Siódmy gol Lewego

Robert Lewandowski najwyraźniej tylko w kadrze Jerzego Brzęczka ma problem ze zdobywaniem bramek. W meczu Byaernu Monachium z RB Lipsk w 4. kolejce Bundesligi trafił do siatki już w 3. minucie spotkania. Było to już jego siódme ligowe trafienie w tym sezonie. „Lewy” prowadzi w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy.

W sobotnim meczu 4. kolejki Bundesligi z RB Lipsk (1:1) Robert Lewandowski zdobył już siódmą ligową bramkę w sezonie i jest jak na razie najskuteczniejszym graczem niemieckiej ekstraklasy. Zajmujący drugą lokatę w zestawieniu Paco Alcacer z Borussii Dortmund i Timo Werner z RB Lipsk mają po pięć goli, a Marco Reus (Borussia Dortmund), Goncalo Paciencia (Eintracht Frankfurt), Wout Weghorst (VfL Wolfsburg), Yuya Osako (Werder Brema), Ruben Vargas (Augsburg), Niclas Fuellkrug (Werder Brema) i Sebastian Andersson (Union Berlin) mają na koncie po trzy gole. Kapitan reprezentacji Polski każdy z ośmiu ostatnich sezonów Bundesligi kończył na podium klasyfikacji strzelców, ale żadnego z nich nie zaczął tak dobrze jak obecnego, w którym siedem trafień w dorobku ma już po czterech kolejkach. Najszybciej siedem goli strzelił w rozgrywkach 2015/2016, wtedy potrzebował na to pięciu występów.

Sobotnią potyczkę z prowadzącym w rozgrywkach RB Lipsk bawarski zespół zaczął imponująco, bo po dwójkowej akcji Thomasa Muellera z Lewandowskim Bayern objął prowadzenie. Mistrzowie Niemiec starali się pójść za ciosem, ale choć mieli kilka świetnych okazji do podwyższenia wyniku, to jednak gola już nie zdobyli. Do tego w ostatniej minucie pierwszej połowy popełnili błąd. Po faulu Lucasa Hernandeza w polu karnym sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, którego na wyrównującego gola zamienił Emil Forsberg.

Bayern po przerwie nie grał już tak dobrze jak w pierwszej połowie, co przyznał szczerze sam Lewandowski. „W pierwszej części spotkania zagraliśmy super, a do rzutu karnego rywale nie widzieli naszej bramki. W ostatniej minucie straciliśmy bramkę w głupiej sytuacji, a w drugiej połowie nie zagraliśmy już na takim poziomie, jak w pierwszej. To są głupio stracone punkty” – narzekał nie bez powodów „Lewy”. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli bawarski zespół ustabilizuje swoja formę na poziomie prezentowanym do przerwy spotkania z RB Lipsk, dla rywali w Bundeslidze może okazać się nie do pokonania. A przecież już w tym tygodniu rozpoczynają się zmagania w Lidze Mistrzów.

Mająca ambicje przełamania hegemonii Bayernu Borussia Dortmund rozgromiła w 4. kolejce u siebie Bayer Leverkusen 4:0. W ekipie BVB zabrakło kontuzjowanego Łukasza Piszczka. Całe spotkania rozegrali natomiast Dawid Kownacki w Fortunie Duesseldorf (1:1 z Wolfsburgiem) i Rafał Gikiewicz w bramce Unionu Bertlin (1:2 z Werderem Brema). Gikiewicz obronił nawet karnego.

 

 

Znów bez polskich drużyn

UEFA dokonała losowania fazy grupowej europejskich pucharów. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 30 maja w Stambule, natomiast finał Ligi Europy odbędzie się 27 maja w Gdańsku. W kwalifikacjach wzięły udział cztery polskie zespoły (Piast, Cracovia, Lechia i Legia), ale wszystkie odpadły.

Już trzeci sezon z rzędu nie ma polskiej drużyny w fazie grupowej europejskich pucharów. W obecnej edycji oprócz Polski swoich zespołów nie zobaczą też kibice w Albanii, Andorze, Armenii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Estonii, Finlandii, Gibraltarze, Gruzji, Irlandii, Irlandii Północnej, Islandii, Izraela, Kosowa, Liechtensteinu, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Malty, Mołdawii, San Marino, Walii i Wysp Owczych. Polska ekstraklasa w rankingu UEFA znajduje się obecnie na 25. miejscu w rankingu UEFA.

Liga Mistrzów 2019/2020

Grupa A: Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray Stambuł. Grupa B: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Tottenham Hotspur, Olympiakos Pireus, Crvena Zvezda Belgrad. Grupa C: Manchester City, Szachtar Donieck, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), Atalanta Bergamo. Grupa D: Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Atletico Madryt, Bayer Leverkusen (Adrian Stanilewicz), Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus). Grupa E: FC Liverpool, SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik), FC Salzburg, KRC Genk (Jakub Piotrowski). Grupa F: FC Barcelona, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), Inter Mediolan, Slavia Praga. Grupa G: Zenit Petersburg, Benfica Lizbona, Olympique Lyon, RB Lipsk. Grupa H: Chelsea Londyn, Ajax Amsterdam, Valencia CF, OSC Lille.

Liga Europy 2019/2020

Grupa A: FC Sevilla, APOEL Nikozja, Karabach Agdam, Football 1991 Dudelange. Grupa B: Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora), FC Kopenhaga, Malmoe FF, FC Lugano. Grupa C: FC Basel, FK Krasnodar, Getafe, Trabzonspor. Grupa D: Sporting Lizbona, PSV Eindhoven, Rosenborg Trondheim, LASK Linz. Grupa E: Lazio Rzym, Celtic Glasgow, Stade Rennes, CFR Cluj. Grupa F: Arsenal Londyn, Eintracht Frankfurt, Standard Liege, Vitoria Guimaraes. Grupa G: FC Porto, Young Boys Berno, Feyenoord Rotterdam, Glasgow Rangers. Grupa H: CSKA Moskwa, Łudogorec Razgrad (Jacek Góralski, Jakub Świerczok), Espanyol Barcelona, Ferencvaros Budapeszt. Grupa I: VfL Wolfsburg, KAA Gent, Saint-Etienne, FK Ołeksandria. Grupa J: AS Roma, Borussia M’gladbach, Basaksehir Stambuł, Wolfsberger AC. Grupa K: Besiktas Stambuł, SC Braga, Wolverhampton, Slovan Bratysława. Grupa L: Manchester United, FK Astana, Partizan Belgrad, AZ Alkmaar.

 

Liga Mistrzów w komplecie

W minionym tygodniu zakończyły się kwalifikacje do Ligii Mistrzów i stawka 32 zespołów została skompletowana. Wśród ekip z 16 krajów znów zabrakło mistrza Polski, bo Piast Gliwice odpadł już w pierwszej rundzie. Szanse na udział w fazie grupowej ma natomiast dziesięciu polskich piłkarzy.

W ostatnich potyczkach kwalifikacji Ligi Mistrzów wygrali faworyci. Półfinalista poprzedniej edycji tych rozgrywek, Ajax Amsterdam, wyeliminował cypryjski APOEL Nikozja (0:0, 2:0), belgijski Club Brugge okazał się lepszy od austriackiego LASK Linz (1:0, 2:1), Slavia Praga wygrała z rumuńskim CFR Cluj (1:0, 1:0), chorwackie Dinamo Zagrzeb z norweskim Rosenborgiem Trondheim (2:0, 1:1), grecki Olympiakos Pireus z rosyjskim FK Krasnodar (4:0, 2:1), a serbska Crvena Zvezda Belgrad szwajcarski Young Boys Berno (2:2, 1:1) – te sześć zespołów uzupełniły stawkę 32 drużyn, które będą w tym sezonie rywalizować w fazie grupowej Ligi Mistrzów UEFA.

32 zespoły z 16 krajów

Obrońca trofeum Liverpool FC, triumfator Ligi Europy Chelsea FC, a także sześciu mistrzów najsilniejszych lig według rankingu UEFA, FC Barcelona, Manchester City, Bayern Monachium, Juventus Turyn, Paris Saint-Germain i Zenit Petersburg, miały przywilej rozstawienia w losowaniu, które odbyło się w miniony czwartek w Monako (zakończyła się po zamknięciu wydania). Po czterech przedstawicieli w fazie grupowej mają Anglia, Hiszpania, Niemcy i Włochy. W Champions League wystąpią ponadto trzy zespoły z Francji, dwa z Rosji i Belgii oraz po jednym z Portugalii, Ukrainy, Turcji, Austrii, Serbii, Chorwacji, Grecji, Czech i Holandii. W sumie w tegorocznej edycji zagrają zespoły z 16 krajów: Anglii (Chelsea, Liverpool, Manchester City, Tottenham), Hiszpanii (Atletico, Real Madryt, FC Barcelona, Valencia), Niemiec (Bayer Leverkusen, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, RB Lipsk), Włoch (Atalanta, Inter, Juventus, SSC Napoli), Francji (Lille, Olympique Lyon, Paris Saint-Germain), Rosji (Lokomotiw Moskwa, Zenit Petersburg), Belgii (KRC Genk, Club Brugge), Portugalii (Benfica), Ukrainy (Szachtar), Turcji (Galatasaray), Austrii (Red Bull Salzburg), Serbii (Crvena Zvezda), Chorwacji (Dinamo Zagrzeb), Grecji (Olympiakos), Czech (Slavia Praga) i Holandii (Ajax Amsterdam).

Dzieląc kluby na tzw. koszyki, UEFA musiała podczas czwartkowego losowania respektować zasadę, żeby w fazie grupowej nie trafiły do jednej grupy zespoły z tego samego kraju.

Skromna reprezentacja Polaków
Podział na koszyki wyglądał następująco: 1. koszyk: FC Liverpool (zwycięzca Ligi Mistrzów), Chelsea Londyn (zwycięzca Ligi Europy), FC Barcelona, Manchester City, Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Zenit Petersburg; 2. koszyk: Real Madryt, Atletico Madryt, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Szachtar Donieck, Tottenham Hotspur, Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona; 3. koszyk: Olympique Lyon, Bayer Leverkusen, RB Salzburg, Olympiakos Pireus, Club Brugge, CF Valencia, Inter Mediolan, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior); 4. koszyk: Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus), KRC Genk (Jakub Piotrowski), Galatasaray Stambuł, RB Lipsk, Slavia Praga, Crvena Zvezda Belgrad, Atalanta Bergamo, OSC Lille.

Którzy z polskich piłkarzy znajdujący się w kadrach zespołów zakwalifikowanych do Ligi Mistrzów może liczyć na sukces? Największe szanse mają na to Lewandowski z Bayernem, Szczęsny z Juventusem i Piszczek z Borussia Dortmund, a także, chociaż w mniejszym stopniu, jeszcze Krychowiak i Rybus z Lokomotiwem i Milik (jeśli zostanie) z Zielińskim w Napoli.
Faza grupowa rozpocznie się 17-18 września, a ostatnia, szósta kolejka zostanie rozegrana 10-11 grudnia. Spotkania 1/8 finału odbędą się 18-26 lutego oraz 10-18 marca 2020 roku. Ćwierćfinały zaplanowano na 7-8 kwietnia i 14-15 kwietnia, półfinały zaś na 28-29 kwietnia i 5-6 maja. Finał odbędzie się 30 maja W Stambule na stadionie Galatasaray.

 

 

Lewandowski budzi podziw

Bayern Monachium zaczął sezon od remisu z Herthą Berlin u siebie 2:2, ale tydzień później w drugiej kolejce wygrał na wyjeździe z Schalke Gelsenkirchen 3:0. Wszystkie gole dla bawarskiej jedenastki w obu tych meczach strzelił Robert Lewandowski. Nasz piłkarz już na początku sezonu demonstruje rewelacyjną formę.

Tegoroczne wakacje były pierwszymi od wielu lat, gdy nazwisko Lewandowski nie pojawiało się w spekulacjach transferowych. „Lewy” odpoczywał w gronie rodziny, a w tym czasie jego agent negocjował z szefami Bayernu przedłużenie kontraktu. Obecna umowa kapitana reprezentacji Polski wygasała z końcem czerwca 2021 roku. Monachijski klub ma zasadę, że z zawodnikami po trzydziestce nie przedłuża umów na dłużej niż jeden sezon. I tak też chcieli postąpić jego szefowie w przypadku Lewandowskiego, lecz natrafili na zdecydowany sprzeciw. „Lewy”, który 21 sierpnia obchodził 31 urodziny, domagał się nowego kontraktu z datą ważności do końca czerwca 2023 roku. Przełom w negocjacjach nastąpił po meczu z Herthą. W świat poszła wieść, że Lewandowski będzie zawodnikiem bawarskiego potentata jeszcze przez cztery sezony. Takie umowy w praktyce oznaczają też podwyżkę uposażenia, ale wścibskie zwykle w tych sprawach niemieckie media tym razem nie drążyły tego tematu.

Nikt w Niemczech tego stanu rzeczy negatywnie nie komentuje. Odkąd Lewandowski przestał zabiegać o transfer, a zaczął wychwalać jakość swojego życia w Monachium oraz sugerować, że jest gotów do końca kariery grać w Bayernie, gorąca atmosfera wokół niego wystygła, a jeśli coś ją podgrzewa, to tylko kolejne gole „Lewego”. Mecz z Schalke był popisem kapitana reprezentacji Polski. Pierwszego gola strzelił z karnego, drugiego z rzutu wolnego, a trzeciego po indywidualnej akcji w polu karnym rywali. Hat-trick był jego kapitalną odpowiedzią na strzelecką szarżę napastnika Borussii Dortmund Paco Alcacara. Hiszpan w piątkowym meczu z FC Koeln (3:1) zaliczył trafienie i z trzema bramkami na koncie objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców Bundesligi. W sobotę Lewandowski dobitnie udowodnił, że w tym sezonie także zamierza walczyć o strzelecką koronę – już piątą w jego dorobku.

Na pomeczowej konferencji trener Bawarczyków Niko Kovac z uznaniem skomentował wyczyn Lewandowskiego. „Jego skuteczność, która wynika z umiejętności zachowania zimnej krwi pod bramką przeciwników, są godne podziwu. Mogę mieć tylko nadzieję, że Robert utrzyma tę dyspozycję w kolejnych meczach” – stwierdził szkoleniowiec ekipy Bayernu.
W meczu z Schalke Polak skradł show nowym graczom, których na boisku pojawiło się trzech – Lucas Hernandez, Philippe Coutinho i Ivan Perisić. Podziw dla polskiego gracza na Twitterze wyraził Philippe Coutinho. „On jest legendą i wielkim piłkarzem. Widziałem już jak strzela gole na treningach. Dziś zdobył hat-tricka. Gratuluję mu” – napisał Brazylijczyk.
Tak jak Lewandowski utrzymał pozycję lidera w tabeli strzelców Bundesligi, tak pierwsze miejsce utrzymała też Borussia Dortmund, która wygrała na wyjeździe 3:1 z FC Koeln. Asystę przy golu na 2:1 zapisał na swoje konto Łukasz Piszczek, który rozegral całe spotkanie i otrzymał za swój występ wysokie oceny.

Cały mecz w barwach Unionu Berlin rozegrał też bramkarz Rafał Gikiewicz, a grający w Fortunie Dawid Kownacki w spotkaniu z Bayerem Leverkusen (1:3) pojawił się na boisku dopiero w 59. minucie, gdy jego zespół przegrywał już 0:3.

 

Borussia Dortmund szykuje pakę

Wicemistrz Niemiec Borussia Dortmund już na początku letniego okna transferowego dokonał kilku znaczących zakupów. Bayern Monachium tymczasem nie chwali się nowymi zdobyczami, chociaż stracił kilku ważnych graczy.

Wicemistrzowie Niemiec wzmacniają kadrę przed kolejną walką o mistrzostwo Niemiec. Do ekipy z Dortmundu trafił za darmo młodzieżowy reprezentant Hiszpanii Mateu Morey. Prawy obrońca grał dotychczas w juniorskich drużynach FC Barcelona, do której trafił w 2015 roku. Morey ma bogaty dorobek w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii – w kadrze U-17 rozegrał 20 spotkań, będąc członkiem drużyny, która w 2017 roku zdobyła złoty medal mistrzostw Europy do lat 17. Szefowie Borussii wierzą w talent tego piłkarza, bo podpisali z nim kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2024 roku. Ten 19-letni obecnie zawodnik jest szykowany na następcą 34-letniego Łukasza Piszczka, dla którego najbliższy sezon może być już jego ostatnim w profesjonalnej piłce.

Borussia pokazuje, że na poważnie myśli o odzyskaniu mistrzostwa Niemiec. Latem do klubu dołączyli już Mats Hummels (za 30,5 mln euro z Bayernu Monachium), Thorgan Hazard (za 25 mln euro z Borussii Moenchengladbach), Nico Schulz (25 mln euro z TSG Hoffenheim), Julian Brandt (za 25 mln euro z Bayeru Leverkusen) oraz Paco Alcacer (za 21 mln euro z FC Barcelona). Hans-Joachim Watzke i Michael Zorc wyciągnęli wnioski z koszmarnego dla ich klubu finiszu poprzedniego sezonu. Borussia miała w trakcie rozgrywek już dziewięć punktów przewagi nad Bayernem, ale roztrwoniła ten dorobek i nie zdobyła wymarzonego mistrzostwa Niemiec. Letnia ofensywa transferowa to sygnał, że w nowej edycji rozgrywek ekipa z Dortmundu zamierza przerwać trwającą już siedem sezonów hegemonię Bayernem.

 

Lewy znowu strzela

W 24. kolejce Bundesligi Borussia Dortmund bez Łukasza Piszczka przegrała 1:2 z Augsburgiem. Bayern Monachium nie zmarnował okazji i gromiąc 5:1 Borussię M’gladbach zrównał się z liderem punktami. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski.

W ekipie z Dortmundu pojawił się po wyleczeniu kontuzji Marco Reus, ale znów zabrakło Łukasza Piszczka, który zmaga się z urazem stopy i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Gospodarze objęli prowadzenie w 24. minucie, a na 2:0 podwyższyli w 68. Honorowego gola dla Borussii strzelił Hiszpan Paco Alcacer. Ekipa BVB z nadzieją czekała na wynik sobotniej potyczki Bayernu w Moenchendgladbach licząc, że może Bawarczycy też zgubią tam punkty. Nadzieje te nie były pozbawione podstaw, bo w rundzie jesiennej Bayern przegrał u siebie z tym zespołem aż 0:3, a w poprzednich czterech sezonach wygrał w M’gladbach zaledwie raz. Tym razem wziął srogi rewanż za te wszystkie upokorzenia.

Trener Nico Kovac wystawił wreszcie w wyjściowym składzie Thomasa Muellera i Robert Lewandowski w końcu nie musiał w pojedynkę szarpać się z całą linią defensywną rywali. Efekty zaskoczyły pewnie nawet samego szkoleniowca. Bayern rozegrał znakomity mecz, „Lewy” odblokował się po kilku występach bez trafienia i zaliczył kolejny „dwupak” w Bundeslidze. Były to jego 120. i 121. gole dla Bayernu w Bundeslidze, a 194. i 195. w ogóle w niemieckiej ekstraklasie. Tym samy kapitan reprezentacji Polski za jednym zamachem upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – dogonił w klasyfikacji wszech czasów Peruwiańczyka Claudio Pizarro (195 goli) i teraz na spółkę z nim dzierży tytuł najskuteczniejszego obcokrajowca w historii Bundesligi, a ponadto powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 15. i zrównał się w liczbie ligowych trafień z prowadzącym w klasyfikacji strzelców z Serbem Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt. Trzy pozostałe gole dla Bayernu strzelili Javi Martinez, Thomas Mueller i Serge Gnabry. Bawarczycy zrównali się punktami z Borussią Dortmund – oba zespoły mają ich po 54. Trzeci RB Lipsk – 45.

Udany występ w 24. kolejce zanotowali też dwaj Polacy w Fortunie Duessldorf – Marcin Kamiński i Dawid Kownacki. Ich zespół pokonał na wyjeździe Schalke 4:0, a dwa gole, pierwsze w Bundeslidze, strzelił wypożyczony z Sampdorii Kownacki. Nasz reprezentacyjny napastnik na listę strzelców wpisał się najpierw w 62. minucie, wygrywając sytuację sam na sam z bramkarzem rywali, a w 84. ustalił wynik spotkania. Fortuna zajmuje 11. miejsce i ma 31 punktów, o 15 więcej od znajdującego się w strefie barażowej VfB Stuttgart i o 17 od Hannoveru, pierwszego z dwóch zespołów w strefie spadkowej.

 

Lewy dał odpór Hamannowi

Gol i asysta oraz udział przy pierwszej bramce dla Bayernu w wygranym 3:1 meczu z Schalke. Tak Robert Lewandowski odpowiedział na krytykę pod swoim adresem wygłoszoną przez byłego reprezentanta Niemiec Dietmara Hamanna.

Bayern odrobił dwa punkty do prowadzącej Borussii Dortmund, która na swoim stadionie niespodziewanie zremisowała 3:3 z Hoffenheim, chociaż prowadziła już 3:0. Bawarczycy awansowali na drugie miejsce kosztem Borussii M’gladbach, po jej porażce u siebie 0:3 z Herthą Berlin. Po dwudziestu kolejkach ekipa z Dortmundu ma na koncie 50 punktów, drugi Bayern 45, a trzecia Borussia M’Gladbach 42. Czwarty w stawce RB Lipsk zgromadził 38 pkt, a piąty Eintracht Frankfurt 33. Wygląda na to, że walka o mistrzostwo Niemiec rozegra się między ekipami z Dortmundu i Monachium. A w meczach 20. kolejki kapitanami tych zespołów byli polscy piłkarze – Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund i Robert Lewandowski w Bayernie.

„Lewy” rozegrał przeciwko Schalke Gelsenkirchen znakomite spotkanie i miał udział przy wszystkich trzech golach dla Bayernu. Przy pierwszym zmusił obrońców rywali do błędu i gola samobójczego, drugiego sam strzelił, a przy trzecim zaliczył asystę. W końcówce meczu miał jeszcze dwie wyborne okazje do zdobycia bramki, ale zabrakło mu szczęścia. Trochę szkoda, bo gdyby je wykorzystał, objąłby prowadzenie w klasyfikacji strzelców, ale i bez tego totalnie ośmieszył Dietmara Hamanna, który tydzień temu poruszył niemiecką opinię publiczną taką oto opinią: „Lewandowski nie ma za wielu przyjaciół w Monachium. Jego zachowanie na boisku jest irytujące. Wymachuje rękoma, pokazuje jakieś teatralne gesty. To sprawia, że jest samotnikiem. Wiem, że nadal regularnie zdobywa bramki, ale brakuje mu goli w najważniejszych meczach. Jego apatyczne ruchy na boisku sprawiają, że powoli staje się problemem Bayernu” – powiedział Hamann na antenie telewizji Sky.

„Lewy” nie zdzierżył i na portalu społecznościowym stwierdził, że opinia Hamanna „jest głupia”. Wypowiedź byłego reprezentanta Niemiec skrytykowali też działacze Bayernu oraz menedżer piłkarza. Najlepsza odpowiedź na niesprawiedliwą ocenę polski piłkarz dał jednak na boisku. Gol strzelony Schalke był jego 13. ligowym trafieniem w tym sezonie i awansował go na druga pozycję w klasyfikacji strzelców, za mającego na koncie 14 goli Lukę Jovicia z Eintrachtu Frankfurt. Futbolowi statystycy podali, że była to zarazem setna bramka „Lewego” zdobyta na Allianz Arenie i 193. w ogóle w Bundeslidze.

Kapitanowi naszej reprezentacji brakuje już tylko jednego gola żeby dogonić w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi Peruwiańczyka Claudio Pizarro, najskuteczniejszego obcokrajowca w niemieckiej ekstraklasie i piątego strzelca w klasyfikacji wszech czasów. Chyba nikt nie ma złudzeń, że jeszcze w tym sezonie Lewandowski przekroczy granicę 200 goli. A przecież w tym sezonie Polak bije też swoje osiągnięcia w liczbie asyst. Nazywanie takiego gracza „ciężarem dla Bayernu” to faktycznie głupota.

 

Bayer pokonał Bayern

To nie był udany weekend dla polskich piłkarzy grających w Bundeslidze. Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem zremisowała 1:1 z Eintrachtem Frankfurt, a Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim przegrał z Bayerem Leverkusen 1:3.

Bayern walczył o ósme z rzędu ligowe zwycięstwo, by w korespondencyjnym pojedynku odrobić część strat do Borussii Dortmund, która mierzyła się z piątym w tabeli Eintrachtem Frankfurt. Tak się jednak nie stało, choć dortmundczycy stracili dwa punkty tylko remisując we Frankfurcie. Bawarczycy jeszcze mocniej pokpili sprawę, bo w Leverkusen zostawili komplet punktów, chociaż do przerwy prowadzili 1:0 po golu Leona Goretzki. Drugiego tuz przed przerwą strzelił Robert Lewandowski, ale sędzia po konsultacji z VAR trafienie unieważnił twierdząc, że Polak był na spalonym.

Trener Bayernu Niko Kovac miał o to do arbitra ogromne pretensje. „Trudno jest ocenić tę sytuację. Prawda jest jednak taka, że gdyby gol zostałby zaliczony, to prowadzilibyśmy do przerwy 2:0, co byłoby wynikiem sprawiedliwym, bo w pierwszej połowie Bayer na boisku nie istniał. Wynik nie odzwierciedla tego, co się działo na boisku także po przerwie. My stworzyliśmy sobie wiele okazji strzeleckich, a nasi rywale oddali cztery strzały i zdobyli z nich trzy gole” – stwierdził 47-letni chorwacki szkoleniowiec. W końcówce spotkania Kovac przeprowadził trzy zmiany, posyłając do boju Serge Gnabry’ego, Alphonso Daviesa i Renato Sanchesa. Po zejściu z boiska Muellera, opaskę kapitana przejął Lewandowski, co nie jest sensacją, bo w przerwie zimowej rada drużyny ustaliła z trenerem, że „Lewy” będzie w zespole trzecim kapitanem – po Neuerze i Muellerze.

Na potknięciu Bayernu skorzystała Borussia Moenchengladbach, która pokonała 2:0 Schalke 04 Gelsenkirchen na Veltins Arena i awansowała na drugie miejsce. Oba zespoły maja na koncie po 42 punkty i stracą do prowadzącej Borussii Dortmund siedem „oczek”. Dortmundczycy, w barwach których cały mecz rozegrał Łukasz Piszczek, też w starciu z Eintrachtem Frankfurt objęli prowadzenie po golu Marco Reusa w 22. minucie, ale 14 minut później wyrównał Luka Jović. Dla pierwszego ze strzelców było to 13., a dla drugiego 14. ligowe trafienie. Obaj są na czele klasyfikacji strzelców, na trzecim miejscu znajdują się na spółkę Lewandowski i Paco Alcacer z Borussii Dortmund, którzy mają po 12 goli na koncie.

W zespole Fortuny Duesseldorf zabrakło w kadrze na mecz Hoffenheim (1:1) obu polskich piłkarzy – Marcina Kamińskiego i świeżo pozyskanego z Sampdorii Genua Dawida Kownackiego.

 

Piszczek wyżej od Lewego

Po pierwszej kolejce wiosennej rundy w czołówce Bundesligi nie doszło do zmian, bo trzy czołowe zespoły wygrały swoje mecze. Borussia Dortmund utrzymała więc sześć punktów przewagi nad Bayernem Monachium i dziewięć punktów na Borussią M’gladbach.

Wiosenną rundę Bundesligi wznowili w piątek piłkarze Hoffenheim i Bayernu Monachium w spotkaniu, które zakończyło się wygraną Bawarczyków 3:1. Jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski, dla którego było to jedenaste ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie zdobył już 23. bramkę i należy do najskuteczniejszych strzelców w Europie, lecz z Bundeslidze liderem klasyfikacji snajperów jest 20-letni napastnik Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, który w wygranym przez jego zespół 3:1 meczu z Freiburgiem zdobył swoją trzynastą bramkę i objął prowadzenie. Drugi w zestawieniu jest napastnik Borussii Dortmund Paco Alcacer z 12 trafieniami, a za tą dwójką z jedenastoma, oprócz „Lewego”, plasują się jeszcze Marco Reus z Borussii Dortmund i Timo Werner w RB Lipsk.

Obaj gracze zespołu lidera Bundesligi nie powiększyli swojego dorobku. Borussia Dortmund grała swój mecz w sobotę, tak samo jak Bayern na wyjeździe, a jej przeciwnikiem była czwarta w tabeli ekipa RB Lipsk. W ekipie z Dortmundu zabrakło kontuzjowanego Reusa, a Paco Alcacar zaczął spotkanie na ławce rezerwowych. Piłkarze BVB grali pod presją, bo w przypadku porażki ich przewaga nad Bayernem zmalałaby do trzech punktów, więc na trudnym terenie w Lipsku od pierwszej minuty atakowali zawzięcie bramkę rywali. W 19. minucie piłkę wrzuconą w pole karne odbił głową Łukasz Piszczek wprost pod nogi Axela Witsela, a Belg kropnął z pięciu metrów pod poprzeczkę i było 1:0 dla gości.

Dortmundczycy mimo licznych okazji więcej goli już nie strzelili. Dopiero w 79. minucie na boisku pojawił się Paco Alcacer, ale i on trafił jedynie w poprzeczkę, a w doliczonym czasie gry nie zdołał nawet wykorzystać sytuacji jeden na jednego z bramkarzem gospodarzy. Swojego bramkowego dorobku nie powiększył też snajper RB Lipsk Werner. Piszczek grał do 89. minuty i został zmieniony przez Mariusa Wolfa. Dzięki wygranej drużyna Borussii utrzymała się na prowadzeniu z przewagą sześciu punktów nad Bayernem. Zespół RB Lipsk pozostał na z czwartym miejscu, ale jego strata do lidera urosła do 14 punktów.

Trzecim polskim piłkarzem, który w inauguracyjnej kolejce wiosennej rundy rewanżowej zagrał w wyjściowym składzie swojej drużyny, był obrońca Fortuny Duesseldorf Marcin Kamiński. Jego zespół zmierzył się na wyjeździe z FC Augsburg. Fortuna jeszcze przed przerwą objęła prowadzenie po bramce Marvina Duckscha, ale po zmianie stron gospodarze w 64. minucie doprowadzili do wyrównania. Zwycięskiego gola Fortuna strzeliła w 89. minucie, a jej autorem był Benito Raman.
W pościgu za Borussią Dortmund oprócz Bayernu liczy się jeszcze Borussia M’gladbach, która ma na koncie trzy punkty straty do wicelidera i 9 pkt do lidera.

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).