Bigos tygodniowy

Bunt Czerwonych Czapeczek. Otóż Czerwone Czapeczki (albo Bereciki, jak kto woli) ogłosiły bunt w w obronie swojej Przenajświętszej Kasy i wezwały rząd pisiorski do wydatnej pomocy (z budżetu państwa) w odbudowie jej nadwerężonych zasobów. Bigos zna życie, ale nigdy nie widział większych materialistów niż duchowni. Brzmi to jak paradoks, ale tak jest. Oni powinni nazywać się raczej „materialni” niż „duchowni”. Dla nich kasa jest najważniejsza. „Służyć Mamonie, nie Bogu” – takie hasło powinni wywalać na fasadach kościołów zamiast ściemy w rodzaju: „Kto ma Boga, ten ma wszystko” albo „Pan jest pasterzem moim”. Wtedy pozostawaliby w prawdzie. Są oczywiście wyjątki, jak n.p. ksiądz Lemański.


Najsławniejszy dziś wróbel świata mieszka w Pszczynie i jest radnym PiS. To Wróbel Rafał, który w barwnych parasolach zawieszonych nad jedną z pszczyńskich uliczek zobaczył tęczową epifanię diabła LGBT. Może któryś z jego rozsądniejszych kolegów z organizacji powiedziałby mu: „Wróbel, wyluzuj”.


Armia PiS to wcale nie takie stalowe zastępy, jak to próbuje przedstawiać Mariusz Zbrojny. W telewizjach dało się zauważyć, że kilka sekund przed tym, jak wykopyrtnął się drobnej postury poseł Franek z KO, targający wypakowane siaty z produktami przeznaczonymi dla migrantów, ścigany przez przez działających na rozkaz pisowskich urzędasów żołnierzyków, jak długi, tzw. szczurem, wywalił się także jeden ze ścigających. To zapewne nie jedyna oferma batalionowa z pisowskiego zaciągu.


Władysław Frasyniuk, który odmówił przeproszenia za swoje głośne słowa o „watahach psów” i „śmieciach” stwierdził: „Najgorsze, że postawa wielu ludzi z opozycji nie mobilizuje społeczeństwa do większej odwagi, do większej determinacji. Przeciwnie, utrwalają to, że warto się zachować z dużą dawką bezpieczeństwa dla siebie i swoich najbliższych, mówić delikatnie i przepraszająco”.


Nie „Warto rozmawiać” uznał Kurski Jacek, człowiek Don Jaroslao w gmachach przy Woronicza i placu Powstańców Warszawy. Pospieszalski Jan podpadł za podjęcie w swoim programie kampanii antyszczepionkowej, a ogólnie mówiąc za „płaskoziemstwo”. Ale nie to jest tu najciekawsze, bo trudno oczekiwać by zgodzono się na głoszenie tych herezji w telewizji „publicznej”. Najciekawszy jest sposób w jaki Kurski potraktował Pospieszalskiego, w końcu oddanego, gorliwego towarzysza, weterana prawicowo-katolickiej publicystyki. Otóż o zakończeniu współpracy Pospieszalski dowiedział się z mediów, czyli nie można nawet użyć frazy, że mu „podziękowano”. „Nawet komuniści, którzy rezygnowali z naszej obecności na antenie, zapraszali nas do gabinetu i po prostu komunikowali nam to wprost. To, że dowiadujemy się za pośrednictwem mediów, pokazuje skalę zapaści etycznej, w jakiej dzisiaj tkwi prezes TVP Jacek Kurski” – poskarżył się Pospieszalski w wywiadzie. No i co? Warto było być takim gorliwcem, heroldem pisowskiej wspólnoty idei i serca? Uznającym „naszych” za świętych i wspaniałych w odróżnieniu od podłej, bezbożnej sfory lewicowo- liberalnej? Pospieszalski popadł skądinąd nie tylko programem „Warto rozmawiać”, ale też publicznymi wypowiedziami dla prawicowej i propisowskiej prasy, gdzie mówił m.in. o „dryfowaniu” obozu władzy. No i co panie Janie? Jak mówi refren jednej z piosenek z kabaretu Olgi Lipińskiej: „Czy warto było, czy warto było, czy warto było zmieniać rząd?”
 


To co się dzieje w karnowszczyźnie i okolicach, to istny antyamerykański rokosz. Ciekawe czy ukróci to Duduś-Ministrant swoim wetem ewentualnej ustawy antyTVN. To się wydaje zupełnie możliwe, bo Duduś na pewno cierpi na chorobę sierocą z braku kontaktów z Wujkiem Samem Donaldem i na pewno marzy, by Wujek Sam Joe jednak pogłaskał go po łysiejącej łepetynie i powiedział mu: „You are good boy, Andrew”. To jest mu potrzebne do poprawy samooceny i ministranckiej dumy. I dlatego właśnie utrąci „lex antyTVN” polskiemu …ujowi z Żoliborza. Powie mu: „Sorry, Winnetou, ale biznes is biznes”. A co, nie wolno?


Bigos ma pewną słabość do rówieśnika Donalda Tuska, człowieka nie pozbawionego wdzięku i zdolności, ale na tym „Campus Polska” w Olsztynie Tusk znów objawił się jako konserwatywny dziaders, który cierpnie na brzmienie określeń: „prawo do aborcji”, „związki homoseksualne” i na inne tego typu „nowinki”. Świat się zmienił, młodzież olewa dziaderski Kościół kat., który pokazał wszystkie swoje „walory”, przez kraj przewaliły się wielotysięczne demonstracje Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, a Tusk ciągle „i chciałbym i boję się”. Dla niego zawsze jest nie ta pora, za wcześnie, „społeczeństwo nie dojrzało”. Ileż można wyjmować te same żetony? I jak taki konserwus mógł się ulęgnąć na gdańskim podwórku, które niejedno widziało?


„Doszliśmy do tego, że nawet zwykli ludzie o niewielkiej znajomości zagadnień doktrynalnych rozumieją, że mamy papieża niekatolika” – pisze abp Carlo Viganò, komentując motu proprio Traditionis custodes. Więcej, tegoż papieża nazywa „likwidatorem Kościoła katolickiego”. Co w tej sytuacji zrobi osierocony Kościół w Polsce? Ano nic, będzie kontynuował budowę lokalnego, narodowego skansenu. Tak jak dzieje się teraz.


Don Jaroslao z Jarosława Zdobywcy, Konkwistadora z lat 2015 – 2019 zamienił się z Drobnego Ciułacza głosów. Dr Robert Sobiech, socjolog, uważa, że PiS już nie walczy o powiększenie elektoratu, lecz o utrzymanie stanu posiadania i że w kwestii praw i wolności, w tym obyczajowych, PiS jest już „samotną wyspą”, jeśli nie liczyć Konfederacji.


Rządy PiS coraz częściej przypominają działalność gangu Olsena. Jak tamci, zaczynają kolejny genialny plan, a to „dyscyplinowania sędziów”, a to skoku na media, a to kolejny skok na kasę, czyli „polski ład”, a to jeszcze coś innego i każdy z tych misternie przygotowywanych planów kolejno bierze w łeb.

Bigos tygodniowy

Don Jaroslao oświadczył otwartym tekstem, bez owijania w bawełnę, że trzeba zmienić Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, nie z powodu jakiegoś tam wyroku jakiegoś tam Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale dlatego, że działa ona w dużym stopniu nie po myśli PiS. Jednym słowem rozczarowała, nie spełniła pokładanych w niej nadziei, sędziowie w niej zasiadający zawiedli, pomimo że byli starannie, bardzo starannie wybierani.


Szef izraelskiego MSZ Jair Lapid i poseł KO Artur Łącki nieco przesadzili w swoich diagnozach co do intensywnej skali polskiego historycznego antysemityzmu, ale tylko przesadzili, a nie całkowicie minęli się z prawda. W Polsce lat trzydziestych XX wieku co prawda antysemityzm był mniejszy niż w hitlerowskich Niemczech, ale jednak był i to bynajmniej nie marginalny. Sam fakt, że n.p. na Uniwersytecie Warszawskim praktykowano tzw. numerus clausus (czyli ograniczenie liczby studentów pochodzenia żydowskiego) i getto ławkowe świadczy o tym, że antysemityzm istniał i to to także w elitarnych środowiskach inteligenckich i intelektualnych, więc co dopiero mówić o innych, znacznie mniej oświeconych grupach społecznych. W Polsce w skali europejskiej było pod tym względem – powiedzmy – średnio. Niestety, ciężką wadą polskich debat politycznych, także zogniskowanych wokół historii jest czarno-biały, zerojedynkowy model oceny zjawisk. Albo Polacy byli tylko bohaterami, albo tylko łobuzami. A przecież natura rzeczy jest taka, że obficie reprezentowani byli i ci, i ci. Ale taką konstatacją nie da się przeciwnika okładać jak kłonicą.


Inny przykład tego typu, to reakcja PiS i jego propagandy na słowa Tuska o „macierzyństwie”, które bywa udręką. Karnowszczyzna maceruje to od kilku dni, a przecież wiadomo z praktyki życia, że dla pewnej części kobiet macierzyństwo bywa, z różnych powodów, udręką.


„Kasa Misiu, kasa” – tak w języku ludzkim brzmi sens listu Gądeckiego Stanisława, szefa Episkopatu do rządu. Gądecki poskarżył się, że „nowy ład” nie uwzględnia strat finansowych, jakie w czasie locdownów poniósł kler. Gądecki niedwuznacznie daje tym do zrozumienia, że jak nie będzie kasy, to oni zaczną głośno zastanawiać się nad poparciem dla PiS. Niezależnie od tego czy to szczere ostrzeżenie, czy tylko bluff, Don Jaroslao musi to wziąć pod uwagę. Nawiasem mówiąc charakterystyczne jest, że Gądecki upomniał się o interesy Firmy, ale już nie o owieczki ze sfery budżetowej. Interesuje go tylko wypuczone brzuszysko jego i jego ludzi.


W małej wiosce położonej między Zalewem Wiślanym a Bałtykiem, Bigos dojrzał w grupie wycieczkowej składającej się z kilkunastu nastoletnich chłopców takiego jednego, który miał na młodej piersi przyczepione odznaki następującej treści: „Mam to w dupie”, „” i „KON-STY-TU-CJA”.


Dobrze byłoby, gdyby układający pytania dla sondażowni czasem pomyśleli, zanim coś wymyślą. Ostatnio pokazał się sondaż, w którym zapytano respondentów o poparcie dla sił politycznych według kryterium „spełniania obietnic wyborczych”. Trzecie miejsce z wynikiem 15 procent zajął ruch Hołowni. A jak długo ten ruch Hołowni rządził i jakie obietnice spełnił? Ciekawe…


Porucznik Karnowski Michał, jeden z liderów karnowszczyzny czyli korpusu propagandy PiS poinformował, że Don Jaroslao w „dobrym humorze pojechał na wakacje, bo jest pewien, że odzyskał większość w Sejmie”. Usłużni dworacy zawsze są najlepiej poinformowaniu o humorze, i apetycie swoich panów.


Aktorzy Przemysław Pazura i Dorota Chotecka ogłosili coming out. Oświadczyli, że trzecią osobą w ich małżeństwie jest Jezus Chrystus. Ja sobie wypraszam poniewieranie dobrego imienia Jezusa fake newsem sugerującym, że połaszczył się On na udział w banalnym trójkąciku jak z francuskiej farsy erotycznej. Tym, którzy są wrażliwi na obrazę uczuć religijnych (art. 196 kk) sugeruję zawiadomienie prokuratury.


15 września w Sejmie ma zostać złożony wniosek o odwołanie marszałkini Witek Elżbiety (pseudo artystyczne Reasumpcja), w związku z jej manewrami przy uchwalaniu Lex TVN. Obecnie trwają pozakulisowe negocjacje opozycji, przy udziale Konfederacji, aby wybrać na tę funkcję kogoś, kto będzie do zaakceptowania przez wszystkich. Na giełdzie pojawiają się różne nazwiska kandydatów, ale dopóki nie będzie znany wynik głosowania to mamy do czynienia z przysłowiowym wróżeniem z fusów.


Trwa kryzys na granicy polsko-białoruskiej. W szczerym polu i lesie siedzi grupa kilkudziesięciu mężczyzn i kobiet o tak naprawdę nieustalonej narodowości, którzy deklarują chęć wejścia do Polski i ubiegania się o ochronę międzynarodową. Polscy pogranicznicy, wspierani przez wojskowych, działający na rozkaz przełożonych, wejście do Polski im uniemożliwiają. Konia z rzędem temu, kto wie jak się ta historia skończy, a racje prezentowane przez stronę rządową, twardo odmawiających ich przyjęcia, jak się wydaje, znajdują poklask w naszym społeczeństwie. Postulaty głoszone przez Lewicę czy Koalicję Obywatelską, wzywające do wpuszczenia migrantów na terytorium RP i wdrożenia procedur, wynikających z obowiązujących przepisów, są zdecydowanie mniej popularne. Niestety, na tej narracji PiS ugra kilka punktów, tylko ludzi żal.


„PiS zabrudził polski mundur, gdy wysłał wojsko, by osłaniało nieludzką ekshumację ofiar smoleńskich, wbrew woli rodziny. Teraz znowu, gdy zamaskowana straż blokuje akcję humanitarną. Oczyścić polski mundur z PiS-u.” – oświadczył Janusz Lewandowski. Ale przecież PiS ma swoją konkretną personalizację. PiS, to okrutny Don Jaroslao we własnej osobie. U podstaw tego, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej jest jego szaleństwo i okrucieństwo.

Błaszczak błysnął w kontekście dyplomatycznym

– Premier Kanady potrafił wywrzeć presję i sprawcy przyznali się. Donald Tusk 10 lat temu oddał śledztwo Rosjanom – zareagował na przyznanie się Iranu do zestrzelenia ukraińskiego samolotu szef MON Mariusz Błaszczak.

Na antenie RMF FM Mariusz Błaszczak nie skorzystał z okazji do milczenia i jął się rozwodzić o tragedii i roli w jej wyjaśnianiu poszczególnych państw, w nieco dziwnej tonacji, sięgającej 10 lat wstecz.
– Dla mnie bardzo istotny jest kontrast między zachowaniem premiera Kanady – a przecież niedługo będziemy mieli 10. rocznicę tragedii smoleńskiej – a ówczesnego premiera Polski, Donalda Tuska. I fakt, że premier Kanady potrafił wywrzeć presję, która zakończyła się właśnie w ten sposób, że sprawcy przyznali się do tego czynu. Kontrastuje z tym postawa premiera rządu PO-PSL, który na wszystko się godził, który po katastrofie smoleńskiej zostawił śledztwo po stronie rosyjskiej. To przecież rezultatem decyzji Donalda Tuska jest to, że dziś wrak samolotu – a więc dowód w sprawie – jest w Rosji – opowiadał na antenie minister wchodzący w uprawnienia kreatora polskiej polityki zagranicznej.
Oczywiście szef MON nie omieszkał napomknąć o Polsce w NATO w kontekście mocniejszego zaangażowania paltu na Bliskim Wschodzie, o które dopomina się Donald Trump.
– Jesteśmy solidarni w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Dlatego, że liczymy na wsparcie w sytuacji, w której my – Polska – zostałałaby zaatakowana. Dlatego jesteśmy aktywni, uczestniczymy w misjach. To będzie decyzja wspólna Sojuszu Północnoatlantyckiego – zdystansował się, skądinąd słusznie, minister.
– My koncentrujemy swoje wysiłki na tym, żeby Wojsko Polskie było liczniejsze. My koncentrujemy swoje wysiłki, żeby było wyposażone w najnowszy sprzęt. Jest wyraźne przyspieszenie w zakresie zarówno zwiększania liczebnego wojska, jak i modernizacji sprzętu wojskowego – opowiadał, nie mając chyba na myśli, teg, co stanowi chlubę jego resortu, czyli wojska weekendowego, nazywanego oficjalnie Wojskami Obrony Terytorialnej.
A co zdaniem specjalistów od obronności, jest – w kontekście współczesnego pola walki – wyrzycaniem pieniędzy polskiego podatnika, w błoto.

Demolka polskiej armii

„Nie ma strategii, nie ma doktryny obronnej, czyli osobnych dokumentów, z których powinno wynikać, co powinno być przedmiotem rozwoju modernizacji zbrojeń. Nie ma również polskiej zbrojeniówki”. Z gen. Waldemarem Skrzypczakiem rozmawia Justyna Koć (wiadomo.co).

 

JUSTYNA KOĆ: Zanim na dobre rozpoczął się szczyt NATO w Brukseli Donald Trump zaszokował wypowiedzią, że trudniejsze dla niego będzie spotkanie z sojusznikami na szczycie NATO niż późniejsze spotkanie z Władimirem Putinem. Takie wypowiedzi prezydenta USA powinny martwić?

GEN. WALDEMAR SKRZYPCZAK: Takie wypowiedzi powinny martwić. Wydaje się, że Trump nadal nie ma strategii, a jego pomysły z 2016 roku nadal nie zostały zrealizowane. To, co w tej chwili mówi i robi, godzi we wszystko, co do tej pory było ważne i miało sens. Szczerze powiem, że nie rozumiem, o co Trumpowi chodzi, szczególnie jeśli chodzi o NATO.
Jeżeli on za kilka dni spotyka się z Putinem i już dziś mówi, że NATO jest słabe, a spotkania z partnerami będą dla niego dużo trudniejsze niż spotkanie z prezydentem Rosji, to można zastanawiać się, co Trump chce osiągnąć. Takie wypowiedzi na pewno nie służą wiarygodności i spójności NATO.
Mało tego, moim zdaniem to podważa jego wiarygodność. Główny gracz NATO, jakim są Stany Zjednoczone, tracą swoją wiarygodność przez stanowisko Trumpa.

 

To o co chodzi Trumpowi?

Nie sądzę, żeby chodziło tylko o nakłady na sojusz, te słynne 2 proc., bo Trump idzie na wojnę ze wszystkimi, głównie na wojnę handlową z Chinami, co moim zdaniem jest po prostu podżeganiem do wojny. Nie rozumiem zachowania czy strategii Trumpa, ale chyba podobnie czują jego doradcy, którzy zamilkli i zaczynają tracić cierpliwość.
Pewne jest jedno: to, co robi Trump, nie służy pokojowi na świecie.
Spotkanie z Putinem nic nowego nie wniesie, bo panowie spotykają się kurtuazyjnie. Trump pokazał spotkaniem z przywódcą Korei Północnej, Kim Dzong Unem, że prowadzi błędną politykę. Kim jest regionalnym kacykiem-terrorystą, a tymczasem podpisał porozumienie z największym światowym graczem, jakim są USA, kiedy przy stole nie było ani Chińczyków, ani Rosjan. Ciekawe, jak to się dalej rozwinie, bo według mnie Kim Dzong Un gra dalej Trumpem i będzie to robił tak długo, jak się da.

 

Trump krytykuje też mocno Niemców, nazywając ich zakładnikami Rosji. Pozbyli się elektrowni węglowych, elektrowni atomowych, biorą ogromne ilości ropy i gazu z Rosji. To coś, czemu trzeba się przyjrzeć – mówił Trump. To atak na głównego gracza UE?

Polityka gospodarcza Trumpa niewątpliwie współgra z chęcią osłabienia Unii Europejskiej, przecież zapowiedział cła także na towary z UE.
Widać, że ta gospodarcza wojna nie dotyczy tylko Chińczyków. Trump ma świadomość, że głównym graczem Unii są właśnie Niemcy, dlatego w nie uderza. Ja bym się z tego nie cieszył.

 

Ale krytykuje budowę Nord Stream 2, więc tu ma podobne stanowisko jak Polska.

Tylko to dzieje się zdecydowanie za późno. Teraz, gdy zainwestowane zostały już ogromne pieniądze, jest zaangażowanie zarówno polityczne, jak i finansowe, trudno oczekiwać, że ktokolwiek się z tego wycofa. To tak samo, jakby zatrzymać budowę pomnika na Pl. Piłsudskiego w połowie – wiadomo, że tego zatrzymać nie można było.
Dla Trumpa najważniejsze jest to, że jego skroplony gaz nie jest na razie konkurencją dla gazu z Rosji w Europie. Dlatego też szuka możliwości dla pozyskania rynku dla amerykańskiego gazu, którego ma bardzo dużo.

 

Panie generale, jak ocenia pan kondycję polskiego wojska? Z szumnie zapowiadanych obietnic zakupów dla wojska nic nie zostało. Nie ma okrętów, śmigłowców, rząd zdecydował się na modernizację starych czołgów.

Polskie wojsko ma pecha, bo często mamy ministrów obrony, którzy na wojsku się nie znają. Modernizacja armii na przestrzeni ostatnich lat to pasmo porażek. Mam wrażenie, że wojsko już się z tym pogodziło, że nie będzie miało dobrego sprzętu, ale to wina polityków, którzy obiecują i nic z tego nie wynika, ale też polskiego społeczeństwa, które to akceptuje. Mamienie Polaków, jaką to będziemy mieć już niedługo silną armię, jest zwykłym wprowadzaniem w błąd, także podatnika.
Politycy manipulują opinią publiczną w tym temacie, zapominając o najważniejszej kwestii, że tu chodzi o zapewnienie Polsce bezpieczeństwa militarnego. To, co widzimy, to jest demodernizacja armii, a nawet demolka armii.
Politycy powinni ponieść odpowiedzialność za to, czego nie zrobili, a co deklarowali. Ktoś musi w końcu odpowiedzieć za to, że nic nie jest robione, bo Polska mocno słabnie militarnie.

 

Poprzedni szef MON Antoni Macierewicz zerwał jednostronnie podpisany przez poprzedników kontrakt z Francuzami na dostawę śmigłowców Caracal. Fiaskiem zakończyły się również negocjacje w sprawie zakupu rakiet Homar. W ciągu dwóch lat rządu PiS MON pod kierownictwem Macierewicza nie realizował żadnego kluczowego przetargu zbrojeniowego.

Nie ma strategii, nie ma doktryny obronnej, czyli osobnych dokumentów, z których powinno wynikać to, co powinno być przedmiotem rozwoju modernizacji zbrojeń. Nie ma również polskiej zbrojeniówki. Czy deklaracje polityków obronią nas przed rosyjską agresją? Niestety nie, oni będą pierwsi, którzy w razie zagrożenia dadzą drapaka z Polski, jak w 1939 roku. Tak samo będzie teraz.
My nie mamy kompetentnych i merytorycznie przygotowanych ludzi i to jest główny problem naszego bezpieczeństwa.

 

Jeszcze 3 lata temu w wojsku byli kompetentni wojskowi, których minister Macierewicz zwolnił lub zmusił do odejścia.

Na szczęście nie wszyscy kompetentni odeszli z armii. Jest jeszcze kilku dobrych oficerów w armii. Ten ruch z generałem Rajmundem Andrzejczakiem jest moim zdaniem dobry. Znam generała Andrzejczaka, to oficer wysokich lotów, młody, to prawda, bo ma 50 lat, ale gdy ja zostawałem generałem, miałem 49 lat.
Tu jest jeszcze inny problem.
O sile armii nie stanowią tylko generałowie, ale wojsko. Oni wyczyścili jednostki operacyjne z dobrych dowódców. Wyrzucili ze sztabu generalnego dobrych oficerów, którzy znali się na planowaniu modernizacji sił zbrojnych. W tej chwili nie mamy nawet potencjału, aby zaplanować rozsądnie modernizację sił zbrojnych. Kompetentnych wyrzucono, a młodzi muszą się dopiero uczyć, a to jest proces.
Szanuję generała Andrzejczaka, znam go jako wybitnie zdolnego oficera, ale on sam „wiosny nie uczyni”, sam nie zmodernizuje armii, bo nie ma ludzi na średnim poziomie odpowiedzialności wojskowej. Moim zdaniem to jest świadome działanie rządzących i szkoda, że Trump o tym nie mówi, tylko skupia się na 2 proc. PKB. To pokazuje, że Trump jest biznesmenem, a nie politykiem. Gdyby posłuchał amerykańskich doradców, którzy mówią o osłabieniu polskiej armii, to mógłby to zrozumieć, ale niestety tego nie widzę.

 

W najnowszej „Polityce” generał Mieczysław Gocuł mówi m.in., że brak opisanej strategii modernizacji to świadome działanie, bo wówczas można by z niej rozliczyć rządzących.

Wie pani, jeszcze rok temu gen. Gocuł był szefem Sztabu Generalnego, zatem w jego ustach to brzmi jak hipokryzja.
Gdy byłem jeszcze wiceministrem, przypominałem generałowi, że warto by to zrobić. Gdy on teraz mówi, że nie ma doktryny obronnej, to dla mnie to nie jest wiarygodne.

 

Mówi też, że jesteśmy nie tylko na marginesie UE, ale i NATO.

To, że nasza pozycja w NATO słabnie, widać gołym okiem i jest efektem działania polityków, a nie wojskowych. Wie pani, naszych sojuszników musi niezmiernie bawić, mówiąc delikatnie, fakt, że Polska chce modernizować czołgi T-72. Na początku traktowali to jako żart. Gdy okazało się, że to polityczna decyzja i fakt, to pojawiło się przerażenie i pytanie, kto mógł wpaść na taki pomysł. To jest morderstwo i zbrodnia na polskich żołnierzach.
Gdyby wysłać ten czołg przeciwko rosyjskim czołgom, to w pierwszym pojedynku ogniowym z naszych czołgów nic by nie zostało. Taka decyzja polityczna to bandytyzm. Jestem czołgistą, więc mam prawo tak mówić, dla mnie ważne jest życie żołnierza, a ono znaczy bardzo wiele. Czołg T-72 jest co najmniej o 30 lat za stary. Za takie działania ktoś powinien stanąć przed sądem.
To pokazuje, że rządzący w ogóle nie wiedzą, co robią, a ci, którzy doradzają, aby te stare czołgi modernizować, powinni stanąć przed sądem i to natychmiast. Dziwię się politykom w rządzie, że nie reagują i trzymają takich doradców.

 

Nowy minister MON czyści ministerstwo z ludzi Macierewicza, więc może będzie lepiej?

Kiedy ministrem został Macierewicz, muszę przyznać, że wiele sobie obiecywałem. Mówiono o nim, że jest zdecydowany i decyzyjny, że jest człowiekiem czynu, a nie gadania. Okazało się inaczej. Teraz wszyscy czekamy, jak sprawny w tym, co mówi, będzie minister Błaszczak.

 

Pan także musiał odejść za ministra Macierewicza.

Co zrobić, żołnierz zna swoje miejsce w szyku i wie, kiedy powinien odejść i kiedy kończy się jego czas. Mój czas nadszedł właśnie wtedy, chociaż ja czuję się żołnierzem i będę nim do końca życia.