Milik wypadł z gry

W przeddzień towarzyskiego meczu z Islandią PZPN ogłosił, że Arkadiusz Milik z powodu urazu łąkotki jednak nie zagra w finałach mistrzostw Europy. Trener Paulo Sousa nie powołał w jego miejsce innego piłkarza.

Milik doznał urazu łąkotki w lewym kolanie pod koniec ostatniego meczu ligowego Olympique Marsylia z FC Metz. Po przyjeździe na zgrupowanie kadry zgłosił uraz i zrobiono mu rezonans, ale w ocenie sztabu medycznego naszej reprezentacji kontuzja nie wyglądała na poważną. Potwierdził to też hiszpański specjalista od tego typu urazów doktor Ramon Cugat, do którego Milik pojechał na konsultacje. On też odradzał zabieg, więc Milik przez cały ostatni tydzień trenował indywidualnie, głównie jednak pływając w basenie i na rowerze stacjonarnym. Dopiero od piątku zaczął ćwiczyć na boisku z piłką i wtedy uszkodzona łąkotka zastrajkowała. Ostateczna decyzja miała zapaść we wtorek po meczu z Islandią, ale już po poniedziałkowym treningu PZPN wydał komunikat, że Milik jednak w turnieju Euro 2021 nie wystąpi. To poważne osłabienie naszej reprezentacji, bo napastnik Olympique Marsylia w ostatnich tygodniach prezentował wysoka formę i w planach trenera Sousy miał być partnerem dla Roberta Lewandowskiego w linii ataku.
Portugalski szkoleniowiec był skłonny zostawić Milika w kadrze, gdyby była nadzieja, że wróci do pełni zdrowia w przyszłym tygodniu. Niestety, jeśli wierzyć w wieści dochodzące z Opalenicy, napastnika Olympique Marsylia czeka co najmniej miesięczny rozbrat z futbolem. „Wcześniej przez kontuzję straciliśmy Krzysztofa Piątka, a teraz Arka Milika, jednego z najlepszych obecnie napastników w Europie. W moim przekonaniu mógł wraz z Robertem Lewandowskim stworzyć być może nawet najlepszy duet napastników w tych mistrzostwach” – przekonywał portugalski selekcjoner biało-czerwonych, który teraz w formacji ataku ma do dyspozycji, oprócz „Lewego”, jedynie Karola Świderskiego i Jakuba Świerczoka oraz zmagającego się z rwą kulszową Dawida Kownackiego.
Sousa przed spotkaniem z Islandią tak ocenił dotychczasowe przygotowania kadry Polski do Euro 2021. „Zrobiliśmy wszystko, co planowaliśmy. W pierwszym tygodniu była odpowiednia intensywność. W meczu z Rosją zobaczyliśmy brak pewnej regularności, ale to część procesu. Nie jest łatwo zmienić grę drużyny, bo wracają wcześniejsze przyzwyczajenia. Dużo jednak rozumiemy. W drugim tygodniu ograniczyliśmy objętość pracy. Także jednak było ciężko pod względem kondycyjnym. Jutro chcemy utrzymać graczy w dobrej kondycji i zobaczyć to, co trenowaliśmy. Nie wprowadzaliśmy wielu nowych rzeczy. Organizacja była niesamowita. Muszę podziękować naszej federacji. Możemy zobaczyć interakcje między zawodnikami. Na boisku jest skupienie, ale poza murawą zawodnicy są nie jak koledzy, a jak przyjaciele. Chcemy, by ta energia utrzymała się przez cały nasz występ w turnieju. Wprowadzam pewne pomysły z federacją, która już wcześniej wybrała Opalenicę na miejsce zgrupowania. Gdy je zobaczyłem, byłem zachwycony. Potem musieliśmy ze sztabę wcielić plan w praktykę. Każdy jest częścią procesu. Ważne są zwłaszcza doświadczenia zawodników. Sposób, w jaki radzą sobie ze wszystkim, co było zorganizowane i jak wchodzili w interakcje z innymi. Presja jest naturalna w momencie rywalizacji. Razem jesteśmy silni” – zapewnia Paulo Sousa.
Efekty jego pracy wciąż są w Polsce niedoceniane, ale już nie przez ludzi z branży z zewnątrz. Dowodzi tego choćby ocena wydana polskiej reprezentacji przez selekcjonera kadry Islandii Arnara Vidassona. „Z przyjemnością patrzy się teraz na grę polskiej drużyny, bo jest nowoczesna, ofensywna, piłkarze wymieniają pozycje, często atakują wysokim pressingiem. Pamiętam polski zespół sprzed kilku lat i wtedy jego gra wyglądała inaczej. Ale swoją opinię opieram jednak tylko na ostatnim meczu Polaków z Rosją, który bardzo mi się podobał” – powiedział Vidasson.
Selekcjoner reprezentacji Islandii, która do Poznania przyjechała po rozegraniu dwóch spotkań – z Meksykiem (1:2) i Wyspami Owczymi (1:0), nie zamierzał w meczu z Polską walczyć o dobry wynik za wszelką cenę. „Nie zagramy przeciwko polskiej drużynie w najsilniejszym składzie, bo wystawię kilku młodych graczy z kadry U-21. Wynik ma dla nas znaczenie o tyle, że zawsze w każdym meczu międzypaństwowym chcemy zwyciężać. Ale jakiś fajerwerków ze strony rywali się nie spodziewam. W ostatnich meczach przed wielkimi turniejami piłkarze zazwyczaj nie pokazują pełnego spektrum swoich możliwości. Ale Polska ma w kadrze wielu znanych piłkarzy z najsilniejszych lig, z Robertem Lewandowskim na czele, co dla moich piłkarzy może być dodatkową motywacją” – ostrzegał trener Islandczyków Arnar Vidasson.
I słusznie ostrzegał, bo biało-czerwoni z trudem zremisowali z Islandią 2:2.

Polska – Islandia 2:2

Gole: Zieliński (34), Świderski (88) – Gudmundsson (26), Bjarnason (47).

Polska: Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz – Puchacz (80. Rybus), Krychowiak (64. Linetty), Moder, Frankowski (64. Płacheta) – Zieliński (46. Kozłowski), Lewandowski (80. Świaderski) – Świerczok (58. Jóźwiak)

Islandia: Runarsson (46. Kristinsson) – Sampsted, Hermannsson, Bjarnason, Thorarinsson – A. Gunnarsson (87. Thordarson) – Anderson (75. Eyjolfsson), Baldursson (78. Thordarson), B. Bjarnason, A. Gudmundsson (90. Thorsteinsson) – Bodvarsson (84. Gudjohnsen)

Żółte kartki: Krychowiak – Baldursson

Sędziował: Balazs Berke (Węgry).

Widzów: 19 614.

Euro 2020/2021: Nikt nie daje naszym piłkarzom szans

Piłkarska reprezentacja Polski w Opalenicy szlifuje już formę do rozpoczynających się 11 czerwca mistrzostw Europy. Na razie piłkarze trenują jednak na pół gwizdka, a największym zmartwieniem selekcjonera Paulo Sousy zdaje się być kontuzja łąkotki z jaką przyjechał na zgrupowanie Arkadiusz Milik.

Według doktora kadry Jacka Jaroszewskiego uraz nie przekreśla szans Milika na grę w turnieju Euro 2020. Sztab medyczny naszej kadry przygotował szczegółowy plan doprowadzenia napastnika Olympique Marsylia do pełnego treningu i optymalnej dyspozycji. Ale piłkarz na własną prośbę udał się w czwartek do Barcelony na dodatkową konsultację z doktorem Ramonem Cugatem, u którego w przeszłości się leczył. Wypada mieć nadzieję, że wróci do Opalenicy z dobrymi wieściami. Milik po przeprowadzce do Marsylii szybko nadrobił zaległości wynikłe z przymusowego półrocznego nic nie robienia w SSC Napoli i w 15 ligowych występach zdołał strzelić dziewięć goli i zaliczyć dwie asysty. W majowych występach prezentował naprawdę wysoką formę i miał być wsparciem w linii ataku dla Roberta Lewandowskiego. Gdyby go zabrakło, na liście rezerwowej nie ma ani jednego napastnika (są na niej bramkarz Radosław Majewski, obrońca Robert Gumny i pomocnicy Kamil Grosicki, Sebastian Szymański i Rafał Augustyniak), a ci którzy są w kadrze, Karol Świderski, Dawid Kownacki i Jakub Świerczok, jako zmiennicy czy zastępcy Lewandowskiego raczej nowej jakości do zespołu nie wniosą. Nie ma się co łudzić, że Lewandowski sam wygra mecze ze Słowacją, Hiszpanią i Szwecją, chociaż po jego strzeleckich wyczynach w minionym sezonie takie myślenie zaczyna w Polsce kiełkować. Ale historia poprzednich startów biało-czerwonych w wielkich turniejach uczy, a trochę ich już było, że prowadzi to nieuchronnie do bogoojczyźnianej retoryki i pompowania balona oczekiwań ponad miarę. I kończy się zawsze tak samo – wybuchem powszechnego zawodu, który eksploduje złośliwością i niechęcią. „Lewy” coś takiego już raz przeżył, po mundialu w Rosji, ale teraz w razie niepowodzenia pewnie dostanie mu się od rodaków znacznie mocniej za zawiedzione nadzieje.
Dla nas wszystkich będzie lepiej nie nastawiać się na sukces, tylko przyjąć dla oczekiwań miarę wytyczaną już biało-czerwonym choćby przez bukmacherów. A oni szanse naszej reprezentacji na sukces w turnieju Euro 2021 oceniają raczej nisko. Za każdą postawioną złotówkę na triumf reprezentacji Polski można będzie zarobić 80. Dla porównania kursy na wygraną Anglii czy Francji to 1:6, na Belgię 1:7, na Niemcy 1:8, na Hiszpanię 1:9, a na broniącą tytułu Portugalię 1:10. Szanse Szwedów ocenia się tak samo jak szanse Polakó, na 1:80, a ostatniego z rywali grupowych biało-czerwonych, Słowację, 1:200. Ale nasi południowi sąsiedzi nie są pod tym względem na ostatnim miejscy wśród uczestników mistrzostw. Jeszcze niżej od nich oceniono szanse zespołów Finlandii i Macedonii Północnej – 1:500.
Za prognozowanie szans uczestników Euro 2021 biorą się też naukowcy. Ostatnio pokusili się o to analitycy z uniwersytetu w belgijskim Leuven, którzy przeprowadzili symulacje potencjałów każdej z 24 drużyn. Do swoich wyliczeń użyli algorytmu stworzonego na podstawie analizy wyników ostatnich meczów uczestników Euro 2021. Brali oni pod uwagę potencjał defensywny oraz ofensywny drużyn, wykorzystując liczbę straconych oraz zdobytych goli.
Wyliczenia nie są zbyt optymistyczne dla reprezentacji Polski. Według nich reprezentacja Polski ma 64 procent szans na wyjście z grupy, ale największe prawdopodobieństwo na awans do 1/8 finału dają naszej drużynie z trzeciej lokaty w grupie E (33 procent). Na zajęcie drugiego miejsca dają ekipie Paulo Sousy 29 procent szans, a na zajęcie pierwszego tylko 16 procent. Jeśli chodzi o wyniki meczów to Polsce największe szanse na zwycięstwo dają w spotkaniu ze Słowacją (51 procent). Remis wyliczono na 28 procent, a porażkę na 21. Na pokonanie Szwecji dają naszej drużynie 32 procent, na remis 31, a 37 procent na porażkę. Prognozy na mecz z Hiszpanią to już prawdziwy koszmar – szanse Polski na zwycięstwo oszacowano na 17 procent, na remis 28, a na porażkę aż 58 procent. Z symulacji wynika, że pierwsze miejsce w grupie E zajmie Hiszpania (61 procent), drugie Szwecja (33 procent), a Polska dopiero trzecie (31 procent). Fachowcy z Loeven kompletnie jak widać zlekceważyli Słowaków, co powinno im zostać zapamiętane.
Spójrzmy jednak, co dalej podpowiadają te wyliczenia. Wedle nich jeśli Polacy wyjdą z grupy, to w 1/8 finału trafią na Chorwację, a ponieważ ten zespół jest aktualnym wicemistrzem świata to biało-czerwoni już wygrać z nim nie mają prawa i na tym przeciwniku zakończą swój udział w mistrzostwach Europy. Nasze szanse na dojście do finału są przez analityków z uniwersytetu w Loeven ocenione na zaledwie trzy procent. A największe szanse na końcowy triumf wedle liczb mają Belgowie (29 procent), po nich Hiszpanie i Francuzi (po 14 procent) oraz Włosi i Portugalczycy (po 9 procent). Na szczęście te wszystkie wyliczenia to tylko czysta teoria, bo o wynikach w turnieju Euro 2021, jak w każdym innym, przesądzać będzie aktualna forma zespołów, a nie ich dokonania sprzed roku czy dwóch.
Niestety, pod tym względem obecny potencjał naszej reprezentacji jest wielką niewiadomą. Paulo Sousa przejął ją po Jerzym Brzęczku w styczniu i tak naprawdę dopiero podczas zgrupowania w Opalenicy będzie miał okazję z bliska przyjrzeć się kadrowiczom, zobaczyć jak prezentują się na treningach, jak przyjmują i realizują jego polecenia, wreszcie – jakimi są ludźmi. Wbrew pozorom to może być kluczowy czynnik, bo wśród 26 powołanych do kadry graczy są weterani, jak Glik, Fabiański, Rybus, Krychowiak, Szczęsny, Bereszyński, Bednarek, Zieliński, Skorupski i rzecz jasna Lewandowski, którzy występują w drużynie narodowej od lat i mieli okazję poznać metody pracy kilku selekcjonerów – Franciszka Smudy, Waldemara Fornalika, Adama Nawałki i Jerzego Brzęczka. Paulo Sousa z niejednego piłkarskiego pieca jadł chleb, więc doskonale wie, że kadra polskich piłkarzy nie jest kolektywem zespolonym wspólnym celem jakim jest odniesienie sukcesu w mistrzostwach Europy.
Zwycięstwa w turnieju Euro 2020/2021 nikt w Polsce nie oczekuje. W ocenie szans naszych piłkarzy jako nacja chyba zachowujemy rozsądek, bo przecież widzimy od lat, że wokół Lewandowskiego w biało-czerwonych kostiumach biegają jednak zawodnicy odbiegający klasą od graczy Bayernu Monachium. Nie wszyscy co prawda, ale jednak zdecydowana większość. Pozytywem jest jednak fakt, że w kadrze Sousy znaleźli się piłkarze mocno w swoich klubowych drużynach w minionym sezonie eksploatowani, czyli uważani przez trenerów tych drużyn za niezbędnych. Znamienne zaś jest też to, że w przededniu rozpoczęcia mistrzostw Europy w 26-osobowej kadrze jest de facto tylko dwóch graczy z naszej rodzimej ekstraklasy: 28-letni Jakub Świerczok z Piasta Gliwice i 17-letni Kacper Kozłowski z Pogoni Szczecin. Formalnie jest jeszcze dwóch – Kamil Piątkowski z Rakowa Częstochowa i Tymoteusz Puchacz z Lecha Poznań, ale pierwszy już od stycznia tego roku jest zawodnikiem RB Salzburg, zaś drugi kilka dni temu podpisał kontrakt z Unionem Berlin. Jeśli ta grupa młodych ludzi o zróżnicowanych dokonaniach, mentalności i umiejętnościach uzna Paulo Sousę za swojego lidera, uwierzy w jego wizję i zacznie na serio wierzyć w siebie i kolegów, to kto wie – może zrobią psikusa bukmacherom oraz ośmieszą matematyczne wyliczanki naukowców z uniwersytetu w Loeven.

48 godzin sport

Polacy w Diamentowej Lidze
W pierwszym mityngu Diamentowej Ligi w 2021 roku rozegranym w Gateshead (Wielka Brytania) wzięło udział dwoje naszych lekkoatletów – Kamila Lićwinko w skoku wzwyż i Marcin Krukowski w rzucie oszczepem. Lićwinko wygrała swoja konkurencję wynikiem 1,91 m, pokonując mniejszą liczbą skoków Brytyjkę Emily Borthwick (1,91 m) oraz Rosjankę Marię Łasitskiene i Ukrainkę Julię Lewczenko (1,88 m). Z kolei Krukowski wygrał rzut oszczepem wynikiem 82,61 m i jako jedyny w stawce przekroczył granicę 80. metrów. Drugie miejsce zajął oszczepnik z Trynidadu i Tobago Keshorn Walcott uzyskując odległość 77,88 m.

Flick zastąpi Loewa
Niemiecka federacja piłkarska (DFB) oficjalnie potwierdziła, że po tegorocznych finałach mistrzostw Europy Hansi Flick zastąpi Joachima Loewa na stanowisku selekcjonera reprezentacji Niemiec. Jego umowa będzie obowiązywała do zakończenia mistrzostw Europy w 2024 roku, które odbędą się w Niemczech.

Kontuzja polskiej siatkarki
W przededniu rozpoczętych 25 maja zmagań w tegorocznej edycji Ligi Narodów siatkarek kontuzji doznała rozgrywająca reprezentacji Polski Marta Krajewska. Uraz jest na tyle poważny, że wyklucza jej uczestnictwo w treningach, a także turnieju w Rimini, który potrwa do 25 czerwca. W najbliższych dniach zawodniczka wróci do Polski, gdzie będzie kontynuować leczenie. Trener biało-czerwonych Jacek Nawrocki ma jeszcze w odwodzie dwie rozgrywające – Martynę Łazowską oraz Julię Nowicką. Nasz zespół zaczął rywalizację we wtorek od spotkania z Włoszkami (mecz zakończył sie po zamknięciu wydania), w środę zagra z Serbią, a w czwartek z Turcją.

Krzewina uniknął kary
Czterystumetrowiec Jakub Krzewina nie został ostatecznie zdyskwalifikowany przez Polską Agencję Antydopingową. Biegaczowi groziło dwuletnie zawieszenie za nieprawidłowości przy podawania danych pobytowych do kontrolnego systemu ADAMS. Teraz będzie mógł bez przeszkód ubiegać się o start w igrzyskach w Tokio w biegu na 400 m i w sztafecie 4×400 m. Krzewina ma w dorobku cztery medale imprez mistrzowskich, w tym złoto halowych mistrzostw świata z Birmingham.

Milik skończył na dziewięciu
Arkadiusz Milik strzelił gola dla Olympique Marsylia w zremisowanym 1:1 meczu ostatniej, 38. kolejki francuskiej Ligue 1 z FC Metz. Polak, który rozegrał całe spotkanie, zakończył sezon z dziewięcioma ligowymi bramkami na koncie i dwoma asystami, ale w zespole Olympique występował dopiero od 23 stycznia tego roku i rozegrał tylko 15 spotkań. Ekipa z Marsylii zakończyła zmagania na piątym miejscu z dorobkiem 60 punktów i w nowym sezonie zagra w Lidze Europy. Mistrzem Francji została drużyna OSC Lille (83 pkt), drugą lokatę wywalczył Paris Saint-Germain (82 pkt), trzecią AS Monaco (78 pkt), a na czwartej pozycji znalazła się drużyna Olympique Lyon.

Hamilton stracił prowadzenie
Rozegrany w niedzielę na ulicznym torze wyścig Formuły 1 o Grand Prix Monako wygrał Holender Max Verstappen (Red Bull) przed Carlosem Sainzem (Ferrari) i Lando Norrisem (McLaren). Dotychczasowy lider klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) zajął dopiero siódmą lokatę, przez co stracił prowadzenie i spadł na druga pozycję za Verstappena, do którego traci obecnie cztery punkty. Drugi z kierowców ekipy Mercedesa, Fin Valtteri Bottas, nie ukończył wyścigu, przez co niemiecki zespół stracił też na rzecz Red Bull Racing pozycję lidera klasyfikacji konstruktorów.

Odzyskały tytuł po 21 latach
Piłkarki nożne Czarnych Sosnowiec wygrywając z GKS Katowice 1:0 zapewniły sobie na kolejkę przed końcem rozgrywek tytuł mistrzyń Polski. To już 13. mistrzostwo kraju w dorobku sosnowieckiego klubu, ale zdobyte po 21-letniej przerwie. W tegorocznych zmaganiach ekipa Czarnych w 21 meczach zdobyły 56 punktów, doznając tylko jednej porażki i dwa spotkania remisując. Strzeliły 73 gole, a same straciły zaledwie osiem. Z ekstraklasy spadły już zespoły ROW Rybnik i Rolnika Biedrzychowice Głogówek, a ich miejsca zajmą Tarnovia Tarnów oraz Rekord Bielsko-Biała.

Stuttgart już bez Kamińskiego
Marcin Kamiński z końcem czerwca odejdzie VfB Stuttgart. 29-letni obrońca była zawodnikiem tego klubu od lipca 2016 roku, ale jeden sezon (2018/19) spędził na wypożyczeniu w Fortunie Duesseldorf. W minionych rozgrywkach Bundesligi borykał się z kontuzjami oraz skutkami zakażenia koronawirusem i rozegrał tylko cztery spotkania. Kamiński do VfB Stuttgart przeszedł z Lecha Poznań, w barwach którego występował w latach 2009-2016, zdobywając dwukrotnie mistrzostwo Polski i raz Superpuchar Polski. Piłkarz ma też w dorobku siedem występów w reprezentacji Polski.

Polski napastnik do wzięcia
Artur Sobiech w ostatniej kolejce tureckiej ekstraklasy piłkarskiej strzelił dwa gole dla swojego zespołu, Fatih Karagumruk, w wygranym u siebie 5:1 meczu z Denizlispor. 30-letni polski napastnik rozegrał w tym sezonie 34 spotkania ligowe, w których zdobył dziewięć bramek i zaliczył dwie asysty. Jego drużyna była beniaminkiem w najwyższej klasie rozgrywkowej w Turcji, ale utrzymała się bez problemu w lidze zajmując ósmą lokatę. Sobiech nie przedłużył kontraktu z tym klubem i z końcem czerwca będzie wolnym zawodnikiem.

Modrić jeszcze rok w Realu
Chorwacki pomocnik Realu Madryt Luka Modrić przedłużył o rok kontrakt z Realem Madryt. Najlepszy piłkarz na świecie w plebiscycie FIFA oraz zdobywca „Złotej Piłki” w 2018 roku jest graczem ekipy „Królewskich” od 2012 roku, rozegrał w barwach madryckiego klubu 235 meczów i strzelił 15 goli. Wygrał z Realem m.in. czterokrotnie Ligę Mistrzów i Klubowe Mistrzostwo Świata oraz dwukrotnie zdobył mistrzostwo Hiszpanii.

48 godzin sport

Odpuścili start w igrzyskach
Australijscy skoczkowie do wody wycofali się z kwalifikacji olimpijskich, co oznacza, że nie wystąpią w igrzyskach w Tokio. W tym gronie są m.in. brązowe medalistki z Rio de Janeiro w skokach synchronicznych z trampoliny 3-metrowej Maddison Keeney i Anabelle Smith. Reprezentanci Australii zrezygnowali – ze względów bezpieczeństwa – z uczestnictwa w zawodach Pucharu Świata, zaplanowanych w dniach 1-6 maja w stolicy Japonii. To oznacza stratę szansy na start w IO 2021. Australijska federacja dodała, że „Puchar Świata powinien być bezpiecznymi, pewnymi i uczciwymi zawodami kwalifikacyjnymi do igrzysk olimpijskich. W świetle obecnych okoliczności takie zmagania nie są teraz możliwe”. W piątek premier Japonii Yoshihide Suga ogłosił kolejny, trzeci już stan wyjątkowy, by nie dopuścić do dalszego wzrostu liczby zakażeń koronawirusem w czasie świąt majowych. Będzie on obowiązywał od niedzieli do 11 maja w Tokio i trzech innych prefekturach.

Nie pobije rekordu tytułów
Anglik Ronnie O’Sullivan nie zdobędzie siódmego tytułu mistrza świata w snookerze. W 1/8 finału turnieju w Sheffield przegrał po bardzo zaciętym pojedynku ze Szkotem Anthonym McGillem 12:13. 30-letni McGill nigdy wcześniej nie pokonał 45-letniego O’Sullivana, mistrza globu z 2001, 2004, 2008, 2012, 2013 i 2020 roku. Porażka O’Sullivana oznacza, że nie wyrówna on rekordu 52-letniego Szkota Stephena Hendry’ego, który siedmiokrotnie triumfował w MŚ. Zaplanowany na 2-3 maja finał zmagań o miano najlepszego snookerzysty globu ma się odbyć przy pełnej widowni.

Siatkarze zagrają w Macedonii
Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) dokonała wyboru pierwszego z organizatorów turnieju mistrzostw Europy siatkarzy w 2023 roku. Najlepsze ekipy Starego Kontynentu gościć u siebie będzie Macedonia Północna. W rankingu CEV reprezentacja tego kraju plasuje się na 24. miejscu i zagra w tegorocznych mistrzostwach Europy, których organizatorami będą Polska, Finlandia, Czechy i Estonia. Turniej odbędzie się w dniach 1-19 września.

Śmierć na torze w Lipnie
Polskie środowisko motocrossowe znów pogrążyło się w żałobie. W minioną sobotę na torze motocrossowym w Lipnie doszło do tragicznego w skutkach wypadku, w którym zginęła 14-letnia zawodniczka Człuchowskiego Auto Moto Klubu Maja Kostrzewa. Z wstępnych ustaleń wynika, że prowadzony przez nią motocykl KTM na jednym z wzniesień wzbił się w powietrze, a młoda zawodniczka nie zdołała opanować maszyny po lądowaniu. Jej obrażenia okazały się śmiertelne.

Upadek Taia Woffindena
Brytyjski żużlowiec Sparty Wrocław Tai Woffinden złamał łopatkę podczas kraksy z udziałem Przemysława Pawlickiego do jakiej doszło podczas piątkowego meczu żużlowej ekstraligi z GKM Grudziądz (44:45). Wrocławianie będą musieli radzić sobie bez swojego lidera w kilku najbliższych meczach ligowych.

Piąte trafienie Milika
Arkadiusz Milik strzelił gola dla Olympique Marsylia w wygranym przez jego zespół 3:1 wyjazdowym meczu 34. kolejki francuskiej Ligue 1 ze Stade Reims. Dla napastnika reprezentacji Polski, który do drużyny z Marsylii przeszedł z SSC Napoli dopiero w styczniu tego roku, było to już piąte ligowe trafienie.

Debiut Mierzejewskiego
Adrian Mierzejewski zadebiutował w zespole Shanghai Shenhua w wygranym 2:1 meczu z Beijing Guoan w 1. kolejce chińskiej ekstraklasy piłkarskiej. 34-letni polski piłkarz, który zaczął czwarty sezon występów na chińskich boiskach, wszedł na boisko w 74. minucie.

Pierwszy gol Gumnego
Były obrońca Lecha Poznań Robert Gumny strzelił gola dla zespołu FC Augsburg w przegranym u siebie 2:3 meczu 31. kolejki Bundesligi z 1.FC Koeln. Dla 22-letniego obrońcy było to pierwsze trafienie w barwach niemieckiego klubu. Gumny wszedł na boisko w 42. minucie za Raphaela Frambergera. Całe spotkanie w bramce Augsburga rozegrał natomiast Rafał Gikiewicz. Drużyna polskich piłkarz zajmuje 12. miejscu w Bundeslidze z dorobkiem 33 punktów.

Wirus zaatakował bobsleistę
Kanadyjski bobsleista Alexander Kopacz, mistrz olimpijski z Pjongczangu, w środku tygodnia trafił do szpitala z powodu zakażenia koronawirusem. Miejscowe media podają, że zawodnik walczy o życie. Kopacz, którego rodzice mają polskie korzenie (mama jest córką polskich emigrantów, którzy trafili do Kanady po drugiej wojnie światowej, ojciec z kolei przyjechał do tego kraju w latach 70. ubiegłego wieku) podczas igrzysk w Korei Południowej sięgnął po złoto w dwójkach wraz z Justinem Krippsem.

Rekord najlepszy w futsalu
Piłkarze halowi Rekordu Bielsko-Biała po zwycięstwie 8:1 z Clearexem Chorzów w 30. kolejce ekstraklasy futsalu na cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek zapewnili sobie mistrzowski tytuł. Bielszczanie zostali mistrzami Polski po raz szósty w historii, a po raz piąty z rzędu. Dominują od sezonu 2016/2017, a dzięki triumfowi w obecnym sezonie Rekord Bielsko-Biała stał się też najbardziej utytułowanym zespołem w polskiej ekstraklasie. Po pięć mistrzowskich tytułów mają Clearex Chorzów i Nova Gliwice.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 26. kolejki: Widzew Łódź – Górnik Łęczna 0:0, GKS Jastrzębie – Bruk-Bet Nieciecza 0:0, Chrobry Głogów – GKS Tychy 1:0, Radomiak Radom – Odra Opole 1:0, Korona Kielce – ŁKS Łódź 1:2, Resovia – Zagłębie Sosnowiec 1:2, GKS Bełchatów – Sandecja Nowy Sącz 0:2. Mecz Puszczy Niepołomice z Miedzią Legnica przełożono na 19 maja z powodu zagrożenia epidemicznego. Liderem jest Bruk-Bet (49 pkt) przed Górnikiem Łęczna (47 pkt), stawkę zamyka GKS Bełchatów (17 pkt). W tym sezonie z I ligi spada tylko ostatni z 18 zespołów.

Milik nie zagra z Anglią?

Władze francuskiej Ligue 1 i Ligue 2 podjęły decyzję zakazującą piłkarzom klubów występujących w tych ligach wyjazdów na mecze reprezentacji poza obszar UE. A to oznacza absencję Arkadiusza Milika w meczu z Anglią.

Decyzja o zakazaniu piłkarzom grającym w Ligue 1 i Ligue 2 wyjazdu na mecze poza Unią Europejską zapadła po konsultacjach władz francuskich lig profesjonalnych (LFP). Oznacza to, że żaden zagraniczny zawodnik grający w zawodowych ligach we Francji nie będzie mógł w takcie marcowej przerwy na mecze reprezentacji narodowych wystąpić w spotkania z przeciwnikami spoza Unii Europejskiej, a takim jest obecnie także Wielka Brytania. Milik będzie jednak mógł zagrać z Węgrami i Andorą.
Z tego samego powodu mogą też nie zagrać z Anglią Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, bo w Niemczech nawet krótka wizyta na Wyspach Brytyjskich wiąże się z obowiązkiem odbycia po powrocie dwutygodniowej kwarantanny, a na to nie zamierzają wyrazić zgody Bayern Monachium i Hertha Berlin. W czwartek prezes PZPN Zbigniew Boniek zapewnił jednak, że Milik z Anglią na pewno wystąpi.

48 godzin sport

Kadra bez cudzoziemców
Polski Związek Biathlonu poinformował, że Niemiec Michael Greis i Norweg Anders Bratli zrezygnowali z funkcji trenerów biathlonowych reprezentacji Polski. Greis prowadził kadrę kobiet od maja 2019 roku,a Bratli męską od wiosny 2020. Ich obowiązki przejął dyrektor sportowy PZBiat. Adam Kołodziejczyk, który w przeszłości był już trenerem obu narodowych drużyn, żeńskiej i męskiej. Jego zadaniem będzie przygotowanie obu ekip do startu w przyszłorocznych zimowych igrzyskach w Pekinie.

Zmarł były reprezentant Polski
W wieku 84 lat w niemieckim Dormagen zmarł Konrad Kornek, 15-krotny reprezentant Polski w piłce nożnej. W latach 1956-1969 bronił bramki Odry Opole i Legii Warszawa, w ekstraklasie zaliczył 197 występów. Z warszawskim zespołem zdobył mistrzostwo Polski w sezonie 1969/1970. W drużynie narodowej debiutował w 1962 roku w meczu z Francją (3:1). Na koniec kariery wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie grał w Polonii New York i New York Cosmos. Po powrocie do Europy osiedlił się w Niemczech.

Śliwka nadal w Kędzierzynie
Reprezentant Polski w siatkówce Aleksander Śliwka w następnym sezonie nadal będzie zawodnikiemn Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. 25-letni przyjmujący występuje w tej drużynie od sezonu 2018/2019. To nie pierwszy gracz, który postanowił pozostać w Zaksie. Wcześniej na ten krok zdecydowali się: Korneliusz Banach (libero), Bartłomiej Kluth (atakujący), Krzysztof Rejno (środkowy), Adrian Staszewski (przyjmujący), David Smith (środkowy). Na początku grudnia ubiegłego roku także trener Nikola Grbić przedłużył kontrakt z ZAKSĄ na dwa kolejne sezony.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 20. kolejki: GKS Bełchatów – Bruk-Bet Nieciecza 1:2, Stomil Olsztyn – ŁKS Łódź 0:2, Radomiak Radom – GKS Jastrzębie 2:0, Korona Kielce – Puszcza Niepołomice 1:0, Arka Gdynia – Górnik Łęczna 0:2, Resovia – Miedź Legnica 0:0, Sandecja Nowy Sącz – GKS Tychy 2:1, Zagłębie Sosnowiec – Odra Opole 0:2, Widzew Łódź – Chrobry Głogów 1:0. Dwa pierwsze miejsca dające bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy zajmują Bruk-Bet (47 pkt) i Górnik Łęczna (41 pkt), na czterech kolejnych premiowanych barażami lokują się ŁKS (39), GKS Tychy (36), Radomiak (35) i Arka (32). Stawkę 18 zespołów zamyka Zagłębie (12 pkt). W tym sezonie do niższej ligi spada tylko ostatni zespół.

Azoty Tarnów w finale PP
Szczypiorniści Grupy Azoty Tarnów jako pierwsi wywalczyli awans do finału PGNiG Pucharu Polski. Tarnowski zespół w półfinale pokonał Zagłębie Lubin 30:21 i teraz czeka na zwycięzcę drugiego półfinały, w którym 18 marca zmierzą się potentaci naszej ligi piłkarzy ręcznych, Czyli Łomża Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. Finałowe spotkanie zaplanowano na 30 maja.

Gol Helika w Championship
Michał Helik zdobył bramkę dla Barnsley w wygranym 3:2 wyjazdowym meczu z Bournemouth w 36. kolejce angielskiej Championship (II liga). To piąty ligowy gol 26-letniego obrońcy, który znalazł się w szerokiej kadrze Paulo Sousy na marcowe mecze eliminacyjne do mistrzostw świata. Barnsley z dorobkiem 61 punktów zajmuje szóste miejsce w tabeli dające prawo gry w barażach o awans do Premier League.

Niemcy zatrzymali Graneruda
Halvor Egner Granerud decyzją niemieckich władz sanitarnych będzie po zakażeniu koronawirusem odbywać nie standardową, 10-dniową, lecz aż 14-dniową kwarantannę. Informacja o pozytywnym wyniku testu u skoczka pojawiła się w samym środku mistrzostw świata w Oberstdorfie. Lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata wypadł z walki o medale na dużej skoczni i odbywa kwarantannę w niemieckim mieście bez możliwości treningów na skoczni. Po powrocie do Norwegii Granerud także będzie musiał przejść kwarantannę (co najmniej 10 dni), a to oznacza, że jego start w kończących sezon zawodach w Planicy stał się wielce wątpliwy.

Milik znów strzelił w Marsylii
Arkadiusz Milik strzelił gola dla Olympique Marsylia w wygranym przez jego zespół 3:1 meczu 29. kolejki francuskiej ekstraklasy ze Stade Brestois. To trzecia ligowa bramka reprezentanta Polski odkąd dołączył do ekipy z Marsylii. Milik grał do 84. minuty. Zespół OM zajmuje5. miejsce z dorobkiem 45 punktów.

Grosicki w rezerwach WBA
Skrzydłowy reprezentacji Polski Kamil Grosicki mimo nacisków władz West Bromwich Albion postanowił pozostać w tym klubie do końca wygasającego 30 czerwca tego roku kontraktu. 32-letni piłkarz został za to odsunięty od kadry pierwszego zespołu i w miniony weekend zamiast walczyć o punkty w Premier League, rozegrał cały mecz w drużynie rezerw przeciwko ekipie Middlesbrough, przegranym przez WBA 0:1.

Drągowski zaliczył asystę
W meczu 27. kolejki włoskiej Serie A beniaminek ligi Benevento Calcio przegrał na własnym boisku z Fiorentiną 1:4. Bohaterem w zwycięskim zespole był strzelec trzech goli Serb Duszan Vlahović, ale niecodziennym zagraniem wyróżnił się też polski bramkarz ekipy z Florencji Bartłomiej Drągowski. W 45. minucie po jego dalekim wykopie piłkę przejął Vlahović i już bez niczyjej pomocy zdobył swoją trzecią bramkę. Asystę przy tym trafieniu zapisano więc na konto naszego bramkarza.

Mierzejewski nadal w Chinach
Adrian Mierzejewski już czwarty sezon będzie występował w chińskiej ekstraklasie. 34-letni pomocnik od dwóch lat jest zawodnikiem klubu Chongqing Lifan SWM, ale w tym roku będzie grała w barwach Shanghai Greenland Shenhua, siódmej drużyny poprzednich rozgrywek, do której został wypożyczony.

O tym się mówi: Mecz Anglia-Polska nie na Wembley?

Na początku tego tygodnia w mediach w Polsce pojawiły się wieści, że z powodu ograniczeń epidemicznych w relacjach między Niemcami i Francją a Wielką Brytanią w marcowym meczu Anglia – Polska na Wembley nie będą mogli zagrać nasi reprezentanci występujący w klubach Bundesligi i Ligue 1, czyli Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik.

W poniedziałek niepokój w sercach polskich kibiców wzbudziła informacja, że w meczu z Anglią (31 marca) może nie zagrać Robert Lewandowski, bo wedle obecnie obowiązujących w Niemczech obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa po powrocie z Londynu musiałby przejść w Niemczech wielodniową kwarantannę. A w takiej sytuacji, zgodnie z nadzwyczajnymi przepisami FIFA, główny pracodawca piłkarzy, czyli w przypadku Lewandowskiego Bayern Monachium, może nie wyrazić zgody na występ swojego piłkarz w meczu reprezentacji. Z tego samego powodu także Hertha Berlin będzie miała prawo nie zgodzić się na występ Krzysztofa Piątka, a także Olympique Marsylia może odmówić zgody na grę Arkadiusza Milika, bo rząd francuski wprowadził w swoim kraju podobne co w Niemczech obostrzenia epidemiczne dla osób przyjeżdżających do Francji z Wielkiej Brytanii. Stanowią one, że powrót z Wielkiej Brytanii oznacza konieczność przejścia 10-dniowej kwarantanny.
Dotyczy ona także zawodowych piłkarzy, którzy żyją w izolacji, niczym w bańce i są na okrągło testowani na obecność wirusa COovid-19. Rząd Włoch zrobił wyjątek dla piłkarzy zawodowych – ich nie obowiązuje kwarantanna po powrocie z Wysp, ale to też nie jest decyzja nieodwracalna. Wszystko zależy od rozwoju pandemii i liczby zakażeń.
Z uwagi na sztywne przepisy na terenie Wielkiej Brytanii i Niemiec UEFA przeniosła mecze 1/16 finału Ligi Mistrzów Liverpool – –RB Lipsk i Manchester City – Borussia Moenchengladbach z Anglii do Budapesztu. Natomiast Atletico Madryt poleci do Londynu na starcie z Chelsea, bo Hiszpania nie nałożyła obowiązkowej kwarantanny dla wracających z Wysp. Rzeczniczka Lewandowskiego uspokaja. „Na ten moment nic nie stoi na przeszkodzi, żeby Robert poleciał z reprezentacją do Londynu na mecz z Anglią. Czekamy na bardziej szczegółowe informacje z Bayernu” – powiedziała Interii Monika Bondarowicz.
A w poprzednim tygodniu, zanim sprawa trafiła do mediów, z Bayernem kontaktował się menedżer reprezentacji Polski Jakub Kwiatkowski. „Dostałem od Bayernu prośbę o informację odnośnie tego, gdzie i w jaki sposób będziemy podróżować na Wyspy Brytyjskie, kiedy nasi piłkarze przejdą testy. Bayern otrzymane od nas informacje przekaże do lokalnych władz sanitarnych. Pracownicy Bayernu podziękowali nam, bez choćby słowa o tym, że nie puszczą Roberta do Londynu” – powiedział na łamach portalu Interia.pl Kwiatkowski.
Najbezpieczniej byłoby przeniesienie meczu na teren neutralny, ale na to nie zgodzi się angielska federacja The FA, która ma mocną pozycją w FIFA i UEFA. Przepisy UEFA precyzują pandemiczne rozgrywki dosyć klarownie: dopóki zespół ma 15 zdrowych piłkarzy, w tym bramkarza, to mecz ma się odbyć. Natomiast PZPN nie wyobraża sobie wyprawy na Wyspy bez najlepszego piłkarza naszej reprezentacji Roberta Lewandowskiego, ale także bez jego dwóch dublerów – napastnika Herthy Krzysztofa Piątka i napastnika Olympique Marsylia Arkadiusza Milika, a tak się stanie jeśli po powrocie z Londynu musieliby udać się na kwarantannę. Dlatego PZPN chce uzyskać gwarancję od UEFA, że Lewandowski, Piątek i Milik po meczu z Anglią będą mogli wrócić do swych klubów bez konieczności odbywania kwarantanny, jako osoby podróżujące z Polski, bo wówczas w Niemczech i Francji byliby traktowani jako podróżujący z kraju UE, a nie z Wysp Brytyjskich.
Problemem są jednak także obostrzenia obowiązujące przyjezdnych w Wielkiej Brytanii. Wedle aktualnie obowiązujących każdy przybysz musi przedstawić aktualne (nie starze niż 24 godziny) testy na Covid-19, a po 48 godzinach na własny koszt (ok. 200 euro) musi wykonać kolejne.
PZPN na razie cierpliwie czeka na ruch swego odpowiednika z Anglii, czyli The Football Association. Jeśli Anglicy nie znajdą sposobu na przyjęcie przebadanych polskich piłkarzy bez konieczności przechodzenia przez nich kwarantanny, nasza federacja zażąda przeniesienia meczu na neutralny teren. I zapowiada, że nie podejmie się roli gospodarza. Działacze PZPN liczą, że rewanż we wrześniu z Anglikami odbędzie się już z udziałem kibiców, a to gwarantuje duże wpływy ze sprzedaży biletów.

Milik uciekł z Neapolu do Marsylii

Arkadiusz Milik wyjeżdżając do Marsylii przesłał do fanów SSC Napoli ckliwe słowa pożegnania, ale nie wywołały one większego odzewu. Nic dziwnego, w tej chwili napastnik reprezentacji Polski jest w Neapolu na cenzurowanym. Nikt tu za nim nie płakał, jednak jego sobotni debiut w barwach francuskiego klubu przyjęto SSC Napoli z wyraźną ulgą, bo Milik wypadł przeciętnie.

Aurelio De Laurentiis latem 2016 roku zapłacił Ajaksowi Amsterdam za transfer Milika aż 32 mln euro. W tamtym czasie SSC Napoli więcej na ściągnięcie nowego gracza wydało tylko na Argentyńczyka Gozalo Higuaina, za którego trzy lata wcześniej zapłaciło 39 mln euro. Polak zaczął świetnie – w pierwszych dziewięciu występach w barwach SSC Napoli strzelił siedem goli. To zrobiło wrażenie na kibicach tego klubu, ale wtedy w meczu reprezentacji Polski Milik zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Dokonał jednak niebywałego wyczynu, bo wrócił do gry już po 130 dniach. Ale w żadnym meczu nie zagrał pd początku i strzelił tylko jednego gola. Kolejne rozgrywki zaczął już jednak ponownie w wyjściowej jedenastce, lecz los znów okazał się dla niego okrutny. Niespełna rok po zerwaniu więzadła w lewy kolanie, nabawił się identycznego urazu w też prawym. Nie dał się tym złamać i znów zadziwił świat tempem powrotu – tym razem po 161 dniach. Trzeci sezon w barwach Napoli był wreszcie dla niego udany – grał regularnie i strzelił 20 goli zostając najskuteczniejszym graczem zespołu. Wróciły nadzieje, że będzie snajperem na miarę Edinsona Cavaniego czy Gonzalo Higuaina, lecz w kolejnym sezonie cały zespół Napoli zagubił gdzieś formę, a Milik zaczął wręcz razić nieskutecznością. Mimo to do wybuchu pandemii był jeszcze graczem pierwszego składu, dopiero po lockdownie został zdegradowany do roli rezerwowego. Inna sprawa, że była to kara za odmowę przedłużenia kontraktu. Ostatnim błyskiem Milika w SSC Napoli był jego występ w finale Pucharu Włoch z Juventusem. W konkursie rzutów karnych to on wykonywał ostatnią „11” i jego trafienie zapewniło ekipie z Neapolu
upragnione trofeum.
Późniejsze perypetie Milika, w tym jego konflikt z właścicielem SSC Napoli Aurelio De Laurentiisem były już w „Trybunie” relacjonowane, więc tylko dla przypomnienia: na żądanie De Laurentiisa Milik nie został zgłoszony w obecnym sezonie do żadnych rozgrywek, a przez ostatnie pół roku był wręcz szykanowany. Po raz ostatni na boisku w barwach Napoli pojawił się 8 sierpnia. Bilans neapolitańskiego rozdziału jego kariery to 48 goli w 122 występach, ale przez 4,5 roku na boisku spędził łącznie tylko 6677 minut – tyle, ile regularnie grający piłkarz zalicza przez góra półtora sezonu.
Właściciel Napoli Aurelio De Laureniis do samego końca próbował uprzykrzyć muz życie, lecz w końcu pozwolił Milikowi odejść. Reprezentant Polski momentalnie odżył psychicznie, co dało się zauważyć po jego aktywności w mediach społecznościowych i wesołości, z jaką udzielał wywiadów we francuskich mediach. „Jestem naprawdę szczęśliwy i podekscytowany nowym wyzwaniem. Przyszedłem tu, żeby pokazać się z dobrej strony i mam nadzieję, że tak się stanie. Euro 2021 jest dopiero za sześć miesięcy, więc na razie o grze w tym turnieju nie myślę, tylko skupiam się na grze w klubie. Chcę tu ciężko trenować i znowu cieszyć się z gry w piłkę” – zapewniał w wywiadzie dla klubowej telewizji Olympique Marsylia.
Mimo długiej przerwy w występach na boisku trener Olympique Andre Villasa-Boasa stwierdził, że Polak jest w dobrej formie fizycznej. „Trzeba jednak pamiętać, że nie grał od połowy listopada, dlatego w sobotę zacznie na ławce. Ale nie wykluczam, że dostanie kilka minut. Zapewniał mnie, że czuje się dobrze pod względem fizycznym, ale dam mu czas, aby wskoczył na najwyższe obroty” – powiedział przed sobotnim meczem z AS Monaco trener Villas Boas.
Zgodnie z zapowiedzią szkoleniowiec w 60. minucie dokonał zmiany i wpuścił Milika za Dario Benedetto. Polski napastnik wszedł na boisko przy wyniku 1:1). Widać było, że ma wielką ochotę do gry, bo starał się brać udział w rozgrywaniu piłki, nie miał nawet jednej okazji do zdobycia bramki, natomiast w 75. minucie przy rzucie rożnym dla rywali nie zdołał w polu karnym swojej drużyny skutecznie przeszkodzić przy utracie bramki na 1:2. W 90. minucie ekipa z Księstwa Monako strzeliła jeszcze trzeciego gola, więc na Milika winy za porażkę nie dało się zrzucić. Ale za pierwszy występ w barwach Olympique dostał słabe noty (6,2-6,4 w skali 1-10). Według statystyk miał dwanaście kontaktów z piłką, siedem skutecznych podań i jeden wygrany pojedynek na sześć stoczonych. Cztery razy stracił piłkę, trzy razy faulował i raz był faulowany. AS Monaco zajmuje czwarte miejsce w Ligue 1 z dorobkiem 39 punktów. Olympique Marsylia jest na szóstej pozycji z 32 punktami. Liderem rozgrywek pozostaje Paris Saint-Germain (45 pkt).

Milik już ponoć w Marsylii

Może Arkadiusz Milik w końcu wyrwie się z SSC Napoli i spod władzy właściciela tego klubu Aurelio De Laurentiisa. Włoskie media donoszą, że oba kluby doszły do porozumienia, a polski piłkarz ponoć już przebywa w Marsylii.

Trwająca od ponad pół roku transferowa saga z udziałem Arkadiusza Milika zdaje się zmierzać do szczęśliwego dla reprezentanta Polski zakończenia. Jeśli wierzyć doniesieniom włoskich i francuskich mediów, właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis w końcu odpuścił polskiemu piłkarzowi i wyraził zgodę na jego przejście do Olympique Marsylia. Wedle plotek klub z Marsylii zapłaci za ten transfer osiem milionów euro i kolejne cztery w tzw. bonusach. To dużo mniej niż do niedawna jeszcze żądał De Laurentiis, który od innych klubów twardo żądał za Polaka co najmniej 18 mln euro, chociaż od pół roku nie pozwalał mu grać w żadnych rozgrywkach z udziałem SSC Napoli, a na dodatek Milikowi w czerwcu tego roku kończył się kontrakt, więc od 1 lipca mógł zmienić pracodawcę za darmo.
De Laurentiis w tej sprawie nie przejmował się jednak rachunkiem ekonomicznym. Niszczył przez pół roku polskiego piłkarza głównie za to, że nie zgodził się na przedłużenie kontraktu, co byłoby korzystne dla neapolitańskiego klubu, bo pozwalało mu w negocjacjach transferowych żądać za 26-letniego polskiego napastnika kwoty zgodnej z jego aktualną rynkową wartością, szacowaną na 36-40 mln euro.
Milik na to się jednak nie zgodził, a latem ub. roku odrzucił wszystkie oferty transferowe korzystne dla SSC Napoli, bo jeśli wierzyć doniesieniom włoskich mediów, był już po słowie z Juventusem Turyn i bardzo chciał przejść do ekipy mistrza Włoch. Na to jednak De Laurentiis z kolei nie zamierzał wyrazić zgody, bo ma do turyńskiego klubu jakąś osobistą urazę. Dlatego transfer Milika do Olympique Marsylia wciąż nie został sfinalizowany, chociaż warunki zostały dogadane, a Polak przystał na przeprowadzkę i kontrakt gwarantujący mu zarobki na poziomie 4,5 mln euro rocznie. De Laurentiis każe mu jednak jeszcze podpisać kwit, że przez półtora roku nie zagra w żadnym klubie Serie A.

De Laurentiis niszczy Milika

Perypetie Arkadiusza Milika z odejściem z SSC Napoli już od ponad pół roku nie schodzą z łamów sportowej prasy we Włoszech, w Hiszpanii, Anglii, a ostatnio także we Francji, bo kluby z tych krajów były lub nadal są mocno zainteresowane pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika. Do transferu jednak nie dochodzi albo z winy właściciela klubu Aurelio De Laurentiis, albo Milika.

Dla przypomnienia: konflikt zaczął się w połowie ubiegłym roku gdy Milik odmówił przedłużenia umowy z SSC Napoli i zapowiedział, że chce odejść. Jego kontrakt obowiązuje do końca czerwca 2021 roku, zatem ubiegłoroczne letnie okienko transferowe było ostatnią okazją dla klubu z Neapolu, żeby korzystnie sprzedać bramkostrzelnego polskiego napastnika. Ofert dla niego nie brakowało, ale Milik bardzo chciał przejść do Juventusu Turyn, lecz Aurelio De Laurentiis z sobie tylko wiadomego powodu akurat na ten transfer nie chciał się zgodzić i storpedował go stawiając zaporową cenę. W rewanżu doprowadzony do furii reprezentant Polski odrzucał potem wszystkie propozycje, które z kolei były korzystne dla SSC Napoli. W odwecie De Laurentiis nakazał go wykreślić z kadry zespołu zgłoszonej do rozgrywek nowego sezonu i przez całą rundę jesienną Milik grał jedynie w reprezentacji Polski.
W trwającym obecnie zimowym okienku transferowym nic na razie nie zapowiada zmiany tej patowej sytuacji. O polskiego piłkarza mocno wprawdzie zabiega Olympique Marsylia, ale francuskiego klubu nie stać na spełnienie finansowych żądań De Laurentiisa, który twardo domaga się za transfer Milika, jak podają włoskie i francuskie media, co najmniej 18 milionów euro. A Olympique na nowych graczy jakich tej zimy chce pozyskać ma w sumie tylko 10 mln euro. A zatem do transakcji zapewne nie dojdzie, podobnie jak nie doszło w przypadku Atletico Madryt, Tottenhamu Hotspur i Juventusu. Żaden z tych klubów nie miał zamiaru przepłacać za piłkarza, którego za pół roku można mieć za darmo. Owszem, po rocznej przerwie w grze, ale nie zapominajmy, że Milik ma dopiero 26 lat i jak wieść niesie zawzięcie trenuje nawet dwa razy dziennie. To może być trochę ryzykowna transakcja, ale raczej w niewielkim stopniu, natomiast równie dobrze może okazać się transferowym hitem.
Wygląda jednak na to, że De Laurentiis wciąż jest przekonany, że to on z tego starcia wyjdzie zwycięsko i chociaż nie zarobi na transferze choćby centa, to dla przestrogi dla innych nieposłusznych wobec niego piłkarzy pokazowo zniszczy Milikowi karierę, a co najmniej mocno ją wyhamuje. Z informacji wyciekających do mediów z neapolitańskiego klubu wynika, że wedle obowiązujących obecnie decyzji De Laurentiisa Milik zimą nigdzie nie odejdzie i zostanie w Neapolu do 30 czerwca, do końca jednak bez prawa gry, co oznacza, że raczej nie dostanie powołania do reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy, na czym mocno mu zależy.
Sytuacja jest cokolwiek idiotyczna także dlatego, że teraz akurat Milik bardzo by się ekipie SSC Napoli przydał na boisku, bo z kadry z powodu kontuzji wpadło dwóch napastników – Belg Dries Mertens i pozyskany we wrześniu ub. roku z OSC Lille za 40 mln euro Nigeryjczyk Victor Osimhen. Reprezentant Polski mógłby w styczniu przejść do Atletico Madryt, lecz hiszpański klub był zainteresowany wypożyczeniem Milika do końca sezonu, na co rzecz jasna właściciel Napoli nie chciał przystać. Atletico już po raz drugi w ostatnim półroczu przymierzało się do pozyskania polskiego napastnika – za pierwszym razem zamiast niego na Wanda Metropolitano gra dzisiaj Urugwajczyk Luis Suarez, a teraz z Olympique Lyon ma tam powędrować Francuz malijskiego pochodzenia Moussa Dembele.
Wydaje się, że ostatnią nadzieją Milika może być Olympique Marsylia. Piąty aktualnie zespół francuskiej Ligue 1 pilnie szuka klasowego snajpera. W tym sezonie jego najskuteczniejszym strzelcem jest Florian Thauvin, który ma na koncie sześć ligowych trafień, ale występuje na pozycji skrzydłowego. Milik o miejsce w składzie rywalizowałby jednak z 30-letnimi napastnikami – Dario Benedetto i Valere’m Germaine’m, którzy zdobyli dotąd po trzy bramki. Zainteresowanie reprezentantem Polski potwierdził trener Olympique Andre Villas-Boas. „To prawda, jesteśmy nim zainteresowani, ale na razie do żadnych zaawansowanych rozmów nie doszło i w najbliższych dniach nic się w tej sprawie istotnego nie wydarzy” – przyznał szkoleniowiec OM na łamach dziennika „L’Equipe”.
Nie wiadomo co o tym sądzi sam Milik, bo z kolei we włoskich mediach pojawiły się ostatnio wieści, że Juventus zaproponował naszemu piłkarzowi kontrakt od 1 lipca, oferując mu roczne zarobki na poziomie 4,5 mln euro, czyli o dwa miliony euro wyższe niż ma obecnie w SSC Napoli. Jeśli Milik na to się zgodzi, przez kolejne pół roku będzie w Neapolu persona non grata.