Wieść gminna Ważny tunajt

Kiedy nie gram, albo nie jestem na próbie, piszę pracę doktorską na temat lokalnych tygodników i historii ich powstania. Niezwykle mnie ten temat zajmuje. W zasadzie nie wiem skąd u mnie ta fascynacja, może za krótko byłem w wojsku, albo z jakiegoś innego powodu. Grunt, że bardzo mi się ta robota podoba. Bo lokalna prasa i to co w niej czytam, podobała mi się od zawsze dużo bardziej, niż to, co czytam w gazetach warszawskich. Z małymi wyjątkami.

Z uwagą pochyliłem się nad niusem dotyczącym Anny Wilk, dziennikarki „Gazety Powiatowej”, która od lat opisuje sytuację we wronieckiej spółce Amica, tej od kuchenek i pralek i dawniej, od drużyny piłkarskiej. Sąd w Poznaniu skazał panią Annę w pierwszej instancji na 3 lata banicji zawodowej oraz kary grzywny na łączną sumę 7 tys. PLN, za pomówienia względem firmy od lodówek. Proces trwał od 2017 r. Pani Anna w jednym ze swoich artykułów napisała, że w otoczeniu firmy na A. „nie brak bandziorów” i że zamiast spółką akcyjną Amika powinna się nazywać raczej „przestępczą grupą zorganizowaną”. I z te właśnie słowa poznański sąd wymierzył karę. Pani redaktor będzie się odwoływać. Tłumaczy, że sąd nie wziął pod uwagę wielu przedstawianych przez nią dowodów, jak również odmówił jej składania wyjaśnień. I rzeczywiście-zakazywanie pracy w mediach, zwłaszcza komuś, kto patrzy na ręce prywaciarzowi i pisze o przewinach dużych wobec małych, to w mojej ocenie zbyt daleko idąca penalizacja. Ale to, że dziennikarka z wieloletnim stażem pozwala sobie na wypisywanie takich a nie innych słów o spółce, to mnie co najmniej zastanawia. Bo, choćby przez wzgląd na gen samozachowawczy, pisanie czegoś podobnego o kimkolwiek lub czymkolwiek, jest wysoce ryzykowne, jeśli się nie ma mocnych dowodów w ręku na działalność mafijną i przestępczą. Nazywanie kogoś bandziorem, lub usadawianie w jego otoczeniu bandytów, jest bardzo ryzykownym zabiegiem, chyba że obliczonym na medialny szum, możliwy do okupienia grzywną finansowaną z nadsprzedaży numeru. Tego raczej nie zakładam, bo wiem jak się sprzedają gazety, zwłaszcza lokalne i ile na tym można zarobić. Dlatego też nie okażę zawodowej solidarności z panią redaktor do końca, bo, wychodząc z pryncypialnych pobudek, uważam że nazywanie kogoś publicznie złodziejem, bandytą, mafiosem albo nawet idiotą jest po prostu słabe, i nawet jeśli ma się na to mocne kwity, można to zrobić z klasą i z fasonem a nie walić obuchem między oczy, bo to ten nieszczęsny dyskurs publiczny nad stanem którego załamujemy ręce, przez takie a nie inne operowanie słowem, popada w jeszcze większy dołek. To właśnie takie pisanie, na granicy obrażania, lub tę granicę przekraczające, każe powątpiewać w jakość dziennikarstwa lokalnego i regionalnego, a szkoda, bo ludzie wszędzie potrzebują rzetelnej informacji. To ważne, zwłaszcza wobec planów które otwartym tekstem głosił swego czasu Paweł Kukiz i jego ludzie, a które tyczyły się zakazu finansowania lokalnych gazet przez samorządy. Gdyby tylko zapytali kukizowcy medioznawców albo choćby mnie, czy rzeczywiście tak jest, że lokalna prasa, finansowana bezpośrednio z samorządu, to dobrze czy kiepsko, usłyszeliby, że w dużej mierze jest tak jak sądzą, że te gazety to słupy ogłoszeniowe władzy, ale choćby dla tych parunastu procent wydawców z towarzystw regionalnych ziemi i powiatu czy z domów kultury, nie warto tych tytułów utrącać, bo częstokroć są one, lokalne gazety, jedynym źródłem informacji o regionie i to właśnie one budują małe ojczyznę i coś, co się nazywa społeczeństwo obywatelskie, a chyba o to nam wszystkim idzie. Inna rzecz, że przy okazji rozprawy z gazetami samorządowymi, chciał Kukiz zakazać finansowania bilbordów z pieniędzy podatników, na okoliczność dzielenia się burmistrza czy wójta z ludem podziękowaniami za udane dożynki albo pozyskane inwestycje. I to było dobre. Ale że wrzucone do jednego wora, umarło jako projekt pozbawiony szansy powodzenia, bo która partia pozwoliłaby sobie na obcięcie dotacji na darmową reklamę?
Liczę na to, że sąd drugiej instancji przywróci panią redaktor Wilk możliwość pracy w zawodzie i że jej teksty będą nie raz jeszcze dawać ludziom nadzieję, że w starciu z firmą i jej prawnikami nie są pozostawieni sami sobie. A ci bandyci i grupa przestępcza to tylko chwilowe semantyczne nadużycie.

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Głos prawicy

Cwany gapa

„Do Rzeczy” cieszy się z faktu grillowania Donalda Tuska przez Pawła Kukiza:
Lider Kukiz’15 był dziś gościem Marka Kacprzaka w programie „Tłit” Wirtualnej Polski. Jednym z tematów rozmowy był ewentualny powrót byłego premiera Donalda Tuska do polityki krajowej i jego wczorajszy wywiad dla TVN24. Paweł Kukiz nie szczędził szefowi Rady Europejskiej słów krytyki.
– Moja mama warszawianka powiedziałaby w tym takim mokotowskim slangu – że Tusk, to taki cwany gapa – zaczął polityk. – Najpierw dopuścił, by Platforma się zdemoralizowała, doszło do rozmów u Sowy, gdzie widać było ewidentnie totalną demoralizacją, a kiedy pojawiło się zagrożenie konsekwencji karnych, prawnych w związku z tymi rozmowami, ewakuował się do Brukseli – tłumaczył. Paweł Kukiz podkreślił, że cokolwiek by o Grzegorzu Schetynie nie mówić, włożył mnóstwo pracy, by uratować strzępy jakie zostały z Platformy Obywatelskiej po jego „wybitnych” rządach. – Nagle Tusk widzi, że poukładane, więc teraz będzie wracał – dodał.
– Jestem przekonany, że Schetyna darzy – powiem to bardzo delikatnie – jeszcze mniejszą sympatią Tuska niż ja. Wątpię, żeby Schetyna był takim frajerem, żeby pozwolił Tuskowi ukraść to, nad czym pracował. (…) Tusk postępuje nieetycznie i niemoralnie, bo oni nie grają o Polskę, oni grają o kasę – wskazał Kukiz.

Milczący Jarek

Stanisław Janecki na łamach „Sieci” wychwala prezesa:
Jarosław Kaczyński nie reaguje na wezwania rozdygotanych, pobudzonych, podnieconych i rozsynchronizowanych i to jest najlepsza możliwa taktyka. Wywołuje bowiem jeszcze większe rozdygotanie, pobudzenie, podniecenie i rozsynchronizowanie. Szczególnie widoczne jest to u Jarosława Kurskiego. Wizualnie i dźwiękowo to bardzo zabawny spektakl, choć czasem można się zatroskać, czy aby pierwszy wiceMichnik nie zrobi sobie krzywdy, bowiem wiele już razy wyglądał jak ktoś na granicy implozji. O ile prezes PiS zachowuje podczas ostatnich awantur stoicki spokój, o tyle niektórzy politycy PiS niepotrzebnie dają satysfakcję rozdygotanym i rozsynchronizowanym. A przecież nic ich bardziej nie rozstraja niż obojętność, ignorowanie, a wręcz demonstracyjne znudzenie ich produkcjami. Wtedy wręcz wpadają w szał. I jest to oczywiście bardzo widowiskowe, choć troska o zdrowie delikwentów podpowiada obawy o wspomnianą już implozję.

Głos prawicy

Wkurzony Kukiz

DoRzeczy donosi z oburzeniem:
POPiSowym ścierwem jesteście i prędzej czy później za to zapłacicie – napisał na Twitterze Paweł Kukiz. Lider Kukiz’15 w ostrych słowach skomentował decyzję Senatu ws. prezydenckiego referendum.
W środę Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta referendum ws. zmian w konstytucji. Andrzej Duda chciał, aby referendum odbyło się w dniach 10-11 listopada 2018 r. Za głosowało tylko 10 senatorów, przeciw było 30, a 52 się wstrzymało się od głosu.
Rozczarowania decyzją senatorów nie kryje lider Kukiz’15, który w mocnych słowach skomentował ją na portalu społecznościowym. „Jedno tylko powiem – jesteście bydlakami. Antyobywatelską burżuazją. Hołotą post bolszewicką, gnojami, które dla synekur i apanaży gotowe są sprzedać cały Naród” – napisał na Facebooku Paweł Kukiz.
Polityk odniósł się również do faktu, iż Prawo i Sprawiedliwość stanęło wczoraj ramię w ramię z Platformą Obywatelską. „Łapa w łapę PiS z PO przeciw Polakom. Przeciw zwykłym ludziom. Przeciw wolności i demokracji. POPiSowym ścierwem jesteście i prędzej czy później za to zapłacicie” – podkreślił polityk.
„A teraz, gnoje pod krawatami, możecie mnie do sądu podawać” – skwitował lider Kukiz’15.

 

Mafia Jezusa

Tomasz P. Terlikowski przeżywa kryzys razem z amerykańskim kościołem:
Smutne, ale Kościół w Stanach Zjednoczonych znowu przeżywa kryzys. Tym razem chodzi o kardynała Theodore McCarricka, który przez lata molestował seksualnie młodych mężczyzn, w tym kapłanów i kleryków. Wszystko wskazuje na to, że była to tajemnica poliszynela, że o sprawie wiedziano, a kardynała chroniła „lawendowa mafia”. Teraz oczywiście nawet jego najbliżsi współpracownicy, a przez lata protegowani (jak kardynał Kevin Farell, prefekt nowej kongregacji ds. świeckich, małżeństwa i życia) twierdzą, że nic nie wiedzą. Nieliczni im jednak wierzą, bo… niestety wiarygodność Kościoła w Stanach Zjednoczonych została skutecznie zniszczona przez lata krycia skandali i tolerowania „lawendowych”. Aby ją odzyskać trzeba decyzji radykalnych: usunięcia kardynała McCarricka z kolegium kardynalskiego, a kto wie, czy nie ze stanu duchownego w ogóle, zbadania, kto i dlaczego krył kardynała i pozbawienie takich hierarchów urzędów i wreszcie poważne oczyszczenie Kościoła z „lawendowej mafii”. Innej drogi nie ma. To kwestia wierności Chrystusowi i nauczaniu Pisma Świętego i Tradycji, a po ludzku to sprawa być albo nie być dla Kościoła, odzyskania lub nie zaufania katolików do hierarchii. I nie łudźmy się, że Polska może czuć się wolna od takich problemów, że możemy spokojnie przyglądać się na to, co dzieje się w USA. Polska miała bardzo podobny skandal i nikt nie został z niego rozliczony… Warto zadać sobie pytanie dlaczego.

 

Uniknęliśmy problemów

O niedoszłym referendum pisze też Fronda:
„Dobrze się stało, że senatorowie zdecydowali, by nie wyrazić zgody na wniosek prezydenta ws. referendum” – powiedział Jacek Sasin komentując wczorajszą decyzję Senatu.
„To jest sukces nas wszystkich, bo uniknęliśmy poważnego problemu, jakim byłoby to referendum” – podkreślił minister.
Przypomnijmy, we wczorajszym głosowaniu Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta Andrzeja Dudę konsultacyjnego referendum ogólnokrajowego ws. zmian w konstytucji w dniach 10-11 listopada.
„Unikniemy problemów, jakie to referendum, gdyby ono zainstniało, mogłby spowodować. Problemów przede wszystkim dla Polaków, którzy chcieliby pewnie 11 listopada świętować stulecie niepodległości, a nie uczestniczyć w politycznej awanturze, bo niestety zapowiedź takiej politycznej awantury mieliśmy ze strony opozycji” – zauważył Sasin.