Finałowa rywalizacja Bidena i Sandersa

O nominację kandydata Partii Demokratycznej w tegorocznych wyborach prezydenckich w USA ubiegała się rekordowa liczba kandydatów, aż 30-tu. Stopniowo kandydaci wycofywali się, albo z braku poparcia, albo z braku pieniędzy na kosztowną kampanię. Dziś na placu boju zostało tylko dwóch kandydatów, którzy mają szansę na uzyskanie nominacji na konwencji Partii Demokratycznej. 13-16 lipca br. w Milwaukee w stanie Wisconsin: 76 letni Joe Biden i 78 letni Bernie Sanders.

Obaj reprezentują różne skrzydła polityczne. Biden uważany jest za przedstawiciela umiarkowanych demokratów. Sanders natomiast, który mówi o sobie, że jest socjalistą reprezentuje bardziej liberalne lewicowe skrzydło w Partii Demokratycznej.
We wcześniejszym etapie kampanii wyborczej Biden był atakowany przez swych demokratycznych rywali za swój oględny stosunek do rasizmu i do praw obywatelskich. Osobiście podkreśla swoje od pół wieku doświadczenie w polityce i 8 lat aktywnej wiceprezydentury przy Obamie. W debatach ze swymi demokratycznymi rywalami zarzucał im, że „wy mówicie różne rzeczy podczas, gdy ja wszystko to robiłem” i podkreślił, że w tych wyborach „rozgrywa się bitwa o duszę narodu”.
Bernie Sanders, choć uważa się za socjalistę i rzecznika ludzi nieuprzywilejowanych nie jest biednym człowiekiem. Jest milionerem. Jego majątek oceniany jest na ponad 2 mld. dolarów i pochodzi głównie z honorariów za książki. Podkreślam, że uczciwie płaci podatki. Jego dochód w 2019 r. wyniósł 566 421 dol. z czego jako podatek federalny odprowadził 137 573 dol. Prawie 19 tys. dol. przeznaczył na cele charytatywne. Niektórzy jego krytycy powątpiewają, czy człowiek tak zasobny może skutecznie bronić interesów biedniejszej części społeczeństwa amerykańskiego. Menadżer kampanii wyborczej Sandersa Faiz Shakir twierdzi, że majątek Sandersa „ma zerowy wpływ” na jego poglądy polityczne. Przeciwnicy Sandersa zarzucają mu, że jego propozycje społeczno-gospodarcze są zbyt kosztowne.
Warto zwrócić uwagę, że najstarszy kandydat na prezydenta cieszy się masowym poparciem młodych wyborców. Również popularny jest jego postulat podniesienia płacy minimalnej do 15 dol. za godz. Biden natomiast ma więcej pieniędzy na kampanię wyborczą oraz wsparcie establishmentu Partii Demokratycznej. Najnowszy sondaż ogólnokrajowy CNN wykazał, że wśród demokratów 52 proc. preferuje na prezydenta Joe Bidena. Za Sandersem zaś opowiada się 36 proc. ankietowanych.
W niniejszym artykule porównuję programy wyborcze obu głównych pretendentów do ubiegania się o nominację kandydata Partii Demokratycznej w rywalizacji z republikaninem, obecnym prezydentem Donaldem Trumpem. W polityce zagranicznej nie ma poważniejszych różnic między Bidenem i Sandersem. Dlatego uwagę czytelników zwrócę na to co różni obu rywali w sprawach polityki wewnętrznej USA, ponieważ ten obszar ma największe znaczenie dla wyborców amerykańskich.
W przeciwieństwie do prezydenta Trumpa, który uważa, że nie ma na świecie kryzysu klimatycznego i nie ma potrzeby przestrzegać międzynarodowej konwencji z Paryża z 12 grudnia 2015 r., obaj demokratyczni pretendenci uważają, że jest to poważny problem. Biden przedstawił plan wyeliminowania do 2050 r. gazów szkodliwych dla środowiska człowieka. Zapowiada powrót Stanów Zjednoczonych do paryskiego porozumienia klimatycznego. Realizacja jego planów w tej dziedzinie ma kosztować 1,7 bln dol. w ciągu pierwszych 10 lat. Sanders, który ostro krytykuje Trumpa za wycofanie się Stanów Zjednoczonych z paryskiego porozumienia klimatycznego przedstawił własny konkretny plan rozwiązania kryzysu klimatycznego. Ma on kosztować 16,3 bln dolarów w ciągu 15 lat. Źródłem dochodów na ten cel będą pieniądze ze sprzedaży czystej energii pochodzącej z publicznych instytucji.
Zarówno Biden jak i Sanders mają program zwiększenia przez Amerykanów dostępu do służby zdrowia. Mimo pewnego postępu jaki w tej dziedzinie dokonał się za prezydentury Obamy jest to nadal poważny problem dla dziesiątków milionów Amerykanów.
Sanders nie chce zmieniać obecnej struktury w służbie zdrowia, natomiast proponuje znacjonalizować sektor ubezpieczeń zdrowotnych. Dodatkowe środki na ochronę zdrowia proponuje zdobyć poprzez wyeliminowanie decyzji Trumpa z 2017 r. o redukcji podatków dla bogatych Amerykanów.
Sprawy imigracji są nie tylko przedmiotem sporu między demokratami i republikanami, ale także są różnice w poglądach Bidena i Sandersa. Biden proponuje drogę do uzyskania obywatelstwa dla nielegalnych imigrantów przebywających na terenie Stanów Zjednoczonych. Proponuje on również podniesienie limitu przyjęć imigrantów w skali rocznej z 18 tys. do 125 tys. Biden jest przeciwny karaniu nielegalnych imigrantów, którzy przybyli do USA z zamiarem ubiegania się o azyl.
Sanders jest zwolennikiem moratorium na deportacje. Jest przeciwny budowie muru na granicy z Meksykiem i separacji małżeńskiej imigrantów. Proponuje on również reorganizację struktur rządu amerykańskiego odpowiedzialnych za sprawy imigracji.
Przedmiotem dyskusji w tegorocznej kampanii wyborczej są sprawy edukacji. Biden proponuje zwiększyć środki finansowe na pomoc dla szkolnictwa w biedniejszych dzielnicach. Proponuje on również bezpłatne studia w dwuletnich collegach. Koszt tego programu wycenia na 750 mld rocznie.
Dziesięciopunktowy program edukacyjny Sandersa przewiduje m.in. podwyżkę uposażeń nauczycieli do 60 tys. dol. rocznie, bezpłatne posiłki dla uczniów i rozbudowany program wakacyjny dla uczniów. Jeżeli chodzi o wyższe studia to program Sandersa zwany „college for all” („college dla wszystkich”) postuluje zniesienie czesnego we wszystkich publicznych uczelniach. Pieniądze na realizację tego programu ocenianego na 2,2 bln dol. proponuje on, aby pozyskać z podniesienia podatków na firmy z Wall Street.
Przedmiotem kampanii wyborczej demokratów jest również kwestia dostępu do broni i przestępczość wynikająca z tego dostępu. Biden proponuje, aby posiadacze broni ofensywnej albo odstąpili tę broń rządowi federalnemu, albo zarejestrowali ją w agencji rządowej. Zamierza on przeznaczyć 900 mln dol. na walkę z użyciem broni w 40 miastach o najwyższej przestępczości z użyciem broni. Zapowiada on zniesienie ochrony producentów broni z powodu jej użycia w aktach przestępczych. Postuluje również zaostrzenie kontroli przy sprzedaży broni.
Sanders w przeszłości nie był zwolennikiem ograniczenia dostępu do broni. Teraz domaga się silniejszej kontroli w dostępie do broni ofensywnej, automatycznej. Postuluje zaostrzenia kary dla osoby, która kupuje broń dla kogoś kto nie ma prawa do posiadania broni. Domaga się on również zakazu posiadania przez obywateli broni z dużymi magazynami.
Wszystko więc wskazuje, że decydująca walka o nominacje kandydata Partii Demokratycznej w listopadowych wyborach prezydenckich rozegra się między Joe Bidenem i Bernie Sandersem, chociaż zdecydowanie większe szanse na uzyskanie nominacji ma oczywiście Biden, który odniósł więcej zwycięstw w dotychczasowych prawyborach.

Falstart Demokratów?

Amerykańska Partia Demokratyczna fatalnie rozpoczęła proces wyłaniania swego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wynik głosowania w stanie Iowa pozostaje zagadką, partia nie jest w stanie ogłosić zwycięzcy, padają sprzeczne wyniki, wzajemne oskarżenia i wiele podejrzeń o „grubą manipulację”. Wygląda na to, że kierownictwo Demokratów powtarza próby wyeliminowania z wyścigu popularnego, lewicującego Berniego Sandersa, podobnie jak w 2016 r.
System wyborczy w stanie Iowa jest tak skomplikowany i niedorzeczny, że o manipulacje i oszustwa wyborcze bardzo tam łatwo. Na dodatek firma informatyczna, która dostarczyła programu do liczenia głosów, bliska Clintonom i kandydatowi Pete’owi Buttigiegowi, totalnie pokpiła sprawę: program nie był w stanie poradzić sobie z zadaniem. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że niespodziewanie wygra 38-letni Pete Buttigieg, lecz po częściowo ręcznym liczeniu wychodzi, że Buttigieg i Sanders mają właściwie taki sam wynik.
Szef Demokratów na poziomie federalnym Tom Perez nie chce uznać tych z bólem podanych wyników ze względu na liczne nieprawidłowości i sprzeczności w protokołach – domaga się ponownego, całkowicie ręcznego przeliczenia głosów. Według dotychczasowych rezultatów Buttiegieg miałby mieć 26, 2 proc. głosów, a Sanders 26, 1 proc. Obaj ogłosili zwycięstwo, lecz według różnych kryteriów, co jest możliwe, gdyż głosowanie powszechne właściwie się nie liczy, lecz wielostopniowy system przedstawicielski, które ma ono wyłonić. Sami Amerykanie nie bardzo rozumieją dlaczego np. kandydat, który dostał najwięcej głosów, ma ich procentowo mniej, niż następny.
Teoretycznie Sanders i Buttigieg mają teraz taką samą liczbę (po 11) delegatów na przyszłą konwencję federalną, lecz każdy delegat ma prawo zagłosować na niej inaczej, niż poprzednio deklarował. Ciągle jednak brakuje podstawowych, oficjalnie zatwierdzonych wyników w Iowa – Demokraci muszą najpierw rozstrzygnąć, czy liczyć wszystko od nowa, czy nie. Naturalnie Republikanie wyśmiewają ten bałagan, pozycja Trumpa się umacnia.