Emerytury stażowe: o równość płci

Lewica wraz ze swoim kandydatem na prezydenta, Robertem Biedroniem i Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych przedstawiła projekt zmian w systemie emerytalnym, którego głównym filarem ma być możliwość przejścia na emeryturę ze względu na staż pracy. To krok w dobrym kierunku, ale kilka punktów warto poddać pod dyskusję.

Autorzy projektu, o którym pisaliśmy również na łamach „Dziennika Trybuna”, chcą, aby przejście na emeryturę było możliwe po przepracowaniu 35 lat przez kobiety i 40 lat przez mężczyzn. Proponowane rozwiązanie ma dotyczyć kobiet, które przekroczą 55 lat i mężczyzn w wieku minimum 60 lat. Kilka tygodni wcześniej podobne rozwiązanie przedstawił PSL, ale propozycja Lewicy jest szersza, bo czytamy w niej też o podniesieniu minimalnej emerytury do 1600 zł netto. Lewica konsekwentnie walczy o dobrą zmianę w emeryturach, którą w Sejmie zablokowały wspólnymi siłami PiS i PO.
Sam pomysł wprowadzenia stażu pracy jako dodatkowego kryterium jest godny rozważenia. Biorąc pod uwagę liczbę przepracowanych godzin, Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw w Unii Europejskiej. W wielu zawodach po 35-40 latach pracy ludzie są przemęczeni, wypaleni i niezdolni do dalszej pracy. Przyjęcie stażu pracy jako kryterium równoległego do wieku emerytalnego ma więc sens.
Nie każdy skorzysta
Dlaczego jednak autorzy ustawy napisali ją głównie dla dzisiejszych sześćdziesięciolatków, którzy całe życie zawodowe przepracowali w ramach pracy etatowej w jednej firmie? Można to poniekąd zrozumieć, gdyż o sile OPZZ stanowią duże organizacje branżowe np. górników, metalowców czy energetyków. O ich interesie centrala pomyślała w pierwszej kolejności. I faktycznie, ludzie w tych zawodach, którzy w młodym wieku zaczęli pracować, często mają staż pracy 40 lat i dłużej. Od lat 80. rynek pracy jednak się zmienił. Związki zawodowe muszą wziąć to pod uwagę.
Obecnie większość pracowników często zmienia pracę, a przede wszystkim rzadko ma zatrudnienie na etat. Dziennikarze, ochroniarze, sprzątaczki, budowlańcy, pracownicy gastronomii, kultury czy opieki w większości nie mają wystarczającego okresu składkowego, aby skorzystać z ustawy klubu Lewicy, a dla dzisiejszych 30-40-latków wieloletni staż pracy na etacie jest kompletną abstrakcją.
Umowy zlecenia przez wiele lat bowiem były nieoskładkowane, a umowy o dzieło wciąż nie mają żadnego wpływu na wysokość emerytur i staż pracy. Aby więc kryterium stażu pracy miało sens, wszyscy pracownicy powinni być traktowani równo. Nowymi przepisami należałoby też objąć osoby pracujące w ramach umów niestandardowych. W przeciwnym razie można byłoby mieć nawet wątpliwości konstytucyjne co do proponowanego projektu, a ponadto nie obejmowałby on większości pracowników, którzy w III RP weszli na rynek pracy. Warto rozszerzyć zakres obowiązywania ustawy, skoro już jej generalny kierunek został obrany właściwie.
Przemyślmy sprawę kobiet
Znacznie poważniejsza jest inna kwestia, a mianowicie różnicowanie stażu pracy uprawniającego do przejścia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn. Zgodnie z artykułem 33 Konstytucji RP „Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym”, a ponadto mają „równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń”. Biorąc pod uwagę te zapisy, trudno zrozumieć, dlaczego kobiety mają mieć krótszy staż pracy i niższy wiek uprawniający do przejścia na emeryturę niż mężczyźni.
Odpowiedź na to pytanie streszcza się w jednym słowie: patriarchat. Prawo i Sprawiedliwość popiera różnicowanie wieku emerytalnego, bo broni tradycyjnego modelu rodziny i społeczeństwa, w którym kobiety zajmują się dziećmi i seniorami. Dlatego kobiety później niż mężczyźni wchodzą na rynek pracy, mają znacznie dłuższe okresy bierności zawodowej, a następnie wcześnie przechodzą na emeryturę, aby zająć się wnukami i niedołężnymi rodzicami. W konsekwencji mają niższe pensje niż mężczyźni, niższe emerytury, krótszy staż pracy i wcześniejszy wiek przechodzenia na emeryturę. To ważny element chadeckiego modelu polityki społecznej, którego fundamentem jest właśnie tradycyjna rodzina, opieka instytucjonalna odgrywa w nim marginalne znaczenie, a równość kobiet i mężczyzn jest określana złowrogim mianem „gender”.
Wcześniejsza emerytura to nie przywilej
Ta niechęć do równości i traktowanie patriarchatu jako ważnej części polityki społecznej od lat stanowi istotny element programu PiS-owskiej prawicy. Trudno jednak pojąć, dlaczego identyczne podejście do PiS-u w tej sprawie przyjmuje lewica i Robert Biedroń, który przecież deklaruje przywiązanie do postulatów feministycznych. Czy koniunkturalna więź z OPZZ jest ważniejsza od ideałów programowych?
Wielu obrońców różnicowania wieku emerytalnego i stażu pracy ze względu na płeć twierdzi, że możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę jest nie tyle formą dyskryminacji kobiet, co raczej tzw. uprzywilejowaniem wyrównawczym. Miałaby to być rekompensata za pełnienie obowiązków opiekuńczych w rodzinie. W modelu konserwatywnym brzmi to spójnie, trudno jednak zrozumieć, dlaczego taką argumentację ma przyjmować lewica. Wszak podstawą egalitarnego społeczeństwa jest równość praw i obowiązków w pracy i w domu, w tym w pełnieniu obowiązków opiekuńczych.
Trudno uznać wcześniejsze przechodzenie na emeryturę za przywilej, skoro w wyniku krótszego stażu pracy i niższego wieku emerytalnego kobiety mają radykalnie niższe emerytury niż mężczyźni. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w marcu 2019 r. przeciętna emerytura mężczyzn wynosiła 2843 zł brutto, a kobiet zaledwie 1901 zł. Blisko 1000 zł różnicy! Ponadto rok temu aż 34,6 proc. kobiet pobierało emeryturę niższą niż 1600 zł brutto, a wśród mężczyzn było to tylko 8,6 proc. Przepaść!
Dłuższy staż pracy mężczyzn ułatwia zdobywanie stanowisk kierowniczych, przyczynia się do wyższych płac, pozwala na samorealizację zawodową. Kobiety wcześniej wypadając z rynku pracy, są często uzależnione ekonomicznie od mężczyzn, biedne i pozbawione kontaktów towarzyskich. Przeforsowanie proponowanej ustawy co prawda podniosłoby minimalną emeryturę, ale pogłębiłoby przepaść między płciami i umocniło konserwatywny model rodziny i społeczeństwa. Posłowie i posłanki Lewicy, nie idźcie tą drogą! Warto popracować nad kryterium stażowym w systemie emerytalnym, ale staż pracy uprawniający do przejścia na emeryturę powinien być niezależny od płci.

O emerytury stażowe

Już 10 lat temu OPZZ udało się zebrać 700 tys. podpisów pod inicjatywą wprowadzenia emerytur stażowych. Władze nie były jednak zainteresowane. Teraz pomysł wprowadza do debaty przed wyborami prezydenckimi Robert Biedroń.

Na konferencji prasowej w warszawskiej siedzibie OPZZ, ramię w ramię z przewodniczącym centrali Andrzejem Radzikowskim, Biedroń zaprezentował założenia projektu.

Gwarancja dla pracowników

– Chcemy, aby emerytury stażowe były wypłacane kobietom po 55. roku życia i mężczyznom po 60. roku życia – powiedział kandydat Lewicy na prezydenta. Zaznaczył równocześnie, że z tym postulatem logicznie wiąże się drugi, od dawna obecny w programie Lewicy: podniesienie emerytury minimalnej do poziomu 1600 zł netto, zaś minimalnej renty – do poziomu 1200 zł netto.

Projekt ustawy wprowadzającej emerytury stażowe został już złożony w Sejmie. Zakłada nabywanie przez kobiety prawa do emerytury po przepracowaniu 35 lat oraz przez mężczyzn z 40-letnim stażem. – Emerytury stażowe doprowadzą do tego, że wiele osób, szczególnie wykonujących trudne zawody fizyczne, będzie miało gwarancję przejścia w odpowiednim czasie na wypracowaną, na godnie zarobioną emeryturę – podkreślił Biedroń.

OPZZ podkreśla, że rozwiązanie takie bardzo pomoże ludziom, którzy zaczęli swoją aktywność zawodową bardzo wcześniej. Eksperci centrali przekonują także, że emerytury stażowe przełożą się na promowanie umów o pracę zamiast osławionych „śmieciówek”, pomogą zmniejszyć skalę szarej strefy, a pracownikom dadzą większe poczucie, że na starość nie popadną w ubóstwo.

Nie trzeba będzie dopłacać

Zaznacza również, że projekt nie naraża budżetu na szwank. – Emerytury stażowe nie powodują dodatkowych kosztów dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a jedynie ich inne rozłożenie w czasie. W pierwszych latach ich obowiązywania wydatki zwiększyłyby się, by następnie zmaleć – czytamy na stronie Porozumienia. OPZZ argumentuje, że przy tak długiej aktywności na rynku pracy zatrudniony spokojnie zgromadzi składki pozwalające na wypłacenie emerytury minimalnej.

Przewodniczący Andrzej Radzikowski podczas wspólnej z Biedroniem konferencji podkreślał, że pieniądze, z których są wypłacane emerytury, pochodzą z wpłat pracowników i sprawiedliwie będzie dać im możliwość zdecydowania, kiedy chcą te pieniądze przeznaczyć dla siebie.

Pod koniec lutego media informowały, że prezydent Duda, który wcześniej sugerował, iż sprzyja podobnym rozwiązaniom, wycofał się z tego. Powodem miał być brak entuzjazmu dla pomysłu w rządzie. Wbrew argumentom związkowców ludzie Morawieckiego uważają ich projekt za zbyt kosztowny.