„Chłopi chcą być gospodarzami”

Obchodzimy 82. rocznicę sierpniowego, antysanacyjnego strajku chłopskiego z 1937 roku.

Dokładnie 82 lata temu pomiędzy 16 a 25 sierpnia 1937 roku miał miejsce w ówczesnej Drugiej Rzeczypospolitej ogłoszony przez Stronnictwo Ludowe (SL) masowy strajk chłopski. Był on skierowany swoim politycznym ostrzem przeciwko jawnie faszyzującemu, antydemokratycznemu, antychłopskiemu i antyrobotniczemu reżimowi sanacyjnemu.
Służalcza i wyjątkowo dyspozycyjna wobec sanacji tzw. policja państwowa zastosowała wtedy z pełną premedytacją wobec słusznie strajkujących, zmęczonych nieudolnymi rządami „sanacyjnych wizjonerów” chłopów wyjątkowo brutalne i krwawe represje. Ówcześni nad wyraz bezmyślni i politycznie krótkowzroczni i do tego rzecz warta podkreślenia samozwańczy włodarze państwa polskiego tak właśnie „rozwiązywali” wszystkie palące od środka przedwrześniowe społeczeństwo Drugiej RP problemy. Zamiast kulturalnego i cywilizowanego dialogu z obywatelami wyłącznie pięść, pałka i kula! Strajkujący w sierpniu 1937 roku chłopi domagali się przede wszystkim przywrócenia w Polsce zdeptanych i pohańbionych przez piłsudczykowski obóz rządzący zasad demokracji parlamentarnej, wszystkich swobód obywatelskich, skasowania wszystkich wyroków brzeskich oraz natychmiastowego, swobodnego powrotu emigrantów politycznych do Polski.

Chłopska fala strajkowa

objęła ówczesne województwa: białostockie, lubelskie, lwowskie, kieleckie, krakowskie, pomorskie, stanisławowskie, tarnopolskie, warszawskie. Częściowo również województwa: poleskie oraz wołyńskie.
W okresie strajku od policyjnych kul zginęło 42 chłopów. Około 6 tysięcy chłopów zostało aresztowanych. Na kary więzienia sanacyjne sądy skazały natomiast 600 chłopów.
Jak podkreślał profesor Józef Buszko: „Strajk chłopski w sierpniu 1937 r. stanowił ostatnią wielką bitwę mas pracujących w burzliwych latach 1935–1937, poważnie wstrząsając systemem rządzącym, nie zdołał jednak doprowadzić do jego obalenia. Nie ulega wątpliwości, że podstawową przyczyną niepowodzenia tak tej ostatniej, jak i poprzednich robotniczych antysanacyjnych wystąpień, stanowiło rozproszenie sił obozu demokratycznego, zwłaszcza rozbicie ruchu robotniczego. Obalenie sanacji mogło się dokonać jedynie w drodze bliskiej współpracy wszystkich sił lewicowych, reprezentujących masy ludowe, w pierwszym rzędzie KPP, PPS i SL, na co wskazywali komuniści nawołując do realizacji frontu ludowego”. (Cyt. za: J. Buszko, Historia Polski 1864–1948, Warszawa 1989, s. 318).
W związku z 82. rocznicą tamtych niezwykle ważnych dla polskiej lewicy socjalnej wydarzeń chciałbym poniżej przytoczyć ku koniecznej refleksji wymowny w swojej treści materiał pochodzący z kompletnie zapomnianej dziś publikacji autorstwa Józefa Gójskiego zatytułowanej: „Strajki i bunty chłopskie w Polsce”. „W okresie trwania strajku prasa nie podawała żadnych wiadomości o przebiegu akcji, mimo że już w pierwszych dniach jego wybuchu opinia publiczna w miastach dowiedziała się za pomocą ustnej propagandy, że Stronnictwo Ludowe zorganizowało strajk i że ogarnął on prawie całą wieś w Polsce.
Poza tym miasta odczuły na rynku brak pewnych produktów rolniczych, co bardziej jeszcze zaniepokoiło opinię, która żądna była dowiedzieć się prawdy.
Cenzura wszelkich wiadomości o strajku była bezwzględna.
Jedynie za pomocą tajnych komunikatów Stronnictwa Ludowego dowiadywano się, że odbywa się strajk chłopski w Polsce i że nie ma on na celu wygłodzenia miast, ale przede wszystkim jest aktem skierowanym przeciwko polityce rządów sanacyjnych.
Dopiero w dniu 25 sierpnia ukazał się pierwszy komunikat rządu i drugi w dniu 30 sierpnia 1937 r.
Z komunikatów tych, (…) zainteresowana opinia publiczna dowiedziała się o przebiegu akcji strajkowej, naturalnie w oświetleniu rządowym, tendencyjnym i wrogim ruchowi ludowemu.
Od tej chwili, a więcej jeszcze po interpelacji w sejmie posłów: ks. Lubelskiego, Zakliki i gen. Żeligowskiego w sprawie strajku, prasa mogła (naturalnie w ramach zakreślonych przez cenzurę) pisać i zająć stanowisko wobec strajku chłopskiego.
Stanowisko prasy polskiej w tej sprawie było różne i podzielone.
Prasa obozu rządowego wraz z endecką zajęła jak najbardziej wrogie stanowisko, nazywając strajkujących i organizatorów pachołkami komunistycznymi, warchołami i zwolennikami folks – frontu.
Prasa konserwatywna starała się zająć stanowisko zbliżone do obiektywnego z domieszką uszczypliwości w stosunku do organizatorów strajku, tj. do Stronnictwa Ludowego, chcąc obronić bardziej zachowawczy kierunek w stronnictwie i wśród chłopów, nie szczędząc oszczerstw w stosunku do grup radykalnych ruchu ludowego.
Prasa socjalistyczna, niezależna i prasa ludowa w bezstronny sposób naświetliły podłoże wybuchu i przebiegu strajku, wskazując niebezpieczeństwo i szkodę, jakie grożą państwu w wypadku dalszego ignorowania przez władze żądań chłopskich i robotniczych.
Przejdźmy z kolei pokrótce do wypowiedzi i stanowiska niektórych dzienników i czasopism wobec strajku.
„Gazeta Polska”(nr 241 i inne, rok 1937) pod szumnym tytułem „Stłumienie anarchicznej akcji Stronnictwa Ludowego” zajęła stanowisko sfer rządowych, atakując Stronnictwo Ludowe, stawiając mu zarzuty pracy antypaństwowej, współpracy z komunistami itp.
„Kurier Poranny” nazwał strajk chłopski zbrodnią, a „Express Poranny” i cała prasa czerwona „świętokradztwem”.
„Samowola i gwałty – pisał „Kurier Poranny” – zorganizowane na pewnych obszarach Rzeczypospolitej, zostały odparte. I tak będzie zawsze. Polska dzisiejsza nie może sobie pozwolić na żaden objaw słabości, musi żelazną, twardą, bezwzględną ręką bronić u siebie ładu i porządku, bez względu na motywy, w których imieniu występują wichrzyciele. Siewcy zamętu sami przybliżają chwilę, kiedy okres pobłażania się wyczerpie”.
„Polska Zbrojna” – organ wojska polskiego – dopatrywała się w akcji Stronnictwa Ludowego „widma Szeli”. „Ilustrowany Kurier Codzienny” zarzucał Stronnictwu Ludowemu, że do akcji strajkowej wciągnęło obce elementy, szczególnie komunistów. Podobne stanowisko zajęła prasa endecka.
Konserwatywny „Czas” ubolewał nad przebiegiem strajku, obciążył władze Stronnictwa Ludowego za wypadki, ale jednocześnie na innym miejscu dodał, że:
„(…) nie byłoby słuszne obarczanie odpowiedzialnością za ostatnie wypadki wyłącznie Stronnictwa Ludowego. Zarówno bowiem w przeszłości popełniano i nadal popełnia się błędy, polegające na niedocenianiu i niezrozumieniu świadomości politycznej oraz politycznych dążeń wsi.”.
Podobne stanowisko zajął „Kurier Polski”, organ ciężkiego przemysłu „Lewiatana”.
Nieco odmienne stanowisko zajęła prasa socjalistyczna.„Robotnik” – naczelny organ P. P. S. – zamieścił wiele artykułów odpierających ataki na Stronnictwo Ludowe, podając najbardziej obiektywną ocenę strajku chłopskiego. Redaktor naczelny M. Niedziałkowski, odpierając ataki prasy Stronnictwa Narodowego na Stronnictwo Ludowe, pisze m.in.:
„Chłopi chcą być gospodarzami w Polsce niepodległej. Chcą być gospodarzami, nie przedmiotem doświadczeń „elity” biurokratycznej. Robotnicy chcą być tak samo gospodarzami i pracownicy umysłowi też. Taka jest prawda, od tej prawdy już nikt nie odstąpi, bo rzeczywistość dostarczyła argumentów bez końca. Elita biurokratyczna nie zdała egzaminu. Musi tedy zaistnieć kontrola skuteczna. Kontrolę skuteczną gwarantuje tylko demokracja. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w wyrażaniu swych myśli i uczuć wykazały masy chłopskie upór, zawziętość, poświęcenie daleko idące, że były to masy chłopskie w okolicach, gdzie ma swą główną siedzibę umiarkowany Ruch Ludowy, gdzie szeregi tego ruchu składają się, jak to doświadczyliśmy wiele razy, z ludzi, którzy rozumieją nie tylko swoje stanowe interesy. „Warszawski Dziennik Narodowy” – pisze autor – widzący zrazu w wydarzeniach chłopskich tylko przejaw „folks – frontu” i rękę komunistyczną, spostrzegł jednak, że zbytnio sobie uprościł to zjawisko socjalno–polityczne, jakim był strajk rolny, i że za daleko posunął się w insynuacjach i atakach na polski Ruch Ludowy”.
Dosyć dziwne stanowisko zajęła prasa naprawiacka, która atakując stale Stronnictwo Ludowe, szczególnie jego kierownictwo, po strajku chłopskim starała się przypodobać chłopom, biorąc w obronę ruch ludowy. Stanowisko takie zajęło pismo naprawy „Naród i Państwo” oraz „Jutro Pracy”, organ grupy płka Sławka.
Bezstronne, rzeczowe stanowisko zajął wobec strajku chłopskiego „Kurier Warszawski”. W artykule podpisanym inicjałami B. K. (Bolesław Koskowski) czytamy między innymi:
„Nikt nie zaprzeczy, że Stronnictwo Ludowe zajmuje niemałe miejsce co najmniej w dwu najdojrzalszych politycznie dzielnicach Polski i że jest na wsi prawdziwą siłą polityczną. Kto zdobędzie się na lekceważenie tak ważkiego czynnika i kto może się łudzić, że potrafi go unicestwić albo przynajmniej osłabić? Od 30 lat w Małopolsce, a od dziewiętnastu lat w całej Polsce ludowcy grali znaczną rolę i nie nie zapowiada, żeby ta rola miała im wypaść z rąk”.

Prasa Stronnictwa Ludowego

starała się w miarę dobrego humoru cenzora przedstawić jak najbardziej bezstronnie stan faktyczny przebiegu strajku, podkreślając na każdym miejscu podłoże strajku, które tkwiło głęboko w ciężkiej sytuacji prawno–politycznej wsi, upominającej się o słuszne prawa polityczne dla największej warstwy w narodzie – chłopów. „Zielony Sztandar” – organ naczelny Stronnictwa Ludowego – w artykule „Nie przeciągać struny” pisze m.in. o chłopskich żądaniach :
„(…) chłopi polscy wołają już o najrozmaitsze sprawy od szeregu lat. Wołają i byli jak rzadko kto cierpliwi w oczekiwaniu odpowiedzi. Wołają o zmianę warunków gospodarczych ich bytu, o reformy społeczne, a otrzymują tylko cienkie plasterki chwilowej poprawy. Wołają o oświatę, a tymczasem nic się nie zmienia w dziedzinie stosunków na wsi. Słyszeliśmy niedawno, że czas wreszcie oprzeć stosunki w Polsce na prawdzie. Nie należy więc przed prawdą zamykać oczu ani uszu”.
Tygodnik „Piast” – organ Stronnictwa Ludowego wychodzący w Krakowie – zamieścił artykuł W. Witosa, przebywającego wówczas na emigracji, w którym m.in. czytamy:
„Nawet leniwie myślący powinni zdać sobie z tego sprawę że chłopi niezadowoleni, od państwa odepchnięci, prawa pozbawieni, głodni i ciemni tego zadania nie spełnią, ale nic nie uczynią, aby ten stan zmienić (mowa o związaniu chłopów jak najbardziej z państwem). Powołani milczą, a różnym młokosom wydaje się, że chłop to tylko cyfra w ich rachunku którą oni mogą posuwać stosownie do ich woli, a nawet kaprysu. Jeśli zaś chłopi upomną się nieco śmielej albo popełnią jakiś akt rozpaczy, to jedni natychmiast ujrzą widmo Szeli, drudzy w nich znajdą komunistów, przychodząc z pomocą policji, nawet nieproszeni. Zapominają jedni i drudzy, że najpierw nie czas na podobne eksperymenty, bo wypadki i rozum domagają się czego innego, następnie, że chłop nie da się zrobić popychadłem, a w końcu, że oni są wobec niego znikomą mniejszością”.
To jest naturalnie pobieżny tylko przegląd prasy krajowej, która sprawą strajku zajmowała się przez okres kilku miesięcy.

„Srebra rodowe”… na stół

30. lecie obrad Okrągłego Stołu nie jest pustą rocznicą. Jest okazją, aby z perspektywy 30 lat spojrzeć na tamte czasy, gdy władza i Solidarność układały się ze sobą w atmosferze naznaczonej wzajemną nieufnością, ale także aby podsumować, czego od tego czasu dokonali ich polityczni spadkobiercy. Jakimi „srebrami” mogą się pochwalić? Jest to tym bardziej ważne, że rok 30. rocznicy Okrągłego Stołu to rok wyborczy.

Przy okazji rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu nietrudno było spotkać głosy eksponujące nieufność władzy do „młodego Związku”. Niebywale „gorąca” i złożona sytuacja w całym 1981 r., setki faktów i zdarzeń, wręcz nakazywały daleko idącą ostrożność. Rozbieżność słów i czynów w Solidarności, była widoczna gołym okiem. Niektórzy doradcy, np. Mazowiecki, Geremek, Kuroń, nawet Wałęsa – przyznawali, że zachowania Związku miały niebezpieczny charakter dla stabilności państwa, że władza mogła mieć powody do obaw, do wyostrzania czujności.
Także i Solidarność nie miała zaufania do władzy, wywodząc jego brak z historycznych przesłanek, z dawnych błędów, zaniedbań. Władza, terenowi przedstawiciele byli krytykowani za zbyt wolne tempo i błędy w realizacji porozumień sierpniowych.
Dość wspomnieć pkt.7 – „wypłacenie strajkującym zarobków za strajk jak za urlop wypoczynkowy”. Wiemy, że były dni, w których strajki trwały w kilkuset zakładach pracy jednocześnie. Można więc było ciągle strajkować otrzymując płace, tylko pytanie – skąd brać pieniądze?
Niektórzy Czytelnicy – w reakcji na poprzednie teksty – na przykład radzili, by wyraźnie pokazać wtedy słyszalne „racje i argumenty” wielu terenowych działaczy, setek tysięcy członków „panny S”, rwących się do strajków oraz apele władzy o ich przerwanie i zaniechanie na okres zimy 1981-82. Po kolejnym apelu KC PZPR z 16-18 października „do ludzi pracy miast i wsi”: „Tylko rozsądkiem i wysiłkiem całego społeczeństwa można zatrzymać dramatyczny bieg wydarzeń w naszym kraju. Nikt myślący nie podcina gałęzi, na której siedzi. Apelujemy do Was, zaoszczędźmy ojczyźnie strajków!” – w niektórych środowiskach robotniczych pojawiły się m.in. takie głosy. Można przecież strajkować 8 godz. nic nie jedząc. Można bez jedzenia przeżyć 24 godz. – strajkując. Z czego więc Partia „robi” problem? Czy Państwo – po latach – nie „przyznacie racji” temu „odkrywczemu rozumowaniu”, wielu aktywistów Solidarności?

Pokażcie swoje „srebra”

Mamy za sobą 30 lat ustrojowej transformacji. Jak były tworzone i jak rozpadały się koalicje rządowe, tak opcji prawicowej jak i lewicowe – – pamiętamy. Jaka tam „królowała” wzajemna ufność i szczerość partnerów – też dobrze pamiętamy. Jakie programy wyborcze oferowano, a co realizowano w praktyce – też przytłaczającej większości spośród nas „nie uleciało z pamięci”. Za kilka miesięcy kolejne wybory, najpierw do Parlamentu Europejskiego, a potem do Sejmu i Senatu. Zachęcam więc wszystkie partie, koalicjantów sprawujących władzę – szczególnie wywodzących się ze „zdrowego pnia” Solidarności, by przypomniały sobie szlacheckie wezwanie – „srebra rodowe na stół”! Proszę, przypomnijcie społeczeństwu jak wy – Solidarność u władzy – zrealizowaliście 21 postulatów sierpniowych, których domagaliście się nieograniczoną metodą strajków. Pokażcie wyborcom jakie „wymierne dobro”, w sensie materialnym i moralnym – dla Polski, dla Polaków przez te 30 lat uczyniliście.
Ktoś z Państwa może się tu żachnąć – przecież mimo różnych przeszkód, Polska powoli się rozwija! W czym problem? Fakt, Polska „czołganiem” się rozwija – minął czas, gdy mieliśmy kilka milionów bezrobotnych i nędzarzy, żyjących poniżej granicy ubóstwa (w 2017 r. było ich 4,3 proc. – skutek programu 500+). Przeróżne nadużycia gospodarcze, finansowe. itp. sprawiają, że „Polacy najbardziej obawiają się przestępczości pospolitej, wśród innych negatywnych zjawisk, które generują wymierne ekonomiczne i społeczne straty, wymienić należy: przestępczość zorganizowaną, gospodarczą, korupcję oraz ataki na systemy informatyczne. Bezpośrednie przełożenie poziomu przestępczości na rozwój państwa obserwowalne jest w szczególności na przykładzie przestępczości gospodarczej, która powoduje najwyższe straty. Zjawisko to dotyczy zarówno budżetu państwa (np. zmniejszenie wpływów, uzyskiwanie nienależnych zwrotów, wyłudzanie dopłat) jak i sektora prywatnego” …czytam w Uchwale nr 8 Rady Ministrów z dnia 14 lutego 2017 r. Pomyślcie Państwo – co i której opcji politycznej władza na tej niwie uczyniła, „niezmordowanie” czyni. Niech sami zainteresowani – partie polityczne: AWS, UW, PC, KLD, PSL, SLD, PO, b. Samoobrona – przecież są ich spadkobiercy – pokażcie skutki waszej walki z korupcją i przestępczością gospodarczą! Od roku 1989 do 2017. A od przyjęcia tej uchwały właśnie minęło 2 lata.
Wystawcie więc swoje dokonania pod wyborców osąd. Nie wstydźcie się – śmiało! Zamiast wytykać błędy, „grzechy” i pomniejszać dorobek innych – sami swoje „srebra” pokażcie. Piszę ten tekst, gdy zbliża się czas strajku nauczycieli. Spotykam się z pytaniami-zarzutami: były pieniądze na nagrody dla ministrów („im się należy” – kto to powiedział?); jest miliard 260 mln. zł dla TVP! Nie ma dla nauczycieli – bo takich „wyuczyli” posłów? Czy to tylko skutek reformy szkolnictwa?
Zachęcam do przestudiowania tekstu prof. Jerzego Wiatra – „Jakiej polityki oświatowej potrzebuje Polska?” („Dziennik Trybuna”, 25-26 marca br.). Kilka miesięcy temu był „protest okupacyjny” w Sejmie niepełnosprawnych osób. Politycy, biskupi, parlamentarzyści „pochylali się” czule nad ich dolą. Co, do końca marca 2019 r. dla nich, ich rodzin władza konkretnego, wymiernego uczyniła. Niech pokaże, proszę – „srebra rodowe” na stół!
A zapomnieliście Państwo o strajku pielęgniarek, protestach służby zdrowia? Kilka tygodni temu, rolnicy pod Pomnikiem Lotnika protestowali w osobliwy sposób, pominę zgryźliwe, dosadne komentarze. Sięgnijcie pamięcią dwie dekady wstecz – co nazwano „dziurą Bauca? Kto i jak ją załatał? A słynna już reforma Balcerowicza – ważny temat do rozważań korzyści i strat gospodarczych, także społecznych o różnej skali, nie mówiąc o następstwach, odczuwanych do dziś. Tu chętnych do plucia na „komunę” zapewne nie zbraknie, choć sam jej Autor już „spuścił z tonu” swego sukcesu.

SLD, do biczowania – wystąp!

Motywowany różnymi powodami, skupię uwagę Państwa na niektórych poczynaniach SLD. Dźwiga na swych barkach odium powojennej historii „błędów i wypaczeń”, dokładnie „polityką historyczną” wytykanych i doczernianych – nie zwalnia z ich przypominania. Sukcesy jej poprzedniczki (PZPR), są skrupulatnie zamazywane i niwelowane. Po 1989 r. na swoim „koncie” ma choćby zasłużonych Prezydentów Polski:
Generała Wojciecha Jaruzelskiego – wraz z reformatorami doprowadził do Okrągłego Stołu; a wcześniej poprzez stan wojenny uratował głównie Kierownictwo, działaczy i członków Solidarności przed Sybirem i ofiarami (jeśli są „twarde”, przeczące temu dowody – proszę „na stół”); ujawnienia „białych plam” w historii stosunków PRL-ZSRR, w tym Katynia; ostatecznie uregulował sprawę zachodniej granicy Polski.
Aleksandra Kwaśniewskiego – wprowadził Polskę do NATO i UE. (Tu najnowszy przykład – prof. Bronisław Geremek wprowadził Polskę do NATO, informował plakat na niektórych przystankach autobusowych w Warszawie, na 20. lecie członkostwa). Pytam – a Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski? Gdzie plejada pracowników MSZ, dyplomatów, polityków, wojskowych, którzy wdrażali w Wojsku zasady „Partnerstwa dla pokoju”. Są wątpliwości – proszę pytać generałów: Franciszka Puchałę, Czesława Piątasa, Krzysztofa Szymańskiego, Andrzeja Cieślewskiego, Czesława Laszczkowskiego, Ryszarda Olszewskiego, Jerzego Gotowałę, adm. Piotra Kołodziejczyka, Ryszarda Łukasika i innych (przepraszam wszystkich pominiętych, z szacunkiem dla wysiłku i efektów). Z goryczą pytam – czy w Fundacji im. B. Geremka nie ma elementarnego poczucia uczciwości i wiedzy, by rzetelnie, zgodnie z prawdą sporządzić plakat propagandowy? Wystarczyło pokazać na plakacie Profesora podpisującego dokument na tle pocztu flagowego (symbol Polski), w obecności Prezydenta RP i osoby wojskowej, by tak uszanować dorobek innych osób, bez względu na ówczesne przekonania polityczne! Wstydźcie się swego nieuctwa! A może kłamstwo, fałsz w tej Fundacji jest „na porządku dziennym”? Co ma myśleć młodzież, miliony Polaków znających różne inspiracje i działania, trwające 10 lat na tym polu.

„Baty” za Koalicję…

Wiadomość o udziale SLD w Koalicji Europejskiej ucieszyła mnie. Wreszcie wnioski i nauki płynące z Okrągłego Stołu przyniosą po 30 latach pożyteczny owoc. Razem, bacząc na główny cel, możemy więcej i lepiej dla dobra Polski – logika tego uczy. O sukcesach członkostwa w UE i stąd płynących korzyści – często pisze w „Trybunie” prof. Bogusław Liberadzki, dziękuję! Jakże okazałem się naiwnym, gdy po kilku dniach przeczytałem krytyczne uwagi pod adresem przewodniczącego SLD. Pytam – gdzie byli krytycy, ci „mądrale”, na kogo postawili przypominając słaby wynik wyboczy do samorządów. Znów, dawne urazy, błędy itp. wzięły na Lewicy górę, obudziły się uśpione animozje? Kiedy wreszcie zapiekłość, zapamiętanie się w swoich racjach pozwoli – głównie młodym działaczom Lewicy – pójść razem, ze „starymi”, dostrzec „coś” dobrego u obecnych adwersarzy i krytyków Lewicy w PO, PSL, Razem, by „coś” wspólnie zrealizować, nie tracąc własnej tożsamości. Wszystkim krytykom Przewodniczącego podsuwam dwa rozwiązania. Pierwsze – usiądźcie i napiszcie swoje programy wyborcze, oceńcie szanse spełnienia teraz, na przestrzeni 2-4 lat, poddajcie pod osąd Kierownictwa. I drugie – niech śmiały działacz skieruje odważną propozycję: proszę wybrać mnie przewodniczącym, a doprowadzę SLD do sukcesu jaki wam przedstawiam pod rozwagę!, w krótkim czasie, 2-4 lat. Póki co, Panu Przewodniczącemu z tych łam „Trybuny” gratuluję rozwagi i odwagi, umiejętności widzenia „racji wyższych”, które dziś nazywają się zdobyciem jak największej liczby głosów Polaków dla posłów SLD do PE, by mogli spełniać cele przedstawione wyborcom.
Wszystkich Państwa serdecznie zachęcam – przedstawcie publicznie, na środowiskowych spotkaniach cele i zadania, które waszym zdaniem są realne do osiągnięcia przez SLD w ramach Koalicji, a stąd w UE. Życzę Państwu energii i siły woli, by tego dokonać. Naprawdę warto, dla siebie i naszych dzieci. Zaś nabyte tu doświadczenie, będzie przydatne do wyborów parlamentarnych. Też dla nas, mających serce i rozum po Lewej stronie!
Członek SLD – wcześniej PZPR – obecny europoseł Pan Janusz Zemke ma najdłuższy, 30. letni staż parlamentarny. Niedawno obchodził 70. urodziny. Proszę, Panie Ministrze – przyjąć gratulacje, życzenia osobistego i rodzinnego szczęścia, dobrego zdrowia na wiele długich lat owocnej pracy dla nas – Polaków. SLD – obok Jubilata – może poszczycić się także widocznym i słyszalnym dorobkiem europosłów – prof. Krystyny Łybackiej (pisze o tym „Przegląd” nr 12 z 2019 r.) i prof. Bogusława Liberadzkiego. Nieco krótszy staż w PE ma prof. Adam Gierek, popierany przez SLD.

Przewodniczący przeprasza…

Przed 1 marca br., Pan Włodzimierz Czarzasty, w imieniu członków i Kierownictwa, przeprosił Polaków za posłów SLD, którzy w 2011 r. poparli ustawę o Dniu Wyklętych. Pan Przewodniczący SLD, nie wyjaśniał, nie usprawiedliwiał, że ta formacja miała inne intencje i oczekiwania wobec ustawy. „Rzeczywistość” – jak to często w Polsce bywa – zaskoczyła wielu. Kilka dni później, słowa te powtórzył w Hajnówce, protestując wraz z wieloma osobami, w tym członkami Lewicy– przeciwko „upatriotycznianiu” zbrodniarzy, poprzez manifestacje dla ich pamięci i zacieraniu ich czynów, hańbiących ludzką godność i człowieczeństwo. Panie Przewodniczący – proszę z łam „Trybuny” przyjąć wyrazy uznania i wdzięczności za te słowa przeproszenia, wypowiedziane szczerze i w pokorze wobec ludzkiego cierpienia i zaniedbania w naprawie krzywd, wyrządzonych ludziom i ich rodzinom. Cała Lewica, bez najmniejszej zwłoki powinna uznać ten ludzki gest i publicznie domagać się zmiany tej ustawy – mając też na względzie poczucie własnej godności. Głośne obchody tego „Dnia” w Hajnówce zwróciły uwagę sąsiadów, co nasz Ambasador wyjaśniał w MSZ Białorusi. Jeśli ktoś z Czytelników poczuł się urażony „przesadną jaskrawością” powyższych słów, gotów jestem je powtórzyć oraz służę takimi przykładami – ku refleksji.
Oddział kpt. Romualda Rajsa, ps. „Bury”, w dniach 29-31.01.1946 oraz 2.02.46 spalił 5 wsi: Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska, zabijając w okrutny sposób 82 osoby, w tym starców, kobiety i dzieci, których spalono żywcem z zamkniętych budynkach; w Zaleszanach spalił żywcem 14 osób, w tym 7 dzieci (ciężarną Marię, żonę Sergiusza Niczyporuka, 3 synów, brata z żoną i dzieckiem), 2 zastrzelił. W Zaniach i Szpakach nie spalono katolickich domów i ich prawosławnych sąsiadów. Dla oszczędności amunicji, ludzi palono żywcem w domach, zabijano obuchami siekier; strzelano tylko do uciekających i rannych.
Oddział IPN w Białymstoku 30 czerwca 2005 r. uznał „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa. Akcje „Burego” w „żadnym wypadku nie sprzyjały poprawie stosunków narodowych polsko – białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski”. 18 listopada 2008 r. wyrok ten utrzymał Sąd Okręgowy w Białymstoku. Ze wspomnień bandytów „Burego”: „Ja tam nie żałuję ich, broń Boże, bo to kacapy. Cholera, ale jednak to człowiek był. Nie wiem jak strzelali inni, bo to zależało od ludzi, ale ja to nie przepuścił. Ja byłem okropnie cięty na nich, ale lepiej niech to między nami zostanie. Ale jednak taka walka to nie dla katolika. Mogłem ich puścić, ale nie puściłem. Nie wypuściłem nikogo” – mówił Czesław Popławski „Pliszka” o rajdzie przez wioski prawosławne. „Żadnych tam dyskusji po tym nie było. Chłopaki wspominali, a ten to zrobił, a ten to. Większość z nas była cięta na Białorusinów. To nauczka-mówili chłopaki – żeby się nauczyli, że z Polakami nie ma żartów” – „wyklęty” Marian Maliszewski „Wyrwa” (Karta 1990). Zachęcam do czytania „Przeglądu”.
Józef Kuraś zgwałcił wezwaną z Waksmundu Czubiakową, matkę 2 dzieci, a jego podwładny, który ją odprowadzał, też ją zgwałcił i zastrzelił. „Ogień” ze swoją bandą w latach 1945-47 dokonał zabójstw wielu Polaków, Słowaków i Żydów (dokładna liczba jest wciąż trudna do ustalenia) oraz ok. 120 zwykłych napadów rabunkowych.

„Panowie-chłopi”, proszę o głos

Oddział NSZ „Szarego” – 8 czerwca 1945 r. w Wierzchowinach zamordował 194 osoby, w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety, 65 dzieci do 11 lat (najstarszy miał 92 lata, najmłodszy 2 tygodnie). Jeden z „bohaterów” tej akcji, 15-latek, przechwalał się, że „dwoje staruszków tak się prosili, a ja ich łopatą zatłukłem”. Tu fakt z Sejmu, który dn. 9 listopada 2012 r. debatował nad „Uchwałą” w związku z 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych (została przyjęta). Namiętne spory nad jej treścią trwały podczas prac Sejmowej Komisji Kultury i obrad Sejmu. Pytanie posła SLD, prof. Tadeusza Iwińskiego – „Jak posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego mogą głosować za uczczeniem struktury, która unicestwiała chłopów biorących ziemię z reformy rolnej?” – pozostało bez najmniejszej reakcji ze strony PSL. Gdy słuchałem transmisji z obrad, było mi po ludzku wstyd i żal. Zastanawiałem się, czyżby w PSL nie znali naukowców, np. prof. Józefa Kozioła, który z aptekarską dokładnością i wiarygodnością przedstawiłby swoim Kolegom dowody bandytyzmu NSZ? Znana była i promowana wtedy książka „Pany i rezuny”, Autorzy – Grzegorz Motyka i Rafał Wnuk. Kopie dokumentów i opisy „praktycznej współpracy” NSZ z UPA i innymi bandyckimi grupami w mordowaniu Polaków na Wołyniu i południowo-wschodniej Polsce, w niej porażają bestialstwem.
Zapytam – dlaczego wtedy, w 2012 r. i dziś, w 2019 r., PSL sprzyja fałszowaniu historii? Dlaczego pozwala na „upatriotycznianie” wielu przestępstw NSZ, choć nie należy wykluczyć, iż były grupy osób czy drobne oddziały, które nie dopuszczały się bestialstw. Dlaczego w tekście „Uchwały”, głosami PSL nie dokonano takiego rozróżnienia. Ewidentne zbrodnie NSZ mocą poparcia posłów PSL uzyskały sejmową pieczęć „zasługi dla Ojczyzny”. Zauważcie, „Panowie-chłopi”, że w 2012 r. NSZ nie było na pomniku Polskiego Państwa Podziemnego, obok którego przechodzicie do Sejmu. Nie było też śladu o BCh, choć były samodzielnie walczącą formacją, dopiero w końcowym okresie wojny podległą AK.
Zapytam – dlaczego PSL, głośno i wyraźnie nie poparło Włodzimierza Czarzastego, nie poszło śladem SLD? „Panowie-chłopi”, ujawnijcie prawdę o swej postawie wtedy i obecnie! Nie wstydźcie się, „srebra rodowe” na stół!

Rozwichrzone myśli i sugestie

Zastanówcie się Państwo – co mogli czuć i przeżywać przez lata ocaleni sąsiedzi i ich najbliżsi na Podlasiu, Podhalu, Lubelszczyźnie, Rzeszowszczyźnie. Konkretnie – rodzina Niczyporuków czy Czubiakowej – o swojej żonie, córce, matce i babci. Syn Kurasia nie miał wstydu „tyle, co brudu za paznokciem”, by domagać się obecnie 1 mln. zł odszkodowania za „patriotyczne” wyczyny ojca-mordercy. Zastanówcie się Państwo – gwałt, morderstwo jest od kilku lat czynem chwalebnym. Do czego doszliśmy, jak nisko upadliśmy moralnie? Zachęcam do przeczytania refleksyjnego tekstu w „Przeglądzie” nr 8, z 18-24 lutego oraz 9, z 25 lutego – 3 marca 2019 r. Pani Sędzi za obiektywizm oceny „dowodów” i lekcję rozumienia sprawiedliwości – wyrazy szacunku i poważania.
Uważam, że dla milionów trzeźwo myślących Polaków, członków i Kierownictwa SLD, „sprawa wyklętych” – to wyzwanie, wręcz wezwanie wobec powojennego podziemia, do wydania i wykonania naszego testamentu. Dlaczego – ktoś z Państwa zapyta. Wśród wielu organizacji zbrojnych, które – ocenił prof. Leon Kieres (b. prezes IPN) „uległy zbandyceniu” – byli ewidentni mordercy, zbrodniarze. Ale znaleźli się także ludzie młodzi, wiedzeni złudną ideą walki o Polskę, np. prof. Zdzisław Sadowski. Proszę, przeczytajcie Państwo tekst w „Przeglądzie” nr 2 ze stycznia br. o reformatorze naszej gospodarki. Sugeruję rozważenie takiej opcji. SLD w przyszłym Sejmie powinno przedstawić ustawę o zmianie nazwy tego „Dnia” na dzień pokory i przebaczenia, pokuty i pamięci (robocza nazwa). Proszę wrócić do słów cytowanych – „Cholera, ale jednak to człowiek był”, czy „taka walka to nie dla katolika”, albo „nie wypuściłem nikogo”. Dla żyjących przestępców, ich rodzin – dzień osobistej, duchowej pokory i pokuty. Dla rodzin zamordowanych – dzień przebaczenia i pamięci, także w pokorze, skrytości ducha, wyciszenia dojmującego bólu, urazu i nienawiści. Wiem – to jest trudne. Może potrzebne będzie wypowiedzenie się całego społeczeństwa, np. w referendum. Ale nie może to być dzień zamiany zbrodni na „chwałę”. Musi to być też dzień pokornej skruchy i pamięci wobec niewinnie skrzywdzonych.
Jako ludzie ceniący humanizm, musimy dać wymierny dowód swej postawie. Dla kogo? – ktoś zapyta? Dla siebie – młody, dorosły i sędziwy Polaku – dla siebie! Jeśli z oceny przeszłości, która jest tkanką naszej przyszłości, nie usuniemy zła i nie zaszczepimy w sobie wymogu prawdy – właśnie wobec siebie, czeka nas wymarcie.
Biskup Polowy WP, inaugurując tegoroczne obchody „Dnia”, w homilii zachęcał „aby wsłuchiwać się w słowa świadków historii”. Mówił, że „nie chodzi o to, by wzbudzać nienawiść, ale żeby poznać prawdę, o wielkiej rzeszy Polaków, którzy dali świadectwo prawdzie”. Czy opisy aktów zbrodni, będące w archiwach IPN i publicznym obiegu, jeszcze wymagają „pieczęci Prawdy”? Czy cierpienia fizyczne i duchowe rodzin zamordowanych przez bandytów, którzy dziś-powiedzmy otwarcie – przy milczącej zgodzie duchownych, głównie biskupów – są na ołtarzach, wymagają jeszcze „pieczęci Prawdy”? Uwłaczałbym tu majestatowi śmierci i cierpienia, pytając o czyją prawdę tu chodzi.

Fałszywy „żołnierz”

Matka-Historia uczy nas, że żołnierz jest ostoją patriotyzmu, ducha polskości, także – nie wstydźmy się przyznać – w znacznym stopniu promotorem religijności Wojska i jego człowieczeństwa. Gdzie był i jest polski żołnierz, tam każdy ma czuć się bezpiecznie! Czy nie tego uczy choćby udział WP w misjach pokojowych? (ciekaw jestem Państwa refleksji po zwiedzeniu wystawy „Od Biskupstwa Polowego do Ordynariatu Polowego”). Nie jest do pogodzenia z żadną filozofią ani religią, by palącego żywcem cywili, zabijającego ich siekierą – nazywać tym szlachetnym mianem! Powtórzę – kojarzącym się z patriotyzmem. Nigdy więc nie użyję słowa „żołnierz” w odniesieniu do owego „Dnia”. Dla Polaka – żołnierz to godność, splendor noszenia „narodowej szaty”. Tak nauczyła mnie Matka-Historia!
Chcę głęboko wierzyć, że Ordynariat Polowy WP, uczestnicząc w państwowych pogrzebach „wodzów” bandyckich oddziałów, miał i wciąż ma w pamięci ich zbrodnie popełnione na osobach cywilnych. Że odprawiając za ich morderców, znanych z nazwiska i pseudonimów, a wymienianych podczas nabożeństw – także za zamordowane dzieci, kobiety, starców – zanosi błagalne suplikacje: „wieczny odpoczynek racz im dać Panie”. Pamiętam zdegustowanie Biskupa Polowego WP krytycznymi ocenami za udział w państwowym pochówku „Łupaszki”. Wyżej cytowane słowa, przyjmuję jako naukę stamtąd płynącą.

Wątpiącym…

Dla Czytelników wątpiących w sens tych sugestii lub też wywodzących swe racje z przekonań wyznaniowych i religijnych, mam taką propozycję. Jan Paweł II 4 marca 1979 r. ogłosił I encyklikę „Redemptor Hominis” – „Odkupiciel człowieka”. Kilka razy używa tam i wyjaśnia sens słów – „człowiek jest drogą Kościoła”, „Człowiek nie może żyć bez miłości”. Nawiasem mówiąc, postrzega człowieka we współczesnej przyrodzie, co dla ekologów może być interesujące. Przy innej okazji, Papież wyjaśnia, że „martwica sumień, ich obojętność na dobro i zło, jest wielkim zagrożeniem człowieka, także społeczeństwa, gdyż ostatecznie od ludzkich sumień zależy poziom moralności społeczeństwa… Trzeba wszystko czynić, ażeby mu przywrócić zdrowie ducha”.
Przewodniczący SLD, bez wiedzy i nauki Papieża-Polaka, na tej drodze uczynił godny najwyższego szacunku i pilnej realizacji – krok! Innym dał godny naśladowania przykład. Paliłby mnie ogień wstydu, gdybym Biskupom, Episkopatowi rekomendował jako myśl przewodnią na Wielki Post, tę Encyklikę Jana Pawła II.