Gospodarka 48 godzin

Co w firmach piszczy

W polskiej gospodarce zauważalny spadek rentowności nastąpił w: górnictwie, części działalności usługowej, energetyce, kulturze, hotelach i restauracjach oraz obsłudze nieruchomości. To oczywisty skutek pandemii. Tak zwany syntetyczny wskaźnik sytuacji bieżącej przedsiębiorstw w czwartym kwartale ubiegłego roku kształtował się na najniższym poziomie od globalnego kryzysu z lat 2008 – 10. Firmy nie przewidują raczej poprawy swej bieżącej kondycji ekonomicznej oraz stopnia wykorzystania zdolności produkcyjnych. Jednakże, jak zauważa Narodowy Bank Polski, sporo przedsiębiorstw zanotowało poprawę wyników finansowych w sytuacji spadku przychodów, co wynikało głównie z wyraźnej redukcji kosztów usług obcych oraz towarów zakupionych w celu dalszej odsprzedaży. Mimo „wstrząsów podażowych” spowodowanych pandemią, firmy nie sygnalizowały problemów związanych z zakłóceniami w łańcuchach dostaw, ani nie występowały istotniejsze niedopasowania poziomu zapasów do potrzeb. W firmach nieco obniżył się deklarowany poziom niepewności, ale wciąż jest on bardzo wysoki. Ogólna sytuacja na rynku pracy pogarsza się, ale stosunkowo łagodnie. Mimo to, są branże, w których w ubiegłym roku spadki zatrudnienia były dwucyfrowe. Trudniejsza sytuacja na rynku pracy istotnie zmniejsza także presję pracowników na podniesienie płac i w efekcie obniża prognozy ich wzrostu. Jak zauważa NBP, w czwartym kwartale 2020 r. do historycznie wysokiego poziomu wzrósł odsetek firm, które nie miały problemów z płynnością finansową. Prognozy co do płynności na ten rok są lekko ujemne, ale znacznie lepsze niż w najtrudniejszym, drugim kwartale minionego roku. W firmach nieznacznie tylko wzrosło ryzyko bankructwa. Wyraźnie poprawiły się w nich nastroje inwestycyjne, ale nadal pozostają słabsze niż przed wybuchem kryzysu COVID-19. W świetle deklaracji przedsiębiorstw, w pierwszym kwartale 2021 r. poziom nakładów inwestycyjnych może się nawet obniżać w relacji rocznej, zaś plany inwestycji na cały 2021 r. zakładają, że te nakłady najwyżej zbliżą się do ubiegłorocznych i eksporterzy. Z punktu widzenia konkurencyjności polskiej gospodarki istotne jest to, że następuje zwiększenie zainteresowania eksporterów rozszerzaniem zdolności produkcyjnych i zastosowaniem nowoczesnych technologii. Według deklaracji ankietowanych przez NBP firm, koniec ubiegłego roku przyniósł niewielkie zainteresowanie kredytami bankowymi – zaledwie 15 proc. badanych przedsiębiorstw ubiegało się o kredyt. Ci co się ubiegali, przeważnie dostali. Odsetek zaakceptowanych przez banki wniosków kredytowych sięgnął 88 proc. W prognozach na bieżący rok widoczny jest jednak przyrost odsetka firm, które przewidują, że nastąpi pogorszenie jakości obsługi zobowiązań kredytowych – a to raczej nie wskazuje na możliwość szybkiego rozwoju w 2021 r.

Nadzieje bankierów
Na pierwszy kwartał 2021 r. banki komercyjne w Polsce deklarują łagodzenie kryteriów udzielania kredytów mieszkaniowych i generalnie oczekują dostrzegalnego wzrostu popytu na kredyty. W ten sposób władze banków liczą na poprawę sytuacji ekonomicznej swoich firm.

Gospodarka 48 godzin

Banki po nowemu
Jeśli parlament zaakceptuje rządowe propozycje, to nastąpią zmiany w funkcjonowaniu banków. Polskie prawo bankowe zostanie dostosowane do rozwiązań obowiązujących w Unii Europejskiej. Do tej pory bowiem, czego rząd PiS nie ujawniał, metody działania banków w naszym kraju daleko odbiegały od standardów unijnych. W zmianach chodzi o zwiększenie odporności banków i domów maklerskich na wypadek kryzysu na rynku finansowym. Prawo bankowe obejmie swoim zakresem także finansowe spółki holdingowe (i o działalności mieszanej). Usprawniony zostanie przepływ informacji między Komisją Nadzoru Finansowego i Bankowym Funduszem Gwarancyjnego na temat banków i domów maklerskich. Komisja Nadzoru Finansowego będzie mogła nałożyć na bank i dom maklerski dodatkowe obowiązki sprawozdawcze lub zwiększyć ich częstotliwość. Podmiot składający wniosek o zezwolenie na utworzenie banku, oprócz dotychczas wymaganych dokumentów, powinien także przekazać informacje o podmiotach należących do tej samej grupy oraz o powiązaniach w ramach grupy. Oddziały banków zagranicznych będą musiały przedkładać Komisji Nadzoru Finansowego roczne sprawozdanie z prowadzonej działalności.

Ile można zarobić
Raport Instytutu Emerytalnego przedstawił analizę efektów finansowych płynących z przystąpienia pracownika do Pracowniczego Planu Kapitałowego. Jak policzył dyr. Grzegorz Chłopek, uczestnik, który zarabia średnią krajową, po dziewięciu miesiącach tego roku przeciętnie zarobiłby na czysto 935 zł. Zysk ten w większości pochodziłby z wpłat pracodawcy (599 zł) i tzw. opłaty powitalnej z Funduszu Pracy (250 zł). Przy tym wyliczeniu jest jednak kilka „ale”. I tak, trzeba pamiętać, że jest to kwota przeciętna – a więc odchylenia od niej mogą być bardzo duże. Kwota zysku została wyliczona na podstawie warunków już minionych, które wcale nie muszą powtórzyć się w pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r. Zarobki w wysokości nie mniejszej od średniej krajowej osiąga w Polsce około jednej trzeciej ogółu zatrudnionych, a więc dla pozostałych ewentualny zysk z PPK byłby sporo niższy. W miarę upływu kolejnych miesięcy, opłata powitalna straci na znaczeniu, a coraz bardziej będzie się liczyć zysk wypracowywany przez instytucje finansowe zarządzające pieniędzmi zgromadzonymi w PPK. Zysk ten może być zaś ujemny przez całe lata.

Najpierw kwalifikacja
Rada Ministrów oświadczyła, że zgodnie z Narodowym Programem Szczepień przeciw COVID-19, planowane jest stworzenie tzw. funduszu kompensacyjnego dla osób, u których wystąpią niepożądane odczyny poszczepienne. Szczegółowe zasady tego funduszu mają być określone w ustawie, której jeszcze nie ma. Wiadomo już natomiast, że kwalifikacji do szczepień ochronnych przeciwko COVID-19 będzie dokonywał lekarz na podstawie przeprowadzonego badania oraz wywiadu z pacjentem, co zostanie udokumentowane w ankiecie i stosownej dokumentacji medycznej. Nie będzie możliwe prowadzenie badania kwalifikacyjnego na zasadzie teleporady. Trzeba się więc będzie pofatygować do przychodni i liczyć na to, że badanie pozwoli na uzyskanie pozytywnej kwalifikacji. Przyjęcie szczepionki zostanie zapisane w systemie komputerowym. Osoby zaszczepione, po zweryfikowaniu tego faktu będą mogły bez dodatkowych testów korzystać z usług publicznej służby zdrowia, nie będą uwzględniane w limitach dotyczących spotkań towarzyskich, nie muszą też odbywać kwarantanny w wypadku kontaktu z zakażonym.

Polska przed poważnymi wyzwaniami

Utrzymanie wzrostu gospodarczego w naszym kraju będzie wymagać zwiększenia wydajności pracy oraz inwestycji publicznych i prywatnych, czego nie da się osiągnąć bez nowych funduszy unijnych.
Eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego zalecają, aby polska polityka gospodarcza w większym niż dotychczas stopniu ułatwiała przemiany modernizacyjne, likwidowała luki w umiejętnościach fachowców i kadry kierowniczej naszego przemysłu oraz przygotowywała gospodarkę do czasu po pandemii, kiedy konieczne będzie odchodzenie od węgla oraz nadrabianie zapóźnień w cyfryzacji.
Przedstawiciele MFW wskazują na „znaczną niepewność co do ożywienia gospodarczego” w Polsce. Prognozują, iż nastąpi spadek średniej inflacji z 3,4 proc. w 2020 r. do 2,4 proc. w roku przyszłym. W tym kontekście zauważają, iż Narodowy Bank Polski odpowiednio złagodził politykę pieniężną, a jego program skupu aktywów był skutecznym narzędziem polityki gospodarczej.
Przy niekorzystnym scenariuszu dla Polski, przewidującym dodatkowe zakłócenia aktywności gospodarczej i zmienną sytuację na rynku, NBP mógłby zwiększyć skalę zakupów aktywów, która, jak zauważa MFW, od lata znacznie się zmniejszyła.
Eksperci funduszu zwracają uwagę, że trwający w Polsce kryzys stanowi wyzwanie dla naszego systemu finansowego. Konieczność zwiększania rezerw i niskie marże odsetkowe zmniejszają zyski systemu bankowego. Utrzymywanie w naszym kraju niskich stóp procentowych może być szczególnie trudne dla małych banków spółdzielczych – ponieważ w większym stopniu niż duże banki komercyjne opierają się one na dochodach z odsetek.
Generalnie, ryzyko kredytowe w Polsce jeszcze wzrośnie, gdy skończą się programy antykryzysowego wsparcia dla rozmaitych sektorów gospodarki. Dlatego szczególnie ważne jest dokładne monitorowanie zmian w zakresie kredytów zagrożonych w 2021 r.
Banki w Polsce funkcjonują w warunkach zwiększonej niepewności, spowodowanej licznymi sprawami sądowymi dotyczącymi kredytów hipotecznych w walutach obcych (czyli głównie we frankach). Dlatego banki zwiększyły swoje rezerwy na ryzyko prawne już od końca ubiegłego roku.
Wielkość potencjalnych strat dla banków jeszcze nie jest znana. Będzie ona zależeć od orzeczeń sądowych oraz wielkości zaciągniętych kredytów i może stanowić poważne wyzwanie dla niektórych banków. Dlatego eksperci MFW zalecają, by organy nadzoru i banki tak prowadziły swe strategie działania, żeby wyprzedzać możliwe konsekwencje orzeczeń sądowych.
Jest to tym ważniejsze, że utrzymanie poziomu kredytowania sektora prywatnego będzie mieć kluczowe znaczenie dla ożywienia gospodarczego w Polsce po pandemii. Banki, którym brakuje płynności, ratują się obligacjami skarbu państwa. Zwolnienie skarbowych papierów wartościowych z bankowego podatku od aktywów zachęca bankierów do ich zakupów.
„Kryzys prawdopodobnie pozostawi blizny, co będzie miało długofalowy wpływ na poziom produkcji” – zauważają eksperci MFW, choć pojęcie „blizn” nie stanowi jakiejkolwiek kategorii ekonomicznej. W każdym razie, ich zdaniem, przed Polską stoją poważne wyzwania.
Przede wszystkim, utrzymanie naszego wzrostu gospodarczego będzie wymagać zwiększenia wydajności pracy, aby zrównoważyć nadchodzące niekorzystne zmiany demograficzne. Konieczne są też duże inwestycje publiczne i prywatne, czego nie da się osiągnąć bez nowych funduszy unijnych. Należy też rozszerzyć aktywne programy rynku pracy, by ułatwić przepływy siły roboczej w gospodarce.

Frankowicze ruszyli do sądów

Szybko przybywa pozwów przeciwko bankom, które niegdyś udzielały kredytów opartych na frankach szwajcarskich.
Banki zaczynają mieć już problem z sprawami sądowymi. Notowane na warszawskiej giełdzie banki mają w portfelach łącznie ponad 80 mld zł kredytów hipotecznych opartych na frankach szwajcarskich, wynika z analizy Bankier.pl. Na koniec września wartość umów objętych sporami sądowymi wyniosła już 5 mld zł. Coraz więcej jest pozwów sądowych przeciw bankom, w przeszłości udzielających kredytów hipotecznych opartych na frankach szwajcarskich.
Notowani na warszawskiej giełdzie kredytodawcy na koniec III kwartału 2020 r. uczestniczyli w 24,1 tys. spraw indywidualnych. Skala zjawiska nie jest już marginalna, a dynamika przyrostu pozwów osiągnęła 30 proc. kwartał do kwartału.
Bankier.pl porównał dane o wielkości portfela kredytów hipotecznych w CHF giełdowych banków, z informacjami o łącznej wartości przedmiotów sądowych sporów. Na czele zestawienia znajduje się PKO BP, który obsługuje umowy o wartości brutto ponad 24 mld zł. Kredyty będące przedmiotem indywidualnych sporów sądowych w tej instytucji odpowiadają za około 1 mld zł. Drugą lokatę zajmuje Bank Millennium (14,7 mld zł kredytów hipotecznych „walutowych”), a trzecią mBank (13,6 mld zł). Kolejne instytucje na liście to Santander Bank Polska (9,9 mld zł) oraz Getin Noble Bank (8,9 mld zł).
Porównując łączną wartość przedmiotów sporu z wartością portfela kredytów hipotecznych opartych na franku można uszeregować banki pod względem obciążenia pozwami sądowymi. Na czele takiego zestawienia znalazłby się Getin Noble Bank (13,2 proc.), a na kolejnych miejscach ING Bank Śląski (10,5 proc.) oraz mBank (8,5 proc.). „Raportowane przez banki wartości spornych kredytów mogą wydawać się niewielkie, jeśli porównać je z całością portfela hipotek opartych na walutach obcych. Warto jednak pamiętać, że szybki napływ spraw sądowych obserwujemy dopiero od roku, czyli rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości UE. Tempo wzrostu liczby pozwów jest wysokie. W III kwartale 2020 r. wyniosło 30 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem. Sądowe potyczki nie pozostają bez wpływu na finanse kredytodawców. Banki zmuszone są zawiązywać rezerwy na ryzyko prawne, a to istotnie obniża wynik sektora” – komentuje dr Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Angliki nie trzymają się mocno

Gospodarka Wielkiej Brytanii spisuje się poniżej oczekiwań ekspertów. Trudne wychodzenie z Unii Europejskiej jeszcze może pogorszyć sytuację.

Gospodarka Wielkiej Brytanii, po dobrych dwóch miesiącach (czerwiec i lipiec), w sierpniu 2020 r. odnotowała obniżenie dynamiki wzrostu gospodarczego. Na to nałożyło się nadejście drugiej fali koronawirusa, która zmusiła rząd brytyjski do wprowadzenia pewnych ograniczeń w gospodarce. Te ograniczenia natomiast sprawiły, że rząd zdecydował się na kontynuację programów pomocowych, choć w nieco ograniczonej formie.
Początek drugiej połowy 2020 roku przyniósł w Wielkiej Brytanii gospodarcze ożywienie, podobnie jak w większości krajów Europy Zachodniej. Po rekordowym spadku produktu krajowego brutto w drugim kwartale (- 19,8 proc.), w czerwcu i lipcu nastąpiło odbicie, odpowiednio o 8,3 proc. i 6,6 proc. miesiąc do miesiąca, co było w dużej mierze spowodowane stopniowym znoszeniem restrykcji, nałożonych podczas wiosennych działań nakierowanych na ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa.
Nie dziwi zatem, że wśród sektorów prym wiodły gałęzie gospodarki związane z szeroko pojętym wypoczynkiem (hotelarstwo, gastronomia), których wartość dodana pomiędzy czerwcem a sierpniem wzrosła z 20 proc. do około 50 proc. poziomu sprzed pandemii.
Najnowszy, sierpniowy odczyt miesięcznego wzrostu PKB (+ 2,1 proc. m/m) był już jednak znacznie niższy od oczekiwań analityków. Jest on tym bardziej niepokojący, że rząd wciąż wspiera wybrane sektory, m.in. wspomnianą gastronomię i hotelarstwo, gdzie tymczasowo obniżył VAT i dopłacał klientom do rachunków w restauracjach. Ponadto sierpień był miesiącem o relatywnie niskiej uciążliwości restrykcji związanych z pandemią.
Dane te powodują, że rośnie prawdopodobieństwo niższego niż wcześniej oczekiwano wzrostu w trzecim kwartale (który teraz szacowany jest na ok. 15 proc. kwartał do kwartału), a najnowsze prognozy zmian PKB w 2020 roku mówią o ponad 10 procentowym spadku – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Należy jednak pamiętać, że miesięczne odczyty PKB w obecnej sytuacji gospodarczej mogą być obarczone istotnym błędem szacunkowym i możemy spodziewać się w przyszłości znacznych rewizji sierpniowego odczytu.
Sierpniowe obniżenie dynamiki odbicia gospodarczego, połączone z nadejściem drugiej fali koronawirusa i ponownym wprowadzeniem ograniczeń dotyczących między innymi działalności pubów sprawiły, że rząd zdecydował się na kontynuację programów pomocowych, ale w nieco ograniczonej formie. Program ochrony miejsc pracy (Coronavirus Job Retention Scheme), w ramach którego państwo między innymi pokrywało 80 proc. pensji przymusowo urlopowanych (furloughed) pracowników, zostanie wygaszony do końca października. Na jego miejscu pojawi się półroczny program wsparcia miejsc pracy (Job Support Scheme), w ramach którego pracodawca będzie wypłacał całość pensji za przepracowane godziny i jedną trzecią za godziny których pracownik nie przepracował (ponieważ został ograniczony wymiar jego czasu pracy) – a rząd będzie pokrywał kolejną jedną trzecią pensji za nieprzepracowane godziny.
Nowy program, w przeciwieństwie do poprzedniego, zobowiązuje pracodawcę do uiszczania składek na ubezpieczenie społeczne pracowników ze zmniejszonym wymiarem pracy. Ograniczenie wysokości wsparcia każe spodziewać się istotnego wzrostu bezrobocia, którego do tej pory udało się uniknąć, z obecnych 4,6 proc. do około 7 proc. na przełomie roku – wskazuje TEP.
Kolejnym z zagrożeń dla odbicia gospodarczego Wielkiej Brytanii są brexitowe negocjacje z Unią Europejską dotyczące relacji gospodarczych i handlowych po tym, gdy skończy się okres przejściowy (to jest po 31.12.2020 r.), podczas którego zachowane zostało status quo. Najnowsze doniesienia wskazują na bardzo duże ryzyko fiaska rozmów i tym samym przejścia handlu pomiędzy Wielką Brytanią i Unią Europejską na ogólne zasady WTO (Światowej Organizacji Handlu. To z kolei może spowodować olbrzymie problemy, przede wszystkim związane z handlem i koniecznością przeprowadzania czasochłonnych odpraw celnych. Ekonomiści z Oxford Economics szacują, że brak umowy regulującej te kwestie obniży poziom PKB Wielkiej Brytanii o minimum 1 proc. do 2022 roku.
Pesymistyczne prognozy gospodarcze i ryzyko znacznego wzrostu liczby bezrobotnych sprawiły, że Bank Anglii po raz kolejny zaczął dopuszczać możliwość obniżenia stóp procentowych poniżej zera (obecnie stopa referencyjna jest na poziomie 0,1 proc.). Pomimo braku oficjalnej decyzji ze strony Banku, spekulacje przybrały na sile po ujawnieniu listu, jaki Prudential Regulation Authority (odpowiednik polskiej Komisji Nadzoru Finansowego) wysłała do brytyjskich banków, w którym zażądała od nich informacji na temat przygotowania do ewentualnego obniżenia stóp procentowych przez Bank Anglii.
Mimo tych spekulacji, wydaje się jednak, że korzyści z poluzowania polityki monetarnej w obecnym, bardzo niepewnym otoczeniu gospodarczym, byłyby bardzo niepewne, a mogłyby negatywnie odbić się na i tak już nienajlepszej kondycji brytyjskich banków.

Gospodarka 48 godzin

Państwowe banki ukarane
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymierzył dwie kary za nielegalne postanowienia określające zasady ustalania kursów walut. Ukarane zostały banki PKO BP i Pekao, na łączną kwotę około 62 mln zł. UOKiK zakwestionował postanowienia zawarte w aneksach do umów kredytów hipotecznych odnoszących się do walut obcych, oferowanych przez wspomniane banki. Postanowienia te nieuczciwie określają zasady ustalania kursów, w oparciu o które banki przeliczają raty kredytów. W rezultacie banki te mogą dowolnie kształtować kursy walutowe, a kredytobiorcy nie są w stanie przewidzieć wysokości płaconych rat. Podstawą do zajęcia się sprawą były sygnały od konsumentów. – Uznałem, że zarówno PKO BP, jak i Pekao stosują w aneksach do umów postanowienia, które rażąco naruszają zbiorowe interesy konsumentów. W efekcie oba banki mają możliwość jednostronnego wpływania na wysokość kursów a tym samym na wysokość zadłużenia konsumentów. Niedopuszczalne jest przyznawanie sobie przez banki tak daleko idącej swobody w ustalaniu kursu walutowego – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
UOKiK uznał za niedozwolone postanowienia dotyczące sposobu określania wysokości kursów walut stosowanych przez wskazane banki. Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie. Przykładowo PKO BP zastrzega, że kurs oblicza w oparciu o „średni kurs międzybankowy”, „płynność rynku wymiany walut”, „konkurencyjność kursów”. Z kolei Pekao odsyła konsumentów do „kursów rynkowych”. Jednak ani przepisy, tak jak i postanowienia umowne lub inne obiektywne i dostępne źródła, nie precyzują żadnego z powyższych pojęć. Aby poznać kurs międzybankowy, PKO BP odsyła konsumentów do serwisu Reuters. Pekao wyjaśniło w toku postępowania, że również z tego serwisu bierze swoje kursy. Żaden z tych banków jednak nie określa, o którą dokładnie stronę internetową chodzi. Wątpliwości UOKiK wzbudziła również klauzula dająca PKO BP prawo do zmiany źródła danych, jeśli kursy walutowe w serwisie Reuters przestaną być dostępne – bank nie wskazuje jednak zasad na jakich odbywać będzie taka zmiana. Ponadto, PKO BP przyznaje sobie prawo do jednostronnej zmiany wysokości spreadu, jeżeli zrobią to „przynajmniej 2 z 10 największych pod względem sumy aktywów banków o co najmniej 0,5 proc.” Zarówno PKO BP jak i Pekao odsyłają konsumentów do tabel, które same sporządzają. Jednak nie wskazują kiedy będą opracowywane i publikowane. W rezultacie, kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę. Istnieje zatem możliwość, że banki narzucą konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów.
Za stosowanie klauzul niedozwolonych prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył następujące kary: PKO BP – 40 741 440 zł, natomiast Pekao – 21 088 642 zł. Po uprawomocnieniu się decyzji banki mają również powiadomić o nich konsumentów i poinformować ich, że zakwestionowane postanowienia jako niedozwolone nie są wiążące dla konsumentów – więc należy je traktować tak, jakby w ogóle ich nie było w aneksie do umowy. Ułatwi to również konsumentom dochodzenie swoich roszczeń. Decyzje w podobnych sprawach prezes UOKiK wydał już wobec: Deutsche Bank Polska (prawie 7 mln zł kary), Getin Noble Bank (prawie 13,5 mln zł), BNP Paribas (26,6 mln zł), Bank Millennium (10,4 mln zł), Santander Bank Polska (23,6 mln zł). Urząd prowadzi także postępowania wobec banku Raiffeisen AG oraz BPH. Jak widać, banki państwowe w Polsce stosują takie same metody, jak banki komercyjne.

Gospodarka 48 godzin

Nabierają jak zawsze
Mijają lata, a banki w Polsce niezmiennie oszukują przy okazji przeliczania walut na złotówki. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów orzekł właśnie, że trzy banki komercyjne – BNP Paribas, Millennium oraz Santander – stosują niedozwolone klauzule ustalania kursów walut, na podstawie których naliczane są raty kredytów w euro i frankach. Prezes UOKiK nałożył na nie kary finansowe w wysokości: 26,6 mln zł dla BNP Paribas, 10,5 mln zł dla Millennium oraz 23,6 mln zł dla Santander Bank, zakazał również stosowania zakwestionowanych klauzul.
Rzecz w tym, że kursy ustalane przez banki są określane przez nie dowolnie – w oparciu o pojęcie „średniego kursu walutowego na rynku międzybankowym”, który nie jest zdefiniowany w żadnych przepisach. Co więcej, klient nie wie, gdzie dokładnie powinien szukać tych kursów, ponieważ postanowienia bankowe odsyłają go do serwisu Reuters, nie precyzując o którą dokładnie stronę internetową serwisu chodzi. Z wyjaśnień BNP Paribas i Santander Bank Polska wynika, że są to płatne serwisy dostępne wyłącznie dla instytucji finansowych. Kredytobiorcy nie mają do nich dostępu, nie znają nawet ich nazw. BNP Paribas ponadto wylicza kursy w oparciu o „średnie rynkowe kursy walut” i wartość Współczynnika Korygującego Kupna (WKK) oraz Współczynnika Korygującego Sprzedaży (WKS). Te WKK czy WKS zależą jakoby od płynności poszczególnych walut oraz konkurencyjności oferowanych klientom kursów, czego w żaden sposób nie da się sprawdzić. Są to, zdaniem UOKiK, określenia niejasne i nieprecyzyjne, niemożliwe do zweryfikowania przez klientów banku. Dodatkowo banki zastrzegają, że wartości kursu kupna i wartości kursu sprzedaży mogą odbiegać od kursu bazowego czy od średniego rynkowego kursu waluty. Banki nie wskazały jednak, jakimi kryteriami kierują się, ustalając odchylenia kursu kupna i kursu sprzedaży. W rezultacie, kredytobiorca nie wie, po jakim konkretnie kursie bank przeliczy ratę. „Istnieje więc możliwość, że bank narzuci konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, banki mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów” – wskazuje UOKiK. – Stosowane przez banki kryteria dotyczące ustalania tzw. spreadu rażąco naruszają interesy konsumentów. Kredytobiorcy nie mają możliwości sprawdzenia, w jaki sposób banki wpływają na kursy walut publikowane w ich tabelach i czy nie naliczają im zbyt wysokich rat kredytu. Banki poprzez zapisy klauzul niedozwolonych zapewniły sobie możliwość subiektywnego ustalania wysokości kursów walutowych, w efekcie czego konsumenci mogli płacić zawyżone raty kredytów. Jest to sytuacja niedopuszczalna. Zasady ustalania zobowiązań finansowych muszą być uczciwe, przejrzyste i weryfikowalne przez konsumentów – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Chodzi bowiem o to, by każdy kredytobiorca mógł bez problemu sprawdzić, jak wysoka będzie jego rata i czy została ustalona w oparciu o rzetelnie wyliczony kurs sprzedaży waluty obcej. W Polsce niestety jest to wciąż niewykonalne.

Jak wyjść z recesji

Sprzedaż nowych samochodów w Europie pozostaje na poziomie najniższym od 2013 r. Koncerny samochodowe w tym roku zainwestowały już 53,8 mld euro w badania i rozwój, które mają pomóc w produkowaniu ekologicznych, oszczędnych i relatywnie tanich pojazdów. Nie wiadomo jednak, czy doprowadzi to do ożywienia rynku i przywrócenia normalnego poziomu produkcji.

Gospodarka 48 godzin

Aktywa rosną wolno

W Polsce w ubiegłym roku, mimo doskonałej koniunktury, aktywa finansowe netto zwiększyły się tylko o 3,9 proc. co stanowi ich najniższy wzrost od 2011 r. Wysokość aktywów na jednego mieszkańca wyniosła 8757 euro, co dało 37. miejsce w rankingu najbogatszych krajów pod względem aktywów finansowych netto na osobę. Depozyty bankowe wzrosły u nas o 9,5 proc (w tym roku to się zmieniło) – i nadal są najpopularniejszymi aktywami finansowymi w portfelach polskich gospodarstw domowych (udział prawie 52 proc.). Wartość wszystkich papierów wartościowych spadła zaś o 2,0 proc. (mają one 25 proc. udziału w naszych portfelach). Natomiast należności ubezpieczeniowe i emerytalne nie odnotowały wzrostu w 2019 r. (ich udział to 13 proc.). Niepokojące jest to, że już przed pandemią aktywa w Polsce rosły wolniej niż w innych regionach – i to zanim koronawirus zaczął wpływać na zamożność naszych gospodarstw domowych. Wskaźnik zadłużenia Polski należy zaś do najwyższych w Europie Środkowej i Wschodniej

Co warto zastosować

„Praca zdalna zniwelowała ryzyko zarażenia się w drodze do i z pracy, a zwłaszcza podczas jej wykonywania. Zdalny system pracy okazał się bezpieczniejszy, tańszy i wygodniejszy dla większości. To dobry kierunek działania” – uważa Zbigniew Żurek, ekspert Business Centre Club do spraw rynku pracy. Takie podejście nie jest jednak powszechnie aprobowane przez polskich przedsiębiorców, gdyż uważają oni, że praca zdalna ogranicza możliwości kontrolowania i sztorcowania pracowników. Tym niemniej niektóre rozwiązania towarzyszące pandemii, które na stałe rekomenduje ekspert BCC, cieszą się dużym poparciem pracodawców. Chodzi zwłaszcza o doraźne badania stanu zdrowia pracowników oraz sprawdzanie stanu ich trzeźwości. „Stan pandemii wymusił i wymusza nadal, tworzenie nowych relacji i rozwiązań. Należy im się przyglądać, niwelując te niekorzystne, a jednocześnie rozwijając pozytywne. Niektóre z rozwiązań, wytworzonych w czasie pandemii mogą okazać się słuszne także w czasie, gdy wirus zostanie ostatecznie pokonany” – dodaje Zbigniew Żurek.

Banki duszą gospodarkę
W trzecim kwartale tego 48,2 proc. polskich przedsiębiorców nie rozpoczęło żadnych inwestycji – podaje sondaż BIG InfoMonitor. W czwartym kwartale, w miarę pogarszającej się sytuacji gospodarczej Polski, skłonność do działań inwestycyjnych będzie zapewne jeszcze słabsza. Wpływa na to polityka banków komercyjnych działających w naszym kraju. Banki uznają bowiem, że pożyczki, udzielone przedsiębiorstwom w ramach tarcz antykryzysowych, zmniejszają ich zdolność kredytową – i nie chcą im udzielać własnych kredytów, do czasu wywiązania się z zobowiązań, nałożonych na firmy przez tarcze antykryzysowe. Bankierzy uważają, iż subwencja ze strony państwa polskiego zwiększa zadłużenie. Tymczasem przedsiębiorstwa, korzystające z tarcz antykryzysowych, nie oczekiwały takiego podejścia ze strony banków. To nie pierwszy przypadek, gdy banki komercyjne działające w Polsce, próbują dusić rozwój gospodarczy naszego kraju, zamiast go wspierać.

Gospodarka 48 godzin

Bankowe oszczędności
Banki działające w Polsce, chcąc chronić swoje zyski, muszą szukać oszczędności. Dlatego tną koszty, rezygnują z reklam, podnoszą opłaty, zwalniają pracowników, likwidują oddziały, ograniczają obsługę kasową. O ile z obroną zysków jakoś radzą sobie większe banki komercyjne (zwłaszcza zagraniczne, bo krajowe mają już trudniej, co pokazuje przykład banków Leszka Czarneckiego), o tyle mniejsze banki spółdzielcze są zagrożone. – Obecna sytuacja makroekonomiczna stwarza szczególne wyzwanie dla spółdzielczego sektora bankowego. Bankom spółdzielczym, aby obniżyć koszty, w zasadzie pozostaje likwidacja części mniej rentownych placówek, pomimo tego, że zapotrzebowanie na tę bankowość jest w niektórych miejscowościach nadal dość duże – uważa dr. Mieczysław Grodzki, ekspert do spraw spółdzielczości w Business Centre Club. Jego zdaniem, aby poprawić warunki funkcjonowania banków spółdzielczych na trudnych rynkach lokalnych, należy ułatwić uzyskiwanie kredytów dla rolnictwa z dopłatami do oprocentowania finansowanymi przez budżetu państwa. Czyli, bez dodatkowej pomocy państwa się nie obejdzie. Dodatkowym kłopotem banków spółdzielczych jest to, że długotrwałe utrzymywanie przez Radę Polityki Pieniężnej niskich (a praktycznie zerowych) stóp procentowych powoduje sukcesywny odpływ z banków depozytów terminowych. Może to być szczególnie dotkliwe właśnie dla banków spółdzielczych, dla których depozyty są w zasadzie jedynym źródłem finansowania portfela kredytowego. Szkodzi to także klientom, bo „wychodząc” z lokat bankowych, często lokują oni swoje środki w instrumenty finansowe wysokiego ryzyka, co może skończyć się dla nich stratami. Innym bardzo ważnym problemem jest konieczność poprawy skuteczności w dochodzeniu przez banki spółdzielcze niespłacanych kredytów. Bez tego, zdaniem eksperta BCC, koszt kredytu musi być wyraźnie wyższy i tym samym mniej korzystny dla kredytobiorcy.

Złodzieje rowerów
Ze statystyk policyjnych w Warszawie wynika, że w czasie pandemii koronawirusa, czyli w okresie od marca do końca sierpnia bieżącego roku, w stolicy doszło do 630 przypadków kradzieży rowerów. W tym samym okresie ubiegłego roku było ich 540. Tego wzrostu nie należy jednak wiązać wyłącznie z pandemią, lecz z generalnie rosnącym odsetkiem liczby warszawiaków korzystających z rowerów. Im bowiem jest więcej rowerów, tym więcej jest też kradzieży – zwłaszcza, że stołeczni hipsterzy coraz częściej popisują się kosztownymi rowerami, budzącymi zrozumiałe zainteresowanie złodziei. Poza tym w Warszawie, tak jak w wielu innych polskich miastach, stopniowo rośnie liczba niektórych kategorii przestępstw – w tym także kradzieży rowerów. Wreszcie, do wzrostu statystyk kradzieży przyczyniła się też pogoda, która wiosną bieżącego roku była nieco łagodniejsza niż w 2019 r. Skoro było zaś cieplej, to więcej rowerów wyjeżdżało na stołeczne ulice, a więc przybywało także przypadków ich kradzieży. Policja stale zachęca do znakowania rowerów oraz zakładania solidniejszych blokad, co utrudni pracę złodziejom.

Kredytobiorca na tarczy

Napływa coraz więcej sygnałów, że banki utrudniają klientom skorzystanie z ustawowych wakacji kredytowych, przyjętych w związku z pandemią.

Tak zwana tarcza antykryzysowa 4.0. wprowadziła szanse uzyskania ochrony przed skutkami zamknięcia gospodarki w wyniku pandemii COVID-19. Jednym z przyjętych rozwiązań jest możliwość zawieszenia wykonywania umowy kredytowej, czyli tzw. „ustawowe wakacje kredytowe”, które dają konsumentom prawo do zawieszenia spłaty kredytu na okres do trzech miesięcy, bez naliczania odsetek i innych opłat. Z tego rozwiązania może skorzystać osoba, która w wyniku pandemii straciła pracę lub inne główne źródło dochodu.
Niestety, z sygnałów napływających do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, między innymi od stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu wynika, że banki mogą utrudniać lub wręcz uniemożliwiać klientom skorzystanie z tego prawa.
Zdarza się, że ludzie zwracający się do banku z prośbą o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych, nawet jeśli spełniają warunki, nie otrzymują ani propozycji skorzystania z tego rozwiązania, ani pełnej informacji o warunkach zawieszenia spłaty rat.Według sygnałów, które do nas docierają, konsument może nie otrzymywać jakiejkolwiek informacji czy potwierdzenia warunków zawieszenia wykonywania umowy. Jest natomiast nakłaniany do skorzystania wyłącznie z bankowego memorandum – wyjaśnia prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Tak więc, w wielu przypadkach konsumenci otrzymują w bankach wyłącznie ofertę skorzystania z bankowego, znacznie kosztowniejszego dla nich odroczenia płatności kredytu. Dzieje się tak wówczas, gdy zwracają się do władz banku o ustawowe, darmowe wakacje kredytowe i spełniają ustawowe kryteria do ich udzielenia.
Takie działania banków podważają sens funkcjonowania ustawowych wakacji kredytowych, które zostały przyjęte po to, aby ułatwić sytuację gospodarstw domowych, szczególnie dotkniętych ekonomicznymi skutkami pandemii. Te przepisy znalazły się w tarczy antykryzysowej jako jedno z ważnych rozwiązań chroniących konsumentów na rynku finansowym – tymczasem pojawiają się próby ich omijania.

-Wszcząłem postępowanie wyjaśniające w tej sprawie – sprawdzimy w nim czy w warunkach oferowania ustawowych wakacji kredytowych oraz w sposobie informowania o tym rozwiązaniu przez 26 banków dochodzi do wspomnianych nieprawidłowości. Jeśli niepokojące informacje przekazane do Urzędu się potwierdzą, będę wyciągał konsekwencje prawne wobec tych banków, które oferując korzystne dla siebie rozwiązania, naruszyły interes i prawa konsumentów – zapowiada prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
UOKiK zachęca tych konsumentów, którzy spotkali się z problemami przy próbach zawieszenia wykonywania umowy kredytowej na postawie przepisów tarczy antykryzysowej 4.0, aby informowali o tym poprzez adres mailowy monitoring@uokik.gov.pl.
Urząd przypomina, że obecne przepisy dają możliwość zawieszenia wykonywania umowy kredytu konsumenckiego, hipotecznego oraz innych kredytów (zapisanych w art. 69 ustawy prawo bankowe), zarówno w części kapitałowej, jak i odsetkowej – czyli, że nie płaci się ani samej raty, ani procentów. W tym okresie kredytodawca nie może też pobierać żadnych innych opłat, z wyjątkiem składek za umowy ubezpieczenia powiązane z umową kredytu.
Z zawieszenia wykonywania umowy kredytowej mogą skorzystać ci konsumenci, którzy po 13 marca br. stracili pracę lub inne główne źródło dochodu. Maksymalny termin zawieszenia wykonania umowy wynosi trzy miesiące. Okres kredytowania, jak i wszystkie terminy przewidziane w umowie kredytu, ulegną stosownemu przedłużeniu o okres zawieszenia.
Jeśli bank wcześniej zawiesił konsumentowi spłatę kredytu na warunkach komercyjnych, to także ma on prawo by zwrócić się o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych. Wówczas bank jest obowiązany udzielić mu ustawowych wakacji kredytowych – a przerwać przyznane mu przez siebie wakacje komercyjne