FIFA twardo broni swojego szefa

FIFA wkroczyła na wojenną ścieżkę ze szwajcarskim wymiarem sprawiedliwości w obronie swojego szefa, Gianniego Infantino, przeciwko któremu prokuratura w tym kraju w ubiegłym tygodniu wszczęła postępowania karne. Władze światowej federacji piłkarskiej uznały stawiane mu zarzutu za „absurdalne”.

W miniony czwartek szwajcarski prokurator specjalny Stefan Keller wszczął postępowanie przeciwko prezydentowi FIFA, Gianniemu Infantino. Przedmiotem dochodzenia są „podejrzane kontakty” Infantino z prokuratorem generalnym Szwajcarii, Michaelem Lauberem w latach 2016-2017. Lauber w tym okresie nadzorował śledztwo w sprawie afery korupcyjnej, która wybuchła w maju 2015 roku i zmiotła ze stanowiska m.in. ówczesnego przewodniczącego FIFA Josepha Blattera. „Nie ma najmniejszych podstaw formalnych dla tego śledztwa. Jest w nim coś groteskowego i absurdalnego. Jesteśmy w stu procentach przekonani, że prezydentowi FIFA nigdy nie zostanie postawiony zarzut karny” – zapewnił w miniony poniedziałek zastępca sekretarza generalnego FIFA, Alasdair Bell. Ale Lauber podał się do dymisji.

Boniek stawia się FIFA

Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) zaakceptowała propozycję FIFA tymczasowej zmiany przepisów gry w piłkę nożną umożliwiającej dokonywanie pięciu zmian w oficjalnych meczach. Modyfikacja ma obowiązywać tylko do końca tego roku i, niestety, jest dobrowolna. U nas nie spodobała się prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi, więc nie zostanie wprowadzona.

W związku z kryzysem wywołanym koronawirusem oraz spowodowanymi przez obostrzenia wprowadzone przez rządy w celu opanowania pandemii, uległy zburzeniu terminarze tegorocznych rozgrywek. Niektóre ligi, jak francuska, belgijska i holenderska, postanowiły zakończyć przerwany w marcu sezon, ale w Niemczech zamierzają wznowić rozgrywki od 16 maja. Także w Polsce trwają już przygotowania do restartu rozgrywek. Do rozegrania pozostało mnóstwo spotkań, a czasu jest niewiele. Piłkarze nie zakosztują w tym roku wakacji między sezonami i będą musieli zasuwać niemal bez przerwy aż do grudnia. I właśnie obawy o skutki tej eksploatacji skłoniły działaczy FIFA, z jej szefem Giannim Infantino na czele, do wprowadzenia większej liczby zmian w meczach. Zgodę na tymczasową, bo tylko do końca 2020 roku, modyfikację przepisu wydała Międzynarodowa Rada Futbolu (IFAB), która ustala i nadzoruje przepisy gry w piłkę nożną. Na dodatek zastosowano tu zasadę dobrowolności, czyli nowy przepis mogą wykorzystać tylko ci, którzy chcą, a decydować mają o tym organizatorzy rozgrywek w każdym kraju.
Nie jest to złe rozwiązanie i warto zastanowić się nie tylko nad pozostawieniem tego przepisu na stałe, ale może nawet nad zwiększeniem limitu zmian. Pandemia zrujnowała przecież nie tylko terminarz piłkarski, lecz także finanse klubów i federacji. A nikt na dobrą sprawę jeszcze nie wie, jak długo ten kryzys potrwa i czy w ogóle uda się wrócić do realiów panujących przed atakiem koronawirusa. Dlatego warto rozważyć bardziej ekonomiczne warianty wykorzystywania piłkarzy znajdujących się w kadrach zespołów ligowych i reprezentacyjnych. Bo czy naprawdę dla widzów piłkarskich widowisk liczba zmian ma jakieś znaczenie? Jak się tak nad tym głębiej zastanowić, to chyba jedyną przeszkodą w ich zaakceptowaniu jest nasze przyzwyczajenie. Wiadomo, to niby druga natura człowieka, ale jeśli przełamiemy ten wewnętrzny opór, zaczniemy dostrzegać w większej liczbie zmian nowe możliwości uatrakcyjnienia gry w piłkę nożną. Jeśli w kadrze meczowej trenerzy mają do dyspozycji 23 zawodników, a w meczu mogą wykorzystać maksymalnie 14, to dziewięciu pozostałych zalicza co tydzień „pusty przebieg”. Wśród rzeszy rezerwowych są przecież gracze, którzy czasem przez cały sezon ani razu nie pojawiają się na boisku. To nic innego jak marnotrawstwo pieniędzy, bo przecież ci piłkarze pobierają wynagrodzenie, bywa, że nawet całkiem spore, bo wśród grzejących ławy zawodników trafiają się nawet kupieni za dziesiątki milionów euro. A zatem zamiast krytykować FIFA i IFAB za „łamanie tradycji”, lepiej skorzystać z okazji i sprawdzić jakie możliwości w zarządzaniu zespołem daje trenerowi zwiększenie limitu zmian.
Niestety, wygląda na to, że w Polsce szkoleniowcy z tej możliwości nie skorzystają, bo inicjatywa FIFA nie spodobała się prezesowi PZPN. Zbigniew Boniek mógł ją oprotestować w bezpośredniej rozmowie z przewodniczącym światowej federacji Giannim Infantino, z którym się przecież od lat dobrze zna, ale z jakiegoś powodu wolał to zrobić publicznie – najpierw za pośrednictwem Twittera, a potem w wypowiedziach dla polskich i włoskich mediów. „Nie wprowadzimy tego do polskiego futbolu. Osoby, które podjęły decyzję o takiej zmianie, nie wiedzą chyba jak wygląda mecz piłkarski. To presja z zewnątrz spowodowała takie populistyczne ruchy” – stwierdził Boniek na łamach gazety „Tutto Mercato”. I tak wyjaśnił, dlaczego jest przeciwny: „W 1982 roku w mistrzostwach świata w ciągu miesiąca zagraliśmy siedem spotkań. To były mecze w pełnym słońcu, na najwyższym poziomie, co trzy dni. Wtedy mieliśmy do dyspozycji tylko dwie zmiany, a teraz się wiele zmieniło. Treningi są bardziej zaawansowane, są inne możliwości. Musimy pamiętać o tym, że w futbolu wygrywają zawsze ci, co są lepiej przygotowani, sprawniejsi i biegają więcej. A ta decyzja sprawia, że to będzie miało mniejsze znaczenie”. No cóż, byłby to może i miażdżący argument, ale wystarczy obejrzeć powtórki meczów z tamtego mundialu, żeby jednak przyznać rację FIFA i IFAB.

FIFA ma pomysły na wyjście z kryzysu

Przewodniczący FIFA Gianni Infantino ujawnił pomysły na przezwyciężenie kryzysu, w jaki pogrąża się piłka nożna z powodu epidemii koronawirusa. Sternik światowego futbolu proponuje rozważenie szeregu reform, których założenia wyłożył je w wywiadzie udzielonym włoskiemu dziennikowi „La Gazzetta dello Sport”.

Infantino zapewnił, że żadne rozgrywki nie zostaną wznowione dopóki istnieje zagrożenie dla zdrowia zawodników i kibiców. Nie wykluczył jednak sytuacji, iż w tym roku nie będzie praktycznie letniej przerwy między sezonami. Z powodu zawieszenia rozgrywek kluby notują ogromne straty, dlatego dla ratowania ich finansów trzeba będzie zastosować nadzwyczajne rozwiązania.
„Być może trzeba będzie wprowadzić reformy rozgrywek, zmniejszyć liczbę drużyn i organizować mniej turniejów, by piłkarze grali mniej meczów i nie narażali zdrowia z powodu nadmiernej eksploatacji ich organizmów” – rozważa Infantino. W jego przypadku to są to wręcz rewolucyjne tezy, bo przecież do tej pory to on był głównym motorem zmian zwiększających obciążenia najlepszym piłkarzom – przecież optował za powiększeniem liczby uczestników mistrzostw świata mężczyzn z 32 do 48 drużyn, co nastąpi począwszy od mundialu w 2026 roku w USA, Kanadziei Meksyku oraz powiększenia liczby drużyn w finałach mistrzostw świata kobiet, w których od 2023 roku mają grać 32 reprezentacje, a nie jak dotąd 24.
Szwajcarski działacz forsował też rozbudowę Klubowych Mistrzostw Świata, których przyszłoroczna edycja miała liczyć 24 zespoły, zamiast ośmiu jak wcześniej. Początek pierwszej edycji planowany był na 17 czerwca 2021 roku, ale z powodu przełożenia mistrzostw Europy oraz Copa America już wiadomo, że ten turniej w tym terminie się nie odbędzie, a nowego jeszcze nie ustalono.
Najważniejszą sprawą jest jednak uporanie się ze skutkami pandemii koronawirusa. Infantino przyznał, że FIFA w porozumieniu z federacjami regionalnymi pracuje teraz intensywnie nad opracowaniem regulacji pozwalających na korzystne dla piłkarzy i klubów modyfikowanie kontraktów, tak aby interesy obu stron były zabezpieczone w sytuacji, gdy z powodu epidemii rozgrywki trzeba będzie dokończyć po 30 czerwca, czyli po terminie w którym wygasają umowy. „To będą tymczasowe zmiany przepisów dotyczących statusu zawodników i transferów, pewnie nie dla wszystkich korzystne, ale nie ma wyboru. Każda ze stron będzie musiała coś poświęcić dla dobra sprawy” – przekonuje prezydent światowej federacji piłkarskiej.
Infantino uspokaja jednak, że póki co FIFA jest w doskonałej kondycji finansowej i dzięki temu będzie w stanie nieść pomoc klubom i krajowym federacjom najbardziej poszkodowanym przez pandemię.

FIFA gotowa odwołać marcowe mecze

Prezydent FIFA Gianni Infantino przyznał, że rozszerzająca się na świecie epidemia koronawirusa może przeszkodzić w przeprowadzaniu zaplanowanych na marzec meczom międzypaństwowym. Sternik światowego futbolu wyraził jednak nadzieję, że tegoroczne mistrzostwa Europy oraz igrzyska olimpijskie odbędą się w wyznaczonych terminach.

Pod koniec marca ma odbyć się wiele międzynarodowych spotkań piłkarskich, w tym baraże o udział w mistrzostwach Europy. Infantino zapytany, czy światowa federacja rozważa ich odwołanie lub przeniesienie na inny termin, odpowiedział: „W tej chwili nie można wykluczyć takiego rozwiązania. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli podejmować takiej decyzji. Wydaje mi się, że wprowadzenie globalnego zakazu będzie trudne, ponieważ w każdym kraju sytuacja jest inna. Ale zdrowie ludzi jest znacznie ważniejsze niż jakikolwiek mecz piłkarski, dlatego jeśli epidemia koronawirusa nie zostanie opanowana, a na razie nic na to nie wskazuje, to jeśli mecze będą musiały zostać przełożone lub rozegrane bez widzów, taka decyzję z pewnością podejmiemy” – zapewnił przewodniczący FIFA. W tym miesiącu reprezentacja Polski ma rozegrać dwa towarzyskie spotkania – 27 marca we Wrocławiu z Finlandią i 31 marca w Chorzowie z Ukrainą.
Mistrzostwa Europy mają się rozpocząć 12 czerwca, a ich gospodarzami będzie aż 12 krajów. To oznacza liczne podróże dla kibiców i drużyn, co w przypadku epidemii może przyczyniać sie do jej rozszerzenia. Infantino chyba jednak liczy, że do czerwca problem zniknie. „Myślę, że Euro 2020 odbędzie się w zgodnie z planem, w czerwcu. Wcześniej mamy wiele meczów międzynarodowych, z wieloma podróżami, więc myślę, że monitorujące sytuację osoby odpowiedzialne w rządach poszczególnych krajów i w instytucjach międzynarodowych będą w stanie odpowiedzialnie ocenić sytuację i określić co jest dopuszczalne, a co nie. Na razie nie ma co panikować, ale też nie wolno nam lekceważyć zagrożeń” – podsumował przewodniczący Infantino.
Warto przypomnieć, że czerwcu w Brazylii, gdzie wykryto już pierwsze przypadki koronawirusa, w czerwcu ma się odbyć turniej Copa America, a w sierpniu w Japonii, także dotkniętej już mocno epidemią, igrzyska olimpijskie. Infantino przyznał jednak, że nie komunikował się jeszcze w tej sprawie z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim.

Platini odbębnił karę

W poniedziałek 7 października zakończyła się kara czteroletniej dyskwalifikacji nałożona na byłego prezydenta UEFA Michela Platiniego. 64-letni francuski działacz już zapowiedział wielki powrót.

Platini odzyskał prawo do pracy w strukturach światowego futbolu i ogłosił, że zamierza powalczyć w najbliższych wyborach o fotel przewodniczącego FIFA, zajmowany obecnie przez Szwajcara włoskiego pochodzenia Gianniego Infantino. Już miesiąc przed upływem terminu kary Michel Platini przypomniał światu o swoim istnieniu udzielając po długiej przerwie kilku wywiadów. Mówił w nich, że padł ofiarą spisku „kilku kretynów”, ale nie zasugerował, że wśród nich widzi też obecnego sternika FIFA, który w latach 2009-2016, czyli w okresie gdy Platini pełnił funkcję prezydenta UEFA, był w europejskiej federacji sekretarzem generalnym.

Gwoli przypomnienia – Platini, jeszcze jako prezydent UEFA i jeden z wiceprzewodniczących FIFA, został zawieszony przez Komisję Etyki FIFA wraz z przewodniczącym organizacji Josephem Blatterem. Jednego (Blattera) oskarżono o wręczenie, a drugiego (Platiniego) o przyjecie łapówki w wysokości dwóch milionów franków szwajcarskich. Wszelkie odwołania nie poskutkowały i obaj musieli odcierpieć karę.Platini ma jednak poczucie, że został skrzywdzony i pała żądzą odwetu.
Dał temu wyraz w wywiadzie udzielonym francuskiemu „Le Monde”. „Niczego sobie nie zakazuję, choćby starań o przejęcie steru w FIFA. To byłaby piękna forma rewanżu za to, co mnie ze strony niektórych ludzi w tej organizacji spotkało. Wiele osób nie unikało ze mną kontaktów, tak że przez ten czas w ogóle nie czułem się zawieszony”. 64-letni Platini był szefem UEFA w latach 2007-2015. Uważa się go za jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu.

 

Infantino nadal przewodniczącym

Na Kongresie FIFA w Paryżu Szwajcar Gianni Infantino został ponownie wybrany na przewodniczącego FIFA. Był jedynym kandydatem na to stanowisko, więc delegaci, także z federacji europejskich, które nie akceptują niektórych jego pomysłów, zaakceptowali jego kandydaturę przez aklamację.

Na kongresie w Paryżu Infantino zjednał sobie przychylność elektorów przedstawionym raportem finansowym. „Przypomnijcie sobie, jaka była sytuacja przed trzema laty i trzema miesiącami, gdy wybieraliście mnie po raz pierwszy. Nie we wszystkim przez ten czas byłem perfekcyjny, popełniłem błędy, ale mogę dzisiaj śmiało powiedzieć, że kryzys w naszej organizacji został zażegnany. Nikt już nie mówi o korupcji, że trzeba wszystko zmienić i zacząć od nowa. Przestaliśmy być postrzegani jako organizacja niemal na poły kryminalna, a znowu ludzie na nas patrzą jak na organizację, która rozwija światowy futbol. To miałem na myśli, zapowiadając, że musimy przywrócić FIFA futbolowi, bo taka jest jej misja” – podkreślił Infantino w swoim przemówieniu, wygłoszonym po angielsku, francusku, niemiecku i hiszpańsku. Znajomość tylu języków jest także jego niezaprzeczalnym atutem. Do delegatów bardziej przemawiały jednak cytowane przez Infantino kwoty. A miał się czym chwalić, bo jeszcze nigdy sytuacja finansowa FIFA nie była tak dobra.

Z raportu finansowego dowiadujemy się, że w latach 2015-2018 przychody Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej wyniosły 5,7 mld euro, co jest wynikiem lepszym o ponad miliard euro od budżetu jaki obiecywał przed trzema laty, gdy został wybrany na przewodniczącego aresztowaniu wielu członków stowarzyszenia za korupcję i odsunięciu od władzy ówczesnego szefa organizacji Josepha Blattera. Kluczowe w tym zestawieniu są wyniki finansowe po ubiegłorocznym mundialu w Rosji, gdy okazało się, że wbrew obawom FIFA osiągnęło przychody na poziomie 1,8 mld euro, co jest wynikiem, jak zapewniał szef komisji finansów organizacji Alejandro Dominguez, o 65 procent lepszym od zakładanego. Dzięki temu największa i najbogatsza organizacja sportowa na świecie może pochwalić się dzisiaj rezerwami finansowymi na poziomie 2,75 mld euro, o 1,75 mld wyższymi od tych, jakie trzy lata temu odziedziczył Infantino po dojściu do władzy.

Przewodniczący FIFA mimo okazywanego mu poparcia ma w światowej federacji wielu przeciwników, głównie w UEFA, co jest o tyle dziwne, że Infantino był przecież przez wiele lat sekretarzem generalnym Europejskiej Unii Piłkarskiej i prawą ręką Michela Platiniego. Odsunięty na boczny tor Francuz w październiku tego roku będzie mógł znów działać w futbolu, bo wtedy zakończy się jego czteroletnia dyskwalifikacja, w przededniu paryskiego kongresu FIFA ostro krytykował Infantino twierdząc wprost, że „nie jest wiarygodny i nie ma żadnej legitymacji, aby reprezentować futbol”.

Były prezydent UEFA, odsunięty od władzy pod zarzutem udziału w korupcji, w swojej krytyce dawnego podwładnego nie jest odosobniony – w Europie obecny szef FIFA podpadł przeforsowaniem przeniesienia terminu mistrzostw świata w Katarze (2022) na listopad i grudzień, a teraz kością niezgody jest proponowana przez Szwajcara nowa formuła Klubowych Mistrzostw Świata, które od 2021 roku mają być rozgrywane z udziałem 24 zespołów, co UEFA słusznie uważa za konkurencję dla swojej Ligi Mistrzów. Infantino próbował złamać opór obiecując przychody z KMŚ na poziomie 50 miliardów dolarów, ale nie sprecyzował w jakim przedziale czasowym ten turniej miały je wygenerować.

Drugą kadencję Infantino zaczął zatem od aklamacji, ale wątpliwe by tak samo łatwo wygrał wybory po raz trzeci. Po budzących już dzisiaj wiele negatywnych emocji mistrzostwach świata w Katarze pozycja Szwajcara może ulec poważnemu osłabieniu, a wtedy z całą pewnością w wyborczych szrankach pojawią się groźni konkurenci.

 

UEFA bogata jak nigdy

Na kongresie UEFA w Rzymie wybrano obecnego przewodniczącego tej organizacji Aleksandra Cefferina na kolejną kadencję. Słoweniec był jedynym kandydatem. Dostał pełne poparcie, bo zapełnia kasę jak nikt przed nim.

Podczas kongresu przedstawiono nowy budżet europejskiej federacji na sezon 2019-2020. Jeśli zostanie w pełni zrealizowany, do kasy UEFA wpłynie rekordowa kwota 5,72 miliardów euro. Oznacza to wzrost w porównaniu z budżetem na sezon 2018-2019 o 48 procent. Wpływy w 57 procentach pochodzić będą z rozgrywek klubowych, a w 43 procentach z Euro 2020, które wyjątkowo zorganizowane zostaną w 12 krajach.

UEFA staje się coraz bogatsza głównie dzięki wpływom ze sprzedaży praw telewizyjnych. Stanowią one 73 procent zysków organizacji. Najwięcej pieniędzy zapewniają rozgrywki Ligi Mistrzów. Po obecnym sezonie UEFA otrzyma środki z nowego kontraktu telewizyjnego, który przysporzy jej 2,85 mld euro. Dla porównania, poprzednia umowa gwarantowała piłkarskiemu molochowi 2,13 mld euro. Wpływy ze sprzedaży praw medialnych do Ligi Europy wzrosną symbolicznie. W sezonie 2017-2018 było to 372 mln euro, a w prognozowanym sezonie 2018-2019 UEFA dostanie z tego tytułu 381 mln euro.

Dobre wyniki finansowe europejskiej federacji piłkarskiej to w głównej mierze zasługa sprawnie działającej maszyny urzędniczej, stworzonej i kierowanej przez Aleksandra Cefferina. Dlatego też 51-letni Słoweniec, z zawodu prawnik, w czwartkowych wyborach na prezesa UEFA nie miał żadnego przeciwnika i był jednym kandydatem na to stanowisko. Podobna sytuacja szykuje się też w FIFA, bo obecny przewodniczący Gianni Infantino jest jedynym kandydatem w wyborach.

 

Skandal w finale Copa Libertadores

Do ogromnego skandalu doszło przed rewanżowym meczem Copa Libertadores między dwoma zespołami z Buenos Aires – River Plate i Boca Juniors.

 

Spotkanie miało być wielkim piłkarskim świętem w Argentynie, ale nie tylko, bo mecz transmitowano do wielu krajów na kilku kontynentach. W pierwszym spotkaniu padł remis 2:2, więc całe Buenos Aires żyło rewanżem. Zainteresowanie kibiców było ogromne. Ostatni przed meczem trening piłkarzy Boca Juniors obejrzało ponad 50 tysięcy fanów zespołu.

Niestety, wszystko popsuła grupa bandziorów podszywających się pod klubowe barwy River Plate, która zaatakowała na ulicach miasta zmierzający na stadion autokar z piłkarzami Boca. Pojazd obrzucono kamieniami i butelkami, wybijając w nim niemal wszystkie szyby. Rozbite raniło wielu piłkarzy, wśród nich byli m.in. Carlos Tevez, Pablo Perez, Gonzalo Lamardo, Nahitan Nandes, Dario Benedetto, Mauro Zarate, Ramon Abila i Agustin Almendra. Do wnętrza pojazdu wrzucono też pojemniki z gazem pieprzowym. Kilku zawodników trzeba było odesłać do szpitala, bo mieli drobne rany lub kłopoty z podrażnionymi gazem oczami.

Działacze południowoamerykańskiej konfederacja piłki nożnej (CONMEBOL) uznali jednak, że nic wielkiego się nie wydarzyło i nakazali rozegranie meczu. Naciskał na to również przewodniczący FIFA Gianni Infantino. Piłkarze Boca Juniors odmówili jednak wyjścia na boisko i nie złamały ich nawet groźby walkowera. Gracze River Plate na znak solidarności też odmówili jakiejkolwiek współpracy. Spotkanie zostało przesunięte na 19:15 lokalnego czasu (23:15 w Polsce), ostatecznie jednak w sobotę mecz na Estadio Monumental nie został rozegrany i przeniesiono go na dzień następny. Miał się rozpocząć późnym wieczorem polskiego czasu.

 

Infantino kręci lody w Arabii Saudyjskiej

Nasila się niezadowolenie z rządów przewodniczącemu FIFA Gianniego Infantino. Tym razem szwajcarskiego działacza wzięły pod ostrzał niemieckie media.

 

Gazeta donosi, że sternik FIFA zamierzał sprzedać za 25 miliardów dolarów prawa do dwóch nowych turniejów oraz do kolejnych mistrzostw świata. Dziennikarze „Sueddeutsche Zeitung” twierdzą, że to jest faktyczny powód dla którego Infantino tak uporczywie forsował pomysł zorganizowania Ligi Światowej dla reprezentacji narodowych (zastąpiłaby Puchar Konfederacji) oraz rozgrywanych w rozszerzonej formule Klubowych Mistrzostw Świata z udziałem 24 zespołów. Szwajcarski działacz chciał sprzedać prawa do tych imprez inwestorom z Arabii Saudyjskiej.

Z dokumentów do których dotarli dziennikarze, pojawiają się nazwy dwóch konsorcjów, które były gotowe nabyć prawa do nowych turniejów. To brytyjska firma doradztwa inwestycyjnego SB Investment Advisers Limited oraz firma inwestycyjna z siedzibą w Londynie Centricus Partners LP. Obie spółki są powiązane kapitałowo z inwestorami z Arabii Saudyjskiej. Infantino chciał im sprzedać w pakiecie także prawa do kolejnych mundiali, konkretnie dotyczące transmisji satelitarnych i sieciowych, archiwów, filmów i filmów wideo, gier wideo i merchandisingu. Niemieckie media zarzucają Infantino, że „wyprzedaje światowy futbol”.

Szwajcar nie robi tego bezinteresownie. Do przeprowadzenia operacji powołano firmę FIFA Digital Corporation, w której FIFA ma 51 procent udziałów, a Infantino miał zostać jej szefem z pensją dwa miliony dolarów rocznie. Na razie będzie się musiał jednak obejść smakiem, bowiem podczas październikowego kongresu FIFA w Kigali nie podjęto w tej sprawie żadnych wiążących decyzji. Głownie z powodu stanowczego sprzeciwu ze strony UEFA.

 

Atak na Gianniego Infantino

Prezydent FIFA Gianni Infantino musi się tłumaczyć po publikacji w dzienniku „Der Spiegel”. Niemiecka gazeta zarzuciła mu, że jeszcze jako działacz UEFA pomagał Manchesterowi City i PSG w obchodzeniu reguł Finansowego Fair Play.

 

Właścicielami Manchesteru City są szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, natomiast Paris Saint-Germain należy do równie bogatych szejków z Kataru. I jedni i drudzy wpompowali w te kluby setki milionów euro. Infantino jako szef FIFA wielokrotnie publicznie groził surowymi sankcjami dla klubów, Finansowego Fair Play nie przestrzegają. Tm bardziej zaskakują rewelacje „Der Spiegela”, za sam pomagał wspomnianym klubom w obchodzeniu zasad. Reakcja FIFA i samego Infantino na doniesienia niemieckich mediów była znamienna. W oświadczeniu stwierdzono, że publikacje maja za cel postawienie FIFA w złym świetle i podważenie wiarygodności nowego kierownictwa federacji, a w szczególności jej prezydenta.