Powstańcy warszawscy przeciw homofobii

Homofobiczna agresja prezydenta Andrzeja Dudy wzbudziła oburzenie ludzi, którzy walczyli z nazistami podczas II wojny światowej. Związek Powstańców Warszawskich oraz Fundacja Pamięci o Bohaterach Powstania Warszawskiego wydały oświadczenie, w którym wyrażają zaniepokojenie dehumanizacją i atakami na mniejszości i słabszych.

Uczestnicy słynnego zrywu przeciwko nazistowskim okupantom stają po stronie mniejszości walczących o równe prawa w niezwykle ważnym momencie. Spece od marketingu politycznego Andrzeja Dudy uznali, że najlepszym sposobem na mobilizacje wyborców jest pobudzenie prymitywnych homofobicznych przekonań, pokutujących w umysłach części społeczeństwa. W ostatnich dniach prezydent „zabłysnął” kilkoma wypowiedziami, w których zaatakował osoby LGBT, odmawiając im człowieczeństwa i redukując do ideologii.

– To był bolszewizm. To było ideologizowanie dzieci. Dzisiaj też nam i naszym dzieciom próbuje się wciskać ideologię, ale inną. Zupełnie nową, ale to też jest neobolszewizm. Jeżeli w szkole przemyca się ideologię, żeby zmienić punkt widzenia dzieci i ustawić ich patrzenie na świat poprzez ich seksualizację w dziecięcym wieku, coś co jest sprzeczne z najgłębszą logiką dojrzewania człowieka w sposób spokojny i zrównoważony, to to jest ideologia i nic innego – mówił Andrzej Duda w Brzegu trzy dni temu.
Na słowa prezydenta zareagowała społeczność międzynarodowa, Duda został potępiony m.in. przez Komisję Europejską, ale również przez polskiego RPO oraz całą plejadę instytucji i organizacji społecznych.

Powstańcy za równością

Teraz Andrzej Duda otrzymał być może najboleśniejszy cios – zadany przez patriotycznie nastawionych bohaterów walki z nazistowską okupacją. Powstańcy uważają, że „każdemu człowiekowi należy się szacunek i godność, również temu, który ma odmienne preferencje seksualne”
Wyrażają zaniepokojenie faktem iż, „od kilku dni słyszymy słowa, które negują człowieczeństwo drugiej osoby”.

Ich zdaniem jest to kopiowanie retoryki najbardziej zbrodniczej ideologii. „ W wyniku głoszenia bardzo szkodliwych treści, że osoby homoseksualne to nie ludzie, wprowadza się tragiczną w skutkach narrację. Postrzega się w niej drugiego człowieka jako przedmiot pozbawiony jakichkolwiek uczuć, afektów i emocji. Słowa, które słyszała cała Polska, ale i świat, muszą spotkać się z radykalnym sprzeciwem ludzi przyzwoitych” – zauważają powstańcy.

Uczestnicy zrywu podkreślają, że
właśnie z głosicielami takich ideologii walczyli w 1944 roku.

„To w czasie Powstania Warszawskiego walczono o to, aby przywrócić godność człowiekowi, która została odebrana przez okupanta. Nie będziemy obojętni wobec dehumanizacji mniejszości, przypominającej najgorsze czasy, w których mieliśmy okazję żyć. Uważamy, że mamy obowiązek zabrać głos w obronie ludzi słabszych. Nie ma zgody na akty przemocy, w tym słownej, wobec jakichkolwiek ludzi, w jakiejkolwiek postaci w wolnej, demokratycznej, tolerancyjnej Polsce, w Unii Europejskiej. Nie ma zgody na poniżanie mniejszości seksualnych w kraju, w którym homoseksualiści byli zabijani przez faszystów za swoją odmienność”

Powstańcy apelują do pisowskich decydentów, aby zakończył się spektakl deptania godności. „Krzywda ludzka, szykany i poniżanie naprawdę nie są warte korzyści politycznych. Apelujemy do Polaków słowami Mariana Turskiego – „Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana”. My nie będziemy” – zaznaczają.

Agresje Andrzeja Dudy skomentowała także uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska. – To coś, co jest obrażające ludzką godność. Ja takiej wypowiedzi nie potrafię skojarzyć z wolnym krajem. Tak mówili Niemcy o Żydach. My to byliśmy podludzie, a oni, to byli już nieludzie. To jest faszyzm, który odmawia człowiekowi z powodu jego inności prawa do tego, żeby go szanować – podkreśliła.

– Czego dowodem jest także fakt, że tak trudno jest ratować dziecko, jeżeli nie ma społeczeństwa, które rozumie, że to dziecko nie jest niczemu winne. Tak trudno jest rodzicom udźwignąć świadomość, że dziecko ma taką depresję, że może polenić samobójstwo. Bardzo współczuję wszystkim matkom, które muszą teraz w Polsce znosić takie nieszczęście, jakie spotyka ich dzieci z powodu tego, że nie ma u nas zrozumienia dla tego, co najważniejsze w życiu człowieka: że każdy ma swoją godność – zaznaczyła.

Bigos tygodniowy

Za szalone, homofobiczne wrzaski Dudy oraz pomniejszych Czarnków i Żalków niebawem zapłacimy już nie tylko moralnie i wizerunkowo, ale też finansowo. Były premier Belgii Elio di Rupo wezwał „Komisję Europejską oraz Didiera Reyndersa do zwrócenia się do Rady Europejskiej o uruchomienie artykułu 7 traktatu o UE. Wszelka pomoc europejska powinna podlegać poszanowaniu europejskich wartości i podstawowych wolności”. Wezwał też do zamrożenia unijnych funduszy dla Polski. Jeśli do tej opinii dołączą się inni liderzy unijni, zacznie się ucinanie Polsce unijnych pieniędzy. Swoimi podjudzającymi okrzykami Dudy, Czarnki i Żalki jednocześnie narażają na szwank bezpieczeństwo osób LGBT, zwłaszcza młodych oraz finansowe interesy kraju.


Jeśli zdaniem biskupa Długosza, Mateusz Morawiecki i Łukasz Szumowski to ewangeliści, to trzeba konsekwentnie poszukać jeszcze Jana i Marka. Pierwszym z brzegu Janem z tego kręgu mógłby być Ardanowski, minister rolnictwa, a Markiem – Kuchciński. Jezusa Chrystusa do tej konstelacji znalazł już Robert Biedroń wskazując Kaczyńskiego. Biskup Długosz Antoni występował kiedyś w telewizji w cyklicznym programie katolickim i rysem jego narracji było maksymalne udziecinnienie przekazu. Tu jest może jakiś trop do wyjaśnienia źródeł jego jasnogórskich słów.


Gdy posłowie Szczerba i Joński wybrali się na wizytę kontrolną do Ministerstwa Zdrowia by zajrzeć tam do pewnych dokumentów odnoszących się do działalności SZUMOW-szczyzny, okazało się, że „ktoś” zabrał te dokumenty „do domu”. Posłowie nie uzyskali nawet informacji – kto? W normalnych czasach to skandaliczne zdarzenie byłoby uznane u źródeł za poważny delikt urzędniczy i powód do dymisji co najmniej odpowiedniego dyrektora departamentu, wiceministra, a nawet szefa resortu. Za rządów PiS, to „normalka”, bo ich rządy są, jako się zowie, woluntarystyczne, nie oparte na żadnych regułach, a tylko na widzimisię pisowskich dygnitarzy. Brak słów.


Wobec braku możliwości składnia kolejnych obietnic (bon turystyczny na 500 złotych, to jednak nie to, co gotówka) pisiory czepiły się w kampanii prezydenckiej „kwestii LGBT”. Czepiły się jak rzep psiego ogona, bo widzą w tym szanse ugrania głosów dla Dudy, który ze swej strony dmie w tę samą dudę.


To co wykrzykuje Duda na wyborczych wiecach o „ideologii LGBT”, to jest już jawne wzywanie do segregacji i nienawiści społecznej, a co najmniej przyzwalanie na nią, inspirowanie jej – inaczej tego określić niepodobna. I to jest naprawdę groźne, bo to może realnie skutkować aktami agresji społeczną, na ulicy, w szkole, w każdym miejscu użyteczności publicznej. Czarnki i Żalki dopowiadają to jeszcze ohydniej, mówią o „skończeniu z idiotyzmami o jakichś prawach człowieka” i o tym, że ludzie LGBT, to „nie ludzie” i „nie są równi normalnym ludziom”, tyle że Czarnki i Żalki są szeregowym posłami, a Duda „głową państwa”. ONI naprawdę prowadzą nas do hańby i nieszczęścia. Hańbę już mamy, bo jeszcze nigdy dotąd w ciągu pięciu lat kadencji Adriana, nie wstydziłem się aż tak bardzo za „głowę” państwa, którego jestem obywatelem. Już za granicą piszą o Polsce jak o „parszywej owcy”. Unia Europejska jako bankomat i gest Kozakiewicza w stosunku do europejskich wartości i reguł – oto ideologia i praktyka władzy PiS. Utrzymać się przy władzy na plecach odwiecznej i nieśmiertelnej kołtunerii polskiej – oto ich technika.


Jeśli ustalenia posłów Jońskiego i Szczerby poczynione w Ministerstwie Zdrowia w pełni pokrywają się z faktami, to być może mamy do czynienia z największym, a co najmniej jednym z największych przekrętów III RP. Wobec perspektywy wizytacji posłów w gmachu MZ nie pojawili się: Szumowski, jego zastępcy oraz dyrektor generalna resortu. Propaganda PiS, w tym TVPiS nie dotyka tematu, nawet w trybie polemicznym, bo to za bardzo śmierdzi. Gdyby nie zbliżające się wybory, Kaczor prawdopodobnie kazałby pogonić Szumowskiego i jego kolesi. Jednak w aktualnej sytuacji uznano, że przyznanie się do afery przyniosłoby więcej szkody niż pożytku, więc idą w zaparte.


Bigos tygodniowy z rosnącym zdziwieniem obserwuje (i wysłuchuje)kolejnych wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia opowiadających o heroicznej walce o maseczki, przyłbice i respiratory za grube, grube miliony liczone nie tylko w złotych polskich. Niestety, póki co, rachunki nie bardzo się zgadzają, co nie zmienia narracji wyżej wymienionych przedstawicieli, którzy z lekką irytacją odpowiadają na pytania dziennikarzy, zgromadzonych codziennie przed gmachem resortu zdrowia. Bigos nieśmiało zauważa, że ta heroiczna walka toczy się nie za pieniądze ministerstwa, ale za nasze, zwykłych Polaków, co nakłada na przedstawicieli MZ obowiązek rozliczenia się w sposób rzetelny z ich wydatkowania. I tego Bigos tygodniowy niecierpliwie oczekuje. Podobnie niecierpliwie oczekuje na rozliczenie wszelkich grantów przyznanych firmom należącym do rodziny Szumowskich, idących w grube miliony. Na mieście wróble ćwierkają, że będzie to trudna robota, bo dotycząca kwoty nie mniejszej niż 140 milionów złotych polskich.


Gdy słyszę histeryczne wrzaski Dudusia i innych Czarnków przeciw edukacji seksualnej w szkole, to widzę i słyszę, że toż to przecież nikt inny, jak Pylaszkiewicz z „Ferdydurke” Gombrowicza. Pylaszczkiewicz, zwany przez kolegów Syfonem, to największy w klasie kujon i pupil nauczycieli. Zawsze przygotowany do lekcji, pilny i zdyscyplinowany Syfon staje na czele klasowych obrońców niewinności. Zgadza się z infantylizującą młodzież rolą szkoły. Jako przywódca „chłopiąt” opowiada się po stronie cnoty i młodzieńczych ideałów. Pylaszkiewicz wraz z innymi chłopiętami-orlętami postanawia nie dać się uświadomić Miętusowi i zachować niewinność. Wyzwany na pojedynek, Pylaszkiewicz dzielnie walczy za pomocą wzniosłych, szlachetnych min i gestów. Jego wzniesiony w górę palec wygrywa ze szpetnymi grymasami przeciwnika, jednak Miętus podstępnie go pokonuje i brutalnie uświadamia metodą „gwałtu przez uszy”. Uświadamiany wbrew swej woli, Pylaszkiewicz śpiewa rozpaczliwie: „W górę serca! Proponuję, abyśmy tu natychmiast ślubowali, iż nigdy nie zaprzemy się chłopięcia ani orlęcia! Nie damy ziemi, skąd nasz ród! Ród nasz od chłopięcia i dziewczęcia się wywodzi! Ziemia nasza to chłopię i dziewczę! Kto młody, kto szlachetny, za mną! Hasło – młodzieńczy zapał! Odzew – młodzieńcza wiara!”. I intonuje na nutę „Marsza Sokołów” podniosłą pieśń: „Hej, bracia chłopięta, dodajcie mu sił, by ocknął się z martwych, by powstał, by żył!”. I tak oto literatura sprzed 83 lat dogoniła życie polskie w 2020 roku.

Nieuleczalna fobia

Hiszpańska psycholożka od dawna propagowała swoje „leczenie” homoseksualistów. Nawet reklamowała swoje „sukcesy” w sieci. Została ukarana, ale niczego jej to nie nauczyło.
Sprawa ciągnie się od lat. Psychoterapeutka Elena Lorenzo Rego już w 2016 roku na podstawie przepisów, wprowadzonych przez władze hiszpańskie została oskarżona przez hiszpańską grupę LGBT Acropoli o stosowanie nienaukowych metod. Lorenzo utrzymywała, że znalazła sposób na leczenie homoseksualizmu.
„Heteroseksualność jest już w każdej osobie, wystarczy ją znaleźć w środku. Zmiana terapii jest sposobem na jej odkrycie ”- mówiła Lorenzo hiszpańskim mediom.
„Gej jest tożsamością społeczną i polityczną, homoseksualizm jest uwarunkowaniem psychologicznym. (…) Rozumiemy, że homoseksualizm nie polega na seksie, ale na tożsamości, poszukiwaniu siebie. Homoseksualizm staje się seksualizacją potrzeb emocjonalnych niespełnionych w dzieciństwie lub we wczesnym wieku” Jednocześnie przyznawała, że homoseksualizm nie jest chorobą, niemniej uważała, że okazuje pomoc tym, którzy chcą powrócić do heteroseksualności jej metodami.
Dziennikarka z katalońskiej gazety „Search” udała się do Lorenzo udając lesbijkę, a potem skonfrontowała otrzymane porady z innym psychologiem, który stwierdził, że przyniosłyby jej wymierne szkody.
Hiszpański Związek Psychologów był wobec Lorenzo bezradny, ponieważ nie była ona członkiem tej organizacji. Dopiero wniosek Acropoli dał jakiś efekt, ale nie na długo. Skazano Lorenzo na 20 tysięcy euro grzywny, ale przy pomocy organizacji katolickich udało się jej zebrać tę sumę w stosunkowo krótkim czasie. Wznowiła zatem zajęcia z początkiem lutego. Stowarzyszenie Acropoli ponownie zatem złożyło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na podstawie prawa o integralnej ochronie osób LGBT przed dyskryminacją ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową.
Głos zabrał nawet wiceprezydent wspólnoty autonomicznej Madrytu Ignacio Aguado, który stwierdził. że to homofobia jest chorobą wymagającą leczenia.

Oznaka schyłku Kościoła

Polski kościół katolicki, jeżeli ktokolwiek mu się przygląda z minimum dystansu, wydaje się strukturą ogarniętą desperacją. Archidiecezja krakowska zaś znana jest głównie z tego, iż kieruje nią wiodący fundamentalistyczny nienawistnik, abp Jędraszewski. Tenże opublikował niedawno list do wiernych.

Dokument rozpoczyna przypomnienie 40. rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i zbliżającej się setnej rocznicy jego urodzin. „Całe życie Karola Wojtyły upłynęło pod znakiem wielkich zmagań o ocalenie największych i najbardziej świętych chrześcijańskich i narodowych wartości. Były to zarówno jego osobiste zmagania, jak i zmagania Polski i całego Kościoła”. Jędraszewski zapomniał dodać, że pontyfikat Wojtyły upłynął również pod znakiem zmagań o ochronę przestępców seksualnych w kościele katolickim i wspomagania prawicowych dyktatur – jak np. Augusto Pinocheta w Chile. Poza tym dorobkiem „papieża-Polaka” są również ekscesy, takie jak beatyfikacja nazistowskich kolaborantów w rodzaju choćby Alojzije Stepinaca, wikariusza wojskowego tzw. Ustaszy – chorwackich nazistów w latach 40.
Od Jana Pawła II i kwestii „odzyskania wolności” przez Polskę Jędraszewski płynnie przechodzi do swojej obsesji – LGBT.
Arcybiskup wykazał się bardzo szczególną formę spostrzegawczości. „odzyskanie przez Polskę suwerenności na początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku nie oznacza” – czytamy w liście – „że raz na zawsze skończyły się nasze zmagania o autentyczną wolność”. I właśnie w tym kontekście pojawia się groźny wątek osób nieheteronormatywnych i ich ruchu „o charakterze totalitarnym”.
„Przyszło nam żyć w czasach, w których pojawiło się kolejne wielkie zagrożenie dla naszej wolności – i to o charakterze totalitarnym. W ramach ideologii gender usiłuje się bowiem zatrzeć naturalne różnice między kobietą a mężczyzną” – konstatuje krakowski hierarcha.
„Przymusza się ludzi, w tym także osoby wierzące, do propagowania ideologii LGBT. Tym samym, łamiąc wolność sumienia, nakłania się ich do tego, aby odchodzili oni od zasad wyznawanej przez siebie chrześcijańskiej wiary. Wyraźnie to nam przypomina totalitarne czasy PRL-u, gdy awanse społeczne były zagwarantowane jedynie dla członków komunistycznej partii, a osoby wierzące były traktowane jako obywatele drugiej kategorii” – pisze dalej Jędraszewski.
Tylko te dwa akapity wydają się potokiem dziwacznie sformatowanej świadomości autora listu i braku faktycznego kontaktu z rzeczywistością. Jędraszewski nie ujawnia kto, w jakich okolicznościach i w jaki sposób „przymusza osoby wierzące do propagowania ideologii LGBT” oraz kto proponuje polskim katolikom porzucenie wiary. Nawiasem mówiąc, nie jest to działalność sprzeczna z prawem; podobnie jak księżom nikt nie zakazuje ewangelizacji. Na co tu więc utyskiwać?
Twierdzenia o rzekomym „totalitarnym charakterze” ruchu LGBT, tudzież jakichś „antywolnościowych” zapędach jego przywódców (o ile w ogóle można takowych wskazać) są kompletnie bezpodstawne. Cały list Jędraszewskiego wydaje się niczym innym jak odwzorowaniem lęku katolickich hierarchów, którzy ewidentnie tracą rząd dusz w polskim społeczeństwie i nie mogą już cieszyć się wyjątkowością najważniejszego punktu odniesienia w sferze moralności. Zamiast elastyczności i prób dostosowania instytucji, którą kierują, polscy biskupi postawili na nagonki i swoistą pornografię strachu przed mniejszościami.
W tym kontekście ekscesy Jędraszewskiego można łatwiej zrozumieć. Według mnie jest to ewidentny sygnał, iż polski kościół katolicki nie wytrzymał naporu rzeczywistości i wkroczył na ścieżkę samozniszczenia. Jeśli rządzą tą instytucją nie kwestie teologiczne, a demony homofobii i antykomunizmu, to staje się ona dla wiernych kompletnie bezużyteczna, a jej jedyną funkcją jest dźwignia polityczna dla rozgrywek prawicowych liderów.
Osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że skandale związane z seksualną przemocą wobec dzieci i początkowa postawa hierarchów, którzy kryli zakamuflowaną pod sutannami masową opcję pedofilską, poderwały gwałtownie autorytet tej instytucji nawet w kręgach fundamentalistycznych wiernych. Z pewnością więc moc wpływów kościoła bardzo by osłabła. Niemniej, dużo bardziej groźna dla episkopatu okaże się z pewnością jego reakcja. Polski kościół katolicki dokonał najgorszego wyboru z możliwych angażując się po stronie najczarniejszych sotni rodzimej polityki; postawił na ekstremistyczną prawicę, która nie ma ma w Polsce większości i nigdy znaczącej przewagi, porównywalnej z pozycją kościoła, nie uzyska.
Hierarchowie, głosząc swój obłęd, wspierają się autorytetem „tradycji”. Nader często mówią np. o „tradycyjnej rodzinie” lub „tradycyjnych wartościach”. Mogą tak czynić tylko dlatego, że w przestrzeni publicznej nikt nie ma odwagi rozliczać ich postulatów, a wierni mogą sobie definiować te sformułowania tak, jak uznają to za wygodne. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy, bo awangardę sojuszników kościoła stanowią środowiska polityczne, które chcą zarządzać społeczeństwem i jego kulturą poprzez przemoc. Skutkiem działalności czarnosecinnej prawicy w Polsce, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, jest krzywda, lęk i depresja wywołane totalitarną wykładnią „tradycji” obejmującą także homofobiczny terror. Jędraszewski swoim listem wrzucił właśnie kolejny kamyczek do ogródka tej tragedii. Odwrót od kościoła jest już widoczny, a z każdym takim oburzającym wygłupem będzie coraz większy; być może nastąpi też odwrót od religii. Kościół katolicki sam gra kartą swojego upadku. Oby jak najszybszego!

Sąd zabrania kłamać o LGBT

Stowarzyszenie Tolerado pozwało FundacjęPro – Prawo do Życia o zniesławienie i zażądało też 75 tys. zł zadośćuczynienia. Wprawdzie wyrok nie został jeszcze wydany, jednak rozpatrujący sprawę gdański sąd zakazał Fundacji rozpowszechniania uprawianej przez nią chętnie obleśnej homofobicznej propagandy.

Z przedstawicielami Tolerado po decyzji sądu rozmawiali dziennikarze portalu Onet.
– To przełomowa decyzja sądu, z której wynika, że Fundacja ani nikt inny nie może rozpowszechniać kłamliwych informacji na temat środowisk LGBT. Kończy się nachalna propaganda na ulicach polskich miast – cieszy się Jacek Jasionek z Tolerado; cytuje go właśnie Onet.
– Warto podkreślić, że ta decyzja nie jest ograniczaniem wolności słowa. Nie można jednak rozpowszechniać nieprawdziwych informacji, które szkalują ludzi. A to, że są to nieprawdziwe informacje, udało nam się wykazać i uprawdopodobnić – dodaje.
Przypomnijmy. Po przeciwnych stronach wokandy stanęły walczące o prawa środowisk mniejszości seksualnych liberalne Stowarzyszenie Tolerado i fundamentalistyczna, antyaborcyjna Fundacja Pro – Prawo do Życia. Ta ostatnia przeprowadziła kilka miesięcy temu akcję, wysyłając na ulice Trójmiasta obwieszony banerami samochód. Ich treść wskazywała m.in., że homoseksualizm jest groźny i może prowadzić do pedofilii. Podobne treści prezentowane były też podczas innych akcji Fundacji, np. w trakcie zbiórki podpisów przed galeriami handlowymi. Stowarzyszenie Tolerado wytoczyło więc Fundacji sprawę karną, a w sierpniu br. złożyło dodatkowo pozew cywilny. Jego przedstawiciele żądają by Fundacja natychmiast zaprzestała „rozpowszechnia nieprawdziwych i homofobicznych treści na temat rzekomego związku pomiędzy pedofilią a homoseksualnością”.
Wyroku jeszcze nie ma, niemniej Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał ważne postanowienie. Nakazał, by na czas trwania procesu Fundacja zaprzestała rozpowszechniania określonych informacji.
Chodzi m.in. o często prezentowane w przestrzeni publicznej wizerunki dwóch nagich mężczyzn okraszonych obrzydliwymi napisami, np.: „Pederaści żyją średnio 20 lat krócej”, „Czyny pedofilskie zdarzają się wśród homoseksualistów 20 razy częściej”, „Tacy chcą edukować twoje dzieci. Powstrzymaj ich”, „70 proc. zachorowań na AIDS dotyczy pederastów”, „91 proc. dzieci wychowywanych przez lesbijki i 25 proc. wychowywanych przez pederastów jest molestowanych”. Fundacja nie będzie teraz mogła pokazywać takich treści w żadnej formie, nawet na własnej stronie internetowej. Gdański sąd przyznał, że takie hasła mogą być postrzegane jako obraźliwe i krzywdzące dla osób LGBT, bo łączą m.in. homoseksualizm i pedofilię.
Dziennikarze Onetu piszą, że przedstawiciele Fundacji przekonywali ich, iż statystyki umieszczone na banerach wyprowadzone są z naukowych przesłanek. Powoływali się m.in. na badania Marka Regnerusa i Paula Camerona. Tolerado ripostowało, że badania wspomnianych naukowców nie zostały uznane przez żaden renomowany instytut badawczy, nie zostały potwierdzone i nie wytrzymały merytorycznej krytyki.
Sąd nie przychylił się jednak do wniosku o zakaz rozpowszechniania agit-propu na temat edukacji seksualnej, który skonstruowała Fundacja. Chodzi o prezentowane na banerach hasła: „Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci? 4-latki: masturbacji, 6-latki wyrażania zgody na seks, 9-latki pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu”.
Sąd stwierdził, że „w szeroko pojętej dyskusji publicznej na okoliczność zakresu i rodzaju edukacji seksualnej dzieci nie można zabronić drugiej stronie prawa wypowiadania się i sprzeciwiania się takim działaniom. Każdy obywatel ma zagwarantowane w konstytucji prawo do swobodnej, nawet mocnej wypowiedzi i wypowiadania sprzeciwu przeciwko edukacji seksualnej dzieci według takich standardów, a zwłaszcza nie można odmówić takiego prawa rodzicom korzystającym z wolności słowa w ramach konstytucyjnego zagwarantowanego prawa do wychowywania dzieci wedle własnego przekonania”. Tak uzasadnił swoją decyzję w tym zakresie.

Kto broni Jędraszewskiego?

Wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki i wicemarszałek Senatu Marek Pęk byli obecni na wiecu poparcia dla arcybiskupa Jędraszewskiego, by solidaryzować się z nim i jego słowami skierowanymi przeciw środowiskom LGBT.

Na wiecu w Krakowie było obecnych około 3 tysięcy ludzi. Modlono się ponad godzinę. Poparcie dotyczyło słów Jędraszewskiego, który podczas homilii, wygłoszonej w krakowskim Kościele Mariackim w 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego powiedział: „Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. (…) Nie czerwona, ale tęczowa”. Słowa te wzbudziły sprzeciw wielu środowisk, choć, co ciekawe, nikogo nie uraziło nazwanie lewicowych środowisk „czerwoną zarazą” , natomiast fala oburzenia dotyczyła określenia tym samym obelżywym słowem środowisk LGBT. W każdym razie krytyka ta wywołała reakcję, której symbolem był krakowski wiec. Jak napisano na profilu „Naszego dziennika” w Twitterze, był to „wyraz wsparcia i wdzięczności dla ks. abp Marka Jędraszewskiego za odważne głoszenie Ewangelii”, choć nigdzie w Ewangelii nie ma zachęcania do nienawiści wobec osób LGBT.
Nie mogło zabraknąć redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza i szefa klubów tego periodyku Ryszarda
Kapuścińskiego.
Odczytano „Odezwę polskich katolików do władz duchownych i świeckich”, w której opisano rzekome ataki środowisk antyklerykalnych wymierzone w katolików, a szczególnie w kapłanów. Padły sformułowania o „agresywnych atakach” i „ohydnych bluźnierstwach i profanacjach”. Poparcie dla nienawistnych wezwań Jędraszewskiego nazwano w dokumencie „zobowiązaniem wobec dziedzictwa Jana Pawła II’, przez wielu obserwatorów oskarżanego o ukrywanie pedofilskich przestępstw w Kościele katolickim.
Dobrze się stało, że na krakowskim wiecu byli obecni prominentni politycy partii rządzącej. To przynajmniej jasno określa ich hierarchię wartości i stosunek do mniejszości.

Głos lewicy

Mniej korporacji w korporacji

Jeszcze kilka komentarzy do sprawy IKEI. Łukasz Moll:
Zażenowany jestem podnieceniem „lewicowych” znajomych, że oto transnarodowe korporacje znane z wychowywania nieproduktywnego i niecywilizowanego polskiego proletariatu takimi innowacjami jak pampers za kasą, samozatrudnianie kurierów i samorozwojowy coaching, postanowiły teraz zachodnimi kolbami – przepraszam, kodeksami – wbijać do głów równość i tolerancję.
Popieram walkę z wszelaką dyskryminacją w miejscu pracy. Ale w miejscu pracy rządzić mają pracownicy – bo tylko w ten sposób możemy walczyć z dyskryminacją najbardziej systemową, masową i podstawową dla kapitalizmu na peryferiach: dyskryminacją polskiej siły roboczej w globalnych łańcuchach wartości. To, co proponuje Ikea to korporacyjny rainbow washing, który przypisuje polskim pracowników gębę zaprzańców – po to, żeby legitymizować swoją wychowawczą kuratelę, oświecanie Wschodu przez Zachód, pracy przez kapitał. I po to, żeby przy pomocy polityki tożsamości dzielić proletariat i przeciwstawiać redystrybucję – uznaniu.
Jak najmniej JAKIEJKOLWIEK tresury korporacyjnej – nawet jeśli raz na sto razy ta tresura przybierze akurat ludzką twarz.

Nie podaję ręki homofobom

A tak wypowiada się prof. Jerzy Kochan:
IKEA, IKEA… międzynarodowy koncern próbuje ratować polską kulturę i bronić polskiej konstytucji przed bezrozumną polską prawicą… To jeszcze jedna okazja do przypomnienia sobie w jakim skansenie Ciemnogrodu żyjemy. Publiczne nawoływanie do mordowania przedstawicieli innej orientacji seksualnej to nie tylko problem prawa pracy. To kryminał i prokurator! … że Biblia? Książka, za pomocą której publicznie nawołuje się do mordów powinna być zakazana, a już zwłaszcza powinno chronić się przed jej wpływem dzieci i system oświatowy. To skandal, że taki rupieć stanowi podstawę do nauczania …o moralności!!! Religie nawołujące do mordu powinny być zakazane i ścigane!
IKEI dałbym Order Orła Białego za obronę polskiej konstytucji i honoru Polaków. Tylu durni, naszych rodaków, otrzymało to wyróżnienie, że IKEA może tylko podnieść jego prestiż… Homofobów prywatnie, towarzysko ignoruję i nie podaję ręki, to taka nasza codzienna, osobista guerrilla z idiotami.

IKEA a sprawa polska

Oczywiście, macie wszyscy rację: to źle, że zagraniczny kapitał przejmuje funkcje wychowawcze i zasadza się na kształtowanie poglądów dorosłych ludzi. Ale o kim to świadczy? O kapitale czy o nas? Nasze państwo nawaliło jak jeden mąż: nawaliła edukacja, nawaliła podstawowa komórka społeczna. Nad tym się trzeba zastanowić, a nie nad prawdopodobieństwem, czy osoba przytaczająca nienawistne cytaty rzeczywiście wyciągnie maczetę i po jakim czasie.

Sytuacja umożliwiła Tomaszowi K. męczeństwo. Po prostu. To klucz do sukcesu wszelkiej konserwy w Polsce. Pracodawca zaś, według Marii Świetlik, Grzegorza Ilnickiego i innych działaczy związanych z Inicjatywą Pracowniczą – miał zafajdany obowiązek zapewnić atmosferę bezpieczeństwa pozostałym pracownikom (na przykład umożliwić im niebycie szykanowanym i nieczytanie w intranecie agresywnych wpisów).
Prócz tego IKEA, jako firma zaangażowana, z bardzo sztywną polityką wewnętrzną, pozbyła się po prostu pracownika, który te normy naruszał, sprzeciwił im się na podstawie świadomej decyzji, mówiąc w skrócie sabotował działania swojego zakładu pracy.
Trudno oczekiwać, by sieć ryzykowała ewentualne pozwy od innych pracowników (w komunikacie firmy utrzymywano, że zgłosiły się osoby, które wpis Tomasza K. najzwyczajniej przestraszył).
Mnie również, zupełnie jak redaktorowi Łukaszowi Mollowi, nie podoba się przejmowanie wychowanie i kształtowania światopoglądu przez obce korporacje. I tak – jest to świat postawiony na głowie z punktu widzenia kogoś mającego serce po lewej stronie. Ale z trzeciej zaś strony skoro inne instytucje zawiodły, czemu nie przyjąć, że popełniliśmy błąd w sprawie Tomasza K. Po prostu – daliśmy ciała. IKEA nie jest od tego, żeby go naprawiać, nie są od tego również pracowniczy kolektyw. Taką pracę, jak słusznie zauważa Piotr Nowak w jednym ze swoich felietonów, mogłyby podjąć (i czasem robią to z powodzeniem) związki zawodowe.
Ale tu cała awantura jest obecnej władzy bardzo na rękę: przekierowuje uwagę nie na problemy pracy i płacy, ale rzekome cenzurowanie i prześladowanie za wiarę przez pracodawców. Według znajomych prawników IKEA przegra sprawę w sądzie, jeśli zwolniła Tomasza K. dyscyplinarnie. Jeśli zwolniła go w zwykłym trybie – wygra.
Zdumiewające jest jednak otaczanie opieką przez niektórych moich lewicowych kolegów postaw faszystowskich. Zdają sie oni nie widzieć podwójnego zakrętu na tej drodze: lewica ma za zadanie bronić słabszego w stosunkach społecznych. Pracownik jest stroną słabszą od pracodawcy. Ale pracownik nieheteronormatywny jest stroną najsłabszą ze wszystkich.

Woda na młyn i inne płyny ustrojowe

Redaktor Lisicki nie odpuszcza. Wzywa: „Stańmy się homofobami”. Szczucie ma chyba we krwi.

 

Zajrzałem jak co dzień na strony internetowe pism politycznych. Na stronie „Do Rzeczy” Pawła Lisickiego, pod tekstem o tym, że Skiba żąda od TVP miliona złotych na WOŚP za bezprawne wykorzystanie jego utworu w pisowskim sz-czujniku „W tylewizji” znalazłem wpis, w którym „internauta” grozi artyście ucięciem głowy i „nasraniem” na nią.
Zadzwoniłem do tejże redakcji i zażądałem usunięcia wpisu. Usunęli, trochę jak komórki rakowe, z dużym zapasem kilkudniowym wstecz. Jednak redaktor Lisicki i tak nie odpuszcza. Wzywa: „Stańmy się homofobami”. Szczucie ma chyba we krwi.
Na redaktora Lisiewicza z „Gazety Polskiej” doniosłem do prokuratury za wzywanie do bicia działaczy antyalkoholowych kijem. Nic mu nie zrobią, ale jeśli choć wezwą raz na przesłuchanie, tak jak uporczywie nękają demonstrantów spod Sejmu i ubierających pomniki w koszulki z napisem „konstytucja”, to dobre i to.

 

Opary myśli narodowej

Po stronie pisowsko-prawolskiej takich agresywnych fantazji i wzywania do fizycznej przemocy jest coraz więcej. Celują w tym internetowi trolle. Trzeba uczciwie przyznać, że po stronie antypisowskiej wezwań do agresji fizycznej nie napotkałem, co nie znaczy, że nie mogą się zdarzać. Ja jednak napotykam ją tylko po tamtej stronie. Jeśli zatem pojawi się kandydat na następcę Ryszarda Cyby, który przed laty zabił pracownika biura PiS w Łodzi, to tym razem raczej pojawi się on po przeciwnej stronie. Narodzi się on raczej w oparach myśli snutych przez redaktorów Lisickiego i Lisiewicza oraz ich zwolenników niż po stronie antypisowskiej. Sam nie jestem bez winy i bywa, że nie przebieram w słowach, ale głowy niczyjej – w sensie fizycznym – dotąd nie żądałem. Nigdy też nie żądaliśmy jej w „Dzienniku Trybuna”. Redaktorzy pism pisowsko-prawolskich! Nie igrajcie z ogniem!

 

Biedny policjant patrzy na naziola

Nie porównujcie szturchania policjantów pod Sejmem (nie popieram), bo oni potrafią się obronić w razie czego, do sytuacji bezbronnego Skiby czy działaczy antyalkoholowych a także „lewaków” czy „koderastów”, którym prawolsko-pisowsko-nazistowskie trolle grożą śmiercią na porządku dziennym. Do tego dzieła dołącza się policja. Biedna – nie potrafiła zidentyfikować zamaskowanych bandytów z Wrocławia z zeszłorocznej zadymy, więc sprawę umorzyła. Nie może też dać rady z identyfikacją osobników z tzw. „Marszu Niepodległości” z 11.11.2017. Powiada, że ci niezamaskowani byli albo odwróceni tyłem do kamer, albo czekali w kolejce do sklepu. Wykonujących napisy na pisowskich biurach policjanci identyfikowali w trymiga.

 

Drugi Duda poczuł pismo nosem

Jak było do przewidzenia, związek „Solidarność” poczuł pismo nosem i chce uprzedzić falę protestów pracowniczych. Duda Piotr i jego ludzie spotkali się więc z premierem Mati. Po spotkaniu Mati tokował wesoło, a Duda Piotr stał obok niego z ponurą miną nie wróżącą Matiemu wiele dobrego. Duda Piotr to szczery robociarz, choć pobożny i wątpię by miał naturalna sympatię do „Bankiera” rodem ze stajni Tuska. Szczery i porywczy Duda nie potrafi ukryć emocji, dyplomatą nie jest, więc potwierdza to pogłoski, że przez te pięć godzin rozmów nie było miło. Tym bardziej, że „S” żąda dymisji ministerki edukacji Anny Zalewskiej. Jest to PiS-owi bardzo nie na rękę, bo podważa wersję że „dobra zmiana” w edukacji była dobrą zmianą, a nie deformą i blamażem. Gdyby to mówił tylko Związek Nauczycielstwa Polskiego, to można by rzecz zwekslować na wrednych „komuchów” Broniarza, ale w tej sytuacji się nie da. Gdyby związek Dudy Piotra podtrzymał swoje stanowisko i współfirmował wotum nieufności dla Zalewskiej, mogłoby to przynieść PiS stratę.

 

Pyton w Polskim Radiu

Na propisowskich portalach pojawiła się pogłoska, że zawieszenie w czynnościach prezesa Polskiego Radia S.A. Jacka Sobali, to próba „puczu” w Radzie Nadzorczej. Ktoś napisał: „nie udało się w grudnia 2016 w Sejmie, próbują puczu w Polskim Radiu”. Jakikolwiek jest mechanizm sytuacji zaistniałej w gmachu przy ulicy Malczewskiego w Warszawie, stanowi to sygnał, że mają tam miejsce ruchy odśrodkowe wewnątrzpisowskie czyli tarcia w „łonie obozu”. Gdyby jacyś przedstawiciele opozycji zewnętrznej mogli zadziałać wcześniej, zrobiliby to. Zawieszenie Sobali nie mogło się dokonać bez przyzwolenia z pisowskiej góry, to logiczne. Sobala kojarzony jest z „sakiewiczowszczyzną” (Tomasz Sakiewicz), z frakcją „Klubów Gazety Polskiej” czyli nurtu silnie promacierewiczowskiego, a więc bliskiego pisowskim ultrasom i najtwardszemu elektoratowi. Nie przepadają za nim jako za polityczną konkurencją bracia Karnowscy, zblatowani z Jackiem Kurskim i TVP. Do tego stopnia, że ci pobożni katolicy pojawili się na bezbożnym cywilnym – pożal się Boże – ślubie rozwodnika Kurskiego w Sulejówku. Jedna z możliwych wersji zdarzeń może więc być taka, że ludzie „kurszczyzny” chcą odbić radio z rąk wewnętrznej konkurencji – „sakiewiczowszczyzny”. Ta ma do TVP słaby dostęp, choć niektórzy uważają za jej eksponenta Michała Rachonia, który ma z żoną dwie kolumny i Sakiewicza. No, ale jak wiadomo, Kurski ostatnio próbuje trochę rozpychającego się Rachonia przykrócić. Teraz „sakiewszczyzna” może stracić i radio. I niech nikogo nie zwiedzie, że adwokat Andrzej Rogoyski, specjalista od prawa kanonicznego (sic!), który pełni teraz honory gospodarza Polskiego Radia, nie jest jakimś sztandarowym pisowcem. Trolle „sakiewiczowszczyzny” już atakują szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego („PZPR”), że sprzyja „puczowi”.
Tak czy inaczej, każda rozróba wewnętrzna w obozie Zjednoczonej Prawicy jest wodą na nasz antypisowski i lewicowy młyn. W każdym razie pyton ma godnych następców tego upalnego lata.

 

Z sądami jak po grudzie

Wokół Sądu Najwyższego. Ku zaskoczeniu niejednego, środowisko prawnicze, na ogół nie kojarzone z wojowniczymi skłonnościami, nie daje PiS za wygraną. Przedstawiciele Sądu Najwyższego i adwokatury twardo zapowiadają kary dyscyplinarne dla zgłaszających się na fotele po pierwszej fali czystki. Rzecznik SN Michał Laskowski podkreśla konstytucyjną odpowiedzialność Dudy Andrzeja. Dobrze, że w tej kwestii i zdecydowana większość środowiska prawniczego i opozycja, parlamentarna, a także pozaparlamentarna (ostatnio szczególnie dobitnie przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty) mówią jednym głosem: nie dla łamania konstytucji. Nawet któraś z prokuratur umorzyła, nie pomyśli PiS, jakieś postępowanie przeciw protestującym. Problem w tym, by i środowiska prawnicze i opozycja na tym nie poprzestały i zaczęły poważnie pracować nad planem wyjścia sądów z zapaści. Za rządów Ziobry średni czas trwania postępowań wydłużył się z ponad czterech miesięcy do pana pięciu. Tylko, że to pociecha marna, bo pod tym względem reforma sądownictwa, nie pisowska czystka, jest naprawdę potrzebna. Opozycja, która zdobędzie władzę, stanie z tym problemem oko w oko może w sytuacji, gdy średnia wyniesie np. pół roku albo i więcej. I co wtedy? Póki jednak co, rzeczony Ziobro ma problem. Ministerstwu Sprawiedliwości, które po blamażu i bałaganie z dostarczaniem (a raczej niedostarczaniem przez prywatną firmę wezwań sądowych, które były do odbioru w osiedlowych warzywniakach) przeprosiło się z Pocztą Polską. Problem w tym, że brak mu pieniędzy na kontrakt opiewający na kwotę, który mu ta firma zaproponowała. Będzie więc musiał „Zbig” pójść po prośbie do premiera Matiego, którego szczerze nienawidzi z wzajemnością, między innymi jako rywala do schedy po Prezesie. Będzie to dla „Zbiga” prawdziwe upokorzenie, więc miło będzie skonstatować, jak to zniesie. Jak powiadał narrator niezapomnianej „Konopielki” Edwarda Redlińskiego: „Smoktawszy, patrzym co będzie”.

 

„Lewacka szmato” – tak trzymać!

Z satysfakcją skonstatowałem, że w odpowiedzi na zalew „odzieży patriotycznej” pojawiła się w internecie kontroferta pod nazwą „lewacka szmata”. Można tam znaleźć ofertę koszulek i gadżetów o treściach najogólniej rzecz ujmując lewicowych i wolnościowych. Bardzo mnie to cieszy, bo daje nadzieję, że tylko część młodzieży w Polsce dała się nabrać na zmurszałe, agresywne ideologie i sentymenty, których anachroniczna recydywa nie przyniesie Polsce nic dobrego. I że jest nie tylko taka młodzież, która nie tylko „wyznaje wartości” i „oddaje hołd” wątpliwym często bohaterom, ale i taka, która potrafi myśleć pod prąd. Literacki wieszcz PiS Jarosław marek Rymkiewicz ( „Do Jarosława Kaczyńskiego”) powiedział kiedyś, że „Jarosław Kaczyński ugryzł ospałego polskiego żubra w dupę”. Jeśli spojrzeć na to po marksistowsku, czyli dialektycznie, to można uznać, że jest w tym powiedzeniu coś na rzeczy. Kaczyński obudził demony polskiego nacjonalizmu i sentymentalnego, anachronicznego patriotyzmu. Ale jak uczy zasada dialektyczna, teza rodzi antytezę, bodziec – reakcję. Kto wie, czy gdyby nie „Kaczor”, polska lewica nie drzemała by nadal, przepraszając że żyje i będąc wielce patriotyczną, biało-czerwoną i jak ognia bojącą się, aby nie skojarzono jej broń Panie Boże, z Marksem, Engelsem, Gramscim, a co najwyżej ze szlachetnym i poczciwym „Ignacem” Daszyńskim z Galicji, w tużurku rocznik 1900 i sumiastym wąsem. A trochę, choć trochę czystej czerwieni nie łaska, Drodzy Towarzysze? Choć odrobinę. Dlatego „Lewacka szmato” – tak trzymać.

Małżeństwo ważne w całej EU

Zapadło orzeczenie korzystne dla jednopłciowej pary, która pobrała się w Brukseli – Amerykanina i Rumuna. Ten pierwszy starał się o legalny pobyt w Rumunii powyżej 3 miesięcy (taki przywilej przysługuje współmałżonkom obywateli państw UE), ale Bukareszt twardo stał na stanowisku, że nie uznaje małżeństw jednopłciowych, zatem pozwolenia na pobyt nie wyda. Teraz jednak musi się ugiąć.

 

Państwa członkowskie UE nie są zobowiązane do uznania ważności małżeństw jednopłciowych zawartych poza swoimi granicami, jednak będą musiały je respektować w kwestii swobody przepływu osób.

Adrian Coman i jego mąż, obywatel USA Clay Hamilton wywalczyli prawo do pobytu Amerykanina w Rumunii. – Dziś zwyciężyła ludzka godność – powiedzieli mediom po ogłoszeniu wyroku 5 czerwca.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że pojęcie „współmałżonek” w dyrektywie dotyczącej swobody przepływu osób obejmuje małżonka tej samej płci. Możliwe jest więc przyznanie małżonkom tej samej płci pewnych uprawnień na gruncie prawa unijnego w każdym państwie UE! 🌈

Do tych regulacji będą musiały stosować się wszystkie państwa UE – w tym Polska. Oburzenie orzeczeniem TSUE na prawicy już zdążyło wybuchnąć. Krystyna Pawłowicz uznała, że i tak „wie lepiej” niż europejscy urzędnicy i przedstawiła własnąinterpretacj ę obowiązującego prawa:

Komentarze pełne obrzydzenia publikowali w mediach społecznościowych również Kaja Godek (uzyła hasztagu „stop dewiacji”) i Krzysztof Bosak (według niego „trwa spór o wyższość prawa unijnego nad narodowym”. Wypowiedział się również szef Instytutu Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski, który domagał się reakcji od Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Za to radość środowisk LGBT. „Polski rząd, który od lat konsekwentnie opiera się równościowym trendom, będzie musiał ten stan rzeczy zaakceptować. Dlatego z niecierpliwością oczekujemy na reakcje władzy kraju, w którym żyją 2 miliony osób LGBT – tej liczby obywateli i obywatelek nie sposób ignorować!” – skomentowali orzeczenie działacze Kampanii Przeciw Homofobii.