Skoki narciarskie: Co się stało z naszą kadrą?

Polscy skoczkowie rozczarowali swoimi wynikami w Turnieju Czterech Skoczni. Był to ich najsłabszy występ w tym sezonie. Biało-czerwoni po konkursie w Bischofshofen stracili prowadzenie w Pucharze Narodów na rzecz Niemców.

W komentarzach po Turnieju Czterech Skoczni pojawiły się opinie, że jest to pierwszy tak głęboki kryzys formy w czasie selekcjonerskiej kadencji Stefana Horngachera. Statystyka punktów zdobywanych na turnieju to potwierdza. W 67. TCS wystartowało siedmiu naszych skoczków (Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Stefan Hula, Maciej Kot i Aleksander Zniszczoł), ale tylko dwóch z nich punktowało w każdym z czterech konkursów – Kubacki i Stoch. Z presją oczekiwań nie poradził sobie Żyła, który pod dwóch konkursach był jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa. Bardzo słabo wypadli Wolny i Hula, którzy zajęli 29. i 36. miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. Jeszcze gorzej od nich spisał się Kot, któremu tylko raz udało się awansować do konkursu głównego. Nic dobrego nie da się też powiedzieć o występie Zniszczoła, który dwa razy nie awansował do konkursu głównego, w tych których się przebił nie zdobył żadnego punktu.

Rozczarowanie polskich kibiców jest zrozumiałe, bo w dwóch poprzednich TCS kadra Horngachera notowała w turnieju znakomite wyniki. Dwa lata temu Stoch wygrał, a tuż za nim na podium stanął Żyła. Mogliśmy mieć całe podium, gdyby sędziowie nie popełnił katastrofalnego błędu przy ocenie odległości Daniela Andre Tandego kosztem Macieja Kota. Przed rokiem Stoch ponownie okazał się najlepszy, wygrywając na dodatek wszystkie cztery konkursy, jako drugi skoczek w historii po Niemcu Svenie Hannawaldzie. W tym roku żaden z naszych skoczków nie znalazł się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej, chociaż Kubacki przegrał trzecią lokatę dosłownie o włos. Stocha chyba przygasiła fenomenalna dyspozycja triumfatora 67. TDC Ryoyu Kobayashiego, który w cuglach wygrał wszystkie cztery konkursy.

W postawie polskich skoczków niepokoi jednak co innego. Zobaczmy jak punktowali w rozegranych w tym sezonie konkursach: Engelberg II konkurs – 198 pkt, Kuusamo I konkurs – 175 pkt, Kuusamo I konkurs – 147 pkt, Garmisch-Partenkirchen (TCS) – 144 pkt, Niżny Tagił I konkurs – 137 pkt, Niżny Tagił II konkurs – 134 pkt, Engelberg I konkurs – 134 pkt, Wisła – 132 pkt, Oberstdorf (TCS) – 122 pkt, Bischofshofen (TCS) – 122 pkt, Innsbruck (TCS) – 59 pkt. Na 11 konkursów indywidualnych trzy najgorsze zdarzyły Polakom właśnie w Turnieju Czterech Skoczni. Zdecydowanie najgorzej wypadli w Innsbrucku, co martwi, bo na tamtejszej skoczni w lutym odbędą się mistrzostwa świata. Trener Horngacher robić się dobrą minę do złej gry, ale wygląda na to, że on sam nie wie, co jest przyczyną tego spadku formy.

 

Zakopane czeka na kolejną fetę

W najbliższy weekend odbędą się zawody PŚ w skokach narciarskich w Zakopanem. Udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów, w tym 12 Polaków: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch, Klemens Murańka, Andrzej Stękała i Przemysław Kantyka.

Rywalizacja na Wielkiej Krokwi w Zakopanem rozpocznie się od piątkowych kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, w którym Polacy będą bronić pierwszego miejsca w klasyfikacji Pucharu Narodów. Warto przypomnieć, że przed rokiem biało-czerwoni triumfowali tu w „drużynówce”. Zakopane to matecznik polskich skoków narciarskich, nie tylko z uwagi na tłumy kibiców obecne na organizowanych tu imprezach, lecz także pod względem liczby zwycięstw. Na Wielkiej Krokwi nasi skoczkowie osiągnęli najwięcej zwycięstw w turniejach Pucharu Świata. Listę zwycięzców otwiera Stanisław Bobak, który 26 stycznia 1980 roku okazał się najlepszy w premierowym konkursie na Średniej Krokwi. Dzień później, już na dużym obiekcie, konkurs wygrał Piotr Fijas. Były to pierwsze trofea polskich skoczków w Pucharze Świata.

22 lata bez triumfu Polaka

Potem nastał czas posuchy, a na kolejne zwycięstwo polskiego zawodnika kibice musieli czekać 22 lata. Pasmo niepowodzeń przerwał dopiero Adam Małysz, który 20 stycznia 2002 roku wygrał ze Svenem Hannawaldem o zaledwie 0,6 pkt. Z kolei 29 stycznia 2005 roku nasz „Orzeł z Wisły” uzyskał taką samą łączną notę za dwa skoki co Norweg Roar Ljoekelsoey (268,9 pkt) i musiał podzielić się z nim triumfem. Ale już następnego dnia Małysz był poza zasięgiem rywali i już sam stanął na najwyższym stopniu podium. Nasz legendarny skoczek o raz ostatni wygrał na Wielkiej Krokwi w cyklu Pucharu Świata 21 stycznia 2011 roku. Dwa dni później w kolejnym konkursie na Wielkiej Krokwi triumfował już jednak Kamil Stoch, który przejął pałeczkę lidera kadry skoczków. Trzykrotny mistrz olimpijski zwyciężał w Zakopanem także w 2012, 2015 oraz 2017 roku. Szczególnie dwa lata temu (22 stycznia 2017) jego triumf stał pod dużym znakiem zapytania. Stoch po pierwszej serii zajmował dopiero szóste miejsce, lecz finałowy skok na odległość 131 metrów, uzyskany przy silnym wietrze w plecy, zapewnił mu pierwszą lokatę. Jeżeli wygra także niedzielne konkurs, nasz mistrz dołączy do Gregora Schlierenzauera i zarazem zostanie pierwszym polskim zawodnikiem z dorobkiem pięciu triumfów w konkursach indywidualnych PŚ rozgrywanych w Zakopanem. Póki co w klasyfikacji wszech czasów dzieli pierwsze miejsce z Małyszem, który także ma na koncie cztery indywidualne triumfy w stolicy polskich Tatr.

Trwa era Kamila Stocha

Nie ulega jednak wątpliwości, że Stoch jest jednym z faworytów niedzielnego konkursu indywidualnego. Niewykluczone, że jego najgroźniejszym konkurentem będzie kolega z kadry Dawid Kubacki, który w Predazzo przerwał serię zwycięstw Ryoyu Kobayashiego. Japończyk rzecz jasna także jest jednym z faworytów zmagań na Wielkiej Krokwi, w których udział zapowiedziało 74 skoczków z 17 krajów. Kilku wybitnych zawodników jednak z różnych powodów zabraknie, choćby Niemca Andreasa Wellingera. W piątek odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego, w sobotę turniej drużynowy. Organizatorzy podają, że mimo napadu zimy i obfitych opadów śniegu sprzedali wszystkie bilety na te imprezy – na kwalifikacje 10 tys. wejściówek, a na drużynówkę i konkurs indywidualny po 23 tysiące.
Burmistrz Zakopanego Leszek Dorula apeluje do kibiców, żeby z uwagi na trudne warunki drogowe, zalegający śnieg i zamknięcie niektórych ulic, poruszać się po Zakopanem pieszo lub komunikacją zbiorową. „Zakopane gościć będzie największą sportową imprezę roku – Puchar Świata w skokach narciarskich. Spodziewamy się tysięcy kibiców, którzy w tych dniach odwiedzą nasze miasto, tworząc niepowtarzalną atmosferę zawodów i fetując wspaniałe wyniki polskich skoczków. Chcąc usprawnić poruszanie się po Zakopanem, w tym roku utrudnione dodatkowo przez intensywne opady śniegu, zwracam się z prośbą o pozostawienie samochodów przy hotelach i pensjonatach oraz korzystanie z komunikacji miejskiej” – zaapelował burmistrz Zakopanego.

Byle tylko pogoda dopisała

Znalezienie miejsca parkingowego może okazać się trudne i czasochłonne, a przejście pieszo z dowolnego miejsca w Zakopanem w rejon Wielkiej Krokwi nie zajmuje więcej niż kilkanaście minut. Dodatkowym utrudnieniem dla kierowców będzie zamknięcie ulic i parkingów w okolicach skoczni narciarskiej.
Kibice nie powinni obawiać się odwołania zawodów. Zakopiańska Stacja Hydrologiczno-Meteorologiczna IMGW-PIB podaje, że pogoda podczas zawodów Pucharu Świata powinna być dobra, chociaż okresowo mogą pojawiać się silniejsze porywy wiatru. Według prognoz opady śniegu mogą powrócić podczas konkursu drużynowego, jednak meteorolodzy uspokajają, że będą one niewielkie i przelotne.

 

Stoch walczył do końca

Po słabym występie polskich skoczków w Insbrucku przed ostatnim konkursem w Bischofshofenszanse na zajęcie wysokiego miejsca zachował jedynie niezawodny Kamil Stoch.

 

Nie możemy być zadowoleni, ale też nie będziemy płakać – przekonywał Adam Małysz po trzecich zawodach Turnieju Czterech skoczni w Innsbrucku. Najlepiej z Polaków wypadł w nich lider kadry Kamil Stoch, który zajął jednak dopiero piątą lokatę. Reszta naszych skoczków wypadła grubo poniżej oczekiwań. Punkty zdobyło w sumie tylko trzech z nich i coś takiego za trenerskiej kadencji Stefana Horngachera zdarzyło się dopiero po raz trzeci. A był to już 58. indywidualny konkurs Pucharu Świata odkąd prowadzi kadrę biało-czerwonych. Dawid Kubacki zajął 18. miejsce, Stefan Hula był 30. Piotr Żyła odpadł w pierwszej serii (42. pozycja) i pogrzebał swoje szanse na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej 67. TCS. Jakub Wolny zajął 34. lokatę, a Maciej Kot i Aleksander Zniszczoł w ogóle nie zakwalifikowali się do konkursu.

 

Takie wyniki to rzadkość

Horngacher pracuje z kadrą Polski już trzeci sezon. W poprzednim nasi skoczkowie zanotowali najgorszy wynik w konkursie lotów w Tauplitz. Tam żadne z nich nie wywalczył miejsca w czołowej dziesiątce, ale chociaż w czołowej „30” było ich czterech Polaków. Wówczas 14. był Hula, 17. Żyła, 21. Stoch, a 23. pozycję zajął Maciej Kot. Do klasyfikacji Pucharu Narodów dało to skromne 50 pkt. W piątek w Innsbrucku Stoch zdobył dla nas 45 pkt, Kubacki dorzucił 13, a Hula – jeden. W sumie daje to 59 punktów.

Wynik na skoczni w Bergisel jest znacznie gorszy od tych, jakie Polacy osiągnęli w obu konkursach za kadencji Horngachera, w których do drugiej serii wchodzili tylko w trzyosobowym składzie. W Sapporo 12 lutego 2017 roku nie mieliśmy żadnych powodów do narzekań, bo choć punktowało tylko trzech Polaków, to Stoch wygrał, Kot był czwarty, a Żyła – 12. Dobrze wyglądały też nasze wyniki 2 grudnia 2018 roku, gdy w Niżnym Tagile trójka Żyła, Stoch, Kubacki zajęła odpowiednio trzecią, czwartą i 11. pozycję.

Teraz w Innsbrucku bardzo niewiele zabrakło, by Niemcy odebrali nam pozycję lidera Pucharu Narodów. Prowadzimy w nim od początku sezonu, ale przewaga biało-czerwonych po zawodach w Insbrucku stopniała do 20 punktów. Co prawda Stoch w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata awansował z miejsca szóstego na czwarte, za to Kubacki, który po dwóch niemieckich konkursach TCS był na trzeciej pozycji, po fatalnym występie spadł na siódmą lokatę. Żyła z miejsca ósmego zleciał do trzeciej dziesiątki, na 21. miejsce, a Jakub Wolny z 19. na 23.

 

Co się Stało w Insbrucku?

Co się stało? „Jeśli chodzi o Żyłę, to nie jest on w żadnym kryzysie, tylko przytrafił mu się gorszy moment. Wierzę, że już w Bischofshofen może wrócić na swój normalny poziom. Kubacki miał pecha, przed jego drugim skokiem warunki stały się bardzo trudne, a jury podniosło belkę dopiero po jego skoku. W ogóle zmiany belki były głupie. Stoch nie potrzebował wydłużonego rozbiegu, akurat on miał taki wiatr, że i z niższej belki poleciałby daleko, a tak stracił punkty (8,6 pkt za start z pozycji numer 3, a nie z pozycji numer 1 jak większość zawodników). Staram się szukać pozytywów, bo widzę, że Kamil wykonał dobrą robotę, Dawid też, a Stefan Hula miał udany pierwszy skok. Sytuacja reszty zespołu jest trudna, bo zawodnikom brakuje automatyzmów” – przekonywał Horngacher.

W sobotę nie było możliwości sprawdzenia jego opinii, bo z powodu śnieżycy odwołano kwalifikacje do niedzielnego konkursu w Bischofshofen. W niedzielę zawody także były z tego powodu zagrożone, ostatecznie jednak przed godziną 17:00 zwodnicy pojawili się na skoczni. z naszych skoczków przez kwalifikacje nie przebił się jedynie Aleksander Zniszczoł, a nastroje kibiców poprawił znacząco kapitalny skok Kubackiego, którym ustanowił nowy rekord skoczni. Ostanie zawody Turnieju Czterech skoczni zakończyły się jednak po zamknięciu wydania.

 

Czy Horngacher odejdzie?

Tematem, który w ostatnich dniach był żywo dyskutowany w polskich mediach i w rozmowach między kibicami, dotyczył plotki o rzekomych rozmowach Horngachera z niemiecka federacją. Austriacki szkoleniowiec w końcu uznał, że musi zająć w tej kwestii jednoznaczne stanowisko. „Na ten moment nie prowadzę rozmów z niemiecką federacją. Do końca sezonu skupiam się tylko i wyłącznie na polskim zespole – powiedział po konkursie w Innsbrucku.

Nie zmienia to jednak faktu, że po sezonie PZN będzie miał problem z zatrzymaniem Austriaka, albowiem Niemcy prawdopodobnie stracą Wernera Schustera. Z jego pracy są zadowoleni, ale on sam ma rozważać zakończenie współpracy z niemieckim związkiem narciarskim z powodów osobistych. Inna wersja mówi, że ma ofertę przejęcia austriackiej kadry po Andreasie Felderze.

Jego decyzja może wywołać lawinę trenerskich roszad, w tym także w polskiej kadrze, bo PZN nie ma takich finansowych możliwości, jakie ma niemiecka federacja. Poza tym rodzina Horngachera na stałe mieszka w Niemczech.

 

Tylko Kubacki walczy

Fot. Po dwóch konkursach Turnieju Czterech Skoczni najlepszy w polskiej ekipie jest Dawid Kubacki

 

 

Po dwóch konkursach na niemieckich skoczniach Turniej Czterech Skoczni przeniósł się do Austrii. Niestety, w Insbrucku z naszych zawodników w czwartkowych kwalifikacjach dobrze spisał się jedynie Dawid Kubacki.

 

W noworocznym konkursie w niemieckim Garmisch-Partenkirchen Dawid Kubacki zajął trzecie, a Stoch szóste miejsce. Podobnie jak w Oberstdorfie zwyciężył Japończyk Ryoyu Kobayashi, a na drugiej pozycji uplasował się Niemiec Markus Eisenbichler. Kubacki, najlepszy z Polaków w klasyfikacji TCS, po dwóch konkursach plasuje się na trzeciej pozycji. Stoch jest szósty, a Żyła ósmy. Kibice w Polsce liczyli, że na austriackich skoczniach odpali w końcu z formą lider naszej kadry i powstrzyma zwycięski marsz Kobayashiego. Niestety, na razie nic tego nie zapowiada. W czwartkowych kwalifikacjach Japończyk znów dał pokaz mocy i pewnie wygrał uzyskując odległość 126,5 m. Drugi był Czech Roman Koudelka (124,5 m), a trzeci Norweg Johann Andre Forfang (127,5 m). Z Polaków znów zawiódł Maciej Kot, który po raz trzeci z rzędu nie zakwalifikował się do konkursu. Jego los podzielił też Aleksander Zniszczoł. Ale piątka pozostałych naszych reprezentantów też rozczarowała.

Ponownie najlepszy w biało-czerwonej ekipie był Kubacki, który skokiem na odległość 121 metrów zapewnił sobie siódmą lokatę. Stoch, który świetnie spisał się w skokach treningowych, niespodziewanie w skoku kwalifikacyjnym zaliczył tylko 114 m i tej odległości starczyło mu na zajęcie zaledwie 24. miejsca. Dalej od niego skoczył Jakub Wolny (115 m), ale dostał gorsze noty i uplasował się na 28. pozycji. Także Żyła i Stefan Hula polecieli dalej od Stocha (uzyskali po 115,5 m), lecz noty przyznane pierwszemu z nich zapewniły dopiero 31. miejsce, a drugiemu 34. Nie tylko nasi skoczkowie mieli problemy w zmiennych warunkach pogodowych. W trakcie kwalifikacji zadrżały też serca niemieckich kibiców, bo Markus Eisenbichler, wicelider 67. TCS po dwóch konkursach, zaraz po wyjściu z progu miał spore problemy z opanowaniem sylwetki w locie i z trudem wylądował na 116 metrze. Wywalczył awans, ale dopiero z odległego 32. miejsca.

W piątkowy konkursie Stoch zmierzy się w parze z Austriakiem Clemensem Aignerem, Wolny powalczy z Bułgarem Władimirem Zografskim, Żyła trafiłna Słoweńca Timiego Zajca, Hula na Fina Antti Aalto, natomiast Kubacki o awans do drugiej serii rywalizował będzie ze Słoweńcem Rokiem Justinem. Coraz bardzie wygląda na to, że 67. Turniej Czterech Skoczni zakończy się triumfem Ryoyu Kobayashiego. Japończyk jest w wielkiej formie, ale Kubacki, Stoch i Żyła wciąż mają szanse go pokonać. Tylko czy jeszcze w to wierzą?

 

 

Stoch mistrzem Polski

Fot. Kamil Stoch po trzech latach przerwy ponownie sięgnął po mistrzostwo Polski

 

 

Kamil Stoch został mistrzem Polski w skokach narciarskich. Nasz trzykrotny złoty medalista olimpijski na Wielkiej Krokwi w Zakopanem wyprzedził na podium Dawida Kubackiego, który zdobył srebrny medal oraz broniącego tytułu Stefana Hulę.

 

Tradycyjnie już w drugi dzień świąt odbyły się mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Dla zawodników z kadry „A” prowadzonej przez Stefana Horngachera był to ostatni sprawdzian formy przed zbliżającym się Turniejem Czterech Skoczni. Licznie przybyli kibice ostrzyli sobie apetyty na pojedynek Kamila Stocha z wiceliderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Piotrem Żyłą, najlepszym polskim skoczkiem w ostatnich przed świętami zawodach tego cyklu w szwajcarskim Engelbergu. Żyła w tym sezonie prezentował równą, wysoką formę i sądzono, że na Wielkiej Krokwi pokusi się o zdobycie mistrzostwa kraju. Ale chęć na ten tytuł miał najwyraźniej także Stoch, który po raz ostatni zdobył go w 2015 roku. I już w serii próbnej 31-letni lider naszej kadry pokazał moc, którą zgasił ambicje rywali. Stoch poszybował na odległość 143 metrów, w pierwszej serii konkursowej zaliczył 140,5 m i rzecz jasna objął prowadzenie.

Z kadrowiczów kroku utytułowanemu koledze próbował dotrzymać jedynie Dawid Kubacki, który w pierwszej próbie osiągnął 136 metrów i był drugi ze stratą zaledwie 1,2 pkt. Trzeci Stefan Hula tracił do Kubackiego 19,1 pkt i miał tylko iluzoryczne szanse na odrobienie strat. Żyła po pierwszej serii zajmował dopiero siódmą pozycję.

W drugiej serii nie doszło do przetasowań w pierwszej piątce. Podopieczni Stefana Horngachera skakali ze znacznie krótszego rozbiegu niż reszta stawki, co miało przełożenie na osiągane przez nich odległości. Pofrunął daleko jedynie świetnie dysponowany Stoch, który poszybował na odległość 134,5 m. Nasz najlepszy skoczek stanął na najwyższym stopniu podium krajowych mistrzostw Polski po raz pierwszy od 2015 roku. W dwóch ostatnich edycjach zajmował trzecie lokaty. Tym razem zdeklasował rywali uzyskując łączną notę 331 pkt. Drugi na podium Kubacki stracił do zwycięzcy aż 32,4 pkt.

Trzecie miejsce zajął broniący tytułu Stefan Hula (284,8 pkt), czwarte wracający do przyzwoitej formy Maciej Kot (281,5), piąte Jakub Wolny (277,1), a szóste Żyła (275,5). Miejmy nadzieję, że ten jego słabszy występ to tylko efekt świątecznego rozleniwienia, a nie zapowiedź regresu formy. Siódmą lokatę w zawodach zajął Aleksander Zniszczoł (274,2) i właśnie ta siódemka zawodników w piątek 28 grudnia wyruszy w podróż do Oberstdorfu, gdzie w sobotę odbędą się kwalifikacje do niedzielnego konkursu – pierwszego w Turnieju Czterech Skoczni. Kamil Stoch będzie w nim bronił trofeum wywalczonego przed rokiem.

 

Żyła zarabia więcej od Stocha

Po wygranej w Engelbergu Japończyk Ryoyu Kobayashi umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W Pucharze Narodów liderami są Polacy.

 

Kobayashi ma na koncie 556 punktów i o 111 wyprzedza drugiego w klasyfikacji Piotra Żyłę (445). Kamil Stoch utrzymał trzecią lokatę, ale traci do Japończyka już 191 pkt. Dawid Kubacki zajmuje 12. miejsce (154), Jakub Wolny jest 23., Stefan Hula 32., a Maciej Kot 49. W klasyfikacji drużynowej Pucharu Narodów na prowadzeniu są Polacy (1457 pkt), którzy wyprzedzają Niemców o 137 punktów i Japończyków o 511. Triumfatorzy z poprzedniego sezonu Norwegowie klasyfikowani są dopiero na czwartym miejscu i do biało-czerwonych tracą 748 punktów.

Dobra forma naszych skoczków ma przełożenie na ich zarobki. W ostatnich sezonach przyzwyczailiśmy się, że liderem w naszej kadrze pod tym względem zawsze był Kamil Stoch, ale w obecnej edycji numerem 1 jest Piotr Żyła, który w obu szwajcarskich konkursach zarobił w przeliczeniu na złotówki 60 800 zł, a łącznie ma już na koncie 209 000 zł. Więcej od niego zarobił tylko rewelacyjny Kobayashi, który zarobił do tej pory 245 480 złotych.

Stoch też nie ma powodów do narzekania na zarobki. Z Engelbergu trzykrotny mistrz olimpijski wyjechał bogatszy o 30 400 zł, a po ośmiu konkursach Pucharu Świata w dorobku ma już 167 200 zł. Z polskich skoczków powody do zadowolenia może też mieć Dawid Kubacki, bo do tej pory zarobił 87 020 zł. Po zsumowaniu wszystkich finansowych premii naszych skoczków (Jakub Wolny zarobił 51 680 zł, Stefan Hula 9500, a Maciej Kot 2470 zł), wychodzi, że na konto biało-czerwonych łącznie wpłynęło 526 870 złotych. A przed nimi jeszcze mnóstwo konkursów, w tym zaczynający się z końcem grudnia prestiżowy Konkurs Czterech Skoczni.

 

Żyła najlepszy z naszych w Engelbergu

Fot. Piotr Żyła w sobotnim konkursie był najlepszy z polskich skoczków

 

 

W obu konkursach w szwajcarskim Engelbergu najlepszy w polskiej ekipie był Piotr Żyła, który dwukrotnie zajął drugą lokatę. Zawody w sobotę wygrał Niemiec Karl Geiger, zaś w niedzielę lider klasyfikacji generalnej PŚ Japończyk Ryoyu Kobayashi.

 

W sobotę Piotr Żyła zajął drugie miejsce w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w szwajcarskim Engelbergu! Triumfował Niemiec Karl Geiger, który wygrał PŚ pierwszy raz w karierze, a trzeci był Austriak Daniel Huber. To czwarte podium Żyły w obecnym sezonie i ósme w karierze. Lidera naszej kadry Kamil Stoch zajął dziewiątą lokatę, 13. w stawce był Dawid Kubacki, Maciej Kot 26., a Stefan Hula 31. (w drugiej serii skakało 31 zawodników). Najsłabiej z polskich skoczków wypadł Jakub Wolny, który zajął dopiero 41. pozycję. Słabiej w sobotnim konkursie skakał lider klasyfikacji generalnej Ryoyu Kobayashi. Japończyk, który w poprzednich konkursach pewnie wygrywał, tym razem zajął siódme miejsce, ale utrzymał prowadzenie w Pucharze Świata. Drugi w zestawieniu Żyła zmniejszył stratę do japońskiego skoczka do 91 punktów. Stoch pozostał na trzeciej pozycji ze stratą 151 punktów. Geiger, zaskakujący zwycięzca, w drugiej serii popisał się znakomitym skokiem, po którym jako jedyny przekroczył 140 m (uzyskał 141 m). Żyła zaliczył 134 i 136 m. Na piątym miejscu konkurs zakończył prowadzący po pierwszej serii Rosjanin Jewgienij Klimow.

W klasyfikacji Pucharu Narodów biało-czerwoni utrzymali pozycję lidera z dorobkiem 1259 punktów, ale reprezentacja Niemiec zmniejszyła do nich dystans (1193 pkt). Pozostał ekipy są daleko w tyle. Trzecia w klasyfikacji Japonia traciła do Polski 443 punkty.

W niedzielnym konkursie w Engelbergu do gry wrócił Kobayashi. Przed jego skokiem w pierwszej serii polscy kibice byli wniebowzięci, bo pierwsze trzy miejsca zajmowali Polacy – prowadził Kamil Stoch (138 m) przed Piotrem Żyłą (137) i Dawidem Kubackim (138,5). Japończyk poszybował jednak na odległość 144 m i rzecz jasna objął prowadzenie. Przed drugą serią skoków Stoch tracił do niego 3,2 pkt, trzeci Żyła 4,1 pkt, a czwarty Kubacki 6,3 pkt. Do serii finałowej z Polaków zakwalifikowali się jeszcze Wolny (20. lokata) i Stefan Hula (29.), a odpadł tylko Maciej Kot (zajął 42. miejsce).

W drugiej serii skoczkowie nie fruwali już tak daleko. Kubacki zaliczył 133 m i spadł z czwartego na piąte miejsce, wyprzedzony przez Niemca Karla Geigera (135 m). Nie udał się skok Stochowi, który zaliczył tylko 131 m, ale ta odległość zapewniła mu miejsce na najniższym stopniu podium. Presję wytrzymał natomiast Żyła, bo wylądował na 135 metrze i awansował na drugą pozycję. Naszych skoczków pogodził niezawodny Kobayashi, który uzyskał 137 m i oczywiście wygrał niedzielny konkurs, umacniając się na pozycji lidera Pucharu Świata.

 

Poskaczą w Engelbergu

Fot. Na skoczni w Engelbergu nie brakuje naturalnego śniegu. W Szwajcarii w ostatnich dniach spadł śnieg

 

 

W miejsce odwołanych zawodów w niemieckim Titisee-Neustadt Międzynarodowa Federacja Narciarska postanowiła w lutym zorganizować dodatkowe konkursy w Oberstdorfie i Willingen. A w najbliższy weekend skoczkowie będą rywalizować w Szwajcarii.

 

Zakopane będzie 19 i 20 stycznia gospodarzem zaplanowanych w kalendarzu zawodów indywidualnych i drużynowych. Międzynarodowa Federacja Narciarska chciała w trybie pilnym przenieść do Zakopanego odwołane konkursy w Titisee-Neustadt, ale działacze Polskiego Związku Narciarskiego odmówili, bo mieliby za mało czasu na uzyskanie stosownych pozwoleń oraz znalezienie sponsorów. Rozczarowani ich decyzją szefowie FIS już więc kandydatury Zakopanego jako areny dodatkowych zawodów nie rozpatrywali i w przyszłorocznych terminach wybrali na miejsce odwołanych konkursów w Titisee-Neustadt skocznie w Niemczech. 1 lutego w piątek zawodnicy będą rywalizować na mamuciej skoczni w Oberstdorfie w konkursie indywidualnym, w miejsce zaplanowanych na ten dzień kwalifikacji do indywidualnego konkursu w lotach narciarskich zaplanowanego na 2 lutego. Natomiast dodatkowy konkurs drużynowy odbędzie się 15 lutego w Willingen, również w miejsce kwalifikacji. 16 i 17 lutego odbędą się tam dwa kolejne konkursy indywidualne PŚ.

A już od najbliższego piątku skoczkowie będą rywalizować w szwajcarskim Engelbergu. Kibice skoków narciarskich mogą być spokojni. W Engelbergu nie powtórzy się scenariusz z Titisee-Neustadt, gdzie konkursy Pucharu Świata w skokach odwołano kilka dni wcześniej. Do szwajcarskiej miejscowości zawitała prawdziwa zima. Skocznia i teren wokół niej jest już pokryty naturalnym śniegiem. A zatem nie ma już ryzyka, że zaplanowane w najbliższy weekend konkursy w Engelbergu zostaną odwołane. Skoczkom w rywalizacji nie powinien także przeszkodzić wiatr, bo według prognoz ma nie przekraczać 2 m/s. W piątek 14 grudnia o 16:00 odbędzie się oficjalny trening, a dwie godziny później kwalifikacje do sobotniego konkursu, który rozpocznie się o 14:15. Początek niedzielnych zawodów także zaplanowano na godzinę 14:45.

Trener polskiej kadry Stefan Horngacher do konkursów w Engelbergu wystawił kadrę w składzie: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Maciej Kot i Stefan Hula. Liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest rewelacyjnie skaczący w tym sezonie Japończyk Ryoyu Kobayashi, ale dwa kolejne miejsca zajmują nasi reprezentanci – drugi jest Żyła, a trzeci Stoch. Za polskimi zawodnikami plasują się: nieobecny w Engelbergu Norweg Johann Andre Tande, trzech niemieckich skoczków – Stephan Leyhe, Karl Geiger i Andreas Wellinger oraz Rosjanin Jewgienij Klimow.

 

Hofer chce do Zakopanego

Fot. Wielka Krokiew w Zakopanem

 

 

Polacy potrafią przygotować skocznię na Puchar Świata nawet przy kilkunastu stopniach ciepła. Niedawno dowiodła tego Wisła, natomiast nie poradzili sobie z tym problemem organizatorzy konkursu w niemieckim Titisee-Neustadt.

 

We wtorek Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) poinformowała, że w najbliższy weekend z powodu fatalnych prognoz pogodowych odwołuje konkursy na skoczni w Titisee-Neustadt. Zapowiadane wysokie temperatury, opady deszczu i silny wiatr uniemożliwiły przeprowadzenie zawodów w Niemczech, co oznacza, że z programu obecnej edycji Pucharu Świata wypadł zaplanowany tam konkurs drużynowy oraz zawody indywidualne. FIS ma teraz problem, bo niekorzystne prognozy stawiają pod znakiem zapytania możliwość przeprowadzenia także kolejnego konkursu, w szwajcarskim Engelbergu (15-16 grudnia). Federacja ma prawo po prostu wykreślić te imprezy z programu, albo zastąpić je zawodami zorganizowanymi w innych krajach lub w innych terminach.

Propozycję przejęcia jednego z odwołanych konkursów otrzymało od dyrektora cyklu Pucharu Świata Waltera Hofera między innymi Zakopane. Poinformował o tym portal internetowy sport.tvp.pl, cytując wypowiedź Wojciecha Gumnego z komitetu organizacyjnego PŚ w Zakopanem, że Hofer wręcz zapytał, czy dałoby się zorganizować konkurs na Wielkiej Krokwi już w najbliższy weekend.

Na szczęście nasi narciarscy działacze nie dali się nabrać na czułe słówka i grzecznie odmówili. W tak krótkim czasie nie tylko nie znaleźliby sponsorów, ale nawet nie zdołaliby uzyskać stosownych zezwoleń na przeprowadzenie imprezy masowej. Zgodnie z polskim prawem, imprezę masową, w której mogłoby uczestniczyć więcej niż 999 widzów, należy zgłosić co najmniej miesiąc wcześniej, by uzyskać niezbędne pozwolenia i zabezpieczenie.

Możliwe jednak, że FIS ulokuje w Zakopanem dodatkowy konkurs w styczniu. Mógłby się odbyć w piątek 18 stycznia, przed zaplanowanymi już w terminarzu drużynowym konkursem 19 stycznia i indywidualnym dzień później.
Przed świętami skoczkowie mają w kalendarzu jeszcze tylko turniej w Engelbergu 15 i 16 grudnia. Na razie nie został odwołany. Trener naszej reprezentacji skoczków Stefan Horngacher zdecydował, że na szwajcarskiej skoczni wystąpią – Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Stefan Hula i Maciej Kot. Szkoleniowiec biało-czerwonych nie zmienia zatem żelaznego składu kadrowiczów.

Przypomnijmy, że w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata prowadzi rewelacyjny w tym sezonie Japończyk Ryoyu Kobayashi (420 pkt), przed Piotrem Żyłą (285) i Kamilem Stochem (276). Dawid Kubacki jest na 14. miejscu (89 pkt), Jakub Wolny na 21. (52 pkt), Stefan Hula zajmuje 31. lokatę (21 pkt), a Maciej Kot 48. (2 pkt).

 

Pierwsze pół setki Horngachera

Fot. Kamil Stoch, Japończyk Ryoyu Kobayashi i Piotr Żyła na początku sezonu dominują w klasyfikacji generalnej PŚ

 

 

Piotr Żyła w sobotnim konkursie Pucharu Świata w Niżnym Tagile odczarował ten niezdobyty dotąd przez polskich skoczków obiekt i jako pierwszy z biało-czerwonych stanął tu na podium, zajmując 2. miejsce za Norwegiem Johannem Andre Forfangiem. W klasyfikacji generalnej przed niedzielnym konkursem prowadził Japończyk Ryoyu Kobayashi (320 pkt), przed Kamilem Stochem (226) i Żyłą (225).

 

Wywalczona przez Piotra Żyły w Niżnym Togile druga lokata okazała się powodem do świętowania, bo jak wyliczyli statystycy, było to już 50. miejsce na podium zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich zajęte przez reprezentanta Polski od kiedy kadrę prowadzi austriacki szkoleniowiec Stefan Horngacher. 3 grudnia 2016 roku nasi skoczkowie pod jego wodzą wywalczyli pierwsze podium w PŚ wygrywając konkurs drużynowy w Klingenthal, a 1 grudnia 2018 roku Żyła wyskakał „50” w Niżnym Tagile. Do wywalczenia tylu sukcesów biało-czerwoni potrzebowali 67 startów, z których wygrali co trzeci – w sumie 22.

Znakomity bilans uzupełnia 17 drugich miejsc i 11 trzecich. Dla porównania – w całej historii Pucharu Świata polscy skoczkowie indywidualnie i w drużynie w sumie 204. razy zajmowali miejsca na podium. Zanim nastał Horngacher przez 37 sezonów stawali „na pudle” 154 razy, a przez dwa ostatnie sezony i trzy tygodnie obecnego 50 razy. Progres jest wręcz szokujący.
Jak bardzo są to imponujące statystyki niech świadczy ich porównanie z dokonaniami największych rywali. Norwegowie, którzy w poprzednim sezonie wygrali Puchar Narodów i są chwaleni za szeroki i wyrównany skład kadry, w omawianym czasie byli na podium 37 razy. Zwycięstw też uzbierali mniej od Polaków, bo 17. Jedynym zespołem, którego zawodnicy podobnie często jak Polacy lądowali na podium, są Niemcy. Podopieczni Wernera Schustera w tym samym czasie stawali „na pudle” 45 razy, ale Polacy maja na koncie 22 wygrane konkursy, a Niemcy tylko osiem.

Z 22 polskich zwycięstw w Pucharze Świata aż 16 osiągnął Kamil Stoch. Zasługą austriackiego szkoleniowca jest jednak zbudowanie wokół naszego potrójnego mistrza olimpijskiego wyrównanej drużyny, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy. Biało-czerwoni wygrali cztery konkursy drużynowe w PŚ, a na podium stawali aż w 13 na 15 rozegranych za kadencji Horngachera zawodach.Pod wodzą Austriaka zwycięstwa w Pucharze Świata świętowali też Maciej Kot (dwukrotnie), Dawid Kubacki (dwukrotnie), swój najlepszy okres w karierze przeżywa Żyła (był drugi w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni, w tym sezonie jest trzeci w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata), wielką formę osiągnęli też Stefan Hula i Jakub Wolnym, którzy co prawda sukcesy osiągali wyłącznie w „drużynówkach”, ale i w występach indywidualnych notowali najlepsze wyniki w karierach. Początek sezonu 2018/2019 zapowiada kolejne zdobycze biało-czerwonych. Nasz zespół wygrał „drużynówkę” w Wiśle, tydzień temu w Kuusamo Stoch i Żyła przełamali klątwę skoczni w Kuusamo, a w miniony weekend Żyła odczarował obiekt w Niżnym Tagile. Niedzielny konkurs zakończył się po zamknięciu wydania.