Spadkowicze rządzą na zapleczu

Nowy sezon rozpoczęły też zespoły z bezpośredniego zaplecza ekstraklasy, czyli I i II ligi . W pierwszej lidze od wysokich zwycięstw po 4:0 zaczęli zmagania spadkowicze z najwyższej klasy rozgrywkowej, czyli Arka Gdynia i ŁKS Łódź, natomiast dla porównania beniaminek Widzew Łódź „na dzień dobry” z nową ligą dostał na wyjeździe lanie od Radomiaka Radom, przegrywając z nim aż 1:4.

Radomianie przegrali z Wartą Poznań baraż o awans do ekstraklasy, lecz gdyby to oni okazali się lepsi, w tym sezonie podejmowaliby rywali w Warszawie na stadionie Legii, ponieważ ich radomski obiekt wciąż jest w fazie przebudowy i nie spełnia wymogów licencyjnych nawet na I ligę. Z tego powodu ekipa Radomiaka mecz z Widzewem Łódź rozegrała gościnnie na stadionie Znicza Pruszków. Spotkanie zaczęło się dla gospodarzy niefortunnie, bo już w 4. minucie gola strzelił im najskuteczniejszy gracz łódzkiej jedenastki w poprzednim sezonie, Marcin Robak, ale też w przeszłości dwukrotny król strzelców naszej ekstraklasy. To było już jednak wszystko, na co radomianie pozwolili beniaminkowi, bo po przewie złoili mu skórę wbijając cztery gole.
Piłkarze Arki Gdynia spadli do I ligi po czterech sezonach występów w ekstraklasie, więc trochę zapomnieli jak to jest grać o szczebel niżej. A tu jeszcze na początek trafił im się mecz z GKS Jastrzębie w… Wodzisławiu Śląskim, na dodatek bez udziału publiczności. Potyczka bardziej przypominała więc sparing przed sezonem niż prawdziwy mecz o punkty, wynik 4:0 liczy się jednak do ligowej statystyki, ale czy jest zapowiedzią wywalczenia przez gdynian awansu już po tym sezonie, na razie chyba jest za wcześnie przesądzać. Taką samą uwagą można też skomentować zwycięstwo 4:0 ŁKS Łódź z Odrą Opole, bo zarówno opolanie, jak i jastrzębianie w poprzednim sezonie do końca musieli walczyć o uniknięcie spadku z I ligi i w tym sezonie czeka ich ten sam los. Trudniejsze zadanie miał w swoim meczu otwarcia trzeci ze spadkowiczów, Korona Kielce, która z trudem wywiozła jeden punkt z Głogowa.
Wyniki 1. kolejki:
Radomiak – Widzew 4:1, GKS Jastrzębie – Arka Gdynia 0:4, Puszcza Niepołomice – Resovia Rzeszów 0:3, Górnik Łęczna – GKS Bełchatów 3:0, Miedź Legnica – Sandecja Nowy Sącz 3:1, Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Zagłębie Sosnowiec 1:0, GKS Tychy – Stomil Olsztyn 0:0, Odra Opole – ŁKS Łódź 0:4, Chrobry Głogów – Korona Kielce 1:1.

Lepsi dostali więcej

Mistrz Polski Legia Warszawa dostanie największy kawałek z finansowego tortu, jaki kluby ekstraklasy dostaną od nadawców telewizyjnych za dokończenie ligowego sezonu. Na konto stołecznego klubu trafi ponad 31 mln złotych.

Legia na zdobyciu mistrzowskiego tytułu zarobi 31 301 833 złotych. Na drugim biegunie znalazł się zdegradowany do niższej ligi ŁKS Łódź, który razem z dodatkiem tzw. spadochronowym otrzyma nie wiele ponad osiem milionów. W sumie kluby PKO Ekstraklasy w tym sezonie z tytułu sprzedaży praw medialnych zarobiły 225 mln złotych. Większość tych pieniędzy zarządzająca rozgrywkami Ekstraklasa SA już przelała na ich konta, a w najbliższych dniach dokona przelewów na pozostałe do wypłacenia 50 mln zł.
Wicemistrz Polski Lech Poznań dostanie 26448039 zł, zaś trzeci w tabeli Piast Gliwice zarobi 20895750 zł. A tyle otrzymają pozostałe kluby: 4. Lechia – 15051567; 5. Śląsk – 11 704 500; 6. Pogoń – 12085650; 7. Cracovia – 12300300; 8. Jagiellonia – 14076900; 9. Górnik – 10085175; 10. Raków – 8881875; 11. Zagłębie – 12419419; 12. Wisła Płock – 8803125; 13. Wisła Kraków – 10754775; 14. Arka – 8574375; 15. Korona – 9791175; 16. ŁKS – 8154708 złotych.

Na dole wszystko jasne

Zwycięstwo Wisły Płock 1:0 z Górnikiem Zabrze zapewniło „Nafciarzom” utrzymanie w ekstraklasie. Tym samym na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek wyłoniono wszystkich spadkowiczów, co po raz ostatni zdarzyło się 26 lat temu. Z PKO Ekstraklasą co najmniej na jeden sezon żegnają się Arka Grynia, Korona Kielce i ŁKS Łódź.

W piątek spod topora uciekła krakowska Wisła, która na wyjeździe wygrała z już wcześniej zdegradowanym ŁKS Łódź 2:1 i zapewniła sobie utrzymanie w ekstraklasie. Tego samego dnia Arka Gdynia zremisował w Kielcach z Koroną 1:1 i tym rezultatem definitywnie pozbawiła kielecki zespół szans na utrzymanie. Gdynianie też już byli w beznadziejnej sytuacji, ale mieli jeszcze matematyczne szanse na wyprzedzenie Wisły Płock. „Nafciarze musieliby jednak przegrać wszystkie mecze do końca rozgrywek, co wydawało się mało prawdopodobne, zaś Arka wszystkie wygrać, co było dla tej drużyny zadaniem niewykonalnym.
W poniedziałek sprawa definitywnie się wyjaśniła, bo płocczanie zwyciężyli na własnym stadionie Górnik Zabrze 1:0 i tym wynikiem sprawili, że Arka Gdynia podzieliła los Korony i ŁKS-u. Tak wcześnie komplet spadkowiczów wyłoniono 26 lat temu, w sezonie 1993/1994, kiedy to z ekstraklasą pożegnały się zespoły Wisły Kraków, Polonii Warszawa, Siarki Tarnobrzeg i Zawiszy Bydgoszcz.
Z trójki tegorocznych spadkowiczów najkrócej z występów w ekstraklasie cieszyli się piłkarze beniaminka ŁKS Łódź. Dla tego klubu nie będzie to wielką tragedią, bo ma solidne zaplecze sponsorskie, wiernych kibiców, a władze miasta dotrzymują zobowiązań z budową nowego stadionu, który w przyszłym roku ma zostać w całości oddany do użytku. Niewykluczone zatem, że po roku pobytu w I lidze ełkaesiacy ponownie zawitają na boiskach ekstraklasy.
Arka Gdynia spadła po czterech sezonach występów w PKO Ekstraklasie. Najlepszy z nich w jej wykonaniu był pierwszy, 2016/2017, kiedy to „żółto-niebiescy” nie tylko bez problemu utrzymali się w lidze, a sensacyjnie zdobyli też Puchar Polski po wygranej w finale z Lechem Poznań 2:1. Gdynianie dzięki temu w następnym sezonie zagrali w kwalifikacjach Ligi Europy i nie przynieśli wstydu, ale odpadli po wyrównanej walce z przeciętnym duńskim zespołem FC Midtjylland. Latem 2017 roku klub zmienił właściciela przechodząc pod zarząd rodziny Midaków.
W maju 2018 roku zespół ponownie awansował do finału Pucharu Polski, ale nie sprostał Legii Warszawa i przegrał 1:2. Nowi właściciele uznali ten wynik za porażke i zwolnili trenera Leszka Ojrzyńskiego, zastępując go Zbigniewem Smółką. Nowy szkoleniowiec nie poradził sobie z wyzwaniem i po serii 13 meczów bez wygranej został zwolniony.
Zatrudniony w jego miejsce Jacek Zieliński zdołał jakimś cudem utrzymać drużynę w ekstraklasie, ale postępującego kryzysu już nie udało się zahamować. Jego apogeum było ogłoszenie na początku roku 2020 decyzji prezydenta Gdyni o zaprzestaniu finansowego wspierania Arki z budżetu miasta.
Rodzina Midaków w końcu wycofała się z Arki oddając po wybuchu pandemii swoje udziały w ręce agenta piłkarskiego Jarosława Kołakowskiego, który posadę trenera powierzył znanemu z pracy w Jagiellonii Białystok Ireneuszowi Mamrotowi. Po restarcie rozgrywek zespół grał wprawdzie znacznie lepiej, nie na tyle jednak, żeby odrobić straty i wybronić się przed degradacją. Dalsze losy klubu w dużej mierze zależą teraz od hojności władz miejskich Gdyni.
Najdłużej z tercetu spadkowiczów grała w ekstraklasie Korona, bo z roczną przerwą na karną degradację za udział w futbolowej korupcji od sezonu 2005/2006. W 2017 roku 72 procent akcji kieleckiego klubu wykupił za niewielka kwotę słynny przed laty niemiecki bramkarz Dieter Burdenski (pozostałe 28 procent zachowało miasto), ale 30 października 2018 roku odsprzedał je niemieckiej spółce „Korona Investment GmbH”, na czele której stoi Andreas Hundsdoerfer, który został nowym właścicielem klubu. Czy będzie nim nadal po spadku z ekstraklasy, przekonamy się niebawem.

Nerwy w grupie spadkowej

Pierwsza kolejka gier w fazie play off potwierdziła układ sił w grupie spadkowej ustalony w zasadniczej części sezonu. Górnik Zabrze i Raków Częstochowa umocniły się na czele stawki, ŁKS Łódź stracił de facto szanse na utrzymanie, zaś Korona Kielce i Arka Gdynia są już tego bardzo bliskie.

Twierdzenie, że w grupie spadkowej rywalizacja już się rozstrzygnęła, w przypadku ŁKS Łódź jest uprawnione, bowiem łodzianie tracą w tej chwili do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę Wisły Kraków aż 14 punktów, a do zdobycia pozostało jeszcze tylko 18 punktów w sześciu kolejkach. Co prawda obecny trener ŁKS Wojciech Stawowy ma swoim trenerskim dorobku kilka „piłkarskich cudów” dokonanych na początku XXI wieku, gdy był szkoleniowcem Cracovii, ale chyba limit nadprzyrodzonych mocy dawno się u niego wyczerpał, bo po odejściu z krakowskiego klubu nie zanotował w trenerskiej karierze żadnych znaczących osiągnięć. Nie bardzo wiadomo na co liczyli włodarze ŁKS-u zwalniając Kazimierza Moskala i zatrudniając w jego miejsce Stawowego. Musi za tym stać jakiś długofalowy plan, bo jeszcze przed zawieszeniem ligowych rozgrywek było oczywiste, że ŁKS jest pewniakiem do spadku.
Drugim pewniakiem do zawieszenia rozgrywek była Korona Kielce, ale 6 marca władze klubu zdymisjonowały trener Mirosława Smyłę i zatrudniły w jego miejsce Macieja Bartoszka. Pod jego wodzą kielecki zespół dość radykalnie zmienił swój przaśny styl gry, zaczął grać z większą odwagą i wreszcie strzelać gole, co wcześniej było jego najsłabszą stroną. Po restarcie rozgrywek Korona wygrała w Płocku z Wisłą 4:1 i zremisowała w Lubinie z Zagłębiem 1:1, ale u siebie przegrała z Piastem Gliwice (1:2) i Lechem Poznań (0:3). Cztery zdobyte punkty to było za mało, żeby wyrwać się ze strefy spadkowej. Dlatego trener Bartoszek tak mocno przeżył porażkę w Zabrzu. Kielczanie jeszcze w 86. minucie prowadzili tam 2:1, a gospodarze zwycięską bramkę zdobyli w 95. minucie spotkania. „Tego meczu nie mieliśmy prawa przegrać, dlatego w szatni padło wiele mocnych słów, ale nie można inaczej jak się przegrywa tak głupio w końcowych sekundach” – przyznał trener Korony. Bartoszek zapewnia rzecz jasna, że wciąż wierzy w swój zespół i liczy na obronienie się przed spadkiem, lecz fakty są brutalne. Porażka z Górnikiem tylko potwierdziła, że kielczanie w tej chwili są w stanie walczyć o punkty jedynie z najsłabszymi zespołami. Podobnie rzecz się ma z Arką Gdynia, zatem wygląda na to, że w strefie spadkowej arbitrami w rozgrywce o utrzymanie będą już praktycznie spokojne o ligowy byt ekipy Górnika, Rakowa i Zagłębia. Bliska tego jest także Wisła Płock, ale „Nafciarze” muszą się pilnować, bo nad imienniczką z Krakowa mają tylko cztery punkty przewagi.
Po pierwszej kolejce fazy play off wygląda więc na to, że jedynym zespołem, który mogą jeszcze dopaść Korona i Arka, jest właśnie ekipa „Białej Gwiazdy”, która po restarcie jak na razie gra słabo. W wyjazdowym starciu z Rakowem wiślacy nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 1:3. Na stadionie w Bełchatowie, na którym gościnnie gra zespół z Częstochowy, nie było problemów z kibicami, bo była ich garstka, ale już na stadionie w Zabrzu, na który przybyło ponad 4,5 tysiąca widzów, pojawiły się problemy z utrzymaniem dystansu społecznego i przestrzeganiem rygorów sanitarnych. Polska jako pierwsza otworzyła stadiony dla kibiców, ale niewykluczona, że po wyborach rząd ponownie zamknie trybuny dla publiczności.

Koniec zimowej przerwy

W najbliższy weekend wznowi rozgrywki nasza piłkarska ekstraklasa. W przerwie zimowej znów zniknęło z niej kilku zawodników, którzy w rundzie jesiennej nadawali ton swoim zespołom, jak napastnik Legii Warszawa, lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda czy rozgrywający Lecha Poznań Darko Jevtić.

Lista strat wiodących graczy jest znacznie dłuższa. PKO Ekstraklasę opuścili, oprócz wspomnianych już Niezgody (przeniósł się za ocean do występującego w MLS zespołu Portland Timbers) i Jevticia (szwajcarski piłkarz serbskiego pochodzenia trafił do Rubina Kazań), tacy wiodący gracze w swoich drużynach, jak Patryk Klimala, który z Jagiellonii Białystok przeszedł do Celticu Glasgow. Z kolei Adam Buksa z Pogoni Szczecin przeniósł się do grającego w amerykańskiej MLS New England Revolution, zaś z gdańskiej Lechii ruszyła w świat spora grupka piłkarzy – Słowak Lukas Haraslin wybrał grające w Serie A Sassuolo, Daniel Łukasik zagra w tureckim Ankaragucu, a Artur Sobiech w drugoligowym Fatih Karagumruk SK Stambuł. Lista zawodników, którzy zimą wyjechali do zagranicznych klubów jest rzecz jasna znacznie dłuższa.
Przyzwyczailiśmy się już, że o pół roku naszą ekstraklasę opuszczają czołowi gracze, ale takiego masowego exodusu jak tej zimy już dawno nie było. Kluby zarobiły na transferach niemałe pieniądze, padł nawet transferowy rekord, bo Legia sprzedała swojego bramkarza Radosława Majeckiego do AS Monaco za najwyższą w historii naszej ligi kwotę 7 mln euro plus bonusy. Wcześniej transferowym rekordzistą był obrońca Jan Bednarek, za którego Southampton zapłacił Lechowi Poznań 6 mln euro. 20-letni golkiper dokończy jednak ten sezon w barwach warszawskiego klubu, do którego został przez AS Monaco wypożyczony. Latem jednak odejdzie, a latem Legię czekają przecież kwalifikacje do europejskich pucharów, widać jednak nawet szefowie najbogatszego polskiego klubu nie wierzą, że ich zespół może przebić się do fazy grupowej Ligi Mistrzów czy nawet Ligi Europy, skoro nie próbowali zatrzymać w składzie kluczowych zawodników, bo przecież pozbyli się już teraz najlepszego strzelca zespołu (Niezgoda zdobył jesienią 14 bramek) i rozgrywającego (Cafu).
Tak przy okazji, to w tym sezonie raczej polski piłkarz nie zdobędzie korony króla strzelców. Za Niezgodą z 11 trafieniami plasują się Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha i Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii, 10 bramek na koncie mają Słoweniec Damjan Bohar z Zagłębia Lubin i Hiszpan Jorge Felix z Piasta Gliwice, a 9. trafień ma kolejny Hiszpan, Igor Angulo z Górnika Zabrze. Dopiero za tą grupą cudzoziemców plasuje się pierwszy Polak, 37-letni weteran z Wisły Kraków Paweł Brożek, mający w dorobku 8 bramek. Legitymujący się siedmioma trafieniami Klimala i Buksa wyjechali, a następny w kolejności z polskich graczy, Piotr Parzyszek z Piasta, strzelił dotąd sześć goli.
Mimo kadrowego osłabienia faworytem rozgrywek pozostaje Legia. Warto pamiętać, że od sezonu 2003/2004 ekipa z Łazienkowskiej tylko raz nie zakończyła rozgrywek na podium (w 2009/2010 roku zajęli czwarte miejsce). Od sezonu 2012/13 pięciokrotnie zdobyli mistrzostwo (2013-2014, 2016-2018), a dwukrotnie wicemistrzostwo (2014/2015, 2018/2019).
Dla przypomnienia – ekstraklasa w tym sezonie gra w systemie ESA 37, czyli po rozegraniu 30 kolejek podzieli się ostatecznie na dwie grupy, mistrzowską i spadkową, w następnie każdy zespół rozegra jeszcze po siedem spotkań. Układ tabeli po 20 kolejkach pokazuje, że realne szanse na zajęcie miejsca w grupie mistrzowskie wciąż ma jeszcze 11 zespołów, co zwiastuje twardą walkę i nie najlepiej wróży odstającym od tej jedenastki zespołom ŁKS Łódź, Wisły Kraków, Korony Kielce, Arki Gdynia i Górnika Zabrze. Do zajmującego 11. lokatę Rakowa Częstochowa zabrzanie mają pięć punktów straty, ale ostatni ŁKS już 14, a przedostatnia Wisła Kraków 11. To dużo zważywszy na fakt, że do rozegrania w fazie zasadniczej pozostało jeszcze 10 kolejek. A pamiętajmy, że w tym sezonie z ekstraklasy spadną trzy drużyny, a nie dwie, jak w ostatnich latach. Ich miejsce zajmą trzy zespoły z I ligi – bezpośredni awans uzyskają dwa najlepsze, a trzeci awansuje po barażach z udziałem drużyn z miejsc 3-6.
Nie dziwi zatem, że podczas zimowej przerwy najbardziej aktywne w pozyskiwaniu nowych graczy były właśnie zespoły najbardziej zagrożone degradacją. Najwięcej piłkarzy sprowadziły ŁKS i Wisła Kraków. Łodzianie zatrudnili m.in. doświadczonego stopera Macieja Dąbrowskiego z Zagłębia Lubin, a po stracie na rzecz Lecha hiszpańskiego pomocnika Daniego Ramireza, w jego miejsce ściągnęli trzech jego rodaków – Samu Corrala, Antonio Domingueza i Carlosa Garcię. Korona Kielce natomiast zatrudniła dwóch nastoletnich angielskich piłkarzy bez znanych nazwisk, zaś Górnik Zabrze postawił na zaciąg słowacki, zatrudniając doświadczonego Romana Prochazkę z Victorii Pilzno oraz skrzydłowego Erika Jirka, który w 2018 roku jako gracz Spartaka Trnawa świetnie grał przeciwko Legii w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Jesienią był wypożyczony z Crvenej Zvezdy Belgrad do innego serbskiego zespołu, FK Radnicki Nisz, ale w Zabrzu liczą, że będzie rewelacją naszej ekstraklasy już tej wiosny.
PKO Ekstraklasa w tym sezonie zakończy rozgrywki 17 maja, chociaż pierwotnie rozegranie ostatniej, 37. kolejki planowano na 22-23 maja. Przyspieszenie tłumaczono interesem szykującej się do startu w Euro 2020 reprezentacji Polski oraz… zaplanowanym na 27 maja finałem Ligi Europy w Gdańsku.
Niewykluczone, że to ostatni sezon w obecnej formule rozgrywek, bo PZPN mocno naciska na kolejną reformę ekstraklasy i chce teraz 18-zespołowej ligi w dwurundowej formule, na co nie chce się zgodzić część klubów, w tym najsilniejsze – Legia, Lech i Cracovia. Przepychanki w tej sprawie wciąż trwają.
Zestaw par 21. kolejki:
Piątek: Arka Gdynia – Cracovia, godz. 18:00; Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, godz. 20:30. Sobota: Korona Kielce – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Lech Poznań – Raków Częstochowa, godz. 17:30; Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Pogoń Szczecin, godz. 12:30; Piast Gliwice – Zagłębie Lubin, godz. 15:00; Legia Warszawa – ŁKS Łódź, godz. 17:30.

Grupa mistrzowska
Legia 20 38 40:20
Cracovia 20 36 29:16
Pogoń 20 35 22:16
Śląsk 20 34 27:21
Lech 20 31 33:20
Piast 20 31 22:21
Lechia 20 30 23:22
Wisła P. 20 30 25:32
Grupa spadkowa
Jagiellonia 20 29 31:26
Zagłębie 20 28 31:28
Raków 20 28 24:29
Górnik 20 23 24:27
Arka 20 21 17:28
Korona 20 21 12:24
Wisła K. 20 17 22:35
ŁKS Łódź 20 14 20:37

Legia mistrzem jesieni

Legia Warszawa w 15. kolejce rozgromiła u siebie Górnika Zabrze 5:1 i zakończyła rundę jesienna na pierwszym miejscu. Stołeczny zespół odniósł cztery ligowe zwycięstwa z rzędu, a w dwóch ostatnich meczach na swoim stadionie strzelił aż 12 goli, tracąc tylko jednego. W tabeli ma jednak tylko jeden punkt przewagi nad zajmującymi dwie kolejne lokaty zespołami Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin.

W górnej części tabeli piłkarskiej ekstraklasy różnice między zespołami wciąż są niewielkie. Czwarta Cracovia traci do Legii tylko dwa punkty, tyle samo co piąty Śląsk Wrocław, a szósta Wisła Płock odstaje o zaledwie trzy „oczka”. Wyraźniejszą przewagę lidera widać dopiero od siódmej lokaty, bo zajmująca ją Jagiellonia ma już sześć punktów straty do Legii, a ostatni w grupie mistrzowskiej Lechia Gdańsk aż osiem.

Legia jest obecnie inną drużyną, niż była jeszcze kilka tygodni temu. Nie tylko regularnie wygrywa, to jeszcze robi to w widowiskowym stylu. W składzie zespołu coraz bardziej widać zmianę kadrowej strategii władz klubu, które zapowiedziały, że ich celem będzie teraz promowanie utalentowanych polskich piłkarzy i transferowanie ich do bogatszych klubów zagranicznych. Trener Aleksandar Vuković wystawia zatem do gry coraz więcej polskich graczy, stawiając śmiało także na utalentowanych młodzieżowców, jak bramkarz Radosław Majecki czy boczny obrońca Michał Karbownik.

Nie obniża to jakości gry stołecznej drużyny, wręcz przeciwnie – legioniści coraz lepiej się rozumieją, a pozyskani w tym sezonie gracze, Luquinhas i Paweł Wszołek, wnieśli do gry zespołu nową jakość. Legioniści w takiej formie i nastawieniu będą coraz trudniejsi do pokonania i w tej chwili są faworytami do zdobycia mistrzowskiej korony.
Solidnie w tej części sezonu prezentuje się też zespół wicelidera, Piasta Gliwice. Podopieczni trenera Waldemara Fornalika w 15. kolejce pewnie ograli u siebie Jagiellonię Białystok 3:1. Ciekawostką w tym spotkaniu był to, że wszystkie gole strzelili hiszpańscy piłkarze. Za plecami gliwiczan usadowiła się ekipa Pogoni Szczecin, która od początku sezonu trzyma wysoki poziom i utrzymuje się w ligowej czołówce. Cracovia zaczęła rozgrywki znacznie gorzej od „Portowców”, ale teraz jest to zespół grający bardzo solidnie i jego aspiracje do walki o czołowe lokaty są uzasadnione. Zaskoczeniem jest za to obecność w czołówce Śląska Wrocław, za co władze tego klubu powinny ozłocić czeskiego trenera Vitezslava Lavickę, który bez spektakularnych transferów z graczy jakich dano mu pod komendę stworzył całkiem nieźle grający zespół. Podobne pochwały należą się szkoleniowcowi Wisły Płock Radosławowi Sobolewskiemu, który przejął zespół już po rozpoczęciu rozgrywek i z ligowego słabeusza przekształcił go w twardo walczącą o każdy punkt zgraną ekipę.

Na drugim biegunie ligowej tabeli po ostatniej kolejce rundy jesiennej wylądowała Wisła Kraków, co jest konsekwencją serii porażek w siedmiu kolejnych ligowych spotkaniach. Ekipa „Białej Gwiazdy” nie zdobyła punktów od 22 września, przegrywając kolejno z Wisłą Płock 1:2, Cracovią 0:1, Lechem Poznań 0:4, Piastem 1:2, Legia 0:7, Rakowem Częstochowa 0:1 i Arką Gdynia 0:1. Bilans bramkowy 2:17 dobitnie pokazuje sportową degradację wiślaków, od których zaczęli się odwracać nawet ich najwierniejsi fani. Drużynę trenera Macieja Stolarczyka po spotkaniu z Arką żegnały gwizdy i wyzwiska. „Biała Gwiazda” to w tej chwili główny kandydat do spadku z ligi.

W niewiele lepszej sytuacji są też okupujące miejsca w dole tabeli ekipy ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Dwunasty w stawce Górnik ma nad trzynastą Arką trzy „oczka” przewagi, ale jedenasty Raków i dziesiąte Zagłębie już sześć. Jeśli w pozostałych do rozegrania do końca roku czterech kolejkach te różnice punktowe jeszcze się powiększą, a jest to wielce prawdopodobne, także grupa spadkowa trwale podzieli się na dwie części.

 

Falstart gospodarzy

Legia Warszawa fatalnie rozpoczęła marsz po odzyskanie mistrzostwa Polski, przegrywając u siebie 1:2 z Pogonią Szczecin. Ale nie tylko warszawianie zaliczyli falstart w rozgrywkach na własnym boisku. W pierwszej kolejce nie wygrał żaden z ośmiu gospodarzy meczów, co jest pierwszym takim przypadkiem od sześciu lat.

Po raz ostatni taka wtopa gospodarzy miała miejsce w listopadzie 2012 roku, kiedy to w 11. kolejce goście wygrali siedem z ośmiu spotkań, a w jednym wywalczyli remis. Tym razem atutu własnego boiska nie wykorzystały zespoły aktualnego mistrza Polski Piasta Gliwice i wicemistrza Legii Warszawa, a oprócz nich jeszcze ekipy Zagłębia Lubin, Wisły Kraków, Wisły Płock, ŁKS Łódź, Rakowa Częstochowa oraz Arki Gdynia, która u siebie dała się rozgromić Jagiellonii aż 0:3.

Wysoka wygrana białostocczan zapewniła im pozycję lidera po pierwszej kolejce, ale ten sukces przytłumiły chuligańskie ekscesy dużej grupy fanów tego klubu uczestniczącej w brutalnej napaści na niedzielny marsz równości w Białymstoku. Stworzyło to spory problem dla szefów Jagiellonii, bo z jednej strony wypadało potępić takie obrzydliwe zachowania, ale z drugiej strony władze klubów naszej ekstraklasy wolą unikać jakichkolwiek zwarć z kibolami i dlatego często przyjmują strusią taktykę chowania głowy w piasek.

Od strony czysto sportowej Jagiellonia miała jednak bardzo udaną inaugurację sezonu, czego nie doświadczyła po raz kolejny w ostatnich latach stołeczna Legia.

Pretensje do Mioduskiego

W sobotę ponad 12 tysięcy widzów przeżyło rozczarowanie oglądając porażkę legionistów z Pogonią Szczecin. Gospodarze zaczęli obiecująco, bo po godzinie gry jako pierwsi strzelili gola, lecz nie zdołali dowieść tego wyniku do końca. Dla „Portowców” trafili Adam Buksa i Zvonimir Kożulj i właściciel warszawskiego klubu znów musiał wysłuchać trochę obelżywych przyśpiewek pod swoim adresem, w stylu „Hej Mioduski, co zrobiłeś, naszą Legię sp…łeś”.

Przegrywając z Pogonią zespół Legii wydłużył pauzę od ostatniego zwycięstwa na swoim stadionie do trzech miesięcy. Po raz ostatni legioniści wygrali w lidze 20 kwietnia (1:0 z Cracovią). Po przeprowadzonej latem rewolucji kadrowej zespół miał już od startu walczyć o odzyskanie mistrzostwa Polski. Rzecz jasna porażka z Pogonią jeszcze tych planów nie przekreśla, ale jak słusznie zauważył w jednym z wywiadów stoper Legii Mateusz Wieteska, po tej porażce każdy z kolejnych rywali będzie przyjeżdżał na Łazienkowską bez strachu i jak po swoje.

Po słabych meczach w I rundzie eliminacji Ligi Europy z gibraltarskim College Europa FC, trener Aleksandar Vuković wymienił linię pomocy – zostawił w niej tylko Gruzina Waleriana Gwilię, a Carlitosa, Andre Martinsa i Arvydasa Novikovasa posadził na ławce rezerwowych, zaś poobijanego Dominika Nagy’a nawet nie włączył do kadry meczowej. Szansę pokazania się dostali Brazylijczyk Luquinhas, Mateusz Praszelik i Tomasz Jodłowiec, a na skrzydło z prawej obrony został przesunięty Marko Vesović. Ten eksperyment kadrowy niespecjalnie się udał, bo dla 19-letniego Praszelika i 23-letniego Luquinhasa był to debiut w ekstraklasie i obu świadomość tego trochę plątała nogi. Tym bardziej, że słabo zagrał bardziej od nich doświadczony Jodłowiec. Legioniści mieli spore problemy z utrzymaniem się przy piłce na połowie gości, a na własnej zdarzyły im się trzy proste straty (dwie William Remy, jedna Gwilia), których „Portowcy” nie wykorzystali. Wyciągnęli jednak z tego wnioski i w końcu znaleźli sposób na pokonanie Radosława Majeckiego.

Legię w czwartek 25 lipca czeka kolejny występ w roli gospodarza, tym razem w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z fińskim Kuopio Palloseura. Byłoby dobrze wygrać to spotkania jak najwyżej, bo Finowie, podobnie jak gibraltarski College Europe FC, mają boisko ze sztuczną trawą. Jak pamiętamy, legioniści na wyjeździe z amatorami z Gibraltaru tylko zremisowali 0:0, a Kuopio jest chyba trochę lepszym zespołem. Lepiej nie kusić losu i nie zostawiać rozstrzygnięcia na spotkanie rewanżowe.

Pucharowicze z zadyszką

Lechia zaczęła sezon od zdobycia Superpucharu Polski, ale w pierwszym ligowym spotkaniu, na wyjeździe z beniaminkiem ŁKS Łódź, gdańszczanie wywalczyli jedynie bezbramkowy remis. Trener Piotr Stokowiec do starcia z łodzianami nie posłał na boisko m.in. Sławomira Peszki, Flavio Paixao, Rafała Wolskiego czy Tomasza Makowskiego. Być może oszczędzał tych graczy na czwartkowy mecz II rundy kwalifikacji Ligi Europy z Broendby Kopenhaga. Inna sprawa, że od 43. minuty jego zespół musiał grać w osłabieniu po czerwonej kartce dla pozyskanego latem z Zagłębia Sosnowiec Zarko Udovicicia. Te okoliczności utrudniają właściwą ocenę aktualnej formy zespołu Lechii i jego szans w starciu z duńskim rywalem.

Trzeci z naszych „pucharowiczów”, Piast Gliwice, w pierwszej kolejce u siebie z największym trudem zremisował z Lechem Poznań 1:1. Gliwiczanie są jednak w niezłej formie, która na dodatek z meczu na mecz rośnie, więc o wynik ich konfrontacji z FK Ryga możemy być chyba spokojni.

 

Koniec rozgrywek w I lidze

Gol bramkarza Bytovii strzelony w 97. minucie pogrążył GKS Katowice, który spadł do II ligi, ale zespołowi z Bytowa nic to nie dało, bo sam też został zdegradowany. Byt w I lidze ocaliły natomiast Wigry Suwałki wygrywając z Rakowem Częstochowa, który już wcześniej wraz z ŁKS Łódź wywalczył awans do ekstraklasy.

Większość rozstrzygnięć zapadła już wcześniej. Do ekstraklasy awansowały Raków Częstochowa i ŁKS Łódź, a w ostatniej kolejce te zespoły mogły jeszcze walczyć o zajęcie prestiżowego pierwszego miejsca. Ale nie walczyły, bo Raków przegrał u siebie z Wigrami Suwałki 1:2, zaś ŁKS, chociaż prowadził z Odrą Opole już 3:0, ostatecznie tylko zremisował 3:3. Większe skutki przyniosła jednak porażka Rakowa, bo pogrążyła Bytovię oraz pośrednio GKS Katowice. Zespół z Bytowa walczył o utrzymanie w bezpośrednim meczu z zagrożonymi spadkiem katowiczanami. Do 97. minuty był korzystny dla GKS remis 1:1, ale w tej ostatniej akcji meczu bramkarz Bytovii Andrzej Witan strzelił zwycięskiego gola, który jednak nie przyniósł jego drużynie żadnej korzyści, ale pogrążył ekipę „Gieksy”.

GKS Katowice, Bytovia i Wigry zakończyły sezon z 37. punktami, lecz w bezpośrednich potyczkach tych zespołów najlepsze były Wigry i to one pozostały w I lidze na 15. miejscu. A GKS, którego trener Dariusz Dudek tuż po meczu został zwolniony oraz Bytovia dołączyły do zdegradowanej dużo wcześniej Garbarni Kraków.
Ostateczna kolejność w I lidze: Raków, ŁKS, Stal Mielec, Sandecja Nowy Sącz, GKS Jastrzębie, Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Tychy, Bruk-Bet Nieciecza, Puszcza Niepołomice, Chojniczanka Chojnice, Stomil Olsztyn, Odra Opole, Warta Poznań i Chrobry Głogów, Wigry, Bytovia, GKS Katowice, Garbarnia.