Australian Open: Łagodzą skutki izolacji

Australijska federacja tenisowa (Tennis Australia) w porozumieniu z ATP i WTA dokonała korekty w założeniach organizacyjnych turniejów poprzedzających tegoroczny wielkoszlemowy Australian Open.

Szef Tennis Australia i dyrektor Australian Open Craig Tiley poinformował, że wobec tego iż ponad 70 zawodniczek i zawodników po przylocie na antypody z uwagi na możliwość zakażenia Covid-19 w trakcie lotów samolotami czarterowymi, zostało skierowanych na ścisłą kwarantannę bez możliwości opuszczania pokoju hotelowego i treningów na kortach, zostanie przeprowadzona korekta w kalendarzu startowym australijskiej części tenisowego sezonu. W miniony weekend w porozumienia z ATP i WTA dokonano zmian w harmonogramie turniejów poprzedzających Australian Open.
Początek dwóch turniejów rangi ATP 250, Murray River Open, w którym planuje wystąpić Hubert Hurkacz oraz Great Ocean River, przesunięto o jeden dzień – z 31 stycznia na 1 lutego, a liczbę uczestników w grze pojedynczej zwiększono do 56. O jeden dzień przesunięto też rozpoczęcie zmagań w drużynowym ATP Cup, które zaczną się 2 lutego.
Natomiast w kalendarzu imprez pod szyldem WTA Tour do już zaplanowanych dwóch turniejów w Melbourne, Gippsland Trophy i Yarra Valley Classic (zostaną rozegrane w dniach 31 stycznia – 6 lutego), dojdzie trzeci z rangą „500” – Grampians Trophy, a odbędzie się w dniach 3-7 lutego. Te zmiany zostały wprowadzone po to, aby dać 72 tenisistkom i tenisistom przebywających w ścisłej izolacji czas na odpowiednie przygotowanie się do startu w Australian Open. Ta grupa zawodniczek i zawodników dostanie również priorytet w dostępie do kortów treningowych, siłowni i odnowy biologicznej.
Trójka reprezentantów Polski, Iga Świątek, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak szczęśliwie nie znalazła się w samolotach, którymi podróżowały osoby z pozytywnymi wynikami testów na koronawirusa i mogli w czasie obowiązkowej kwarantanny opuszczać pokoje hotelowe i przez pięć godzin dziennie trenować na kortach.

Hurkacz zmyka za ocean

Hubert Hurkacz święta planuje spędzić w Stanach Zjednoczonych, gdzie zamierza kontynuować przygotowania do nowego sezonu tenisowego. I z USA nasz 23-letni tenisista poleci do Australii na Australian Open.

Plan przygotowań, który w drugiej połowie listopada miał Hurkacz, uległ niemal całkowitej zmianie. Pod koniec tego miesiąca, zgodnie z wcześniejszymi założeniami, polski tenisista udał się na obóz kondycyjny do Zakopanego. W połowie grudnia zaś początkowo miał lecieć do Australii i tam trenować przed pierwszymi startami w 2021 roku. Pierwotnie na antypodach tradycyjnie miały się odbyć najpierw turnieje ATP i WTA, a następnie Australian Open (18-31 stycznia).
Organizatorzy wielkoszlemowego turnieju dopiero w minioną sobotę oficjalnie podali termin rozpoczęcia przyszłorocznych zmagań. Zaczną się one dopiero 8 lutego. Po raz pierwszy w historii australijskiego turnieju kwalifikacje odbędą się w innych krajach – w dniach 10-13 stycznia tenisistki walczyć o awans do głównej drabinki turniejowej walczyć będą w Dubaju, a mężczyźni w Dausze. Hurkacz te ustalenia nie dotyczą, bo ma 34. pozycję w rankingu ATP i jest bliski nawet rozstawienia w turnieju.
Ale musi wszystkie swoje plany podporządkować koronawirusowym obostrzeniom. „Przez nie wszystko wciąż się zmienia. Teraz plan jest taki, że Hubert przed świętami Bożego Narodzenia poleci do USA i będzie kontynuował przygotowania w Saddlebrook Tennis Academy w Wesley Chapel. Zależy mu, by potrenować poważnie pod okiem Craiga Boyntona przed rozpoczęciem sezonu. Będzie tam aż do czasu wylotu do Australii” – przekazał Michał Zawada, odpowiedzialny w ekipie wrocławskiego tenisisty za kontakty z mediami. Ze względu na pandemię Covid-19 władze Australii wprowadziły obowiązek dwutygodniowej kwarantanny dla wszystkich osób przyjeżdżających z zagranicy. Zawodnikom przekazano, że dla uczestników Australian Open zorganizowane zostaną loty czarterowe z Dubaju, Los Angeles i Singapuru, którymi będą mogli bezpiecznie dotrzeć na antypody.

48 godzin sport

Nowy trener w Wiśle Kraków
Nowym szkoleniowcem Wisły Kraków został 44-letni Niemiec Peter Hyballa , który na trenerskim stołku zastąpił Artura Skowronka, zdymisjonowanego w minioną sobotę po ligowej porażce z Zagłębiem Lubin (1:2). Krakowski klub podpisał z nim umowę do 30 czerwca 2022 roku. Hyballa w swojej trenerskiej karierze prowadził zespoły Alemannii Aachen, Sturm Graz, NEC Nijmegen, Dunajskiej Stredy i NAC Breda. Od lutego tego roku pozostawał bez pracy. Polska będzie szóstym krajem w jego trenerskiej karierze. W roli trenera Wisły Niemiec zadebiutuje już w piątkowych derbach z Cracovią. Ponoć bardzo mu zależało, żeby poprowadzić zespół w tym meczu, bo ma na pieńku z trenerem „Pasów” Michałem Probierzem, z którym ostro się pokłócił w 2019 roku po meczu w I rundzie eliminacji Ligi Europy, gdy był trenerem Dunajskiej Stredy. Słowacki zespół wyeliminował wtedy Cracovię po dwóch remisach 1:1 i 2:2 dzięki zasadzie, że bramki na wyjeździe liczą się podwójnie.

Odwołano zimowe imprezy w Chinach
Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) potwierdziła, że z powodu narastającego zagrożenia Covid-19 Chiński Związek Narciarski oficjalnie poinformował, że w lutym i marcu 2021 nie będzie można przeprowadzić żadnych z zaplanowanych zawodów zimowego Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, skokach i biegach narciarskich. Zawody te miały być też próbami przedolimpijskimi. Odwołane zawody to PŚ w skokach narciarskich (13-14 lutego) i kombinacji norweskiej oraz alpejski PŚ kobiet – zjazd i supergigant (27-28 lutego). Odwołano także PŚ w biegach (19-21 marca) w Zhangjiakou oraz zaplanowane w dniach 18-28 lutego mistrzostwa świata w snowboardzie w Yanqinq.

Mecz szczypiornistów Łomży Vive z PSG odwołany przez wirusa
Aż siedem przypadków zakażenia koronawirusem w Łomży Vive Kielce. W tej sytuacji nie ma mowy o rozegraniu meczu Ligi Mistrzów z PSG. Kielczanie przeszli testy 1 grudnia po kilku dniach samoizolacji. Oprócz siedmiu przypadków, jeden z zawodników otrzymał wynik niejednoznaczny i musi przebywać na izolacji. Reszta zespołu bez potwierdzonego zakażenia ze względów bezpieczeństwa pozostaje na kwarantannie. W najbliższy weekend mistrzowie Polski mieli zagrać w Superlidze ze Stalą Mielec.

Szwed zastąpi Jakuba Modera w Lechu Poznań
Występujący na pozycji defensywnego pomocnika Szwed Jesper Karlstroem od 1 stycznia będzie piłkarzem Lecha Poznań – poinformował w środę klub. 25-letni piłkarz grający ostatnio Djurgardens IF związał się trzyipółletnią umową z wicemistrzem Polski. Karlstroem w Lechu ma zastąpić Jakuba Modera, który najprawdopodobniej już zimą przeniesie się do Brighton Hove&Albion. Nowy piłkarz Lecha ma za sobą debiut w seniorskiej reprezentacji swojego kraju, w styczniu 2018 roku zagrał w towarzyskim meczu z Danią (1:0). Karltstroem będzie drugim obok Mikaela Ishaka szwedzkim piłkarze w kadrze wicemistrza Polski.

WTA wprowadziła system turniejowy na wzór ATP
Zarządzająca kobiecymi rozgrywkami tenisowymi WTA postanowiła skorzystać z doświadczeń swojego męskiego odpowiednika, ATP. Od sezonu 2021 turnieje pod egidą obu organizacji będą dzielić się na cztery kategorie: 1000, 500, 250 i 125. Do tej pierwszej kategorii będą zaliczane dawne turnieje WTA Premier Mandatory i WTA Premier 5, do drugiej WTA Premier, do trzeciej WTA International, a do czwartej WTA 125K Series (WTA Challenger). System liczbowy pozwoli na natychmiastowe zidentyfikowanie poziomu imprezy, dzięki czemu kibice będą mogli w łatwiejszy sposób śledzić tour. Ponadto dzięki temu nazwy upodobnią się do nomenklatury turniejów ATP. Profesjonalny tenis będzie miał ten sam system i stanie się bardziej jednolity – zapewniają władze WTA i ATP.

Koniec duetu Kubot – Melo

Łukasz Kubot i Marcelo Melo po czterech latach wspólnych startów postanowili zakończyć współpracę. Decyzję podjęli po po przełożonym na jesień wielkoszlemowym French Open, a ostatni raz zagrali razem w ATP Finals 2020.

Polsko-brazylijski duet przez cztery sezony wygrał razem 15 deblowych turniejów, w tym wielkoszlemowy Wimbledon w 2017 roku. W tym też roku doszli do finału ATP Finals, a ponadto osiągnęli też finał US Open w 2018 roku. Dwa ostatnie lata nie były już jednak tak udane i stąd decyzja o zakończeniu współpracy. „Postanowiliśmy o tym wkrótce French Open, ale muszę szczerze przyznać, że tak naprawdę była to raczej decyzja z mojej strony” – przyznał Melo.
Pożegnalnym występem Kubota i Melo był udział w fazie grupowej ATP Finals w londyńskiej hali 02 Arena. Do turnieju debla zakwalifikowali się „rzutem na taśmę”, dzięki punktom otrzymanym za wygranie turnieju w Wiedniu oraz za półfinał w halowym turnieju w paryskiej hali Bercy. W turnieju mistrzów stracili szansę na awans do półfinału po porażkach z duetami Rajeev Ram i Joe Salisbury oraz Kevin Krawietz i Andreas Mies, ale na pożegnanie z turniejem nieoczekiwanie pokonali parę Wesley Koolhof – Nikola Mektić, późniejszych triumfatorów ATP Finals 2020.
Kubot i Melo nie kryli wzruszenia. „Doszliśmy do punktu, w którym najlepszym rozwiązaniem dla nas było rozstanie. Wiele par rozstaje się w gniewie, a my dokonaliśmy tego w przyjaźni” – podkreślał w medialnych wypowiedziach brazylijski tenisista.
Co ciekawe, zarówno Brazylijczyk, jak i Polak w nowym sezonie będą mieć za partnerów holenderskich graczy. 40-letni Kubot będzie grał z 31-letnim Wesleyem Koolhofem, który oprócz triumfu w tegorocznym ATP Finals ma na koncie sześć turniejowych zwycięstw oraz dojście do finału tegorocznego US Open. 37-letni Melo natomiast dogadał się z 39-letnim Jeanem-Julienem Rojerem, deblowym mistrzem Wimbledonu (215) i US Open (2017), triumfatorem w parze z Rumunem Hortią Tecau w 29 turniejach deblowych cyklu ATP.

Solidarność na korcie

Przerwa w tenisowych rozgrywkach mocno uderzyła po kieszeni żyjących ze startów w turniejach graczy. Zwłaszcza tych spoza dobrze zarabiającej światowej czołówki. I to im władze ITF, ATP i WTA postanowiły przyjść z finansową pomocą.

Wsparcie tej inicjatywy zapowiedzieli też organizatorzy turniejów Wielkiego Szlema oraz zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych rankingów. O tym, że toczy trwają prace na opracowaniem koncepcji pomocy poinformował jako pierwszy wiceprezes Niemieckiego Związku Tenisowego Dirk Hordorff. Nowe informacje w tej sprawie ujawnił też lider rankingu ATP Novak Djoković w liście otwartym. Serbski tenisista potwierdził, że w tej chwili toczy się dyskusja nad propozycjami finansowego wsparcia dla niżej notowanych graczy. Uczestniczący w niej przedstawiciele ITF, ATP, WTA i turniejów Wielkiego Szlema planują zebrać z różnych źródeł około 9 mln dolarów i podzielić go równo na wytypowanych do pomocy zawodniczki i zawodników. Na lwią część tej kwoty mają się złożyć Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF), organizująca turniejową rywalizację mężczyzn ATP i zarządzająca rywalizacją kobiet WTA oraz organizatorzy czterech imprez wielkoszlemowych. Około 2 mln dolarów mają natomiast dorzucić do tej puli gracze z czołówki rankingów WTA i ATP w ramach funduszu pomocowego Player Relief Fund. Dobrowolnie na ten cel mają się złożyć zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych list w grze pojedynczej oraz z Top 20 rankingu deblowego.
Z informacji przekazanych przez Djokovicia wynika, że pomocą planuje się objąć zawodniczki i zawodników zajmujących aktualnie w rankingach miejsca od 250. do 700. To gracze, którzy nie kwalifikują się do wielkoszlemowych eliminacji i dlatego trudniej jest im walczyć o wyższe premie na zawodowych kortach. Każdy tej grupy może liczyć na wsparcie w wysokości 10 tys. dolarów. W tym gronie są także Polacy – Urszula Radwańska (WTA 266), Katarzyna Piter (WTA 360), Natalia Siedliska (WTA 560), Kacper Żuk (ATP 305), Daniel Michalski (ATP 434), Jerzy Janowicz (ATP 470) i Michał Dembek (ATP 654).
Djoković wyjawił też zasady na jakich gracze ze światowej elity opodatkują się na rzecz Player Relief Fund. Proponuje się, żeby zawodnicy i zawodniczki z Top 5 rankingów WTA (Ashleigh Barty, Simona Halep, Karolina Pliskova, Sofia Kenin, Jelina Switolina) i ATP (Novak Djoković, Rafael Nadal, Dominic Thiem, Roger Federer, Daniił Miedwiediew) wpłaciły po 30 tys. dolarów, a wkład kolejnych będzie malał wraz z niższym miejscem w zestawieniu Top 100. Jeśli takie ustalenia zostaną zaakceptowane, notowany aktualnie na 29. światowej listy Hubert Hurkacz musiałby przekazać na fundusz pomocowy 10 tys. dolarów, a nasz najwyżej notowany deblista Łukasz Kubot 5 tys. dolarów. Z naszych tenisistek w Top 100 klasyfikowane są obecnie tylko Magda Linette (WTA 36) i Iga Świątek (WTA 49) – one także, jak Hurkacz, będą musiały wpłacić po 10 tys. dolarów. Raczej na pewno nikt się nie wyłamie, bo solidarność na korcie w czasie zarazy jest wymagana nawet w tak indywidualnym sporcie, jakim jest tenis.
Oficjalne turnieje tenisowe zostały zawieszone na razie do 13 lipca. Organizatorzy wielkoszlemowego US Open wciąż jeszcze mają nadzieję, że imprezę uda się przeprowadzić, nie rezygnują też animatorzy przełożonego na wrzesień turnieju French Open. Z myślą o tych zawodach trener Sereny Williams Patrick Mouratoglou wpadł na pomysł zorganizowania nieformalnych rozgrywek z udziałem zaproszonych graczy ze ścisłej światowej czołówki. Rywalizacja ma się toczyć na zamkniętych dla publiczności kortach jego prywatnej akademii tenisowej w Nicei na przełomie maja i czerwca. Mouratoglou nazwał te nietypowe rozgrywki Ultimate Tennis Showdown (UTS). Rywalizacja ma się toczyć przez pięć tygodni, ale żeby wszyscy mieli w tym interes, Francuz oferuje telewizjom nabycia praw telewizyjnych do transmisji na żywo. Pierwszy pojedynek ma się odbyć 16 maja, a zmierzą się w nim zajmujący 10. miejsce w rankingu ATP Belg David Goffin z klasyfikowanym na 103. pozycji Australijczykiem Alexem Popyrinem , którego dołączono do stawki wyłącznie dlatego, że jego ojciec jest udziałowcem UTS. Jak wieść niesie, gracze z Top 10 rankingów WTA i ATP wyrazili chęć udziału w tym przedsięwzięciu.
Nic dziwnego, także ich czeka chudy rok. Wiadomo już, że sierpniowy turniej WTA w Montrealu został przełożona na 2021 rok, a lipcowy turniej ATP w Hamburgu odwołano. Wielkoszlemowy French Open, który zazwyczaj odbywa się w Paryżu na przełomie maja i czerwca, przesunięto w marcu na termin 20 września – 4 października. Tydzień wcześniej zakończyć się ma US Open. Szef Amerykańskiej Federacji Tenisowej (USTA) Mike Dowse poinformował, że decyzja w sprawie tych zawodów ma zapaść w czerwcu. Opcję turnieju bez kibiców określił jako możliwą, ale ją wykluczył.

Anglicy odwołali Wimbledon

Komitet organizacyjny wielkoszlemowego Wimbledonu w minioną środę ogłosił decyzję, której od jakiegoś czasu sympatycy tenisa na całym świecie się spodziewali, ale która chyba nikogo nie ucieszyła. Po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej ten najbardziej prestiżowy turniej tenisowy został odwołany. Jego kolejna edycja odbędzie się dopiero za rok, w dniach 28 czerwca – 11 lipca. Tym samym All England Lawn Tennis Club nie poszedł śladem Francuzów, którzy swój wielkoszlemowy French Open przenieśli na koniec września.

Pandemia koronawirusa sparaliżowała kompletnie tenisowe życie. Z jej powodu odwołano w marcu wielkie turnieje w Indian Wells i Miami, a od 18 marca ITF, WTA i ATP zawiesiły rozgrywki tenisowe na wszystkich szczeblach. Pierwotnie przerwa miała potrwać do 7 czerwca, czyli do końca cyklu turniejów na kortach ziemnych, który zwyczajowo kończy wielkoszlemowy French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W tym roku miał się odbyć w dniach 24 maja – 7 czerwca, ale jego organizatorzy już dwa tygodnie temu ogłosili, że przenoszą turniej na jesień i wyznaczyli nawet nową datę: 20 września – 4 października.
Pierwszy padł French Open
Ich decyzja wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku, bo nie został uprzednio uzgodniona z władzami ITF, WTA i ATP, zawodnikami oraz organizatorami innych zaplanowanych wcześniej w tym okresie turniejów. „Wiedzieliśmy, że będziemy za to krytykowani, bo jako pierwsi zdecydowaliśmy się na taki krok. Byliśmy jednak pewni, że musimy coś zrobić, bo nie było wspólnej dyskusji na ten temat. Nawet ludzie z ATP mówią nam dziś, że mieli podobny pomysł. A my działamy też w interesie Francji” – przekonuje w rozmowie z dziennikiem „L’Equipe” Lionel Maltese, dyrektor do spraw finansów Francuskiej Federacji Tenisowej (FFT).
Przeniesienie imprezy na wrzesień nie daje jednak stuprocentowej pewności, że się w tym terminie odbędzie. Wszystko zależy od rozwoju pandemii koronawirusa. Ale Francuzi są zdeterminowani, żeby impreza na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jednak się odbyła. „Straty z powodu odwołania turnieju wyniosłyby 260 mln euro, a to by oznaczało, że ucierpi także tenis amatorski, na który z tych zysków przeznaczamy co roku sto milionów euro” – tłumaczy dyrektor Maltese.
Protesty zawodników szybko jednak ucichły, gdy pojawiły si pierwsze pogłoski, że Wimbledon także jest zagrożony i może nawet w ogóle się nie odbyć. A to już jest cios bolesny, bo cztery turnieje Wielkiego Szlema łącznie wnoszą do zawodowego tenisa w puli nagród prawie dwieście milionów dolarów. A przypomnijmy, że w tym roku odbył się jak na razie jedynie Australian Open.
W środę organizatorzy zawodów na trawnikach All England Lawn Tennis Clubu (AELTC) spotkali się, aby podjąć decyzję w sprawie tegorocznego Wimbledonu. Pod uwagę wzięto bezpieczeństwo i zdrowie graczy, sędziów, kibiców oraz wszystkich osób pracujących przy turnieju. Ostatecznie podjęto decyzję, że 134. edycja The Championships odbędzie się w przyszłym roku, w dniach 28 czerwca – 11 lipca 2021 roku.
Anglikom żal było trawy
„To jest decyzja, której nie podjęliśmy pochopnie, a zrobiliśmy to z najwyższym szacunkiem dla zdrowia publicznego oraz dobrobytu wszystkich tych, którzy sprawiają, że Wimbledon się odbywa” – stwierdził przewodniczący AELTC, Ian Hewitt. Organizatorzy w oficjalnym komunikacie poszerzyli listę powodów: „Naszym zdaniem najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo wszystkich, którzy sprawiają, że Wimbledon to wydarzenie angażujące społeczeństwo, graczy, gości, pracowników, wolontariuszy, partnerów, kontrahentów i lokalnych mieszkańców. Dlatego uważamy, że odwołanie Wimbledonu jest najlepszą decyzją w interesie zdrowia publicznego. Podejmujemy tę decyzję teraz, a nie za kilka tygodni, co jest w interesie osób, które miały rozpocząć przygotowania do tego wydarzenia. Ci, którzy kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy i możliwość zakupu wejściówek na ten sam dzień w 2021 roku” – poinformował All England Lawn Tennis Club.
Wimbledon to najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie. Rozgrywany jest od 1877 roku. W tym czasie nie został rozegrany jedynie podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Od 1946 roku odbywał się regularnie. Organizatorzy nie zdecydowali się, wzorem French Open, przenieść imprezy na jesienny termin, bo rywalizacja na trawiastych kortach w Wielkiej Brytanii możliwa jest tylko latem.
Międzynarodowa Federacja Tenisowa zareagowała natychmiast i także w minioną środę zaakceptowała wniosek ATP i WTA, aby przerwę w rozgrywkach przedłużyć do 13 lipca. Potwierdziły to obie organizacje w oficjalnych komunikatach, co oznacza, że wszystkie zaplanowane turnieje na kortach trawiastych zostaną odwołane. W czerwcu tenisistki i tenisiści mieli w kalendarzu po sześć imprez. ATP nie skreśliła jedynie mający rozpocząć się 13 lipca turniej w Newport.
ITF wydłuża przerwę do lipca
Poprzedni komunikat ITF, WTA i ATP z 18 marca wstrzymał rywalizację na kortach do 7 czerwca, teraz już wiadomo, że przerwa potrwa co najmniej o miesiąc dłużej. Na tyle też utrzymano tzw. zamrożenie rankingów, czyli utrzymano jako wiążące wyniki ostatniego notowania. Dla czołówki profesjonalnych graczy utrata możliwości występu na wimbledońskiej trawie będzie jednak kolejną dotkliwą stratą finansową, bo to impreza z najwyższą pulą nagród (ponad 40 mln funtów).
W tym roku odbył się tylko jeden turniej wielkoszlemowy – Australian Open w Melbourne. Wśród pań triumfowała w nim Amerykanka Sofia Kenin, natomiast wśród mężczyzn najlepszy był Serb Novak Djoković.
ATP i WTA rozważają teraz różne scenariusze. Nie można wykluczyć, że z powodu pandemii w tym roku nie odbędzie się już żaden turniej tenisowy. Wariant optymistyczny zakłada wydłużenie sezonu do grudnia i limitowanie liczby imprez. Jeśli zajdzie taka konieczność, pierwszeństwo będą miały turnieje Wielkiego Szlema i Masters 1000, bo one oferują największe pule nagród dla uczestników.

Gruzińska tenisistka zawstydza ITF, WTA i ATP

Tenisowe życie zamarło całkowicie i stan ten ma potrwać co najmniej do 7 czerwca, a może jeszcze dłużej, bo coraz realniejsza decyzja o odwołaniu także cyklu czerwcowych i lipcowych turniejów na trawie, z wielkoszlemowym Wimbledonem włącznie. Taka długa przerwa staje się coraz poważniejszym problemem dla zawodniczek i zawodników spoza czołówki rankingów WTA i ATP. Zwróciła na to uwagę 31-letnia gruzińska tenisistka Sofia Shapatava.

Sklasyfikowana obecnie na 371. miejscu światowej listy tenisistek Shapatava jest inicjatorką petycji skierowanej pod adresem władz ITF, WTA i ATP, postulującej udzielenie wsparcia finansowego dla zawodniczek i zawodników spoza Top 100 światowych rankingów. Podpisało się pod nią juz ponad tysiąc osób. „Zawodowi tenisiści na całym świecie przestali rywalizować. Najlepsi z nich mają środki na utrzymanie przez kilka miesięcy. Ci gorsi cierpią. Niewielu z nich będzie w stanie utrzymać się w codziennym życiu, a po trzech miesiącach bez rywalizacji wrócić jeszcze do gry. Organizacje odpowiedzialne za prowadzenie tenisa powinny pomóc zabezpieczyć zawodników, a przynajmniej pomóc im w tych trudnych czasach” – tłumaczy Shapatava. ITF, ATP i WTA zawiesiły wszelkie rozgrywki do 7 czerwca. Organizatorzy French Open przełożyli paryski turniej na wrzesień, a zważywszy na rozszerzającą się wciąż w Wielkiej Brytanii epidemie koronawirusa, coraz bardziej prawdopodobne jest także odwołanie Wimbledonu. Nie odbywają się żadne turnieje – ani te najwyższej rangi, ani najniższej. To odbiera niżej klasyfikowanym tenisistkom i tenisistom możliwość zarobkowania.

„Wiele firm organizuje dziś swoim pracownikom płatne urlopy, a przecież tenisiści w pewnym sensie także są pracownikami światowych organizacji tenisowych. Uważam, że powinniśmy uzyskać jakieś wsparcie, bo płacimy podatki, opłacamy licencje i pracujemy dla nich. Całkowite zawieszenie rozgrywek było nieoczekiwane i odbiło się mocno na finansach większości z nas” – przekonuje 31-letnia reprezentantka Gruzji.

Czołowi gracze zarabiają wystarczająco, żeby przetrwać kilka miesięcy bez dochodów, dla pozostałych, których jest zdecydowanie więcej, będzie to trudny okres, bo nie mają oszczędności i żadnych możliwości zarobkowania, a mimo to każe im się respektować umowy z trenerami i płacić za wszystko jak zwykle. WTA, ATP i ITF powinny nam pomóc, bo te organizacje mają na to odpowiednie środki” – twierdzi Shapatava. Doczeka się odpowiedzi?

Odwołają Wimbledon?

Z powodu pandemii koronawirusa do 7 czerwca odwołano wszystkie imprezy tenisowe, w tym wielkoszlemowy French Open. To samo grozi też turniejowi na trawnikach Wimbledonu.

Tenisiści mieli wrócić do rywalizacji na trzy tygodnie przed startem Wimbledonu, ale w Wielkiej Brytanii epidemia koronawirusa dopiero zaczęła nabierać rozpędu. Dlatego pojawia się coraz więcej sygnałów, że najsłynniejszy turniej tenisowy nie odbędzie się jednak w zaplanowanym terminie 29 czerwca – 12 lipca. W minioną środę organizator turnieju, All England Lawn Tennis Club (AELTC), poinformował, że w przyszłym tygodniu odbędzie się w tej sprawie specjalna narada, na której ma zapaść decyzja odnośnie tegorocznej edycji zmagań na trawiastych kortach Wimbledonu.
AELTC już od stycznia tego roku analizował projekty różnych rozwiązań awaryjnych, a teraz weryfikuje je zgodnie z poleceniami brytyjskich władz oraz organizacji zdrowia publicznego. W sytuacji rosnącego zagrożenia życia dla coraz większej liczby obywateli, nawet tak pomnikowe imprezy, jaką bez wątpienia jest Wimbledon, muszą podporządkować się zakazom.
„AELTC znajduje się w ciągłym kontakcie z ATP, WTA, ITF i organizatorami pozostałych turniejów wielkoszlemowych. W tej chwili, w oparciu o opinie, jakie dostaliśmy od władz, na przeprowadzenie The Championships w ustalonym pierwotnie terminie otrzymamy ściśle limitowane okienko czasowe, co w przypadku możliwych kaprysów pogodowych może uniemożliwić przeprowadzenie rywalizacji na sprawiedliwych dla wszystkich uczestników zasadach. Ze względu na charakter nawierzchni naszych kortów przełożenie imprezy na późniejszy termin niesie ryzyko ich poważnej dewastacji. Z kolei rozgrywanie turnieju bez udziału publiczności nie jest przez nas w ogóle rozpatrywane” – informuje All England Lawn Tennis Club.
Od pierwszego turnieju na kortach Wimbledonu w 1877 roku, imprezę odwoływano dziesięciokrotnie, wyłącznie w okresie trwania obu wojen światowych w XX wieku, czyli w latach 1915-1918 i 1940-1945.

Zamrożone rankingi WTA i ATP

Wszystkie imprezy tenisowe w powodu pandemii koronawirusa zostały odwołane aż do czerwca. W tej sytuacji Stowarzyszenie Tenisistów Profesjonalnych (ATP) oraz Women’s Tennis Association (WTA) podjęły decyzje o zamrożeniu na ten czas rankingów. Wśród pań liderką pozostanie zatem Australijka Ashleigh Barty, a wśród panów Serb Novak Djoković.

Z powodu koronawirusa odwołano m.in. prestiżowe marcowe turnieje w Indian Wells i Miami oraz imprezy planowane w kwietniu i maju w Europie na kortach ziemnych – w Stuttgarcie, Monte Carlo, Barcelonie, Madrycie, Rzymie, a kończący tę część sezonu wielkoszlemowy turniej French Open w Paryżu przeniesiono na koniec września. ATP i WTA postąpiły w jedyny możliwy w takiej sytuacji sposób, czyli zamroziły rankingi do czasu wznowienia rozgrywek. Na razie jeszcze nie wiadomo, kiedy to nastąpi. W tej chwili przyjęto, że tenisiści wrócą do rywalizacji 10 czerwca w Mercedes Cup w Stuttgarcie i Libema Open w holenderskim ‚s-Hertogenbosch, natomiast tenisistki 12 czerwca w turniejach na nawierzchni trawiastej w Nottingham i ‚s-Hertogenbosch. Nie ma jednak stuprocentowej pewności, że te terminy zostaną dotrzymane, bo już pierwszy turniej na trawie, Surbiton Trophy, został odwołany. Turniej w Surbiton ma 17-letnią tradycję i nieoficjalnie uważano go za inaugurujący część sezonu na kortach trawiastych w Wielkiej Brytanii. Impreza nie jest zaliczana do głównego cyklu. Męska edycja ma rangę ATP Challenger Tour, a kobieca ITF Women’s World Tour. Odbywa się zwykle w drugim tygodniu wielkoszlemowego French Open. W tym roku miała zostać rozegrana w dniach 31 maja – 7 czerwca, lecz z powodu epidemii koronawirusa została już odwołana. Organizatorzy innych zaplanowanych w maju turniejów na tej nawierzchni (niemieckim Halle, tureckiej Antalyi oraz w Londynie i Eastbourne) na razie tych imprez nie odwołali, także kończący tę część sezonu wielkoszlemowy Wimbledon nadal planowany jest w ustalonym terminie 1-14 lipca.
Dla układu siła na światowych listach nie będzie to jednak miało żadnego znaczenia, bo WTA i ATP postanowiły zamrozić rankingi. Kobieca organizacja jako podstawę przyjęła notowanie z dnia 9 marca i do rankingu nie wliczała już punktów zdobytych przez zawodniczki w niedokończonych turniejach, a także nie odejmował punktów za imprezy odwołane. Natomiast w rankingu ATP zostały uwzględnione wyniki z challengerów oraz turniejów ranggi ITF, które nie zostały dokończone w ubiegłym tygodniu, ale nie odpisano zawodnikom punktów jakich mieli bronić w odwołanych imprezach. Skorzystał na tym m.in. nasza najwyżej sklasyfikowany obecnie na światowej liście tenisista, Hubert Hurkacz, który miał do obrony m.in. 180 punktów za ćwierćfinał turnieju w Indian Wells. Wrocławianin z dorobkiem 1353 punktów pozostał na 29. miejscu i to się nie zmieni aż do wznowienia rozgrywek. Na 108. miejscu przeczeka natomiast ten okres Kamil Majchrzak (523 pkt). Trzecią rakietą w naszym męskim tenisie jest aktualnie Kacper Żuk (305. lokata), a czwartą Daniel Michalski (434. miejsce).
Na czele rankingu ATP pozostał Serb Novak Djoković (10 220 pkt), drugi jest Hiszpan Rafael Nadal (9850), a trzeci Austriak Dominic Thiem (7045). Kolejne miejsca w Top 10 światowej listy zajmują: Szwajcar Roger Federer (6630), Rosjanin Daniił Miedwiedew (5890), Grek Stefanos Tsitsipas (4745), Niemiec Alexander Zverev (3630), Włoch Matteo Berrettini (2860), Francuz Gael Monfils (2860) i Belg David Goffin (2555).
W rywalizacji pań wśród Polek rakietą numer 1 pozostanie do czerwca Magda Linette, aktualnie sklasyfikowana na 36. pozycji, a rakietą numer 2 Iga Świątek (WTA 49). Zamrożenie rankingu jest bardziej korzystne dla Świątek, która miałaby do obrony punkty za zeszłoroczne występy w Lugano oraz na kortach Rolanda Garrosa.
Liderką rankingu WTA pozostała Australijka Ashleigh Barty (8717 pkt), druga lokatę zajmuje Rumunka Simona Halep (6076), a najniższe miejsce na podium przypadło Czeszce Karolinie Pliskovej (5205). Czwarta w rankingu jest triumfatorka tegorocznego wielkoszlemowego Australian Open Amerykanka Sofia Kenin (45900, a piąte miejsce okupuje Ukrainka Elina Switolina (4580). Dzięki zachowaniu punktów za ubiegłoroczny triumf w Indian Wells szóstą pozycję w Top 10 utrzymała lecząca od wielu tygodni kontuzje Kanadyjka Bianca Andreescu (4555). Cztery pozostałe miejsca zajęły: Holenderka Kiki Bertens (4335), Szwajcarka Belinda Bencic (4010), Amerykanka Serena Williams (3915) i Japonka Naomi Osaka (36250.

Francuzi wielkoszlemowy French Open przełożyli na wrzesień

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) oraz organizacje zarządzające rozgrywkami kobiet (WTA)i mężczyzn (ATP) odwołały wszystkie turnieje zaplanowane w kwietniu i maju. Nie podjęto jednak decyzji w sprawie kończącego cykl imprez na ziemnej nawierzchni wielkoszlemowego French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Gospodarze tego turnieju nie konsultując się z nikim sami przełożyli turniej na wrzesień. I zrobiła się z tego afera.

We wtorek w tenisowym światku zawrzało na wieść, że tegoroczny French Open ma się odbyć nie jak zawsze na przełomie maja i czerwca, lecz na przełomie września i października. Wzburzenie powiększyła informacja, iż decyzję organizatorzy paryskiego turnieju podjęli samowolnie bez uzgodnienia jej z władzami kobiecego i męskiego tenisa (WTA i ATP). Wedle terminarza tegoroczna wielkoszlemowa impreza na kortach im. Rolanda Garrosa miał się odbyć w dniach 25 maja – 7 czerwca, jednak ze względu na pandemię koronawirusa, na którą francuskie władze zareagowały z opóźnieniem, już dzisiaj wydaje sie przesądzone, iż French Open podzieli los wszystkich wcześniejszych turniejów na kortach ziemnych w Europie (m.in. w Monte Carlo, Barcelonie, Monachium, Madrycie i Rzymie), które ITF, WTA i ATP zdążyły już wcześniej odwołać.
W tej sytuacji decyzja organizatorów French Open jest nawet zrozumiała. Jeśli coś w niej może bulwersować, to mało elegancki sposób w jaki Francuzi usiłują upchnąć swój prestiżowy turniej w jesiennej części tenisowego sezonu. I to z tego powodu podniósł się wrzask, jak tylko prezes Francuskiej Federacji Tenisowej Bernard Giudicelli w miniony wtorek ogłosił przeniesienie zmagań we francuskiej stolicy na nowy termin: 20 września – 4 października. Ta decyzja zaskoczyła wszystkich, ale nie wywołała jeszcze wojny. Organizatorzy dwóch pozostały turniejów Wielkiego Szlema, czyli Wimbledonu (termin to 29 czerwca – 12 lipca) i US Open (31 sierpnia – 13 września) po cichu solidaryzują się jednak z Francuzami, bo mają świadomość, iż w przypadku dłuższego niż się obecnie zakłada trwania pandemii mogą znaleźć się w podobnej sytuacji i też będą szukać dla siebie nowych terminów. A już przeniesienie French Open na przełom września i października spowoduje chaos w rozgrywkach ATP i WTA. Paryski turniej miałby się bowiem odbyć zaledwie tydzień po zakończeniu US Open, a to oznacza, że gracze w krótkim czasie będą musieli przestawić się z gry na twardych nawierzchniach na ceglaną mączkę. Nic dziwnego, że tenisiści i tenisistki trochę kręcą nosem na samowolkę organizatorów French Open, ale w puli nagród paryskiej imprezy jest prawie 50 milionów euro, więc bojkot na pewno jej nie grozi.