Brzydkie słowo na k.

Tadeusz Klementewicz

Zimna wojna z liberałami wciąż trwa

Liberałowie zbierają owoce wyczynowego wariantu kapitalizmu, który współtworzyli od końca lat 70. ubiegłego wieku. Marsz do królestwa wolności dla kapitału rozpoczął prezydent R. Nixon w r. 1971. Zniósł wymianę dolarów na złoto. Spuścił ze smyczy kapitał finansowy, który i tak jest zawsze sztabem głównym systemu. W krótkim czasie powstał kapitalizm bez granic narodowych, bez granic dla eksploatacji przyrody, pracy i życia ludzkiego. Skumulowane skutki tych zmian tworzą podglebie dla ruchów protestu, które podtrzymują status quo. Opatruje się je ogólną nazwą populizmu. Rodzina to rozrośnięta: od soft-nacjonalizmów, tradycjonalistyczno-religijnej prawicy do nostalgików reakcyjnej prawicy, która tworzy różne odcienie postfaszyzmu. Także ruchy lewicowe kontestujące neoliberalny kapitalizm wpadają w ten wielki wór wrogów demokracji i rozsądku. Miało być pięknie jak nigdy dzięki wolnemu rynkowi, a skończyło się paradą rozczarowanych kontestatorów. Jednak ich protest nie sięga ekonomicznych źródeł. Z prawej strony ogranicza się tylko do podważania liberalnej demokracji i jej kosmopolityzmu, z lewej zaś do postulatów poszerzania autonomii jednostki w sprawach rasy, płci, praw reprodukcyjnych. Na scenie politycznej to wojny kulturowe, a co jest za kulisami?

Łatwiej wskazać „ciapatego” i wyładować na nim gniew klasowy, łatwiej też współczuć opozycji zmagającej się z autokratą gdzieś na świecie. Trudniej zrozumieć, jak funkcjonuje wirówka kapitału, w której znalazła się i przyroda, i klasy pracownicze. O tym czwarta władza milczy. Wykonajmy to zadanie za nią.

Scena polityczna wznosi się na fundamencie wyczynowego kapitalizmu, czyli sposobu produkcji, który jest oparty na własności prywatnej środków gospodarowania i konkurencji o zyski. Jego logika produkcji podporządkowana jest rencie z posiadanych aktywów, teraz głównie finansowych. To ekonomiści katedralni i bankowi, klasy menedżerskie, elita rządząca na przełomie lat 70/80 przeszli na służbę rentowności kapitału, porzucili kompromis powojenny między kapitałem a pracą. Organizacje międzynarodowe, zwłaszcza MFW, Bank Światowy, później WTO, kierowane z tylnego siedzenia przez departament Skarbu USA – wdrożyły model kapitalizmu bez granic: państwowych, społecznych i ekologicznych, z dostępem do taniej pracy montażowej w Azji, potem w Europie Centralnej. Potocznie zwie się go globalizacją. Ważnym ogniwem tej jakościowej zmiany były reformy Deng Xiaopinga w Chinach po 1978 r. Pojawiła się zdyscyplinowana i tania siła robocza, najpierw dostępna dla chińskiej diaspory z Hongkongu, Tajwanu i Singapuru. Pojawiły się nowe pola akumulacji kapitału: prywatyzacja przedsiębiorstw sektora publicznego, komercjalizacja usług publicznych, obniżenie kosztów pracy w rezultacie jej uelastycznienia. Do tego doszły reformy sytemu podatkowego, możliwość optymalizacji podatkowej i ukrywania nadwyżki w rajach podatkowych. Wall Street stała się miejscem cudownej przemiany nadwyżki światowej na produkty finansowe, co Yanis Varoufakis nazwał Globalnym Minotaurem. To okoliczności historyczno-społeczne leżą u podstaw ogromnej władzy korporacji finansowych nad państwami za pomocą mechanizmu długu publicznego. Do tego dochodzi kontrola nad myślą akademicką, szczególnie pompowanie nagrodami (tzw. ekonomicznym noblem) głównych twórców doktryny neoliberalnej (M. Friedman, F. von Hayeka), a także nad mediami. Tu królują bankowi ekonomiści i przedstawiciele probiznesowych think tanków.

Teoretyczne państwo. System obiegu kapitału na całej planecie osłabił klasy pracownicze. Po pierwsze, na bocznicy znalazło się państwo. By przyciągnąć, a później zatrzymać inwestorów – otworzyło rynki wewnętrzne. Korporacje, grożąc ucieczką kapitału portfelowego i inwestycji, wymusiły równanie w dół w zakresie podatków, obciążeń socjalnych, transferu zysków. Stopy podatkowe od dochodów indywidualnych spadły z około 60-70% do 40-50% między 1979 a 2000 r. Kodeksową ochronę pracy zastąpiła prekarność, czasowe zatrudnienie, biedapłace, eksploatacja pracy w strefach specjalnych, montowniach, paczkowniach, sektorze usług personalnych. Tu dochody są niższe i niepewne. W rezultacie brak obecnie arbitra, który by kształtował warunki brzegowe dla wykorzystania kapitału, pracy i zasobów przyrody na zasadzie zdrowego kompromisu.

Wielkie korporacje. Po drugie, wyrosły udzielne księstwa w demokratycznym pejzażu. To wielkie korporacje przemysłowe, zbrojeniowe, z sektora surowcowego i finansowego – wszystkie o rozproszonym kapitale właścicielskim, praktycznie zarządzane przez menedżerów, którzy nie ponoszą odpowiedzialności majątkowej za swoje decyzje. Działają oni praktycznie dla pomnożenia wartości giełdowej firmy. W razie błędnych decyzji straty są uspołeczniane jak w okresie kryzysu finansowego 2007/8 czy wcześniejszej bańki internetowej. Dominuje tu perspektywa krótkookresowa. W tym celu menedżerowie obniżają koszty, głównie pracy. Skutkiem tej strategii biznesowej jest obniżenie globalnego popytu – spadają dochody płacowe w firmach, w konsekwencji w krajach. Pojawia się kuszenie konsumentów kredytami, by spieniężyć masę towarową, której wciąż przybywa. Rozwinął się silnie obciążający przyrodę konsumpcjonizm na dopalaczach kredytu konsumpcyjnego i mieszkaniowego. Do utraty suwerenności przez konsumenta przyczyniły się reklamy, wzmocnione efektem demonstracji celebrytów i influenserów w mediach społecznościowych.

Twierdzą wolnej przedsiębiorczości wielkich korporacji stała się Dolina Krzemowa w USA. Do wielkiej mocy Jeffa Bezosa i kolegów przyczyniło się tolerowanie optymalizacji podatkowej oraz możliwość emigracji zysków do rajów podatkowych. Np. w 2015 roku 40% zysków firm międzynarodowych powędrowała do rajów podatkowych (za NBER Working Paper No 24701).
Źródłem ich władzy jest kontrola patentów i kapitał finansowy własny i pożyczany. Tworzą firmy-wydmuszki, bez własnych fabryk. Zastępuję je okrążające glob łańcuchy produkcji, ich ogniwami są podwykonawcy i poddostawcy z całego świata. Mogą łatwo zmieniać ofertę produktową, technologię. Kto inny ponosi bowiem stałe koszty utrzymania majątku produkcyjnego. Jak bezradny wobec ich mocy jest polityk świadczy dawkowanie szczepionek przez Big Farmę. Nikt z „zatroskanych” w UE nawet nie śmie, z wyjątkiem Adriana Zandberga, upomnieć się o hierarchię potrzeb: czy opanowanie epidemii czy niezagrożone profity rentierów zwanych „inwestorami”.

Giełdyzacja gospodarki. Proceder ucieczki przed opodatkowaniem odpowiada za powstanie ogromnej nadwyżki wirtualnego kapitału. Krąży on wokół globu, grożąc zniszczeniami warunków życia jak cyklony. Dzienne transakcje na Wall Street dawno już przekraczyły 6 mld dolarów. To kapitalizm kasyna. Płonne okazały się nadzieje, jakie zwolennicy hipotezy wydajności rynków finansowych spod znaku Miltona Friedmana, pokładali w nowym kapitalizmie finansowym. Miał on być ukoronowaniem gospodarki rynkowej. „ Rewolucja derywatów” miała skutecznie zabezpieczać ryzyko kontraktami terminowymi „futures”. Ale to one w czasie kryzysu finansowego 2007/8 stały się toksycznymi aktywami. Słowem, powstała gospodarka oparta na długu i spekulacjach produktami finansowymi, czyli formą pieniądza niezależną od rynku dóbr oraz obiegu gotówki. Dlatego według znawcy „gospodarki finansowej” Hymana Minsky`ego, „rynki finansowe nie zarządzają ryzykiem, lecz je stwarzają”. Najlepszym sprawdzianem zawodności tak pojętego efektywnego rynku finansowego był spektakularny upadek funduszu dwóch laureatów tzw. ekonomicznego nobla za równanie różniczkowe Blacka-Scholesa (wzorowane na dyfuzji w mechanice) – Long Term Capital Management. Miraż wydajnego długoterminowego inwestowania na rynkach finansowych skończył się jedną z największych akcji ratunkowych, bez której by się ulotniły oszczędności pokoleń. Dlatego w sektorze finansowym pełno zombi-banków. Stał się on w istocie piramidą finansową. Królują tu keynesowskie zwierzęce instynkty: „emocje, lęk, chciwość, owczy pęd” (R. Shiller), a nie wspomniany wzór Blacka-Scholesa i algorytmy wykorzystujące komputery. To kapitalizm dla kilkuset milionów posiadaczy akcji, a więc około 5% populacji świata, którzy liczą na 15% stopę zwrotu z inwestycji na giełdzie. Według obliczeń Thomasa Piketty`ego, na poziomie światowym w r. 2010 promil najbogatszych posiadał 20% całości majątku, 1 proc. około połowy światowego bogactwa (wówczas było to 45 mln posiadających przeciętnie majątek rzędu 3 mln euro, czyli pięćdziesięciokrotność średniego majątku), a grono 10 proc. krezusów rozporządzało wielkością zawartą między 80 a 90% całości majątku. W tej sytuacji dolna połowa ludzkości musi się zadowoli mniej niż 5 proc. całości. Co gorsza, duże dysproporcje występują także między regionami świata: 80% globalnej nierówności dochodu wyjaśnia kraj, a nie klasa według szacunków Branco Milanovića, znanego badacza światowych nierówności. W ten sposób powstała klasa globalnych rentierów. Ich historyczna egzystencja zależy od kapitału pieniężnego krążącego w światowej gospodarce, a bezpośrednio od kontroli rynku finansowego i rent, które on przynosi. Ich zyski nie pochodzą z mitycznej przedsiębiorczości – są to po prostu zyski kapitałowe od udziałów w firmie, odsetki, dywidendy, procenty, renty od nieruchomości. Dlatego Władysław Szymański, od lat badający globalny kapitalizm, nazwał obecną funkcję giełdy „keynesizmem giełdowym”, gdyż o tempie wzrostu cen decyduje obecnie koniunktura giełdowa – tempo wzrostu podaży pieniądza, „finanse finansują teraz finanse”, jak określił angielski ekonomista Jan Toporowski.

Tak więc władza przesunęła się do prezesów wielkich korporacji, i ich drużyn: specjalistów zarządzania, marketingu, reklamy, usług doradczych, prawniczych. To oni są suflerami i klientelą polityczną prawicy zarówno narodowo-tradycjonalnej i konserwatywno-liberalnej, w Polsce POPiSu. Obóz Zjednoczonej Prawicy rekonstruuje system władzy, na wzór sanacyjnego reżimu, skoncentrowanego wokół państwa. Ideologicznie eksploatuje zaś tradycje endecko-klerykalne. Jednak poza pieniężnymi łapówkami dla gorzej sytuowanych, nie narusza istoty systemu, nawet go wzmacnia po wprowadzeniu PPK. PO i jej wariant marketingowy, jakim jest Polska 2050, stanowią reprezentację polityczną 15-17% beneficjentów neoliberalnej transformacji. Pozostają im tylko wyzwalanie energii „obywatelskiej”. Jak tu bowiem tworzyć program, kiedy go się już zrealizowało, że tak powiem, z kretesem.

Zachodnich globalizatorów zaskoczyło państwo chińskie. Nie respektowało bezmyślnie jak nadwiślańscy liberałowie reguł płynących z Waszyngtonu. Nowocześni mandaryni z KPCH wykorzystali otwarcie granic narodowych dla handlu i inwestycji, ale ani nie wpuścili kapitału portfelowego Zachodu, ani nie utracili zwierzchniej władzy na prywatną przedsiębiorczością. Przeciwnie – stosują przemyślaną i skuteczną strategię proeksportową: utrzymują konkurencyjność cenową, m.in. skupują dochody dolarowe eksportujący firm, by nie podnosić kursu dolara w kraju; oddzielają dzięki temu zakupy dolarowe od krajowej podaży pieniądza. Za zaoszczędzone dolary kupują obligacje rządu amerykańskiego. Ta strategia proeksportowa stała się jednakowoż czynnikiem niestabilności w całej gospodarce światowej. Nadwyżka obrotów w handlu w jednym krajom musi bowiem odpowiadać deficytom innych. Dotyczy to zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Żyją one na kredyt, mają nierównowagi handlowe i płatniczą. Tarczą ochronną jest dolar jako pieniądz światowy. Państwo amerykańskie broni ładu światowego, by nie osłabła wolna przedsiębiorczości i liberalna demokracja, ograniczona do uprawnień wolnościowych. Politycy z Waszyngtonu kontrolują większość lądów, oceanów, przestworzy dzięki sile militarnej, a także dzięki swojej popkulturowej „broni masowego rażenia”, wedle trafnego określenia Andrzeja Szahaja. Presja bieżących problemów, jak obecnie pandemia, zadłużenie, mała konkurencyjność narodowych firm przesłaniają politykom główne wyzwanie: zastąpienie partykularyzmów narodowych perspektywą planetarną. To analogiczna droga jaką w drugiej połowie XIX w. pokonywały mozaikowe dotąd społeczeństwa postfeudalne – świadomość zawodowa, klasowa, regionalna, narodowa musi być wzbogacona o komponent integracji na płaszczyźnie przeciwdziałania kryzysowi planetarnemu. Bez przezwyciężenia nacjonalizmów, z jego ksenofobią, uwielbieniem zmistyfikowanej tradycji, a także likwidacji dysproporcji rozwojowych miedzy regionami – nie będzie to możliwe.
Protest społeczny młodych. Skutki wyczynowego kapitalizmu najsilniej uderzają w młode pokolenie. To następstwo zniesienia kodeksowej ochrony pracy, pogorszenia systemów socjalnych i emerytalnych, a także osłabienia wsparcia ze strony państwa np. kredytami mieszkaniowymi czy tanimi mieszkaniami na wynajem. Mechanizm rynkowy rozciągnięty na cały glob prowadził do stopniowego wyrównywania ceny siły roboczej na niskim poziomie. W końcu sprawdziło się tzw. spiżowe prawo płac Davida Ricardo: w warunkach konkurencji i przy niegraniczonej podaży siły roboczej płace spadają do poziomu nieznacznie przekraczającego minimum egzystencji w sytuacji, gdy na świecie jest ponad miliard bezrobotnych, a rezerwowa armia pracy może wynosić 2,4 mld. Doszło do dużej polaryzacji sytuacji bytowej: na górze samoloty, jachty, piękne dzielnice, wielkopańskie rezydencje, na dole: prekariat, przedłużona młodość w rodzinnym gnieździe lub w stłoczonych mieszkaniach pod wynajem w dużych miastach, na globalnym Południu zaś getta biedy otaczające metropolie. Następstwa wszędzie są takie same: słabnie wspólnota, gdyż słabnie poczucie wspólnoty interesów, postępuje dezintegracja, nasilają się tendencje ksenofobiczne, rośnie posłuch dla domorosłych zbawców „biednych ludzi”. Dlatego lewica nie może, jak liberałowie, głosić pochwały merytokracji – „pracy, zaradności, odpowiedzialności” (konfederat S. Mentzen). Oni bowiem powiększają majątki, korzystając z pracy innych. Korzystają też z kilkusetletniego dorobku wspólnoty pracy i życia, której są członkami. Inni czerpią apanaże jako drużynnicy zagranicznych firm w roli zarządców ich filii, specjalistów wszelakich usług. Lewicy pozostaje poszukiwanie kompromisowej równowagi między szansami rozwoju dla bardziej utalentowanych a tymi, którzy pozostają w tyle. Ich perspektywa oglądu rzeczywistości społecznej też musi być reprezentowana, by mogła współtworzyć kompromisową formułę. Zwycięzca nie może brać wszystkiego. Ważny jest głos w tej debacie jednego ze zwycięzców w „grze rynkowej” Warrena Buffeta. Przytomnie zauważył, że gdyby urodził się w Bangladeszu, mógłby zostać najwyżej lokalnym kacykiem, a nie amerykańskim przewodnikiem stada inwestorów.

Kryzys planetarny. Dostatek materialny, dłuższe przeciętne życie w krajach rozwiniętego kapitalizmu nie mogą przesłonić faktu, że ludzkość zawdzięcza to tzw. prometejskim technologiom: spalaniu węglowodorów, elektryczności, ostatnio technologii cyfrowej. Mają one jednak swoje koszty środowiskowe zarówno w krajach bogatych, jak i na globalnym Południu. Tutaj to głód, deficyt wody pitnej, niski poziom opieki społecznej, edukacji młodego pokolenia, przeludnienie, brak pracy. Według Global Footprint Network, ludzkość już w latach 80. przekroczyła limity przyrodnicze. Gdyby do 2050 r. tempo wzrostu gospodarczego utrzymywało się na poziomie 3% rocznie, a populacja nie przekroczyła 9 mld, wówczas gospodarka światowa by się powiększyła sześciokrotnie: z 70 bln w 2005 do 420 bln w 2050 (wg szacunków J. Sachsa).

Wniosek jest prosty: zysk nie może dalej kształtować przyszłości cywilizacji. Gospodarka stanowi przecież tylko środek do celów ogólnospołecznych, a społeczeństwo nie może być dodatkiem do gospodarki, jak nauczał Karl Polanyi i wielu antropologów ekonomicznych (Ch. Hann, K. Hart, G. Rist).
W czyjej służbie pozostają politycy i depresyjni konformiści w korporacyjnych Mordorach? Czy się nad tym zastanawiają? Już dawno temu angielski krytyczny liberał John Gray zauważył, że istnieje konflikt między gwarantowaną przez państwo narodowe demokracją a rynkiem bez granic. A to wskutek polaryzacji dochodów i majątków, a także faktu, że decydujący głos w sprawie zakresu prywatności, posługiwania się biotechnologiami, sztuczną inteligencją należy do technoproroków z Doliny Krzemowej. Parlamenty mają coraz mniej do powiedzenia, np. w sytuacji, kiedy pod wpływem doktryny neoliberalnej i w trosce o rentierów wpisano do konstytucji reguły dotyczące wielkości deficytu budżetowego i długu publicznego. To nie liberałowie, tylko lewica może obronić kapitalizm przed nim samym. Podróże na Marsa mogą okazać się zbyteczne – nieziemski krajobraz możemy mieć niedługo za oknem.

Poprzedni

Jak Chiny spełnią swoją ekologiczną obietnicę?

Następny

Totalnie zinwigilowani

Zostaw komentarz