Pościg Lewego za Benzemą

Siedem drużyn zapewniło już sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain, Bayern Monachium oraz Juventus Turyn o udział w pucharowej części rozgrywek nie musiały się martwić już po czwartej serii spotkań. Po piątej kolejce dołączyły do nich Real Madryt, Tottenham, Manchester City i FC Barcelona. Przedostatnia seria fazy grupowej miała wielu bohaterów, ale najwięcej mówiło się o trzech – Robercie Lewandowskim, Leo Messim i Erlingu Haalandzie.

Lewandowski znalazł się w centrum uwagi za sprawą strzeleckiego wyczynu. W wygranym przez Bayern Monachium wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą Belgrad kapitan reprezentacji Polski zdobył aż cztery bramki i z łącznym dorobkiem 10 trafień objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Już sam fakt, że polski snajper Bayernu zdobył bramki w każdym z pięciu grupowych spotkań, uzyskując przy tym niebywałą średnią dwóch trafień na mecz, jest wyczynem nietuzinkowy. Ale jak to ostatnio jest częste w jego przypadku, przy okazji ustanowił też swoisty rekord Champions League, albowiem jak ustalili futbolowi statystycy, były to najszybciej strzelone cztery gole w tych elitarnych rozgrywkach – Lewandowski dokonał tego wyczynu w 14 minut i 31 sekund.

Cztery gole to rzadki wyczyn

W jego karierze nie był to pierwszy „czteropak” w Lidze Mistrzów. Wcześniej, dokładnie 24 kwietnia 2013 roku, czterokrotnie do siatki przeciwnej drużyny trafił jeszcze jako gracz Borussii Dortmund w pamiętnym meczu z Realem Madryt w półfinale edycji 2012/2013. Oprócz Polaka dwa „czteropaki” w strzeleckim dorobku ma jeszcze tylko gwiazdor Barcelony Leo Messi.
Dzięki czterem golom w meczu z Crveną Zvezdą Lewandowski jest od wtorku najskuteczniejszym piłkarzem Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów – nasz piłkarz ma na koncie 45 bramek zdobytych w barwach bawarskiej drużyny i o trzy wyprzedza drugiego w klubowej hierarchii Thomasa Muellera. W klasyfikacji wszech czasów z łącznym dorobkiem 63 trafień „Lewy” zajmuje piątą lokatę, bo plasujący się na czwartej pozycji napastnik Realu Madryt Karim Benzema w tym sezonie podjął z Polakiem walkę o jej utrzymanie.

Wiadomo, że osiągnięcia prowadzących w tym zestawieniu Cristiano Ronaldo i Leo Messiego są praktycznie nie do pobicia, bo Portugalczyk ma na koncie 127, a Argentyńczyk 114 goli. Lewandowski i Benzema rywalizują zatem nie o te dwie czołowe lokaty, lecz o trzecie miejsce, które zajmuje inny z legendarnych graczy Realu Madryt, Raul, który występy w Lidze Mistrzów zakończył z dorobkiem 72 trafień.

Ostra walka o trzecią lokatę

Benzema w piątej kolejce w meczu z Paris Saint-Germain zdobył dwie bramki i z łącznym dorobkiem 64 trafień utrzymał czwartą lokatę, lecz Lewandowski z 63 golami jest tuż za nim. Ich rywalizacja będzie z pewnością rozpalać emocje kibiców nie tylko w tym sezonie, bo obaj mają dopiero po 31 lat, a grają w zespołach regularnie występujących w Champions League.

W obecnej edycji najgroźniejszym rywalem „Lewego” do zdobycia tytułu króla strzelców nie jest jednak francuski gwiazdor Realu Madryt, lecz występujący w barwach austriackiego RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Ten młody piłkarz także bije kolejne rekordy. W meczu z KRC Genk wszedł na boisko dopiero w 62. minucie, ale zdążył jeszcze zdobyć bramkę, już ósmą w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów i jeszcze zaliczyć asystę, pomagając swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa 4:1, które daje jej szanse na wywalczenie awansu do 1/8 finału.

Haaland przeszedł do historii tych pucharowych rozgrywek, bo jest najmłodszym piłkarzem, który zdobywał bramki w pięciu kolejnych meczach. Pod tym względem nie ustępuje zatem Lewandowskiemu, a nie jest wykluczone, że wkrótce obaj będą grać w jednej drużynie, bo ponoć działacze Bayernu są młodym Norwegiem mocno zainteresowani.

Giganci na razie śpią

Na trzecie miejsce w klasyfikacji snajperów wskoczył Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur, który w wygranym 4:2 spotkaniu z Olympiakosem Pireus zdobył dwie bramki i powiększył swój łączny dorobek w tym sezonie do sześciu trafień. Po pięć goli strzelili jak na razie Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Lautaro Martinez (Inter Mediolan) i Raheem Sterling (Manchester City), a po cztery Karim Benzema (Real Madryt), Memphis Depay (Olympique Lyon), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Achraf Hakimi (Borussia Dortmund), Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax Amsterdam), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain) i Dries Mertens (SSC Napoli).

W czołówce klasyfikacji strzelców nie ma w tym sezonie żadnego z liderów klasyfikacji wszech czasów – Leo Messi w środowej potyczce Barcelony z Borussią Dortmund (3:1) zdobył dopiero drugą bramkę w obecnych rozgrywkach, a Cristiano Ronaldo z jednym trafieniem dla Juventusu nie jest nawet najskuteczniejszy w turyńskiej drużynie, bo w niej z trzema golami najlepszy w zestawieniu jest Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala. Trzeba jednak pamiętać, że w fazie grupowej została do rozegrania jeszcze jedna kolejka, a potem w fazie play off dwa najlepsze zespoły rozegrają w drodze do finału kolejne siedem spotkań. Odbieranie już teraz szans Messiemu i Ronaldo na wygranie klasyfikacji strzelców jest zatem równie przedwczesne, jak przyznawanie tytułu Lewandowskiemu.

Tylko Bayern z kompletem punktów

Po pięciu kolejkach fazy grupowej tylko Bayern Monachium ma na koncie komplet 15 punktów. Bawarska jedenastka jest też bezkonkurencyjna w liczbie zdobytych bramek, bo ma ich na koncie 21. Zajmujące drugie pod tym względem miejsce zespoły Paris Saint-Germain, Manchestru City i Ajaksu Amsterdam zdobyły po 12 bramek. Wtorkowa wygrana Bayernu z Crveną Zvezdą Belgrad 6:0 to jedna z najwyższych w historii Ligi Mistrzów UEFA, ale nie najwyższa, nawet w dorobku bawarskiego zespołu, który ma na koncie dwa zwycięstwa po 7:0 odniesione 13 lutego 2012 roku nad FC Basel oraz 11 marca 2015 roku nad Szachtarem Donieck, a także 7:1 w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona rozegranym 10 marca 2009 i AS Roma z 21 października 2014 roku.

Rekordzistami pod tym względem są jednak ekipy Realu Madryt oraz FC Liverpool, które wygrywały w Champions League po 8:0 – „Królewscy” takim wynikiem pokonali 8 grudnia 2015 roku Malmoe FF, natomiast „The Reds” 6 listopada 2007 roku Besiktas Stambuł. Rezultatami 7:0, czyli lepszymi od wtorkowego uzyskanego przez Bayern w Belgradzie, zwyciężały też zespoły Juventusu Turyn (10 grudnia 2003 z Olympiakosem Pireus), Arsenal Londyn (23 października 2007 roku ze Slavią Praga), Olympique Marsylia (3 listopada 2010 roku z MSK Żilina), Valencia (23 listopada 2011 roku z KRC Genk), Szachtar Donieck (21 października 2014 roku z BATE Borysów), FC Barcelona (z Celtikiem Glasgow 13 września 2016 roku), FC Liverpool (z NK Maribor 17 października 2017 roku) i Spartakiem Moskwa 6 grudnia 2017 roku) oraz Manchester City (z Schalke 04 Gelsenkirchen 12 marca 2019 roku), a wynikami 7:1 mecze kończyły drużyny Manchester United (z AS Roma 10 kwietnia 2007 roku), Olympique Lyon (z Dinamo Zagrzeb 7 grudnia 2011 roku, FC Barcelona (z Bayerem Leverkusen 7 marca 2012 roku) i Paris Saint-Germain (z Celtikiem Glasgow 22 listopada 2017 roku).

Prawdziwa walka od 1/8 finału

Faza grupowa to jednak tylko wstęp do walki o trofeum, o które prawdziwa rywalizacja zacznie się dopiero od 1/8 finału, ale Bayern, dzięki niesamowitej skuteczności Lewandowskiego, ma duże szanse aby stać się jedną z drużyn, które wygrały wszystkie sześć spotkań w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Bawarczycy w ostatniej kolejce zmierzą się 11 grudnia z Tottenhamem. Będzie to interesujące starcie nie tylko dwóch wybitnych snajperów, czyli Lewandowskiego i Kane’a, lecz także trenerów. Obecny szkoleniowiec angielskiej drużyny, Jose Mourinho, był w medialnych spekulacjach wymieniany jako następca zwolnionego niedawno przez Bayern trenera Niko Kovaca, ale chyba nie doszedł do porozumienia z szefami bawarskiego klubu i ostatecznie wybrał ofertę londyńskich „Kogutów”.

W ekipie Bayernu nikt chyba tym się nie zmartwił, bo drużyna pod trenerskimi rządami asystenta Kovaca, Hansa-Ditera Flicka, spisuje się nadspodziewanie dobrze – wygrała cztery mecze strzelając rywalom aż 16 goli i nie tracąc żadnego. Siedem z tych 16 bramek było autorstwa Lewandowskiego. „Miło jest widzieć, jak drużyna powoli zyskuje pewność siebie i zdobywa bramki. Do tego dobrze gramy w obronie, a to podstawa także dobrej gry w ofensywie” – powiedział Flick po meczu z Crveną Zvezdą Belgrad.
Na razie jest jednak szkoleniowcem tymczasowym i ma poprowadzić zespół tylko do końca tego roku, ale ponieważ wygrywa, a piłkarze go chwalą, niewykluczone iż zostanie do końca sezonu lub nawet dłużej. Jeśli Bayern pokona Tottenham, a w grudniu odzyska jeszcze pozycję lidera Bundesligi, takie stabilizujące rozwiązanie wydaje się wielce prawdopodobne. W takiej sytuacji trzeba będzie bawarską ekipę umieścić w gronie faworytów do wygrania obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Zmienne szczęście polskich piłkarzy

W piątej kolejce oprócz Lewandowskiego zagrało jeszcze pięciu naszych piłkarzy. W bramce Juventusu Turyn świetny występ w meczu z Atletico Madryt (1:0) zanotował Wojciech Szczęsny. Włoskie i hiszpańskie media zgodnie uznały, że polski bramkarz był lepszy od słoweńskiego golkipera madryckiego zespołu Jana Oblaka. W spotkaniu SSC Napoli z Liverpoolem (1:1) z powodu kontuzji nie zagrał Arkadiusz Milik, natomiast drugi z naszych reprezentantów w barwach Napoli, Piotr Zieliński, rozegrał 85 minut. Włoskie media oceniły jego występ notą 6,5 w 10 punktowej skali. Tylko trzech zawodników Napoli dostało wyższe oceny – Kalidou Koulibaly, Giovanni Di Lorenzo oraz zdobywca bramki Dries Mertens.

W zespole Lokomotiwu Moskwa w przegranym 0:2 meczu z Bayerem Leverkusen Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus zagrali od pierwszej do ostatniej minuty, ale obaj reprezentanci Polski tym razem nie dokonali niczego spektakularnego. Rosyjski zespół po tej porażce stracił już szanse nie tylko na awans do 1/8 finału, ale nawet na występy w Lidze Europy.

Łukasz Piszczek zaczął wyjazdowe spotkanie Borussii Dortmund z Barceloną w podstawowym składzie, lecz w 76. minucie został zmieniony, głównie jednak z powodów taktycznych. Jego zespół wciąż zachowuje szanse na awans do 1/8 finału. Występujący w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior całe przegrane przez jego drużynę 0:2 spotkanie z Atalantą Bergamo spędził na ławce rezerwowych.

 

Pożegnali Piszczka z honorami

Rozegrany we wtorek ostatni mecz naszej reprezentacji w eliminacjach przyszłorocznych mistrzostw Europy nie miał żadnej stawki. Biało-czerwoni już w poprzedniej kolejce po wygranej z Izraelem zapewnili sobie awans z pierwszego miejsca w grupie. Największym wydarzeniem na Stadionie Narodowym był więc pożegnalny występ Łukasza Piszczka.

Po nieudanych dla naszej reprezentacji ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Rosji Łukasz Piszczek zrezygnował z występów w drużynie narodowej. Do zmiany decyzji nie zdołał go nakłonić nawet zaprzyjaźniony z nim Jerzy Brzęczek. Piłkarz tłumaczył, że jest już zmęczony łączeniem obowiązków w kadrze i Borussii Dortmund. Propozycję pożegnalnego występu też nie przyjął od razu, jednak pokusa zagrania po raz ostatni w reprezentacji na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym okazała się silniejsza i Piszczek ostatecznie znów znalazł się w kadrze. „Nie czuję jakichś wielkich emocji. Nie było mnie trochę w kadrze, ale wiele się nie zmieniło. Hotel jest ten sam, z trenerem Jerzym Brzęczkiem znam się od lat, z większością kadrowiczów miałem okazję grać wcześniej, więc spokojnie podchodzę do swojego wtorkowego występu” – zapewniał 34-letni obrońca.

Trener Brzęczek przed meczem poinformował, że Piszczek zagra co najmniej pół godziny. Szczerze mówiąc sam nie wiem jak zareaguję schodząc z boiska. Teraz myślę, że zejdę z uśmiechem na ustach, bo w reprezentacji spędziłem mnóstwo fajnych chwil. Jeśli czegoś żałuje, to tak jak wszyscy moi koledzy, że nie zdobyłem medalu na wielkiej imprezie, a uczestniczyłem przecież w czterech. Najbliżej sukcesu byliśmy na Euro 2016 i ten turniej zawsze będę wspominał najlepiej” – przyznał Piszczek, który we wtorkowy wieczór po raz 66. w karierze wystąpił w biało-czerwonych barwach.

W mediach przed meczem ze Słowenią sporo było spekulacji na temat szans biało-czerwonych na miejsce w pierwszym koszyku podczas losowania grup Euro 2020. Nasza reprezentacja straciła jednak na to szanse, bo po remisie Ukrainy z Serbią (2:2) oraz wygranych spotkaniach przez Francję i Anglię było już wiadomo, że bez względu na wynik potyczki ze Słoweńcami polski zespół znajdzie się w drugim koszyku. Większego znaczenia to zresztą nie ma, bo uczciwie rzecz ujmując z taką jakością gry, jaką biało-czerwoni prezentują pod rządami Jerzego Brzęczka, na sukces w mistrzostwach Europy nie mamy co liczyć.

Aby znaleźć się w gronie rozstawionych, nie wystarczy wygrać w grupie. W uprzywilejowanej pozycji znajdzie się jedynie sześć zespołów spośród dziesięciu zwycięzców grup. A lepszą zdobyczą punktową od biało-czerwonych legitymują się ekipy Anglii, Belgii, Włoch, Ukrainy, Francji i Niemiec. Z każdą z tych drużyn nasi piłkarze w tej chwili mieliby niewielkie szanse na zwycięstwo. Ryzykowne byłoby też stawianie na ich wygrane w potyczkach z Portugalią, Rosją, Czechami, Chorwacją, Hiszpanią czy Holandią. Jeśli chce się dzisiaj poważnie myśleć o sukcesach w reprezentacyjnym futbolu, trzeba grać na co najmniej na poziomie prezentowanym przez wyżej wymienione ekipy. Wszelkie próby oszukania systemu metodą „na lepszy koszyk” czy liczenie na łut szczęścia w losowaniu, prędzej czy później kończą się porażką.

A ostatnie miesiące bynajmniej nie poprawiły i tak nie najlepszej reputacji naszego zespołu, czego dowodzą choćby pierwsze spekulacje angielskich. One bez ceregieli już piszą, że widzą reprezentacja Polski w grupie marzeń dla reprezentacji Anglii.
Wtorkowy mecz Polska – Słowenia zakończył się po zamknięciu wydania. Na ostatnim treningu trener Brzęczek w grze szkolnej w jednej drużynie wystawił Szczęsnego, Piszczka, Glika, Bednarka, Recę, Szymańskiego, Krychowiaka, Góralskiego, Zielińskiego, Grosickiego i Lewandowskiego. Zgrupowanie opuścili wcześniej z powodu kontuzji Maciej Rybus i Bartosz Bereszyński, zatem było wiadomo, że Piszczka zmieni Kędziora. I jeśli taki zespół faktycznie zaczął mecz ze Słowenią, to powinien wygrać bez problemu. Jeśli rzecz jasna chce coś ugrać podczas Euro 2020.

 

 

Podwójna radość Lewego

Po czterech kolejkach awans do 1/8 finału zapewniły sobie niepokonane jeszcze w tegorocznej edycji zespoły Paris Saint-Germain, Bayernu Monachium i Juventusu Turyn, pewne wyjścia z grupy są też Manchester City oraz Real Madryt.

Zespół Realu Madryt powoli wraca na zwycięską ścieżkę, o czym boleśnie przekonali się w środowym wieczór piłkarze Galatasaray Stambuł. Na stadionie Santiago Bernabeu gracze „Królewskich” zaaplikowali im sześć bramek. Bohaterami w ekipie gospodarzy byli napastnicy – Francuz Karim Benzema i 18-letni Brazylijczyk Rodrygo. Pierwszy strzelił dwa gole i odskoczył na odległość trzech trafień ścigającemu go w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów Robertowi Lewandowskiemu (Francuz ma teraz 62 gole, „Lewy” 59), drugi zaliczył hat-tricka. W grupie A rządzi jednak niepokonany jeszcze Paris Saint-Germain, który co prawda pokonał w 4. kolejce Club Brugge tylko 1:0, ale paryżanie jako jedyni w obecnej edycji tych elitarnych rozgrywek nie stracili jeszcze gola, a sami wbili ich dziesięć.

Najskuteczniejszym zespołem w stawce po czterech seriach gier jest jednak Bayern Monachium, który ma na koncie 15 bramek. Sześć z nich zdobył Lewandowski, który jest wiceliderem w klasyfikacji strzelców. Prowadzi z siedmioma golami występujący w RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Dla naszego najlepszego obecnie piłkarza trafienie w środowym spotkaniu z Olympiakosem Pireus stało się okazją do pochwalenia się, że po raz drugi zostanie ojcem. Zrobił to w ulubiony przez piłkarzy sposób, wkładając piłkę pod koszulkę. Bawarski zespół wygrał 2:0 i przyklepał awans do 1/8 finału, a warto przypomnieć, że był to trenerski debiut Hansa-Dietera Flicka, który przejął zespół po zwolnionym w minioną niedzielę Niko Kovaczu.

Najwięcej goli w czwartej serii spotkań nie padło w Madrycie, tylko na na stadionie Stamford Bridge w Londynie, gdzie Chelsea zremisowała z Ajaksem Amsterdam 4:4, chociaż przegrywała już 1:4. Zespół The Blues powtórzył pamiętny wyczyn Liverpoolu w meczu z Milanem w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku. Holenderska drużyna jeszcze nigdy nie przegrała meczu w tych rozgrywkach, czy to Pucharze Europy, czy też Lidze Mistrzów, na angielskiej ziemi i także tym razem nie dali się pokonać. Był to wyczyn, bo od 69. minuty Ajax grał w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Daley’a Blinda i Joela Veltmana.
Nie mniejsze emocje, chociaż innego rodzaju, towarzyszyły potyczce SSC Napoli z RB Salzburg (1:1). Właściciel klubu z Neapolu, słynny kreator mody Aurelio de Laurentis, był tak bardzo niezadowolony z postawy swojej drużyny, że nakazał trenerowi Carolo Ancelottiemu skoszarować ją na tydzień zaraz po meczu z austriackim zespołem. Piłkarze, w tym także dwaj reprezentanci Polski, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik, nie podporządkowali się jednak tej decyzji i po meczu rozjechali się do swoich domów. Włoskie media spekulowały, że za niesubordynację szef klubu obwinił szkoleniowca i żeby wyjść z twarzą z tej patowej sytuacji, postanowił go zdymisjonować.
Nieciekawie działo się też na Camp Nou w Barcelonie, gdzie „Duma Katalonii” tylko bezbramkowo zremisowała z zespołem Slavii Praga. Bohaterem meczu był bramkarz czeskiej drużyny Ondrej Kolarz, którego nie zdołał pokonać, mimo wielu prób, nawet Leo Messi. To pierwsza taka sytuacja do lutego 2018 roku, a zarazem koniec pięknej serii 45 meczów z rzędu na Camp Nou, w których drużyna Barcelony strzelał co najmniej jednego gola. Niezadowoleni ze słabego występu swoich ulubieńców kibice pożegnali ich gwizdami, co też Messiemu i spółce dawno się nie przydarzyło.

Oklaskami natomiast żegnali swoich piłkarzy fani Lokomotiwu Moskwa, chociaż ich drużyna przegrała z Juventusem Turyn 1:2. Ale ten mecz był interesujący także dla polskich kibiców, bo zagrało w nim aż trzech reprezentantów naszego kraju – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w barwach rosyjskiej ekipy oraz Wojciech Szczęsny w bramce włoskiego potentata. Nasi gracze spisali się znakomicie, co może tylko cieszyć w perspektywie zbliżających się listopadowych spotkań biało-czerwonych z Izraelem i Słowenią.

A skoro o polskich piłkarzach mowa, w 4. kolejce zagrało ich jeszcze dwóch – pod koniec meczu Borussii Dortmund z Interem Mediolan wszedł na boisko Łukasz Piszczek, natomiast w spotkaniu Dinama Zagrzeb z Szachtarem Donieck Damian Kądzior pojawił się na murawie już w doliczonym czasie gry.

 

Brzęczek wybrał kadrę

Jerzy Brzęczek rozesłał powołania do kadry na dwa ostatnie mecze w eliminacjach mistrzostw Europy. Biało-czerwoni maja jeszcze do rozegrania wyjazdowy mecz z Izraelem, a zmagania zakończą starciem ze Słowenią na Stadionie Narodowym w Warszawie. Selekcjoner biało-czerwonych tym razem zaprosił na zgrupowanie 27 piłkarzy.

Wśród powołanych znalazło się dwóch zawodników znajdujących się na przeciwnych biegunach piłkarskiej kariery. 34-letni Łukasz Piszczek zrezygnował z dalszych występów w reprezentacji po nieudanym dla biało-czerwonych mundialu w Rosji, ale ponieważ jest to gracz nietuzinkowy i dla narodowej drużyny wielce zasłużony, władze PZPN postanowiły godnie go pożegnać. Celebra odbędzie się w trakcie ostatniego meczu naszej drużyny w eliminacjach Euro 2020, czyli w spotkaniu ze Słowenią na Stadionie Narodowym. Obrońca Borussii Dortmund przyjedzie na zgrupowanie kadry dopiero 17 listopada i jego udział w potyczce ze Słoweńcami ma być jedynie symboliczny. Drugi z piłkarzy ze szczególnym statusem to debiutant w kadrze Kamil Jóźwiak. 21-letni pomocnik Lech Poznań do pierwszej reprezentacji dołączy dopiero w Jerozolimie, bo najpierw zagra w meczu kadry U-21 z Bułgarią. Na występ w potyczce z Izraelem nie ma więc żadnych szans, wątpliwe też by zagrał przeciwko Słowenii.

Kilka dni temu pojawiła się plotka, że Robert Lewandowski, który przymierza się do operacji przepukliny pachwinowej, odpuści ostatnie dwa mecze eliminacyjne, ale ostatecznie kapitan biało-czerwonych postanowił uporać się z tym problemem dopiero po sezonie i znalazł się wśród powołanych. Na odpoczynek nie ma co jednak liczyć, bo chociaż nasza reprezentacja już w poprzedniej kolejce spotkań zapewniła sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy, wciąż ma jednak o co grać, bo kończąc rozgrywki na pierwszym miejscu w grupie znajdzie się w gronie najsilniejszych zespołów i będzie losowana z pierwszego koszyka.

Dlatego Brzęczek nie kombinował z powołaniami, tylko postawił na sprawdzonych już wcześniej przez siebie zawodników, czyniąc wyjątek jedynie dla wspomnianych już wcześniej Piszczka i Jóźwiaka. I jest raczej pewne, że w spotkaniach z Izraelem i Słowenią wystawi do gry najsilniejszy skład, czyli z Lewandowskim. Ale niewykluczone, że przy korzystnym rozwoju wydarzeń na boisku „Lewy” będzie zmieniany przez Krzysztofa Piątka lub Arkadiusza Milika. Raczej na pewno biało-czerwoni w obu ostatnich spotkaniach eliminacyjnych zagrają w sprawdzonym ustawieniu 1-4-2-3-1. Selekcjoner ma komfort, bo kluczowi piłkarze utrzymują się w wysokiej formie. Na każdej praktycznie pozycji Brzęczek ma wybór między dwoma równorzędnymi graczami, może za wyjątkiem „Lewego”, Szczęsnego w bramce oraz Krychowiaka i Grosickiego w linii pomocy.

Kadra Polski:
Bramkarze:
Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Radosław Majecki (Legia Warszawa).
Obrońcy:
Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Arkadiusz Reca (SPAL 2013, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund, Niemcy).
Pomocnicy:
Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Jóźwiak (Lech Poznań), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Dominik Furman (Wisła Płock).
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Siódmy gol Lewego

Robert Lewandowski najwyraźniej tylko w kadrze Jerzego Brzęczka ma problem ze zdobywaniem bramek. W meczu Byaernu Monachium z RB Lipsk w 4. kolejce Bundesligi trafił do siatki już w 3. minucie spotkania. Było to już jego siódme ligowe trafienie w tym sezonie. „Lewy” prowadzi w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy.

W sobotnim meczu 4. kolejki Bundesligi z RB Lipsk (1:1) Robert Lewandowski zdobył już siódmą ligową bramkę w sezonie i jest jak na razie najskuteczniejszym graczem niemieckiej ekstraklasy. Zajmujący drugą lokatę w zestawieniu Paco Alcacer z Borussii Dortmund i Timo Werner z RB Lipsk mają po pięć goli, a Marco Reus (Borussia Dortmund), Goncalo Paciencia (Eintracht Frankfurt), Wout Weghorst (VfL Wolfsburg), Yuya Osako (Werder Brema), Ruben Vargas (Augsburg), Niclas Fuellkrug (Werder Brema) i Sebastian Andersson (Union Berlin) mają na koncie po trzy gole. Kapitan reprezentacji Polski każdy z ośmiu ostatnich sezonów Bundesligi kończył na podium klasyfikacji strzelców, ale żadnego z nich nie zaczął tak dobrze jak obecnego, w którym siedem trafień w dorobku ma już po czterech kolejkach. Najszybciej siedem goli strzelił w rozgrywkach 2015/2016, wtedy potrzebował na to pięciu występów.

Sobotnią potyczkę z prowadzącym w rozgrywkach RB Lipsk bawarski zespół zaczął imponująco, bo po dwójkowej akcji Thomasa Muellera z Lewandowskim Bayern objął prowadzenie. Mistrzowie Niemiec starali się pójść za ciosem, ale choć mieli kilka świetnych okazji do podwyższenia wyniku, to jednak gola już nie zdobyli. Do tego w ostatniej minucie pierwszej połowy popełnili błąd. Po faulu Lucasa Hernandeza w polu karnym sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, którego na wyrównującego gola zamienił Emil Forsberg.

Bayern po przerwie nie grał już tak dobrze jak w pierwszej połowie, co przyznał szczerze sam Lewandowski. „W pierwszej części spotkania zagraliśmy super, a do rzutu karnego rywale nie widzieli naszej bramki. W ostatniej minucie straciliśmy bramkę w głupiej sytuacji, a w drugiej połowie nie zagraliśmy już na takim poziomie, jak w pierwszej. To są głupio stracone punkty” – narzekał nie bez powodów „Lewy”. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli bawarski zespół ustabilizuje swoja formę na poziomie prezentowanym do przerwy spotkania z RB Lipsk, dla rywali w Bundeslidze może okazać się nie do pokonania. A przecież już w tym tygodniu rozpoczynają się zmagania w Lidze Mistrzów.

Mająca ambicje przełamania hegemonii Bayernu Borussia Dortmund rozgromiła w 4. kolejce u siebie Bayer Leverkusen 4:0. W ekipie BVB zabrakło kontuzjowanego Łukasza Piszczka. Całe spotkania rozegrali natomiast Dawid Kownacki w Fortunie Duesseldorf (1:1 z Wolfsburgiem) i Rafał Gikiewicz w bramce Unionu Bertlin (1:2 z Werderem Brema). Gikiewicz obronił nawet karnego.

 

 

Znów bez polskich drużyn

UEFA dokonała losowania fazy grupowej europejskich pucharów. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 30 maja w Stambule, natomiast finał Ligi Europy odbędzie się 27 maja w Gdańsku. W kwalifikacjach wzięły udział cztery polskie zespoły (Piast, Cracovia, Lechia i Legia), ale wszystkie odpadły.

Już trzeci sezon z rzędu nie ma polskiej drużyny w fazie grupowej europejskich pucharów. W obecnej edycji oprócz Polski swoich zespołów nie zobaczą też kibice w Albanii, Andorze, Armenii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Estonii, Finlandii, Gibraltarze, Gruzji, Irlandii, Irlandii Północnej, Islandii, Izraela, Kosowa, Liechtensteinu, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Malty, Mołdawii, San Marino, Walii i Wysp Owczych. Polska ekstraklasa w rankingu UEFA znajduje się obecnie na 25. miejscu w rankingu UEFA.

Liga Mistrzów 2019/2020

Grupa A: Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray Stambuł. Grupa B: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Tottenham Hotspur, Olympiakos Pireus, Crvena Zvezda Belgrad. Grupa C: Manchester City, Szachtar Donieck, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), Atalanta Bergamo. Grupa D: Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Atletico Madryt, Bayer Leverkusen (Adrian Stanilewicz), Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus). Grupa E: FC Liverpool, SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik), FC Salzburg, KRC Genk (Jakub Piotrowski). Grupa F: FC Barcelona, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), Inter Mediolan, Slavia Praga. Grupa G: Zenit Petersburg, Benfica Lizbona, Olympique Lyon, RB Lipsk. Grupa H: Chelsea Londyn, Ajax Amsterdam, Valencia CF, OSC Lille.

Liga Europy 2019/2020

Grupa A: FC Sevilla, APOEL Nikozja, Karabach Agdam, Football 1991 Dudelange. Grupa B: Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora), FC Kopenhaga, Malmoe FF, FC Lugano. Grupa C: FC Basel, FK Krasnodar, Getafe, Trabzonspor. Grupa D: Sporting Lizbona, PSV Eindhoven, Rosenborg Trondheim, LASK Linz. Grupa E: Lazio Rzym, Celtic Glasgow, Stade Rennes, CFR Cluj. Grupa F: Arsenal Londyn, Eintracht Frankfurt, Standard Liege, Vitoria Guimaraes. Grupa G: FC Porto, Young Boys Berno, Feyenoord Rotterdam, Glasgow Rangers. Grupa H: CSKA Moskwa, Łudogorec Razgrad (Jacek Góralski, Jakub Świerczok), Espanyol Barcelona, Ferencvaros Budapeszt. Grupa I: VfL Wolfsburg, KAA Gent, Saint-Etienne, FK Ołeksandria. Grupa J: AS Roma, Borussia M’gladbach, Basaksehir Stambuł, Wolfsberger AC. Grupa K: Besiktas Stambuł, SC Braga, Wolverhampton, Slovan Bratysława. Grupa L: Manchester United, FK Astana, Partizan Belgrad, AZ Alkmaar.

 

Liga Mistrzów w komplecie

W minionym tygodniu zakończyły się kwalifikacje do Ligii Mistrzów i stawka 32 zespołów została skompletowana. Wśród ekip z 16 krajów znów zabrakło mistrza Polski, bo Piast Gliwice odpadł już w pierwszej rundzie. Szanse na udział w fazie grupowej ma natomiast dziesięciu polskich piłkarzy.

W ostatnich potyczkach kwalifikacji Ligi Mistrzów wygrali faworyci. Półfinalista poprzedniej edycji tych rozgrywek, Ajax Amsterdam, wyeliminował cypryjski APOEL Nikozja (0:0, 2:0), belgijski Club Brugge okazał się lepszy od austriackiego LASK Linz (1:0, 2:1), Slavia Praga wygrała z rumuńskim CFR Cluj (1:0, 1:0), chorwackie Dinamo Zagrzeb z norweskim Rosenborgiem Trondheim (2:0, 1:1), grecki Olympiakos Pireus z rosyjskim FK Krasnodar (4:0, 2:1), a serbska Crvena Zvezda Belgrad szwajcarski Young Boys Berno (2:2, 1:1) – te sześć zespołów uzupełniły stawkę 32 drużyn, które będą w tym sezonie rywalizować w fazie grupowej Ligi Mistrzów UEFA.

32 zespoły z 16 krajów

Obrońca trofeum Liverpool FC, triumfator Ligi Europy Chelsea FC, a także sześciu mistrzów najsilniejszych lig według rankingu UEFA, FC Barcelona, Manchester City, Bayern Monachium, Juventus Turyn, Paris Saint-Germain i Zenit Petersburg, miały przywilej rozstawienia w losowaniu, które odbyło się w miniony czwartek w Monako (zakończyła się po zamknięciu wydania). Po czterech przedstawicieli w fazie grupowej mają Anglia, Hiszpania, Niemcy i Włochy. W Champions League wystąpią ponadto trzy zespoły z Francji, dwa z Rosji i Belgii oraz po jednym z Portugalii, Ukrainy, Turcji, Austrii, Serbii, Chorwacji, Grecji, Czech i Holandii. W sumie w tegorocznej edycji zagrają zespoły z 16 krajów: Anglii (Chelsea, Liverpool, Manchester City, Tottenham), Hiszpanii (Atletico, Real Madryt, FC Barcelona, Valencia), Niemiec (Bayer Leverkusen, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, RB Lipsk), Włoch (Atalanta, Inter, Juventus, SSC Napoli), Francji (Lille, Olympique Lyon, Paris Saint-Germain), Rosji (Lokomotiw Moskwa, Zenit Petersburg), Belgii (KRC Genk, Club Brugge), Portugalii (Benfica), Ukrainy (Szachtar), Turcji (Galatasaray), Austrii (Red Bull Salzburg), Serbii (Crvena Zvezda), Chorwacji (Dinamo Zagrzeb), Grecji (Olympiakos), Czech (Slavia Praga) i Holandii (Ajax Amsterdam).

Dzieląc kluby na tzw. koszyki, UEFA musiała podczas czwartkowego losowania respektować zasadę, żeby w fazie grupowej nie trafiły do jednej grupy zespoły z tego samego kraju.

Skromna reprezentacja Polaków
Podział na koszyki wyglądał następująco: 1. koszyk: FC Liverpool (zwycięzca Ligi Mistrzów), Chelsea Londyn (zwycięzca Ligi Europy), FC Barcelona, Manchester City, Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Zenit Petersburg; 2. koszyk: Real Madryt, Atletico Madryt, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Szachtar Donieck, Tottenham Hotspur, Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona; 3. koszyk: Olympique Lyon, Bayer Leverkusen, RB Salzburg, Olympiakos Pireus, Club Brugge, CF Valencia, Inter Mediolan, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior); 4. koszyk: Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus), KRC Genk (Jakub Piotrowski), Galatasaray Stambuł, RB Lipsk, Slavia Praga, Crvena Zvezda Belgrad, Atalanta Bergamo, OSC Lille.

Którzy z polskich piłkarzy znajdujący się w kadrach zespołów zakwalifikowanych do Ligi Mistrzów może liczyć na sukces? Największe szanse mają na to Lewandowski z Bayernem, Szczęsny z Juventusem i Piszczek z Borussia Dortmund, a także, chociaż w mniejszym stopniu, jeszcze Krychowiak i Rybus z Lokomotiwem i Milik (jeśli zostanie) z Zielińskim w Napoli.
Faza grupowa rozpocznie się 17-18 września, a ostatnia, szósta kolejka zostanie rozegrana 10-11 grudnia. Spotkania 1/8 finału odbędą się 18-26 lutego oraz 10-18 marca 2020 roku. Ćwierćfinały zaplanowano na 7-8 kwietnia i 14-15 kwietnia, półfinały zaś na 28-29 kwietnia i 5-6 maja. Finał odbędzie się 30 maja W Stambule na stadionie Galatasaray.

 

 

Lewandowski budzi podziw

Bayern Monachium zaczął sezon od remisu z Herthą Berlin u siebie 2:2, ale tydzień później w drugiej kolejce wygrał na wyjeździe z Schalke Gelsenkirchen 3:0. Wszystkie gole dla bawarskiej jedenastki w obu tych meczach strzelił Robert Lewandowski. Nasz piłkarz już na początku sezonu demonstruje rewelacyjną formę.

Tegoroczne wakacje były pierwszymi od wielu lat, gdy nazwisko Lewandowski nie pojawiało się w spekulacjach transferowych. „Lewy” odpoczywał w gronie rodziny, a w tym czasie jego agent negocjował z szefami Bayernu przedłużenie kontraktu. Obecna umowa kapitana reprezentacji Polski wygasała z końcem czerwca 2021 roku. Monachijski klub ma zasadę, że z zawodnikami po trzydziestce nie przedłuża umów na dłużej niż jeden sezon. I tak też chcieli postąpić jego szefowie w przypadku Lewandowskiego, lecz natrafili na zdecydowany sprzeciw. „Lewy”, który 21 sierpnia obchodził 31 urodziny, domagał się nowego kontraktu z datą ważności do końca czerwca 2023 roku. Przełom w negocjacjach nastąpił po meczu z Herthą. W świat poszła wieść, że Lewandowski będzie zawodnikiem bawarskiego potentata jeszcze przez cztery sezony. Takie umowy w praktyce oznaczają też podwyżkę uposażenia, ale wścibskie zwykle w tych sprawach niemieckie media tym razem nie drążyły tego tematu.

Nikt w Niemczech tego stanu rzeczy negatywnie nie komentuje. Odkąd Lewandowski przestał zabiegać o transfer, a zaczął wychwalać jakość swojego życia w Monachium oraz sugerować, że jest gotów do końca kariery grać w Bayernie, gorąca atmosfera wokół niego wystygła, a jeśli coś ją podgrzewa, to tylko kolejne gole „Lewego”. Mecz z Schalke był popisem kapitana reprezentacji Polski. Pierwszego gola strzelił z karnego, drugiego z rzutu wolnego, a trzeciego po indywidualnej akcji w polu karnym rywali. Hat-trick był jego kapitalną odpowiedzią na strzelecką szarżę napastnika Borussii Dortmund Paco Alcacara. Hiszpan w piątkowym meczu z FC Koeln (3:1) zaliczył trafienie i z trzema bramkami na koncie objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców Bundesligi. W sobotę Lewandowski dobitnie udowodnił, że w tym sezonie także zamierza walczyć o strzelecką koronę – już piątą w jego dorobku.

Na pomeczowej konferencji trener Bawarczyków Niko Kovac z uznaniem skomentował wyczyn Lewandowskiego. „Jego skuteczność, która wynika z umiejętności zachowania zimnej krwi pod bramką przeciwników, są godne podziwu. Mogę mieć tylko nadzieję, że Robert utrzyma tę dyspozycję w kolejnych meczach” – stwierdził szkoleniowiec ekipy Bayernu.
W meczu z Schalke Polak skradł show nowym graczom, których na boisku pojawiło się trzech – Lucas Hernandez, Philippe Coutinho i Ivan Perisić. Podziw dla polskiego gracza na Twitterze wyraził Philippe Coutinho. „On jest legendą i wielkim piłkarzem. Widziałem już jak strzela gole na treningach. Dziś zdobył hat-tricka. Gratuluję mu” – napisał Brazylijczyk.
Tak jak Lewandowski utrzymał pozycję lidera w tabeli strzelców Bundesligi, tak pierwsze miejsce utrzymała też Borussia Dortmund, która wygrała na wyjeździe 3:1 z FC Koeln. Asystę przy golu na 2:1 zapisał na swoje konto Łukasz Piszczek, który rozegral całe spotkanie i otrzymał za swój występ wysokie oceny.

Cały mecz w barwach Unionu Berlin rozegrał też bramkarz Rafał Gikiewicz, a grający w Fortunie Dawid Kownacki w spotkaniu z Bayerem Leverkusen (1:3) pojawił się na boisku dopiero w 59. minucie, gdy jego zespół przegrywał już 0:3.

 

Borussia Dortmund szykuje pakę

Wicemistrz Niemiec Borussia Dortmund już na początku letniego okna transferowego dokonał kilku znaczących zakupów. Bayern Monachium tymczasem nie chwali się nowymi zdobyczami, chociaż stracił kilku ważnych graczy.

Wicemistrzowie Niemiec wzmacniają kadrę przed kolejną walką o mistrzostwo Niemiec. Do ekipy z Dortmundu trafił za darmo młodzieżowy reprezentant Hiszpanii Mateu Morey. Prawy obrońca grał dotychczas w juniorskich drużynach FC Barcelona, do której trafił w 2015 roku. Morey ma bogaty dorobek w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii – w kadrze U-17 rozegrał 20 spotkań, będąc członkiem drużyny, która w 2017 roku zdobyła złoty medal mistrzostw Europy do lat 17. Szefowie Borussii wierzą w talent tego piłkarza, bo podpisali z nim kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2024 roku. Ten 19-letni obecnie zawodnik jest szykowany na następcą 34-letniego Łukasza Piszczka, dla którego najbliższy sezon może być już jego ostatnim w profesjonalnej piłce.

Borussia pokazuje, że na poważnie myśli o odzyskaniu mistrzostwa Niemiec. Latem do klubu dołączyli już Mats Hummels (za 30,5 mln euro z Bayernu Monachium), Thorgan Hazard (za 25 mln euro z Borussii Moenchengladbach), Nico Schulz (25 mln euro z TSG Hoffenheim), Julian Brandt (za 25 mln euro z Bayeru Leverkusen) oraz Paco Alcacer (za 21 mln euro z FC Barcelona). Hans-Joachim Watzke i Michael Zorc wyciągnęli wnioski z koszmarnego dla ich klubu finiszu poprzedniego sezonu. Borussia miała w trakcie rozgrywek już dziewięć punktów przewagi nad Bayernem, ale roztrwoniła ten dorobek i nie zdobyła wymarzonego mistrzostwa Niemiec. Letnia ofensywa transferowa to sygnał, że w nowej edycji rozgrywek ekipa z Dortmundu zamierza przerwać trwającą już siedem sezonów hegemonię Bayernem.

 

Lewy znowu strzela

W 24. kolejce Bundesligi Borussia Dortmund bez Łukasza Piszczka przegrała 1:2 z Augsburgiem. Bayern Monachium nie zmarnował okazji i gromiąc 5:1 Borussię M’gladbach zrównał się z liderem punktami. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski.

W ekipie z Dortmundu pojawił się po wyleczeniu kontuzji Marco Reus, ale znów zabrakło Łukasza Piszczka, który zmaga się z urazem stopy i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Gospodarze objęli prowadzenie w 24. minucie, a na 2:0 podwyższyli w 68. Honorowego gola dla Borussii strzelił Hiszpan Paco Alcacer. Ekipa BVB z nadzieją czekała na wynik sobotniej potyczki Bayernu w Moenchendgladbach licząc, że może Bawarczycy też zgubią tam punkty. Nadzieje te nie były pozbawione podstaw, bo w rundzie jesiennej Bayern przegrał u siebie z tym zespołem aż 0:3, a w poprzednich czterech sezonach wygrał w M’gladbach zaledwie raz. Tym razem wziął srogi rewanż za te wszystkie upokorzenia.

Trener Nico Kovac wystawił wreszcie w wyjściowym składzie Thomasa Muellera i Robert Lewandowski w końcu nie musiał w pojedynkę szarpać się z całą linią defensywną rywali. Efekty zaskoczyły pewnie nawet samego szkoleniowca. Bayern rozegrał znakomity mecz, „Lewy” odblokował się po kilku występach bez trafienia i zaliczył kolejny „dwupak” w Bundeslidze. Były to jego 120. i 121. gole dla Bayernu w Bundeslidze, a 194. i 195. w ogóle w niemieckiej ekstraklasie. Tym samy kapitan reprezentacji Polski za jednym zamachem upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – dogonił w klasyfikacji wszech czasów Peruwiańczyka Claudio Pizarro (195 goli) i teraz na spółkę z nim dzierży tytuł najskuteczniejszego obcokrajowca w historii Bundesligi, a ponadto powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 15. i zrównał się w liczbie ligowych trafień z prowadzącym w klasyfikacji strzelców z Serbem Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt. Trzy pozostałe gole dla Bayernu strzelili Javi Martinez, Thomas Mueller i Serge Gnabry. Bawarczycy zrównali się punktami z Borussią Dortmund – oba zespoły mają ich po 54. Trzeci RB Lipsk – 45.

Udany występ w 24. kolejce zanotowali też dwaj Polacy w Fortunie Duessldorf – Marcin Kamiński i Dawid Kownacki. Ich zespół pokonał na wyjeździe Schalke 4:0, a dwa gole, pierwsze w Bundeslidze, strzelił wypożyczony z Sampdorii Kownacki. Nasz reprezentacyjny napastnik na listę strzelców wpisał się najpierw w 62. minucie, wygrywając sytuację sam na sam z bramkarzem rywali, a w 84. ustalił wynik spotkania. Fortuna zajmuje 11. miejsce i ma 31 punktów, o 15 więcej od znajdującego się w strefie barażowej VfB Stuttgart i o 17 od Hannoveru, pierwszego z dwóch zespołów w strefie spadkowej.