Jak eroduje 500 plus

Przywrócenie realnej wartości tego świadczenia z kwietnia 2016 r. wymagałoby podniesienia go do 567 zł miesięcznie.
Świadczenia wychowawcze w ramach programu Rodzina 500+ wypłacane są polskim rodzinom z dziećmi do 18. roku życia od 1 kwietnia 2016 roku. Początkowo wypłacane na każde drugie i kolejne dziecko w rodzinie, i na pierwsze dziecko rodzinom spełniającym kryterium dochodowe, od lipca 2019 r. zostało upowszechnione i przysługuje na każde dziecko w wieku do 18 lat, niezależnie od uzyskiwanych dochodów rodziców.
Pięciolecie funkcjonowania programu stanowi dobrą okazję do podsumowań. Dokonało tego Centrum Analiz Ekonomicznych CENEA, którego autorzy (Michał Myck, Monika Oczkowska, Artur Król, Kajetan Trzciński) przedstawili wyliczenia finansowych korzyści gospodarstw domowych wynikających ze świadczenia 500+ oraz dokonali oceny jego kosztów dla sektora finansów publicznych.
To, że program 500+ ma charakter powszechny, oznacza, że nie ogranicza on zróżnicowania majątkowego polskiego społeczeństwa. Do rodzin z dziećmi należących do 20 proc. gospodarstw o najwyższych dochodach obecnie trafia 9.9 mld zł rocznie, czyli 24.6 proc. całkowitych wydatków na świadczenie 500+. Z drugiej strony, do rodzin z dziećmi znajdujących się wśród 20 proc. gospodarstw o najniższych dochodach trafia 4.7 mld zł rocznie, czyli jedynie 11.7 proc. całkowitych kosztów programu Rodzina 500+. W sumie, rodziny z górnej połowy rozkładu dochodów otrzymują 58 proc. całkowitych wydatków na program Rodzina 500+, zaś biedniejsza połowa populacji – jedynie 42 proc.
Patrząc na rozkład dochodów uwzględniający wypłaty świadczenia 500+, w najbogatszych 20 proc. gospodarstw jest dwa razy więcej dzieci niż wśród najbiedniejszych 20 proc. gospodarstw. To z kolei oznacza, że każde proste podniesienie tego świadczenia stanowić będzie transfer dwukrotnie większej kwoty do gospodarstw z dwóch najwyższych grup dochodowych, w porównaniu z środkami przekazywanymi rodzinom z najuboższych 20 proc. gospodarstw.
Tym niemniej, autorzy analizy wykazują, że wycofanie świadczenia 500+ spowodowałoby znaczące zwiększenie liczby dzieci ubogich, należących do rodzin w najniższych grupach dochodowych. Podczas gdy w aktualnym systemie w skład najbiedniejszych 20 proc. gospodarstw domowych wchodzi 795 tys. dzieci w wieku 0-17 lat, w systemie bez świadczenia 500+ liczba ta wynosiłaby aż 1 216 tys. Na szczęście, nikt rozsądnie myślący w Polsce nie przewiduje likwidacji programu 500+.
Od momentu wprowadzenia świadczenia wychowawczego w kwietniu 2016 r. jego nominalna wartość nie uległa zmianie. Biorąc pod uwagę szybki wzrost cen w Polsce, realna wartość świadczenia w związku z tym z roku na rok maleje – a co za tym idzie, wpływ programu na sytuację materialną rodzin z dziećmi i tym samym na ograniczanie ubóstwa i wykluczenia jest coraz mniejszy. Od samego początku funkcjonowania tego świadczenia wychowawczego pojawiały się też pytania o sposób jego waloryzacji, które jak dotąd pozostały bez odpowiedzi.
Wprowadzenie świadczenia wychowawczego 500+ podniosło poziom bezpośredniego finansowego wsparcia rodzin z dziećmi w Polsce o ponad 140 proc. Upowszechnienie programu w lipcu 2019 r. poszerzyło poziom wsparcia, podnosząc jego koszt dla sektora finansów publicznych z 21.9 mld zł do 40.2 mld zł rocznie. To oznacza, że na program rodzina 500+ rząd przeznacza rocznie około 1.7 proc. produktu krajowego brutto.
Świadczenie trafia do rodziców 6.7 mln dzieci w wieku 0 -17 lat i znacząco wpływa na pozycję otrzymujących je rodzin w rozkładzie dochodów. W hipotetycznym systemie bez świadczenia 500+, do najbiedniejszych 10 proc. populacji zaliczałoby się 553 tysiące dzieci, zaś wypłata świadczenia powoduje, że w najniższej grupie dochodowej jest ich ponad 200 tys. mniej. To potwierdza, że świadczenie wychowawcze przyczynia się do znaczącej poprawy warunków materialnych rodzin z dziećmi i do istotnego ograniczenia ubóstwa.
Ten pozytywny efekt jednak słabnie. Ogólny poziom cen w Polsce w ciągu pięciu lat od wprowadzenia programu Rodzina 500+ wzrósł o około 13,3 proc. Oznacza to, że przywrócenie realnej wartości świadczenia 500+ z kwietnia 2016 r. wymagałoby podniesienia go do 567 zł miesięcznie. Dla sektora finansów publicznych taka waloryzacja 500+ oznaczałaby dodatkowy koszt wynoszący 5.4 mld zł rocznie.
Jednak bez względu na to, ile wyniosłaby waloryzacja, powszechne podniesienie wartości świadczenia 500+ oznaczać będzie transfer znaczącej części środków do rodzin o wysokich dochodach. Prawie 25 proc. kosztów ewentualnej waloryzacji trafiłoby do rodzin z górnych 20 proc. rozkładu dochodów, a jedynie około 12 proc. do rodzin zaliczających się do najuboższych 20 proc. populacji.
Jeśli nie zmieni się podejście rządu do charakteru tego świadczenia wychowawczego i utrzymane zostaną zasady powszechnych wypłat świadczeń o tej samej wysokości bez względu na dochód rodziny, to każdorazowa waloryzacja wysokości świadczenia oznaczać będzie wysokie koszty dla sektora finansów publicznych, a tylko niewielka część dodatkowych środków trafi do portfeli rodzin o najniższych dochodach.
Takie podejście będzie trudne do uzasadnienia w szczególności w sytuacji, gdy w wyniku spowolnienia gospodarczego spowodowanego pandemią COVID-19 dochody części rodzin spadają i zwiększy się grupa gospodarstw zagrożonych ubóstwem. Dystrybucyjny rozkład korzyści płynących ze świadczenia 500+ oraz wysokie koszty jego powszechnej waloryzacji uwypuklają wady przyjętych rozwiązań – konkludują autorzy analizy Michał Myck, Monika Oczkowska, Artur Król i Kajetan Trzciński.
Ich zdaniem, racjonalizacja systemu wydaje się szczególnie zasadna obecnie, gdy wiele rodzin może wymagać dodatkowego wsparcia ze względu na trudną sytuację finansową związaną z pandemią. Zamiast powracających dyskusji o wysokości waloryzacji świadczenia wychowawczego należałoby zatem zastanowić się nad kompleksową zmianą całego systemu wsparcia rodzin, mając na uwadze jasno określone cele polityki społeczno-gospodarczej. Tym bardziej, że pomimo radykalnego wzrostu poziomu finansowego wsparcia rodzin z dziećmi za pośrednictwem świadczenia 500+, liczba urodzeń w Polsce w okresie 2017-2020 wciąż jest niska i nie różni się od prognoz Głównego Urzędu Statystycznego z 2014 r., czyli sprzed zdobycia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość.
Oczywistym celem programu 500+ deklarowanym przez prominentów nowej ekipy był właśnie wzrost urodzin. W 2016 r. tłumaczyła to dokładnie premier Beata Szydło. Chodziło o zachętę finansową, żeby Polacy decydowali się na posiadanie liczniejszego potomstwa. Program Rodzina 500 plus okazał się jednak całkowicie nieskuteczny – a nawet przeciw skuteczny. Liczba urodzin zaczęła bowiem spadać. Takiego scenariusza spodziewali się zresztą specjaliści, których oczywiście nie słuchano.
Rząd PiS długo udawał, że program Rodzina 500 plus funkcjonuje zgodnie z oczekiwaniami i przynosi spodziewane efekty. Danych statystycznych nie da się jednak ukrywać. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2017 r. urodziło się 402 tys. dzieci, w 2018 r. tylko 388 tys., w 2019 r. jedynie 375 tys., zaś w ubiegłym roku mieliśmy już dramat – 356 tys. żywych urodzeń (przy drastycznym skoku liczby zgonów).
Dlatego też rząd PiS, licząc na krótką pamięć Polaków, od wielu miesięcy prezentuje stanowisko, iż oczekiwanym skutkiem wprowadzenia świadczenia z programu 500 plus nie był regularny wzrost liczby urodzeń, lecz poprawa sytuacji finansowej tych rodzin, które już mają dzieci. Natomiast Ministerstwo Rodziny, zapewne przez niedopatrzenie, szczerze przyznało: „Urodzenia nie wzrosły i nie wzrosną”.
Nie można uznać programu Rodzina 500+ za sukces z punktu widzenia zmian demograficznych, ale przyczynił się on do ograniczenia ubóstwa wśród rodzin z dziećmi. Skala tej redukcji jest jednak skromna, biorąc pod uwagę rozmiar zaangażowanych środków. Dodatkowe pieniądze przeznaczone na rozszerzenie programu 500+ przyniosły korzyści głównie rodzinom z górnej połowy rozkładu dochodów. Nie jest też oczywiste, czy w obecnej sytuacji gospodarczej dojdzie do zwiększenia aktywności zawodowej kobiet, która spadła w wyniku wprowadzenia świadczenia w 2016 r.
Zdaniem autorów analizy CENEO, efekty każdego programu społeczno-gospodarczego należy oceniać z punktu widzenia alternatywnych rozwiązań, które można było wprowadzić tym samym kosztem dla sektora finansów publicznych. Z takiej perspektywy, po pięciu latach funkcjonowania świadczenia wychowawczego 500+, przy wszelkich korzyściach, jakie przyniosło ono milionom rodzin w Polsce, ten flagowy program rządu „zjednoczonej prawicy” nie wypada najlepiej.

Humory im dopisują

Leszek Balcerowicz i jego współpracownicy wciąż uważają, że zmiany wprowadzone po 1989 r. były sukcesem.

Na łamach dziennika Trybuna toczy się dyskusja z okazji 30 lecia polskiej transformacji. Przypomnę; Zaczęła się opublikowaniem referatu A. Jakubowicza p.t. „Polski sukces to zasługa lewicy”. Trybuna nr 243/2019 z dn. 6-8 grudnia 2019 r.
Tekst ten wywołał polemiki kolejnych dyskutantów: D. Kopa „Transformacja byłą katastrofą” Trybuna nr 253/2019 z dn. 20-22.2019, M. Zieliński „Polski sukces to zasługa radykalnych reform rynkowych”, Trybuna nr 249-250/2019, A. Jakubowicz „Na polską transformację patrzmy obiektywnie” nr 17-17/2020) z dn. 24-26, 2020, A. Jakubowicz „Ocena Polskiej transformacji” Trybuna nr 17-18/2020 z dn.27-28 2020, K. Golinowski „Dziwna droga L. Balcerowicza, pracownika instytutu Marksizmu-Leninizmu” Trybuna nr z dnia 2-4 luty 2020, R. Dolczewski „Polska krajem służących” Trybuna nr 32-33/2020 z dn.17-18 2020, Andrzej Dryszel „Wolny rynek to nie panaceum” Trybuna nr 1-3/2020 z dn. 3-7.01.2020. Zygmunt Tasjer „Apoteoza XXX-lecia wg Gadomskiego Trybuna z dn. 13-14/2020, M. Barański; „Czy plan Balcerowicza jest Balcerowiczem” Trybuna z 2-3 marca 2020.
Również w innych dziennikach podjęto dyskusję. Ukazało się szereg artykułów oceniających w Rzeczpospolitej i Gazecie Wyborczej. Rzeczpospolita zamieszcza dwa obszerne teksty w wydaniu z dn. 02.01.2020 (wywiad z Prof. L. Balcerowiczem i tekst A.S. Bratkowskiego pt. „Transformacja, czyli drugi cud na Wisłą”). W artykułach tych ograniczono się jedynie do wychwalania tzw. reform Balcerowicza. Gazety podkreślały, jaki to sukces odniosła Polska wskutek tej reformy. Jedynie w tekście prof. G. Kołodko „Od szoku do skutecznej terapii”, Rzeczpospolita z dn. 9.01.2020, zawarta jest krytyczna ocena. Była to zapewne reakcja na dwa teksty bałwochwalczo wychwalające wyniki transformacji w wykonaniu L. Balcerowicza. Prof. Kołodko nie podejmuje polemiki, wytyka jedynie kilka popełnionych błędów.
Po krótkim czasie w Gazecie Wyborczej z dn. 25 luty 2020 ukazał się obszerny wywiad z L. Balcerowiczem; pt. „30 lat po wprowadzeniu Planu Balcerowicza. Bonanza rządów PiS się kończy”.
Ze względu na argumentację zawartą w tekstach Rzeczpospolitej i w Gazecie Wyborczej, w świetle dyskusji na łamach Trybuny, warto się do niej odnieść.
Sam tytuł artykułu A. Bratkowskiego wskazuje na zawartość tekstu. Argumentacja tam zawarta mająca uzasadniać ów „cud” jest tak ogólnikowa i populistyczna. że aż szokuje. Oto przykład: tragedię ludności po pegeerowskiej, w jakich się znalazła po likwidacji PGR (brak pracy, środków do utrzymania, bieda wykluczenie komunikacyjne), autor wyjaśnia, powołując się na przykład transformacji rumuńskiej i pisząc, że „To nie transformacja (w Polsce – przyp. mój)) jest odpowiedzialna za dramatyczne losy pracowników PGR, ale „40 lat realnego socjalizmu”. Nie podaje jednak, na czym polegała owa rola realnego socjalizmu?
Tak więc, tragedii ludności popegeerowskiej w Polsce nie jest winna transformacja lecz realny socjalizm. A na tle tej fatalnej, jego zdaniem, transformacji w Rumunii, transformacja polska to sukces. Ale ta rzekomo gorsza transformacja rumuńska np. pozostawiła tam narodowy przemysł motoryzacyjny – znana firma Dacia, której samochody również są na naszym rynku obok innych marek zachodnich. Rodowód tej firmy był analogiczny jak FSO. Rumuni zakupili licencję firmy Renault a my Fiata.
Przy okazji, dla młodszych czytelników należy dodać, że mieliśmy potężny przemysł motoryzacyjny zniszczony właśnie w wyniku transformacji. Oprócz FSO (Fiat 125, Polonez), także FSM (Maluch), Nysa i Lublin (furgonetki), Star (ciężarowe: cywilne i wojskowe), Jelcz (autobusy i ciężarowe), Lublin (ciężarowe), Autosan (autobusy). Ponadto zaplecze naukowo-badawcze (wydziały Politechnik), Przemysłowy Instytut Motoryzacji, biura projektowe, Ośrodki Badawczo-Rozwojowe.
Zamiast przystąpić do konsolidacji (przemysł motoryzacyjny był skupiony w Zjednoczeniu Przemysłu Motoryzacyjnego) i restrukturyzacji (dostosowania do gospodarki rynkowej), to w ramach planu Balcerowicza zaczęto go prywatyzować czyli likwidować. Pozostawiono na żer kapitałowi zagranicznemu, rodzimym spółkom nomenklaturowym i oligarchom. Na Politechnikach zostawiono wydziały i kierunki kształcące (na koszt Polski) dla przemysłu motoryzacyjnego – czyli dla zagranicznych firm, działających na terenie Polski i poza Polską.
Kamień na kamieniu
Podobny proces niszczenia dotknął prawie wszystkie branże polskiego przemysłu (elektronicznego, maszyn budowlanych, włókienniczych, górniczych, rolniczych, obrabiarek itd.). Co z tego zostało – ruina, dosłownie i przenośnie. Niedowiarków odsyłam do książki R. Ślązaka p.t. „Czarna księga prywatyzacji 1988 – 1994” i innych, gdzie pokazano zdjęcia owych ruin. Większą część pozostałości przemysłu po transformacji oddano w ręce zagraniczne ze wszystkimi tego konsekwencjami, z transferem zysku za granicę włącznie. Apologeci tejże transformacji mają odwagę teraz głosić, że to był sukces, „Cud nad Wisłą”…
W obszernym wywiadzie L. Balcerowicz w Rzeczpospolitej powtarza znaną obronę swojej terapii szokowej, charakterystycznym dla niego tonem. Np. „Ataki na wolność gospodarczą to zwykle skutek działań pojawiających się w polityce dogmatów, które w 1990 r. w gruncie rzeczy nie było, jeśli nie liczyć Tymińskiego”. Zapomina on, że cała jego „terapia” była owiana dogmatem gospodarki liberalnej i dogmatem absolutnego prymatu prywatnej własności, któremu uległ.
Tygodnik Trybuna krytycznie podsumowuje wyniki owej transformacji i w jednym z artykułów nazywa ją katastrofą. Również Lewica Razem z okazji 30 rocznicy rozpoczęcia transformacji nazwała plan Balcerowicza „najgorszą odmianą kapitalizmu”. A.S. Bratkowski odpowiada: „Wypowiedź Lewicy Razem to kompletna bzdura”. Trudno oczekiwać obiektywnej analizy transformacji od jej beneficjenta. A.S. Bratkowski był w latach 2001-2004 wiceprezesem NBP, a w latach 2010-2016 członkiem Rady Polityki Pieniężnej.
Warto odnotować innych dyskutantów w Rzeczpospolitej. Krytyką cytowanego tekstu prof. Kołodki zajął się Andrzej Rzońca, profesor w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, uczeń Balcerowicza, były przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich (założonego przez L. Balcerowicza) i były członek Rady Polityki Pieniężnej. Kiedy np. prof. G. Kołodko krytykuje transformację, pisząc że „Błędem była gwałtowna liberalizacja handlu zagranicznego, która pociągnęła za sobą zalew rynku przez towary importowe, do czego gospodarka nie była przygotowana”, Rzońca odpowiada: „Od 1989 r. nasz udział w światowym eksporcie się potroił, chociaż nawet Niemcy traciły go na rzecz Chin. Z kraju na wpół autarkicznego staliśmy się gospodarką z udziałem w światowym eksporcie o jedną trzecią wyższym niż eksport Korei Południowej”. Jakże to przewrotna argumentacja. Eksport ów nie był ”nasz” lecz w przeważającej mierze firm obcych działających w Polsce, ze wszystkimi ujemnymi konsekwencjami dla Polski. Porównanie z Koreą Południową jest zaś nieadekwatne pod wieloma względami. Korea Południowa to kraj liczący prawie 50 mln. ludności, posiada jedną z najprężniej rozwijających się innowacyjnych gospodarek, a jej (własne) firmy produkują smartfony, samochody, sprzęt RTV, AGD itd. jakże widoczne na naszym ryku. Korea Południowa zajmuje pierwsze miejsce w produkcji robotów przed Singapurem, Niemcami i USA. Daleko wyprzedza zachodnie kraje europejskie i przodujące kraje azjatyckie (za A Sopoćko w książce „Zaskakujący kapitalizm”).
Również politycy stosują apologię transformacji. Prezydent Komorowski na międzynarodowej korespondencji w SGH w dniu 19 listopada 2014 r. z okazji 25 lat przemian rynkowych w Polsce stwierdził, że „25 lat polskiej wolności zaowocowało niespotykanym w historii wzrostem gospodarczym” (Forum nr 40 2015 Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach).
Wywiad w wydaniu Gazety Wyborczej z dn. 25 lutego nie może pozostać bez echa w świetle dyskusji prowadzonej na łamach Trybuny. W wywiadzie tym L. Balcerowicz bowiem stwierdza: „Polska na tle innych krajów postsocjalistycznych osiągnęła najlepsze wyniki rozwoju gospodarki. Populistyczne hasła krytykujące reformy sprzed 30 lat są wyrazem głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Tak więc badania i krytyczne opinie formułowane na bazie tych badań prowadzonych przez luminarzy polskiej ekonomii, licznie cytowanych w poprzednich artykułach w Trybunie „są wyrazem ich głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Nie można tego pozostawić bez komentarza.
Dziennikarz prowadzący rozmowę pyta: „Jakie uczucia towarzyszą Panu podczas kolejnych rocznic wprowadzenia Planu Balcerowicza? Zadowolenie, czy może z biegiem lat pojawiają się jednak jakieś rozterki? Odpowiedź: „nie mam zbyt wiele czasu na wspomnienia (śmiech). Patrzę na badania naukowe porównujące wyniki polskiej gospodarki i innych krajów, które wychodziły z socjalizmu. Pokazują one, że po 1989 r. żadne państwo nie zwiększyło bardziej niż my swojej gospodarki”.
Co to znaczy zwiększyć gospodarkę? Zwiększyć potencjał wytwórczy, a może zwiększyć PKB? Czy wzrost PKB przy jednoczesnym wzroście bezrobocia, obszaru nędzy, emigracji, zadłużenia, można nazwać sukcesem, jak to czynią apologeci transformacji? A może chodzi np. o produkcję wyrobów wysokiej techniki, przemysłu elektronicznego, obrabiarek sterowanych numerycznie, robotów i manipulatorów przemysłowych? Z tabel ilości produkcji tego typu wyrobów w latach 1989-1999 wynika. że na 11 pozycji wszystkie wykazują systematyczny spadek produkcji (z pracy zbiorowej pt. „Bilans 15 lat 1990-2005” wyd. przez Klub Inteligencji Polskiej). Ciekawe dane o spadku produkcji wysokiej techniki i jej udziału w przemyśle ogółem prezentuje też A. Karpiński.
Analiza tych wielkości nie daje podstaw do twierdzenia, że osiągnęliśmy sukces w wyniku reformy Balcerowicza. Dowodem tego są też badania i oceny zawarte w innych książkach. Np. w książce A. Zybertowicza z zespołem p.t. „Państwo Platformy. Bilans zamknięcia”, gdzie przeprowadzono szczegółową i bogatą analizę liczbową w porównaniu z innymi krajami, w tym postsocjalistycznymi. Analiza liczbowa A. Jakubowicza w artykule w Trybunie z 27-28 stycznia 2020, również nie daje podstaw do ogłaszania sukcesów transformacji. Ciekawe dane porównawcze (wskaźniki mikroekonomiczne i makroekonomiczne) przedstawia prof. W. Kieżun w książce porównującej dekady Gierka 1970-1979 i Balcerowicza 1990-1999. Z porównania tego jasno wynika druzgocąca klęska dekady L. Balcerowicza.
Nasza piękna katastrofa
Katastrofę transformacji w sferze skutków społecznych opisują K. Duda, S. Golinowska, M. Okrasa. Tam jest zawarta owa empiria, na którą, jak słusznie stwierdza Andrzej Dryszel w Trybunie z dm. 3-7.01.2020, rzekomo „patrzy” (cytat z wywiadu) L. Balcerowicz.
Co na to głosiciele tezy, „że Polska jeszcze nigdy nie osiągnęła takich sukcesów gospodarczych jak w okresie transformacji”? Z ogromu biedy i ubóstwa, jakie powstały w wyniku planu Balcerowicza lewica po dojściu do władzy rozważała za zasadne udzielenie rekompensat (odszkodowania) za gwałtowny wzrost bezrobocia, biedę, masowe zamykanie zakładów pracy i likwidację PGR. Nie zostało to zrealizowane.
Ciekawe na jakie to badania naukowe patrzy L. Balcerowicz, które miałyby oceniać polską transformację jako wielki sukces?. W literaturze przedmiotu nie ma badań, które w rzetelny, naukowy sposób, badając liczby i informacje statystyczne, podważają krytyczne opinie, wyżej cytowane i inne. Nie ma ani jednego opracowania polemicznego, obalającego badania i oceny zawarte w powyższych krytycznych publikacjach!. Ci, którzy zachwalają transformację niech je wskażą, niech powołają się na takie badania!.
Transformację chwalą – i głoszą jej sukcesy – beneficjenci i jej realizatorzy. Formułują oceny transformacji jedynie na podstawie gołosłownych stwierdzeń niczym nie popartych (ani badaniami ani istniejącą rzeczywistością). Charakterystyczne, że żaden apologeta ani sam autor transformacji nie powołują się na jakieś rzetelne badania oparte na analizie liczb. Opierają się jedynie na banalnych, ogólnikowych stwierdzeniach, bądź inwektywach.
Odniesienia się wymaga również inna część powyższej wypowiedzi L. Balcerowicza dotycząca pojawiania się jakichś rozterek. Jego odpowiedź można ująć następująco: żadne rozterki nie towarzyszą, jedynie zadowolenie, bo jest sukces. Ze zdjęcia L. Balcerowicza w tytule wywiadu widać, jak zadowolony jest z nędzy jaką zgotował dla wielu Polaków. Ileż w tym cynizmu na tle konsekwencji społecznych transformacji.
Walec Balcerowicza rozjechał kraj
Przemysł był likwidowany w całej Polsce. Los ludzi pozbawionych zakładów pracy opisuje szczegółowo Katarzyna Duda w książce „Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji”. Autorka objechała Polskę i udokumentowała los nie tylko b. pracowników PGR (w PGR pracowało ponad 400 tys. ludzi) ale także likwidowanych zakładów w całym kraju. Tytuł książki oddaje w pełni realną rzeczywistość. Lektura jest przerażająca, kiedy się czyta losy np. regionu wałbrzyskiego, Podlasia, Śląska itd. L. Balcerowicz tego nie zauważa (nie chce zauważyć) i nie ma żadnych rozterek nawet mimo upływu czasu, nie mówiąc już o przyznaniu się do błędu. Może by apologeci transformacji podjęliby polemikę choćby z tą jedną cytowaną książką. Pan L. Balcerowicz nie przyjmuje tego do wiadomości. Dla niego takie książki to „wyraz głupoty albo skrajnej nieuczciwości”. Po której stronie jest głupota i skrajna nieuczciwość, pozostawiam do oceny Czytelnikom.
W rozmowie jest zdanie: „czy mogliśmy iść w 1990 r. inną drogą?” i odpowiedź „ale to byłoby gorsze rozwiązanie”. I znowu gołosłowność, żadnego argumentu dlaczego gorsze.
Na pytanie „Jak postrzega Pan dziś gospodarcze reformy kolejnych rządów” L. Balcerowicz podkreśla „Wielki dorobek reformatorski Jerzego Buzka oparty na koalicji AWS z Unią Wolności”. Chwali J. Steinhoffa za restrukturyzację górnictwa, a E. Wąsacza za zdecydowane przyśpieszenie prywatyzacji.
Ironia losu spowodowała, że miałem osobiste doświadczenie z prywatyzacją przez min. E. Wąsacza Domów Towarowych Centrum. Kiedy byłem prezesem Cersanitu przed prywatyzacją wystąpiłem z inicjatywą utworzenia konsorcjum polskich producentów produkujących towary rynkowe. Chcieliśmy zakupić najlepsze powierzchnie sprzedaży (Domy Towarowe w 17 miastach z najlepszą lokalizacją) w Polsce, dla producentów polskich (wtedy jeszcze istniejących). Każdy z członków konsorcjum wniósł wkład finansowy. Oprócz tego do konsorcjum namówiliśmy Bank Handlowy (wówczas jeszcze nie sprywatyzowany). Ówczesny, chwalony przez L. Balcerowicza, minister od prywatyzacji nie dopuścił do tego, a mnie usunięto z stanowiska prezesa Cersanitu za przekroczenie uprawnień (wkład finansowy do konsorcjum). W prasie natomiast ogłoszono sukces min. Wąsacza z powodu sprzedaży Domów Towarowych Centrum. Wcześniej usiłowano tam utworzyć spółkę pracowniczą, co też unicestwiło ministerstwo.