Czy nastąpi wygnanie z raju?

130 państw świata planuje wprowadzenie zasady, że wielkie korporacje płacą podatki w miejscu, gdzie rzeczywiście funkcjonują. Zapewne jednak skończy się tylko na planach.
Pierwszego lipca bieżącego roku, po blisko dwu i półletnich negocjacjach, Polska wraz z 129 innymi państwami świata, wytwarzającymi łącznie ponad 90 proc. światowego produktu krajowego brutto, zdecydowała o wdrożeniu reformy międzynarodowych przepisów podatkowych. Jej celem jest likwidacja rajów podatkowych i doprowadzenie do płacenia podatków przez międzynarodowe korporacje w miejscu sprzedaży swoich produktów i usług. Od podjęcia decyzji, że trzeba reformować, do rzeczywistego wprowadzenia zmian, droga jest jednak jeszcze bardzo daleka.
Wśród sygnatariuszy porozumienia jest między innymi 10 największych światowych gospodarek: USA, Chiny, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Indie, Włochy, Brazylia i Korea Południowa. Według przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny raportu „Global taxes in the post – COVID-19 era”, reforma CIT (czyli podatku dochodowego od osób prawnych) przyniesie budżetom publicznym w sumie 115 miliardów dolarów.
Uzgodnione rozwiązania składają się z dwóch filarów. W ramach pierwszego, ma dojść do opodatkowania największych międzynarodowych korporacji, których skonsolidowane globalne roczne przychody przekraczają 20 mld euro. Wśród nich te mające marże zysku powyżej 10 proc. (to około 100 firm na całym świecie), będą musiały podzielić 20 – 30 proc. swoich globalnych dochodów pomiędzy kraje, w których sprzedają swoje usługi i produkty (tzw. market jurisdictions).
Drugi filar zakłada przyjęcie minimalnego globalnego podatku CIT w wysokości przynajmniej 15 proc. efektywnej stawki. Daniną tą, wdrażaną na poziomie poszczególnych państw, zostaną objęte międzynarodowe korporacje o rocznych przychodach w wysokości co najmniej 750 mln euro. Po wejściu tego rozwiązania w życie, międzynarodowe przedsiębiorstwa opodatkowane w danym państwie poniżej minimalnej stawki, zostaną w macierzystym kraju objęte dodatkowym podatkiem, do wysokości 15 proc.
Zostało zarazem przyjęte rozwiązanie, wspierane między innymi przez Polskę, na mocy którego z podatku wyłączono firmy prowadzące rzeczywistą działalność gospodarczą na terenie danego państwa (tzw. substance curve-out). Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Niesprawiedliwość podatkowa w Unii Europejskiej. W kierunku większej solidarności w walce z unikaniem opodatkowania” policzył, że straty wynikające z wykorzystywania międzynarodowych transakcji do oszustw podatkowych oraz unikania płacenia podatków zmniejszają budżety państw UE o około 170 mld euro rocznie. – To początek światowej rewolucji podatkowej. Tak liczne poparcie dla projektu przygotowanego przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) pokazuje, jak palącym problemem jest nieuczciwy transfer zysków, niesprawiedliwa dystrybucja wpływów podatkowych czy funkcjonowanie rajów podatkowych. Polska od wielu lat jest orędownikiem reform w zakresie opodatkowania międzynarodowych korporacji i walki z rajami podatkowymi. PIE wielokrotnie wskazywał na konieczność załatania luki w europejskich systemach podatkowych. Dzięki minimalnej stawce CIT, budżety wszystkich krajów na świecie mogą być zasobniejsze o 115 mld dolarów – stwierdził, bardzo optymistycznie, Piotr Arak, dyrektor Polskiego InstytutuEkonomicznego.
Wprowadzanie minimalnego CIT-u wymaga zmian legislacji wyłącznie na krajowym poziomie, ale do wejścia w życie rozwiązań podatkowych opisanych w ramach pierwszego filara, niezbędna jest zmiana międzynarodowych traktatów. Wydaje się to mrzonką, gdyż w tym celu konieczne jest poparcie praktycznie wszystkich państw na świecie.
Dziewięć państw (Barbados, Estonia, Węgry, Irlandia, Kenia, Nigeria, Peru, Sri Lanka i St. Vincent) już nie zgodziło się na przyjęcie zaproponowanych rozwiązań, co oznacza konieczność dalszych międzynarodowych negocjacji w tym zakresie. Będzie to trudne, bo w tej dziewiątce są przecież właśnie kraje, prosperujące dzięki byciu rajami podatkowymi. Wspomniany wcześniej początek światowej rewolucji podatkowej może więc rzeczywiście okazać się tylko początkiem, za którym nigdy nie pójdzie żaden realny dalszy ciąg. – Beneficjentami pierwszego filara staną się kraje o największej bazie konsumentów (przede wszystkim największe kraje Unii Europejskiej oraz Wielka Brytania). Dzięki podatkowej realokacji, w znacznym stopniu zwiększą się ich wpływy podatkowe. Na wejściu w życiu drugiego filara najbardziej skorzystają natomiast państwa, w których swoje siedziby mają międzynarodowe korporacje kwalifikujące się do obłożenia minimalnym CIT-em. Wraz ze zniknięciem rajów podatkowych, zyski tych firm zostaną opodatkowane w ich macierzystych jurysdykcjach – przewiduje Łukasz Błoński, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
OECD zakłada, że w lipcu bieżącego roku wypracowane rozwiązania powinny zostać zaakceptowane przez grupę G 20 (czyli państw, uważających się za szczególnie ważne), a do jesieni tego roku mają zostać wypracowane wszystkie dodatkowe szczegóły, pozwalające na przyjęcie globalnych rozwiązań już w 2023 r.
Nie da się jednak ukryć, że to mało realny i niezmiernie optymistyczny scenariusz – bo po pierwsze, przypuszczenia wyrażane przez OECD nie mają mocy sprawczej, a po drugie, grupa G 20 to nie jest żaden światowy rząd o jakichkolwiek formalnych kompetencjach, zaś naciski wywierane przez jej członków mogą wywołać opór ze strony szeregu innych państw. Po trzecie zaś, trudno sobie wyobrazić, ogólnoświatową zgodę na likwidację rajów podatkowych.
Wreszcie, trudno powiedzieć, jaki w istocie kształt przyjmą „antyrajowe” rozwiązania po ostatecznych poprawkach – i co naprawdę z nich zostanie. Jeżeli oczywiście w ogóle cokolwiek zostanie.

Pod rządami PiS pogarszają się warunki życia dzieci

W światowym rankingu jakości życia dzieci Polska spadła o cztery miejsca w ciągu jednego roku. Pojawiło się na przykład zjawisko niedożywienia dzieci.
Amerykańska organizacja pozarządowa Chrońmy Dzieci (Save the Children Federation) działająca od ponad 100 lat, publikuje od pewnego czasu co roku Global Childhood Report wraz z Indeksem zatytułowany „End of Childhood Index”, czyli „Koniec Dzieciństwa” a niekiedy „Skradzione Dzieciństwo”, obejmujący obecnie 180 (a w ubiegłym roku 172) krajów. Autorka i główna redaktorka raportu to Tracy Geoghegan z Save the Children. Pochyla się w nim nad dolą i niedolą naszych dzieci. Jak napisał dawno temu kubański poeta – wieszcz Jose Marti: „Los ninios se nacen para ser felices” – Dzieci się rodzą aby być szczęśliwe.
Szczęśliwe, według Konwencji Praw Dziecka: to zdrowe dzieci, w szkole i w zabawie, wychowywane na pewnych siebie z miłością i wspierane przez rodziny oraz troskliwych dorosłych, stopniowo przejmujące obowiązki dorosłości, wolne od strachu, bezpieczne od przemocy, chronione przed nadużyciami i wykorzystywaniem. To całkowicie kontrastuje z doświadczeniem dzieciństwa wielu dzieci.
Tymczasem na świecie, według danych z 2018 r.:
263 mln dzieci jest poza szkołą i edukacją,
168 mln dzieci jest zmuszanych do pracy, w tym 85 mln do pracy niebezpiecznej,
156 mln dzieci poniżej 5 lat ma spowolniony wzrost, głównie wskutek niedożywienia,
40 mln dziewczynek w wieku 15 -19 lat jest już mężatkami, a 4 mln mają poniżej 15 lat,
28 mln dzieci jest zmuszanych różnymi okolicznościami do ucieczki z domu, z tego 11 mln to uchodźcy,
8 mln dzieci umiera każdego roku, z tego 75 proc. ma poniżej 5. lat,
16 mln dziewczynek w wieku 15-19 lat rodzi każdego roku dziecko a 1 mln rodzi je w wieku poniżej 15 lat,
75 tysięcy dzieci poniżej 20 lat zamordowano w 2015 r.
Według raportu „End of Childhood” dla co najmniej 700 mln dzieci na całym świecie dzieciństwo skończyło się zbyt szybko. Główne powody to: bieda, zły stan zdrowia, konflikty, ekstremalna przemoc, wczesna ciąża, niedożywienie, wykluczenie z edukacji, ciężka praca. I wszystko to tworzy łącznie globalny kryzys dziecięcy o ogromnych rozmiarach.
Ten nowy raport z serii corocznej, według intencji autorów daje „twarde spojrzenie” na wydarzenia, które okradają dzieci z dzieciństwa. Każde dziecko zasługuje na dzieciństwo, miłość, opiekę i ochronę – a tego nie doświadcza co czwarte dziecko na świecie. Wiele z nich cierpi na toksyczną mieszankę ubóstwa i dyskryminacji – wykluczenie z powodu tego kim są: dziewczynką, uchodźcą, pochodzącym z mniejszości etnicznej lub dzieckiem z niepełnosprawnością.
Doświadczenie dzieciństwa jest w dużej mierze określone przez opiekę i ochronę , jaką otrzymują lub jej nie otrzymują od dorosłych. Wszystkie kraje, tak ludzie bogaci jak i biedni, mogą lepiej wychowywać każde dziecko, któremu przysługuje prawo do dzieciństwa.
Indeks koncentruje się na zmieniających życie wydarzeniach, które sygnalizują wcześniejsze zakłócenia w dzieciństwie. Pokazuje, które kraje odnoszą sukcesy, a które nie; zapewniają warunki, pielęgnują i chronię swych najmłodszych obywateli. To, które dzieci przeżyją albo umrą, uczą się albo nie, są chronione albo skrzywdzone – nie jest przypadkiem. Milionom dzieci skrócono dzieciństwo z powodu tego kim są i gdzie żyją.
W ostatnich 25 latach nastąpiły niewątpliwie korzystne zmiany w warunkach życia dzieci ale postęp w zwalczaniu skrajnego ubóstwa często nie objął tych dzieci, które najbardziej tego potrzebują – ze względu na położenie geograficzne, płeć, pochodzenie etniczne, niepełnosprawność lub to, że były ofiarami konfliktu.
Ten indeks nie uwzględnia pełnego zasięgu ograniczeń oraz trudności dotykających dzieci. Zamiast tego skupia się na niektórych kluczowych prawach lub gwarancjach dzieciństwa, takich jak: życie, zdrowy wzrost i rozwój, edukacja i ochrona przed wyrządzeniem szkody. Jeśli dziecko doświadcza tego wszystkiego, jego dzieciństwo jest uważane na „nienaruszone”.
Na złożony (agregatowy) indeks „Końca Dzieciństwa” składa się osiem wskaźników monitorujących i obejmujących negatywne aspekty jakości życia dzieci:

  1. Umieralność dzieci do lat 5
  2. Niedożywienie dzieci
  3. Dziecko poza szkołą
  4. Praca dzieci
  5. Małżeństwa nastolatków
  6. Urodzenia dzieci przez nastolatki
  7. Dziecko ofiarą skrajnej przemocy
  8. Zabójstwa dzieci.
    Raport wraz Indeksem można znaleźć na stronie: www.savethechildren.org;
    strona UNICEF: www.unicef.org
    Czołówka indeksu z najwyższymi ocenami w przedziale 986 – 989 punktów (maksymalna ocena to 1000) to: Singapur, Słowenia, Finlandia, Szwecja i Norwegia, a także Irlandia, Niderlandy, Włochy, Portugalia i Korea Południowa.
    Polska zajmuje 29 miejsce (spadek – rok temu była na 25) z oceną 971 pkt. Bezpośrednio przed nami znajdują się Litwa i Kanada, a za nami Wielka Brytania i Łotwa. Różni nas zatem od Singapuru in minus 18 pkt. Nie jest to dużo ale jednak. Warto także odnotować, że w porównaniu z 2000 rokiem osiągnęliśmy przyrost wartości indeksu o 23 punkty – i taki jest nasz postęp uzyskany w ciągu 20 lat.
    Gdyby wziąć pod uwagę, że wiele krajów uzyskało identyczną liczbę punktów, to faktycznie w 2020 roku zajmujemy 15. pozycję wraz z kilkoma innymi krajami – co brzmi lepiej i też jest prawdziwe.
    Rozliczając pozycję Polski według powyższych wskaźników monitorujących, sytuacja dzieci w naszym kraju przedstawia się w „Indeksie Końca Dzieciństwa 2020” następująco:
  9. Umieralność dzieci do lat pięciu: 4,4 promile; rok wcześniej 5,2 promile, zatem poprawa; w Singapurze wskaźnik ten wyniósł 2,8 promila.
  10. Niedożywienia dzieci do lat pięciu: 2,6 proc.; rok wcześniej 0 proc., zatem nastąpiło u nas pogorszenie; w Singapurze 0 proc.
  11. Dziecko poza szkołą: 3,4 proc. dzieci w wieku szkolnym, rok wcześniej 5 proc., a więc poprawa; w Singapurze 0 proc.
  12. Praca dzieci: 0 proc., rok wcześniej także 0 proc., w Singapurze również 0 proc.
  13. Małżeństwa nastolatków: 1,2 proc., rok wcześniej tyle samo, w Singapurze 0,4 proc..
  14. Urodzenia przez nastolatki (dzieci rodzą dzieci): 10,5 promila, rok wcześniej 13,1 promila, a zatem poprawa, w Singapurze 3,4 promila.
  15. Dziecko ofiarą skrajnej przemocy: 0 proc., rok wcześniej również tyle samo; w Singapurze 0,8 proc.
  16. Zabójstwa dzieci w wieku do 19 lat na 100.000 ludności: 0,2 – i rok wcześniej także 0,2; w Singapurze również 0,2.
    Wśród nowych krajów członkowskich w Unii Europejskiej, Polska zajmuje piąte miejsce po Słowenii, Czechach, Estonii i Litwie. Za nami znalazły się: Łotwa, Chorwacja, Węgry, Słowacja, Rumunia i Bułgaria (na miejscu 69 z wartością indeksu 910 pkt).
    Nasi wschodni sąsiedzi: Białoruś – 40 miejsce i 950 pkt., natomiast Ukraina – 51 miejsce i 931 pkt.
    USA i Chiny zajmują w „Indeksie Końca Dzieciństwa” dopiero 43 miejsce, Rosja – 41. Niemcy zajmują 25 pozycję.
    Ostatnie (180) miejsce w tym indeksie zajmuje Niger z indeksem na poziomie 375 pkt., a przed nim jest Republika Afryki Środkowej, Czad, Mali i Sudan Południowy. Dystans do czołówki jest ogromny: 614 pkt.!!! I to w tych krajach położenie dzieci jest godne pożałowania, jak też wstydu dla całego świata.
    Tenże Niger w 2000 r. wykazywał wartość indeksu na poziomie zaledwie 167 pkt, a obecnie 375 – czyli postęp o 208 pkt. Ogromny postęp i wysiłek na rzecz poprawy położenia dzieci. Postęp powyżej 200 pkt. w tym okresie osiągnęły także Sierra Leone (246 pkt.), Rwanda, Etiopia, Burkina Faso, Angola, Gwinea Bissau i Zambia. Ktoś doda: ale z jakiego poziomu. No właśnie. Pod tym względem z niskiego poziomu nie podnosi się wcale łatwo. To krajom bogatszym jest łatwiej.
    Zobaczmy jakie wskaźniki monitorujące wykazuje Niger obecnie:
  17. Umieralność dzieci: 83,7 promila, Polska 4,4 promila
  18. Niedożywienia dzieci: 48,5 proc., Polska 2,6 proc.
  19. Dziecko poza szkołą: 52 proc., Polska 3,4 proc.
  20. Praca dzieci: 34,4 proc., Polska 0 proc.
  21. Małżeństwa nastolatków: 63,9 proc., Polska 1,2 proc.
  22. Urodzenia nastolatków: 186,5 promila, Polska 10,5 promila
  23. Dziecko ofiarą skrajnej przemocy: 0,9 proc., Polska 0 proc.
  24. Zabójstwa dzieci: 7,4 na 100.000 ludności, Polska 0,2
    To co bardzo bije w oczy i sumienia, to zatrważający poziom umieralności dzieci, niedożywienie, odsetek dzieci poza szkołą i ich ciężka, a niekiedy niebezpieczna praca.
    W 2015 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych podjęła jednomyślnie uchwałę o Celach Zrównoważonego Rozwoju w perspektywie do 2030 r. – Agenda ONZ 2030. Uznano w niej, że wszystkie dzieci będą korzystać ze swoich praw do zdrowia, edukacji i ochrony, czyli prawa do dzieciństwa. Sygnatariusze tego porozumienia zagwarantowali, że stanie się to we wszystkich warstwach społeczeństwa – bez względu na dochód, geografię, płeć czy tożsamość – i przyrzekli, że ci, którzy są najbardziej wykluczeni ze społeczeństwa, zostaną objęci pomocą jako pierwsi.
    Wyrazić można głębokie przekonanie, że nie tylko Save the Children ale zwłaszcza UNICEF, zrzeszająca ponad 190 krajów członkowskich organizacja ONZ, odegra ogromną rolę w skrupulatnym monitorowaniu realizacji tych celów.
    UNICEF ma swym dorobku wiele osiągnięć; pomógł zmniejszyć śmiertelność dzieci ma całym świecie, pracując na rzecz dotarcia do najsłabszych. Jak głosi na swej stronie UNICEF: działa aby ratować dzieci, bronić ich praw i pomagać im w realizacji ich potencjału, od wczesnego dzieciństwa do dorastania. Dodając przy tym: i nigdy się nie poddajemy.
    Światowy Indeks Końca Dzieciństwa 2020
    Miejsce Liczba punktów
    1 Singapur 989
    2 Słowenia 988
    3 Finlandia 987
    3 Szwecja 987
    5 Norwegia 986
    27 Litwa 974
    28 Kanada 973
    29 Polska 971
    30 Wielka Brytania 971
    31 Łotwa 968

Chcemy dobrze, ale wychodzi jak zawsze

Jesteśmy na końcu Unii Europejskiej. W rankingu transformacji energetyki wyprzedzają nas wszystkie dawne kraje socjalistyczne, a smog zabija rocznie dziesiątki tysięcy Polaków.
Niedawno został opublikowany Indeks Transformacji Energetyki za rok 2020. Polska gospodarka zajęła w nim odległe 69 miejsce, choć lepsze o sześć lokat, niż rok wcześniej.
Indeks ten publikowany jest od 2013 r. pod auspicjami Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum) i stanowi wyraz opinii autorów raportu, a firmuje go Roberto Bocca – członek zarządu Komitetu Wykonawczego Światowego Forum.
Stwierdza on, że transformacja systemu energetycznego w ciągu ostatniej dekady, choć wolniejsza niż wymagana do osiągnięcia celów Porozumienia Paryskiego w zakresie przeciwdziałania zmianie klimatu, była znacząca. I dodaje, że obecnie istnieje jednak ryzyko, że ten z trudem wypracowany impet zostanie utracony, ponieważ trwająca pandemia COVID-19 nadal powoduje szkody gospodarcze i społeczne. Pandemia, według niego, jest bezprecedensowa pod względem skali i szybkości w ostatnich czasach – i może na nowo zdefiniować aspekty gospodarcze, polityczne i społeczne, istotne dla transformacji energetycznej.
Edycja raportu i Indeksu Transformacji Energetyki za rok 2020 jest kontynuacją jego poprzednich wydań i aktualnych badań, oraz opartych na faktach obserwacjach. Myślą przewodnią jest wsparcie decydentów w ich dążeniu do opracowania „mapy drogowej” dla bezpiecznego, zrównoważonego, przystępnego cenowo i sprzyjającego włączeniu społecznemu, systemu energetycznego przyszłości. Wpisuje się to harmonijnie w ramy globalnej realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju Agenda ONZ 2030.
Raport przedstawia wyniki tych badań podsumowując spostrzeżenia na temat wydajności systemu energetycznego krajów i ich gotowości do transformacji energetycznej. Indeks odzwierciedla trendy w globalnej transformacji energetycznej.
Prace nad nim organizuje wyspecjalizowany, składający się z przedstawicieli 23 organizacji oraz 17 indywidualnych ekspertów zespół badawczy, pracujący pod auspicjami Światowego Forum Ekonomicznego, lecz wyrażający własne opinie.
Transformacja energetyki w rozumieniu tegoż zespołu badawczego to przejście sektora energetycznego z kopalnych systemów produkcji i zużycia energii (w tym ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla)na odnawialne źródła energii, takie jak wiatr, słońce, a także baterie litowo-jonowe. Chodzi więc o rosnące „przenikanie” energii odnawialnej do ogólnego koszyka dostaw energii.
Indeks Transformacji Energetycznej składa się z dwóch części (subindeksów): oceny bieżącej wydajności systemu energetycznego oraz oceny środowiska sprzyjającego transformacji, czyli jej gotowości do szybkiej i skutecznej transformacji. Indeks jest średnią arytmetyczną tych dwóch subindeksów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy). W jego konstrukcji, zespół posługuje się 40 ilościowymi i jakościowymi wskaźnikami monitorującymi i korzysta z wysoce wiarygodnych źródeł danych. W Indeksie 2020 uwzględnia się także wpływ pandemii COVID-19.
Wskaźniki są standaryzowane i agregowane w celu uzyskania wyników wyższego rzędu oraz jednakowo ważone aby uzyskać wyniki dla obu wzmiankowanych subindeksów. Pochodzą one od międzynarodowych wysoce wiarygodnych źródeł danych , aby zapewnić porównywalność między krajami i spójność w czasie.
Indeks Transformacji Energetyki analizuje stan transformacji energetycznej w 115 krajach, które stanowią 90 proc. ludności świata, 93 proc. światowego zapotrzebowania na energię i wytwarzają 98 proc. światowego produktu brutto. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.weforum.org
Według raportu, kraje wprawdzie przekształcają swoje systemy energetyczne, ale poprawa ta nie jest spójna ani w poszczególnych krajach, ani w przedziałach czasowych.
Spośród 115 monitorowanych krajów, 94 poprawiły swój wynik w ciągu ostatnich sześciu lat; kraje te stanowią 70 proc. liczby ludności świata i wytwarzają 70 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla pochodzącego ze spalania paliw. Jednak tylko Argentyna, Bułgaria, Chiny, Czechy, Dominikana, Indie, Irlandia, Włochy, Słowacja, Sri Lanka i Ukraina, a więc zaledwie 11 krajów, poczyniło w tym okresie stałe i wymierne postępy w zakresie transformacji energetycznej. Jak widać, na tej krótkiej liście nie ma Polski.
Szwecja prowadzi w rankingu transformacji energetyki trzeci rok z rzędu, z wartością indeksu na poziomie 74,2 proc. (w skali od 0 do 100). Za wydajność systemu energetycznego otrzymała 79 proc. a za gotowość do transformacji – 69 proc. Za nią plasują się Szwajcaria, Finlandia, Dania i Norwegia.
Francja i Wielka Brytania są jedynymi krajami z Grupy G-20, które lokują się w pierwszej dziesiątce.
Średnia światowa wartość Indeksu Transformacji Energetyki wyniosła 55,1 proc., tak więc wartość indeksu Polski ukształtowała się poniżej średniej światowej!
Gotowość do transformacji energetycznej poprawiła się we wszystkich krajach, głównie dzięki zwiększeniu poziomu zaangażowania politycznego oraz lepszemu dostępowi do kapitału i inwestycji. Raport wyróżnia w tym względzie Kolumbię, Czechy, Węgry, Kenię, Maroko, Tajlandię i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które osiągnęły znaczące postępy.
W opinii autorów raportu, rok 2000 wyznacza początek „dekady realizacji” w zakresie transformacji energetycznej i zmiany klimatu. Biorąc jednak pod uwagę masową mobilizację zasobów rządowych i sektora prywatnego w celu złagodzenia skutków ubocznych pandemii COVID-19, istnieje ryzyko spowolnienia tempa transformacji energetycznej w perspektywie krótkoterminowej – chyba, że ożywienie gospodarcze wesprze realizację priorytetów w zakresie transformacji energetycznej w poszczególnych krajach.
Subindeks wydajności systemu energetycznego zapewnia ocenę systemu danego kraju w odniesieniu do jego realizacji trzech priorytetów: 1. Zdolności do wspierania rozwoju i wzrostu gospodarczego, 2. Powszechnego dostępu do bezpiecznych i niezawodnych dostaw energii i 3. Zrównoważenia środowiskowego w całym łańcuchu wartości energii. Celem transformacji energetycznej w danym kraju powinno być jednoczesne osiągnięcie tych trzech priorytetów, a tym samym utrzymanie zrównoważonego „trójkąta energetycznego”. Oczywiście poszczególne kraje podchodzą do transformacji energetycznej z różnych punktów wyjścia, posiadając właściwe sobie charakterystyki społeczno-gospodarcze i wobec tego ustalają priorytety uwzględniające te okoliczności.
Indeks to jak wiadomo jedna liczba i to stanowi jego niewątpliwy urok, a przy jego pomocy można budować rankingi krajów i dokonywać porównań między nimi oraz w czasie. Dla analityków ekonomicznych i politycznych ważne są jednak właśnie te wskaźniki, lecz wtedy trzeba się zapoznać z raportem.
Polska zajęła w omawianym indeksie 69 miejsce z wartością indeksu 52,9 proc., w tym za wydajność systemu energetycznego dostała 57 proc., a za gotowość do transformacji tegoż systemu 48 proc. Przed nami usytuowała się Turcja i Boliwia a bezpośrednio za nami Indonezja i Dominikana.
Spośród nowych członków Unii Europejskiej przed nami znalazły się wszystkie spośród tych krajów. Litwa i Łotwa zajęły wysokie 15 i 16 miejsce, pozycje 21 i 23 zajęły Estonia i Słowenia, 31 i 33 – Węgry i Rumunia, 37 i 42 – Chorwacja i Czechy. Bułgaria jest na 61 miejscu, no i my dopiero na 69.
Na 20. miejscu uplasowały się Niemcy, na 32 miejscu USA, na 78. Chiny i na 80. Rosja. Ukraina zajęła 102 miejsce.
Indeks Transformacji Energetycznej 2020 (w proc.)
1 Szwecja 74,2
2 Szwajcaria 73,4
3 Finlandia 72,4
4 Dania 72,2
5 Norwegia 72,2

67 Turcja 53,1
68 Boliwia 53,0
69 Polska 52,9
70 Indonezja 52,4
71 Dominikana 52,4

Czy prominenci PiS staną przed sądem za tragiczne żniwo pandemii?

Pod względem liczby dziennych zgonów na koronawirusa Polska zajmuje już drugie miejsce w Europie, tuż za Włochami. Mamy olbrzymią śmiertelność. Do takich nieszczęść doprowadziły nas rządy Prawa i Sprawiedliwości.
Wspomniane, tragiczne drugie miejsce zajmujemy w liczbach bezwzględnych, wyprzedzając kraje dużo ludniejsze od nas. Jednak w stosunku do liczby ludności liczba dziennych zgonów jest u nas najprawdopodobniej największa w Europie – i zapewne również na świecie. Całkowitą odpowiedzialność za tę tragedię ponosi ekipa rządząca z Prawa i Sprawiedliwości. Niewyobrażalny jest cynizm i hipokryzja tych ludzi, którzy mieli czelność chwalić się, jak to rzekomo świetnie przygotowali kraj do odparcia pandemii. Gdy zaś okazało się to wierutnym kłamstwem, zrzucają winę na wszystkich wokół siebie – choć to oni mieli wszelkie możliwości, by przygotować kraj do odparcia pandemii.
Rząd Prawa i Sprawiedliwości miał wszystko: pełną władzę w państwie, czas, pieniądze, doświadczenia z państw wcześniej dotkniętych pandemią. I widzimy, jaki los zgotowali Polakom rządzący z PiS.
Jak na razie, najbardziej tragiczny był dzień 18 listopada. Wtedy na Covid19 zmarły w Polsce aż 603 osoby – o wiele więcej, niż w innych, znacznie ludniejszych krajach Europy. Ale dzień później było w naszym kraju już 637 ofiar.
18 listopada koronawirus zabił 425 osób we Francji, 351 osób w Hiszpanii, 305 w Niemczech i 529 w Wielkiej Brytanii. W każdym z tych krajów mieszka dużo więcej ludzi niż w Polsce. Władze tych krajów doprowadzają do stopniowego spadku zgonów na koronawirusa w porównaniu z pierwszą połową roku. Władze Polski nie umieją tego osiągnąć, a zresztą nawet się nie starają.
Także i w innych państwach, w których wcześniej na koronawirusa umierało więcej ludzi niż w Polsce, teraz umiera mniej, by wymienić na przykład Rumunię czy Szwecję.
Dodajmy, że w dwóch wielkich państwach tylko częściowo leżących w Europie, w których wcześniej koronawirus również zabijał więcej ludzi niż w Polsce, czyli w Turcji i Rosji, też potrafiono zmniejszyć liczbę zgonów. 18 listopada w Turcji koronawirus zabił 116 osób, a w Rosji 456. U nas, przypomnijmy – aż 603 osoby, a liczba zgonów dotychczas rośnie. Ta tragiczna statystyka jest krzyczącym oskarżeniem pod adresem rządów PiS.
Bardzo wiele już powiedziano na temat tego, w jaki sposób Prawo i Sprawiedliwość przyczynia się do wzrostu liczby zgonów na Covid19 w Polsce. Nie ma sensu wyliczać kolejnych decyzji, zaniedbań i zaniechań tej ekipy, powodujących, że umiera coraz więcej ludzi.
Szczególną winą prominentów PiS, w wymiarze moralnym równą co najmniej zdradzie stanu jest jednak ich całkowita obojętność na los Polaków, tysiącami umierających na koronawirusa. To po prostu nie ma dla nich żadnego znaczenia, zaś ograniczenie liczby zgonów nie stanowi dla nich jakiejkolwiek wartości – no chyba, że może prowadzić do utraty władzy przez PiS. Bo to właśnie władza, oraz wynikające z niej przywileje i apanaże, stanowią tą jedyną „wartość” na której im naprawdę zależy. I zrobią wszystko, zrealizować słowa Władysława Gomułki: władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy.
Ile tysięcy ludzi w Polsce jeszcze umrze, by prominenci PiS mogli dalej rządzić? – to przecież dla nich bez znaczenia. Pamiętają z pewnością słowa innego „klasyka”, Józefa Stalina: ludzi u nas mnogo.
Szczególne miejsce zajmuje tu faktyczny władca Polski, wicepremier Jarosław Kaczyński. W żadnej z jego publicznych wypowiedzi nie było empatii wobec ofiar pandemii, prób zrozumienia ich tragedii, jakichś słów dodających otuchy. Było natomiast jątrzenie, szczucie, wygrażanie, dzielenie Polaków – i oczywiście to, co jest znakiem firmowym Prawa i Sprawiedliwości: obciążanie innych odpowiedzialnością za działania i zaniedbania swoje i swoich ludzi.
W normalnym kraju PiS szybko zostałoby odsunięte od władzy, a członkowie tej ekipy stanęliby przed sądem. Jest ku temu oczywiście stosowna podstawa w kodeksie karnym:
Art. 231 § 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Warto tylko dodać, że korzyść osobista – czyli zachowanie władzy – jest tu oczywista.
Jest też i inny przepis kodeksu karnego, który zapewne znalazłby wielokrotne zastosowanie wobec członków PiS-owskiej ekipy:
Art. 160. § 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Polska nie jest jednak normalnym krajem. Jest krajem, w którym członkowie PiS-owskiej ekipy, chcąc osiągnąć bezkarność, podporządkowali sobie wszystkie organy państwa, z służbami mundurowymi oraz prokuraturą. I próbują uczynić to samo z niezależnymi sądami. Dlatego nieprędko zobaczymy prominentów PiS na ławie oskarżonych.
Pozostaje tragiczne pytanie: ilu Polaków musi jeszcze umrzeć na koronawirusa, zanim uda się powstrzymać złowrogą, antypolską działalność obecnej władzy?.

Biedni Polacy patrzą na zamożnych

Z powodu pandemii koronawirusa mieszkańcy Europy mają w bieżącym roku średnio o 773 euro mniej, niż w 2019 r.

Średnia siła nabywcza Europejczyków wyniosła w 2020 roku 13 894 EUR na mieszkańca. Jednak wśród 42 badanych krajów są znaczne różnice, zwłaszcza pod względem kwoty przeznaczanej na żywność, mieszkanie, usługi, energię, prywatne emerytury, ubezpieczenia, wakacje, mobilność i zakupy konsumenckie.
Najwyższe rozporządzalne dochody netto mają Liechtenstein, Szwajcaria i Luksemburg, a najniższe – Kosowo, Mołdawia i Ukraina. Mieszkańcy Liechtensteinu mają ponad 37 razy większą siłę nabywczą niż Ukraińcy. Takie wyniki przynosi badanie „GfK Purchasing Power Europe 2020”. W badaniu uwzględniono również wpływ COVID-19 na kraje europejskie.
Europejczycy w sumie mają do dyspozycji prawie 9,5 bln euro w 2020 r. Siła nabywcza na mieszkańca nominalnie spadła o prawie 5,3 proc. w porównaniu do zeszłego roku, co można przypisać głównie rozprzestrzenianiu się COVID-19 i wynikającym z tego skutkom ekonomicznym.
Liechtenstein zajmuje pierwsze miejsce z siłą nabywczą 64 240 euro na mieszkańca. To ponad 4,6 razy więcej od średniej europejskiej. W pierwszej trójce, podobnie jak w zeszłym roku, znalazły się Szwajcaria i Luksemburg. Szwajcarzy mają do dyspozycji 41 998 euro na mieszkańca – ponad trzykrotność średniej europejskiej, podczas gdy Luksemburczycy 34 119
euro. To ponad 2,5 razy więcej niż średnia europejska.
Wszystkie pozostałe kraje w pierwszej dziesiątce mają średnią siłę nabywczą na jednego mieszkańca co najmniej o 50 procent wyższą niż średnia europejska.
Irlandia znalazła się w tym roku w pierwszej dziesiątce z siłą nabywczą na mieszkańca wynoszącą 21 030 euro, co plasuje ją na dziewiątym miejscu (wyparła Finlandię z pierwszej dziesiątki).
Szesnaście krajów uwzględnionych w badaniu ma ponadprzeciętną siłę nabywczą na mieszkańca, a dwadzieścia sześć – znajduje się poniżej średniej europejskiej. Ukraina zajmuje ostatnie miejsce z siłą nabywczą 1 703 euro na mieszkańca.
Markus Frank, ekspert GfK, wskazuje: „Badanie stanowi punkt odniesienia na rynku do obliczania potencjału konsumenckiego i pokazuje regionalny rozkład dochodów między poszczególnymi krajami, a także między różnymi regionami danego kraju. W środku pandemii koronawirusa ważne jest, aby firmy wiedziały, gdzie siła nabywcza i potencjał są najwyższe, co pozwoli jak najlepiej wykorzystać ich zasoby. Siła nabywcza pomaga firmom w podejmowaniu decyzji biznesowych związanych z zarządzaniem sprzedażą i marketingiem oraz planowaniem lokalizacji”.
GfK obliczył również, w jakim stopniu kraje europejskie ucierpiały w wyniku skutków COVID-19 (pokazuje to tzw. Corona Impact Index). Liechtenstein i Szwajcaria to także dwa kraje, które najmniej straciły w pandemicznym kryzysie. Wpływ koronawirusa w Liechtensteinie jest o około 85 procent poniżej średniej europejskiej, a w Szwajcarii o około 74 proc.
Islandia i Norwegia, które zajmują czwarte i piąte miejsce w rankingu siły nabywczej, wypadają gorzej – tam wpływ koronawirusa jest odpowiednio o 58 i 63 proc. powyżej średniej europejskiej. Oba te kraje szczególnie mocno ucierpiały w wyniku pandemii koronawirusa, a jedną z przyczyn była dewaluacja ich walut narodowych w stosunku do euro. Ostatnie miejsce wśród 42 krajów w rankingu zajmuje Turcja, w której wpływ pandemii jest ponad 2,8 razy większy od średniej europejskiej.
„Kryzys koronawirusowy wywarł znaczący wpływ na dochód netto gospodarstwa domowego. Corona Impact Index dostarcza przydatnych danych, które ilustrują lukę między potencjalnie możliwą do osiągnięcia ścieżką wzrostu dochodów do dyspozycji przed wybuchem COVID-19, a obecnie oczekiwanymi krajowymi zakupami według prognozy siły nabywczej na 2020 r. Dane te pozwalają zidentyfikować regiony, które najbardziej i najmniej ucierpiały w wyniku kryzysu” – dodaje Markus Frank.
Jeśli chodzi o Polskę, to GfK zwraca uwagę na ostry kontrast między bogatymi i biednymi.
Średnia siła nabywcza na mieszkańca w Polsce w 2020 r. wynosi 7143 euro, czyli niespełna 49 proc. średniej europejskiej. To stawia Polskę na dwudziestym ósmym miejscu w europejskich rankingach. Jesteśmy więc średnio ponad dwa razy mniej zamożni od przeciętnych Europejczyków.
Tylko 17 powiatów ma siłę nabywczą na mieszkańca wyższą o co najmniej 20 proc. od średniej krajowej. Z kolei 106 powiatów znajduje się co najmniej o 20 procent poniżej średniej krajowej.
Warszawy z siłą nabywczą 12 120 euro na mieszkańca zajmuje oczywiście pierwsze miejsce. Mieszkańcy stolicy mają prawie o 70 proc. więcej pieniędzy na zakupy konsumpcyjne i oszczędności niż wynosi polska średnia.
Na drugim końcu rankingu znajduje się powiat Szydłowiecki, gdzie siła nabywcza na mieszkańca wynosi zaledwie 4721 euro. To niespełna 66 proc. polskiej średniej i 34 proc. europejskiej. Mieszkańcy Warszawy mają do dyspozycji prawie 2,6 razy więcej pieniędzy niż mieszkańcy najmniej zamożnego powiatu Szydłowieckiego.
Nasi sąsiedzi Czesi są jak zawsze od nas sporo zamożniejsi. Rzekome doganianie przez Polskę bogatszej części Europy, czym chwaliło się Prawo i Sprawiedliwość, jest po prostu lipą. W republice Czeskiej siła nabywcza na mieszkańca na mieszkańca wynosi 9 179 euro, czyli niespełna 34 proc. poniżej średniej europejskiej. Czechy zajmują zajmuje dwudzieste piąte miejsce wśród 42 krajów objętych badaniem.
W Czechach są mniejsze niż w Polsce różnice między zamożnymi i ubogimi. Praga jest na szczycie rankingu siły nabywczej, a jej mieszkańcy mają do dyspozycji 11 961 euro na osobę – czyli nieco mniej niż w Warszawie. Praga jest jednak tylko nieco o ponad 30 proc. zamożniejsza od czeskiej średniej krajowej. Siła nabywcza mieszkańców Pragi jest natomiast o niecałe 14 proc. mniejsza od średniej europejskiej. Ponadprzeciętną siłę nabywczą ma jeszcze drugie co do wielkości miasto republiki Czeskiej, czyli Brno.
Bratankowie Węgrzy dysponują średnią siłą nabywczą na mieszkańca wynoszącą 6871 euro, czyli nieco mniej niż połowa średniej europejskiej. Węgry zajmują trzydzieste miejsce, dwie pozycje za Polską. Najwyższa siła nabywcza najwyższa jest jak zwykle wokół stolicy i w kierunku granicy austriackiej.
Budapeszt oczywiście prowadzi w rankingach ze znaczną przewagą. Z 8627 euro na mieszkańca mieszkańcy Budapesztu mają o 26 proc. większą siłę nabywczą niż średnia krajowa, ale wciąż prawie 38 proc. mniejszą niż średnia europejska. Pięć z 20 powiatów Węgier ma ponadprzeciętną siłę nabywczą. Wszystkie te powiaty znajdują się w stolicy Budapesztu i wokół niej oraz w kierunku granicy austriackiej. Z kolei trzy czwarte hrabstw Węgier ma siłę nabywczą poniżej średniej.
Ostatnie miejsce zajmuje region (komitat) Szabolcs-Szatmár-Bereg, najdalej wysunięty na wschód, graniczący z Ukrainą i Rumunią. Tam siła nabywcza na jednego mieszkańca wynosi 5 392 euro, co stanowi mniej niż 79 procent średniej krajowej i około 39 procent średniej europejskiej. Jest to jednak sporo więcej niż w naszym powiecie Szydłowieckim.
Rumunia zajmuje trzydzieste pierwsze miejsce w rankingu europejskim, tuż za Węgrami. Ze średnią siłą nabywczą na mieszkańca wynoszącą 5611 euro, znajduje się ona o około 60 proc. poniżej średniej europejskiej.
Podobnie jak w Polsce, w Rumunii panuje bardzo dużą przepaść między bogatymi a biednymi. Stołeczny Bukareszt prowadzi ze znaczną przewagą. Mieszkańcy stolicy mają do dyspozycji 10 173 euro na osobę na wydatki i oszczędności, czyli o ponad 81 proc. powyżej średniej krajowej. Ich siła nabywcza jest ponad trzykrotnie większa niż u mieszkańców najmniej zamożnego okręgu Vaslui. Tam dochód netto do dyspozycji wynosi zaledwie 3374 euro, co stanowi około 60 procent średniej krajowej i nieco ponad 24,3 procent średniej europejskiej.
Bardzo dobitnym przykładem zamożnej północy i biedniejszego południa są Włochy, gdzie średnia siła nabywcza na mieszkańca wynosi 16 439 euro, około 18 proc. powyżej średniej europejskiej, co stawia ten kraj na szesnastym miejscu wśród 42 uwzględnionych w badaniu GfK.
Wszystkie najbogatsze prowincje z pierwszej dziesiątki znajdują się na północy Włoch. Na szczycie rankingu pozostaje Mediolan z siłą nabywczą na mieszkańca wynoszącą 23 507 euro, czyli o 43 procent powyżej średniej krajowej i ponad 69 procent powyżej średniej europejskiej.
Natomiast dziesięć najmniej zamożnych prowincji znajduje się w południowych Włoszech. Ostatnie jest Crotone, położone na dalekim południu kraju. Mieszkańcy tej prowincji mają siłę nabywczą na mieszkańca wynoszącą 9 119 euro, czyli o około 45 procent mniej niż
średnia krajowa i około 34 procent mniej niż średnia europejska.
Krajem z siłą nabywczą najbardziej zbliżoną do średniej jest Hiszpania: 13 613 euro na mieszkańca w 2020 r, co oznacza zaledwie 2 proc. poniżej średniej europejskiej.
W rankingu hiszpańskich prowincji Alava w Kraju Basków zajmuje pierwsze miejsce. Mieszkańcy tej prowincji mają 17 620 euro na osobę, czyli ponad 29 proc. powyżej średniej krajowej.
Najmniej zamożne prowincje Hiszpanii znajdują się w południowo-zachodniej części kraju. Ostatnie miejsce w tym roku zajmuje największa hiszpańska prowincja Badajoz, z siłą nabywczą na mieszkańca wynoszącą 9 975 euro, czyli o około 27 proc. poniżej średniej krajowej. Także i w Hiszpanii południe jest więc biedniejsze od północy.
Siła nabywcza oznacza dochód do dyspozycji po potrąceniu podatków i wpłat na cele charytatywne. Obejmuje wszelkie otrzymane świadczenia państwowe. Obliczenia przeprowadza się na podstawie zgłoszonych dochodów i zarobków, statystyk dotyczących świadczeń rządowych oraz prognoz gospodarczych dostarczonych przez instytuty ekonomiczne (w przypadkach, gdy istnieją różne prognozy, zawsze wybiera się scenariusz średni).

Innowatorzy zmieniają świat

Polska uczyniła mały kroczek do góry w rankingu najbardziej innowacyjnych krajów.
Kilkanaście dni temu opublikowany został Globalny Indeks Innowacji (The Global Innovation Index) 2020, w którym polska gospodarka zajęła 38. miejsce, zaraz po Bułgarii a przed Słowacją.
Indeks publikowany jest po raz trzynasty przez Cornell University, szkołę zarządzania i biznesu INSEAD oraz Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO-ONZ). Tym razem obejmuje on 131 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składa się siedem bloków tematycznych i 80 wskaźników oceniających różne aspekty innowacji; każdy z bloków składa się z kolei z trzech subindeksów.
Indeks to jedna liczba i przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków ważna jest jednak nie tyle ta liczba lecz właśnie wspomniane bloki oraz wskaźniki monitorujące. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronach: www.globalinnovationindex.org/gii- HYPERLINK „http://www.globalinnovationindex.org/gii-2020”
Jedenaście lat temu zajmowaliśmy w Globalnym Indeksie Innowacji 56. miejsce, sześć lat później już 45. Od 2016 r. zajmowaliśmy 39. Postęp był więc wyraźny. A teraz 38 miejsce. A więc kolejny kroczek do przodu, choć (tu łyżka dziegciu) wartość Indeksu się niestety obniżyła. Mediana (wartość środkowa) Indeksu w skali światowej wynosi 30,94. Spośród centrów innowacyjnych (miast) Warszawa zajęła 99. miejsce.
Czołówka rankingu to: Szwajcaria, Szwecja, USA, Wielka Brytania i Holandia. Są to także najbardziej innowacyjne kraje spośród 46 o wysokim produkcie krajowym brutto na mieszkańca. Polskę zaliczono także do tej zamożniejszej grupy krajów i w niej znaleźliśmy się na 35. miejscu. Wśród krajów europejskich Polska zajęła natomiast 25. miejsce.
Czołówkę wśród innej grupy krajów, o PKB powyżej średniej światowej (37 krajów) stanowią Chiny, Malezja i Bułgaria Wśród 29 krajów poniżej średniej światowej PKB do czołówki innowacyjnej zaliczono Wietnam, Ukrainę i Indie. I wreszcie wśród 16 krajów o niskim PKB na mieszkańca tę czołówkę tworzą Tanzania, Rwanda i Nepal.
Wartość Indeksu dla Szwajcarii wynosi 66,08 pkt, dla Polski: 39,95 pkt. Taki jest obecnie nasz dystans do prowadzących.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Czechy (24 pozycja), Estonia (25), Słowenia (32), Węgry (35), Łotwa (36), Bułgaria (37). Za nami natomiast Słowacja (39), Litwa (40), Chorwacja (41) i Rumunia (46).
Warto odnotować, że Chiny w edycji Indeksu Innowacyjności 2020 r. znalazły się na 14. miejscu (wartość indeksu 53,28 pkt.), Japonia zajęła 16, Rosja 47, a Indie 48. Na ostatnim, 131 miejscu znajduje się Jemen.

Globalny Indeks Innowacyjności 2020

  1. Szwajcaria 66,08
  2. Szwecja 62,47
  3. USA 60,56
  4. Wielka Brytania 59,78
  5. Holandia 58,76 36. Łotwa 41,11 37. Bułgaria 39,98 38. Polska 39,95 39. Litwa 39,70 40. Chorwacja 37,27

Nie wymyślają prochu

Pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości polska gospodarka przestaje być innowacyjna.
W lipcu bieżącego roku Komisja Europejska opublikowała Europejski Indeks Innowacji (European Innovation Scoreboard – EIS) 2020, w którym Polska zajęła dopiero 24. miejsce.
Indeks publikowany jest po raz 19. przez Komisję Europejską dla wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej, a także dla Wielkiej Brytanii. Raport, w tym także Indeks Innowacyjności opracował zespół specjalistów (z Dyrekcji Generalnej Rynku Wewnętrznego, Przemysłu i Przedsiębiorczości Komisji Europejskiej) pod kierownictwem Hugo Hollandersa z Maastricht University.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składa się 10 bloków tematycznych i 27 wskaźników oceniających różne aspekty innowacji; każdy z bloków składa się z kolei z 4 subindeksów. Sam indeks jest średnią arytmetyczną ważoną wszystkich tych wskaźników. Indeksy dla poszczególnych krajów przyjmują wartości odpowiadające założeniu, że indeks średni dla UE wynosi 100 proc.
Europejski Indeks Innowacyjności publikowany jest corocznie i przedstawia porównawczą ocenę wyników badań naukowych i innowacji osiągniętych przez państwa członkowskie UE i wybrane kraje trzecie oraz słabe i mocne strony krajowych systemów badań naukowych i innowacji. Indeks końcowy to jedna syntetyczna liczba (co stanowi jego urok) i przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków ważne są zaś właśnie te bloki i wskaźniki.
Europejski Indeks Innowacji oraz pełny raport można znaleźć na stronie Komisji Europejskiej. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku opublikowany został w „Trybunie” Globalny Indeks Innowacyjności.
Tegoroczny Indeks pokazuje, że uzyskane rezultaty nadal poprawiają się w stałym tempie, przy czym postępy te nie są równomierne w poszczególnych krajach. Wyniki poprawiły się w 24 krajach a pogorszyły jedynie w trzech krajach członkowskich UE. Największe postępy uzyskano na Litwie, Łotwie, w Portugalii i Grecji, a największy spadek w Słowenii i Rumunii. Według raportu Komisji Europejskiej nadal postępował proces konwergencji, polegający na tym, że kraje o słabszych wynikach rozwijają się szybciej niż kraje osiągające lepsze wyniki.
Komisja Europejska stwierdza także w raporcie o innowacjach, że na poziomie globalnym odnotowuje się przewagę Unii Europejskiej nad USA, Chinami, Brazylią, Rosją, RPA i Indiami (czyli krajami wchodzącymi do ugrupowania BRICS), ale jednocześnie gorsze wyniki Unii wobec Korei Południowej, Kanady, Australii i Japonii.
W latach 2012-2019 Chiny doganiały UE w tempie pięciokrotnie przewyższającym tempo wzrostu innowacyjności w UE. Prognozy wskazują, że Chiny zmniejszą tę lukę jeszcze bardziej i prawdopodobnie prześcigną USA, jeśli utrzymają się obecne tendencje.
Państwa uczestniczące w Indeksie Innowacji klasyfikowane są w oparciu o średnią wyników i zaliczane do jednej z czterech grup. Liderzy innowacji w UE to: Szwecja, Finlandia, Dania, Holandia i Luksemburg, których wyniki w zakresie innowacji ukształtowały się znacznie powyżej średniej UE.
Do grupy silnych innowatorów zaliczono: Austrię, Belgię, Estonię, Francję, Niemcy, Irlandię i Portugalię. Polskę zaliczono zaś do grupy 13 krajów, których wyniki plasują się poniżej średniej UE – czyli do umiarkowanych innowatorów. Do najniższej grupy należy zaś Bułgaria i Rumunia.
W 2013 r. także zajmowaliśmy 24. miejsce (a formalnie 25. gdyż Wielka Brytania nas oczywiście wyprzedzała a była jeszcze członkiem UE) – i od tego roku stoimy niestety w rankingu na tym samym miejscu.
W niektórych dziedzinach objętych badaniem w ramach Indeksu, osiągamy wyniki powyżej średniej UE. Do nich należą: liczba osób z wyższym wykształceniem na 1000 mieszkańców, środowisko przyjazne innowacjom (na ósmym miejscu), wydatki inwestycyjne w przedsiębiorstwach (na 18 miejscu), zatrudnienie w szybko rozwijających się przedsiębiorstwach. Bardzo niskie wyniki notujemy w zakresie innowatorstwa w małych i średnich przedsiębiorstwach (na 26 miejscu).
Czołówka rankingu to Szwecja, Finlandia, Dania, Holandia i Luksemburg. Wartość indeksu dla Szwecji wynosi 140,7 proc. a dla Polski: 58,9 proc. – i taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych.
Spośród nowych krajów UE przed nami są prawie wszystkie z nich. Za nami – tylko Chorwacja, Bułgaria i Rumunia.

Europejski Ranking Innowacyjności 2020

  1. Szwecja 140,7
  2. Finlandia 139,8
  3. Dania 134,5
  4. Niderlandy 127,8
  5. Luksemburg 126,0 23. Łotwa 63,0 24. 24. Polska 58,9 25. Chorwacja 58,8 26. Bułgaria 45,4

Słabnie siła militarna naszego kraju

W wyniku rządów Prawa i Sprawiedliwości jesteśmy coraz niżej na liście państw zdolnych do skutecznego prowadzenia akcji bojowych.
Światowy Indeks Siły Militarnej (Global Fire Power Index GFP) publikowany jest przez niezależną organizację – ale nie bardzo wiadomo, przez jaką, bo brak o niej dokładnych danych na stronie internetowej. Tym niemniej ten ranking jest corocznie aktualizowany już od 2006 r. i obejmuje obecnie 138 potęg (większych i mniejszych) wojskowych. Mottem raportu jest wypowiedź Bertranda Russela: „ Wojna nie decyduje o tym, kto ma rację – tylko kto został”.
Według autorów, ranking Global Fire Power opiera się na potencjalnej zdolności każdego kraju do prowadzenia wojny na lądzie, morzu i w powietrzu toczonej konwencjonalnymi środkami (bez użycia broni nuklearnej). Wyniki badań obejmują wartości związane z siłą roboczą, wyposażeniem armii, zasobami naturalnymi, finansami, logistyką i geografią.
Sam indeks bazuje na 50 indywidualnych czynnikach monitorujących. Wartość idealna indeksu to 0,0000; im jest mniejsza jego wartość tym silniejsza jest teoretyczna zdolność bojowa kraju za pomocą środków konwencjonalnych. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie www.globalfirepower.com
Pierwsze miejsce w światowym rankingu siły militarnej zajmują Stany Zjednoczone – z wartością indeksu na poziomie 0,0606. A potem kolejno: Rosja, Chiny, Indie i Japonia.
Polska zajmuje 21. miejsce z wartością indeksu wynoszącą 0,3397. W 2016 r. Polska zajmowała 18 miejsce. Spadliśmy więc o trzy pozycje.
Wśród członków NATO (27 państw) Polska zajmuje ósme miejsce; przed Kanadą a po Niemczech i Hiszpanii. Za nami są pozostali nowi członkowie Paktu Północno Atlantyckiego. Ostatni w rankingu członek NATO to Czarnogóra z Indeksem 2,9941. W rankingu NATO nie są uwzględnione Islandia (bez stałej armii) i Luksemburg.
W Unii Europejskiej, liczonej jeszcze z Wielką Brytanią, Polska zajmuje szóstą pozycję; po Hiszpanii a przed Szwecją. Pierwsze miejsce w UE zajmuje Francja (0,1702), Niemcy są na czwartym miejscu. W rankingu UE nie są uwzględniane Cypr Luksemburg i Malta.
Indeks Siły Militarnej 2020

  1. USA 0,0606
  2. Rosja 0,0681
  3. Chiny 0,0951
  4. Indie 0,0953 5. Japonia 0,1501 19. Australia 0,3225 20. Hiszpania 0,3388 21. Polska 0,3397 22. Wietnam 0,3559 23. Tajlandia 0,3571

Jeśli chodzi o uzbrojenie armii to w dziedzinie samolotów i śmigłowców bojowych prym wiodą USA – mają ich 13.264. Rosja ma 4.163 samoloty i śmigłowce, Chiny – 3.210. Polska armia posiada ich 457 i zajmuje 29 miejsce w ogólnym rankingu; po Indonezji i przed Syrią. Jeśli chodzi o liczę lotnisk – Polsce przypada 45 miejsce.
Pod względem liczby czołgów pierwsze miejsce ma Rosja – 12.050, a po niej są USA – 6.289 i Korea Północna – 6.045. Polska armia posiada 1.069 czołgów i zajmuje 20 pozycję w rankingu; po Kubie i przed Arabią Saudyjską. W zakresie potencjału i jakości dróg oraz linii kolejowych Polska zajęła 15 miejsce.
Jeśli chodzi o wyrzutnie rakietowe to pierwsze miejsce zajmuje Rosja – 3.860, a po niej Chiny i Korea Północna. Na piątym miejscu – USA. Polska zajmuje 18 miejsce; po Etiopii i przed Nikaraguą.
Pod względem siły marynarki wojennej i łodzi podwodnych, pierwsze miejsce zajmuje Korea Północna (984 jednostki), a po niej Chiny, Rosja i USA. Polska w tej dziedzinie zajmuje 29 miejsce; po Wielkiej Brytanii a przed Niemcami. W ilości portów morskich i terminali Polska zajmuje 66 miejsce.
W zakresie wielkości budżetów obronnych na pierwszym miejscu są Stany Zjednoczone – 750 miliardów dolarów, a po nich Chiny – 237 mld dol. Rosja wydaje na te cele 48 mld dol. i zajmuje ósme miejsce. Polska według tego rankingu ma 22 miejsce; po Holandii i przed Afganistanem.

Jest ryzyko, jest zabawa?

Epidemia koronawirusa to czynnik mogący przyczyniać się do rozruchów społecznych.
Jakie kraje są najbardziej podatne na niepokoje w następstwie Covid-19? Jak można się spodziewać, wszystkie rozwinięte gospodarki znajdują się wśród 35 krajów o najniższym ryzyku społecznym. Pierwsze miejsca zajmują zdyscyplinowani i doceniający dobro społeczne Skandynawowie: Dania, przed Finlandią i Szwecją. Niemcy są 5, USA – 23, a Włochy (gdzie poziom egoizmu indywidualnego i grupowego jest chyba znacznie wyższy) – dopiero na 30.
W gospodarkach wschodzących sytuacja jest bardziej zróżnicowana. W Europie najbardziej podatna na niepokoje społeczne jest Turcja, a na Bliskim Wschodzie – Iran. Najwyższe ryzyko społeczne panuje obecnie w Ameryce Łacińskiej i Afryce, gdzie prawie wszystkie kraju otrzymały bardzo niski tzw. wskaźnik IRS. Ten wskaźnik opracowuje Euler Hermes, światowa firma zajmująca się ubezieczaniem należności. Indeks ryzyka społecznego (IRS) wskazuje, które kraje są podatne na niezadowolenie społeczne, demonstracje i protesty, mające wpływ na kierunek polityczny i politykę danego kraju oraz jego przedsiębiorstw,
Z indeksu wynika,.że w 2021 r. możemy spodziewać się umiarkowanego wzmocnienia ryzyka społecznego w Zjednoczonym Królestwie, w Stanach Zjednoczonych i Belgii oraz wysokiego wzrostu tego ryzyka w Ameryce Łacińskiej, niektórych krajach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie.
Wskaźnik IRS klasyfikuje kraje w skali od 0 (najwyższe ryzyko społeczne) do 100 (najniższe ryzyko). Zdefiniowany został w oparciu o 12 wskaźników, obejmujących m.in. wzrost realnego PKB per capita, aktywność zawodową ludności w wieku produkcyjnym, nierówności w dochodach, wydatki publiczne na cele społeczne czy zaufanie do rządzących.
W grupie krajów wysoko rozwiniętych oprócz Włochów najgorzej wypada Grecja (35. miejsce – 61,4 pkt. ). Pomimo swojego rankingu wynik Grecji odzwierciedla poprawę o +6,2 proc. w stosunku do sytuacji obserwowanej pięć lat wcześniej, kiedy kraj znajdował się w samym środku kryzysu związanego z długiem państwowym.
W europejskich krajach rozwijających się ryzyko społeczne jest umiarkowane: IRS wynosi powyżej 50 pkt. W azjatyckich krajach rozwijających się – poniżej 50, w tym dla Chin 49,3. Często kraje te mają niekorzystne warunki zatrudnienia i dochodów, oraz słabe postrzeganie instytucji publicznych. Sugeruje to na znaczącą podatność na systemowe niepokoje społeczne w przyszłości.

Epidemia Covid-19 stanowi dodatkowe źródło ryzyka społecznego w 2020 i 2021 r. Jednak już 2019 był rokiem jego wzrostu. Euler Hermes nie podaje niestety, jaki jest wskaźnik ryzyka społecznego dla Polski.

Ostatni gasi światło?

Czeka nas długi okres odbudowy polskiej gospodarki. Już teraz trzeba pracować nad narzędziami, które będą ją wspierać nie tylko w najbliższych miesiącach, ale także wtedy, gdy będzie wychodzić (oby jak najszybciej) ze stanu epidemii.

Mamy się czym martwić. Firmy przemysłowe mówią o spadku produkcji i o redukcji zatrudnienia, która jest najsilniejsza od lipca 2009 roku.
Może zatem warto przypomnieć, że w czasie kryzysu lat 2008 – 2009 liczba pracujących w polskim przemyśle (w firmach zatrudniających powyżej 10 osób) spadła o ponad 9 proc. (w okresie sierpień 2008 – grudzień 2009).
Jeśli z taką skalą spadku aktywności w przemyśle mielibyśmy do czynienia teraz, mogłoby to oznaczać zmniejszenie liczby pracujących w przemyśle w firmach 10 plus o ok. 250 tys. – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich. A przecież obecna sytuacja jest znacznie trudniejsza i mniej przewidywalna niż ta z 2009 r.
Tymczasem „armaty”, które rząd wyciągnął do walki z narastającym kryzysem, czyli proponowane narzędzia wsparcia dla gospodarki, już teraz wydają się daleko niewystarczające. Zrozumiałe jest, że trzeba było od razu uruchomić mechanizmy odciążające przedsiębiorstwa od części zobowiązań formalno-prawnych, aby w ten sposób wesprzeć ich płynność finansową, którą zaczęły tracić z dnia na dzień. Tym bardziej, że część z nich kolejnymi rozporządzeniami Ministra Zdrowia była wyłączana z możliwości prowadzenia działalności gospodarczej.
Jednak przedsiębiorstwa, dla zachowania płynności finansowej i utrzymania zatrudnienia potrzebują o wiele więcej niż zostało zapisane w ustawie. Mówiły one o tym w trakcie krótkiej, ale niestety nie wysłuchanej przez rząd dyskusji o tym co powinno się znaleźć w tzw. tarczy antykryzysowej, aby przedsiębiorstwa – te najmniejsze, ale także te duże, których zamówienia są niezbędne dla przeżycia dla ogromnej liczby firm małych – nie musiały zawieszać działalności i zwalniać pracowników.
„Marcowe wyniki badań PMI przeprowadzonych przez IHS Markit wykazały pierwsze skutki gospodarcze coraz szybciej rozprzestrzeniającej się epidemii koronawirusa w Europie. Produkcja, nowe zamówienia oraz eksport spadły w najszybszym tempie od grudnia 2008 r., czyli od najczarniejszych dni światowego kryzysu finansowego” – napisał IHS Markit w swoim komunikacie prasowym.
W marcu 2020 r. wskaźnik PMI (jest to wskaźnik aktywności finansowej odzwierciedlający aktywność managerów nabywających różnego rodzaju dobra i usługi. Gdy osiąga ponad 50 pkt oznacza to poprawę koniunktury, a poniżej – spadek) dla polskiego sektora przemysłowego wyniósł 42,4.
Wskaźnik PMI polskiego sektora przemysłowego spada już od 17 miesięcy. Ale marcowy spadek (badania przeprowadzano w dniach 12-25 marca) był bardzo silny. Z silnymi spadkami mieliśmy także do czynienia w większości krajów Unii Europejskiej (większości, bo na przykład w Holandii nastąpiło pogorszenie wskaźnika PMI, ale tylko z 52,9 w lutym do 50,5 w marcu).
Trudno się dziwić tym spadkom, jeśli w większości krajów UE całkowicie zawieszono działalność części gospodarki, a działalność pozostałej części została spowolniona w wyniku zaburzeń w łańcuchach dostaw oraz w wyniku spadku popytu (ograniczenia dla ludności). Na pełnych obrotach pracowały tylko przemysł spożywczy, farmaceutyczny, branże technologii informacyjno-komunikacyjnych i może chemia kosmetyczna.
Polski przemysł jest w recesji. I to już w pierwszym miesiącu epidemii. Poziom wskaźnika PMI w marcu (42,4) jest trzecim najniższym wśród badanych krajów UE, po PMI dla Włoch (co zrozumiałe obserwując sytuację pandemii w tym kraju, gdzie w marcu wskaźnik PMI wyniósł 40,3) oraz … PMI Czech: 41,3).
Nawet w Grecji wskaźnik PMI był nieznacznie, ale jednak wyższy niż w Polsce – i wyniósł 42,5. Był wyższy także w Hiszpanii (45,7), gdzie problemy zaczynają być porównywalne do tych we Włoszech.
Mamy się czym martwić także dlatego, że eksport polskiego przemysłu spadł w najszybszym tempie od grudnia 2008 r. Komentarze IHS Markit do prezentacji wskaźników PMI dla innych krajów UE wskazują na ten sam problem. Znaleźliśmy się w klinczu. Przemysł w czterech krajach, które są największymi odbiorcami polskich towarów (do Niemiec, Czech, Wlk. Brytanii i Francji trafia ponad 45 proc. polskiego eksportu) jest także w bardzo trudnej sytuacji i nie należy się spodziewać, aby szybko się to zmieniło.

           Wskaźnik aktywności finansowej
          PMI-marzec 2020   PMI-luty 2020   udział w polskim eksporcie (2019)

Polska 42,4 48,2 x
Strefa euro 44,5 49,2 57,4 proc.
Niemcy 45,4 48,0 27,6 proc.
Czechy 41,3 46,5 6,1 proc.
Wlk. Brytania 47,8 51,7 6,0 proc.
Francja 43,2 49,8 5,8 proc.
źr. opr. na podst. GUS i Markit

Przedsiębiorcy w krajach będących naszymi głównymi partnerami handlowymi wskazują na problem ze spadkiem zamówień tak na rynkach krajowych, jak i na rynkach zewnętrznych oraz rosnące kłopoty z dostawami. W efekcie sami zmniejszają aktywność zakupową.
Nie może to nie odbić się na polskich eksporterach. A tymi w większości są firmy średnie i duże. Należy jednak pamiętać, że ich dostawcami są głównie przedsiębiorstwa mniejsze. Możemy zatem spodziewać się, że będą one traciły zamówienia wraz ze zmniejszaniem się zamówień dla eksporterów.
W rządowym, ustawowym pakiecie dla gospodarki nie widzi się większości problemów, przed którymi już dzisiaj stają polskie przedsiębiorstwa i ich pracownicy. Działania rządu mają charakter reaktywny.
Tymczasem, już teraz trzeba pracować nad narzędziami, które będą wspierać polską gospodarkę nie tylko w najbliższych dwóch-trzech miesiącach, ale także wtedy, gdy będziemy wychodzić (oby jak najszybciej) ze stanu epidemii.
Już dzisiaj, po miesiącu epidemii widać bowiem, że będziemy musieli odbudowywać naszą gospodarkę i walczyć o jak najlepsze miejsce w gospodarce europejskiej i światowej. I wielu innych krajach rządy właśnie tak działają przygotowując pakiety pomocowe dla swoich gospodarek. Jeśli już teraz nie zaczniemy nad tym pracować, przyjdzie nam tylko zgasić światło.