Na szczycie Bundesligi bez zmian

Po rozegranej w miniony weekend 27. kolejce na szczycie tabeli Bundesligi nic się nie zmieniło. Bayern Monachium gromiąc u siebie 5:2 Eintracht Frankfurt utrzymał pozycję lidera i zachował czteropunktową przewagę nad Borussią Dortmund, która także zdobyła komplet punktów pokonując VfL Wolfsburg 2:0.

Piłkarze Bayernu Monachium przystępując do sobotniej potyczki z Eintrachtem Frankfurt mieli podwójną motywację. Znali już wynik rozegranego wcześniej meczu Borussii Dortmund z VfL Wolfsburg, zatem wiedzieli, że jeśli przed wtorkową wyprawą do Dortmundu chcą zachować bezpieczną przewagę czterech punktów, muszą także zdobyć komplet punktów. Drugim powodem ich wzmożonej motywacji była chęć rewanżu za poniesioną w rundzie jesiennej klęskę 1:5 we Frankfurcie. To po tej szokująco wysokiej porażce posadę trenera Bayernu stracił Niko Kovac, którego zastąpił jego asystent Hansi Flick. Dzisiaj nikt już na Allianz Arena nie pamięta o Kovacu, bo Flick z trenera tymczasowego szybko przeobraził się w szkoleniowca cenionego nie tylko przez piłkarzy, lecz także szefów klubu i dzisiaj ma już kontrakt do końca czerwca 2023 roku.
Przed meczem z Eintrachtem Flick uczulał swoich graczy, że muszą na boisku wzajemnie się motywować, aby utrzymać koncentrację i wolę walki, bo one będą kluczem do sukcesu w spotkaniach rozgrywanych przy pustych trybunach. Jak bardzo trafne były te jego sugestie, piłkarze Bayernu przekonali się boleśnie na początku drugiej połowy meczu. Na przerwę schodzili z prowadzeniem 2:0 po golach Leona Goretzki i Thomasa Muellera, ale też wściekłym Robertem Lewandowskim, którego w 35. minucie chamsko uderzył ręką w twarz austriacki stoper zespołu rywali Martin Hinteregger. „Lewy” do końca spotkania biegał po boisku z plastrem na zranionym policzku, ale niemal tuż po wznowieniu dał upust złości pakując piłkę głową pod poprzeczkę po dośrodkowaniu Kingsleya Komana. W tym momencie było już 3:0 i pewnie chyba nikt nie sądził, że coś złego może się bawarskiej jedenastce w tym meczu przydarzyć. Raczej oczekiwano jej kolejnych goli.
Ale w 53. minucie zdarzyło się coś niesamowitego. Zdwałoby się zdemolowana już i totalnie zdominowana drużyna Eintrachtu nieoczekiwanie zdobyła bramkę po rzucie rożnym, a szczęśliwym strzelcem okazał się wspomniany już Hinteregger. Austriak miał niebywałego farta, bo dwie minuty później ponownie pokonał Manuela Neuera i w ekipie Bayernu się zagotowało, bo przez kilka chwil dekoncentracji z bezpiecznego prowadzenia 3:0 zrobiło się tylko 3:2. Bawarczycy szybko jednak opanowali nerwy i znów ruszyli do ataku. Obrońcy Eintrachtu z Hintereggerem w roli głównej chyba za punkt honoru postawili sobie powstrzymanie Lewandowskiego, bo pilnowali go jak najcenniejszego skarbu. Skorzystał na tym 20-letni Kanadyjczyk Alphonso Davies, który w 61. minucie podwyższył na 4:2, a w 74. minucie Hinteregger tak bardzo chciał przeszkodzić „Lewemu” z strzeleniu gola, że sam go wyręczył i zaliczył samobója. Pomijając jego niesportowe zachowania, to ten piłkarz miał w sobotę swój wielki dzień na Allians Arenie. Jakby nie patrzeć, ustrzelił hat-tricka.
Lewandowski za swój występ otrzymał w niemieckich mediach wysokie noty. Napastnik Bayernu strzelił 27. gola w obecnym sezonie Bundesligi i 41. licząc wszystkie rozgrywki, potwierdził też niebywałą regularność także po restarcie rozgrywek, bo trafił do siatki w drugim spotkaniu z rzędu, a warto przypomnieć, że owe 27 goli strzelił w 25 występach. Kapitan reprezentacji Polski utrzymuje więc strzeleckie tempo, którego nie wytrzymują jego najgroźniejsi konkurenci. W miniony weekend zadyszki dostał kreowany już na następcę „Lewego” Erling Haaland. Norweski nastolatek zagrał cały mecz z Wolfsburgiem, ale mimo starań bramki nie zdobył. Dla nas równie ważna jest też wiadomość, że ponownie w roli kapitana poprowadził Borussię Łukasz Piszczek, który ponadto za swój występ zebrał świetne noty. W najbliższy wtorek „Piszczu” i „Lewy” zmierzą się w bezpośrednim starciu i będzie to być może wydarzenie nie mniej ekscytujące od strzeleckiego pojedynku Lewandowskiego z Haalandem.
Niemieckie media podkreślają, że trener Hansi Flick przemienił zespół Bayernu w piłkarską maszynę do wygrywania i strzelania goli. Kibice nie tylko w Polsce i w Niemczech z uwagą śledzą pogoń Lewandowskiego za legendarnym rekordem Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek w Bundeslidze. Kapitan reprezentacji Polski ma jeszcze siedem meczów, żeby ten chyba jednak mało realny cel osiągnąć. Ale raczej na pewno przekroczy po raz trzeci w karierze granicę 30 trafień w sezonie i sięgnie po piątą koronę króla strzelców Bundesligi. Nie tylko „Lewy” ma jednak szansę przejść do historii niemieckiej ekstraklasy, ale też cały zespół Bayernu, który w tym sezonie strzelił już 80 ligowych bramek i jest na prostej drodze do wyrównania rekordu ustanowionego w sezonie 1971/72 także przez bawarską drużynę, która wówczas zdobyła 101 ligowych bramek. Aby wyrównać ten wynik w kolejnych siedmiu meczach powinni zdobywać przynajmniej trzy bramki na mecz. To wykonalne, bo mistrzowie Niemiec pod wodzą Flicka zdobywają średnio 3,22 bramki na mecz. W 23 spotkaniach rozegranych pod wodzą 55-letniego szkoleniowca monachijska jedenastka zdobyła już 74 bramki, a 21 z tych trafień było dziełem Lewandowskiego, który pod komendą Flicka zagrał 19 razy.
Skoro o polskich piłkarzach mowa, to warto odnotować, że w piątkowych derbach Berlina zagrało dwóch – Rafał Gikiewicz w bramce Unionu, zaś Krzysztof Piątek w ataku Herthy. Niestety, o ile Gikiewicz rozegrał cały mecz, to Piątek znów zaczął spotkanie w roli rezerwowego i na boisku pojawił się dopiero w 75. minucie, zmieniając 35-letniego Bośniaka Vedada Ibsevicia, który po restarcie rozgrywek imponuje formą. W starciu z Unionem znowu strzelił gola, a ponadto dorzucił jeszcze dwie asysty. Hertha wygrała to spotkanie 4:0 i pod wodzą nowego szkoleniowca, Bruno Labbadi, pozostaje póki co niepokonana. W dwóch meczach zdobyła komplet punktów, strzeliła siedem goli i nie straciła ani jednego. Tak udanego startu nie miał wcześniej żaden trener w historii Herthy (w poprzedniej kolejce ten berliński zespół pokonał na wyjeździe Hoffenheim 3:0).
Piątek znów gola nie strzelił i jest więcej niż pewne, że na razie będzie jedynie zmiennikiem Ibsevicia. Wygląda na to, że Labbadia nie przejmuje się faktem, że polski napastnik był najdroższym transferem w historii Herthy. Nie skreśla go ani nie odstawia na boczny tor, ale dopóki Piątek nie zacznie regularnie trafiać do siatki wchodząc tylko na zmiany, raczej nie dostanie miejsca w podstawowym składzie. Chyba że Ibsević zgubi formę, co na razie wydaje się mało prawdopodobne, patrząc z jakim animuszem porusza się po boisku.

48 godzin sport

Turniej w Sopocie odwołany
Nie odbędzie się zaliczany do cyklu ATP Challenger Tour turniej BNP Paribas Sopot Open. Dyrektor imprezy Mariusz Fyrstenberg (na zdjęciu) oficjalnie poinformował, że to decyzja tenisowych władz, które ze względu na pandemię koronawirusa odwołały do końca lipca wszystkie turnieje ATP i WTA. Najbliższe zawody mają się odbyć 3 sierpnia. Sopocki turniej rozgrywany był na przełomie lipca i sierpnia. Turnieje ATP odbywały się na kortach SKT do 2007 roku. To w Sopocie w 2004 roku swój pierwszy triumf, w wieku 18 lat, odniósł Rafael Nadal. W 2018 roku Fyrstenberg reaktywował tę imprezę, ale ze względu na skomplikowaną sytuację prawną i spór wokół obiektów Sopockiego Klubu Tenisowego, zawodnicy rywalizowali w Gdyni. W zeszłym roku turniej odbył się już w Sopocie. Dwa lata temu w puli nagród było 64 tysiące euro, a w ostatniej edycji już 92 tysiące.

Piszczek pogra w Borussii Dortmund do czerwca 2021 roku
Borussia Dortmund przedłużyła o rok wygasający po tym sezonie kontrakt Łukasza Piszczka. 34-letni boczny obrońca występuje w tym niemieckim klubie od 2010 roku i w ubiegłym roku zapowiadał, że w czerwcu tego roku odejdzie. Ale ponieważ prezentował rewelacyjną formę, działacze BVB uznali, że warto to wykorzystać. Nie uległy natomiast zmianie plany 66-krotnego reprezentanta Polski po odejściu z Borussii. Ma zamiar wrócić do rodzinnych Goczałkowic i pograć jeszcze w miejscowym klubie, a także osobiście prowadzić działającą już tam akademię piłkarską ściśle współpracującą z klubem z Dortmundu.

Polska piłkarka nożna zamieniła Paryż na Wolfsburg
Bramkarka reprezentacji Polski w piłce nożnej kobiet Katarzyna Kiedrzynek niedawno ogłosiła, że po siedmiu latach odchodzi z zespołu Paris Saint-Germain. 29-letnia zawodniczka szybko znalazła nowy klub. Przez trzy najbliższe sezony Kiedrzynek będzie występowała w barwach najlepszej niemieckie drużyny kobiecej, VfL Wolfsburg, której gwiazdą jest inna reprezentantka naszego kraju, 23-letnia napastniczka Ewa Pajor.

Zakazy transferowe FIVB i CEV dla naszych klubów
Dziewięć polskich klubów, w tym pięć z najwyższych klas rozgrywkowych, otrzymało od FIVB lub CEV zakaz transferów międzynarodowych. Opublikowana przez FIVB lista pochodzi z 29 kwietnia bieżącego roku. Znajdują się na niej kluby z całego świata, które nie wypłaciły całości ustalonych wynagrodzeń wobec siatkarzy lub siatkarek. Z dziewięciu polskich klubów na liście trzy już nie istnieją – Espadon (Stocznia) Szczecin, MKS Dąbrowa Górnicza oraz Budowlani Toruń. Jedyną ekipą PlusLigi objętą zakazem jest Cerrad Enea Czarni Radom, z którym spór o pieniądze toczy Maksim Żygałow. Sprawa trafiła już do Trybunału Arbitrażowego przy FIVB.

Siarka Tarnobrzeg numerem 1 w Lidze Mistrzyń
Przed najbliższymi rozgrywkami Ligii Mistrzyń KTS Enea Siarka Tarnobrzeg została przez Europejską Unie Tenisa Stołowego (ETTU) sklasyfikowana na pierwszej pozycji wśród europejskich zespołów. W tym roku broniący trofeum polski klub w półfinale miał rywalizować z TTC Berlin Eastside. W drugiej parze miały grać TTT Saint Quentinois i Linz Forschberg. W związku z pandemią koronawiriusa rozgrywki przerwano, a wszystkie zespoły ETTU sklasyfikowała na równorzędnych pozycjach 1-4. Enea Siarka triumfowała w LM w sezonie 2018/19. Rok wcześniej zajęła trzecią pozycję. Natomiast w sezonach 2015/16 oraz 2016/17 była druga

Kolumbijski kolarz zdyskwalifikowany na cztery lata za doping
Kolumbijski kolarz 31-letni Jarlinson Pantano został złapany na stosowaniu niedozwolonego środka EPO. Międzynarodowa Unia Kolarska zawiesiła go na cztery lata. Próbka została pobrana w lutym 2019 roku. Kolumbijczyk w czerwcu tego roku ogłosił zakończenie sportowej kariery, ale jeśli chciałby jednak wrócić do rywalizacji, to dopiero w maju 2023. Pantano zapewnia, że nigdy nie korzystał z EPO, bo nie miał żadnego powodu, żeby to robić.

Piszczek jako kapitan

Po ponad dwóch miesiącach przerwy spowodowanej przez pandemię koronawirusa, niemiecka Bundesliga jako pierwsza z najsilniejszych lig europejskich wznowiła rozgrywki. Bez kibiców na trybunach i przy zachowaniu reżimu sanitarnego, ale wszyscy i tak są zadowoleni, bo już pierwsze mecze pokazały, że rywalizacja będzie emocjonująca.

W sobotnich spotkaniach na boisku pojawiło się dwóch polskich piłkarzy, Łukasz Piszczek w barwach Borussii Dortmund i Krzysztof Piątek w Herthcie Berlin, lecz tylko pierwszy z nich mógł w pełni cieszyć się z powrotu na boisko. Piszczek zagrał w podstawowym składzie i na dodatek jeszcze w roli kapitana drużyny, co świadczy o jego znaczącej roli w zespole i chyba też zapowiada, że ten klub zamierza przedłużyć z naszym piłkarzem wygasający po tym sezonie kontrakt. Ścigająca prowadzący w tabeli Bayern Monachium Borussia w 26. kolejce podejmowała na swoim stadionie zajmującą miejsce w środku ligowej stawki ekipę Schalke Gelsenkirchen. Trener dortmundczyków Lucien Favre nie wystawił w wyjściowej jedenastce narzekającego na drobne problemy zdrowotne Jadona Sancho, posadził też na ławce z powodu niedyspozycji Giovaniego Reynę, którego w ostatniej chwili zastąpił Thorgan Hazard, a za którego z kolei w 79. minucie spotkania wszedł wspomniany Sancho.
W tym spotkaniu padła pierwsza bramka w 1. Bundeslidze po wznowieniu rozgrywek. Zdobył ją nie kto inny, jak niesamowity norweski nastolatek Erling Haaland, który w 29. minucie wykończył akcję ofensywną rozpoczętą przez Piszczka. Dla Haalanda było to juz 10 trafienie w obecnym sezonie Bundesligi, ale warto przypomnieć, że 19-letni napastnik dołączył do ekipy BVB dopiero w styczniu tego roku i swój strzelecki dorobek uzyskał w zaledwie dziewięciu ligowych występach.
Zdobyte prowadzenie nakręciło jeszcze bardziej graczy Borussii Dortmund i do otwartego przez Haalanda worka z bramkami trzy kolejne dorzucili Raphael Guerreiro (dwa) i Hazard. Punkty zdobyte w wygranym 4:0 spotkaniu pozwoliły ekipie trenera Favre utrzymać pozycję wicelidera tabeli i zmniejszyć do jednego „oczka” dystans punktowy do prowadzącego Bayernu Monachium, ale z radością musieli poczekać do niedzielnego popołudnia, aż Robert Lewandowski i spółka zakończą wyjazdową potyczkę z Unionem Berlin (zakończyła się po zamknięciu wydania).
W Niemczech przed wznowieniem rywalizacji dużo dyskutowano o tym, czy kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie po raz piąty w karierze wywalczy tytuł króla strzelców Bundesligi. Wielu ekspertów twierdziło, że może mu w tym przeszkodzić Timo Werner, który przed przerwą w rozgrywkach miał do „Lewego” cztery trafienia straty (mieli w dorobku odpowiednio 25 i 21 goli). Napastnik RB Lipsk w spotkaniu z Freiburgiem (1:1) zaliczył jednak „pusty przebieg” i mógł jedynie liczyć, że Polak także w niedzielnym meczu z Unionem nie powiększy tej przewagi.
Stratę dwóch punktów przez zespół z Lipska wykorzystała bezlitośnie czająca się za jego plecami Borussia Moenchengladbach, która na wyjeździe ograła 3:1 Eintracht Frankfurt i dzięki temu awansowała w tabeli na trzecią pozycję, spychając z ostatniego miejsca na podium właśnie ekipę sponsorowaną przez Red Bulla.
Nieciekawie rozgrywki po restarcie zaczął natomiast inny z graczy reprezentacji Polski, Krzysztof Piątek, który dość niespodziewanie sobotni wyjazdowy mecz Herthy Berlin z Hoffenheim (3:0) rozpoczął na ławce rezerwowych. Nowy trener berlińskiego zespołu, Bruno Labbadia, w roli środkowego napastnika obsadził doświadczonego, 35-letniego Bośniaka Vedada Ibisevicia, który po raz ostatni w wyjściowym składzie Herthy zaczął mecz w grudniu ubiegłego roku. To nie była jedyna kadrowa roszada dokonana przez Labbadię, bo w porównaniu do składu zespołu z ostatniego ligowego spotkania przed zawieszeniem rozgrywek dokonał aż siedmiu zmian. Polski piłkarz był ewidentnie zaskoczony odesłaniem na ławkę, czemu dał wyraz w pomeczowych wypowiedziach, ale zbyt wielu argumentów na swoją obronę nie miał, bo Ibisević zaliczył udany występ i strzelił jedną z trzech bramek. W 79. minucie zmienił go co prawda Piątek, lecz nic szczególnego nie pokazał i wygląda na to, że póki co będzie jedynie zmiennikiem bośniackiego weterana, którego Labbadia dobrze zna jeszcze z czasów, gdy był jego trenerem w VfB Stuttgart (2011-2013).

Lewandowski gotów do gry

Bundesliga będzie drugą ligą w Europie, która wznowi rozgrywki. Wcześniej restart przeprowadzono na Wyspach Owczych, ale z piątki najsilniejszych lig europejskich pierwsi zaczną Niemcy. Spotkania rozgrywane będą rzecz jasna bez udziału publiczności przy zachowaniu rygorystycznych przepisów sanitarnych i z udziałem limitowanych składów poszczególnych ekip.

W sobotę 16 maja rozegranych zostanie sześć spotkań 26. kolejki. Tego dnia zobaczymy w akcji trzy zespoły mające w swoich kadrach polskich piłkarzy. Fortuna Duesseldorf (Dawid Kownacki) zmierzy się z SC Paderborn 07, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) zagra z Schalke 04 Gelsenkirchen, zaś Hertha Berlin (Krzysztof Piątek) z TSG Hoffenheim. W niedzielę natomiast po dwóch stronach barykady stanie snajper Bayernu Monachium Robert Lewandowski oraz bramkarz Unionu Berlin Rafał Gikiewicz. Z wymienionych Polaków raczej na pewno na boisku nie pojawi się Kownacki, który co prawda wyleczył już kontuzję kolana, której nabawił się na początku lutego, lecz chociaż podjął już treningi z zespołem, to na razie nie jest jeszcze gotowy do gry. Ale jego klub ponownie zgłosił go do rozgrywek, zaś trener Uwe Roseler przyznał, że bardzo liczy na polskiego napastnika w ostatnich meczach tego sezonu.
Piszczek powinien pojawić się w podstawowym składzie, bo władze Borussii Dortmund finalizują z nim negocjacje o przedłużeniu kontraktu o rok, więc trener Lucian Favre nie musi na siłę wstawiać na prawą flankę obrony innego gracza, bo każdy jakich ma do dyspozycji, jest dużo gorszy od 66-krotnego reprezentanta Polski.
Wielką niewiadomą jest natomiast aktualna sytuacja Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin. Nasz piłkarz przeszedł do tego klubu w AC Milan zimą tego roku, a obecny trener berlińskiej drużyny, Bruno Labbadia, jest już trzecim szkoleniowcem z jakim przyszło mu pracować (przed nim byli Juergen Klinsmann i Alexander Nouri). Hertha nie jest jeszcze pewna utrzymania w lidze, chociaż ma sześć punktów przewagi nad zajmującą pierwsze spadkowe miejsce Fortuną Duesseldorf. Dlatego presja na Piątka, żeby znów zaczął seryjnie strzelać gole, nie osłabnie. Labbadia to były napastnik, mający na koncie 328 występów w 1.Bundeslidze i 103 strzelone gole, więc nasz piłkarz może tylko na współpracy z nim skorzystać.
W spotkaniu Unionu z Bayernem na pewno zobaczymy Roberta Lewandowskiego, natomiast nie jest pewny, że w bramce berlińczyków stanie Rafał Gikiewicz. Nasz golkiper ogłosił bowiem w trakcie przerwy w rozgrywkach, że nie przedłuży wygasającego po tym sezonie kontraktu z Unionem i natychmiast w tym klubie zjechał „z bohatera do zera”. Niewykluczone, że przyjdzie mu do końca rozgrywek grzać karnie ławę, chociaż przed zawieszeniem rozgrywek zaliczano go do najlepszych bramkarzy niemieckiej ekstraklasy, ale czy tak będzie, przekonamy się już w niedzielę.
Zespół Unionu czeka piekielnie trudne wyzwanie, bo Bayern wykorzystał przerwę na załatwienie najpilniejszych spraw personalnych. Podpisał trzyletni kontrakt z trenerem Hansim Flickiem, przedłużył też umowy z Thomasem Muellerem (do czerwca 2023) i Alphonso Daviesem (do czerwca 2025).
Najlepszą wiadomością dla fanów mistrza Niemiec jest jednak powrót Lewandowskiego do zespołu po kontuzji kolana. Kapitan reprezentacji Polski skorzystał na przymusowej przerwie w rozgrywkach i w jej trakcie porządnie wyleczył uraz, odpoczął, a także doczekał się narodzin drugiej córki. Spadły mu więc z głowy najpoważniejsze troski i teraz może już skoncentrować się na futbolu. W medialnych wypowiedziach przed restartem rozgrywek stwierdził: „Czuję się przygotowany lepiej, niż kiedykolwiek, bo jeszcze mocniej mogłem popracować nad swoją sprawnością. Kluczowe to zwracanie uwagi na detale – zdrowe jedzenie, dbanie o swoje ciało w domu i przywiązanie do treningów i meczów”. Przypomnijmy, że „Lewy” z dorobkiem 25 goli jest liderem klasyfikacji strzelców, ale jego najgroźniejszy konkurent do korony, Timo Werner z RB Lipsk, ma tylko o cztery trafienia mniej. Ich rywalizacja zapowiada się emocjonująco, chociaż wiele wskazuje, że w tym sezonie będzie miała tylko lokalne znaczenie, bo wyścig o „Złotego Buta” prawdopodobnie zostanie anulowany.
Zestaw par 26. kolejki:
Sobota: Fortuna Duesseldorf – SC Paderborn, godz. 15:30; Borussia Dortmund – Schalke Gelsenkirchen, godz. 15:30; RB Lipsk – SC Freiburg, godz. 15:30; Hoffenheim – Hertha Berlin, godz. 15:30; FC Augsburg – VfL Wolfsburg, godz. 15:30; Eintracht Frankfurt – Borussia M’gladbach, godz. 18:30. Niedziela: FC Koeln – FC Mainz, godz. 15:30; Union Berlin – Bayern Monachium, godz. 18:30. Poniedziałek: Werder Brema – Bayer 04 Leverkusen, godz. 20:30.

48 godzin sport

Piszczek w gronie wybitnych
Łukasz Piszczek (na zdjęciu) został uchwała zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej włączony do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Do tego prestiżowego gremium przyjmowani są zawodnicy, którzy rozegrali w narodowych barwach co najmniej 80 meczów (wcześniej granicą było 60 spotkań), ale dla piłkarzy nie spełniających tego wymogu, lecz wyróżniających się szczególnymi osiągnięciami w reprezentacji i mających na koncie co najmniej 40 występów, PZPN może uczynić wyjątek. Piszczek rozegrał w biało-czerwonych barwach 66 meczów i zdobył trzy bramki. Wystąpił w czterech wielkich turniejach – trzykrotnie w finałach mistrzostw Europy (2008, 2012 i 2016 roku) oraz w finałach mistrzostw świata (2018).

Komisja Ligi zdrowo trzepnęła po kieszeni Lecha i Lechię
Zgodnie z przewidywaniami Komisja Ligi nałożyła kadry finansowe na Lecha Poznań i Lechię Gdańsk po ekscesach kibiców tych klubów podczas ich meczu w poprzedniej kolejce. Gdańszczanie będą musieli zapłacić 80 tys. złotych, a ich fani otrzymali do końca sezonu zakaz zorganizowanych wyjazdów na mecze swojej drużyny. W przypadku Lecha grzywna wynosi 50 tys. złotych, a kibice „Kolejorza” dostali zakaz wyjazdów na dwa najbliższe spotkania Lecha na stadionie Lechii.

Grosicki i Klich coraz bliżej awansu do Premier League
Reprezentant Polski Mateusz Klich strzelił gola dla Leeds United w wygranym przez jego zespół na wyjeździe 1:0 spotkaniu z Middlesbrough w 35. kolejce angielskiej Championship. Było to czwarte ligowe trafienie w tym sezonie 29-letniego pomocnika. Zespół Leeds z dorobkiem 65 punktów jest wiceliderem rozgrywek. Pierwsze miejsce z przewagą czterech „oczek” zajmuje ekipa West Bromwich Albion, której zawodnikiem od tego roku jest inny z reprezentantów Polski, Kamil Grosicki. Do Premier League z Championship bezpośredni awans uzyskują dwa najlepsze zespoły. Trzeci w tabeli zespół, Fulham, ma do Leeds pięć punktów straty.

Trzecie miejsce Przygońskiego w rajdzie po bezdrożach Kataru
Jakub Przygoński z pilotem Timo Gottschalkiem (Orlen Team)zajęli trzecie miejsce w Rajdzie Kataru, pierwszej rundzie Pucharu Świata FIA w rajdach terenowych. Imprezę wygrał kierowca gospodarzy Nasser Al-Attiyah, dla którego był to już siódmy triumf w tym rajdzie, a drugie miejsce zajął Saudyjczyk Yazeed Al- Rajhi. Kolejna runda cyklu, Abu Dhabi Desert Challenge, odbędzie się w dniach 20-26 marca.

Plan gier PKO Ekstraklasy w najbliższy weekend
Zestaw par 24. kolejki. Piątek 28 lutego: Raków Częstochowa – Piast Gliwice, godz. 18:00; Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, godz. 20:30. Sobota 29 lutego: Wisła Kraków – Wisła Płock, godz. 15:00; Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin, godz. 17:30; Legia Warszawa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela 1 marca: Korona Kielce – Lechia Gdańsk, godz. 12:30; Arka Gdynia – ŁKS Łódź, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław, godz. 17:30.

Podczas testów Kubica poszalał w bolidzie Alfa Romeo
Robert Kubica uzyskał najlepszy czas spośród wszystkich uczestników pierwszego dnia drugiej tury testów zimowych Formuły 1 na torze Catalunya w Barcelonie. Polak jako jedyny przejechał jedno okrążenie poniżej 1 minuty i 17 sekund (1.16,942). W trakcie pomiaru tylko on jechał na oponach C5 (najbardziej miękkich). kubica testował bolid Alfa Romeo jedynie w sesji przedpołudniowej, a po południu zastąpił go za kierownicą etatowy kierowca zespołu Alfa Romeo Orlen Racing Kimi Raikkonen. Fiński kierowca był jednak od Polaka o ponad dwie i pół sekundy wolniejszy. Najbardziej do wyniku Kubicy zbliżył się Holender Max Verstappen (Red Bull Racing), który na oponach C3 był o 0,405 sekundy gorszy. Niecałe pół sekundy wolniejszy był również trzeci w klasyfikacji Sergio Perez (Racing Point), a kolejne lokaty zajęli Pierre Gasly (Alpha Tauri), Alexander Albon (Red Bull), Lewis Hamilton (Mercedes), Daniił Kwiat (Alpha Tauri) i Lance Stroll (Racing Point).

Haaland wyrasta na gwiazdę

W rozegranych we wtorek i środę pierwszych czterech meczach 1/4 finału Ligi Mistrzów UEFA błysnęły dwa niemieckie kluby – Borussia Dortmund pokonała u siebie 2:1 naszpikowany gwiazdami Paris Saint-Germain, zaś RB Lipsk na wyjeździe wygrał 1:0 z finalistą poprzedniej edycji Champions League Tottenham Hotspur. Indywidualnie furorę zrobił norweski napastnik Borussii Erling Haaland, który strzelił oba gole i w klasyfikacji strzelców dogonił Roberta Lewandowskiego, prowadzącego po fazie grupowej z dorobkiem 10 trafień.

Przed meczem Borussii Dortmund z Paris Saint-Germain bohaterem mediów i fanów niemieckiej drużyny był Łukasz Piszczek. 34-letni polski obrońca miał swój wielki dzień, bo obchodził w tym spotkaniu podwójny jubileusz – 350. występu w barwach Borussii oraz 50. tylko w Lidze Mistrzów, co jest nowym rekordem klubu z Dortmundu. Na dodatek zagrał z opaską kapitana drużyny. Ale w meczu show skradł mu nowy nabytek ekipy BVB, 19-letni Erling Haaland, zdobywca obu bramek. Norweski napastnik, który w rundzie jesiennej jeszcze w barwach RB Salzburg strzelił w fazie grupowej osiem goli, w klasyfikacji strzelców obecnej edycji dogonił prowadzącego w zestawieniu Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik Bayernu Monachium także ma na koncie 10 bramek, ale na wyzwanie rzucone przez Haalanda będzie miał okazję odpowiedzieć dopiero w przyszłym tygodniu, dokładnie we wtorek, bo tego dnia zespół Bayernu zagra na wyjeździe z Chelsea Londyn.
Do tego czasu bohaterem europejskich mediów będzie urodzony w Leeds norweski nastolatek, który w tym sezonie przebojem wdarł się do europejskiej elity napastników. Wielu futbolowych ekspertów z ciekawością czekało na jego pierwszy występ w Lidze Mistrzów w barwach Borussii i zastanawiało się, jak wypadnie na tle gwiazdorów Paris Saint-Germain – Brazylijczyka Neymara i Francuza Kyliana Mbappe.
Trener paryskiego zespołu Thomas Tuchel wcześniej (w latach 2015-2017) był szkoleniowcem Borussii i to on prowadził dortmundczyków w ich ostatnim starciu z francuską drużyną w fazie pucharowej Ligi Mistrzów (w ćwierćfinale sezonu 2016-2017 z AS Monaco, 2:3 i 1:3), a trzy bramki zdobył wtedy dla niej Mbappe, wówczas 19-letnia wschodząca gwiazda światowego futbolu. Francuski napastnik w Dortmundzie znalazł się jednak w cieniu Norwega i zapewne mocno to podrażniło jego ambicję. Gdy Haaland zdobył pierwszą bramkę, Mbappe kilka minut później przeprowadził indywidualną akcję, po której Neymar trafił na 1:1. Ale Haaland dwie minuty później ponownie przyćmił asów PSG, posyłając piłkę lewą nogą spoza linii pola karnego pod poprzeczką bramki paryżan. Norweg strzelając 10. gola w tej edycji Ligi Mistrzów nie tylko dogonił na liście strzelców Lewandowskiego, lecz także wyrównał rekordowe osiągnięcie Mbappe i teraz jest drugim nastolatkiem w historii rozgrywek Champions Leaguie z dorobkiem 10 trafień. Tyle tylko, że dokonał tej sztuki w jednym sezonie, a zatem przebił osiągnięcie francuskiego piłkarza. Warto podkreślić, że Neymar przeszedł z Barcelony do PSG za 222 mln euro, a Mbappe z AS Monaco za 180 mln euro, podczas gdy za Haalanda Borussia zapłaciła RB Salzburg jedynie 20 mln euro, a jego w klauzuli odstępnego widnieje kwota 75 mln euro. W Dortmundzie nikt nie ma złudzeń, że uda się go zatrzymać.
Dokonania Haalanda zaskakują nawet ludzi, którzy przyłożyli rękę do jego szkolenia. „Nikt nie sądził, że będzie strzelał tyle goli” – zapewnia Gunnar Halle, 64-krotny reprezentant Norwegii, który pracował z nim w juniorskich kadrach tego kraju. „Mnie nie zaskakuje to, że jest tak dobry, bo od dziecka zdradzał nieprzeciętny talent, lecz to, iż tak szybko się rozwinął” – przyznaje z kolei Alf Ingve Bernsten, jego trener w juniorach.
Erling urodził się w Leeds w lipcu 2000 roku, bo w tamtejszym klubie występował jego ojciec, także świetny piłkarz, 34-krotny reprezentant Norwegii Alf-Inge Haaland. W 2003 roku Haaland senior musiał zakończyć karierę w wieku zaledwie 31 lat, do czego przyczynił się Roy Keane doprowadzając brutalnym faulem do ciężkiej kontuzji Norwega. Haaland wrócił do ojczyzny z całą rodziną, a Erling zaczynał treningi w klubie Byrne FK. „Jako chłopiec był niski i szczupły, dopiero w wieku 14 lat zaczął rosnąć. Ale zanim doszedł do obecnych 194 cm wzrostu, musiał bazować na sprycie, zwrotności i szybkości. Teraz te wszystkie cechy ładnie się sumują, a jeśli dodamy do tego naturalny talent do zdobywania bramek, wychodzi nam łowca goli na światowym poziomie” – twierdzi trener Bernsten.
Wyniki 1/4 finału LM:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain 2:1, Tottenham Hotspur – RB Lipsk 0:1, Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1, Atletico Madryt – FC Liverpool 1:0.
Pozostałe mecze: 25 lutego Chelsea Londyn – Bayern Monachium, SSC Napoli – FC Barcelona; 26 lutego Olympique Lyon – Juventus Turyn i Real Madryt – Manchester City.
Czołówka klasyfikacja strzelców LM:
10 goli – Erling Haaland (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern);
6 goli – Harry Kane (Tottenham Hotspur);
5 goli – Memphis Depay (Olympique Lyon), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain), Lautaro Martinez (Inter Mediolan), Kylian Mbappe (PSG), Dries Mertens (SSC Napoli), Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Raheem Sterling (Manchester City);
4 gole – Karim Benzema (Real Madryt), Serge Gnabry (Bayern), Achraf Hakimi (Borussia D.), Gabriel Jesus (Manchester City), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax A), Mohamed Salah (FC Liverpool).

Nowa nagroda w Lidze Mistrzów

W tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów czeka nas pewna nowość. Po każdym spotkaniu wybrani przez UEFA tzw. obserwatorzy techniczni wybierać będą najlepszego piłkarza, który otrzyma pamiątkową statuetkę.

O nowej nagrodzie UEFA poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, publikując zdjęcie trofeum. Przypomina ono piłkę, którą rozgrywa się spotkania Ligi Mistrzów. Do tej pory indywidualne wyróżnienie otrzymywał jedynie najlepszy zawodnik meczu finałowego. W ubiegłym roku był to grający w Liverpoolu Holender Virgil van Dijk.
Jak podaje UEFA, o wyborze MVP decydować będą eksperci ze świata futbolu. Podczas meczów 1/8 finału będą to: Pat Bonner (były bramkarz, 80-krotny reprezentant Irlandii, legenda Celticu Glasgow), Cosmin Contra (73-krotny reprezentant Rumunii, grał m.in. w AC Milan i Atletico Madryt), Aitor Karanka (25-krotny reprezentant Hiszpanii, występował głównie w Realu Madryt i Athletic Bilbao), Robbie Keane (146-krotny reprezentant Irlandii, strzelec 68 goli, gracz m.in. FC Liverpool, West Hamu i Tottenhamu), Roberto Martinez (hiszpański trener reprezentacji Belgii), Gines Melendez (hiszpański trener, ostatnio koordynator reprezentacji młodzieżowych Hiszpanii), Phil Neville (59-krotny reprezentant Anglii, obecnie trener kobiecej kadry tego kraju), Willi Ruttensteiner (dyrektor sportowy austriackiej federacji piłkarskiej) i Gareth Southgate (57-krotny reprezentant Anglii, obecnie selekcjoner angielskiej kadry).
Szansę na występ w 1/8 finału ma sześciu Polaków: Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli) oraz zgłoszony do kadry jako trzeci bramkarz Marcin Bułka (Paris Saint-Germain).
W tym tygodniu zostaną rozegrane cztery pierwsze spotkania 1/16 Ligi Mistrzów. We wtorek Borussia Dortmund zmierzyła się u siebie z Paris Saint Germain, a Atletico Madryt z FC Liverpool (spotkania te zakończyły się po zamknięciu wydania). W środę natomiast Atalanta Bergamo zagra z Valencią, a Tottenham z RB Lipsk.

Nasi w Pucharze Niemiec

W ćwierćfinale Pucharu Niemiec zagra tylko dwóch polskich piłkarzy – Robert Lewandowski z Bayernem Monachium oraz Rafał Gikiewicz z Unionem Berlin. Odpadli natomiast Łukasz Piszczek i Krzysztof Piątek.

Szansę na występ miałby też Dawid Kownacki występujący w barwach Fortuny Duesseldorf (wygrała w 1/8 finału z FC Kaiserslautern 5:2), ale nabawił się kontuzji więzadeł i na pewno nie zdąży wrócić do gry w marcu na spotkania 1/4 finału Pucharu Niemiec, bo po czekającej go wkrótce operacji przyjdzie mu pauzować co najmniej trzy miesiące. Na sto procent w następnej rundzie nie zagrają natomiast Łukasz Piszczek i Krzysztof Piątek. Obrońca Borussii Dortmund z ławki rezerwowych przyglądał się, jak jego koledzy przegrywają 2:3 wyjazdową potyczkę z Werderem Brema.
Razem z nim do przerwy ławę grzał też rewelacyjny Erling Haaland, ale Norweg po zmianie stron wszedł do gry i w swoim czwartym kolejnym występie w zespole z Dortmundu także zaliczył trafienie, już ósme w tym roku. Nic jego gol jednak Borussii nie dał, bo odpadła z dalszych rozgrywek.
Pierwszą bramkę dla Herthy Berlin w swoim drugim występie w barwach tego klubu zdobył natomiast Krzysztof Piątek. „Il Pistolero” miał więc pierwszą okazję do zaprezentowania na niemieckich stadionach swojej firmowej piłkarskiej „cieszynki” z imitowaniem strzelania z pistoletów. Polak rozegrał świetny mecz, ale jego zespół przegrał z Schalke Gelsenkirchen 2:3, chociaż do przerwy prowadził 2:0.
Na placu boju z polskich piłkarzy zostało tylko dwóch. Bramkarz Unionu Berlin Rafał Gikiewicz zachował czyste konto w spotkaniu z IV-ligowym SC Verl, lecz jego koledzy z pola nie popisali się w starciu ze słabeuszem, bo Union awansował wygrywając z trudem 1:0. Robert Lewandowski w meczu z Hoffenheim strzelił dwa gole, ale Bayern Monachium, chociaż prowadził już 4:1, to ostatecznie wygrał tylko 4:3. Dla mistrzów Niemiec najważniejszy był jednak awans, bo w tym sezonie za cel stawiają sobie zdobycie także Pucharu Niemiec.

Szczęściarze i pechowcy

W poniedziałek 16 grudnia w siedzibie UEFA w Lyonie odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzów, a także 1/16 finału Ligi Europy. W najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów w stawce zostały wyłącznie zespoły z pięciu najsilniejszych lig na naszym kontynencie, co jest ewenementem, ale też potwierdzeniem tezy, że najbogatsze kluby mają coraz większą przewagę.

Coś takiego w Lidze Mistrzów zdarzyło się po raz pierwszy. Do tej pory dwukrotnie do 1/8 finału awans zdobywały zespoły z sześciu krajowych lig, ale sytuacja, że wszystkie szesnaście drużyn wywodzi się z pięciu legitymujących się najwyższym rankingiem UEFA (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej), zdarzyła się po raz pierwszy. Było w tym trochę przypadku, bo na przykład Zenit Petersburg przed ostatnią kolejką fazy grupowej zajmował drugą lokatę i pokpił sprawę w ostatnim spotkaniu. Dla kibiców futbolu taka sytuacja to gratka, bo w gronie 16 zespołów nie ma już słabeuszy, zatem w 1/8 finału czekają nas wyrównane i zacięte potyczki.

W Lidze Mistrzów gra toczy się jednak o wielkie pieniądze, a europejscy potentaci nie zamierzają dzielić się nimi z maluczkimi. Triumfator obecnej edycji tych rozgrywek może tylko z premii zarobić najmniej 65 milionów euro. W sumie 32 uczestniczące w rywalizacji zespoły podzielą między sobą około dwóch miliardów euro. Za awans do fazy grupowej UEFA płaciła 15 mln euro. Zwycięstwo w grupie było premiowane kwotą 2,7 mln euro. Za awans do wielkiego finału UEFA wyznaczyła kwotę 15 mln, a zwycięzca dostanie ponadto bonus w wysokości 4 mln euro. Do tego trzeba oczywiście doliczyć jeszcze blisko 300 mln euro z tytułu marketingowej wartości Champions League, a kwota ta zostanie rozdysponowana wedle wartości medialnej zespołów.

Przed losowaniem par 1/8 finału było wiadomo, że zwycięzcy grup zostaną rozstawieni i że zespoły rywalizujące ze sobą w grupach oraz pochodzące z jednego kraju nie trafią na siebie. Los nie uśmiechnął się do Manchesteru City prowadzonego przez Pepa Guardiolę i Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Angielski zespół wygrał swoją grupę, ale miał pecha, że z nierozstawionych drużyn trafił akurat na „Królewskich”. Szanse obu zespołów są jednak równe. Broniący tytułu FC Liverpool też nie miał szczęścia w losowaniu, bo wpadł na Atletico Madryt, przeciwnika od lat szalenie niewygodnego dla każdego rywala. Wątpliwe jest też aby zadowoleni z „przydziału” byli gracze Chelsea Londyn, którym los za przeciwnika wyznaczył Bayern Monachium. Czwarty z angielskich zespołów, Tottenham Hotspur, finalista poprzedniej edycji Champions League, wylosował aktualnego lidera Bundesligi RB Lipsk i raczej na pewno z tego powodu w szatni „Kogutów” nie strzelały korki od szampana.

W fazie play off Ligi Mistrzów zobaczymy wiosną cztery zespoły z polskimi piłkarzami w składzie: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) i SSC Napoli (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński). Z naszych graczy względnie zadowolony po losowaniu mógł być chyba tylko Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus uniknął największych potęg i zmierzy się z przeciętnie w tym sezonie spisującym się w rodzimej lidze Olympique Lyon. Łukasza Piszczka i zespół z Dortmundu czekają natomiast starcie z potentatem francuskiej Ligue 1 Paris Saint-Germain, którego trenerem jest były szkoleniowiec Borussii Thomas Tuchel, zaś Zielińskiego i Milika w barwach SSC Napoli z zawsze wielką Barceloną Leo Messiego.

Pierwsze spotkania 1/8 finału zaplanowano na 18-19 oraz 25-26 lutego. Rewanże odbędą się odpowiednio 10-11 oraz 17-18 marca. Losowanie ćwierćfinałów oraz półfinałów zaplanowano na 20 marca. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów wyznaczono na 30 maja na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

W poniedziałek rozlosowano też pary 1/16 ligi Europy. W tych rozgrywkach uczestniczy już tylko dwóch polskich piłkarzy – Jacek Góralski i Jakub Świerczok. Obaj grają w bułgarskim Łudogorcu Razgrad, który ma niewielkie szanse na awans do kolejnej rundy, bo trafił na Inter Mediolan. Pierwsze mecze zaplanowano na 20 lutego, rewanże tydzień później.

Pary 1/8 finału Ligi Mistrzów:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain, Real Madryt – Manchester City, Atalanta Bergamo – Valencia CF, Atletico Madryt – FC Liverpool, Chelsea Londyn – Bayern Monachium, Olympique Lyon – Juventus Turyn, Tottenham Hotspur– RB Lipsk, SSC Napoli – FC Barcelona.

Pary 1/16 finału Ligi Europy:
Wolverhampton Wanderers – Espanyol Barcelona, Sporting Lizbona – Basaksehir Stambuł, Getafe CF – Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen – FC Porto, FC Kopenhaga – Celtic Glasgow, APOEL Nikozja – FC Basel, CFR Cluj – FC Sevilla, Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn, AZ Alkmaar – LASK Linz, Club Brugge – Manchester United, Łudogorec Razgrad – Inter Mediolan, Eintracht Frankfurt – Red Bull Salzburg, Szachtar Donieck – Benfica Lizbona, VfL Wolfsburg – Malmoe FF, AS Roma – KAA Gent, Glasgow Rangers – SC Braga.

 

Pościg Lewego za Benzemą

Siedem drużyn zapewniło już sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain, Bayern Monachium oraz Juventus Turyn o udział w pucharowej części rozgrywek nie musiały się martwić już po czwartej serii spotkań. Po piątej kolejce dołączyły do nich Real Madryt, Tottenham, Manchester City i FC Barcelona. Przedostatnia seria fazy grupowej miała wielu bohaterów, ale najwięcej mówiło się o trzech – Robercie Lewandowskim, Leo Messim i Erlingu Haalandzie.

Lewandowski znalazł się w centrum uwagi za sprawą strzeleckiego wyczynu. W wygranym przez Bayern Monachium wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą Belgrad kapitan reprezentacji Polski zdobył aż cztery bramki i z łącznym dorobkiem 10 trafień objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Już sam fakt, że polski snajper Bayernu zdobył bramki w każdym z pięciu grupowych spotkań, uzyskując przy tym niebywałą średnią dwóch trafień na mecz, jest wyczynem nietuzinkowy. Ale jak to ostatnio jest częste w jego przypadku, przy okazji ustanowił też swoisty rekord Champions League, albowiem jak ustalili futbolowi statystycy, były to najszybciej strzelone cztery gole w tych elitarnych rozgrywkach – Lewandowski dokonał tego wyczynu w 14 minut i 31 sekund.

Cztery gole to rzadki wyczyn

W jego karierze nie był to pierwszy „czteropak” w Lidze Mistrzów. Wcześniej, dokładnie 24 kwietnia 2013 roku, czterokrotnie do siatki przeciwnej drużyny trafił jeszcze jako gracz Borussii Dortmund w pamiętnym meczu z Realem Madryt w półfinale edycji 2012/2013. Oprócz Polaka dwa „czteropaki” w strzeleckim dorobku ma jeszcze tylko gwiazdor Barcelony Leo Messi.
Dzięki czterem golom w meczu z Crveną Zvezdą Lewandowski jest od wtorku najskuteczniejszym piłkarzem Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów – nasz piłkarz ma na koncie 45 bramek zdobytych w barwach bawarskiej drużyny i o trzy wyprzedza drugiego w klubowej hierarchii Thomasa Muellera. W klasyfikacji wszech czasów z łącznym dorobkiem 63 trafień „Lewy” zajmuje piątą lokatę, bo plasujący się na czwartej pozycji napastnik Realu Madryt Karim Benzema w tym sezonie podjął z Polakiem walkę o jej utrzymanie.

Wiadomo, że osiągnięcia prowadzących w tym zestawieniu Cristiano Ronaldo i Leo Messiego są praktycznie nie do pobicia, bo Portugalczyk ma na koncie 127, a Argentyńczyk 114 goli. Lewandowski i Benzema rywalizują zatem nie o te dwie czołowe lokaty, lecz o trzecie miejsce, które zajmuje inny z legendarnych graczy Realu Madryt, Raul, który występy w Lidze Mistrzów zakończył z dorobkiem 72 trafień.

Ostra walka o trzecią lokatę

Benzema w piątej kolejce w meczu z Paris Saint-Germain zdobył dwie bramki i z łącznym dorobkiem 64 trafień utrzymał czwartą lokatę, lecz Lewandowski z 63 golami jest tuż za nim. Ich rywalizacja będzie z pewnością rozpalać emocje kibiców nie tylko w tym sezonie, bo obaj mają dopiero po 31 lat, a grają w zespołach regularnie występujących w Champions League.

W obecnej edycji najgroźniejszym rywalem „Lewego” do zdobycia tytułu króla strzelców nie jest jednak francuski gwiazdor Realu Madryt, lecz występujący w barwach austriackiego RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Ten młody piłkarz także bije kolejne rekordy. W meczu z KRC Genk wszedł na boisko dopiero w 62. minucie, ale zdążył jeszcze zdobyć bramkę, już ósmą w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów i jeszcze zaliczyć asystę, pomagając swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa 4:1, które daje jej szanse na wywalczenie awansu do 1/8 finału.

Haaland przeszedł do historii tych pucharowych rozgrywek, bo jest najmłodszym piłkarzem, który zdobywał bramki w pięciu kolejnych meczach. Pod tym względem nie ustępuje zatem Lewandowskiemu, a nie jest wykluczone, że wkrótce obaj będą grać w jednej drużynie, bo ponoć działacze Bayernu są młodym Norwegiem mocno zainteresowani.

Giganci na razie śpią

Na trzecie miejsce w klasyfikacji snajperów wskoczył Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur, który w wygranym 4:2 spotkaniu z Olympiakosem Pireus zdobył dwie bramki i powiększył swój łączny dorobek w tym sezonie do sześciu trafień. Po pięć goli strzelili jak na razie Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Lautaro Martinez (Inter Mediolan) i Raheem Sterling (Manchester City), a po cztery Karim Benzema (Real Madryt), Memphis Depay (Olympique Lyon), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Achraf Hakimi (Borussia Dortmund), Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax Amsterdam), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain) i Dries Mertens (SSC Napoli).

W czołówce klasyfikacji strzelców nie ma w tym sezonie żadnego z liderów klasyfikacji wszech czasów – Leo Messi w środowej potyczce Barcelony z Borussią Dortmund (3:1) zdobył dopiero drugą bramkę w obecnych rozgrywkach, a Cristiano Ronaldo z jednym trafieniem dla Juventusu nie jest nawet najskuteczniejszy w turyńskiej drużynie, bo w niej z trzema golami najlepszy w zestawieniu jest Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala. Trzeba jednak pamiętać, że w fazie grupowej została do rozegrania jeszcze jedna kolejka, a potem w fazie play off dwa najlepsze zespoły rozegrają w drodze do finału kolejne siedem spotkań. Odbieranie już teraz szans Messiemu i Ronaldo na wygranie klasyfikacji strzelców jest zatem równie przedwczesne, jak przyznawanie tytułu Lewandowskiemu.

Tylko Bayern z kompletem punktów

Po pięciu kolejkach fazy grupowej tylko Bayern Monachium ma na koncie komplet 15 punktów. Bawarska jedenastka jest też bezkonkurencyjna w liczbie zdobytych bramek, bo ma ich na koncie 21. Zajmujące drugie pod tym względem miejsce zespoły Paris Saint-Germain, Manchestru City i Ajaksu Amsterdam zdobyły po 12 bramek. Wtorkowa wygrana Bayernu z Crveną Zvezdą Belgrad 6:0 to jedna z najwyższych w historii Ligi Mistrzów UEFA, ale nie najwyższa, nawet w dorobku bawarskiego zespołu, który ma na koncie dwa zwycięstwa po 7:0 odniesione 13 lutego 2012 roku nad FC Basel oraz 11 marca 2015 roku nad Szachtarem Donieck, a także 7:1 w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona rozegranym 10 marca 2009 i AS Roma z 21 października 2014 roku.

Rekordzistami pod tym względem są jednak ekipy Realu Madryt oraz FC Liverpool, które wygrywały w Champions League po 8:0 – „Królewscy” takim wynikiem pokonali 8 grudnia 2015 roku Malmoe FF, natomiast „The Reds” 6 listopada 2007 roku Besiktas Stambuł. Rezultatami 7:0, czyli lepszymi od wtorkowego uzyskanego przez Bayern w Belgradzie, zwyciężały też zespoły Juventusu Turyn (10 grudnia 2003 z Olympiakosem Pireus), Arsenal Londyn (23 października 2007 roku ze Slavią Praga), Olympique Marsylia (3 listopada 2010 roku z MSK Żilina), Valencia (23 listopada 2011 roku z KRC Genk), Szachtar Donieck (21 października 2014 roku z BATE Borysów), FC Barcelona (z Celtikiem Glasgow 13 września 2016 roku), FC Liverpool (z NK Maribor 17 października 2017 roku) i Spartakiem Moskwa 6 grudnia 2017 roku) oraz Manchester City (z Schalke 04 Gelsenkirchen 12 marca 2019 roku), a wynikami 7:1 mecze kończyły drużyny Manchester United (z AS Roma 10 kwietnia 2007 roku), Olympique Lyon (z Dinamo Zagrzeb 7 grudnia 2011 roku, FC Barcelona (z Bayerem Leverkusen 7 marca 2012 roku) i Paris Saint-Germain (z Celtikiem Glasgow 22 listopada 2017 roku).

Prawdziwa walka od 1/8 finału

Faza grupowa to jednak tylko wstęp do walki o trofeum, o które prawdziwa rywalizacja zacznie się dopiero od 1/8 finału, ale Bayern, dzięki niesamowitej skuteczności Lewandowskiego, ma duże szanse aby stać się jedną z drużyn, które wygrały wszystkie sześć spotkań w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Bawarczycy w ostatniej kolejce zmierzą się 11 grudnia z Tottenhamem. Będzie to interesujące starcie nie tylko dwóch wybitnych snajperów, czyli Lewandowskiego i Kane’a, lecz także trenerów. Obecny szkoleniowiec angielskiej drużyny, Jose Mourinho, był w medialnych spekulacjach wymieniany jako następca zwolnionego niedawno przez Bayern trenera Niko Kovaca, ale chyba nie doszedł do porozumienia z szefami bawarskiego klubu i ostatecznie wybrał ofertę londyńskich „Kogutów”.

W ekipie Bayernu nikt chyba tym się nie zmartwił, bo drużyna pod trenerskimi rządami asystenta Kovaca, Hansa-Ditera Flicka, spisuje się nadspodziewanie dobrze – wygrała cztery mecze strzelając rywalom aż 16 goli i nie tracąc żadnego. Siedem z tych 16 bramek było autorstwa Lewandowskiego. „Miło jest widzieć, jak drużyna powoli zyskuje pewność siebie i zdobywa bramki. Do tego dobrze gramy w obronie, a to podstawa także dobrej gry w ofensywie” – powiedział Flick po meczu z Crveną Zvezdą Belgrad.
Na razie jest jednak szkoleniowcem tymczasowym i ma poprowadzić zespół tylko do końca tego roku, ale ponieważ wygrywa, a piłkarze go chwalą, niewykluczone iż zostanie do końca sezonu lub nawet dłużej. Jeśli Bayern pokona Tottenham, a w grudniu odzyska jeszcze pozycję lidera Bundesligi, takie stabilizujące rozwiązanie wydaje się wielce prawdopodobne. W takiej sytuacji trzeba będzie bawarską ekipę umieścić w gronie faworytów do wygrania obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Zmienne szczęście polskich piłkarzy

W piątej kolejce oprócz Lewandowskiego zagrało jeszcze pięciu naszych piłkarzy. W bramce Juventusu Turyn świetny występ w meczu z Atletico Madryt (1:0) zanotował Wojciech Szczęsny. Włoskie i hiszpańskie media zgodnie uznały, że polski bramkarz był lepszy od słoweńskiego golkipera madryckiego zespołu Jana Oblaka. W spotkaniu SSC Napoli z Liverpoolem (1:1) z powodu kontuzji nie zagrał Arkadiusz Milik, natomiast drugi z naszych reprezentantów w barwach Napoli, Piotr Zieliński, rozegrał 85 minut. Włoskie media oceniły jego występ notą 6,5 w 10 punktowej skali. Tylko trzech zawodników Napoli dostało wyższe oceny – Kalidou Koulibaly, Giovanni Di Lorenzo oraz zdobywca bramki Dries Mertens.

W zespole Lokomotiwu Moskwa w przegranym 0:2 meczu z Bayerem Leverkusen Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus zagrali od pierwszej do ostatniej minuty, ale obaj reprezentanci Polski tym razem nie dokonali niczego spektakularnego. Rosyjski zespół po tej porażce stracił już szanse nie tylko na awans do 1/8 finału, ale nawet na występy w Lidze Europy.

Łukasz Piszczek zaczął wyjazdowe spotkanie Borussii Dortmund z Barceloną w podstawowym składzie, lecz w 76. minucie został zmieniony, głównie jednak z powodów taktycznych. Jego zespół wciąż zachowuje szanse na awans do 1/8 finału. Występujący w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior całe przegrane przez jego drużynę 0:2 spotkanie z Atalantą Bergamo spędził na ławce rezerwowych.