Budujemy partię

Na lewicy szykuje się nowa partia. Rodzi się w bólach: a to kłopoty z rejestracją statutu, a to wątpliwości wyrażane w mniej lub więcej zawoalowany sposób przez byłe i aktualne autorytety, w tym liczące się na lewicy.

Kierownictwo lewicy reaguje na te zjawiska ze spokojem, unikając publicznej polemiki. Zbyt rzadko odwołuje się do zimnej kalkulacji zysków i strat politycznych, swoistej analizy SWOT tego zamierzenia. To błąd. W swoim życiu budowałem (wraz z innymi przyjaciółmi z lewicy) dwie partie: Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej i Sojusz Lewicy Demokratycznej. W swoim czasie wygrywały one wybory i ponosiły one główną odpowiedzialność za Polskę. Czasy są inne, a i okoliczności też, choć pewne zjawiska się powtarzają: dominacja poglądów i postaw prawicowych, niechęć liberalnego mainstremu, narastające zniechęcenie obywateli wobec otaczającej nas rzeczywistości.

To jest punkt wyjścia. Jeśli tak, to w procesie budowy partii brakuje mi tego co najważniejsze: nowej narracji jaką Polskę chcemy budować, aby przystawała ona do lęków i nadziei naszego społeczeństwa. Zaczął dobrze Włodzimierz Czarzasty w świątecznej Trybunie, o raz pierwszy zobaczyłem kawałek poważnego materiału nie o PiS-ie, tylko o lewicy. Ale trzeba pójść dalej. Wyłożyć ideę porządkującą, ująć program nowej lewicy w kategoriach wartości i celów życiowych, norm moralnych i ideowych, którym będzie wierna. Czyli odpowiedzieć na pytanie, czym będziemy się różnić od innych partii politycznych i wokół szukania tej odpowiedzi organizować nową partię. Budowa nowej partii to nie proces czysto organizacyjny, jak chciałoby widzieć wielu, to przede wszystkim proces ideowy i polityczny, którego nie wolno zlekceważyć.

Tym bardziej, że chcemy połączyć w niej rozmaite środowiska: od tych dla których ważna jest polityka socjalna, po te, dla których najważniejsze są równe szanse osób LGBT. Od słowianofilów, którzy na lewicy widzą szansę na odbudowę idei jedności Słowian, po okcydentalistów, którzy chcą Unii federacyjnej w przekonaniu, że tylko dzięki tej formule nikt nas nie wykopie z Zachodu. Od tych, którzy wiedzą kto to był Marcin Kasprzak, po tych, którzy nie wiedzą kto to jest Aleksander Kwaśniewski. Od tych, dla których najważniejsza jest wolność, po tych którzy wierni są idei sprawiedliwości społecznej. Oni wszyscy są ważni dla partii lewicowej. Dodam w tym miejscu, że wątpliwym wydaje mi się pogląd, że społeczeństwo dzieli się na wielkie grupy społeczne i trzeba tylko jedną z nich reprezentować. Otóż nie, coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo to federacja wielu grup społecznych, o odmiennych celach życiowych i zróżnicowanym etosie. Idzie zatem o to, aby znaleźć punkty wspólne, platformę uzgadniania tych interesów i ich jak najmniej konfliktowej realizacji. Dla lewicy taką płaszczyzną jest nowoczesne państwo i zaczątek takiego myślenia wyłożył przywoływany tu Czarzasty.

Problemem jest także niejednolitość kultury organizacyjnej, którą chcemy wnieść do nowej partii. Z jednej strony środowisko tradycyjnej kultury partyjnej z jej demokracją wewnętrzną, rutynowym oparciem jej na trwałych, sformalizowanych więziach społecznych, pewnym rodzajem partyjnej dyscypliny politycznej. Z drugiej szerokie grono aktywistów społecznych, przywiązanych do więzi sieciowych, z pewną dozą woluntaryzmu, zwoływane i działające ad hoc, bardziej przywiązane do procesów artykulacji politycznej niż do myśli o rządzeniu. Obydwa środowiska mogą wiele się od siebie nauczyć, pod warunkiem, ze będą uważnie siebie słuchać i szanować. Podział na „starych” i „młodych” w Klubie Parlamentarnym Lewicy był zawsze. Idzie o to, aby go wykorzystać do realizacji wspólnych celów. Młodzi od starszych powinni uczyć się prowadzenia kampanii bez kampanii, odpowiedzialności za kontakt z wyborcami, ale też wykorzystywania instrumentów, który parlamentarzysta ma w ręku, bez względu na to czy jest w rządzie czy w opozycji.

Oczywiście konfliktów nie unikniemy. Nowa partia, to nowe „rozdanie”, także personalne. W toku jej powstawania ułoży się na nowo drabina wpływów politycznych, zbudowana zostanie nowa hierarchia „władzy”. Ujawnią się ambicje, których dziś nikt się spodziewa. Tak było zawsze. Sztuka polega na tym, aby tak skonstruować nowe władze partyjne, aby nikt nie poczuł się pominięty, tak podzielić robotę, aby każdy miał co robić, nie wedle własnych zainteresować, ale potrzeb formacji. Czarzasty (Biedroń, Gawkowski) nie unikną trudnych rozmów, ale trzeba je podjąć i wobec każdego sformułować czytelną perspektywę, obwarowując ją zadaniami do wykonania. W toku budowy SLD Leszek Miller i ja wykonaliśmy ponad 300 rozmów indywidualnych, z parlamentarzystami (było ich prawie dwustu), marszałkami i wicemarszałkami województw, kierownictwami związków zawodowych, przewodniczącymi i wiceprzewodniczącymi rad wojewódzkich SdRP. Ale także z szefami związków zawodowych, stowarzyszeń i organizacji, które tworzyły koalicję pod nazwą SLD. Ten wysiłek się opłacił.

Dziś jest podobnie. Mamy co prawda nieco mniej parlamentarzystów, ale znacznie więcej ludzi i zorganizowanych grup społecznych, które trzeba pozyskać do nowej partii. Nie wcielić (połączyć), ale właśnie pozyskać. Poczynając od partii Razem, przez PPS i może Unię Pracy. Od lewicowych Stowarzyszeń po liderów ostatnich protestów społecznych. I nie myślę tu o paniach Lempart czy Suchanow, ale o setkach ludzi, którzy organizowali protesty w miastach i miasteczkach rozrzuconych po całej Polsce. To są brylanty, które trzeba odnaleźć, wyłowić i zachęcić do współdziałania. Przekonać, że droga do realizacji ich postulatów prowadzi przez Sejm i samorządy lokalne, przez zorganizowaną wspólnotę polityczną i lojalną współpracę. To robota dla każdego parlamentarzysty, dla każdego świadomego polityka Nowej Lewicy.

Wiem, że to nie są proste, łatwe do rozwiązania kwestie. Wiem, ze po stronie mojej partii – Sojuszu Lewicy Demokratycznej – jest mnóstwo wątpliwości. Odpowiem tak: po pierwsze – mister d’Hondt – kawał sukinsyna, który potrafi wyczyniać różne numery. Gdybyśmy ostatnio nie poszli razem do wyborów, to w Sejmie nie byłoby partii Razem, a kluby parlamentarne SLD i Wiosny liczyły by po kilkanaście osób. Po drugie – wyborca lewicy, ten tradycyjny, stały, ceni jedność. Ten incydentalny – wie o tym Jarosław Kaczyński – też. Po trzecie – może najważniejsze – ten akt zjednoczenia otwiera nas na nowe środowiska, nowe pokolenia. Mam taki pogląd, ze PiS to ostatni akt dzieci (raczej bękartów) Okrągłego Stołu. Po nim, o rządach w Polsce będą decydować nowe pokolenia, dla których Kwaśniewski, Tusk czy Kaczyński to zamierzchła historia. To z nimi, a nie z moją generacją, trzeba będzie budować nową, inną od dotychczasowych Polskę. Wierzę, że nowa partia lewicy może stać się głosem tych pokoleń, ucząc ich przy okazji szacunku do dorobku poprzedników. Inaczej to jest bez sensu.

Jaka nowa partia lewicowa?

Odpowiadając jednym zdaniem na tytułowe pytanie powiedziałbym: demokratyczna, nowoczesna programowo i skuteczna.

Demokratyczna, to znaczy wykorzystująca najlepszą znaną formę demokracji czyli demokrację bezpośrednią. Oznacza to likwidację rady krajowej, rad wojewódzkich i powiatowych, a odpowiednie decyzje podejmowali będą wszyscy uprawnieni członkowie partii z danej jednostki administracyjnej. O przegłosowanie uchwały lub stanowiska mogłyby wnioskować zarząd krajowy, zarządy wojewódzkie i powiatowe oraz 10% członków partii z danego obszaru, którego dotyczy uchwała lub stanowisko. Głosowania dotyczące przewodniczących członków zarządów komisji rewizyjnej i sądów partyjnych byłyby tajne. Wykorzystując procedurę listowną jaką zastosowano w ostatnich wyborach prezydenckich lub głosując osobiście w powiatowych komitetach wyborczych. W trakcie kadencji będzie można odwołać przewodniczących i członków zarządów jeżeli za odwołaniem zagłosuje ponad 50% uprawnionych do głosowania. Ponieważ zarządy będą miały współprzewodniczących jeden z SLD drugi z WIOSNY proponuję tą zasadę utrzymać przez dwie kadencje. Na każdego współprzewodniczącego można wystawić wielu kandydatów. Pozostałe rodzaje głosowań byłyby jawne. Można zatem głosować zwykłym listem lub przez internet. Karta do głosowania zawierałaby imię nazwisko PESEL i siedzibę koła z nazwą miejscowości z kodem pocztowym. Publikowane byłyby listy głosujących z zaznaczeniem jak głosowali co zapobiegałoby manipulacjom wyborczym.

Wybór kandydatów na przedstawicieli do organów państwowych (posłów, senatorów i prezydenta) odbywał by się w sposób następujący: na posłów: 10% w skali kraju wskazywałby zarząd krajowy, 5% w skali województwa zarządy wojewódzkie. Pozostali kandydaci byliby wybierani w wyborach bezpośrednich w poszczególnych województwach. Kandydatów na senatorów w 25% wskazywałby zarząd krajowy, a reszta byłaby wybierana przez wszystkich członków partii z danego województwa. Zasadą powinno być, że listy kandydatów powinny być ułożone w kolejności alfabetycznej.
W każdej większej partii powstają grupy które chcą zdobyć jak najwięcej władzy. Różnie one są nazywane: frakcje, platformy, spółdzielnie i jeszcze inaczej. Jeżeli głównym celem tych grup jest zdobycie władzy to ma to charakter niszczący, rozbijający partię. Biorąc pod uwagę demokrację bezpośrednią bardzo trudno takiej frakcji osiągnąć sukces bo trzeba będzie przekonać znaczną część członków partii, a nie część rady krajowej czy wojewódzkiej. Ale takie grupy-frakcje są potrzebne tylko ich celem działania powinno być przedstawianie propozycji programowych i działanie na rzecz umieszczenia ich w programie partii.

Sposób występowania na zewnątrz partii jednym ze sposobów zachowania spójności organizacji. Wszyscy jej członkowie powinni działać zgodnie z jej statutem, programem, przegłosowanymi uchwałami i stanowiskami. Szczególnie dotyczy to wypowiedzi dla mediów.

Zastosowanie rozwiązań wyżej opisanych przyniesie wiele korzyści dla partii. Po pierwsze znikną narzekania szeregowych członków na władze partyjne, że podejmują złe decyzje bez konsultacji. Jeżeli zarządy będą chciały przeforsować uchwałę będą musiały mieć silne argumenty i przekonać członków partii co będzie wymagało utrzymywania z nimi dobrego kontaktu. Sposób wyboru kandydatów do organów państwa zapewnia realny wpływ zarówno zarządom jak i szeregowym członkom partii. Zasada ustalania w kolejności alfabetycznej list kandydatów do organów państwowych z jednej strony zlikwiduje spory przy ich powstawaniu z drugiej strony sukcesem zakończą wybory ci którzy byli wcześniej pozytywnie oceniani przez wyborców oraz ci którzy bardzo silnie zaangażują się w kampanię. Inna rola frakcji powinna ograniczać tendencje odśrodkowe wewnątrz partii. Sposób komunikacji z jednej strony zapewni spójność partii z drugiej strony zlikwiduje upokarzające „komunikaty dnia”. Generalnie zaproponowane zmiany powinny wpłynąć na większą aktywność członków partii wewnątrz jej jak i na zewnątrz, a także na ich większe poczucie że mają realny wpływ na jej działanie.

Partia nowoczesna programowo to znaczy posiadająca następujące dokumenty programowe:

Deklarację ideową która informuje o wartościach jakie partia wyznaje, w czyim imieniu występuje i w jaki sposób chce realizować założone cele. Dzisiaj już taki dokument mamy i jest to pierwszy rozdział statutu o nazwie: „Wartości i cele partii”.

Wieloletni program partii, który określa cele, narzędzia realizacji i horyzonty czasowe dla ich osiągnięcia. Nie powinien on mieć charakteru marketingowego. Przy jego tworzeniu nie należy schlebiać gustom wyborców, ani uwzględniać aktualnych ograniczeń politycznych. Program powinien być zgodny z deklaracją ideową i uwzględniać aktualną ocenę sytuacji politycznej, międzynarodowej i społeczno gospodarczej.

Program wyborczy partii, który jest uszczegółowieniem wieloletniego programu partii, ograniczonym do czasu trwania kadencji, której dotyczy. Ujmuje konkretne zadania realizowane podczas jej trwania. Uwzględnia wymogi marketingu politycznego to znaczy uwypukla rzeczy atrakcyjne dla wyborców i wyjaśnia konieczność zrobienia rzeczy trudnych i bolesnych. Uważam także, że załącznikiem do programu wyborczego powinien być projekt budżetu na pierwszy rok danej kadencji w standardzie zbliżonym do przedłożeń rządowych i projekty na następne lata kadencji bardziej ogólnikowe.

Oraz jeżeli partia jest w koalicji to Program koalicji wyborczej, który będzie kompromisem między programem wyborczym partii, a programami koalicjantów.

Ze względów politycznych i ideologicznych jest bardzo ważne, aby partia miała wszystkie wymienione wyżej dokumenty programowe. Jest to bowiem dowód bycia partią polityczną i wiarygodności powodów jej funkcjonowania na scenie politycznej. A ponadto:

Publikując i szeroko propagując w codziennej działalności politycznej deklarację ideową i programy wyborcze zdobywa się nowych członków partii i nowych wyborców.

Na podstawie wieloletniego programu partii można szybko stworzyć klarowny program wyborczy.

Kierując się wieloletnim programem partii można być merytoryczną i skuteczną opozycją.

Pracując nad stworzeniem i aktualizowaniem wymienionych dokumentów utrzymuje się partię na wysokim poziomie aktywności intelektualnej.
Deklaracja ideowa i wieloletni program partii to najważniejsze dokumenty. Istotne jest nie tylko co te dokumenty zawierają, ale także:

do których i jak licznych grup społecznych się odwołują,
w jakim stopniu zwiększają one pożądaną identyfikację polityczną wśród grup do których się odwołują,
czy potrafimy elastycznie dostosowywać swój program do zmieniających się warunków społeczno gospodarczych i politycznych.

Nie jest moim celem w tym artykule przedstawienia propozycji programowych, przedstawię je kiedy indziej, chcę przedstawić jak stworzyć dokumenty programowe i jak nad nimi pracować.

Deklarację ideową tworzy się raz na wiele lat i zmienia się ją, gdy zachodzą istotne zmiany społeczno gospodarcze w świecie lub gdy partia przewartościowuje swoje spojrzenie na zachodzące zjawiska społeczne.
Nad wieloletnim programem partii praca powinna trwać bez przerwy z corocznym aktualizowaniem przez konwencję partii. Pracami powinna kierować komisja programowa. Może ona liczyć nawet kilkaset osób podzielonych na odpowiednie zespoły. Głównym medium porozumiewania się członków komisji między sobą i z zainteresowanymi programem będzie portal internetowy. Powinien on mieć przykładowo następujące zakładki zawierające:

ocenę sytuacji politycznej, międzynarodowej i społeczno gospodarczej dzisiaj i w przyszłości,
obecne programy SLD i Wiosny oraz inne całościowe programy,
propozycje socjalne,
uwagi do systemu ochrony zdrowia,
uwagi do systemu emerytalnego,
uwagi do form równości obywateli,
sposób zarządzania majątkiem narodowym,
propozycje zmian w systemie gospodarczym,
nowy system podatkowy,
zmiany do polityki ochrony środowiska i klimatu,
uwagi do systemu edukacyjnego,
Propozycje zmian w siłach zbrojnych,
Zagadnienia praworządności,
Propozycje zmian polityki zagranicznej,
ogólno dostępną zakładkę gdzie zainteresowani mogą opublikować swój program lub uwagi programowe, polemiki z prezentowanymi programami i innymi wpisami także wulgarnymi i nie na temat.

Poza zakładką ogólno dostępną pozostałe dostępne są tylko dla komisji programowej z możliwością czytania przez wszystkich zainteresowanych. Pierwszym zadaniem członków komisji programowej byłaby analiza postów wpływającej na zakładkę ogólnodostępną ich segregacja i przesyłanie do odpowiednich zakładek programowych, a drugim zadaniem ustosunkowanie się do trendów pojawiających się w zakładkach. Takie rozwiązanie powoduje, że na zakładkach programowych są tylko treści merytoryczne, a strona ogólnodostępna pozwala wszystkim skontrolować czy jakaś istotna myśl nie została pominięta.

Umożliwienie szerokiej dyskusji programowej pozwala na:
Poszerzenie kręgu aktywnych politycznie członków i sympatyków partii, zwiększenie umiejętności dyskusji politycznej w tym z oponentami w partii i poza nią.

Swobodną wymianę poglądów na tematy programowe.

Szansę zlikwidowania swoistego wynaturzenia w polskiej polityce, że oponent w dyskusji staje się osobistym wrogiem.

Przekonanie każdego, kto wziął udział w publicznej debacie programowej, że jego głos jest czytany i może być przedmiotem publicznej krytyki.
Wyzwolenie intelektualnego fermentu korzystnego dla każdej partii.
Poznanie cennych ludzi, których dyskusja programowa pozwala na ich należyte promowanie i wykorzystanie w funkcjonowaniu partii.
Jest to bardzo korzystne dla partii.

Partia Skuteczna to znaczy taka, która potrafi do swojego programu przekonać znaczną liczbę obywateli, a tym samym objąć władzę w Polsce i realizować swój program. Aby móc go realizować partia potrzebuje odpowiednich narzędzi. Są to:

komórka informatyczna zarządzająca programami informatycznymi do: utrzymywania łączności z członkami partii i jej sympatykami, przeprowadzania głosowań, prowadzenia potrzebnych portali i stron,
komórka marketingowa: opracowująca wyniki badań socjologicznych na potrzeby partii, dbająca o dobry wizerunek w mediach, przetwarzająca program partii na zestaw materiałów propagandowych oraz przygotowująca kampanie wyborcze.

Pieniądze, które są niezbędne w finansowaniu działalności partyjnej. Należy w tym celu wykorzystać wszystkie możliwości jakie daje ustawa o partiach politycznych oraz obudować partię stowarzyszeniami i fundacjami, które mogłyby współorganizować i współfinansować różne przedsięwzięcia w których partia będzie uczestniczyła.

Jeżeli uda nam się te propozycje zrealizować to moim zdaniem Partia będzie silna i skuteczna zarówno będąc w opozycji jak będąc partią rządzącą.

Historia wzywa!

Dynamika protestu lekko hamuje. Czas już najwyższy wzmocnić go o siłę związkowców i iść w stronę organizacji regularnych strajków. To jedyna droga do wymuszenia ustępstw.

Uczmy się od Żółtych Kamizelek i z całej historii wystąpień i walk robotniczych, wspólna walka to jedyne skuteczne rozwiązanie. Postulaty Strajku Kobiet są głęboko socjalne, postępowe, a moment wybitnie sprzyja walce strajkowej o te postulaty, o wspólną sprawę. W swoich trzynastu obszarach tematycznych, w ramach których mają być formułowane dalsze postulaty, Strajk Kobiet umieścił uzdrowienie rynku pracy, likwidację śmieciówek, a w ramach ultimatum żąda 10 proc. PKB na zdrowie!

To o 2,8 proc więcej niż proponowała Lewica i dokładnie tyle ile powinny wynosić wydatki na zdrowie w sytuacji, kiedy jest kryzys i trzeba ratować życia. Jest też i postulat zaprzestania finansowania kościoła z budżetu…

Jako socjalista powiem szczerze, że jest to znacznie więcej niż się spodziewałem po tak szerokim ruchu. Daję pełne wsparcie i każda przytomna osoba też powinna. To wyraźny skręt w stronę feminizmu socjalistycznego. W składzie jest też większość kobiet, a weźmy też pod uwagę, że organizacja pewnie jeszcze się rozwinie. Powodów do defetyzmu nie ma. W programach OPZZ, czy też np. Inicjatywy Pracowniczej są bliźniaczo podobne postulaty, a ZNP też pragnie dymisji ministra Czarnka. To niepowtarzalny moment – i pozostanie taki, jeśli wszyscy odłożą na bok spory o personalia, pretensje osobiste i niepotrzebne podziały.

Część komentatorów i działaczy na lewicy jest składem rady rozczarowana, zaczęło się wyliczanie, kogo – personalnie lub organizacyjnie brakuje, przewidywanie, że liberałowie nakryją socjalne akcenty w ruchu czapkami. Ale bez walki przeciwko państwu wyznaniowemu nie będzie ewolucji Polski, a żadne średniowiecze z klerem u steru nigdy nie zrodziło ruchów już stanowczo i radykalnie socjalistycznych.

To też czas na robotę u podstaw, którą w większości wzorowo wykonują lewicowe posłanki i posłowie oraz działaczki. Bo postulaty radykalnej walki o wolność ciała i o prawa kobiet to też od zawsze jest lewica, lewicowa tożsamość i podstawowy cel. Ale zdobądźmy wreszcie to oświecenie. Bo już troszkę się spóźniamy… A ten „liberalizm” tych protestów daje im niezbędną teraz szerokość, by dało się je w końcu wywalczyć.

Związkowi eksperci do rad strajku, okrągły stół strajkowy i PiS zaczyna się trząść ze strachu.

Największy problem lewicy…

… w Polsce polega na oportunizmie i prosystemowej zachowawczości. Nie waham się powiedzieć: tchórzostwie.

Prawica nawet jeśli w konkrecie jest tylko neoliberalną grupką banksterów to rozwija potężną propagandę narodową, patriotycznie wielkoojczyźnianą i obiecuje wielką wspólnotę dla wszystkich Polaków. Jest tam na kogo głosować, bo jest w co wierzyć. To Polska bardzo konkretna: bało-czerwona, nacjonalistyczna i katolicka! A do tego – kapitalistyczna! Pakiet pełniutkiej tożsamości aż do życia pozagrobowego włącznie! Nawet lewica jest pod takim wrażeniem tej opowieści, że duża jej część żyje z komentarzy do tego…

Co zaś lewica proponuje wyborcom w odpowiedzi (odpowiedzi, nie komentarzu)? No najczęściej mówi, że coś tam naprawi, coś załatwi, będzie dla wszystkich, pracowników i pracodawców, no i spróbuje powstrzymać bicie ludzi za orientację seksualną. A na poziomie opowieści, utopii, całościowej wizji? Dobrze, kilka razy usłyszeliśmy coś o Skandynawii, ale w sumie już nie. Czasami została wyartykułowana jakaś krytyka neoliberałów, ale kapitalizmu jako takiego to już nie. Od czasu do czasu rzadkie odniesienie do Polski Ludowej, choć zazwyczaj to już znacznie bardziej do niszczenia Polski przez komunizm.

Tak się żadnej polityki nie wygrywa.

Albo klarowna wizja i walka – albo margines w cieniu silnych i odważniejszych. Spójrzmy na sondaże i spójrzmy prawdzie w oczy.
I nie ma w tym najmniejszego przypadku, że prawica cały czas łoży miliardy na walczący z komunizmem i socjalizmem IPN, a do tego dokłada ogromny wysiłek, by ruch związkowy był podzielony i de facto zabity przez działaczy z żółtej Solidarności. To najlepsze inwestycje prawicy w tym stuleciu.

I pamiętajcie: Od „coś tam lepiej”, „my to Europa”, „to samo ,ale bardziej elegancko”, „jesteśmy milsi” była i zawsze będzie Platforma Obywatelska. Teraz też w kolejce ustawia się Hołownia. Dla lewicy takie programowe nic to zawsze jest śmierć i wyborcy biorą, i wolą oryginał.

Czy lewica ma prawo ominąć demokrację?

Kilka dni temu -15 września obchodziliśmy światowy dzień demokracji. 4 czerwca 1989 roku, niemal wszyscy wypowiadali to słowo z ogromną czcią. Jaka jest jego wartość w powszechnej świadomości po przeszło 30 latach?

Czy w ramach ,,rozgrywek” konstytucyjnych zostało uwłaszczone przez jedną stronę konfliktu politycznego? Czy może zostało tak mocno zdewaluowane, że niespecjalnie Polacy chcą o nie kruszyć kopie?
Wracając do pytanie z tytułu – czyż nie stanowi oksymoronu? Niekoniecznie.

Ostatnie wydarzenia na Białorusi podzieliły w tym stanowisku polska lewicę, ale zacznijmy od historii. W 1789 roku u początków Wielkiej Rewolucji Francuskiej w czasie obrad Zgromadzenia Narodowego, po prawej stronie zasiadła: szlachta, arystokracja i wyższe duchowieństwo chcące zachować status quo, krzywym okiem spoglądające na jakiekolwiek zmiany, mogące zachwiać ich pozycją. Po lewej stronie zasieli przedstawiciele postępowej myśli republikańskiej, domagający się zmian i demokratyzacji państwa. To wydarzenie miało na zawsze pokazać, że lewica stanie po stronie uciskanej większości i z jej głosem będzie się liczyć. Rzeczona historia pokazała również, że rządy często wywodzące się z ugrupowań lewicowych, niosących na sztandarach hasła równości, sprawiedliwości i demokracji nie wywiązywały się ze swoich zobowiązań, często wręcz, zaprzeczając swoimi działaniami ideom, które głosiły. Jednak z założenia monarchistów i technokratów na lewicy ze świecą szukać. Demokracja jest jakby komponentem lewicy, stojącej po stronie ludzi pracy i żyjących z jej owoców, którzy w każdym społeczeństwie stanowi większość.

I tu niejednokrotnie pojawia się zarzut wobec tej formy rządów:
Co, jeśli większość przegłosuje odebranie praw mniejszości?

Czy to dalej rządy demokratyczne?

Od tego państwa mają ustawy zasadnicze – konstytucje, które w swych zapisach chronią mniejszości i ustalają większości kwalifikowane, konieczne do zmian ustrojowych.

Ponadto jest jeszcze prawo międzynarodowe i zobowiązania wobec innych członków w ramach umów ponadpaństwowych.

Ostatnimi czasy sporem, który podzielił środowisko lewicowe jest sytuacja na Białorusi. Większość mainstreamowej lewicy opowiedziała się po stronie ruchów wolnościowych i przeciwko Łukaszence. Jednak część lewicy, pomimo iż jasnym jest, że władza sprawowana jest niedemokratycznie, a wybory prawdopodobnie zostały sfałszowane, opowiada się po stronie rządów dyktatorskich. Czym to tłumaczą?

Obawą przed radykalnie rynkowymi zmianami, takimi jak na początku lat 90-tych w Polsce Balcerowiczowskiej, które doprowadzą do kryzysu i obniżeniu warunków życia oraz rządów oligarchów jak dziś na Ukrainie. Można co prawda żywić nadzieje, ze Białoruś bogatsza o doświadczenie sąsiadów nie popełni podobnych błędów. Jeśli jednak tak się nie stanie, czy lewica ma prawo stawać po stronie niedemokratycznej mniejszości, chroniącej państwowy przemysł przed dzikim kapitalizmem, prowadzącym do prywatyzacji, a tym samym w krótkim czasie następujących stratyfikacji społecznych i zwiększenia ubóstwa? Moim zdaniem prawa tego nie posiada. Merytokracja czy rządy ,,zawodowych rewolucjonistów” dalece odbiegają od idei demokracji per se, ponieważ nikt poza ludem (społeczeństwem) nie wie, co jest dla niego najlepsze, nawet jeśli po drodze zdarzą mu się ,,błędy i wypaczenia”.

Dochód gwarantowany -dobrodziejstwo, czy pułapka?

Obawy przed kryzysem gospodarczym spowodowanego pandemią i rosnąca liczba osób tracących pracę powodują, że wśród działaczy lewicowych odżywa hasło konieczności zagwarantowania każdemu obywatelowi t.zw „dochodu gwarantowanego”- czyli comiesięcznej wypłaty w jednakowej wysokości, niezależnie od statusu materialnego i bez konieczności wykonywania pracy.

Idea dochodu gwarantowanego wywodzi się z rozważań socjalizmu utopijnego postulującego zagwarantowanie każdemu minimum dochodu, niezależnie od jego pracy.

Z kolei Thomas Pain w pracy „Sprawiedliwość agrarna” stwierdził, że” ziemia jest własnością wspólną i każdy obywatel ma prawo do własności finansowej z podatku od własności ziemskiej”.

Rozszerzając tą myśl na bogactwa naturalne stan Alaska utworzył w 1976 roku Alaska Permanent Found, z którego wypłacane są mieszkańcom świadczenia pochodzące z zysków wydobycia gazu i ropy na Alasce.

Udział każdego obywatela w pożytkach pochodzących z bogactw naturalnych eksploatowanych w jego kraju wydaje się postulatem sprawiedliwym. Ponieważ płacone przez firmy eksploatujące te bogactwa podatki służą różnym celom i nie każdy obywatel korzysta z nich w sposób równomierny, nie mogą one być traktowane jako realizacja sprawiedliwego podziału pożytków.

Wydaje się, że sposób podziału korzyści wynikających z realizacji tego postulatu wymaga zainteresowania lewicy. Nie spotkałem się z przejawami dyskusji na ten temat.

Bardziej złożony, niż to wynika z aktualnych postulatów niektórych środowisk lewicy jest problem dochodu gwarantowanego.
Co ciekawe argumenty za wprowadzeniem dochodu gwarantowanego prezentowane są zarówno po stronie środowisk lewicowych jak i liberalnych.

Liberałowie uważają, że wprowadzenie dochodu gwarantowanego obniżyło by, a w skrajnych poglądach zlikwidowało by koszty biurokratyczne pomocy społecznej i zachęciło do pracy która nie jest płatna jak opieka nad członkami rodziny, woluntariat, prace charytatywne.

Jest to prosta droga do realizacji poglądów reprezentowanych przez ultraliberałów, że odpowiedzialność państwa powinna być ograniczona do bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, a reszta potrzeb społecznych ma być realizowana indywidualnie przez każdego obywatela, stosownie do posiadanych zasobów. Państwo zwolnione zostaje z odpowiedzialności za zdrowie obywateli, ich kształcenie, czy rozwój dostępnego dla wszystkich mieszkalnictwa. Sfery te stają się wyłącznie przedmiotem gry rynkowej . Opieka nad osobami przewlekle chorymi, niedołężnymi i upośledzonymi przerzucona zostaje całkowicie na ich bliskich, woluntariuszy i organizacje charytatywne. Takie niebezpieczeństwo powinno być dostrzeżone przez lewicę.

Z kolei dla lewicy dochód gwarantowany ma wpłynąć na zmniejszenie ubóstwa i rosnącego rozwarstwienia społecznego, uwolniło by ludzi od wykonywania pracy z przymusu, pozwoliło by lepiej przetrwać okres wymuszonego bezrobocia, szczególnie w związku ze zmniejszaniem ilości miejsc pracy w wyniku postępu technologicznego (automatyzacja i robotyzacja). Realność realizacja tych celów wymaga krytycznego spojrzenia szczególnie z uwagi na fakt, że jednoczesna realizacja wielu celów nie zawsze przynosi zamierzone efekty.

Dobitnym przykładem są transfery pieniężne związane z programem 500+ dla wszystkich rodzin, bez względu na dochody. Niewątpliwie zmniejszyły one poziom skrajnego ubóstwa, ale drugi deklarowany cel, a mianowicie poprawa demografii, kompletnie nie wypalił. Decydowanie się na dziecko w rodzinie dużo bardziej zależy od stosunków pracy (obawa przed trudnościami powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim) i infrastruktury społecznej (żłobki, przedszkola). Wydaje się, że dużo lepszy efekt w sferze likwidacji ubóstwa osiągnięty by został poprzez właściwie przeprowadzoną reformę zasiłków na dzieci, zmiany w prawie pracy i rozwój form opieki nad dzieckiem.

Rosnące rozwarstwienie społeczne to obok zmian klimatu druga klątwa dla ludzkości wynikająca z nieograniczonego rozwoju. Pisałem o tym w artykule „Dwie klątwy” (Trybuna 2020-07-22).

Dochód gwarantowany, który otrzymuje każdy obywatel, wbrew pozorom , może prowadzić do dalszego rozwarstwienia. Środki wydatkowane z niego będą przez osoby nie pracujące zwiększały zapotrzebowanie na towary i usługi i napędzały zyski przedsiębiorców. Osoby pracujące mogą z nich korzystać, jeśli odpowiednie uregulowania prawne i presja Związków Zawodowych spowodują zwiększony udział pracobiorców w zyskach osiąganych przez pracodawcą. Osoby nie pracujące nie będą z tego korzystały. W celu zmniejszenia rozwarstwienia potrzebne są inne działania, które częściowo zarysowałem w przywołanym artykule.
Kurczenie się ilości stanowisk pracy na skutek postępu technicznego jest chwytem propagandowym liberałów marzących o rzeszach bezrobotnych, którym przy olbrzymiej konkurencji na rynku pracy można zaoferować pracę na każdych warunkach. Historia dostarcza nam dowodów na to, że postęp technologiczny likwidował część występujących zawodów, ale na ich miejsce pojawiały się nowe.

Obecnie istnieje olbrzymie zapotrzebowanie na rynek usług socjalnych , usług związanych z kulturą i wypoczynkiem oraz rozrywką. Z usług tych korzysta obecnie niewielka część społeczeństwa , którą na to stać. Całodobowa opieka nad potrzebującymi dla większości społeczeństwa oznacza poświęcenie czasu poza działalnością zarobkową lub rezygnację z działalności zarobkowej i w konsekwencji biedę. Również potrzeba kultury i rozrywki dla większości społeczeństwa oznacza jedynie oglądanie telewizji. Jest to jeszcze jeden przejaw nierówności społecznych, które niesie za sobą kapitalizm. Pracujemy też często za dużo i za długo, często zmuszani do przekraczania ustawowego czasu pracy. Odbija się to na zdrowiu i prowadzi do patologii społecznych. Przestrzeganie czasu pracy i stopniowe jego skracanie (tygodniowy czas pracy jest już w większości rozwiniętych krajów niższy niż w Polsce) to zasób źródło dodatkowych miejsc pracy.

Socjaliści walczą o godność człowieka. Upraszczając można powiedzieć, że godność człowieka może być zapewniona jeśli spełnione są dwa podstawowe warunki: człowiek ma zapewnione środki do życia i może się samorealizować będąc jednocześnie przydatnym członkiem społeczeństwa. Dochód gwarantowany może oznaczać spełnienie, choć w sposób ułomny, pierwszego warunku. Spełnienie drugiego warunku realizuje się w rozumieniu socjalisty (i myślę nie tylko socjalisty) poprzez wykonywanie pracy użytecznej dla społeczeństwa i w godnych warunkach. Dochód z pracy powinien zapewniać każdemu możliwość egzystencji na poziomie zależnym od wkładu pracy i intelektu. Jak wykazują badania socjologów zadowolenie z pracy jest potrzebą społeczną, która często dominuje nad zadowoleniem z zarobków. O zapewnienie każdemu takiej pracy powinna w pierwszym rzędzie zabiegać lewica.

Czy nie ma już komu bronić najbiedniejszych Polaków?

Na pytanie zawarte w tytule tego felietonu nie ma odpowiedzi twierdzącej. Na łamach środków masowego przekazu pojawiają się, od czasu do czasu, nazwiska obrońców ludzi bezdomnych czy bezrobotnych. Nie będę wymieniał tych nazwisk, bo nie o to przecież chodzi.

Przyczyny są różnorakie, często losowe, przypadkowe, choć ostatnio należą do nich również skutki niewydolnego systemu społecznego i politycznego.
Dyżurnymi obrońcami biedoty są partie i ruchy społeczne, które tę swoja powinność wpisały do statutów i przy każdej sposobności przypominają Polakom pełnioną misję. Ich głos jest jednak coraz słabiej słyszalny i coraz rzadziej słuchany. Zagłusza go potęgujący się szum medialny usiłujący dotrzeć do Polaków z twierdzeniem, „nie byłoby takiej biedy, gdyby wszyscy Polacy wzięli się do roboty”. Przykładów z życia nie brakuje. Nie bez znaczenia jest też zmniejszająca się rola partii lewicowych., które od paru dziesięcioleci cieszą się malejącym poparciem Polaków. W wielu przypadkach partie te zeszły na całkowity margines, nie one kształtują dziś kierunki zmian społecznych w Polsce i na świecie, nie one absorbują umysły młodych.

Partie tradycyjnie lewicowe w międzyczasie zrezygnowały ze swej lewicowości. Nie spełniła swej roli Polska Zjednoczona Partia Robotnicza powstała po wojnie ze zjednoczenia Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej. Czerwone sztandary PZPR zaczęły więc błyskawicznie płowieć, kolor czerwony ustąpił miejsc szarości. Nikt z tego powodu nie rozpaczał. Nowe czasy postawiły nowe wymagania przed polityką i ideologią, nie tylko w Polsce, lecz także poza jej granicami. Ich zainteresowania przestały się skupiać na kloszardach, bezdomnych i żebrakach podnosząc ciśnienie zafascynowanych apartamentami wycenianymi na 30 tys. złotych za metr kwadratowy (i wyżej), samochodami sprzedawanymi za 300-400 tysięcy złotych za sztukę i tego typu zbytkami.

Ewolucje przyspieszyły ideologie partii politycznych. Unia Demokratyczna zaczęła na przykład skupiać ludzi biznesu i to nie tylko tego drobnego, co wielkokorporacyjnego, zatrudniającego fachowców opłacanych w proporcji do wielkości tego biznesu. Przestały szokować zarobki rzędu 50 tysięcy złotych miesięcznie (i wyższe), premie znacznie przekraczające te kwoty i odprawy sięgające milionów. Początkowo rosło zainteresowanie kominami dochodowymi, szybko jednak i ono spowszechniało.

Przemówił również establishment rządowy i parlamentarny, który poczuł się dyskryminowany, zwłaszcza w porównaniu z dochodami korporacyjnymi. Pierwsza próba przełamania istniejących ograniczeń płacowych była niewypałem, zwłaszcza, gdy ówczesna premier uzasadniając premie użyła argumentu „bo rządowi one się należały”. Na podwyżkę drugą należało więc parę lat poczekać. Gdyby do niej doszło, okazałoby się, że wzbudziła ona kontrowersje, szczególnie gdyby wyszło na jaw, że indywidualne dochody miały wzrosnąć o połowę, a w niektórych przypadkach nawet więcej. Wyniki głosowania w Senacie nie poprawiły pozycji lewicy, dały jednak Polakom wiele do myślenia odnośnie jej roli w trosce o interesy najuboższych. Pora więc na ożywienie tej części sceny politycznej i jej zainteresowania losem najuboższej części społeczeństwa.

Jestem przekonany, że jeszcze w tej kadencji parlamentu szeroko rozumiana lewica może mieć wiele do powiedzenia, a jeszcze więcej do zrobienia na rzecz poprawy warunków bytowych najuboższej części społeczeństwa. Szczególnie, że powstała przed paroma laty inicjatywa powołania Porozumienia Socjalistów spotkała się z przychylnym zrozumieniem i poparciem. Przygotowywane obecnie spotkanie zainteresowanych inicjatywą będzie zapewne w przeciągu najbliższych 2-3 miesiecy. Zainteresowanych jej realizacją nie brakuje.

O demokratyczny socjalizm w Polsce

Przed II wojną światową w Polsce był kapitalizm. Władze były częściowo demokratyczne, a częściowo autorytarne, po przewrocie Piłsudskiego. Organizacje lewicowe dążyły do socjalizmu, sposobami opisanymi w dokumentach historycznych.

Określenie kapitalizm stosuję dla ustroju, w którym kierownictwa organizacji gospodarczych są sprawowane lub powoływane przez właścicieli i zarządzają autorytarnie w ich interesie, w celu maksymalizacji zysku, który przywłaszczają sobie właściciele i władza.

Określenie socjalizm stosuję dla ustroju, w którym władza i kierownictwa organizacji są powoływane i działają demokratycznie, za zgodą i pod kontrolą przedstawicieli grup społecznych zainteresowanych działaniami organizacji oraz zarządzają w interesie społecznym, szukając kompromisu między często sprzecznymi interesami tych grup społecznych i organizują ich twórczą współpracę. Nie preferują i nie deprecjonują żadnej grupy społecznej. Zyski organizacji są przeznaczane na doskonalenie i rozwój organizacji, zgodnie z potrzebami społecznymi, a pozostała część zysku jest kompromisowo dzielona między pracowników, właścicieli i władze.
Po wojnie mieliśmy autorytarną władzę jednej partii lewicowej, wprowadzoną terrorem, kierowanym przez Stalina, która ukształtowała państwową gospodarkę planową i nakazową, wzorowaną na Związku Radzieckim. Specyfiką polską były, w większości prywatne i spółdzielcze, rolnictwo, rzemiosło i drobny handel. Ustrój ten obecnie jest nazywany nieadekwatnie komunizmem. Można go trafniej nazwać spolszczonym, totalitarnym ustrojem stalinowskim. Organizacjami gospodarczymi zarządzały autorytarnie kierownictwa powołane przez władzę, za zgodą partii rządzącej.

W tym okresie zorganizowano: państwo polskie w nowych granicach, przesiedlenie obywateli polskich z utraconych terenów wschodnich, reformę rolną i upaństwowienie przemysłu oraz likwidację analfabetyzmu. Realizowano własnymi siłami, według planów, bez zadłużania kraju, kosztem ograniczania konsumpcji: zagospodarowanie Ziem Odzyskanych, odbudowę zniszczeń wojennych, rozwój przemysłu, górnictwa, komunikacji, gospodarki morskiej, budownictwa mieszkaniowego i urbanizacji, ochrony zdrowia, szczególnie pracowników i dzieci oraz powszechnego szkolnictwa, nauki i kultury. Celem tych działań był preferowany rozwój społeczno gospodarczy oraz powszechne, umiarkowane zaspokajanie potrzeb społecznych.

Po 1956 roku nastąpiła poważna zmiana ustroju na autorytarny socjalizm. Pozostała lewicowa władza autorytarna, ale radykalnie złagodzona i uniezależniona od wpływu Związku Radzieckiego, na tyle, na ile pozwalały warunki geopolityczne. Pozostała gospodarka planowana centralnie oraz szczątkowa gospodarka rynkowa w sektorze prywatnym. Ustrój w Polsce Ludowej po 1958 roku nazywany był demokracją ludową – nie komunizmem.

Autorytarne zarządzanie organizacjami gospodarczymi przekształcono na państwowo społeczne, demokratyczne. Powołano samorządy pracownicze uprawnione: do wyrażania zgody na powoływane przez władzę kierownictwo organizacji oraz do akceptowania planów działania organizacji i regulaminów pracy i premiowania pracowników. Pracownicy uzyskali prawo do udziału w zysku przedsiębiorstwa, a samorząd pracowników prawo do dyspozycji tą częścią zysku, na budownictwo mieszkaniowe, działalność socjalną i fundusz nagród, zwany 13 pensją. Związek Zawodowy został uprawniony do powoływania Społecznych Inspektorów Pracy. Zakłady pracy prowadziły, w interesie pracowników, ochronę zdrowia oraz działania: socjalno bytowe, kulturalne, sportowe i wypoczynkowe dla pracowników i ich rodzin. Takie organizacje gospodarcze można nazwać socjalistycznymi.

Przykładem polskiego doświadczenia demokratycznego zarządzania organizacją od 1957 roku, może być opis działania społeczno gospodarczego w latach 1940-1989 przedsiębiorstwa polskiego, intensywnie doskonalonego i rozwijanego, od małego warsztatu w prywatnej willi do największej i najnowocześniejszej fabryki sprzętu medycznego w Polsce, na poziomie dorównującym najbardziej rozwiniętym krajom. Przedsiębiorstwo to można nazwać przedsiębiorstwem socjalistycznym. Opinia Polskiego Towarzystwa Historii Techniki o tym opracowaniu jest ostatnim jego załącznikiem.Opis jest dostępny przez Internet, w Bibliotece Cyfrowej Politechniki Warszawskiej, wpisując do wyszukiwarki autora: Władysław Bujwid albo pod adresem: http://bcpw.bg.pw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=2542

W socjalistycznych przedsiębiorstwach powstał ruch społeczny Solidarność, zwalczający autorytarną władzę jednej partii oraz zależność od Związku Radzieckiego, protestami i strajkami rujnującymi gospodarkę i stosunki z sąsiednimi krajami. Hasłem było: Socjalizm tak, wypaczenia nie! Do Solidarności dołączyły środowiska intelektualne, szczególnie przeciwne cenzurze i represjonowaniu opozycji. Wymuszone przez Solidarność podwyżki płac, przy osłabianej gospodarce, doprowadziły do pustych półek w sklepach i rozwoju spekulacji, nie legalnego wolnego rynku. Stan wojenny przerwał działanie Solidarności, ale w 1989 roku, władza i Solidarność porozumiały się przy „okrągłym stole”. Władzę przejęła Solidarność. Po 1989 r. ustrój w Polsce został przekształcony na demokratyczny kapitalizm. Demokratyczną władzę bez planowania i kapitalizm z gospodarką rynkową. Wprowadzenie kapitalizmu nie było zgodne z intencjami Solidarności i porozumieniem przy „okrągłym stole”.
Po 2015 roku PIS przekształcił ustrój na autorytarny kapitalizm. Autorytarną władzę jednej partii, bez planowania i kapitalizm z gospodarką rynkową. Stosuje szeroko preferowanie i dyskryminację wybranych grup społecznych oraz działania niezgodne z Konstytucją i umowami z Unią Europejską.

Obecnie jest czas na wprowadzenie w Polsce demokratycznego socjalizmu. Demokratycznej władzy, planowania działań organizacji państwowych i samorządowych oraz społecznej gospodarki rynkowej, w celu coraz lepszego zaspokajania potrzeb społecznych. Można wykorzystać dotychczasowe, dobre doświadczenia z planowaniem, demokratycznym zarządzaniem organizacjami i wolnym rynkiem oraz z Nauką, a eliminować złe doświadczenia z autorytarnym zarządzaniem przez partie rządzące i właścicieli oraz preferowanie i dyskryminację wybranych grup społecznych, a także, działania niezgodne z prawem.
Lewica może zobowiązać się do takiego działania na najbliższym Kongresie Lewicy, planowanym w jesieni br., o czym pisałem w moim poprzednim liście z dnia 2020-08-01, na temat: Demokratyczny socjalizm i Kongres Lewicy.

Głównym elementem Uchwał Kongresu powinna być Polityka Lewicy, komunikatywna, przekonywująca i krótka, możliwa do zapamiętania przez każdego członka organizacji lewicowych i każdego wyborcę. Każdy działacz lewicowy wypowiadający się publicznie, powinien umieć przedstawić Politykę Lewicy, w sposób komunikatywny i przekonywujący, tak, żeby utrwalać ją w świadomości społecznej i uzasadnić jej zgodność z powszechnymi potrzebami społecznymi.

Oto główne tezy programowe:

Lewica będzie dążyć do przemiany niesprawiedliwego, autorytarnego kapitalizmu, na sprawiedliwy, demokratyczny socjalizm, a w tym: demokratyczną władzę, społeczną gospodarkę rynkową i planowanie działań organizacji państwowych i samorządowych, które zapewnią godne życie wszystkich obywateli polskich i coraz lepsze zaspokajanie ich powszechnych potrzeb:

Wolność od wszelkich dyskryminacji, wyzysku, bezrobocia, nędzy i bezdomności.

Sprawiedliwy, powszechny dostęp do: godnej i bezpiecznej pracy, mieszkania, nauki, opieki zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości, kultury i wypoczynku oraz świadczeń społecznych dla ludzi niezdolnych do pracy.
System, który zapewni, że w każdym obszarze i na każdym szczeblu kierować działaniami będą ludzie o możliwie najwyższych kwalifikacjach, etyce i zaangażowaniu, w coraz lepsze zaspokajanie potrzeb społecznych, na powierzonym obszarze działania. To kierownicy kierują działaniami pracowników, którzy wykonują i doskonalą wyroby i usługi, służące do coraz lepszego zaspokajania bardzo różnorodnych potrzeb ludzi.

Polityka lewicy będzie busolą każdego działacza lewicowego i każdej organizacji lewicowej, która wskaże im kierunek na oceanie różnorodności ich działań społecznych i planów. Wspólna polityka organizacji lewicowych, powszechnie znana i akceptowana przez nie, daje szanse ich skutecznego współdziałania, w celu jej realizacji. Każda organizacja lewicowa będzie mogła określić własne cele i plany działania, oparte o wspólną politykę.
Projekt Uchwał Kongresu, w tym Polityki Lewicy, powinien być przedmiotem szerokiej debaty na forum internetowym, w kręgach lewicowych, pracowniczych i naukowych, zmierzającej do sformułowania i uzgodnienia treści Uchwał Kongresu, przed rozpoczęciem Kongresu.
Projekt Uchwał Kongresu określających politykę i formy współpracy organizacji lewicowych oraz co i kto powinien robić, w celu realizacji Uchwał Kongresu, opisałem na str. 38, w opracowaniu pod tytułem: Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego, szeroko udostępnionym w kręgach kierownictw Lewicy, ZZ i Nauki od 2016 roku, a 2 wydanie od 2018 roku. Adres internetowy: http://klubwmpg.pomorskie.pl/dokumenty/bujwidds.pdf

Opracowanie to zawiera także wizję udoskonalonego systemu społeczno gospodarczego – projekt społecznej gospodarki rynkowej oraz działania Lewicy potrzebne do jej wprowadzenia w Polsce.

Pozdrawiam i życzę sukcesów.

Stanowisko RN PPS w sprawie protestów w Warszawie

Polska Partia Socjalistyczna uważa, że ostatnie protesty i reakcja policji wynikają z faktu, że polski prawicowiec sprawia wrażenie, iż boi się wszystkiego: uchodźców, LGBT, gender, Niemców, Rosjan, spisku Brukseli, elit, Grety Thunberg, rozpadu rodziny, upadku Kościoła, terrorystów. Swój lęk leczy wiarą, że silna ręka władzy jest w stanie na zawsze ukoić jego lęki, a odmawianie praw ludziom inaczej myślącym jest na nie cudownym lekarstwem.

Stoimy na stanowisku, że wykluczeni prędzej czy później stawią opór. Świat przyspiesza, a więc opór pojawia się szybciej. W tym kontekście widzimy najnowsze protesty środowisk LGBT do których przyłączają się inni, zwłaszcza młodzież, która zawsze nosi w sobie bakcyla buntu, ale także odznacza się wrażliwością na krzywdę innych.

Polska Partia Socjalistyczna nie popiera aktów wandalizmu w ogólności ale zwraca uwagę na wyjątkową agresywność przekazu uszkodzonego samochodu.

W imię demokracji przypominamy, że reakcje funkcjonariuszy prawa muszą być adekwatne do wielkości przewinienia. Zastosowanie dwumiesięcznego aresztu tymczasowego wobec Margot zrównuje jej przewinienia o niewielkich skutkach do osób podejrzanych o poważne przestępstwa przeciwko zdrowiu lub mieniu. Wnioskowanie przez prokuraturę takiego środka zapobiegawczego jest skandalicznym nadużyciem, a przyjęcie tego przez sąd jest niezrozumiałe.
Także działania policji w stosunku do protestujących daleko wykraczają poza adekwatne działania prewencyjne.

Całkowicie nie akceptujemy tezy o profanacji pomników i obrazie uczuć religijnych poprzez zawieszenie tęczowej flagi na figurze z krzyżem. Pomniki nie zostały uszkodzone, a tęczowa flaga stanowi symbol wyzwolenia nie tylko dla środowisk LGBT. Na równi można traktować zawieszenie banneru wyborczego Andrzeja Dudy na krzyżu na Giewoncie, co nie spotkało się z żadnym potępieniem. Także katolickie krzyże wiszące w urzędach, szkołach czy Sejmie budzą obawy wyznawców innych religii i niewierzących o nadmierną dominację jednej religii. Uważamy, że zawiadomienia o przestępstwie nie powinien składać wiceminister sprawiedliwości, bo świadczy to o zamiarze wywołania konfliktu przez ten resort.

Historia Polskiej Partii Socjalistycznej uczy, że z prześladowanych protestujących mogą wyrosnąć przyszli bohaterowie
i przywódcy. Jeden z ojców naszej niepodległości – Józef Piłsudski – rozpoczynał swoją działalność jako przywódca bojówek PPS, biorąc również udział w zamachach terrorystycznych.

Przed nami prawdopodobne protesty pracowników wynikające z załamania gospodarki, spowodowane epidemią, ale także wcześniejszą niefrasobliwą polityką gospodarczą rządu PiS.

Polska Partia Socjalistyczna uważa, że jedyną drogą zapewnienia pokoju społecznego jest dialog i współpraca, a nawet współudział szerokiego grona specjalistów reprezentujących różne opcje polityczne w przygotowywaniu i realizacji przedsięwzięć gospodarczych i społecznych a nie eskalacja przemocy i nazywanie protestujących chuliganami.

Jeśli jednak, na skutek uporu rządzących, dojdzie do masowych protestów to członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej wzywają lewicę, aby stanęła na ich czele.

Lewico, do kogo mówisz?

Wyzwaniem dla współczesnej lewicy jest bycie tam, gdzie system się jej nie spodziewa i zdobywanie poparcia tych, którzy wspierają obecny system. Bycie „ekstremą dla siebie” to skazywanie się na bycie sektą, marginalną i niezrozumiałą.

Zabawa w posiadanie „najmojszej” racji i wchodzenie w starannie przygotowane przez prawicowy mainstream nisze to taktyka samobójcza. Lewica w Polsce ma problem. Problem polegający na byciu w głębokiej opozycji. W takim położeniu bardzo trudno jest utrzymać polityczną samodzielność. Media są w rękach prawicowych i to one nadają ton debacie publicznej. Głos od prawicowych dziennikarzy ludzie lewicy otrzymują zazwyczaj wtedy, kiedy można pokazać ich w roli niepoważnych i odklejonych od rzeczywistości radykałów. To dokładnie tak samo, jak z tym, że by „na legalu” móc zaprosić kogoś naprawdę lewicowego do mediów głównego nurtu obok musi się znaleźć totalny faszystowski skandalista.
W związku z tym zazwyczaj wygrywa krótkoterminowa, bieżąca perspektywa. Taka, która jest zorientowana na uleganie dominującym trendom po stronie rządu lub dominującej (prawicowej) opozycji. Natomiast lewicowy aktyw nie myśli o docelowych odbiorcach: zdaje się żyć dla poklasku ze strony własnych ludzi oraz dla zainteresowania mediów bynajmniej nie lewicowych, tylko związanych z głównym prawicowym nurtem,, które pragną go skompromitować i zniszczyć.

Dwa oportunizmy

Pokazowe wywieszanie tęczowych flag i manifestacyjne izolowanie się od prawicowego społeczeństwa to taktyka politycznego ekshibicjonizmu. Podobnie bezsensowne i oportunistyczne jest też stawanie murem za uwiedzionymi przez Jarosława Kaczyńskiego i wmawianie otoczeniu, że oto mamy przed oczyma autentyczną emancypację ludu, który prowadzony przez premiera-bankiera i prawicową elitę maszeruje prosto na śmieciówki, ku kolejnej prywatyzacji emerytur i do większego militaryzmu (z dzikim antykomunizmem w tle). To dwie strony tego samego medalu, dwie skrajności Prawicowemu społeczeństwu nie trzeba ani głupio przyznawać racji, ani też izolować się od niego na pozycjach do których nie ma ono szans dotrzeć.

Lewica naprawdę cierpi. Nie wie do kogo mówi… A dlaczego? Ponieważ wciąż nie rozwinęła i nie opanowała odpowiednich metod do komunikacji ze społeczeństwem. Swego czasu bardzo cieszyłem się na wieść, że Razem i inne lewicowe partie otrzymają rządowe subwencje. Liczyłem bowiem (i postulowałem) na to, że tym razem lewicowe ugrupowania zrozumieją swój błąd i postawią na żywą i aktywną obecność w swoich regionach. Miałem głęboką nadzieję na to, że przy każdym okręgu powstaną atrakcyjne kluby lewicowej kultury i że jest możliwe by stworzyć biura porad dla ludzi w ciężkiej sytuacji przy każdym większym organie lewicowej partii. Niestety – zamiast tego strategią komunikacyjną polskich lewicowych partii jest: sporadyczne wrzucanie memów, występowanie na drętwych konferencjach prasowych, czy współorganizowanie różnych demonstracji interesujących głównie samych zaangażowanych działaczy i nieliczne, bardzo świadome politycznie, jednostki… W zasadzie nic, co dawałoby przeciętnemu pracownikowi i obywatelowi szansę na poznanie ludzi lewicy, wejście z nimi w bezpośredni kontakt i na zwyczajną rozmowę.

Lewica uparcie mówi tylko do przekonanych i do tych, którzy już subskrybują jej fanpejdże w mediach społecznościowych. A tam rządzą przecież lajki i (jak w sekcie) najwięcej punktów zdobywa się za najwierniejsze oddanie idei. Z drugiej strony mamy inny gatunek oportunistów, którzy poszukują legitymizacji w prawicowych schematach: tacy łudzą się, że jeśli znajdą wśród powstańców osoby homoseksualne, to nagle wszyscy narodowcy przeżyją olśnienie. Jeśli udowodnią, że to oni obalili komunizm, to elektorat Kaczyńskiego zagłosuje na nich itd. To z kolei drugi gatunek oportunistycznego tchórzostwa wzbogacony jeszcze o brak wiary w możliwość samodzielnego kreowania opowieści. Stąd też próba ucieczki w strefy, które już istnieją: na pole elektoratu neoliberałów i na pole elektoratu narodowców i nacjonalistów. A tymczasem lewicą naprawdę mogą być zainteresowani zarówno „wielkomiejscy panicze”, jak i „brudne PGR-usy”: wystarczy nie odbijać się od ścian, które stworzył POPiS i nie mówić językiem stworzonym przez te partie, nie wchodzić w schematy, które one stworzyły.

Miejmy świadomość, że z perspektywy historycznej jest to sytuacja względnie nowa i świeża. W historii partii socjalistycznych oraz socjaldemokratycznych biura pożyczkowe, otwarte zebrania i spotkania były codziennością. Lewicowe partie zawsze były partiami masowymi, otwartymi i szukającymi aktywności ze strony społeczeństwa. To przemiany ostatnich dekad uczyniły z lewicowych ugrupowań głównie komitety wyborcze, które poważniej uaktywniają się jedynie w okresie kampanijnym. Jest nawet tak źle, że często to samo kierownictwo lewicowych partii nie chce walnych zgromadzeń i działań skierowanych na zewnątrz (ku publiczności), ponieważ bardzo boi się każdej oceny, czy ewentualnej wymiany swych dotychczasowych kadr na lepszych i po prostu innych działaczy. Różni lewicowi posłowie_anki bardzo często działają więc praktycznie totalnie samodzielnie (często walczą też z innymi) i nie weryfikuje ich żaden partyjny aktyw, żadna publiczność.
I to jest właśnie pełen przepis na życie w bańkach, oderwanie od ruchu i mówienie do samego siebie. Zwłaszcza jeśli partie i wszelkie lewicowe grupki trwają w swej hermetycznej izolacji, a ich polityczna oferta jest wąska: nie ma stałych działań skierowanych na zewnątrz, nie ma żadnych „dni otwartych”, ani nawet stałych miejsc spotkań. A lewicowe partie, które odnoszą sukcesy są właśnie partiami, które działają wspólnie ze społeczeństwem i ich praktyka jest wpleciona w jego codzienność.

Ekstrema na zamówienie

W reżyserowanym przez prawicę spektaklu pt. „kapitalistyczny parlamentaryzm” są przewidziane dla lewicy role. Pierwszą z nich jest bycie niebezpieczną, szkodliwą i bujającą w obłokach ekstremą. Ta jest bardzo potrzebna by prawica miała swojego wroga, a kierowany przez nią lud miał się czym oburzać i na kim wyładowywać swój tłumiony, klasowy gniew. Ponadto kiedy nic się nie dzieje, zawsze można wyśmiać dziwaczne postulaty „lewaków”, tym bardziej wysyłając sygnał: wybierzcie nas, to zatrzymamy szaleńców.

Drugą z nich jest rola socjalnego modyfikatora. Taka lewica, która chce tylko trochę więcej socjalu, drobnych zmian i nie ma żadnej całościowej alternatywy służy za pacyfikatora dla wszelkich bardziej radykalnych dążeń. Czasem uzupełni prawicową ustawę, czasem potępi liberalną opozycję… Obie te role są czymś, co Włodzimierz Lenin, Róża Luksemburg i inni klasycy marksizmu określiliby zbiorczo mianem zwyczajnego oportunizmu. Niebezpieczna ekstrema zrywa powiązanie lewicy z aktualnym społeczeństwem i tworzy z niej projekt dla nikogo. Socjalni modyfikatorzy wepchną zaś ludzi pracy w objęcia każdego, kto da im choćby trochę grosza – dzięki nim można potem wmanewrować społeczeństwo w poparcie nacjonalizmu, homofobii i antykomunizmu, czy najgorszego faszyzmu, który przecież też był prawicowym projektem dla ludu.

Brak umiejętności samodzielnego działania nie powinien nas dziwić. Działania w głębokiej opozycji zazwyczaj prowadzą do izolacji i niepotrzebnej radykalizacji (z konieczności integracji odizolowanej grupy). Wyjściem z tej sytuacji jest tylko i wyłącznie: właściwe upartyjnienie (zorganizowanie) aktywności, wyjście aktywu na ulice i zawiązywanie trwałych ośrodków oddolnej współpracy.

Zamiast pokazywać, jak bardzo się różnimy – trzeba pokazywać, jak niewiele nas dzieli. Lewicowość nie może też być trudna, ani wiązać się z życiem lewaka wyklętego, który niczym Rejtan rzuca się pod protesty narodowców, a pod poduszką chowa siekierę. W każdym takim przypadku lepiej robić własne obchody, własne święta i własne przyciągające ludzi atrakcje, zamiast wyśmiewać i szokować mainstreamową publiczność. To nie jest ani czas na libertynizm, ani na deptanie (choćby i infantylnych) świętości części społeczeństwa. Miejsce dla takich silnie ideowych działań jest poza pierwszym planem. Polska naprawdę nie jest też jeszcze wcale aż tak stracona, by istniała natychmiastowa konieczność schodzenia do podziemia i chwytania za broń oraz malowania twarzy w barwy wojenne. To wciąż dość umiarkowana rzeczywistość półperyferyjnego imperializmu, gdzie każda polityka nigdy nie jest do końca poważna. To kraj, który idzie z prądem historii, a ton nadają tu zewnętrzne siły, które bynajmniej nie są kontrolowane przez marzącego o Wielkiej Lechii polskiego narodowca. Polski faszyzm oczywiście jest groźny, ale nie jest faszyzmem, który byłby nie do pokonania.

Odziany w tęczę fanklub Jacka Kuronia, zamaskowanych lewicowych powstańców, towarzyszy od sierpów i młotów, fanatyków Brygad Międzynarodowych, Róży Luksemburg i „Pierwszej Solidarności” może być bardzo fajny, ale dalej będzie to tylko fanklub. Czas już tworzyć nowe, szersze identyfikacje i nie stawiać przy tym najwyższych wymagań. Żyjemy przecież w świecie ofiar i popleczników systemu, a naszym zadaniem jest umiejętnie przemówić i trafić. Do nich.