Korupcyjna afera w Belgii

Do zdumiewających zdarzeń doszło w belgijskim futbolu. Organa wymiaru sprawiedliwości w tym kraju przeprowadziły rewizje m.in. w dziewięciu klubach ekstraklasy. Powodem są podejrzenia o unikanie płacenia podatków oraz ustawianie wyników meczów.

 

Jak informują belgijskie media śledztwo w sprawie oszustw podatkowych i futbolowej korupcji rozpoczęło się pod koniec ubiegłego roku po raporcie sporządzonym przez specjalną komórkę policji federalnej zajmującą się przestępstwami sportowymi. To w nim sformułowano pierwsze podejrzenia dotyczące siatki niejasnych powiązań i transakcji finansowych dokonywanych w najwyższej belgijskiej lidze.

 

Po nitce trafili do kłębka

Początkowo dochodzenie koncentrowało się na szukaniu dowodów ukrywania opodatkowania prowizji od transferów i innych tego typu oszustw finansowych, ale przy okazji śledczy trafili też na trop nielegalnego procederu ustawiania wyników meczów piłkarskich. W minioną środę organa belgijskiego wymiaru sprawiedliwości przeprowadziły 44 rewizje na terenie Belgii oraz 13 w sześciu innych krajach – Francji, Luksemburgu, Czarnogórze, Serbii, Macedonii oraz na Cyprze. Zatrzymani zostali m.in. dyrektor sportowy Anderlechtu Herman Van Holsbeeck, trener Club Brugge Ivan Leko oraz dwaj znani belgijscy arbitrzy – Bart Vertenten i Sebastien Delferiere.

Główną postacią w tej aferze jest jednak odpowiednik naszego niesławnej pamięci „Fryzjera”, niejaki Mogi Bayat, 44-letni agent piłkarski, który w latach 2003-2010 był dyrektorem technicznym w klubie Charleroi, a potem stał się lokalnym potentatem w futbolowych transferach, po przesłuchaniu został zatrzymany. Ponoć współpracował praktycznie z wszystkimi klubami w belgijskiej ekstraklasie. Jego aresztowano pod zarzutem oszustw finansowych dotyczące prowizji od transferów i za unikanie płacenia podatków, ale wszczęto też przeciwko niemu śledztwo w sprawie ustawiania wyników meczów.

Inna ważną postacią w tej aferze jest też kolejny prominentny handlarz piłkarzami, Dejan Veljković, serbski menedżer działający w Belgii, ale prowadzący interesy w całej Europie, jak się okazało, także w Polsce. On jednak, podobnie jak Bayat, też był przesłuchiwany nie tylko w sprawie oszustw finansowych, ale także procederu ustawiania wyników meczów. Jak pisze „De Standaard” śledczych zainteresowały też niektóre transfery piłkarzy Veljkovicia, m.in. Filipa Mladenovicia (w 2018 przeszedł ze Standardu Liege do Lechii Gdańsk) i Milosa Kosanovicia (był kiedyś piłkarzem Cracovii).

 

Belgijska raj dla przekrętów

Belgia od lat jest jednym z ważniejszych szlaków transferowych Europy, właśnie ze względu na korzystne dla pośredników przepisy podatkowe. Do Belgii też zwykle przenosili się najbogatsi trenerzy i menedżerowie z Holandii, skuszeni do przeprowadzki niższymi stawkami podatkowymi. Natomiast w kwestii futbolowej korupcji liga tego kraju ma sporo za uszami i bogatą przeszłość.
Największy skandal z ustawianiem wyników meczów miał miejsce w latach 80. XX wieku, ale całkiem możliwe, że znalezione teraz dowody mogą skalą i wielkością zaangażowanych w przekręty kwot przyćmić tamte bulwersujące praktyki sprzed kilkudziesięciu lat.

 

Państwo kontra oszuści

W akcji wzięło udział ponad 200 funkcjonariuszy państwowych, którzy dokonali przeszukań w Anderlechcie Bruksela, Club Brugge, KAA Gent, Lokeren, KV Mechelen, KV Oostende, KRC Genk i Standardzie Liege oraz w kilku domach działaczy i piłkarskich agentów. Śledczy szukają zwłaszcza umów zawodników, których do tych klubów sprowadzili Bayat i Veljković. Wszystkie kluby potwierdzają fakt przeprowadzenia u nich rewizji i deklarują w oficjalnych oświadczeniach chęć współpracy oraz skwapliwie udostępniają żądane przez śledczych dokumenty.

Najlepszym tego dowodem jest stanowisko Standardu Liege. „Potwierdzamy, że dziś rano (w środę 12 października – przyp. red.) doszło do przeszukania siedziby naszego klubu na zlecenie policji. Dostarczyliśmy wszystkie dokumenty, o które nas proszono. Będziemy ściśle współpracować z policją, chcemy jak najlepiej pomóc wymiarowi sprawiedliwości w śledztwie i mamy nadzieję, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona” – napisano w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej klubu.

Śledztwo prowadzone jest też w sprawie ustawiania wyników meczów. „Taki proceder podważa uczciwość w sporcie. Stworzono już platformę wymiany informacji, dzięki której podejmujemy odpowiednie działania. Po zapoznaniu się z zebranymi dowodami muszę stwierdzić, że jestem poważnie zaniepokojony zjawiskiem korupcji w belgijskim futbolu” – napisał na Twitterze minister sprawiedliwości w tym kraju Koen Geens.

Nie można wykluczyć, że informacje zebrane przez belgijskich śledczych wskażą tropy podobnych przekrętów w innych europejskich krajach. A że żadna liga nie jest wolna od korupcji i finansowych nadużyć, miejmy nadzieję, że generujących miliardowe obroty futbolowych biznesmenów, wśród których od lat bezkarnie funkcjonują podatkowi przestępcy, w końcu spotka zasłużona kara za niezaspokojoną chciwość.

 

Legia jest teraz portugalska

Portugalczyk Ricardo Sa Pinto został nowym trenerem Legii Warszawa. To już czwarty szkoleniowiec, który w tym roku będzie sposobił do gry piłkarzy stołecznego klubu. Podpisał trzyletni kontrakt, ale wątpliwe by dotrwał w Legii do końca umowy.

 

Sa Pinto podpisał z mistrzami Polski trzyletni kontrakt. Na stanowisku pierwszego trenera Legii zastąpił Serba Aleksandara Vukovicia, który tymczasowo prowadził zespół po zwolnieniu z posady chorwackiego szkoleniowca Deana Klafuricia. Pod wodza Vukovicia legioniści zremisowali 0:0 z Lechią Gdańsk, przegrali w 3. rundzie kwalifikacji Ligi Europy z luksemburskim F91 Dudenlage (1:2) oraz dość nieoczekiwanie pokonali na wyjeździe niepokonanego w tym sezonie w ekstraklasie Piasta Gliwice 2:1. 45-letni Portugalczyk zadebiutuje w roli trenera Legii już w czwartek, w rewanżowym meczu z F91 Dudenlage, miał zatem niewiele czasu na poznanie możliwości poszczególnych piłkarzy i całej drużyny. Mimo to jest całkiem możliwe, że zestawiony przez niego ad hoc zespół pokona półzawodowców z luksemburskiej drużyny i awansuje do 4. rundy kwalifikacji LE.

Jeśli jednak Legia pod wodzą Sa Pinto odpadnie, stołeczny zespół czeka kolejna rewolucja i fala związanych z tym konfliktów. Nieuniknionych, bo portugalski trener znany jest ze swoich dyktatorskich zapędów. Nie zagrzał przez to długo miejsca m.in. w Sportingu Lizbona (którego prowadził przeciwko Legii w 2012 roku), Belenenses (grał z Lechem Poznań w fazie grupowej Ligi Europy w 2015 roku), Crvenej Zvezdy Belgrad, a ostatnio Standardu Liege. Od 2012 roku zdążył poprowadzić już osiem zespołów, a Legia jest jego 9 klubem w niezbyt długiej trenerskiej karierze. Sa Pinto ściągnął do Warszawy swoich ludzi – asystentem został 39-letni Rui Mota, trenerem bramkarzy Ricardo Pereira, a trenerem przygotowania fizycznego 38-letni Guilherme Gomes. A zatem po erze bałkańskich rządów na Łazienkowskiej nastała era rządów Portugalczyków. Właściciel Legii Dariusz Mioduski nie przestaje zadziwiać.

Tymczasem na czele tabeli Lotto Ekstraklasy rozsiadł się z kompletem punktów Lech Poznań. Niezwyciężony w rodzimej lidze „Kolejorz” w kwalifikacjach Ligi Europy przegrał pierwszy mecz z KRC Genk 0:2 i choć w rewanżu gra u siebie, ma iluzoryczne szanse na awans. Podobnie jak Jagiellonia Białystok, która u siebie przegrała z innym belgijskim zespołem KAA Gent 0:1 i w czwartek zapewne odpadnie z rywalizacji. Pokonane w europejskich pucharach nasze trzy eksportowe zespoły w 4. kolejce łatwo uporały się z krajowymi rywalami. To najlepszy dowód sportowej słabości polskiej ligi.

 

Zestaw par 5. kolejki

Piątek: Cracovia – Zagłębie Lubin, godz. 18:00; Miedź – Korona, 20:30. Sobota: Wisła Płock – Arka, 18:00; Górnik – Lechia, 20:30. Niedziela: Legia – Zagłębie Sosnowiec, 15:30; Jagiellonia – Piast, 18:00; Lech – Wisła Kraków, 18:00. Poniedziałek: Śląsk – Pogoń, 18:00.

 

Polska liga gorsza od luksemburskiej

Porażki Lecha z KRC Genk (0:2) i Jagiellonii z KAA Gent (0:1) w kw. Ligi Europy szokiem nie są, bo to belgijskie kluby. Ale klęska Legii z zespołem z Luksemburga to kompromitacja.

 

Legioniści w pierwszym meczu przegrali przed własną publicznością z F91 Dudelange 1:2. Był to chyba najgorszy występ stołecznej drużyny w całej jej historii. Kibice byli na nich wściekli i może dobrze się stało, że Komisja Dyscyplinarna UEFA za użycie przez fanów warszawskiej drużyny środków pirotechnicznych podczas wcześniejszego wyjazdowego meczu w eliminacjach Ligi Mistrzów ze Spartakiem Trnava nałożyła na nich zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców w jednym meczu europejskich pucharów rozgrywanym poza Warszawą i ta kara przypadnie właśnie na rewanżowe spotkanie z F91 Dudelange. Na Legię nałożono też karę finansową w wysokości 60 tys. euro. Ekipa mistrzów Polski jest w głębokim kryzysie, ale mimo porażki u siebie, z trzech polskich drużyn grających w kwalifikacjach Ligi Europy ma chyba największe szanse na wywalczenie awansu do IV rundy. Półamatorski zespół z Luksemburga dla normalnie grających legionistów to jest przeciwnik, z którym nawet na jego boisku powinni wygrać różnicą kilku goli.

W dużo gorszej sytuacji znalazł się Lech Poznań, który na wyjeździe przegrał z KRC Genk 0:2. Ten wynik jest jednak mylący, bo belgijski zespół miał miażdżącą przewagę i tylko przez brak skuteczności nie wygrał wyżej. Podobnie rzecz się ma z Jagiellonią, która u siebie uległa KAA Gent 0:1 i w rewanżu tej straty na pewno nie odrobi.
A Legia, Lech i Jagiellonia to przecież trzy najlepsze zespoły Lotto Ekstraklasy. Wstyd przyznać, ale miarą ich poziomu nie są już ligi słowacka, czeska czy belgijska, lecz półamatorska ekstraklasa Luksemburga. A skoro tak, to może pora i w naszej lidze urealnić płace piłkarzy?

Wyniki 4. kolejki Lotto Ekstraklasy: Lechia Gdańsk – Miedź Legnica 2:0;  Wisła Kraków – Wisła Płock 1:1; Pogoń Szczecin – Cracovia 1:1;  Arka Gdynia – Górnik Zabrze 1:1;