„Dobro Rzeczypospolitej zawsze mieć przed oczyma” (cz. II)

   „Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do dziejów ojczystych, ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości Narodu”.

  kard. Stefan Wyszyński

    „Prymas był człowiekiem wielkiego rozumu, serca i odpowiedzialności”

    gen. Wojciech Jaruzelski

Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Stefana Kard. Wyszyńskiego trwał od maja 1989 r. Fakt, że gen. Wojciech Jaruzelski złożył w nim zeznania, będąc ciężko chorym – niech będzie dla Państwa zachętą do kolejnego „spojrzenia” na Prymasa Tysiąclecia, jako „duchowego sługi” dobra Polski. Znamiennym wyrazem tej „służby” jest taki fakt. Podczas mszy św. dla Polonii w RFN (1978 r.), jej uczestnicy zaśpiewali „Boże coś Polskę” ze słowami – „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Prymas powiedział zebranym -„Niewłaściwie śpiewacie tę pieśń. Zalecamy w naszych kościołach śpiewanie w oryginalnej treści: Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. Sens tłumaczył tak -„Choć nie wszystko nam się w tej Ojczyźnie podoba, ale jest to nasza Ojczyzna”. Może w „dniach beatyfikacji” warto postawić – dla niektórych obrazoburcze pytania – a czy dziś „wszystko nam się podoba, czy nie jest to dla nas nasza Ojczyzna”? A czy PRL nie powinna być „naszą Ojczyzną” dla młodego pokolenia Polaków, zważywszy – jak mówił Prymas – na „ducha miłości do dziejów ojczystych”. Co my, „dużo starsze” i sędziwe pokolenie możemy tu jeszcze uczynić – pomyślmy!

Prymas o Partii

Nikt zapewne nie zdziwi się, że Prymasowi „ nie podobała się w Ojczyźnie” działalność Partii. Ale nie stawiał na pierwszym miejscu „swobody religijnej”, jak dziś powiedzielibyśmy. Na uwadze miał cele wyższe. Prymas spotkał się z Edwardem Gierkiem w listopadzie 1979 r. Wręczył memoriał – nie konsultowany z Episkopatem, gdzie wytykał błędy, nieprawidłowości w postępowaniu władz.  Rozmawiając z Generałem w Natolinie 26 marca 1981 r., m.in.  stwierdził -„Nie mam powodu do adorowania partii. Ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nic nie zrobił. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. Oczywiste są te racje. Szerszy horyzont patrzenia Kierownictwa Partii na sprawy robotnicze mógłby spowodować uniknięcie wydarzeń w Radomiu i Ursusie. Tak patrząc, można domniemywać uniknięcia groźby interwencji radzieckiej w sierpniu – wrześniu 1980 r., o czym nikt u nas nie wiedział (pisałem „Ściśle tajny dokument”). Dekada lat 80-tych dowodzi, że ta Partia,  choć „chwiejnego zdrowia”, jej reformatorskie skrzydło na czele z Generałem, doprowadziło do Okrągłego Stołu i do historycznych przemian. Ale na początku lat 80- tych pozycja Partii była słaba. 

 Stanisław Kania, na posiedzeniu BP KC PZPR, 8 lutego 1981, złożył relację z rozmowy z Prymasem w dniu 7 lutego: „Wyszyński uważa, że w Polsce musi być silna władza, że Polska jest związana z blokiem socjalistycznym, że musi być partia, która winna sama się regenerować. Jeśli zaś partia miałaby się rozsypać, to wówczas musiałaby powstać nowa partia. On, Prymas Polski opowiada się za obecną partią, ale zmienioną. Partia gwarantuje władzę i spokój”. Kto po 40 latach poda argumenty, dowody, że oceny Prymasa w ówczesnej sytuacji nie miały realnych  i racjonalnych podstaw? Od lipca- homilia na Jasnej Górze, do lutego – czas tej rozmowy wykazał, że przed Partią staje historyczne wyzwanie – „zagwarantować spokój”. Po latach z westchnieniem Generał wypowiedział myśl- gdyby żył Prymas Tysiąclecia, nie doszłoby do stanu wojennego.

Prymas o Polsce i Solidarności.

„Czas Solidarności” narzucił nie spotykane dotąd tempo biegu naszej, polskiej historii. Choć fragmentarycznie pisałem poprzednio – korzystam z Państwa sugestii –  dla chronologicznej ciągłości przypominam te fakty.

Jasna Góra, 26 sierpnia 1980 r.  : 

„W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku. Jeśli się obudzi w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie  odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa. Odpowiedzialność jest wspólna, bo wspólna jest i wina”…

„To wszystko wymaga rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy. Bez tego nie ma właściwego rozwiązania sytuacji, pomimo najsłuszniejszych racji, jakie moglibyśmy przytoczyć” 

„Żądania mogą być słuszne i na ogół są słuszne, ale nigdy nie jest tak, aby mogły być spełnione od razu, dziś. Ich wykonanie musi być rozłożone na raty. Trzeba więc rozmawiać: w pierwszym rzucie wysuwamy żądania, które mają podstawowe znaczenie, w drugim rzucie następne. Takie jest prawo życia codziennego…Musimy mieć roztropność kierowniczą … Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”… 

 „Pamiętajcie, jesteśmy narodem na dorobku. Doszliśmy do wolności przez gruzy. Jeszcze jako nowo mianowany biskup Warszawy szedłem do swojej katedry, prokatedry po stertach gruzów. Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. Ale nie nastąpiło to od razu. Dużo pozostało do zrobienia. Trzeba ciągle zwielokrotniać wysiłek pracy, pogłębiać jej poziom moralny, poczucie odpowiedzialności zawodowej, ażeby nastąpił należyty ład i porządek”…

    Prymas, czując odpowiedzialność za Ojczyznę – wzywał ze „świętego miejsca” do:

– „odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny”. Ta gorzka refleksja, sprawdziła się w grudniu, gdy miliony Polaków, także i strajkujących członków Solidarności stanęło przed widmem śmierci z głodu i zimna. Z goryczą oceniał Generał – gdyby „mitygujące wskazówki… prymasa Wyszyńskiego… Glempa”, zrozumieli „wszyscy działacze Solidarności”, wówczas stan wojenny nie byłby potrzebny. Ze zdumieniem i dozą wstydu, wypada zapytać- czyżby członkowie Solidarności nie znali tej banalnej prawdy, żeby strajkować, protestować czy głosić wzniosłe idee i pisać „patriotyczne narracje”- trzeba być najpierw sytym, najedzonym. A potem-trzeba żyć by głosić romantyczne wizje, mądrze, racjonalnie dążyć do urzeczywistnienia.  Godzi się zapytać działaczy i doradców Solidarności-czy tego nie wiedzieli w latach 1980-1981? Dlaczego wciąż tępy upór Solidarności ma uznanie, a rozum spotyka pogarda?;

– przypominał, że „wspólna jest i wina”, czyli władzy, partii i strajkujących robotników; 

– wzywał do „rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy”. Kto czytelnie wskaże ile razy, gdzie i kiedy cechy te dobitnie wykazywało w praktyce Kierownictwo Solidarności?; 

– uczył MKS i strajkujących, że wykonanie słusznych żądań musi być rozłożone na raty. Czy i kiedy z tej rady Solidarność skorzystała?;

– przypominał przeszłość, gruzy Warszawy! Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. To zarówno „ku pamięci”, jak i przestrodze, by nie spowodować kataklizmu zniszczenia. Tylko władza pamiętała te bolesne doświadczenia. Kto o tym uczciwie mówi młodzieży?

Głos rozwagi i … przygany

    26 sierpnia 1980 r. ukazał się komunikat Rady Głównej Episkopatu Polski, w którym czytamy -„Osiągnięte porozumienia poparte odpowiednimi gwarancjami, powinny zakończyć strajki, aby normalne funkcjonowanie gospodarki narodowej i życia społecznego w pokoju stało się możliwe. Porozumienia powinny być dotrzymane przez obie strony w myśl zasady: Pacta sunt servanda”. Zachęcam Państwa do własnej oceny „dotrzymania” 21 postulatów przez Solidarność i władzę. Odważcie się, „czując błogosławieństwo” Prymasa w „tych dniach” – podzielcie się z  dziećmi i wnukami swoją roztropną i rozważną oceną w „duchu miłości do dziejów ojczystych”.

Podczas posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski, we wrześniu 1980 r., Prymas:

– poddał pod rozwagę myśl – „Nawet w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się naród, trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby nas doprowadzić do krwawych porachunków wewnętrznych i do interwencji obcej. Wolę utrzymywać, że interwencja obcych sił – tanków sowieckich- jest możliwa, choćbym miał się omylić, niż narazić się na to, by choć jeden chłopiec Polski zginął podniecony pewnością, że Moskale nie naruszą granic Polski”. Czyżby ten światły Prymas we wrześniu – miesiąc po podpisaniu porozumień- już przewidywał walkę bratobójczą, „krwawe porachunki wewnętrzne”, które Solidarność inspirowała a nie zdążyła podjąć. Dzięki Generałowi i obywatelskiej postawie Wojska Polskiego, „Moskale nie naruszyli granic Polski” i ani „jeden chłopiec Polski nie zginął”; Kto będzie to pamiętał w grudniu 2021 r.;

– odpowiedział na dezaprobatę jasnogórskiej homilii ze strony części kościelnej hierarchii. „Po pierwsze – to, co mówiłem, uważam za uzasadnione i słuszne. Po drugie – jeśli miałbym jeszcze raz wystąpić, powiedziałbym to samo. A po trzecie – błogosławię waszą roztropność”. Wyjaśnił biskupom – „Jednym się wydawało, że za mało Prymas mówi >pod rząd<, innym znów, że za mało mówi >pod stoczniowców<. Prymas nie mówi ani pod rząd ani pod stoczniowców, tylko do rozumnych dzieci narodu. Narodowi na tym etapie wystarczyło spokojnie, bez złudzeń powiedzieć tylko tyle”.

7 września 1980, Warszawa, spotkanie z Lechem Wałęsą

Tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą …Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Czyżby już wtedy, zaledwie tydzień, po głośnym podpisaniu porozumień sierpniowych i noszeniu Lecha Wałęsy na robotniczych rękach, po mszy św. w Kościele św. Brygidy, Prymas przewidywał brak „roztropności kierowniczej” i „boczenie” się związkowców na „wypełnianie swoich obowiązków”? Faktem jest, że Solidarność postulatów miała mnóstwo, niczym św. Mikołaj prezentów dla dzieciaków. Pamiętam rozmowę z Generałem podczas której wspominał „dobre rady” Solidarności, by tylko władza je realizowała. 

10 listopada1980  Warszawa, rejestracja Solidarności

Prymas delegacji panny „S” radził – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno -zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie … Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”. Warto zapytać KKP Solidarności –  jak w latach 1980-1981 rozumieli „w praktyce” interes Ojczyzny, który w różnych odniesieniach i znaczeniach przywoływał i tłumaczył Prymas? Chyba Naród zasłużył na taką prawdę po 40 latach! 

Warszawa, 19 stycznia 1981 r. 

Tego dnia, Prymas spotkał się z Lechem  Wałęsą i delegacją Solidarności. Wyjaśniał im- „Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata… W sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, przeprowadzenie właściwej linii ku sprawiedliwości społecznej, aby uruchomić wszystkie prawa człowieka, osoby ludzkiej, a szczególnie prawa społeczne, organizacyjne, zawodowe-wymaga nie lada wysiłku, cierpliwości i rozwagi. Wymaga też nieustannego wiązania waszych najskuteczniejszych porywów z dobrem Rzeczypospolitej, które zawsze macie przed oczyma. Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele – trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Czy te słowa Prymasa trafiły do „serca” przewodniczącego, doradców i ekspertów- patrząc z dystansu 40 lat, Państwo sami możecie orzec.

Natolin 26 marca 1981 r.

Działalność Solidarności (jeszcze trwał bydgoski incydent), w rozmowie z Generałem Prymas tak  oceniał -„powinna iść po linii społeczno – zawodowej. Napięcia, które się pojawiają, są wręcz irracjonalne. Ludziom trudno zrozumieć, o co idzie. Solidarność to taki romantyczno – renesansowy prąd. Obecnie jednak następuje infiltracja, aby uczynić z niej ruch polityczny. To jest obce, narzucane z zewnątrz. Wałęsa to rozumie. To człowiek dobrej woli, ale wpływy z zewnątrz, zwłaszcza KOR-owskie, popychają go niekiedy do niefortunnych posunięć”. Były to dla Generała istotne uwagi, głównie odnośnie postrzegania Solidarności w społeczeństwie, roli KOR-u i wpływu jego doradców na przewodniczącego oraz dające wiele do myślenia „wpływy zewnętrzne”. Czyżby Prymas „coś wiedział” o „radach Zachodu” i finansowym wsparciu?

Celną uwagę uczynił odnośnie rolników.„Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania – tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Zrozumienie Generała dla tego wywodu, Prymas odczytał i przekazał jako zgodę władzy!  Wtedy ZSL przyjął z przekąsem. Chciał spokoju na swoim terenie, to oczywiste, tylko szczegół – wieś to nie PGR-y, gdzie byli „pracownicy rolni”, a nie chłopi w tradycyjnym rozumieniu. Ciekawe, co po 40- latach powiedzą ich spadkobiercy – obecne PSL! 

    Warszawa, spotkanie 27 marca 1981

    Dzień po spotkaniu z Generałem, a 3 dni przed generalnym strajkiem okupacyjnym, znów Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą. Radził – „Słuszne wydaje się rozłożenie waszych zadań na raty…Ale na razie najpilniejsza sprawa jest ta, abyście panowie chcąc wiele, nie stracili tego, co macie dziś… To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, ale także roztropność i rozwaga… Wstrzymujemy się od środków tak kosztownych, jakim może być strajk generalny, który tak łatwo jest zacząć, ale skończyć bardzo trudno”. Lech Mażewski spotkanie ocenił jako „uratowanie” Solidarności, choć – „pęd solidarnościowych działaczy do konfrontacji z władzą, został ograniczony jedynie na krótko”.

Warszawa, kwiecień 1981 r.

 Prymas 2 kwietnia spotkał się z delegacją Solidarności „miejskiej” i „wiejskiej”. Radził im – „Musicie teraz uporządkować swoją organizację, umocnić się, stworzyć aparat administracji związkowej, przeszkolić ludzi do tych zadań, dać im wykształcenie z zakresu polityki i etyki społecznej, polityki rolnej, kodeksu pracy, wszystkich obowiązków i praw, które ten kodeks daje. I dalej pracować. Przyjdzie czas, wpierw czy później, że nie tylko postulaty społeczno-zawodowe, ale i inne będą na pewno osiągnięte przez potężny ruch Solidarności przemysłowej i Solidarności Związków Zawodowych Rolników Indywidualnych”. Życzył im „ażeby działali cierpliwie. My w Polsce nie możemy się awanturować, bo nie jesteśmy sami… Możemy powiedzieć, iż obok władzy partyjnej, jest w Polsce władza społeczna. Dowody na to mieliśmy 27 marca. Dzięki Bogu, nie było innego dowodu, a mianowicie zapowiadanego strajku generalnego. Tego należało uniknąć. Chociaż bowiem moralnie jest uzasadnione prawo użycia tego środka przez ludzi broniących się, jednakże zawsze środki muszą być proporcjonalne do zamierzeń, do zadań i osiągnięć … Zawsze układajcie to tak, żeby była ta proporcja  między postulatem, wymaganiem, a środkiem, który się będzie stosowało. Żeby do ptaków nie strzelać z granatów”. Prawda, że ciekawe skojarzenie, „strzelanie z granatów”. Na jak długo zapamiętane, kto z Państwa wie? To podczas tej rozmowy poinformował gości o możliwości rejestracji ich Związku- NSZZ RI, w niezbyt odległym czasie. Stało się to 10 maja.

    Refleksje… na dziś też

Uważna obserwacja poczynań Prymasa i Solidarności, pozwoliła na tę ocenę: Mieczysław Rakowski –Lech Wałęsa i koledzy Słowa prymasa przyjmowali z uwagą, a może i szacunkiem, ale gdy tylko wychodzili z posłuchania, górę brał duch konfrontacji”. Generał „Kościół był bowiem chętnie słuchany, kiedy sprzyjał działaniom skierowanym przeciwko władzy. Wszędzie tam, gdzie starał się powstrzymywać, mitygować- jego możliwości były na ogół ograniczone”. 

Prymas – 27 stycznia1980 r. w „Pro memoria” zapisał taką ocenę – „Nie trzeba zmniejszać czujności Narodu i nie uzbrajać go w awanturniczą gotowość do wszelkich porywów, by nie dopuścić do przelewu krwi. Moskale, dla obrony Bloku i wygodnej linii strategicznej, gotowi są uczynić wszystko, a nawet poświęcić Polskę. Istnieje atawizm historyczny, mający swoją siłę, nie dający się okiełznać. Słowem, nie wolno ryzykować życia młodych Polaków w beznadziejnej walce ze wschodnim mocarstwem, a z pewnością nie należy niczego czynić co mogłoby prowadzić do takiej sytuacji.” Dwa miesiące później, w rozmowie z Generałem użył takiej metafory – „Jeżeli człowiek stoi w jakimś pomieszczeniu, to nie może jednocześnie opierać się o dwie przeciwległe ściany. Kraj nasz znajduje się jak gdyby między dwiema ścianami- germańską i słowiańską. Polska w tej sytuacji powinna opierać się o ścianę słowiańską”. Dyplomatyczny język – „ściana słowiańska”, a jak wiele znaczący i wiele świadczący o wzajemnym rozumieniu! Pozwólcie Państwo „wybiec” tu 2 lata naprzód, Belweder 17 czerwca 1983. Papież tą samą myślą rozpoczyna prywatną rozmowę- „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy”. Tę umiejętność obrony racji Polski, okrywa wzniosłym tytułem- „ale przecież jest Pan także patriotą”! Bądźcie Państwo łaskawi zwrócić uwagę jesienią na krytyków stanu wojennego. Czy dostrzegą to uznanie złożoności sytuacji i mądrości Generała – przez Błogosławionego Prymasa i Świętego Papieża. A druga – „ściana germańska”, co obie niosą dziś.

Kilka myśli Prymasa – pod rozwagę

    Nie ilość decyduje o prawie do bytu, ale jakość tej więzi, która zespala ludzi.

                                    Warszawa, 18 lutego 1957

    Nie ma większego nieszczęścia dla Narodu, jak społeczeństwo zastraszone, milczące, nie zdolne do wyznania prawdy!                        Warszawa, 7 kwietnia 1963

    Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do dziejów ojczystych, ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości Narodu.                                                    Warszawa, Wielki Post 1967

    Jak bardzo trzeba czuwać, aby duch Narodu był zdrowy, miłujący, zdolny do ofiar.

                                    Warszawa, 8 września 1969

    Wielką mądrością jest umiejętność czerpania z doświadczeń przeszłości.

                                    Warszawa,4 października 1970

    Kochać Ojczyznę – to znaczy miłować wszystko, co Polskę stanowi

                                    Warszawa, 22 marca 1972

    Mamy jedną Ojczyznę i jej winni jesteśmy miłość, służbę, ofiarę, a nawet śmierć, gdy Bóg tego zażąda!                                                                               Jasna Góra, 1973

    Nie wszystko jedno, jaka Polska będzie dziś i jutro. Już dzisiaj pracować trzeba dla Polski jutra.                                                                                                  Lublin, 12 listopada 1978

    Polska wróciła do praw wolnego państwa, ponieważ nigdy nie utraciła wiary w swoje prawo do wolności.                            Nadarzyn, 21 września 1980

    Polska jest własnością nas wszystkich. Mamy prawo czuć się bezpieczni w Ojczyźnie. 

                                    Nadarzyn, 21 września 1980

Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa. 

                                    Warszawa, 10 listopada 1980

Życzę, by dzień beatyfikacji skłonił Państwa do wielu refleksji. Proszę o namysł nad taką – naukami i radami kierowanymi do przywódców partyjnych i państwowych, do nas, Polaków – bez względu na wyznane wartości i przekonania religijne – ten mądry Prymas zasłużył nie tylko na „beatyfikację z Rzymu”, a właściwie na kanonizację z woli naszych głów i serc.

Kierownicza rola – jakie porozumienie było możliwe? (cz. III)

„Dziś sprawowanie władzy jest ogromnym ciężarem. Nie chodzi więc o personalne pozycje. Te zdać najłatwiej. To wielka ulga. Nie może być i nie będzie oddana władza socjalistycznego państwa. Tu nie powinno być żadnych złudzeń, żadnego igrania z ogniem”.

gen. Wojciech Jaruzelski

Spodziewam się, że Państwo pamiętają tę myśl – ocenę Generała, z poprzedniego tekstu. Zachęcam do powtórnego przeczytania. Była niezwykle wiele mówiącą w lipcu 1981 r. A czy teraz, po blisko 40 latach nie skłania do poważnej, wieloaspektowej refleksji? Jakiej refleksji?- tej, która jest skierowana wstecz, ku stanowi wojennemu, czyli refleksja z dystansu czasu! Zaś tę „dzisiejszą”, i frapującą, i odczuwalnie wpływającą na nasz codzienny byt i nastrój, i pełną różnych dowcipów – zostawiam do Państwa rodzinnych i środowiskowych dyskusji. A zachęcam do „wycieczki w przeszłość”.

„Ciężar władzy”…

Ta, krótka, żołnierska ocena Generała skłania i do pytania i do refleksji. Skoro to był „taki ciężar”- po co brał, dlaczego teraz, w lipcu nie chce „zdać”? Pytanie dosadne, pozbawione taktu – może się podobać…lepiej późno niż wcale, może ktoś z przekąsem powiedzieć. Nie o to tu idzie. Istotą jest poczucie odpowiedzialności – tej, osobistej i tej „państwowej, obywatelskiej” Generała. Kładę nacisk na to rozróżnienie, choć w przypadku Generała jest ono trudno wyczuwalne, gdyż postępowaniem i życiem utożsamiał je, nie miał „podwójnego oblicza”. To „lepiej wiedzącym” ku szczególnej rozwadze – może czasami mają?

Spróbujmy dokonać krótkiego przeglądu sytuacji. Jest luty 1981 r. Generał stanowczo odmawia objęcia funkcji premiera, pisałem ponad rok temu. Okres luty- lipiec, prawie 5 miesięcy potwierdził racje Generała. Dość wspomnieć – „awantura bydgoska”, obojętność Solidarności na apel o 90 spokojnych dni- jakby to jej głównie nie dotyczyło. A 4-godzinny strajk ostrzegawczy? A dystansowanie się od koncepcyjnych prac nad reformą gospodarczą. A ćwiczenie Sojusz 81, to też dość znaczące „ćwiczenie osobiste” Generała przez marsz. Wiktora Kulikowa i gen. Heinza Hoffmana. A zaraz po tym, na początku kwietnia – znów „ćwiczenie”, łącznie z „egzaminem” w Brześciu. Do tego sytuacja gospodarcza – jest coraz gorzej i nie widać żadnej nadziei na poprawę. „Raport” – pisałem poprzednio tego nie ukrywał, choć nie pozbawiał nadziei na „lepsze jutro”, co Generał wyraźnie akcentował w swoim wystąpieniu (też pisałem). Opracowywana ocena tej sytuacji przez GUS (znana Generałowi „robocza wersja”) – dopracowana i upubliczniona 28 lipca (za I półrocze 1981 r.), też dawała podstawy do oceny- „może być gorzej”. Zgodzą się Państwo, że to wystarczające podstawy by „zdać władzę”.

Należy przypomnieć „list otwarty” KC KPZR do całego KC PZPR. Dlaczego nie do Stanisława Kani, wówczas I Sekretarza i dlaczego „otwarty”, co Państwo myślicie? A fragment „Listu” – „Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski zgadzali się w rozmowach z naszym zdaniem, lecz wszystko pozostaje po staremu, bo nie podejmuje się walki z kontrrewolucją. W tej sytuacji ton kampanii przedzjazdowej nadają siły wrogie socjalizmowi. Nie można wykluczyć, że na IX Zjeździe dojdzie do porażki marksistowsko – leninowskich sił w partii, a nawet jej likwidacji”. I co – miał rację KPZR, czy nie? Odpowiedzcie Państwo – przecież utrata poparcia w wyborach do „nowego KC” przez zwolenników Moskwy, tzw. twardogłowych- to „porażka marksistowsko – leninowskich sił”, mówiąc „ich językiem”- pisałem poprzednio, dowodzi trafności przewidywań Moskwy sprzed półtora miesiąca (list był z 5 czerwca). Nie wstydźcie się Państwo „spojrzeć” na Polskę lipca 1981 r. „oczami Moskwy”, też „oczami Berlina i Pragi” śmiało wyciągajcie wnioski!

A Generał – został imiennie wymieniony w tym liście. Jako „cywil” i „tylko” członek Partii – do tego w czytelnej tonacji zarzutu! „Zgadza się w rozmowach z naszym zdaniem, lecz … nie podejmuje walki z kontrrewolucją”. Jak to odczytać, jak rozumieć – jako kłamstwo czy krętactwo Generała nie nazwane wprost, zastanówcie się Państwo! A może – mówiąc oględnie – kluczenie, stosowanie różnych wyjaśnień, mniej czy więcej przekonujących, a „skłaniających Moskwę” do pomyślenia w naszych, polskich kategoriach o „kontrrewolucji” czyli Solidarności. A „przeforsowanie” wyboru gen. Mirosława Milewskiego do „centrali Partii” (BP, KC), czy nie był to „inteligentny” pstryczek w nos Moskwie („porażka marksistowsko – leninowskich sił”), ale zarazem argument dla Stanisława Kani i Generała w rozmowach z radzieckimi – przecież sami widzicie, że nie usuwamy waszych (radzieckich) zwolenników, są we władzach Partii. Że nie ma ich zbyt dużo – taka była wola delegatów IX Zjazdu. Zechciejcie Państwo „wczuć się” w tamtą – sprzed 40 lat sytuację, pomyślcie, wyciągnijcie odważne, mądre wnioski.

Na ile jestem w błędzie, jeśli powiem otwarcie, wprost, że wyjaśnianie i tłumaczenie radzieckim, także działaczom z CSRS i NRD sytuacji wewnętrznej w Partii, w gospodarce, też w życiu społecznym – przez I Sekretarza KC PZPR, Premiera, członków reformatorskiej grupy w Partii – to była wciąż „słowna obrona i ochrona” Solidarności. Powtarzam z naciskiem i uporem – Solidarności, zarówno jej Kierownictwa jak i „zwykłych członków”. Że było to odkładanie do czasu gdy „gorące głowy” jej doradców choć nieco ochłoną, „może doczołgalibyśmy się do Gorbaczowa”- jak Generał później mówił Papieżowi. To było wciąż szukanie porozumienia, o tym niżej. Wiadomo – nic z tego w 1981 r. nie wyszło.

Dla Generała – ten list był „przywołaniem do porządku” i uszczerbkiem na autorytecie pełnionej funkcji premiera. Ale był też skazą na autorytecie żołnierza, oficera- którą zniósł z pokorą. To była też skaza na autorytecie Wojska Polskiego, do której „przyłożył rękę”. Sądzę, że zgodzicie się Państwo, że te „osobiste drobiazgi”, o których tu piszę, latem, czerwiec- sierpień 1981 r. mało kto „w terenie” Polski zauważył. A po co był ten „otwarty list” KC KPZR, zapytam ponownie? Czy nie liczono, że „ktoś” z działaczy PZPR- także twardogłowych dostrzeże niuanse jego wymowy? A czy nie liczono na „pochwały” Berlina i Pragi, jako efekt oczekiwanej przez nich twardej postawy Moskwy wobec Polski? Pomyślcie Państwo- czy ten „otwarty list” nie mógł się autentycznie spodobać Kierownictwu Solidarności? Przecież każde słowo krytyki władzy i do tego takich „autorytetów jak sąsiedzkie partie” było dla nich jak przysłowiowa woda na młyn! Wiem to, ale po latach – z różnych wariantów rozważań Generała, pozostaję dozgonnie wdzięczny. Przyznawał po latach w rozmowach – „Jest dla mnie policzkiem postawienie przed Sądem”. To było ponowne „przeżywanie” tamtych lat. Jak było bolesne, autentyczne dla Generała, niewielu wie i mogło poczuć Jego cierpienie w latach 2006 – 2008, należałem do nich.

Socjalistyczne państwo… i władza.

Sygnalizowane wyżej okoliczności i późniejsze rozterki wciąż nie dają odpowiedzi na pytanie- dlaczego nie oddał władzy, co więc przesadzało? Nie trzymał się kurczowo stołka- jak dziś niektórzy chcieliby ocenić. Nic z tych rzeczy. Teraz, w lipcu 1981 r. rozstrzygającą racją, czynnikiem było poczucie odpowiedzialności za Polskę, za „socjalistyczne państwo”. Osobiste urazy schodziły na bok. Co więcej- na początku lat 80-tych Generał wierzył, że socjalizm można „naprawić”, zreformować, zdemokratyzować życie wewnętrzne. Dlatego „nie zdał… personalnej pozycji”. Oto ta „tajemnicza” odpowiedź – „wierzył w reformę socjalizmu”, przyznał po latach!

Z tej „państwowej pozycji” i odpowiedzialności Generała proszę spojrzeć na decyzje oraz ustalenia Zjazdu. Generał jest osobą, która uzyskała najwyższe poparcie delegatów Zjazdu – 1615 głosów. Proszę ponownie sięgnąć do cz. I-ej „kierowniczej roli” i wyciągnąć wnioski z wyborów nowego kierownictwa Partii. Przecież ten najwyższy stopień poparcia to także w pewnym sensie uznanie dla wysiłków rządu kierowanego przez Generała, „rozdyskutowania” społeczeństwa nad reformą gospodarczą, choć Kierownictwo Solidarności stało z boku, a tylko członkowie byli nią zainteresowani. Niejako realizowali znane hasło -„socjalizm tak, wypaczenia-nie”. Kto z Państwa w tym miejscu zna odpowiedź na pytanie- kiedy Lech Wałęsa z niego zrezygnował, jak oszukał robotników? Należy zauważyć, że przedłożone Zjazdowi koncepcje reformy, choć wywołały wiele krytycznych dyskusji – o to przecież chodziło ich Autorom – Zjazd przyjął mocą Uchwały, zalecając różne korekty, co oczywiste. To też swoisty „zastrzyk” moralnej zachęty! Proszę też o zauważenie, właśnie w kategoriach „zastrzyku” trzech postaci, wybranych przez IX Zjazd do KC (pisałem wcześniej) – Zofia Grzyb (1476 głosów),brygadzistka z radomskiego „Radoskóru”. Jerzy Romanik, brygadzista w Kopalni Węgla Kamiennego „Siemianowice” (1461 głosów) oraz dyrektor PGR w Głubczycach Zbigniew Michałek, (1433 głosy). Te osoby i ich miejsca pracy, to nie tylko „taka sobie nowość” w KC Partii. To wyraz zyskiwania rozumienia i poparcia reformy gospodarczej, nad którą wciąż trwają prace merytoryczne, to swoiste „zaplecze moralne”, inaczej mówiąc – „siła głosu” klasy robotniczej dla Generała, rządu także i Partii – nie wstydźmy się tego zauważać!

Zastanówmy się – czy w lipcu 1981 r. Generał mógł tego nie dostrzegać, oczywiście – mógł! Ale „patrzył inaczej”- z nadzieją. Tego efektu poparcia społecznego, moralnego nie wolno tak lekkomyślnie zmarnować, liczył, że „Polak z Polakiem” porozumie się, kilka razy mówił Lechowi Wałęsie. Na tym moralnym przekonaniu, jako na jednym z filarów Generał opierał przekonanie o powodzeniu reformy gospodarczej, że „ociągające” się kierownictwo Solidarności stanowczo i wyraźnie poprze reformę. Ktoś może tu krzyknąć- a przecież planował stan wojenny. Oczywiście – planował. Pisałem wcześniej a tu przypominam – jako „ostateczną ostateczność”, to po pierwsze. Opierał się na własnych doświadczeniach frontowych i bolesnych w powojennej Polsce. Po drugie – jako ważny argument w rozmowach z sąsiadami, a Moskwą szczególnie- nie wstydźmy się tego! Przecież naciski Moskwy i sąsiadów na rozprawienie się z „kontrrewolucją” jak oceniano i traktowano Solidarność- wciąż trwały, z różnym nasileniem i przy wielu okazjach, nie wykluczając „wtyczek” i wścibskich pytań, np. pisałem o fakcie wobec gen. Jana Łazarczyka.

Gdy patrzę, oceniam dorobek IX Zjazdu z dystansu czasu i ówczesne rozterki moralne, ale głównie uwarunkowania, które krytycznie oceniał i brał pod uwagę Generał – utwierdzam się w przekonaniu, że ten Zjazd, reforma gospodarczo – społeczna były wtedy swoistą „próbą sił” tak moralnych jak i społecznych – ale wobec Moskwy i sąsiadów – powtarzam, Moskwy i sąsiadów. Dlaczego? Rozumowanie jest takie. Krytykujecie nas, wytykacie nam błędy, ale też mówiąc inaczej – co nie podoba się wam w naszym sprawowaniu władzy – tak jako rządu i Partii wraz z sojuszniczymi stronnictwami (o nich często się zapomina!), choć my – Polacy sami oceniamy się inaczej, co nie znaczy, że łagodniej, pobłażliwie – ale… Tu główny spór idzie o Solidarność, o jej społeczne podłoże, o zrozumienie tych – pisałem kilka razy „zwykłych ludzi”, którymi grupa doradców od początku manipulowała, wprowadzała w błąd! Te krytyczne słowa to efekt wniosków z ocen i wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia – cytowałem je w kilku poprzednich tekstach. Macie Państwo inne zdanie odnośnie Prymasa – dobrze, zbliża się okazja do pogłębionej refleksji. Dlatego – my socjalistyczna władza, my Polacy – chcemy wam, naszym sąsiadom pokazać praktycznie, wyraźnie, że reformy przeprowadzimy, że „dogadamy się”, tylko nam nie przeszkadzajcie, nie podjudzajcie naszych, wewnętrznych oponentów i tej garstki krzykliwych i często zdobywających szerszy posłuch przeciwników. To oni coraz głośniej „tę władzę” uważają za obecnego wroga Polski – słowo wroga świadomie piszę bez cudzysłowu! Powiedział wprost – „ton kampanii przedzjazdowej nadają siły wrogie socjalizmowi. Z tą też myślą użył określenia – „władza socjalistycznego państwa”!
Ta pozycja Generała na Zjeździe to też efekt postawy Wojska, które od 20 lat kształtował – jako szef: GZP WP oraz Sztabu Generalnego WP i MON. W lipcu jeszcze wyraźnie nie widać, ale uważni obserwatorzy życia politycznego w Polsce, w tym reformatorskie skrzydło w Partii już dostrzega rosnący autorytet Wojska, ten „bojowy” i moralny – o jego roli napiszę jesienią br.

Dlatego odpowiadam – biorąc powyższe „za i przeciw” Generał pozostał premierem – „nie zdał tej, personalnej pozycji”. Być może, po przeczytaniu tej części tekstu, niektórzy nie będą „do końca przekonani” o autentyczności przedłożonych argumentów – cóż, każdy ma swoje racje.

Co więcej. przemawiając na IX Zjeździe- zachęcam Państwa serdecznie do przeczytania referatu – podkreślał złożoność i grozę wewnętrznej sytuacji, w dwóch wzajemnie spójnych oraz współzależnych wymiarach – gospodarczym i społecznym. Mówił m.in.- „Jeszcze na początku bieżącego roku, niezbędna dla przywrócenia równowagi w dziedzinie artykułów żywnościowych podwyżka cen. musiałaby wynieść średnio 66 procent. Dziś, dla osiągnięcia tego celu, konieczne byłoby ich podniesienie średnio o 110 procent”. Nie były to więc słowa i prognozy wywołujące zachwyt i poparcie dla władzy i Partii. I nie ukrywajmy też – mogły być i były „paliwem” dla krytyków, oponentów. Dalej mówił – „Szczupłość środków, jakimi będziemy dysponować, każe zwrócić szczególną uwagę na sprawiedliwy ich podział, na konsekwentną realizację polityki socjalnej, której podstawowym zadaniem jest i będzie chronić grupy ludności o najniższych dochodach, o najniższym poziomie życia. Z tą myślą rząd przygotował projekt zmian w systemie rent i emerytur”. Jeśli ktoś z Państwa dziś – po 40 latach te słowa poda w wątpliwość, poczytam jako wyraz rozwagi, namysłu nad ówczesną sytuacją i wnioskami na dziś i jutro! Jednocześnie – mając na uwadze kolejne teksty, proszę sobie postawić pytanie – kto i co stanęło na przeszkodzie, że reforma mocą ustawy nie została przyjęta w 1981 r. Proszę sobie i odpowiedzieć na pytanie – kto i co spowodowało, że stan wojenny został (musiał!) być wprowadzony.

Jakie porozumienie?

Częścią tytułu tej publikacji jest pytanie o porozumienie. Swoisty przegląd przeszkód i szans na jego uzyskanie tak ze strony władzy jak i Solidarności przedstawię we wrześniu br., dla przybliżenia Państwu Czytelnikom dorobku I Zjazdu Solidarności, w jego 40- lecie. Czy było możliwe porozumienie? Chodzi oczywiście o władzę i Solidarność. Ten pierwszy wymiar jest szeroko opisany i skomentowany, jako brak chęci, dobrej woli ze strony władzy i oczywiście słuszne dążenia Solidarności. Taki, błędny, wręcz fałszywy obraz sytuacji w Polsce lat 1980-1981 jest niemal wpojony, wbity w pamięć Polaków. Tu każda wątpliwość, nie mówiąc już „inne zdanie”, jest traktowane jak obraza patriotyzmu, powtórzę – błędnie rozumianego.

Ale jest i drugi wymiar – porozumienie w daleko szerszej skali Polska – kraje bloku wschodniego. Ten wymiar jest akcentowany jako pytanie nie pozwalające uzyskać jednoznacznej odpowiedzi – czy by weszli? Ma on związek, powiązanie, pewną współzależność z wymiarem pierwszym. Zachęcam Państwa do podjęcia próby odpowiedzi na to jedno pytanie.

Igranie z ogniem

Powtórzę słowa ze wstępu – „Nie może być i nie będzie oddana władza socjalistycznego państwa. Tu nie powinno być żadnych złudzeń, żadnego igrania z ogniem”. Dalej Generał mówił – „W naszym bowiem historycznym czasie jedynie ta władza warunkuje narodowy byt – na gruncie socjalizmu i socjalistycznej odnowy… Aby Polska była Polską – musi być współcześnie Polską socjalistyczną”. Po chwili zastanowienia, proszę Państwa o odpowiedź – do kogo były one skierowane? Oczywiste, że do delegatów Zjazdu, do nas, wszystkich Polaków! Dziś, w 2021 r. adresuję je pod rozwagę wszystkim bez wyjątku „krytykantom” PRL. Słowa te – wnikając w ich sens i treść – miały dwóch głównych adresatów, Solidarność i naszych sąsiadów.
Zatrzymajmy uwagę na pierwszym adresacie – Solidarności. Pisałem wcześniej, że do Komisji ds. reformy gospodarczej Kierownictwo wysłało „aż 2 obserwatorów”, mimo prośby, by byli jej członkami. Państwo wiecie, że nie byli – dlaczego, by nie ponosić odpowiedzialności za Polskę. Jak to rozumieć?- pozostawiam Państwu. Pisałem też, że Generał mówiąc o szerokiej konsultacji społecznej reformy, w tym treści projektowanych ustaw, które otrzymała Solidarność, powiedział wprost- „Żałować należy, że zabrakło w niej oficjalnego głosu NSZZ Solidarność”. To warto zapamiętać, gdy pojawią się próby „wciskania ciemnoty”, jak to Solidarność „kochała” Polskę i naród. Pytam otwarcie i dobitnie wszystkich doradców i apologetów Solidarności – na czele z jej Przewodniczącym – czy lekceważenie prac koncepcyjnych nad reformą gospodarczą, która, co oczywiste miała charakter, wydźwięk, znaczenie – nazwijcie jak chcecie!- społeczne, a wy sami takim postępowaniem nie hamowaliście, wręcz niszczyliście szanse realizacji 21 postulatów, tych właśnie robotniczych? Jednocześnie wciąż podsycaliście żądania robotnicze – już kilka miesięcy temu cytowałem fragment raportu prof. Jana Szczepańskiego, że prawie 700 różnych postulatów, podpisanych umów przekroczyło 2-krotnie możliwości ich realizacji. Pytam – o co tu szło- o „dobro robotnika” czy o upadek gospodarczy, społeczny i polityczny Polski? Czy tak trudno było zrozumieć doradcom, ekspertom i Panu Przewodniczącemu znaczenie słów- „W naszym bowiem historycznym czasie jedynie ta władza warunkuje narodowy byt”? A co wam Panowie – mówili Prymas Tysiąclecia i Papież ? Ponawiam pytanie – kiedy zrezygnowaliście z hasła -„socjalizm tak, wypaczenia-nie”? Odpowiedzcie śmiało i odważnie wszystkim Polakom, a szczególnie młodemu pokoleniu teraz – przed 40 – stoma rocznicami porozumień sierpniowych i stanu wojennego.

Zwracam uwagę na szczególnie ważne słowa – „żadnych złudzeń, żadnego igrania z ogniem”. Pytam, czy te słowa nie wywołały potocznie nazywanych dreszczy, „gęsiej skórki” lub zimnego potu? Przecież były to słowa apelu i zarazem ostrzeżenia adresowane właśnie do was Panowie, do milionów członków Solidarności. przecież dal was Panowie eksperci doradcy, także dla Pana Przewodniczącego Solidarności – już po awanturze bydgoskiej, a w czerwcu-lipcu 1981 r. na pewno nie było „żadnych złudzeń”, że rozprawa z „kontrrewolucją”, której domagali się nasi sojusznicy to nic innego jak ból, cierpienie, śmierć was osobiście – w pierwszej kolejności. Czy zwyczajnie ludzkie uczucia i odczucia nawet wobec swoich najbliższych skrywaliście pod zawołaniem „patriotyzmu”? Nie mogę pojąć ani takiego Panów zaślepienia, ani zdezawuowania dla milionów Polaków autentycznie świętego słowa- PATRIOTYZM (celowo piszę dużą literą). Mam świadomość, że wielu spośród was nie chce wziąć do ręki książki pt. „Polska Ludowa”, gdzie na s.467, prof. Karol Modzelewski szczerze przyznał -„Uważałem, że konfrontacja władz ze związkiem, tylko polskimi siłami, jest nie do wygrania. Że jak się zacznie- to nieuchronna będzie interwencja. Zresztą taką rozmowę miałem, prywatną zupełnie z Romanem Zimandem.

Mówiłem mu, że nasze szanse na przetrzymanie polegają na podtrzymywaniu takiej sytuacji, w której polscy komuniści nie będą w stanie sami, własnymi siłami, z nami się rozprawić. A on tak spojrzał na mnie i powiedział, że jest na odwrót – nasze szanse polegają na tym, żeby to polscy komuniści byli w stanie z nami się rozprawić”. Profesor Andrzej Werblan ocenił – „Miał rację Roman Zimand”. Jestem wdzięczny za szczerość Panu Profesorowi. Nakłaniam także Panów, do takiej szczerości – dla rzeczywistego dobra Polski i Polaków, jakkolwiek chcielibyście Panowie sens tego zdania rozumieć i tłumaczyć.

Proszę Państwa o zastanowienie się czym mogły być słowa -„Nie może być i nie będzie oddana władza socjalistycznego państwa”- oczywiście Solidarności, w odniesieniu, rozumieniu przez naszych sąsiadów. Czy były kolejną, oficjalnie „ładnie” brzmiącą deklaracją, a może nawet stanowczą odpowiedzią na krążące insynuacje, że Polska chce wyjść z Układu Warszawskiego, co ujawniają odtajnione dokumenty Stasi (wywiad NRD). A może już stało się „coś”, o czym nikt w Polsce roku 1980, także roku 1981 nie wiedział? I przez dekadę lat 80-tych nie wiedział? Będzie to częścią treści kolejnego tekstu – jeśli Szanowna Redakcja przyjmie do publikacji.

Ściśle tajny dokument i … Apel

„Pamiętam też dobrze brutalne realia, podzielonej Europy i świata. Radzieckie gniewne reakcje na sytuację w Polsce w 1980-1981 roku były tego logicznym odzwierciedleniem. Ale nie zniżę się do koniunkturalnej, tchórzliwej małoduszności, do wypierania się i dystansowania od tamtego sojuszu i ówczesnych przyjaźni”…
gen. Wojciech Jaruzelski

Poprzedni tekst kończyłem nieco zagadkowym pytaniem, że może już stało się „coś”, o czym nikt w Polsce roku 1980, także 1981 nie wiedział? I przez dekadę lat 80-tych nie wiedział. Skłaniała ku temu zbliżająca się kolejna, 41 rocznica porozumień sierpniowych (30-31 sierpnia 1981 r.). Pisałem o tych porozumieniach kilka razy w poprzednich latach na łamach Trybuny, a za ich publikacje serdecznie dziękuję Sekretarzowi Redakcji.

Zapewne pamiętacie Państwo prezentację treści 21 postulatów i „Protokół Porozumienia”, cytowane w różnych kontekstach. Taka ciekawostka-Muzeum Solidarności w Gdańsku, każdego zwiedzającego „wita” wypisanymi na drewnianej sklejce 21 postulatami, od kilku lat będącymi na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Wita też radiowo-telewizyjnym przemówieniem Generała z 13 grudnia 1981 r. I dobrze – niech każdy zwiedzający Muzeum przypomni sobie co mówił i zechce zastanowić się czy po 41 latach te Jego słowa straciły na znaczeniu. Szczególnie teraz – gdy zbliża się 40 rocznica wprowadzenia stanu wojennego, niech każdy z Państwa postawi sobie pytanie – czy Generał „straszył” Polaków, nie mówił prawdy o sytuacji? Znacie Państwo Czytelnicy odpowiedź z własnej autopsji, z przeczytanych różnych publikacji. Powiedzcie naszej młodzieży, wnukom. Zastanawiające, do jakich to skojarzeń i wspomnień ma skłonić każdego zwiedzającego to przemówienie – kontrastujące z homiliami Papieża wygłoszonymi w Gdańsku (pisałem wcześniej). Proszę też zwrócić uwagę, że w całym Muzeum brak wspomnianego „Protokołu Porozumienia”, podpisanego 31 sierpnia 1981 r. przez Lecha Wałęsę i wicepremiera Mieczysława Jagielskiego. Czyżby tak „źle” się kojarzył, skłaniał do „błędnych refleksji”, do poszukiwań – współodpowiedzialności Solidarności za jego realizację… Kto z Państwa zna odpowiedź?

Brutalne realia…

Odwołując się do Państwa pamięci, z naciskiem podkreślam, że sytuacja wewnętrzna w Polsce była ciągle obserwowana i komentowana. Strajkami – dosłownie zachwycał się Zachód. W prasie ciągle publikowane były „wieści z Gdańska”, wywiady i rozmowy z ich uczestnikami. Swoiście podsycano atmosferę informacjami o przedłużających się dyskusjach wobec wciąż przybywających żądań i postulatów. Sensacją – nie tylko medialną – była zamiana Tadeusza Pyki na wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, przewodniczących rządowej Komisji. Różne snuto domysły, wręcz insynuacje, wskazując, że władza albo „coś knuje” albo „coś szykuje” na „wzór” sprzed 10 lat. Nikt nie wierzył wypowiedziom Edwarda Gierka, ani zbyt poważnie nie traktował doniesień z posiedzeń rządu i kierownictwa PZPR. Wtedy Stocznia Gdańska była „centrum informacji”, obserwacji i raportów obcych służb wywiadowczych … CIA także.

Nie próżnowali też nasi sąsiedzi. Dla nikogo trzeźwo myślącego nie powinno być żadną tajemnicą, że Polska była „obserwowana”, co wynikało-jak mówi Generał- z „brutalnych realiów podzielonej Europy i świata”. Zapytam, czy z tych „realiów” miałoby wynikać „wypieranie się i dystansowanie od tamtego sojuszu i ówczesnych przyjaźni”? Nie wstydźmy się i powiedzmy sobie wprost – tego przecież oczekiwali od władzy doradcy Solidarności. Z biegu ówczesnych wydarzeń, o czym Państwo wiedzą – „zainteresowanie” Polską utrzymywało się w Berlinie, po 1953 r. oraz w CSRS, szczególnie po 1968 r. Nasze położenie geograficzne, na „na przeciągu Europy” Wschód – Zachód zapewniało nam nieustanne „zainteresowanie” ZSRR, głównie w aspekcie: polityczno – militarnym i społeczno-gospodarczym. Po wybuchu protestów i strajków latem 1980 r. stało się szczególnie wnikliwe – Jak głęboka, rozległa i „twórcza” była ta „czujna obserwacja”, niech posłuży ten dowód. Tu uprzejmie proszę Pana Tadeusza o zamieszczenie kopii dokumentu CCE 000050 – załączam obok

… Do KC KPZR – ściśle tajne

Proszę raz jeszcze uważnie przeczytać dokument i zwrócić uwagę na datę – „28” sierpnia 1980 roku. Pierwszy szczegół. Dzień w cudzysłowiu- znaczy, że był wpisywany odręcznie, przed doręczeniem głównemu adresatowi. 28 sierpnia 1980 r. czyli na 2-3 dni przed podpisaniem porozumień sierpniowych w Szczecinie – 30 sierpnia (Kazimierz Barcikowski), w Gdańsku – 31 sierpnia, Lech Wałęsa i Mieczysław Jagielski. Co więcej – gotowość użycia wojsk inwazyjnych z Nadbałtyckiego i Białoruskiego okręgów wojskowych wyznaczono od godz. 18.00. 29 sierpnia. Czy ta data była „graniczną” do podjęcia polityczno – wojskowych decyzji wobec Polski? Jakich, konkretnie – nie wiemy, możemy się tylko domyślać. Jest pewne – 29 sierpnia nie zdecydowano o interwencji – na szczęście dla nas! Co przesądziło – może „przecieki” ze Szczecina i Gdańska, że „lada moment się porozumieją”? Wtedy, 28 sierpnia 1980 r., władze, kierownictwo radzieckie najprawdopodobniej zdecydowało o wydzieleniu sił i przesunięciu ich w pobliże wschodniej granicy z Polską. O ich rozmieszczeniu świadczą dane wywiadowcze zachodnich państw, wśród nich satelitarne zdjęcia USA.
O szczególnej tajemnicy świadczą wykropkowane miejsca, gdzie odręcznie wpisane były liczby, nazwy, itp. Na prezentowanej Państwu kopii, są pisane pochyłym drukiem i podkreślone. Cóż zauważamy? Początek tekstu – „Sytuacja w”…odręcznie wpisano – Polska. Świadczy to, że:

– dokument był przygotowywany na bieżąco, zważywszy na rozwój wydarzeń w Polsce, które bardzo uważnie obserwowano, analizowano i wyciągano „na gorąco” wnioski. Stąd może i odręczne wpisy, które w każdej chwili można było stosownie zmienić lub uzupełnić;

– potrzebne dane były wpisywane ręcznie przed podjęciem decyzji. By prawdopodobnie poza autorami i decydentem nikt wcześniej nie znał treści. Czego się obawiano? Może dyskusji w gronie BP KC KPZR, choć taka być musiała, zważywszy na rolę i znaczenie Polski w bloku. A utrzymujące się strajki zapewne wywoływały dyskusje z podstawowymi pytaniami – co zrobią władze PRL, kiedy i czym zakończą się strajki. Jak my mamy się zachować? Dywagacje mogły być skrajnie różne – czekać, pamiętając Węgry i CSRS, ale będąc gotowym do „akcji” w każdej chwili. Właśnie – „akcja wojskowa” mogła być w tym momencie „wiążącą tajemnicą”. A może „przeciek”? Nie zapominajmy, w KC KPZR były osoby spokrewnione z Polakami, np. Bajbakow (babcia Bajbakowska), przyjaźnili się i sympatyzowali z nami, o czym dobrze wiedziano. A wywiady zachodnie, np. USA? Zbigniew Brzeziński kilka razy mówił – „w Sztabie Generalnym mieliśmy swojego człowieka”;

– dokument powstawał w toku – podkreślę – przedłużających się strajków i negocjacji. Jaki stąd wniosek- że wtedy nie widziano w Moskwie szansy na szybkie zakończenie i porozumienie między strajkującymi a władzą, podkreślam- porozumienie;

– autorami dokumentu wraz z projektem decyzji dla KC KPZR, było pięciu czołowych działaczy: Michaił Susłow, Andriej Gromyko, Jurij Andropow, Dmitrij Ustinow i Konstantin Czernienko. Nie można wykluczyć, że powstawał na bieżąco i z inicjatywy Leonida Breżniewa, że im szczególnie ufał. Dwaj spośród nich – Andropow i Ustinow, 8 miesięcy później, w dniach 3-4 kwietnia, w Brześciu przeprowadzili ze Stanisławem Kanią i Generałem długą, rzeczową i poważną rozmowę. Pisze o niej Generał w książce „Stan Wojenny”(rozdział „Lot i lądowanie”), gdzie m.in. zwarł taką refleksję – „Bardzo wielu Polakom można postawić piątkę za brawurę. Natomiast wielu polskich polityków- jak wykazały nasze dzieje – zasłużyło na dwójkę z historii i geografii. Płaciliśmy za to nieraz najwyższą cenę. My nie chcieliśmy jej zapłacić”. Czytając ten dokument, o którym w kwietniu 1981 r. nic nie wiedział ani Generał, ani nikt w Polsce – warto się zadumać- czy nie „musiałby płacić”, a głównie my – Polacy, być może już jesienią 1980 r. Co przesądziło, że obyło się bez rozlewu krwi – niech Państwo pomyślą. Gdyby weszli – zapewne sami, co wynika z formy tajności dokumentu. Z udziałem sąsiadów, groziło nam rok później. Tu celowo pomijam reakcję Zachodu, która rzekomo miałaby „hamować zapędy” ZSRR. To zwykła fantasmagoria, napiszę niebawem osobny tekst. Tu wspomnę taki zastanawiający fakt, o którym powiedział mi Pan prof. Jerzy Wiatr. A mianowicie. W marcu 1981 r., gdy był na konferencji w Washingtonie, spotkał się z pracownikiem Departamentu Stanu odpowiedzialnym na sprawy polskie, którym był Dale Herspring. „W czasie rozmowy przedstawił pewien aspekt sytuacji. Jak mówił, Departament Stanu popiera reformatorskie zmiany w Polsce, ale ma do czynienia z grupą doradców prezydenta Ronalda Reagana, którzy uważają, że należy przeć na zaostrzenie sytuacji i interwencję radziecką, gdyż interwencja taka skompromituje ZSRR i osłabi jego pozycję w świecie… Rozumiałem, że to niezwykłe jak na zawodowego dyplomatę wyznanie ma na celu poinformowanie polskiego kierownictwa i po powrocie do Polski przekazałem tę informację polskim władzom… Wielu działaczy dawnej opozycji demokratycznej z oczywistych powodów politycznych neguje obecnie istnienie radzieckiego zagrożenia. Wyobrażam sobie, jakie wrażenie zrobiłoby, gdyby ta informacja została wówczas ujawniona publicznie”.

„Na wypadek wojskowej pomocy”

Przeczytajcie Państwo raz jeszcze – „Uwzględniając powstałą sytuację, w celu stworzenia zgrupowania wojsk na wypadek okazania wojskowej pomocy PRL”. Zastanawiające jest, że:

– radzieccy nie przewidują innej „pomocy”, np. dostawy niezbędnych surowców, czy też udzielenia pożyczki finansowej. Przecież wiedzieli, że strajki 1970 r. zakończyło użycie sił MSW wspieranych przez Wojsko. Leonid Breżniew proponował Władysławowi Gomułce pomoc wojskową, w gotowości byli Czesi. Rozlew krwi, łzy, ból i rozpacz zakończyły Grudzień ’70, bez pomocy sąsiadów. Dlaczego w 1980 r. taka „pomoc” miałaby być „niezbędna”?;

– radzieccy liczą i kalkulują użycie siły, a nie partyjnych czy politycznych perswazji. Raz jeszcze proszę się nad tym zastanowić -„jedyna pomoc”, to siła zbrojna! Dlaczego tak- nie znam odpowiedzi. Domyślam się, że mógł to być wniosek -„nauka” dla Kremla z „Praskiej wiosny”. Tak wobec Polaków byli czujni i przewidujący, że sytuacja może się zaogniać, a nie łagodnieć. Bogatsi o późniejszą wiedzę, odpowiedzcie sobie Państwo szczerze – na ile radzieccy mieli rację. Solidarność doprowadziła do konieczności – powtarzam konieczności użycia siły, na szczęście – powtarzam dla-Solidarności i dla wszystkich Polaków, dla Polski. Była to „siła własna”, MSW i Ludowe Wojsko Polskie.

Dwie, ważne oceny

Pierwsza-Solidarność. Przeczytali Państwo-„po stronie sił kontrrewolucyjnych”. Choć nie była jeszcze znana oficjalna nazwa protestującego i jednocześnie powstającego nowego związku zawodowego robotników, już nazwany został kontrrewolucyjnym. Zapewne z uwagi na sposób działania – strajki, które wówczas w bloku wschodnim były nie do pomyślenia oraz zgłaszane postulaty i żądania. Te stały w sprzeczności z głoszonymi zasadami marksistowsko- leninowskiej partii klasy robotniczej. Znacie je Państwo i wiecie że wtedy rozmowy, negocjacje nie przyniosły uspokojenia sytuacji bez użycia siły. Podjudzający wpływ Zachodu, choć zbywany milczeniem w Polsce jest nie do pominięcia przy próbie obiektywnej oceny. Powtórzę – pokazały to przykłady NRD, Węgier i CSRS. Dlaczego w Polsce miałoby być inaczej? Marszałek Wiktor Kulikow, podczas konferencji naukowej w Jachrance (1997), m.in. mówił – „w Związku Radzieckim, a tym bardziej w Komitecie Centralnym, wszyscy oceniali Solidarność jako kontrrewolucję, jako ruch skierowany przeciwko władzy, któremu trzeba podjąć odpowiednie kroki. Dlatego nie ma co kręcić i mówić inaczej” („Wejdą – nie wejdą”, Wyd. ANEKS 1999 rok). Ta konferencja, to mało znany fakt, napiszę osobno. A przecież w Polsce „mogło być inaczej”, gdyby Solidarność chciała posłuchać chociażby rad i wskazówek Prymasa Tysiąclecia, nie mówiąc już o własnej, rozumnej ocenie ówczesnego podziału świata na dwa przeciwstawne bloki polityczno- militarne i położenia właśnie w „tym podziale” Polski. Pisałem to już kilka razy w różnych kontekstach.

Druga- „ w wypadku wystąpienia po stronie sił kontrrewolucyjnych, zasadniczych sił Wojska Polskiego”. „W wypadku”… czyżby tu liczono na „wariant czeski”, były podstawy do takich złudzeń? Co tu zastanawia? Kierownictwo radzieckie liczyło się ze zbrojnym oporem i to po stronie tych „sił kontrrewolucyjnych”- czytaj- w obronie strajkujących! Radzieccy wystawiają – chyba w sposób nie zamierzony jak najlepszą opinię naszemu Wojsku. To świadectwo więzi z narodem, patriotyzmu, poczucia odpowiedzialności za Naród i Państwo. Te przymioty poznali podczas wielu wspólnych ćwiczeń wojsk Układu Warszawskiego i szkoleń, także ich kadry w polskich akademiach wojskowych od 1970 r. To także autentyczna zasługa Generała, od 1960 r. na różnych kierowniczych stanowiskach w MON. O roli Wojska w stanie wojennym napiszę oddzielnie. Tu podkreślam – to ocena radzieckich, jaką wystawili w sierpniu 1980 r. Generał był wtedy „tylko” szefem MON. Niech się nad tym zastanowią działacze, doradcy i eksperci oraz politycy, którzy chętnie – z poparciem apologetów zwących się historykami, odsądzają Ludowe Wojsko Polskie od przysłowiowej czci i wiary. Przecież miliony Polaków pamięta ustawę o obniżeniu i pozbawieniu emerytur członków WRON, różne próby degradacji Generała, itp. To uwaga dla wszystkich, którzy służbę oficerów w tym Ludowym Wojsku, pogardliwie oceniają jako „służalczą” Moskwie, pozbawioną patriotyzmu.
Proszę zauważyć w tym dokumencie: radzieccy początkowo kalkulują wprowadzenie do Polski 4 dywizji, a zważywszy, że Wojsko „może”? bronić strajkujących, zakładają wzmocnienie sił o kolejne 5-7 dywizji, łącznie 9-11 dywizji. Spodziewana wojskowa obrona strajkujących, nie skłania ich do cofnięcia się przed użyciem siły zbrojnej, a odwrotnie – jej zwiększenia. Byli aż tak zdeterminowani, żeby zdławić, „utopić we krwi” strajkujących, ich związek zawodowy, który nazywali „kontrrewolucją”- bez wzglądu na koszty. Co ich powstrzymało? Czy uświadomili sobie uwikłanie w krwawe powstanie narodowe, trwające wiele lat? Osłabienie i potępienie pozycji w bloku i na świecie? Czy to nie daje Polakom wiele do myślenia – nawet po 40 latach?

Skąd się wziął ten ściśle tajny dokument? Otóż – podczas międzynarodowej konferencji naukowej w Jachrance (8-10 listopada 1997 r.), zajmującej się wewnętrznymi i zewnętrznymi uwarunkowaniami kryzysu lat 1980-1982 w Polsce, ujawniono wiele różnych dokumentów, m.in. wywiadu USA oraz z archiwów ZSRR – napiszę w kolejnych tekstach. Wśród nich był właśnie ten ściśle tajny dokument – wniosek do KC KPZR. Jest w książce „Sztab Generalny WP 1918 -2003”,Wyd. Bellona. Proszę zauważyć – ujawnienie nastąpiło w 16 lat po stanie wojennym.

Kilka refleksji

Proszę w tym miejscu o „namysł historyczny”. W II RP wielokrotnie podczas protestów lała się i robotnicza i chłopska krew. Jak obliczyli historycy, zginęło ponad 800 osób, w całym 20-leciu międzywojennym. Czy władza była tak znienawidzona, czy uzyskanie porozumienia i ustępstw było tak trudne, wręcz nie możliwe? Przecież wtedy nie było „komunizmu”. Po wojnie mamy inny ustrój. I znów można powtórzyć te pytania, pamiętając wydarzenia poznańskie1956 r., potem Grudzień ’70. Wstyd mi w tym miejscu napisać dosadny, bolesny dla wielu wniosek – do strajkujących w Polsce przemawia tylko użycie siły. Tak się nie stało w 1976 r. i sierpniu 1980 r. Edward Gierek dotrzymał słowa nie kwapił się do „siłowego rozwiązania”, Generał także nie. Ale „Bydgoszcz” pokazała „rogi”, w grudniu 1981 r. nie obeszło się bez użycia siły, ofiar, łez i rozpaczy. Smutne, ale prawdziwe. Czy musiało tak być? Czy „winna” jest „natura” ludzka czy ustroju ? Przecież władzę w każdym ustroju także sprawują konkretni ludzie, którzy z czasem stają się znienawidzeni, tego nawet nie zauważają i sięgają „po siłę”. Kiedy u obywatela, zwykłego człowieka rodzi się złość wobec władzy, a próby porozumienia nie są skuteczne i „wchodzi siła”, z nią rozlew krwi. Co jest tu wspólnym mianownikiem – nienawiść, wrogość? A dlaczego po obu stronach rozum, rozsądek jest tak słaby i tylko niekiedy zwycięża? Czy możliwe jest wychowanie „człowieka porozumienia, ugody” i teoretyczno – praktyczne wypracowanie ustroju służącego ludziom, człowiekowi? Kto zna odpowiedź?

Apel

Przeżywać będziemy dni 41 rocznicy podpisania porozumień sierpniowych w Szczecinie i Gdańsku. Niech skłonią nas wszystkich, bez względu na wyznawane wartości i przekonania, do ludzkiego namysłu nad istotą i sensem życia, bez którego nie byłoby marzeń ani o niepodległości i wolności, ani o sprawiedliwości, o niczym.

Zwracam się do Pana Prezydenta Lecha Wałęsy – laureata Pokojowej Nagrody Nobla o osobisty przykład porozumienia ponad podziałami i urazami z przeszłości. A na dowód tego – o przekazanie symbolicznej złotówki na Instytut Szpital Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Generał – inicjator jego budowy, w czerwcu 1982 r. m.in. mówił – „dawno już powinien stanąć na naszej ziemi, aby świadczyć o patriotycznej ofiarności polskich matek. O ich niezapomnianym wkładzie w przetrwanie naszego Narodu, w jego uporczywą, bohaterską walkę o wolność i zwykłą, człowieczą sprawiedliwość…Że dają z siebie przez całe lata poświęceń i trudu, tę codzienną matczyną krzątaninę, której historyk nie wymierzy, lecz bez której żaden polski dom nie byłby domem”…

To Pan, Panie Prezydencie – w 2007 r., gdy zapowiedziano proces sądowy Generała za stan wojenny, był „przeciwny wszelkiej wendecie i doraźnej sprawiedliwości”. Przypominał, że „Jaruzelski nie był zobligowany do zawarcia porozumienia z Solidarnością, a jednak to zrobił… Sowieci dla Polaków byliby z całą pewnością gorsi od Jaruzelskiego”. Proszę Pana o ten apel do wszystkich uczestników tegorocznych obchodów Sierpnia, do wszystkich Polaków.

Ośmielam się skierować słowa prośby o wsparcie szlachetnej postawy Pana Prezydenta do wszystkich członków Kierownictwa Solidarności, także Pana Piotra Dudy, w okresie tych minionych 40 lat. Szczególnie imiennie do Panów: Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka, Bogdana Borusewicza, Aleksandra Halla, Donalda Tuska i Adama Michnika-jako uczestników Okrągłego Stołu i rzeczników prasowych: Panów Janusza Onyszkiewicza, Andrzeja Celińskiego. Do wszystkich ekspertów, doradców, działaczy – wśród nich Panów Waldemara Kuczyńskiego, Józefa Piniora i Andrzeja Rozpłochowskiego, członków NSZZ Solidarność w okresie istnienia. Ceniąc i krzewiąc szczytne wartości dajcie Państwo przykład, że można „różnić się mądrze”.

Raz jeszcze – mając w pamięci opublikowane już teksty z prośbą o wsparcie tego Szpitala, ponawiam ją. Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Niech to będzie Państwa szlachetny gest, cel który przywraca nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych i cierpiących. Jako wyraz naszej, polskiej „mądrości przed szkodą”, porozumienia ponad podziałami. Jako wola stłumienia tlącej się wciąż tamtej nienawiści, w roku 40 – ej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.

Kierownicza rola partii (cz. II)

„Reformy, których katalizatorem stał się protest robotniczy z lata 1980 roku, przebiegały początkowo pod hasłem >socjalizm – tak, wypaczenia- nie<. Rok 1981 to była wstrząsająca >droga przez mękę<, jaką szła polska gospodarka i zmaltretowane społeczeństwo… Ówczesny system gospodarczy nie był efektywny, nierzadko nawet marnotrawny. Z kolei nasza społeczno-ekonomiczna filozofia, była silnie zorientowana na bezpieczeństwo socjalne. Zderzało się to z realiami ówczesnej sytuacji gospodarczej. Nie dopuściliśmy jednak do obniżenia tzw. spożycia zbiorowego. Słowa zaś: >klasa robotnicza<, >robotnicy<, >obrona ich interesów<- była na sztandarach partii, i Solidarności. Wyrywano więc je sobie – mówiąc obrazowo – nawzajem z rąk. Obecnie słowa te nie pojawiają się w ogóle, lub wypowiadane są tylko półgębkiem. No cóż – jednych >murzyn< zawiódł, dla drugich zrobił swoje<”.

gen. Wojciech Jaruzelski

Pierwsze miesiące tej „drogi przez mękę”- jak mówił Generał, przedstawiałem Państwu w kilku poprzednich tekstach. Tu mam świadomość, że wiele z przytoczonych tam faktów zdążyło- co naturalne- ujść z pamięci. Liczyłem się z tym, przyjmując koncepcję publikacji na rok 2021. Ponieważ jest to rok 40-lecia wprowadzenia stanu wojennego, logicznie nasuwała się taka ich myśl przewodnia: pokazać Państwu Czytelnikom obszary, sfery działań, sytuacje i okoliczności, przez które, dlaczego, i jak doszło do stanu wojennego. Czy musiało do niego dojść, czy było możliwe jego uniknięcie? Stąd – też logicznie – wynikał sens koncentrowania uwagi Państwa na okresie lat 1980-1981. Wstecz można było sięgać myślą i pamięcią, co uczyniłem w 230 rocznicę Konstytucji 3 Maja. Ale wychodzić do przodu, poza rok 1981 – nie. Zakładałem swego rodzaju „pamięciową kurtynę”, choć wiemy co było przez te 40 minionych lat. Skutkiem tego założenia jest potrzeba nawiązywania do poprzednich publikacji, by zachować chronologiczną ciągłość opisu faktów i myśli. Liczę-podobnie jak poprzednio- że Państwo okażą mi wyrozumiałość a stąd także i Pan Sekretarz Redakcji. Jest ona niezbędna w tym tekście. Proszę jeszcze raz przeczytać drugą część sentencji Generała. Odnosi się ona do lat 1980-81 i oczywiście późniejszych. Stan…zadłużenia gospodarki Nikt nie próbuje podważać tezy, że strajki lipcowo- sierpniowe wybuchły na podłożu gospodarczym, szerzej-ekonomicznym.

Przywołuje się też wydarzenia radomskie w 1976 r. oraz w Ursusie i inne o mniejszej ale głośnej skali i wymowie. Dla wielu osób- będących w znaczącej mniejszości ta interpretacja nie jest do końca jasna. Przecież „dekada Gierka”- przypomniał ją na łamach Przeglądu (nr 31, z 26.7-1.8. 2021) red. Robert Walenciak, dziękuję za cenną publikację – „To lata 70, najmocniej zmieniły Polskę”, jak pisze- „uruchomiły gigantyczne pokłady ambicji i energii, które wcześniej były gdzieś przyduszone”. Te „pokłady” – trzeba przyznać- wykorzystała dość umiejętnie w 1980 r. i nadal podsycała Solidarność. Jednocześnie znane perturbacje na rynku zaopatrzeniowym w niektóre towary eksponowano jako dowód nieudolności władzy, np. braki w dostawach cukru, mebli. Jest w tym wiele prawdy. Konsekwencje za ten stan poniósł Piotr Jaroszewicz, który kierował rządem niemal przez całą dekadę Gierka. 18 lutego 1980 r. został usunięty ze stanowiska premiera, rok później-wykluczony z Partii. Uzasadnienie zarzuca „lansowanie przekraczającej możliwości kraju, niespójnej wewnętrznie polityki inwestycyjnej, powiększania zadłużenia kraju i forsowania niedojrzałej koncepcji zmiany cen w 1976 roku”…, a także z powodu „apodyktycznego stylu kierowania, podejmowania pochopnych decyzji gospodarczych i kadrowych oraz ignorowania opinii partyjnej i nieliczenia się z głosami krytyki” (pisała Trybuna Ludu, 6 lutego 1981). Warto przypomnieć, że w latach 1971-1980 Polska zaciągnęła kredyty w wysokości ok. 39 mld. dolarów. Natomiast spłaty rat kapitałowych i odsetek wyniosły ok. 25 mld. dolarów. Pod koniec lat 70. głównym przeznaczeniem nowych kredytów, była spłata starych. Tak np. w 1980 r. zaciągnięto 8,7 mld. dolarów kredytu, z czego na spłatę poszło 8,1 mld. Mimo to, na koniec 1980 r. zadłużenie wyniosło 24,1 mld. Gospodarka polska znalazła się w tzw. pułapce zadłużenia. Z czego to wynikało? Przyczyn było kilka, a pierwszą: drakońskie procenty od kapitału i odsetek, sięgające okresowo nawet 18-20%. Tak „bogato” Zachód nas „kochał”, głównie Edwarda Gierka. Błyszczał na salonach Belgii, Francji, Ameryki. Prześcigano się w kadzeniu mu, ustawiały się kolejki kredytodawców. Taka ciekawostka.

W 1980 r. zorganizował spotkanie w Warszawie Leonida Breżniewa z Valerym Giscardem De Estaing. Natomiast Helmut Schmidt, Kanclerz RFN mówił, że chętnie by go widział w swoim rządzie. Wszyscy chcieli go uścisnąć. Należy tu postawić pytanie- czy te kredyty zostały przejedzone? Robert Walenciak we wspomnianym tekście podaje liczbę 557 nowo wybudowanych przedsiębiorstw, m.in. ok. 2,5 mln. mieszkań , w których dziś jeszcze – 2021 r. mieszka ok. 20 % Polaków. Podaje też, że w tym roku Ministerstwo Finansów szacuje nasze zadłużenie na ok. 1,479 bln. zł. To znaczy, że każdy Polak- od oseska po staruszka, jest zadłużony na ok. 39 tys. zł. Pisze, że „ponad jedna czwarta tej kwoty, to zadłużenie lat 2020/2021. Aż się prosi zapytać: co za te pieniądze zbudowano? Kiedy więc był czas przejadania kredytów, a kiedy inwestowania?” Zachęcam do czytania Przeglądu i Trybuny. Życzmy sobie nadal dobrego samopoczucia! Niektóre przypomnienia… Ponad rok temu, w kwietniu 2020 r., przypomniałem 10- punktowy pakiet rządu, gdzie na czołowych miejscach Generał w ekspose postawił „zaopatrzenie ludności w podstawowe artykuły, przede wszystkim w żywność…kontrolę cen detalicznych… walkę ze spekulacją … złagodzenie problemów ochrony zdrowia… zaopatrzenie w leki… walkę z patologią społeczną i budownictwo mieszkaniowe”. Tu wspomnę, niektóre Państwa reakcje na tę część tekstu. Nie powinniśmy się dziwić np. spekulacji, gdyż mamy ją we krwi, nauczyły nas tego lata zaborów i okupacji. Brak towarów z jednej strony, z drugiej napływ pieniądza także za strajki- powodował „walkę o żywność”, której w lutym 1981 r. jeszcze nie było widać, a pół roku później, tak. Kto z Państwa pamięta „słynne” marsze głodowe-proszę opowiedzieć o nich dzieciom i wnukom. Odnotowałem słowa uznania za troskę o leki i ludzi chorych- odniesienia do przypadków obecnie kompromitujących, pomijam. Nie pozostawili Państwo Czytelnicy przysłowiowej suchej nitki na budownictwie mieszkaniowym w III RP.

Prawdą jest, że „czasy się zmieniły”, a „prywatne wille upiększają Polskę”- literacko opisała Pani Czytelniczka, prosząc o przekazanie słów uznania Córce Generała (za takiego Ojca) i Redakcji Trybuny. Myśl przewodnią tego „planu” powtórzył Generał w „Apelu o 90 spokojnych dni”, gdzie „troskę o cele społeczne” postawił na pierwszym miejscu. Pytałem tam Państwa, jak Solidarność zareagowała, co czyniła by przynajmniej nie przeszkadzać w realizacji, choć logicznym była pomoc poprzez pracę i dyscyplinę społeczną. Z uwagą słuchałem niektórych tonujących głosów, wypowiedzi i komentarzy, głównie akcentujących początkowy okres „premierostwa” Generała. Krótka wymiana myśli i ocen sprowadzała się do faktu, że wojskowy stanął na czele rządu , a to mogło „pachnieć” przykładem Marszałka. Ale wyraźny był akcent na autorytet Wojska wśród społeczeństwa-chyba mówili to rezerwiści, dzieląc się wspomnieniami sprzed lat, gdy w rodzinne strony przyjeżdżali na przepustki. Zachęcałem i nadal zachęcam Państwa- podzielcie się swoimi refleksjami i wrażeniami z młodzieżą. Zechciejcie Państwo przypomnieć tamten trudny czas, tę „drogę przez mękę”- powtórzę, na łamach Trybuny. Zbliża się 40 rocznica stanu wojennego, więc warto „żywe słowo” utrwalić ku pamięci potomnych, a także okazać szacunek tym, którzy codzienną pracą i Służbą na każdym stanowisku nie dopuścili do „większego zła”, do… Choć skupiłem Państwa uwagę na pierwszych tygodniach po „Apelu o 90 dni”, jednakże nie poprzestanę na tym. Minęło zaledwie 5 tygodni i był „Bydgoski wstrząs”- postawił Polskę na krawędzi wewnętrznej, bratobójczej walki. Tu jestem nieprzejednanie uparty- to Solidarność, tak zaślepione swą nieomylnością Kierownictwo, a głównie skrajna grupa doradców – proszę jeszcze przeczytać odnośne teksty i zwrócić uwagę na ostrzeżenia i przestrogi Prymasa, jego rady. Proszę dostrzec wysiłek rządowego zespołu związkowego, gdzie Mieczysław Rakowski i Stanisław Ciosek wynegocjowali, wręcz zmusili Lecha Wałęsę, by Solidarność odstąpiła od powszechnego strajku, poprzestała na ostrzegawczym 4-godzinnym. Piszę złośliwie-„łaskawie” poprzestała! Dlaczego, bo wciąż wielu nie rozumie, że to mogło skończyć się męczeńską śmiercią wielu „zwykłych – Bogu ducha winnych” członków Solidarności i nie tylko w Bydgoszczy. Powiem wprost-denerwujące są słowa – „przecież Wałęsa sam zdecydował”…Nie zamierzam umniejszać zasług Noblisty. Wiem-to efekt dzisiejszej propagandy po „obchodach rocznicy” w Bydgoszczy – jedni podnoszą „zasługi” pana Jana Rulewskiego, inni pana Lecha Wałęsy albo na odwrót. Nie mam zamiaru brać udziału w tej „mieszaninie narracji”. Upominam się o rozsądek o trzeźwość oceny sytuacji po latach! O odpowiedzialność za „żywych ludzi”! „Trzeba rozpatrywać najgorsze scenariusze”- znacie Państwo Autora tej oceny. Uparcie pytam- czy ta „odpowiedzialność” spoczywała tylko na Jaruzelskim, Ciosku, Gduli, Chocholaku, Rakowskim, Barcikowskim, Kani …a na Borusewiczu, Modzelewskim, Gwieździe, Rulewskim, Celińskim, Frasyniuku – to nie?

Domagam się poważnej i rzetelnej oceny- podkreślam- zasług strony rządowej w uratowaniu Polski, a Solidarności głównie przed zabiciem, zmaltretowaniem pewnej liczby jej członków w marcu 1981 r. Pytam- kto wykluczy, że wtedy mogło paść pytanie z Moskwy- czy towarzyszu Jaruzelski w 48 godzin zaprowadzicie w Bydgoszczy spokój? Co wtedy, kto zna odpowiedź? A gdyby na próby tłumaczenia sytuacji, wyjaśniania okoliczności zgromadzenia ludzi przez np. wprowadzenie ich w błąd, padł rozkaz- towarzyszu Władysławowiczu, Wojsko ma zostać w koszarach, wszystkim zajmie się towarzysz Kulikow- słuchawka została odłożona. Co wtedy, kto zna odpowiedź? Co miałby zrobić Generał…wydać rozkaz Wojsku … pozostania w koszarach… wyjścia i „przeciwdziałania” czyli „walki, strzelania do sojuszników”? Popełniłby samobójstwo. Kto byłby winien rozlewu krwi? Piszę te słowa z bólem i goryczą, jako przywołanie pamięci kilku rozmów z Generałem w latach 2006-2008, by Państwu możliwie krótko odpowiedzieć na refleksje, myśli, wnioski, które przy wielu rozmowach „krążą wokół Bydgoszczy”. Dziękuję za dzielenie się przemyśleniami po każdym tekście, za wyrazy zachęty, ale wspomnień nie będę pisał … Miłej Pani Czytelniczce odpowiem-nie wiem kto i kiedy odważy się w Polsce postawić pomnik „chwały rozumu i rozwagi Polaków w latach 1981-1990” z Generałem w tle… Wracam do głównego wątku. „Po Bydgoszczy” różne strajki, protesty, okupacje żądania- wciąż trwały. Generał zabierając głos na posiedzeniu Sejmu12 czerwca 1981 r., ocenił to krótko – „Rząd pod >pistoletem strajkowym<, zajmując się wciąż różnymi punktami zapalnymi, nie może efektywnie spełniać swej funkcji”. Odpowiedział też górnikom na ich strajki – „Mówi się węgiel to >czarne złoto<. Dziś trzeba powiedzieć inaczej – węgiel to nasz tlen. Bez złota można żyć. Bez tlenu nie”. Podał taki przykład- za 1 mln. ton moglibyśmy zaimportować ok. 40 tys. ton masła, co zaspokoi rynek na 1,5 miesiąca. Węgiel był dla nas „atutem eksportowym”, od lat 20-tych. Wtedy po „strajkach węglowych”, Polska weszła na rynki w Skandynawii i W. Brytanii. Za węgiel w Szwecji kupiliśmy działa dla baterii na Helu i przeciwlotnicze Boforsa, słynne z 1939 r. Zaczęliśmy te rynki tracić wiosną 1981 r. Kto pamięta „zachwyty” nad blokadą portu w Gdyni? Proszę też sięgnąć do tekstu- „Solidarność szła” i przypomnieć sobie słowa Lecha Wałęsy – „Tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie… Nie będziemy wysuwać programów politycznych”. Można z rozrzewnieniem wzdychać i nawet sobie zaśpiewać – „ale to już było”…Lato temu sprzyja. Przed Zjazdem Wystąpienie Generała w Sejmie 12 czerwca 1981 r., zachęcam do uważnego przeczytania – nie było czarnowidztwem. Poselskie głosy dały asumpt do opracowania na potrzeby delegatów IX Zjazdu – „Raportu” o stanie gospodarki. Jedną z głównych jego pozycji był stan gospodarki za I półrocze, opracowany przez zespół wicepremiera Janusza Obodowskiego (szef Operacyjnego Sztabu Antykryzysowego). Zawierał „rozliczenie” z realizacji priorytetów w dostawie energii elektrycznej i paliw w 1981 r. do: gospodarstw domowych i rolnych; zakładów służby zdrowia; zakładów mleczarskich i piekarni, zakładów warzywno-owocowych i produkujących inne artykuły spożywcze; szkół i zakładów opieki społecznej; zakładów gospodarki komunalnej; zakładów usługowych dla ludności; drobnych zakładów przemysłowych i spółdzielczych, które zajmowały się produkcją rynkową. Te preferencje społeczne, humanitarne dokonywano kosztem innych dziedzin gospodarki, w tym eksportu i wzrostu naszego zadłużenia zagranicznego. „Raport” uwzględniał także oczekiwania naszych sąsiadów wobec Polski, jakie usłyszał Generał na sesji RWPG w Sofii (2-4 lipca 1981). Po latach oceniał, że były upokarzające. Przez 4 miesiące 1981 r., do ZSRR wysłaliśmy tylko 620 tys. ton węgla, zamiast planowanych 5,5 mln. ton. Dla prasy i działaczy Solidarności taka wiadomość była „przebojem sezonu”.

Oczywiście, kwestie wymiany towarowej i handlu z ZSRR budziły wiele uwag i kontrowersji. Wtedy „na czasie” był nasz tani eksport statków do ZSRR, ale nikt nie chciał znać faktu, że kupowaliśmy, np. ropę i gaz dalece poniżej cen światowych. Stąd radzieccy ostrzegali o zbilansowaniu tej wymiany. Długo nie trzeba było czekać- we wrześniu przedstawili nam plan dostaw na 1982 r.- napiszę o tym oddzielnie. Głosy krytyczne, wręcz pretensje i żale oraz dosłowne żądania padały w Sofii ze strony NRD i CSRS, niego łagodniejsze z Rumunii, umiarkowane z Węgier. Brak rytmicznych dostaw z Polski wywoływał coraz większe kłopoty, rozchwianie ich produkcji przemysłowej. Sympatię sąsiadów zaczęliśmy od połowy 1981 r. tracić w tempie niemal lawinowym. Kto o tym pamięta? Gospodarka na IX Zjeździe Była jedną z trzech – obok sytuacji wewnętrznej i bezpieczeństwa Polski (o nich kolejne teksty)- części wystąpienia Generała. Nawiązał do „Raportu”, podkreślając szacowany spadek dochodu narodowego o 15 %, co w „warunkach pokojowych zdarza się w świecie niezwykle rzadko”. Przy tym wzrost dochodów ludności o prawie 23 % i 10 % spadek dostaw towarów już „wywołuje objawy paniki i wykupywania towarów”. Postawił przed delegatami pytanie- „co jest głównym, najpilniejszym zadaniem?” I odpowiadał- „zahamowanie spadkowych tendencji w produkcji, a następnie jej odbudowa. Nie ma innej drogi”. Zwrócił uwagę- „rozumiemy słowa zniecierpliwienia, które padały również z tej trybuny. Plany dostaw środków produkcji dla rolnictwa nie są wykonywane. To bardzo złe zjawisko”. Może nastąpić „w najbliższych 2-4 miesiącach spadek dostaw mięsa i jego przetworów” – ostrzegał. Skupił uwagę na omówieniu reformy gospodarczej, której „filarami są- samorządność załogi oraz centralne planowanie”. Odniósł się też do głosów w dyskusji nad jej projektem jaki Komisja przedstawiła Zjazdowi, m.in. mówiąc, że w ciągu 2-3 miesięcy będzie zakończony „przegląd różnego rzędu przepisów prawnych, uchwał, zarządzeń i rozporządzeń regulujących funkcjonowanie gospodarki. Zniesione zostaną przepisy krępujące inicjatywę, stwarzające osłonę dla asekuranctwa i bierności…Jakimi konsekwencjami grożą pochopne decyzje – nie trzeba udowadniać. Skutki woluntaryzmu minionego okresu, kraj nasz odczuwać będzie jeszcze przez długie lata”. Tu kolejny raz odniósł się do dyskusji Zjazdu, odpowiadając na pytanie -„Jakie są gwarancje, że reforma gospodarcza zostanie zrealizowana”? Choć w II-ej połowie lat 50-tych i na początku lat 70-tych były podejmowane próby, ale nie przyniosły oczekiwanych efektów. By tak się nie stało – „są po temu trzy ważkie i zbieżne przesłanki: zapotrzebowanie społeczne, dążenie załóg robotniczych i całego społeczeństwa do przebudowy życia gospodarczego… zdolność kadr do przygotowania i przeprowadzenia kompleksowej reformy gospodarczej… polityczna wola … wyrażana i potwierdzana w praktyce przez Partię i władze państwowe”. Mówiąc o szerokiej konsultacji społecznej reformy, w tym treści projektowanych ustaw, które otrzymała Solidarność, powiedział wprost- „Żałować należy, że zabrakło w niej oficjalnego głosu NSZZ Solidarność”. Autorom programu reformy wyraził serdeczne podziękowanie i uznanie. Premier zapewniał Zjazd, że mimo przeżywanych, spodziewanych trudności i przeszkód, Polska nadal pozostanie „poważnym, zarówno godnym zaufania, jak i żywiącym zaufanie sojusznikiem”. Że „ufać trzeba, iż partia odbuduje w pełni swą przewodnią rolę”. Oświadczył, że „dziś sprawowanie władzy jest ogromnym ciężarem. Nie chodzi więc o personalne pozycje. Te zdać najłatwiej. To wielka ulga. Nie może być i nie będzie oddana władza socjalistycznego państwa. Tu nie powinno być żadnych złudzeń, żadnego igrania z ogniem”. Były to słowa apelu i zarazem ostrzeżenia adresowane do Solidarności. Zachęcam Państwa do refleksji nad cytowaną wyżej sentencją-„Słowa zaś: >klasa robotnicza<, >robotnicy<, >obrona ich interesów< – była na sztandarach partii, i Solidarności. Wyrywano więc je sobie – mówiąc obrazowo – nawzajem z rąk. Obecnie słowa te nie pojawiają się w ogóle, lub wypowiadane są tylko półgębkiem. No cóż-jednych >murzyn< zawiódł, dla drugich zrobił swoje<”. Jak do reformy i porozumienia narodowego odniosło się jej Kierownictwo, napiszę niebawem. Pod koniec obrad Zjazd uchwalił podziękowanie dla doradców Komisji Uchwał – Jerzego Kawalerowicza, Tadeusza Łomnickiego, Włodzimierza Sokorskiego i prof. Jerzego Wiatra.

Dla Profesora „konieczność poważnych reform ekonomicznych”… była podstawą „przezwyciężenia chronicznej sprzeczności między rosnącymi aspiracjami społeczeństwa a możliwościami gospodarki narodowej”. Te racje zaszczepiał rozmówcom podczas pozjazdowych spotkań. Pod rozwagę, ku pamięci… Przebieg Zjazdu uważnie śledzili nasi sąsiedzi. Oficjalna reakcja władz radzieckich była dosyć chłodna. Dyskusję zjazdową nad reformą i wystąpienie Generała odczytano, że rząd jest „skłonny ulec żądaniu Solidarności w sprawie przekazywania państwowych przedsiębiorstw pracowniczym kolektywom, co oznacza faktyczne przekształcenie ich w grupową własność. Co pozostanie wtedy państwu? Przecież to jest rozbicie ekonomicznej podstawy socjalizmu”. Moskwa nie kryła obaw. Tę subtelność dostrzegli obserwatorzy Zjazdu z CSRS oceniając, że „niektóre działania podjęte przez kierownictwo partii były zorientowane przede wszystkim na >uspokojenie< ZSRR i innych krajów wspólnoty socjalistycznej”. Kilka refleksji Generała 1. Jest rzeczą naturalną, że wobec zapowiedzi reform, radykalnych zmian, wielu przedstawicieli naszego społeczeństwa zadaje pytanie: co my będziemy z tego mieli? Trzeba je odwrócić i spytać- ile stracimy, ile straci państwo i całe społeczeństwo?, jeśli tego wielkiego przedsięwzięcia reformatorskiego nie doprowadzimy konsekwentnie do końca. 2. Ekonomiki, praw ekonomicznych oszukać nie można. Jeśli oszuka się je dzisiaj, zapłaci się za to jutro. Odczuliśmy to bardzo boleśnie. Po to wprowadzana jest głęboka reforma, by efektywność była wymuszana w sposób naturalny, a nie przez różne „protezy”, odwoływanie się do akcji, apeli, nieustannych kontroli, łataniny. 3. Reforma jak każda zmiana, niesie ze sobą subiektywne poczucie zagrożenia, lęk przed nowymi wymaganiami. Jednakże nie zapuściła korzeni głęboko. Jej mechanizmy nie zostały wyraźnie skojarzone z polityką gospodarczą. Utrzymywały się postawy konserwatywne i hamujące. Opóźniały i utrudniały ruch do przodu partykularne,, branżowe interesy, działania pozorowane. Wiele było przyczyn subiektywnych – zastarzałych nawyków, biurokratyczno – branżowych oporów, wreszcie niedostatecznego horyzontu wizji wśród kadr. 4. Reforma nie potrzebuje oklasków, lecz realizacyjnej skuteczności. Radykalizm proklamacji, przejść powinien w radykalizm wykonania. Przyniesie on dokładnie tyle i takich efektów, jakie wspólnie wypracujemy i wspólnie uznamy za sprawiedliwe. 5. Polacy są romantykami. Romantyzm zaś jest dobry w poezji, natomiast w gospodarce to najgorsza rzecz, jaką sobie można wyobrazić.

Kolejna, III część tekstu niebawem.

„Prezydent porozumienia, reprezentant wszystkich Polaków”…

„Pragnę być prezydentem porozumienia, reprezentantem wszystkich Polaków. Chciałbym więc pozyskać również zaufanie i tych, którzy wyrażają sprzeciw wobec mojej osoby. Nie jest to zadanie łatwe. Podejmę je, choć nie jest pozbawione goryczy. Mojej drogi życiowej, też nikt nie słał różami”.
gen. Wojciech Jaruzelski

Cóż za zbieg historycznych dat, pisałem w poprzednim tekście, akcentując 19 lipca 1943 r.- dzień, gdy młody zesłaniec syberyjski Wojciech Jaruzelski stawił się w obozie sieleckim nad Oką i 46 lat później, gdy Zgromadzenie Narodowe wybrało Generała Prezydentem Polski (DT, 7-8 lipca 2021).
Dziś wśród młodego pokolenia Polaków mało kto wie, że 20 września 1944 r. zmieniono ustawę o kompetencjach Przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej i wprowadzono nazwę urzędu Prezydent Krajowej Rady Narodowej, którym został Bolesław Bierut. Funkcję tę pełnił do 4 lutego 1947 r., tj. do dnia otwarcia posiedzenia Sejmu Ustawodawczego i przekazania mu funkcji Rady. Od 5 lutego 1947 do 22 lipca 1952 r. był on Prezydentem Rzeczypospolitej (tak wtedy brzmiała nazwa naszego państwa) o statusie prawnym Głowy Państwa. Tego dnia została uchwalona nowa Konstytucja, która zniosła urząd prezydenta oraz wprowadziła nową, oficjalną nazwę państwa – Polska Rzeczypospolita Ludowa (PRL).Od 23 lipca był Bolesław Bierut nadal Prezydentem, ale już wybranym przez Sejm Ustawodawczy, do 20 listopada 1952 r. Tego dnia pracę rozpoczęła Rada Państwa określana mianem Kolegialnej Głowy Państwa. Był to organ nowy, dotychczas nie znany w polskim systemie ustrojowym. Funkcjonował 37 lat.

Kandydat… rezygnuje…

Propozycja przywrócenia urzędu prezydenta Polski padła podczas Okrągłego Stołu. O kandydacie, gen. Wojciechu Jaruzelskim – mówiono w kuluarach obrad. Po wyborach 4 czerwca 1989 r., nazwisko stało się „tematem publicznym”. Wtedy gorąca atmosfera rozliczeń i obelg, że za stan wojenny- tego przypominać nie muszę-a ton i skalę nadawało Kierownictwo Solidarności – teraz już przez Obywatelski Klub Parlamentarny (OKP)-groziła unicestwieniem osiągniętego porozumienia. Ale ono dla Generała miało pierwszorzędne znaczenie. Nie było to „znaczenie pod publiczkę”! 30 czerwca 1989 r. na XIII Plenum KC PZPR złożył rezygnację wyjaśniając, iż „kluczową sprawą dla Polski jest obecnie integracja, nauka nowych form życia publicznego, najszerzej pojęte porozumienie narodowe … Chcę jasno i otwarcie stwierdzić, że są to nie tylko hasła i dążenia, lecz również kamienie milowe linii politycznej, którą starałem się urzeczywistnić. Jeśli jednak na drodze do porozumienia, do zjednoczenia sił społecznych pojawia się przeszkoda, choćby tą przeszkodą miał być Wojciech Jaruzelski – jest jedno możliwe wyjście. Najwyższy interes państwa, świadomość dramatyzmu obecnego okresu, a przede wszystkim poczucie odpowiedzialności każą wyciągnąć nawet takie wnioski, które może ktoś uznać za krzywdzące czy niesprawiedliwe”. Proszę, by Państwo Czytelnicy jeszcze raz przeczytali ten fragment. Proszę o zwrócenie uwagi na słowa- „porozumienie nie jest tylko hasłem i dążeniem”. Że tak dyplomatycznie i zręcznie Generał dziękował większości Polaków za sprzeciw wobec obelg i krzywdzących oskarżeń, które mocno, boleśnie Go zabolały (wiem z późniejszych rozmów). Dominowały w dyskusjach parlamentarzystów, w mediach były swoistą sensacją. Jak pamiętam – były wyrazem „otwartej demokracji i prawdy”- tak je „rozumieli” i w tym celowali aktywiści opozycji, głównie Solidarności. Państwo też chyba pamiętają! Zwracały uwagę zagranicznej prasy i polityków. To przez Okrągły Stół, niemal „wymuszony” na solidarnościowej opozycji, m.in. przez skrzydło reformatorskie PZPR (także na „swoim betonie”), Papieża i zachodnich polityków – Polska była i obiektem zainteresowania i wzorem do naśladowania. „Zasługi Solidarności” w doprowadzeniu do „tego mebla” polegały na jej „łaskawej zgodzie” na przystąpienie do rozmów. Wiem, że ocena ta może zaboleć garstkę uczciwych działaczy Solidarności- przepraszam Panów, wśród nich Józefa Piniora i Janusza Onyszkiewicza. I proszę wskazać dowody, że ta ocena jest zbyt surowa!

Rekomendacja

Zgromadzenie Narodowe- Sejm i Senat, zebrani na wspólnym posiedzeniu 19 lipca, o godz.15 min.10, rozpoczęło obrady pod przewodnictwem Marszałka Sejmu, prof. Mikołaja Kozakiewicza.. Przyjęto regulamin wyborów, wzorowany na założeniach regulaminu z 1922 r. Przed zakończeniem tej części obrad, Marszałek – zgodnie z regulaminem- wezwał do zgłoszenia kandydatur na urząd prezydenta i ogłosił 30 min. przerwy. Obrady wznowiono o godz. 17 min. 40., a jedynym kandydatem był gen. Wojciech Jaruzelski, pisałem rok wcześniej

Marszałek stwierdził, „że w czasie ogłoszonej przerwy, zgodnie z wymogami Konstytucji i regulaminu zgłoszona została kandydatura na urząd Prezydenta obywatela Wojciecha Jaruzelskiego”. Jako pierwszy zabrał głos przewodniczący Klubu Poselskiego PZPR, prof. Marian Orzechowski. Myślą przewodnią uczynił próbę odpowiedzi na pytanie „kim powinien być człowiek piastujący ten wielce zobowiązujący i zaszczytny, najwyższej godności w naszej Ojczyźnie urząd” I odpowiadał – „powinien być przede wszystkim żarliwym patriotą, zdeklarowanym rzecznikiem porozumienia i dialogu, dla którego dobro narodu i Rzeczypospolitej jest i będzie wartością najwyższą. Doświadczony i sprawny polityk o bogatymi różnorodnym dorobku w służbie społecznej…Powinien to być wytrawny mąż stanu, cieszący się rozległym i nie kwestionowanym autorytetem na Wschodzie i na Zachodzie… Takim właśnie człowiekiem jest Wojciech Jaruzelski”. Kończył słowami- „Gorąco zachęcam obywatelki i obywateli posłów i senatorów do udzielenia poparcia dla kandydatury Wojciecha Jaruzelskiego. Zmierzajmy tym odpowiedzialnym wyborem ku nadziei, tak dzisiaj niezbędnej w życiu narodu”.

Głos Klubu Poselskiego OKP

W imieniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego zabrał głos jego przewodniczący, prof. Bronisław Geremek. Podkreślił, że dokonane już zmiany nie są w pełni demokratyczne, że „obecne wybory Prezydenta PRL takiego charakteru nie mają… że zgłoszona została jedna kandydatura”… Oświadczył, że „czynimy własnym stanowisko Lecha Wałęsy wyrażone w oświadczeniu z 14 lipca, że wewnętrzna i międzynarodowa sytuacja Polski narzuca to, że Prezydentem może zostać jedynie osoba reprezentująca rządzącą koalicję”. Proszę, by Państwo byli uprzejmi chwilę zastanowić się nad powyższym oświadczeniem i odpowiedzieć sobie na kilka choćby takich pytań – jak rozumieć „czynienie własnym stanowiska Lecha Wałęsy”; co to znaczy, że „sytuacja… narzuca” do tego „osobę reprezentującą rządzącą koalicję”? Nie mam zamiaru podpowiadać Państwu „jedynie słusznych odpowiedzi”- znacie je z autopsji. Zamierzam tylko przypomnieć niektóre fakty i wydarzenia, np. takie. Po pierwsze- sytuacja wewnętrzna. Wiadomo, że chodzi o gospodarkę. Stąd proszę sobie przypomnieć, co Solidarność, a doradcy i eksperci w szczególności- wśród których był Pan Profesor uczynili by reforma gospodarcza była wprowadzona ustawą pod koniec 1981 r., a nie prowizorium na początku 1982 r. Jaki swój wkład merytoryczny w jej przygotowanie mogą przedstawić eksperci i doradcy? Co Solidarność zrobiła, by pomóc wdrożyć jej 10-cio punktowy plan? Czyżby Pan Profesor zapomniał grozę awantury bydgoskiej? Jakie sam i koledzy zajęli stanowisko wobec II etapu tej reformy w referendum, do czego namawiali członków Solidarności. A dyskusja w Redakcji „Robotnika”, 27 sierpnia 1981 r., gdzie m.in. mówi- Jan Lityński: „obserwujemy rozpad gospodarki i rozpad państwa. <solidarność> ten rozkład przyspieszyła, paraliżując niejako organy władzy. W tej sytuacji powstają wielorakie niebezpieczeństwa. Jednym z nich jest radykalizm typu KPN-owskiego. Drugie niebezpieczeństwo, któremu Związek już uległ, to rozprzestrzenienie się ruchu walki o żywność”; Jacek Kuroń: „po raz pierwszy zaczynam myśleć, że mogła by nam grozić wojna domowa”; Bronisław Geremek: „kraj znajduje się w sytuacji zagrożenia narodowego, jakich było niewiele w historii Polski. Grozi nie tylko interwencja, ale i upadek z przyczyn wewnętrznych (…) Katastrofa jest faktem oczywistym. Jest to katastrofa wciągająca. Nikt, z siedzących przy tym stole nie wie jak wyjść z kryzysu”. Co Pan Profesor z kolegami uczynił, by do tego nie doszło? Zachęcam żyjących działaczy ekspertów Solidarności, by uczcili rok 40-lecia stanu wojennego publikacją listy swoich konkretnych zabiegów i działań, np. by zreformować gospodarkę, by uniknąć stanu wojennego. Czy za to wszystko odpowiada tylko władza?

Po drugie- sytuacja zewnętrzna: przecież był świadkiem rozmowy prezydenta USA George’a Busha z Kierownictwem i doradcami, skutkiem czego Lech Wałęsa wydał wspomniane oświadczenie. Jak je rozumieć- czy aby nie swoistą „ingerencję” USA w wewnętrzną sprawę Polski? Ktoś powie, że w dobrej wierze. Słusznie, że tak. Ale ta „dobra wiara” oznaczała brak zgody- właśnie USA na władzę OKP, a konkretnie jej prezydenta! Elegancko uświadomił to ekspertom prezydent USA, sami tego nie potrafili dostrzec i pojąć. Czyżby „interes narodowy” Profesor i jego koledzy rozumieli tak, jak w 1981 r.? Oto dowód. 6 kwietnia 1989 r.(dzień po Okrągłym Stole) Margaret Thatcher rozmawiała w Londynie z Michaiłem Gorbaczowem. Powiedziała -„Najbardziej interesujące rzeczy dzieją się w Polsce. Spotkałam się z Wojciechem Jaruzelskim. Jest znaczącym i uczciwym politykiem, który robi wszystko dla swojego kraju, w tym bardzo trudnym momencie rozwoju. Spotkałam się z przywódcami Solidarności i wielokrotnie radziłam im, aby dążyli do dialogu z rządem. I nie ograniczali się do konfrontacji”. Czy te rady Pani Premier nie spodobały się Profesorowi i kolegom? Wciąż „żyli” rokiem 1981 – taką nieomylną „wiarą w konfrontację”? Wtedy i 8 lat później była fikcją, co dyplomatycznym językiem mówili im przywódcy Zachodu. Także Papież- Polak, przez znanych biskupów.

Po trzecie- rządząca koalicja. To przecież ta sama i ten sam Generał w 1981 r. i w 1989. Wtedy, 8 lat wstecz byli „źli”, oskarżani o najgorsze- teraz okazali się autentycznie dobrzy. To prezydent USA 10 lipca mówił m.in. w Sejmie- „Oddaję cześć generałowi Jaruzelskiemu za jego przywództwo”. To „przywództwo” obejmowało przecież stan wojenny, za który jego poprzednik ukarał Polskę (nie tylko Generała, rząd, partię – jak niektórzy uparcie głoszą), ale też Solidarność restrykcjami, które do końca 1984 r. kosztowały Polaków 13 mld dolarów. Bush słowami- „cześć za przywództwo”- finezyjnie zmienił tamtą amerykańską ocenę Generała i stanu wojennego. Stanął po stronie tej części zachodnich polityków i prasy, którzy wówczas nazywali Generała patriotą, np. Papież- Polak w Belwederze 1983, pisałem wcześniej kilka razy. Żal, wielki żal, że Profesor tego nie zauważył, nie zrozumiał- nawet wiosną i latem 1989 r., piszę ze wstydem. Natomiast tę finezję „naprawy błędnej oceny” dostrzegła prasa USA, np. The New York Times 14 lipca pisał- „Domysły, że generał Jaruzelski może ponownie zgłosić swą kandydaturę, nasiliły się w czasie wizyty Busha. Obaj przywódcy znajdowali się często obok siebie, a Bush mówił przy wielu okazjach pozytywnie o posunięciach Generała, mających na celu popieranie zmian… Pojawiają się także nie potwierdzone informacje, że Bush dyskutował impas w sprawie wyboru Generała w Gdańsku”. Zapytam żyjących jeszcze doradców, ekspertów Kierownictwa Związku- kto zaprzeczy tej ocenie i „domysłom” prasy USA sprzed 32 lat? Powtórzę- w roku 40-lecia stanu wojennego opublikujcie, upowszechnijcie stenogramy z tych rozmów, niech „Naród wie”! Niech wreszcie pozna Panów horyzonty myślenia i poczucia odpowiedzialności.

Pan Przewodniczący wspomniał, że „Klub Obywatelski wyrasta z doświadczenia lat 80-tych, z posiewu nadziei, którą była Solidarność i doświadczenia unicestwienia tej nadziei 13 grudnia 1981 r., momentu wprowadzenia stanu wojennego przeciwko Solidarności. Zapomnieć tego nie podobna”. Czytałem ten tekst wiele razy, by poznać styl, sposób myślenia, wyobraźnię Autora. Staram się zachować dozę szacunku, wyrozumiałości dla Profesora i ekspertów Dlaczego tylko tyle? Powiem wprost- to też uważam niemal za nadmiar. Może ktoś zapytać – skąd we mnie taka surowość, krytycyzm. Bo gdy tak jak Profesor myślą miliony „zwykłych ludzi” Solidarności – proszę się nie obrażać, w pełni rozumiem. Tego nauczył ich m.in. Profesor z kolegami! Ale jeśli to mówi z Wysokiej Trybuny Sejmu, uważam za brak osobistego poczucia odpowiedzialności i za tych „zwykłych ludzi” i za Polskę. Czyżby w tym „posiewie nadziei” nie posadzono plennych „chwastów” w postaci strajków, nienawiści, „wciągającej katastrofy”, o której sam mówił? Nie wiedział Profesor, że 13 grudnia uchronił przed bratobójczą walką domową, na jaką zanosiło się 17 grudnia nie tylko w Warszawie? Nie miał czasu przez lata 80-te przypomnieć sobie przebiegu obrad KKP 11-12 grudnia (był obecny), ostrzeżeń np. Ryszarda Reiffa przez dniem 17 grudnia- zapowiedzianymi wielkimi manifestacjami? Nawet wspomniana dyskusja z Bushem nie skłoniła Profesora do trzeźwiejszego spojrzenia, nie mówiąc o spotkaniu Klubu z Generałem! Zgadzam się z Panem prof. Geremkiem co do jednego – „unicestwienia nadziei” na „zwiedzenie” Syberii, tak może rozumiał interwencję, o której mówił. Żyjącym Kolegom Profesora mówię wprost- stan wojenny był ratunkiem dla Solidarności jako Związku, głównie dla Panów ekspertów imiennie! Oszczędził cierpień i bólu właśnie tym „zwykłym ludziom”- także i Wam Panowie! Napiszę o tym niebawem. Wiele lat później miałem zaszczyt rozmawiać z Generałem. Uważał Profesora za członka niewielkiej grupki „czołówki” w miarę rozsądnie myślących, darzył szacunkiem.

Głosy pozostałych Klubów Poselskich

Poseł Aleksander Bentkowski w imieniu Klubu PSL stwierdził, że „Klub nasz nie w całości popiera wybór gen. Wojciecha Jaruzelskiego… bo nie wszyscy ludowcy są przekonani… czy nowy rząd nie podejmie próby wyprowadzenia kraju z kryzysu, wspierając się na krzywdzie chłopa”. Krótko omówił krzywdy, jakie spotkały rolnictwo od początku Polski i wyraził nadzieję, że „wybrany Prezydent wzniesie się ponad podziały i różnice ideologiczne, polityczne… stanie się Prezydentem wszystkich Polaków, którego jedynym drogowskazem jest dobro Narodu i dobro Ojczyzny”. Tak sobie myślę czytając kolejny raz to wystąpienie- czyżby Generał w oczach ZSL, dopiero co „przebranego” za PSL – był odpowiedzialny za „krzywdy chłopa”? Ciekawe, co powiedzieliby ludowcy, którzy przez okres PRL piastowali funkcję np. marszałka Sejmu, a teraz?
Poseł Jan Janowski, w imieniu Klubu SD stwierdził, że podczas spotkania z Klubem, kandydat przyjął 5-cio punktowy program Stronnictwa, stąd „znacząca większość członków Klubu wyraża aprobatę dla jego kandydatury”. Zdumiewa ta „wyrozumiałość”.

Poseł Józef Wójcik w imieniu Klubu PAX potwierdził „stanowisko Klubu wcześniej już publicznie wyrażone, angażujące się w kandydaturę Wojciecha Jaruzelskiego na ten najwyższy urząd”. Podkreślił, że „światopogląd katolicki, zobowiązujący do aktywności doczesnej w imię wspólnego dobra, ma w Polsce szczególne znaczenie, jako wyraz ugruntowanych przekonań milionów Polaków”. Oby tak chcieli rozumieć i myśleć inni, ci „publiczni katolicy”.

Poseł Tadeusz Nowicki w imieniu Klubu Unii Chrześcijańsko-Społecznej, po ocenie sytuacji w Polsce i Europie stwierdził, że posłowie „w głosowaniu kierować się będą najlepiej pojętym poczuciem odpowiedzialności za losy Ojczyzny”.

Poseł Ryszard Gajewski, w imieniu Klubu Polskiego Związku Katolicko-Społecznego (PZKS), omówił zadania czekające Polskę. Przypomniał, że PZKS „sprzeciwiał się delegalizacji Solidarności, odrzucał projekt nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym i wstrzymał się od akceptacji dekretu Rady Państwa o wprowadzeniu stanu wojennego”. Uznał, że taka postawa „daje prawo do pozytywnego zaopiniowania kandydatury generała Wojciecha Jaruzelskiego”. Widział w tym wyborze „wybitną rolę…wybieranego przez nas Prezydenta”. Wreszcie „coś” z katolickiej szczerości (pisałem o tym przed rokiem).</solidarność>

Wybór i zaprzysiężenie

Po 30 min. przerwie wznowiono obrady i przystąpiono do wyboru, przez odczytywanie nazwiska i wrzucanie głosu do urny. Sekretarze przeliczyli głosy i okazało się że: głosowały 544 osoby; głosów nieważnych oddano 7; ważnych 537; bezwzględna większość wynosi 269; a Generał uzyskał 270 głosów.

Gdy w Sejmie toczyła się debata, Generał w biurze początkowo oglądał transmisję na żywo, potem wyłączył telewizor (całość obejrzał z kasety VHS następnego dnia). Kilka dni później – na pytanie dziennikarza powiedział- „gdybym to wszystko oglądał wówczas na żywo, prawdopodobnie nie przyjąłbym urzędu. Traktuję godność, honor, może w sposób anachroniczny ale nie rozciągliwie”.

O godz. 22.min.40, witany oklaskami wszedł na salę obrad. Złożył ślubowanie i wygłosił krótkie orędzie kończąc słowami-„Z najlepszą wolą, zgodnie ze złożonym ślubowaniem będę służył Narodowi, służył Ojczyźnie. Tej, która nie zginęła, tej, która jest i która będzie”. Oceńcie, przypomnijcie sobie Państwo-co Generał uczynił, jak służył „porozumieniu w praktyce” jak OKP wspierało Prezydenta w tych wysiłkach, zapytajcie znanych posłów z tamtego czasu.

Znamienne oceny

Zygmunt Broniarek wybór Generała na Urząd Prezydenta przewagą 1 głosu, oceniał tak- „Można założyć, że każdy, nawet najmniejszy plus na jego (Generała – moje G.Z) korzyść liczył się. Takim plusem i to wcale nie małym było poparcie Busha … Opinie dziennikarzy dotyczyły nie tylko Busha i Wałęsy. Dotyczyły one także dwóch innych mężów stanu – Jana Pawła II i Michaiła Gorbaczowa, bowiem i oni zainteresowani byli utrzymaniem znacznego stopnia stabilizacji w kraju. W związku z tym w Waszyngtonie powstało powiedzenie: >Jaruzelski został wybrany prezydentem nie jednym głosem większości w polskim parlamencie, ale sześcioma – Papieża w Watykanie; Gorbaczowa w Moskwie; Wałęsy w Gdańsku oraz trzema głosami Busha. Dlaczego aż trzema? Bo oddanymi przez niego w Waszyngtonie, w Warszawie i w Gdańsku”.

Profesor Karol Modzelewski w interesującej książce „Zajeździmy kobyłę historii”… pisze, iż do wyboru Generała przyczynili się też posłowie opozycji demokratycznej, którzy albo nie wzięli udziału w wyborze, albo oddali głosy nie ważne. Wykazali się „umiejętnością myślenia geopolitycznego”. Mam do tego „myślenia” poważne wątpliwości, ale to moja sprawa. Natomiast w książce-wywiadzie pt. „Polska Ludowa”, Roberta Walenciaka z prof. Andrzejem Werblanem Profesor wyjaśnia, iż Generał został wybrany przewagą dwóch, a nie jednego głosu. „Niejaki >>wybitny polityk<< ale kiepski matematyk, Jan Maria Rokita powiedział, że skoro większość względna wynosi 50% plus 1, to wykuglował, że Jaruzelski wybrany został jednym głosem. A tak naprawdę-dwoma.” Krótka statystyka… Generał jest jedynym Prezydentem PRL, wybranym pod rządami Konstytucji 22 lipca 1952 r., przez Zgromadzenie Narodowe. Funkcję pełnił do 30 grudnia 1989 roku, czyli przez 165 dni PRL, gdy zmieniono nazwę Państwa na Rzeczypospolita Polska. Jedynym- po zmianach ustrojowych- i zarazem pierwszym Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, sprawującym ten Urząd z wyboru Zgromadzenia Narodowego, przez 357 dni, czyli do 22 grudnia 1990 r. Łącznie przez 522 dni. Czas tej, zaledwie 1,5 rocznej prezydentury dostarczył faktów i wydarzeń, które w oczach Europy czyniły Polskę nadal zachęcającym przykładem, zaś rozwaga i skuteczność działań Generała świadczyły o postawie Męża Stanu. Że był i pozostanie w pamięci milionów Polaków „tym, który odważył się być mądrym”. Może Państwo zechcą odnieść je do dnia dzisiejszego?

Chcą transformacji sprawiedliwej

Takiego widoku nie było od dawna: w centrum Warszawy protestowali związkowcy branży górniczej i energetycznej. OPZZ i „Solidarność” szły razem.

Poszło o konflikt polsko-czeski w sprawie kopalni Turów. Obnażył on nieprzygotowanie strony rządowej do wyzwań związanych z dekarbonizacją i odchodzeniem od węgla. Buńczuczne zapowiedzi premiera, że konflikt ze stroną czeską został zażegnany, okazały się kłamstwem. Postanowienie TSUE w sprawie natychmiastowego wstrzymania wydobycia węgla w kopalni Turów wciąż obowiązuje, a każdy dzień zwłoki w wypełnieniu tej decyzji będzie skutkował gigantycznymi karami.

Zarówno związkowcy, jak i rząd wskazywali, że natychmiastowe wykonanie decyzji TSUE będzie katastrofą dla tego regionu. Niestety, polski rząd nie potrafił porozumieć się z Czechami. Stąd protest w stolicy.

Brak dialogu boli

Związkowcy z „Solidarności” i OPZZ wspólnie przeszli pod Ministerstwo Aktywów Państwowych i przedstawicielstwo Komisji Europejskiej, potem pod Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii i wreszcie pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Wicepremier Sasin odebrał z rąk Piotra Dudy, przewodniczącego NSZZ „Solidarność” petycję, ale już premier Morawiecki czasu dla protestujących nie znalazł.

– Permanentny brak dialogu społecznego w naszym kraju – to jest to, co nas dzisiaj boli! Od wielu miesięcy upominamy się, zarówno my jako górnicy i energetycy, jak i przedstawiciele innych branż o rzetelny, uczciwy i prawdziwy dialog. Ewidentnie łamane są w grupach energetycznych prawa pracownicze i prawa związków zawodowych – nie zgadzamy się na to. Nasza branża przygotowywana jest do dzikiej transformacji, a nie sprawiedliwej”, mówił Jarosław Grzesik, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”.

– Macie prowadzić dialog z nami, a nie go pozorować! – wołał pod adresem ministra Sasina i sekretarza stanu w MAP Artura Sobonia Piotr Duda. Soboń to polityk, który z ramienia rządu prowadził z górnikami rozmowy w sprawie harmonogramu zamykania kopalń na Górnym Śląsku.

Szczególnie ostre słowa przewodniczący NSZZ rzucił pod adresem Jarosława Gowina, kierującego superresortem pracy, rozwoju i technologii. – Jak byłem przewodniczącym RDS-u, to takie sprawy z minister Rafalską załatwialiśmy w pięć minut. Ale pan nie chce prowadzić dialogu społecznego. Pan ma w sercu geny liberała, pan nienawidzi związków zawodowych, pan gardzi pracownikami. Tyle mam panu do powiedzenia – podsumował. .

Lud zjednoczony

To, że centrale związkowe w sprawie sprawiedliwej transformacji i gwarancji dla pracowników są jednomyślne, akcentowała wceprzewodnicząca OPZZ Barbara Popielarz.

– Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych będzie zawsze tam, gdzie łamane są prawa pracownicze! Chcemy transformacji sprawiedliwej i transparentnej. Dziś chcemy pokazać nasze niezadowolenie, niezadowolenie wszystkich pracowników zrzeszonych w trzech centralach związkowych: OPZZ, w Solidarności i Forum Związków Zawodowych. Jesteśmy razem, zjednoczeni! – przemówiła.

Zagubiłem się w tych uwagach na marginesie

O każdej książkowej wypowiedzi snuć można wiele różnych uwag, ale litości, są granice czytelniczej percepcji, nie wspominając już o jasności i wartości wywodu. Stąd pogubiłem się zupełnie w tak przedstawionej wersji lat Polski Ludowej.

„Zagrabiona historia Solidarności ? ” to prawie pięciokolumnowy, a więc bardzo duży tekst Edwarda Karolczuka prezentujący liczne uwagi, nie koniecznie zresztą na temat książki Bruno Drwąskiego pt. „Zagrabiona historia Solidarności. Został tylko mit”, opublikowany w „Dzienniku-Trybunie” 16-18 kwietnia br.
Zaczynają się – jak sam autor je nazwał – te uwagi na marginesie od przedstawienia pracy i jej autora, który m.in. „jest zwolennikiem mocno udokumentowanej i zgodnej z prawdą tezy, że warunki do przemian po 1989 roku zostały przygotowane przez ekipę Jaruzelskiego przez całe lata osiemdziesiąte. Pisze on, że Zmiana ustroju politycznego, gospodarczego i społecznego, oficjalnie wprowadzona w 1989 roku. faktycznie rozpoczęła się w roku 1987 wraz z uruchomieniem czegoś, co nazwano drugim etapem reformy gospodarczej, i przyśpieszyła wraz ze sformułowaniem we wrześniu 1988 roku rządu Mieczysława Rakowskiego, dziennikarza opowiadającego się od lat 60. po stronie najbardziej liberalnej frakcji PZPR. Nastąpiła wówczas pełna legalizacja rozwoju sektora własności burżuazyjnej.”
I jeszcze : „O klęsce „realnego socjalizmu” nie przesądziło więc powstanie ani „pierwszej”, ani „drugiej” Solidarności, czy imperialistyczny spisek Papieża z Reganem i dywersja, czy błędy kierownictwa partii i jej I sekretarza, lecz nierozpoznane sprzeczności w ramach własności społecznej, konflikty interesów, prywatyzowanie własności ogólnospołecznej przez poszczególne kolektywy pracownicze i osoby zatrudnione w państwowych zakładach pracy…Formalna własność społeczna została zniszczona przez realne procesy prywatyzacyjne w jej własnych ramach”. „
Spisek nie obalił socjalizmu,
gdyż nie był „żadnym odrębnym ustrojem społeczno-ekonomicznym, lecz okresem walki pomiędzy stosunkami burżuazyjnymi i komunistycznymi we wszystkich sferach życia społecznego. Ma to swoje konsekwencje teoretyczne i praktyczne…. jedną z przyczyn upadku „realnego socjalizmu”, miały swoje źródła w istniejących burżuazyjnych stosunkach społeczno-ekonomicznych i wymusiły w konsekwencji rozwiązania, które zaostrzyły sprzeczności społeczne w „realnym socjalizmie” na tyle, że został on obalony rękoma klasy robotniczej.” Miał się dokonać także poprzez niejako porozumienia ekip partyjnych z „z burżuazyjną kontrrewolucją.”
Ten dominujący wątek,
szeroko rozwijany w tekście artykułu, dotyczy poczynań, winy, chyba i zdrady rożnych PZPR-owskich elit, doradców i przywódców, począwszy od 1956 roku kiedy „budowa socjalizmu (komunizmu) została nie tylko w Polsce praktycznie poniechana”. I dalej: „Należy porzucić złudzenia, że za czasów Gierka rozwijano i umacniano w Polsce socjalizm. A stan wojen­ny w myśl jego twórców skiero­wany był przeciwko PZPR, gdyż musiano ją sparaliżować, aby przygotowanie warunków do jaw­nej kapitalistycznej transformacji było możliwe.”
Powyżej przedstawiłem
w największym, możliwym skrócie główne tezy i opinie Edwarda Karolczuka – kto chce i starczy mu sił oraz cierpliwości, może to skonfrontować z całym tekstem. Zanim jednak przejdę do zasadniczych kwestii koniczne są dwa zastrzeżenia.
Przede wszystkim panu Karolczukowi serdecznie dziękuję za tę wyrażoną, wspaniałą budowę socjalizmu w Polsce we wcześniejszych latach pięćdziesiątych, która tylko zapewne w jego wyobraźni zasługuje na żałość po jej zaprzestaniu. I nie mam tu oczywiście na myśli rewolucyjnych, zasadniczych reform społecznych i zmian ustrojowych, a polityczną praktykę ich realizacji, wiążącą się m. in. z łamaniem zapowiedzi zawartych w Manifeście Lipcowym, treściach referendum ludowego z 1946 roku i obowiązującego prawa oraz całe odium wszechogarniającego zła, które niósł ze sobą w tym czasie stalinizm w Polsce. Nie wiem czego to „poniechanie” miło dotyczyć – zatrzymania tworzonych powszechnie pod przymusem spółdzielni produkcyjnych na wsi, skromnego dopuszczenia prywatnej inicjatywy głownie w usługach, zaprzestania państwowej indoktrynacji społeczeństwa, ateizacji i walki z Kościołem? Tego autor, doktor historii z wykształcenia, niestety nie wyjaśnia, podobnie nie uszczegóławia swojej wizji socjalizmu (komunizmu), ale wyżala się, że „komunistów usuwano systematycznie ze stanowisk w partii, państwie i gospodarce po 1956 roku.” Nie będę autorowi podpowiadał, a czytelników absorbował prostą odpowiedzią jak to się toczyło i dlaczego miało miejsce.
Pomijam nadto wszystkie, osobiste „wycieczki autora” pod adresem Władysława Gomułki, a później Edwarda Gierka i Wojciecha Jaruzelskiego oraz szeregu innych, prominentnych partyjnych działaczy , także rozliczne przypuszczenia o bardziej lub mniej sprawczej roli organów bezpieczeństwa, gdyż w gruncie rzeczy wszystkie one nic nie wnoszą do dominującej tezy autora o błędzie zaniechania budowy socjalizmu (komunizmu),a następnie realnego socjalizmu.
W okresie
ponad trzydziestu ostatnich lat wystarczająco dużo, często i kompetentnie rozważano i pisano o przyczynach klęski realnego socjalizmu w Polsce i nierealnego komunizmu w ZSRR. Równie sporo o licznych inicjatywach i próbach naprawy, zmiany i przekształcenia tego ustroju na lepszy i bardziej efektywny, podejmowanych tak przez kolejne ekipy rządzące, tzw. środowiska rewizjonistyczne czy też grupy reformatorskie. Działo się to z częściowo i tylko chwilowo pozytywnym skutkiem, w dalszej perspektywie nie rozwiązywało szeregu podstawowych problemów. Dodać tu koniecznie należy, że źródła niepowodzeń tych wszystkich poczynań leżały zupełnie gdzieś indziej, nie wiążąc się z zaklinaną diagnozą o „nierozpoznaniu sprzeczności w ramach własności społecznej” i „istniejących burżuazyjnych stosunkach społeczno-ekonomicznych.” To wszystko zwalnia mnie od polemiki z tymi bardzo kontrowersyjnymi opiniami autora recenzji.
Nie oznacza, że w jednym, i to w sumie dużo ważniejszym, niż tytułowe zagrabienie takiej czy innej historii Solidarności, jesteśmy zgodni. Dotyczy to, co pośrednio wynika z omawianego tekstu, krytycznej oceny autora kapitalistycznej, polskiej rzeczywistości, gdyż próbuje szukać dróg jej zmiany. Tylko tu jesteśmy jednomyślni, ale ja nie widzę jej w powrocie do przeszłych idei, a jako konieczność stałego definiowania aktywnej i sprawczej roli lewicy we współczesnym, ciągle zmieniającym się świecie.
Dodać przy tym należy, że w takich staraniach nie pomagają oczywiście panu Karolczukowi wyrażone przez niego opinie o autorze wspomnianej książki: „nie zajmuje się analizą rzeczywistych stosunków społeczno-ekonomicznych w Polsce, ani ich odniesieniem do etapu rozwoju socjalizmu i komunizmu. Dlatego ciągle napotyka sprzeczności, na które znajduje wyjaśnienia logiczne, ale one mają się nijak do rzeczywistości. Może to też wynikać z jego „zewnętrznego”, czysto logicznego oglądu problemów.” Z logiką jest jednak tak panie doktorze, że nie ma ona ani zewnętrznego, ideologicznego czy też jakiegoś innego oglądu. Powyższe dotyczy również wyjaśniania minionej rzeczywistości.
Podobnie jest z fragmentem tekstu: „Pytanie do Gierka czy nie jest on powiązany z antysocjalistycz­ną opozycją, z uwagi na udział w DiP [Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość” – Z. T.] jego doradców, nie jest więc takie absurdalne, jak się początkowo wydawało. Nie ma zapewne nic dziwnego w tym, że publicysta „Die Zeit” napisał, że DiP – to dysydenci w sa­mym aparacie”. O związkach Jaruzelskiego z podejrzanymi osobnikami też można przeczytać, co w sumie oznacza, że autor tekstu okopał się w warownej twierdzy swoich wyobrażeń, podejrzeń i fobii nie mając nadal zamiaru wychylić się z niej na inne oceny, poszukiwania i poglądy, a przede wszystkim na realnie wtedy istniejący świat.
Ostatnio powróciły
podobne niejako rozważania niedawnej przeszłości w tekście Wojciecha Pomykały (Festiwal Michaiła Gorbaczowa we współczesnej Polsce, „Dziennik-Trybuna”, 14.03.2021). To odwołanie do dużo wcześniejszych opinii o zaniechaniu wyboru przez PZPR chińskiej drogi przeobrażenia ustroju. Poza zwracaniem uwagi na azjatycką specyfikę i tamtą szczególną sytuację nikt jednak nigdy, łącznie ze wspomnianym autorem, nie potrafił wskazać konkretnych metod i sposobów powtórzenia jej w Polsce. Zapewne dlatego, że w odróżnieniu od Europejczyków Chińczycy mają żółtą karnację skóry i skośne oczy.

Papież i Prymas wobec władzy i Solidarności w latach 1980-1981 (cz. I)

„Gdyby wszyscy działacze Solidarności wzięli sobie poważnie do serca mitygujące wskazówki Kościoła, prymasa Wyszyńskiego, a następnie Glempa – wprowadzenie stanu wojennego okazałoby się niepotrzebne.”
gen. Wojciech Jaruzelski

Majowe rocznice

Maj jest szczególnym miesiącem w dziejach polskiego Kościoła. Właśnie mija 40 lat, gdy 13 maja 1981 r. o godz. 17.17 na Placu św. Piotra, turecki zamachowiec ciężko ranił Jana Pawła II i dwie osoby. Jedną z nich, Papież zaprosił na spotkanie 4 czerwca. Po angielsku zapytał o stan zdrowia i leczenie w szpitalu. Zdumiał się odpowiedzią usłyszaną po polsku. Była Amerykanką polskiego pochodzenia. Jej matka, Katarzyna Placek-Balonek urodziła się i kilka lat mieszkała w Wadowicach. Z mężem Odrzywolskim wyemigrowali do USA. Tu urodziła się ich córka Anna, 18 maja 1923 r.(3 lata później niż Papież), a 13 maja ranna w pierś. Co za zbieg okoliczności! Trudne do wymówienia w USA nazwisko, zmieniła na Odre. Przyjaźnili się do końca życia.

Ten miesiąc był ostatnim w życiu Prymasa Tysiąclecia, zmarł 28 maja 1981r., mija 40 lat.

Pamięć o obu tych wydarzeniach skłania, by przypomnieć tu chronologicznie (kilka razy czyniłem wycinkowo) nauki, rady, ostrzeżenia Papieża, Prymasa Tysiąclecia, w roku 40 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Swoją pamięcią – oddajmy hołd i tak okażmy wdzięczność.
Prymas Tysiąclecia

Redakcja Trybuny- jak poprzednio, otwiera przed Państwem łamy celem zobrazowania wrażliwości obu wielkich Polaków i Kościoła na wspólne dobro i odpowiedzialność za Ojczyznę. Niestety, z żalem należy zauważyć, że tego poczucia odpowiedzialności nie dostrzegano w MKS, negocjującym 21 postulatów. Czas uciekał. Wywoływał obawy o stan gospodarki kraju i nastroje zniecierpliwienia, o czym informowała prasa. Zaniepokojony sytuacją Prymas, przypominał i wzywał do rozsądku, do odpowiedzialności.

Oto kilka myśli:
Jasna Góra, 26 sierpnia 1980 r. :
„W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku. Jeśli się obudzi w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa. Odpowiedzialność jest wspólna, bo wspólna jest i wina”.

„To wszystko wymaga rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy. Bez tego nie ma właściwego rozwiązania sytuacji, pomimo najsłuszniejszych racji, jakie moglibyśmy przytoczyć”.

„Żądania mogą być słuszne i na ogół są słuszne, ale nigdy nie jest tak, aby mogły być spełnione od razu, dziś. Ich wykonanie musi być rozłożone na raty. Trzeba więc rozmawiać: w pierwszym rzucie wysuwamy żądania, które mają podstawowe znaczenie, w drugim rzucie następne. Takie jest prawo życia codziennego…Musimy mieć roztropność kierowniczą … Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”.

„Pamiętajcie, jesteśmy narodem na dorobku. Doszliśmy do wolności przez gruzy. Jeszcze jako nowo mianowany biskup Warszawy szedłem do swojej katedry, prokatedry po stertach gruzów. Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. Ale nie nastąpiło to od razu. Dużo pozostało do zrobienia. Trzeba ciągle zwielokrotniać wysiłek pracy, pogłębiać jej poziom moralny, poczucie odpowiedzialności zawodowej, ażeby nastąpił należyty ład i porządek”.

Komentowałem te słowa, myśli w poprzednich tekstach, nie ma więc podstaw je powtarzać.

Jedynie logika chronologii wskazuje na celowość przypomnienia postawy Prymasa, jako hierarchy Kościoła czującego odpowiedzialność za Ojczyznę. Wzywał ze „świętego miejsca” do:
– „odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny”. Ta gorzka refleksja, sprawdziła się w grudniu, gdy miliony Polaków, także i strajkujących członków Solidarności stanęło przed widmem śmierci z głodu i zimna. Jak z goryczą oceniał Generał-gdyby „mitygujące wskazówki… prymasa Wyszyńskiego… Glempa”, zrozumieli „wszyscy działacze Solidarności”, wówczas stan wojenny nie byłby potrzebny. Ze zdumieniem i dozą wstydu, wypada zapytać- czyżby członkowie Solidarności nie znali tej banalnej prawdy, żeby strajkować, protestować czy głosić wzniosłe idee i pisać „patriotyczne narracje”- trzeba być najpierw sytym, najedzonym. A potem -żeby żyć i głosić romantyczne wizje, mądrze, racjonalnie dążyć do ich urzeczywistnienia. Godzi się zapytać działaczy i doradców Solidarności-czy tego nie wiedzieli w latach 1980-1981? Dlaczego wciąż tępy upór Solidarności ma uznanie, a rozum spotyka pogarda?;

– przypominał, że „wspólna jest i wina”, czyli władzy, partii i strajkujących robotników;

– wzywał do „rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy”. Kto czytelnie wskaże ile razy, gdzie i kiedy cechy te dobitnie wykazywało w praktyce Kierownictwo Solidarności?;

– uczył MKS i strajkujących, że wykonanie słusznych żądań musi być rozłożone na raty. Czy i kiedy z tej rady Solidarność skorzystała?
– przypominał przeszłość, gruzy Warszawy! Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. To zarówno „ku pamięci”, jak i przestrodze, by nie spowodować kataklizmu zniszczenia. Tylko władza pamiętała te bolesne doświadczenia. Kto o tym uczciwie mówi młodzieży?

Uwagi i refleksje

Do Prymasa doszły głosy, że część kościelnej hierarchii jasnogórską homilię przyjęła z dezaprobatą. Na spotkaniu z biskupami powiedział: „Po pierwsze – to, co mówiłem, uważam za uzasadnione i słuszne. Po drugie – jeśli miałbym jeszcze raz wystąpić, powiedziałbym to samo. A po trzecie – błogosławię waszą roztropność”. Wyjaśnił biskupom- „Jednym się wydawało, że za mało Prymas mówi >pod rząd<, innym znów, że za mało mówi >pod stoczniowców<. Prymas nie mówi ani pod rząd ani pod stoczniowców, tylko do rozumnych dzieci narodu. Narodowi na tym etapie wystarczyło spokojnie, bez złudzeń powiedzieć tylko tyle”. 26 sierpnia 1980 r. ukazał się komunikat Rady Głównej Episkopatu Polski, w którym czytamy-„Osiągnięte porozumienia poparte odpowiednimi gwarancjami, powinny zakończyć strajki, aby normalne funkcjonowanie gospodarki narodowej i życia społecznego w pokoju stało się możliwe. Porozumienia powinny być dotrzymane przez obie strony w myśl zasady: Pacta sunt servanda”. Zachęcam Państwa w ciepłe majowe dni- może już bez wirusa na działce, do własnej oceny „dotrzymania” 21 postulatów przez Solidarność i władzę – tak, na użytek dzieci i wnuków! Natomiast podczas posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski, we wrześniu 1980 r. pod rozwagę poddał biskupom taką refleksję- „Nawet w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się naród, trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby nas doprowadzić do krwawych porachunków wewnętrznych i do interwencji obcej. Wolę utrzymywać, że interwencja obcych sił – tanków sowieckich- jest możliwa, choćbym miał się omylić, niż narazić się na to, by choć jeden chłopiec Polski zginął podniecony pewnością, że Moskale nie naruszą granic Polski”.

Czyżby ten światły Prymas już wtedy, we wrześniu- miesiąc po podpisaniu porozumień- już przewidywał walkę bratobójczą, „krwawe porachunki wewnętrzne”, których Solidarność nie zdążyła podjąć rok później-17 grudnia, bo wcześniej był 13 grudnia. Uprzedził „patriotyczny” rozlew krwi i „obcą interwencję”. Dzięki Generałowi i obywatelskiej postawie Wojska Polskiego, ani „Moskale nie naruszyli granic Polski” i ani „jeden chłopiec Polski nie zginął”. Kto będzie to pamiętał w 2021 r. 7 września 1980, Warszawa, spotkanie z Lechem Wałęsą Tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas Tysiąclecia przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą…Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Czyżby już wtedy, zaledwie tydzień, po głośnym podpisaniu porozumień sierpniowych i noszeniu Lecha Wałęsy na robotniczych rękach, po mszy św. w Kościele św. Brygidy, Prymas przewidywał brak „roztropności kierowniczej” i „boczenie” się związkowców na „wypełnianie swoich obowiązków”? Faktem jest, że Solidarność postulatów miała mnóstwo, niczym św. Mikołaj prezentów dla dzieciaków. Pamiętam rozmowę z Generałem podczas której wspominał „dobre rady” Solidarności, by tylko władza je realizowała. 10 listopada1980 Warszawa, rejestracja Solidarności Prymas, spotkając się z delegacją Solidarności powiedział – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno-zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie”. I dalej-„Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”.

Może i z pewnym przekąsem- po latach warto zapytać działaczy, ekspertów Solidarności-do czego był im potrzeby „człowiek pracujący”? A jak w latach 1980-1981 rozumieli „w praktyce” interes Ojczyzny, który w różnych odniesieniach i znaczeniach przywoływał i tłumaczył Prymas? Panów działaczy i ekspertów proszę-wyjaśnijcie to „Narodowi” po 40 latach. Chyba zasłużył na taką waszą prawdę! Warszawa, 19 stycznia 1981 r. Tego dnia, Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą i delegacją Solidarności. Wyjaśniał im- „Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata… W sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, przeprowadzenie właściwej linii ku sprawiedliwości społecznej, aby uruchomić wszystkie prawa człowieka, osoby ludzkiej, a szczególnie prawa społeczne, organizacyjne, zawodowe-wymaga nie lada wysiłku, cierpliwości i rozwagi. Wymaga też nieustannego wiązania waszych najskuteczniejszych porywów z dobrem Rzeczypospolitej, które zawsze macie przed oczyma. Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele – trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Jeśli Państwo uznaliście, że te słowa Prymasa trafiły do „serca” przewodniczącego, doradców i ekspertów- patrząc z dystansu 40 lat, sami możecie orzec. 27 stycznia 1980, Prymas zapisał „Nie trzeba zmniejszać czujności Narodu i nie uzbrajać go w awanturniczą gotowość do wszelkich porywów, by nie dopuścić do przelewu krwi. Moskale, dla obrony Bloku i wygodnej linii strategicznej, gotowi są uczynić wszystko, a nawet poświęcić Polskę. Istnieje atawizm historyczny, mający swoją siłę, nie dający się okiełznać. Słowem, nie wolno ryzykować życia młodych Polaków w beznadziejnej walce ze wschodnim mocarstwem, a z pewnością nie należy niczego czynić co mogłoby prowadzić do takiej sytuacji.” (Pro memoria, 27 stycznia1980).

Wielu z Państwa z zaciekawieniem przeczytałoby opinie i wnioski ekspertów Solidarności- nawet z dystansu czasu o tych refleksjach Księcia Kościoła. Byłaby to cenna nauka dla młodych. Prymas o partii Stanisław Kania, na posiedzeniu BP KC PZPR, 8 lutego 1981, złożył relację z rozmowy z Prymasem w dniu 7 lutego: „Wyszyński uważa, że w Polsce musi być silna władza, że Polska jest związana z blokiem socjalistycznym, że musi być partia, która winna sama się regenerować. Jeśli zaś partia miałaby się rozsypać, to wówczas musiałaby powstać nowa partia. On, Prymas Polski opowiada się za obecną partią, ale zmienioną. Partia gwarantuje władzę i spokój”. Nawet po 40 latach uważam, że te oceny Prymasa w ówczesnej sytuacji miały realne i racjonalne podstawy. Dedykuję wszystkim plujom na tamtą rzeczywistość, przy tym zachęcam co bardziej porywnych do rozwagi-12 września Prymas zostanie beatyfikowany. Niewątpliwie właściwym będzie, by przypomnieć dokonania i zasługi Księcia Kościoła dla całego okresu Polski Ludowej. Natomiast w Natolinie 26 marca 1981 r., rozmawiając z Generałem stwierdził-„Nie mam powodu do adorowania partii. Ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nic nie zrobił. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. Oczywiste są te racje. Dekada lat 80-tych dowodzi, że ta partia „na poziomie”, choć „chwiejnego zdrowia”, jej skrzydło reform doprowadziło do Okrągłego Stołu i historycznych przemian. Chwała i uznanie członkom!” Natolin 26 marca 1981 r.

Działalność Solidarności (jeszcze trwał bydgoski incydent), w rozmowie z Generałem Prymas oceniał, że„ powinna iść po linii społeczno – zawodowej. Napięcia, które się pojawiają, są wręcz irracjonalne. Ludziom trudno zrozumieć, o co idzie. Solidarność to taki romantyczno – renesansowy prąd. Obecnie jednak następuje infiltracja, aby uczynić z niej ruch polityczny. To jest obce, narzucane z zewnątrz. Wałęsa to rozumie. To człowiek dobrej woli, ale wpływy z zewnątrz, zwłaszcza KOR-owskie, popychają go niekiedy do niefortunnych posunięć”. Były to dla Generała istotne uwagi, głównie odnośnie postrzegania Solidarności w społeczeństwie, roli KOR-u i wpływu jego doradców na przewodniczącego oraz dające wiele do myślenia „wpływy zewnętrzne”. Czyżby Prymas „coś wiedział” o „radach Zachodu” i finansowym wsparciu? Celną uwagę Prymas uczynił odnośnie rolników.

„Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania – tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Po latach można powiedzieć -słusznie, z punktu widzenia wsi i Kościoła. A jak ZSL? Stronnictwo chciało spokoju na swoim terenie, to oczywiste, tylko szczegół- wieś to nie PGR-y, gdzie byli „pracownicy rolni”, a nie chłopi w tradycyjnym rozumieniu. Zrozumienie Generała dla tego wywodu, Prymas odczytał i przekazał jako zgodę władzy! Tak rozmówcę postawił przed faktem dokonanym i pozostawił z tym dylematem! Proszę, wczujcie się Państwo w tamtą sytuację i wskażcie zadowalające wszystkich rozwiązanie. Dla Generała niezwykle wymowną była taka metafora Prymasa- „Jeżeli człowiek stoi w jakimś pomieszczeniu, to nie może jednocześnie opierać się o dwie przeciwległe ściany. Kraj nasz znajduje się jak gdyby między dwiema ścianami- germańską i słowiańską. Polska w tej sytuacji powinna opierać się o ścianę słowiańską”.

Dyplomatyczny język- „ściana słowiańska”, a jak wiele znaczący i wiele świadczący o wzajemnym rozumieniu! Pozwólcie Państwo „wybiec” myślą 2 lata naprzód, Belweder 17 czerwca 1983. Papież tą samą myślą rozpoczyna prywatną rozmowę- „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy”. Tę ocenę – umiejętność obrony racji Polski, okrywa wzniosłym tytułem- „ale przecież jest Pan także patriotą”! Bądźcie Państwo łaskawi zwrócić uwagę jesienią na krytyków Generała i stanu wojennego, czy dostrzegą to uznanie złożoności sytuacji i mądrości – przez Świętego Papieża. Warszawa, spotkanie 27 marca 1981 Dzień po spotkaniu z Generałem, a 3 dni przed generalnym strajkiem okupacyjnym, znów Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą i jego grupą. Radził gościom – „Słuszne wydaje się rozłożenie waszych zadań na raty…Ale na razie najpilniejsza sprawa jest ta, abyście panowie chcąc wiele, nie stracili tego, co macie dziś… To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, ale także roztropność i rozwaga… Wstrzymujemy się od środków tak kosztownych, jakim może być strajk generalny, który tak łatwo jest zacząć, ale skończyć bardzo trudno”. Lech Mażewski spotkanie ocenił jako „uratowanie” Solidarności, choć – „pęd solidarnościowych działaczy do konfrontacji z władzą, został ograniczony jedynie na krótko”. Warszawa, kwiecień 1981 r. Na początku kwietnia, Prymas spotkał się z delegacją wiejskiej Solidarności. Podobnie jak ich „miejskim kolegom” radził- „Pragnę całym sercem Wam życzyć, abyście działali cierpliwie. My w Polsce nie możemy się awanturować, bo nie jesteśmy sami… Możemy powiedzieć, iż obok władzy partyjnej, jest w Polsce władza społeczna. Dowody na to mieliśmy 27 marca. Dzięki Bogu, nie było innego dowodu, a mianowicie zapowiadanego strajku generalnego. Tego należało uniknąć. Chociaż bowiem moralnie jest uzasadnione prawo użycia tego środka przez ludzi broniących się, jednakże zawsze środki muszą być proporcjonalne do zamierzeń, do zadań i osiągnięć … Zawsze układajcie to tak, żeby była ta proporcja między postulatem, wymaganiem, a środkiem, który się będzie stosowało. Żeby do ptaków nie strzelać z granatów”.

Prawda, że ciekawe skojarzenie, „strzelanie z granatów”. Na jak długo zapamiętane, kto z Państwa wie? To podczas tej rozmowy poinformował gości o możliwości rejestracji ich Związku- NSZZ RI, w niezbyt odległym czasie. Stało się to 10 maja. Papież Jan Paweł II Papież- Polak uważnie śledził powstanie i działalność Związku. Był w stałym kontakcie z Prymasem, znał bieżące problemy, ich ocenę zachodniej prasy. Podczas pierwszej rozmowy w Watykanie, 11lutego 1981 r., Lechowi Wałęsie i grupie działaczy Solidarności- podobnie jak Prymas mówił -„Chodzi o to, aby sprawy dojrzewały do właściwego kształtu, żeby dojrzewały w spokoju, żeby również wśród napięć, które rozwojowi tych spraw towarzyszą, zachować umiar i poczucie odpowiedzialności za wielkie wspólne dobro, jakim jest nasza Ojczyzna”. Te nasze, polskie doświadczenia uczynił „nauką Kościoła” dla przyszłych pokoleń – na zawsze, pisząc w encyklice Laborem exercens (14 września1981) o związkach zawodowych w następującym fragmencie- „Słuszne zabiegi o zabezpieczenie uprawnień ludzi pracy połączonych tym samym zawodem muszą zawsze liczyć się z tymi ograniczeniami, jakie nakłada ogólna sytuacja ekonomiczna kraju …Działalność związków zawodowych wkracza niewątpliwie w dziedzinę polityki, rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne. Równocześnie jednak, zadaniem związków nie jest uprawianie polityki w znaczeniu, jakie powszechnie nadaje się temu słowu dzisiaj. Związki nie mają charakteru partii politycznych walczących o władzę i nie powinny podlegać decyzjom partii politycznych ani też mieć zbyt ścisłych związków z nimi. …Trzeba podkreślić, że strajk pozostaje poniekąd środkiem ostatecznym. Nie można go nadużywać… zwłaszcza dla rozgrywek politycznych. Nie należy nigdy zapominać o tym, że nieodzowne usługi dla życia społecznego, winny być zawsze zabezpieczone, w razie konieczności nawet przy pomocy odpowiednich środków prawnych. Nadużywanie strajku może prowadzić do paraliżowania całego życia społeczno-ekonomicznego co jest sprzeczne z wymogami wspólnego dobra społeczeństwa”. Znów proszę o zauważenie, kogo ta nauka Papieża przywoła do rozważnych ocen i wniosków oraz powstrzyma przed opluwaniem jesienią , w 40-lecie stanu wojennego. Czy będzie to kolejna lekcja historycznej nienawiści i pogardy? A może tym razem-pokory i namysłu nad kolejami polskiego losu, ku nauce młodego pokolenia Polaków. Dziś- w majowe 40-te rocznice, te nauki Papieża i Prymasa można skrótowo ująć tak – Kościół ostrzegał, Solidarność lekceważyła, władza obroniła. Znając życzliwość Redakcji- napiszę o tym w stosownym czasie, jesienią br.

Solidarność na drodze… dokąd? (cz.I)

„Tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie… Nie będziemy wysuwać programów politycznych”
Lech Wałęsa

„Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa”.
Stefan kard. Wyszyński

Tytułowe pytanie może być dla Państwa zdumiewające. Przecież od 40 lat wiadomo, że postępowanie Solidarności doprowadziło do „ostatecznego posunięcia państwa”, jakim okazało się wprowadzenie stanu wojennego (to osobny temat). Skąd więc taka „tytułowa ostrożność?” Z nadziei porozumień sierpniowych, że „Polak z Polakiem się porozumie”. Że wspólnymi siłami społeczeństwa- klasy robotniczej w szczególności, i władzy- będzie możliwe wyprowadzenie gospodarki z kryzysu. Z błędów polityki gospodarczej „epoki Gierka”, które doprowadziły do robotniczych protestów.

Kulisy porozumień

Przedłużające się strajki sierpniowe i brak ugody, wywoływały zasadne zniecierpliwienie władzy. Rząd oceniał rosnące z każdym dniem straty gospodarcze. Nie mógł też pójść na daleko idące ustępstwa Komitetu Strajkowego. Nie radził sobie z tym Tadeusz Pyka, w Komisji Rządu zastąpił go Mieczysław Jagielski. Komitet Strajkowy nie spieszył się z ugodą. Zgłaszano wciąż nowe postulaty, a dyskusje nad ich treścią i realnością wykonania- co logiczne- budziły spory i kłótnie. Wreszcie przyjęły postać 21 postulatów. Równolegle utrzymywano napięcie robotnicze, które szybko przekształcano w strajki większości zakładów pracy Trójmiasta. Inspiratorami tego stanu- w Sali bhp Stoczni Gdańskiej, na Wybrzeżu, w kraju- byli działacze KOR. Wiemy to od lat, a rok temu w wywiadzie prasowym potwierdził Bogdan Borusewicz.

Proszę sięgnąć pamięcią i przypomnieć sobie, że ogłoszone 21 postulatów zyskało zrozumienie szerokich kręgów społeczeństwa, także w Wojsku i milicji, nie pomijając Kościoła. Nieliczni może i „krzywili się” na transmisje mszy św., ale ogólnie popierali te postulaty. Nie wstydźmy się tego, przynajmniej wobec siebie. Widzieliśmy wokół siebie wiele rzeczy złych, które można było poprawić, zmienić, nie czekać na „decyzje góry”. Przypomnijmy sobie koniec strajków, jak „odetchnęliśmy z ulgą”! Umacniał nas w tym przekonaniu Lech Wałęsa. Na wiecu kończącym strajk w Stoczni Gdańskiej, gdzie widniało hasło „Socjalizm tak, wypaczenia nie”- widać, że początkowo akceptowano ustrój- wezwał wszystkich „do roboty”. Mówiono też o „drugiej Japonii”,;„bułkę z szynką jeść będziecie”(później dodawano-„jeżeli nas zarejestrujecie”) oraz, że „wszyscy mają jednakowe żołądki”. Później strajkując, Solidarność zapomniała, że także powinna dbać o ich napełnienie -chociażby dla swoich członków (mówiąc uszczypliwie).

Dla Lecha Wałęsy i MKS pierwsze dni września miały decydujące, strategiczne znaczenie Wybuch strajku w sierpniu spowodował szybkie przybycie np. z Warszawy i Wrocławia grupy ekspertów i doradców, początkowo nazywanych intelektualistami. To głównie przedstawiciele KOR, np. Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, wspomniany Bogdan Borusewicz, Adam Michnik – „nadawali ton”, inspirowali strajki. Wiemy, że prof. Karol Modzelewski jest pomysłodawcą nazwy Solidarność. Wspierał ich prof. Bronisław Geremek, Jacek Taylor, Tadeusz Mazowiecki i inni. Oni też byli organizatorami, a część członkami Komisji Krajowej i struktur regionalnych Solidarności. Wypracowywali kierunki działania Solidarności. Domyślam się, że musieli sobie odpowiedzieć na kilka pytań, choćby takich- czy będziemy uczestniczyć w realizacji 21 postulatów; jakimi środkami będziemy egzekwować zapisy porozumienia od rządu; czy chcemy zmieniać Polskę przez zmianę ustroju czy i gospodarki. Oczywiście, tych pytań- problemów nie znajdą Państwo tak zapisanych w znanych dokumentach, wynikają one z ich treści. Część odpowiedzi, przynajmniej dla niektórych działaczy KOR była jasna- zmienić ustrój polityczny, odsunąć PZPR od władzy! To był cel zasadniczy! Ujawniali go działaniami, swoimi inicjatywami przez 1981 r., do ogłoszenia stanu wojennego.

Pierwszy sygnał…

Chyba pod koniec września, w październiku, gdy lokalne strajki wciąż trwały w różnych miejscach i zakładach -zaczęło się pojawiać pytanie-po co? Przecież umowy są podpisane, trzeba dać czas rządowi na wykonanie. I tu mamy pierwszy „sygnał ostrzegawczy”. 7 września, czyli tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas Tysiąclecia przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Już wtedy kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą…Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Zwracam uwagę na słowa- „roztropność kierownicza”- jak wtedy mógł rozumieć Prymas w wymiarze krajowym i zewnętrznym; „swoje obowiązki”. Proszę sobie wyobrazić jak zapamiętali je i zrozumieli goście Prymasa, szczególnie Lech Wałęsa, ks. Jankowski. Prymas włącza „sygnał ostrzegawczy”- wykonać, co podpisaliście, zakończyć strajki! Czyżby miał przeczucie-może „Boże zalecenie”? Dlaczego natychmiast- po rozmowie, Lech Wałęsa z delegacją nie skorzystał tej rady? Kto zna odpowiedź? Prymas znał nazwiska doradców i ekspertów. Szczegóły „rodzącego się Związku” opisał mu jeden z nich, Tadeusz Mazowiecki -członek Rady Prymasowskiej. Wiemy, że wpływ „ludzi KOR” bardzo martwił Prymasa. Teraz, po latach nie tylko przyznajemy rację, wyrażamy mu głębokie uznanie!

Ostrzeżenia Michnika

Oceniając ówczesną sytuację, Adam Michnik, w „Biuletynie Informacyjnym” KOR (wrzesień 1980) opublikował artykuł pt. „Czas nadziei”, w którym m.in. pisze: „Prawda jest taka, że bez umowy władzy ze społeczeństwem, tym państwem nie da się rządzić. I taka, że wbrew przemówieniom wygłaszanym na akademiach, nie jest to państwo suwerenne. I taka również, że z faktem ograniczenia suwerenności przez interesy państwowe i ideologiczne ZSRR, Polacy muszą się liczyć. I taka wreszcie, że jedynym rządcą Polski, akceptowanym przez ZSRR, są komuniści i nic nie wskazuje na to, by ten stan rzeczy miał jutro ulec zmianie. Co z tego wszystkiego wynika? Wynika z tego, że każda próba rządzenia wbrew społeczeństwu musi wieść do katastrofy; wynika z tego również, że każda próba obalenia komunistycznej władzy w Polsce jest zamachem na interesy ZSRR. Taka jest rzeczywistość. Można jej nie lubić, ale trzeba przyjąć do wiadomości. Wiem, że niejeden z kolegów zarzuci mi faktyczną rezygnację z dążeń do niepodległości i demokracji. Tym odpowiem z całą szczerością: nie wierzę, aby w obecnej sytuacji geopolitycznej realne było wybicie się na niepodległość i parlamentaryzm. Wierzę, że możemy organizować naszą niepodległość od wewnątrz, że stając się społeczeństwem coraz lepiej zorganizowanym, sprawniejszym, zamożniejszym, wzbogacającym Europę i świat o nowe wartości, pielęgnującym tolerancję i humanizm – pracujemy dla niepodległości i demokracji… Musimy to wszystko od władz wydzierać i wymuszać, bo nigdy żaden naród nie dostał swoich praw w prezencie. Wszakże, wydzierając i wymuszając pamiętajmy, by nie rozedrzeć na strzępy tego, co jest państwem polskim, państwem nie suwerennym, ale państwem, bez którego nasz los byłby nieporównanie bardziej uciążliwy”.

Jestem pewien, że Państwo raz jeszcze przeczytają ten, uderzający realizmem wywód, że podzielą moje przypuszczenie o znajomości tego tekstu przez Prymasa. Przeznaczą chwilę czasu na wyobrażenie sobie jego zrozumienia przez członków KOR, kolegów Adama Michnika. Co więcej- uświadomienia sobie geograficznego i politycznego położenia Polski w 1981 r., a stąd bieżących i perspektywicznych skutków. Że mając to w pamięci, przed oczyma- z tego punktu widzenia będziecie oceniać sytuację Polski, naszej Ojczyzny, przed 40. laty i współcześnie. Kto w Solidarności to rozumiał- jak Państwo myślicie? Na własny użytek sporządźcie ich listę.

Sądowa ugoda

24 października Sąd Wojewódzki w Warszawie – przewodniczący sędzia Zdzisław Kościelniak- wpisuje NSZZ Solidarność do rejestru związków zawodowych. Dokonuje zmian w statucie- skreśla prawo do strajku i dopisuje stwierdzenie o kierowniczej roli PZPR. Reakcja Związku natychmiastowa- KKP ogłasza protest i gotowość strajkową we wszystkich regionach w kraju, składa odwołanie do Sądu Najwyższego. Wyjaśnienia sędziego dot. skreślenia prawa do strajku, jako zapisanego w 21 postulatach i wpisu o kierowniczej roli PZPR, jako uzupełnienia z „Protokołu” nie przekonują władz Związku, części prawników i części „centrali” Partii. Dwa tygodnie trwa poszukiwanie wyjścia z sytuacji, rośnie napięcie, „gorączka strajkowa” w kraju.10 listopada Sąd Najwyższy uchyla poprawki Sądu Wojewódzkiego. Związek zgodził się na aneks do statutu, w którym dołączono postanowienia Międzynarodowej Organizacji Pracy dot. wolności tworzenia związków zawodowych i zapis „Porozumienia”-„Tworząc nowe, niezależne, samorządne związki zawodowe, MKS stwierdza, że będą one przestrzegać zasad określonych w Konstytucji PRL. Uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie, ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych, dążą one do zapewnienia ludziom pracy odpowiednich środków kontroli, wyrażania opinii i obrony swych interesów. Nowe Związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stoją one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego”. Znów poddaję Państwu pod rozwagę- proszę wskazać, czy i jak Solidarność rozumiała i „przestrzegała zasad określonych w Konstytucji” w 1981 r. i latach następnych? Temat ciekawy i dyskusyjny, będzie się pojawiał w kolejnych publikacjach. A zapis- … „nie zamierzają pełnić roli partii politycznej”, wymuszony przez Komisją Rządową, nie był ostrzegawczy, dalekowzroczny- także dla Papieża? (encyklika Laborem exercens). Co Państwo myślą, nawet po 40 latach?

Kierownicza rola…

Pytanie-dlaczego nie wpisano do statutu kierowniczej roli PZPR? Wśród kilku pokrętnych wyjaśnień, pojawia się i takie, że nowa nazwa Związku- NSZZ Solidarność nie musi stosować się do tego, co podpisał MKS. Prawda, że zaskakujące? A pytanie-dlaczego ta „nowa nazwa” uznaje za obowiązujące 21 postulatów- mogliby Państwo uznać za obrażające inteligencję! Przyjąć więc można, że to taka nowa „filozofia myślenia” Solidarności. Można inteligentnie zakpić, ale sprawa jest dalece poważniejsza. To sygnał, niejako „odkrycie kart”, że Solidarność w swoim działaniu może nie chcieć liczyć się ze zdaniem PZPR, nie szanować jej obecność, ale także z Państwem! Proszę czytać dokładnie-„Uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie”…nie „gdzieś tam”, tylko tu w Polsce, na obszarze której i wobec mieszkających na tym „obszarze” obywateli chce działać. Przecież deklaruje, że dla ich dobra! Czy dla „dobra Polski”- ktoś może obruszyć się takim pytaniem. Ostrożnie z emocjami. Fakt, czytali Państwo-„ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych”. A jakie są – Układ Warszawski (UW) i Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG), jako główne. Polska, kilka innych umów międzypaństwowych i międzynarodowych podpisała, np. Akt Końcowy KBWE, jest też członkiem Międzynarodowej Organizacji Pracy- wyżej wspomnianej czy ONZ.

Dla wielu z Państwa interesującym może okazać się takie myślenie Prymasa. Podczas spotkania z Generałem, 26 marca 1981 r., wspomniał, że listopadzie 1979 r. wręczył Edwardowi Gierkowi memoriał (nie konsultował go z Episkopatem), gdzie wytykał błędy i nieprawidłowości w postępowaniu władz. Powiedział -„To partii głęboko szkodzi. Nie mam powodu do jej adorowania, ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nie zrobił nic. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. („Stan wojenny”, Spotkanie z wielkością”, Wyd. BGW, 1992). Pomyślcie Państwo- czy słowa, że partia „w tym bloku jest… realnością… musi istnieć… być na poziomie… zdrowa, silna”, nie odnoszą się do „kierowniczej roli”? Nikt tu chyba nie podejrzewa Prymasa o koniunkturalizm. Ale należy pochylić czoło przed realizmem! Jednocześnie, słowa te mógł Generał odczytać jako wskazówkę do wzmocnienia wewnętrznej zwartości Partii, jej pozycji w kraju, bo…Kreml uważnie patrzy! Polaków, zachęca do namysłu nad kierowniczą rolą partii- także z dystansu 40 lat. A czy Prymas nie powiedział to samo co Adam Michnik, tylko „innymi słowami”?

„Serce ważne…wyżej głowa”

Proszę, by Państwo „rzucili okiem” na czołową sentencję. Realizm, kolejny raz Prymas wykazał 10 listopada. Spotkając się z delegacją Solidarności powiedział – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno-zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie”. Czy te zadania można było przedstawić Lechowi Wałęsie i kolegom jaśniej, wyraźniej, dosadniej- kto ośmieli się poczynić tę uwagę Prymasowi? A dalej- „Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”. Uparcie Państwa pytam- czy i jak delegaci mogli rozumieć „interes Ojczyzny i rzetelną pracę”? Także podczas tego spotkania padły- jakże filozoficznie mądre i czasowo nie przemijające słowa -„Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa”. Kto z Państwa policzyłby sytuacje wymagające powtórzenia tych słów, wręcz wykrzyczenia wiele razy w całym 1981r. do 13 grudnia. Powtórzę, że głowa jest wyżej od serca, że głowa służy do myślenia, a nie bicia w przysłowiowy mur! Że serce, promieniujące miłością wiele razy w Historii Polski przeszkodziło, wręcz unicestwiło rozsądek głowy! Płaciliśmy nie raz krwią, życiem, dosłownie zakochanych – Powstanie Warszawskie. Do czego mogło doprowadzić działaczy Solidarności „serce” bijące abstrakcyjną miłością do Ojczyzny, do Narodu, gdyby nie stan wojenny? Serce, choć pełne miłości- u tych co wciąż kochają pannę „S”, jako posażną i wytworną damę. Niech zechcą się obudzić, wraz z wiosną 2021 r., przetrzeć oczy i dostrzec jej skromny posag, a wytworność przeciętną. Nie wierzycie Państwo- zachęcam do czytania książki „Zagrabiona historia Solidarności” prof. Bruno Drwęskiego, promował ją kilka razy Przegląd, a Trybuna 16-18 kwietnia 2021. Zachęcam Państwa, by nie dać sobą manipulować, gdy „piaskowi uczeni” zechcą pluć na stan wojenny w 40-lecie. Zachęcam do promowanej książki prof. Andrzeja Walickiego „PRL i skok do neoliberalizmu”. Filozoficznym, naukowym, przystępnym językiem-Profesor pokazuje, że „nie można zbudować obiektywnej oceny PRL przy pomocy mitologizacji zasług opozycji politycznej i autogloryfikacji kombatantów, którzy stworzyli wygodną dla siebie wersję historii”. Zachęcam do czytania Trybuny i Przeglądu!

„Socjalizm… niezły…”

Po spotkaniu z Prymasem 10 listopada 1980 r., Lech Wałęsa mówił dziennikarzom-„Nie kwestionujemy socjalizmu. Na pewno nie wrócimy do kapitalizmu, ani nie skopiujemy żadnego wzorca zachodniego, bo tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie. Socjalizm to jest system niezły i niech będzie, ale kontrolowany. Współudział związku powinien być pełniejszy. Niech panowie zapiszą, że nie będziemy wysuwać programów politycznych, a w żadnym wypadku ich realizować”. Kto dziś, po 40 latach chciałby wątpić w szczerość tych słów? Można wątpić w pamięć Lecha Wałęsy o odpowiedzialności za własne słowa, jako człowieka. A należy ostro, krytycznie mówić o jego odpowiedzialności jako przewodniczącego Związku, zarówno za robotników jak i za Polskę. Co sprawiło, że tak szybko zapomniał, że „tu jest Polska i chcemy mieć rozwiązania polskie” a „Socjalizm to jest system niezły”? Może Państwo wiedzą.

Prymas, bogatszy o wnioski z dwóch miesięcy obserwacji działań Lecha Wałęsy i grupy współpracowników, 19 stycznia 1981r.(od 3 dni trwały strajki i protesty o wolne soboty)- spotkał się kolejny raz i nawiązał do sytuacji, m.in. tłumacząc- „Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele- trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Lech Wałęsa miewał momenty „przewidywania”, ale działał „na wyczucie”, emocjonalnie. Jak reagowali jego doradcy i eksperci -byli bezsilni! To nie usprawiedliwienie, tylko żądanie odpowiedzialności.
Pamiętam gest, ocknięcie się Lecha Wałęsy, gdy w kwietniu 2007 r. jako Noblista, zabrał głos w obronie Generała, po wytoczeniu przez IPN procesu sądowego za stan wojenny. W liście do Marszałka Sejmu m.in. napisał – „Sowieci dla Polaków byliby z całą pewnością gorsi od Jaruzelskiego” (też porównanie!). Według niego, „dzięki Jaruzelskiemu Solidarność dogadała się z władzą i nie było krwawej rewolucji”. Przypomniał, że „połowa Polaków wciąż twierdzi, że Generał postąpił słusznie, wprowadzając stan wojenny”. Dlatego władze nie powinny dopuścić do procesu Generała. „Lepiej późno niż wcale”-, pamiętając „kolejkową gehennę”, rysujący się głód zimą 1981 r. i następnym.

Dokąd pójdzie…

Czytając ten tekst, zasadniczo obejmujący II półrocze 1980 r. nasuwa się „teoretyczna odpowiedź” na tytułowe pytanie publikacji. Solidarność będzie zmierzać do naprawy socjalizmu w Polsce, do „przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrony człowieka pracującego”- jak10 listopada wbijał gościom do głowy Prymas. Stąd nawiasem mówiąc- wynika sens przygotowania osobnej publikacji o roli Papieża, Prymasa i Kościoła w 1981 r.

Napisałem wyżej- „teoretyczna odpowiedź”, bo faktyczną znamy. A Państwo wyczuwają moje, swoiste uczulenie adresowanie do Solidarności. Nie ma ono złośliwego podłoża. Ma wyraz bolesnej troski o Solidarność jako ludzi – jej „szeregowych” członków i Polaków. Powtarzam-ludzi i Polaków! Nie o struktury terenowe i teorie ubrane w „niepodległościowy kostium”. Kto, jeśli nie oni stali godzinami w kolejkach- kogo przeklinali, czy tylko Jaruzelskiego, Kanię, Cioska, Rakowskiego? Czy nie oni byliby wywożeni na Sybir tylko dlatego, że Kierownictwo Solidarności ujęło ich „sercem”, pięknymi obietnicami i tym zyskało ich zaufanie? To działacze KOR wybijali im z głów, gdzie leży Polska, jak jest podzielona Europa. Warto więc zapytać-czy Kierownictwo Solidarności czytało i dyskutowało o cytowanym tekście Adama Michnika, bo o efektach żaden prawicowy naukowiec nie pisze. Kiedy, w jakim okresie zaczęło rezygnować z rad i wskazań Prymasa, kierując Związek i znaczącą część społeczeństwa na jednoczesne niszczenie gospodarki i obalanie ustroju. To jest istota, klucz: położenie geograficzno-polityczne i militarne Polski, jej Konstytucja i ustrój polityczny, co kierownicza rola Partii uosabiała. Kto tego nie rozumiał i nie respektował- zmierzał do stanu wojennego. On okazał się ratunkiem- najpierw dla Kierownictwa Solidarności, potem członków. O tym w następnych tekstach.

Na zakończenie.

Zachęcam Państwa do wsparcia Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Mam na uwadze czas rozliczeń dochodowych za 2020 r., który pozwala przekazać 1% podatku na wskazany cel. Niech to będzie Państwa szlachetny, serdeczny gest tym, którzy przywracają nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych, cierpiących. Dają nadzieję na macierzyństwo tysiącom młodych Matek.

Pod „pistoletem” strajkowym… „czarne złoto”.

„Rząd pod >pistoletem strajkowym<, zajmując się wciąż różnymi punktami zapalnymi, nie może efektywnie spełniać swej funkcji”. „Mówi się węgiel to >czarne złoto<. Dziś trzeba powiedzieć inaczej – węgiel to nasz tlen. Bez złota można żyć. Bez tlenu nie” – gen. Wojciech Jaruzelski

„Rząd pod >pistoletem strajkowym<, zajmując się wciąż różnymi punktami zapalnymi, nie może efektywnie spełniać swej funkcji. To nie po prostu sprawa samopoczucia władzy, lecz zakłócenie elementarnych warunków funkcjonowania państwa”. Ocena ta padła z trybuny Sejmu 12 lutego 1981r.,wygłoszona w ekspose przez Premiera-Generała. Udając obruszonego, można postawić pytanie – jakiż to tytuł, prawo ma nowy premier oceniać skutki działania organizatorów strajków? Przecież w tej chwili Sejm jeszcze nie wybrał rządu! Można sobie dworować z Premiera-Generała mówiąc, że „pistolet” nie był „nabity”, nie było podstaw do obaw, do strachu. Poprzednik, premier Józef Pińkowski, nie zdążył „nabić”. Zachęcam Państwa do lektury ekspose – a my dokonajmy przeglądu działań, tego „nabijania pistoletu”- od sierpnia 1980 r. Między sierpniem, a lutym… Przypomnę, iż w tekście „Na progu”… napisałem, że formalnie strajki powinny się zakończyć 31 sierpnia 1980 roku o godz. 17.00, po podpisaniu „Porozumienia”. Tak miało być. A w praktyce dopiero 3 września podpisano odrębne porozumienie z górnikami, a 11 września z hutnikami. Może wśród górników i hutników pojawią się odważni, którzy po 40 latach powiedzą dlaczego wydłużyli strajkowanie, kto was do tego namówił. Nie wstydźcie się Panowie, odwagi. Tekst szczególnie adresuję do robotników, przedstawicieli klasy robotniczej! Oto kilka, niektórych, wyrazistych przykładów: – godzinny strajk powszechny 3 października Solidarności, powód- władza nie wypłaca podwyżek, ogranicza dostęp do środków masowego przekazu, przeszkadza w tworzeniu nowych związków, itp.

Czy rzeczywiście tak było? Przypomnę, władza zgodziła się „wypłacać wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ”( pkt.7 „Porozumienia”).Uściślono w „Protokole”, że zaliczkę 40 proc. wynagrodzenia otrzymają za okres strajku, a po podjęciu pracy-wyrównanie do 100 proc. To dawało okazję do zarzutu, że władze zakładowe nie zauważyły „końca” strajku i „martwego czasu” do rozruchu zakładu, a stąd ocena, że się spóźniają, ociągają z wypłacaniem. Takie przypadki mogły być, nie zaprzeczę. Czy należało reagować strajkiem powszechnym? Może świadkowie- robotnicy powiedzą prawdę po 40 latach, zachęcam; – 24 październik, tzw. kryzys rejestracyjny. Sąd Najwyższy nie chce zarejestrować NSZZ Solidarność bez uznania przestrzegania Konstytucji i kierowniczej roli PZPR Na 27 października KKP ogłasza strajk, rząd ustąpił (napiszę osobno); – 21 listopada, strajk w Hucie „Warszawa” i fabryce traktorów w Ursusie. Powód – dzień wcześniej SB przeprowadziła rewizję w mazowieckiej Solidarności, gdzie pracownik powielarni Prokuratury Generalnej Piotr Sapełło doręczył kopię tajnego dokumentu Janowi Narożnikowi, działaczowi „S”. KKP wezwała inne regiony, poza mazowieckim do solidarnościowej akcji. Władza ustąpiła- zwolniła zatrzymanych po poręczeniu Stefana Bratkowskiego. W ocenach wielu uczonych pomija się szczegół – to dokument tajny. Dlaczego świadomie wprowadzają w błąd?; – 23 grudnia rząd ogłasza, że w 1981 r. będzie wolnych od pracy tylko 25 sobót. Doszło do sporu z rządem. Solidarność dołączyła różne regionalne postulaty. 16 stycznia rozpoczęły się strajki w ok. 300 zakładach pracy, głównie w województwach południowo-wschodnich. Strajk powszechny objął 28 stycznia ok. 600 tys. ludzi w 11 województwach i zapowiedziano na 3 lutego ogólnopolski strajk ostrzegawczy. Łącznie w styczniu strajkowało ok. 1,7 mln. ludzi. W odpowiedzi 30 stycznia prasa krajowa opublikowała Oświadczenie rządu PRL…„że z tytułu swych konstytucyjnych uprawnień zobowiązana jest do zapewnienia ładu, porządku i dyscypliny, do stworzenia warunków normalnego życia obywateli. Mając to na uwadze, Rada Ministrów w przypadku utrzymywania się tego stanu będzie musiała podjąć niezbędne decyzje, które sprzyjać będą normalnemu funkcjonowaniu przedsiębiorstw i zakładów zgodnie z najlepiej pojętym interesem społecznym” (strajk na 3 lutego odwołano). Ostatecznie podpisano porozumienie 31 stycznia-42 godzinny tydzień pracy i wolna sobota. Fakt, ten oceniła Danuta Zagrodzka na łamach „Gazety Wyborczej” 5 maja 1994 r.- „Postulat skracania czasu pracy w kraju, który się dorabia, wydaje się dość śmieszny. Solidarność wysuwała ten postulat przed 14 laty, ale wtedy, aby pokonać komucha, każdy postulat wydawał się dobry. Teraz ta podwójna moralność wychodzi nam bokiem”. A jak „wydaje się” Państwu po 40 latach? Wspomnę, że łączne podwyżki i skrócenie czasu pracy w 1981 r. wyniosły 255 -260 mld. zł. „Mimo starań Rządu, realizacja rozmija się z intencjami sygnatariuszy”, ocenił prof. Jan Szczepański. Na początku lutego prasa opublikowała komunikat GUS o wykonaniu planu za rok 1980 i sytuacji społeczno-gospodarczej kraju, oględnie mówiąc-mocno niekorzystny. Przykłady: spadek dochodu narodowego głębszy niż w 1979 r.; znaczna nadwyżka importu nad eksportem i dalszy wzrost zadłużenia; nie wykonano planu produkcji większości podstawowych wyrobów; spadek produkcji roślinnej i pogłowia zwierząt gospodarskich. Wnioski-deficyt żywności staje się najważniejszym problemem. Polska zaczyna balansować na skraju krachu gospodarczego. Zachęcam Państwa do przejrzenia prasy z początku lutego 1981 r., wczytania się w dane i oceny GUS, zastanowienia się nad I-ym półroczem strajków i wynikającymi stąd wnioskami oraz odpowiedzeniem sobie na pytanie- miał rację Generał, mówiąc w Sejmie, że rząd poprzednika znalazł się pod „pistoletem strajkowym”. Błądził, jeśli spodziewał się tego samego dla siebie? Moje refleksje Staram się czytać dostępną literaturę, by wreszcie zrozumieć dlaczego tzw. regionalne strajki trwały tu i ówdzie cały czas. Kto winien?- też pytanie, wiadomo, że władza.

Dlaczego? Zgodziła się „wypłacać wynagrodzenie wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku jak za urlop wypoczynkowy” (pkt.7„Porozumienia”).

Uściślono w „Protokole”, że otrzymają zaliczkę 40 proc. wynagrodzenia za okres strajku, a po podjęciu pracy-wyrównanie do 100 proc. Jestem w błędzie pytając, czy warto strajkować z byle powodu, „bo i tak zapłacą”? Okazja do zarzutu, że władze zakładowe nie zauważały „końca” strajku i „martwego czasu” do rozruchu była cięgle, a stąd ocena, że się spóźniają, ociągają z wypłacaniem. Przypadki mogły być. Ale nie uznam za ocenę prawdziwą, że działanie władz terenowych, zakładów pracy było celowe, robotnikom, „na złość”. Gdyby tak było, szybko dostałaby nauczkę- ponowne strajki, protesty, interwencja MKS, rządu, jestem w błędzie? Niech Panowie, wtedy robotnicy i oczywiście członkowie Solidarności, przypomną sobie, dzieciom, wnukom jak „gorliwie pracowali”. Nie wstydźcie się powiedzieć prawdy. Cytowany zapis dawał okazję, otwierał furtkę do pomówień, że „chcemy pracować”, ale „nie płacą”- strajkujemy. Ten „wytrych” stosowaliście masowo. Wiem, wiosną 1981 zaczynały się braki i opóźnienia dostaw surowców. Ale tu będę uparty- nie przyjmę tego argumentu! Bo to w części „zasługa” Panów i górników-Polska nie wywiązywała się z eksportu węgla i produktów. To przysłowiowy kij, który ma dwa końce! Starajmy się być uczciwi w ocenie własnej i władzy. Kolejny argument. Ostrożność władzy w użyciu siły, was- Panowie robotnicy ośmielała, „dodawała otuchy”. Zarówno 40 lat temu jak i dziś, tę „ostrożność” należy uszanować, docenić, to nie tylko wniosek z Grudnia 1970 r. To także wyraz krytycznej samooceny władzy od początku lat ’80. Także szacunku dla robotniczego trudu, bez fałszu, uczciwie. Tu przyznaję „akcje wodzów” całkowicie przesłoniły Panom tę ocenę. Czekam na Panów- robotników głos. Ale wtedy Panów myślenie było proste- skoro nie biją, to znaczy że nas się boją i do tego płacą! Powtarzam, to wy-Panowie robotnicy jesienią ‘80 i częściowo wiosną ’81 r. byliście „motorem” strajków. Fakt, „związkowa góra” nie potępiała, mieliście ciche przyzwolenie. Łatwo i szybko przekonywała, że macie rację. Wtedy, jesień ‘80 r. „uczyliście” się strajkowania, byliście pojętni i podatni na „nauki” różnych „ekspertów poczty pantoflowej”. Słuchaliście wyrastających – jak przysłowiowe grzyby po deszczu- różnych „zakładowych wodzów”, takich „swojskich mądrali”. Bogdan Lis- w relacji z 1 stycznia 1984 r. (książka pt. „Konspira”), mówi: „Panowało u nas poczucie komfortu psychicznego, iż praktycznie nic nam nie grozi. Główną słabość Solidarności, szczególnie pod koniec1981r.,widziałbym w bufonadzie działaczy, często szczebla zakładowego. Nie dotyczy to może większości, ale ton nadawali ci, którzy potrafili głośno mówić i w odpowiednim momencie bić pięścią w stół”. Sięgnijcie pamięcią robotnicy- dziś stateczni Panowie i powiedzcie „jak było” (znam treści kilku listów, które autorzy – zastrzegając nazwiska skierowali do Sądu, po oskarżeniu Generała za stan wojenny). Dzieci i wnuki. zapewne z uwagą posłuchają prawdy Dziadków i Rodziców. Będzie to dla nich lekcja- tak myślę uczciwej Historii. Zapytam Panów robotników- dziś dostojnych emerytów, dziadków – kto produkował znane wtedy buble. Takie przykłady. Ludzie nie chcieli kupować mebli ze „sklejki”, rozpadały się. Renomą i długimi kolejkami cieszyły się produkowane przez Fabrykę Mebli w Swarzędzu-był rarytas, kto pamięta? A motocykle, znane WFM-ki oraz WSK-i, były cenione i poszukiwane. Od pewnego czasu straciły popyt, nawet błotniki do nich były wadliwe. A przekleństwa rolników za buble w postaci wideł, które dosłownie nie nadawały się nawet do rozrzucania gnoju, a łopaty, szpadle, łamiące się przy próbie wbicia w ziemię? Zapytam Panów robotników- kto zalecał produkcję bubli, marnotrawstwa materiałów? Czy towarzysz dyrektor fabryki i zakładowy sekretarz partii? To przecież ich wywoziliście na taczkach- była przy tym „kupa śmichu”. Jak reagowaliście na kontrole wykonanych wyrobów? Przecież Panowie robotnicy swoimi „rencami” robiliście te buble, marnowaliście materiały, nie słuchaliście nawoływań członków partii, władzy do rozwagi, opamiętania… Zacytuję tu jedną z wielu, znamienną ocenę Generała – „To, że po >trupie gospodarki< można było dojść do władzy, nie było obce niektórym osobom z kręgu Solidarności. Tratowanie polskiej gospodarki dokonywało się w procesie żywiołowym, masowym, w większości lokalnym. Ale w jakiejś- trudnej do ustalenia mierze- miało to również charakter świadomy, celowy. Postępował paraliż podstawowych funkcji państwa, – okupowanie budynków użyteczności publicznej, rozkład społecznej dyscypliny, w tym wzrost absencji w pracy o 90 proc. ”.Wszystkich Panów robotników, czytających ten tekst proszę-oceńcie ile prawdy zawierają słowa Generała-„tratowanie polskiej gospodarki dokonywało się w procesie żywiołowym, masowym, w większości lokalnym…miało to również charakter świadomy, celowy”. Spójrzcie szczerze, uczciwie na tamten czas, z dystansu 40 lat! Nie pytam o stan Panów samopoczucia, co teraz powiedzielibyście Generałowi. Ale zachęcam- przekażcie 1proc. podatku na cel podany na końcu tekstu. Luty… i co dalej. Poprzednio kilka razy cytowałem różne fragmenty ekspose Generała. Nie było nikomu obce, a powszechnie dostępne i znane. Oceniał w nich Generał sytuację gospodarczą, mówił o groźbie braku żywności, prosił o 90 spokojnych dni. Że „czas ten pragniemy wykorzystać dla porządkowania najbardziej elementarnych spraw naszej gospodarki…podjęcia najpilniejszych problemów socjalnych… stabilizacji gospodarki… reformy gospodarczej”. Faktycznie, pierwsze kilka tygodni – osłabienie lokalnych strajków. Później z trybuny Sejmu, 10 kwietnia dziękował za ten krótki oddech. Ale „wybuchł Bydgoszcz”, wraz z nim „ożywił się teren”- pisałem wcześniej. Tu zatrzymam Państwa uwagę, a głównie Panów robotników na kwestii powołania związku rolników indywidualnych. Przecież 21 postulatów nie obejmowało tej „branży”, nikt nie wliczał jej do „klasy robotniczej”, podobnie jak studentów. Zastanówmy się – rolnicy indywidualni. To właściciele gospodarstw mający po kilka, kilkanaście ha ziemi, łąk, czasami lasów, inwentarz, trzodę chlewną, dom, zabudowania gospodarcze. To nie chłop pańszczyźniany, mieszkający w pańskim czworaku i mający „ręce do roboty” u pana dziedzica (czasem kawałek ziemi, ogrodu). To nie „robotnicy rolni”, pracownicy fizyczni, jak dominująca część członków Solidarności. Nie spotkałem, czytając opisy „bydgoskiego wstrząsu”, by ktoś wspomniał o robotnikach PGR-ów. A przecież ta sprawa rozpoczęła się od okupacji budynku WK ZSL. Próbowali rozwiązać problem, m.in. Jerzy Grzybczak, sekretarz NK ZSL z grupą ekspertów. Jak wiemy, bez skutku. Dołączyły do protestu Ustrzyki Dolne. Na szczęście 19 lutego, podpisano porozumienie wygaszające rolnicze strajki w Bieszczadach i Rzeszowie. Rolnicze związki były przedmiotem rozmowy Prymas- Generał. Kardynał argumentował- „Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania- tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Po 32 dniach i zgody na rejestrację NSZZ RI, co nastąpiło 10 maja, problem zniknął. Warto byłoby poznać racje uczestników i ekspertów z NK ZSL- jak wówczas i dziś z dystansu 40 lat oceniają tę sprawę, wsparcie lokalnych strajków. Proszę Panów o głos. Wtedy ważyło na relacji PZPR- ZSL. Wróćmy do strajków. 10 kwietnia w Sejmie, Generał oceniał-„Właściwie załamał się rynek wewnętrzny. W sklepach brakuje żywności i wielu innych towarów. zakupy stały się, zwłaszcza dla kobiet, prawdziwą udręką. Każdy dzień złych wyników produkcyjnych osłabia gospodarkę, narusza jej wewnętrzne więzi, powiązania kooperacyjno-zaopatrzeniowe. Każdy dzień przedłużania się kryzysu cofa nas, pogarsza naszą sytuację”. Poprzestanę tu na pytaniu- czy Panowie robotnicy tego nie widzieli, nie byli uczestnikami, nie doświadczali, choćby poprzez żony w kolejkach- skutków swojego postępowania, faktycznie strajkowania „na zawołanie”? Po przeczytaniu powyższego fragmentu, mogą Państwo wpaść w zdumienie akcentem na tzw. lokalne strajki. Rozumiem to. Tego dotychczas nikt nie eksponował. Były uznawane jako „wola robotniczego ludu”. Stąd tytuł do pochwał, nie temat do zastanowienia, nawet przygany. To „stanowcze” postępowanie robotników znajduje uzasadnienie w opracowaniach prawicowych historyków. Dlaczego nie piszą prawdy? Przecież swoje dzieła powinni opierać na naocznych faktach, te-obiektywnie rzecz biorąc- nie dają podstaw do pochwał strajków. Za argument służy im często taka ocena gen. Wojciecha Jaruzelskiego na BP KC PZPR z 14 października 1980r. „Potrzebna jest kompleksowa analiza taktyki i strategii przeciwnika, rozeznanie jego zaplecza, źródeł inspiracji, środowisk, w jakich działa i celów do jakich zmierza…nastał czas konkretnego obnażania działalności jawnie szkodliwej i uświadamiania społeczeństwu jej konsekwencji i możliwych skutków”. Uczeni traktują to za dowód „wrogości” władzy do Związku. A ja uparcie pytam- władza nie miała prawa, nawet obowiązku mieć rozeznania w sytuacji wewnętrznej? Może „narzędzia” były nie takie- SB, a inne, też złe? Dlaczego nie piętnują, nie pokazują- nawet po latach- szkodliwości strajków i „roboty nauczycieli” robotników? Wymaga tego uczciwość i prawda. Państwo mają inne zdanie? Zachęcam do szukania dobrej woli w „młodym Związku”. Przypomnę, wicepremier Janusz Obodowski, szef Operacyjnego Sztabu Antykryzysowego, widząc pogłębiające się załamanie gospodarki i tego bolesne społecznie skutki, ustalił priorytety w dostarczaniu energii elektrycznej i paliw w 1981 r.1) gospodarstwa domowe i rolne; 2) zakłady służby zdrowia; 3) zakłady mleczarskie, piekarnicze, warzywno-owocowe i inne artykuły spożywcze; 4) szkoły i zakłady opieki społecznej; 5) zakłady gospodarki komunalnej; 6) zakłady usługowe dla ludności; 7) drobne zakłady przemysłowe i spółdzielcze, zajmujące się produkcją rynkową. Preferencje społeczne, humanitarne musiały siłą faktu dokonywać się kosztem innych dziedzin gospodarki, w tym eksportu. Rosło nasze zadłużenie zagraniczne. „Czarne złoto” Po 5 miesiącach kierowania rządem, Generał kolejny (3 raz) zabrał głos w Sejmie. Zwrócił uwagę na 12 proc. spadek produkcji przemysłowej od początku roku, w maju aż o 18 proc. Nastąpił spadek o 6 proc. dostaw towarów na rynek. Może być niższy o ok. 0,5 mln. ton skup mięsa. Wzrosła o 90 proc. nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy. Posłowie usłyszeli ocenę- „Mówi się węgiel to >czarne złoto<. Dziś trzeba powiedzieć inaczej – węgiel to nasz tlen. Bez złota można żyć. Bez tlenu nie”. Przypomniał, że plan wydobycia na 1981 r. zakłada 188 mln. ton. Szacunki wskazują tylko na 165-168 mln. ton. „Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy”- podał przykład: za 1 mln. ton moglibyśmy zaimportować ok. 40 tys. ton masła, co zaspokoi rynek na 1,5 miesiąca. Do górników powiedział, że „mimo starań rządu również odczuwają trudności rynkowe, jakie niesie codzienny byt”. Po latach pisał- „Pod pretekstem troski o górników, doprowadzono do gwałtownego, katastrofalnego spadku wydobycia węgla o 38 mln ton. W tym samym czasie, kiedy amerykańskie rozgłośnie- >Wolna Europa< i >Głos Ameryki< zachwycały się strajkami w Polsce i bojkotem górniczych sobót – amerykańskie koncerny węglowe przechwytywały tradycyjne europejskie rynki zbytu polskiego węgla. W samym tylko 1981 r. straciliśmy na zmniejszeniu jego eksportu prawie pół miliarda dolarów”.(książka „Stan wojenny”…) Refleksje stąd płynące- pozostawiam Państwu. Wszystkich, którzy dają wiarę wówczas rozpowiadanym i od lat powtarzanym różnym insynuacjom, pomówieniom i oskarżeniom władzy, że bojkotowała realizację 21 postulatów – odsyłam do protokołów Nadzwyczajnej Komisji Sejmu ds. kontroli realizacji porozumień sierpniowo – wrześniowych. Przewodniczył jej światowej sławy uczony, prof. Jan Szczepański. W lipcu 1981 r. informował Sejm, że skutki ok.700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów, dwukrotnie przekroczyły dochód narodowy (proszę wskazać gospodarkę, kraj na świecie, który mógłby je szybko zrealizować). Komisja ta w 1981 roku odbyła 13 posiedzeń, a protokoły liczą 296 stron. Rząd swoje sprawozdanie z realizacji tych porozumień, opublikował w czerwcu 1981 r. (liczy 50 stron). Szczegółowe sprawozdania za kolejne lata, tj.: 1982 – 1985, każdego roku były publikowane w sierpniu (są do wglądu w „Trybunie Ludu”). Zachęcam świat nauki, polityki i publicystyki, którym idee Solidarności bliskie są, by -mówiąc wprost -wzięli do ręki kalkulatory, te dokumenty, naukowe opracowania, pokryte kurzem archiwalnym i zechcieli skrupulatnie policzyć, skalkulować możliwości realizacyjne ówczesnej gospodarki. A czy wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, w 2013 r. nie podważa ówczesnej realności tych postulatów? Czy nie należałoby spełnić postulat nr 14, wobec wieku emerytalnego kobiet, szczególnie pracujących zawodowo, fizycznie. Bez badań naukowych wiadomo, iż pracują na dwóch etatach-zawodowym i domowym. Za koronny argument służą kalkulacje kosztów emerytur. Czy 40 lat temu, te same koszty nie miały żadnego znaczenia dla autorów 21 postulatów, doradców i Kierownictwa Solidarności? Czy to nie nauka „historycznego myślenia” dla młodych Polaków? Warto się zastanowić, w jakim stopniu pod koniec 1981 r. wpłynęły one na świadomość klasy robotniczej, na otrzeźwienie Polaków, że stan wojenny przyjęli ze zrozumieniem. Patrząc z dystansu czasu można wyciągnąć co najmniej dwa wnioski. Swoim postępowaniem w znacznej mierze, podkreślam -co nie oznacza, że jedynej, robotnicy mają udział w zapaści gospodarczej, w doprowadzeniu do stanu wojennego. I drugi- pod wpływem żon-kobiet, nastąpiło opamiętanie. I tu poważnie, bez szczypty złośliwości-kieruję do Panów robotników, Rodzin słowa uszanowania. Za zrozumienie sytuacji, za rozsądek i „pozostanie w domu” w dniu 13 grudnia 1981 r. i później. Że doceniliście wartość własnej i najbliższych krwi, że nie posłuchaliście różnych „bojowych mądrali”. O tym napiszę w kolejnych tekstach.

Zachęcam Państwa do wsparcia Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Mam na uwadze czas rozliczeń dochodowych za 2020 r., który pozwala przekazać 1proc. podatku na wskazany cel. Niech to będzie Państwa szlachetny, serdeczny gest tym, którzy przywracają nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych, cierpiących. Dają nadzieję na macierzyństwo tysiącom młodych Matek.