Innowatorzy zmieniają świat

Polska uczyniła mały kroczek do góry w rankingu najbardziej innowacyjnych krajów.
Kilkanaście dni temu opublikowany został Globalny Indeks Innowacji (The Global Innovation Index) 2020, w którym polska gospodarka zajęła 38. miejsce, zaraz po Bułgarii a przed Słowacją.
Indeks publikowany jest po raz trzynasty przez Cornell University, szkołę zarządzania i biznesu INSEAD oraz Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO-ONZ). Tym razem obejmuje on 131 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składa się siedem bloków tematycznych i 80 wskaźników oceniających różne aspekty innowacji; każdy z bloków składa się z kolei z trzech subindeksów.
Indeks to jedna liczba i przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków ważna jest jednak nie tyle ta liczba lecz właśnie wspomniane bloki oraz wskaźniki monitorujące. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronach: www.globalinnovationindex.org/gii- HYPERLINK „http://www.globalinnovationindex.org/gii-2020”
Jedenaście lat temu zajmowaliśmy w Globalnym Indeksie Innowacji 56. miejsce, sześć lat później już 45. Od 2016 r. zajmowaliśmy 39. Postęp był więc wyraźny. A teraz 38 miejsce. A więc kolejny kroczek do przodu, choć (tu łyżka dziegciu) wartość Indeksu się niestety obniżyła. Mediana (wartość środkowa) Indeksu w skali światowej wynosi 30,94. Spośród centrów innowacyjnych (miast) Warszawa zajęła 99. miejsce.
Czołówka rankingu to: Szwajcaria, Szwecja, USA, Wielka Brytania i Holandia. Są to także najbardziej innowacyjne kraje spośród 46 o wysokim produkcie krajowym brutto na mieszkańca. Polskę zaliczono także do tej zamożniejszej grupy krajów i w niej znaleźliśmy się na 35. miejscu. Wśród krajów europejskich Polska zajęła natomiast 25. miejsce.
Czołówkę wśród innej grupy krajów, o PKB powyżej średniej światowej (37 krajów) stanowią Chiny, Malezja i Bułgaria Wśród 29 krajów poniżej średniej światowej PKB do czołówki innowacyjnej zaliczono Wietnam, Ukrainę i Indie. I wreszcie wśród 16 krajów o niskim PKB na mieszkańca tę czołówkę tworzą Tanzania, Rwanda i Nepal.
Wartość Indeksu dla Szwajcarii wynosi 66,08 pkt, dla Polski: 39,95 pkt. Taki jest obecnie nasz dystans do prowadzących.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Czechy (24 pozycja), Estonia (25), Słowenia (32), Węgry (35), Łotwa (36), Bułgaria (37). Za nami natomiast Słowacja (39), Litwa (40), Chorwacja (41) i Rumunia (46).
Warto odnotować, że Chiny w edycji Indeksu Innowacyjności 2020 r. znalazły się na 14. miejscu (wartość indeksu 53,28 pkt.), Japonia zajęła 16, Rosja 47, a Indie 48. Na ostatnim, 131 miejscu znajduje się Jemen.

Globalny Indeks Innowacyjności 2020

  1. Szwajcaria 66,08
  2. Szwecja 62,47
  3. USA 60,56
  4. Wielka Brytania 59,78
  5. Holandia 58,76 36. Łotwa 41,11 37. Bułgaria 39,98 38. Polska 39,95 39. Litwa 39,70 40. Chorwacja 37,27

Nie wymyślają prochu

Pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości polska gospodarka przestaje być innowacyjna.
W lipcu bieżącego roku Komisja Europejska opublikowała Europejski Indeks Innowacji (European Innovation Scoreboard – EIS) 2020, w którym Polska zajęła dopiero 24. miejsce.
Indeks publikowany jest po raz 19. przez Komisję Europejską dla wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej, a także dla Wielkiej Brytanii. Raport, w tym także Indeks Innowacyjności opracował zespół specjalistów (z Dyrekcji Generalnej Rynku Wewnętrznego, Przemysłu i Przedsiębiorczości Komisji Europejskiej) pod kierownictwem Hugo Hollandersa z Maastricht University.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składa się 10 bloków tematycznych i 27 wskaźników oceniających różne aspekty innowacji; każdy z bloków składa się z kolei z 4 subindeksów. Sam indeks jest średnią arytmetyczną ważoną wszystkich tych wskaźników. Indeksy dla poszczególnych krajów przyjmują wartości odpowiadające założeniu, że indeks średni dla UE wynosi 100 proc.
Europejski Indeks Innowacyjności publikowany jest corocznie i przedstawia porównawczą ocenę wyników badań naukowych i innowacji osiągniętych przez państwa członkowskie UE i wybrane kraje trzecie oraz słabe i mocne strony krajowych systemów badań naukowych i innowacji. Indeks końcowy to jedna syntetyczna liczba (co stanowi jego urok) i przy jego pomocy można budować rankingi krajów. Dla analityków ważne są zaś właśnie te bloki i wskaźniki.
Europejski Indeks Innowacji oraz pełny raport można znaleźć na stronie Komisji Europejskiej. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku opublikowany został w „Trybunie” Globalny Indeks Innowacyjności.
Tegoroczny Indeks pokazuje, że uzyskane rezultaty nadal poprawiają się w stałym tempie, przy czym postępy te nie są równomierne w poszczególnych krajach. Wyniki poprawiły się w 24 krajach a pogorszyły jedynie w trzech krajach członkowskich UE. Największe postępy uzyskano na Litwie, Łotwie, w Portugalii i Grecji, a największy spadek w Słowenii i Rumunii. Według raportu Komisji Europejskiej nadal postępował proces konwergencji, polegający na tym, że kraje o słabszych wynikach rozwijają się szybciej niż kraje osiągające lepsze wyniki.
Komisja Europejska stwierdza także w raporcie o innowacjach, że na poziomie globalnym odnotowuje się przewagę Unii Europejskiej nad USA, Chinami, Brazylią, Rosją, RPA i Indiami (czyli krajami wchodzącymi do ugrupowania BRICS), ale jednocześnie gorsze wyniki Unii wobec Korei Południowej, Kanady, Australii i Japonii.
W latach 2012-2019 Chiny doganiały UE w tempie pięciokrotnie przewyższającym tempo wzrostu innowacyjności w UE. Prognozy wskazują, że Chiny zmniejszą tę lukę jeszcze bardziej i prawdopodobnie prześcigną USA, jeśli utrzymają się obecne tendencje.
Państwa uczestniczące w Indeksie Innowacji klasyfikowane są w oparciu o średnią wyników i zaliczane do jednej z czterech grup. Liderzy innowacji w UE to: Szwecja, Finlandia, Dania, Holandia i Luksemburg, których wyniki w zakresie innowacji ukształtowały się znacznie powyżej średniej UE.
Do grupy silnych innowatorów zaliczono: Austrię, Belgię, Estonię, Francję, Niemcy, Irlandię i Portugalię. Polskę zaliczono zaś do grupy 13 krajów, których wyniki plasują się poniżej średniej UE – czyli do umiarkowanych innowatorów. Do najniższej grupy należy zaś Bułgaria i Rumunia.
W 2013 r. także zajmowaliśmy 24. miejsce (a formalnie 25. gdyż Wielka Brytania nas oczywiście wyprzedzała a była jeszcze członkiem UE) – i od tego roku stoimy niestety w rankingu na tym samym miejscu.
W niektórych dziedzinach objętych badaniem w ramach Indeksu, osiągamy wyniki powyżej średniej UE. Do nich należą: liczba osób z wyższym wykształceniem na 1000 mieszkańców, środowisko przyjazne innowacjom (na ósmym miejscu), wydatki inwestycyjne w przedsiębiorstwach (na 18 miejscu), zatrudnienie w szybko rozwijających się przedsiębiorstwach. Bardzo niskie wyniki notujemy w zakresie innowatorstwa w małych i średnich przedsiębiorstwach (na 26 miejscu).
Czołówka rankingu to Szwecja, Finlandia, Dania, Holandia i Luksemburg. Wartość indeksu dla Szwecji wynosi 140,7 proc. a dla Polski: 58,9 proc. – i taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych.
Spośród nowych krajów UE przed nami są prawie wszystkie z nich. Za nami – tylko Chorwacja, Bułgaria i Rumunia.

Europejski Ranking Innowacyjności 2020

  1. Szwecja 140,7
  2. Finlandia 139,8
  3. Dania 134,5
  4. Niderlandy 127,8
  5. Luksemburg 126,0 23. Łotwa 63,0 24. 24. Polska 58,9 25. Chorwacja 58,8 26. Bułgaria 45,4

Słabnie siła militarna naszego kraju

W wyniku rządów Prawa i Sprawiedliwości jesteśmy coraz niżej na liście państw zdolnych do skutecznego prowadzenia akcji bojowych.
Światowy Indeks Siły Militarnej (Global Fire Power Index GFP) publikowany jest przez niezależną organizację – ale nie bardzo wiadomo, przez jaką, bo brak o niej dokładnych danych na stronie internetowej. Tym niemniej ten ranking jest corocznie aktualizowany już od 2006 r. i obejmuje obecnie 138 potęg (większych i mniejszych) wojskowych. Mottem raportu jest wypowiedź Bertranda Russela: „ Wojna nie decyduje o tym, kto ma rację – tylko kto został”.
Według autorów, ranking Global Fire Power opiera się na potencjalnej zdolności każdego kraju do prowadzenia wojny na lądzie, morzu i w powietrzu toczonej konwencjonalnymi środkami (bez użycia broni nuklearnej). Wyniki badań obejmują wartości związane z siłą roboczą, wyposażeniem armii, zasobami naturalnymi, finansami, logistyką i geografią.
Sam indeks bazuje na 50 indywidualnych czynnikach monitorujących. Wartość idealna indeksu to 0,0000; im jest mniejsza jego wartość tym silniejsza jest teoretyczna zdolność bojowa kraju za pomocą środków konwencjonalnych. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie www.globalfirepower.com
Pierwsze miejsce w światowym rankingu siły militarnej zajmują Stany Zjednoczone – z wartością indeksu na poziomie 0,0606. A potem kolejno: Rosja, Chiny, Indie i Japonia.
Polska zajmuje 21. miejsce z wartością indeksu wynoszącą 0,3397. W 2016 r. Polska zajmowała 18 miejsce. Spadliśmy więc o trzy pozycje.
Wśród członków NATO (27 państw) Polska zajmuje ósme miejsce; przed Kanadą a po Niemczech i Hiszpanii. Za nami są pozostali nowi członkowie Paktu Północno Atlantyckiego. Ostatni w rankingu członek NATO to Czarnogóra z Indeksem 2,9941. W rankingu NATO nie są uwzględnione Islandia (bez stałej armii) i Luksemburg.
W Unii Europejskiej, liczonej jeszcze z Wielką Brytanią, Polska zajmuje szóstą pozycję; po Hiszpanii a przed Szwecją. Pierwsze miejsce w UE zajmuje Francja (0,1702), Niemcy są na czwartym miejscu. W rankingu UE nie są uwzględniane Cypr Luksemburg i Malta.
Indeks Siły Militarnej 2020

  1. USA 0,0606
  2. Rosja 0,0681
  3. Chiny 0,0951
  4. Indie 0,0953 5. Japonia 0,1501 19. Australia 0,3225 20. Hiszpania 0,3388 21. Polska 0,3397 22. Wietnam 0,3559 23. Tajlandia 0,3571

Jeśli chodzi o uzbrojenie armii to w dziedzinie samolotów i śmigłowców bojowych prym wiodą USA – mają ich 13.264. Rosja ma 4.163 samoloty i śmigłowce, Chiny – 3.210. Polska armia posiada ich 457 i zajmuje 29 miejsce w ogólnym rankingu; po Indonezji i przed Syrią. Jeśli chodzi o liczę lotnisk – Polsce przypada 45 miejsce.
Pod względem liczby czołgów pierwsze miejsce ma Rosja – 12.050, a po niej są USA – 6.289 i Korea Północna – 6.045. Polska armia posiada 1.069 czołgów i zajmuje 20 pozycję w rankingu; po Kubie i przed Arabią Saudyjską. W zakresie potencjału i jakości dróg oraz linii kolejowych Polska zajęła 15 miejsce.
Jeśli chodzi o wyrzutnie rakietowe to pierwsze miejsce zajmuje Rosja – 3.860, a po niej Chiny i Korea Północna. Na piątym miejscu – USA. Polska zajmuje 18 miejsce; po Etiopii i przed Nikaraguą.
Pod względem siły marynarki wojennej i łodzi podwodnych, pierwsze miejsce zajmuje Korea Północna (984 jednostki), a po niej Chiny, Rosja i USA. Polska w tej dziedzinie zajmuje 29 miejsce; po Wielkiej Brytanii a przed Niemcami. W ilości portów morskich i terminali Polska zajmuje 66 miejsce.
W zakresie wielkości budżetów obronnych na pierwszym miejscu są Stany Zjednoczone – 750 miliardów dolarów, a po nich Chiny – 237 mld dol. Rosja wydaje na te cele 48 mld dol. i zajmuje ósme miejsce. Polska według tego rankingu ma 22 miejsce; po Holandii i przed Afganistanem.

Jest ryzyko, jest zabawa?

Epidemia koronawirusa to czynnik mogący przyczyniać się do rozruchów społecznych.
Jakie kraje są najbardziej podatne na niepokoje w następstwie Covid-19? Jak można się spodziewać, wszystkie rozwinięte gospodarki znajdują się wśród 35 krajów o najniższym ryzyku społecznym. Pierwsze miejsca zajmują zdyscyplinowani i doceniający dobro społeczne Skandynawowie: Dania, przed Finlandią i Szwecją. Niemcy są 5, USA – 23, a Włochy (gdzie poziom egoizmu indywidualnego i grupowego jest chyba znacznie wyższy) – dopiero na 30.
W gospodarkach wschodzących sytuacja jest bardziej zróżnicowana. W Europie najbardziej podatna na niepokoje społeczne jest Turcja, a na Bliskim Wschodzie – Iran. Najwyższe ryzyko społeczne panuje obecnie w Ameryce Łacińskiej i Afryce, gdzie prawie wszystkie kraju otrzymały bardzo niski tzw. wskaźnik IRS. Ten wskaźnik opracowuje Euler Hermes, światowa firma zajmująca się ubezieczaniem należności. Indeks ryzyka społecznego (IRS) wskazuje, które kraje są podatne na niezadowolenie społeczne, demonstracje i protesty, mające wpływ na kierunek polityczny i politykę danego kraju oraz jego przedsiębiorstw,
Z indeksu wynika,.że w 2021 r. możemy spodziewać się umiarkowanego wzmocnienia ryzyka społecznego w Zjednoczonym Królestwie, w Stanach Zjednoczonych i Belgii oraz wysokiego wzrostu tego ryzyka w Ameryce Łacińskiej, niektórych krajach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie.
Wskaźnik IRS klasyfikuje kraje w skali od 0 (najwyższe ryzyko społeczne) do 100 (najniższe ryzyko). Zdefiniowany został w oparciu o 12 wskaźników, obejmujących m.in. wzrost realnego PKB per capita, aktywność zawodową ludności w wieku produkcyjnym, nierówności w dochodach, wydatki publiczne na cele społeczne czy zaufanie do rządzących.
W grupie krajów wysoko rozwiniętych oprócz Włochów najgorzej wypada Grecja (35. miejsce – 61,4 pkt. ). Pomimo swojego rankingu wynik Grecji odzwierciedla poprawę o +6,2 proc. w stosunku do sytuacji obserwowanej pięć lat wcześniej, kiedy kraj znajdował się w samym środku kryzysu związanego z długiem państwowym.
W europejskich krajach rozwijających się ryzyko społeczne jest umiarkowane: IRS wynosi powyżej 50 pkt. W azjatyckich krajach rozwijających się – poniżej 50, w tym dla Chin 49,3. Często kraje te mają niekorzystne warunki zatrudnienia i dochodów, oraz słabe postrzeganie instytucji publicznych. Sugeruje to na znaczącą podatność na systemowe niepokoje społeczne w przyszłości.

Epidemia Covid-19 stanowi dodatkowe źródło ryzyka społecznego w 2020 i 2021 r. Jednak już 2019 był rokiem jego wzrostu. Euler Hermes nie podaje niestety, jaki jest wskaźnik ryzyka społecznego dla Polski.

Ostatni gasi światło?

Czeka nas długi okres odbudowy polskiej gospodarki. Już teraz trzeba pracować nad narzędziami, które będą ją wspierać nie tylko w najbliższych miesiącach, ale także wtedy, gdy będzie wychodzić (oby jak najszybciej) ze stanu epidemii.

Mamy się czym martwić. Firmy przemysłowe mówią o spadku produkcji i o redukcji zatrudnienia, która jest najsilniejsza od lipca 2009 roku.
Może zatem warto przypomnieć, że w czasie kryzysu lat 2008 – 2009 liczba pracujących w polskim przemyśle (w firmach zatrudniających powyżej 10 osób) spadła o ponad 9 proc. (w okresie sierpień 2008 – grudzień 2009).
Jeśli z taką skalą spadku aktywności w przemyśle mielibyśmy do czynienia teraz, mogłoby to oznaczać zmniejszenie liczby pracujących w przemyśle w firmach 10 plus o ok. 250 tys. – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich. A przecież obecna sytuacja jest znacznie trudniejsza i mniej przewidywalna niż ta z 2009 r.
Tymczasem „armaty”, które rząd wyciągnął do walki z narastającym kryzysem, czyli proponowane narzędzia wsparcia dla gospodarki, już teraz wydają się daleko niewystarczające. Zrozumiałe jest, że trzeba było od razu uruchomić mechanizmy odciążające przedsiębiorstwa od części zobowiązań formalno-prawnych, aby w ten sposób wesprzeć ich płynność finansową, którą zaczęły tracić z dnia na dzień. Tym bardziej, że część z nich kolejnymi rozporządzeniami Ministra Zdrowia była wyłączana z możliwości prowadzenia działalności gospodarczej.
Jednak przedsiębiorstwa, dla zachowania płynności finansowej i utrzymania zatrudnienia potrzebują o wiele więcej niż zostało zapisane w ustawie. Mówiły one o tym w trakcie krótkiej, ale niestety nie wysłuchanej przez rząd dyskusji o tym co powinno się znaleźć w tzw. tarczy antykryzysowej, aby przedsiębiorstwa – te najmniejsze, ale także te duże, których zamówienia są niezbędne dla przeżycia dla ogromnej liczby firm małych – nie musiały zawieszać działalności i zwalniać pracowników.
„Marcowe wyniki badań PMI przeprowadzonych przez IHS Markit wykazały pierwsze skutki gospodarcze coraz szybciej rozprzestrzeniającej się epidemii koronawirusa w Europie. Produkcja, nowe zamówienia oraz eksport spadły w najszybszym tempie od grudnia 2008 r., czyli od najczarniejszych dni światowego kryzysu finansowego” – napisał IHS Markit w swoim komunikacie prasowym.
W marcu 2020 r. wskaźnik PMI (jest to wskaźnik aktywności finansowej odzwierciedlający aktywność managerów nabywających różnego rodzaju dobra i usługi. Gdy osiąga ponad 50 pkt oznacza to poprawę koniunktury, a poniżej – spadek) dla polskiego sektora przemysłowego wyniósł 42,4.
Wskaźnik PMI polskiego sektora przemysłowego spada już od 17 miesięcy. Ale marcowy spadek (badania przeprowadzano w dniach 12-25 marca) był bardzo silny. Z silnymi spadkami mieliśmy także do czynienia w większości krajów Unii Europejskiej (większości, bo na przykład w Holandii nastąpiło pogorszenie wskaźnika PMI, ale tylko z 52,9 w lutym do 50,5 w marcu).
Trudno się dziwić tym spadkom, jeśli w większości krajów UE całkowicie zawieszono działalność części gospodarki, a działalność pozostałej części została spowolniona w wyniku zaburzeń w łańcuchach dostaw oraz w wyniku spadku popytu (ograniczenia dla ludności). Na pełnych obrotach pracowały tylko przemysł spożywczy, farmaceutyczny, branże technologii informacyjno-komunikacyjnych i może chemia kosmetyczna.
Polski przemysł jest w recesji. I to już w pierwszym miesiącu epidemii. Poziom wskaźnika PMI w marcu (42,4) jest trzecim najniższym wśród badanych krajów UE, po PMI dla Włoch (co zrozumiałe obserwując sytuację pandemii w tym kraju, gdzie w marcu wskaźnik PMI wyniósł 40,3) oraz … PMI Czech: 41,3).
Nawet w Grecji wskaźnik PMI był nieznacznie, ale jednak wyższy niż w Polsce – i wyniósł 42,5. Był wyższy także w Hiszpanii (45,7), gdzie problemy zaczynają być porównywalne do tych we Włoszech.
Mamy się czym martwić także dlatego, że eksport polskiego przemysłu spadł w najszybszym tempie od grudnia 2008 r. Komentarze IHS Markit do prezentacji wskaźników PMI dla innych krajów UE wskazują na ten sam problem. Znaleźliśmy się w klinczu. Przemysł w czterech krajach, które są największymi odbiorcami polskich towarów (do Niemiec, Czech, Wlk. Brytanii i Francji trafia ponad 45 proc. polskiego eksportu) jest także w bardzo trudnej sytuacji i nie należy się spodziewać, aby szybko się to zmieniło.

           Wskaźnik aktywności finansowej
          PMI-marzec 2020   PMI-luty 2020   udział w polskim eksporcie (2019)

Polska 42,4 48,2 x
Strefa euro 44,5 49,2 57,4 proc.
Niemcy 45,4 48,0 27,6 proc.
Czechy 41,3 46,5 6,1 proc.
Wlk. Brytania 47,8 51,7 6,0 proc.
Francja 43,2 49,8 5,8 proc.
źr. opr. na podst. GUS i Markit

Przedsiębiorcy w krajach będących naszymi głównymi partnerami handlowymi wskazują na problem ze spadkiem zamówień tak na rynkach krajowych, jak i na rynkach zewnętrznych oraz rosnące kłopoty z dostawami. W efekcie sami zmniejszają aktywność zakupową.
Nie może to nie odbić się na polskich eksporterach. A tymi w większości są firmy średnie i duże. Należy jednak pamiętać, że ich dostawcami są głównie przedsiębiorstwa mniejsze. Możemy zatem spodziewać się, że będą one traciły zamówienia wraz ze zmniejszaniem się zamówień dla eksporterów.
W rządowym, ustawowym pakiecie dla gospodarki nie widzi się większości problemów, przed którymi już dzisiaj stają polskie przedsiębiorstwa i ich pracownicy. Działania rządu mają charakter reaktywny.
Tymczasem, już teraz trzeba pracować nad narzędziami, które będą wspierać polską gospodarkę nie tylko w najbliższych dwóch-trzech miesiącach, ale także wtedy, gdy będziemy wychodzić (oby jak najszybciej) ze stanu epidemii.
Już dzisiaj, po miesiącu epidemii widać bowiem, że będziemy musieli odbudowywać naszą gospodarkę i walczyć o jak najlepsze miejsce w gospodarce europejskiej i światowej. I wielu innych krajach rządy właśnie tak działają przygotowując pakiety pomocowe dla swoich gospodarek. Jeśli już teraz nie zaczniemy nad tym pracować, przyjdzie nam tylko zgasić światło.

Zdrowi już byliśmy?

Zajmujemy 51 miejsce na świecie, jeśli chodzi o szybkie reagowanie na epidemie.

Indeks Globalnego Bezpieczeństwa Zdrowotnego (Global Health Security – GHS) to według jego autorów pierwsza kompleksowa ocena i analiza porównawcza bezpieczeństwa zdrowotnego oraz powiązanych z nim kwestii, przeprowadzona aż w 195 krajach. Są one stronami rozmaitych międzynarodowych umów zdrowotnych.
Jak wspomniano, mamy do czynienia z pierwszą edycją indeksu. Autorzy to Inicjatywa Zagrożenie Nuklearne (NTI) oraz Centrum Bezpieczeństwa Zdrowia Johna Hopkinsa (JHU). Indeks został opracowany we współpracy z The Economist Intelligence Unit (EIU).
Podmioty te uważają, że Biuro Sekretarza Generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, współpracując z Światową Organizacją Zdrowia, Biurem ONZ do spraw Koordynacji Spraw Humanitarnych oraz Biurem ONZ do spraw Rozbrojenia powinno wyznaczyć stałego koordynatora lub jednostkę odpowiedzialną za wydarzenia biologiczne o dużym znaczeniu i skali. Takie, które mogłyby przerastać możliwości obecnej międzynarodowej sieci reagowania na epidemie i skutkują masowymi ofiarami.
Indeks obejmuje sześć kategorii:

  1. Zapobieganie pojawiania się i ujawniania patogenów,
  2. Wykrywanie i raportowanie dotyczące epidemii potencjalnie budzących obawy międzynarodowe,
  3. Szybka reakcja i łagodzenie rozprzestrzenia się epidemii.
  4. Systemy opieki zdrowotnej dla leczenia chorych i chronienia pracowników służby zdrowia,
  5. Zgodność z międzynarodowymi normami i ich przestrzeganie,
  6. Ryzyko środowiskowe i podatność kraju na zagrożenia biologiczne.
    W ramach tych sześciu kategorii operuje się 34 szczegółowymi wskaźnikami obrazującymi wszechstronnie i wieloaspektowo obszar bezpieczeństwa zdrowotnego w danym kraju. Poszczególne wskaźniki są szczegółowo opisane w raporcie. Indeks jest ich ważoną średnią arytmetyczną. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.ghsindex.org
    Ogólny przegląd sytuacji wynikający z Indeksu Globalnego Bezpieczeństwa Zdrowotnego 2019 jest taki, że tylko mniej niż 7 proc. krajów osiąga najwyższy poziom w zakresie zapobiegania pojawianiu się i ujawnianiu patogenów. Z drugiej strony, tylko 19 proc. krajów osiąga najwyższe oceny za wykrywanie i zgłaszanie epidemii,
    Jedynie mniej, niż 5 proc. krajów uzyskało najwyższe oceny za ich zdolność szybkiego reagowania, Średni wynik dla wskaźników systemu opieki zdrowotnej wynosi 26,4 na 100.
    Co do zgodności z normami, to mniej niż połowa krajów przygotowała środki zgodne z Konwencją o Broni Biologicznej (BWC), co wskazuje na ich małą zdolność do przestrzegania ważnych międzynarodowych norm i zobowiązań związanych z zagrożeniami biologicznymi,
    Tylko 23 proc krajów osiąga najwyższe wyniki za wskaźniki zdrowotne związane z systemami politycznymi i skutecznością rządu.
    Raport podsumowuje wyniki pierwszego Indeksu GHS w każdej z tych sześciu kategorii Indeksu – oraz formułuje dodatkowe ustalenia dotyczące gotowości na wypadek epidemii i pandemii.
    Ogólnie, raport stwierdza, że krajowe bezpieczeństwo zdrowotne jest „zasadniczo słabe na całym świecie”. Żaden kraj nie jest w pełni przygotowany na epidemie i pandemie, a każdy ma poważne problemy do rozwiązania.
    Średnia ogólna wartość indeksu w skali świata wynosi 40,2 (w skali od 0 do 100); wśród 60 krajów o wysokim PKB na mieszkańca średnia wartość Indeksu wynosi 51,6. Ponad 100 pozostałych krajów nie osiąga wyników powyżej 50,0.
    Dane wykorzystane w budowie Indeksów zostały opracowane zgodnie z wytycznymi międzynarodowego panelu doradczego ekspertów. Pochodzą z publicznie dostępnych źródeł od poszczególnych krajów i organizacji międzynarodowych, a także z danych WHO, FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa), Banku Światowego.
    Polska zajęła 32 miejsce w Indeksie Bezpieczeństwa Zdrowotnego 2019 miejsce, z wartością indeksu 55,4 (w skali 0-100).
    Czołówka to: USA, Wielka Brytania, Niderlandy, Australia i Kanada. Wartość indeksu dla USA wynosi 83,5. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych.
    Spośród nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej przed nami są: Słowenia (12), Łotwa (17) i Estonia (29).
    Oprócz USA, z grona wielkich krajów Chiny zajmują 51. miejsce, a Rosja 63. Spośród sąsiadów Białoruś ma 108 miejsce, zaś Ukraina 94.
    Ostatnie miejsca w Indeksie zajmują Jemen, Korea Północna, Somalia i Gwinea Równikowa (195 miejsce).
    Oceniając bardziej szczegółowo według kategorii (raport liczy 324 strony) trzeba zauważyć, że w Indeksie 2019 Polska zajmuje zróżnicowane lokaty.
    I tak w zakresie zapobiegania pojawianie się patogenów zajmujemy 37 lokatę (pomiędzy Czechami i Indonezją) z wartością subindeksu 50,9 przy średniej światowej na poziomie 34,8. Jeśli chodzi o wykrywania epidemii, mamy 44 lokatę (pomiędzy Libanem i Finlandią) z wartością 61,7 przy średniej światowej 41,9. Szybkiego reagowanie – 51 lokata, wartość 47,5 (pomiędzy Włochami i Belgią) przy średniej światowej 38,4.
    W zakresie systemów ochrony zdrowia Polska zajęła 21 lokatę z wartością subindeksu dla tej kategorii wynoszącą 48,9 (pomiędzy Szwecją i Niemcami) przy średniej 26,4. W zgodności z normami światowymi zajęliśmy 41 miejsce z wartością 58,9 (pomiędzy Węgrami i Francją) przy średniej światowej 48,5.
    I wreszcie, w obszarze ryzyka środowiskowego mamy 45 miejsce z wartością subindeksu 67,9 (pomiędzy Węgrami i Litwą) przy średniej światowej dla 195 państw 55,0. Jak wynika z tego zestawienia lokat, Polska w każdej z kategorii zajmuje miejsce powyżej średniej światowej.
    fkub

Indeks Globalnego Bezpieczeństwa Zdrowotnego 2019

  1. USA 83,5
  2. Wlk. Brytania 77,9
  3. Niderlandy 75,6
  4. Australia 75,5
  5. Kanada 75,3

30. Indonezja 56,6

31. Włochy 56,2

32. Polska 55,4

33. Litwa 55,0

34. RPA 54,8

Przybyło korupcji w Polsce

Opanowanie sektora publicznego przez PiS spowodowało, że funkcjonuje on w sposób coraz mniej uczciwy i transparentny.

Przed tygodniem został opublikowany raport na temat korupcji w sektorze publicznym w świecie, zawierający wyniki badań na ten temat, oraz indeks i ranking zawierające dane zebrane w 2018 roku. W rankingu tym Polska gospodarka zajęła 41. miejsce (natomiast rok temu – 36.).
Indeks postrzegania korupcji (The Corruption Perceptions Index CPI) opracowuje i publikuje od 1995 r. Transparency International, międzynarodowa organizacja pozarządowa badająca i ujawniająca praktyki korupcyjne, głównie w życiu publicznym. Obecnie jest on sporządzany dla 180 krajów.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) a jego wartości lokują się na skali od 0 do 100 . Sto to najwyższa ocena – oznacza kraj bez korupcji, ze stabilnym systemem politycznym, wysoką efektywnością regulacji dotyczących zapobiegania konfliktom interesów oraz sprawnym funkcjonowaniem instytucji publicznych.
Indeks mierzy postrzeganie poziomu korupcji w sektorze publicznym opierając się na 13 różnych badaniach eksperckich i biznesowych.
Badania dotyczyły głównie łapownictwa, nieprawidłowości w wykorzystaniu funduszy publicznych dla celów prywatnych, protekcyjne wykorzystanie kontaktów z urzędami dla prywatnych korzyści, nepotyzm w służbie cywilnej, ale także pozytywnych działań państwa w walce z korupcją. Każde z tych 13 badań kończyło się oceną wyrażoną liczbowo a sam indeks był ich średnią ważoną. Indeks i pełny raport można znaleźć na: www.transparency.org/cpi
W 2009 r. zajmowaliśmy aż 49. miejsce, pięć lat później już 35. W indeksie za 2016 r. obejmującym dane z roku 2015 – nawet 29!. Postęp był więc bardzo wyraźny.
Ale już w rankingach 2017 r. i 2018 r. mamy spadek na 36. miejsce. Aż o osiem lokat! A w 2019 r. zjazd o kolejnych 5 miejsc w rankingu.
Indeks postrzegania korupcji

  1. Dania 87

2. Nowa Zelandia 87

3. Finlandia 86

4. Singapur 85

41. Wyspy Zielonego Przylądka 58

41. Cypr 58

41. Polska 58

44. Kostaryka 56

44. Czechy 56

Czołówka rankingu światowego to jak widać Dania, Nowa Zelandia, Finlandia, Singapur i Szwecja. Poziom wartości indeksu dla tej grupy to 85-87 pkt. Dania jest od wielu lat europejskim liderem w zapobieganiu zjawiskom korupcji w sektorze publicznym.
Wartość indeksu korupcji dla Danii wynosi 87 (ale jednak nie idealne 100!), natomiast dla Polski wynosi 58. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych pod tym względem: 29 punktów różnicy.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami jest tylko Estonia, zajmująca wysokie 8. miejsce. Za nami zaś pozostali nowi członkowie Unii, wśród których na końcu ostatnim miejscu znalazła się Bułgaria
(74. pozycja).
Większość, bo dwie trzecie badanych krajów wykazuje indeks na poziomie 50 (ich średnia to 43). Według raportu Transparency International, w ubiegłym roku tylko 20 krajów wykazało postęp w zwalczaniu korupcji, zaś w 16 krajach wystąpił nawet regres. Natomiast od 2012 roku 22 kraje wykazały postęp, a w 21 nastąpił regres, w tym w Kanadzie, Nikaragui i Australii.
W Europie Zachodniej i Unii Europejskiej średnia wartość indeksu to 60 (Polska plasuje się o 2 pkt. poniżej).
Spośród największych państw, Rosja w rankingu postrzegania korupcji zajmuje 137. miejsce, Chiny usytuowały się na 80. miejscu (rok temu były na 87). USA zajęły zaś 21. miejsce.
Ostatnie miejsca na świecie zajmują Wenezuela, Jemen, Syria, Sudan Południowy i Somalia – wartości indeksu wynosi w nich 9-16 pkt.

Nierówności podgryzają nasz rozwój społeczny

Wielkość produktu krajowego brutto to nie wszystko. Na jakość życia wpływa też długość życia w zdrowiu, niewielkie zróżnicowanie majątkowe społeczeństwa oraz ilość lat spędzonych w szkole.

Pod koniec ubiegłego roku został opublikowany raport ONZ-owskiego Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Rozwoju (UNDP) poświęcony najbardziej znanemu w świecie badaniu pod nazwą Human Development Index (Wskaźnik Rozwoju Społecznego) połączony z rankingiem 2019 (z wynikami za 2018 r.).
W badaniu tym Polska zajęła 32. miejsce, z wartością indeksu 0,872. Jest to postęp o jedno miejsce w rankingu w stosunku do poprzedniego roku. Badaniem objęte jest 189 krajów świata.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikacji krajów według ogólnego poziomu ich rozwoju społecznego w danym momencie i jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich ONZ.
Indeks HDI został wprowadzony w 1990 r. jako reakcja na przecenianie znaczenia Produktu Krajowego Brutto, który zdominował wtedy (tak jak i dzisiaj) oceny makroekonomiczne i społeczne poziomu rozwoju krajów. Do jego głównych autorów należał hinduski ekonomista i filozof prof. Amartya (w jęz. bengalskim znaczy nieśmiertelny) Kumar Sen, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii (1998 r.) za wkład w teorię rozwoju społecznego, badania ubóstwa, głodu i ekonomii dobrobytu.
Indeks ma charakter złożony, na który składają się trzy subindeksy i jest ich średnią geometryczną. Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa poziom rozwoju społecznego integrując czynniki ekonomiczne i społeczne danego kraju. Jest syntetycznym miernikiem opisującym efekty rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej.
Te trzy subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks HDI to: 1. Oczekiwana długość trwania życia, jako synteza oceny stanu zdrowia, stylu i warunków życia społeczeństwa (wg danych Wydziału Ludności ONZ), 2. Edukacja, w postaci liczby lat spędzonych w szkole (wg danych UNESCO) oraz 3. PKB (dane Banku Światowego) według siły nabywczej w dolarach USA.
Przyjęto, że kraje osiągające indeksy na poziomie 0,800 – 1,00 zaliczone są do grupy „very-high”, do której zalicza się obecnie 59 krajów, od kilku lat także Polskę.
Kraje o wartościach indeksu 0,70 – 0,799 zalicza się do grupy „high” (53), w przedziale 0,50 – 0,699 do grupy „medium” (38 krajów) i pozostałe – 49 krajów, do grupy „low”. Indeks i pełny raport 2019 można znaleźć na www.hdr.undp.org/en/data
W skali świata HDI uległ w okresie 1990 – 2018 poprawie o 22,2 proc. (z 0,598 do 0,731). W Polsce wartość indeksu zwiększyła się w tym samym czasie z 0,712 do 0,872, czyli o 22,4 proc. i był to wzrost dość systematyczny, w tempie ogólnoświatowym.
W na ogół zamożnych krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju OECD poprawa indeksu wyniosła tylko 14 proc. Z kolei w krajach Azji Południowej poprawa była bardzo wyraźna i wynosiła 45,3 proc., w Azji Wschodniej – 41,8 proc. a w krajach subsaharyjskich 34,9 proc.
Przeciętna długość życia w świecie to w 2018 r. – 72,6 lat, w Polsce – 78,5 lat a w Niemczech – 81,2. Średnia liczba lat spędzonych w szkole w świecie to 8,4 lat, w Polsce 12,3 lat a w Niemczech 14,1 lat. PKB wg siły nabywczej na jednego mieszkańca w 2018 r. to w świecie 15.745 USD, w Polsce – 27.626 USD a w Niemczech – 46.946 USD.
W grupie very high, do której należymy, średnia długość życia to 79,5 lat. Liczba lat spędzonych w szkole to 12 i średni PKB na mieszkańca – 40.112 USD. Jesteśmy więc poniżej średniej zarówno pod względem długości życia jak i produktu krajowego na osobę.
Dla porównania: USA znajdują się na 15. miejscu w rankingu HDI. Rosja na 49 (jeszcze w grupie very high) a Chiny na 85 miejscu z indeksem 0,758 (a więc w grupie niższej).
Indeks HDI za 2018 r.

  1. Norwegia 0,954
  2. Szwajcaria 0,946
  3. Irlandia 0,942

32. Polska 0,872

33. Litwa 0, 869

34. Zjedn. Emiraty 0,866

Czołówka rankingu HDI to: Norwegia, Szwajcaria, Irlandia, Niemcy i Hong Kong.
Wartość indeksu dla Norwegii wynosi 0,954 a dla Polski – 0,872. Taki jest obecnie dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, zajmują czwartą lokatę z indeksem wynoszącym 0,939.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Słowenia (24 lokata), Czechy (26) i Estonia (30).
Za nami zaś – pozostałe nowe kraje UE: Litwa (34), Słowacja (36), Łotwa (39), Węgry (43), Chorwacja (46), Bułgaria i Rumunia (52, wartość indeksu 0,816).
W 2010 r. do indeksu HDI wprowadzono bardzo ważny dla oceny poziomu rozwoju społecznego element nierówności, stąd jego nazwa otrzymała pierwszą literę „I” (Inequality) – w całości i we wszystkich trzech subindeksach. Obliczono więc „stratę” poniesioną z tytułu nierówności, w stosunku do podstawowego Indeksu HDI.
IHDI wyniósł dla Polski 0,801, gdy podstawowy HDI wynosi 0,872. Polski indeks IHDI traci na nierówności 8,1 proc., podczas gdy świat 20 proc., Norwegia 6,8 proc., a Niemcy 8,3 proc. Ale na przykład Czechy, gdzie nierówności społeczne są mniejsze, tylko 4,6 proc., a Węgry 8 proc. Kraje zaliczone do grupy very high – średnio 10,7 proc. Za sprawą nierówności, w odniesieniu do oczekiwanej liczby lat życia tracimy w Polsce 4,3 proc.,. w edukacji 5,2 proc., natomiast pod względem PKB na mieszkańca aż 14,4 proc.
Tu warto jeszcze dodać, że współczynnik Giniego pokazujący rozwarstwienie dochodowe społeczeństwa dla Polski obliczono na 30,8 proc., gdy np. w Norwegii wynosi on 27,5 proc., a w Niemczech 31,7 proc. Współczynnik ten im niższy, tym mniejsze rozwarstwienie dochodowe.
Na 40 proc gospodarstw domowych o niskich dochodach przypada w Polsce 21,3 proc. łącznych dochodów (a w krajach OECD 18 proc., zaś w całym świecie – 17,7 proc.), a na 10 proc. o najwyższych dochodach 24,6 proc. łącznych dochodów (w krajach OECD 28 proc., zaś w skali świata 30,2 proc.).
W 2014 r. w systemie indeksów HDI wprowadzono dodatkowo Gender Development Index (GDI) a więc uwzględniający podziałem na płeć. I tak HDI dla kobiet wyniósł w 2018 r. w Polsce 0,874 a dla mężczyzn – 0,867. indeks GDI będący ilorazem tych dwóch wyniósł zatem 1,009 – a więc wypadł z korzyścią dla kobiet. Zdecydowała o tym wyższa długość trwania życia kobiet (82,4 lata kobiety i 74,6 lat mężczyźni) oraz przewaga w edukacji.
W dochodach (w kategoriach PKB) różnice na niekorzyść kobiet pozostają natomiast znaczne. PKB na kobietę wynosi 21.876 dol, a na mężczyznę 33.739 dol – a więc relacja wynosi 65 do 100 na niekorzyść kobiet.

Kto naprawdę jest szczęśliwy?

Poziom zamożności nie zawsze przesądza o poziomie ludzkiego zadowolenia z życia.

Od 17 lat publikowany jest raport ONZ-owskiej organizacji United Nations Development Programme (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju) oraz OECD (Organizacji Współpracy gospodarczej i Rozwoju) poświęcony szczęściu (zadowoleniu z życia, satysfakcji) zawierający Indeks oraz Ranking 2019 (z wynikami za lata 2016-2018 r.).
W tym roku w Światowym Indeksie Szczęścia (WHI) Polska zajęła 40. miejsce, z wartością 6,182. Stanowi to postęp o 17 miejsc w rankingu w stosunku do poprzedniego okresu trzyletniego (2013-2015). Indeksem WHI objętych jest 155 krajów.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikowania krajów według ogólnego poziomu ich poczucia szczęścia w danym momencie. Jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich OECD oraz ponad 100 pozostałych krajów.
Indeks ma charakter złożony, na który składa się sześć czynników (subindeksów) i jest ich trzyletnią średnią ważoną.
Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa generalnie poziom zadowolenia z życia, integrując czynniki ekonomiczne i społeczne, w tym subiektywne poczucie szczęścia społeczeństwa danego kraju. Jest on syntetycznym miernikiem opisującym efekty rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej. Indeks i pełny raport 2019 można znaleźć na www.worldhappiness.report
Te sześć czynników, które składają się na Indeks WHI to:
1. Produkt krajowy brutto wg siły nabywczej.
2. Oczekiwana długość trwania życia w dobrym zdrowiu
3. Wsparcie socjalne
4. Wolność
5. Szczodrość (dobroczynność) wobec innych i
6. Postrzeganie korupcji

Światowy Indeks Szczęścia 2019
1. Finlandia 7,769
2. Dania 7,600
3. Norwegia 7,554
4. Islandia 7,494
5. Niderlandy 7,488

38. Słowacja 6,198
39. Trynidad i Tobago 6,192
40. Polska 6,182
41. Uzbekistan 6,174
42. Litwa 6,149

Czołówka rankingu WHI to państwa skandynawskie. Wartość Indeksu dla Finlandii wynosi 7,769 a dla Polski – 6,182. Taki jest obecnie dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, zajmują dopiero 17. lokatę z wartością Indeksu 6,985.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są Czechy (20), Malta i Słowacja (38).
Za nami zaś pozostałe nowe kraje UE: Litwa (42), Słowenia (44), Rumunia (48), Cypr (49), Estonia (55), Węgry (62), Chorwacja (75) i wreszcie Bułgaria (97 z wartością indeksu 5,011).
Na to nasze 40. miejsce składają się: 36. pozycja w zakresie długości życia w zdrowiu, 41. pod względem PKB na mieszkańca, 44. pod względem wsparcia socjalnego, 52. w dziedzinie wolności, 77. pod względem szczodrości wobec innych i wreszcie aż 108. miejsce pod względem postrzegania korupcji. Amnesty International ocenia nas pod tym względem łaskawiej.
W sąsiedztwie Polski na liście znajdują się Słowacja i Litwa. Pod względem wsparcia socjalnego zajmują odpowiednio 21. i 17. miejsca, w dziedzinie wolności: 108 i 122, postrzegania korupcji: 142 i 113, szczodrości wobec innych: 70 i 124, PKB na mieszkańca: 35 i 36, długości życia w zdrowiu: 38 i 62.
I jeszcze porównanie do „wielkich”: USA zajmują 19. miejsce, Rosja – 68. i Chiny – 93.

Węgiel zostawia ślad

Nieco zbliżony intencjonalnie i tematycznie do Światowego Indeksu Szczęścia jest Happy Planet Index (Indeks Szczęścia Planety).
Badanie to prowadzone jest przez New Economics Foundation od 2006 r. w 161 krajach. Składa się z trzech czynników:
1. Zadowolenie z życia (satysfakcja)
2. Długość trwania życia w zdrowiu
3. Osobisty ślad środowiskowy (ecological footprint) w którym za podstawę przyjęto 2,1 hektara na 1 mieszkańca planety (iloraz produkcyjnej powierzchni Ziemi i liczby ludności).
Konstrukcja Indeksu Szczęścia Planety jest dość złożona. To iloczyn długości życia i wskaźnika zadowolenia z życia, podzielony przez ekologiczny ślad. Wskaźniki te korygowane są dodatkowo odpowiednimi współczynnikami. Od 2015 r. tak obliczany Indeks korygowany jest o stopień nierówności w poszczególnych miernikach.
Dotychczas opublikowano dwa raporty HPI: za 2009 i 2016 r. W raporcie za 2009 r. Polska zajmowała 77. miejsce a w raporcie za 2016 r. już 62. z wartością Indeksu 27,5. Na korekcie z tytułu nierówności nasz Indeks podstawowy stracił 11 proc.
Czołówka rankingu to Kostaryka (wartość indeksu 44,7), Meksyk, Kolumbia, Vanuatu oraz Wietnam.
Bezpośrednio przed nami lokują się Włochy i Szwecja a za nami Mauritius i Czechy.
Końcówka rankingu HPI to: Mongolia, Benin, Togo i Czad.
Kilka lat temu (w 2016 r.) opublikowano także europejską wersję Indeksu HPI, z tym, że w miejsce śladu ekologicznego wstawiono ślad węglowy (carbon footprint). Jest to tzw. osobisty ślad węglowy określany jako całkowita emisja gazów cieplarnianych do atmosfery, wyliczany jako średnia ważona gospodarki energetycznej opartej na węglu i gazie (2/3) oraz energii atomowej (1/3).
Polska zajęła w tym europejskim Indeksie 19 lokatę. Pierwsza piątka rankingu to: Islandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria i Cypr. Ostatnie miejsce (30) zajęła Estonia.
Pod względem długości życia Polska zajmowała 23. miejsce (pierwsze miejsce – Szwajcaria), pod względem śladu węglowego także 23 miejsce (pierwsze miejsce – Luksemburg). Natomiast pod względem satysfakcji z życia nasz kraj zajął 22 miejsce (pierwsze miejsce – Dania).
Raport zwierający powyższy Indeks znaleźć można na stronie www.neweconomics.org.

Ziemianie są coraz szczęśliwsi

Na koniec tematu „szczęście” warto odnotować (co zresztą zrobił także Tusk w swoim ostatnio wydanym dzienniku), że w Bhutanie od dawna już podstawową kategorią oceny rozwoju społecznego nie jest nasz znany PKB lecz Szczęście Narodowe Brutto (GNH). Raport metodologiczny i faktograficzny na temat indeksu GNH za 2016 r. liczy 340 stron. Jest co poczytać.
Do tej nader złożonej kategorii zalicza się 9 czynników, w tym warunki życia, zdrowie (mentalne i fizyczne), poziom edukacji, dobre rządzenie, warunki ekologiczne, gospodarka czasem, jakość życia, kulturę i relacje międzyludzkie. Każdy z tych czynników składa się z kolei po 3-5 elementów. Indeks Szczęścia Narodowego Brutto (Gross National Happiness) zawiera się w przedziale od 0 do 1,0.
Raport z 2016 r. podaje np., że ogólny wskaźnik Szczęścia Narodowego Brutto na Ziemi wzrósł w okresie od 2010 do 2015 r. z 0,743 do 0,756, czyli o 1,8 proc. W miastach indeks ten wynosi 0,811 a na wsi – 0,731. GNH wg płci: mężczyźni – 0,793, kobiety – 0,730.
W raporcie znajdziemy także poziom tego Indeksu według regionów, wykształcenia, wieku a nawet stanu cywilnego,
Struktura społeczna świata według GNH w 2015 r. jest następująca: 8,4 proc. to bardzo szczęśliwi (w 2010 r. – 8,3 proc.), 35 proc. szczęśliwi (w 2010 r. – 32,6 proc.), 47,9 proc. umiarkowanie szczęśliwi (w 2010 r. – 48,7 proc.) i 8,8 proc. nieszczęśliwi (w 2010 r. – 10,4 proc. ).
W omawianych dzisiaj indeksach Bhutan zajmuje 84 miejsce (w World Happiness Index) oraz 56 miejsce w Happy Planet Index.

Mimo wrzenia, Chile pokona kryzys

Wystarczyło ledwie kilka dni, by najstabilniejsze i najsprawniej zarządzane państwo Ameryki Łacińskiej pogrążyło się w chaosie. Co się stało w Chile – i dlaczego ten kraj mimo problemów prawdopodobnie szybko upora się z bieżącymi kłopotami?

„Spójrzcie na Amerykę Łacińską. Argentyna i Paragwaj są w recesji, Meksyk i Brazylia w stagnacji, Peru oraz Ekwador w głębokim kryzysie politycznym. W tym kontekście Chile wygląda jak oaza, ponieważ mamy stabilną demokrację, gospodarka się rozwija, tworzymy miejsca pracy, rosną wynagrodzenia, a kondycja makroekonomiczna jest zrównoważona”.
Jeszcze tydzień temu, kiedy w wywiadzie dla „Financial Times” z ust prezydenta Chile Sebastiana Pinera padały takie stwierdzenia, można było się pod nimi podpisać.
Niestety, dla tego bogatego w surowce andyjskiego kraju, wypowiedziane one zostały w złą godzinę.

To nie przez podwyżkę cen biletów

Dosłownie dwa dni po publikacji wywiadu w „FT”, 19 października Pinera musiał ogłosić stan wyjątkowy w stolicy kraju Santiago, ze względu na olbrzymie protesty społeczne, dewastację obiektów użyteczności publicznej czy podpalenia i grabieże sklepów.
W kolejnych dniach dowiedzieliśmy się o kilkunastu ofiarach śmiertelnych tych protestów, a obrazy przedstawiane przez zagraniczne media pokazywały tak dużą skalę zniszczeń, że automatycznie nasuwały się porównania do wydarzeń w Wenezueli czy w Argentynie z przełomu wieku.
Co więc spowodowało tak nagłą zmianę sytuacji w tym uporządkowanym i często podawanym jako przykład stabilności kraju?
W skróconym przekazie medialnym można było usłyszeć, że katalizatorem niezadowolenia Chilijczyków były podwyżki cen biletów metra. Czy jednak możliwe, by wzrost kosztów komunikacji miejskiej o ok. 15 groszy (30 peso) mógł spowodować tak olbrzymie niepokoje i straty związane ze zniszczeniami samego metra w wysokości 300 mln USD? Oczywiście, że nie.
Kwestie związane z transportem publicznym nawet nie były zapalnikiem dla protestów, a stołeczna młodzież przeskakiwała przez bramki metra raczej dla zgrywu niż ze względu na droższe bilety.

Niezadowolenie trwało od lat

Zdecydowanie bliżej prawdy jest koncepcja, że niezadowolenie tliło się w społeczeństwie miesiącami, a nawet latami.
Kilka tygodni temu w Chile doszło do podwyżek cen energii elektrycznej (o ok. 10 proc.). Prezydent Pinera realizował politykę reform i podkreślał, że Chile jest wyjątkowe, gdyż na pewno nie wpadnie w szpony populizmu.
Zmiany w systemie emerytalnym (poprzez wzrost składek) czy na rynku pracy (bardziej elastycznym dla pracodawców), połączone z rosnącymi cenami, zaczęły jednak negatywnie wpływać na nastroje gorzej sytuowanych obywateli.

Latynoskie nierówności

Nagły wzrost niezadowolenia społecznego połączony z wizerunkowymi wpadkami prezydenta-miliardera (świętował urodziny syna w luksusowej restauracji, gdy rozpoczęły się zamieszki) doprowadziły do szerokiego kryzysu. Warto zwrócić uwagę, że niezadowolenie części ludności ma uzasadnienie również ekonomiczne – podkreśla Cinkciarz.pl.
W Chile podobnie jak w wielu krajach Ameryki Łacińskiej panują silne nierówności społeczne. Według Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) indeks nierówności GNI w Chile znajduje się na poziomie 0,45 i należy do najwyższych w grupie państw należących do Organizacji (w Polsce jest to 0,28 według danych za 2016 r.). Dochody 20 proc. najlepiej zarabiających obywateli Chile są dziesięciokrotnie wyższe niż tych 20 proc. mających najniższe wynagrodzenia. W Europie te różnice są mniej więcej o połowę mniejsze (dla Polski są one 4,4 raza wyższe, a dla Niemiec 4,6 raza wyższe).
Niezadowolenie młodej części społeczeństwa wynika także z faktu, że bezpośrednie koszty studiów są wysokie. Według danych OECD za 2015 r. wynoszą one według parytetu siły nabywczej (PPP) ok. 10 tys. dolarów. Polak, Niemiec czy Czech musi wydać z własnej kieszeni średnio około 3-4 tys dol., czyli mniej więcej jedną trzecią tej kwoty. Z kolei w następnych latach wykształcenie Chilijczyka wyraźnie procentuje (najbardziej wśród wszystkich krajów OECD oprócz USA), co dalej pogłębia nierówności społeczne pomiędzy gorzej sytuowaną, a zamożniejszą częścią ludności, którą stać na takie wydatki.

Lepiej żyć w Polsce

Warto natomiast zauważyć, że mimo rozwarstwienia dochodowego Chile na koncie ma wiele sukcesów. Ocena kredytowa kraju wynosi silne „A” i według trzech głównych agencji ratingowych kształtuje się ona przynajmniej o szczebel wyżej niż dla Polski. Niskie ryzyko niewypłacalności to rezultat długu publicznego, utrzymującego się od lat na poziomie poniżej 30 proc. produktu krajowego brutto (w Polsce jest on większy).
Mimo poważnego uzależnienia gospodarki od cen metali przemysłowych i koniunktury zewnętrznej (połowa eksportu to miedź lub jej produkty, tylko trzy państwa – Chiny, USA, Japonia – generują połowę zagranicznego popytu na chilijskie towary), sytuacja kraju jest względnie stabilna, gdy dochodzi do fluktuacji na rynku surowców. Chile nie ma także problemów z inflacją, a także, w opinii np. agencji S&P Global Ratings, jest to państwo „silnej demokracji i rządów prawa”.
Ciekawostką może być fakt, że PKB na mieszkańca Chile w ujęciu nominalnym wynosi dokładnie tyle samo, ile w Polsce – według Fitch Ratings około 15,5 tys. USD. W parytecie siły nabywczej jest to natomiast dużo mniej. Dla Polski Fitch szacuje ją na prawie 28 tys. dol, podczas gdy w Chile o ponad 4 tys. dol mniej.
Możliwość zakupu przez Polaka większej ilości dóbr oraz usług za te same pieniądze oraz zdecydowanie mniejsze nierówności społeczne sprawiają, że nad Wisłą standard życia jest wyższy niż w tym kraju Ameryki Łacińskiej.

Chile przezwycięży problemy?

Chile prawdopodobnie poradzi sobie z obecnym kryzysem. Prezydent Pinera poprosił społeczeństwo o wybaczenie. Obiecał zamrożenie cen energii elektrycznej, podwyższenie emerytur, darmowe leki dla gorzej sytuowanej części społeczeństwa oraz gwarantowane minimalne wynagrodzenie na poziomie 480 dolarów.
To jednak nie ustępstwa ze strony władzy spowodują powrót do stabilizacji. Chile, mimo nierówności społecznych, od lat jest dobrze zarządzanym państwem w niesprzyjającym otoczeniu gospodarczym Ameryki Łacińskiej. Lepsze zaadresowanie programów społecznych i większa dostępność do edukacji mogą tylko wzmocnić tę pozycję – a wtedy obecny kryzys szybko pójdzie w zapomnienie.