Aktywiści pod sąd

Czwórka lewicowych aktywistów jeszcze w lipcu stanie przed sądem. Bo chcieli pokazać, gdzie w Polsce gra się nietolerancją i zbija się punkty polityczne kosztem mniejszości.

Jest ich czworo: Paulina Pająk, Paweł Preneta, Kuba Gawron, Kamil Maczuga. Komunikują się przez internet i w internecie pokazują, gdzie już przyjęto uchwały anty-LGBT, gdzie poprzestano na Samorządowej Karcie Praw Rodzin (promującej tylko jeden model rodziny zgodny z katolicką doktryną). Wszystko to na stronie atlasnienawisci.pl. Na zamieszczonej tam interaktywnej mapie czerwony kolor ma już blisko 1/3 Polski. Deklaracje o „wolności od (ideologii) LGBT” potrafiły przzecież przyjmować całe województwa. Z drugiej strony jest nadzieja – zielony kolor pokazuje, gdzie projekty uchwał przepadły. Mapa informuje też, ), gdzie samorządowcy poszli po rozum do głowy i wycofali się z już przegłosowanej uchwały.

Międzynarodowy rozgłos

Jak zauważa Kampania Przeciw Homofobii, „dzięki działalności Atlasu o dyskryminujących osoby LGBT uchwałach dowiedział się cały świat”. Oburzenie w Europie było ogromne. Kilka miast, które chciało bronić homofobicznej „tradycji, straciło miasta partnerskie we Francji i w Holandii. Operator Funduszy Norweskich anulował dotację w wysokości 8 mln euro dla województwa podkarpackiego. Kolejne miasta straciły europejskie granty, a Europarlament wydał dwie rezolucje, w których jasno sprzeciwiał się dyskryminacji.

Obrażone samorządy

Autorów Atlasu Nienawiści czeka teraz seria rozpraw sądowych – na razie online. Pierwsze przed sądem w Ostrołęce przeciwko władzom powiatu przasnyskiego (20 lipca), następne przed sądem w Nowym Sączu, gdzie stroną pozywającą jest powiat tatrzański. Samorządy, reprezentowane przez prawników z ultrakonserwatywnego Ordo Iuris, twierdzą, że zostało naruszone ich dobre imię. Miało do tego dojść w momencie nagłośnienia informacji o uchwale anty-LGBT przegłosowanej… przez samych samorządowców.

Po dwóch sprawach, które ruszą w lipcu, w kolejce są następne w czterech kolejnych sądach. Tu wyznaczonych terminów jeszcze nie ma. Wiadomo jednak, czego chcą samorządowcy.

Jeśli sądy spełnią ich żądania, czwórka aktywistów najzwyczajniej w świecie zbankrutuje.

165 tys. złotych

To łączna – i wcale nie ostateczna – suma roszczeń. Samorządy oprócz oficjalnych przeprosin na założonej przez aktywistów stronie chcą odczytania tychże przeprosin w sali konferencyjnej Polskiej Agencji Prasowej (oczywiście wynajętej na koszt przepraszających) oraz przed brukselską siedzibą Europarlamentu, gdzie czworo działaczy też miałoby dotrzeć na własny koszt. Do tego dochodzą koszty zadośćuczynienia – po 20 tys. złotych na pięć wskazanych organizacji.

To kwoty, które, zsumowane, przekraczają roczne zarobki czterech pozwanych osób.

  • Za nagłaśnianie polskiej homofobicznej polityki państwowej można zapłacić utratą oszczędności, zajęciem majątku przez komornika oraz wieloletnimi długami. I to na rzecz państwa, które ma zapisane w konstytucji obowiązek zapewnienia wolności poglądów oraz zakaz dyskryminacji w życiu politycznym z jakiejkolwiek przyczyny – skomentował Kuba Gawron.
  • Już dziś więcej uwagi kosztuje mnie pięć z zapowiedzianych dziesięciu pozwów niż samo prowadzenie Atlasu. Gdyby nie opieka prawna, nie będąc osobą majętną i posiadając rodzinę na utrzymaniu, być może nie mógłbym pozwolić sobie na to, by kontynuować wspólnie z Kubą, Pauliną i Kamilem pracę przy Atlasie, którą postrzegam jako walkę o Polskę ludzi równych praw – powiedział Paweł Preneta.

Odkąd za sprawą Atlasu Nienawiści o uchwałach anty-LGBT zrobiło się głośno, kolejne samorządy już ich nie przejmują. Próby lokalnych polityków PiS w tym kierunku nie spotykają się z entuzjazmem.

Nasza polska homofobia

Ranking ILGA-Europe analizuje i porównuje prawodawstwo państw Europy (nie tylko UE) pod kątem równouprawnienia osób LGBT. Po raz drugi z rzędu Polska zajęła w nim ostatnie miejsce w Unii Europejskiej.

We wspólnocie niewiele bardziej nieprzyjazne społeczności LGBT prawodawstwo mają jeszcze Łotwa, Rumunia, Bułgaria czy Litwa. Te państwa w stuprocentowej skali uzyskały wyniki w przedziale 13-22 proc. Pierwsza w rankingu Malta przekroczyła 90. Druga Belgia miała prawie 75.
Za nami w rankingu wylądowały tylko Białoruś, Monako, Rosja i Armenia. Na samym końcu – Turcja i Azerbejdżan.

Skąd ten wynik?

Ranking ILGA wylicza się na podstawie analizy obowiązującego prawodawstwa i praktyki stosowania prawa. Państwo zdobywa (lub traci) punkty, jeśli gwarantuje mniejszościom określone uprawnienia, wyliczone w 71 kryteriach szczegółowych, pogrupowanych w sześciu kategoriach ogólnych. Są to: równość i zakaz dyskryminacji, rodzina, przestępstwa z nienawiści i mowa nienawiści, wolności obywatelskie (tj. wolność zgromadzeń, zrzeszania się i ekspresji, uzgadnianie płci i integralność cielesna, prawo do azylu.

Polska nie zdobyła żadnego punktu w kategoriach „przestępstwa z nienawiści”, bo nasze prawodawstwo nie przewiduje ścigania tych, którzy atakują lub obrażają osoby LGBT z powodu niechęci do ich orientacji i tożsamości. Podobnie nie mieliśmy szans w kategorii „rodzina”, skoro prawo nie przewiduje nie tylko małżeństw osób tej samej płci, ale nawet związków partnerskich.

W kategorii „wolności obywatelskie” Polska zarobiła punkt tylko za to, że aktywiści LGBT mogą bez problemu starać się o zagraniczne dotacje dla swojej działalności. Punktu za swobodę zgromadzeń nie przyznano, bo w 2020 r. niektóre planowane tęczowe zgromadzenia były oprotestowywane przez lokalne władze, a po protestach w obronie Margot czy po marszach kobiet dochodziło do zatrzymań.

Punkty przypadły Polsce także w kategoriach „równość i zakaz dyskryminacji” oraz „uzgadnianie płci i integralność cielesna”. W tym pierwszym przypadku dostrzeżono obowiązujące w Polsce zakazy dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i płeć. W drugim – fakt, iż procedurę uzgodnienia płci można w Polsce przeprowadzić, a imię zmienić w drodze administracyjnej. Od tego roku można to zrobić przed ukończeniem 18 roku życia na wniosek opiekuna prawnego.

– Ale to rozwiązanie dotyczące wszystkich, a nie zmiana na plus wprowadzona z myślą o osobach transpłciowych. Takich zmian obecnie się nie spodziewamy – skomentowała wyniki rankingu prezeska Fundacji Trans-Fuzja, Emilia Wiśniewska.

Prawna pustka

– Niska pozycja Polski w rankingu odzwierciedla prawną pustkę, w której żyją dziś osoby LGBT+. Prawo nas nie chroni, nie rozpoznaje, jest ślepe na nasze istnienie. To przeradza się w systemową dyskryminację, w której ochrona przed nią jest tylko wycinkowa. Na to nakładają się wydarzenia polityczne, w szczególności związane z homo- i transfobiczną retoryką władz, obowiązywaniem uchwał anty-LGBT, tłumieniem pokojowych protestów i nagonką na aktywistów i aktywistki działające na rzecz praw człowieka LGBTI. Nasze wolności obywatelskie stają się zagrożone – podsumowała na konferencji prasowej Karolina Gierdal z Kampanii Przeciw Homofobii.

Aktywistki niewinne

– Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą nie może być traktowany jako obraza uczuć religijnych, ponieważ intencją oskarżonych nie było obrażenie ani znieważenie katolików – stwierdziła sędzia Agnieszka Warchoł, uzasadniając wyrok uniewinniający w sprawie Elżbiety Podleśnej, Anny Prus i Joanny Gzyry-Iskandar.

Kobiety, wzburzone homofobiczną instalacją w kościele w Płocku (Grób Pański atakujący LGBT), rozkleiły w okolicach świątyni plakaty z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli oraz listę biskupów, odpowiedzialnych za krycie pedofili. Sąd rozstrzygał, czy doszło do obrazy uczuć religijnych.

Występujący przed płockim sądem ksiądz wyglądał na bardzo obrażonego, a Kaja Godek, oskarżycielka posiłkowa, powoływała się na przepisy Kościoła katolickiego (jakby w świeckim państwie miały one znaczenie w sądzie). Jednak po trzech rozprawach i wysłuchaniu również trzech oskarżonych sędzia nie miała wątpliwości: kobiety nie zamierzały uderzyć w uczucia katolików, a wskazać na problem homofobii w Kościele. Nie można zatem uznać ich za winne.

Sąd określił ich działania jako prowokujące, jednak mieszczące się w granicach wolności słowa. To wystarczyło, by Kaja Godek uznała, że sąd „przyzwolił na lewacką agresję na Boga i Jego Matkę oraz na katolików” i zapowiedziała odwołanie od wyroku Z kolei uniewinnione nie kryły radości. – Przez chwilę mogę cieszy się taką Polską, jaką sobie wyobrażam i o jakiej marzę. Taką, w której jest akceptacja, różnobarwność, jest przyjaźń, poczucie wspólnoty – powiedziała Onetowi Elżbieta Podleśna.

Nagonka na LGBT uchodzi na sucho

Kaja Godek na antenie Polsat News oznajmiła, że geje to zboczeńcy. 16 osób homo- lub biseksualnych złożyło w sądzie pozew o naruszenie dóbr osobistych. W pierwszej instancji przegrali.

12 stycznia 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że Kaja Godek przekroczyła granice wolności słowa podczas swojego występu w Polsat News w maju 2018 r. Komentując wyniki irlandzkiego referendum w sprawie legalizacji aborcji, twarz polskiego ruchu antyaborcyjnego stwierdziła, iż Irlandia nie jest już krajem katolickim, skoro ma premiera-geja „który obnosi się ze swoją dziwną orientacją” i pokazuje publicznie „zboczenie”. Prowadząca rozmowę Agnieszka Gozdyra dopytała: – Czyli mówi pani, że jeżeli ktoś jest homoseksualny, to jest zboczeńcem?. Godek potwierdziła.

Chcieli przeprosin

Była to kolejna w tamtym roku wypowiedź osoby publicznej godząca w społeczność LGBT. Szesnaście osób – dziennikarzy, prawników, aktywistów, artystów – z tej społeczności poczuło się dotkniętych na tyle, by iść do sądu.
– Nie mamy roszczeń finansowych. Tym procesem nie chcemy doprowadzić Kai Godek do bankructwa. Domagamy się publicznych przeprosin, które trafią do takiej samej grupy osób, co słowa o »zboczeńcach« – tłumaczył wtedy na łamach oko.press Krzysztof Śmiszek, dziś poseł Lewicy. Precyzował również, dlaczego 16 powodów zdecydowało się na drogę cywilnoprawną, powództwo z art. 24 kodeksu cywilnego.

– W kodeksie karnym nie ma przepisów, na które można się powołać. Orientacja seksualna nie figuruje na liście przesłanek chronionych przed przestępstwem mowy nienawiści – podkreślał.

Klub z legitymacjami

Wyrok, który zapadł teraz, jest dla powodów dużym rozczarowaniem. Tym bardziej w świetle przedstawionego uzasadnienia.

– Sąd skrytykował słowa pozwanej, ale uznał, że nie ma bezpośredniego połączenia z naruszeniem dóbr osobistych poszczególnych osób, które do tej grupy należą – mówił mediom po rozprawie Jakub Urbanik, wykładowca prawa na Uniwersytecie Warszawskim, główny inicjator pozwu. – Powołał się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego, w którym SN uznał, że można naruszyć dobra osobiste odnosząc się w nienawistny sposób do grupy osób, ale wówczas grupa musi być ściśle określona, najlepiej z członkostwem.

Innymi słowy: sąd uznał, że Godek może i obraziła gejów jako grupę, ale nie wskazała przy tym żadnej konkretnej osoby. Dlatego nie można uznać, by naruszono dobra osobiste powodów.

Urbanik z gorzką ironią dodawał, że w takim razie warto pomyśleć o założeniu oficjalnego klubu gejów i lesbijek, z legitymacjami, by organy państwa polskiego nie mogły następnym razem rozłożyć rąk w bezradności. A już zupełnie poważnie 16 powodów zamierza się od wyroku odwołać do Sądu Najwyższego. Potem może być skarga do Strasburga.

Realne straty

Aktywiści i aktywistki LGBT od dawna wskazują na związek pogardliwych i agresywnych słów z fizyczną przemocą. A przypadki napaści na osoby, które nie kryją się ze swoją orientacją, już były. Jednak polskie prawodawstwo, zamiast iść w kierunku penalizowania mowy nienawiści na tym tle (tak jak nie wolno znieważać na tle narodowościowym czy rasowym) problemu nadal nie dostrzega.

– Sąd, nie dopuszczając nawet do przesłuchania nas, uniemożliwił mi opisanie tego, co mnie spotyka na ulicy, kiedy idę z moją partnerką, opowiedzenia o wyzwiskach, o atakach, o odrzuceniu przez osoby bliskie. Tego doświadczam właśnie po wypowiedziach takich jak Kai Godek. Te wypowiedzi powodują realne straty u konkretnych osób – powiedziała Gazecie Wyborczej powódka Aleksandra Muzińska, aktywistka LGBT.

Miała być nowoczesna chadecja…

… a jest, po rządowej rekonstrukcji, jeszcze bardziej nacjonalistyczny obóz homofobii, wojna ideologiczna z ministrem propagandy na czele i dalsze zaciskanie pętli skrajnie prawicowego oszołomstwa.

A dlaczego? Bo „Ludowi” nie można ufać i ten w każdej chwili gotów jest przecież zdradzić Polskę Czarnka-Kaczyńskiego na rzecz gejów, komuchów i innych zdrajców z całej Europy. Zwłaszcza, że dalej oglądają netfliksy, a nie grzecznie same msze z narodowej TVP. Może dostał 500+, a w sondażach popiera kogo trzeba. Ale i tak ufać nie wolno.

Tak właśnie atmosfera oblężonej twierdzy

wkrada się do wewnątrz, a socjotechniczna polityka nacjonalistycznej kontroli społeczeństwa staje się całą polityką. Bo przecież gospodarka i tak jest nie do ruszenia. Musi być neoliberalizm (nikt nie wierzy w żaden inny system) i bieda-państwo robiące biednym przymusową eutanazję przez czekanie latami na lekarzy. Celem takiej władzy jest już tylko wrycie się w kapitał kulturowy społeczeństwa, aby jedyny świat, jaki akceptuje był tym z wyobraźni Ordo Iuris. To się oczywiście nie uda, bo kościół jest już głównie źródłem obciachu, a w propagandę wierzy coraz mniej ludzi. I nawet święty pomnik papieski jest komiczny i buraczany, a nie krwisty.

W międzyczasie padł świeży rekord zakażeń dzięki otwartym szkołom, kościołom i weselom (które od dziś mają być „tylko” do 100 osób). To wszystko plus bohatersko otwarte szkoły to bezpośredni i oczywisty efekt neoliberalnej i antypaństwowej polityki.

Tanie państwo woli oszczędzać

na zasiłkach opiekuńczych dla rodziców. Tanie państwo woli oszczędzać na maseczkomatach i interwencjach, by maseczki były noszone. Tanie państwo nie będzie blokowało handlu, bo handel jest przecież ważniejszy od ludzkiego życia. Tanie państwo boi się też postawić kościołowi i prędzej zamknie sejm niż imprezy kościelne, które obecnie są cenione wyżej od bezpieczeństwa ludzkiego życia. Prawdziwa walka z pandemią też byłaby sprzeczna z neoliberalnym myśleniem. Z kapitalistycznego punktu widzenia kosztowałaby po prostu za dużo.

To wszystko zdradza również jaki jest rzeczywisty stan państwa polskiego. Miliardy złotych na wojsko i brak zdolności do walki ze zwyczajną, coraz lepiej zbadaną pandemią. A ludźmi zarządzającymi tym krajem są teraz

spece od homofobii,

walki z lewactwem i „eksperci”, którzy wierzą, że w „czerwonych strefach” wystarczy ograniczyć liczbę osób w kościele o połowę i wszystko będzie dobrze.

Parodia państwa i rządzących. W Czechach i na Słowacji w tej samej sytuacji wprowadzają właśnie stan wyjątkowy. Nie czekają, aż system publicznej opieki zdrowotnej stanie się niezdolny do działania. My dostaniemy mszę w TVP1. Codziennie.

Ideologia obsesji

Skoro LGBT jest ideologią to, idąc tym tropem rozumowania, ideologią jest również zwalczanie LGBT – wnioskuje szewc Fabisiak.

Jest to ideologia obsesji, która może przybierać formę psychicznej fiksacji. Szewc Fabisiak zauważa, że ową ideologiczną fiksację zgodnie kultywują najwyższe władze w państwie wraz z ich politycznym zapleczem pospołu z usłużnymi naukowcami, dzienikarzami i niektórymi odłamami dominującego w Polsce Kościoła. Przykładów tejże fiksacji jest nie tylko coraz więcej, lecz przybierają one coraz bardziej absurdalną formę. Tak jak gdyby wypowiadające się w tym temacie osoby uczestniczyły w nieformalnym konkursie o to kto mocniej i głupiej przywali w LGBT – twierdzi szewc Fabisiak. Jak na razie w rankingu tym na czoło wysunęły się dwie postacie, mianowicie poseł Przemysław Czarnek oraz łódzki do niedawna kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski. Pierwszy z wyżej wymienionych panów zaprezentował w Radiu Maryja własną, dosyć oryginalną wersję historii. Stwierdził mianowicie, iż – cytując dosłownie – „ideologia LGBT wyrastająca z neomarksizmu, pochodzi z tego samego korzenia co niemiecki narodowy socjalizm hitlerowski, który jest odpowiedzialny za wszelkie zło II wojny światowej, zniszczenie Warszawy i zamordowanie powstańców”. Mający tytuł profesora Przemysław Czarnek wizualnie nie wygląda na idiotę. A jednak w swojej wypowiedzi przekroczył coś, co można by nazwać barierą ignorancji. Polemika z takimi poglądami uwłaczałaby zdrowemu rozsądkowi podobne, jak spory o to czy ziemia krąży wokół słońca czy też odwrotnie – uważa szewc Fabisiak.

Drugim publicznym głosicielem podobnych rewelacji jest wspomniany kurator, który dodatkowo swą argumentacje ubarwił wątkiem medycznym. Otóż, jego zdaniem, LGBT to po prostu wirus jednak groźniejszy niż ten z koroną, gdyż powoduje dehumanizację społeczeństwa a zwłaszcza młodych ludzi odbierając im wartości. Pan Wierzchowski zapewne nie jest medykiem, jednak wypowiadając się na medyczne tematy powinien zaproponować skuteczną terapię. Jak przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się owego wirusa? Zakładać maseczki, dezynfekować ręce czy może wystarczyłaby dwutygodniowa kwarantanna? – zastanawia się szewc Fabisiak. Grzegorz Wierzchowski po tym wystąpieniu został szybciutko odwołany ze stanowiska, choć zdaniem resortu edukacji nie za to, lecz na podstawie dogłębnej analizie jego dotychczasowej działalności. Tym samym rzeczony resort przyznał, że podziela poglądy kuratora, co znajduje potwierdzenie w tolerowaniu podobnych enuncjacji w wykonaniu krakowskiej kuratorki Barbary Nowak – wnioskuje szewc Fabisiak.

Oprócz oświatowych kuratorów, bardziej przypominających prokuratorów, również inni przeciwnicy LGBT snują analogie z marksizmem ewentualnie neomarksizmem, co nijak się ma do rzeczywistości. Jednak w Polsce obowiązuje bowiem jedna zasada. Jeżeli chce się komuś przywalić to porównuje się go do komuny lub putinowskiej Rosji co jest traktowane jako najwyższej rangi obelga. Ten drugi wariant nie wchodzi w grę jako że poglądy Putina są zbyt zbliżone do ich własnego punktu widzenia. Pozostaje zatem przypieprzanie się do marksizmu, który jako żywo zajmował się zgoła innymi sprawami niż marsze równości, tęczowe flagi czy małżeństwa jednopłciowe. Skąd jednak ludzie mają o tym wiedzieć skoro marksizm, w odróżnieniu od innych krajów, skutecznie wyrugowano z wyższych uczelni o nauczaniu na niższych szczeblach edukacji nie wspominając – pyta retorycznie szewc Fabisiak.

Wygłaszanie wyżej wspomnianych idiotyzmów można by potraktować jako swoisty objaw w końcu mało groźnej aberracji umysłowej gdyby nie przekładała się na działania władzy. Skoro państwowa policja zabiera do aresztów uczestników demonstracji, gdzie każe im się rozbierać do naga i poddaje innym chamskim praktykom to jest to sygnał, że źle się dzieje w państwie bynajmniej nie duńskim – konkluduje szewc Fabisiak nawiązując do dramatu Szekspira. Zauważa też, że Komisja Europejska potępiając, co jest zrozumiałe, brutalne traktowanie demonstrantów przez białoruskie służby mundurowe jakoś nie kwapi się do podobnej oceny wobec polskiej policji. Oczywiście skala represji była w Mińsku większa niż w Warszawie, jednak większy też był rozmiar protestów a sama istota zjawiska pozostaje taka sama. Na postawie faktu, iż UE krytykuje, i słusznie, wprowadzane u nas ograniczenia co do niezawisłości sądownictwa szewc Fabisiak wyciąga dwojakie wnioski. Po pierwsze, Unia bardziej dba o formalne niż rzeczywiste poszanowanie praw człowieka. Po drugie, krytyka policyjnych poczynań może mieć miejsce w stosunku do traktowanych z poczuciem wyższości krajów pozaunijnych, jednak nie wobec państw tworzących wspólnotę czy też znajdujących się na uważanym za wyższy poziomie demokracji. Dlatego też Komisja Europejska przemilcza polskie praktyki policyjne, gdyż w przeciwnym razie musiałaby, czego wcześniej oczywiście nie uczyniła, odnieść się do metod rozpędzania demonstracji we Francji, Katalonii a także w Izraelu czy co gorsza w Stanach Zjednoczonych. Zatem siły aparatu przymusu mają w Polsce przyzwolenie nie tylko ze strony prawicowej formacji rządzącej władzy lecz także najwyższych organów Unii Europejskiej – wnioskuje szewc Fabisiak.

Powstańcy warszawscy przeciw homofobii

Homofobiczna agresja prezydenta Andrzeja Dudy wzbudziła oburzenie ludzi, którzy walczyli z nazistami podczas II wojny światowej. Związek Powstańców Warszawskich oraz Fundacja Pamięci o Bohaterach Powstania Warszawskiego wydały oświadczenie, w którym wyrażają zaniepokojenie dehumanizacją i atakami na mniejszości i słabszych.

Uczestnicy słynnego zrywu przeciwko nazistowskim okupantom stają po stronie mniejszości walczących o równe prawa w niezwykle ważnym momencie. Spece od marketingu politycznego Andrzeja Dudy uznali, że najlepszym sposobem na mobilizacje wyborców jest pobudzenie prymitywnych homofobicznych przekonań, pokutujących w umysłach części społeczeństwa. W ostatnich dniach prezydent „zabłysnął” kilkoma wypowiedziami, w których zaatakował osoby LGBT, odmawiając im człowieczeństwa i redukując do ideologii.

– To był bolszewizm. To było ideologizowanie dzieci. Dzisiaj też nam i naszym dzieciom próbuje się wciskać ideologię, ale inną. Zupełnie nową, ale to też jest neobolszewizm. Jeżeli w szkole przemyca się ideologię, żeby zmienić punkt widzenia dzieci i ustawić ich patrzenie na świat poprzez ich seksualizację w dziecięcym wieku, coś co jest sprzeczne z najgłębszą logiką dojrzewania człowieka w sposób spokojny i zrównoważony, to to jest ideologia i nic innego – mówił Andrzej Duda w Brzegu trzy dni temu.
Na słowa prezydenta zareagowała społeczność międzynarodowa, Duda został potępiony m.in. przez Komisję Europejską, ale również przez polskiego RPO oraz całą plejadę instytucji i organizacji społecznych.

Powstańcy za równością

Teraz Andrzej Duda otrzymał być może najboleśniejszy cios – zadany przez patriotycznie nastawionych bohaterów walki z nazistowską okupacją. Powstańcy uważają, że „każdemu człowiekowi należy się szacunek i godność, również temu, który ma odmienne preferencje seksualne”
Wyrażają zaniepokojenie faktem iż, „od kilku dni słyszymy słowa, które negują człowieczeństwo drugiej osoby”.

Ich zdaniem jest to kopiowanie retoryki najbardziej zbrodniczej ideologii. „ W wyniku głoszenia bardzo szkodliwych treści, że osoby homoseksualne to nie ludzie, wprowadza się tragiczną w skutkach narrację. Postrzega się w niej drugiego człowieka jako przedmiot pozbawiony jakichkolwiek uczuć, afektów i emocji. Słowa, które słyszała cała Polska, ale i świat, muszą spotkać się z radykalnym sprzeciwem ludzi przyzwoitych” – zauważają powstańcy.

Uczestnicy zrywu podkreślają, że
właśnie z głosicielami takich ideologii walczyli w 1944 roku.

„To w czasie Powstania Warszawskiego walczono o to, aby przywrócić godność człowiekowi, która została odebrana przez okupanta. Nie będziemy obojętni wobec dehumanizacji mniejszości, przypominającej najgorsze czasy, w których mieliśmy okazję żyć. Uważamy, że mamy obowiązek zabrać głos w obronie ludzi słabszych. Nie ma zgody na akty przemocy, w tym słownej, wobec jakichkolwiek ludzi, w jakiejkolwiek postaci w wolnej, demokratycznej, tolerancyjnej Polsce, w Unii Europejskiej. Nie ma zgody na poniżanie mniejszości seksualnych w kraju, w którym homoseksualiści byli zabijani przez faszystów za swoją odmienność”

Powstańcy apelują do pisowskich decydentów, aby zakończył się spektakl deptania godności. „Krzywda ludzka, szykany i poniżanie naprawdę nie są warte korzyści politycznych. Apelujemy do Polaków słowami Mariana Turskiego – „Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana”. My nie będziemy” – zaznaczają.

Agresje Andrzeja Dudy skomentowała także uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska. – To coś, co jest obrażające ludzką godność. Ja takiej wypowiedzi nie potrafię skojarzyć z wolnym krajem. Tak mówili Niemcy o Żydach. My to byliśmy podludzie, a oni, to byli już nieludzie. To jest faszyzm, który odmawia człowiekowi z powodu jego inności prawa do tego, żeby go szanować – podkreśliła.

– Czego dowodem jest także fakt, że tak trudno jest ratować dziecko, jeżeli nie ma społeczeństwa, które rozumie, że to dziecko nie jest niczemu winne. Tak trudno jest rodzicom udźwignąć świadomość, że dziecko ma taką depresję, że może polenić samobójstwo. Bardzo współczuję wszystkim matkom, które muszą teraz w Polsce znosić takie nieszczęście, jakie spotyka ich dzieci z powodu tego, że nie ma u nas zrozumienia dla tego, co najważniejsze w życiu człowieka: że każdy ma swoją godność – zaznaczyła.

Bigos tygodniowy

Za szalone, homofobiczne wrzaski Dudy oraz pomniejszych Czarnków i Żalków niebawem zapłacimy już nie tylko moralnie i wizerunkowo, ale też finansowo. Były premier Belgii Elio di Rupo wezwał „Komisję Europejską oraz Didiera Reyndersa do zwrócenia się do Rady Europejskiej o uruchomienie artykułu 7 traktatu o UE. Wszelka pomoc europejska powinna podlegać poszanowaniu europejskich wartości i podstawowych wolności”. Wezwał też do zamrożenia unijnych funduszy dla Polski. Jeśli do tej opinii dołączą się inni liderzy unijni, zacznie się ucinanie Polsce unijnych pieniędzy. Swoimi podjudzającymi okrzykami Dudy, Czarnki i Żalki jednocześnie narażają na szwank bezpieczeństwo osób LGBT, zwłaszcza młodych oraz finansowe interesy kraju.


Jeśli zdaniem biskupa Długosza, Mateusz Morawiecki i Łukasz Szumowski to ewangeliści, to trzeba konsekwentnie poszukać jeszcze Jana i Marka. Pierwszym z brzegu Janem z tego kręgu mógłby być Ardanowski, minister rolnictwa, a Markiem – Kuchciński. Jezusa Chrystusa do tej konstelacji znalazł już Robert Biedroń wskazując Kaczyńskiego. Biskup Długosz Antoni występował kiedyś w telewizji w cyklicznym programie katolickim i rysem jego narracji było maksymalne udziecinnienie przekazu. Tu jest może jakiś trop do wyjaśnienia źródeł jego jasnogórskich słów.


Gdy posłowie Szczerba i Joński wybrali się na wizytę kontrolną do Ministerstwa Zdrowia by zajrzeć tam do pewnych dokumentów odnoszących się do działalności SZUMOW-szczyzny, okazało się, że „ktoś” zabrał te dokumenty „do domu”. Posłowie nie uzyskali nawet informacji – kto? W normalnych czasach to skandaliczne zdarzenie byłoby uznane u źródeł za poważny delikt urzędniczy i powód do dymisji co najmniej odpowiedniego dyrektora departamentu, wiceministra, a nawet szefa resortu. Za rządów PiS, to „normalka”, bo ich rządy są, jako się zowie, woluntarystyczne, nie oparte na żadnych regułach, a tylko na widzimisię pisowskich dygnitarzy. Brak słów.


Wobec braku możliwości składnia kolejnych obietnic (bon turystyczny na 500 złotych, to jednak nie to, co gotówka) pisiory czepiły się w kampanii prezydenckiej „kwestii LGBT”. Czepiły się jak rzep psiego ogona, bo widzą w tym szanse ugrania głosów dla Dudy, który ze swej strony dmie w tę samą dudę.


To co wykrzykuje Duda na wyborczych wiecach o „ideologii LGBT”, to jest już jawne wzywanie do segregacji i nienawiści społecznej, a co najmniej przyzwalanie na nią, inspirowanie jej – inaczej tego określić niepodobna. I to jest naprawdę groźne, bo to może realnie skutkować aktami agresji społeczną, na ulicy, w szkole, w każdym miejscu użyteczności publicznej. Czarnki i Żalki dopowiadają to jeszcze ohydniej, mówią o „skończeniu z idiotyzmami o jakichś prawach człowieka” i o tym, że ludzie LGBT, to „nie ludzie” i „nie są równi normalnym ludziom”, tyle że Czarnki i Żalki są szeregowym posłami, a Duda „głową państwa”. ONI naprawdę prowadzą nas do hańby i nieszczęścia. Hańbę już mamy, bo jeszcze nigdy dotąd w ciągu pięciu lat kadencji Adriana, nie wstydziłem się aż tak bardzo za „głowę” państwa, którego jestem obywatelem. Już za granicą piszą o Polsce jak o „parszywej owcy”. Unia Europejska jako bankomat i gest Kozakiewicza w stosunku do europejskich wartości i reguł – oto ideologia i praktyka władzy PiS. Utrzymać się przy władzy na plecach odwiecznej i nieśmiertelnej kołtunerii polskiej – oto ich technika.


Jeśli ustalenia posłów Jońskiego i Szczerby poczynione w Ministerstwie Zdrowia w pełni pokrywają się z faktami, to być może mamy do czynienia z największym, a co najmniej jednym z największych przekrętów III RP. Wobec perspektywy wizytacji posłów w gmachu MZ nie pojawili się: Szumowski, jego zastępcy oraz dyrektor generalna resortu. Propaganda PiS, w tym TVPiS nie dotyka tematu, nawet w trybie polemicznym, bo to za bardzo śmierdzi. Gdyby nie zbliżające się wybory, Kaczor prawdopodobnie kazałby pogonić Szumowskiego i jego kolesi. Jednak w aktualnej sytuacji uznano, że przyznanie się do afery przyniosłoby więcej szkody niż pożytku, więc idą w zaparte.


Bigos tygodniowy z rosnącym zdziwieniem obserwuje (i wysłuchuje)kolejnych wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia opowiadających o heroicznej walce o maseczki, przyłbice i respiratory za grube, grube miliony liczone nie tylko w złotych polskich. Niestety, póki co, rachunki nie bardzo się zgadzają, co nie zmienia narracji wyżej wymienionych przedstawicieli, którzy z lekką irytacją odpowiadają na pytania dziennikarzy, zgromadzonych codziennie przed gmachem resortu zdrowia. Bigos nieśmiało zauważa, że ta heroiczna walka toczy się nie za pieniądze ministerstwa, ale za nasze, zwykłych Polaków, co nakłada na przedstawicieli MZ obowiązek rozliczenia się w sposób rzetelny z ich wydatkowania. I tego Bigos tygodniowy niecierpliwie oczekuje. Podobnie niecierpliwie oczekuje na rozliczenie wszelkich grantów przyznanych firmom należącym do rodziny Szumowskich, idących w grube miliony. Na mieście wróble ćwierkają, że będzie to trudna robota, bo dotycząca kwoty nie mniejszej niż 140 milionów złotych polskich.


Gdy słyszę histeryczne wrzaski Dudusia i innych Czarnków przeciw edukacji seksualnej w szkole, to widzę i słyszę, że toż to przecież nikt inny, jak Pylaszkiewicz z „Ferdydurke” Gombrowicza. Pylaszczkiewicz, zwany przez kolegów Syfonem, to największy w klasie kujon i pupil nauczycieli. Zawsze przygotowany do lekcji, pilny i zdyscyplinowany Syfon staje na czele klasowych obrońców niewinności. Zgadza się z infantylizującą młodzież rolą szkoły. Jako przywódca „chłopiąt” opowiada się po stronie cnoty i młodzieńczych ideałów. Pylaszkiewicz wraz z innymi chłopiętami-orlętami postanawia nie dać się uświadomić Miętusowi i zachować niewinność. Wyzwany na pojedynek, Pylaszkiewicz dzielnie walczy za pomocą wzniosłych, szlachetnych min i gestów. Jego wzniesiony w górę palec wygrywa ze szpetnymi grymasami przeciwnika, jednak Miętus podstępnie go pokonuje i brutalnie uświadamia metodą „gwałtu przez uszy”. Uświadamiany wbrew swej woli, Pylaszkiewicz śpiewa rozpaczliwie: „W górę serca! Proponuję, abyśmy tu natychmiast ślubowali, iż nigdy nie zaprzemy się chłopięcia ani orlęcia! Nie damy ziemi, skąd nasz ród! Ród nasz od chłopięcia i dziewczęcia się wywodzi! Ziemia nasza to chłopię i dziewczę! Kto młody, kto szlachetny, za mną! Hasło – młodzieńczy zapał! Odzew – młodzieńcza wiara!”. I intonuje na nutę „Marsza Sokołów” podniosłą pieśń: „Hej, bracia chłopięta, dodajcie mu sił, by ocknął się z martwych, by powstał, by żył!”. I tak oto literatura sprzed 83 lat dogoniła życie polskie w 2020 roku.

Nieuleczalna fobia

Hiszpańska psycholożka od dawna propagowała swoje „leczenie” homoseksualistów. Nawet reklamowała swoje „sukcesy” w sieci. Została ukarana, ale niczego jej to nie nauczyło.
Sprawa ciągnie się od lat. Psychoterapeutka Elena Lorenzo Rego już w 2016 roku na podstawie przepisów, wprowadzonych przez władze hiszpańskie została oskarżona przez hiszpańską grupę LGBT Acropoli o stosowanie nienaukowych metod. Lorenzo utrzymywała, że znalazła sposób na leczenie homoseksualizmu.
„Heteroseksualność jest już w każdej osobie, wystarczy ją znaleźć w środku. Zmiana terapii jest sposobem na jej odkrycie ”- mówiła Lorenzo hiszpańskim mediom.
„Gej jest tożsamością społeczną i polityczną, homoseksualizm jest uwarunkowaniem psychologicznym. (…) Rozumiemy, że homoseksualizm nie polega na seksie, ale na tożsamości, poszukiwaniu siebie. Homoseksualizm staje się seksualizacją potrzeb emocjonalnych niespełnionych w dzieciństwie lub we wczesnym wieku” Jednocześnie przyznawała, że homoseksualizm nie jest chorobą, niemniej uważała, że okazuje pomoc tym, którzy chcą powrócić do heteroseksualności jej metodami.
Dziennikarka z katalońskiej gazety „Search” udała się do Lorenzo udając lesbijkę, a potem skonfrontowała otrzymane porady z innym psychologiem, który stwierdził, że przyniosłyby jej wymierne szkody.
Hiszpański Związek Psychologów był wobec Lorenzo bezradny, ponieważ nie była ona członkiem tej organizacji. Dopiero wniosek Acropoli dał jakiś efekt, ale nie na długo. Skazano Lorenzo na 20 tysięcy euro grzywny, ale przy pomocy organizacji katolickich udało się jej zebrać tę sumę w stosunkowo krótkim czasie. Wznowiła zatem zajęcia z początkiem lutego. Stowarzyszenie Acropoli ponownie zatem złożyło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na podstawie prawa o integralnej ochronie osób LGBT przed dyskryminacją ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową.
Głos zabrał nawet wiceprezydent wspólnoty autonomicznej Madrytu Ignacio Aguado, który stwierdził. że to homofobia jest chorobą wymagającą leczenia.

Oznaka schyłku Kościoła

Polski kościół katolicki, jeżeli ktokolwiek mu się przygląda z minimum dystansu, wydaje się strukturą ogarniętą desperacją. Archidiecezja krakowska zaś znana jest głównie z tego, iż kieruje nią wiodący fundamentalistyczny nienawistnik, abp Jędraszewski. Tenże opublikował niedawno list do wiernych.

Dokument rozpoczyna przypomnienie 40. rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i zbliżającej się setnej rocznicy jego urodzin. „Całe życie Karola Wojtyły upłynęło pod znakiem wielkich zmagań o ocalenie największych i najbardziej świętych chrześcijańskich i narodowych wartości. Były to zarówno jego osobiste zmagania, jak i zmagania Polski i całego Kościoła”. Jędraszewski zapomniał dodać, że pontyfikat Wojtyły upłynął również pod znakiem zmagań o ochronę przestępców seksualnych w kościele katolickim i wspomagania prawicowych dyktatur – jak np. Augusto Pinocheta w Chile. Poza tym dorobkiem „papieża-Polaka” są również ekscesy, takie jak beatyfikacja nazistowskich kolaborantów w rodzaju choćby Alojzije Stepinaca, wikariusza wojskowego tzw. Ustaszy – chorwackich nazistów w latach 40.
Od Jana Pawła II i kwestii „odzyskania wolności” przez Polskę Jędraszewski płynnie przechodzi do swojej obsesji – LGBT.
Arcybiskup wykazał się bardzo szczególną formę spostrzegawczości. „odzyskanie przez Polskę suwerenności na początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku nie oznacza” – czytamy w liście – „że raz na zawsze skończyły się nasze zmagania o autentyczną wolność”. I właśnie w tym kontekście pojawia się groźny wątek osób nieheteronormatywnych i ich ruchu „o charakterze totalitarnym”.
„Przyszło nam żyć w czasach, w których pojawiło się kolejne wielkie zagrożenie dla naszej wolności – i to o charakterze totalitarnym. W ramach ideologii gender usiłuje się bowiem zatrzeć naturalne różnice między kobietą a mężczyzną” – konstatuje krakowski hierarcha.
„Przymusza się ludzi, w tym także osoby wierzące, do propagowania ideologii LGBT. Tym samym, łamiąc wolność sumienia, nakłania się ich do tego, aby odchodzili oni od zasad wyznawanej przez siebie chrześcijańskiej wiary. Wyraźnie to nam przypomina totalitarne czasy PRL-u, gdy awanse społeczne były zagwarantowane jedynie dla członków komunistycznej partii, a osoby wierzące były traktowane jako obywatele drugiej kategorii” – pisze dalej Jędraszewski.
Tylko te dwa akapity wydają się potokiem dziwacznie sformatowanej świadomości autora listu i braku faktycznego kontaktu z rzeczywistością. Jędraszewski nie ujawnia kto, w jakich okolicznościach i w jaki sposób „przymusza osoby wierzące do propagowania ideologii LGBT” oraz kto proponuje polskim katolikom porzucenie wiary. Nawiasem mówiąc, nie jest to działalność sprzeczna z prawem; podobnie jak księżom nikt nie zakazuje ewangelizacji. Na co tu więc utyskiwać?
Twierdzenia o rzekomym „totalitarnym charakterze” ruchu LGBT, tudzież jakichś „antywolnościowych” zapędach jego przywódców (o ile w ogóle można takowych wskazać) są kompletnie bezpodstawne. Cały list Jędraszewskiego wydaje się niczym innym jak odwzorowaniem lęku katolickich hierarchów, którzy ewidentnie tracą rząd dusz w polskim społeczeństwie i nie mogą już cieszyć się wyjątkowością najważniejszego punktu odniesienia w sferze moralności. Zamiast elastyczności i prób dostosowania instytucji, którą kierują, polscy biskupi postawili na nagonki i swoistą pornografię strachu przed mniejszościami.
W tym kontekście ekscesy Jędraszewskiego można łatwiej zrozumieć. Według mnie jest to ewidentny sygnał, iż polski kościół katolicki nie wytrzymał naporu rzeczywistości i wkroczył na ścieżkę samozniszczenia. Jeśli rządzą tą instytucją nie kwestie teologiczne, a demony homofobii i antykomunizmu, to staje się ona dla wiernych kompletnie bezużyteczna, a jej jedyną funkcją jest dźwignia polityczna dla rozgrywek prawicowych liderów.
Osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że skandale związane z seksualną przemocą wobec dzieci i początkowa postawa hierarchów, którzy kryli zakamuflowaną pod sutannami masową opcję pedofilską, poderwały gwałtownie autorytet tej instytucji nawet w kręgach fundamentalistycznych wiernych. Z pewnością więc moc wpływów kościoła bardzo by osłabła. Niemniej, dużo bardziej groźna dla episkopatu okaże się z pewnością jego reakcja. Polski kościół katolicki dokonał najgorszego wyboru z możliwych angażując się po stronie najczarniejszych sotni rodzimej polityki; postawił na ekstremistyczną prawicę, która nie ma ma w Polsce większości i nigdy znaczącej przewagi, porównywalnej z pozycją kościoła, nie uzyska.
Hierarchowie, głosząc swój obłęd, wspierają się autorytetem „tradycji”. Nader często mówią np. o „tradycyjnej rodzinie” lub „tradycyjnych wartościach”. Mogą tak czynić tylko dlatego, że w przestrzeni publicznej nikt nie ma odwagi rozliczać ich postulatów, a wierni mogą sobie definiować te sformułowania tak, jak uznają to za wygodne. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy, bo awangardę sojuszników kościoła stanowią środowiska polityczne, które chcą zarządzać społeczeństwem i jego kulturą poprzez przemoc. Skutkiem działalności czarnosecinnej prawicy w Polsce, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, jest krzywda, lęk i depresja wywołane totalitarną wykładnią „tradycji” obejmującą także homofobiczny terror. Jędraszewski swoim listem wrzucił właśnie kolejny kamyczek do ogródka tej tragedii. Odwrót od kościoła jest już widoczny, a z każdym takim oburzającym wygłupem będzie coraz większy; być może nastąpi też odwrót od religii. Kościół katolicki sam gra kartą swojego upadku. Oby jak najszybszego!