IO Tokio 2020/21: Pandemia nie odpuszcza

Władze Tokio martwią się rosnącą z dnia na dzień liczbą zakażeń koronawirusem. W środę odnotowano 3177 nowych przypadków. Wirus nie omija też wioski olimpijskiej. Jego ofiarą padł m.in. amerykański tyczkarz Sam Kendricks.

We wtorek odnotowano w stolicy Japonii 2848 przypadków zakażeń, zaś w środę ich liczba po raz pierwszy od wybuchu pandemii przekroczyła w stolicy Japonii barierę trzech tysięcy. W porównaniu z wynikami odnotowanymi tydzień wcześniej liczba zarażonych Covid-19 wzrosłą o jedną trzecią. Także tygodniowa średnia jest w Tokio najwyższa od początku kryzysu. Nasilenie pandemii wiązany jest z szerzącym się w Japonii bardziej zaraźliwym wariantem koronawirusa (Delta). Tokijska służba zdrowia znajduje się pod coraz większą presją” – alarmuje agencja Kyodo, oceniając, że rekordowe bilanse zakażeń rodzą też nowe zagrożenia dla uczestników trwających igrzysk olimpijskich. Ale koronawirus szybko rozprzestrzenia się również w innych japońskich prefekturach. Wtorkowy bilans ogólnokrajowy przekroczył barierę siedmiu tysięcy nowych zakażeń po raz pierwszy od maja, zbliżając się do rekordowej wartości około ośmiu tysięcy przypadków odnotowanych na początku stycznia tego roku. Bariera ośmiu tysięcy została przekroczona już środę.
Zakażenia wirusem w objętej surowym reżimem sanitarnym wiosce olimpijskiej zdarzają się sporadycznie, ale Covid-19 potrafi zamieszać nawet w olimpijskiej rywalizacji. Tak właśnie się stało w przypadku amerykańskiego tyczka Sama Kenricksa, dwukrotnego mistrza świata i jednego z kandydatów do olimpijskiego złota, u którego testy wykazały obecność koronawirusa. Negatywny wynik miał też jego argentyński kolega ze skoczni German Chiaraviglio. Obu odesłano na 10-dniową kwarantannę, co obu wyklucza z walki o olimpijskie medale. Ponieważ Kendricks miał codzienne kontakty z australijskimi lekkoatletami, całą liczącą 60 osób reprezentację tego kraju odizolowano i poddano testom. Jak poinformował w czwartek australijski komitet olimpijski, wszystkie dały negatywny wynik i cała ekipa może wrócić do normalnej aktywności.

IO Tokio 2020/21: Polscy siatkarze są o krok od 1/4 finału

Nasza siatkarska reprezentacja zaczęła rywalizację o olimpijskie medale od porażki z Iranem 2:3, lecz dwa kolejne spotkania grupowe pewnie wygrała: z Włochami 3:0 i Wenezuelą 3:1, dzięki czemu po trzech seriach gier jest liderem grupy A. Natomiast w grupie B pierwsze skrzypce gra zespół Rosji.

Biało-czerwoni szybko otrząsnęli się po niespodziewanej porażce z Iranem. Już w drugiej serii gier rozgromili 3:0 zespół Włoch, a w trzeciej pokonali najsłabszą w stawce 12 drużyn Wenezuelę 3:1 i z dorobkiem siedmiu punktów wyszli na prowadzenie w grupie A. Było to możliwe jednak tylko dlatego, że liderujący po dwóch kolejkach Irańczycy przegrali nieoczekiwanie z Kanadyjczykami 0:3, a zajmująca drugą lokatę ekipa Japonii uległa Włochom 1:3. Strata seta w starciu z Wenezuelczykami naszym siatkarzom chluby Jednak nie przynosi, zwłaszcza że przegrali tę partię wysoko – 18:28. Terminarz gier w turnieju olimpijskim został tak skonstruowany, że Polacy z najgroźniejszymi rywalami w grupie A, czyli Iranem i Włochami, zmierzyli się na samym początku imprezy. W piątek podopiecznych trenera Vitala Heynena czeka potyczka z ekipa gospodarzy igrzysk, Japończykami, a na koniec grupowych zmagań zagrają w niedzielę z drużyną Kanady.
Powrót Kubiaka w cieniu Semeniuka
W spotkaniu z Wenezuelą od początku w wyjściowym składzie znalazł się kapitan biało-czerwonych Michał Kubiak, który z powodu problemów z plecami nie zagrał z Iranem, a w spotkaniu z Włochami wszedł na kilka minut w końcówce trzeciego seta. Nikt w polskiej ekipie nie przewidywał kłopotów w starciu z Wenezuelą i Heynen w dwóch pierwszych setach nie brał przerw technicznych. Siatkarze z Ameryki Południowej wcześniej nie byli w stanie urwać seta w potyczkach z Japonią i Iranem i po dwóch wysoko przegranych partiach w meczu z Polską także nic nie zapowiadało, że będą w stanie zrobić aktualnym mistrzom świata jakiegoś psikusa.
W trzecim secie nasi siatkarze stracili koncentrację i nagle zaczęli tracić punkty na korzyść rywali, którzy widząc słabość utytułowanych rywali zwarli szeregi i chwycili wiatr w żagle. Porażka do 18 była bolesna i nawet Heynen uznał, że sytuacja zrobiła się niebezpieczna, bo wziął czas i posłał do walki Bartosza Kurka. Uratować wygranej w trzeciej partii się nie udało, ale mobilizacja poskutkowała, bo w czwartej odsłonie spotkania sytuacja wróciła do normy i biało-czerwoni znów dyktowali na boisku warunki. Znakomite spotkanie rozegrał Kamil Semeniuk, obiecująco zaprezentował się też wracający do drużyny po wyleczeniu urazu pleców Michał Kubiak.
W innych meczach w grupie A doszło do sensacji, bo Iran przegrał z Kanadą 0:3 (16:25, 20:25, 22:25). Także w trzecim spotkaniu wynik był korzystny dla biało-czerwonych. Japończycy ulegając Włochom 1:3 (20:25, 17:25, 25:23, 21:25) stracili szansę na objęcie prowadzenia, a to dało polskiej drużynie awans na pierwszą lokatę. Nasi siatkarze muszą teraz ja tylko utrzymać, do czego niezbędne będą zwycięstwa w potyczkach z Japonią i Kanadą, a w ćwierćfinale zagrają z najsłabszym zespołem z czołowej czwórki z grupy B.
Francuzi w poważnych tarapatach
Po trzech kolejkach gier na czwartej pozycji jest reprezentacja Francji, która jednak w Tokio gra jak na razie w kratkę. Trójkolorowi na otwarcie turnieju gładko przegrali z ekipą USA 0:3, potem wygrali 3:0 z najsłabszą w grupie Tunezją, by w trzeciej serii gier nieoczekiwanie ulec niżej notowanej Argentynie 1:3. Francuzów czeka teraz piekielnie trudne zadanie, bo w dwóch ostatnich meczach przyjdzie im zmierzyć się z najmocniejszymi w grupie zespołami Rosji i Brazylii, natomiast Argentyńczycy zagrają z Tunezją i USA. Tak więc nie można wykluczyć, że w grupie czterech zespołów awansujących z grupy B do ćwierćfinału nie będzie reprezentacji Francji, co z pewnością zostanie uznane za gigantyczną sensację.
Trzech ćwierćfinalistów z tej grupy już de facto znamy – z pierwszego miejsca raczej na pewno awansują Rosjanie, którzy pokonali Amerykanów i Brazylijczyków, a także ekipę Argentyny, więc czekają ich już tylko potyczki z Tunezją oraz właśnie z Francją. Dwie kolejne pozycje zajmują zespoły USA i Brazylii, a czwartą, wszystko na to wskazuje, prawdopodobnie przypadnie Argentyńczykom. I to z nimi biało-czerwoni, o ile wygrają z Japonią i Kanadą, mogą zmierzyć się w ćwierćfinale.
Polacy nie chcą grać z Argentyną
Wbrew pozorom możliwość trafienia na ten południowoamerykański zespół wcale nie cieszy naszych siatkarzy. „Argentyna, jeśli awansuje, nie będzie miłym przeciwnikiem dla nikogo. Widziałem ją w dwóch setach z Brazylią i Brazylia nie miała nic do powiedzenia. Nie wiem też, jakim cudem Francja doprowadziła w meczu z nimi do tie-breaka.
Jeśli to Argentyńczycy ostatecznie zakwalifikują się do ćwierćfinału, będzie to dla nich wielki sukces i w walce o półfinał zagrają bez żadnej presji. Dlatego będą bardzo groźni dla każdego przeciwnika, także dla nas” – stwierdził rozgrywający polskiej drużyny Fabian Drzyzga. W ekipie prowadzonej przez trenera Marcelo Mendeza prym wiodą Christian Poglajen, Bruno Lima, nowy nabytek Aluronu CMC Warty Zawiercie Facundo Conte oraz wymieniany w gronie najlepszych rozgrywających na świecie Luciano De Cecco.
Zawodzą natomiast oczekiwania główni faworyci do złotego medalu, Brazylijczycy, którzy w tym roku wygrali Ligę Narodów, pokonując w finale Polskę 3:1. W tym turnieju canarinhos doznali jednej tylko porażki, ulegając w fazie grupowej Rosji. I z Rosjanami przegrali też na igrzyskach, więc może to właśnie oni będą w Tokio najgroźniejszy nych w walce o złoto. Sytuacja w tej kwestii powinna wyjaśnić się już w piątek, po czwartej serii gier, bo w niej w grupie A Polska zagra z Japonią, Włochy z Iranem, a Kanada z Wenezuelą, zaś w grupie B Brazylia zmierzy się z USA, Włochy z Iranem, a Rosja z Francja.
Siatkarze potęgą w grach zespołowych
Warto podkreślić, że nasza reprezentacja siatkarze w Tokio startuje w olimpijskim turnieju po raz piąty z rzędu i w grach zespołowych jest to unikatowe osiągnięcie. Czterema startami z rzędu mogą pochwalić się koszykarze (1960, 1964, 1968 i 1972), trzema piłkarze ręczni (1972, 1976, 1980), a dwoma piłkarze (1972 i 1976) i siatkarki (1964 i 1968). Kilka występów mieli hokeiści na trawie, ale nieregularnie – w 1960, 1972, 1980 i 2000 roku.
W Tokio siatkarze celują w złote medale, a jeśli uda im się je zdobyć, także w tej klasyfikacji wyjdą na samodzielne prowadzenie w grach zespołowych, bo obecnie mają tylko złoto wywalczone w Montrealu w 1976 roku i pierwszą lokatę dzielą z piłkarzami, którzy olimpijskie mistrzostwo zdobyli w 1972 roku w Monachium, a ponadto mają na koncie dwa srebrne krążki wywalczone w 1976 w Montrealu i 1992 w Barcelonie. Medalami mogą pochwalić się jeszcze tylko siatkarki (brąz w 1964 roku w Tokio i 1968 roku) oraz piłkarze ręczni (brąz w 1976 roku w Montrealu).

IO Tokio 2020/21: Świątek i Kubot za burtą turnieju miksta

Iga Świątek i Łukasz Kubot w I rundzie miksta pokonali francuski duet Fiona Ferro – Pierre-Hugues Herbert 6:3, 7:6(3) i w 1/4 finału o awans do strefy medalowej zagrali z rosyjską parą Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew.

W losowaniu par I rundy polski mikst trafił na hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno Busta i kibice już ostrzyli sobie apetyty na wielki rewanż Świątek na Badosie za porażkę w trzeciej rundzie turnieju singlowego. Nic jednak z tego nie wyszło, bowiem hiszpańska tenisistka w środę w ćwierćfinałowym pojedynku z Czeszką Marketą Vondrusovą doznała udaru słonecznego i musiała po przegranym 3:6 pierwszym secie skreczować. W grze mieszanej też nie mogła więc wystąpić i w tej sytuacji organizatorzy turnieju w ostatniej chwili dokonali zmiany z turniejowej drabince miksta, desygnując do gry przeciwko polskiej parze Francuzów – Fionę Ferro i Pierre’a-Huguesa Herberta.
Dla Kubota i Świątek bynajmniej nie była to korzystna zmiana, bo 30-letni Herbert to utytułowany deblista, mający w dorobku triumfy we wszystkich turniejach wielkoszlemowych. M.in. wygrał w parze z rodakiem Nicolasem Mahutem tegoroczny French Open. Ale na korcie liczą się głównie aktualna forma, motywacja i wola walki. A te atuty były po stronie polskiej pary. Wyraźnie niedysponowany Herbert przegrał dwa swoje podania i dzięki temu biało-czerwoni po 37 minutach walki wygrali pierwszego seta 6:3. Kubot doskonale grał przy siatce, a Świątek potrafiła zaskoczyć nawet Herberta podczas wymian z głębi kortu. Drugi set był bardziej zacięty i wyrównany. Trwał godzinę i sześć minut, a Kubot i Świątek złamali opór francuskiej pary dopiero w tie-breaku.
Polacy o półfinał zagrali z rosyjskim duetem Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew, który w I rundzie wyeliminował rozstawionych w turnieju miksta z numerem 1 Francuzów Kristinę Mladenović i Nicolasa Mahuta. Kubot i Świątek nie byli faworytami, co potwierdziło się na korcie – przegrali 4:6, 4:6 i definitywnie pożegnali się z igrzyskami w Tokio.

IO Tokio 2020/21: Wioślarki zdobyły pierwszy medal dla Polski

Wioślarki Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann wywalczyły srebrny medal w olimpijskim wyścigu czwórek podwójnych. To pierwsze trofeum w i Tokio wywalczony przez polskich sportowców.

Dla wszystkich reprezentantów Polski startujących na torze olimpijskim akwenie Sea Forest Waterway srebro kobiecej czwórki podwójnej ma wartość złota. Po wszystkich rozczarowaniach i niepowodzeniach w czterech pierwszych dniach igrzysk, Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann wreszcie osiągnęły wymarzone podium. A płynęły pod wielką presją, bo nasza kobieca czwórka podwójna była wymieniana w gronie potencjalnych medalistów. Nic dziwnego, w ostatnich latach regularnie meldowały się przecież na podium mistrzostw świata. W 2018 roku sięgnęły po złoty medal mistrzostw Europy i świata, a na ostatnich światowym czempionacie wywalczyły wicemistrzowski tytuł.
W Tokio kibice liczyli na co najmniej powtórkę tego osiągnięcia. Kobus-Zawojska, Wieliczko, Sajdak i Zillmann nie zawiodły oczekiwań, chociaż w połowie dystansu były dopiero na czwartym miejscu. Ambitnie jednak walczyły do końca i zdołały prześcignąć dwie osady. Na wyprzedzenie fenomenalnie wiosłujących Chinek sił naszym wioślarkom zabrakło, ale na mecie cieszyły się z drugiego miejsca jak szalone i płakały ze szczęścia. Ale chociaż wyczerpane walką i oszołomione obowiązkami medalistek, nie zapomniały zaapelować do kibiców, by trzymali kciuki za wszystkich innych polskich olimpijczyków. Przekonywały, że nikt tu nie przyjechał na wycieczkę, jak w swoich złośliwych komentarzach sugerują internetowi hejterzy.
Srebrny medal kobiecej czwórki podwójnej nie może jednak zaciemniać obrazu. Na poprzednich igrzyskach w Rio de Janeiro nasi wioślarze zdobyli dwa krążki – złoty wywalczyła dwójka podwójna (Natalia Madaj-Smolińska i Magdalena Fularczyk-Kozłowska), a brązowy czwórka podwójna pań (Monika Ciaciuch, obecnie Chabel, Agnieszka Kobus-Zawojska, Maria Springwald, obecnie Sajdak, Joanna Leszczyńska). Chabel w Tokio zastąpiła Zillmann, a Leszczyńską Wieliczko.
Nie poprawiła swojego osiągnięcia sprzed pięciu lat męska czwórka podwójna (Dominik Czaja, Wiktor Chabel, Szymon Pośnik i Fabian Barański), która ponownie zajęła czwartą lokatę za Holandią, Wielką Brytanią i Australią.
Męska dwójka podwójna (Mirosław Ziętarski i Mateusz Biskup), brązowi medaliści mistrzostw świata z 2019 roku, zajęli w finale ostatnie, szóste miejsce (zwyciężyli Francuzi, przed Holendrami i Chińczykami). Szóstą lokatę zajęła także czwórka bez sterniczki (Monika Chabel, Joanna Dittmann, Olga Michałkiewicz i Maria Wierzbowska). Triumfowały Australijki przed Holenderkami i Irlandkami. Wielkie aspiracje miała męska czwórka bez sternika (Marcin Brzeziński, Mikołaj Burda, Michał Szpakowski i Mateusz Wilangowski), ale skończyło się na występie w finale B.

48 godzin sport

Klęska piłkarskich potęg
Reprezentacja Niemiec w fazie grupowej turnieju olimpijskiego w piłce nożnej przegrała z Brazylią 2:4, pokonała Arabię Saudyjską 3:2 i zremisowała z Wybrzeżem Kości Słoniowej 1:1, co dało jej tylko trzecią lokatę w grupie D, za zespołami Brazylii i WKS, które wywalczyły awans do 1/4 finału. Do tej fazy rozgrywek awansowały także: z grupy A Japonia i Meksyk, z grupy B Korea Południowa i Nowa Zelandia, a z grupy C Hiszpania i Egipt. Z rywalizacji oprócz Niemców odpadli także Francuzi (grupa A) i Argentyńczycy (grupa C).

Skoczek mistrzem na rowerze
Primoz Roglic w świetnym stylu zdobył złoto olimpijskie w jeździe indywidualnej na czas. Słoweniec o ponad minutę wyprzedził pozostałych zawodników na podium. Srebro wywalczył Tom Dumoulin, a brąz Rohan Dennis. Roglic na początku swojej sportowej przygody uprawiał skoki narciarskie. Jego największym sukcesem jest drużynowe mistrzostwo świata juniorów z 2007 roku. Jedynym Polakiem w stawce 38 kolarzy walczących o medale w tej konkurencji był Maciej Bodnar, który zajął odległe 18. miejsce. Pięć lat temu na igrzyskach w Rio de Janeiro wywalczył szóstą lokatę.

Złoto w rugby dla Fidżi
Reprezentacja Fidżi w rugby siedmioosobowym zdobyła po raz drugi z rzędu mistrzostwo olimpijskie. Dyscyplina ta została przywrócona do programu igrzysk w Rio de Janeiro i w Brazylii inauguracyjny turniej wygrała właśnie ekipa Fidżi. W Tokio rugbyści tego kraju w drodze po złoty medal pokonali Japonię 24:19, Kanadę 28:14, Wielką Brytanię 33:7, Australię 19:0, Argentynę 26:14 i w finale Nową Zelandię 27:12. Brązowy medal zdobyła Argentyna, która w meczu o trzecie miejsce pokonała Wielką Brytanię 17:12.

Pierwszy medal dla San Marino
W rozegranych w czwartek finałach w strzeleckim trapie (polega na trafianiu z gładkolufowych strzelb śrutowych do ceramicznych rzutków wyrzucanych z maszyny pod różnymi kątami) złoty medal zdobyła Słowaczka Zuzana Rehak Stefeckova, która wynikiem 43 punktów ustanowiła nowy rekord olimpijski. Srebro wywalczyła Amerykanka Kayle Browning (42 pkt), ale sensacją było trzecie miejsce reprezentantki San Marino Alessandry Perilli (29 pkt), bo ta 33-letnia zawodniczka zdobył pierwszy medal olimpijski dla liczącego niespełna 33 tys. mieszkańców San Marino w historii.

Sędzia Kuipers kończy karierę
Holenderski Związek Piłki Nożnej oficjalnie potwierdził, że sędzia Bjorn Kuipers, który w tegorocznych mistrzostwach Europy prowadził cztery spotkania, w tym finałowy mecz Francja – Włochy, postanowił zakończyć karierę. Swój pożegnalny występ w roli arbitra głównego będzie miał w sobotę 7 sierpnia w meczu o Superpuchar Holandii, w którym Ajax Amsterdam zmierzy się z PSV Eindhoven.

IO Tokio 2020/21: Świątek i Hurkacz odpadli z gry

Trudno nie czuć zawodu po występach polskich tenisistów w turnieju olimpijskim w Tokio. Iga Świątek odpadła w II rundzie po porażce z Hiszpanką Paulą Badosą 3:6, 6:7(4), a w III rundzie jej los podzielił też Hubert Hurkacz, którego dużo niżej sklasyfikowany w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Broady pokonał 5:7, 6:3, 3:6.

Mecz z Paulą Badosą kosztował Igę Świątek mnóstwo emocji. Nasza tenisistka, rozstawiona w olimpijskim turnieju z numerem szóstym, była faworytką pojedynku z 23-letnią Hiszpanką (WTA 29), musiała jednak przełknąć gorycz porażki i pożegnać się z marzeniami o zdobyciu olimpijskiego medalu w turnieju indywidualnym. 20-letnia warszawianka przegrała 3:6, 6:7 z fenomenalnie tego dnia usposobioną rywalką. Hiszpanka imponowała potężnym i skutecznym serwisem (83 procent pierwszego podania), ale też w każdym innym elemencie tenisowego rzemiosła jeśli nie przewyższała Polki, to zagrywała je równie dobrze. Nie da się rozegrać tenisowego meczu całkowicie bez błędów, ale Badosa w starciu ze Świątek był bliska takiej perfekcji. Trzeba mieć ogromnego pecha, żeby trafić w turnieju na zawodniczkę znajdującą się akurat, właśnie jak Badosa, w życiowej formie.
Świątek po przegranym pojedynku nie potrafiła ukryć rozczarowania. Przez kilka minut siedziała w swoim boksie z głową zakrytą szczelnie ręcznikiem i wypłakiwała emocje. Opanowała się jednak i wyszła do dziennikarzy w mix-zonie. „JMiałam szanse na skończenie prostych piłek, ale nie każdą potrafiłam wykorzystać, bo miałam ich po prostu niewiele i dlatego były dla mnie zawsze zaskakujące. To było spowodowane tym, że Paula Badosa grała dzisiaj po prostu świetnie i wywierała na mnie bez przerwy presję. Trochę jestem na siebie zła za kilka zepsutych akcji, ale Paula wygrała zasłużenia. Ona generalnie rozgrywa super sezon i myślę, że w Tokio jest w stanie powalczyć o najwyższe laury. Po prostu szacun dla niej” – przyznała mistrzyni French Open 2020. Na hiszpańskiej tenisistce nieskrywana rozpacz Świątek chyba zrobiła wrażeniem, bo po meczu próbowała pokonaną rywalkę pocieszać. „Paula powiedziała mi, że mam przed sobą wspaniałą karierę i to było super w tym momencie. Ona jest bardzo miłą osobą, bardzo ją lubię” – powiedziała z uśmiechem Polka. I dodała” „W trudnych momentach tylko drugi sportowiec może dobrze zrozumieć taką sytuację. Chociaż rywalizujemy ze sobą, to przecież zmagamy się z podobnymi rzeczami i tylko my je możemy zrozumieć. Paula dobrze o tym wiedziała, dlatego jestem jej wdzięczna za miłe słowa”. Badosa w trzeciej rundzie łatwo rozprawiła się z Argentynką Nadią Podoroską 6:2, 6:3. Dla przypomnienia – Podoroska to półfinalistka French Open 2020, a na kortach Rolanda Garrosa przegrała z późniejszą triumfatorką turnieju, czyli… Igą Świątek). W ćwierćfinale Hiszpanka trafiała na Czeszkę Marketę Vondrusovą, która ku rozpaczy gospodarzy igrzysk wyeliminowała ich gwiazdę, Naomi Osakę (6:1, 6:4).
Łzy Igi Świątek i jej autentyczna rozpacz po porażce zrobiły też wrażenie na kibicach, którzy chyba docenili jej zaangażowanie i ogromną chęć osiągnięcia sukcesu w narodowych barwach. Nasza najlepsza obecnie tenisistka jeszcze nie żegna się z igrzyskami, bo wraz z Łukaszem Kubotem zagra w turnieju miksta. Dla polskiej reprezentacji tenisowej to już ostatnia okazja na medalowy sukces. Nie będzie jednak o niego łatwo, bo w pierwszej rundzie Kubot i Świątek trafili na… hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno. Idze szybko zatem nadarzyła się okazja do rewanżu, lecz zadanie nie będzie łatwe, bo Carreno to znakomity deblista z czterema wygranymi turniejami na koncie, finalista US Open 2016. Kubot w grze podwójnej jest co prawda bardziej utytułowany, ale będzie musiał wznieść się na wyżyny żeby zrównoważyć lekką przewagę, jaką hiszpańskiej parze daje fenomenalna forma Badosy.
Jeśli jednak Świątek i Kubot wygrają ten pierwszy mecz, co jest przecież mozliwe, w kolejnej rundzie czeka ich jeszcze większe wyzwanie, bo na ich drodze staną albo najwyżej rozstawieni w turnieju miksta Francuzi Kristina Mladenović i Nicolas Mahut, albo rosyjska para Jelena Wiesnina – Asłan Karacew, finaliści tegorocznego French Open w grze mieszanej. Inna sprawa, że do olimpijskiego turnieju miksta zgłosiły się naprawdę mocne pary – doświadczeni i utytułowani debliści, ale też wybitni singliści. Na start ze swoją rodaczką Niną Stojanović zdecydował się nawet lider rankingu ATP Serb Novak Djoković. Zagra także mocna grecka para Maria Sakkari – Stefanos Tsitsipas, która została rozstawiona z drugim numerem.
Zmagania w turnieju miksta rozpoczną się w środę, a Kubot i Świątek będą w nim bronić honoru polskiego tenisa, albowiem w trzeciej rundzie z igrzyskami pożegnał się także rozstawiony w olimpijskim turnieju z numerem siódmym Hubert Hurkacz, którego sensacyjnie ograł sklasyfikowany obecnie na 143. miejscu w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Brady.
Wrocławianin zagrał w miarę dobrze tylko w drugim secie, w dwóch przegranych mylił się momentami jak junior, co nie przystoi zawodnikowi zajmującemu 12. miejsce w światowym rankingu.

IO Tokio 2020/21: Polscy siatkarze znów na fali

Polscy siatkarze zrehabilitowali się za porażkę z Iranem (2:3) i w swoim drugim meczu na igrzyskach w Tokio wygrali z Włochami 3:0 (25:20, 26:24, 25:20). W środę kolejnym rywalem biało-czerwonych będzie najsłabsza w grupie A ekipa Wenezueli.

Pod nieobecność Michała Kubiaka (wszedł na boisko dopiero w końcówce trzeciego seta z Włochami) w potyczce z Irańczykami w polskim zespole brakowało lidera. W meczu z ekipą Italii roli tej podjął się Bartosz Kurek, któremu sekundował bojowo nastawiony Wilfdredo Leon. Ten duet zdobył w sumie 32 punkty (Kurek 14, Leon 18). Pozostali gracze także poprawili jakość swojej gry, więc aktualni mistrzowie świata zaprezentowali się jako zespół znakomicie.
Po niespodziewanej porażce z Iranem atmosfera wokół naszej siatkarskiej reprezentacji lekko zgęstniała, lecz także Włosi nie byli zachwyceni występem swojej drużyny w wygranym przez nią dopiero w tie-breaku meczu z Kanadą (ekipa Azzurrich przegrywała już 0:2 w setach i 10:13 w trzeciej partii), więc przed meczem z Polską byli pełni obaw o wynik. I te obawy jak się okazało nie były bezpodstawne. W drużynie biało-czerwonych ponownie zabrakło borykającego się z urazem pleców Michała Kubiaka, ale włoski zespół miał znacznie poważniejsza lukę kadrową, bo z powodu kontuzji nie mógł w nim zagrać rozgrywający Simone Giannelli.
„Prawdopodobnie serwowaliśmy lepiej niż w meczu z Kanadą, ale przeciwko takiemu zespołowi jak Polska dobre uderzenia to za mało. Byliśmy zmuszeni grać piłką z dala od siatki, a to odbierało nam atut zaskoczenia i pozwalało rywalom na sprawne ustawianie bloku” – przyznał trener reprezentacji Włoch Gianlorenzo Blengini.
Kolejnym rywalem biało-czerwonych w grupie A będzie zespół Wenezueli, z którym zagrają w środę (początek o 9:25 czasu polskiego). Włosi natomiast tego dnia zmierzą się z niepokonaną jak dotąd ekipą gospodarzy igrzysk. Japońscy siatkarze w drugiej rundzie gier wygrali z Kanadą 3:1 i dzięki tej wygranej awansowali na pierwsze miejsce w tabeli, wyprzedzając również niepokonanych jeszcze w imprezie Irańczyków (w drugim meczu pokonali Wenezuelę 3:0). Reprezentacja Polski spadła na trzecią pozycję. A przez igrzyskami prognozowano, że to właśnie Japonia z Kanadą będą walczyć o czwarte miejsce w grupie, zaś trzy pierwsze lokaty rozdzielą między siebie Polacy, Irańczycy i Włosi. Teraz jednak wygląda na to, że jeśli Włosi w dwóch najbliższych potyczkach nie wygrają z Japonią i Iranem, to o ostatnie miejsce dające awans do ćwierćfinału czwarte miejsce przyjdzie im bić się z Kanadyjczykami.
W grupie B prym wiodą niepokonane po dwóch kolejkach ekipy Brazylii (3:0 z Tunezją i 3:2 z Argentyną) oraz Rosji (3:1 z Argentyną i 3:1 z USA). Po jednym zwycięstwie mają drużyny Stanów zjednoczonych (3:0 z Francją) i Francji (3:0 z Tunezją), a bez zwycięstwa są jak na razie Argentyńczycy i Tunezyjczycy.
Biało-czerwoni deklarują walkę o olimpijskie złoto, ale trzeba pamiętać, że w czterech ostatnich turniejach olimpijskich biało-czerwoni odpadali w ćwierćfinale – kolejno z Brazylią, Włochami, Rosją i Stanami Zjednoczonymi.
Reprezentacja Polski znalazła się w teoretycznie łatwiejszej grupie A i zagra z Włochami (9. w rankingu FIVB), Kanadą (10.), Japonią (11.), Iranem (12.) i Wenezuelą (33.). Ma to swoje dobre i strony. Z jednej strony Biało-czerwoni, którzy są aktualnym mistrzem świata i drugą drużyną rankingu FIVB są zdecydowanym faworytem grupy A, z drugiej w ćwierćfinale zmierzą się z bardzo niewygodnym rywalem z grupy B, którą tworzą: Brazylia (lider rankingu FIVB), Rosja (3.), Francja (4.), Stany Zjednoczone (5.), Argentyna (8.) i Tunezja (16.). Oznacza to, że Polska nawet wygrywając swoją grupę prawdopodobnie trafi na zespół z czołowej piątki rankingu FIVB.
Faza grupowa turnieju siatkarzy na igrzyskach olimpijskich w Tokio potrwa od 24 lipca do 1 sierpnia. Mecze będą rozgrywane na Ariake Arena w Tokio, a początek spotkań tej fazy zaplanowano na 2:00, 4:05, 7:20, 9:25, 12:40 i 14:45 czasu polskiego. Mecze ćwierćfinałowe (3 sierpnia) będą się rozpoczynać o 2:00, 6:00, 10:00 i 14:30, półfinały (5 sierpnia) o 6:00 i 14:00. Spotkania o medale zostaną rozegrane w sobotę 7 sierpnia – spotkanie o trzecie miejsce o 6:30, a finał o 14:15.
Siatkarze rywalizują o olimpijskie laury po raz 15 (ta dyscyplina sportu zadebiutowała na igrzyskach w 1964 roku). Pierwszymi triumfatorami była ekipa Związku Radzieckiego, która w finale wygrała z Czechosłowacją. W 1976 roku po złoto olimpijskie w Montrealu sięgnęła reprezentacja Polski po pamiętnym meczu o złoto ze Związkiem Radzieckim. Po trzy triumfy mają na swoim koncie maja reprezentacje Brazylii, ZSRR i USA, a po jednym Rosja, Japonia, Holandia, Serbia i Polska.

48 godzin sport

Pierwszy medal dla Rosjan
Reprezentacja Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego zdobyła pierwszy złoty medal w igrzyskach olimpijskich w Tokio. Sportowcy z Rosji, którzy nie mogą startować pod nazwą kraju ani narodową flagą, triumfowali w drużynowym wieloboju gimnastycznym. Drugie miejsce zajęła reprezentacja Japonii, a brązowy medal wywalczyli Chińczycy. Polacy w tej konkurencji nie startowali.

Tajlandia doczekała się złota
Sztangistka Hidilyn Diaz z Tajlandii została mistrzynią olimpijską w kategorii do 55 kg, wyprzedzając na podium Chinkę Liao Qiuyun i Kazaszkę Zulfiję Czinszanło. To pierwszy złoty medal dla Tajlandii w historii igrzysk, w których uczestniczy od 1924 roku.

Kanonady w wodzie
Waterpolistki Stanów Zjednoczonych i Hiszpanii pobiły rekordy w wysokości zwycięstw w tym sporcie w dziejach igrzysk. Najwyższą wygraną w olimpijskim turnieju był pogrom, jaki w 1932 roku w Los Angeles węgierscy waterpoliści urządzili ekipie Japonii, gromiąc ją 18:0. Amerykanki w tegorocznych igrzyskach również w spotkaniu z Japonią wygrały 24:4, zaś Hiszpanki w potyczce z drużyną RPA zwyciężyły 29:4.

Irański bojownik na olimpijskim podium
Irańczyk Javad Foroughi został mistrzem olimpijskim w strzelectwie z pistoletu pneumatycznego. Okazało się, że jest członkiem członkiem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Podczas wojny domowej w Syrii żołnierze tej organizacji walczyli po stronie Baszszara al-Asada w konflikcie zbrojnym z opozycją. W 2019 roku IRGC została uznana przez USA za organizację terrorystyczną.

UEFA podzieliła sędziów
UEFA opublikowała listę sędziów międzynarodowych na pierwszą część sezonu 2021/2022. W gronie sędziów głównych znalazło się 283 arbitrów, w tym siedmiu arbitrów z Polski. W kategorii „elite” liczącej 27 arbitrów jedynym przedstawicielem Kolegium Sędziów PZPN jest Szymon Marciniak. W kategorii I (53 arbitrów) znaleźli się Bartosz Frankowski, Paweł Gil, Paweł Raczkowski i Daniel Stefański, w kategorii II (84 arbitrów) Krzysztof Jakubik, a w najniższej kategorii III (119 sędziów) Tomasz Musiał.

Żużlowa ekstraliga na finiszu
W rozegranej w miniony weekend 12. kolejce żużlowej PGE Ekstraligi Sparta Wrocław pokonała Włókniarza Częstochowa 48:42 i z dorobkiem 24 punktów utrzymała pierwsze miejsce w tabeli. Wicelider rozgrywek, Stal Gorzów (23 pkt), zwyciężył Falubaz Zielona Góra 48:42, zajmujący trzecią lokatę Motor Lublin (20 pkt) wygrał 46:44 z Apatorem Toruń, a czwarta w stawce Unia Leszno (17 pkt) rozgromiła GKM Grudziądz 56:34. Na dwie kolejki przez zakończeniem zasadniczej części rozgrywek piąte miejsce zajmuje Włókniarz (14 pkt), szóste Apator (7 pkt), siódme Falubaz (6 pkt), a ostatnie spadkowe GKM Grudziądz (5 pkt).

IO Tokio 2020/21: Rosja zakpiła z WADA

Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie zezwolił rosyjskiej ekipie, która w Tokio występuje pod szyldem Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, na używanie strojów nawiązujących barwami do rosyjskiej flagi.

W rosyjskiej ekipie olimpijskiej w Tokio ostatecznie znalazło się aż 335 sportowców. Było to możliwe dzięki temu, że Trybunał Arbitrażowy uwzględnił przedstawione przez Rosyjski Komitet Olimpijski argumenty i skrócił o połowę, z czterech do dwóch lat, karę nałożoną na Rosję za ukrywanie przypadków niedozwolonego dopingu na jakim zostali przyłapani sportowcy tego kraju. Skrócenie dyskwalifikacji pozwoliło na wysłanie do Tokio licznej delegacji, ale jeszcze nie pod rosyjską flagą i bez prawa odgrywania rosyjskiego hymnu.
Rosyjscy sportowcy startują więc z konieczności jako reprezentanci Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, a podczas wszelkich ceremonii z ich udziałem zamiast narodowego hymnu grany jest fragment koncertu fortepianowego b-moll nr 1 Piotra Czajkowskiego. Ale Trybunał Arbitrażowy nie miał nic przeciwko, żeby rosyjska ekipa olimpijska w Tokio nosiła stroje w kolorach nawiązujących do rosyjskiej flagi oraz z napisem „Russia”.
Decyzja CAS mocno rozczarowała władze Światowej Agencji Antydopingowej, na czele której od 1 stycznia 2020 roku stoi były minister sportu w rządzie PiS Witold Bańka. „To oczywiste, że jesteśmy zdenerwowani zarówno decyzją CAS, jak i sposobem w jaki Rosja wykorzystała zgodę na wykorzystanie narodowych barw. My chcieliśmy, żeby ich ubiory były wykonane w neutralnych kolorach. Ale nie możemy, niestety, nic z tym zrobić. To nie my podejmujemy decyzje” – stwierdził Witold Bańka, a jego wypowiedź odbiła się szerokim echem w rosyjskich mediach. Swojemu szefowi zawtórował dyrektor WADA Olivier Niggli w wywiadzie udzielonym amerykańskiemu dziennikowi „USA Today”. „Jeśli spojrzymy na to, o co prosiliśmy, a co zostało wykonane przeciwko rosyjskim sportowcom, to zobaczymy dwie zupełnie inne rzeczy. Szczególnie w przypadku ubiorów rosyjskiej ekipy” – przyznał Niggali.

Igrzyska w Tokio ruszyły mimo pandemii

Mimo surowych przepisów sanitarnych koronawirus nie ominął igrzysk. W sobotę, czyli pierwszego dnia po otwarciu olimpijskiej rywalizacji, według oficjalnych danych pozytywny wynik testów miało 106 uczestników – sportowców, trenerów, działaczy i dziennikarzy. Ale impreza już się toczy i chyba Covid-19 już jej nie zatrzyma.

Nie pomogły ograniczenia, zakJapończycy robią, co mogą, aby liczba przypadków zakażeń była jak najmniejsza. Sportowcy nie mogą wychodzić poza wioskę olimpijską, a dziennikarzy i gości MKOl śledzi aplikacja w telefonie, a ponadto hotelowi ochroniarze, zapisujący skrupulatnie każe wyjście i powrót. Wolontariusze i funkcjonariusze wszelkich służby bez przerwy przypominają o nakazie noszenia maseczek i dezynfekowaniu dłoni. Mimo to koronawirus dostał się do wioski olimpijskie i zbiera żniwo. Holenderska taekwondzistka Reshmie Oogink po pozytywnym wyniku testu ogłosiła, że dla niej to koniec marzeń o olimpijskim starcie i za kończyła sportową karierę.
Obecnie w całej Japonii dzienna liczba nowych zakażeń Covid-19 nie przekracza dwóch tysięcy, ale dla gospodarzy igrzysk to są i tak zbyt duże liczby, bo są teraz największe od stycznia tego roku, gdy pandemia osiągnęła w Kraju Kwitnącej Wiśni swój szczyt. Władze Japonii ostatecznie nie zdecydowały się na odwołanie igrzysk, mimo braku społecznego przyzwolenia i rosnące zagrożenie epidemiczne. Powód jest prozaiczny – zyski z igrzysk przejmuje Międzynarodowy Komitet Olimpijski, ale straty ponoszą już wyłącznie gospodarze. Japonia wedle różnych źródeł wpakowali w te igrzyska już ponad 15 mld dolarów, których w większości nie zdołają odzyskać, ale odwołanie igrzysk przyniosłoby Japończykom straty dużo z ich punktu widzenia dotkliwsze, bo wizerunkowe. Dlatego robią, co mogą, żeby zmniejszyć liczbę nowych zakażeń.