Polscy siatkarze powalczą o medale

Po przegranych meczach z Argentyną i Francją nasi siatkarze byli już jedną nogą za burtą mistrzostw świata. Mieli jednak szczęście, że decydujące o awansie do Final Six spotkanie grali z Serbami, którzy mieli już awans w kieszeni i nie zamierzali „umierać za Francję”.

 

Polski zespół po w pierwszej fazie mistrzostw był niepokonany w pięciu meczach i do kolejnej rundy awansował z kompletem punktów. Dlatego takim wielkim rozczarowaniem były dwie porażki biało-czerwonych z Argentyną (2:3) i Francją 1:3, tym bardziej bolesne, że poniesione w fatalnym stylu. Finezja, polot i siła naszych siatkarzy gdzieś zniknęły i zamiast zespołu widzieliśmy na parkiecie grupkę zagubionych i niezdolnych do podjęcia walki młodych mężczyzn. Ale w spotkaniu z Serbią wrócił do drużyny jej kapitan Michał, który wcześniej borykał się z kłopotami zdrowotnymi, a wraz z nimi do pozostałych graczy wróciły odwaga i wiara w swoje możliwości.

Na Serbów rzucili się z zaciekłością, jakby nie do końca ufali sygnałom, że rywale nie będą walczyć na sto procent. I na pożegnanie Warny i w ogóle bułgarskiej części mistrzostw Polacy rozegrali fantastyczne spotkanie, w którym przypomnieli rywalom, że są aktualnymi czempionami globu. „Mecz z Argentyną nam nie wyszedł przez różne względy. Meczu z Francją nie liczę. Dla mnie tego spotkania nie było. Z Serbią zagraliśmy bardzo dobrze. Nie wiem, czy rywale, nawet gdyby grali na maksa, daliby nam radę. W naszej kadrze nie ma chyba ani jednego zawodnika, któremu wystarczałby tylko awans do czołowej szóstki turnieju. Mamy w swojej karierze jako zespół lepsze występy. Wszyscy chcemy więc walczyć o jak najwyższe cele, czyli inaczej mówiąc, po prostu o medale” – powiedział po meczu Fabian Drzyzga.

 

Lekkie pretensje Francuzów

Największymi poszkodowanymi po meczu Polska – Serbia byli jednak nie ośmieszeni wysoka przegraną rywale biało-czerwonych, lecz reprezentacja Francji. Trójkolorowi pogubili punkty już w pierwszej rundzie bułgarsko-włoskiego turnieju. Na otwarcie drugiej fazy rywalizacji przegrali z Serbią 2:3 i wydawało się, że mogą już pakować walizki. Tymczasem pomocną dłoń wyciągnęli do nich Polacy, którzy niespodziewanie ulegli Argentynie 2:3, a potem przegrali także z Francuzami, co otworzyło przed trójkolorowymi drzwi do następnej rundy zmagań. To jednak zależało od wyniku potyczki Polaków z Serbami. Tylko zwycięstwo zespołu prowadzonego przez trenera Nikolę Grbicia dawało im awans. Serbowie mieli już miejsce w finałowej szóstce zapewnione wcześniej, co widać było na boisku, bo przegrali gładko w trzech setach do 17, 16 i 14.

Pojawiły się potem głosy, głównie we francuskich mediach, że serbski zespół dał się pokonać celowo, bo dzięki temu upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – wyeliminował z rywalizacji mocniejszą od Polaków w powszechnym mniemaniu ekipę Francję, a po drugie nie trafił w trzeciej rundzie na drużyny Rosji i USA. „Spodziewaliśmy się takiego rozstrzygnięcia. Polska grała o awans, a Serbia o nic. To frustrujące, ale to nasza wina, bo wcześniej wszystko zależało od nas. To pokazuje, jak duże znaczenie mają pierwsze mecze w takim turnieju” – skomentował wynik rywalizacji w grupie trener Francuzów Earvin N’Gapeth. „Wszyscy jesteśmy rozczarowani i bardzo źli, bo przegraliśmy trzy mecze po 2:3, a mogliśmy je wygrać. W takim turnieju to niewybaczalne. Frustrujące jest to, że odpadliśmy, chociaż mamy zespół, który stać na wiele więcej” – dodał lider drużyny, przyjmujący Earvin N’Gapeth.

 

Losowanie po włosku

Tak więc to Serbowie i Polacy dołączyli do zespołów Włoch, Rosji, USA i Brazylii. Te sześć reprezentacji od środy do niedzieli bić się będzie o medale. Decydująca faza rywalizacji odbędzie się w Turynie. Sześć drużyn zostało w wyniku losowania podzielonych na dwie grupy. Włosi zadbali, żeby nie trafić na niepokonanych w turnieju Amerykanów, a także na aktualnych mistrzów olimpijskich Brazylijczyków i aktualnych mistrzów Europy Rosjan. Widać uznali, że łatwiej im pójdzie z broniącymi tytułu mistrzów świata Polakami oraz Serbami i upakowali obie te ekipy ze swoim zespołem w grupie J, zaś do grupy I wsadzili trzy potęgi – Brazylię, USA i Rosję. No cóż, gospodarzom jak wiadomo nawet ściany pomagają.

Nasi siatkarze zgodnie zapewniali, że teraz jest im już kompletnie obojętne na kogo trafią w decydującej fazie imprezy. Selekcjoner serbskiej reprezentacji Nikola Grbić przekonywał natomiast, że bardzo by chciał trafić ponownie na Polaków, żeby zrewanżować im się za lanie w Warnie. Będzie miał do tego okazję już w czwartek.

Wszystkie spotkania w decydująca fazie mistrzostw świata odbędą się w Turynie. Od środy do piątku zostaną rozegrane mecze grupowe, a w tej fazie już wyniki w poprzednich rundach mistrzostw nie będą liczone. W sobotę zaplanowano spotkania półfinałowe, a w niedzielę cztery najlepsze zespoły powalczą o medale.

 

Terminarz 3. fazy MŚ 2018:

(wszystkie mecze w Turynie)

Środa 26 września:
Brazylia – Rosja (grupa I), godz. 17:00;
Włochy – Serbia (grupa J), godz. 21:15;

Czwartek 27 września
USA – Rosja (grupa I), godz. 17:00;
Polska – Serbia (grupa J), godz. 20:30;

Piątek 28 września
Brazylia – USA (grupa I), godz. 17.00;
Włochy – Polska (grupa J), godz. 21.15;

Sobota 29 września:
Mecze 1/2 finału: 1. zespół z gr. J – 2 zespół z gr. I; 2. zespół z gr. J – 1 zespół z gr. I;

Niedziela 30 września:
Finał i mecz o 3. miejsce.

Wszyscy szlifują formę przed mistrzostwami świata

Kadra naszych siatkarzy rozpoczęła ostatni etap przygotowań do mistrzostw świata. We wtorek i środę nasi siatkarze zagrają towarzysko z Belgią w Szczecinie, a potem odlecą do Bułgarii. Rywale biało-czerwonych też nie próżnują.

 

Po środowym meczu z Belgami trener biało-czerwonych Vital Heynen zaplanował swoim podopiecznym dwudniowy urlop. Potem kadra zbierze się ponownie i poleci do Bułgarii. Polacy pierwszy mecz w mistrzostwach świata rozegrają 12 sierpnia w Warnie (początek godz. 19:30), a ich rywalami będą Kubańczycy. Dopiero w bezpośredniej konfrontacji wyjdzie na jaw, które zespoły będą w tym turnieju naprawdę mocne. Na razie biało-czerwoni mogą się z nimi porównywać korespondencyjnie.

Grupowi rywale Polaków też nie próżnowali. Irańczycy w sobotę wygrali igrzyska azjatyckie, pokonując w finale Koreę Południową 3:0 (25:17, 25:22, 25:21). W tym tygodniu zespół prowadzony przez trenera Igora Kolakovicia przemieścił się już do Europy. Wdniach 6-8 września weźmie udział w turnieju towarzyskim w Ljubljanie, z udziałem ekip Słowenii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Natomiast zespół Finlandii w miniony weekend rozegrał dwa mecze towarzyskie z drużyną Japonii, prowadzoną przez znanego w Polsce Philippe’a Blaina, byłego asystenta selekcjonera naszej mistrzowskiej ekipy z 2014 roku Stephane’a Antigi. Pierwsze spotkanie Finowie wygrali 3:2, ale drugie przegrali gładko 0:3. W poniedziałek mecz kontrolny rozegrali też Bułgarzy. Współgospodarze (z Włochami) tegorocznego światowego czempionatu gładko pokonali w Warnie Egipt 3:0 (25:18, 26:24, 25:19). Trener Płamen Konstantinow i jego zespół swój pierwszy mecz w mistrzostwach rozegrają w niedzielę z Finlandią. Równolegle turniej zainaugurują w Rzymie Włosi, którzy w minioną niedzielę wygrali sparing z Chinami 3:0 (25:20, 25:17, 25:17) i bez obaw czekają na swój pierwszy mecz w turnieju, z Japończykami.

Co ciekawe, po niedzielnej (9 września) inauguracji mistrzostw świata w turnieju nastąpi dwudniowa przerwa, a reszta ekip stanie do walki dopiero w środę 12 września. Wówczas na dobre ruszą zmagania we Florencji (grupa A), Bari (grupa C), Ruse (grupa B) i Warnie (grupa D). Najciekawiej na początek zapowiada się starcie Amerykanów z Serbami, czyli dwóch ekip, które bardzo słabo wypadły na poprzednich mistrzostwach w Polsce. Serbowie w weekend mierzyli się w Paryżu z Francją, gospodarze radzić sobie musieli bez kontuzjowanych Earvina N’Gapetha oraz Thibauta Rossarda, ale wygrali starcie 3:2 (26:28, 25:27, 25:19, 25:13, 15:12).

Na początku tego tygodnia z Bułgarii i Włoch nadeszła dobra wiadomość dla naszej reprezentacji. Gospodarze mistrzostw świata zmienili przepis, że w kadrze meczowej może być tylko 12 zawodników. Ostatecznie po naciskiem trenerów większości drużyn zgodzono się, aby na parkiecie mogły przebywać pełne 14-osobowe składy.