W grupie G oprócz Polski i Austrii znalazły się jeszcze zespoły Izraela, Macedonii i Słowenii, ale w powszechnej ocenie o awans bić się będą Polacy i Austriacy. Dlatego czwartkowe spotkanie w Wiedniu jest takie ważne.

Znów mamy boską drużynę?

Brzęczek na początku zgrupowania kadry podczas spotkania z dziennikarzami przeciął spekulacje na temat gry trzema napastnikami. Takie ustawienie sugerowały polskie media zachwycone kapitalną formą strzelecką Lewandowskiego, Piątka i Milika. Selekcjoner biało-czerwonych zamknął jednak temat. „Zaczynając pracę z kadrą mówiłem, że bazowymi ustawieniami będą 1-4-2-3-1 oraz 1-4-4-2. Tak chcemy grać w najbliższych meczach” – stwierdził Brzęczek. No cóż, takie jego prawo, ale warto zauważyć, że nasza reprezentacja pod jego wodzą stosując oba te taktyczne warianty jeszcze nie wygrała meczu. Nie ma co robić z tego tajemnej wiedzy. Prawda jest taka, że to nie systemy taktyczne, nawet najbardziej wymyślne, grają na boisku, tylko piłkarze. Podstawą sukcesu jest zatem wybór odpowiednich zawodników.

Brzęczek ma do dyspozycji 28 graczy, a przed meczem z Austrią zdąży przeprowadzić z nimi tylko jeden normalny trening. Jeśli zatem miałby na jego podstawie dokonać selekcji, to całkiem niewykluczone, że w czwartek o 20:45 na murawę wiedeńskiego stadionu wyjdzie w biało-czerwonych barwach, jak zwykł to określać Jan Tomaszewski – „boska drużyna, bo tylko Bóg wie, jak ona w meczu zagra.

W najlepszych czasach Adama Nawałki ten dowcip został odesłany do lamusa i zaczęliśmy wierzyć, że nigdy go już nie trzeba będzie przytaczać. Po mundialu w Rosji i sześciu meczach Brzęczka bez zwycięstwa sytuacja się zmieniła i ponownie przed meczem biało-czerwonych nie mamy pewności, którzy piłkarze w nim zagrają i jak w nim zagrają. Co gorsza, nie mamy też przekonania, że jakąś wiedzę na ten temat posiada selekcjoner.

 

Niespodziewany kłopot Brzęczka

Do pierwszych meczów reprezentacji Polski o punkty w eliminacjach Euro 2020 coraz bliżej. W tej chwili wygląda na to, że selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek największy problem będzie miał z obsadą… linii ataku.

W znudzonych wieloletnią dominacją Roberta Lewandowskiego polskich mediach od jakiegoś czasu trwa festiwal zachwytów nad wyczynami Krzysztofa Piątka w AC Milan, który co jakiś czas tylko przerywa jakimś spektakularnym wyczynem rywalizujący z nim w Barwach SSC Napoli Arkadiusz Milik. Lewandowski w lutym przegrywał strzelecką rywalizację z młodszymi kolegami z kadry, więc coraz częściej zaczęły pojawiać się sugestie, że skoro mamy trzech takich świetnych napastników, to może w marcowych meczach z Austria i Łotwą Brzęczek powinien całą trójkę wystawić do gry. Na poparcie tej śmiałej sugestii przytaczano dokonania tercetu LPM, z których jasno wynika, że ma on obecnie lepszą skuteczność nawet od napastników reprezentacji Francji, czyli aktualnych mistrzów świata. Lewandowski, Piątek i Milik w tym sezonie łącznie zdobyli już 66 bramek.

Piątek w barwach Genoi i Milanu zaliczył we wszystkich meczach 26 trafień, „Lewy” 25, a Milik 15. Poza tym Piątek z 18 golami jest wiceliderem strzelców Serie A, a Lewandowski z 13 golami wiceliderem w Bundeslidze oraz z ośmioma jest najskuteczniejszym graczem Ligi Mistrzów. Z kolei Piątek jest najskuteczniejszy w Pucharze Włoch (8 bramek, najlepszy wynik w tych rozgrywkach od 15 lat), zaś Milik trafia do siatki rywali najczęściej z wszystkich graczy Serie A, co 103 minuty.
Z łącznym dorobkiem 66 bramek nasi snajperzy nie mają sobie równych w porównaniu z reprezentacjami innych europejskich nacji. Uwzględniając tylko pięć najsilniejszych lig na Starym Kontynencie (angielską, francuską, hiszpańską, niemiecką i hiszpańską), kroku Polakom dotrzymują jedynie Francuzi, których kwartet reprezentacyjnych napastników zdobył dotąd 65 bramek (Kylian Mbappe 27 dla Paris Saint-Germain, Antoine Griezmann 18 dla Atletico Madryt, Alassane Plea 13 dla Borussii Moenchengladbach i Olivier Giroud siedem dla Chelsea Londyn).

Didier Deschamps nie musi zatem niczego Brzęczkowi zazdrościć, ale inni selekcjonerzy już mają czego. Wicemistrzowie świata Chorwaci Andrej Kramarić (Hoffenheim) i Ante Rebić (Eintracht Frankfurt) zaliczyli łącznie 24 gole. Mario Mandzukić zakończył już karierę reprezentacyjną, ale nawet doliczenie jego dorobku z Juventusu Turyn (9 goli) Chorwatom pod względem skuteczności wciąż byłoby daleko do Polaków. Podobnie jak liderom rankingu FIFA Belgom (w sumie czterech graczy uzbierało 27 goli) czy czwartym na mundialu w Rosji Anglikom (42 gole).

Czy te liczby przekonają Brzęczka do gry trójką napastników? Na pewno nie. No to może chociaż dwójką? Z tego co ostatnio na ten temat mówił, też raczej nie. Miejmy chociaż nadzieję, że postawi na napastnika w najwyższej formie.

 

Piątek dogania CR7

Krzysztof Piątek znów zadziwił. „El Pistolero” w 24. kolejce Serie A strzelił dwa gole dla AC Milan w wygranym na wyjeździe 3:1 meczu z Atalantą Bergamo i z 17 golami na koncie awansował na drugie miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Jej liderem Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który dla Juventusu zdobył 19 bramek.

Od debiutu w barwach „Rossonerich” Piątek zdobył już sześć bramek (jedną w Pucharze Włoch), zaś z dorobkiem uzbieranym w zespole Genoi ma na koncie już 17 ligowych trafień. Trener AC Milan Gennaro Gattuso nieoczekiwanie w 68. minucie zdjął polskiego napastnika z boiska i w jego miejsce wystawił Patricka Cutrone, ale wynik spotkania już nie uległ zmianie. AC Milanobecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 42 punktów, zaś Atalanta z 38 punktami jest na piątej pozycji. W tabeli Serie A AC Milan wyprzedzają – o jedno „oczko” lokalny rywal Inter, o 10 pkt SSC Napoli, a na czele stawki znajduje się Juventus Turyn, który po wygranej 3:0 z Frosione (cały mecz w bramce turyńczyków rozegrał Wojciech Szczęsny) ma w dorobku 66 pkt. Inter i Napoli swoje mecze rozegrały w niedzielę wieczorem – mediolańczycy z Sampdorią Genua (Bartosz Bereszyński i Karol Linetty), a neapolitańczycy (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński) z AC Torino. Piątek po sobotnim występie zajmował drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Za jego plecami byli Fabio Quagliarella z Sampdorii (16 goli), Duvan Zapata z Atalanty (16 goli), Arkadiusz Milik (12 goli) oraz Francesco Caputo z Empoli (11 goli) i Ciro Immobile z Lazio (11 goli).

Kibice AC Milan powoli dostają bzika na punkcie Piątka, a włoskie media poświęcają polskiemu napastnikowi coraz więcej miejsca. Ostatnio wzięły na tapetę jego zarobki. Okazuje się, że wysokość kontraktu Piątka z mediolańskim klubem jest uzależniona od liczby strzelonych przez niego goli. Bonusy zaczynają się jednak dopiero od pięciu bramek. Ten wymóg Polak już spełnił w spotkaniu z Atalantą, ale maksymalny pułap zarobków osiągnie dopiero po strzeleniu 25 goli.

W Genoi Piątek miał kontrakt gwarantujący mu rocznie 400 tys. euro. W mediolańskim klubie zaoferowano mu gażę w wysokości 1,8 mln euro plus wspomniane bonusy. „Jego kontrakt jest pełen nagród, z wieloma pośrednimi szczeblami. Jeśli Piątek w takim tempie będzie trafiał do siatki, to bez problemu zgarnie najwyższy bonus za 25 goli” – przekonuje „La Gazzetta delo Sport”. Włosi są pod wrażeniem wyczynów Piątka, który w pięciu meczach zdobył już sześć goli i z marszu stał się gwiazdą mediolańskiego zespołu. Podkreślają też to, że Polak został bardzo dobrze przyjęty przez zespół i kibiców, a nawet z podziwem zauważają, że jak na gwiazdę przystało zamieszkał w Piazza Gae Aulenti, najnowocześniejszy części miasta w centrum Mediolanu.

Krzysztof Piątek, 24. kolejka Serie A, AC Milan – Atalanta Bergamo 3:1,  Cristiano Ronaldo, Juventus Turyn, AC Milan, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Ciro Immobile, Francesco Caputo, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Fabio Quagliarella

Wyścig snajperów w polskiej kadrze

Na czele aktualnego rankingu najskuteczniejszych polskich piłkarzy znajduje się Robert Lewandowski, który w tym sezonie zdobył już 25 bramek. Tuż za nim z 23 trafieniami w barwach Genoi i AC Milan plasuje się rewelacja włoskiej Serie A Krzysztof Piątek. Trzeci w tym zestawieniu Kamil Wilczek strzelił dla Broendby Kopenhaga 16 goli, a czwarty Arkadiusz Milik dla SSC Napoli zdobył 13 bramek.

Lewandowski i Piątek odskoczyli innym polskim napastnikom w liczbie strzelonych goli, ale trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powinien na bieżąco śledzić także dokonania graczy z dalszych miejsc na liście, bo sezon jest wyczerpujący, ryzyko kontuzji przez to wielkie, więc trzeba zakładać, że eksploatowanych do maksimum w klubowych zespołach snajperów może przed marcowymi meczami biało-czerwonych dopaść jakieś nieszczęście, choćby kontuzja.

Pierwsze miejsce „Lewego” w wyścigu polskich snajperów nie jest zaskoczenia. W obecnym sezonie kapitan naszej reprezentacji zdobył już dla Bayernu Monachium 25 bramek w 29 meczach. Krzysztof Piątek jest jednak od niego gorszy tylko o dwa trafienia (w sumie strzelił już 23 gole). Kolejny w zestawieniu jest Kamil Wilczek, który zdobył dla Broendby 13 bramek, a w sumie ma ich na koncie 16, co czyni go drugim pod względem skuteczności zawodnikiem duńskiej ekstraklasy. Tuż za nim sklasyfikowany jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, autor 13 trafień w tym sezonie (12 w Serie A i jedno w Pucharze Włoch). Jedenaście goli na koncie (dziewięć dla Jagiellonii Białystok i dwa dla PAOK Saloniki) ma na koncie Karol Świderski, a o jedno mniej występujący nieregularnie w bułgarskim Łudogorcu Razgrad Jakub Świerczok (ma trzy bramki w lidze, dwie w Pucharze Bułgarii, aż cztery w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i jedną w fazie grupowej Ligi Europy).

Poza kadrą Polski znajduje się Łukasz Zwoliński (z 9 golami jest w zestawieniu za Świerczokiem), który w chorwackiej lidze walczy o tytuł króla strzelców, więc może nie warto tracić go z pola widzenia. Zwłaszcza że powołany na jesienne mecze Adam Buksa z Pogoni Szczecin ma gorsze osiągnięcia od niego, bo tylko sześć trafień na koncie, tyle samo co trochę zapomniany Mariusz Stępiński, który jednak te bramki zdobył w Serie A, na dodatek w najsłabszym w tej lidze zespole Chievo Werona. A przecież nie można wykluczyć, że do tego grona dołączą wkrótce przeżywający obecnie trudne dni Łukasz Teodorczyk i Dawid Kownacki.

W tej chwili obaj prowadzący w wewnętrznej rywalizacji polskich snajperów gracze mogą spodziewać się powołania na marcowe mecze. Bez obaw na decyzję trenera Brzęczka czeka też Milik. Kamil Wilczek wypadł z kadry jeszcze za kadencji Adama Nawałki, a jego następca nawet nie raczył napastnika Broendby Kopenhaga sprawdzić, chociaż Wilczek w rundzie jesiennej imponował strzelecką formą.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że jeśli chodzi o polskich snajperów to w ostatnich tygodniach najgłośniej było o Piątku, ale najrówniej z nich grał jednak Lewandowski. Wartość kapitana biało-czerwonych wychodzi zwłaszcza przy tzw. punktacji kanadyjskiej, w której liczą się łącznie bramki i asysty. „Lewy” jest w niej poza konkurencją, bo w tym sezonie zaliczył już 11 asyst, co w połączeniu z golami sprawia, że przyczynia się do zdobycia gola przez Bawarczyków co 72 minuty. „El Pistolero”, jak nazywają Piątka Włosi, który jako jedyny stara się nadążyć za narzuconym przez „Lewego” tempem w zdobywaniu bramek, ma na koncie tylko jedną asyst. Inni nasi snajperzy nie są wiele lepsi. Dlatego królem w tym towarzystwie wciąż jest Lewandowski.

 

Messi na czele wyścigu snajperów

W rywalizacji o „Złotego Buta” prowadzi zdecydowanie as Barcelony Leo Messi. W czołowej „30” zestawienia znajduje się trzech polskich piłkarzy – najwyżej obecnie jest Krzysztof Piątek (14 goli(, a pod koniec stawki ex aequo Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik (obaj maja po 12 trafień).

Niekwestionowanym liderem klasyfikacji „Złotego Buta, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, jest obecnie argentyński gwiazdor Barcelony. Messi w tym sezonie strzelił w hiszpańskiej lidze już 21 goli. Przypomnijmy, że w tej klasyfikacji o miejscu w stawce nie decyduje tylko liczba zdobytych bramek, lecz punkty uzyskiwane według mnożnika wynikającego z miejsca krajowej ligi w rankingu EUFA. Najwyższy mnożnik, razy 2, ma pięć lig – Hiszpańska, angielska, niemiecka, włoska i francuska. Messi zatem za 21 goli dostaje 42 punkty.
Najwięcej bramek w klasyfikacji mają zawodnicy występujący w słabszych ligach, ale ze względu na niski współczynnik (1) zajmują dalsze lokaty. Najlepszy z nich jest obecnie ósmy w zestawieniu Brazylijczyk Liliu, zawodnik estońskiego Nomme Kalju (31 goli). Tylko jedno trafienie mniej mają na koncie Gruzin Zakaria Beglarszwili z estońskiego klubu Flora Tallinn i Brazylijczyk Paulinho ze szwedzkiego BK Hacken, zaś 29 goli strzelił dla FC Dundalk Irlandczyk Patrick Hoban.
Top 25 klasyfikacji Złotego Buta
1. Leo Messi (Barcelona) – 21 goli, 42 pkt;
2. Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) – 18 goli, 36 pkt;
3. Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) – 17 goli, 34 pkt;
4. Edinson Cavani (Paris Saint-Germain) – 16 goli, 32 pkt;
5. Fabio Quagliarella (Sampdoria Genua) – 16 goli, 32 pkt;
– Nicolas Pepe (Lille) – 16 goli, 32 pkt;
– Mohamed Salah (FC Liverpool) – 16 goli, 32 pkt;
8. Liliu (Nomme Kalju, Estonia) – 31 goli (współczynnik 1), 31 pkt;
9. Mbaye Diagne (Kasimpasa, Turcja) – 20 goli (współczynnik 1,5), 30 pkt;
10. Zakaria Beglarishvili (Flora Tallinn, Estonia) – 30 goli (współczynnik 1), 30 pkt;
– Paulinho (BK Hacken, Szwecja) – 20 goli (współczynnik 1,.5), 30 pkt;
– Luis Suarez (Barcelona) – 15 goli, 30 pkt;
– Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) – 15 goli, 30 punktów;
14. Pierre-Emerick Aubameyang (Arsenal Londyn) – 15 goli, 30 pkt;
15. Patrick Hoban (Dundalk FC) – 29 goli (współczynnik 1) – 29 pkt;
16. Luka Jovic (Eintracht Frankfurt) – 14 goli, 28 pkt;
– Krzysztof Piątek (Milan) – 14 goli, 28 pkt;
– Sergio Aguero (Manchester City) – 14 goli, 28 pkt;
– Harry Kane (Tottenham Hotspur) – 14 goli, 28 pkt;
20. Nikolay Komlichenko (FK Mlada Boleslav) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Robert Skov (FC Kopenhaga) – 18 goli, współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Luuk de Jong (PSV Eindhoven) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Roman Debelko (FCI Levadia) – 27 goli (współczynnik 1), 27 pkt;
Linus Hallenius (GIF Sundsvall, Szwecja) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
25. Neymar (Paris Saint-Germain) – 13 goli, 26 pkt;
26. Robert Lewandowski (Bayern) – 12 goli, 24 pkt
– Arkadiusz Milik (SSC Napoli) – 12 goli, 24 pkt.