Podstawowa jednostka korupcji

„Jak zostanę politykiem to naplujcie mi w ryj i mówcie do mnie szmato.” – Paweł Kukiz w czasach swej artystycznej młodości.
Korupcją rządy PiS stoją. To z korupcji uczynił prezes Kaczyński fundament swej władzy. Dziś prezes korumpuje wszystkich, których może.
Dał właśnie, rękami pana prezydenta, podwyżki płac całej klasie politycznej. Opozycji też, aby ich także ubabrać w swym korupcyjnym procederze.
Administracji USA zaproponował 23 miliardy złotych za jej przychylność. Aby wyprać łapówkę polityczną zaproponował zakup amerykańskich czołgów. Niepotrzebnych polskiej armii.
Niedawnych secesjonistów z klubu parlamentarnego PiS kupił atrakcyjnymi posadami w spółach skarbu państwa i zamrożeniem śledztw prowadzonych wobec nich przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Instytucję pomocną w takiej korupcyjnej działalności.
A swych wyborców prezes skorumpował programem 500+, podwyżkami emerytur i obniżką wieku emerytalnego. Wspomniała o tym niedawno podczas wiecu marszałek Elżbieta Witek. Aktualna Miss Reasumpcji.
Prezes Kaczyński zaczął zachowywać się jak narkobaron. Proponować masowe łapówki polityczne, tworzyć kliencki system zależności.
Jeszcze niedawno elity PiS korumpowały polityków skrycie, podczas poufnych rozmów. Dwunastego sierpnia 2021 roku, podczas posiedzenia Sejmu, przestały traktować korupcję polityczną jako coś wstydliwego. Uznały, że każdego parlamentarzystę można już jawnie kupić. Pozostaje tylko kwestia ceny.
Podstawową jednostką polskiej korupcji politycznej powinien być jeden „kukiz”. Od nazwiska posła Pawła Kukiza. On zapewne sprzedał się prezesowi jedynie za mglistą obietnicę poparcia jednomandatowych okręgów wyborczych, czyli za przysłowiowy „frajer”.
Grupka byłych „Gowinowców” wyceniła się znacznie drożej. Przynajmniej na sto kukizów. Tyle notowane są posady wiceministrów.
Nie wiemy jeszcze ile kukizów zażądał za swe „polityczne kurewstwo” inny znany już „kukizowiec”, poseł Jarosław Sachajko. Może tysiąc kukizów, czyli stanowisko wicemarszałka Sejmu RP? Może zażądał nawet i milion kukizów, a może znowu się tylko pomylił.
Elity PiS pieszczące obecnie posła Kukiza nie chcą pamiętać największego przeboju Pawła Kukiza. Piosenki znanej pod tytułem „ZCHN zbliża się”. Kiedyś niezwykle popularnej, chociaż nie nadawały jej stacje radiowe.
Szybko stała się kultowym przebojem. Stworzyła publiczny wizerunek Pawła Kukiza. Bezkompromisowego, anty systemowego buntownika. Dała mu olbrzymią popularność i powszechną rozpoznawalność. Kapitał społeczny z którego żyje do dzisiaj.
Piosenka Kukiza wstrząsnęła światem szoł biznesu, mediów, polityki. Był to pierwszy antykatolicki protest song wykonywany przez osobę daleką od „postkomuszej” lewicy.
Kukiz Wallenrod
Po latach, już pogodzony z polskim kościołem kat., tak to Kukiz tłumaczył: „To był rodzaj walenrodyzmu. Jestem człowiekiem szczerze wierzącym. Mam głęboko wpojone zasady wiary, ale nagle zaczęły się dziać rzeczy, które wzbudziły mój głęboki sprzeciw i kazały protestować. Powstała partia, która jak mi się wydawało wykorzystuje moją religię do robienia polityki. Było tak irytującym robienie socjotechniki z czegoś co jest boskie, co jest sacrum, że postanowiłem prowokacyjnie zbrukać owo sacrum, żeby pokazać że oni robią to samo. Obserwowałem członków tej partii jak bratali się z moim proboszczem, jak popijali z nim, jak klepali się po plecach. Jak uważali że nic się nie stało, kiedy ten ksiądz, zresztą autentyczna postać z mojego miasta wracając pijany z Kolędy rozbił swoja toyotę na drzewie. Im to nie przeszkadzało, dla nich to był „fajny chłop”’ ale dla mnie ani on, ani tym bardziej oni fajni nie byli. Gardziłem nimi i chciałem cały ten układ rozwalić. Tak to był walenrodyzm.”
Piosenka wywołała wiele zgorszenie i protesty „zawodowych katolików” Nie tylko ze obrazoburczy tekst. Była śpiewana na melodię pieśni polskich dzieci przystępujące do pierwszej komunii. Pewnie dlatego nikt nie miał problemów ze śpiewaniem jej.
Ponieważ wówczas rządziła katolicka prawica, także Zjednoczenie Chrześcijańsko- Narodowe /ZChN/, szybko doniesiono do prokuratury. Kukiz musiał stawić się. I jak wspominał niedawno, odbyła się taka rozmowa:
– Dlaczego pan napisał ten tekst? – pyta pani prokurator.
– To nie ja napisałem, to szatan napisał.

-Jak to szatan?
– Proszę sprawdzić w ZAiKS-ie, tam nie ma mojego nazwiska, pod tekstem podpisany jest Szatan.
– No i co uważa pan, że szatan chodzi po ziemi i pisze teksty?
– Przepraszam, ale właśnie obraziła pani moje uczucia religijne, podważyła pani jeden z dogmatów mojej wiary jakim jest istnienie szatana. Było tak; przez otwarte okno sfrunęła kartka, jakaś siła kazała mi przepisać znajdujące się na nim słowa.
– No i co z ta kartką?
– Spłonęła.
Niestety Paweł Kukiz nie pamięta, lub nie chce przypomnieć sobie, jak to naprawdę z tym Szatanem było.
Lekcje śpiewu u Urbana
Do dzisiaj pamiętam wystraszoną twarz Kukiza siedzącego w gabinecie redaktora Jerzego Urbana. Paweł naprawdę bał się zemsty wszechwładnego kościoła kat. Ktoś poradził mu, aby poszukał pomocy w tygodniku Urbana, bo redakcja „Nie” miała liczne procesy o obrazę uczuć religijnych, które wygrywała. I prawników, którzy nie bali się wejść w spór z „Czarną Siłą”.
Po rozmowie Urban przekazał Kukiza i jego problem mnie. Byłem wtedy jednym z zastępców Urbana. Poprosiłem o pomoc ówczesnego dyrektora wydawnictwa Hipolita Starszaka. Fachowca, bo w czasach Polski Ludowej zastępcę Prokuratora Generalnego i pułkownika Służby Bezpieczeństwa. To Hipolit poinstruował Kukiza jak ma zeznawać w prokuraturze. Fachowo, bo kiedyś sam często przesłuchiwał. Trzeba było też stworzyć artyście linię obrony. Po „burzy mózgów” wybraliśmy kuriozalny wariant. Z Szatanem jako autorem.
Zwróciliśmy też uwagę artyście, że w tytule piosenki pomyłkowo napisał skrót Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. To miało być argumentem, że song nie dotyczy wpływowej partii politycznej.
Tak pouczony artysta wprawił w osłupienie prokuratorów III RP. Pół roku później, jesienią 1993 roku wybory parlamentarne wygrały SLD i PSL. Wtedy niezawisła prokuratura straciła zainteresowanie rzekomą obrazą uczuć religijnych dokonaną przez artystę. Rządy SLD/PSL uratowały Pawła Kukiza.
Z Pawłem spotkałem się potem kilka razy. Wspominaliśmy tamtego szatana, piliśmy nawet zdrowie jego. Z biegiem lat zbuntowany Paweł zmieniał się w statecznego, też buntującego się, ale coraz bardziej konserwatywnego „katola”. Pogodził się z kościołem kat. Hierarchowie przyjęli go z radością, bo oni wielce kochają nawróconych buntowników i heretyków.
Dziś poseł Kukiz mówi, że piosenki „ZCHN zbliża się” nie słucha i nie śpiewa jej. Choć publiczność domaga się jej na koncertach.
Dziś poseł Kukiz śpiewa w politycznym chórku Kaczyńskiego pana. Choć pierwsze lekcje politycznego śpiewu brał u Urbana. Wtedy był synonimem antysystemowca, a nie skurwionego politycznie posła.

Flaczki tygodnia

Kto zabije pana prezesa?, spekulują komentatorzy polityczni. Kto sprawi, że PiS straci społeczne poparcie, i wreszcie władzę też?

Wielką nadzieją i kandydatem liberalnej opozycji na politycznego zabójcę jest teraz pan prezes Daniel Obajtek. To jego zalety jaśniepan prezes Kaczyński, nadając mu ksywkę „Daniel, wszystko mogę, Obajtek”. Czy pan prezes Daniel jest aż tak wszechmocny, że jego działalność będzie skutecznie „*****” PiS?

Wbrew nadziejom wielkomiejskim liberałom, to nie przekręty pana prezesa Objatka obalą rządy jaśniepana prezesa, choć pewnie ich fundamenty naruszą. Gwoździem do trumny politycznej pana wicepremiera Kaczyńskiego będzie „Nowy ład”. Program nowego, politycznego otwarcia starego „Prawa i Sprawiedliwości”. Od miesięcy zapowiadany.

Już wydawało się, że PiS zaprezentuje go w minioną sobotę. Prezentację przesunięto, bo „Rząd w tej chwili skupia się na walce z pandemią, gdyż życie i zdrowie Polaków jest najważniejsze”, poinformowała pani rzecznik PiS Anita Czerwińska. Ale tego „nowego ładu” szybko nie będzie. Nie przyznają się do niego koalicjanci PiS współtworzący klub parlamentarny Zjednoczonej Prawicy. Zresztą Zjednoczona Prawica jako byt polityczny już nie istnieje. Ostał się ino „Sojusz koryta i bezkarności”. On utrzymuje jeszcze większość parlamentarną i jaśniepana prezesa przy władzy. Przyszłe ogłoszenie przez PiS tegoż „Nowego ładu”, będzie wstępem do kampanii wyborczej. Zaproszeniem do nowych, przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.

Na razie mamy sterowane, przecieki zawartości owego „Nowego ładu”. Jako takie sondaże ich popularności. Jeden z nich jest szczególnie ważny. Elity PiS zdają sobie sprawę, że narobiły już gigantycznych długów budżetowych. Długi mogą się jedynie zwiększyć. Spłacać je można już różnymi sztuczkami. Jedna ze nich to rosnące ceny benzyny i wyrobów ropopochodnych. Sięgające już dawnego poziomu, kiedy światowa cena ropy naftowej przekraczała 100 USD za baryłkę. Dziś przekracza ona 60 USD. Zatem benzyna mogłaby być tańsza, ale windują ją akcyzy i inne podatki pośrednie.

Ale tylko takimi sztuczkami nie da się załatać wszystkich dziur w budżecie państwa. Najlepszym sposobem jest finansowanie długów ze wzrostu gospodarczego. Aby Polska mogła taki mieć – powinna dobrze spożytkować fundusze otrzymane z Unii Europejskiej na tworzenie nowego, po pandemicznego ładu. Elity PiS chcą pozyskać te pieniądze, nawet za cenę federalizacji Unii Europejskiej. Jednak ich koalicjant, ziobrowska Solidarna Polska, jest temu przeciwny. Bo przyszłe pieniądze obwarowane są zgodą na dotrzymywanie unijnych standardów w prawodawstwie. Co jest sprzeczne z podstawowym programem Solidarnej Polski. Dlatego zgody ziobrystów na ratyfikowanie nowego, europejskiego ładu nie będzie.

Oczywiście jaśniepan prezes Kaczyński zdoła przepchnąć przez Sejm zgodę na korzystanie z europejskich pieniędzy. Ma na to poparcie opozycji. Jednak dzień w którym jego władza zostanie uzależniona od głosów opozycji będzie dniem utraty jego politycznej mocy. Cóż to za Naczelnik Polski, który wisi na łasce Budki lub Czarzastego? Dlatego, żeby nie iść od razu na dno, tonący politycznie jaśniepan prezes gówna się chwyta. Negocjuje z Pawłem Kukizem. On może co prawda przynieść jaśniepanu sześć popierających szabel, ale Kukiz to polityczny Jonasz. Nieszczęście sprowadza.

Oczekujący europejskiego wsparcia rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego ma bieżące rachunki do płacenia. Finansuje je dzięki osłabiania polskiej złotówki przez NBP. Taki stan sprzyja eksportowi polskich produktów, hamuje import. Zyskują na tym też wiodący polscy eksporterzy. Przemysł meblarski, rolno- spożywczy, miedziowy KGHM. Drożeją importowane „ośmiorniczki”, ale nie jest to chleb wyborców PiS. Cierpią niestety na tym też polskie lasy. Drewno z Polski masowo jest wyprzedawane, drzewostan trzebiony gorzej niż za okupacji niemieckiej. Ale całkowita wycinka Puszczy Białowieskiej, i zastąpiona „Dobrej Zmiany” młodniakiem, też nie sfinansuje przyszłych deficytów budżetowych. Do tego niezbędna jest reforma polskiego systemu podatkowego.

Obecny system sprzyja ludziom bogatym. Kreuje setki tysięcy jednoosobowych przedsiębiorców opodatkowanych najniższą stawką PIT. Wysoki VAT również sprzyja najbogatszym, bo procentowo wydają oni na podstawowe wydatki ze swych budżetów mniej niż ludzie mało zarabiający. Dodatkowo nie ma w Polsce podatków od spadków. Dzięki temu miliony najuboższych Polaków utrzymują budżet państwa, który nie zapewnia im nawet podstawowego socjalnego serwisu. I ci najubożsi najczęściej też głosują na PiS. Bo partia jaśniepana Kaczyńskiego dała im poczucie godności oraz 500+

Dlatego sztabowcy PiS podzielili obywateli Polski na dwie grupy. Zarabiających do 4500 złotych brutto. I pozostałych, zarabiających więcej. Z badań wyszło im, że wyborcy z pierwszej grupy zwykle głosują na PiS. Z drugiej, głosują tylko prezesi podobni panu Obajtkowi i ich familie. Dlatego spin doktorzy PiS postanowili zmniejszyć podatki najmniej zarabiającym. Przede wszystkim przez zwiększenie im kwot wolnych od podatków. No i zwiększyć obciążenia podatkowe tym bogatszym. Szkody politycznej nie będzie, skoro oni i tak na PiS nie głosują. Takie działania można też opakować w patriotyczne, szlachetne szaty. Zmobilizować tym i skupić głosy biedniejszych wyborców. A „swoim” bogatym obiecać poufnie stosowne rekompensaty. To pomoże PiS pozyskać poparcie na poziomie 35- 40 procent głosujących w przyszłych wyborach parlamentarnych. Dodatkowo, dzięki takiej podwyżce podatków antyPiSowskim wyborcom, uda się PiS-owi też sfinansować swój program wyborczy.

Jest jednak koalicyjny problem. Proponowane przez PiS podwyżki podatków dla bogatych nie mogą liczyć na poparcie gowinowskiego Porozumienia Prawicy i pozyskiwanych kukizowców. Dlatego pamiętając doświadczenia z „piątką dla zwierząt”, spin doktorzy PiS, chcą do tej reformy podatków wciągnąć klub Lewicy. Kto jak kto, ale Lewica nie powinna stawiać politycznych warunków dla podwyżki podatków bogatym. Nawet kiedy uderzą one też w wyborców Lewicy. Mamy w Polsce bogatych, którzy głosują na Lewicę, na Partię „Razem” nawet.

Jeśli rządzącemu PiS nie uda się załatać dziur budżetowych podwyżkami podatków, to pozostaje jedynie polityka proinflacyjna. Ale ta uderza przede wszystkim w najuboższych, czyli wyborców PiS. Łatwo też wymyka się spod kontroli. Już teraz czarne prognozy wskazują na przyszłoroczną 8 -10 procentową inflację. Co daje wzrost cen żywności o kilkanaście procent.

Jaśnie pan prezes Kaczyński aby utrzymać się dalej przy władzy musi: pozyskać pieniądze z Unii Europejskiej, czyli stracić poparcie ziobrystów, podnieść podatki bogatym, czyli stracić poparcie gowinowców. Czekać aż rosnąca inflacja zmniejszy mu poparcie do 20 procent. We wszystkich wariantach władzę traci. Może też iść na przedterminowe wybory przy poparciu 30 procent. I potem szukać nowych koalicjantów.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Wieść gminna Ważny tunajt

Kiedy nie gram, albo nie jestem na próbie, piszę pracę doktorską na temat lokalnych tygodników i historii ich powstania. Niezwykle mnie ten temat zajmuje. W zasadzie nie wiem skąd u mnie ta fascynacja, może za krótko byłem w wojsku, albo z jakiegoś innego powodu. Grunt, że bardzo mi się ta robota podoba. Bo lokalna prasa i to co w niej czytam, podobała mi się od zawsze dużo bardziej, niż to, co czytam w gazetach warszawskich. Z małymi wyjątkami.

Z uwagą pochyliłem się nad niusem dotyczącym Anny Wilk, dziennikarki „Gazety Powiatowej”, która od lat opisuje sytuację we wronieckiej spółce Amica, tej od kuchenek i pralek i dawniej, od drużyny piłkarskiej. Sąd w Poznaniu skazał panią Annę w pierwszej instancji na 3 lata banicji zawodowej oraz kary grzywny na łączną sumę 7 tys. PLN, za pomówienia względem firmy od lodówek. Proces trwał od 2017 r. Pani Anna w jednym ze swoich artykułów napisała, że w otoczeniu firmy na A. „nie brak bandziorów” i że zamiast spółką akcyjną Amika powinna się nazywać raczej „przestępczą grupą zorganizowaną”. I z te właśnie słowa poznański sąd wymierzył karę. Pani redaktor będzie się odwoływać. Tłumaczy, że sąd nie wziął pod uwagę wielu przedstawianych przez nią dowodów, jak również odmówił jej składania wyjaśnień. I rzeczywiście-zakazywanie pracy w mediach, zwłaszcza komuś, kto patrzy na ręce prywaciarzowi i pisze o przewinach dużych wobec małych, to w mojej ocenie zbyt daleko idąca penalizacja. Ale to, że dziennikarka z wieloletnim stażem pozwala sobie na wypisywanie takich a nie innych słów o spółce, to mnie co najmniej zastanawia. Bo, choćby przez wzgląd na gen samozachowawczy, pisanie czegoś podobnego o kimkolwiek lub czymkolwiek, jest wysoce ryzykowne, jeśli się nie ma mocnych dowodów w ręku na działalność mafijną i przestępczą. Nazywanie kogoś bandziorem, lub usadawianie w jego otoczeniu bandytów, jest bardzo ryzykownym zabiegiem, chyba że obliczonym na medialny szum, możliwy do okupienia grzywną finansowaną z nadsprzedaży numeru. Tego raczej nie zakładam, bo wiem jak się sprzedają gazety, zwłaszcza lokalne i ile na tym można zarobić. Dlatego też nie okażę zawodowej solidarności z panią redaktor do końca, bo, wychodząc z pryncypialnych pobudek, uważam że nazywanie kogoś publicznie złodziejem, bandytą, mafiosem albo nawet idiotą jest po prostu słabe, i nawet jeśli ma się na to mocne kwity, można to zrobić z klasą i z fasonem a nie walić obuchem między oczy, bo to ten nieszczęsny dyskurs publiczny nad stanem którego załamujemy ręce, przez takie a nie inne operowanie słowem, popada w jeszcze większy dołek. To właśnie takie pisanie, na granicy obrażania, lub tę granicę przekraczające, każe powątpiewać w jakość dziennikarstwa lokalnego i regionalnego, a szkoda, bo ludzie wszędzie potrzebują rzetelnej informacji. To ważne, zwłaszcza wobec planów które otwartym tekstem głosił swego czasu Paweł Kukiz i jego ludzie, a które tyczyły się zakazu finansowania lokalnych gazet przez samorządy. Gdyby tylko zapytali kukizowcy medioznawców albo choćby mnie, czy rzeczywiście tak jest, że lokalna prasa, finansowana bezpośrednio z samorządu, to dobrze czy kiepsko, usłyszeliby, że w dużej mierze jest tak jak sądzą, że te gazety to słupy ogłoszeniowe władzy, ale choćby dla tych parunastu procent wydawców z towarzystw regionalnych ziemi i powiatu czy z domów kultury, nie warto tych tytułów utrącać, bo częstokroć są one, lokalne gazety, jedynym źródłem informacji o regionie i to właśnie one budują małe ojczyznę i coś, co się nazywa społeczeństwo obywatelskie, a chyba o to nam wszystkim idzie. Inna rzecz, że przy okazji rozprawy z gazetami samorządowymi, chciał Kukiz zakazać finansowania bilbordów z pieniędzy podatników, na okoliczność dzielenia się burmistrza czy wójta z ludem podziękowaniami za udane dożynki albo pozyskane inwestycje. I to było dobre. Ale że wrzucone do jednego wora, umarło jako projekt pozbawiony szansy powodzenia, bo która partia pozwoliłaby sobie na obcięcie dotacji na darmową reklamę?
Liczę na to, że sąd drugiej instancji przywróci panią redaktor Wilk możliwość pracy w zawodzie i że jej teksty będą nie raz jeszcze dawać ludziom nadzieję, że w starciu z firmą i jej prawnikami nie są pozostawieni sami sobie. A ci bandyci i grupa przestępcza to tylko chwilowe semantyczne nadużycie.

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Głos prawicy

Cwany gapa

„Do Rzeczy” cieszy się z faktu grillowania Donalda Tuska przez Pawła Kukiza:
Lider Kukiz’15 był dziś gościem Marka Kacprzaka w programie „Tłit” Wirtualnej Polski. Jednym z tematów rozmowy był ewentualny powrót byłego premiera Donalda Tuska do polityki krajowej i jego wczorajszy wywiad dla TVN24. Paweł Kukiz nie szczędził szefowi Rady Europejskiej słów krytyki.
– Moja mama warszawianka powiedziałaby w tym takim mokotowskim slangu – że Tusk, to taki cwany gapa – zaczął polityk. – Najpierw dopuścił, by Platforma się zdemoralizowała, doszło do rozmów u Sowy, gdzie widać było ewidentnie totalną demoralizacją, a kiedy pojawiło się zagrożenie konsekwencji karnych, prawnych w związku z tymi rozmowami, ewakuował się do Brukseli – tłumaczył. Paweł Kukiz podkreślił, że cokolwiek by o Grzegorzu Schetynie nie mówić, włożył mnóstwo pracy, by uratować strzępy jakie zostały z Platformy Obywatelskiej po jego „wybitnych” rządach. – Nagle Tusk widzi, że poukładane, więc teraz będzie wracał – dodał.
– Jestem przekonany, że Schetyna darzy – powiem to bardzo delikatnie – jeszcze mniejszą sympatią Tuska niż ja. Wątpię, żeby Schetyna był takim frajerem, żeby pozwolił Tuskowi ukraść to, nad czym pracował. (…) Tusk postępuje nieetycznie i niemoralnie, bo oni nie grają o Polskę, oni grają o kasę – wskazał Kukiz.

Milczący Jarek

Stanisław Janecki na łamach „Sieci” wychwala prezesa:
Jarosław Kaczyński nie reaguje na wezwania rozdygotanych, pobudzonych, podnieconych i rozsynchronizowanych i to jest najlepsza możliwa taktyka. Wywołuje bowiem jeszcze większe rozdygotanie, pobudzenie, podniecenie i rozsynchronizowanie. Szczególnie widoczne jest to u Jarosława Kurskiego. Wizualnie i dźwiękowo to bardzo zabawny spektakl, choć czasem można się zatroskać, czy aby pierwszy wiceMichnik nie zrobi sobie krzywdy, bowiem wiele już razy wyglądał jak ktoś na granicy implozji. O ile prezes PiS zachowuje podczas ostatnich awantur stoicki spokój, o tyle niektórzy politycy PiS niepotrzebnie dają satysfakcję rozdygotanym i rozsynchronizowanym. A przecież nic ich bardziej nie rozstraja niż obojętność, ignorowanie, a wręcz demonstracyjne znudzenie ich produkcjami. Wtedy wręcz wpadają w szał. I jest to oczywiście bardzo widowiskowe, choć troska o zdrowie delikwentów podpowiada obawy o wspomnianą już implozję.

Głos prawicy

Wkurzony Kukiz

DoRzeczy donosi z oburzeniem:
POPiSowym ścierwem jesteście i prędzej czy później za to zapłacicie – napisał na Twitterze Paweł Kukiz. Lider Kukiz’15 w ostrych słowach skomentował decyzję Senatu ws. prezydenckiego referendum.
W środę Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta referendum ws. zmian w konstytucji. Andrzej Duda chciał, aby referendum odbyło się w dniach 10-11 listopada 2018 r. Za głosowało tylko 10 senatorów, przeciw było 30, a 52 się wstrzymało się od głosu.
Rozczarowania decyzją senatorów nie kryje lider Kukiz’15, który w mocnych słowach skomentował ją na portalu społecznościowym. „Jedno tylko powiem – jesteście bydlakami. Antyobywatelską burżuazją. Hołotą post bolszewicką, gnojami, które dla synekur i apanaży gotowe są sprzedać cały Naród” – napisał na Facebooku Paweł Kukiz.
Polityk odniósł się również do faktu, iż Prawo i Sprawiedliwość stanęło wczoraj ramię w ramię z Platformą Obywatelską. „Łapa w łapę PiS z PO przeciw Polakom. Przeciw zwykłym ludziom. Przeciw wolności i demokracji. POPiSowym ścierwem jesteście i prędzej czy później za to zapłacicie” – podkreślił polityk.
„A teraz, gnoje pod krawatami, możecie mnie do sądu podawać” – skwitował lider Kukiz’15.

 

Mafia Jezusa

Tomasz P. Terlikowski przeżywa kryzys razem z amerykańskim kościołem:
Smutne, ale Kościół w Stanach Zjednoczonych znowu przeżywa kryzys. Tym razem chodzi o kardynała Theodore McCarricka, który przez lata molestował seksualnie młodych mężczyzn, w tym kapłanów i kleryków. Wszystko wskazuje na to, że była to tajemnica poliszynela, że o sprawie wiedziano, a kardynała chroniła „lawendowa mafia”. Teraz oczywiście nawet jego najbliżsi współpracownicy, a przez lata protegowani (jak kardynał Kevin Farell, prefekt nowej kongregacji ds. świeckich, małżeństwa i życia) twierdzą, że nic nie wiedzą. Nieliczni im jednak wierzą, bo… niestety wiarygodność Kościoła w Stanach Zjednoczonych została skutecznie zniszczona przez lata krycia skandali i tolerowania „lawendowych”. Aby ją odzyskać trzeba decyzji radykalnych: usunięcia kardynała McCarricka z kolegium kardynalskiego, a kto wie, czy nie ze stanu duchownego w ogóle, zbadania, kto i dlaczego krył kardynała i pozbawienie takich hierarchów urzędów i wreszcie poważne oczyszczenie Kościoła z „lawendowej mafii”. Innej drogi nie ma. To kwestia wierności Chrystusowi i nauczaniu Pisma Świętego i Tradycji, a po ludzku to sprawa być albo nie być dla Kościoła, odzyskania lub nie zaufania katolików do hierarchii. I nie łudźmy się, że Polska może czuć się wolna od takich problemów, że możemy spokojnie przyglądać się na to, co dzieje się w USA. Polska miała bardzo podobny skandal i nikt nie został z niego rozliczony… Warto zadać sobie pytanie dlaczego.

 

Uniknęliśmy problemów

O niedoszłym referendum pisze też Fronda:
„Dobrze się stało, że senatorowie zdecydowali, by nie wyrazić zgody na wniosek prezydenta ws. referendum” – powiedział Jacek Sasin komentując wczorajszą decyzję Senatu.
„To jest sukces nas wszystkich, bo uniknęliśmy poważnego problemu, jakim byłoby to referendum” – podkreślił minister.
Przypomnijmy, we wczorajszym głosowaniu Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta Andrzeja Dudę konsultacyjnego referendum ogólnokrajowego ws. zmian w konstytucji w dniach 10-11 listopada.
„Unikniemy problemów, jakie to referendum, gdyby ono zainstniało, mogłby spowodować. Problemów przede wszystkim dla Polaków, którzy chcieliby pewnie 11 listopada świętować stulecie niepodległości, a nie uczestniczyć w politycznej awanturze, bo niestety zapowiedź takiej politycznej awantury mieliśmy ze strony opozycji” – zauważył Sasin.