Powoli opada kurz

Powyborczy kurz opada powoli. Mnie oczywiście najbardziej interesuje oczywiście to, co dzieje się w największej polskiej partii lewicowej, w Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

 

SLD ogłosił właśnie, że w wyborach poparło nas 11000000 wyborców. To o 100 000 mniej niż cztery lata wcześniej. Czego zabrakło? Może wiarygodności, może właściwych form społecznej komunikacji? A może jest tak, że wynik wyborczy jest w jakimś sensie odzwierciedleniem aktywności partii w całym, przedwyborczym, czteroletnim okresie? Warto zauważyć, że sukcesy wyborcze, które dzisiaj przypisać można SLD związane są z reguły bądź z konkretnymi osobami (na przykład Matyjaszczyk, Ferenc), które swoją działalnością zdobyły trwałe uznanie, bądź z członkostwem SLD w różnych porozumieniach i koalicjach wyborczych. Ale w których tych koalicjach SLD był lokomotywą, a w których tylko „przystawką”?

Dobrym przykładem problemów SLD jest Wrocław. Jeszcze w marcu wrocławski Sojusz ostro pracował nad własnym programem wyborczym, by wkrótce ogłosić, że przystępuje do koalicji z KW Dutkiewicza (ustępującego prezydenta Wrocławia) i z Nowoczesną. Czołowe postaci SLD, przewodniczący i sekretarz Rady Miejskiej, wiceprzewodniczący Rady Wojewódzkiej, którzy swego czasu przyjęły odpowiedzialność za partię, zapewnili sobie w umowie koalicyjnej pierwsze miejsca na listach okręgowych i mandaty radnych miejskich uzyskali. Jak donosi prasa w pierwotnej umowie koalicyjnej Dudkiewicz, Nowoczesna, SLD przewodniczący Rady Miejskiej SLD miał, w przypadku wygrania Jacka Sutryka, koalicyjnego kandydata na prezydenta miasta, zagwarantowane stanowisko wiceprezydenta. Azaliż kandydat ten przeszedł w międzyczasie oficjalnie do nowej koalicji PO i Nowoczesnej zachowując poparcie koalicji Dudkiewicz-SLD i wybory wygrał. Siłą, która wyniosła Pana Sutryka na fotel Prezydenta Wrocławia nie było nazwisko Dudkiewicza (jego ugrupowanie zarówno w wyborach miejskich jak i wojewódzkich wypadło znacznie poniżej oczekiwań), ani tym bardziej SLD, ale koalicja PO – Nowoczesna. Z tego prawdopodobnie powodu w lokalnej gazecie ukazał się artykuł, w którym między innymi odniesiono się do kwestii wiceprezydentury dla przewodniczącego SLD we Wrocławiu. Sprawę postawiono w artykule jasno: Sutrykowi trójka radnych z SLD nie jest potrzebna od uzyskania większości w Radzie, ale wiceprezydentura dla przewodniczącego Rady Miejskiej SLD jest możliwa, jeżeli trójka radnych (przypomnę; czołowych działaczy SLD) odstąpi od sygnalizowanego zamiaru utworzenia w Radzie Miejskiej Klubu Radnych SLD i pozostanie w składzie klubu Dudkiewicza.

I tutaj jest sedno sprawy. Przypomnieć przy tym należy, że w wyborach do sejmiku wojewódzkiego SLD nie zdobył żadnego mandatu. Listę Sojuszu pociągnął w dół Wrocław i okręg okołowrocławski, gdzie Sojusz uzyskał poparcie dwukrotnie mniejsze niż w pozostałych okręgach. Jeżeli więc patrzyć na wybory samorządowe przez najważniejsze dla SLD wybory do parlamentu, to niewątpliwie w tych dwóch okręgach Sojusz popracować będzie musiał w najbliższym czasie szczególnie mocno. Brak klubu radnych w Radzie Miejskiej Wrocławia nie tylko nie będzie temu sprzyjać, ale wręcz przeciwnie – rozmagnesuje wrocławski SLD do końca.

Utworzenie przez wrocławskich radnych – członków SLD – własnego klubu nadało by sens polityczny całej operacji rezygnacji z własnej listy i własnego kandydata na prezydenta. Odstąpienie natomiast od tego zamiaru, czyli w praktyce przyjęcie członkostwa klubu Dudkiewicza w zamian za stanowiska, może być postrzegane jako rodzaj uwłaszczenia się na wrocławskim Sojuszu. Jest jeszcze jedna sprawa, która przebija się przez powyborczy kurz. Bardzo ucieszyła mnie deklaracja Przewodniczącego Czarzastego o gotowości SLD do tworzenia wspólnej, proeuropejskiej listy w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie uważam się za ojca takiej listy, chociaż już 8. sierpnia wpis „Blok Polska Europejska” poświęciłem tej idei. Nie jest idea ta obca i poza SLD, o czym świadczy idąca w tym samym kierunku propozycja Władysława Frasyniuka, ogłoszona niedawno w mediach. To – moim zdaniem – właściwy kierunek.

Na koniec powrócę do zgromadzeń sumujących wyniki wyborów. Są one w SLD tradycją, odbyło się ich bardzo wiele. I gdyby coś konkretnego, pozytywnego z nich wynikało, gdyby spotkania takie z wyborów na wybory poprawiały notowania partii, to dzisiaj Sojusz byłby polityczną potęgą. Niestety, tak nie jest. Dlatego takie spotkania przygotować należy nie mniej starannie niż same wybory.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu autora „Wołania na puszczy”.

Głos lewicy

Skandaliczny wyrok

Piotr Szumlewicz, przewodniczący Rady OPZZ województwa mazowieckiego, informuje:

Z oburzeniem przyjęliśmy dzisiejsze postanowienie sądu zakazujące akcji strajkowej w Polskich Liniach Lotniczych LOT. To brutalny cios w konstytucyjne prawo do strajku. Sąd okręgowy podjął decyzję w błyskawicznym postępowaniu, nie zapoznając się nawet z argumentami strony związkowej ani nie informując jej o procesie. Związki zawodowe poznały wyrok z maila przesłanego przez pracodawcę. Jednocześnie postanowienie sądu stoi w sprzeczności z niedawnym postanowieniem sądu wyższej instancji. Trudno pojąć, dlaczego sąd zdecydował się na ponowne zajęcie się tą samą sprawą, chociaż nie pojawiły się w niej żadne nowe okoliczności. Tryb procedowania sądu jest bulwersujący i może budzić poważne wątpliwości odnośnie jego bezstronności, tym bardziej, że PLL LOT jest spółką pod bezpośrednim nadzorem premiera, Mateusza Morawieckiego. W decyzji sądu pojawiły się fragmenty argumentacji zarządu PLL LOT, a na dodatek są w nim te same błędy, które były w orzeczeniu z kwietnia – przykładowo, w wielu miejscach zamiast związków zawodowych w „PLL LOT” mamy związki w „PPL LOT”. Ponadto decyzja sądu została podjęta 21 września, a tymczasem 24 września odbyło się posiedzenie Rady Dialogu Społecznego, podczas którego przedstawiciele zarządu PLL LOT oraz Prezesa Rady Ministrów mówili o warunkach porozumienia w firmie, nie wspominając o postanowieniu sądu. Czyżby więc nawet premier polskiego rządu nie był wtajemniczany w sprawę przez zarząd podległej sobie spółki?

Jednocześnie zarząd PLL LOT wciąż lekceważy wskazane przez Państwową Inspekcję Pracy przykłady łamania prawa pracy, wciąż mobbinguje i zastrasza związkowców, wciąż promuje sprzeczne z prawem pracy niestandardowe umowy, nie przejmuje się sygnałami o pogarszającej się jakości bezpieczeństwa lotów, nie robi nic z radykalnym wzrostem opóźnionych i odwołanych lotów.

Związki zawodowe zrzeszone w PLL LOT analizują wyrok sądu, natomiast warto przypomnieć, że na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego przedstawiciel rządu przyznał, że premier i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego są w posiadaniu materiałów dotyczących sytuacji w spółce i je analizują. Biorąc pod uwagę bulwersującą skalę nieprawidłowości w firmie, wciąż liczymy na interwencję premiera i uratowanie PLL LOT przed katastrofą, jak też przed akcją strajkową.

 

PiS się wycofa

– Decyzje dotyczące zachowania porządku konstytucyjnego w sądownictwie będzie musiała zostać podjęta – powiedział Jerzy Wenderlich w programie „Woronicza 17.

– Wiele rzeczy PiS odmienił chociaż wcześniej politycy tej partii mówili, iż ich nie zmienią swej decyzji: Puszcza Białowieska – siekiery odłożone; ustawa o IPN – po blamażu wycofanie się ze stanowiska – przypomniał polityk SLD.

– W kwestii sądownictwa PiS też się wycofa – zapowiedział Wenderlich.

 

Spotkanie we Wrocławiu

Ponad 50 osób przybyło na spotkanie, zorganizowane przez wrocławskie Stowarzyszenie Pokolenia z kandydatem na prezydenta Wrocławia Jackiem Sutrykiem. Jacek Sutryk jest kandydatem popieranym przez obecnego prezydenta Dutkiewicza, SLD i Koalicję Obywatelską. Byli kandydaci do Rady Miejskiej i Sejmiku Dolnośląskiego. Sam kandydat określił tę koalicję jako wyjątkową na skalę kraju. Oto środowiska, które niekoniecznie do tej pory politycznie się lubiły, teraz, dla dobra miasta, zjednoczyły się…. Jestem przeciwny dzieleniu obywateli miasta na lepszy i gorszy sort. Jestem przeciwny zabieraniu obywatelom emerytur i co najważniejsze, godności….. Było ciekawe wystąpienie o planach kandydata dotyczących rozwoju miasta. Były pytania, były odpowiedzi. Była przede wszystkim chemia pomiędzy kandydatem, a uczestnikami, choć nie brakowało pytań zaczepnych, ale nie czepialskich. Świetne spotkanie, głosy uczestników spotkania na kandydata murowane. Jestem o tym przekonany – relacjonuje na Fb Czesław Cyrul.

Ster na lewą burtę

Podobno kapitan Schetyna wydał taką komendę i zardzewiały ster steranej łajby ma dokonać jej zwrotu w trakcie wyborów samorządowych. Kilwater zostawiony przez pordzewiały statek PO wygląda jakby go prowadził początkujący chłopak okrętowy. Raz na prawo, raz na lewo, ale generalnie ciągle na prawo. Na lewo tylko wtedy jak trzeba zabrać naiwnych wyborców na pokład. Potem można ich wyrzucić do morza. Niech naiwniaków ratują inne statki, albo niech toną. Kapitan Schetyna traktuje wyborców jak mięso armatnie. Jak ich wykorzysta stają się nawozem historii. Tak przerobił już wielu wyborców lewicy, ale nadal chętnych naiwnych nie brakuje.
Jakiś rok temu, a może więcej – już dokładnie nie pamiętam, tyle tych rozkazów kapitan wydał – padła komenda o zarzuceniu konserwatywnej kotwicy. Kotwica chyba dna nie sięgnęła, bo łajba dryfowała siła rozpędu lub napędzana nienawiścią do PiS i tęsknotą za utraconą władzą
Że był to dryf świadczy wystawienie raczej centrolewicowej prof. Chybickiej do walki o fotel prezydenta Wrocławia. Władze usilnie namawiały SLD (sam miałem okazję brać udział w rozmowach) o poparcie tej kandydatury i budowanie wspólnych list. Liderzy PO zaklinali się, że prof. Chybicka ma serce po lewej stronie, co sugerowało, że i w PO ono (serce) chwilowo też tam się znajduje. Kiedy SLD nie poparł kandydatki i w PO policzono, że bez poparcia lewicy kandydatka nie ma szans, kapitan Schetyna rzucił komendę – ster na prawą burtę. Wynajęty z PiS Kazimierz Ujazdowski miał wyprowadzić dychawiczną łajbę na szerokie wody i potem doprowadzić do portu pełnego rozentuzjazmowanych wyborców. Tym razem serce PO przemieściło się na prawą stronę, z czego wynika że serce partii przemieszcza się od prawa do lewa. Miejsce jego bicia jest przypadkowe. Ale statek z Ujazdowskim na pokładzie zaczął nabierać wody i Ujazdowskiego kapitan Schetyna wyrzucił za burtę. Załodze generalnie bardzo to się spodobało. Niech sobie radzi sam skoro nam nie potrafił pomóc.
Sytuację dodatkowo komplikuje zdziesiątkowana ekipa Nowoczesnej. Zaproszona na pokład PO raczej grupuje się przy lewej burcie i siłą rzeczy taki balast utrudnia manewry w prawo. Dlatego właśnie kapitan Schetyna musi skręcać w lewo, bo taki manewr daje jakąś nadzieję, choć na razie nie wiadomo na co. Wyrzucenie Ujazdowskiego za burtę i poparcie kandydata Jacka Sutryka na prezydenta Wrocławia, wcześniej już popartego przez prezydenta Dutkiewicza, SLD i Nowoczesną to ratunek dla PO. To nie jest sukces kapitana Schetyny, ale chwycenie się ratunkowej cumy. Osłabiony miotaniem się na bezideowym morzu kapitan Schetyna i jego statek nadali sygnał SOS, ale to może być z korzyścią dla Wrocławia.
Ale jak korzystny wiatr zawieje z prawa w PO żadnych sentymentów nie będzie. Ostatecznie każdy głos jest taki sam. A potem znowu: ster na lewo, ster na prawo. Na kogo wypadnie na tego bęc. Tylko czy to serce raz po lewej stronie, raz po prawe zniesie to nienaturalne przemieszczane.

Kogo jeszcze nie poprze PO?

Na plaży w Ustce dopadła mnie hiobowa wieść: PO we Wrocławiu nie poprze swojego kandydata na prezydenta miasta Kazimierza Ujazdowskiego.

 

Wcześniej PO nie paprała swojej kandydatki na prezydenta tegoż miasta prof. Alicji Chybickiej. Być może wkrótce PO, po raz trzeci z rzędu, da komuś poparcie, a potem go znienacka wycofa. Na kogo tym razem padnie? Ale może do trzech razy sztuka i tym razem wreszcie prezesowi Schetynie uda się dobrze trafić.

W przeszłości było też rożnie. Np. PO poparła Rafała Dutkiewicza, a potem, w trakcie kadencji to poparcie cofała lub wchodziła w stan separacji. Dlatego kolejne plany tej partii we Wrocławiu traktuję z pewnym dystansem. Niestety ten brak zdecydowania w poszukiwaniu idealnego kandydata odbija się źle na notowaniach i wiarygodności Nowoczesnej, która wdała się we Wrocławiu w romans z komitetem Rafała Dutkiewicza i SLD. Było przyjemnie i miało być jeszcze lepiej, a tu trzeba tworzyć od nowa listy wyborcze z PO. Będą kwasy. Tylko nadzieja w Jacku Sutryku, kandydacie komitetu Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej, że jak już PO wszystkich swoich kandydatów nie poprze, to w końcu pójdzie po rozum do głowy i poprze Jacka Sutryka. Ale to nie będzie sukces Grzegorza Schetyny, ale oznaka słabości, która jednak może na dobre wyjść miastu.

Koalicja innowacyjna

Ponad 100 osób przyszło do siedziby SLD we Wrocławiu, na ul Matejki, by poznać koalicyjnego kandydata na prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Jest on wspólnym kandydatem środowiska prezydenta Rafała Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej. Jest to pierwsza w kraju koalicja, która skupia postsolidarnościowe środowisko Rafała Dutkiewicza, elektorat SLD i wyborców Nowoczesnej, którzy raczej czasów pierwszej Solidarności i okresu PRL nie pamiętają. To ewenement, że do takiej koalicji doszło.
Okazuje się, że Wrocławianie, w imię interesów miasta, mogą się dogadać i stworzyć racjonalne porozumienie. Koalicja jest przykładem racjonalnego myślenia w polityce samorządowej. Podstawą koalicji jest wspólny program, który, o dziwo, udało się stworzyć bez większych przepychanek. Bo rury kanalizacyjne, szkoły przedszkola , czy dziury w ulicach nie są polityczne. Niestety, jak stwierdził kandydat Sutryk obecna władza państwowa stara się utrudnić życie samorządom i scentralizować zarządzanie. Ta koalicja ma zamiar przeciwstawić się takim praktykom.
Do tej pory Wrocław rozwijał się wyjątkowo dynamicznie, choć nie ustrzeżono się błędów. Jednak w opinii mieszkańców miasta i obywateli kraju Wrocław to dla wielu miasto wzorcowe.
Te wzorce rozwoju miasta trzeba kontynuować, ale także korygować, by we Wrocławiu żyło się coraz lepiej. I po to została powołana ta koalicja.