Wspomnienie o gen. Zdzisławie Rozbickim

„Jestem zdecydowanym przeciwnikiem, by wiedza historyczna przekazywana młodemu pokoleniu Polaków, była poddawana odpowiedniej >obróbce dydaktycznej i politycznej<. Deformując historię, oskarża się liczne osoby mojego pokolenia z czasów Polski Ludowej, o niecne czyny, których nie popełnili” gen. Zdzisław Rozbicki

„Czyn żołnierski nie ginie. Trwa w pamięci pokoleń. Jest pomnikiem, testamentem, drogowskazem” gen. Wojciech Jaruzelski

Wiadomość o odejściu na wieczną wartę, 25 października 2020 r. gen. bryg. dr Zdzisława Rozbickiego, wprawiła grono przyjaciół, najbliższych współpracowników i znajomych w stan głębokiej zadumy, smutku i żalu. Serdeczne myśli i wspomnienia, jakie przywołuje pamięć w takim momencie, wciąż są kierowane do Osób Generałowi najbliższych – Córek i Syna z ich Rodzinami, którzy stracili wielkiej dobroci i wrażliwości Kochanego Ojca i Teścia, Dziadka i Pradziadka. Dla wielu środowisk Wrocławia i Dolnego Śląska, rozstanie z Generałem- Osobą dobrze znaną, jest i będzie niepowetowaną stratą. Ceniony i szanowany za inicjatywy społeczne w sferze kształtowania i utrwalania postaw obywatelskich i patriotycznych, pomnażania materialnego i kulturalnego dorobku tego pięknego Miasta i Regionu, pozostanie na zawsze, we wdzięcznej pamięci mieszkańców. Żołnierz z powołania Od 19-go roku życia, żołnierz zawodowy z osobistego wyboru. Społecznik z rodzinnego wychowania w Sokołowie Podlaskim, gdzie ur. się 6 grudnia 1982 r. Humanista z wykształcenia.

Generał Zdzisław Rozbicki przez 40 lat był żołnierzem zawodowym z powołania. Naukę w Oficerskiej Szkole Politycznej, podjął w 1951 r. Wyposażony w podstawy wiedzy historycznej i dydaktyczno- pedagogicznej, będzie je rozwijał jako oficer oświatowo- polityczny. Początkowo szkolił młodych poborowych w opanowaniu podstaw rzemiosła wojskowego. Wielu uczył nawet czytania i pisania, co było wstydliwym spadkiem po latach II RP, szczególnie wśród biednych mieszkańców wsi i małych miasteczek centralnej i wschodniej Polski. Z potrzeby serca, rozumu i wymogów czasu -jak wówczas całe Ludowe Wojsko Polskie – pracował z podwładnymi przy usuwaniu zniszczeń wojennych, zapisując chwalebną kartę Wojska w pamięci Polaków.

Wskazywał im wizję lepszego jutra dla siebie, swoich najbliższych i Ojczyzny – w tej powojennej rzeczywistości. Zaczął też pisać pierwsze teksty o pracy żołnierzy, ich codziennym życiu oraz perspektywach „cywilu”. Sam też nie zmarnował okazji by rozwijać zdobytą wiedzę – podjął studia w Wyższej Szkole Nauk Społecznych w Warszawie. W Śląskim Okręgu… Wyniesione stąd zainteresowanie historią i socjologią, pozwoliło przyszłemu generałowi na obejmowanie kolejnych, coraz wyższych stanowisk w pionie polityczno-wychowawczym Dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu. Przez 15 lat służby (1961-1978) na różnych stanowiskach- ten światły i mądry oficer polityczny (może niektórzy chcieliby to zapomnieć), kształtował zaangażowanie młodych żołnierzy w służbie „Ludowej Ojczyźnie”. Uczył ich obywatelskich postaw, szczególnie przez przykłady udziału Wojska- dziś wstydliwie wytykane, albo zmilczane- w pracach na rzecz gospodarki narodowej. Kierując Ośrodkiem Nauk Społecznych i Wojskowych, miał okazję poznania i współkształtowania ruchu młodzieżowego na Dolnym Śląsku, jego udziału w odbudowie ze zniszczeń i scalania z Macierzą tego Regionu. Obserwacje i refleksje stąd płynące – opisał, jako współautor- w książce „Zrodzeni z czynu”. Dla czytelników okazała się na tyle interesującą, że uznali ją „Książką Roku” 1973. A wojewoda wrocławski i prezydent Wrocławia, w 1986 r. wyróżnili doroczną nagrodą Jest laureatem kilku nagród i wyróżnień MON oraz GZP WP. Zachęcał dowództwa jednostek Okręgu do organizowania garnizonowych bibliotek, do krzewienia czytelnictwa książek, nawiązujących do lat walki o wolność i niepodległość Ojczyzny.

Rozwijał zamiłowanie do kultury we wszystkich jej formach, do poznawania piękna ojczystej ziemi. Budował u żołnierzy ich przyszłe, społeczne i regionalne więzi, nie tylko we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Zasób wyniesionych doświadczeń, skłonił Generała Zdzisława do podjęcia teoretycznych rozważań, na studiach w Uniwersytecie Wrocławskim, zakończonych doktoratem z dziedziny nauk politycznych w 1975 r. Szef „wojskowej kultury” Umiejętności, zaangażowanie i walory charakteru tego „liniowego oficera politycznego” dostrzegli wyżsi przełożeni. Awansował- jak mówiono – „do Warszawy”, do Głównego Zarządu Politycznego WP. Zwiększony zakres obowiązków i odpowiedzialności, wyzwalał Jego zasoby intelektualne i twórcze. Przez inspirację organizacji garnizonowych dni kultury, wojskowych kół literackich, konkursów czytelniczych i recytatorskich- wzbogacał kształtowanie patriotyczno- obronnych i obywatelskich postaw młodych Polaków w Wojsku. Objęcie stanowiska Szefa Zarządu Kultury i Oświaty GZP WP umożliwiło kontynuację i rozszerzenie zakresu inspiracji cywilnych twórców na gruncie Wojska. Dość wspomnieć dzieła malarki Bronisławy Wilimowskiej, rzeźbiarzy, np. Bronisława Chromego i grafików. Zachęty do pisania piosenek żołnierskich, głównie marszowych, muzyki i scenariuszy dla wojskowych zespołów zawodowych i amatorskich, wyzwoliły wiele talentów twórczych. Dość wspomnieć Adama Wojdaka, Adama Zwierza, brylowanie na koncertach Joanny Rawik i Bernarda Ładysza. Jeden z najbliższych wtedy współpracowników Szefa „wojskowej kultury”, płk Adam Buszko czuwał nad organizacją Festiwali Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, z udziałem wybitnych piosenkarzy i prezenterów, np. Bogdana Czyżewskiego i Stanisław Mikulskiego. Sam nucił nowe piosenki, gdyż Szef wymagał, by imiennik biblijnego Adama- także głosem upiększał „żołnierski padół”, otwierał koszary cywilnym twórcom w „marszu ku nowemu”, co czyni i dziś. Realizacja Programu Rozwoju Kultury w Siłach Zbrojnych, której Generał Zdzisław był animatorem i promotorem, omawiana na dorocznym spotkaniu, stała się wydarzeniem roku 1990. Zaproszona elita polskiej kultury, wielkie i znane nazwiska, usłyszała od Minister Kultury, Pani Izabeli Cywińskiej, premiera Tadeusza Mazowieckiego i Prezydenta III RP, gen. Wojciecha Jaruzelskiego- nie tylko słowa uznania i poważania, ale i oczekiwania w przeobrażaniu „Kultury Wojska” i Kraju, na progu transformacji ustrojowej, po horyzont XXI wieku. Publicysta Pierwsze obowiązki służbowe, niejako zachęciły młodego porucznika, do pisania krótkich tekstów na łamach wojskowej prasy. Opisywał odczucia, przekonania i wyobrażenia własne i podwładnych. Uczciwe oddawał obraz szorstkości codziennego życia koszarowego. Jako dobrze zapowiadający się uważny obserwator, uczestniczył 2 czerwca 1960 r. w naradzie aktywu autorskiego Żołnierza Wolności w Warszawie. Młody kapitan przeżył tu chwile zaskoczenia i tremy. Wyróżniony miejscem przy stole prezydialnym- rozmawiał pierwszy raz w życiu z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Tę i kolejne rozmowy oraz spotkania, ze swadą opisał w „Kronice spotkań z Generałem” (wyd. 2005 r.). Poznał oczekiwania Kierownictwa GZP WP, związane z prasą wojskową, blaski i pisarskie zasadzki tej publicystyki. Zauroczony treścią tej narady, nagrodzony za opublikowane teksty, postanowił nadal próbować sił w tej dziedzinie. Od tego momentu do końca życia, publicystyka stała się dla gen. Zdzisława Rozbickiego szczególnym rodzajem służby – „służby piórem”. Napisał kilkaset publikacji i opracowań, drukowanych w prasie i różnych czasopismach wojskowych i cywilnych. Przez wiele lat Pani Ewa Stawiarska swoim damskim pietyzmem przydawała tekstom wigoru, czasami tylko znakiem wzmacniała żołnierską elegancję myśli, czasami gładziła ekwilibrystykę słów, zawiłości ocen faktów i refleksji nad minionymi laty, nad złożonością ludzkiego losu …

Generał Zdzisław przyjmował je z zadowoleniem i często humorystycznie puentował. Niekiedy pytał, czy w tekście na łamach Trybuny udało mi się dostrzec „dopust, nie boży” ale Pani Ewy. Niech wdzięczność Generała Zdzisława pozostanie na zawsze z Panią i Rodziną… Niech wdzięczność Generała Zdzisława pozostanie na zawsze… Z licznym zespołem redaktorskim, którego długą listę otwiera nazwisko gen. Zdzisława Barszczewskiego, a zamyka reguła alfabetu. Z pracownikami Wydawnictw- PiliFot Wrocław i Jakpol, bez których nie byłoby kilkunastu książek Generała Zdzisława. Dość wspomnieć najciekawsze tytuły:„Generałowie, politycy i twórcy kultury”, „Krzewy życia”, „Dwoje i wojna”, „Niepoprawne rozmyślania i zwierzenia”, „Racje i zachowania nie jedno mają imię”, „Wieś nad rzeką”, „W sierpniowe dni”, „Spotkania z Generałem-wspomnienia i refleksje”, „Stan wojenny”, „>Wór kamieni< Generała”, „Już po wojnie”… Z Redakcjami czasopism, np. literackim „Nike” i gazet, które uhonorowały Generała Zdzisława „złotym piórem” i innymi nagrodami… Z Redakcją Dziennika Trybuna, której łamy były dla Generała Zdzisława zawsze otwarte. Publikacje tu zamieszczane były dla Czytelników duchowym drogowskazem w zapobieganiu deformacji „wiedzy historycznej przekazywanej młodemu pokoleniu Polaków”. Już od kilku miesięcy ich brakuje, Czytelnicy pytają Redakcję dlaczego, co się stało … Wrocławskie spotkania… To szczególna karta w dziejach miasta i jego mieszkańców obrazująca kilka wizyt oraz spotkań gen. Wojciecha Jaruzelskiego, gdy pełnił najwyższe funkcje wojskowe i państwowe, także jako emeryt.

Generał Zdzisław z zespołem autorskim utrwalił je ku pamięci przyszłych pokoleń w kilku wspomnianych książkach i publikacjach prasowych, w tym na łamach „Głosu Weterana i Rezerwisty”. Nikt się nie spodziewał, ani spośród kadry Wojska, ani spośród członków partii, że tuż po przełomie lat 1989-1990, nowa władza III RP, pokaże „drugą twarz”. Że przyjdzie zmierzyć się z haniebnym wyzwaniem- oszczerstwami i kłamstwami, fałszywymi zarzutami. Zaledwie odszedł z urzędu Prezydenta Polski gen. Wojciech Jaruzelski, a wraz z Nim grupa kierowniczej kadry Wojska i członków władz państwowych – wszyscy usłyszeli oskarżenia, odpowiednio o stan wojenny i Wydarzenia Grudnia 1970 r. Stanęli przed Sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej i sądami. By wobec społeczeństwa uwiarygodnić „czarną prawdę”, nowa władza z Bogiem i sprawiedliwością na ustach, ogłosiła „swoją politykę historyczną”. Teraz okazywać się miało, że w latach PRL gdzieś było śladowo „coś dobrego”, ale wówczas popełnione zło i różne bezeceństwa- także u nas- od których nie jest wolny żaden kraj na świecie – w III RP wyrosły do monstrualnych rozmiarów. Adam Michnik, jeden z czołowych działaczy ówczesnej opozycji, oceniał krytycznie takie postępowanie władz i przypominał – „W Hiszpanii do dziś są w suficie, w parlamencie, kule po zamachu ppłk Antonina Tejera w lutym 1981 r. W Polsce, dzięki temu, że kompromis był i po drugiej stronie tego kompromisu stali generałowie Jaruzelski i Kiszczak, nic takiego nie miało miejsca. Jestem im za to wdzięczny. I teraz, nagle, po 20 latach, pod jakimiś sztucznie skonstruowanymi zarzutami ahistorycznymi, tych ludzi się nęka, ciąga po sądach, obwinia … Z punktu widzenia interesów Polski, jest to działanie antypolskie, antynarodowe”. Świadomi słabnących sił fizycznych, ale nie braku odwagi- grono generałów, wśród których Zmarły spełniał inspiratorską rolę, żołnierze wszystkich stopni z byłego Dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego i podległych jednostek, teraz już emeryci- rezerwiści stanęli czynem i słowem w obronie rzetelnej, choć momentami trudnej prawdy, nie godząc się na żadne polityczno-moralne doczernianie przeszłości Polski Ludowej, w tym szczególnie Wojska oraz odpowiedzialnej części Kierownictwa Państwa. Te same motywy – dla „poznańskich lotników” i działaczy Lewicy – były podstawą powołania Stowarzyszenia „Przeciwko bezprawiu”. Wspólne działania obu środowisk koordynował Generał Zdzisław i płk Andrzej Gąszczołowski, uważany „ambasadorem Poznania” we Wrocławiu. Poznaniacy-wojskowi, z Andrzejem Gąszczołowskim – cywilni działacze Lewicy pod przewodnictwem Edwarda Skrzypczaka, działając wspólnie oraz w porozumieniu ze środowiskiem wrocławskim, skierowali kilka otwartych listów i oficjalnych pism do Prokuratora Generalnego RP, Ministra Sprawiedliwości, I Prezesa Sądu Najwyższego, Prezydenta RP, Rzecznika Praw Obywatelskich. Ich wyjaśnienia, apele i argumenty dla osób wymiaru sprawiedliwości okazały się zbędną lekturą. Odzew innych adresatów miał jedynie wymiar moralny, nie zdołał wynieść powagi rozumu ponad miałkość nienawiści i zapiekłości. Żołnierskie pożegnanie Dorobek Twojej oficerskiej służby Ojczyźnie, zasługi w sferze krzewienia uniwersalnych zasad człowieczeństwa – nad otwartą mogiłą wspominać będą przyjaciele, koledzy i towarzysze broni w myślach i w duchu. W słowach, głośno i dobitnie wypowie płk Zdzisław Nowacki. Można być pewnym, że nawet najsilniejszy wiatr, nie rozwieje, nie rozrzuci ich wśród mogił Osobowickiego Cmentarza, nie zniweczy ich mocy. Zapadną głęboko w pamięć i myśli tu obecnych …Będą ziarnem, rodzącym plon z refleksji nad minionymi laty. By historyczna wiedza przekazywana młodemu pokoleniu Polaków była fundamentem prawdy- nawet tej bolesnej, ale szczerej, rzetelnej. Będącej wciąż wyciągniętą ręką z otwartą dłonią ku przyszłości, ku każdemu. Tak Generał Zdzisław, obrazowo opowiadał o spotkaniach gen. Wojciecha Jaruzelskiego na wrocławskim rynku z przypadkowo napotkanymi osobami. Jako ich Świadek, wnioskował, że stan wojenny był po to, by inspiratorów i chętnych do rozmów Polaków ze sobą, tylko poprzez zaciśnięte pięści- obezwładnić i zamienić pięści na otwarte dłonie… Że gen. Wojciech Jaruzelski dla ludzi miał serce na dłoni… Że wielu Jego rozmówców to odczuwało i zachowało w swej pamięci… może przekazało młodemu pokoleniu, może… Drogi Przyjacielu – Zdzisławie Zaszczyciłeś mnie prawem zwracania się Twoim Imieniem, przyjmując do honorowego grona wrocławskiego środowiska publicystów wojskowych. Niech ten tekst będzie dla Ciebie, Drogi Generale Zdzisławie- podziękowaniem za Twoją mądrość oficera politycznego- z otwartą dłonią i sercem. Najgłębszym pokłonem, wzruszeniem… Niech dla Twoich najbliższych będzie jeszcze jednym dowodem, utwierdzającym Ich w przekonaniu, że mieli po ludzku szlachetnego Ojca i Teścia, Dziadka i Pradziadka.

Niech Drogi Przyjacielu-Generale Zdzisławie, wspomnienia spotkań z gen. Wojciechem Jaruzelskim, towarzyszą Ci na wiecznej warcie. Że „Czyn żołnierski nie ginie. Trwa w pamięci pokoleń. Jest pomnikiem, testamentem, drogowskazem”. Do nas, Twoich podwładnych, przyjaciół i współpracowników należy dalsze pisanie karty o żołnierskich czynach, o dorobku pokolenia Polaków z czasów Polski Ludowej – ku nauce i pamięci potomnych …

Solidarność na drodze… dokąd? (cz.I)

„Tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie… Nie będziemy wysuwać programów politycznych”
Lech Wałęsa

„Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa”.
Stefan kard. Wyszyński

Tytułowe pytanie może być dla Państwa zdumiewające. Przecież od 40 lat wiadomo, że postępowanie Solidarności doprowadziło do „ostatecznego posunięcia państwa”, jakim okazało się wprowadzenie stanu wojennego (to osobny temat). Skąd więc taka „tytułowa ostrożność?” Z nadziei porozumień sierpniowych, że „Polak z Polakiem się porozumie”. Że wspólnymi siłami społeczeństwa- klasy robotniczej w szczególności, i władzy- będzie możliwe wyprowadzenie gospodarki z kryzysu. Z błędów polityki gospodarczej „epoki Gierka”, które doprowadziły do robotniczych protestów.

Kulisy porozumień

Przedłużające się strajki sierpniowe i brak ugody, wywoływały zasadne zniecierpliwienie władzy. Rząd oceniał rosnące z każdym dniem straty gospodarcze. Nie mógł też pójść na daleko idące ustępstwa Komitetu Strajkowego. Nie radził sobie z tym Tadeusz Pyka, w Komisji Rządu zastąpił go Mieczysław Jagielski. Komitet Strajkowy nie spieszył się z ugodą. Zgłaszano wciąż nowe postulaty, a dyskusje nad ich treścią i realnością wykonania- co logiczne- budziły spory i kłótnie. Wreszcie przyjęły postać 21 postulatów. Równolegle utrzymywano napięcie robotnicze, które szybko przekształcano w strajki większości zakładów pracy Trójmiasta. Inspiratorami tego stanu- w Sali bhp Stoczni Gdańskiej, na Wybrzeżu, w kraju- byli działacze KOR. Wiemy to od lat, a rok temu w wywiadzie prasowym potwierdził Bogdan Borusewicz.

Proszę sięgnąć pamięcią i przypomnieć sobie, że ogłoszone 21 postulatów zyskało zrozumienie szerokich kręgów społeczeństwa, także w Wojsku i milicji, nie pomijając Kościoła. Nieliczni może i „krzywili się” na transmisje mszy św., ale ogólnie popierali te postulaty. Nie wstydźmy się tego, przynajmniej wobec siebie. Widzieliśmy wokół siebie wiele rzeczy złych, które można było poprawić, zmienić, nie czekać na „decyzje góry”. Przypomnijmy sobie koniec strajków, jak „odetchnęliśmy z ulgą”! Umacniał nas w tym przekonaniu Lech Wałęsa. Na wiecu kończącym strajk w Stoczni Gdańskiej, gdzie widniało hasło „Socjalizm tak, wypaczenia nie”- widać, że początkowo akceptowano ustrój- wezwał wszystkich „do roboty”. Mówiono też o „drugiej Japonii”,;„bułkę z szynką jeść będziecie”(później dodawano-„jeżeli nas zarejestrujecie”) oraz, że „wszyscy mają jednakowe żołądki”. Później strajkując, Solidarność zapomniała, że także powinna dbać o ich napełnienie -chociażby dla swoich członków (mówiąc uszczypliwie).

Dla Lecha Wałęsy i MKS pierwsze dni września miały decydujące, strategiczne znaczenie Wybuch strajku w sierpniu spowodował szybkie przybycie np. z Warszawy i Wrocławia grupy ekspertów i doradców, początkowo nazywanych intelektualistami. To głównie przedstawiciele KOR, np. Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, wspomniany Bogdan Borusewicz, Adam Michnik – „nadawali ton”, inspirowali strajki. Wiemy, że prof. Karol Modzelewski jest pomysłodawcą nazwy Solidarność. Wspierał ich prof. Bronisław Geremek, Jacek Taylor, Tadeusz Mazowiecki i inni. Oni też byli organizatorami, a część członkami Komisji Krajowej i struktur regionalnych Solidarności. Wypracowywali kierunki działania Solidarności. Domyślam się, że musieli sobie odpowiedzieć na kilka pytań, choćby takich- czy będziemy uczestniczyć w realizacji 21 postulatów; jakimi środkami będziemy egzekwować zapisy porozumienia od rządu; czy chcemy zmieniać Polskę przez zmianę ustroju czy i gospodarki. Oczywiście, tych pytań- problemów nie znajdą Państwo tak zapisanych w znanych dokumentach, wynikają one z ich treści. Część odpowiedzi, przynajmniej dla niektórych działaczy KOR była jasna- zmienić ustrój polityczny, odsunąć PZPR od władzy! To był cel zasadniczy! Ujawniali go działaniami, swoimi inicjatywami przez 1981 r., do ogłoszenia stanu wojennego.

Pierwszy sygnał…

Chyba pod koniec września, w październiku, gdy lokalne strajki wciąż trwały w różnych miejscach i zakładach -zaczęło się pojawiać pytanie-po co? Przecież umowy są podpisane, trzeba dać czas rządowi na wykonanie. I tu mamy pierwszy „sygnał ostrzegawczy”. 7 września, czyli tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas Tysiąclecia przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Już wtedy kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą…Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Zwracam uwagę na słowa- „roztropność kierownicza”- jak wtedy mógł rozumieć Prymas w wymiarze krajowym i zewnętrznym; „swoje obowiązki”. Proszę sobie wyobrazić jak zapamiętali je i zrozumieli goście Prymasa, szczególnie Lech Wałęsa, ks. Jankowski. Prymas włącza „sygnał ostrzegawczy”- wykonać, co podpisaliście, zakończyć strajki! Czyżby miał przeczucie-może „Boże zalecenie”? Dlaczego natychmiast- po rozmowie, Lech Wałęsa z delegacją nie skorzystał tej rady? Kto zna odpowiedź? Prymas znał nazwiska doradców i ekspertów. Szczegóły „rodzącego się Związku” opisał mu jeden z nich, Tadeusz Mazowiecki -członek Rady Prymasowskiej. Wiemy, że wpływ „ludzi KOR” bardzo martwił Prymasa. Teraz, po latach nie tylko przyznajemy rację, wyrażamy mu głębokie uznanie!

Ostrzeżenia Michnika

Oceniając ówczesną sytuację, Adam Michnik, w „Biuletynie Informacyjnym” KOR (wrzesień 1980) opublikował artykuł pt. „Czas nadziei”, w którym m.in. pisze: „Prawda jest taka, że bez umowy władzy ze społeczeństwem, tym państwem nie da się rządzić. I taka, że wbrew przemówieniom wygłaszanym na akademiach, nie jest to państwo suwerenne. I taka również, że z faktem ograniczenia suwerenności przez interesy państwowe i ideologiczne ZSRR, Polacy muszą się liczyć. I taka wreszcie, że jedynym rządcą Polski, akceptowanym przez ZSRR, są komuniści i nic nie wskazuje na to, by ten stan rzeczy miał jutro ulec zmianie. Co z tego wszystkiego wynika? Wynika z tego, że każda próba rządzenia wbrew społeczeństwu musi wieść do katastrofy; wynika z tego również, że każda próba obalenia komunistycznej władzy w Polsce jest zamachem na interesy ZSRR. Taka jest rzeczywistość. Można jej nie lubić, ale trzeba przyjąć do wiadomości. Wiem, że niejeden z kolegów zarzuci mi faktyczną rezygnację z dążeń do niepodległości i demokracji. Tym odpowiem z całą szczerością: nie wierzę, aby w obecnej sytuacji geopolitycznej realne było wybicie się na niepodległość i parlamentaryzm. Wierzę, że możemy organizować naszą niepodległość od wewnątrz, że stając się społeczeństwem coraz lepiej zorganizowanym, sprawniejszym, zamożniejszym, wzbogacającym Europę i świat o nowe wartości, pielęgnującym tolerancję i humanizm – pracujemy dla niepodległości i demokracji… Musimy to wszystko od władz wydzierać i wymuszać, bo nigdy żaden naród nie dostał swoich praw w prezencie. Wszakże, wydzierając i wymuszając pamiętajmy, by nie rozedrzeć na strzępy tego, co jest państwem polskim, państwem nie suwerennym, ale państwem, bez którego nasz los byłby nieporównanie bardziej uciążliwy”.

Jestem pewien, że Państwo raz jeszcze przeczytają ten, uderzający realizmem wywód, że podzielą moje przypuszczenie o znajomości tego tekstu przez Prymasa. Przeznaczą chwilę czasu na wyobrażenie sobie jego zrozumienia przez członków KOR, kolegów Adama Michnika. Co więcej- uświadomienia sobie geograficznego i politycznego położenia Polski w 1981 r., a stąd bieżących i perspektywicznych skutków. Że mając to w pamięci, przed oczyma- z tego punktu widzenia będziecie oceniać sytuację Polski, naszej Ojczyzny, przed 40. laty i współcześnie. Kto w Solidarności to rozumiał- jak Państwo myślicie? Na własny użytek sporządźcie ich listę.

Sądowa ugoda

24 października Sąd Wojewódzki w Warszawie – przewodniczący sędzia Zdzisław Kościelniak- wpisuje NSZZ Solidarność do rejestru związków zawodowych. Dokonuje zmian w statucie- skreśla prawo do strajku i dopisuje stwierdzenie o kierowniczej roli PZPR. Reakcja Związku natychmiastowa- KKP ogłasza protest i gotowość strajkową we wszystkich regionach w kraju, składa odwołanie do Sądu Najwyższego. Wyjaśnienia sędziego dot. skreślenia prawa do strajku, jako zapisanego w 21 postulatach i wpisu o kierowniczej roli PZPR, jako uzupełnienia z „Protokołu” nie przekonują władz Związku, części prawników i części „centrali” Partii. Dwa tygodnie trwa poszukiwanie wyjścia z sytuacji, rośnie napięcie, „gorączka strajkowa” w kraju.10 listopada Sąd Najwyższy uchyla poprawki Sądu Wojewódzkiego. Związek zgodził się na aneks do statutu, w którym dołączono postanowienia Międzynarodowej Organizacji Pracy dot. wolności tworzenia związków zawodowych i zapis „Porozumienia”-„Tworząc nowe, niezależne, samorządne związki zawodowe, MKS stwierdza, że będą one przestrzegać zasad określonych w Konstytucji PRL. Uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie, ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych, dążą one do zapewnienia ludziom pracy odpowiednich środków kontroli, wyrażania opinii i obrony swych interesów. Nowe Związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stoją one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego”. Znów poddaję Państwu pod rozwagę- proszę wskazać, czy i jak Solidarność rozumiała i „przestrzegała zasad określonych w Konstytucji” w 1981 r. i latach następnych? Temat ciekawy i dyskusyjny, będzie się pojawiał w kolejnych publikacjach. A zapis- … „nie zamierzają pełnić roli partii politycznej”, wymuszony przez Komisją Rządową, nie był ostrzegawczy, dalekowzroczny- także dla Papieża? (encyklika Laborem exercens). Co Państwo myślą, nawet po 40 latach?

Kierownicza rola…

Pytanie-dlaczego nie wpisano do statutu kierowniczej roli PZPR? Wśród kilku pokrętnych wyjaśnień, pojawia się i takie, że nowa nazwa Związku- NSZZ Solidarność nie musi stosować się do tego, co podpisał MKS. Prawda, że zaskakujące? A pytanie-dlaczego ta „nowa nazwa” uznaje za obowiązujące 21 postulatów- mogliby Państwo uznać za obrażające inteligencję! Przyjąć więc można, że to taka nowa „filozofia myślenia” Solidarności. Można inteligentnie zakpić, ale sprawa jest dalece poważniejsza. To sygnał, niejako „odkrycie kart”, że Solidarność w swoim działaniu może nie chcieć liczyć się ze zdaniem PZPR, nie szanować jej obecność, ale także z Państwem! Proszę czytać dokładnie-„Uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie”…nie „gdzieś tam”, tylko tu w Polsce, na obszarze której i wobec mieszkających na tym „obszarze” obywateli chce działać. Przecież deklaruje, że dla ich dobra! Czy dla „dobra Polski”- ktoś może obruszyć się takim pytaniem. Ostrożnie z emocjami. Fakt, czytali Państwo-„ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych”. A jakie są – Układ Warszawski (UW) i Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG), jako główne. Polska, kilka innych umów międzypaństwowych i międzynarodowych podpisała, np. Akt Końcowy KBWE, jest też członkiem Międzynarodowej Organizacji Pracy- wyżej wspomnianej czy ONZ.

Dla wielu z Państwa interesującym może okazać się takie myślenie Prymasa. Podczas spotkania z Generałem, 26 marca 1981 r., wspomniał, że listopadzie 1979 r. wręczył Edwardowi Gierkowi memoriał (nie konsultował go z Episkopatem), gdzie wytykał błędy i nieprawidłowości w postępowaniu władz. Powiedział -„To partii głęboko szkodzi. Nie mam powodu do jej adorowania, ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nie zrobił nic. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. („Stan wojenny”, Spotkanie z wielkością”, Wyd. BGW, 1992). Pomyślcie Państwo- czy słowa, że partia „w tym bloku jest… realnością… musi istnieć… być na poziomie… zdrowa, silna”, nie odnoszą się do „kierowniczej roli”? Nikt tu chyba nie podejrzewa Prymasa o koniunkturalizm. Ale należy pochylić czoło przed realizmem! Jednocześnie, słowa te mógł Generał odczytać jako wskazówkę do wzmocnienia wewnętrznej zwartości Partii, jej pozycji w kraju, bo…Kreml uważnie patrzy! Polaków, zachęca do namysłu nad kierowniczą rolą partii- także z dystansu 40 lat. A czy Prymas nie powiedział to samo co Adam Michnik, tylko „innymi słowami”?

„Serce ważne…wyżej głowa”

Proszę, by Państwo „rzucili okiem” na czołową sentencję. Realizm, kolejny raz Prymas wykazał 10 listopada. Spotkając się z delegacją Solidarności powiedział – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno-zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie”. Czy te zadania można było przedstawić Lechowi Wałęsie i kolegom jaśniej, wyraźniej, dosadniej- kto ośmieli się poczynić tę uwagę Prymasowi? A dalej- „Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”. Uparcie Państwa pytam- czy i jak delegaci mogli rozumieć „interes Ojczyzny i rzetelną pracę”? Także podczas tego spotkania padły- jakże filozoficznie mądre i czasowo nie przemijające słowa -„Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa”. Kto z Państwa policzyłby sytuacje wymagające powtórzenia tych słów, wręcz wykrzyczenia wiele razy w całym 1981r. do 13 grudnia. Powtórzę, że głowa jest wyżej od serca, że głowa służy do myślenia, a nie bicia w przysłowiowy mur! Że serce, promieniujące miłością wiele razy w Historii Polski przeszkodziło, wręcz unicestwiło rozsądek głowy! Płaciliśmy nie raz krwią, życiem, dosłownie zakochanych – Powstanie Warszawskie. Do czego mogło doprowadzić działaczy Solidarności „serce” bijące abstrakcyjną miłością do Ojczyzny, do Narodu, gdyby nie stan wojenny? Serce, choć pełne miłości- u tych co wciąż kochają pannę „S”, jako posażną i wytworną damę. Niech zechcą się obudzić, wraz z wiosną 2021 r., przetrzeć oczy i dostrzec jej skromny posag, a wytworność przeciętną. Nie wierzycie Państwo- zachęcam do czytania książki „Zagrabiona historia Solidarności” prof. Bruno Drwęskiego, promował ją kilka razy Przegląd, a Trybuna 16-18 kwietnia 2021. Zachęcam Państwa, by nie dać sobą manipulować, gdy „piaskowi uczeni” zechcą pluć na stan wojenny w 40-lecie. Zachęcam do promowanej książki prof. Andrzeja Walickiego „PRL i skok do neoliberalizmu”. Filozoficznym, naukowym, przystępnym językiem-Profesor pokazuje, że „nie można zbudować obiektywnej oceny PRL przy pomocy mitologizacji zasług opozycji politycznej i autogloryfikacji kombatantów, którzy stworzyli wygodną dla siebie wersję historii”. Zachęcam do czytania Trybuny i Przeglądu!

„Socjalizm… niezły…”

Po spotkaniu z Prymasem 10 listopada 1980 r., Lech Wałęsa mówił dziennikarzom-„Nie kwestionujemy socjalizmu. Na pewno nie wrócimy do kapitalizmu, ani nie skopiujemy żadnego wzorca zachodniego, bo tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie, ale kontrolowany. Współudział związku powinien być pełniejszy. Niech panowie zapiszą, że nie będziemy wysuwać programów politycznych, a w żadnym wypadku ich realizować”. Kto dziś, po 40 latach chciałby wątpić w szczerość tych słów? Można wątpić w pamięć Lecha Wałęsy o odpowiedzialności za własne słowa, jako człowieka. A należy ostro, krytycznie mówić o jego odpowiedzialności jako przewodniczącego Związku, zarówno za robotników jak i za Polskę. Co sprawiło, że tak szybko zapomniał, że „tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie” a „Socjalizm to jest system niezły”? Może Państwo wiedzą.

Prymas, bogatszy o wnioski z dwóch miesięcy obserwacji działań Lecha Wałęsy i grupy współpracowników, 19 stycznia 1981r.(od 3 dni trwały strajki i protesty o wolne soboty)- spotkał się kolejny raz i nawiązał do sytuacji, m.in. tłumacząc- „Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele- trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Lech Wałęsa miewał momenty „przewidywania”, ale działał „na wyczucie”, emocjonalnie. Jak reagowali jego doradcy i eksperci -byli bezsilni! To nie usprawiedliwienie, tylko żądanie odpowiedzialności.
Pamiętam gest, ocknięcie się Lecha Wałęsy, gdy w kwietniu 2007 r. jako Noblista, zabrał głos w obronie Generała, po wytoczeniu przez IPN procesu sądowego za stan wojenny. W liście do Marszałka Sejmu m.in. napisał – „Sowieci dla Polaków byliby z całą pewnością gorsi od Jaruzelskiego” (też porównanie!). Według niego, „dzięki Jaruzelskiemu Solidarność dogadała się z władzą i nie było krwawej rewolucji”. Przypomniał, że „połowa Polaków wciąż twierdzi, że Generał postąpił słusznie, wprowadzając stan wojenny”. Dlatego władze nie powinny dopuścić do procesu Generała. „Lepiej późno niż wcale”-, pamiętając „kolejkową gehennę”, rysujący się głód zimą 1981 r. i następnym.

Dokąd pójdzie…

Czytając ten tekst, zasadniczo obejmujący II półrocze 1980 r. nasuwa się „teoretyczna odpowiedź” na tytułowe pytanie publikacji. Solidarność będzie zmierzać do naprawy socjalizmu w Polsce, do „przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrony człowieka pracującego”- jak10 listopada wbijał gościom do głowy Prymas. Stąd nawiasem mówiąc- wynika sens przygotowania osobnej publikacji o roli Papieża, Prymasa i Kościoła w 1981 r.

Napisałem wyżej- „teoretyczna odpowiedź”, bo faktyczną znamy. A Państwo wyczuwają moje, swoiste uczulenie adresowanie do Solidarności. Nie ma ono złośliwego podłoża. Ma wyraz bolesnej troski o Solidarność jako ludzi – jej „szeregowych” członków i Polaków. Powtarzam-ludzi i Polaków! Nie o struktury terenowe i teorie ubrane w „niepodległościowy kostium”. Kto, jeśli nie oni stali godzinami w kolejkach- kogo przeklinali, czy tylko Jaruzelskiego, Kanię, Cioska, Rakowskiego? Czy nie oni byliby wywożeni na Sybir tylko dlatego, że Kierownictwo Solidarności ujęło ich „sercem”, pięknymi obietnicami i tym zyskało ich zaufanie? To działacze KOR wybijali im z głów, gdzie leży Polska, jak jest podzielona Europa. Warto więc zapytać-czy Kierownictwo Solidarności czytało i dyskutowało o cytowanym tekście Adama Michnika, bo o efektach żaden prawicowy naukowiec nie pisze. Kiedy, w jakim okresie zaczęło rezygnować z rad i wskazań Prymasa, kierując Związek i znaczącą część społeczeństwa na jednoczesne niszczenie gospodarki i obalanie ustroju. To jest istota, klucz: położenie geograficzno-polityczne i militarne Polski, jej Konstytucja i ustrój polityczny, co kierownicza rola Partii uosabiała. Kto tego nie rozumiał i nie respektował- zmierzał do stanu wojennego. On okazał się ratunkiem- najpierw dla Kierownictwa Solidarności, potem członków. O tym w następnych tekstach.

Na zakończenie.

Zachęcam Państwa do wsparcia Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Mam na uwadze czas rozliczeń dochodowych za 2020 r., który pozwala przekazać 1% podatku na wskazany cel. Niech to będzie Państwa szlachetny, serdeczny gest tym, którzy przywracają nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych, cierpiących. Dają nadzieję na macierzyństwo tysiącom młodych Matek.

Pod „pistoletem” strajkowym… „czarne złoto”.

„Rząd pod >pistoletem strajkowym<, zajmując się wciąż różnymi punktami zapalnymi, nie może efektywnie spełniać swej funkcji”. „Mówi się węgiel to >czarne złoto<. Dziś trzeba powiedzieć inaczej – węgiel to nasz tlen. Bez złota można żyć. Bez tlenu nie” – gen. Wojciech Jaruzelski

„Rząd pod >pistoletem strajkowym<, zajmując się wciąż różnymi punktami zapalnymi, nie może efektywnie spełniać swej funkcji. To nie po prostu sprawa samopoczucia władzy, lecz zakłócenie elementarnych warunków funkcjonowania państwa”. Ocena ta padła z trybuny Sejmu 12 lutego 1981r.,wygłoszona w ekspose przez Premiera-Generała. Udając obruszonego, można postawić pytanie – jakiż to tytuł, prawo ma nowy premier oceniać skutki działania organizatorów strajków? Przecież w tej chwili Sejm jeszcze nie wybrał rządu! Można sobie dworować z Premiera-Generała mówiąc, że „pistolet” nie był „nabity”, nie było podstaw do obaw, do strachu. Poprzednik, premier Józef Pińkowski, nie zdążył „nabić”. Zachęcam Państwa do lektury ekspose – a my dokonajmy przeglądu działań, tego „nabijania pistoletu”- od sierpnia 1980 r. Między sierpniem, a lutym… Przypomnę, iż w tekście „Na progu”… napisałem, że formalnie strajki powinny się zakończyć 31 sierpnia 1980 roku o godz. 17.00, po podpisaniu „Porozumienia”. Tak miało być. A w praktyce dopiero 3 września podpisano odrębne porozumienie z górnikami, a 11 września z hutnikami. Może wśród górników i hutników pojawią się odważni, którzy po 40 latach powiedzą dlaczego wydłużyli strajkowanie, kto was do tego namówił. Nie wstydźcie się Panowie, odwagi. Tekst szczególnie adresuję do robotników, przedstawicieli klasy robotniczej! Oto kilka, niektórych, wyrazistych przykładów: – godzinny strajk powszechny 3 października Solidarności, powód- władza nie wypłaca podwyżek, ogranicza dostęp do środków masowego przekazu, przeszkadza w tworzeniu nowych związków, itp.

Czy rzeczywiście tak było? Przypomnę, władza zgodziła się „wypłacać wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ”( pkt.7 „Porozumienia”).Uściślono w „Protokole”, że zaliczkę 40 proc. wynagrodzenia otrzymają za okres strajku, a po podjęciu pracy-wyrównanie do 100 proc. To dawało okazję do zarzutu, że władze zakładowe nie zauważyły „końca” strajku i „martwego czasu” do rozruchu zakładu, a stąd ocena, że się spóźniają, ociągają z wypłacaniem. Takie przypadki mogły być, nie zaprzeczę. Czy należało reagować strajkiem powszechnym? Może świadkowie- robotnicy powiedzą prawdę po 40 latach, zachęcam; – 24 październik, tzw. kryzys rejestracyjny. Sąd Najwyższy nie chce zarejestrować NSZZ Solidarność bez uznania przestrzegania Konstytucji i kierowniczej roli PZPR Na 27 października KKP ogłasza strajk, rząd ustąpił (napiszę osobno); – 21 listopada, strajk w Hucie „Warszawa” i fabryce traktorów w Ursusie. Powód – dzień wcześniej SB przeprowadziła rewizję w mazowieckiej Solidarności, gdzie pracownik powielarni Prokuratury Generalnej Piotr Sapełło doręczył kopię tajnego dokumentu Janowi Narożnikowi, działaczowi „S”. KKP wezwała inne regiony, poza mazowieckim do solidarnościowej akcji. Władza ustąpiła- zwolniła zatrzymanych po poręczeniu Stefana Bratkowskiego. W ocenach wielu uczonych pomija się szczegół – to dokument tajny. Dlaczego świadomie wprowadzają w błąd?; – 23 grudnia rząd ogłasza, że w 1981 r. będzie wolnych od pracy tylko 25 sobót. Doszło do sporu z rządem. Solidarność dołączyła różne regionalne postulaty. 16 stycznia rozpoczęły się strajki w ok. 300 zakładach pracy, głównie w województwach południowo-wschodnich. Strajk powszechny objął 28 stycznia ok. 600 tys. ludzi w 11 województwach i zapowiedziano na 3 lutego ogólnopolski strajk ostrzegawczy. Łącznie w styczniu strajkowało ok. 1,7 mln. ludzi. W odpowiedzi 30 stycznia prasa krajowa opublikowała Oświadczenie rządu PRL…„że z tytułu swych konstytucyjnych uprawnień zobowiązana jest do zapewnienia ładu, porządku i dyscypliny, do stworzenia warunków normalnego życia obywateli. Mając to na uwadze, Rada Ministrów w przypadku utrzymywania się tego stanu będzie musiała podjąć niezbędne decyzje, które sprzyjać będą normalnemu funkcjonowaniu przedsiębiorstw i zakładów zgodnie z najlepiej pojętym interesem społecznym” (strajk na 3 lutego odwołano). Ostatecznie podpisano porozumienie 31 stycznia-42 godzinny tydzień pracy i wolna sobota. Fakt, ten oceniła Danuta Zagrodzka na łamach „Gazety Wyborczej” 5 maja 1994 r.- „Postulat skracania czasu pracy w kraju, który się dorabia, wydaje się dość śmieszny. Solidarność wysuwała ten postulat przed 14 laty, ale wtedy, aby pokonać komucha, każdy postulat wydawał się dobry. Teraz ta podwójna moralność wychodzi nam bokiem”. A jak „wydaje się” Państwu po 40 latach? Wspomnę, że łączne podwyżki i skrócenie czasu pracy w 1981 r. wyniosły 255 -260 mld. zł. „Mimo starań Rządu, realizacja rozmija się z intencjami sygnatariuszy”, ocenił prof. Jan Szczepański. Na początku lutego prasa opublikowała komunikat GUS o wykonaniu planu za rok 1980 i sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, oględnie mówiąc-mocno niekorzystny. Przykłady: spadek dochodu narodowego głębszy niż w 1979 r.; znaczna nadwyżka importu nad eksportem i dalszy wzrost zadłużenia; nie wykonano planu produkcji większości podstawowych wyrobów; spadek produkcji roślinnej i pogłowia zwierząt gospodarskich. Wnioski-deficyt żywności staje się najważniejszym problemem. Polska zaczyna balansować na skraju krachu gospodarczego. Zachęcam Państwa do przejrzenia prasy z początku lutego 1981 r., wczytania się w dane i oceny GUS, zastanowienia się nad I-ym półroczem strajków i wynikającymi stąd wnioskami oraz odpowiedzeniem sobie na pytanie- miał rację Generał, mówiąc w Sejmie, że rząd poprzednika znalazł się pod „pistoletem strajkowym”. Błądził, jeśli spodziewał się tego samego dla siebie? Moje refleksje Staram się czytać dostępną literaturę, by wreszcie zrozumieć dlaczego tzw. regionalne strajki trwały tu i ówdzie cały czas. Kto winien?- też pytanie, wiadomo, że władza.

Dlaczego? Zgodziła się „wypłacać wynagrodzenie wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku jak za urlop wypoczynkowy” (pkt.7„Porozumienia”).

Uściślono w „Protokole”, że otrzymają zaliczkę 40 proc. wynagrodzenia za okres strajku, a po podjęciu pracy-wyrównanie do 100 proc. Jestem w błędzie pytając, czy warto strajkować z byle powodu, „bo i tak zapłacą”? Okazja do zarzutu, że władze zakładowe nie zauważały „końca” strajku i „martwego czasu” do rozruchu była cięgle, a stąd ocena, że się spóźniają, ociągają z wypłacaniem. Przypadki mogły być. Ale nie uznam za ocenę prawdziwą, że działanie władz terenowych, zakładów pracy było celowe, robotnikom, „na złość”. Gdyby tak było, szybko dostałaby nauczkę- ponowne strajki, protesty, interwencja MKS, rządu, jestem w błędzie? Niech Panowie, wtedy robotnicy i oczywiście członkowie Solidarności, przypomną sobie, dzieciom, wnukom jak „gorliwie pracowali”. Nie wstydźcie się powiedzieć prawdy. Cytowany zapis dawał okazję, otwierał furtkę do pomówień, że „chcemy pracować”, ale „nie płacą”- strajkujemy. Ten „wytrych” stosowaliście masowo. Wiem, wiosną 1981 zaczynały się braki i opóźnienia dostaw surowców. Ale tu będę uparty- nie przyjmę tego argumentu! Bo to w części „zasługa” Panów i górników-Polska nie wywiązywała się z eksportu węgla i produktów. To przysłowiowy kij, który ma dwa końce! Starajmy się być uczciwi w ocenie własnej i władzy. Kolejny argument. Ostrożność władzy w użyciu siły, was- Panowie robotnicy ośmielała, „dodawała otuchy”. Zarówno 40 lat temu jak i dziś, tę „ostrożność” należy uszanować, docenić, to nie tylko wniosek z Grudnia 1970 r. To także wyraz krytycznej samooceny władzy od początku lat ’80. Także szacunku dla robotniczego trudu, bez fałszu, uczciwie. Tu przyznaję „akcje wodzów” całkowicie przesłoniły Panom tę ocenę. Czekam na Panów- robotników głos. Ale wtedy Panów myślenie było proste- skoro nie biją, to znaczy że nas się boją i do tego płacą! Powtarzam, to wy-Panowie robotnicy jesienią ‘80 i częściowo wiosną ’81 r. byliście „motorem” strajków. Fakt, „związkowa góra” nie potępiała, mieliście ciche przyzwolenie. Łatwo i szybko przekonywała, że macie rację. Wtedy, jesień ‘80 r. „uczyliście” się strajkowania, byliście pojętni i podatni na „nauki” różnych „ekspertów poczty pantoflowej”. Słuchaliście wyrastających – jak przysłowiowe grzyby po deszczu- różnych „zakładowych wodzów”, takich „swojskich mądrali”. Bogdan Lis- w relacji z 1 stycznia 1984 r. (książka pt. „Konspira”), mówi: „Panowało u nas poczucie komfortu psychicznego, iż praktycznie nic nam nie grozi. Główną słabość Solidarności, szczególnie pod koniec1981r.,widziałbym w bufonadzie działaczy, często szczebla zakładowego. Nie dotyczy to może większości, ale ton nadawali ci, którzy potrafili głośno mówić i w odpowiednim momencie bić pięścią w stół”. Sięgnijcie pamięcią robotnicy- dziś stateczni Panowie i powiedzcie „jak było” (znam treści kilku listów, które autorzy – zastrzegając nazwiska skierowali do Sądu, po oskarżeniu Generała za stan wojenny). Dzieci i wnuki. zapewne z uwagą posłuchają prawdy Dziadków i Rodziców. Będzie to dla nich lekcja- tak myślę uczciwej Historii. Zapytam Panów robotników- dziś dostojnych emerytów, dziadków – kto produkował znane wtedy buble. Takie przykłady. Ludzie nie chcieli kupować mebli ze „sklejki”, rozpadały się. Renomą i długimi kolejkami cieszyły się produkowane przez Fabrykę Mebli w Swarzędzu-był rarytas, kto pamięta? A motocykle, znane WFM-ki oraz WSK-i, były cenione i poszukiwane. Od pewnego czasu straciły popyt, nawet błotniki do nich były wadliwe. A przekleństwa rolników za buble w postaci wideł, które dosłownie nie nadawały się nawet do rozrzucania gnoju, a łopaty, szpadle, łamiące się przy próbie wbicia w ziemię? Zapytam Panów robotników- kto zalecał produkcję bubli, marnotrawstwa materiałów? Czy towarzysz dyrektor fabryki i zakładowy sekretarz partii? To przecież ich wywoziliście na taczkach- była przy tym „kupa śmichu”. Jak reagowaliście na kontrole wykonanych wyrobów? Przecież Panowie robotnicy swoimi „rencami” robiliście te buble, marnowaliście materiały, nie słuchaliście nawoływań członków partii, władzy do rozwagi, opamiętania… Zacytuję tu jedną z wielu, znamienną ocenę Generała – „To, że po >trupie gospodarki< można było dojść do władzy, nie było obce niektórym osobom z kręgu Solidarności. Tratowanie polskiej gospodarki dokonywało się w procesie żywiołowym, masowym, w większości lokalnym. Ale w jakiejś- trudnej do ustalenia mierze- miało to również charakter świadomy, celowy. Postępował paraliż podstawowych funkcji państwa, – okupowanie budynków użyteczności publicznej, rozkład społecznej dyscypliny, w tym wzrost absencji w pracy o 90 proc. ”.Wszystkich Panów robotników, czytających ten tekst proszę-oceńcie ile prawdy zawierają słowa Generała-„tratowanie polskiej gospodarki dokonywało się w procesie żywiołowym, masowym, w większości lokalnym…miało to również charakter świadomy, celowy”. Spójrzcie szczerze, uczciwie na tamten czas, z dystansu 40 lat! Nie pytam o stan Panów samopoczucia, co teraz powiedzielibyście Generałowi. Ale zachęcam- przekażcie 1proc. podatku na cel podany na końcu tekstu. Luty… i co dalej. Poprzednio kilka razy cytowałem różne fragmenty ekspose Generała. Nie było nikomu obce, a powszechnie dostępne i znane. Oceniał w nich Generał sytuację gospodarczą, mówił o groźbie braku żywności, prosił o 90 spokojnych dni. Że „czas ten pragniemy wykorzystać dla porządkowania najbardziej elementarnych spraw naszej gospodarki…podjęcia najpilniejszych problemów socjalnych… stabilizacji gospodarki… reformy gospodarczej”. Faktycznie, pierwsze kilka tygodni – osłabienie lokalnych strajków. Później z trybuny Sejmu, 10 kwietnia dziękował za ten krótki oddech. Ale „wybuchł Bydgoszcz”, wraz z nim „ożywił się teren”- pisałem wcześniej. Tu zatrzymam Państwa uwagę, a głównie Panów robotników na kwestii powołania związku rolników indywidualnych. Przecież 21 postulatów nie obejmowało tej „branży”, nikt nie wliczał jej do „klasy robotniczej”, podobnie jak studentów. Zastanówmy się – rolnicy indywidualni. To właściciele gospodarstw mający po kilka, kilkanaście ha ziemi, łąk, czasami lasów, inwentarz, trzodę chlewną, dom, zabudowania gospodarcze. To nie chłop pańszczyźniany, mieszkający w pańskim czworaku i mający „ręce do roboty” u pana dziedzica (czasem kawałek ziemi, ogrodu). To nie „robotnicy rolni”, pracownicy fizyczni, jak dominująca część członków Solidarności. Nie spotkałem, czytając opisy „bydgoskiego wstrząsu”, by ktoś wspomniał o robotnikach PGR-ów. A przecież ta sprawa rozpoczęła się od okupacji budynku WK ZSL. Próbowali rozwiązać problem, m.in. Jerzy Grzybczak, sekretarz NK ZSL z grupą ekspertów. Jak wiemy, bez skutku. Dołączyły do protestu Ustrzyki Dolne. Na szczęście 19 lutego, podpisano porozumienie wygaszające rolnicze strajki w Bieszczadach i Rzeszowie. Rolnicze związki były przedmiotem rozmowy Prymas- Generał. Kardynał argumentował- „Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania- tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Po 32 dniach i zgody na rejestrację NSZZ RI, co nastąpiło 10 maja, problem zniknął. Warto byłoby poznać racje uczestników i ekspertów z NK ZSL- jak wówczas i dziś z dystansu 40 lat oceniają tę sprawę, wsparcie lokalnych strajków. Proszę Panów o głos. Wtedy ważyło na relacji PZPR- ZSL. Wróćmy do strajków. 10 kwietnia w Sejmie, Generał oceniał-„Właściwie załamał się rynek wewnętrzny. W sklepach brakuje żywności i wielu innych towarów. zakupy stały się, zwłaszcza dla kobiet, prawdziwą udręką. Każdy dzień złych wyników produkcyjnych osłabia gospodarkę, narusza jej wewnętrzne więzi, powiązania kooperacyjno-zaopatrzeniowe. Każdy dzień przedłużania się kryzysu cofa nas, pogarsza naszą sytuację”. Poprzestanę tu na pytaniu- czy Panowie robotnicy tego nie widzieli, nie byli uczestnikami, nie doświadczali, choćby poprzez żony w kolejkach- skutków swojego postępowania, faktycznie strajkowania „na zawołanie”? Po przeczytaniu powyższego fragmentu, mogą Państwo wpaść w zdumienie akcentem na tzw. lokalne strajki. Rozumiem to. Tego dotychczas nikt nie eksponował. Były uznawane jako „wola robotniczego ludu”. Stąd tytuł do pochwał, nie temat do zastanowienia, nawet przygany. To „stanowcze” postępowanie robotników znajduje uzasadnienie w opracowaniach prawicowych historyków. Dlaczego nie piszą prawdy? Przecież swoje dzieła powinni opierać na naocznych faktach, te-obiektywnie rzecz biorąc- nie dają podstaw do pochwał strajków. Za argument służy im często taka ocena gen. Wojciecha Jaruzelskiego na BP KC PZPR z 14 października 1980r. „Potrzebna jest kompleksowa analiza taktyki i strategii przeciwnika, rozeznanie jego zaplecza, źródeł inspiracji, środowisk, w jakich działa i celów do jakich zmierza…nastał czas konkretnego obnażania działalności jawnie szkodliwej i uświadamiania społeczeństwu jej konsekwencji i możliwych skutków”. Uczeni traktują to za dowód „wrogości” władzy do Związku. A ja uparcie pytam- władza nie miała prawa, nawet obowiązku mieć rozeznania w sytuacji wewnętrznej? Może „narzędzia” były nie takie- SB, a inne, też złe? Dlaczego nie piętnują, nie pokazują- nawet po latach- szkodliwości strajków i „roboty nauczycieli” robotników? Wymaga tego uczciwość i prawda. Państwo mają inne zdanie? Zachęcam do szukania dobrej woli w „młodym Związku”. Przypomnę, wicepremier Janusz Obodowski, szef Operacyjnego Sztabu Antykryzysowego, widząc pogłębiające się załamanie gospodarki i tego bolesne społecznie skutki, ustalił priorytety w dostarczaniu energii elektrycznej i paliw w 1981 r.1) gospodarstwa domowe i rolne; 2) zakłady służby zdrowia; 3) zakłady mleczarskie, piekarnicze, warzywno-owocowe i inne artykuły spożywcze; 4) szkoły i zakłady opieki społecznej; 5) zakłady gospodarki komunalnej; 6) zakłady usługowe dla ludności; 7) drobne zakłady przemysłowe i spółdzielcze, zajmujące się produkcją rynkową. Preferencje społeczne, humanitarne musiały siłą faktu dokonywać się kosztem innych dziedzin gospodarki, w tym eksportu. Rosło nasze zadłużenie zagraniczne. „Czarne złoto” Po 5 miesiącach kierowania rządem, Generał kolejny (3 raz) zabrał głos w Sejmie. Zwrócił uwagę na 12 proc. spadek produkcji przemysłowej od początku roku, w maju aż o 18 proc. Nastąpił spadek o 6 proc. dostaw towarów na rynek. Może być niższy o ok. 0,5 mln. ton skup mięsa. Wzrosła o 90 proc. nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy. Posłowie usłyszeli ocenę- „Mówi się węgiel to >czarne złoto<. Dziś trzeba powiedzieć inaczej – węgiel to nasz tlen. Bez złota można żyć. Bez tlenu nie”. Przypomniał, że plan wydobycia na 1981 r. zakłada 188 mln. ton. Szacunki wskazują tylko na 165-168 mln. ton. „Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy”- podał przykład: za 1 mln. ton moglibyśmy zaimportować ok. 40 tys. ton masła, co zaspokoi rynek na 1,5 miesiąca. Do górników powiedział, że „mimo starań rządu również odczuwają trudności rynkowe, jakie niesie codzienny byt”. Po latach pisał- „Pod pretekstem troski o górników, doprowadzono do gwałtownego, katastrofalnego spadku wydobycia węgla o 38 mln ton. W tym samym czasie, kiedy amerykańskie rozgłośnie- >Wolna Europa< i >Głos Ameryki< zachwycały się strajkami w Polsce i bojkotem górniczych sobót – amerykańskie koncerny węglowe przechwytywały tradycyjne europejskie rynki zbytu polskiego węgla. W samym tylko 1981 r. straciliśmy na zmniejszeniu jego eksportu prawie pół miliarda dolarów”.(książka „Stan wojenny”…) Refleksje stąd płynące- pozostawiam Państwu. Wszystkich, którzy dają wiarę wówczas rozpowiadanym i od lat powtarzanym różnym insynuacjom, pomówieniom i oskarżeniom władzy, że bojkotowała realizację 21 postulatów – odsyłam do protokołów Nadzwyczajnej Komisji Sejmu ds. kontroli realizacji porozumień sierpniowo – wrześniowych. Przewodniczył jej światowej sławy uczony, prof. Jan Szczepański. W lipcu 1981 r. informował Sejm, że skutki ok.700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów, dwukrotnie przekroczyły dochód narodowy (proszę wskazać gospodarkę, kraj na świecie, który mógłby je szybko zrealizować). Komisja ta w 1981 roku odbyła 13 posiedzeń, a protokoły liczą 296 stron. Rząd swoje sprawozdanie z realizacji tych porozumień, opublikował w czerwcu 1981 r. (liczy 50 stron). Szczegółowe sprawozdania za kolejne lata, tj.: 1982 – 1985, każdego roku były publikowane w sierpniu (są do wglądu w „Trybunie Ludu”). Zachęcam świat nauki, polityki i publicystyki, którym idee Solidarności bliskie są, by -mówiąc wprost -wzięli do ręki kalkulatory, te dokumenty, naukowe opracowania, pokryte kurzem archiwalnym i zechcieli skrupulatnie policzyć, skalkulować możliwości realizacyjne ówczesnej gospodarki. A czy wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, w 2013 r. nie podważa ówczesnej realności tych postulatów? Czy nie należałoby spełnić postulat nr 14, wobec wieku emerytalnego kobiet, szczególnie pracujących zawodowo, fizycznie. Bez badań naukowych wiadomo, iż pracują na dwóch etatach-zawodowym i domowym. Za koronny argument służą kalkulacje kosztów emerytur. Czy 40 lat temu, te same koszty nie miały żadnego znaczenia dla autorów 21 postulatów, doradców i Kierownictwa Solidarności? Czy to nie nauka „historycznego myślenia” dla młodych Polaków? Warto się zastanowić, w jakim stopniu pod koniec 1981 r. wpłynęły one na świadomość klasy robotniczej, na otrzeźwienie Polaków, że stan wojenny przyjęli ze zrozumieniem. Patrząc z dystansu czasu można wyciągnąć co najmniej dwa wnioski. Swoim postępowaniem w znacznej mierze, podkreślam -co nie oznacza, że jedynej, robotnicy mają udział w zapaści gospodarczej, w doprowadzeniu do stanu wojennego. I drugi- pod wpływem żon-kobiet, nastąpiło opamiętanie. I tu poważnie, bez szczypty złośliwości-kieruję do Panów robotników, Rodzin słowa uszanowania. Za zrozumienie sytuacji, za rozsądek i „pozostanie w domu” w dniu 13 grudnia 1981 r. i później. Że doceniliście wartość własnej i najbliższych krwi, że nie posłuchaliście różnych „bojowych mądrali”. O tym napiszę w kolejnych tekstach.

Zachęcam Państwa do wsparcia Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Mam na uwadze czas rozliczeń dochodowych za 2020 r., który pozwala przekazać 1proc. podatku na wskazany cel. Niech to będzie Państwa szlachetny, serdeczny gest tym, którzy przywracają nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych, cierpiących. Dają nadzieję na macierzyństwo tysiącom młodych Matek.