Jubileusz Papieża-Polaka

„Jan Paweł II troszczył się o należytą rolę Polski w społeczności międzynarodowej, apelował o skupianie się Polaków wokół polskiej racji stanu i dobra wspólnego”.

z uchwały SLD, 2014 r.

Przywołana sentencja z uchwały SLD, wydanej na okoliczność kanonizacji papieży-Jana XXIII i Jana Pawła II, jest szlachetnym gestem wdzięcznej pamięci wobec obu świętych. Świadectwem politycznej mądrości, wyrazem obiektywizmu oceny dokonań. Godnym uwagi i szacunku dla jej Autorów, gdyż SLD- z natury swej jest spadkobierczynią PZPR, od lat na różne sposoby postponowaną i obrzydzaną Polakom. A okres gdy „Jan Paweł II troszczył się o należytą rolę Polski w społeczności międzynarodowej, apelował o skupianie się Polaków wokół polskiej racji stanu i dobra wspólnego”- to przecież dekada lat 80., zapisana w dziejach naszej Ojczyzny doniosłymi wydarzeniami, z decydującym udziałem Kierownictwa PZPR! – o czym Państwo Czytelnicy, szczególnie „Ci w dojrzałym wieku”, wiedzą z autopsji. Stąd też uprzejmie proszę Państwa o osobiste refleksje i przemyślenia nad przywołanymi myślami, naukami i wypowiedziami Jana Pawła II, odnoszącymi do Polski, jej problemów i pozycji. Uczcijmy tak 100. lecie urodzin jednego z największych Polaków XX wieku.

„Polska jest Ojczyzną trudnego wyzwania”…

Z pierwszą pielgrzymką Jan Paweł II przybył do Polski 2 czerwca 1979 r. Dzień wcześniej Trybuna Ludu napisała – „szczególnej wagi nabiera fakt, że Papież przybywa do Ojczyzny, kiedy obchodzimy 35- lecie Polski Ludowej”.
Na Okęciu, witając się z Ojczyzną, zwrócił się do Przewodniczącego Rady Państwa – „imieniem własnym oraz Rządu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zechciał Pan wyrazić zadowolenie całego społeczeństwa, że >syn narodu polskiego, powołany do najwyższej godności w Kościele< pragnie odwiedzić Ojczyznę. Wspominam te słowa z wdzięcznością”. Warto zapamiętać słowa – „zadowolenie całego społeczeństwa”, a chwilę później powiedział – „że odwiedziny moje podyktowane są motywem ściśle religijnym”. W tym miejscu myśl, że Papież „podzielił” społeczeństwo, byłaby błędem. Bowiem wskazał na swój religijny, a nie państwowy motyw, był przecież jednocześnie głową państwa Watykan.

Ktoś może tej racji nie podzielać, więc wyjaśniam. Z chwilą wyboru kard. Karola Wojtyły, wizyta w Ojczyźnie dla milionów Polaków także dla kierownictwa PZPR, władzy była oczywista. Dziś już nie pamiętamy, że zachodnia prasa i RWE spekulowały jak postąpimy, „podsuwała” opozycji „cenne rady”. Wizyta Edwarda Gierka w Moskwie dawała powody. Tu ciekawostka. Papieża zdążył odwiedzić w Watykanie Andrzej Gromyko i wyniósł taką ocenę- „Nowy papież, w przeciwieństwie do poprzednich, wykazuje dużą znajomość problemów międzynarodowych, i to w wielu kwestiach szczegółowych. W tej problematyce czuje się swobodnie i pewnie. Nie mam wątpliwości, że na tronie piotrowym zasiadł człowiek kuty na cztery nogi. I, że jest naszym wspólnym, groźnym przeciwnikiem ideologicznym, który może sprawić wiele kłopotów również Polsce”. Do gościa na Kremlu powiedział – „To jest wyłącznie polska sprawa, a Polacy mają dylemat, bo i zaprosić trudno, i odmówić nie łatwo”. Proszę, zwróćcie Państwo uwagę na słowo Ojczyzna, „pełną nazwę Polski”, gdzie i do kogo wypowiada. Przemawiając w Belwederze (2 czerwca 1979) podczas oficjalnego powitania, m.in. mówił-„Dołączam od razu podziękowanie pod adresem Władz Państwowych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej za to, że tak uprzejmie dołączyły się do zaproszenia Episkopatu Polski, wyrażającego życzenia katolickiego społeczeństwa w naszej Ojczyźnie, i ze swej strony również otwarły dla mnie podwoje ojczystej ziemi. Te podziękowania ponawiam, a równocześnie poszerzam je, mając na uwadze wszystko to, w czym stałem się dłużny różnym organom Władz zarówno centralnych, jak i terenowych ze względu na ich wkład w przygotowanie i urzeczywistnienie tych odwiedzin”. Zapytam- nie „wyczuwacie” tu Państwo „echa” różnych rad „szeptanej propagandy”, oficjalnych wypowiedzi, które jeszcze przed pielgrzymką mogły Gościowi sprawić przykrość, np. kosztami wizyty, czym niektórzy próbowali podsycać wiadome sobie nastroje i oczekiwania – „co Ruskie zrobią”, „co im Gierek powie”, czy dojdzie do „przepychanek” a Papież będzie uspokajał, itp. Dalej, w Belwederze Papież mówił- „To, że racją bytu państwa jest suwerenność społeczeństwa, Narodu Ojczyzny, to my, Polacy, szczególnie głęboko odczuwamy. Tego nauczyliśmy się poprzez całe nasze dzieje, a w szczególności poprzez ciężkie doświadczenia ostatnich stuleci…Słowo >Ojczyzna< posiada dla nas takie znaczenie pojęciowe i uczuciowe zarazem, którego, zdaje się, nie znają inne narody Europy i świata”. Szkoda, że nie mogę poznać Państwa oceny „suwerenności”- tej papieskiej i tej dzisiejszej.

Tę myśl kończył Papież taką oceną- „Dla całego naszego pokolenia tak straszliwym wstrząsem była ostatnia wojna światowa i przeżyta w Polsce okupacja. 35 lat temu wojna ta zakończyła się na wszystkich frontach. Rozpoczął się wraz z tym momentem nowy okres w dziejach naszej Ojczyzny. Nie możemy jednak zapomnieć wszystkiego, co się złożyło na doświadczenia wojny i okupacji. Nie możemy zapomnieć ofiary życia tylu Polaków i Polek. Nie możemy też zapomnieć bohaterstwa żołnierza polskiego, który walczył na wszystkich frontach świata >za wolność naszą i waszą<”. Właśnie, zwróćcie Państwo uwagę na ten „nowy okres w dziejach naszej Ojczyzny”- jak oceniany w III RP, za co są opluwane życiorysy nasze i rodziców? W obecności najwyższych władz, Papież „pozwolił sobie wyrazić radość z wszelkiego dobra, które jest udziałem moich rodaków żyjących w Ojczyźnie-jakiejkolwiek natury byłoby to dobro i z jakichkolwiek założeń wypływało. Myśl, która rodzi prawdziwe dobro, musi nosić na sobie znamię prawdy”.

Zastanówcie się Państwo- popijając łykiem mocnej kawy, by rzeźwiej było medytować, pamiętając, że był to 1979 r. A dalej zwracając się do I Sekretarza- „raz jeszcze serdeczne podziękowanie dla Pana oraz szacunek dla wszystkich jego starań mających na celu wspólne dobro Rodaków oraz właściwe znaczenie Polski w życiu międzynarodowym”- a jak dziś jest z tym „wspólnym dobrem” i „znaczeniem”, siebie pytam! Dołączył też Papież „wyrazy szacunku dla wszystkich dostojnych przedstawicieli władzy i zarazem dla każdego, wedle sprawowanego urzędu…wedle tej doniosłej odpowiedzialności” – nie zapomnijcie Państwo, że byli to głównie członkowie z „centrali” PZPR. Jest tu właściwy moment, by wspomnieć, że od 1963 r. jako Metropolita inicjował dyskretne, bez rozgłosu, osobiste kontakty np. z I sekretarzem KW PZPR w Krakowie (Lucjan Motyka, późniejszy Minister Kultury), kilka spotkań z Zenonem Kliszko na szlakach wędrówek po Tatrach, co zapamiętali Stanisław Stomma i pisarz Jerzy Zawiejski. Z tych rozmów, Zenon Kliszko – odpowiedzialny w Partii za stosunki Państwo-Kościół, odniósł wrażenie, że bp Karol Wojtyła byłby właściwym następcą Prymasa Wyszyńskiego. Później żartował w bliskim sobie kręgu, że ma „swojego człowieka” w Rzymie. Podczas homilii w Archikatedrze Warszawskiej mówił -„Pragnę ogarnąć wszystkich (wymienia osoby i zawody)…którzy pracujecie na roli, w przemyśle, w biurach, w szkołach, uczelniach, szpitalach, w instytucjach kulturalnych, w ministerstwach- wszędzie”.

Proszę, zwróćcie uwagę – Papież zwracał się do wszystkich, bez względu na wyznanie i przekonania, czy wtedy były tam krzyże czy nie! Jak Państwo pamiętają, od 1980 r. historia Polski „wydatnie przyspieszyła”. Próby władzy porozumienia się z Solidarnością poniosły fiasko. Ma w nich swój udział Papież. Do Rzymu (Castel Gandolfo), z polecenia gen. Wojciecha Jaruzelskiego 14 października 1981 r. udał się Józef Czyrek, Minister Spraw Zagranicznych. Zapoznał on Papieża z rządową oceną sytuacji w kraju i koncepcją Rady Porozumienia Narodowego, dla której chciał pozyskać poparcie, „błogosławieństwo” Papieża – jak pisze Generał. Nie chodziło o formalne uznanie, a jego wymiar praktyczny, konkretny – tj. takie działanie Kościoła, a ściślej Prymasa Glempa i Episkopatu, jak wyobraża sobie i oczekuje władza, sam Generał. Papież stanął na pozycjach realistycznych, wiedząc co dzieje się w kraju. Zgodził się zaangażować autorytet „młodego Prymasa” i Kościoła w pomysł Rady. Było to swego rodzaju opowiedzenie się Kościoła po stronie władzy i swoiste „przymuszenie” Solidarności do podjęcia działań z władzą dla „wspólnego dobra”. Taka postawa Papieża wsparła starania władzy o doprowadzenie do Spotkania Trzech, 4 listopada 1981. Wprawdzie do niego doszło, efekt praktyczny żaden, co było dalej – Państwo wiecie.

Wiedza z różnych wiarygodnych źródeł pozwala mi uznać, że od tego „fiaska” Papież zaczął „inaczej rozumieć” sytuację władzy, osobiście Generała. Nie tracąc nadziei, „wierzył” w intencje kierownictwa Solidarności, ale dawał „pierwszeństwo wiary” w uczciwość działań Generała. Stąd w Belwederze 17 czerwca 1983 r., m.in. mówił- „I chociaż życie w Ojczyźnie od 13 grudnia 1981 roku zostało poddane surowym rygorom stanu wojennego… to nie przestaję ufać, że owa zapowiadana wielokrotnie odnowa społeczna …zwarta w porozumieniach, dojdzie stopniowo do skutku”. Po powitaniu, tej „ufności” dał wyraz w „ścisłym gronie”, gdy rozpoczął rozmowę słów -„Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą”. Choć wiele razy i w różnych kontekstach przywoływałem te słowa, uważam je za ocenę decyzji o stanie wojennym – była czynem patriotycznym w opinii Papieża, po tym co dowiedział się i usłyszał w zagranicznych mediach o stanie wojennym. Od Generała podczas powitania usłyszał pytanie- „kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć?” Śmiem uważać, że to pytanie wzmocniło wagę słowa „patriota”. W ustach Papieża miało wyraz wdzięczności dla Generała, dla ówczesnej władzy, dla reformatorskiego skrzydła PZPR, za uratowanie Polski i Polaków od rozlewu krwi, bólu i cierpień ludzi.

Była to „wdzięczność duchowa”, przemyślana wcześniej, tym pytaniem utwierdzona. Tu bardzo proszę, by nikt nie próbował mi zarzucać „wmawiania” Papieżowi słów i myśli, ani próby „wybielania” różnych dolegliwości stanu wojennego. Wielokrotnie o tym pisałem. W tym miejscu taki wyrazisty przykład: Gdy Papież pielgrzymował, mówi Generał – „my, władze, zaczęliśmy dostrzegać pewne niepokojące rzeczy, które mogły zdestabilizować sytuację… Nasz Gość był w bardzo trudnym położeniu, pod presją tłumów, które oczekiwały, że poprowadzi je na barykady…czuł silne przekonanie, że musi poprzeć ruch, wszystkie te narodowe i społeczne dążenia, które utrzymywały przy życiu jej członków… nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zmącić spokój i stabilizację, ale jedno słowo, rzucone przypadkowo mogło spowodować całkiem nową sytuację”. Dostrzegacie tu Państwo wzajemne rozumienie Generała i Papieża splotu oczekiwań? Obawy, niepokoje i prośbę o rozmowę, Generał przesłał na piśmie, które wysłannicy doręczyli w Częstochowie. Profesor Adam Łopatka uzasadniając cel przybycia, do kard. Macharskiego mówi – „Odgłosy prasy tragiczne. Od Brazylii po Oslo nie pisze się nic pozytywnego” (o tej pielgrzymce, moje -GZ).

Tu zapytam Czytelników-co myślicie, czego Zachód oczekiwał? Jeśli po 37 latach powiem, że rozlewu bratobójczej krwi, ofiar, sensacji- będę w błędzie? Proszę nie zapominać, 2 lata wcześniej, w maju 1981 r. był zamach w Rzymie. Także dziś wielu z nas, ze ściśniętym sercem pomyśli- czy „powtórka” mogła być w Polsce? Papież zaproponował spotkanie w Krakowie. Odbyła się 2,5 godz. rozmowa (pisałem kilka razy). Podczas rozmowy nawiązał do wizyty w Oświęcimiu – „Kiedy byłem w Auschwitz, zatrzymałem się dłużej przy dwóch płytach nagrobkowych: żydowskiej i rosyjskiej. Chciałem dać wyraz szacunku zarówno dla narodu żydowskiego, jak i rosyjskiego, dla jego bohaterskiej walki z hitleryzmem”. Warto pamiętać tę naukę Papieża! Zaś opisując biedę w Meksyku skonstatował – „Generale, proszę się nie obrazić, ale ja nie mam nic przeciwko socjalizmowi – pragnę jedynie socjalizmu z ludzką twarzą”.

Wstyd pytać o „komunę”, byłaby obrazą mądrości Papieża, który ustrój akceptował w „krystalicznej formie”, wytykał wykoślawienia. Papież i Generał otwarcie, szczerze, wyrazili swe troski i ustalili kierunki przyszłego współdziałania. „Ta rozmowa przekonała mnie ostatecznie, że stan wojenny można już znieść, że Kościół będzie sprzyjał procesowi umiarkowanych zmian”, mówił Generał. Składając wizytę w Watykanie (styczeń 1987) Papież i Generał rozmawiali 70 min. o najważniejszych sprawach dla Polski. Jak wspominał Generał-Papież„dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru, niż stara kadra radzieckich decydentów. Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost- „Opatrzność dała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy”.

Niech Państwo jeszcze raz przeczytają to zdanie, zastanowią się- „przełożenie na Polskę”, np. wpływ na skalę naszej suwerenności, uspokajanie czujności sąsiadów, poszerzanie skali i zakresu wewnętrznych przemian, demokracji itp. Drugim węzłowym tematem była sprawa zachodniej granicy Polski w kontekście zjednoczenia Niemiec. Generał mówił, że RFN i część państw zachodnich wciąż kwestionuje granicę zachodnią, a jest ona dla Polski „sprawą życia i śmierci”. Papież uznał te oceny mówiąc, że „Kościół w jednoznaczny sposób wypowiada się o polskości tych ziem”. Dal temu wyraz podczas drugiej pielgrzymki do Polski (1983). 21 czerwca we Wrocławiu witały Papieża herby miast zachodniej Polski i pieśń „Nie rzucim ziemi”. W homilii mówił o polskości tych ziem i swoich związkach z Wrocławiem. Na Ostrowie Tumskim w zadumie pokłonił się Janowi XXIII. To właśnie ten Papież nadał polskim biskupom wyłączność jurysdykcji na tych ziemiach. Zarazem była też czytelnym sygnałem normalizacji stosunków dyplomatycznych Watykan-Polska. Jana XXIII ówczesne władze uhonorowały pomnikiem, ze słowami „Pacem interis”(pokój na ziemi), pierwszy i jedyny w bloku wschodnim! Jego posadowienie we Wrocławiu (1968 r.) ma wyraźną wymowę ekumeniczną i państwową. Warto zastanowić się, dlaczego o tak doniosłej decyzji i pomniku „jakoś” w Polsce po 1989 r. zapomniano. Wpisywała się przecież w kontekst stosunków państwo-Kościół, miała wymiar polityczny i międzynarodowy. Zapewnił, że „Góra Świętej Anny (tu w 2000 r. stanął pierwszy pomnik Jana Pawła II) pamięta o powstańcach śląskich, którzy zginęli na tych ziemiach” oraz o historycznych związkach opolszczyzny z Macierzą. Witając Papieża na Zamku Królewskim(czerwiec1987)-Generał mówił: „Odwiedzając Gdańsk i Szczecin, będzie Wasza Świątobliwość nie na obczyźnie, lecz we własnym, ojczystym kraju. To właśnie Polska Ludowa uzyskała szeroki dostęp do Bałtyku, przywróciła narodowi Wrocław i Olsztyn, Opolszczyznę i Pomorze Zachodnie. Sprawił to czyn bojowy, krew obficie przelana żołnierza polskiego i radzieckiego”. Gość w rozmowie z Generałem wyraził nadzieję, iż jego wizytę w Szczecinie, Zachód odczyta jako przypomnienie problemu zachodniej granicy i jednoznaczności stanowiska Kościoła w kwestii polskości tych ziem. Tu Papież przypomniał – „Wydarzenia lat 80.tych pozostawiły nam wszystkim to właśnie zadanie >pracy nad pracą<. W wielu wymiarach… Nieustannie trzeba podejmować to zadanie”. Uroczyste powitanie odbyło się na Zamku Królewskim, co poczta polska upamiętniła specjalnym znaczkiem. Ciekawe, czy Poczta Polska wznowi ten znaczek z okazji 100.lecia Urodzin Papieża-Polaka.

Żegnając się z Rodakami 14 czerwca 1987 r. na Okęciu, Papież mówił – „Polska jest Ojczyzną trudnego wyzwania…Ojczyzna nasza musi zabiegać o to, aby życie ludzkie w Polsce stawało się coraz bardziej ludzkie, coraz bardziej godne człowieka. Każdego człowieka, który żyje na tej ziemi”. Odnośnie praw człowieka, tkwiących u podstaw pokoju na świecie – „Każde z nich warunkuje prawdziwy postęp. Nie tylko osobowy, ale i społeczny. I nie tylko duchowy, ale też materialny”. Generał żegnał Gościa, takimi myślami – „Papież wkrótce pożegna Ojczyznę, zabierze ze sobą jej obraz w sercu. Lecz zabrać przecież nie może jej realnych problemów. Naród zostanie tu, między Bugiem a Odrą. Sam musi uporać się z wyzwaniami… Polsce prawda jest potrzebna, lecz potrzebna jest również prawda o Polsce”.

Po tej wizycie, niektórzy „lepiej wiedzący” odczytywali te słowa jako publiczny głos krytyki Generała, zapominając co wcześniej mówił Papież. Wymowne osobliwości Pierwsza- Papież 22 listopada 1981 r. wysłał list do Generała, w którym m.in. pisze -„Panie prezydencie, niejednokrotnie wracam myślą do treści naszych rozmów. Widzę, że dobro Rzeczypospolitej i jej Obywateli stało się dobrem nadrzędnym. Nie przestaję modlić się i życzyć władzom oraz całemu narodowi, by wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”. O czym te słowa świadczą- tak dla Polski jak i Generała osobiście? Druga – 6 grudnia 1989 r. nowy nuncjusz apostolski w Polsce, abp. Józef Kowalczyk składał Generałowi listy uwierzytelniające. Napisane w j. łacińskim, są adresowane tak: „Illustri et Honorabili Viro, Wojciech Jaruzelski, Republice Popularis Polonica Praesidii, Johannes Paulus PP II. – Wybitnemu i Czcigodnemu Mężowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, Prezydentowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Jan Paweł II PP (Papież i Pasterz). Rozpoczynają się: „Illustris et Honorabilis Vis Salutem et prosperitatem Wybitny i Czcigodny Mężu- zdrowia i pomyślności”. Papież wcale nie musiał ani tak określać Generała, ani używać tak znienawidzonej przez obecną władzę nazwy państwa – Polska Rzeczypospolita Ludowa. Wiedział, że w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia 1990 r. nastąpi zmiana na „Rzeczypospolita Polska”. Mógł poczekać do początku 1990 r. z aktem wręczenia listów przez nuncjusza. A jednak tego nie uczynił. Tak, jakby chciał pełną nazwę PRL uwiecznić w swym dokumencie. Co do określenia Generała łacińskimi, pięknymi słowami, i to dwa razy-Wybitny i Czcigodny Mężu- kogo skłaniają do chrześcijańskiej, ludzkiej refleksji i zadumy?

Trzecia- w Gdyni zapamiętano m.in. takie słowa Papieża – „Chociaż rosłem na ziemi daleko stąd, to jednak mogę powiedzieć, że rosłem równolegle z tym miastem, które stało się poniekąd symbolem naszej drugiej niepodległości. Wraz z całym moim narodem nie przestaję żywić wdzięczności dla tych, którzy to miasto, ten port bałtycki tworzyli tutaj od podstaw, poniekąd z niczego”; Czwarta- w Gdańsku Papież mówił o przyszłości – „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie może nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować.” Wizyta na Westerplatte miała specjalną oprawę. Papież przybył tu z sopockiego mola motorówką Mewa. U nabrzeża witały dwa okręty Marynarki Wojennej w pełnej gali branderowej, a ORP Wodnik oddał salut 21 salw armatnich; Piąta- podczas pierwszego spotkania z Wojskiem Polskim 2 czerwca 1991 r. Papież wyraził refleksję „Jako Polak wiem, co na przestrzeni całych dziejów, a także na przestrzeni mojego własnego życia zawdzięczam tym, którzy w sposób często heroiczny uważali siebie za sługi bezpieczeństwa i wolności Ojczyzny”. Zwracam uwagę- „na przestrzeni mojego własnego życia”, czyli w Polsce Ludowej, PRL – proszę sięgnijcie Czytelnicy pamięcią;

Szósta- Papież, przemawiając w Sejmie 11 czerwca 1999 r., m.in. mówił- „Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian…Zostało nam, zostało wam powierzone tamto dziedzictwo odważnych i ambitnych wysiłków podejmowanych w imię najwyższego dobra Rzeczypospolitej. Od was zależy, jaki konkretny kształt przybierać będzie w Polsce wolność i demokracja… Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm…Wykonywanie władzy politycznej czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu”. Siódma- kończąc VII pielgrzymkę w 1999 r. Papież niespodziewanie zaprosił do papamobile Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z Małżonką i razem podjechał do trybuny honorowej na Balicach. Pokażcie Państwo podobny przykład na świecie – ten Prezydent RP też był członkiem PZPR, częściowo „wychowankiem” Generała!

Ósma – Papież – choć schorowany, przyjął Generała w przededniu 20 rocznicy stanu wojennego. Z troską mówił o zagrożeniach życia ludzi, o ofiarach, jakie Polacy ponoszą dla swej wolności, przywołał różne fakty z naszej przeszłości. Interesował się przemianami w kraju. Generał powiedział, że „najsmutniejszą pointą transformacji ustrojowej, dokonywanej rękami b. działaczy Solidarności jest to, iż ani w Gdańsku, ani w Szczecinie nie ma już potężnych stoczni, w których ten ruch powstawał. Nie ma Ursusa, marnieje FSO i wiele innych zakładów – filarów Solidarności”. Że 7,5 tys. „patriotów” wyceniło swoje zasługi dla wolnej Polski na blisko 2 miliardy złotych”. Papież kręcił głową niedowierzając. Serdeczna rozmowa, podczas której Papież m.in. wyraził taką myśl – „Europa potrzebuje Polski, Polska potrzebuje Europy”- okazała się być ostatnią.

Dziewiąta – Papież żegnając Rodaków m.in. apelował, by Polska „wchodziła w trzecie tysiąclecie nie tylko jako państwo stabilne politycznie i gospodarczo zasobne, ale również umocnione duchem miłości wzajemnej i społecznej”. Jan Paweł II: 27 lat był papieżem. Dłużej panowali: Święty Piotr i Pius IX. Odbył 104 pielgrzymki, 3 razy pokonując odległość między Ziemią a Księżycem, łącznie w podróży był 586 dni. Nazywany jest „wędrownym misjonarzem”. W 130 krajach odwiedził ok. 900 miejscowości, na 6 kontynentach. Do Polski odbył 8 pielgrzymek. Odmówiono wizyty w ZSRR i Chinach. Kanonizował 478 świętych, w tym 9 Polaków i beatyfikował 1318 osób, w tym 154 Polaków. Ogłosił 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji i 43 apostolskie listy oraz wydał 12 dzieł literackich. Mianował 232 kardynałów. Biegle mówił w 8 językach, niektórzy mówią, że w 9 a nawet 11. Był pierwszym, który odwiedził Wielką Brytanię, jedynym, którego przyjęto w Sejmie RP i Białym Domu. Jedynym przywódcą państwa, z którym spotkał się 8 razy jest gen. Wojciech Jaruzelski.

Po co nam – wam to było?

Wszystko można tłumaczyć, także przez niedomówienia, co w przypadku stanu polskiego Kościoła nie zbliża do prawdy, a tym bardziej do optymistycznych wniosków.

Tytuł tego felietonu pochodzi z wypowiedzi Józefy Hennelowej w marcowym wydaniu miesięcznika „Kraków” pt. „W Kościele jest dziś trudno”, w której zastanawia się i zadaje szereg pytań dotyczących położenia, kondycji i wizji Kościoła w Polsce, także od zarania III RP. Hennelowa była związana z „Tygodnikiem Powszechnym” od 1948 do 2002 roku, również jako zastępca redaktora naczelnego Jerzego Turowicza. Autorka licznych publikacji i książek, aktywna działaczka opozycji w latach PRL, wreszcie dwukrotnie posłanka na Sejm od 1989 roku. Wraz z całą formacją tego tytułu zaliczana do tzw. kościoła otwartego. Jej wieloletnia znajomość z najważniejszymi hierarchami, nie wspominając już o licznych spotkaniach z kardynałem Karolem Wojtyłą, a później z papieżem Janem Pawłem II rodziła nadzieję na interesującą, pogłębioną wypowiedź.
Koncepcja wielkiej Polski katolickiej

„To właściwie powrót do wizji prymasa Wyszyńskiego z tak zwanych ślubów jasnogórskich… w 1956 roku…Potem z tego się zrodziło Millennium roku 1966. To był wtedy program Polski zawsze katolickiej… prymas…postrzegał ten koncept jako działanie masowe, wielkie przeżycia, koniecznie manifestacyjną, zbiorową, ludową pobożność. Teraz Kościół zdaje się spodziewać, że to wszystko zrealizuje wespół z obecną władzą.”
Stefan Wyszyński, doświadczony latami stalinizmu i państwową indoktrynacją światopoglądową oraz szeregiem ograniczeń w stosunku do Kościoła, przyjmował zapewne bez entuzjazmu rozdział kościoła od państwa, ale jednocześnie cenił tą wartość, którą stanowiło nawet ówczesne polskie państwo, troszcząc się wielokrotnie o jego dalsze losy i apelując m. in. o umiar w gorących dniach sierpnia 1980 roku.

W kolejnych latach, jeszcze PRL-u, a następnie III RP, w zasadniczo odmiennych warunkach, sytuacja Kościoła uległa pełnemu unormowaniu, co wcale nie przeszkodziło mu już w demokratycznym ustroju wkroczyć – i maszerować nadal – na wojenną ścieżkę klerykalizmu, przyczyniającego się w swej istocie także do ruiny niezależnego światopoglądowo państwa.
„zwieńczeniem owego mariażu Kościoła z władzą mają być nie tylko spotkania z papieżem czy masowe zjazdy młodzieży. Ma widać wyraźną nadzieję, że katolicyzm wprowadzi się do struktur prawnych państwa. Że powstanie charakterystyczna dla państwa wyznaniowego sytuacja, w której system prawnych nakazów i zakazów będzie zgodny z tym, co według porządku Kościoła jest najważniejsze. W gruncie rzeczy rozpoczęło się od marzenia samego Jana Pawła II – tyle że nie wiemy, jak on dokładnie sobie to wyobrażał…”

O Janie Pawle II

„Papież…przecież stale powtarzał, że zasada, by nie wprowadzić sacrum do życia społecznego i państwowego, to błąd. Że żadna neutralność! Tymczasem sacrum w życiu państwowym oznacza przecież dążenie do wpływu na struktury prawne czy organizacyjne…

Papież do tego dodał wizję, czym się kończy demokracja bez wartości. A myśmy nie podjęli dyskusji, co to znaczy – bo przecież z papieżem się nie dyskutuje. Tymczasem w gruncie rzeczy demokracja sama w sobie jest przecież właśnie oparta na wartościach.”

Brak sprzeciwu wobec tych doktryn Hennelowa tłumaczy: „Dopiero niedawno pojawiła się kompletnie nowa jakość – zgoda na to, że się obecnego papieża zaczyna się krytykować i to w sposób zasadniczy.” To prawda, bohaterstwa nie wymaga dziś krytyka papieża Franciszka i jego progresywnych działań zaś odwagi i sprzeciwu zabrakło w ocenie konserwatywnych poczynań Jana Pawła II, co tylko dowodzi, który z tych ideologicznych wyborów zawsze jest bliższy Kościołowi.

„Franciszek ma kłopoty…w Watykanie przeciwników także wśród tych, których odstawił od władzy…Także Jan Paweł II nie miał wątpliwości, że tam są silne układy. Tyle, że kiedy zdał sobie sprawę, że już ich nie pokona, to skupił się na podróżach, a tym się nie zajmował.”

Jest to jakiś sposób wyjaśnienie postawy ówczesnego papieża, acz odległy od logiki rządzenia i koniczności zaprowadzenia porządku we własnej owczarni, nie uwzgledniający nadto wielkich politycznych ambicji Jana Pawła II, niepozbawionych wątpliwych ocen, kontaktów i preferencji w tej jego międzynarodowej aktywności.

„Zastanawiam się jednak, że może kiedyś się przebije to, na czym mu naprawdę zależało. Ale na razie robimy głupio, stawiając mu te setki pomników. Zresztą on sam powinien od razu zaprotestować. Tymczasem jak pojawił się pierwszy monument, to zamiast powiedzieć: „Żeby mi to było ostatni raz!”, przyjął to z wyrozumiałością. Owszem, może nie chciał robić przykrości ludziom. Bo, choć jeden pomnik jest brzydszy od drugiego, to stawiali je z miłości.”

Abstrahując od powszechnej zasady stawiania pomnika dopiero po śmierci upamiętnianej osoby, także od przykładów budowania pomników osobom żyjącym lecz o bardzo podejrzanych zasługach, zdumiewa opisana i usprawiedliwiona wyrozumiałość papieża, a jeszcze bardziej powód powszechnego pojawienia się tych monumentów. Za życia JP II było ich w Polsce już 230, dziś ta liczba zapewne zbliża się do 1000 i tylko naiwność, bądź usilna chęć wytłumaczenia innym i sobie, sprowadza się do argumentu „miłości”.

Po co nam to było

„Myśmy od początku to robili. Jest zastanawiające, dlaczego? I po co lewym sposobem! Zaczynając od Tadeusza” [Mazowieckiego – Z.T.].

Wprowadzenie z naruszeniem prawa u początków III RP nauki religii do szkół – „dlaczego wszystko w kwestii lekcji religii ma być załatwiane administracyjnie – łącznie z tym, że absolutnie nie wolno dyskutować o programie, liczbie godzin lekcyjnych i o tym, kto ma być katechetą.”
Podpisanie konkordatu – „przez premier Hannę Suchocką – i to w czasie, kiedy już nie było Sejmu, bo był rozwiązany za głosowanie właśnie przeciwko niej. Więcej, znalazło się w konkordacie kilka wpadek…ale nic już się nie dało zrobić, bo podpisany dokument międzynarodowy nie może mieć zmienionej ani litery.”

Hipokryzja w postaci manifestowania przywiązania do Kościoła w sytuacjach publicznych – „Owszem, można autentycznie wykazywać pobożność. Ale niekoniecznie trzeba ją eksponować i demonstrować. Zwłaszcza gdy jest się w pierwszym rzędzie i w obiektywach kamer.”
Aktualnie sprawa aborcji – „Kościół znowu postawił ją jako problem numer jeden, i to w sposób zdecydowany, że musi sobie szybko załatwić nową ustawę o ochronie życia poczętego… Czyli – wprowadzenie pełnego zakazu aborcji. Wygląda na to, ba – niektórzy mówili to wprost, że to właściwie jedyna rzecz, którą trzeba zrobić w kraju, żeby on się mógł nazywać się katolicki. A jak to będzie wykonywane – mniejsza. Mniej ważne jest, czy ludzie będą tego przestrzegali, czy będą udawali, że się stosują – sam zapis ma wystarczyć. Podobnie jest zresztą z różnymi innymi zakazami.”

W tle tych wydarzeń „był pogląd, że Kościołowi w Polsce należą się nie tylko zwykłe prawa, ale szczególne przywileje za walkę z komunizmem.”
I jeszcze – „Bardzo Polska została podzielona, bardzo. Straszliwie. Za chwileczkę będzie następny krok i się okaże, że jednak Polska wielka, narodowa, katolicka. Nie daj Boże.”

Po co Wam i nam to było, i nadal trwa?

Po co Kościołowi, któremu jest dziś trudno i to, jak ze słów redaktor Hennelowej wynika, nie z powodu jakoby laicyzacyjnej fali płynącej z Zachodu. Po co nam obywatelom, którym jest równie ciężko, gdyż to dzięki doktrynie wojującego klerykalizmu, realizowanej z tak wielką determinacją przez katolickich hierarchów i spolegliwe polityczne władze, Polska przestała być demokratycznym państwem prawa zamieniając się w strzęp jego tekturowej namiastki.

Na początku wywiadu

Hennelowa występuje jako polityk: „faktycznie istniała warstwa ludzi, którym my, reformując kraj, odebraliśmy poczucie bezpieczeństwa dawane im pozornie przez PRL.” Z powyższego wynika, że jeżeli coś odebrane zostało, to wcześniej musiało mieć miejsce. Mogło istnieć, co równie ważne, tylko w zbiorowej świadomości, ale i w rzeczywistości. W omawianej sytuacji zaistniały te dwie możliwości, o czym świadczą tony atramentu i tonerów, nie mówiąc już o drukarskiej farbie, którymi dowodnie powyższy zabór wielu poważnych autorów już dawno udowodniło. Można oczywiście dyskutować o granicach bezpieczeństwa w okresie Polski Ludowej, ale zaprzeczanie woła o pomstę do Boga.

Później jako członek byłej, jak się okazało niedemokratycznej, opozycji stwierdza: „premier [Mazowiecki – Z.T.] znajdował się między tymi różnymi jeszcze nieodprawionymi potworami”, zupełnie zapominając, że skład tego rządu, i szerzej układu politycznego, był konsekwencją obrad Okrągłego Stołu, w których uczestniczył jej redakcyjny szef Jerzy Turowicz, nie wspominając już o przedstawicielach strony kościelnej. A rzeczywistych, nieodprawionych potworów mieliśmy i mamy nadal w rządach postsolidarnościowych w nadmiarze.

Do coraz częstszych

publicznych, odważnych i krytycznych wypowiedzi o rzeczywistych przyczynach stanu i przyszłości naszego obywatelskiego dobra – państwa – nie wpisuje się prasowa rozmowa z Józefą Hennelową. Szerokim łukiem omija coraz częściej akceptowany wniosek, że nie tylko za kondycję polskiego Kościoła, ale także za stan spraw publicznych i państwowych, ponosi odpowiedzialność Episkopat i hierarchowie. Mówi nawet o tym pośrednio, ale nie chce tego wiedzieć – przyjąć do wiadomości i jasno określić, aby towarzysko nie narazić się, albo nienawykła kalać własnego gniazdo ? Za dużo w tej wypowiedzi niedomówień, niewyjaśnionych wyjaśnień, wreszcie absolutnej bezradności i kiedyś, i dziś.

Temat jest ciągle aktualny

i będzie powracał w opracowaniach pozbawionych takich niedomowień, natomiast dogłębnie wyjaśniających przyczyny postępowania polskiego rzymsko-katolickiego Kościoła, gdyż dotyczy to w równej mierze każdego obywatela – osób wierzących i niewierzących. Sprawy Kościoła – jego dostojników i zwykłych księży, podobnie jak rola i ocena poczynań Jana Pawła II przestały być wreszcie tabu i podlegają powszechnej, publicznej debacie i ocenie.

„Promocja” za grube miliony

111 mln złotych wydała Polska Fundacja Narodowa w 2018 r. – wynika z opublikowanego w ostatniej chwili sprawozdania. Ochrona dobrego imienia Polski za granicą pochłonęła prawie sześć razy więcej, niż jeszcze rok wcześniej. W 2019 r. o PFN było głośno raczej w kontekście wydatków wątpliwych.

Polska Fundacja Narodowa powstała w 2016 r., a fundusze na działalność uzyskała dzięki wpłatom z siedemnastu państwowych spółek, na łączną kwotę kilkuset milionów złotych. Wśród wpłacających były koncerny energetyczne, KGHM, PKO BP czy PKP. Jej oficjalnym celem jest promocja Polski na świecie, dbanie o wizerunek kraju, a w szczególności reagowanie na fałszywe publikacje dotyczące Polski i ich prostowanie. W minionym już 2019 r. o PFN było jednak głośno raczej za sprawą cyklu artykułów Onetu, w których ujawniono m.in., jak fundacja wydała 4,5 mln złotych za prowadzenie przez amerykański podmiot serwisów internetowych o praktycznie zerowej rozpoznawalności.

Z upublicznionego w ostatniej chwili sprawozdania za rok 2018 dowiadujemy się, że w roku tym łączne wydatki na szeroko rozumianą promocję Polski za granicą wyniosły ponad 33 mln złotych. Osobna pozycja „Polska w Ameryce” kosztowała 23 mln złotych. Sama fundacja w promocyjnym opisie na stronie nie pozostawia wątpliwości, na jakich aspektach historii i współczesności Polski skupia się w swoich działaniach w USA: chwali się m.in. przeprowadzeniem konferencji o Janie Pawle II i Ronaldzie Reaganie: „partnerstwie pomiędzy Papieżem a prezydentem i o polskim ruchu społecznym „Solidarność”, bez którego komunistyczne Imperium Zła mogło nigdy nie upaść”. Jedną z gwiazd konferencji był prawicowy historyk Marek Jan Chodakiewicz, znany także z występów w polskich skrajnie prawicowych mediach, gdzie uczy, czym jest „cywilizacja śmierci” i jak się przed nią bronić.

12 mln poszło na projekt „100 x 100”, w ramach którego do Polski przyjeżdżali znani ludzie. Jednym z odwiedzających był Steve Wozniak, który za, bagatela, 600 tys. złotych opowiedział w Polsce, jak w Kalifornii rozwijają się startupy i jak ważne jest, by młode firmy otrzymywały wsparcie publiczne choćby w postaci ulg podatkowych.

Inne inicjatywy, które sfinansowano ze środków przekazanych przez spółki skarbu państwa to m.in. rejs jachtu oceanicznego „I Love Poland”, kampania wspierająca dekomunizację, polska noc w NBA czy dodatek do pisma „Niedziela”. 2,5 mln kosztował spot na YouTube z udziałem Mela Gibsona, nakręcony na stulecie odzyskania niepodległości. Ten przynajmniej zyskał w sieci oglądalność – w odróżnieniu od promocyjnych serwisów PFN śledzonych przez kilkanaście osób odnotował ponad 2 mln wyświetleń.

W sprawozdaniu są też wynagrodzenia pracowników: średnio 11 tys. miesięcznie na jednego zatrudnionego i ok. 17,6 tys. dla członka zarządu.

„Zło dobrem zwyciężaj”

„Szczególnie drastyczny przykład – zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki w październiku 1984 roku. Dla osób najbliższych, dla Kościoła, dla wiernych i po prostu dla normalnych ludzi, ta ohydna zbrodnia powodowała moralny sprzeciw i ból. Pojawiają się wciąż podejrzenia i pytania – kto za tym stał, w czyim to było interesie? Tylko polityczny gracz i spekulant lub po prostu głupiec – może adresować to do władz PRL, uznając je w ten sposób, albo za samobójców, albo za kretynów. To przecież był przede wszystkim cios w naszą politykę, w coraz pomyślniej kształtujące się stosunki państwo-Kościół” (s.264).
gen. Wojciech Jaruzelski

19 października 2019 r. media przypomniały postać bł. ks. Jerzego Popiełuszki, w jego 35 rocznicę męczeńskiej śmierci. Zbrodnia ta była i pozostanie ohydną z kilku powodów: popełniona bestialsko, z rzadko spotykanym okrucieństwem na człowieku.
Tym bardziej, że na osobie duchownej, na polskiej ziemi i to przez funkcjonariuszy MSW – resortu właśnie odpowiedzialnego za bezpieczeństwo obywateli, wszystkich, bez żadnego wyjątku.

Fakty

Od pojawienia się informacji o porwaniu księdza i domniemania zabójstwa, władze MSW stanowczo i konsekwentnie podjęły możliwe wówczas kroki, by ustalić okoliczności i sprawców. W nocy z 24 na 25 października organizator, kpt. Grzegorz Piotrowski ujawnił szczegóły porwania i treść „rozmów jakie prowadził w Bułgarii i we Lwowie”. Premier zarządził naradę w ścisłym gronie, odnośnie określenia motywów, inspiratorów, skutków i wniosków.
Zwrócono uwagę na możliwego politycznego inspiratora w osobie Mirosława Milewskiego, obok indywidualnego fanatyzmu sprawcy oraz dokładne informowanie opinii publicznej. Przygotowano oświadczenie KC o treści – „Partia nasza przez całą swą historię opowiadała się przeciw terrorowi indywidualnemu. Jest to absolutnie sprzeczne z naszym politycznym i humanistycznym myśleniem”. Podczas dyskusji Premier przypomniał, że „radzieccy zsyłają swoich dysydentów w różne miejsca, w najgorszym wypadku umieszczają w szpitalach, ale nigdy nie rozprawiają się z nimi fizycznie.
Było dostatecznie wiele zbrodni stalinowskich, aby nigdy więcej nie wolno było ich powtarzać”. Zalecił przygotowanie „in blanco” upoważnienia Biura Politycznego do podjęcia stosownych wniosków personalnych.
Na marginesie wspomnę, że kpt. Grzegorz Piotrowski 11 listopada 1984 r. z aresztu przesłał list go gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym m.in. napisał -„Panie Generale, dzisiaj musi to zabrzmieć cynicznie i pogłębić zrozumiałą niechęć do mnie, ale brakuje mi słów i jedyne, jakie dziś znajduję, mające najmniej wieloznaczności to słowo przepraszam. Nie proszę o wybaczenie, złożone motywy spowodowały, że uczestniczyłem i odegrałem istotną rolę w wydarzeniu, które wbrew mej woli stało się zbrodnią tak bardzo godzącą w interesy polityczne Państwa, w spokój społeczny interesy Resortu, z którym się utożsamiałem.

Opinia publiczna

Do dzisiaj nie potrafię sobie odpowiedzieć jak do tego doszło, że czując się cząstką podłączoną do krwioobiegu Państwa nie potrafiłem myśleć. Jak doszło do zablokowania rozumu i rozsądku… Chciałbym jednak dzisiaj jako były członek Partii i były funkcjonariusz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych prywatnie Pana zapewnić, że czyn, który jak się okazało tak mocno ugodził w Pana i realizowaną przez Pana politykę nie był nigdy w mojej świadomości planowany jako czyn przeciwko Państwu, Partii czy też przeciwko Panu. Stało się inaczej stąd, jeszcze raz niecynicznie: przepraszam!” (pisownia zachowana)
Opinia publiczna była informowana na bieżąco, prezentowano zdjęcia z toczących się czynności. Przestępcy stanęli przed Sądem, proces był jawny, transmitowany przez TVP i Radio.
Od początku pokazywano twarze sprawców i podano ich nazwiska. Gdyby cokolwiek wtedy utajniono, po 1989 r. byłoby nie tylko ujawnione, ale i odpowiednio skomentowane „na czarno” i nagłaśniane wielokrotnie i przez wiele lat. Czy ktoś z Państwa Czytelników ma w tym względzie wątpliwości? Z dystansu czasu mogę powiedzieć, iż Jan Paweł II różnym „łowcom” sensacji sprawił zawód. W jaki sposób – ktoś zapyta? Otóż w styczniu 1987 r. – pisałem w poprzednim tekście- przyjął Generała w Watykanie z najwyższymi honorami, bez żadnej aluzji do tej zbrodni.

Pielgrzymka

Co istotniejsze – podczas III pielgrzymki w czerwcu 1987 r. ukląkł przy grobie Księdza(obok Kościoła Św. Stanisława Kostki), ucałował płytę, po krótkiej modlitwie złożył wiązankę róż i rozmawiał z rodzicami Księdza, nie odpowiadając na głosy wiernych o wypowiedź. Nikomu, nawet słowem nie dał powodów do jątrzących komentarzy.
Z wdzięcznością dla nauki rozwagi, mądrości i szacunku wobec majestatu śmierci, wspomnę kilka fragmentów wypowiedzi do Polaków podczas audiencji generalnych:
-„Oddajmy ostatnią posługę księdzu Jerzemu Popiełuszce z chrześcijańską godnością i pokojem. Niech wielka moralna wymowa tej śmierci nie zostanie niczym zakłócona ani przesłonięta” (31.10.1984);
– „Modlę się za księdza Jerzego Popiełuszkę, jeszcze bardziej modlę się o to, ażeby z tej śmierci wyrosło dobro” (5.11.1984);
– „Pragnę bardzo serdecznie zapewnić wszystkich moich rodaków, że wspólnie z Ojczyzną, zwłaszcza z Warszawą, przeżywam pierwszą rocznicę śmierci śp. ks. Jerzego Popiełuszki i tak jak zeszłego roku. tak i w tym roku wyrażam gorące życzenie, ażeby ta śmierć zawsze była odczytywana w sposób właściwy, żeby wymowa tej śmierci dla dziejów Narodu i Kościoła pozostała zawsze ta sama, zawsze tak samo przekonywująca i tak samo budująca” (23.10.1985);
– „Przy grobie księdza Jerzego uczymy się odpowiedzialności za Polskę i za całe to dziedzictwo chrześcijańskie, które zostało nam przekazane w ciągu stuleci”. (19.10.1994, Watykan, telegram).
Także z dystansu czasu wypada mi przypomnieć odpowiedzialność Generała za czyny zasługujące na stanowcze potępienie. Pamiętam, gdy Generał pracował nad mową obrończą przed Sądem. Z treści aktu oskarżenia wprost nie wynikała potrzeba odniesienia się do wielu haniebnych czynów i działań niektórych funkcjonariuszy.
Był przekonany, by głos żołnierza odpowiedzialnego za Państwo i Naród zabrzmiał wyraźnie. Z kilku wersji, za właściwe uznał dwie- jedną ogólną, odnoszącą się do „apatytu władzy”, jego postępowania w czasie stanu wojennego. Tu Generał miał na myśli jego ofiary, które „urosły” niektórym „badaczom” nawet do 120 osób. I drugą- do ks. Jerzego Popiełuszki, gdyż to morderstwo porusza ludzkie uczucia każdego. Stąd ta postać została wymieniona dwukrotnie.
Pierwsze ujęcie odczytał przed Sądem w ma brzmieniu: – „Zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki, różne przestępstwa, niegodziwości, nadużycia władzy, o jakich dowiaduję się po latach, nie dają mi prawa, nie pozwalają negować, wykluczać ich sprawstwa przez ludzi z aparatu państwa.
Mam świadomość własnego, moralnego ciężaru tej konstatacji. Z drugiej jednak strony, nie można godzić się na przypisywanie im każdej ofiary, każdego nie wyjaśnionego, nie udowodnionego przypadku zbrodni, z domniemaniem politycznego kontekstu i tła. W tak bolesnej materii wszelkie uogólnienia, ich propagandowa eksploatacja, są politycznym i moralnym nadużyciem”. Zaś drugie brzmienie zacytowałem na wstępie.
Ponadto, Generał liczył się, że te sprawy wrócą podczas przesłuchania świadków. Ale tak się nie stało, wiemy dlaczego. Ja proszę Państwa o zauważenie przewidywania Generała odnośnie „żywotności” obrzydzania PRL. Czy ktoś z obu tych cytowanych fragmentów mógłby dziś wykreślić słowo, zdanie jako nie odpowiadające dzisiejszej fobii nienawiści i pogardy?

Jątrzące komentarze

Jakże byłem naiwny – nie pierwszy raz, przyznaję -licząc, że ustawa o „ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Duchownych Niezłomnych” (napiszę później) skłoni do modlitwy i refleksji, bez medialnych komentarzy. Jakże się myliłem.
Dwóch katolickich profesorów – z litości pominę ich nazwiska- komentowało rocznicę tej męczeńskiej śmierci, obrazowaną zdjęciami z odnalezienia zwłok. Z nabożnymi minami „uczeni” mówili o zbrodniczej naturze „komunizmu”, publicznie pytali dlaczego Generał i gen. Czesław Kiszczak nie stanęli przed Sądem i nie odpowiedzieli, za zbrodnię (TV pokazała odpowiednie zdjęcia), gdyż ks. Jerzy Popiełuszko zginął „za wiarę”.
Słowa nienawiści do władzy i ustroju wypowiadane z takim uduchowieniem wręcz przerażały. Ze znanej intencji księdza- „zło dobrem zwyciężaj” wręcz wiało właśnie obłudą i pogardą.
Nie wiem jak Państwo, którzy widzieli ten program. Nie usłyszałem słowa, które mogłoby sugerować okazanie jakiegoś cienia „dobra” wobec sprawców i ludzi tamtej władzy.

„Za wiarę”

Pytam publicznie sam siebie – czyżby ci „uczeni” nie znali wszystkich homilii, wypowiedzi Papieża odnoszących się do ks. Jerzego Popiełuszki? Czyż nie mają nawet odrobiny poczucia wstydu, iż swoimi słowami nie tylko kłamią, przede wszystkim urągają świętemu Papieżowi, jawnie i ordynarnie rozmijając się z jego nauką i oczekiwaniem? Przecież wiedzą dlaczego sprawcy zabójstwa nie ponieśli kary śmierci – wtedy obowiązywała. Sam Kościół był temu przeciwny, taki wyrok zgodnie z kanonami watykańskimi zamknąłby proces wyniesienia na ołtarze. Popiełuszko nie zginął „za wiarę” – to ewidentne kłamstwo.
Nikt nie wskazał nawet najmniejszego dowodu iż funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa zabronili księdzu odprawić mszę lub przerywali wygłaszane homilie. Nic takiego nie miało miejsca. Przypomniano, że Generał rozmawiał z kard. Józefem Glempem o upolitycznianiu nabożeństw, mówił o tym także Papieżowi, co nie jest żadną tajemnicą. Zwracał uwagę, iż świątynie nie są miejscem do organizowania w nich działań, imprez antypaństwowych, głoszenia kazań rozmijających się z religijnym charakterem.
Podzielał te uwagi Papież. Z rozmów i meldunków SB wiadomo, iż oceny władzy podzielała znaczna część biskupów Episkopatu Polski, niektórzy, np. katowicki bp Herbert Bednorz rozmawiał ze swoimi księżmi (ks. Bernard Czarnecki). Można zapytać dlaczego Episkopat stanowczo nie reagował?
Tu taka ciekawostka. Urząd ds. Wyznań oceniał, że ok. 5-10 % księży głosiło kazania z politycznymi akcentami. Natomiast Kościół, że takich księży było tylko 3-5%. Niby niewielka różnica, a jednak to „zabolało” uczonych na konferencji zorganizowanej w 100. lecie Niepodległości. Dodam, iż na tej konferencji, zorganizowanej przez Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) ujawniono, że analizy aktywności księży prowadzone przez władze w 1983 r. (na rok przed śmiercią ks. Popiełuszki). Wynika z nich, że na 17176 kazań treść religijną miało 15153 kazania, treści społeczno-polityczne zawierało 1833, w tym 1272 uznano za „treści negatywne”. Wynika stąd, że 461 kazań było „do przyjęcia”. Jeśli tak, proszę bardzo, niech Kościół ujawni, poda do publicznej wiadomości, co takiego mówili księża w tych „negatywnych kazaniach”. Nie wstydźcie się.
Od prawie 30 lat opluwanie i wyszydzanie PRL jest „dobrze widziane”. Wierni są zdolni sami ocenić te treści. Dowiedzą się m.in. co „nabożnego” mówił ks. Popiełuszko, inni księża, dzisiejsi biskupi. Warto podać do publicznej wiadomości ich nazwiska. Przecież swej „wiary” nie powinni się wstydzić, tak naucza Kościół!

„Zło dobrem zwyciężaj”

Większość uczestników niedzielnych nabożeństw zapewne zna to wezwanie. Mam jednak wątpliwości, czy rozumieją praktyczne znaczenie słów „zło” oraz „dobro”. Wiadomo, że zło jest czynem, gestem wyrządzającym materialną, fizyczną i moralną krzywdę, szkodę drugiemu człowiekowi, jest przeciwieństwem dobra. Zadumajcie się Państwo chwilę nad sensem tego wezwania.
Jak krzywdzicielowi w praktyce odpłacić „dobrem” za jego czyn? Zechciejcie Państwo przez pryzmat tego wezwania „spojrzeć” i ocenić „krakowską homilię”, o której pisałem w dwóch poprzednich tekstach. W ocenie Biskupa, Metropolity „czerwona zaraza”, czyli Polacy, szczególnie członkowie PZPR, stronnictw politycznych objęci są tym mianem jako „zło”, które zasługuje na potępienie.
Znajdziecie tam słowo gest „dobra”? Nie musicie, bo Biskup uznał, że „czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi”. Jest to więc przeszłe, „stare zło” jako forma przestrogi. I drugie określenie -„tęczowa zaraza”. W homilii Metropolity to jest ewidentne „zło”, zdefiniowane jako czynne i niezwykle groźne.
Czy chce je Biskup „zwyciężać dobrem”- poszukajcie wskazań rad dla księży, jak powinni postępować z takimi osobami, czego ich nauczać. Poza potępieniem nie znalazłem niczego, co można uznać za praktyczne rady w codziennym chrześcijańskim życiu. Ośmielam się więc apelować bezpośrednio do krakowskiego Metropolity, do Episkopatu Polski o list pasterski do wiernych – posłów i senatorów do polityków „nowej władzy” po wyborach, do „władców mediów” pouczający ich jak w duchu Bożego Miłosierdzia powinni postępować z „tęczową zarazą” by „zwyciężyć” ją właśnie „dobrem”.
Nie tylko ja oczekuję wskazań metod, sposobów dobrego postępowania. Zamiast jątrzyć, wzbudzać nienawiść, pogardę do innych, niech Episkopat zajmie się tą- od 4 lat „dobrą zmianą”.
Apeluję bezpośrednio do krakowskiego Metropolity o list pasterski ,gdzie wykaże wiernym jak postępować wobec duchownych dopuszczających się różnych praktyk „homo”, co film „Braci Sekielskich” wykazał z rzadko spotykaną ostrością.
Jan Paweł II, rozumienie słów modlitwy Chrystusowej – „Zbaw nas od złego”, m.in. tak tłumaczył – „Wybaw nas od wojny, od nienawiści, od niszczenia życia ludzkiego! Nie pozwól, abyśmy zabijali! Nie pozwól, aby posługiwano się takimi środkami, które niosą śmierć i zniszczenie… Zbaw nas od złego.
Proszę, przeczytajcie Państwo, bez względu na wyznawane wartości – powyższe słowa. W kontekście ustawy represyjnej z grudnia 2016 r. zastanówcie się nad odpowiedzią na takie pytania: – jak w świetle „nienawiści” oraz „niszczenia życia ludzkiego” rozumieć tę ustawę – obniżającą emerytury wybranym osobom? Czy to właśnie nie dowód nienawiści, umocowany prawem, czyli ustawą? Czy to nie „prawo” do „zabijania”?

Śmierć i zniszczenie

Czy to nie „prawo” do „posługiwania się środkami, które niosą śmierć i zniszczenie”? Ktoś może zapytać- o jakie konkretnie środki idzie? Właśnie o brak pieniędzy na wykupienie leków, zmuszanie ludzi do życia głodowego by „resztka” emerytury pozwoliła opłacić niezbędne świadczenia: światło, gaz, wodę, czynsz mieszkalny. A przecież było kilkanaście przypadków samobójstw- czy to nie śmierć zadana ustawą, czyli „posłużenie się takim środkiem”? W grudniu 2018 r. Andrzej Rozenek podał w jednej z rozmów, że skutkiem tej ustawy zmarły już 52 osoby.
Przypomnę, iż ta ustawa była procedowana oraz przyjęta przez Sejm, gdy premierem rządu była pani Beata Szydło-matka księdza Tymoteusza. I co – ta matka nie była świadoma, jakie skutki przyniesie ta ustawa? Czy tej matki, pani premier nikt nie widział w telewizji, jak siedziała tuż przed ołtarzem, choćby na Jasnej Górze, wiernie słuchając abp. Wojciecha Polaka- pisałem w liście otwartym do Prymasa Polski.
Publicznie zapytam- czy ksiądz Tymoteusz może być dumny z postępowania swojej matki? Ktoś może krzyknąć- dzieci nie ponoszą odpowiedzialności za czyny rodziców. Prawda. Tylko ten ksiądz od ołtarza naucza wiernych rozumienia Ewangelii i postępowania według głoszonej nauki Boga!
Dla osób „nie podzielających tej wiary”- cytat z preambuły naszej Konstytucji – „te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”, czy nie mają ludzkiej wymowy?
Przecież ewidentne „zło” ustawy pozbawiającej funkcjonariuszy części emerytur jest łatwo „zwyciężyć dobrem”. Właśnie przez przywrócenie poprzedniego stanu, zwrócenie odebranych środków do życia. Nowo wybrany Sejm i Senat z inicjatywy Episkopatu, naszego duchowieństwa na rozpoczęcie swej parlamentarnej pracy mógłby taką ustawę przyjąć. Byłby to czyn chwalebny w Polsce i pozytywnie dostrzeżony w Europie. zachęcam, jako wyborca.

„Siódme nie kradnij”

Istoty tego przykazania nie trzeba objaśniać. W społecznym i politycznym odbiorze zapamiętane zostały wesołe miny polityków o określenie -„komuniści i złodzieje, cały świat z was się śmieje” oraz podobne o najgorszym sorcie społeczeństwa. Cóż – ten „sort” miesiąc temu był potrzebny jako „masa wyborcza”. Proszę się Państwo Czytelnicy nie obrazić za tę „masę”.
Jak inaczej delikatnie nazwać ludzi, którzy prezentujących w mediach postawę nic nie wiedzących o „przekrętach lotniczych” marszałka Sejmu? Ośmielam się postawić pytanie- dlaczego posłami zostali politycy publicznie oskarżani o „kradzieże inaczej”, w postaci choćby brania tzw. kilometrówek z kasy Sejmu jeśli nawet nie mają samochodu ani prawa jazdy, za „kombinacje’ przy zakupach po zaniżonych – oczywiście okazyjnie cenach działek, czy „darowanych” kamienicach jak choćby ta w Krakowie, by nie płacić podatków. Do tego przez swoje postępowanie, „dobre znajomości” ze światem przestępczym pokazywać jak można dosłownie okradać budżet Państwa; a ośmiorniczki, wirtualne budowle wież, przeloty samolotami po kraju pod „medialnie zasadnym” pretekstem, a zagraniczne podróże, „wizyty” na koszt podatnika kilku pań posłanek- wykaz tych złodziejskich praktyk opublikowała „Gazeta Wyborcza” w tygodniu przed wyborami. Czy was – nas, Państwo Wyborcy nie wstyd wybierać takie osoby, chociaż przyznajcie się do amnezji, zapiszcie sobie na drzwiach pokoju gościnnego w swoich mieszkaniach jakże do uniknięcia w życiu a do bólu prawdziwe hasło- „Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”.
Jak Państwo myślicie- czy Episkopat korzysta z takiej nauki Jana Pawła II – „Kościół nie może nie być wrażliwy na wszystko, co służy prawdziwemu dobru człowieka – jak też nie może być obojętny na to, co mu zagraża”. Tu uparcie powtórzę pytanie- czy obniżenie emerytur „służy prawdziwemu dobru człowieka”?
I jeszcze raz zapytam- czy to obniżenie emerytur właśnie nie zagraża najwyższemu i najcenniejszemu dobru człowieka, jakim jest zdrowie i życie? (przecież są dowody – 52 zgony do grudnia 2018, na skutek tego obniżenia!). Wreszcie i takie pytanie- a co Biskupi praktycznie uczynili, praktycznie pokazali wobec tych z obniżonymi emeryturami.
Dalej św. Jan Paweł II mówił, że Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji, w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną, ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej” (KDK 76).

Godność i urzędy

Papież wyjaśniał, że „chodzi więc tutaj o człowieka w całej jego prawdzie, w pełnym jego wymiarze. Nie chodzi o człowieka abstrakcyjnego, ale rzeczywistego, o człowieka konkretnego, historycznego. Chodzi o człowieka każdego”. Tu znów wypada mi powtórzyć apel do Episkopatu Polski adresowany wprost do sprawujących w Polsce władzę: wykonawczą (Prezydent, rząd, ministrowie), ustawodawczą (parlamentarzyści), sądowniczą (sędziowie).
Czy sprawowane godności i urzędy nie pozwalają Wam po ludzku spojrzeć na ludzi, którym obniżyliście emerytury, którym takim działaniem wyrządziliście krzywdę? Także moralną krzywdę wyrządziliście ich dzieciom, rodzinom. Że wśród was są osoby publicznie znane z nazwiska i imienia jako dosłowni złodzieje. Może Biskupi publicznym listem pasterskim objaśnią Wam czym w praktyce powinno być siódme przykazanie, jak „zło zwyciężać dobrem”.
Mam przekonanie, że Posłowie i Senatorowie Lewicy – którym serdecznie gratuluję zaufania społecznego i wyboru, dotrzymają słów, obietnic składanych w kampanii wyborczej.

 

Tymczasem w Watykanie…

Gdy polski kler nadal koncentruje się na walce z ideologią LGBT, z Watykanu napływają co chwila plotki sugerujące możliwość jeśli nie dekanonizacji Jana Pawła II, to przynajmniej zdjęcia go po cichu z pomnika. Teoretycznie dekanonizacja jest możliwa, jeśli udowodni się „wprowadzenie w błąd” papieża dokonującego tego aktu; dewojtylizacja Kościoła już postępuje żwawo. Na przestrzeni ostatniego roku miały miejsce trzy znamienne wydarzenia.

W błyskawicznym procesie beatyfikowano, a następnie kanonizowano arcybiskupa Oscara Romero, zamordowanego 24 marca 1980 r. przez bojówkę Roberta D’Aubissona, który przeszedł przeszkolenie w tzw. „Szkole Ameryk”, bazie treningowej organizowanej i finansowanej przez USA, szkolącej bojówkarzy w celu likwidacji ludzi z Ameryki Łacińskiej uznawanych za szkodliwych z punktu widzenia geopolityki Wuja Sama. Romero był utożsamiany z ideami teologii wyzwolenia, jednak urzędujący wówczas papież z Polski, wrogi wszelkim ruchom w Kościele mającym rys lewicowości czy postępowości, związany politycznie z interesami USA rządzonym przez Ronalda Reagana, nic nie uczynił w tej sprawie. Akta zebrane w Salwadorze, potwierdzające męczeństwo Romero, leżały bez żadnej decyzji od 1990 do 1999 r. w zakamarkach Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tymczasem podobny akt zabójstwa duchownego – sprawa ks. Jerzego Popiełuszki, zamordowanego w 1984 r. – został niezwykle szybko uznany za męczeństwo.
Drugim ważnym epizodem będącym oznaką dewojtylizacji jest otwarcie w lutym 2019 r. procesu beatyfikacyjnego byłego generała jezuitów o. Pedro Arrupe. Od początku swego pontyfikatu Karola Wojtyła był skonfliktowany z Arrupe – zarówno na tle osobowości, jak i poglądów na rolę Kościoła i jezuitów, w tym stosunku do „teologii wyzwolenia”. W Towarzystwie Jezusowym od lat 50. rodziły się „wywrotowe” idee bazujące na marksizmie i marzeniu o sprawiedliwości społecznej. Im był oddany Pedro Arrupe, człowiek głęboko oddany idei rozwojowi ludzkości i postępu. Gorąco popierał dialog z marksizmem i współpracę z „obozem realnego socjalizmu” przeciwko prawicowym dyktaturom kreowanym z Waszyngtonu. Jezuici pod jego kierunkiem stali się najbardziej progresywną i zaangażowaną społecznie wspólnotą zakonną. Tymczasem Karol Wojtyła nie był w stanie wyjść poza mentalność prowincjonalnego, polsko-lokalnego, zachowawczego proboszcza z Małopolski czy Podkarpacia. Charakteryzowały go ponadto skrajny antykomunizm i ludowo-masowa bezrefleksyjna religijność. Z filozofem i otwartym na świat jezuitą wyraźnie mu było nie po drodze. Następcy Arrupe, powolni papieżowi, konsekwentnie oczyścili zakon z jednostek niezależnych i samodzielnie myślących. To też „zasługa” Jana Pawła II, który wolał popierać ultrakonserwatywne Opus Dei. Obecnym jednak generałem jezuitów jest Wenezuelczyk, Arturo Sosa Abascal. Czyżby miał nastąpić i w tej sprawie dewoltylizacyjny zwrot?
Trzecim elementem dewojtylizacji jest likwidacja Papieskiego Instytutu JP II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną, co nastąpi w roku bieżącym. W jego miejsce powstanie Papieski Instytut Teologiczny JP II dla Nauk o Małżeństwie i Rodzinie i to jedno słowo „dla Nauk” powoduje wzburzenie bezkrytycznych zwolenników wszystkiego, co w jakikolwiek sposób może być wiązane z Karolem Wojtyłą. Prof. Stanisław Grygiel – filozof, filolog i dotychczasowy wykładowca Instytutu, bliski przyjaciel papieża z Polski, stwierdza, iż to zaprzepaszcza dorobek placówki naukowej i Jana Pawła II. Grygiel boi się tego „dla”, gdyż to spowoduje jego zdaniem „otwarcie” na inne spojrzenia dot. zagadnień rodziny, relacji płci, małżeństwa, in vitro, badań nad genetyką itd. Antidotum na te prądy w Watykanie i Kościele ma być tworzenie w seminariach i na uniwersytetach w Polsce samodzielnych katedr zajmujących się tylko myślą filozoficzną Karola Wojtyły i nauczaniem Jana Pawła II. To jest jego zdaniem misja dla polskich środowisk naukowych.
A w Polsce wszystko, co dotyczy Jana Pawła II, jest dogmatem. Nieruchomą, zastygłą w hieratycznym bezruchu konstrukcją. Liczni w naszym kraju tradycjonaliści i konserwatyści absolutnie nie rozumieją tego co się dzieje we współczesnym świecie. Ich próby obrony status quo (w wersji polskiego tradycjonalizmu i „wsobności”) noszą w sobie coś z „Wesela” Wyspiańskiego: „.. Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”. W zglobalizowanym świecie, tak się nie da żyć. Co najwyżej można wegetować na peryferiach.

Zwycięstwo rozumu i rozsądku

Bez stanu wojennego nie byłoby Okrągłego Stołu ani nie dokonałyby się głębokie przeobrażenia, które zmieniły i Solidarność, i sposób myślenia władzy…
Przeciwstawiam się tworzeniu czarno-białego wizerunku: „anielskie hufce Solidarności” i „diabelskie hordy władzy, komuny”. Przeciwstawiam się i odwrotnej klasyfikacji.

Generał Wojciech Jaruzelski

Obserwując i analizując publicystykę wokół 30 rocznicy Okrągłego Stołu, w pewnym momencie uznałem, iż dalsze kontynuowanie tematu niewiele wniosłoby nowego. Jednakże szybko zmieniłem zdanie, po wysłuchaniu komentarzy i obejrzeniu uroczystych obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca oraz przeczytaniu kilku publikacji dziś „słusznego” nurtu (na więcej nie pozwala zdrowie).
Podzielam w pełni treść wzywającą do sięgnięcia po rozum w ocenie faktów, po rozsądek w potępianiu dorobku „pokolenia PRL” i gratuluję zdrowia oraz wytrzymałości psychicznej jaką ujawnił Pan Minister Krzysztof Janik w publikacji „Dwa mity i konstatacja” („DT”, 7-9 czerwca, 2019 r.). Podobny kierunek oceny i myślenia o tej rocznicy, jej komentatorach i różnej klasy mentorach zaprezentował prof. Andrzej Friszke, pisząc: „Przełom 1989 roku to była delikatna, skomplikowana polityka w skomplikowanej relacji międzynarodowej i trzeba mieć wiedzę, aby to zrozumieć” (DT”, 5-6 czerwca, 2019 r.). Z obu tych publikacji nasuwa się ponura konstatacja – czyżby dziennikarze i publicyści wypisujący różne głupstwa, nie mieli nawet uczniowskiego wstydu przed nauczycielem, któremu na pytanie nie potrafią udzielić logicznej odpowiedzi? Czyżby ci dorośli ludzie, firmujący codzienną, medialną pracę swoim nazwiskiem nie mieli poczucia własnej godności, honoru, nawet przed najbliższą rodziną?
Stan wojenny a Okrągły Stół
Ktoś z Państwa Czytelników może zapytać: co „Stan” ma wspólnego z tym „Stołem”, dzieli ich przecież 8 lat?. Tu, nawiasem mówiąc, taka historyczna ciekawostka, porównanie – 8 lat po zamachu majowym, utworzono obóz w Berezie kartuskiej (1934) oraz nasiliły się zjawiska antydemokratyczne. 8 lat po stanie wojennym (1989), powstał pierwszy w bloku wschodnim rząd, kierowany przez ludzi wywodzących się z opozycji. Nasuwa to odpowiedź – stan wojenny był ratunkiem dla Solidarności. W pierwszej kolejności dla jej kierownictwa centralnego, w drugiej – dla terenowego, w trzeciej – dla tysięcy członków, głównie robotników, którzy im uwierzyli. Uchronił, szczególnie władze związku przed Sybirem. Jeśli ktoś ma inne zdanie, więc zapytam dobitnie – po kogo by przyszli „z bratnią pomocą”, inspirowani z Pragi i Berlina towarzysze radzieccy? Przecież nie po gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka, ani premiera Rakowskiego i ministra Cioska. Te osoby nie głosiły żadnych absurdalnych na tamte czasy tez i pomysłów, podburzających ludzi, robotników w tych państwach i nie tylko. Co najwyżej byłyby dziś winne odpowiedzialności za brak reakcji na ciągłe akcje strajkowe, protestacyjne, różne wywózki na taczkach, tak negatywnie oddziałujące na sąsiednie kraje.
Sądzę, że jeszcze miliony Polaków mają świadomość takiego rozwoju sytuacji skrajnej, z jaką należało się liczyć. To byłaby głównie polska krew i łzy, rozpacz tysięcy, może kilku milionów ludzi, którzy w latach 50. budowali Nową Hutę (patrz Przegląd nr 17-18), 60-80, inne zakłady przemysłowe, za bezcen sprzedane i rozdane po 1989 r. Wspomina tamten dorobek ludzi pracy okresu PRL, Pan prof. Jerzy Wiatr („Między lipcem a czerwcem”, „DT”, 7-9 czerwca, 2019 r.). To skrótowe uzasadnienie wielu może nie przypaść do gustu – szerzej odpowiem tekstem pt. „Kto uratował Solidarność”. Już teraz zachęcam do przejrzenia choćby protokołów z posiedzeń KK w Gdańsku, wspomnień Lecha Wałęsy, np. „Droga nadziei”, wyd. 1988 r. Proszę też sięgnąć po relacje z rozmów Generała z Janem Pawłem II, w których wątek Solidarności wciąż był obecny, przewijało się tam oczekiwanie aż w Solidarności „gorące głowy ochłoną”. Kolejny już raz cytuję słowa Papieża: „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą” , czego dopominały się osoby oddające Generałowi hołd w 5 rocznicę odejścia. Byłoby obrazą Świętego Polaka i rozumu pytanie – czy Papież nie wiedział co mówi, co zawiera w słowie „patriota”. Wielu publicystów i historyków nie może tego pojąć, zrozumieć nawet po 35 latach od II pielgrzymki.
Na wnikliwą analizę i uwagę zasługuje taka ocena prof. Karola Modzelewskiego: „Miałem świadomość, którą mieli też doradcy, że jesteśmy w sytuacji śmiertelnego ryzyka, bo porozumienie sierpniowe i rozlewający się na całą Polskę ruch strajkowy doprowadziły do takiej sytuacji, którą dobrze by było zamrozić. W tym sensie, żeby niezależny ruch masowy, ruch robotniczy, bo to trudno nazwać tylko ruchem związkowym, mógł współistnieć z istniejącym systemem, przynajmniej z jego częściami, które udałoby się zmieścić w Układzie Warszawskim… Rządzi państwem partia, która ma zaufanie Moskwy, partia nie wtrąca się do spraw związkowych, a związek rządzi się sam. Trzeba tak przebudować państwo, żeby istnienie dwóch takich podmiotów go nie rozwaliło. Świadomość tego, że to wymaga przebudowy państwa, wynikała z przebiegu wydarzeń, więc we mnie się rodziła z czasem” („Modzelewski – Werblan.Polska Ludowa”, Warszawa 2017, s. 429). Zwracam uwagę – „śmiertelne ryzyko”. Tu Profesor nie wyjaśnia jego istoty. Wiedząc, iż był doradcą Solidarności, więc zagrożenie tej formacji miał na myśli. Osobiście miałem zaszczyt kilkakrotnie rozmawiać z Profesorem, akcentowałem różnice ocen, także odnośnie sensu i celu stanu wojennego, roli doradców oraz ekspertów, którzy – jak się okazywało – mieli niezbyt wiążący wpływ na decyzje KK, pewien szerszy ogląd sytuacji uzyskiwali po latach. Raz wręcz złośliwie stwierdziłem: „Od Generała oczekiwaliście mądrej po waszej myśli decyzji, nie liczącej się z zewnętrznym otoczeniem. Do tego chętnie mówicie o tzw. betonie partyjnym, nie zastanawiając się kto zza granicy dość chętnie go słuchał i wspierał, co Generał miał z tym fantem zrobić”. Pytałem wręcz w tonie przygany – „Czy nie poczuwacie się do odpowiedzialności za atmosferę, stan nastrojów wśród członków Solidarności, przecież ją kształtowaliście! Kto miał i jak naprawiać wasze pomyłki”. A myśl o „zamrożeniu sytuacji” – dziś oceniam jako pewien skutek tamtych rozmów. Pytałem: „Kto i jakimi metodami, środkami i kiedy miałby to uczynić? Czy stan wojenny nie był dla Panów formą ulgi wobec poczynań wewnętrznych Solidarności, w których widzieliście „samobójcze zagrożenie”, czemu już nie mogliście niczym zaradzić?”
Odczuwam ogromny żal do Losu, że Profesor odszedł aż tak szybko, za szybko. Każda rozmowa była lekcją historii, mądrego myślenia o Polsce. Profesor w książce pt. „Dokąd od komunizmu?” (Warszawa 1993) potrafił dostrzec i ocenić obiektywnie, co stało się po przejęciu władzy w 1989 r.: „Do dziś jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką elity, wyłonione przez pracowniczy ruch, dokonały zwrotu o 180 stopni, porzucając wartości uznawane dotąd za naczelne kryterium polityki społeczno-gospodarczej”.
Państwa Czytelników pytam i proszę o ocenę – czy Solidarność chciała „zmieścić się w Układzie Warszawskim”, w ówczesnych realiach ustrojowych i gospodarczych. Kładę akcent na realia gospodarcze i pytam – co Solidarność uczyniła w odpowiedzi na apel Generała o 90 spokojnych dni, będący swoistym wstępem do reformy gospodarczej podjętej w 1982 r. A jak Solidarność odniosła się do referendum gospodarczego, dlaczego namawiała członków do odrzucenia proponowanych założeń, do bojkotu tego „samosprawdzianu” Polaków?
A realia ustrojowe? Kto pamięta istotę Spotkania Trzech, zgłoszoną wtedy przez Generała propozycję powołania Rady Porozumienia Narodowego, która miałaby inicjatywę ustawodawczą? Pisałem o tym kilka miesięcy temu. Dlaczego Lech Wałęsa był przeciw, co w tym względzie uczynili doradcy i eksperci, by szybko naprawić błąd przewodniczącego? Czy w 1989 r. były zagrożenia dla przebiegu obrad i wdrożenia ustaleń Okrągłego Stołu? Jeśli ktoś zaprzeczy, przyjmę to ze zrozumieniem.
Miliony Polaków obserwujący wizytę Michaiła Gorbaczowa u nas w 1988 r., znaną piosenkę Andrzeja Rosiewicza „Michaił, Michaił, ty postroisz mir…” miały podstawy, by nie żywić obaw. A Generał był innego zdania, o czym wspomina Andrzej Gdula w „Przeglądzie” nr 23. Pragnę skierować słowa uznania do Redakcji „Przeglądu”, w tym szczególnie do Pana Roberta Walenciaka, za klika cennych, refleksyjnych publikacji na łamach, odnoszących się do Okrągłego Stołu. Zachęcam Państwa serdecznie do lektury mądrej i kształcącej umysł.
We wspomnianym 23 numerze można przeczytać taką obawę Generała: „Żeby się Kreml w to nie wdał i żeby Gorbaczow dotrzymał słowa”. Widać z tego, iż ten kierunek zmian omówił Generał z Gorbaczowem, wyjaśnił sens i istotę. Co więcej – ta nasza wizja wzbogacała przyjętą pierestrojkę i głasnost’ w ZSRR jako też swoisty „eksperyment”. Czy nie szło o radziecką aprobatę? – może ktoś zapytać. Ze strony Gorbaczowa zapewne nie, wiele razy na tematy gospodarcze rozmawiał z Generałem, wzajemnie znane były poglądy, a szczególnie obawy i wątpliwości. Szło o co innego – reakcję krytycznie, by nie powiedzieć wrogo nastawionej do Gorbaczowa części kierownictwa KPZR. Można ich nazwać – porównując do Polski – partyjnym betonem. U nas nie wyrządził większych szkód, poza fermentem hamującym reformy gospodarcze, społeczne, a szczególnie polityczne. Tam, w ZSRR, wystąpił aktywnie, w postaci przewrotu Janajewa w 1991 r. O ich knowaniach też wiedział Generał, od Gorbaczowa i nie tylko. Przypomnę obawę Jana Pawła II, wyrażoną w rozmowie z Generałem, styczeń 1987 r.: „Dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru, niż stara kadra radzieckich decydentów. Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost – „Opatrzność zesłała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy” – wspominał Generał.
Anielskie hufce, diabelskie hordy… rozum i rozsądek
Optyka patrzenia na 30 rocznicę Okrągłego Stołu przez pryzmat „anielskich hufców”, że w Solidarności, to oczywiste – górowała w mediach. Zwyciężali, tylko nie wiadomo nad kim, o czym Pan Krzysztof Janik pisze ze zgorszeniem, bo wręcz śladowo pojawiały się „diabelskie hordy”. Ale i te „hordy” nie były chyba aż tak „diabelskie”, jeśli dziś publicyści „słusznego chowu” III RP tego nie eksponują. Chwała im, za milczącą aprobatę starań władzy o porozumienie z solidarnościową opozycją, z jej betonem. Dobitnie to dostrzegła i oceniała Margaret Thatcher: „Spotkałam się z przywódcami Solidarności i wielokrotnie radziłam im, aby dążyli do dialogu z rządem i nie ograniczali się do konfrontacji” – przypomina Robert Walenciak („Przegląd” nr 23). To także zagraniczna ocena starań władzy, reformatorskiego skrzydła PZPR na czele z Generałem. Najbardziej skrótowo można powiedzieć, iż premier rządu Wielkiej Brytanii obok Papieża-Polaka, Prezydenta Busha, Mitterranda i oczywiście Gorbaczowa ma wyraźny udział w polskim zwycięstwie rozumu i rozsądku. Po stronie władzy było go dostatecznie wiele, także cierpliwości w pokonywaniu podejrzeń i obłędnej wizji solidarnościowego wyjścia z kryzysu, w którym ma swój udowodniony udział. Generał oceniał to tak: „W Solidarności była warstwa, grupa przywódcza, która postawiła sobie za cel: socjalizm – nie. I szła do tego celu właśnie poprzez rebelię, poprzez działania destrukcyjne, anarchistyczne, mające na celu obalenie istniejącego porządku ustrojowego w Polsce. Jej błąd właśnie polegał i polega – zresztą po dzień dzisiejszy – na tym, że była przepełniona pychą, zarozumialstwem, przekonaniem o swej nieomylności, przekonaniem o słabości władzy. Była przepojona nienawiścią. A nienawiść, jak wiadomo, nie tylko oślepia, ale i ogłupia”.
Gdyby tak Opatrzność, może za radą Świętego Papieża-Polaka, zechciała użyć swej nadprzyrodzonej mocy i jasno pokazać nam, Polakom, jak Generał z zaświatów patrzy na obchody tej 30. rocznicy. Jestem pewien zafrasowanego, skupionego, zamyślonego Oblicza. Ale wierzę też niezłomnie, że pojawiłby się uśmiech, gdyby wspomnieć, że rozum i rozsądek zwyciężył jako Koalicja Europejska, za co należy się najwyższa chwała Włodzimierzowi Czarzastemu z gronem Kierownictwa SLD, Grzegorzowi Schetynie z Kierownictwem PO oraz jeszcze współpracującym PSL-em. W pewnym sensie byłoby to spełnienie tego życzenia Generała – „Przyszedłem do Belwederu jako człowiek polskiej Lewicy. Z ciężarem jej win, ale i poczuciem jej dokonań. Pełniłem ten urząd bezstronnie, ponad podziałami. Odchodzę z niezmiennym przeświadczeniem, że rozpoczęta przy Okrągłym Stole droga kompromisu, porozumienia, pojednania, jest dla Polski drogą najpewniejszą. Tylko tak można chronić spokój społeczny, umacniać demokratyczny ład, poprawiać materialny byt narodu”.
Pozostaję z nadzieją spełnienia tego życzenia w jesiennych wyborach do naszego parlamentu. Kieruję więc do Państwa Czytelników prośbę o potrojenie wysiłków we wsparciu kierownictw SLD, PPS, PO, PSL – tu mając nadzieję, że sięgną po „chłopski rozum” i pójdą razem z Koalicją, nie zapominając o błędach i potknięciach, w pierwszej kolejności – swoich. Że do wyrażanej chętnie i głośno nadziei, dołączy intelektualny wysiłek – rozum i rozsądek.

Jan Paweł II wobec spraw polskich

Nasuwające się z tytułu pytanie – co św. Jan Paweł II uczynił dla „spraw polskich”? – wielu Czytelników może uznać za nie na miejscu. Przecież przed kanonizacją 27 kwietnia 2014 r. dziennikarze, publicyści i przytłaczająca większość polityków we wszystkich mediach i na wszelkie możliwe sposoby wymieniali nie kwestionowane zasługi.

 

Wydana wówczas, tj. w 2014 r. uchwała SLD wskazywała, iż Jan Paweł II „troszczył się o należytą rolę Polski w społeczności międzynarodowej, apelował o skupianie się Polaków wokół polskiej racji stanu i dobra wspólnego”.

Jubileusz 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, pozwala zatrzymać uwagę Państwa Czytelników na kilku kwestiach państwowo-politycznych w powojennym okresie polskiej historii.

 

Papież o granicy i polskości Ziem Zachodnich

Dość wspomnieć, że o kształcie terytorialnym i narodowościowym Polski po zakończeniu II wojny światowej zdecydowali trzej zwycięscy alianci. Nie słuchając zdania rządu londyńskiego (było przeciwne), postanowili o przyznaniu Polsce ziem po Odrę (początkowo traktowanych jako oddane nam tylko „w administrowanie”) i tu oparciu jej zachodniej granicy, co także było rozumiane jako tymczasowe. Jeszcze trwała konferencja w Poczdamie, gdy 28 czerwca 1945 r. ci alianci uznali za polityczno-prawny fakt powołanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej i jednocześnie cofnęli rządowi londyńskiemu taką rekomendację reprezentowania Polski. Tej decyzji nie uznało kilka państw europejskich, wśród nich Watykan. Skutkiem tego – od przedwojnia – Watykan uznawał jurysdykcję biskupów niemieckich na tych ziemiach. Oczywiście, miała ona charakter tytularny, formalny, bo z wiadomych względów innego mieć nie mogła. Władzę faktyczną sprawowali biskupi polscy. O zmianę tej sytuacji, a faktycznie uznanie „istniejącej rzeczywistości”, przez kilka lat zabiegał w Rzymie kard. Andrzej Maria Deskur, przyjaciel Jana Pawła II, z którym 13 stycznia 1987 r. spotkał się gen. Wojciech Jaruzelski i podziękował za włożony wysiłek i pomyślny finał. A była nim decyzja Papieża Jana XXIII nadająca polskim biskupom wyłączność jurysdykcji na tych ziemiach. Zarazem była też czytelnym sygnałem normalizacji stosunków dyplomatycznych z Polską. Jana XXIII ówczesne władze uhonorowały pomnikiem, ze słowami „Pacem interis”(pokój na ziemi). Jego posadowienie we Wrocławiu (1968 r.) ma wyraźną wymowę ekumeniczną i państwową. Warto zastanowić się, dlaczego o tej doniosłej decyzji „jakoś” podczas jego kanonizacji w 2014 r. zapomniano. Wpisywała się przecież w kontekst stosunków państwo – Kościół, miała wymiar polityczny i międzynarodowy, o czym świadczą późniejsze fakty.

Jan Paweł II podczas drugiej pielgrzymki do Polski (1983) odwiedził Ziemie Zachodnie. 21 czerwca we Wrocławiu witały Papieża herby miast zachodniej Polski i pieśń „Nie rzucim ziemi”. W homilii mówił o polskości tych ziem i swoich związkach z Wrocławiem. Na Ostrowiu Tumskim w zadumie pokłonił się Janowi XXIII. Na Górze Świętej Anny mówił o historycznych związkach opolszczyzny z Macierzą, zapewnił, że „Góra Świętej Anny pamięta o powstańcach śląskich, którzy zginęli na tych ziemiach” (kilka razy pisałem o tym wcześniej).

Podczas wizyty w Watykanie (styczeń 1987) Papież i Generał omówili kwestię zachodniej granicy Polski w kontekście zjednoczenia Niemiec. Generał mówił, że RFN i część państw zachodnich wciąż kwestionuje granicę zachodnią, a jest ona dla Polski „sprawą życia i śmierci”. Papież uznał te oceny mówiąc, że „Kościół w jednoznaczny sposób wypowiada się o polskości tych ziem”.

Witając Papieża na Zamku Królewskim (czerwiec 1987) Generał mówił: Odwiedzając Gdańsk i Szczecin, będzie Wasza Świątobliwość nie na obczyźnie, lecz we własnym, ojczystym kraju. To właśnie Polska Ludowa uzyskała szeroki dostęp do Bałtyku, przywróciła narodowi Wrocław i Olsztyn, Opolszczyznę i Pomorze Zachodnie. Sprawił to czyn bojowy, krew obficie przelana żołnierza polskiego i radzieckiego. Po uroczystości powitalnej, Gość i Gospodarz rozmawiali 70 minut w cztery oczy. Papież wyraził nadzieję, iż jego wizytę w Szczecinie, Zachód odczyta jako przypomnienie problemu zachodniej granicy i jednoznaczności stanowiska Kościoła w kwestii polskości tych ziem.

Biskup diecezji szczecińsko-kamieńskiej Kazimierz Majdański, były więzień Dachau, który wiele lat poświęcił umacnianiu polskości na Pomorzu Zachodnim w maju 1990 r. był gospodarzem wielkiej uroczystości patriotyczno-religijnej w Siekierkach nad Odrą z udziałem Generała. W homilii wygłosił taką refleksję: Słowiańszczyzna Zachodnia sięgała daleko na zachód, teraz sięga do Odry. A jak będzie dalej? Zapewnienia się mnożą. Widocznie są potrzebne. Czy będą trwałe? Na jakim są budowane fundamencie? Na jakim fundamencie jest zbudowane nasze trwanie: kraju tylekroć krzywdzonego. Warto wspomnieć, iż słowa te padły na kilka miesięcy przed ostatecznym uregulowaniem sprawy granicy zachodniej (Moskwa, wrzesień 1990 r.). Dla polityków, opinii publicznej jeszcze „widocznie były potrzebne”.

 

Porozumienie narodowe życiową potrzebą

Nie rozmijając się zbytnio z rzeczywistością, porozumienie narodowe można uznać za kamień węgielny polityki wewnętrznej dekady lat 80. Wynika to choćby z exsposé Premiera, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który 12 lutego w Sejmie, mówił o potrzebie „normalizacji życia, jako najpilniejszym zadaniu. Jest to krok absolutnie warunkujący odzyskanie równowagi gospodarczej, urzeczywistnienie reform społeczno-gospodarczych, wprowadzenie kraju na drogę rozwoju. Musimy ten krok uczynić. Nie będzie to możliwe bez atmosfery spokoju społecznego, bez konstruktywnego współdziałania wszystkich, świadomych swej patriotycznej odpowiedzialności sił”. Liczył, że „działania rządu spotkają się ze zrozumieniem i poparciem ze strony Kościoła i chrześcijańskiego ruchu społecznego. Episkopat Polski daje dowody takiego podejścia”. Przemówienie Premiera było uważnie czytane, niektórzy mówią, że wręcz studiowane-właśnie przez Episkopat. Stąd można wnioskować, iż jego treść i komentarze były znane w Watykanie. Jerzy Kuberski (Kierownik Urzędu do spraw Wyznań) wspominając tamten czas, mówił o zainteresowaniu osobą Premiera-Generała.

Szukano odpowiedzi na pytanie – kim jest nowy Premier, na co może go być stać, do czego zmierza. Pamiętam – mówił Jerzy Kuberski – jak biskup Kazimierz Majdański (…) podkreślał, że kiedy Generał był dowódcą dywizji w Szczecinie, przyczynił się do odbudowy miejscowej katedry. Nawiasem mówiąc, Jan Paweł II z okazji 800. lecia, w 1983 r. nadał jej godność bazyliki mniejszej. Episkopat z uznaniem odnotował, iż Generał jesienią 1980 r. zniósł służbę wojskową alumnów, która od 20 lat była kością niezgody między rządem a Kościołem. Rząd także zniósł ograniczenia w sferze budownictwa sakralnego. W wystąpieniach Generała nie znaleziono przykładu krytycznej wypowiedzi o Kościele. Obok wiedzy o nauce w gimnazjum Księży Marianów na Bielanach i drodze frontowej, tworzyło to dla Kościoła, osobiście i Papieża, zachęcający zaczyn przyszłej współpracy Rządu i Episkopatu na rzecz narodowego porozumienia. Nie należy zapominać, iż w okresie PRL – jak pisał Generał – Kościół był dla władzy i przeciwnikiem i sojusznikiem. (…) Przeciwnikiem – na oczywistym gruncie sprzeczności ustrojowo – doktrynalnych i różnych tego społeczno – politycznych reperkusji. Stąd też różne formy walki, niegodziwości, czego jaskrawym przykładem zbrodnia-zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki. (…) Kościół był sojusznikiem na gruncie nadrzędnych, narodowych interesów, przeciwdziałania niebezpiecznej destabilizacji, łagodzeniu różnych sprzeczności, torowaniu drogi ku porozumieniu.

Jest wiele dowodów, iż Jan Paweł II w Watykanie uważnie śledził toczące się w Polsce wydarzenia na linii rząd-Solidarność. Prawdopodobnie ich analiza pozwoliła w encyklice „Laborem exercens” zawrzeć takie refleksje: Słuszne zabiegi o zabezpieczenie uprawnień ludzi pracy…muszą zawsze liczyć się z tymi ograniczeniami, jakie nakłada ogólna sytuacja ekonomiczna kraju. (…) Działalność związków zawodowych wkracza niewątpliwie w dziedzinę polityki, rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne. Równocześnie jednak, zadaniem związków nie jest uprawianie polityki (…) Trzeba podkreślić, że strajk pozostaje poniekąd środkiem ostatecznym. Nie można go nadużywać (…) zwłaszcza dla rozgrywek politycznych. Nie należy nigdy zapominać o tym, że nieodzowne usługi dla życia społecznego, winny być zawsze zabezpieczone, w razie konieczności nawet przy pomocy odpowiednich środków prawnych. Nadużywanie strajku może prowadzić do paraliżowania całego życia społeczno-ekonomicznego co jest sprzeczne z wymogami wspólnego dobra społeczeństwa. Sięgnijcie Państwo pamięcią do tamtego czasu i pomyślcie – czy Papież mylił się, czy napominał Solidarność, wręcz wzywał do umiaru i rozsądku. Czy nie warto o tym mówić naszej młodzieży?

Choć podobnie jak Episkopat wspierał Solidarność, to krytycznie patrzył na jej poczynania, czemu dał wyraz na spotkaniu z jej delegacją w lutym 1981r. w Watykanie mówiąc: Chodzi o to, aby sprawy dojrzewały do właściwego kształtu, żeby również wśród napięć, które rozwojowi tych spraw towarzyszą, zachować umiar i poczucie odpowiedzialności za to wielkie wspólne dobro, jakim jest nasza Ojczyzna. Przez pryzmat „dobra Ojczyzny” oceniał także działania Rządu i Premiera – Generała. 14 października 1981r. przyjął w Castel Gandolfo Józefa Czyrka, Ministra Spraw Zagranicznych. Zapoznał on Papieża z rządową oceną sytuacji w kraju i koncepcją Rady Porozumienia Narodowego, dla której chciał pozyskać poparcie, „błogosławieństwo” Papieża – jak pisze Generał. Nie chodziło o formalne uznanie, ale o jego wymiar praktyczny, konkretny – tj. takie działanie Kościoła, a ściślej Prymasa Glempa i Episkopatu, jak wyobraża sobie i oczekuje władza, sam Generał. Papież stanął na pozycjach realistycznych, widząc co dzieje się w kraju. Zgodził się zaangażować autorytet „młodego Prymasa” Józefa Glempa i Kościoła w pomysł Rady. Było to swego rodzaju opowiedzenie się Kościoła po stronie władzy i swoiste „przymuszenie” Solidarności do podjęcia działań z władzą dla „wspólnego dobra”. Taka postawa Papieża wsparła starania władzy o doprowadzenie do Spotkania Trzech, 4 listopada 1981 roku. Nazajutrz, Prymas udał się do Rzymu, gdzie Papież poparł takie formy współpracy Kościoła z władzą i opozycyjnym związkiem zawodowym. Oceniam, że po tej rozmowie Józefa Czyrka, inicjatywie Rady i Spotkaniu – choć nie przyniosło pilnie potrzebnych efektów, za co istotną odpowiedzialność ponosi Kierownictwo Solidarności – Generał i jego rząd zyskali pozytywną opinię w oczach Papieża. Znamienne są słowa z Komunikatu na zakończenie 181 Konferencji Episkopatu: Kraj nasz znajduje się w obliczu wielkich niebezpieczeństw. Przesuwają się nad nim ciemne chmury, grożące bratobójczą walką. Czy w tej ocenie Episkopat mylił się, wprowadzał w błąd Papieża i społeczeństwo? Czy zagrożenie widział tylko ze strony władzy czy także z szeregów Solidarności? Czy to nie była dobitna przestroga? Jak się okazało – wypowiedziana na dwa tygodnie przed stanem wojennym, ale o tym za chwilę.

Papież kilka razy w rozmowach z Generałem wracał do Solidarności, do warunków życia, losu zwykłych ludzi. Akcent ten dość mocno zabrzmiał 17 czerwca 1983 r. w Belwederze, w powitalnych słowach Generała: Mówi się, że Polska cierpi. Ale kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć? (…) Nie lękamy się osądu potomnych, będzie sprawiedliwy. Na pewno bardziej wyważony niż wiele współczesnych ocen. (… ) Kiedy państwo słabnie lub pogrąża się w bezrządzie – cenę płaci naród. My w Polsce tę historyczną prawdę znamy aż nadto dobrze. Przyświecała ona i przyświeca naszym działaniom. Nie szukamy jednak łatwych usprawiedliwień. Własne błędy osądzamy z bezprzykładną szczerością, choć nie tylko władza zawiniła. Nie ona zepchnęła kraj na krawędź katastrofy. Podczas rozmowy w Sali Pompejańskiej Belwederu, która rozpoczęła się od słów Papieża Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą, Generał poinformował Gościa, iż obecna konfiguracja geopolityczna, wielkie uzależnienie gospodarcze – szczególnie w dostawach ropy, gazu i innych surowców od ZSRR – nie daje żadnych szans na samodzielność. Kraj wiele miesięcy żył strajkami, „z czego chleba nie przybywało”, a niszczyły gospodarkę. Sankcje Zachodu „pchały nas jeszcze bardziej w objęcia RWPG”. Nasi sąsiedzi – CSRS i NRD – też mieli swoje kalkulacje, by do Polski wkroczyć. Pamięta wrażenie Papieża, „szczerze zmartwionego, zatroskanego. Chyba nie w pełni znał dramatyzm grudnia 1981 roku”. Na wywody Generała wyrażał ojcowską troskę o tych, którzy ucierpieli najbardziej, (…) mówił o podmiotowości społeczeństwa, aby wszelkie konflikty społeczne łagodzić i rozwiązywać stopniowo, (…) by chronić Ojczyznę przed niepotrzebnymi wstrząsami. Do tych myśli Papież nawiązał we Wrocławiu, mówiąc w homilii: Cały naród polski musi żyć we wzajemnym zaufaniu, a to zaufanie opiera się na prawdzie. Cały naród polski musi odzyskać to zaufanie, w najszerszym kręgu swej społecznej egzystencji. Przejrzystość słów zarówno dla rządzących jak i rządzonych jest oczywista, a mnie nie wypada pytać – o jaką prawdę chodzi dziś politykom, skoro podnoszona w tej publikacji sfera wiedzy jest oględnie mówiąc pomijana lub opacznie komentowana.

Gdy Papież pielgrzymował po kraju, Generał w jednym z wywiadów mówił: My, władze, zaczęliśmy dostrzegać pewne niepokojące rzeczy, które mogły zdestabilizować sytuację. (…) Nasz Gość był w bardzo trudnym położeniu, pod presją tłumów, które oczekiwały, że poprowadzi je na barykady (…) czuł silne przekonanie, że musi poprzeć ruch, wszystkie te narodowe i społeczne dążenia, które utrzymywały przy życiu jej członków (…) nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zmącić spokój i stabilizację, ale jedno słowo, rzucone przypadkowo mogło spowodować całkiem nową sytuację. Obawy, niepokoje i prośbę o rozmowę, Generał przedstawił na piśmie, które wysłannicy doręczyli w Częstochowie. Nawiasem mówiąc, kard. Stanisław Dziwisz w książce „Świadectwo” pisze, że Papież „złagodził odrobinę tekst Apelu”. Dowodzi to Wielkości Jego Świątobliwości, zrozumienia intencji władz. Do tej rozmowy – spotkania Papieża i Generała – doszło na Wawelu, 22 czerwca wieczorem. Generał mówił: Już na początku poinformowałem Papieża, że przewidujemy zniesienie stanu wojennego. (…) Odniosłem się również do samej pielgrzymki, że występuje nadmierna emocjonalność pewnych grup o zabarwieniu politycznym, (…) że po wyjeździe emocje mogą wzrosnąć i zakłócić proces normalizacji. (…) Papież słuchał bardzo uważnie, mówił o Lechu Wałęsie, o Solidarności”. Rozwinął i pogłębił opinie wygłaszane podczas pielgrzymki, w kontekście historycznym sięgał „po czasy przedrozbiorowe”. Dyskutując o politycznych trendach, roli związków zawodowych, sprawiedliwości społecznej, Papież opisał biedę w Meksyku i skonstatował: Generale, proszę się nie obrazić, ale ja nie mam nic przeciwko socjalizmowi – pragnę jedynie socjalizmu z ludzką twarzą. Generał ocenia, iż Papież akceptował ustrój w „krystalicznej formie”, wytykał jego „wykoślawienia”. Tu zachęcam Państwa Czytelników – wielokrotnie przypominajcie te słowa Papieża znanym opluwaczom PRL. Wyjaśniajcie, tłumaczcie ich historyczny sens młodemu pokoleniu.

Podczas rozmowy z Generałem w Watykanie (1987 r.) Papież stwierdził: Dla mnie delegalizacja Solidarności jest boleśniejsza, niż wprowadzenie stanu wojennego. Bowiem nie ma prawdziwej demokracji, bez wolnych i silnych związków zawodowych (to myśl z encykliki „Laborem exercens”, 1981 r.). Generał przyznał rację, przypomniał też ówczesną sytuację i zapytał: „Co stałoby się w kraju, gdyby rozhuśtała się ulica?” Analizy radzieckie na długo przed 13 grudnia wskazywały, że w ulicznych starciach oraz porachunkach może zginąć ok. pół miliona Polaków. Powtórzył, że odpowiedzialność za stan wojenny będzie dźwigał do końca życia, że wielu ludzi stanie przeciwko, ale w sytuacji Polski w 1981 roku, nigdy nie postąpiłby inaczej. Dla normalizacji sytuacji uczyni wszystko, ale wymaga to czasu „aż zbyt gorące głowy ochłoną”.

Na zakończenie III pielgrzymki, Papież i Generał rozmawiali przez 55 minut w salonie recepcyjnym na Okęciu. Była to kontynuacja spotkań, które stały się tradycją, świadczyły o dobrze układających się stosunkach Państwo – Kościół. Papież podzielił się obserwacjami, mówiąc, że ludzie sprawiają korzystne wrażenie, widać, że im się nie przelewa. (…) Nie ma biedy, nie ma bezdomnych, (…) Miejmy nadzieję, że będzie im się żyło lepiej i godniej. Generał podzielił tę nadzieję, a poprawa bytu, lepszego jutra Polaków nieustannie leży mu na sercu. (…) Władza pracuje nad porozumieniem z Solidarnością, które od pewnego czasu staje się „rodzajem warunku” w rozszerzeniu kontaktów z Zachodem. Zbliżeniu różnych środowisk, także opozycyjnych i władzy, służy powołanie Rady Konsultacyjnej, której członkami są osoby blisko związane z Kościołem. Generał mógł liczyć, że Papież, Kościół w Polsce wesprze te starania. Że nie były to nadzieje płonne, czas dobitnie pokazał.

Kolejne, ósme spotkanie odbyło się w 2001 r. Papież – choć schorowany (z trudem chodził i mówił) – przyjął Generała w przededniu 20. rocznicy stanu wojennego. Papież z troską mówił o zagrożeniach życia ludzi, o ofiarach, jakie Polacy ponoszą dla swej wolności, przywołał różne fakty z naszej przeszłości. Interesował się przemianami w kraju. Generał powiedział, że „najsmutniejszą pointą transformacji ustrojowej, dokonywanej rękami byłych działaczy Solidarności jest to, iż ani w Gdańsku, ani w Szczecinie nie ma już potężnych stoczni, w których ten ruch powstawał. Nie ma Ursusa, marnieje FSO i wiele innych zakładów – filarów Solidarności. Że 7,5 tys. „patriotów” wyceniło swoje zasługi dla wolnej Polski na blisko 2 miliardy złotych. Papież kręcił głową z niedowierzaniem. Rozmowa – podobnie jak poprzednie – upłynęła w serdeczniej atmosferze. Okazała się być ostatnią.

 

Dramat stanu wojennego

Na wstępie ciekawostka. Gdy na początku listopada 1981 r. uciekł do USA zdrajca Ryszard Kukliński, szef CIA wysłał do Papieża przedstawiciela z informacją, że Polsce grozi stan wojenny i „stosownymi sugestiami”. Jak wynika z udostępnionych wspomnień agentów, Papież uważnie go wysłuchał, podziękował za wiadomości, ale nie zajął stanowiska. Można tylko domyślać się powodów tego wymownego milczenia zważywszy, że na bieżąco znał sytuację w kraju z relacji Episkopatu i mediów. Wiedział, że poczynania Solidarności nie ułatwiają rozwiązywania nabrzmiewających problemów. Że wbrew własnej wizji roli i działalności związku zawodowego, zapisanych we wspomnianej encyklice, strajki zaczynają „paraliżować całe życie społeczno-ekonomiczne”, doprowadzą do „konieczności pomocy odpowiednich środków prawnych”. Jak wiemy, 30 października 1981 r. Generał przedstawił Sejmowi „środek prawny” – projekt ustawy o nadzwyczajnych pełnomocnictwach m.in. zawieszający prawo do strajku na okres do 30 marca 1982 r.

Nie został on rozpatrzony, o czym przesądził bezprecedensowy krok Prymasa. Wobec groźby strajku generalnego Solidarności, wystosował list doręczony posłom. Czy Papież mając m.in. wiedzę od CIA, liczył się z użyciem siły – trudno dociec. Pamiętajmy, że rok wcześniej, gdy groziła zbrojna interwencja, telefonicznie rozmawiał z Leonidem Breżniewem. Teraz sytuacja wewnętrzna była inna – to Polacy stawali się groźni sami dla siebie! Ze strony opozycji – ultimatum strajkowe oraz żądanie oddania władzy politycznej i państwowej. Ze strony władzy – wyczerpanie inicjatyw porozumień. I co dalej? Nie znam dokumentów wskazujących o czym Papież myślał, gdy pomysł z Radą Porozumienia po Spotkaniu Trzech upadł. Prawdopodobnie przyjął założenie, iż Generał – którego jeszcze osobiście nie znał – nie uczyni niczego, co byłoby sprzeczne z polską racją stanu. Inaczej mówiąc, zaufał odpowiedzialności Generała. To absolutnie nie oznacza, że „z góry” aprobował stan wojenny, a szczególnie użycie siły. Może jedynie świadczyć, że w tamtej sytuacji – poza dialogiem, porozumieniem, które stawały się fikcją – nie widział logicznego wyjścia. Ale to tylko domysł, a odpowiedź zna tylko Papież. Zaś cytowane słowa „Generał-patriota” zdają się ów domysł potwierdzać. Dziś wiemy, że nigdy i nigdzie nie potępił Generała, a wyrażał się ze zrozumieniem o koniecznościach władzy, wciąż apelując, by ludziom oszczędzać cierpienia.

Nie ulega wątpliwości – jak mówi Generał – że 13 grudnia Papież-Polak odczuł z wielkim bólem, tym bardziej, że nie mógł wówczas znać wszystkich, poprzedzających go okoliczności, faktów, zagrożeń. Potrafił jednak zrozumieć intencje oraz uwarunkowania, w jakich przyszło nam żyć i działać. Jako „człowiek stanu wojennego” odczułem to bardzo osobiście. O tym co dzieje się w Polsce, różne „rewelacje” wypisywała zachodnia prasa. Biskup Bronisław Dąbrowski, 22 grudnia 1981 r. rozmawiał z Papieżem, a relację zawarł w książce „Rozmowy watykańskie” – (Instytut Wydawniczy PAX, 2001), gdzie pisze: Po podpisaniu umów w Szczecinie i Gdańsku inne ośrodki robotnicze nie chciały być gorsze, dlatego naciskały na władze i nowe umowy podpisywano. Wałęsa był przeciwny, ale go nie słuchano. (…) Solidarność wbrew ostrzeżeniom Kościoła eskalowała wystąpienia i dążenia do władzy. Odmówiła wejścia do Rady Porozumienia, mimo że Wałęsa 4 listopada 1981roku zgodził się na wejście razem z Prymasem, u Premiera. Po spotkaniu z Premierem, Komisja Krajowa zdyskwalifikowała Wałęsę i oświadczyła, że Solidarność nie wejdzie do Rady Porozumienia (5-6 listopada 1981 r.) (…) zebranie Mazowsza w Politechnice 5-6 grudnia i powzięte uchwały zaalarmowały władze, szczególnie wyznaczenie manifestacji ulicznej na 17 grudnia 1981 roku. Nasze rozmowy na wszystkich szczeblach Solidarności nie dały wyniku (szczególnie w dniu 9 grudnia spotkanie u ks. Prymasa) (…) Komisja Krajowa w Gdańsku 11-12 grudnia 1981. Opinia Wałęsy – zbiorowa halucynacja, wielu uległo prowokacji. Opinia niektórych doradców o przebiegu obrad była podobna. I dalej: Ojciec Święty pytał o różne wydarzenia, o jakich mówi radio i TV włoska oraz piszą gazety. Stwierdziliśmy, że dużo w tym przesady, a nawet sfałszowania faktów. Tym lepiej, powiedział Ojciec Święty i dodał – widzicie, jak konieczny był wasz przyjazd, szkoda, że nie wcześniej. Męczę się tym, że nie znam prawdziwego stanu rzeczy. Tego dnia Biskup spotkał się też z kard. Casaroli. Pytał on – cytuję – Czy to prawda: że w Radzie Wojennej są Rosjanie (Kulikow), że gen. Jaruzelski bliski rozpaczy, że zabitych jest bardzo wielu, że internowanych przetrzymuje się w namiotach, że wywożą aresztowanych do Rosji, że biskupi nie mogą poruszać się po Polsce, że p. Mazowiecki nie żyje, że Wałęsa jest chory psychicznie. Wyjaśniłem wszystko zgodnie z rzeczywistością. Jako swoisty „fakt” mający potwierdzić rzekomą apokalipsę w Polsce podano, że zamordowany został Tadeusz Mazowiecki, za duszę którego 14 grudnia odprawił mszę żałobną w Katedrze Notre Dame w Paryżu kard. Jean Marie Lustiger. Udział wzięły nawet wybitne osobistości francuskie. Fakt ten publicznie dementował sam „uśmiercony”, choć w książce „Rok 1989 i lata następne”, nie wspomina, czy rozmawiał o tym z Papieżem.

Ksiądz Arcybiskup Józef Kowalczyk w książce „Świadectwo i służba”, m.in. pisze: Muszę powiedzieć szczerze i mam odwagę to powiedzieć: Jan Paweł II darzył pewnym szacunkiem gen. Wojciecha Jaruzelskiego, bo widział, że w tym człowieku jest jakiś duch patriotyzmu, duch dobra, jakaś wola obrony Polski. Nie przeprowadziłem nigdy rozmowy z Jaruzelskim na temat stanu wojennego. Ale musimy sobie z jednego zdać sprawę, że gdyby zarówno Jaruzelski, jak i cała ówczesna ekipa rządząca nie podjęli pewnych kroków i trudnych decyzji, wówczas bieg wydarzeń byłby trudny do przewidzenia. Każdy z nich poniósłby konsekwencje.

W 1993 r. Generał był w Rzymie na sesji Forum Światowej Polityki. Przy tej okazji gospodarze zorganizowali promocję książki pt. „Stan Wojenny. Dlaczego”. Papież przyjął Generała na prywatnej audiencji. Podczas rozmowy kolejny raz wrócił temat stanu wojennego. Widać, że leżał Papieżowi na sercu. Wtedy Generał podzielił się taką oceną: Do 13 grudnia mogło nie dojść, gdyby żył prymas Wyszyński, a Papież był w pełni sił (po zamachu wracał do zdrowia). Tylko ci dwaj wielcy Polacy, byli w stanie zdyscyplinować grupę najbardziej radykalnych działaczy, aby usiedli z nami przy stole i rozmawiali, zamiast podgrzewać nastroje. Rozwój wypadków uczynił go ostatecznością.

Generał nie jeden raz mówił, iż wprowadzenie stanu wojennego było dramatem, ale nie mniej gorzkie było to, że nie potrafiliśmy się porozumieć. Nieufność, zacietrzewienie, wrogość, zaślepiała obie strony. Nikt z nas nie jest bez winy. Nie dojrzeliśmy wówczas do historycznego kompromisu. Inna rzecz, czy w tamtych realiach był on możliwy i wykonalny”. W sensie historycznym – przeszliśmy przez ten burzliwy czas bez większych ofiar, bez rzeki przelanej krwi, nie tworząc przepaści, „nie paląc za sobą mostów” do przyszłych, pozytywnych rozwiązań. Było to zwycięstwo rozumu, rozsądku nad emocjami. Polacy pod przewodem Generała okazali się „mądrzejsi przed szkodą”. W tej „mądrości” są niepodważalne zasługi: Papieża, Kościoła, Rządu, liberalnego skrzydła partii (PZPR) i stronnictw politycznych, członków Solidarności.

Wiadomo z wiarygodnych źródeł, że Papież nie pomijał żadnej okazji, by zachodnim politykom i dyplomatom przypominać o dolegliwościach sankcji gospodarczych. Widział, że polską gospodarkę wpisano w polityczną walkę ze Wschodem. Nawiasem mówiąc, do czasu zniesienia stanu wojennego (22 lipca 1983 r.), szkody spowodowane różnymi formami sankcji osiągnęły sumę 13 mld dolarów. I znów ciekawostka – Ronald Reagan 7 czerwca 1982 r. złożył Papieżowi wizytę (upamiętnia ją forma pomnika w Gdańsku). Zaoferował pomoc żywnościową drogą charytatywną. Papież podziękował i nie omieszkał przypomnieć o konieczności ulżenia doli wszystkich Polaków. Natomiast odrzucił możliwość dotacji dla podziemnej Solidarności kanałami watykańskimi, informując gościa, że ma stały kontakt z rodakami.

 

Na zakończenie

Jan Paweł II w żadnej rozmowie nie pomijał problematyki człowieka. Akcentował podmiotowość osoby ludzkiej, konieczność poszanowania godności i praw. Na tym właśnie humanistycznym, personalistycznym fundamencie sytuował rolę państwa. Wskazywał, że powinno być ono silne poparciem społecznym. Zachęcał do szerokiego dialogu władzy z pluralistycznym społeczeństwem – pisał Generał.

Papież, przemawiając w Sejmie 11 czerwca 1999 r., m.in. mówił: Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian, za świadectwo godności i duchowej niezłomności tych wszystkich, którzy w tamtych trudnych dniach byli zjednoczeni tą samą troską o prawa człowieka, tą samą świadomością, iż można życie w naszej Ojczyźnie uczynić lepszym, bardziej ludzkim. (…) Dzisiaj zostało nam, zostało wam powierzone tamto dziedzictwo odważnych i ambitnych wysiłków podejmowanych w imię najwyższego dobra Rzeczypospolitej. Od was zależy, jaki konkretny kształt przybierać będzie w Polsce wolność i demokracja. (…) Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm…Wykonywanie władzy politycznej czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu.

Doceniam w pełni to, co Papież, co Kościół uczynili w Polsce, aby zwyciężyła wola dialogu, aby przeciwdziałać zacietrzewieniu, nienawiści, rozdarciu. Sądzę, że na tej drodze – mimo odmiennych czasami ocen i wniosków – zmierzaliśmy w podobnym kierunku” – napisał Generał. Zapamiętał Papieża jak pięknie słuchał, z jaką cierpliwością, uwagą. Nigdy nie przerywał. Ujmował rozmówców wrażliwością na ludzkie krzywdy i ludzką niedolę. Podróżując po świecie, zobaczył tej biedy niemało. Ta wrażliwość była zgodna ze społeczną nauką Kościoła. Ideały socjalizmu, te nie wypaczone, niewiele od tej nauki odbiegają.

Warto jeszcze przytoczyć niezwykle refleksyjną myśl prof. Stefana Wilkanowicza: „Serca Polaków są blisko Papieża, ale głowy od niego daleko”.

A co Państwo o tym myślicie? Jakie myśli, refleksje i nauki stąd płynące w 40. rocznicę pontyfikatu i 100-lecie odzyskania Niepodległości przekażecie swoim dzieciom i wnukom?

 

***

Jubileusz 40.lecia wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża media upamiętniły transmisją okolicznościowych koncertów. Pojawiły się różne ciekawostki i wspomnienia o duchowych nawróceniach i uzdrowieniach oraz myśli, iż metropolita krakowski zostanie „kiedyś” następcą św. Piotra. Redakcja uważa, iż szczególnie godne i ważne zapamiętania są odniesienia do nas i o nas – Polakach i Polsce. Mają one swą wymowę i znaczenie dziś, gdy dopiero co decydowaliśmy o przyszłości samorządnej Polski – naszych „małych Ojczyzn”. Stąd publikujemy wypowiedź gen. Wojciecha Jaruzelskiego, która obrazuje myślenie Papieża i Generała w kategoriach nadrzędnego dobra Polski.

 

***

 

Moje spotkania i rozmowy z Janem Pawłem II

 

…Co pozwalało znajdować wspólny mianownik? Uważam, że przede wszystkim wspólna nam polska gleba, myślenie w kategoriach nadrzędnego dobra Polski… Miarą wartości człowieka jest przede wszystkim to, ile wnosi on do dobra ogólnego, ile czyni, dla dobra innych – bez względu na motywacje, którymi się kieruje…

 

Wracam często myślą do naszych spotkań i rozmów, zachowując w pamięci moralne przesłanie i patriotyczną troskę głowy Kościoła o pomyślność Polski, o demokratyczny humanistyczny kierunek przeobrażeń.

W Ojczyźnie, w Europie, w wielu krajach, na wszystkich kontynentach, Wielki Syn naszego narodu zaskarbił sobie szacunek, uznanie i szczerą sympatię milionów ludzi. Szczególnie cenny jest intelektualny i moralny wkład Waszej Świątobliwości we współczesną filozofię pokoju, w idee sprawiedliwości społecznej i braterstwa, tak bardzo dziś potrzebne światu”.

Rozpocząłem swoją wypowiedź właściwie od końca, od zacytowania fragmentu listu, który skierowałem 15 maja 1990 r. do Jana Pawła II, w siedemdziesiątą rocznicę Jego urodzin.

A co było przedtem?

Nazwisko Karola Wojtyły zaczęło pojawiać się coraz częściej w pierwszych latach siedemdziesiątych. W moim środowisku politycznym mówiono wówczas, że jest to wyjątkowo utalentowany – ale jednocześnie trudny jako partner władz – hierarcha Kościoła.

Wynik konklawe był wielkim zaskoczeniem. Wiadomość o wyborze Papieża-Polaka dotarła do mnie w czasie posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR. Jego uczestnicy przyjęli tę informację z całą powagą. Z jednej strony było poczucie satysfakcji, rzekłbym nawet dumy, z drugiej zaś – zatroskanie, jak wybór ten wpłynie na skomplikowane przecież w owym czasie stosunki między państwem i Kościołem w naszym kraju. W sumie jednak byliśmy zgodni, że mamy do czynienia z wydarzeniem o wielkiej doniosłości, czemu należy dać stosowny, godny wyraz. I tak też się stało.

Później z rosnącą uwagą obserwowałem działalność Jana Pawła II. Przebieg pierwszej papieskiej wizyty w Polsce w 1979 roku śledziłem – tak jak miliony Polaków – w środkach masowego przekazu. Podczas drugiej wizyty byłem już w innej sytuacji. Był to czas trudny – trwał jeszcze stan wojenny, co prawda już zawieszony, ale formalnie nie zakończony. Wiem, jak głęboko Jan Paweł II przeżywał nasze polskie dramaty. Wymieniliśmy na ten temat kilka listów.

Pierwsze nasze spotkanie odbyło się 17 czerwca 1983 roku w Belwederze. Byłem silnie przejęty wyjątkowością tej chwili. Po powitalnych przemówieniach odbyła się dłuższa rozmowa. Papieżowi towarzyszył prymas Polski arcybiskup Józef Glemp. Ze strony władz uczestniczył przewodniczący Rady Państwa prof. Henryk Jabłoński i ja. Przedstawiłem naszą ocenę sytuacji, płynące z niej wnioski i zamierzenia. Papież słuchał z uwagą. Przekonałem się w czasie naszych wszystkich spotkań, że umie słuchać, że chce dobrze zrozumieć, wniknąć w głąb intencji swego rozmówcy. To bardzo ujmujące. Czy też, że – wypowiadając się jasno, zajmując konsekwentne stanowisko – nie czyni tego w sposób apodyktyczny, lecz spokojnie, perswazyjnie, gotów życzliwie wysłuchać racji rozmówcy, a niekiedy nawet wprowadzić szczyptę subtelnego humoru.

Może zwrócę uwagę na drobiazg, ale miało to dla mnie znaczenie. Otóż Papież, zwracając się do mnie, nie używał tytułów urzędowych, politycznych, lecz mówił po prostu „panie generale”. Jako żołnierz, wielce to sobie ceniłem i cenię.

Jak Jan Paweł II potrafił przemawiać, wiedzą dziś już nie miliony, ale chyba miliardy ludzi. Jak potrafi rozmawiać, wiedzą znacznie mniej liczni. Cieszę się, że dane mi jest do tych należeć. Odbyliśmy pięć dłuższych rozmów: wspomniana wyżej w Belwederze i następna na Wawelu pod koniec wizyty; kolejna w styczniu 1987 roku w Watykanie; wreszcie w czasie trzeciej papieskiej pielgrzymki w Polsce na Zamku Królewskim w Warszawie oraz kilka dni później przed odlotem, w pawilonie na lotnisku Okęcie.

Trudno w tej krótkiej wypowiedzi-co więcej, nie mając upoważnienia Papieża – przedstawić szeroko przebieg i treść tych rozmów. Jednak ich klimat, istota i przesłanie zostały mi głęboko w pamięci.

Gdy wracam myślą do rozmów z Janem Pawłem II, nieodmiennie mam poczucie ich wielkiej wagi. Każda była jakby krokiem naprzód, kolejnym etapem wzajemnego poznania i zrozumienia. Oczywiście były różnice, a zwłaszcza inaczej rozkładane akcenty. Trudno się temu dziwić – inny był punkt wyjścia, na wiele spraw spoglądaliśmy z odmiennej perspektywy. Dziś przyznaję, że

Papież umiał patrzeć dalej, głębiej.

Co jednak pozwalało znajdować wspólny mianownik? Uważam, że przede wszystkim wspólna nam polska gleba, myślenie w kategoriach nadrzędnego dobra Polski.

Karol Wojtyła jest niezwykle mocno związany z Ojczyzną. Wrażliwy na wszystko, co się w kraju dzieje, żywo reagujący na bieg polskich spraw, głęboko odczuwający całą ich złożoność, historyczne i współczesne powikłania. W naszych rozmowach Jan Paweł II niejednokrotnie wracał z bólem do epoki rozbiorów, do czasów okupacji. Odwołując się do minionych doświadczeń, wskazywał zło, na błędy, które przyczyniły się do nieszczęść Polski. Jednocześnie odwoływał się żarliwie do tych wielkich kart naszej historii, z których powinniśmy czerpać naukę, aby we współczesnym, skomplikowanym świecie stanąć jako naród i jako władza na wysokości zadania.

Pierwsze lata osiemdziesiąte były i w międzynarodowym, i w polskim wymiarze trudne. Rozkręcała się spirala zbrojeń, zaostrzały się stosunki między Wschodem i Zachodem. Odbijało się to wielce niekorzystnie na naszej polskiej sytuacji. Mówiliśmy o tym z troską. Ale właśnie na tym tle widziałem coraz pełniej szczególne, osobiste zaangażowanie Papieża w sprawę pokoju i zbliżenia między narodami.

Jan Paweł II w żadnej rozmowie nie pomijał problematyki człowieka. Akcentował podmiotowość osoby ludzkiej, konieczność poszanowania jej godności i praw. Na tym właśnie humanistycznym, personalistycznym fundamencie sytuował rolę państwa. Wskazywał, że powinno być ono silne poparciem społecznym. Zachęcał do szerokiego dialogu władzy z pluralistycznym społeczeństwem.
Z uwagą wsłuchiwałem się w te opinie, bowiem w swej intencji i istocie były mi bliskie. Chodziło przecież o porozumienie narodowe, o współpracę wszystkich Polaków – „niezależnie od tego, skąd kto pochodzi”. Doceniam w pełni to, co Papież, co Kościół uczynili w Polsce, aby zwyciężyła wola dialogu, aby przeciwdziałać zacietrzewieniu, nienawiści, rozdarciu. Sądzę, że na tej drodze – mimo odmiennych czasami ocen i wniosków – zmierzaliśmy w podobnym kierunku.

Pragnę w tym kontekście przytoczyć fragment listu, który Jan Paweł II skierował do mnie 22 listopada 1989 r.: „Panie Prezydencie, Niejednokrotnie wracam myślą do treści naszych rozmów. Widzę, że dobro Rzeczypospolitej i jej Obywateli stało się dobrem nadrzędnym. Nie przestaję modlić się i życzyć władzom oraz całemu narodowi, by wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”.

Mam głęboką nadzieję, że w słowach tych można odnaleźć echo tego, co dla mnie stanowiło o szczególnej wartości naszych spotkań i rozmów.

Papież niejednokrotnie dawał dowody, że rozumie dylematy władzy, jej obiektywne ograniczenia. Potrafił dostrzec i docenić każdy przejaw dobrej woli, krok ku lepszym rozwiązaniom. Stanowiło to cenne wsparcie dla pomyślnego rozwoju stosunków państwo – Kościół oraz państwo polskie – Stolica Apostolska.

We wszystkich rozmowach z Janem Pawłem II wyczuwałem Jego głębokie identyfikowanie się z losami Polski. Ujmowało mnie to, że stojąc na cele Kościoła Powszechnego, spełniając swoją uniwersalną misję, znajdował zawsze właściwe miejsce, czas i formę, aby zamanifestować swoją polskość. Dziś widać, jakże wyraziście, iż pontyfikat Papieża-Polaka przybliżył Polskę światu, niesie jej dobre imię, na wszystkie kontynenty.

Mówił: „Myślą i sercem nie przestałem być z narodem, z którego wyszedłem i do którego należę”. I zawsze o tym zaświadczał, jak choćby wówczas, gdy – świadom dotkliwych skutków, jakie naszemu społeczeństwu przynoszą restrykcje ekonomiczne – zapewniał mnie, że daje temu stosowny wyraz w kontaktach z mężami stanu państw zachodnich. Wykazywał nieustanną troskę o to, aby Polska zajmowała godne miejsce wśród narodów Europy i świata. Ze szczególną uwagą śledził to, co działo się w bezpośrednim otoczeniu naszego kraju. Żywo i życzliwie interesował się przebiegiem „pierestrojki”, jej szansami i zagrożeniami, nawiązywał do wspólnej słowiańskiej genealogii narodów tej części Europy. Świadomość geopolitycznych uwarunkowań naszego kraju wyrażała się również w zainteresowaniu problematyką niemiecką. Watykański punkt widzenia był ze zrozumiałych względów bardziej uniwersalny, ale Papież okazywał daleko idące zrozumienie dla ocen, które dyktuje polska racja stanu.

Jan Paweł II zna współczesny świat. Nie tylko ten bogaty, ale i biedny. Potrafi wznieść się ponad poziom tych, którzy na rzeczywistość polityczną czy gospodarczą patrzą w sposób biegunowy, posługując się do jej opisu tylko białym lub czarnym kolorem. Dostrzega wady i zalety różnych systemów społeczno-politycznych i ekonomicznych. Jest niechętny wszelkim postaciom monocentryzmu politycznego i kolektywizmu materialistycznego. Ale jest także wysoce krytyczny wobec organizacji społeczeństwa opartego na zasadach skrajnego indywidualizmu i konsumpcjonizmu, w którym gubi się sens ludzkiej wspólnoty. Z dużą też wrażliwością reaguje na plagi społeczne, na niesprawiedliwość, bezrobocie, nędzę i niedostatek. To niezwykle ważne składniki papieskiej refleksji nad współczesnym światem.

Dla Jana Pawła II oceną, miarą wartości człowieka jest przede wszystkim to, ile wnosi on do dobra ogólnego, ile czyni, dla dobra innych – bez względu na motywacje, którymi się kieruje. To bardzo bliska mi myśl. Powinna być ona dla wszystkich Polaków cenną inspiracją do działań rzeczywiście służących przyszłości.

Wojciech Jaruzelski

 

Powyższy tekst ukazał się w książce gen. Wojciecha Jaruzelskiego „Przemówienia 1990”, opublikowanej przez wydawnictwo MADO, Toruń, 2002.

 

 

Święty obrońca ubogich

Podczas niedzielnej mszy (14 października) w Watykanie papież Franciszek kanonizował siedmiu błogosławionych. Wśród nich znaleźli się m.in. Paweł VI (pontyfikat w latach 1963-1978) i salwadorski arcybiskup Oscar Arnulfo Romero – duchowny walczący o prawa obywatelskie i wsparcie dla najuboższych, zamordowany przez skrajnie prawicowe bojówki na usługach lokalnej junty wojskowej.

 

Salwadorczyk spotykał się z ignorancją i brakiem zrozumienia ze strony konserwatywnych hierarchów katolickich, także po jego męczeńskiej śmierci latami zwlekano z kanonizacją. Nową, pośmiertną drogę kapłana ubogich umożliwiło dopiero objęcie tronu Piotrowego przez nieco bardziej progresywnego Jorge Mario Bergoglio. Romero nieprzerwanie stanowi przykład wzorowego kapłana oraz dokładne przeciwieństwo zaściankowych i pazernych księży przedstawionych w „Klerze” Smarzowskiego. Może to właśnie postępowość i niezależność Romero spowodowała, że rodzime, prawicowe media od lat prezentują zakłamany wizerunek świętego i starają się wypaczyć jego obraz?

W dniu kanonizacji na portalu internetowym TVPiS, Romero uchodzący za jedną z ikon lewicy latynoskiej i teologii wyzwolenia, określony został mianem „przyjaciela chadeków”. Ale zanim papież postanowił ogłosić go świętym, obraz Romero na prawicy nie był tak kolorowy. Radykalnie prawicowy publicysta i historyk Sławomir Cenckiewicz w 2015 r. opluł Salwadorczyka na łamach tygodnika „Do Rzeczy”. Apologeta prawicowego autorytaryzmu uznał wtedy, że „przez blisko 35 lat było oczywiste”, że ksiądz z Salwadoru „zginął za społeczno-polityczną ideologię, której służył, nie zaś za sprawę Bożą i wiarę katolicką”.

Według naczelnego propagandzisty prawicy Romero popierał rewolucję komunistyczną i szukał uzasadnień dla stosowania siły przez „lewaków”. Cenckiewicz wypominał nawet, że arcybiskupa żegnało na pogrzebie „postępowe i liberalne duchowieństwo z całego świata, lewica i komuniści”. Zakończył zaś swój wywód następująco: „W każdym razie Oscar Romero służył złej sprawie i niewątpliwie życia za wiarę katolicką nie oddał, nawet jeśli któryś z hierarchów w swojej niemądrej wypowiedzi postara się go przyrównać do świętych Stanisława Biskupa czy Tomasza Becketta, których oddanie wobec Kościoła i obrona wiary katolickiej zaowocowały wieńcem prawdziwego męczeństwa”.

Na temat prawicowych ataków na „służącego złej sprawie” Romero można byłoby napisać pracę doktorską. Ludziom takim jak Cenckiewicz, czy osławiony redaktor Terlikowski z komunizmem i mitycznym „lewactwem” kojarzy się wszystko, co różni się od skrajnej prawicy i katolickiego fundamentalizmu. Ale kim naprawdę był abp. Romero i jak przysłużył się „złej sprawie”?
Legendarny duchowny urodził się w czerwcu 1917 roku w mieście Ciudad Barrios na górzystym południu kraju. Jako młody chłopak wstąpił do zakonu jezuitów, a następnie studiował teologię w San Salvador i Uniwersytet Gregoriańskim w Rzymie. W 1942 roku otrzymał święcenia, a dwa lata później powrócił do ojczyzny. Systematycznie piął się w górę w kościelnej hierarchii, pierwszym jego sukcesem było wejście w skład Konferencji biskupów Salwadoru. Uchodził wówczas za duchownego neutralnego politycznie i na tyle konserwatywnego, aby nie sprawiać problemów przełożonym. Cztery lata później otrzymał sakrę biskupią.

W tym czasie w kraju panoszyła się brutalna skrajnie prawicowa i proamerykańska junta wojskowa. Według Rodneya Castledena głównym sponsorem wojskowego reżimu był demokrata Jimmy Carter, którego administracja na wsparcie dyktatury przeznaczała dziennie około półtora miliona dolarów. Społeczeństwo terroryzowane było przez szwadrony śmierci i wspierające je bojówki. Gospodarka de facto należała do kilku najbogatszych rodzin latyfundystów, podczas gdy większość rodzin żyła w nędzy. Jedyną opozycją wobec junty byli marksiści i progresywni chrześcijanie. Tych ostatnich inspirowała teologia wyzwolenia, toteż zwalczani byli zarówno przez juntę, miejscowych hierarchów, jak i papiestwo.

Zanim Romero zaczął działać w opozycji, najbardziej znanym krytykiem reżimu i obrońcą praw człowieka był o. Rutilio Grande. Ksiądz ten bronił chłopów pracujących na plantacjach trzciny cukrowej, za co w marcu w 1977 roku został zamordowany. Uznawany dotychczas za konserwatystę arcybiskup przejął pałeczkę naczelnego opozycjonisty kraju. W najbliższą niedzielę Romero zabronił celebracji mszy w całym kraju, jedynym miejscem, w którym odprawiono mszę, była katedra w San Salvador. Mszę osobiście celebrował arcybiskup.

Dwa lata później Romero pojechał do Watykanu, gdzie spotkał się z Janem Pawłem II. Arcybiskup przedstawił papieżowi dokumenty poświęcone sytuacji praw człowieka w latynoamerykańskim kraju. Według części historyków papież skrytykował postawę Romero i nie obdarzył go zaufaniem. Po audiencji od Romero odwróciła się większość salwadorskich biskupów, którzy w maju tego samego roku wysłali do Rzymu list ze skargą na arcybiskupa. Duchowni zarzucali Romero, że usiłuje on zyskać osobistą popularność i podżega do rewolucji.

Wolta duchownych (tylko jeden z grona biskupów pozostał wierny Romero) umożliwiła juncie podjęcia krokowi zmierzających do likwidacji zasłużonego obrońcy praw człowieka. Romero otrzymywał pogróżki, a w końcu pod ołtarzem w jego kościele znaleziono ładunek wybuchowy. Niezłomny arcybiskup nie zrezygnował z walki z niesprawiedliwym ustrojem, w swoich kazaniach krytykował nie tylko miejscowych aparatczyków, ale również apelował o pomoc do społeczności międzynarodowej i wzywał prezydenta Cartera o wycofanie się z poparcia dla reżimu.

24 marca 1980 roku walkę arcybiskupa przerwał zamach na jego życie. Ksiądz został zastrzelony podczas celebrowania mszy świętej. Pogrzeb bohatera walki o demokrację zgromadził ponad milion osób z całego świata. Mordercami kapłana byli najprawdopodobniej członkowie salwadorskiego szwadronu śmierci przeszkoleni w finansowanej przez CIA Szkole Ameryk.

Celem arcybiskupa był Salwador demokratyczny i solidarny, pozbawiony niesprawiedliwości społecznej i ucisku. Czy szeroko rozumiana równość społeczna i wolność nie była celem przyświecającym działalności Jezusa i pierwszych chrześcijan? Pozostaje więc zadać pytanie, kto ma więcej wspólnego z oryginalnym chrystianizmem – arcybiskup Romero, czy skrajna i nierzadko neoliberalna prawica gardząca egalitaryzmem?

Gdzie jest „pokolenie JP II”?

W największym państwie Ameryki Łacińskiej, w I turze wyborów prezydenckich, przygniatającą liczbę głosów uzyskał mizogin, rasista, homofob wielbiciel krwawych dyktatur latynoamerykańskich, admirator doktryny neoliberalnej w gospodarce i sprawach społecznych, entuzjasta prezydentury Trumpa – Jair Messias Bolsonaro. W Polsce sąd skazał Jerzego Urbana na karę ponad 120 tys. z art. 196 (obraza uczuć religijnych), za grafikę z Jezusem o zdziwionej twarzy. Szokuje wymiar kary pieniężnej, bo procesy tego typu odbywały się już nad Nergalem, Kozyrą czy Dodą, ale z taką nawiązką za obrazę uczuć religijnych opinia publiczna się nie spotkała. Te wydarzenia tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Kult Jana Pawła II w Polsce zawsze miał wymiar groteskowy, infantylny i bałwochwalczo pogański. Serwilistyczne media niegdyś powołały do życia i nieustannie mieliły w różnych konfiguracjach retorycznych, termin „pokolenia Jana Pawła II”.Nadwiślański mainstream – od lewa do prawa (poprzez tzw. liberałów i mikroskopijne, co dziś widać, środowiska „katolików otwartych”) – nigdy nie zdobył się na racjonalne, zdystansowane, pozbawione ludyczności oraz bezrefleksyjnej manifestacyjności podejście do tego dorobku. Pęd ku coraz to nowym pomnikom papieża nosił i nosi cały czas znamiona idolatrii. Nawet dziś, kiedy sprawa pedofilii w Kościele tak ekscytuje opinię publiczną, o niechlubnej roli papieża Polaka (np. relacjach JP II z „umiłowanym synem” Marcialem Macielem Degollado) mówi się półgębkiem, jakby pobocznie.
Polscy bezkrytyczni entuzjaści tego pontyfikatu – ci tzw. liberalni również – przypisują mu fałszywie liczne zasługi, ignorując, że papież odrzucał wszystko to, co charakterystyczne dla demokratycznego i oświeceniowego porządku społecznego: pluralizm, tolerancję, prawa kobiet i mniejszości seksualnych, zdobycze socjalne świata pracy (encyklika „Laborem exercens”, niby najdonioślejsza w tej mierze praca papieża to powielenie tez Karola Marksa, zwłaszcza w kontekście antynomii pracy i kapitału, ale podlana religijnym, korporacjonistycznym w stylu Piusa XI, sosem). Był jawnym wrogiem zwiększenia roli kobiet w Kościele, zniesienia celibatu, osiągnięć genetyki, ginekologii czy seksuologii, a nawet wolności badań teologicznych. Od Vaticanum II nie było tylu prześladowanych przez Kongregację Doktryny i Wiary kapłanów.
Pacyfikacja ożywczego prądu teologii wyzwolenia, stłumienie w obrębie latynoamerykańskiego katolicyzmu tych idei i debaty, zaowocowało zwycięstwem wyznań ewangelikalnych rodem z USA, niesłychanie konserwatywnych światopoglądowo, często skrajnie neoliberalnych i uprawiających kult zysku, rywalizacji, konkurencji. To z tego typu wspólnot rekrutuje się elektorat ultraprawicowy, popierający rozwiązania à la Bolsonaro, bądź prawicowo-populistyczny Mariny Silvy de Lima.
Psycholog społeczny Jarosław Klebaniuk stwierdził w 2011 r. w rozmowie z Piotrem Szumlewiczem, że pokolenie JP II to medialny twór zakorzeniony bardziej w formie reklamowomentalnej niż w identyfikacji i przestrzeganiu papieskiego nauczania. Czyli emocjonalno-afektywny humbug podparty prawicowym, tradycjonalistycznym, niechętnym wszystkiemu co inne katolickim fundamentalizmem. A jednak pokolenie JP II istnieje. Nie w formie autoidentyfikacji, nie w przestrzeni dosłownej organizacji, ale w formie nieformalnych grup osób skłaniających się ku określonej wizji świata: ultra-zachowawczej, konserwatywnej, opartej o paternalistyczno-hierarchiczne wartości, które limitują ich decyzje i wybory bez względu na pozycję w drabinie społecznej, deklarowane poglądy polityczne, status majątkowy etc. To pokolenie jest w Platformie Obywatelskiej, Nowoczesnej, ale przede wszystkim w Prawie i Sprawiedliwości, Kukiz’15, ONR-ze, kibolach pielgrzymujących na Jasną Górę. Także i w różnych odłamach tzw. polskiej lewicy. Ono ma twarz byłego księdza Jacka Międlara, ks. prof. Dariusza Oko, ks. Romana Kneblewskiego, o. Tadeusza Rydzyka. O hierarchach, którzy otrzymywali od papieża birety i kapelusze szkoda nawet wspominać.

Wspólne dobro – nasza Ojczyzna

„Mówi się, że Polska cierpi. Ale kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć?” – gen. Wojciech Jaruzelski
„Przybywam, ażeby być z moimi Rodakami, w szczególnie trudnym momencie dziejów Polski po II wojnie światowej” – Jan Paweł II

 

Mija 35 lat od chwili wypowiedzenia powyższych sentencji w Belwederze, podczas uroczystych przemówień powitalnych na rozpoczęcie II pielgrzymki w Polsce. Był to czas szczególny: trwał zawieszony stan wojenny; minęło 2 lata od zamachu na Placu Św. Piotra, toczyło się śledztwo w sprawie tzw. wątku bułgarskiego – obawy o bezpieczeństwo Gościa i pielgrzymów w niezbyt „spokojnej” Polsce, nie tylko u władzy były wyczuwalne, choć nie były nagłaśniane. Od lat są bagatelizowane, czasami pokazywane jako działanie „na złość”.
Papież chciał odwiedzić Polskę w sierpniu 1982 r., z okazji jubileuszu 600. lecia Obrazu Matki Boskiej na Jasnej Górze. Biskupi polscy – co oczywiste – byli zdania, iż druga pielgrzymka „stanie się znakiem łaski Bożej i spotęguje jedność Polaków między sobą”. Grupy opozycyjne były przeciwne, gdyż – jak mówiono – służyłaby legitymizacji trwającego stanu wojennego, a nie interesom społecznym. Władza – podobnie jak biskupi – widziała w niej wiele pożytku, ale wewnętrzna sytuacja wskazywała, iż byłaby przedwczesną. Generał 21 lipca 1982 r. w Sejmie mówił: „Rząd uważa, iż aby wizyta przyniosła owocne dla Państwa i narodu skutki, powinna być starannie przygotowana. Przede wszystkim zaistnieć muszą dla niej właściwe warunki. Należą do nich w szczególności: spokój w kraju, ustanie działań zagrażających bezpieczeństwu państwa, osiągnięcie niezbędnego stopnia normalizacji. Takie warunki przyjęcia Papieża odpowiadać będą powadze i doniosłemu znaczeniu tej wizyty”.
Do kogo faktycznie przybywał Papież? Czytając różnego rodzaju publikacje, w tym prasowe i opracowania traktujące o przygotowaniu i przebiegu tej – na swój sposób szczególnej – pielgrzymki, jak pewna nić, przewija się pytanie (może naiwne i dziwne) – do kogo faktycznie przybywał Papież? Generał powitanie Gościa rozpoczął słowami – „Witam serdecznie Waszą Świątobliwość w Ojczyźnie Polaków – w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Po raz wtóry pątniczy gościniec przywiódł głowę Kościoła rzymskokatolickiego w rodzinne strony, na polską ziemię. Z niej się wszyscy wywodzimy. Ona jest naszą matką”. Papież na Okęciu klęcząc całuje ojczystą ziemię a później mówi – „to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną”. Proszę, zwróćcie Państwo uwagę na słowa – „Ojczyzna Polaków”, „polska ziemia jest naszą matką”. Obaj Wielcy Polacy używają tych samych słów! Wiem, ktoś może się żachnąć, że znaczyły co innego. Opozycja, Solidarność odczytała je jako powitanie Papieża właśnie i tylko z nią, ponad głowami „dzierżących władzę”. Wtedy i dziś nie pamięta, iż do stanu wojennego sama przyłożyła rękę. Odpowiem, że dla milionów miały tę samą wspólną, jednaką konotację: Polak, rodak, brat… Papież odpowiadając na słowa powitania, m.in. mówi – „Przybywam, ażeby być z moimi Rodakami, w szczególnie trudnym momencie dziejów Polski po II wojnie światowej. Równocześnie nie tracę nadziei, że ten trudny moment może stać się drogą do społecznej odnowy, której początek stanowią umowy społeczne zawarte przez przedstawicieli władzy państwowej z przedstawicielami świata pracy”.
Tymi Rodakami dla Gościa są m.in. towarzysze – Jaruzelski, Kiszczak, Barcikowski, Rakowski, także Zofia Grzyb i Jerzy Romanik, członkowie Solidarności i zarazem członkowie Biura Politycznego KC PZR oraz – niewątpliwie: Anna Walentynowicz, Lech Wałęsa, bracia Kaczyńscy i inni członkowie Solidarności, partyjni i bezpartyjni, wszyscy Polacy, bez względu na wyznawane wartości i przekonania polityczne.

 

Cierpienie nie jeden ma wymiar

Był to „trudny moment dziejów”, trwał zawieszony stan wojenny. Papież wiedział co mówi, znał okoliczności jego wprowadzenia, m.in. ze źródeł zachodnich. Generał witając Gościa, mówił-„Znany powszechnie bieg wydarzeń sprawił, że podjęliśmy dramatycznie trudną, lecz konieczną decyzję… w drodze ostatecznego wyboru… Mówi się, że Polska cierpi. Ale kto zważył na szali bezmiar ludzkich cierpień, udręk i łez, których udało się uniknąć?” Kto dziś po 35 latach może podać dowody podważające tę ocenę? Czy nie jest miarodajną opinia Polaków, którzy na znane próby degradacji Generała w sondażu internetowym w ponad 50 proc.  odpowiedzi wskazali na konieczność stanu wojennego, co nigdy i nigdzie nie oznaczało aprobaty jego dolegliwości, a właśnie zrozumienie ówczesnej sytuacji i ciężaru tej decyzji w wielu wymiarach, tak dla Generała jak i milionów Polaków.
Cierpienie ma wiele wymiarów, znaczeń, co wszyscy wiemy. Wtedy głównie szło o osoby internowane i ich rodziny, ograniczenia wewnętrznych swobód obywatelskich, na czele z destrukcyjną działalnością Solidarności. Papież dobrze wiedział, iż Jego wysiłki w doprowadzeniu do porozumienia z Solidarnością przez Spotkanie Trzech okazały się fiaskiem, bynajmniej nie z winy władzy. Postawmy tu sobie pytanie – czy władze Solidarności, wprawdzie zdelegalizowanej chciały rozmawiać z władzą? Kto odważy się dziś na obiektywną, udokumentowaną tego ocenę? Starsi Polacy pamiętają jej zachowania, postawy, nie było w nich pokory, chęci porozumienia … Generał w Belwederze otwarcie mówił Papieżowi – „w obecnej chwili nie nawiązaliśmy kontaktów z Solidarnością, zwolniliśmy osoby internowane” oraz, że trzeba poczekać „aż gorące głowy ochłoną”. Można to dziś odczytać jako brak uniżoności, postawę wyczekującą. Właśnie internowani – było ich 10552, w tym prawie 3 tys. 2, a nawet 3 – krotnie. Stefan Niesiołowski – Myszkiewicz w stanie wojennym był internowany dwa razy, po pół roku: Jaworze i Darłówek. Wspomina: „Była to niewola, ale jej warunki były bardzo dobre, nie porównywalne z więzieniem. I korzystając z okazji, dziękuję za to gen. Jaruzelskiemu. Bez żadnej ironii. Doceniam to, że nie chciał nadużywać przemocy ponad potrzebę. Nie było żadnego upokarzania internowanych, żadnego przymusu w stosunku do rodzin. Jedyną represją był brak wolności… Okrągły Stół i pierwsze wolne wybory, były dla mnie prawdziwym zaskoczeniem.” („T” z 31.01-1.02.09) – ocenę pozostawiam Państwu. Do tego należy dodać ok. 40 tys. rozmów przeprowadzonych z osobami podejmującymi podziemne działania opozycyjne. Ktoś zapyta – o czym to świadczy? Odpowiedź ma kilka wątków. Wtedy, a z dystansu czasu widać jeszcze wyraźniej, że początkowo można było znacznie mniej osób internować, szczególnie spośród lokalnych aktywistów Solidarności. Zabrakło tu czytelnych wytycznych Kierownictwa MSW. Nad rozsądkiem funkcjonariuszy SB i MO przeważyły różne animozje, niskie pobudki i „chęć uciszenia” opornych, co w sumie dało efekt odwrotny do celu. Generał mówił o tym w kilku wywiadach, napisał w książkach, np. „Stan wojenny”, wielokrotnie przepraszał publicznie za doznane krzywdy i upokorzenia, zaś niektóre osoby imiennie, np. Izabelę Cywińską.
Podane wyżej liczby świadczą o skali nienawiści i zapiekłości tych prawie 3 tys. osób. Nie chcieli, nie potrafili zrozumieć konieczności respektu dla wprowadzonego prawa – decyzji Rady Państwa o stanie wojennym. Teraz ta pielgrzymka – słuszne oczekiwanie wielu uczciwych członków Solidarności, milionów Polaków na słowa Papieża o cierpieniu, o bólu i pragnieniu duchowej ulgi, pocieszenia czego im nigdy i nigdzie nie szczędził. Słowa te, adresowane do osób rzeczywiście skrzywdzonych, przykryły, wręcz na swój sposób „uświęciły” tamto zaślepienie, zacietrzewienie nienawiścią. Kardynał Józef Glemp przyznał w wywiadzie: „Ludzie przesadzali w eksponowaniu swoich cierpień”. W jednym z wywiadów Generał m.in. mówił – „Gdy Papież pielgrzymował po kraju – my, władze, zaczęliśmy dostrzegać pewne niepokojące rzeczy, które mogły zdestabilizować sytuację… Nasz Gość był w bardzo trudnym położeniu, pod presją tłumów, które oczekiwały, że poprowadzi je na barykady…czuł silne przekonanie, że musi poprzeć ruch, wszystkie te narodowe i społeczne dążenia, które utrzymywały przy życiu jej członków… nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zmącić spokój i stabilizację, ale jedno słowo, rzucone przypadkowo mogło spowodować całkiem nową sytuację”. Pytany przez dziennikarzy przyznał, iż „13 grudnia Papież-Polak odczuł z wielkim bólem, tym bardziej, że nie mógł wówczas znać wszystkich, poprzedzających go okoliczności, faktów, zagrożeń. Potrafił jednak zrozumieć intencje oraz uwarunkowania, w jakich przyszło nam żyć i działać”.
„Doczernianie” stanu wojennego, nie tylko podczas tej, ale wszystkich pielgrzymek Papieża oraz przy niemal każdej okazji trwa u nas już 35 lat. Może nadejdzie czas, by prawda o tej, ciemnej stronie działaczy Solidarności, którzy też poprzez transparenty domagali się od Papieża uznania ich nienawiści i obłudy za „dobre cierpienie”, uzyskała możliwie obiektywną ocenę, rzeczywisty wymiar.

 

Nadzieja na odnowę

Papież mówi o nadziei na „społeczną odnowę, której początek stanowią umowy społeczne zawarte przez przedstawicieli władzy państwowej z przedstawicielami świata pracy”. Sejm na wniosek rządu powołał Nadzwyczajną Komisję Sejmu ds. kontroli realizacji porozumień sierpniowo – wrześniowych. Wszystkich, którzy dają wiarę rozpowiadanym i od lat powtarzanym różnym insynuacjom, pomówieniom i oskarżeniom władzy, że bojkotowała realizację 21 postulatów – odsyłam do jej protokołów. Przewodniczył światowej sławy uczony, prof. Jan Szczepański. Profesor już w lipcu 1981 r. informował Sejm, że skutki ok. 700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów, dwukrotnie przekroczyły dochód narodowy (proszę wskazać gospodarkę, kraj na świecie, który mógłby je szybko zrealizować, warto zastanowić się jak wyglądałoby to dziś, w 2018 r.). Lawina pieniądza pustoszyła rynek. Związana z tym panika poprzez wykupywanie „na zapas”, pojawiających się niektórych towarów, pogłębiała niedobory. Szalała spekulacja. W konsekwencji nie kończące się kolejki, puste półki, brak elementarnych artykułów, zakłócenia nawet w zaopatrzeniu kartkowym. W tym miejscu trzeba przypomnieć długotrwałe protesty i strajki, żądające niezwłocznego wprowadzenia np. wszystkich wolnych sobót. Komisja ta w 1981 roku odbyła 13 posiedzeń, a protokoły liczą 296 stron. Rząd swoje sprawozdanie z realizacji tych porozumień, opublikował w czerwcu 1981 r. (liczy 50 stron). Szczegółowe sprawozdania za kolejne lata, tj.: 1982 – 1985, każdego roku były publikowane w sierpniu (są do wglądu w „Trybunie Ludu”). Zachęcam świat nauki, polityki i publicystyki, którym idee Solidarności są bliskie, by – mówiąc wprost – wzięli do ręki kalkulatory oraz te dokumenty, naukowe opracowania, pokryte kurzem archiwalnym i zechcieli skrupulatnie policzyć, skalkulować możliwości realizacyjne ówczesnej gospodarki, w zakresie 21 postulatów.
Pouczającą lekcją historii i prawdy o Solidarności może być jej rola i postawa w uszanowaniu apelu Premiera – Generała o 90 spokojnych dni, na podjęcie wdrożenia pakietu 10 punktów zamierzeń. Sięgnijmy pamięcią do tzw. wydarzeń bydgoskich (marzec 1981 r.) w roli wiodącej z Janem Rulewskim, czy tzw. białym marszem matek z dziećmi w Łodzi, nie mówiąc o innych, jakże „patriotycznych” protestach. W encyklice Laborem exercens (1983) Papież zwraca się do związków zawodowych w następującym fragmencie: „Trzeba podkreślić, że strajk pozostaje poniekąd środkiem ostatecznym”.15 września 1981: biskupi polscy przestrzegają przed konfrontacją: „W ostatnich tygodniach napięcia doszły do takiego stanu, że trzeba ponownie odnaleźć drogę do wspólnego stołu obrad i szukać rozwiązań, które uzyskają społeczną akceptację”. Ten fragment komunikatu z Konferencji Episkopatu Polski, parę dni później powtórzył dosłownie Jan Paweł II, zwracając się do Polaków w Castel Gandolfo. Mówił: „Sprawy doniosłe i trudne, o jakie chodzi (…) muszą być rozwiązywane na drodze dialogu, a nie na drodze konfrontacji” („Tygodnik Powszechny”, nr 39 z 27.09.1981). Niech i te słowa posłużą Państwu do refleksji.
Warto dziś zastanowić się nad taką sentencją Generała: „Porozumienie narodowe jest Polsce niezbędne. Ostatni okres przyniósł znaczący w tej mierze postęp. Różnice światopoglądowe nie są na niej przeszkodą. Ojczysty dom jest wspólnym dziełem wszystkich, którzy go wznosili i wznoszą. Podstawowe dziś podziały istnieją między tymi, którzy kraj budują i tymi, którzy w tym budowaniu przeszkadzają. Nasze prawo nie karze za poglądy. Zabrania jedynie antypaństwowych, sprzecznych z Konstytucją działań. Kto je uprawia lub popiera, kto prowadzi nieuczciwą grę, ten nie zasługuje na wiarę”. Papież wysłuchał uważnie.
Generał witając Gościa, m.in. mówił – „Odnowa w życiu państwowym, społecznym, gospodarczym – staje się prawnie i faktycznie nieodwracalna. Leży nam głęboko na sercu zdrowie moralne narodu, zwalczanie przywar i złoczynienia, troska o młodzież, o rodzinę, o matkę i dziecko (nawiązał do rozpoczętej budowy Szpitala Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi) …Borykamy się z przeciwnościami. Dotkliwe są ludzkie bolączki. Niemało jeszcze urazów i goryczy… Rozumiemy niepokój Papieża-Polaka o losy ojczystego kraju. Z wielką powagą traktujemy nacechowane duchem miłosierdzia i patriotycznym zatroskaniem myśli i apele”. Zapytam – czy dziś jest ich mniej, gdzie szukać wyjaśnień obecnego stanu, wciąż rosnącej nienawiści, zemsty i społecznego niezadowolenia. Mając pełną świadomość tej sytuacji, Generał otwarcie przyznał – „Nie szukamy jednak łatwych usprawiedliwień. Własne błędy oceniamy z bezprzykładną szczerością, choć nie tylko władza zawiniła”… Kończył ten wątek deklaracją – „Potwierdzam naszą wolę zniesienia stanu wojennego, a także zastosowania humanitarnych rozwiązań. Jeśli sytuacja w kraju rozwinie się pomyślnie, może to nastąpić nawet w nieodległym terminie”. Podczas rozmowy z Papieżem w Krakowie, zamiar ten powtórzył. Wiemy, iż miesiąc później został zniesiony.
Przyznać należy, iż mimo deklaracji Episkopatu i wsparcia Papieża proces budowy porozumienia przez Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego (PRON), grzęzł w miejscu, gdyż „opór materii” (czytaj: sprzeciw „panny S”), dyskretnie aprobowany przez hierarchów Kościoła i jawnie przez część księży na „patriotycznych nabożeństwach” – dał mizerny efekt. Na nic zdało się przewodnictwo Jana Dobraczyńskiego, działacza katolickiego i pisarza oraz wsparcie kilku organizacji katolickich. Na tym polu nadzieja Papieża na „społeczną odnowę” pozostała szlachetnym pragnieniem. Episkopat po tej pielgrzymce miał i konsekwentnie realizował inne cele. Jednym z nich było budownictwo sakralne. Kto z Państwa pamięta uciążliwość niedoborów i reglamentację różnych materiałów budowlanych, wyposażenia budynków, w tym dotkliwe braki mebli. Ludzie chcieli budować domy, poprawiać swój byt. Pamiętam z autopsji kilka przykładów, gdzie pierwszeństwo na te materiały dla Kościoła wywoływało wiele goryczy i potępiających władze ocen, co nie mogło sprzyjać „społecznej odnowie”. Kiedyś, w latach 90. zapytałem Generała czy słyszał opinię, że jest „budowniczym kościołów”. Znał ją, podzielił się i innymi oceanami, niezbyt o sobie pochlebnymi. A tak dla własnej ciekawości, sprawdźcie Państwo, ile kościołów było w Polsce przed wojną, ile było zniszczonych przez hitlerowców i odbudowanych przez pogardzanych „komuchów”. Ile ich wybudowano, wraz z obiektami towarzyszącymi, np. plebaniami w latach 80. To będzie pouczająca lekcja, zwłaszcza w roku obchodów 100. lecia Niepodległości.
Natomiast Rada Konsultacyjna, poparta przez Episkopat, z inspiracji Papieża spełniła istotną rolę, w czym zasługi najbliższego kręgu osób Generała są widoczne. Niech więc nikogo nie zdziwią słowa Papieża z listu do Generała-„Panie prezydencie – niejednokrotnie wracam myślą do treści naszych rozmów. Widzę, że dobro Rzeczypospolitej i jej Obywateli stało się dobrem nadrzędnym. Nie przestaję modlić się i życzyć władzom oraz całemu narodowi, by wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”. (22.11.1989 r.). Zastanówcie się Państwo, to przecież swoista ocena władzy dekady lat 80. na czele z Generałem. Ale także zachęta dla naukowców i Państwa do rzetelnej analizy i oceny, kto i jak ze strony Solidarności „wokół tego dobra skupił swoje siły i całą dobrą wolę”.

 

Życie w prawdzie

Na Stadionie Dziesięciolecia, nie wiedzieć czemu opozycja nazwała na tę okoliczność Stadionem Praskim, Papież do zgromadzonych wiernych m.in. mówił – „Człowiek jest powołany do odnoszenia zwycięstwa…Do zwycięstwa nad tym, co krępuje naszą wolę i czyni ją poddaną złu. Zwycięstwo takie oznacza życie w prawdzie, prawość sumienia, miłość bliźniego, zdolność przebaczania, rozwój duchowy naszego człowieczeństwa”. Natomiast w Częstochowie objaśnia słowo „czuwam”. Pyta – „co znaczy czuwanie? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro. a ze zła staram się poprawić, przezwyciężając je w sobie”.
Czym, w świetle i rozumieniu cytowanych słów była próba pośmiertnej degradacji Generała i innych osób, „zwycięstwo” jakiej „prawdy” miała potwierdzić? Czym jest ustawa represyjna, z 2016 roku, ograniczająca ponad 50 tys. osób emerytury i renty funkcjonariuszom MSW i żołnierzom. Przyznam, iż w skrytości ducha liczyłem, iż po przesłuchaniu 28 lutego w UE, zorganizowanym przez posłów: Krystynę Łybacką, prof. Bogusława Liberadzkiego i Janusza Zemke, sytuacja ulegnie choćby „lekkiej” poprawie. Zabrali głos m.in.: Piotr Wróbel, który rozbił mafią pruszkowską, zwerbował „Masę”, likwidował największe hurtownie amfetaminy, ma obniżoną emeryturę; Wojciech Raczuk, ranny sześcioma kulami w pościgu za bandytą (inwalida II grupy), ma obniżoną rentę do 854 zł, a jego żona, telefonistka w MSW ma obniżoną emeryturę do 1 tys. zł.; Ewa Macek, wdowa po inwalidzie II grupy, też inwalidka ma rentę po mężu obniżoną do kwoty 854 złotych. W liście do Prymasa Polski wspomniałem Barbarę Karaśkiewicz, cierpiącą cukrzycę, ma obniżoną emeryturę do 1070 zł. Jakże byłem naiwny (nie pierwszy raz), licząc, że władza kierowana przez matkę księdza Tymoteusza i „cicha sugestia” Episkopatu, dla własnego, „ludzkiego” wizerunku, cofnie chociaż niektóre zabójcze decyzje. Wydaje się, iż szybciej „kamienie zaczną mówić” – jak nauczał Chrystus, niż zmiękną kamienne serca władzy i Episkopatu. Przy innej okazji, Jan Paweł II w swoim nauczaniu min. pyta i wyjaśnia – Jakże człowiek może miłować Boga, którego nie widzi, jeśli nie miłuje brata, którego widzi? Brata, pod tym samym dachem, przy tym samym warsztacie pracy, na tej samej ziemi ojczystej… Zapamiętajcie Państwo te postawy, reakcję Sejmu na 250 tys. podpisów pod projektem ustawy zamieniającej tę hańbiącą nas – wyborców.

 

Wymowne płyty

Kraków, ponad 2,5-godzinna, szczera rozmowa, pozwoliła podnieść kilka wątków. Spośród nich, w kontekście nauk płynących z tej pielgrzymki, szczególnie istotne są dwa. Papież wspomniał wizytę w Oświęcimiu, mówiąc – „Kiedy byłem w Auschwitz, zatrzymałem się dłużej przy dwóch płytach nagrobkowych: żydowskiej i rosyjskiej. Chciałem dać wyraz szacunku zarówno dla narodu żydowskiego, jak i rosyjskiego, dla jego bohaterskiej walki z hitleryzmem”. (Generał podzielił się refleksjami z Syberii i walk frontowych). Proszę, zestawcie Państwo ten znamienny fakt sprzed 35 lat, z dzisiejszą rzeczywistością, sytuacją wokół zmienionej ustawy o IPN, wywołującej – oględnie mówiąc – cierpkie, międzynarodowe dyskusje o postawie Polaków podczas ostatniej wojny wobec Holokaustu. Komu w Polsce i do czego jest to potrzebne. Papież, mający wielu kolegów ze szkolnych lat i przyjaciół wśród Żydów, zapewne nie spodziewał się tak rażącego błędu władzy. A co myśleć o trwającym już kilka lat procederze niszczenia pomników radzieckich żołnierzy. Jesteśmy chyba jedynym narodem europejskim, który swe człowieczeństwo i deklarowane przywiązanie do wiary chrześcijańskiej – za aprobatą Episkopatu – spotwarza w tak nikczemny sposób. Trudno tu uniknąć refleksji, wręcz upokarzającego wstydu. Co myśleć o tym fakcie, jak go rozumieć w tę rocznicę pielgrzymki, poradźcie Państwo – Czytelnicy.

 

„Socjalizm z ludzką twarzą”

Serdeczna, otwarta i szczera rozmowa obu Wielkich Polaków w Krakowie, pozwoliła Papieżowi – w kontekście biedy i niedostatku jakie zobaczył w Meksyku, wypowiedzieć taką ocenę – „Generale, proszę się nie obrazić, ale ja nie mam nic przeciwko socjalizmowi – pragnę jedynie socjalizmu z ludzką twarzą”. Skąd taka myśl, do tego w stanie wojennym, ciśnie się pytanie. Ważna część dorosłego życia Karola Wojtyły upłynęła w Ojczyźnie rządzonej przez dziś obsypywanych taką nienawiścią „komunistów”. Mało kto wie, że bp Karol Wojtyła wymykał się, na spotkania z I Sekretarzem KW PZPR w Krakowie, Lucjanem Motyką. Jako późniejszy minister kultury, być może pięknym literackim językiem, z artystyczną dykcją czytał przyszłemu Papieżowi co ciekawsze fragmenty dzieł Marksa, Engelsa, może i Lenina. A zasłuchany Biskup Wojtyła śnił o upadku PRL, o III RP. Dość żartów, Wojtyła prowadził te rozmowy z własnej inicjatywy, korzystał z sugestii Lucjana Motyki, co obopólnie wpływało na ocenę i możliwe zmiany tamtej rzeczywistości krakowskiej. Warto wspomnieć, iż za rządów bp. Wojtyły był budowany m.in. Kościół w Mistrzejowicach, z którym perypetie doczekały się filmowego obrazu. Nie ulega wątpliwości, iż „echa” tych rozmów trafiały do Warszawy, znał je kard. Stefan Wyszyński i zaufane osoby w Biurze Politycznym. Że tak było, Lucjan Motyka zaaranżował spotkanie z Zenonem Kliszką (odbyło się w Dolinie Chochołowskiej). Kilka lat później optował, „sugerował” Kołu Poselskiemu „Znak” (Jerzy Zawiejski), powierzenie funkcji metropolity krakowskiego. Niewielu rozumiało jego żart, że ma swojego człowieka w Rzymie. Przyjaciel Papieża od lat seminaryjnych, ks. prof. Józef Tischner wyznał dziennikarzowi, że nie zna nikogo, kto po przeczytaniu dzieł Marksa przestał chodzić do Kościoła. Ale zna takich po rozmowie ze swoim proboszczem. Odnieście to Państwo do dzisiejszej „wiedzy statystycznej”, skąd też wiadomo, że 36,7% uczęszcza na nabożeństwa niedzielne. Czy to nie chichot Historii?
Oczywistym jest, iż Papież nie tylko znał ale i często, nawet ostro piętnował różne błędy i wynaturzenia ustroju socjalistycznego. Jak mówił Generał – „Papież akceptował ustrój w >krystalicznej formie<, wytykał jego wykoślawienia”. Na ustrój ten, na lata PRL patrzył przez pryzmat człowieka jako jednostki i społeczeństwa jako zbiorowości, realizacji – jak mówił naturalnych praw i wolności. porównywał do innych ustrojów, wspomnianego wyżej Meksyku, państw Ameryki Łacińskiej, krajów kapitalistycznych, także europejskich. Jednak nie przeszkadzało to w obiektywnej – podkreślam – ocenie PRL, jej dorobku i niedostatków. Niech więc nikogo nie dziwi, że dyplomatycznymi kanałami wspierał wybór Generała na urząd Prezydenta Polski. Że czytelnie opowiedział się za akcesją (referendum) Polski do UE.
Kilka podniesionych tu wątków – na zakończenie – skłania i do takiej konstatacji, by upamiętnić w 100. lecie odzyskanej Niepodległości, prezentując okres PRL, także w sensie wizyt duszpasterskich Jana Pawła II, wynikających wniosków i nauk dla Polski i Polaków.