48 godzin sport

Milik i Zieliński z pucharem
Piłkarze SSC Napoli wygrali po rzutach karnych z Juventusem Turyn w finale Pucharu Włoch. W ekipie zwycięzców wystąpiło dwóch polskich graczy – Piotr Zieliński grał do 88. minuty, a Arkadiusz Milik (na zdjęciu) wszedł w 66. minucie za Belga Driesa Mertensa. W regulaminowym czasie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0, ale sędzia nie zarządził dogrywki, co było wcześniej ustalone, tylko od razu przeszedł do konkursu rzutów karnych. Szczęście tego dnia sprzyjało ekipie z Neapolu, bo wyznaczeni do „jedenastek” przez trenera Gennaro Gattuso zawodnicy nie pudłowali, natomiast w drużynie Juventusu swoje rzuty karne zmarnowali Paulo Dybala i Danilo. Jako ostatni z piątki graczy SSC Napoli naprzeciwko bramkarza Juve Gianluigiego Buffona (Wojciech Szczęsny w Pucharze Włoch ustąpił miejsca swojemu sławnemu dublerowi) stanął Milik i pewnie pokonał blisko 42-letniego golkipera. Puchar Włoch to pierwsze trofeum Milika i Zielińskiego w barwach Napoli.

Hokejowa kadra Polski straciła selekcjonera
Polski Związek Hokeja na Lodzie nie przedłużył kontraktu z selekcjonerem reprezentacji Tomaszem Valtonen. Mający polskie korzenie fiński szkoleniowiec prowadził kadrę hokeistów przed dwa lata. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata Dywizji 1B w Tallinie nie zdołał z nią wywalczyć awansu na zaplecze hokejowej elity (do Dywizji 1A). W tym roku mistrzostwa miały zostać rozegrane w Katowicach, ale je odwołano z powodu pandemii koronawirusa. W lutym Polacy wygrali turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich rozegrany w kazachskim Nur-Sułtanie, pokonując faworyzowaną reprezentację gospodarzy oraz Holandię i Ukrainę. O prawo gry na igrzyskach walczyć będą za rok w sierpniu w Bratysławie ze Słowacją, Austrią i Białorusią. Prezes PZHL Mirosław Minkina wyjaśnił, że głównym powodem rozstania z z Valtonenem jest to, że ani on, ani żaden z jego fińskich współpracowników w nowym sezonie nie będzie pracował w Polsce. Decyzja o zatrudnieniu nowego trenera kadry ma zostać ogłoszona 23 czerwca.

Koronawirus dopadł piłkarzy rosyjskiego klubu
U sześciu piłkarzy klubu rosyjskiej ekstraklasy FK Rostów stwierdzono koronawirusa. W związku z tym cały zespół rozpoczął 14-dniową kwarantannę – poinformowano w środę. Wstrzymane w połowie marca rozgrywki mają być wznowione w piątek. Ekipa z Rostowa zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i pierwszego dnia restartu miała się zmierzyć z zespołem z Soczi. Nie ujawniono nazwisk zakażonych, ale poinformowano, że łącznie mieli oni bliski kontakt z 42 osobami związanymi z klubem.

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 31. kolejki. Grupa mistrzowska: Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, niedziela, 17:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, niedziela, godz. 15:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, sobota, 17:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, niedziela, godz. 12:30. Grupa spadkowa: Górnik Zabrze – Korona Kielce, piątek, godz. 20:30; Raków Częstochowa – Wisła Kraków, sobota,. godz. 20:00; Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, piątek, godz. 18:00; Wisła Płock – Arka Gdynia, sobota, godz. 15:00.

Siatkarze zagrają z Niemcami w Zielonej Górze
Szeroka kadra reprezentacji Polski zakończyła pierwszą część zgrupowania w Spale. Na początku lipca zbierze się ponownie. PZPS poinformował, że zawarto porozumienie z niemiecką federacją i ekipa trenera Vitala Heynena w lipcu zagra w Zielonej Górze dwa mecze z reprezentacją Niemiec. W tej chwili nie przewiduje się udziału widzów. Pierwszy mecz z Niemcami zostanie rozegrany 22 lipca o 20:20, drugi dzień później o 18:00. Oba spotkania będą transmitowane przez Polsat Sport.

Polscy piłkarze nie zyskują na wartości

Łukasz Piszczek nie zapobiegł porażce Borussii Dortmund we wtorkowym meczu z Bayernem Monachium (0:1) w 28. kolejce Bundesligi, ale skutecznie przeszkodził Robertowi Lewandowskiemu z strzeleniu gola i tym samym znacznie zmniejszył jego szanse na pobicie legendarnego rekordu bramkowego Gerda Muellera.

Dla Borussii potyczka z Bayernem na własnym stadionie była ostatnią okazją, żeby dogonić monachijską jedenastkę, która przed 28. kolejką miała cztery punkty przewagi. Żeby ten ambitny cel udało się osiągnąć, należało w pierwszej kolejności powstrzymać Roberta Lewandowskiego. Jednym z graczy oddelegowanych do tego zadania był Łukasz Piszczek. Od dawna wiadomo, że obaj polscy piłkarze nie mają dobrych relacji, a poza tym Piszczek jest teraz kapitanem drużyny z Dortmundu, zatem miał podwójny powód, żeby nie patyczkować się w starciach z „Lewym”. I trzeba przyznać, że w środkach nie przebierał i kilka razy solidnie najlepszego strzelca bawarskiej jedenastki poturbował. Ostatecznie Lewandowski gola nie strzelił, ale zrobił to w pięknym stylu Joshua Kimmich i to jego trafienie zapewniło Bayernowi komplet punktów. Tak więc nic nie wyszło z wielkiego strzeleckiego pojedynku „Lewego” z okrzyczanym już na jego następcę 19-letnim Norwegiem Earlingiem Haalandem, który także bramki nie zdobył, a jeszcze na domiar złego musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.
W niemieckich mediach lepsze noty przyznawano na ogół Piszczkowi, podkreślając przy tym nie bez złośliwości, że „Lewy” zaczął być widoczny dopiero w ostatnich 10 minutach spotkania, gdy boisko opuścił Piszczek, za którego dla wzmocnienia ataku wszedł Mario Goetze. „Staruszek po raz kolejny pokazał, że zasłużył na nowy kontrakt. Po ra kolejny udowodnił, że mimo swoich 34 lat wciąż jest czołowym obrońcą w Bundeslidze” – pisano w komentarzach. Dla Piszczka mecz z Bayernem był 23. występem w tym sezonie Bundesligi i siódmym meczem ligowym z rzędu w roli kapitana zespołu.
Poprzeczka w górę, ale cena w dół
Co się zaś tyczy Lewandowskiego, to znowu poddawany jest w Niemczech niebywałej presji. Tym razem wszyscy fani futbolu w tym kraju zastanawiają się, czy Polak zdoła w tym sezonie pobić legendarny rekord strzelecki Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek, co jest do dzisiaj rekordem Bundesligi. Przez blisko pół wieku nikt nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia, a i Lewandowski jest od tego daleki, bo ma w tej chwili na koncie 27 goli, lecz już tylko sześć meczów do końca sezonu. Nawet dla niego uzyskanie 13 trafień w sześciu występach wydaje się zadaniem ponad siły, ale sam fakt, że tyle się w Niemczech o tym spekuluje, bynajmniej nie działa na korzyść kapitana reprezentacji Polski. Wręcz przeciwnie – stawiając tak wysoko Lewandowskiemu poprzeczkę, przestaje się doceniać należycie jego realne dokonania, czyli 27 goli w Bundeslidze i 41 trafień w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach. Ale taki to już los tego gracza, że im więcej na boisku pokazuje, tym więcej wszyscy od niego oczekują. I to potem rzutuje na wystawiane mu oceny, wycenę jego rynkowej wartości czy miejsce w prestiżowych rankingach.
Dowodzi tego choćby sporządzona ostatnio przez firmę doradczą KPMG Football Benchmark ocena transferowej wartości najdroższych na rynku polskich piłkarzy. Uczciwie oceniając, od kilku lat Lewandowski jest liderem tego zestawienia i jeśli coś się w tym względzie zmienia, to jedynie różnica między nim a resztą klasyfikowanych graczy.
Wedle oceny sporządzonej przez wspomniana agencję KPMG, rynkowa wartość czołowych pięciu polskich piłkarzy, grających w najsilniejszych ligach europejskich, w efekcie pandemii spadła o około 25 procent, z 245 do 180 mln euro. Numerem 1 jest w tym zestawieniu Lewandowski, którego w lutym wyceniano na 88 mln euro, a teraz jego wartość przeszacowano na kwotę 72 mln euro. To daje mu dopiero piątą lokatę w Bundeslidze, chociaż jest jednocześnie najwyżej wycenionym zawodnikiem Bayernu, lidera rozgrywek i murowanego faworyta do kolejnego z rzędu mistrzowskiego tytułu.
Kwartet także po przecenie
Drugi na liście najwartościowszych polskich piłkarzy jest bramkarz Juventusu Turyn Wojciech Szczęsny, którego rynkowa wartość zmniejszono z 52 do 40 mln euro. Wśród najdroższych bramkarzy w europejskich klubach daje mu to ósme miejsce.
Trzeci na liście jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, którego właśnie ten włoski klub przymierza do transferu i chce za niego równe 50 mln euro. Ale wedle opinii analityków KPMG po przecenie koronawirusowej Milik, za którego Napoli zapłaciło w 2016 roki 35 mln euro, dzisiaj wart jest 27-29 mln euro. Jeszcze mocniej przeceniono trzeciego napastnika w tym gronie, Krzysztofa Piątka, który przeszedł z AC Milan do Herthy Berlin za 27 mln euro, zaś teraz wedle KPMG kosztuje nie więcej niż 21 mln euro. Piątek może jednak na takie wyceny bimbać, bo ma kontrakt do 2025 roku, dopiero 24 lata i sporo czasu, żeby podbić serca kibiców tego berlińskiego klubu.
W miniona środę w końcu przełamał strzelecką niemoc i w wyjazdowym spotkaniu Herthy z RB Lipsk, chociaż znowu wszedł na boisko z ławki rezerwowych, to strzelił gola na 2:2 i zapewnił swojej drużynie cenny punkt. Najdziwniejsza jest jednak przecena wartości Piotra Zielińskiego z 42 na 24 mln euro, bo ten 26-letni pomocnik jest dzisiaj obiektem pożądania kilku topowych europejskich klubów, więc chociaż Napoli oferuje mu za przedłużenie kontraktu podwojenie gaży, to wcale nie musi się na to godzić.
W badaniu KPMG Football Benchmark bierze pod uwagę dziesięć różnych czynników mających wpływ na wartość piłkarza, w tym między innymi wiek, pozycję na jakiej gra, długość kontraktu, wyniki zawodnika oraz klubu, potencjał medialny i reklamowy piłkarza.
Tymczasem piłkarz jest tyle wart, ile ktoś zechce za jego transfer zapłacić. A o tym zawsze decyduje przydatność na boisku.

Dają trzech za Milika

We Włoszech trwa w najlepsze saga transferowa z Arkadiuszem Milikiem w roli głównej. Z najnowszych doniesień wynika, że reprezentanta Polski chce jednak pozyskać Juventus Turyn.

Wychodzący w Turynie dziennik „Tuttosport” podał, iż mistrz Włoch zaoferował Napoli w rozliczeniu za transfer polskiego piłkarza trzech swoich graczy, którzy obecnie występują w innych klubach: Romero (obecnie przebywa na wypożyczeniu w Genoi), Rolando Mandragorę (obecnie Udinese, ale Juventus Turyn ma prawo pierwokupu za 26 mln euro) oraz Lucę Pellegriniego (w tym sezonie wypożyczony do Cagliari Calcio).
W medialnych spekulacjach pojawiają się jednak wieści, że chęć pozyskania Milika zgłaszają Atletico Madryt, Tottenham i Chelsea. Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis jest ponoć gotów oddać polskiego napastnika, ale żąda 50 milionów euro. Futbolowi eksperci uważają jednak, że jest to kwota nierealna w obecnych czasach i De Laurentiis powinien być zadowolony, jeśli za transfer Milika dostanie 25 mln euro. Reprezentant Polski ma ważny kontrakt z Napoli do czerwca 2021 roku.

Zieliński nie chce do Barcelony?

Włoskie media obwieściły koniec negocjacyjnej sagi z Piotrem Zielińskim w roli głównej. Wedle nich reprezentant Polski po wielu miesiącach targów doszedł w końcu do porozumienia z SSC Napoli i zgodził się przedłużyć kontrakt na kolejne pięć sezonów. Szefowie klubu z Neapolu przystali ponoć na stawiane przez polskiego piłkarza warunki, ponieważ zainteresowała się nim Barcelona.

Zieliński jest zawodnikiem SSC Napoli od lata 2016 roku i dzisiaj bez wątpienia należy do kluczowych graczy tego zespołu. Stawiali na niego wszyscy trenerzy, którzy w ostatnich sezonach prowadzili ekipę „Azzuri” – Maurizio Sarri (obecnie prowadzi Juventus), Carlo Ancelotti (dziś Everton) i teraz robi to Gennaro Gattuso. Dowodzi tego liczba minut spędzonych przez Polaka na boisku – w meczach Serie A z zespołu Napoli jedynie Giovanni Di Lorenzo rozegrał więcej minut od naszego reprezentacyjnego pomocnika – Włoch zaliczył ich 2250, a Zieliński 2153, a ponadto strzelił dwa gole i miał trzy asysty.
Ale drużyna z Neapolu w tym sezonie zawodzi oczekiwania swojego ambitnego właściciela, znanego producenta filmowego Aurelio de Laurentiisa. Po 26. kolejkach zajmuje dopiero szóstą lokatę, które w Serie A jest premiowane jedynie udziałem w mniej prestiżowej Lidze Europy. A de Laurentiis żąda od swoich piłkarzy walki o mistrzostwo Włoch, bo zdobycie scudetto jest jego wielkim marzeniem, a jego plan minimum dopuszcza zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów.
Jego relacje z zawodnikami nie są w tym sezonie najlepsze, do czego przyczyniły się głównie nerwowe reakcje bossa po przegranych bataliach, gdy próbował karnie koszarować zespół w klubowym ośrodku treningowym. Nic dziwnego, że wielu kluczowych graczy planowało tego lata odejść z Napoli. Wśród nich także dwaj występujący w tym klubie reprezentanci Polski – wspomniany Zieliński oraz Arkadiusz Milik. Obu kończą się kontrakty, obaj byli jednak skłonni je przedłużyć i zaakceptowali nawet oferowane im wynagrodzenia. Kością niezgody stała się tzw. klauzula odstępnego, a dokładniej kwota, za jaką inne kluby mogłyby ich w przyszłości wykupić. De Laurentiis żądał wpisania w klauzuli 100 mln euro, co ewidentnie byłoby ceną zaporową. Milik się na to nie zgodził i w tej chwili jest już niemal przesądzone, że latem opuści Neapol. Zwłaszcza po tym, gdy działaczom udało się namówić do pozostania w klubie belgijskiego snajpera Driesa Mertensa.
Jeśli chodzi o Zielińskiego determinacja szefów SSC Napoli była zdecydowanie większa, bo na zatrzymanie tego gracza mocno naciskał trener Gattuso, ale sfinalizowanie negocjacji utrudniało nieprzejednane stanowisko właściciela klubu, który nie zamierzał się zgodzić ani na podwojenie zarobków (do 5 mln euro), czego żądał polski piłkarz, ani też zrezygnować ze stu milionów w klauzuli odstępnego, na co nie zgadzał się Zieliński. Pat w negocjacjach przerwały dopiero wieści, że reprezentantem Polski na serio zainteresowała się wielka Barcelona, umieszczając go na liście swoich transferowych życzeń. De Laurentiisa natychmiast poinformowano, że przedstawiciele katalońskiego klubu podjęli już rozmowy z reprezentującą interesy Polaka agencją BMG Sport.
Pogłoski o zainteresowaniu Barcelony Zielińskim mają mocne podstawy, bo nasz reprezentacyjny piłkarz wyrobił sobie dobrą markę, którą ugruntowały opinie wygłaszane o jego talencie przez uznanych trenerów, takich jak Juergen Klopp, który swego czasu chciał go ściągnąć do Liverpoolu, czy Maurizio Sarri, autor takiej oto opinii o polskim piłkarzu: „To zawodnik o niepodważalnych umiejętnościach. Może stać się jednym z najważniejszych piłkarzy w Europie. To niebywały talent, biorąc pod uwagę jego poziom techniczny, a do tego ma dobre cechy fizyczne. To będzie nowy Kevin De Bruyne”. Trudno o lepszą rekomendację.
Zainteresowanie działaczy „Dumy Katalonii” akurat Zielińskim też ma mocne uzasadnienie, bo 26-letni Polak znajduje się w najlepszym piłkarsko okresie swojej kariery, pod względem stylu gry i umiejętności operowania piłką spełnia wygórowane wymogi obowiązujące w FC Barcelona, a poza tym kataloński klub przymierza się po tym sezonie do przebudowy środkowej linii. Z klubem mają się pożegnać Ivan Rakitić, Arthur Melo i Arturo Vidal.
Tak więc z punktu widzenia polskiego kibica wieści, że Zieliński przedłużył kontrakt z SSC Napoli, wcale nie są dobre, bo to oznaczałoby, że nie podejmie on wyzwania i nie spróbuje sił w ekipie „Dumy Katalonii” u boku Leo Messiego. Byłby pierwszym Polakiem w FC Barcelona. Przyjemnie byłoby widzieć przy jego nazwisku w składzie reprezentacji Polski, że na co dzień jest graczem jednego z najsłynniejszych klubów na świecie.

Milik za 50 mln euro

Atletico Madryt nie rezygnuje z pozyskania Arkadiusza Milka. Według doniesień włoskich mediów, trener hiszpańskiego zespołu, Diego Simeone, widzi w Polaku przyszłego lidera linii ataku.

Wedle włoskiego dziennika „Corriere dello Sport” działacze Atletico Madryt przychylają się do opinii argentyńskiego szkoleniowca i negocjują z SSC Napoli ewentualny transfer. Hiszpanie są w tej chwili skłonni zapłacić za reprezentanta Polski nawet 50 milionów euro. A to już jest kwota wyższa od zaproponowanej ponoć klubowi z Neapolu przez Juventus Tury. I tym bardziej atrakcyjna, że mistrz Włoch na razie tylko rozważa pozyskanie Milika, bo chce go Maurizio Sarri, obecny szkoleniowiec „Starej Damy”, a wcześniej SSC Napoli. Diego Simeone widzi natomiast w Miliku lidera formacji ofensywnej, który potrafi dobrze łączyć ciężką pracę na boisku ze skutecznością. Atletico już od jakiegoś czasu rozgląda się za takim napastnikiem.
Kontrakt Milika z Napoli wygasa w czerwcu 2021 roku. Według włoskich mediów rozmowy Polaka o przedłużeniu umowy przerwano. Mimo dwóch kontuzji Milik był czołową postacią zespołu Napoli – strzelił 12 goli w 22 występach.

48 godzin sport

Dają za Milika 25 milionów
Schalke 04 Gelsenkirchen złożył SSC Napoli oficjalną ofertę transferu Arkadiusza Milika. Niemiecki klub jest gotów zapłacić za reprezentanta Polski 25 mln euro, ale dla właściciela ekipy z Napolu, Aurelio De Laurentiisa, to kwota o 10 mln euro za mała. Pozyskaniem 26-letniego polskiego napastnika zainteresowanych jest więcej klubów. Włoskie media twierdzą, że rozważaj jego transfer m.in. AC Milan, Atletico Madryt i Tottenham Hotspur. Milik ma ważny kontrakt z SSC Napoli do czerwca 2021 roku i nie doszedł do porozumienia w sprawie przedłużenia umowy. Zespół z Neapolu niedawno kupił Andreę Petagnę, który dołączy do zespołu przed nowym sezonem, aby uzupełnić lukę właśnie po Miliku. Nieoficjalnie mówi się, że do SSC Napoli chce wrócić niechciany w Paris Saint-Germain Urugwajczyk Edinson Cavani.

Nowy trener siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów
Włoch Alberto Giuliani został trenerem siatkarzy Asseco Resovii, którzy w zakończonych przedwcześnie w tym roku rozgrywkach spisali się poniżej oczekiwań. 55-letni szkoleniowiec poprowadzi zespół w sezonie 2020/21. Umowa została podpisana na rok. Giuliani jest także selekcjonerem reprezentacji Słowenii. Prowadził ją w 2019 roku, kiedy w półfinale mistrzostw Europy pokonała Polskę i wywalczyła srebrny medal. Włoch trenował też klubowe zespoły, m.in. Banca Lannutti Cuneo, Cucine Lube Marche Macerata, LPR Piacenza czy Halbank Ankara. Wśród sukcesów może mówić o zwycięstwie w Pucharze CEV, mistrzostwie Włoch i Superpucharze Turcji.

Piłkarze reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z premii
Piłkarze i trener reprezentacji Szwajcarii zrezygnowali z ponad miliona dolarów, które miała im wypłacić rodzima federacja. „Chcemy być przykładem i wykazać się solidarnością” – powiedział kapitan Stephan Lichtsteiner. Z powodu pandemii koronawirusa przełożone na przyszły rok zostały mistrzostwa Europy, na które Szwajcaria awansowała. Odwołano także mecze towarzyskie. To wszystko spowodowało, że piłkarskie federacje muszą sobie radzić ze znacznie zmniejszonymi przychodami. W Szwajcarii stwierdzono prawie 23 tys. zachorowań na COVID-19 i ponad 850 zgonów.

Żużlowcy Stali Gorzów znaleźli nowego sponsora
Żużlowy zespół z Gorzowa Wielkopolskiego w nowym sezonie ligowym wystartuje w PGE Ekstralidze pod nazwą „Moje Bermudy Stal Gorzów”. To efekt popisania przez klub trzyletniej umowy sponsorskiej z firmą deweloperską Emerix Investments. „Moje Bermudy” to budowane przez nią nowe osiedle na obrzeżach miasta. Poprzedni sponsor tytularny Stali, truly.work, zmniejszył swój udział w sponsorowaniu klubu, ale się nie wycofał, dzięki czemu mimo trudnej sytuacji spowodowanej wstrzymaniem rozgrywek ligowych, gorzowski klub ma środki na utrzymanie zespołu.

Zmarł włoski mistrz Europy w biegu na 800 metrów
Włoch Donato Sabia, halowy lekkoatletyczny mistrz Europy z 1984 roku w biegu na 800 metrów, zmarł na skutek koronawirusa. Miał 56 lat. Sabia był także dwukrotnym uczestnikiem igrzysk olimpijskich – w Los Angeles (1984) w finale zajął piąte miejsce, a w Seulu (1988) był siódmy.

Odwołali mistrzostwa koszykarskich reprezentacji młodzieżowych
Międzynarodowa Federacja Koszykówki strefy europejskiej (FIBA Europe) odwołała wszystkie 16 młodzieżowych mistrzostw Europy, które tradycyjnie odbywają się na Starym Kontynencie latem. Powodem decyzji jest pandemia koronawirusa. Państwa, które miały być gospodarzami turniejów 2020 będą miały pierwszeństwo w ubieganiu się o organizację w kolejnej edycji 2021. W Europie w roku 2021 mają się odbyć mistrzostwa koszykarek (w czerwcu, gospodarze to Francja i Hiszpania) oraz koszykarzy (we wrześniu, gospodarze to Czechy, Gruzja, Niemcy, Włochy). Obecnie trwają eliminacje do obydwu imprez. Biorą w nich udział reprezentacje Polski kobiet i mężczyzn. Najbliższe mecze zaplanowano na listopad.

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbędą się w 2022 roku
Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Eugene w pierwotnym terminie miały się odbyć w dniach 6-15 sierpnia 2021 roku, lecz po wymuszonym pandemią koronawirusa przełożeniu tegorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio na lipiec przyszłego roku, światowa federacja lekkoatletyczna musiała ustąpić terminu i przełożyła swoją imprezę o 12 miesięcy. Wedle nowego planu mistrzostwa świata odbędą się w dniach 15-24 lipca 2022 roku, w tej samej lokalizacji, czyli w Eugene w amerykańskim stanie Oregon. Tuż po światowym czempionacie rozpoczną się Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham (27 lipca-7 sierpnia), a także mistrzostwa Europy w Monachium (11-21 sierpnia).

Zieliński zostaje, Milik nie

W zmagających się z koronawirusem Włoszech w mediach sportowych z rzadka tylko przebijają się informacje nie związane z pandemią. Jedną z takich była podana niedawno przez dziennik „Corriere dello Sport” wiadomość, iż SSC Napoli finalizuje trwające od wielu miesięcy negocjacje z dwójką polskich piłkarzy – Piotrem Zielińskim i Arkadiuszem Milikiem.

Obaj reprezentanci Polski są ważnymi graczami SSC Napoli i obu klub należący do znanego projektanta mody Aurelio De Laurentisa chciał zatrzymać na dłużej. Negocjacje były trudne, ale kością niezgody nie były finansowe oczekiwania Zielińskiego i Milika, bo obu oferowane im podwyżki satysfakcjonowały, lecz kwoty jakie klub z Neapolu chciał wpisać do ich nowych kontraktów w tzw. klauzulach odstępnego. Nie chodziło o przysłowiowe drobne, tylko o okrągłe 100 milionów euro za każdego. Przy całym szacunku dla piłkarskich umiejętności i dokonań Zielińskiego i Milika, żaden z nich nie jest wart takich pieniędzy, więc zgoda na taką wysoką kwotę odstępnego oznacza zdanie się na łaskę i niełaskę klubu.
Na coś takiego wedle „Corriere dello Sport” właśnie przystał Zieliński, który w zamian za kontrakt do czerwca 2025 roku gwarantujący mu trzy miliony euro rocznie plus bonusy za oddanie praw marketingowych do wizerunku oraz premie za wyniki, zgodził się na owe 100 milionów w klauzuli odstępnego.
Zatrzymanie 26-letniego polskiego pomocnika było dla klubu władz SSC Napoli priorytetem, bo stał się on ważnym ogniwem zespołu „Azzurrich”, a jego obecny kontrakt wygasa z końcem czerwca przyszłego roku. Dlatego zgodzono się na żądaną przez niego niemal stuprocentową podwyżkę wynagrodzenia (do tej pory Zieliński zarabiał rocznie 1,8 mln euro) oraz przedłużenie umowy do połowy 2025 roku. W zamian reprezentant Polski musiał jednak ustąpić w kwestii wysokości odstępnego, co też wedle włoskich mediów w końcu uczynił. Zieliński występuje w zespole SSC Napoli od 2016 roku. W tym sezonie zagrał w 35 meczach we wszystkich rozgrywkach, strzelił dwa gole i zaliczył pięć asyst.
Urodzony 20 maja 1994 w Ząbkowicach Śląskich Zieliński jako 13-latek trafił w 2007 roku do Zagłębia Lubin, skąd cztery lata później trafił do Udinese Calcio. I od tego czasu swoją piłkarską karierę kontynuuje na Półwyspie Apenińskim. Udinese na dwa sezony wypożyczyło go do Empoli, a następnie w 2016 roku oddało na zasadzie transferu definitywnego do Napoli. Z tym klubem mający obecnie na koncie 51 występów w reprezentacji Polski piłkarz związał się pięcioletnim kontraktem, który teraz właśnie zostanie wydłużony do 2025 roku. Branżowe portale szacują aktualną transferową wartość Zielińskiego na 40 mln euro.
Tymczasem drugi z naszych piłkarzy w SSC Napoli, Arkadiusz Milik, twardo odmawia zgody na wpisanie do kontraktu stumilionowej kwoty odstępnego. On jest rówieśnikiem Zielińskiego i także trafił do SSC Napoli latem 2016 roku, tyle że z Ajaksu Amsterdam, gdzie zaliczył dwa udane sezony. Rozegrał w tym czasie w barwach holenderskiego zespołu 75 meczów, strzelił w nich 47 goli i zanotował 21 asyst. Nic dziwnego, że klub z Neapolu zapłacił za jego transfer 32 mln euro. Milika dopadł jednak pech, bo dwukrotnie zerwał więzadła krzyżowe – najpierw 8 października 2016 roku podczas meczu reprezentacji Polski w lewym kolanie, a potem, 23 września 2017 roku, w ligowym spotkaniu ze SPAL 2013, także w prawym kolanie. Wrócił na boisko 3 marca 2018 roku w ligowym spotkaniu z AS Roma.
Mimo tych dwóch ciężkich kontuzji jego transferową wartość branżowe portale wyceniają na 40 mln euro. W Napoli napastnik reprezentacji Polski zarabia obecnie 2,5 mln euro, a Aurelio De Laurentiis jest skłonny podnieść mu w nowej umowie gażę o półtora miliona, czyli do kwoty czterech milionów euro. I jest to ponoć wynagrodzenie w zupełności satysfakcjonujące Milika, ale mimo to nie chce on zgodzić się na zapis o 100 mln euro w klauzuli odstępnego. Zapewne dlatego, że jego agent otrzymuje wiele zapytań z innych klubów, bo już za rok Milik wypełni kontrakt i zostanie wolnym zawodnikiem, co de facto oznacza, że przy podpisaniu kontraktu z nowym klubem on dostanie górę pieniędzy, a Napoli ani grosza.
Tak więc wszystko przemawia za tym, że jeśli Milik nie zgodzi się na stumilionową klauzulę odstępnego, już tego lata zostanie wystawiony na listę transferową. Dla Napoli będzie to ostatni moment, żeby zarobić na polskim napastniku, ale nikt nie zapłaci im więcej niż 30-35 mln euro. Włoskie media donoszą, że reprezentantem Polski zainteresowanie wykazuje Atletico Madryt, którego trener, Diego Simeone, szuka mocnego konkurenta dla Diego Costy, Joao Felixa i Alvaro Moraty. Ale chęć pozyskania Milika zdradziły też dwa włoskie kluby – Juventus Turyn i Ac Milan.

Brzęczek nawet nie wysłał powołań

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek miał w miniony poniedziałek rozesłać powołania dla kadrowiczów na marcowe mecze towarzyskie z Finlandią we Wrocławiu i Ukrainą w Chorzowie. Z oczywistego powodu, jakim jest epidemia koronawirusa, już od dawna było wiadome, że oba spotkania się nie odbędą.

Zakaz rozgrywania imprez masowych, nakaz unikania skupisk ludzkich – to tylko niektóre przeszkody w zorganizowaniu marcowego zgrupowania kadry. Wirus COVID-19 dotknął także reprezentantów Polski, bo zaraził się nim występujący na co dzień w Sampdorii Genua Bartosz Bereszyński. Ale nie tylko on nie mógłby przyjechać na zgrupowanie kadry. Także inni gracze grający w lidze włoskiej nie mogliby tego zrobić, a bez Wojciecha Szczęsnego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Thiago Cionka, Karola Linettego, Arkadiusza Recy i wspomnianego Bereszyńskiego, trener Brzęczek raczej nie miałby po co organizować sparing reprezentacji. Decyzja o rezygnacji z marcowych meczów była więc jedynie formalnością.
Spotkania z Ukrainą i Finlandią na razie przełożono na czerwiec, lecz szansa na ich rozegranie jest iluzoryczna. Po prostu nie będzie na nie wolnych terminów.

Nowa nagroda w Lidze Mistrzów

W tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów czeka nas pewna nowość. Po każdym spotkaniu wybrani przez UEFA tzw. obserwatorzy techniczni wybierać będą najlepszego piłkarza, który otrzyma pamiątkową statuetkę.

O nowej nagrodzie UEFA poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, publikując zdjęcie trofeum. Przypomina ono piłkę, którą rozgrywa się spotkania Ligi Mistrzów. Do tej pory indywidualne wyróżnienie otrzymywał jedynie najlepszy zawodnik meczu finałowego. W ubiegłym roku był to grający w Liverpoolu Holender Virgil van Dijk.
Jak podaje UEFA, o wyborze MVP decydować będą eksperci ze świata futbolu. Podczas meczów 1/8 finału będą to: Pat Bonner (były bramkarz, 80-krotny reprezentant Irlandii, legenda Celticu Glasgow), Cosmin Contra (73-krotny reprezentant Rumunii, grał m.in. w AC Milan i Atletico Madryt), Aitor Karanka (25-krotny reprezentant Hiszpanii, występował głównie w Realu Madryt i Athletic Bilbao), Robbie Keane (146-krotny reprezentant Irlandii, strzelec 68 goli, gracz m.in. FC Liverpool, West Hamu i Tottenhamu), Roberto Martinez (hiszpański trener reprezentacji Belgii), Gines Melendez (hiszpański trener, ostatnio koordynator reprezentacji młodzieżowych Hiszpanii), Phil Neville (59-krotny reprezentant Anglii, obecnie trener kobiecej kadry tego kraju), Willi Ruttensteiner (dyrektor sportowy austriackiej federacji piłkarskiej) i Gareth Southgate (57-krotny reprezentant Anglii, obecnie selekcjoner angielskiej kadry).
Szansę na występ w 1/8 finału ma sześciu Polaków: Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli) oraz zgłoszony do kadry jako trzeci bramkarz Marcin Bułka (Paris Saint-Germain).
W tym tygodniu zostaną rozegrane cztery pierwsze spotkania 1/16 Ligi Mistrzów. We wtorek Borussia Dortmund zmierzyła się u siebie z Paris Saint Germain, a Atletico Madryt z FC Liverpool (spotkania te zakończyły się po zamknięciu wydania). W środę natomiast Atalanta Bergamo zagra z Valencią, a Tottenham z RB Lipsk.

Milik i Zieliński nie chcą być za drodzy

W 22. kolejce włoskiej Serie A Juventus Turyn pokonał Fiorentinę 3:0. W tym meczu doszło do pojedynku dwóch polskich bramkarzy – Wojciecha Szczęsnego i Bartłomieja Drągowskiego. W poniedziałek natomiast dojdzie do starcia Sampdorii Genua (Bartosz Bereszyński, Karol Linetty) z SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik).

Bohaterem spotkania Juventusu z Fiorentiną był strzelec dwóch goli Cristiano Ronaldo. Portugalczyk powiększył swoje konto bramkowe w ekipie „Starej Damy” do 50 trafień. Z naszych bramkarzy lepsze noty zebrał Szczęsny, który popisał się kilkoma efektownymi paradami.
W kończącym 22. kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Sampdorii Genua z SSC Napoli ma wystąpić aż czterech polskich piłkarzy. We włoskich mediach przy tej okazji pojawiły się nowe informacje o kulisach negocjacji Zielińskiego i Milika w sprawie przedłużenia ich kontraktów z klubem z Neapolu.
Dziennik „La Gazzetta dello Sport” podał, że obaj Polacy zaakceptowali warunki finansowe, które mają obowiązywać do do końca czerwca 2024 roku. Zieliński ponoć ma zarabiać dwa mln euro rocznie, a Milik trzy miliony. Kością niezgody są jedynie kwoty tzw. odstępnego. Włoski klub chce w umowie z Zielińskim wpisać 80 mln euro, z Milikiem aż 100 mln euro. Obaj reprezentanci Polski nie chcą się na to zgodzić i są gotowi przystać na odstępne w wysokości 50 mln euro. Włoski dziennik twierdzi, że władze Napoli podobno są gotowe pójść na ustępstwo w przypadku Zielińskiego, ale nie chcą słyszeć o niżej kwocie niż sto milionów w klauzuli Milika. Napastnik reprezentacji Polski obstaje przy swoim, co w przypadku braku porozumienia oznacza, że latem opuści ekipę SSC Napoli.