5 lipca 2022

loader

Nie ma wolności bez… odpowiedzialności!

wikimedia.org

„W żagle naszych „pryncypialnych recenzentów” dął wicher radykałów Solidarności. To paradoksalnie się sumowało. Stan wojenny to ich wspólna „zasługa”.
gen. Wojciech Jaruzelski

Tego się Państwo nie spodziewali, jestem pewien! Prawdopodobnie wielu wśród Państwa – tak „odruchowo” niejako „doczytało” słowo „solidarności”, a jego brak uznało za błąd w tytule publikacji. Nie dziwię się- propaganda historyczna III RP wbija do głowy dorosłym i młodzieży szkolnej jedno słowo, pojęcie – solidarność! W czym tkwi sens, wprost tajemnica? Otóż słownik tłumaczy jako „wzajemne wspieranie się, współdziałanie, współodpowiedzialność, zgodność z kimś w poglądach, dążeniach, postępowaniu”… Proszę raz jeszcze tę interpretację z namysłem, uważnie przeczytać. Przecież z ludzkiego, nawet potocznego rozumienia jesteśmy zgodni, trzeba być solidarnym we wspólnym działaniu, wzajemnie sobie pomagać, czego przeciwieństwem jest dwulicowość. Elegancko to wyraża znane Państwu powiedzenie, gdzie jest dwóch Polaków, tam są trzy partie – mają jedną wspólną i każdy ma swoją, oczywiście inną. Chyba „coś w tym jest”!

Ale „tajemnica tkwi w solidarności pisanej dużą literą „S”, co w praktyce ma oznaczać związek zawodowy Solidarność. Niewielu dostrzega tę subtelność! Proszę sprawić sobie krótkie „ćwiczenie umysłowe”- zapytać swoją młodzież szkolną- jak rozumieją słowo „solidarność”, jak Pani, Pan Nauczyciel tłumaczy to na lekcji historii czy j. polskiego.

Dlatego właśnie nie napisałem „Solidarności”, by nie powielać historycznego kłamstwa a po prostu skłonić Państwa do zastanowienia. Nie pytam tu- co Solidarność dobrego zrobiła dla zwykłych ludzi, dla Polski. Koledzy wprost mówią- nie denerwuj ludzi takimi pytaniami (pominę „soczyste słowa”), nie nadużywaj cierpliwości Redakcji. Usłyszałem, że Pan Sekretarz to musi być dobry człowiek, że publikuje twoje denerwujące wywody – „oj musi”, przyznaję! A Państwo znają i pamiętają fakty, ich oceny z lat 1980-1983 i późniejszych z autopsji, a wielu z różnych publikacji, np. na łamach Trybuny, Przeglądu czy Gazety Wyborczej. Pozwala mi to swoiście zadośćuczynić, niektórym Państwa oczekiwaniom. Tym razem zatrzymam uwagę na jeszcze „gorącym” temacie – „więziennym liście” Pana Adama Michnika.

Wstęp, okoliczności

Przyznaję, był to najważniejszy „punkt” telefonicznych dociekań Czytelników. Wszyscy „coś” słyszeli o „liście Michnika”, ale nie pamiętają. Także pamiętam to z dostępnych informacji politycznych. Stąd bliższe poznanie tej sprawy stało się potrzebą odświeżenia pamięci.

Informacja Redaktora Pana Marka Barańskiego (DT,19-20 stycznia 2022), że Adam Michnik – „odważył się odrzucić gen. Kiszczakowi w twarz propozycję emigracji”, cytowana w tekście „Pytania” (cz. II DT, 23-24 luty 2022), wywołała zrozumiałe Państwa zainteresowanie. Słowa te stały się zachętą do przeczytania książki „Generał Kiszczak mówi…” (prawie wszystko …), dostępnej w bibliotece. Z koniczności więc kilka zdań wprowadzenia.

Adam Michnik w latach 80-tych był działaczem KOR (Komitet Obrony Robotników), powstał po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie 1976 r. Oczywiście, przez władze był uznawany za nielegalny, choć wywodził się z ROPCiO – Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który powstał na mocy Aktu Końcowego KBWE-1975 r. Znane wydarzenia z lata 1980 r. sprawiły, że KOR zdecydowanie je poparł, stał się „ideowym przewodnikiem” protestów robotniczych, jego najbardziej wyraziści-dosłownie radykalni członkowie, stali się doradcami Lecha Wałęsy. Można użyć określenia- nieprzejednani, bez obawy o przesadę. Przykład prof. Karola Modzelewskiego – jego poglądy i wymaganie ich realizacji od KKP i Lecha Wałęsy, omal nie ściągnęły zbrojnej interwencji sąsiadów, czemu skutecznie zapobiegł stan wojenny- cytowałem kilka razy. Właśnie ci, najbardziej radykalni i nieprzejednani działacze tzw. 11 z KOR i z Solidarności – na mocy amnestii z 26 lipca 1983 r. po zniesieniu stanu wojennego, a przez Generała zapowiedzianej – albo inaczej- „potwierdzonej” Papieżowi w Belwederze 17 czerwca w słowach powitania – „potwierdzam naszą wolę zniesienia stanu wojennego, a także zastosowania odpowiednich humanitarno-prawnych rozwiązań”, zostali zwolnieni z więzień, wśród nich Pan Adam Michnik.

Lata 1983-1984

Krótko po II-ej pielgrzymce Papieża w kraju następuje krótki oddech. To zasługa Papieża, atmosfery jaką pozostawił. Ale jest codzienność. Dalej szaleje drożyzna, ludziom żyje się ciężko, braki towarów codziennego użytku. Powodów do radości nie za wiele. Przeprowadzone wybory do Sejmu przynoszą sukces- 75 proc. frekwencji, nie poparcia! I tu mam prośbę do Pana Redaktora Gazety Wyborczej- proszę o wyjaśnienie Czytelnikom (może na łamach Ale historia)- jakimi motywami kierowała się owa 11, namawiając robotników, by nie uczestniczyli w wyborach. Jakie było Pana stanowisko? Niektórzy spośród opozycjonistów dziwili się, że władze ich zachowanie uznały z „wrogie” wobec świata ludzi pracy- jak wtedy mówiono, wobec Polski. Kilka miesięcy później, owa 11, wśród nich Pan Adam Michnik, trafiliście za kratki.

Papież, Kościół wtedy was bronił, akcentując ludzkie cierpienie! To zapewne słuszne! A ja stawiam grzeszne pytanie- czy wy tzw. 11, sami swoim postępowaniem nie „prosiliście” o to? Stawiam obraźliwe pytanie- czy nie „widzieliście”, że wasze jątrzące, podburzające robotników wypowiedzi szkodzą im samym przez szykany ze strony MO i ZOMO, czy was by „cieszyło”, gdyby „lała się robotnicza krew”- dosłownie? Czy za tę „robotniczą krew”, ich ból, cierpienie ich rodzin, nie poczuwaliście się do odpowiedzialności, do współwiny (współ- bo mogli was nie posłuchać, wielu tak postąpiło)? A może słowną i moralną nagrodą były dla tej 11 publikacje w zachodniej prasie, wychwalające wasz opór i upór. Oczywiście, Kościół nie zauważał waszych „jątrzących skutków” (Generał kilka razy tłumaczył Papieżowi, min. mówiąc- „nie nawiązaliśmy kontaktu z opozycją, aż gorące głowy ostygną”, sam tego doświadczył podczas homilii na Zaspie w Gdańsku 1987). Czy Pan, owa 11- czulibyście się „bezrobotni”, gdybyście nie podburzali, nie mącili, jątrzyli? Rozmowa Generała z Prymasem 5 stycznia 1984 r. też do pewnego stopnia była „sztywna”- właśnie szło o ten szczegół – waszą współodpowiedzialność, współwinę. Powtórzę -waszą współodpowiedzialność za wasze słowa! Bezwzględnie – za słowa, bo stąd brały się czyny, których skutki robotnicy odczuwaliby na własnym grzbiecie. Nie tylko ja chciałbym poznać Pana i kolegów myślenie, rozumienie sytuacji w Polsce lat 1983- 1984, do roku 1986, tu i teraz!

Wokół „sprawy więźniów”

Ponowne zamknięcie owej 11, przyniosło władzy wiele kłopotów natury interpretacyjnej, a głównie moralnej, oczywiście mogli was nie zamykać i pozwolić na „do-wolność” podjudzania.
Warunki wyjścia z więzienia tych 11-tu, jak was nazywano – więźniami politycznymi lub więźniami sumienia, zawiera list gen. Czesława Kiszczaka do abp Bronisława Dąbrowskiego, min. pisze-„Mam prawo i obowiązek zakładać, że uwięzieni, doceniając pozytywne przyjęcie ze strony władz państwowych starań Kościoła oraz propozycji Jego Ekscelencji poniechają w określonym czasie publicznej działalności politycznej. Precyzując tę kwestię, czego ze względów praktycznych uniknąć nie sposób, ich zachowanie po zwolnieniu z aresztu powinno polegać na: powstrzymaniu się od organizowania i uczestniczenia w zgromadzeniach o charakterze politycznym, a także wypowiadania treści politycznych, na zgromadzeniach o innym charakterze; zaniechania publikowania lub rozpowszechniania w kraju i za granicą opracowań swego autorstwa na tematy o charakterze politycznym; powstrzymania się od udzielania wywiadów o charakterze prasowym, radiowym i telewizyjnym, zawierających opinie na tematy o charakterze politycznym”. Dalej gen. Kiszczak pisał – „ograniczenia te powinny obowiązywać do 31 grudnia 1986 roku”. Proszę Państwa o przeczytanie – raz jeszcze! W czym istota? – w zastosowaniu się do słów o „powstrzymaniu się” i „zaniechaniu”. Postawmy jasne pytanie- to nadmierne czy znośne wymagania? Wiemy od prawie 40 lat, że dla Pana Adama Michnika i kolegów z owej 11, były i za duże i nie do zniesienia, by na 3 lata zaprzestać działalności politycznej. Zapytajmy- na czym miała polegać? Nie tylko na zaprzestaniu krytyki rządu, władzy, partii, choć po stanie wojennym była „wodą na młyn” właśnie zachodniej propagandy. Nie omyliłem się, tak na korzyść Zachodu, to „można przeżyć”, oceniał Generał w 2008 r. Istota działalności polegała na podjudzaniu, „wywrotowej robocie” wewnętrznej, konkretnie wobec społeczeństwa. Mówiąc wprost-była „dalszym ciągiem walki z władzą i o władzę”. Na tym „polu walki”, Pana działania „sumowały się”, jak oceniał Generał z poglądami twardogłowych – oni też „chcieli władzy”, by z udziałem sąsiadów rozprawić się z wami, także z Panem Michnikiem! Na czym „rozprawa” polegałaby, pytam-Pan nie słyszał- „zlikwidować 3000 kontrrewolucjonistów” albo wywieźć na Sybir. Co w tej kwestii-dosłownie zagrożenia Pana, kolegów – zmieniło się w latach 1983-1984, obiektywnie i szczerze objaśni, wyjawi Pan Czytelnikom? Przypomnę Panu – Moskwa, Praga, Berlin, przyjęły stan wojenny z „oficjalną ulgą”, ale liczyli, dosłownie chcieli „krwawej rozprawy” z wami. Także Zachód- nie wierzy Pan? A co pisała włoska, zachodnia prasa o stanie wojennym, czytał Pan o „ludziach polewanych wodą na mrozie na stadionach”, o „zabitym Mazowieckim”. Zaprzeczy, nazwie „propagandą”, która miała co?… ośmieszyć, „wystraszyć” tzw. autorów stanu wojennego. Czy taki ogląd ówczesnej sytuacji uzna Pan za błędny? – proszę o logiczną i mądrą interpretację, ale koniecznie „oczami lat 1981 – 1983”, tylko tak!

Sytuacja wewnętrzna1983-1984. Gospodarka zaczyna „buksować”, wciąż brakuje dostaw surowców i doskwierają restrykcje, ceny wysokie-nadmiar pieniędzy pustoszy rynek. Wystarcza na spłatę bieżących opłat kredytów, trudno „rozruszać” przemysł. „Surowcowe uzależnienie” od ZSRR i sąsiadów. Społeczeństwo ogarnia apatia zmęczenie i zniechęcenie. Rozwija się prywatna inicjatywa – rząd jest krytykowany za „badylarzy”, brak logicznego wyjścia z tego zapętlenia. Solidarność jest wprawdzie w podziemiu, spadło napięcie strajkowe, ale ku „ożywieniu” strajków i wewnętrznego fermentu właśnie zmierzają działania Pana Michnika i kolegów. Jest Pan w tym miejscu gotów zaprzeczyć i uznać, że się mylę? Proszę o konkretne dowody.

List Prymasa

Do udziału w rozwiązaniu sprawy tej 11, zaangażował się Kościół, że z inspiracji Papieża, wiadomo. Dwa cele były tu najważniejsze- wypuścić więźniów oraz, że nie podejmą działalności politycznej na wolności, jej istota – wyżej.

Dlatego władze(głównie gen. Kiszczak) w porozumieniu z abp Bronisławem Dąbrowskim – przygotowały projekt „Listu Prymasa Józefa Glempa” do więźniów politycznych. Przesłany byłby im w stosownym momencie, uzgodnionym ze stroną kościelną. Tu ciekawostki. Zarówno ten list jak i „korespondencja Kiszczak-Dąbrowski”, były wzajemnie uzgadniane, zanim oficjalne pisma trafiły do adresatów. Tak! Dlaczego? Zarówno po stronie władzy jak i wśród hierarchów Kościoła, były „osoby stanowcze”, których nie szło przekonać do „delikatnych kroków”, by cel osiągnąć, przy obopólnych korzyściach, bez „stanowczego zwalczania”…czynienia sensacji … na co czekał Zachód! Dla niego był to „argument” by utrzymywać nadal sankcje. A reakcje Kremla? A gospodarka, a my „szarzy ludzie”, nie chcieliśmy „lżej żyć”? Proszę, by Czytelnicy nad tym się zastanowili. Oto istota treści listu.

„Pragnę Pana …poinformować, że w ramach stałych działań Kościoła o uwolnienie ludzi uwięzionych za działalność prowadzoną z pobudek politycznych skierowałem do Rady Państwa PRL apel o … uwolnienie byłych członków KSS KOR i 7 członków byłego kierownictwa NSZZ „Solidarność”…Mam zapewnienie, że sprawa może być rozwiązana…jeśli działacze…zgodzą się na zaniechanie publicznej działalności politycznej do 31 XII 86 r. Sprecyzowanie, na czym ma polegać powstrzymanie się od tej działalności ustalone na drodze rozmów z odnośnymi władzami załączam przy tym piśmie…Będę oczekiwał w odpowiedzi na moje pismo stwierdzenia, czy Pan przyjmuje te warunki odnośnie powstrzymania się od publicznej działalności politycznej w przedstawionym rozumieniu…to obowiązek o charakterze moralnym”.

Odpowiedź Rady Państwa

Na powyższy list- gdyby sprawa doszła do skutku- Przewodniczący Rady Państwa, prof. Henryk Jabłoński, miał udzielić Prymasowi odpowiedzi o treści- „Jeśli działacze KSS KOR oraz 7 członków władz byłego NSZZ Solidarność, odpowiedzą pozytywnie na apel Jego Eminencji … wówczas Rada Państwa wystąpi do Prokuratora Generalnego i Sądu Najwyższego o zastosowanie wobec nich postanowień o amnestii. Stwarza to przesłankę rozważenia pod tym kątem , również spraw innych osób skazanych za czyny popełnione z pobudek politycznych w okresie do zakończenia stanu wojennego”…

Nie trudno zauważyć, że działania te mogłyby doprowadzić do pomyślnego finału- tak dla uwięzionych jak i władzy. Mogłyby…gdyby był „gest” ze strony więźniów, choćby podjęcie rozmów z przedstawicielami Kościoła, z władzą, a których okazję dawała, władza w Chylicach.

Generał Czesław Kiszczak

Rozmowy w sprawie więźniów politycznych prowadził osobiście, tak z przedstawicielami Kościoła, głównie abp Bronisławem Dąbrowskim, bp Tadeuszem Gocłowskim i ks. Alojzym Orszulikiem. Ze strony opozycji- min. Andrzejem Wielowiejskim, Andrzejem Szczypiorskim, Wiesławem Chrzanowskim, mec. Janem Olszewskim . Głównie szło o zaprzestanie działalności politycznej na 2-3 lata, czyli zajęcie się czym innym, bez potrzeby wyjazdu za granicę. Sprawa ich czasowego wyjazdu z Polski pod różnymi pretekstami, pojawiła się na posiedzeniu BP. „Na myśl złożenia takiej propozycji Adamowi Michnikowi, w pewnym sensie naprowadziła mnie obecna jego żona- Barbara Szwedowska, miła, sympatyczna, ładna pani. Przyszła do mnie i prosiła o częstsze widzenia, o możliwość podawania Michnikowi książek i o jeszcze inne rzeczy. Wtedy zaproponowałem jej, żeby przekazała panu Adamowi propozycje czasowego wyjazdu za granicę” Tak gen. Kiszczak „pogrzebał” pomysł i zaczęła się dosłowna awantura. (jak to trzeba uważać składając propozycje… nie tylko cudzej, ale i własnej żonie!). Kwestia wyjazdu była omawiana w Chylicach z więźniami politycznymi, ale bez udziału Michnika, który odmówił po kłótni z Jackiem Kuroniem. Choć spotkanie odbyło się na „świeżym powietrzu” (obawa o podsłuch), ale większość była przeciw (Gwiazda, Romaszewski, Wujec, Modzelewski, Kuroń). Ciekawostka -„za” był Rozpłochowski, bo nie mógł odmówić Kościołowi tej propozycji! Wielowiejski apelował do więźniów -„Ludzie, co wy robicie? Znowu konflikt otwieracie!”

List z więzienia

Oto zasadnicze wątki tego, dość długiego listu.

„Kiedy początkiem listopada przeczytałem w Trybunie Ludu wypowiedź Jerzego Urbana o tym, że mogę uzyskać wolność kosztem opuszczenia Polski, potraktowałem to jako kolejny żart tego skądinąd utalentowanego felietonisty, któremu wyrządzono ogromną krzywdę nominacją na stanowisko rzecznika rządu PRL. Rządowi gen. Wojciecha Jaruzelskiego minister Urban wielkich szkód może i nie przysporzył, bowiem temu rządowi trudno jeszcze bardziej popsuć opinię w kraju i za granicą…Wiem dobrze Panie Generale, do czego wam nasz wyjazd jest potrzebny. Do tego, by nas ze zdwojoną siłą opluskiwać… jako ludzi, którzy ujawnili wreszcie swe prawdziwe oblicze: którzy przedtem wykonywali cudze dyrektywy, a teraz połasili się na kapitalistyczne luksusy… by zademonstrować światu, że wy jesteście szlachetnymi liberałami, a my szmatami bez charakteru …by Polakom powiedzieć: patrzcie, nawet oni skapitulowali, nawet oni stracili wiarę w demokratyczną i wolną Polskę…by poprawić swój własny wizerunek w swoich własnych oczach i by móc z ulgą odetchnąć – oni wcale nie są lepsi ode mnie … Dlatego mówicie między sobą, że my albo jesteśmy wielkimi spryciarzami (bo otrzymujemy instrukcje i pieniądze od wywiadu amerykańskiego), albo też wielkimi głupcami, fanatykami (bo wolimy siedzieć w więzieniu niż spacerować po paryskich bulwarach)…Wy nie umiecie o nas myśleć inaczej, bowiem myśląc inaczej musielibyście – choćby w jednym błysku chwili – odgadnąć prawdę o sobie samym. Tę prawdę, że jesteście mściwymi i pozbawionymi honoru świntuchami; tę prawdę, że jeśli nawet kiedyś było w waszych sercach troszkę przyzwoitości, to dawno pogrzebaliście te uczucia w brutalnej i brudnej grze o władzę, jaką toczycie między sobą. Dlatego, sami złajdaczeni, chcecie nas ściągnąć do swego poziomu… Panie Generale … dla mnie wartość naszej walki tkwi nie w szansach jej zwycięstwa, ale w wartości sprawy, w imię której tę walkę podjęliśmy. Niechaj ten mój gest odmowy będzie maleńką cegiełką budującą honor i godność w tym co dzień uszczęśliwianym przez was kraju. Niech będzie policzkiem dla was, handlarzy cudzą wolnością!” (pisownię zachowałem).

Czytelnikom do namysłu i …

List jest datowany 10 grudnia 1983 r. Oczywiście, trafił do podziemnej prasy, mediów na Zachodzie, do RWE, „wybuchła” sensacja. Komentarzom potępiającym władzę, oskarżeń, wielu epitetom i brukowym wyzwiskom nie było końca. Oczywiście- pochwały wobec opozycjonistów. Był tzw. wodą na młyn dla twardogłowych w partii, dla krytyków z Kremla – doświadczył tego Generał w 1984 r. podczas rozmów. Oceniał w 2008 r., że gdyby Czernienko był szefem KPZR w 1980-81 r. zbrojna interwencja byłaby „krwawym faktem”, ale tak postrzegał to w 2008 r.

Zachęcam Czytelników do ponownego, uważnego przeczytania i oceny treści. Czytałem w 1992 r., po ukazaniu się książki „Kiszczak mówi…”- była sensacją, „odkryciem” kulis tamtego zmagania się opozycji i władzy. Powtórnie w 2008 r., jako „materiał” do procesu sądowego dla Generała. Patrzyłem na treść „oczami czasu”. Dziś też zachęcam do jego oceny „oczami” 1983-84 r. Pan Redaktor Marek Barański ocenia jako „odwagę (bo) odrzucił gen. Kiszczakowi w twarz propozycję emigracji”. Ja, wówczas – rok 1992 i 2008- jako emocjonalny, bez rozsądku więźnia, buńczuczny, hardy, wręcz samobójczy! Na co liczył Pan po przeczytaniu go przez adresata reprezentującego władzę? Nie pozostawił ani Kościołowi, ani prawnikom szansy obrony. Proszę w treści wskazać argumenty, które można wykorzystać dla uzyskania łagodnego wyroku. Pan wtedy, w 1983 r. znał – z książek, postępowanie z więźniami politycznymi, zwanymi więźniami stanu w II RP – patrz proces Brzeski, Bereza Kartuska. Był przecież „doświadczonym” więźniem PRL, znał surowość rygorów. Ale i doświadczał patrzenia przez palce funkcjonariuszy służby więziennej. Nie dziwcie się Państwo- stąd brały się tzw. przecieki więzienne, wiadomości w zachodniej prasie- miał Pan kontakty, rozmowy z różnymi osobami, czy wtedy mówił tylko na migi, szeptem, a klawisz czy SB-ek byli głusi, ślepi i tylko głupi? W celi był dostęp do prasy zachodniej, radia RWE, telewizor kolorowy. Czyli miał Pan „honor” korzystać z „więziennej wolności”, jak śmiesznie by nie brzmiało- nawet po latach! Na co Pan liczył taką treścią „listu”?

Przypomnę taki fragment przekonania Pana Adama -„wierzę, że możemy organizować naszą niepodległość od wewnątrz, że stając się społeczeństwem coraz lepiej zorganizowanym, sprawniejszym, zamożniejszym, wzbogacającym Europę i świat o nowe wartości, pielęgnującym tolerancję i humanizm”. Stąd mam pytania do Pana Adama Michnika- czy po stanie wojennym utracił Pan wiarę w „organizację naszej niepodległości od wewnątrz”, stąd z kolegami wybrał jątrzenie i podburzanie robotników? Uznał Pan, że nasze społeczeństwo będzie „sprawniejsze, zamożniejsze, wzbogacające Europę i świat”, jeśli Pan z kolegami będą siedzieć w więzieniu? Przecież w tym „liście” można było zaproponować gen. Kiszczakowi i władzy, że owszem -wyjedziecie za granicę, ale jako np. attache ds. kultury w ambasadzie np. w Paryżu, Londynie, Bonn, a może ds. praw człowieka przy ONZ! Postawilibyście władzę przed wielkim problemem – odrzucić czy przyjąć, czy Polska „pielęgnuje tolerancję i humanizm”? „Listem” Pan nie „błysnął talentem” – rozmawiałem z Generałem przy kilku okazjach (pozostało to tylko między nami).

Proszę nie doszukiwać się tu ukrytego ośmieszania Pana Michnika (choć są podstawy), a zastanowić się nad istotą, sensem myślenia, a głównie wyboru – lepiej siedzieć w więzieniu, niż być na wolności? Pisał Pan w „liście”- „dla mnie wartość naszej walki tkwi nie w szansach jej zwycięstwa, ale w wartości sprawy”. Proszę się nie obrazić- to kpina z rozumu. Biblioteki są pełne książek o „teorii walki” czy „wyższości idei i wartości”. Cóż z tego, to abstrakcja, teoria! Czy nie „wyższą wartością” jest „cofnąć się krok”, by innym sposobem urzeczywistniać właśnie te idee niż gnić w więzieniu? To doprawdy KOR-owska i solidarnościowa „filozofia”, godna nie jednej naukowej rozprawy. Przecież „drobny przestępca” skorzystałby z każdej okazji, by być na wolności, bo szukałby takich „złodziejskich zajęć”, które „mocno” nie kolidowałyby z prawem! Zna Pan przecież pojęcie- „falandyzacja prawa”.
Zachęcam do analizy takich zwrotów. „Cudze dyrektywy”- a nie były? (dopatrywał się ich Prymas Tysiąclecia- pisałem), np. wsparcie (bo „otrzymujemy instrukcje i pieniądze od wywiadu amerykańskiego”). Czy Pan o tym nie wiedział w 1983 r. to osobny temat. Zgadzam się, że byliście wtedy „wielkimi głupcami, fanatykami”- to Pańskie słowa. Powtórzę- Andrzej Wielowiejski mówił, apelował – „Ludzie, co wy robicie? Znowu konflikt otwieracie!”

Ku różnym refleksjom…

„Ostracyzm, któremu poddano Polskę w pewnych stolicach, to jedna z owych wielkich pomyłek, które przewijają się przez historię i kładą na jej kartach głębokim cieniem”- mówił Generał w ONZ 27 września 1985 r. Pański „list” w tym „ostracyzmie” ma istotny udział – proszę dowieźć, że jestem w błędzie.

Ale jest faktem, że rozumienie rzeczywistości, jej ówczesnych wyzwań i możliwości ich wykorzystania dla dobra Polski, przyniosło Generałowi autorytet i poważanie. Oto takie fakty.
„Przyznaję, że Zachód nie zawsze trafnie odczytywał Pańskie intencje i wypowiedzi” – opinia Margaret Thatcher. Ronald Reagan w Belwederze (1990), składając wyrazy uznania dla konsekwencji działań Generała, powiedział wprost -„Myliliśmy się w ocenie pańskiej osoby”. Prezydent Francji Francois Mitterand za… „obronę pokoju w Europie”, którą tu nazwę za stan wojenny, za uratowanie radykałów Solidarności i KOR – czy Pan uzna za nadużycie, kłamstwo? – odznaczył Generała Krzyżem Wielkim Orderu Legii Honorowej. Który z polityków i historyków chce pamiętać i przypominać tę – przecież nie wymuszoną prawdę- uczyć młodzież?

Do Pana Adama Michnika

Michaił Gorbaczow w rozmowie z Michałem Kobosko (Świat Wprost, 30 września 2012), min. mówi -„Adam Michnik powiedział mi kiedyś, że wiele dzięki Generałowi się nauczył, wiele skorzystał na tym, że go Generał wsadził do więzienia- i że dziś jest Mu za to wdzięczny. Chyba rozumiem Michnika”. Że taki „zdolny” i że „wiele dzięki Generałowi się nauczył”- myślę sobie.

Wielce Szanowny Panie Redaktorze Naczelny Gazety Wyborczej. Za rok- 2023, minie 40 lat od napisania tego „listu”. Zachęcam do wyeksponowania „eksperymentu” Generała- więzienia jako „ośrodka nauczania” dla Pana i całej 11 „więźniów sumienia”. Zachęcam do szczerego – jak prof. Karol Modzelewski – do obiektywnego „rachunku sumienia”, do odpowiedzi na pytanie- jak starałem się realizować w latach 1980-1988 moje poglądy wyłożone w tekście „Czas nadziei” („Biuletyn Informacyjny”, wrzesień 1980). Parafrazując Pańskie słowa- byłby to „gest (uznania), maleńka cegiełka budująca honor i godność” – „Wawel Pamięci” Generała, jak uczynił Pan prof. Jerzy Wiatr, który od Okrągłego Stołu przyjaźni się z Panem.

Gabriel Zmarzliński

Poprzedni

Rozczarowanie i śmierć konserwatysty

Następny

48 godzin sport