W niewoli banków

Gazeta Wyborcza korupcyjną propozycję złożoną przez szefa KNF-u Leszkowi Czarneckiemu sprowadziła do „afery PiS-u”. Tymczasem problem jest o wiele poważniejszy. Komisja Nadzoru Finansowego nie od dziś jest elementem wszechwładzy sektora finansowego nad Polską, a nie kontroli obywateli czy państwa nad bankami. Sektor bankowy zajmuje u nas niezwykle uprzywilejowaną pozycję i stoi niejako ponad prawem. Tak jak Watykan jest państwem kościelnym, Polska jest państwem bankowym.

 

Kiedy Leszek Czarnecki w marcu br. odwiedził KNF, jego imperium chyliło się już ku upadkowi. Szedł prosić by KNF krył jego wpadki i nie ostrzegał klientów przed lokowaniem pieniędzy w jego placówkach. Miał więc prosić o coś co jest całkowicie sprzeczne z zadaniami tej instytucji. Dlaczego? Ano dlatego, że KNF nieraz już „szedł na rękę” bankowcom, czy jak kto woli ich nazywać „banksterom”. Tylko dlatego możliwe były te wszystkie afery: frankowa, polisolokat, Amber Gold czy choćby masowo stosowane niedozwolone klauzule w umowach kredytowych.

Nikt jakoś nie pokusił się jeszcze o zbadanie jak wielu urzędników KNF podjęło później pracę na lukratywnych stanowiskach w sektorze bankowym, ale wystarczy powołać emblematyczny przykład zatrudnienia w mBanku byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka, po niespełna trzech miesiącach od czasu, kiedy instytucja ta była przez niego nadzorowana. Prawo wprawdzie nie zakazuje takich praktyk, ale konflikt interesów i korupcyjny charakter tego typu przepływu kadr jest oczywisty. Cezary Mech, twórca ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym i tym samym KNF, zapytany o ewentualność ograniczenia teg procederu, oświadczył, że nie wierzy w skuteczność ewentualnych zapisów prawnych, które uniemożliwiałyby tego tupu praktyki. Ta niewiara w skuteczność regulacji mających zapobiegać działaniom nieuczciwym i aspołecznym jest wśród ludzi związanych ze sferą finansów dość powszechna. Innego zdania jest profesor Witold Modzelewski, który nie tylko wypowiada się za zakazem podejmowania zatrudnienia w instytucjach finansowych przez byłych funkcjonariuszy KNF przez kilka lat, ale postuluje by warunkiem sprawowania odpowiedzialnych funkcji w Komisji Nadzoru Finansowego było ukończenie 55-60 lat, tak aby było to uwieńczeniem kariery, a nie punktem wyjścia do „wicia sobie gniazdka w sektorze bankowym lub ubezpieczeniowym”.

Autor z portalu Wirtualna Polska, chcąc podsumować aferę korupcyjną w KNF, sprowadza charakterystykę jednego z bohaterów dramatu, Leszka Czarneckiego, do jednego określenia : „prężny biznesmen”. Wielu ekspertów jednak uważa, że ten „prężny biznesmen” od dawna prowadzi raczej podejrzane interesy.

Kogoś kto wątpi wystarczy odesłać do licznych forów klientów prowadzonych przez niego instytucji finansowych, aby się przekonać jak złe i to od wielu lat są opinie o ich usługach. Oto wpis na stronie „oszukani przez Getin Bank” z 9 sierpnia 2012 r.: „Na stronie www.wrobieni.org dowiedziałem się, że jest mnóstwo osób poszkodowanych przez Getin Bank, który obciął ich lokaty o ponad 35 %. Tym niemniej produkt Getin Banku o nazwie Plan Systematycznego Oszczędzania Zabezpiecz Przyszłość jest jeszcze większym przekrętem Getin Banku. Okazuje się, że po roku od założenia tej lokaty/produktu i ulokowaniu w nim 5500 zł, mogę zgodnie z pokazaną mi tabelą bankową- której wcześniej nikt mi na oczy nie pokazywał- wypłacić 700 zł ! Czyli niecałe 15 % wpłaconych środków. Takie coś jest możliwe w Polsce? W banku? I Komisja Nadzoru Finansowego nie może nić z tym zrobić?”

Takich wpisów są setki na rozmaitych forach i przewija się pytanie: co na to KNF? A KNF na to nic. Jak Leszek Czarnecki nakłaniał nadzór finansowy do milczenia ws. swoich szwindli tego nie wiemy, ale jego ostatnia wizyta u szefa KNF dowodzi, że jakoś dotychczas się z nim „dogadywał”.

Banki i bankierzy stanowili dotąd sanktuarium niedostępne nie tylko dla mediów, ale i dla prokuratury. Pokrzywdzeni przez instytucje finansowe na ogół nie mogą liczyć na pomoc powołanych do tego celu publicznych instytucji. Pozostaje im poszukiwać pomocy w różnych stowarzyszeniach i obywatelskich instytucjach pomocowych. Dobrą ilustrację tezy, iż nieuczciwe banki na ogół są nietykalne stanowi historia pary starszych ludzi, którzy poszukiwali pomocy w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Żyli z rent w wysokości 600 zł. Chcąc polepszyć swoją sytuację bytową sprzedali jedyną swą własność, działkę, za którą uzyskali 170 000 zł. Żeby nabywca mógł dokonać przelewu otworzyli konto w Getin Banku. Ktoś jednak w banku skopiował karty płatnicze zanim oni wyjęli je ze skrzynki pocztowej. Kiedy poszli do baku na skargę zostali zrugani i przepędzeni. W trakcie krótkiego śledztwa prokurator nie odważył się przekroczyć drzwi banku, nie przesłuchano żadnego z jego pracowników, po czym śledztwo umorzono.

Trafiło też do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej młode małżeństwo. Ludzie ci zaciągnęli w Getin Banku kredyt na budowę domu. Kredyt żyrowali również rodzice jednego z małżonków. Kiedy nie dali rady z ratami, bank przejął dopiero co postawiony dom, więc cała rodzina z dwójką dzieci przeprowadziła się do małego domku o powierzchni 60 metrów kwadratowych zajmowanego przez rodziców. Kiedy Getin Bank wszczął procedurę by również i ten domek zlicytować, podjęto próbę dotarcia do osoby, która jest bliską znajomą Leszka Czarneckiego. Owa znajoma właściciela banku, z pełnym przekonaniem oświadczyła, że nie podejmie tak naiwnych rozmów, ponieważ pan Leszek tak właśnie dorobił się swoich milionów i nie będzie z dłużnikami negocjował.

Oczywiście nikt by Leszkowi Czarneckiemu nie zaglądał w papiery i nie ścigał jego machinacji, gdyby nie zaglądające mu w oczy widmo bankructwa. Teraz kiedy zaczął tonąć cena za ochronę wzrosła, a ponieważ nie było go stać to nagrał całą rozmowę i ujawnił. Ujawnił z wielomiesięcznym opóźnieniem, bo wiedział, że jego imperium i tak upadnie. Postanowił więc upaść z hukiem. Uznał najwidoczniej, że skoro źle mu poszło w biznesie, to spróbuje się wykaraskać z kłopotów dołączając do obozu Koalicji Obywatelskiej. Jeżeli plan obalenia rządu na tej samej zasadzie na jakiej taśmy Rywina obaliły rząd SLD powiedzie się, to może rząd PO pozwoli Czarneckiemu powrócić do finansowej potęgi. Nie byłby to pierwszy raz kiedy za pieniądze podatnika ratuje się prywatne banki.

Komisja Nadzoru Finansowego powstała by kontrolować sektor bankowy i ubezpieczeniowy w imieniu państwa, ale też w imieniu milionów klientów, obywateli. Tymczasem dotychczasowa praktyka jego funkcjonowania od lipca 2006 roku wskazuje, że chronił on wyłącznie interesy banków, firm ubezpieczeniowych, a nie państwa czyli interesu publicznego czy obywateli.

Przykładem jest sprawa polisolokat. Ten dziwny instrument finansowy polegał na nakłanianiu klientów banku do niekorzystnego rozporządzenia swoim majątkiem poprzez wprowadzenie ich w błąd, co wyczerpuje znamiona przestępstwa zwanego oszustwem.

W sprawie polisolokat oferowanych przez Getin Bank zapadł nawet wyrok w procesie cywilnym, ale bardzo łagodny.

Getin Bank nie obronił swoich racji przed sądem, który utrzymał w mocy 5 mln zł kary za sprzedawane klientom polisolokaty. W podobne produkty w innych bankach weszło kilka milionów Polaków. Zdaniem Rzecznika Finansowego praktycznie nie dawały klientom szans na obiecywany zarobek. Te kilka milionów klientów nigdy nie odzyskało swoich pieniędzy a w grę wchodzi suma ok. 60 miliardów złotych.

Sąd uznał, że bank należący do Leszka Czarneckiego wprowadzał klientów w błąd, proponując im grupowe ubezpieczenia na życie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym (UFK), co powszechnie nazywa się polisolokatami.

Najwięcej kontrowersji wzbudzały opłaty likwidacyjne. Okazało się, że chcąc przed wygaśnięciem produktu zerwać polisolokatę i wycofać swój kapitał, klient w różnych firmach tracił nawet 90 proc. środków z tytułu opłaty likwidacyjnej. Jeszcze większy problem polegał na tym, że często myślał, że zawiera umowę o lokatę, a nie polisolokatę, nie wiedział zatem, że nie może zerwać umowy przed czasem, bo wtedy straci niemal wszystkie swoje pieniądze. A umowy zawierane były często na 10, 15, a nawet 30 lat.

I w tej sprawie w latach 2008-2009 Urząd Rzecznika Ubezpieczonych wspólnie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów wystąpiły z pismem do KNF wskazując na nienormalnie wysoką opłatę likwidacyjną jako na niedopuszczalną. Jednak KNF odpowiedział pismem, w którym uspokajał, że tego rodzaju praktyki to norma, i że podobnie jest w krajach Zachodniej Europy. Było to wierutne kłamstwo, gdyż w krajach starej Unii opłata likwidacyjna przy podobnych instrumentach finansowych to najwyżej kilka a nie 90%. Wystarczyło to jednak, by na jakiś czas uspokoić instytucje, które zajmują się ochroną obywateli przed nadużyciami.

Najgorsze jest to, że mimo nacisku Urzędu Rzecznika Finansowego i UOKiK-u nikt nie zwraca klientom wyłudzonych w ramach polisolokat pieniędzy, a instytucją, która broni interesów banków jest wciąż ten sam KNF. Podobnie zresztą jest w sprawie domniemanych kredytów frankowych, które przecież nigdy „frankowe” nie były i stanowiły kolejny masowy szwindel bankowców przeciw obywatelom. I tu KNF dawał pełną ochronę bankom, a władza, która ustami Andrzeja Dudy obiecywała, że zmusi banki do częściowego podzielenia się z klientami zyskami z tego przekrętu, odsyła ich teraz do sądów. Tych samych sądów, na których na co dzień nie zostawia suchej nitki.

Komisja Nadzoru Finansowego teoretycznie miała za zadanie stać na straży interesu publicznego. Niestety ten interes utożsamia się u nas z interesami banków, a nie państwa czy jego obywateli. Niewątpliwie propozycja zatrudnienia protegowanego szefa KNF w banku Czarneckiego była skandaliczna i miała charakter korupcyjny. Nie odbiegała jednak od dotychczasowych praktyk tej instytucji. Różnica jest taka, że poprzednich rozmów o podobnych „transferach” nikt nie nagrał, albo jeszcze nie ujawnił nagrania. O tym, że tych rozmów było więcej świadczy fakt, że w siedzibie KNF funkcjonują zagłuszarki. Może tylko tym zagłuszarkom zawdzięczamy, że nie dysponujemy nagraniem z rozmowy, w której pan Jakubiak, były szef KNF, załatwiał sobie robotę w mBanku. W sytuacji, w której urzędnicy KNF od razu po skończonej kadencji mogą zatrudniać się w instytucjach finansowych powoduje, że takich korupcyjnych propozycji nie trzeba nawet formułować wprost, ponieważ przypuszczenie, że potężna i bogata firma może w przyszłości odwdzięczyć się życzliwemu ekspertowi narzuca się samo.

Afera KNF, podobnie jak poprzednio reprywatyzacyjna, to tylko przydatne narzędzia w międzypartyjnej wojnie PiS-PO. I tak jak nikt nigdy nie zamierzał powstrzymać oddawania kamienic z lokatorami, tak też nikt nie wynagrodzi oszukanym klientom banków ich strat, ani nie zapobiegnie dalszym oszustwom banksterów. PiS musi ponieść polityczną odpowiedzialność za swego urzędnika, ale byłoby źle, gdyby przy okazji nie wyszło na jaw, że my, społeczeństwo, my, opinia publiczna, my, klienci banków i konsumenci, nie mamy żadnej kontroli nad bankami. Organ kontrolny od początku swego istnienia kryje oszustów, którzy krzywdzą, oszukują i naciągają obywateli. I to niezależnie, kto aktualnie sprawuje władzę.

Media podają, że Leszek Czarnecki nie jest już miliarderem. Są gorsze nieszczęścia. Wciąż jednak Leszek Czarnecki nie wynagrodził choćby ułamka strat na które naraził swych klientów za sprawą nieuczciwych praktyk. Jeżeli plan zadziała i nowi protektorzy Czarneckiego, czyli PO dojdzie do władzy, Czarnecki nie będzie musiał niczego już nikomu zwracać. A interesy będą dalej kwitły wśród płaczu i zgrzytania zębów dla nikogo nieważnych, zwykłych ludzi.

W PiS-ie są różne „bandy”

W PiS-ie panuje chaos, a wynika z tego, że działają różne „bandy” z różnymi pomysłami na różne biznesy. Począwszy od premier Szydło i jej nagród, aż po Marka Chrzanowskiego i jego propozycję korupcyjną – mówi z rozmowie z Kamilą Terpiał (wiadomo.co) Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów, posłanka Platformy Obywatelskiej.

 

KAMILA TERPIAŁ: Jakie jest drugie dno afery KNF? Bo chyba nie chodzi tylko o to, że biznesmen Leszek Czarnecki przyszedł do szefa KNF Marka Chrzanowskiego i usłyszał korupcyjną propozycję.

IZABELA LESZCZYNA: Najważniejszy policjant finansowy w państwie, pilnujący naszych pieniędzy ulokowanych w bankach, czyli szef KNF, okazał się oszustem. To wystarczająco dramatyczna wiadomość dla rynku finansowego. Niezwykle trudno będzie odbudować wizerunek i wiarygodność tego rynku.
Ale oczywiście nie chodzi tylko o pana Chrzanowskiego. On jest tylko elementem większej całości. W parlamencie w tym czasie procedowane są dwie ustawy. Jedna jest kontynuacją wdrażania unijnej dyrektywy resolution, która pozwala na przymusową restrukturyzację banków w trudnej sytuacji i precyzyjnie określa całą procedurę, wskazując organ resolution, czyli Bankowy Fundusz Gwarancyjny. I jest druga ustawa, w której PiS daje prawo decyzji o przejęciu banku Komisji Nadzoru Finansowego. Pytanie, po co. Przecież takie kompetencje ma już BFG! Czy chodzi o to, że działają tu dwie różne „bandy”?

 

Czyli Bankowy Fundusz Gwarancyjny i Komisja Nadzoru Finansowego przeciwko sobie?

Wskazują na to słowa byłego przewodniczącego KNF, ale to nie instytucje są złe, tylko ludzie PiS-u kierujący tymi instytucjami.
Według Chrzanowskiego „banda” w BFG pod wodzą „Zdzisława” (Zdzisław Sokal – red.) chce nacjonalizować banki, co jest niezgodne z prawem i wizją państwa, na którą umówiliśmy się z Polakami w 1998 roku. Druga z kolei działa w KNF, ale inaczej, poprzez wymuszenia. W pierwszym przypadku mamy socjalistę, w drugim kapitalistę, ale oszusta, który chce na problemach banku sporo zarobić. Czy tylko do własnej kieszeni?
Nie wiemy. Wydaje się jednak, że Marek Chrzanowski jest narzędziem w rękach wyżej postawionych w hierarchii partyjnej PiS osób. Tylko jakich? W tle pojawia się Szef NBP Adam Glapiński, minister Zbigniew Ziobro, premier Mateusz Morawiecki. Przecież takie decyzje nie zapadają w głowie młodego Chrzanowskiego, on był raczej figurantem.

 

Zaraz wrócimy do kluczowych postaci… W aferze KNF pojawia się także wątek legislacyjny. Chodzi o poprawkę do projektu ustawy o wzmocnieniu nadzoru i ochrony inwestorów na rynku finansowym, która pojawia się nagle w II czytaniu. Daje możliwość przejmowania prywatnych banków za zgodą KNF. To ważny element?

Oczywiście! I świadczy o tym, że w tej aferze bierze udział cała partia PiS. Przecież to posłowie „wrzucają” poprawkę, która pozwala przejmować banki na podstawie administracyjnej decyzji KNF. I dzieje się to kilka godzin po tym, jak do prokuratury trafia zawiadomienie mecenasa Romana Giertycha. Co chcą tym osiągnąć? Postraszyć Leszka Czarneckiego? Poprawka dzień później zostaje, przy sprzeciwie opozycji, przyjęta przez Sejm.
Po artykule w „GW” Platforma Obywatelska domaga się wstrzymania prac nad ustawą i wyjaśnienia wszystkich okoliczności. Ale PiS pędzi jak szalony, także w Senacie, kłamiąc ustami senatora Biereckiego, że to implementacja dyrektywy. Przypomnijmy – to nieprawda.
Organem resolution w Polsce jest BFG i to on, jeśli regulator uznał za potrzebne, mógł dostać dodatkowe instrumenty, nie KNF.

 

Kluczową postacią wydaje się także prawnik, który na polecenie szefa KNF miał być zatrudniony przez Leszka Czarneckiego.

Przypomnę, że wcześniej to Mateusz Morawiecki rekomendował go do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych, choć ostatnio stwierdził, że to NBP go rekomendował. To tego prawnika szef KNF-u chciał „wsadzić” do Getin Noble Banku – nie udało się, ale powiodło się w Plus Banku Zbigniewa Solorza.

 

Czyżby złote dziecko polskiej palestry?

To bardzo smutne, ale PiS traktuje całą Polskę jak swój łup i zachowuje się jak dzicz, która napadła na naszą ojczyznę i wyrywa sobie co smaczniejsze kąski. Dlatego powiedzenie Grzegorza Schetyny, że są „jak szarańcza” jest bardzo trafne. To szarańcza, która obsiadła wszystko, co było można i niszczy po kolei.
Nie chodzi tylko o aferę KNF. Wystarczy wspomnieć SKOK-i czy GetBack, czyli spółkę, która niezwykle życzliwie pomagała państwowym bankom pozbywać się „złych długów”. Ale z praniem pieniędzy przez PiS mieliśmy do czynienia także w spółce Solvere. Okazuje się, że PiS od lat działa tak samo, jak w czasach, gdy uwłaszczył się na Srebrnej.

 

W nagranej rozmowie Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim pojawia się także wątek twórcy SKOK-ów Grzegorza Biereckiego. Podobno chciał „ulokować” w banku biznesmena 70 mln zł, bez skutku. Od tego zaczęły się problemy Getin Noble Banku.

To musi wyjaśnić prokuratura, niestety ta sprawa leży w głębokiej szufladzie, bo prokuratura jest też partyjna. Ale rzeczywiście wszystko układa się w logiczną całość.
Zespół śledczy PO ds. SKOK-ów, którego jestem przewodniczącą, zgromadził spory materiał na ten temat. Ustaliliśmy, że 13 kwietnia 2015 r. zostało wszczęte postępowanie w sprawie dotyczącej nadużycia uprawnień w zakresie zarządzania majątkiem Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych i wyrządzenia jej szkody majątkowej w wielkich rozmiarach poprzez likwidację Fundacji i przekazanie jej aktywów na rzecz kolejnych podmiotów, ostatecznie na rzecz Spółdzielczego Instytutu Naukowego G. Bierecki Sp. Jawna. Majątek Fundacji to ok. 70 mln zł, których właścicielem stał się senator Bierecki. Postępowanie prokuratorskie w tej sprawie wszczęto mniej więcej 3 lata temu… Czy to wtedy, wg słów Leszka Czarneckiego, senator szukał banku, w którym mógłby złożyć depozyt w takiej wysokości?

 

KNF pod rządami Marka Chrzanowskiego chronił SKOK-i i ich twórcę?

SKOK-i były w bardzo trudnej sytuacji, gdy objęliśmy je nadzorem finansowym, ale od kiedy w KNF rządzi PiS, słyszymy, że fundusze własne kas są w coraz lepszej kondycji. A premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że sektor świetnie się rozwija. Nie wiadomo, czy to cud nad Wisłą, czy człowiek w KNF, który kocha SKOK-i bardziej niż prawdę i bezpieczeństwo depozytów. Ale skoro dyrektorem departamentu, który nadzoruje SKOK-i, zostaje były długoletni pracownik Kasy Krajowej, to standardy idą spać.

 

„Dymisja Marka Chrzanowskiego kończy sprawę” – mówił kilka dni temu szef KPRM Michał Dworczyk. PiS-owi uda się ukręcić sprawie łeb na tym etapie?

Z całą pewnością nie. Chociaż widać, że się starają. Szef NBP udaje, że sprawa go nie dotyczy, a w zasadzie jej nie ma, a Chrzanowski wg niego jest wzorem cnót wszelakich. Premier milczy, choć powinien wszystkich przeprosić, próbować uspokoić deponentów i inwestorów. Do mnie dzwonią ludzie i pytają, czy ich pieniądze w banku są bezpieczne. Myślę, że do premiera dzwonią tym bardziej.

 

Teraz widać, że nie jest opanowana?

Powiedzieć, że nie jest opanowana, to nic nie powiedzieć. W PiS-ie panuje chaos, a wynika z tego, że działają różne „bandy” z różnymi pomysłami na różne biznesy. Począwszy od premier Szydło i jej nagród, aż po Marka Chrzanowskiego i jego propozycję korupcyjną.

 

A co robi Jarosław Kaczyński?

To dobre pytanie. Zwykle wychodził z cienia i zarządzał kryzysem, choćby tak, jak w niepoprawnym politycznie powiedzeniu: „Kowal ukradł, Cygana powiesili”.
Myślę, że sprawy tak bardzo wymknęły się spod jego kontroli, że nie jest w stanie zapanować nad grupami wpływów, frakcją Ziobry i Biereckiego, frakcją Morawieckiego.
W mojej ocenie powinien zmusić Mateusza Morawieckiego do dymisji, tak jak ten zmusił do dymisji szefa KNF. Ale nie zrobi tego, bo kto wtedy zostanie premierem? Nie ma tam już nikogo, kto mógłby chociaż udawać państwowca.

 

Politycy PiS-u twierdzą, że oni i partia nie mają z tą aferą nic wspólnego. Nie uda im się obronić takiej tezy?

Kilka dni przed wybuchem afery KNF Małgorzata Wassermann przekonywała, że to premier odpowiada za to, co działo się w KNF, ale już po wybuchu afery politycy PiS-u przekonują, że premier za to nie odpowiada. Przecież w tym brak logiki. A zestawianie tych dwóch spraw i mówienie, że tu zadziałało państwo, a tam nie, jest totalną bzdurą. Fundamentalna różnica polega na tym, że afera Amber Gold jest aferą prywatnego oszusta, a w aferze KNF oszustem okazuje się urzędnik państwowy, albo urzędnicy państwowi, tego jeszcze nie wiemy.
Widać jak na dłoni, że w sprawę zamieszani są ludzie powiązani z PiS-em i należący do PiS-u.
Koniec kropka.

 

Ale komisja śledcza nie powstanie?

Na razie nie. Chociaż jej powstanie byłoby w interesie premiera, bo do tej pory wiele informacji go obciąża, a PiS w jakimś momencie będzie chciał to wykorzystać, aby się go pozbyć, bo Mateusz Morawiecki cały czas w partii jest neofitą. Jeżeli komisja nie powstanie, to będzie oznaczało, że albo premier Morawiecki jest za słaby, żeby wniosek przeforsować, albo jest częścią tego układu i dlatego nie jest zainteresowany jej powstaniem. Na szczęście demokracja (która co prawda poobijana, ale wciąż jest naszym ustrojem) polega na tym, że co jakiś czas rządzący się zmieniają. Przez 3 lata PiS zrobił wiele, aby zohydzić się w oczach Polaków. Jestem przekonana, że rozdane suwerenowi pieniądze nie przysłonią rzeczywistości na tyle, żeby Polacy zagłosowali na oszustów.

Głos prawicy

Parkingowy już stoi

– Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do budowy Pomnika śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Śp. Lech Kaczyński dobrze zasłużył się Ojczyźnie. Bez niego nie byłoby dobrej zmiany, nie byłoby próby uczynienia polskiego państwa sprawiedliwym i podmiotowym – powiedział Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas uroczystości odsłonięcia Pomnika śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Warszawie.
Dodał, że działalność Lecha Kaczyńskiego przyczyniła się decydująco do tego, iż można było przeciwstawić się temu, co zostało nazwane postkomunizmem.
– System ten był lepszy od poprzedniego, ale wciąż obciążony ogromnymi wadami – stwierdził.
Zwrócił uwagę, iż Lech Kaczyński pełnił wiele funkcji państwowych i samorządowych – był m.in. posłem, senatorem, ministrem sprawiedliwości, prezydentem Warszawy a wreszcie prezydentem Polski.
– Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu powstało Porozumienie Centrum, a jako szef NIK pokazał, że potrafił być znakomitym szefem ważnej instytucji państwowej. Odbudował On jej znaczenie, odbudował jej działanie, odbudował jej prestiż. Był skutecznym politykiem, potrafił kierować się w swoim życiu dobrocią i względami moralnymi – oznajmił.
Przypomniał m.in., że jego Brat uczestniczył w wydarzeniach marcowych i w tym, co przyczyniło się do powołania Solidarności.
– Odsłonięcie Pomnika Śp. Prezydenta to dowód na nasze zwycięstwo, dowód na to, że chcieć to móc – powiedział Prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Info z pis.org.pl

 

Afera Rywina 2?

„GW” napisała, że szef KNF zaoferował przychylność dla Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego w zamian za ok. 40 mln zł. Miliarder nagrał Chrzanowskiego w marcu, a prokuraturę zawiadomił na początku listopada jego pełnomocnik, Roman Giertych. Jak informuje radio RMF FM, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego przebywa obecnie na konferencji w Singapurze, ale w związku z doniesieniami „Wyborczej” postanowił skrócić swój pobyt i wrócić jak najszybciej do Polski. Według ustaleń radia Chrzanowski ma się stawić w gabinecie premiera Mateusza Morawieckiego. Po publikacji gazety Komisja Nadzoru Finansowego wystosowała oświadczenie, informując, że uważa całą sprawę za szantaż ze strony Czarneckiego oraz próbę wywarcia wpływu na Komisję w momencie, w którym jego banki borykają się z poważnymi kłopotami, a ich wartość spada.

Info za dorzeczy.pl