Warto piąć się w rankingu ATP

W najnowszym notowaniu światowej listy tenisistów Hubert Hurkacz został sklasyfikowany na 54. miejscu. To efekt jego dobrego występu w Indian Wells. Triumfator tego turnieju, Austriak Dominic Thiem, awansował na czwartą pozycję.

Warto walczy o jak najwyższe miejsce w rankingu ATP, bo miejsce w czołówce otwiera drzwi do najlepiej punktowanych i opłacanych turniejów. Hurkacz zakończył 2018 rok jako 87. tenisista świata. Dzięki temu miał pewne miejsce w wielkoszlemowym Australian Open 2019. Przed występem w Melbourne Polak zdecydował się na start w challengerze w Canberze. Zwycięstwo w tej imprezie pozwoliło mu wskoczyć do Top 80 rankingu ATP i chociaż Australian Open odpadł już w I rundzie, to do turnieju w Indian Wells wrocławianin dostał się do głównej drabinki bez konieczności gry w eliminacjach, podobnie jak do rozgrywanego obecnie turnieju tej samej rangi w Miami. Zdobyte 90 punktów w Dubaju i 180 w Indian Wells wywindowało go na najwyższą w karierze 54. pozycję na światowej liście. Polak ma obecnie na koncie 904 punkty.

Dzięki temu Hurkacz ma duże szanse na udział w mocno obsadzonym turnieju w Monte Carlo bez kwalifikacji, bo na miesiąc przez tymi zawodami jest pierwszym oczekującym do miejsce w głównej drabince. W turnieju który rozpocznie się 15 kwietnia największymi gwiazdami będą dwaj najwyżej sklasyfikowaniu obecnie w światowym zestawieniu tenisiści – lider rankingu Serb Novak Djoković i drugi na liście Hiszpan Rafael Nadal.

Djoković ma dużą przewagę, którą zapewne jeszcze powiększy po imprezie w Miami, bowiem jego hiszpański konkurent wycofał się z niej z powodu kontuzji. Serb ma na koncie 10 990 punktów i wyprzedza Nadala o 2265 „oczek”. Trzeci na liście jest Niemiec Alexander Zverev (6630 pkt), a czwarty Austriak Dominic Thiem (4755), który w finale Indian Wells pokonał Rogera Federera i przeskoczył go w zestawieniu. Szwajcar jest piąty z dorobkiem 4600 pkt. Top 10 rankingu ATP uzupełniają: 6. Kei Nishikori (Japonia) – 4235 pkt, 7. Kevin Anderson (RPA) – 4115, 8. Juan Martin del Potro (Argentyna) – 3585, 9. John Isner (USA) – 3485 i 10. Stefanos Tsitsipas (Grecja) – 3160 pkt.

Do czołowej dziesiątki światowej listy Hurkaczowi jeszcze wiele brakuje, ale od zajmującego 20. pozycję Belga Davida Goffina dzieli go różnica już tylko 784 punków. A od pozostałych graczy drugiej dziesiątki? Spójrzmy: 19. na liście Gruzin Nikołoz Basilaszwili ma 1865 pkt, 18. Francuz Gael Monfils 1875, 17. Włoch Fabio Fognini 1885, jego rodak 16. w zestawieniu Marco Cecchinato 2021, 15. Rosjanin Danił Miedwiediew 2230, 14. Kanadyjczyk Milos Raonić 2275, 13. Chorwat Borna Corić 2345, 12. Rosjanin Karen Chaczanow 2845, a 11. na liście Chorwat Marin Cilić 3095.

Celem Hurkacza jest jak najszybszy awans do Top 20. Jeśli ustabilizuje formę na poziomie z Indian Wells, powinien go bez większych problemów osiągnąć jeszcze w tym roku.

 

Federer rywalem Hurkacza

W turnieju Masters 1000 w Indian Wells Hubert Hurkacz został zauważony nawet przez wielkiego Rogera Federera. Szwajcarski tenisista wyraził się pochlebnie o grze polskiego tenisisty, z którym będzie się musiał zmierzyć w 1/4 finału.

Hurkacz nie przestaje zadziwiać znawców tenisa. W turnieju Masters 1000 w Indian Wells 22-letni polski tenisista w drodze do ćwierćfinału pokonał trzech znacznie wyżej notowanych zawodników. W drugiej rundzie wyeliminował klasyfikowanego w czwartej dziesiątce rankingu ATP Francuza Lucasa Pouilla, ale w trzeciej wyrzucił za burtę siódma obecnie rakietę w męskim tenisie – Japończyka Keia Nishikoriego, wygrywając z nim po 126 minutach walki 4:6, 6:4, 6:3.  Było to drugie zwycięstwo Hurkacza w starciu z 29-letnim japońskim tenisistą. Kilkanaście dni wcześniej pokonał go w turnieju ATP w Dubaju. W Indian Wells kluczem do sukcesu wrocławianina był serwis – posłał w trakcie meczu aż 10 asów, podczas gdy jego rywal tylko dwa.

W pojedynku IV rundy przeciwnikiem Polaka był młodszy od niego o trzy lata utalentowany kanadyjski nastolatek Denis Shapovalov. Ich spotkanie różniło się od poprzednich meczów Polaka rozegranych pod słońcem Kalifornii. Wcześniej Hurkacz wolno się rozkręcał, a w środowym starciu nadzieja kanadyjskiego tenisa od pierwszego zagrania zachwycał kibiców widowiskowymi zagraniami. Szczególnej urody była sytuacja z pierwszego seta, kiedy przy stanie 3:2 w nieprawdopodobny sposób obronił lob rywala. Ostatecznie Hurkacz wygrał pierwszego seta dopiero w tie-breaku 7:6(3). W drugiej partii wrocławianin stracił koncentrację i oddał inicjatywę rywalowi, za co zapłacił szybką porażką 2:6. W decydującym secie wrócił jednak na właściwy poziom i ponownie przejął kontrolę nad przebiegiem meczu, czego nie był w stanie zrozumieć Shapovalov.
Kanadyjczyk co rusz dawał upust narastającej frustracji wybuchami gniewu, budząc tym niechęć amerykańskiej publiczności, która swoją sympatię przeniosła na nienagannie zachowującego się na korcie Polaka. Hurkacz wygrał trzeciego seta 6:3 i cały mecz 2-1, awansując po raz pierwszy w karierze do ćwierćfinału turnieju rangi Masters 1000. Pokonany przez niego Shapovalov ma na koncie półfinały takich zawodów – w 2017 roku zaszedł tak wysoko w Montrealu i w 2018 roku w Madrycie.

Polak zdobył już w Indian Wells 180 punktów do rankingu i zarobił na pewno 162 tys. dolarów. Wiadomo już, że w najnowszym notowaniu światowej listy znajdzie się w okolicach 50. miejsca, ale żeby awansować do Top 50, musiałby odnieść zwycięstwo w ćwierćfinale. O to będzie jednak piekielnie trudno, bo w tej fazie turnieju jego przeciwnikiem będzie Il Maestro, żywa legenda męskiego tenisa Roger Federer.

Hurkacz budzi uznanie swoja postawą na korcie. Federer pytany, czy coś wie o rywalu z Polski, stwierdził, że to miły i ułożony chłopaki, ale na korcie bardzo waleczny i nieustępliwy. Ostatni raz Hurkacz usłyszał pretensje pod swoim adresem wygłoszone przez rywala dwa lata temu, gdy Słoweniec Blaz Kavcić, który w 2017 roku pokonał wrocławianina w chińskim Suzhou, zwrócił mu po meczu uwagę, że za bardzo cieszy się po niewymuszonych błędach rywala. „To bardzo nieprofesjonalne. Jeśli będziesz tak robił, to nikt nie będzie ciebie lubił” – powiedział wtedy Hurkaczowi. Od tego czasu żaden z rywali nie powiedział o nim złego słowa.

Czy doczekaliśmy się tenisisty, który przebije się do światowej elity? „Gra solidnie z głębi kortu. Nie popełnia błędów. Gra taką niską, płaską i niebezpieczną piłką. Trzyma piłkę w korcie. Ma znakomity bekhend. Wszyscy mówią o jego serwisie i forhendzie, a ja uważam, że jego bekhend jest nawet lepszy od forhendu. Przypomina stylem gry Andy’ego Murray’a. Do tego świetnie się porusza, nawet na tym twardym korcie. To już jest wszechstronny, znakomity tenisistę, który potrafi atakować, przyspieszać i dobrze się bronić” – charakteryzuje Hurkacza Wojciech Fibak.

O tym, czy wrocławianina już stać na naprawdę wielkie wyczyny, przekonamy się w piątek wieczorem, gdy stanie do walki z wielkim Federerem.

 

Hurkacz zaszalał w Indian Wells

Hubert Hurkacz pokonał 6:2 3:6 6:4 Francuza Lucasa Pouille’a, tegorocznego półfinalistę Australian Open, i awansował do III rundy turnieju Indian Wells z pulą nagród 9,2 mln dolarów, w której we wtorek w nocy zmierzył się z Japończykiem Keiem Nishikorim. Te kwoty i te nazwiska dowodzą, że Polak zaczyna rywalizować w tenisowej pierwszej lidze.

W rankingu ATP Hurkacz przed turniejem w Indian Wells był sklasyfikowany na 67. pozycji, ale miał do obrony aż 81 punktów z ubiegłego sezonu za udane występy w dwóch chińskich challengerach – półfinał w Shenzhen i finał w Zhuhai. Występ w wielkim amerykańskim turnieju, jednym z najlepiej obsadzonych w sezonie, był więc dla Polaka sporym ryzykiem, bo dopiero awans do czwartej rundy, za który przyznawane jest 90 punktów rankingowych, nie groził spadkiem na światowej liście. Ale na drodze do tego etapu Hurkacza czekały potyczki z graczami z najwyższej półki.

W pierwszej rundzie nasz tenisista trafił na 29-letniego Amerykanina Donalda Younga, aktualnie 21. rakietę w Stanach Zjednoczonych, sklasyfikowanego w rankingu ATP na 206. miejscu, który do turnieju Indian Wells dostał się dzięki tzw. dzikiej karcie. Hurkacz pokonał go bez większego trudu 6:3, 6:3, ale w II rundzie czekało go starcie z przeciwnikiem znacznie bardziej wymagającym. Zajmujący obecnie 30. lokatę w rankingu ATP Francuz Lucas Pouille błysnął w tegorocznym wielkoszlemowych Australian Open, którego był jedną z rewelacji dochodząc aż do półfinału. Z tego też powodu starszy od Hurkacza o trzy lata rywal był faworytem pojedynku. Na korcie już tego jednak nie potwierdził, przegrywając z Polakiem 2:6, 6:3, 4:6. Dla Hurkacza był to życiowy sukces w turniejach rangi Masters 1000, bo wcześniej w żadnym nie udało mu się zakwalifikować do trzeciej rundy.

Po meczu Poullie komplementował polskiego tenisistę. „Znam go trochę, ponieważ dwa lata temu ćwiczyliśmy razem w Dubaju. To dobry zawodnik, już w zeszłym roku nie był zły. Rozegrał cztery sety z Cilicem w French Open, a ostatnio pokonał Nishikoriego, z którym zagra teraz w III rundzie Indian Wells. Wiedziałem, że mecz z nim będzie trudny, jak sądzę wie to także Nishikori. Sam jestem ciekawy jakim wynikiem skończy się ich pojedynek. Hurkacz ma warunki fizyczne i umiejętności pozwalające mu realnie myśleć o awansie do Top 10 światowej listy, ale czy się do niej dostanie, na razie trudno powiedzieć. Dla wszystkich dobrych graczy przecież nie starczy w niej miejsca” – powiedział Lucas Pouille.

Faworytem wtorkowej potyczki Nishikoriego z Hurkaczem (zakończyła się po zamknięciu wydania) był rzecz jasna sklasyfikowany obecnie na 7. miejscu rankingu ATP Japończyk, chociaż dwa tygodnie temu przegrał w Dubaju z polskim tenisistą w drugiej rundzie 5:7, 7:5, 2:6. Gdyby nasz tenisista ponownie pokonał Nishikoriego i awansował do IV rundy Indian Wells, otrzymałby za to 90 punktów i 91 205 dolarów. A w walce o ćwierćfinał zmierzyłby się ze zwycięzcą pojedynku między 10. w rankingu ATP Marina Cilicia i 24. Kanadyjczykiem Denisem Shapovalovem. A to już jest tenisowa pierwsza liga.

 

Życiowy sukces Hurkacza

Najwyżej sklasyfikowany w rankingu ATP polski tenisista Hubert Hurkacz sprawił ogromną sensację w turnieju ATP World Tour 500 w Dubaju (pula nagród 2,8 mln dolarów). 22-letni wrocławianin w 1/8 finału wyeliminował turniejową „jedynkę” Japończyka Keia Nishikoriego. To pierwszy zawodnik z Top 10 światowego rankingu pokonany przez Hurkacza.

Notowany na 77. miejscu rankingu ATP Hurkacz wygrał z klasyfikowanym na szóstej pozycji Nishikorim 7:5, 5:7, 6:2. W pierwszej rundzie obaj tenisiści mieli za przeciwników Francuzów. Polak wyeliminował z turnieju Corentina Mouteta (6:3, 7:5), zaś Japończyk Benoita Paire’a. Pojedynek Dubaju był pierwszym starciem Hurkacza z Nishikorim, wcześniej nigdy na siebie nie trafili. 29-letni japoński tenisista ma na koncie 11 wygranych turniejów cyklu ATP Tour, zaś w 2014 roku doszedł do finału wielkoszlemowego Australian Open. W tym roku na kortach Melburne Park odpadł w ćwierćfinale, ale mógł już w pierwszej rundzie, bo przegrywał z innym polskim tenisistą, Kamilem Majchrzakiem, już w setach 0:2. Wyszedł jednak z opresji obronną ręką i wygrał dwie kolejne partie, zaś w piątej Polak skreczował z powodu urazu dłoni.

Polacy zmora Japończyka

Z tej lekcji Nishikori najwyraźniej nie wyciągnął wniosków i do starcia z Hurkaczem podszedł bez należytej analizy jego stylu gry i zapłacił za to porażką. W pierwszej odprawili Francuzów. Polak wyeliminował Corentina Mouteta, a Japończyk pokonał Benoita Paire’a. W środę wrocławianin po raz pierwszy spotkał się z finalistą US Open 2014. W I rundzie tegorocznego Australian Open azjatyckiemu tenisiści opór stawił Kamil Majchrzak, który prowadził 2-0 w setach, ale organizm odmówił mu posłuszeństwa i skreczował w piątej partii. Hurkacz nie przestraszył się utytułowanego rywala i pokonał szóstą rakietę globu 7:5, 5:7, 6:2.

W pierwszym secie obaj tenisiści bez większych problemów utrzymywali podanie. Wyjątek nastąpił w piątym gemie, w którym Hurkacz odparł dwa break pointy przy 15-40 dzięki świetnym serwisem. Polak dobrze atakował, solidnie się bronił. Nieźle returnował utrudniając rywalowi szybkie przechodzenie do ofensywy. Serwis wrocławianina był urozmaicony, przez co Nishikori miał problemy z odczytywaniem jego zamiarów. Z czasem w grze Hurkacza zaczęło pojawiać się więcej nerwowości. Imponujący żelazną defensywą Japończyk coraz częściej przeprowadzał skuteczne ataki. Polak nie wytrzymywał presji, spóźniał się do piłek i popełniał sporo błędów. Tak było w dziewiątym gemie, w którym oddał podanie wyrzucając bekhend.

Hurkacz wyciągnął wnioski, wrócił do grania głębokich piłek, zmieniał kierunki i zmuszał rywala do biegania. Znakomicie funkcjonował jego forhend. W odrobieniu straty pomógł mu trochę Nishikori, który popełnił podwójny błąd. Jednak Polak potrafił wykorzystać szansę, jaka się przed nim otworzyła. Na 5:5 wyrównał ostrym forhendem wymuszającym błąd. W końcówce doświadczony Japończyk całkowicie zgubił rytm i koncepcję gry. Popełnił serię błędów, w tym kolejny podwójny. W 12. gemie oddał podanie do zera i set dobiegł końca.

W drugiej partii Polak wyraźnie się pogubił i przegrywał już 0:3, potem poderwał się do walki, ale grał zrywami, nierówno i ostatecznie przegrał 5:7. W trzecim secie role znów sie odwróciły, bo to Nishikori obniżył loty, a Hurkacz znów zaczął grać swobodnie i pewnie, pozwalając wyżej notowanemu rywalowi na ugranie zaledwie dwóch gemów. W trwającym dwie godziny i trzy minuty meczu wrocławianin zaserwował dziewięć asów, cztery razy oddał podanie, a sam wykorzystał sześć z siedmiu break pointów. Naliczono mu 31 kończących uderzeń i 30 niewymuszonych błędów. Japończyk zaliczył jednego asa, miał 23 piłki wygrane bezpośrednio i 32 pomyłki.
Hurkacz odniósł pierwszego zwycięstwo nad tenisistą z Top 10 rankingu ATP i po raz pierwszy w karierze awansował do ćwierćfinału turnieju cyklu WTA Tour. Zdobył 90 punktów rankingowych, co zapewni mu w najnowszym notowaniu awans w okolice najlepszego w karierze 65. miejsca.

Tsitsipas wciąż poza zasięgiem

Ale na tym jego występ w Dubaju nie musiał się skończyć. W czwartek Hurkacz w ćwierćfinale zmierzył się rewelacyjnie ostatnio grającym Grekiem Stefanosem Tsitsipasem, 11. w rankingu ATP, z którym niedawno przegrał w halowym turnieju w Marsylii 4:6, 2:4. Był to ich trzeci pojedynek w historii, bo w 2018 Grek okazał się lepszy w fazie grupowej mediolańskich turnieju tenisowych nadziei Next Gen ATP. I tym razem poradził sobie z polskim graczem, ale kosztowało go znacznie więcej sił.
W dwóch poprzednich starciach ze Stefanosem Tsitsipasem nasz reprezentant nie wygrał nawet seta. W zeszłym roku panowie spotkali się w mediolańskich Finałach Next Gen ATP. Z kolei osiem dni temu rozegrali mecz II rundy w halowej imprezie ATP World Tour 250 w Marsylii. We Francji Grek zwyciężył 6:4, 6:2, a następnie sięgnął po drugie w karierze trofeum w głównym cyklu. W Dubaju musiał oddać Polakowi seta. Ostatecznie wygrał 7:6 (4), 6:7 (1), 6:1. Ale Hurkacz może być zadowolony ze swojego występu w Dubaju, bo osiągnął tam życiowy sukces. Po raz pierwszy w karierze pokonał notowanego w Top 10 zawodnika i osiągnął ćwierćfinał zawodów głównego cyklu, zdobył 90 punktów do klasyfikacji ATP oraz czek na 75 tys. dolarów. W najnowszym notowaniu rankingu ATP przesunie się o kilka miejsc, w okolice 65. pozycji.

Teraz nasz najlepszy tenisista przenosi się za ocean. W Stanach Zjednoczonych zagra kolejno w Indian Wells i Miami, a potem niemal z marszu przystąpi do rywalizacji na kortach ziemnych. Jego pierwszym turniejem na tej nawierzchni ma być marokański Marrakesz, a celem głównym dobry występ w wielkoszlemowym French Open ka kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu.

 

 

Przetasowania w tenisowych rankingach

Po Australian Open doszło do zmian w tenisowych rankingach. Wśród pań nową liderką została Japonka Naomi Osaka, a na drugie miejsce awansowała pokonana przez nią w finale Czeszka Petra Kvitova. Wśród panów nie doszło do zmian na szczycie – liderem pozostał zwycięzca turnieju Serb Novak Djoković, a wiceliderem pokonany przez niego Hiszpan Rafael Nadal.

Osaka jest pierwszą japońską tenisistką na czele światowej listy, a 26. w historii tego prestiżowego zestawienia. 21-letnia zawodniczka zmieniła na prowadzeniu Rumunkę Simonę Halep, która prowadziła niemal nieprzerwanie od 9 października 2017 roku (między 29 stycznia a 19 lutego ubiegłego roku na moment wyprzedzała ją Dunka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka). Japonka jest najmłodszą liderką rankingu WTA od 2010 roku. Wtedy pierwszą rakietą świata wśród kobiet została 20-letnia wówczas Woźniacka. Wyniki australijskiej lewy Wielkiego Szlema ustawiły na nowo hierarchię w Top 10 światowej listy. Z czołowej dziesiątki wypadła Rosjanka Daria Kastkina, a w jej miejsce awansowała Białorusinka Aryna Sabalenka (3485 pkt). Dziewiątą lokatę zajmuje Karolina Woźniacka (3566), triumfatorka ubiegłorocznej edycji Australian Open, która tym razem odpadła już w 3. rundzie, za co zapłaciła spadkiem w rankingu aż o sześć miejsce.

Ósma jest Holenderka Kiki Bertens (4430 pkt, awans o jedną pozycję), siódma Ukrainka Jelina Switolina (4940 pkt, pozycja bez zmian), szósta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4965 pkt i spadek z pozycji wiceliderki). Na piąte miejsce awansowała półfinalistka tegorocznej edycji Czeszka Karolina Pliskova (5100 pkt, skok o trzy pozycje), na czwarte Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt, poprzednio piąta). Niedawna liderka Simona Halep jest trzecia (5582 pkt), Kvitova z 6290 pkt jest druga. Osaka prowadzi z dorobkiem 7030 pkt. Wśród polskich tenisistek numerem 1 nadal jest Magda Linette, ale poznanianka spadła w rankingu aż o 18 miejsc i zajmuje obecnie 98. lokatę. Nasza rakietą numer 2 została 17-letnia Iga Świątek, która po udanym występie w Australian Open awansował o 37 miejsc na 140 pozycję.

Wśród panów nie doszło do tylu zmian. Novak Djoković po Australian Open umocnił się na prowadzeniu w rankingu ATP z dorobkiem 10955 pkt. Drugą lokatę utrzymał pokonany w finale Rafael Nadal (8320 pkt), ale z trzeciego miejsca spadł aż na szóste broniący tytułu Szwajcar Roger Federer (4600 pkt). Jego miejsce zajął Niemiec Alexander Zverev (6475 pkt). Na czwartą pozycję awansował Argentyńczyk Juan Martin Del Potro (5060 pkt), na piątą reprezentant RPA Kevin Anderson (4845 pkt), siódmy jest Japończyk Kei Nishikori (4110 pkt), ósmy Austriak Dominic Thiem (3960), dziewiąty Amerykanin John Isner (3155), a Top 10 zamyka Chorwat Marin Cilić (3140). Najlepszy z polskich tenisistów, Hubert Hurkacz, awansował o trzy lokaty i zajmuje obecnie 73. miejsce, najwyższe w jego karierze. Drugą rakietą jest Kamil Majchrzak, który w najnowszym notowaniu został sklasyfikowany na 156. pozycji, również najlepszej w karierze. W rankingu deblistów prowadzi Amerykanin Mike Bryan, a najlepszy z Polaków Łukasz Kubot a jest dziewiąty.

 

Australian Open: Greckie objawienie

Do ćwierćfinału Australian Open nie przebili się broniący tytułów Karolina Woźniacka i Roger Federer. Sensacją turnieju są półfinałowe awanse debiutującej w Melbourne Park 25-letnieju Amerykanki Danielle Collins i 20-letniego Greka Stefanosa Tsitsipasa.

W tegorocznej edycji zmagań na kortach Melbourne Park tytułów bronili Karolina Woźniacka i Roger Federer. Dunka polskiego pochodzenia odpadła szybko, bo już w 1/16 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 3:6 z triumfatorką Australian Open z 2008 roku Marią Szarapową. Ta porażka będzie Woźniacką słono kosztować, bo straci mnóstwo punktów rankingowych i w najnowszym notowaniu światowej listy tenisistek spadnie z trzeciego miejsca pod koniec pierwszej dziesiątki. Swoich pozycji nie utrzyma też też druga z polskich tenisistek w obcych barwach, Angelique Kerber. Rosyjska gwiazda też wiele się nie nawojowała, bo po wyeliminowaniu Woźniackiej już w następnej rundzie sama została wyeliminowana przez reprezentantkę gospodarzy Ashleigh Barty.

Opłaca się wygrywać

Reprezentantka Niemiec, która wygrała Australian Open w 2016 roku, w ubiegłym roku doszła do półfinału, a w tym odpadła w kompromitującym stylu już w 1/8 finału, przegrywając z niżej notowaną Danielle Collins (WTA 35) 0:6, 2:6. 25-letnia Amerykanka z Florydy, która dopiero od niedawna na serio zaczęła grać w tenisa, bo wcześniej ważniejsze były dla niej studia biznesowo-medialne i tytuł magistra, w Melbourne Park rozbiła dwukrotną triumfatorkę turniejów Wielkiego Szlema w 59 minut. Collins to obecnie czwarta rakieta w USA wśród kobiet – przed nią są tylko Sloane Stephens, Serena Williams i Madison Keys, a z nią legendarna Venus Williams. Sroce spod ogona więc nie wypadła i chociaż w Australian Open gra po raz pierwszy, jej obecność w najlepszej ósemce nie jest aż taką sensacją, bo ta mierząca 178 cm tenisistka potrafi naprawdę znakomicie grać, o czym przekonała się także Rosjanka Anastasia Pawljuczenkowa, która w 1/4 finału przegrała z Collins 6:2, 5:7, 1:6.

Tegoroczny turniej na kortach Melbourne Park nie jest jakoś specjalnie przełomowy, bo młodzież oraz mniej znani gracze odważnie atakują pozycje uznanych mistrzów już od kilku sezonów, odkąd premie za sam start w Wielkim Szlemie zaczęły przewyższać premie za zwycięstwa w turniejach niskiej rangi. Nasza utalentowana juniorka Iga Świątek za awans do II rundy zarobiła 75 tys. dolarów, czyli więcej niż zarobiła w sumie za wszystkie wygrane przez siebie turnieje klasy ITF.

Numery w rankingu nie grają

Mistrzowie trzymają się jednak mocno i nie oddają bez walki zdobytych pozycji. W ósemce ćwierćfinalistek z młodego pokolenia znalazły się tylko 21-letnia Japonka Naomi Osaka (WTA 4), triumfatorka ubiegłorocznego US Open oraz 22-letnia Australijka Ashleigh Barty (WTA 15). Pozostała szóstka to zaprawione w wieloletnich bojach weteranki światowych kortów – Czeszki Petra Kvitova (28 lat, WTA 6) i Karolina Pliskova (26, WTA 8), Ukrainka Elina Switolina (24, WTA 7), Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (27, WTA 44) i najbardziej utytułowana z nich 37-letnia Serena Williams (WTA 16). Zdobywczyni 23 wielkoszlemowych tytułów bardzo chce pobić rekord wszech czasów w liczbie tych trofeów. W pierwszych trzech rundach zmiatała młodsze rywalki z kortu jak odkurzacz, bez straty seta. Dopiero w 1/8 finału starsza z sióstr Williams natrafiła na silniejszy opór, ale to nic dziwnego, bo jej przeciwniczką była liderka rankingu Rumunka Simona Halep. Wygrała jednak 6:1, 4:6, 6:4.

Tsitsipas bije swojego idola

Wśród mężczyzn sensacją jest nieobecność w ćwierćfinale broniącego tytułu Rogera Federera. 37-letni Szwajcar przegrał z 20-letnim Grekiem Stefanosem Tsitsipasem 7:6(11), 6:7(3), 5:7, 6:7(5). Legendarny „Maestro” jeszcze nigdy w karierze nie miał tak słabych statystyk wykorzystywania breakpointów. Do tej pory najgorsze, gdy nie wygrał żadnego, miał w finale Igrzysk olimpijskich w Londynie z Andy’m Murray’em. „Nie wiem, jak mogłem przegrać drugiego seta, gdy wypracowałem sobie tyle szans. A rywal? Do niego należy przyszłość. Będzie na szczycie bardzo, bardzo długo” – komplementował swojego pogromcę Federer, któremu grozi teraz ostry zjazd w rankingu ATP, dlatego zapowiedział, że w tym sezonie nie zrezygnuje ze startów na kortach ziemnych, na czym niewątpliwie zyska wielkoszlemowy French Open w Paryżu.

Dla Tsitsipasa Federer jest idolem i wzorcem do naśladowania. Gra w stylu Szwajcara, nosi podobną przepaskę na włosach, ale jest o 17 lat młodszy i to jemu eksperci lepiej wróżą na przyszłość, a szwajcarskiemu mistrzowi przepowiadają rychłe zejście ze sceny. Przoduje w tym szczególnie znany z kontrowersyjnych opinii John McEnroe. Federer skomentował opinię Amerykanina w swoim stylu: „Uwielbiam Johna, ale słyszę te jego przepowiednie od dziesięciu lat”. Tsistsipas jest teraz flagowym przedstawicielem pokolenia młodych graczy. Zastąpił w tej roli Alexandra Zvereva, bo Niemiec zawodzi w turniejach Wielkiego Szlema. W tegorocznej edycji odpadł w 1/8 finału po porażce z Milosem Raonicem. Był tym tak sfrustrowany, że połamał rakietę. A Tsitsipas pokonał w 1/4 finału Bautistę i awansował do półfinału. W najlepszej ósemce męskiego turnieju oprócz niego, Bautisty i Raonica znaleźli się jeszcze Novak Djoković, Rafael Nadal, Lucas Pouille, Kei Nishikori i Frances Tiafoe.

 

Zverev wygrał turniej mistrzów

Fot. Aleksander Zverev jest trzecim niemieckim tenisistą, który wygrał turniej mistrzów

 

 

Zakończony w minioną niedzielę turniej ATP World Tour Finals w Londynie wygrał 21-letni Alexander Zverev, który w finale pokonał lidera światowego rankingu 31-letniego Novaka Djokovicia 6:4, 6:3. Niemiecki tenisista wcześniej w półfinale wyeliminował Rogera Federera.

 

Wcześniej Djoković i Zverev zmierzyli się w fazie grupowej londyńskiego turnieju mistrzów i w tym pojedynku zdecydowanie lepszy był Serb, który wygrał pewnie 6:4, 6:1. Dlatego faworytem niedzielnego finału był Djoković, zwłaszcza że w tym sezonie imponował formą. Zdobył dwa tytuły wielkoszlemowe, wygrywając Wimbledon i US Open oraz zwyciężył w dwóch prestiżowych imprezach serii Masters 1000. W ATP Finals w trzech spotkaniach grupowych oraz w półfinale z Afrykanerem Kevinem Andersonem serbski tenisista nie stracił nawet seta.

W finałowym starciu ze Zverevem lider światowego rankingu nie był jednak w swojej optymalnej dyspozycji. Zaczęły łapać go skurcze, nie serwował z taka morderczą dokładnością jak w poprzednich pojedynkach, zdarzyły mu się nawet podwójne błędy. W ostatniej akcji pojedynku młody Niemiec popisał się efektownym bekhendowym minięciem i już po chwili mógł świętować swój największy sukces w karierze. Z jego rodaków w turnieju mistrzów triumfowali przed nim jedynie Michael Stich (wygrał w 1993 roku) oraz legendarny Boris Becker (wygrywał w latach 1998, 1992 i 1995).
W rozegranym kilka godzin wcześniej finale debla Amerykanie Mike Bryan i Jack Sock pokonali Francuzów Pierre-Huguesa Herberta i Nicolasa Mahuta 5:7, 6:1, 13-11. Uczestniczący w imprezie Łukasz Kubot, który grał w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo, zakończył rywalizacje na fazie grupowej.

Djoković był niepocieszony po porażce, bo chociaż ma już na koncie pięć zwycięstw w ATP World Tour Finals, to jego celem było dorównanie Rogerowi Federerowi, który ma o jeden trium więcej i jest rekordzistą pod tym względem. Ósemka najlepszy tenisistów sezonu walczyła jednak nie tylko o splendory, lecz także pokaźną gotówkę. Zverev za wygranie turnieju skasował 2,5 mln dolarów oraz 1300 punktów rankingowych, dzięki którym w najnowszym notowaniu rankingu ATP z łącznym dorobkiem 6385 pkt awansował na czwartą pozycję. Przed nim są już tylko Djoković (9045 pkt), nieobecny w Londynie z powodu kontuzji Hiszpan Rafael Nadal (7480) oraz Federer (6420). Za niemieckim tenisistą w Top 10 światowej listy plasują się: 5. Juan Martin del Potro (Argentyna) – 5300 pkt, 6. Kevin Anderson (RPA) – 4710, 7. Marin Cilić (Chorwacja) – 4250, 8. Dominic Thiem (Austria) – 4095, 9. Kei Nishikori (Japonia) – 3590 i na 10. John Isner (USA) – 3155.

Z Polaków najwyżej sklasyfikowany jest Hubert Hurkacz, zajmujący aktualnie 87. lokatę z dorobkiem 658 pkt. Kolejny z naszych tenisistów na światowej liście, Kamil Majchrzak, awansował z 221. na 184. miejsce.

 

Janowicz zniknął z listy

W Top 500 rankingu ATP mamy w tej chwili tylko dwóch tenisistów – sklasyfikowanego na 82. miejscu Huberta Hurkacza i 221. Kamila Majchrzaka. Z zestawienia wykreślono natomiast Jerzego Janowicza.

 

Janowicz był klasyfikowany w rankingu ATP nieprzerwanie od 27 sierpnia 2007 roku. W ostatnim czasie nie grał jednak w tenisa z powodu problemów zdrowotnych. W poniedziałek odliczono mu punkty za zeszłoroczny start w Bratysławie i tym samym nazwisko byłego 14. singlisty na świecie zostało wykreślone z zestawienia. Na 82. miejsce w rankingu ATP awansował natomiast Hubert Hurkacz, chociaż ostatnio nie wywalczył żadnych punktów, bo startował w mediolańskich Finals Next Gen ATP.

Z Top 200 wypadł natomiast Kamil Majchrzak, który bez powodzenia walczył o punkty w challengerze w Knoxville.
Liderem rankingu pozostanie Djoković, bez względu na wynik jaki osiągnie w rozgrywanym w tym tygodniu turnieju mistrzów w Londynie. Serb ma bezpieczną przewagę nad drugim w zestawieniu Hiszpanem Rafaelem Nadalem, a po niedzielnej porażce Szwajcara Rogera Federera z Japończykiem Keiem Nishikorim w fazie grupowej londyńskiego ATP Finals jest już pewne, że szwajcarskim tenisista nie przeskoczy w rankingu prowadzącej dwójki, a może jeszcze stracić trzecią lokatę na rzec Niemca Alexandra Zvereva.

W londyńskim ATP Finals mamy swojego przedstawiciela – w grze podwójnej występuje tam Łukasz Kubot w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo. Niestety, w pierwszym meczu polsko-brazylijski debel przegrał z Amerykanami Mikiem Bryanem i Jackiem Sockiem 3:6, 6:7(5). W grupie grają jeszcze Austriak Oliver Marach i Chorwat Mate Pavić, którzy na otwarcie pokonali Francuzów Pierre’a-Hugues’a Herberta i Nicolas Mahuta 6:4, 7:6(3).

 

Naomi Osaka: W USA wygwizdana, w Japonii uwielbiana

Triumf w US Open Naomi Osaka okupiła łzami, gdy rozczarowana finałową porażką Sereny Williams nowojorska publiczność ją wygwizdała. Ale za to w Japonii popularność 20-letniej tenisistki gwałtownie wzrosła.

 

Osaka jest pierwszą w historii japońską tenisistką, która wywalczyła wielkoszlemowy tytuł w singlu. Przed US Open była już jedną z najpopularniejszych sportsmenek w Kraju Kwitnącej Wiśni, chociaż od trzeciego roku życia Naomi, córka Japonki i amerykańskiego żołnierza, mieszka w Stanach Zjednoczonych i ma też obywatelstwo tego kraju. Daleko jej było jednak do uznania jakim cieszyła się choćby wicemistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie i trzykrotnej mistrzyni świata solistek Mao Asada. Po triumfie w wielkoszlemowym turnieju w Nowym Jorku, na dodatek odniesionym w starciu z najwybitniejszą tenisistką wszech czasów, popularność Naomi Osaki w Japonii lawinowo rośnie i zaczyna powoli zbliżać się do poziomu rozpoznawalności jakim cieszą się w ojczyźnie baseballista amerykańskiej ligi MLB Ichiro Suzuki, dwukrotny mistrz olimpijski w łyżwiarstwie figurowym (Soczi 2014 i Pjongczang 2018) Yuzuru Hanyu, czy tenisista Kei Nishikori, który w tegorocznym US Open odpadł w półfinale.

Uznanie 20-letniej zawodniczce wyraził nawet premier Japonii Shinzo Abe, który na Instagramie napisał: „W trudnych czasach gdy zmagamy się ze skutkami trzęsienia ziemi na Hokkaido, dziękujemy za energię i inspirację”.
Japonka, która w 2016 roku została uznana przez organizację WTA za odkrycie roku, będzie musiała teraz zmierzyć się z popularnością. Wiele zawodniczek nie poradziło sobie z tym brzemieniem, a najlepszym tego przykładem jest kanadyjska gwiazda Eugenia Bouchard. Na razie Osaka odpoczywa po triumfie w US Open i szykuje się do występów w azjatyckiej części sezonu, także w Japonii.

Tymczasem w tenisowym światku nie milkną dyskusje o skandalicznym zachowaniu pokonanej w finale przez Naomi Osakę Sereny Williams. Zrugany przez amerykańską gwiazdę portugalski sędzia Carlos Ramos nie dostał oficjalnego wsparcia ze strony WTA, ale przynajmniej rację przyznała mu Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF). Mimo to część arbitrów rozważa odmowę sędziowania pojedynków z udziałem Sereny Williams. A to już może być poważnym problemem dla WTA.